Saga bieszczadzka. T. 4. Mgły nad doliną - Małgorzata Garkowska - ebook + audiobook

Saga bieszczadzka. T. 4. Mgły nad doliną ebook i audiobook

Małgorzata Garkowska,

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Pożycie Poradowskich wciąż obfituje we wzloty i upadki. Chociaż Bogdan zapomniał o Magdalenie, jej cień nadal go prześladuje – ktoś bowiem zagraża jego rodzinie. Poradowski nie szczędzi wysiłków, żeby zapewnić spokój bliskim i nie zawieść po raz kolejny Anny. Ich syn Jerzy idzie w ślady ojca i zdobywa pierwsze nagrody w konkursach jeździeckich oraz z dumą nosi mundur harcerski, stając się wzorem do naśladowania dla siostry. Również dzieci Bukowskich dopisują własne karty do historii rodziny. Wiktor wybiera służbę w straży granicznej, a na placówkę w Cisnej zabiera ze sobą Zuzannę i Jasia. Tadeusz konsekwentnie realizuje swoją lotniczą pasję, ale też zaczyna odkrywać, jak interesująca może być płeć piękna. Tosia świadomie wybiera życie z dala od rodziny, w Krakowie, i tylko najmłodsza Marianka pozostaje jeszcze przy rodzicach.

Tymczasem sytuacja polityczna na świecie staje się coraz bardziej złowroga. W obliczu nadchodzącej wojny obie rodziny są zmuszone podjąć decyzje, które zaważą na ich przyszłych losach, gdy dziejowa zawierucha rozrzuci ich po świecie, niczym odłamki rozbitej porcelany. Kto podejmie walkę, komu uda się uciec i znaleźć bezpieczne schronienie, a kogo dosięgnie tragiczne fatum? Czy Wiktor i Zuza zdołają przejść kolejną życiową próbę, kiedy zamieszkają w nowym miejscu? Na czyje wsparcie będzie mogła liczyć Anna, gdy zabraknie u jej boku osób, na których zawsze mogła polegać?

W miejscu, gdzie wiatr śpiewa dawnymi głosami, a połoniny kryją coś więcej niż tylko mgłę, rozgrywa się wielopokoleniowa opowieść, w której każda łza niesie echo minionych dni, a każde wyznanie miłości przerywa pełną tajemnic ciszę. W sercu Bieszczad rozgrywa się saga rodzinna utkana z nici bojkowskich tradycji, wierzeń i codzienności, która pachnie wypiekanym w chyży chlebem i rozbrzmiewa dźwiękiem cerkiewnych dzwonów.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 312

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 34 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jakub Kamieński

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Na cykl „Saga bieszczadzka” składają się:

Tom 1: Cienie na połoninach

Tom 2: Korony bukowych lasów

Tom 3: Muzyka górskiego potoku

Tom 4: Mgły nad doliną

Tom 5: Echo cerkiewnych dzwonów

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Slotorsz

Ilustracje na okładce

© Amy Faith | arcangel.com

© Factory Stock | stock.adobe.com

Ilustracje w książce powstały za pomocą oprogramowania generatywnej sztucznej inteligencji Midjourney.

Redakcja

Anna Seweryn

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Grzegorz Bociek

Opracowanie wersji elektronicznej

Karol Bociek

Korekta

Urszula Bańcerek

Kody QR, które znajdują się przy ilustracjach, zawierają łącze html prowadzące do pliku w formacie MP4 i należy je otwierać na urządzeniu z aktualną przeglądarką oraz dostępem do Internetu.

Wydanie I, Katowice 2026

tekst © Małgorzata Garkowska, 2026

© Wydawnictwo Dobre Strony

ISBN 978-83-68689-57-0

Wydawnictwo Dobre Strony

ul. Uniwersytecka 13

40-007 Katowice

[email protected]

+48 884 666 213

Streszczenie tomu 3

Roszkowem wstrząsa tragiczna informacja o śmierci Antosia, postrzelonego przypadkowo przez niedoświadczonego żołnierza, który wziął dziecko za chłopskiego buntownika. Andrzej, podobnie jak jego starsi synowie, walczy z wyrzutami sumienia, że nie dopilnował bliźniąt, pogrążona w żałobie Emilia snuje się jak cień, a pozbawiona towarzystwa brata Tosia coraz bardziej zamyka się w sobie. Radosna dotąd dziewczyna unika bliskości i marzy tylko o tym, by jak najdalej uciec od znienawidzonej wsi. Każde z nich inaczej przeżywa żałobę, ale życie toczy się dalej…

Witek przygotowuje się do egzaminu dojrzałości, który zdaje z doskonałym wynikiem. Jego ojciec natomiast wreszcie zamierza zrealizować swój ambitny plan budowy pensjonatu. Zafascynowany lotnictwem Tadeusz musi zmierzyć się z nadopiekuńczością rodziców, którzy kategorycznie odmawiają mu udziału w kursie szybowcowym. Zrozpaczony chłopak ogłasza strajk głodowy, do którego przyłącza się jego rodzeństwo. Po przemyśleniu sprawy Emilia postanawia pozwolić synowi spełnić jego największe marzenie, gdy ten skończy szesnaście lat. Na razie chłopak konstruuje więc modele samolotów i… poznaje smak pierwszego zauroczenia.

Tymczasem Bogdan wreszcie zostaje oczyszczony z zarzutów o szpiegostwo. Jego proces, żywo komentowany przez gazety, rozpala wyobraźnię opinii społecznej, złaknionej pikantnych szczegółów na temat relacji, która łączyła rotmistrza z niejaką Magdaleną. Anna, wciąż przebywając w Hamburgu, odcina się od plotek o kolejnym romansie męża. Tęskni jednak za nim i niecierpliwie wypatruje dnia, kiedy znowu będą razem. Zupełnie czego innego życzyłby sobie Romuald Wieliszewski, który chętnie służy pani Poradowskiej wszelaką pomocą i opiekuńczym ramieniem. W zamian nie może jednak liczyć na nic więcej niż przyjaźń.

Kiedy wreszcie Poradowski przyjeżdża do Niemiec, jego żona wciąż nie może zaznać spokoju, bo małżonek zachowuje się co najmniej podejrzanie. Znika na całe dnie i nie wiadomo, czym się w tym czasie zajmuje i z kim spotyka. Annę dręczy również tęsknota za Polską, gdyż z niepokojem obserwuje to, co się dzieje w Republice Weimarskiej, gdzie ster władzy przejęli narodowi socjaliści. Obawia się, że jej dzieci będą zbyt podatne na obecną na każdym kroku ideologię, szczególnie że Jerzyk angażuje się w działalność Jungvolku i coraz częściej chętniej mówi po niemiecku niż po polsku. Bogdan nie może jednak jeszcze wyjechać, dlatego pewnego dnia małżonkowie decydują się odegrać przedstawienie, jakoby się pokłócili i Anna w złości wróciła do ojczyzny.

Poradowska wciąż jednak umiera z niepokoju. W pewnym momencie mąż przestaje się z nią kontaktować, za to pewien kapitan twierdzi, że rotmistrz miał się pojawić w Krakowie i nie wiadomo, dlaczego tego nie zrobił. Wyobraźnia podpowiada więc Annie niestworzone scenariusze, które dalece nie odbiegają od tego, co wyczynia w Niemczech Bogdan. Choć nadal nieprzytomnie kocha tylko żonę, ulega wdziękom Magdaleny Weiss. Początkowo romans z nią wydaje się najłatwiejszym sposobem, by nawiązać współpracę z agentką Abwehry i szpiegować na rzecz polskiego wywiadu, a takie rozkazy otrzymał. Kiedy jednak kobieta ostrzega go przed aresztowaniem, ale mimo wszystko oboje zostają pojmani, na trwałe zapisuje się w jego wspomnieniach. Zwłaszcza że Magda zostaje później skazana za zdradę ojczyzny, a jej kochanek nie może wyzbyć się rozterek związanych z tym, że kolejna bliska mu kobieta straciła życie. Jednocześnie gnębią go wyrzuty sumienia, że znowu, myśląc o innej, jest nielojalny wobec żony. Taki już przykry los mężczyzny o bardzo pojemnym sercu, który ucieka w alkohol, płatną miłość i awantury…

Jak najgorzej o rotmistrzu Poradowskim myśli natomiast hrabia Wieliszewski, który wciąż wzdycha do Anny, choć ta nie pozostawia mu złudzeń, deklarując małżeńską lojalność. Nawet gdy Romuald rozwodzi się z Jadwigą, jedyna rola, jaka mu przypada, to niesienie pomocy człowiekowi, którego najchętniej już nigdy w życiu by nie spotkał – dzięki swoim koneksjom udało się mu bowiem sprowadzić konkurenta z powrotem do Krakowa. Szybko się jednak okazuje, że nad rodziną Poradowskich nadal wiszą ciemne chmury, bo nie tylko ktoś zaatakował Bogdana, próbując go zabić, ale też Anna, zbulwersowana postawą męża i Wieliszewskiego, którzy zamierzają się pojedynkować w trosce o jej cześć, zastrzega, że małżonek nie ma po co wracać do domu.

Również życie uczuciowe młodych Bukowskich nabiera rumieńców… Kiedy Wiktor umawia się na spotkanie z Zuzanną Czarmińską, młodszą siostrą Henryka, swojego szkolnego kolegi, nie zdaje sobie sprawy, że dziewczyna mocno namiesza w jego planach. Witek, jako przyjaciel domu, stanowi dla niej doskonałą wymówkę, by mogła się udawać na schadzki z innym mężczyzną. Jedynym pozytywnym aspektem tego oszustwa wydaje się fakt, że młody Bukowski poznaje przyjaciółkę Zuzy, Rutę Lippman, córkę znanego adwokata i niezwykle interesującą rozmówczynię.

Sytuacja mocno się komplikuje, gdy Zuzka zachodzi w ciążę. Jej amant stracił życie w pojedynku, więc zdesperowana panna wmawia wszystkim, że ojcem jej dziecka jest Bukowski. Witek honorowo postanawia jej pomóc i w ten sposób krótko po zdaniu matury przenosi się z brzemienną żoną do Krakowa. Nie wtajemnicza rodziny w okoliczności zawarcia związku małżeńskiego, co kładzie się cieniem na jego relacjach z rodzicami, szczególnie z ojcem, rozczarowanym zachowaniem pierworodnego. Młodzi ledwo wiążą koniec z końcem, malutki Jaś daje im popalić, a na dodatek po konflikcie z jednym z profesorów Witek zostaje relegowany z uczelni. Idzie w kamasze, planując po służbie zasadniczej zgłosić się do straży granicznej.

W jednostce spotyka Henryka, swego szwagra i dawnego przyjaciela. Niegdyś zamierzali studiować razem literaturę we Lwowie, a teraz obaj trafili w miejsce, które każdego dnia przypomina im, jak okrutny był dla nich los. Heniek nienawidzi wojska i zrozpaczony pewnej nocy próbuje popełnić samobójstwo, przed czym ratuje go Bukowski. Dla Witka koszary stanowią natomiast doskonałą ucieczkę od życia, którego nienawidzi. Do tego stopnia, że złym zachowaniem specjalnie sprawia, by nie dostawać przepustek. Z trudem przychodzi mu godzenie się z losem, który sam sobie zgotował, żeniąc się z Zuzanną i biorąc pod opiekę nie swoje dziecko. Spotkany w Sanoku chłopiec, Ołeś, który przypomina mu zmarłego Antosia, skłania go do rozważań na temat podejścia do przybranego synka. Dotąd traktował malucha dosyć ozięble, a uświadamia sobie, że przecież jest jego tatą.

Zupełnie inną drogą podąża młodszy z braci Bukowskich. Zakochany w Iwance Bodnaruk Tadeusz zostaje pobity przez jej ojca, który uważa, że panicz z dworu bałamuci mu córkę. Chłopak musi się udać na zagraniczną kurację, by odzyskać pełnię sił. Po jego powrocie okazuje się, że dziewczynę wydano za mąż, a on musi przełknąć gorycz złamanego serca. Pomaga mu kurs szybowcowy, bo nie tylko wreszcie udaje mu się latać wśród chmur, ale również poznaje Basię, dziewczynę, która podziela jego pasję.

Kiedy już się wydaje, że w rodzinie mogą wreszcie zapanować ład i harmonia, ktoś niweczy marzenie Andrzeja o posiadaniu pensjonatu – dochodzi do pożaru, który trawi cały budynek. Bukowski podejrzewa nienawidzącego go Pawla Zawadę, swojego dawnego zarządcę, którego niedawno wypuszczono z więzienia. Nie tylko on jak duch przeszłości nawiedza okolicę. W Roszkowie pojawia się również Ruta Lippman, która przypomina Wiktorowi o beztroskim czasie, gdy jeszcze nie był spętany więzami nieudanego małżeństwa. Kobieta mieszka obecnie w Warszawie i występuje w kabarecie. Swobodny jest nie tylko jej modny strój, ale również obyczaje, nic więc dziwnego, że wodzi młodego Bukowskiego na pokuszenie. W ramionach kochanki chłopak szybko zapomina o przygniatającym go bagażu trosk i niepokoju. Jednak tylko na chwilę… po jakimś czasie okazuje się bowiem, że Rutka zaszła z nim w ciążę i spędziła płód. Wypowiedziane po raz pierwszy przez Jasia słowo „tatuś” pali chłopaka żywym ogniem.

U Poradowskich także sporo się dzieje. Anna od miesięcy karze męża za jego wybryki, trzymając go na dystans i jakby na złość mu podejmując w ich domu hrabiego Wieliszewskiego. Bogdan odchodzi od zmysłów, ale wkrótce te gry małżeńskie schodzą na dalszy plan, gdyż po gwałtownej chorobie umierają Elwira i Witold Bukowscy. Czy teraz, kiedy nie powstrzymuje jej osąd matki, Anna zdecyduje się na rozwód? Nieoczekiwanie jej emocje studzi Romuald, który nie marzy o niczym innym, jak o byciu z nią, ale odtrąca ją po stypie, nie chcąc wykorzystywać sytuacji.

Tom III kończy się w momencie, kiedy Antosia wybiera się na spacer do lasu, gdzie natrafia na rannego chłopaka. Próbując sprowadzić dla niego pomoc, sama naraża się na niebezpieczeństwo – ukryty w gąszczu buków schron staje się dla niej pułapką, a w niej czyha człowiek, który nienawidzi rodziny Bukowskich. Kiedy zaczyna obłapiać przerażoną dziewczynę, zastyga nagle, a twarz Tosi zalewa krew…

Prolog

Wtych snach często powracała mgła. Niekiedy snuła się u stóp, popychana wiatrem niczym chmury, otulała wszystko, co spotkała na swojej drodze, łagodnym uściskiem. Innym razem oblepiała nieprzyjemnie, mokra i chłodna, podobna do wilgotnego kompresu ze strzępków brudnej waty. Najczęściej zamazywała pole widzenia, tłumiła dźwięki i głosy, plątała drogę, gubiła wszystkie ślady. I za każdym razem skrywała niebezpieczeństwo. Niepokoiła. Sprawiała, że przyspieszał oddech, kurczył się żołądek, a napięte mięśnie oczekiwały bólu. Paraliżowały.

Wybudzenie przychodziło z trudem, okupione przyspieszonym oddechem, czasem łzami roztartymi niecierpliwie na policzku. Zanim powracała świadomość, strach sprawiał, że dłonie szukały po omacku jakiegokolwiek oparcia, a krzyk wyrywał się z płuc. Wówczas pozostawało czuwanie aż do bladego świtu, bez wytchnienia i bez nadziei na rychły koniec koszmaru.

Ucieczka od tego wydawała się niemożliwa. Wojna przyniosła obrazy, które na zawsze wryły się w pamięć, a na codziennego towarzysza przysposobiła lęk o kolejny dzień, a nawet o kolejną godzinę. I sny, zamiast dawać wytchnienie, pogłębiały obawę i niepewność. O ile łatwiejsze były noce, owijające człowieka niczym całunem, wciągające w ciemność całkowicie pustą, bez wspomnień i bez bólu.

Rozdział 1

Roszkowo, kwiecień 1937 roku

Wpanice usiłowała jak najszybciej odepchnąć bezwładne ciało. Ktoś jej pomógł, bo ciężar nagle znikł i napastnik z głuchym stęknięciem zwalił się na bok. Dziewczyna zerwała się na równe nogi. Czuła, że dygoczą jej mięśnie. Przed nią stał blady jak ściana drugi z nieznajomych. Nóż wypadł z jego dłoni, a on, jak porażony, nie potrafił się poruszyć, wpatrywał się w broczącego krwią kompana. Trudno było się zorientować, co spowodowało taką jego reakcję. Może fakt, że cios miał trafić w szyję, a ześlizgnął się po ciele i tylko zranił Jastruba? A może sam nie wiedział, dlaczego w ten sposób zaatakował?

Wąsacz zajęczał i drgnął. Wyglądało na to, że niespodziewany atak pozbawił go świadomości jedynie na moment. Piskliwy, świdrujący wrzask wdarł się w uszy. Antonina nie od razu się zorientowała, że to jej głos. Widziała, że klatka piersiowa napastnika podnosi się i opada. Niczym w transie chwyciła z ziemi ostrze, jakby ktoś inny prowadził jej rękę, zrobiła zamach i z całej siły wbiła je w gardło leżącego. Weszło aż po rękojeść, z nieprzyjemnym oporem. Wzdrygnęła się.

Nagle ucichło. Mężczyzna zacharczał i przestał oddychać, a Tosia dopiero w tym momencie nabrała głębiej powietrza. Czujnym spojrzeniem omiotła pomieszczenie. Ten drugi wciąż tu stał, jego szeroko otwarte oczy skierowane były wprost na nią.

Przedziwne odczucie, że patrzyła na siebie z boku, nie chciało minąć. Podniosła się z klęczek, ze zgrozą oglądając zabrudzone posoką palce, powalane mankiety swetra. Ubranie miała w nieładzie, chciała jak najszybciej je poprawić, ale trzęsące się dłonie wszystko utrudniały.

Obcy tkwił w miejscu, czujnie śledząc jej ruchy. W końcu i on oprzytomniał, otworzył usta, aby coś powiedzieć.

Nie czekała. Musiała uciec. Zerwała się do biegu, odepchnęła mężczyznę, szarpnięciem otworzyła drzwi ziemianki, wypadła na zewnątrz i pognała w dół wzniesienia, nie oglądając się za siebie. „Nie dojdzie mnie, nie dojdzie mnie” – zaklinała w myślach i przez kilka minut się wydawało, że jest sama.

Kiedy usłyszała za sobą zbliżające się kroki, przyspieszyła. Trzaskały suche gałązki pod butami, coraz bliżej i bliżej, a Antonina była u kresu sił. Wprawdzie nogi wciąż ją niosły, ale płuca nie nadążały i z coraz większym trudem łapała oddech. Potknęła się w pewnej chwili, z krzykiem runęła na ziemię i potoczyła się parę metrów, szczęśliwie nie wpadając na żadne drzewo. Leżała, ciężko dysząc, niezdolna wstać, i czekała, aż napastnik ją dopadnie. Niepokoiła cisza wokół. Wiatr szumiał, poruszając koronami buków. Czyżby się przesłyszała? Nie gonił jej? Ostrożnie podniosła się na czworaki i rozejrzała. Nikogo.

Nie znalazłaby ścieżki, którą wcześniej trafiła do ziemianki, nie była pewna, gdzie pozostawiła Artema i po dłuższej chwili, kiedy rozglądając się, doprowadzała do względnego porządku swoje ubranie, zorientowała się, gdzie jest.

– Nie zrobię ci krzywdy.

Musiał się chować! Aż podskoczyła, przerażona obecnością nieznajomego. Rzuciłaby się do ucieczki, gdyby jej nie pochwycił.

– Zostaw mnie! – pisnęła.

– Nie zdradź nikomu, że tu przyszłaś – przykazał. – Ani co zrobiłaś.

Potaknęła bezgłośnie.

– Nawet księdzu na spowiedzi.

I tym razem się zgodziła, byleby ją już wypuścił.

– Pokażesz, gdzie chłopak?

– Tam, przy wąwozie. Nieprzytomny. – Wskazała kierunek.

– Prowadź – warknął, odpychając ją od siebie. – I bez numerów.

– Nie boję się ciebie – skłamała.

Zaśmiał się. Krótko i nieprzyjemnie. Głową pokazał, żeby szła przed nim. Nie trwało to zbyt długo. Artem siedział oparty o pień, tak jak przed kilkudziesięcioma minutami. Oddychał płytko i mimo pozostawionego okrycia drżał z zimna. Nieznajomy mężczyzna szybkimi ruchami sprawdził jego stan.

– Gorączkę ma – mruknął do siebie. – Bierz płaszcz i uchodź – zwrócił się do Tosi.

Obejrzała się ukradkiem po paru metrach i westchnęła z ulgą. Z chłopakiem na rękach podążał w przeciwną niż ona stronę.

Antonina szła jak najszybciej, zatrzymała się tylko na chwilę, aby obmyć dłonie i twarz w strumyczku. Lodowata woda jak zbawienny kompres chłodziła skórę. Dziewczyna najchętniej zanurzyłaby się cała, żeby pozbyć się palących jej skórę śladów po dotyku Jastruba. Przelotnie zastanowiła się, skąd ją znał, ale żadne wyjaśnienie nie przyszło jej do głowy. „Co ja powiem w domu?” – myślała gorączkowo.

– Nikt się nie może dowiedzieć, nikt! – szeptała do siebie.

***

We dworze, mimo że próbowała, nie zdołała przedostać się do swojego pokoju niezauważona. Najpierw jej widok zadziwił Sztefana, który żywo zainteresował się, co się stało, a jego pełen zdumienia okrzyk przywiódł Liudę i, jak się można było tego spodziewać, w krótkim czasie również matkę. Ojciec zabrał Mariankę na konną przejażdżkę, inaczej również by powiększyli i tak już – zdaniem Tosi – zbyt liczne zgromadzenie.

– Po prostu się potknęłam i sturlałam kilka metrów z górki – wyjaśniła, uciszając pytania. – Nic mi nie jest.

Obawiała się, że jej emocje zdradzi głos, ale jego pewne brzmienie zdziwiło ją samą.

– Kąpiel ciepłą ci przygotujemy. – Matka chciała ją objąć i Antonina, choć wolałaby odtrącić gest, poddała się trosce.

– Naprawdę nic mi się nie stało – powtórzyła niecierpliwie.

– A krew? Gdzie rana? – dociekała Emilia.

Na szczęście jakimś cudem miała ją głównie na twarzy i rękach, co zdołała wcześniej z siebie zmyć, pozostały ślady we włosach i na kołnierzyku koszuli, a zabrudzony sweter okryła paltem. W drodze powrotnej wymyśliła prawdopodobną wersję zdarzenia i liczyła, że to wystarczy i Emilii, i Liudzie.

– Gdy upadłam, to mi z nosa pociekło, nic mi nie jest – powtórzyła.

Uwierzyły, a przynajmniej przestały dopytywać. Po chwili Antonina z ulgą zaszyła się w swojej sypialni. Stojąc przed lustrem, powoli zdejmowała ubrania, uważnie przyglądając się własnemu odbiciu. Płaszczyk był uwalany ziemią, choć znacznie mniej niż pulower, w którym, jak i w potarganej fryzurze, zaplątały się drobne gałązki i liście. Strzepnęła wszystko starannie. Pozbyła się bluzki. Jakimś cudem wąsacz nie porozrywał guzików, oprócz tego w spódnicy. Zzuła buty, ściągnęła porwane pończochy i pozostała w samej bieliźnie.

Patrzyła na swoje ciało. Na siniaki na udach i piersiach.

Nie czuła zupełnie nic.

Ożyw obraz

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Cykl

Strona redakcyjna

Streszczenie tomu 3

Prolog

Rozdział 1

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie