Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
33 osoby interesują się tą książką
Ludzie przestali dyktować warunki. Teraz władzę mają bestie.
Przerażające bóstwo Cienia zaczyna siać chaos na ziemi. Gdy osada nieopodal rodzinnej wioski Bastiego – hodowcy zwierząt – staje w płomieniach, ten bez wahania dołącza do swoich kompanów i rusza do walki.
Po krwawej bitwie zostaje ugryziony przez dziką bestię. Kiedy wreszcie wraca do domu, na miejscu zastaje tylko zgliszcza i ślady rzezi. Jego żona i córka nie żyją, a po synu nie ma nawet śladu.
Od tej chwili coś w nim pęka. Jego ciało zaczyna się zmieniać, zmysły wyostrzają, a gniew przeradza się w coś o wiele groźniejszego.
Ogarnięty rozpaczą i żądzą zemsty, Basti wyrusza w drogę, by odnaleźć własne dziecko. Nie przeczuwa jeszcze, że w jego wnętrzu budzi się krwiożerczy wilk. Ani że jego nowe oblicze może ocalić świat przed zagładą… lub pogrążyć go w całkowitej ciemności.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 242
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zapewne znacie wiele fantastycznych i tajemniczych postaci. Czytaliście lub oglądaliście różne niesamowite historie, o których nawet starożytni nie śnili. Jednak chcę wam opowiedzieć dzieje pewnego człowieka. Jego życie, z początku poukładane, spokojne, wręcz nudne, nabiera rozpędu z każdym oddechem lub mrugnięciem okiem. Ale po kolei…
Wschodziło słońce, zapowiadając kolejny słoneczny dzień nad osadą Tipo, znajdującą się przy brzegu oceanu. Otaczały ją pola uprawne oraz lasy bogate w zwierzynę. Natomiast góry położone w dalszej części lądu dostarczały materiałów niezbędnych do wytwarzania broni.
Dla dwóch tysięcy mieszkańców wioski zaczynał się dzień pełen obowiązków. Rzemieślnicy, kupcy, rybacy, znachorzy, hodowcy zwierząt, wojownicy, handlarze – wszyscy mieli swoje miejsce w osadzie i wykonywali obowiązki pieczołowicie. Dobro ogółu było dla każdego ważne. Był wśród nich pewien wojownik, który odkąd zapanował pokój między osadami, zajął się hodowlą zwierząt. Na imię było mu Basti – wysoki, jak na tamte czasy (mierzył aż sto osiemdziesiąt dwa centymetry), szczupły, aczkolwiek dobrze zbudowany. Miał czarne, krótkie włosy, niebieskie, przenikliwe oczy i surowe rysy twarzy. Ledwie skończył trzydzieści lat, a już mógł opowiedzieć niejedną ciekawą historię.
Gdy czasy wojen i podbojów przeminęły, Basti osiadł na obrzeżach Tipo w małym domku ogrodzonym niewielkim, drewnianym płotkiem. Dookoła chałupki znajdowały się pastwiska dla zwierząt oraz pola uprawne należące do niego i jego rodziny. Mężczyzna przyzwyczaił się do spokojniejszych czasów, ale nigdy nie zapomniał, ile zawdzięcza swoim umiejętnościom bojowym. Każdego dnia oddawał się treningowi i rozwijaniu zdolności władania mieczem lub walki wręcz. Czynił to na placu treningowym nieopodal domu wodza, znajdującego się na wzgórzu z widokiem na całą osadę.
– Axel! Trzymaj wyżej miecz – powiedział Basti do swojego syna.
– Staram się – odpowiedział nieporadnie chłopak, poprawiając miecz w słabych dłoniach.
Miał dziesięć lat i stanowczo za mało siły jak na swój wiek. Po ojcu odziedziczył wzrost oraz czarny kolor włosów. Był też dość szczupły. Jego wygląd nie zwalniał go od obowiązków. Do jego zadań należała pomoc ojcu przy zwierzętach oraz od pewnego czasu nauka władania bronią. Chłopak bardzo chciał, żeby Basti był z niego dumny. Niestety nie zawsze tak było. Ze względu na brak siły treningi z ojcem wykańczały go. Jednak nie poddawał się, wstając po każdym, nawet największym potknięciu.
Ćwiczenia przerwała wieść o przybyciu posłańca. Było to bardzo dziwne zjawisko, gdyż wszystkie sąsiadujące osady miały dość bezsensownych wojen i zawarły między sobą pokój. Dodatkowo wodzowie wyznaczyli granice pomiędzy wioskami oraz pobliskim terenami. Najdziwniejsze w tej sytuacji były pośpiech i nerwy posłańca, zauważalne już z daleka.
– Co się dzieje? – zapytał z wielkim zainteresowaniem Axel.
– Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą Basti. – To posłaniec z odległej osady. Chodźmy sprawdzić, jakie wieści przynosi. Nie wygląda zbyt dobrze.
Tak też uczynili. Axel wziął swój miecz i podążył za ojcem. Stanęli niedaleko domu Arina, wodza Tipo. Nie mieli zbyt dużo miejsca do wyboru, gdyż pojawiło się wielu mieszkańców osady zainteresowanych przybyciem posłańca.
– Panie… – zaczął przybysz, jeszcze siedząc na koniu. – Osada Wirku zaatakowała nasze ziemie bez żadnego ostrzeżenia…
– Mimo zawartego sojuszu? – wtrącił zdziwiony wódz.
– Tak. To była tragedia. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Nikt nie zauważył, skąd nadszedł atak i kim są napastnicy. Niektórzy twierdzili, że byli wśród nich kapłani oraz szamani. Było jednak w nich coś dziwnego… – Posłaniec zaczął mówić wolniej, szukając odpowiednich słów. – Mrocznego. Ich oczy… Można było w nich zobaczyć obłęd. Miały nienaturalnie fioletowy kolor. Tak jak ludzie, którzy czcili zakazane bóstwo…
– Cienia – dokończył ktoś z tłumu.
Fala szeptów rozeszła się po zgromadzonych ludziach. Niektórzy w myślach już się pakowali i chcieli uciekać. Inni szykowali broń, aby stawić czoła niebezpieczeństwu. Posłaniec zamilkł. Dopiero teraz wyprostował się, patrząc na wodza osady. Ten powiódł surowym spojrzeniem po zgromadzonym tłumie, ganiąc ich za zaprezentowaną postawę.
– Nie wpadajcie w panikę – zaczął stanowczo Arin. – Bóstwo Cienia zostało zakazane i wytępione z naszych ziem. Niemożliwe, aby ktoś ponownie zaczął je czcić. Zbyt dużo krwi przelali nasi przodkowie, naprawiając błędy dawnych pokoleń, żeby wydarzyło się to samo. Zarządzam spotkanie dziś wieczorem w tej sprawie. A teraz zajmijcie się posłańcem oraz swoimi obowiązkami.
Wódz zakończył widowisko. Zasiadł przed chatą, by rozmyślać, co w tej sytuacji powinien czynić. Ludzie posłusznie wrócili do swoich obowiązków, lecz szepty i rozmowy nie ustawały.
– Co o tym sądzisz, ojcze? – zapytał Axel, gdy zmierzali do domu.
– Jak dotrzemy do domu, wtedy wszystkiego się dowiesz, chłopcze – odrzekł zamyślony Basti.
W chacie czekało już jedzenie przygotowane przez jego żonę Leę. Była to piękna, szczupła kobieta średniego wzrostu o długich, gęstych i czarnych jak smoła włosach. Jej granatowe oczy potrafiły z każdego wyciągnąć każdą informację. Miała dwadzieścia dziewięć lat. Uśmiech i optymizm nigdy jej nie opuszczały. Nawet w najgorszych chwilach potrafiła rozniecić iskierkę nadziei na lepsze jutro.
– Ojcze! – wykrzyknęła Rita, widząc, jak ojciec przekracza próg domu. Już chciała biec w jego stronę, gdy matka w ostatniej chwili złapała ją za koszulę.
– Rita, ostrożnie. Jeszcze trochę, a nie mielibyśmy do czego siadać. Prawie zrzuciłaś misę z jedzeniem na podłogę – skarciła ją matka.
– Przepraszam, matko. – Rita spojrzała na stół, gdzie Lea poprawiała jadło.
– Już dobrze, zwierciuchu. – Uśmiechnęła się i pocałowała córkę w czoło. – Sytuacja opanowana, możesz się przywitać z ojcem i bratem.
Rita biegiem rzuciła się w ramiona Bastiego, który cierpliwie czekał na rozwój sytuacji. Bez problemu podniósł delikatne ciałko córki ponad głowę. Dziewczynka, podobnie jak jej matka, była małą istotką o ciemnych włosach średniej długości. Oczy, co prawda nie tak bardzo intensywne jak u Lei, ale też potrafiły nieźle namieszać w głowie. Dziewczynka miała osiem lat i wszędzie było jej pełno. Do jej głównych obowiązków należała pomoc matce w domu, co nie zawsze przebiegało spokojnie i harmonijnie.
Axel poczochrał włosy siostrze i usiadł do stołu.
– Jakie wieści przyniósł posłaniec? – zapytała zadziornie Lea. – Historia, którą już słyszałam, jest naprawdę intrygująca.
Basti postawił Ritę na ziemi i uważnie zaczął przyglądać się żonie. Nie był do końca przekonany, ile może powiedzieć o zaistniałej sytuacji, ale skoro doszły ją już zmienione wersje, to prawda była zdecydowanie lepszym wyjściem. Lea, mimo że zawsze była uśmiechnięta, należała do mądrych kobiet, które wiedziały więcej o życiu niż tylko to, jak poprawnie wykonywać domowe obowiązki. Za to Basti kochał ją najbardziej. Siadając do stołu, streścił przebieg wizyty posłańca.
– Zabraniam wam wychodzić po zmroku z domu. – Skierował surowe spojrzenie na Ritę i Axela. – Na łowy też nie możesz odchodzić daleko od osady, Axel.
Chłopak tylko pokiwał głową na znak, że zrozumiał polecenie wydane przez ojca. Dziewczynka nie była zachwycona pomysłem, ale nie miała zbyt dużo do powiedzenia.
Gdy zapadł zmrok, Basti udał się na naradę do wodza osady. W skład Rady wchodziło dziesięć osób oraz wódz. Basti został wciągnięty do Rady nie ze względu na swoją siłę, lecz na trzeźwy osąd niemalże w każdej sytuacji. W Radzie znajdowali się przedstawiciele: kupców, handlarzy, wojowników, rybaków, rzemieślników i innych. Basti oficjalnie był przedstawicielem hodowców zwierząt.
– Zatem. Cóż mamy uczynić? Słucham waszych zdań – zaczął wódz, patrząc po twarzach zgromadzonych przy ognisku ludzi.
Cisza. Nikt nic nie mówił. Każdy patrzył tak intensywnie w ogień, jakby szukał tam wspaniałego rozwiązania zaistniałej sytuacji.
– Wyślijmy pięcioosobowy patrol zwiadowczy w tamte strony – przełamał niekończącą się ciszę Basti. – Wybierzmy najlepsze konie oraz najlepszych jeźdźców, małych i zwinnych. Niech sprawdzą, czy słowa posłańca są prawdziwe. A później podejmiemy decyzje, co z tym zrobimy dalej.
– Dlaczego mamy narażać naszych ludzi? – odezwał się przedstawiciel handlarzy. – Możemy swobodnie handlować z innymi osadami. W jakim celu mamy siać zamęt i zamieszanie? To zaszkodzi tylko naszym interesom.
– Jak zwykle, ty tylko o swoich interesach. Po co mamy czekać? – Gwałtownie poderwał się z miejsca Beros, przedstawiciel wojowników. – Zbierzmy nasze wojska i ruszajmy naprzeciw armii wroga. Przecież posłaniec powiedział, co się wydarzyło. Na co mamy czekać?
Tłum ożył. Każdy miał teraz coś do powiedzenia. Jednak nikt nikogo nie słuchał. Jeden krzyczał przez drugiego. Niektórzy chcieli ruszać do boju. Innym rozsądek kazał czekać na rozwój sytuacji. Arin patrzył na rozjuszonych ludzi coraz bardziej zniecierpliwionym wzrokiem. Gdy w końcu zapadła cisza, przeszli do głosowania. Każdy z przedstawicieli po kolei wypowiadał swoją opinię.
– Wojna.
– Czekać.
– Czekać.
– Wojna.
– Czekać.
– Czekać.
– Wojna.
– Czekać.
– Czekać.
– Patrol – odrzekł na końcu spokojnie Basti.
– Zatem większością głosów czekamy – podsumował wódz. – Wracajcie do swoich domów. Koniec narady.
Po zakończonym spotkaniu nastroje w osadzie były różne. Basti miał złe przeczucia, jednak nic nie mógł poradzić na zmianę sytuacji. Nie pozostawało nic innego, jak tylko czekać.
Upłynęło kilka dni w ciszy i spokoju. Ludzie powoli zapominali już o zamieszaniu wywołanym przez wiadomość posłańca o bóstwie Cienia, który wrócił do swoich z wiadomościami od wodza osady.
Zapowiadał się kolejny słoneczny dzień. Basti siedział na trawie i bacznie obserwował, jak Axel ćwiczy strzelanie z łuku do drzewa.
– Nadgarstek bliżej policzka – poinstruował.
Gdy tylko Axel wypuścił strzałę, która drasnęła drzewo, zawył róg ostrzegawczy z bram osady. Nie zważając na poszukiwania zaginionej strzały, ruszyli w stronę dźwięku. Dobiegli do bramy jako jedni z pierwszych. W oddali dostrzegli grupę kilkunastu uzbrojonych osób. Axel w odruchu wyciągnął kolejną strzałę i zaczął celować w poruszające się postacie. Jednak gdy były już wystarczająco blisko bramy, można było dostrzec zupełnie inny obraz.
– Otworzyć bramę – krzyknął Beros.
Brama zaskrzypiała i już po chwili w osadzie znaleźli się obcy ludzie. Okazało się, że byli to uciekinierzy i wojownicy z sąsiadującej osady. Udzielono im pomocy, opatrzono rany, dano pić i jeść. Gdy już odpoczęli, sami zaczęli mówić, co ich spotkało. Wiele pokrywało się ze słowami posłańca sprzed kilku dni. Te same postacie. Ten sam schemat działania. Napaść i zabójstwo mieszkańców osady. Tylko nielicznym udało się uciec. Ludzie byli tak przerażeni tym, co się wydarzyło, że każdy podejrzany dźwięk lub gwałtowne pojawienie się mieszkańca osady powodowały u nich popłoch, strach i krzyk. Nikt już nie miał wątpliwości – bóstwo Cienia się odrodziło i chce zawładnąć światem.
Wódz zwołał wieczorem kolejną radę w swojej chacie. Tak jak poprzednim razem stawili się wszyscy członkowie, łącznie z Bastim, który nie zmienił zdania od poprzedniej narady.
– Rozmawialiście z ocalałymi, prawda? – zapytał Arin zgromadzonych.
Wszyscy zgodnie, aczkolwiek powoli kiwnęli głowami. Mieszkańcy osady żyli teraz tylko tym, co się działo poza murami ich wioski.
– Zatem pytam ponownie, co radzicie w tej sprawie? – Wódz powiódł po twarzach osób, które znajdowały się w jego chacie.
Tym razem nie było aż tak gwałtownie jak na poprzednim spotkaniu. Każdy opowiedział, jakie widzi wyjście z zaistniałej sytuacji. Basti dalej podtrzymywał swoje stanowisko odnośnie do zwiadu, jednak większością głosów zadecydowano o ruszeniu w pełnym uzbrojeniu na nieznanego przeciwnika.
Beros zajął się werbowaniem mężczyzn nadających się na wojowników. Basti sam się zgłosił na ochotnika. W końcu był najsilniejszym mężczyzną w osadzie. Nie mogło go zabraknąć. Poza tym tęsknił za dreszczykiem emocji, tropieniem przeciwnika, robieniem zasadzek, walką na miecze czy też wręcz. Myślami wybiegał już w przyszłość i widział starcie z wrogą armią. Jak ich rozszarpuje na strzępy oraz miażdży z niesamowitą siłą.
– Wyruszamy jutro o świcie. – Beros położył dłoń na ramieniu Bastiego, tym samym wyrywając go z zamyślenia. – Radzę Ci, pożegnaj się ze swoją rodziną. Nie wiadomo, czy wrócimy jeszcze do osady.
– Ja wrócę, na pewno – odparł hardo Basti.
Miał dziwne przeczucie, że jego słowa się sprawdzą. Było jednak w nich coś niepokojącego. Wróci, ale czy dalej będzie taki sam? Ta dziwna myśl nie dawała mu spokoju w drodze do domu.
Gdy przekroczył próg chaty, zobaczył swoją żonę siedzącą przy palenisku. Grzebała metalowym prętem w ogniu, intensywnie wpatrując się w płomienie.
– Powiedz, że do nas wrócisz – odezwała się smutno, przenosząc wzrok na męża.
– Wątpisz w moje umiejętności bojowe, kobieto? – Basti zdenerwował się na Leę. Jak ona mogła tak myśleć? Przecież był najsilniejszym mieszkańcem osady. Zasłużonym w boju. Posiadającym niezwykłe umiejętności władania mieczem, które przekazywał synowi.
– Nigdy w Ciebie nie wątpiłam – przyznała pewnie. – Ale jest coś przerażającego w tych opowieściach ocalałych. Coś, czego nie potrafię pojąć. Coś, co napawa mnie wielkim lękiem i niepokojem. Jakieś dziwne przeczucie, że może to być nasza ostania noc. – Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
Basti podszedł do żony. Ujął jej drobną twarz w wielkie dłonie i starł kciukiem spływającą łzę. Nigdy nie lubił, gdy Lea płakała. Co prawda działo się to bardzo rzadko, ale i tak nie znosił tego uczucia bezsilności, które go opanowywało, gdy widział ją w takim stanie. Bo co może zrobić mężczyzna, widząc kobiece łzy?
Zatracił się w granatowych oczach, wspominając wszystkie wspaniałe chwile, które przeżyli razem. Było ich tak wiele. Dlaczego oboje mieli przeczucie, że to ich ostatnie wspólne chwile? Lea stanęła na palcach i delikatnie pocałowała Bastiego. Odwzajemnił pieszczotę i zaplótł silne ręce na jej drobnej talii.
– Wrócę do was – odpowiedział, mocno wierząc w swoje słowa.
Gdy nastał nowy dzień, Basti wyszedł z domu, nie budząc nikogo. Zajrzał tylko do izby, w której spały dzieci. Mały kosmyk zaplątał się na twarz Rity, wkradając się prawie do ust. Przesunął delikatnie palcem po twarzy córeczki i zaplótł jej włosy za ucho. Mała przewróciła się na drugi bok, mamrocząc coś niezrozumiale pod nosem. Axel jak zwykle spał z niewinnym wyrazem twarzy. Basti zawsze podziwiał spokój syna podczas odpoczynku. Nawet w młodszych latach chłopak nie sprawiał problemów, gdy trzeba było iść spać. Szkoda, że tak łagodnie wyglądał tylko podczas snu. Za dnia twarz Axela przybierała bardziej zacięty wyraz.
Lea albo była pogrążona w tak głębokim śnie, albo specjalnie udawała. Obstawiał bardziej to drugie. Zapewne nie pozwoliłaby mu udać się na wojnę, a zawsze go wspierała. W każdych działaniach mógł na nią liczyć. Jednak tym razem oboje czuli, że coś jest na rzeczy. Nie potrafili tego nazwać, ale takiego przeczucia jeszcze nigdy nie mieli. W dodatku oboje w tym samym czasie odnośnie do tej samej sytuacji.
A może już nie wrócę? Może zamiast walczyć nie wiadomo gdzie, zostanę w domu i będę bronić tego, co najbliższe mojemu sercu? – Gdy po raz ostatni patrzył na śpiącą żonę i niemal już wychodził z domu, na ułamek sekundy głos powątpiewania rozbrzmiał mu w głowie. Szybko odgonił te myśli. Prawdziwy wojownik nie boi się niczego. Nawet śmierci. Wyrusza stawić czoło najeźdźcy, żeby on nie mógł dotrzeć do jego osady. A co ważniejsze, do jego rodziny. Gdy już odeprze atak wroga, wróci jako bohater i będzie mógł ponownie cieszyć się domowym zaciszem. Z tą myślą Basti zamknął za sobą drzwi i ruszył na miejsce zbiórki.
Przed bramą osady zebrała się już spora grupa ludzi. Mężczyźni dobierali jeszcze miecze, włócznie, łuki oraz inne bronie, aby nie iść na wroga z pustymi rękoma. Basti poprawił swój miecz. Wczoraj wieczorem dokładnie go naostrzył, powoli sprawdzając całą długość w poszukiwaniu jakichkolwiek uszczerbków. Pociągnięcie za pociągnięciem. Lubił zarówno dźwięk, jak i uczucie spowodowane przesuwaniem ostrza po metalu.
Wojownik jest tyle wart, ile jego miecz.– Słowa ojca rozbrzmiały mu w umyśle. Od małego wpajał Bastiemu, że będzie wielkim wojownikiem oaz zasłynie wśród innych. Czas w końcu spełnić proroctwa ojca.
Róg wyrwał Bastiego z zamyślenia. Wojownicy oraz ochotnicy ruszyli stawić czoła wrogiej armii. Basti szedł na końcu, ubezpieczając tyły. Zawsze tak robił. Dawało mu to czas na reakcję, gdy coś działo się z przodu. Zachowywał jednak czujność i był również przygotowany na atak od tyłu.
Pierwszy dzień marszu upłynął spokojnie. Każdy wojownik szedł w skupieniu, obserwując bacznie drogę. Gdy przemierzali gęsty las, udało się im nawet upolować zwierzynę na kolację. Rozbili mały obóz na jednej z mijanych polan. Basti zgłosił się jako pierwszy do nocnej warty. Nie był zmęczony marszem, a doskonale wiedział, że później będzie mu łatwiej zasnąć i zregenerować siły na następny dzień.
Trzask pękającej gałęzi wyrwał go z zamyślenia. Basti poderwał się na równe nogi, dobywając miecza. Po stali przebiegł błysk ognia. Wojownik spojrzał w kierunku, skąd dochodził dźwięk. Jednak odpowiedziały mu tylko cisza i mrok. Stał tak, wstrzymując oddech oraz wytężając wzrok, aż nagle coś błysnęło nisko nad ziemią. Basti zamachnął się mieczem. W tym samym momencie z mroku wyłonił się wielki wilk. Nie był standardowych rozmiarów. Był dużo większy. Miecz zawisł w powietrzu. Basti nie mógł oderwać wzroku od lśniącej szarej sierści stworzenia oraz intensywnych niebieskich tęczówek. Wilk dokładnie zlustrował Bastiego. Jakby sprawdzał, czy się nadaje. Nagle zadarł łeb i zawył przeraźliwie w stronę gwieździstego nieba.
– Czas na zmianę warty. – Basti spojrzał na Berosa, który wyszedł zza wielkiego pnia drzewa. – Na kogo polujesz? – zapytał, widząc dziwne zachowanie wojownika.
Basti ponownie spojrzał w miejsce, w którym stał wilk. Już go tam nie było. Tak jakby wyparował. Przecież Basti usłyszałby szeleszczące odgłosy uciekającej zwierzyny. Zmieszany spojrzał ponownie na Berosa.
– Uważaj na zabłąkaną zwierzynę. Jakieś zwierzę chyba planowało dostać się do naszych zapasów, ale ostatecznie zmieniło zdanie – odpowiedział Basti.
Zostawił Berosa z tą krótką informacją. Poszukał kawałka ziemi, rozłożył płaszcz i położył się na nim. Patrząc w gwieździste niebo, zastanawiał się, czy miał zwidy, czy naprawdę widział wilka. Może zwierz był chory i podczas snu rozszarpie wszystkim gardła? A może to była tylko halucynacja? Tak czy siak, Basti wolał już spać, niż dalej to roztrząsać. Przekręcił się na prawy bok i zamarł. W krzakach znowu dojrzał tego samego wilka. Poderwał się na równe nogi i zaczął biec z mieczem w ręku w stronę bestii, lecz ona zniknęła. Zrezygnowany wrócił na swoje posłanie, położył się na plecach, zamknął oczy i obiecał sobie, że otworzy je dopiero, jak zacznie świtać.
Promienie słońca zaczęły ogrzewać twarze wojowników. Niektórzy z nich byli już na nogach i szykowali się do dalszego marszu. Basti usiadł na swoim płaszczu. Przetarł zapuchnięte oczy, przypominając sobie zajścia z wczorajszej nocy. Nadal nie był w stanie powiedzieć, czy naprawdę widział wilka, czy jego wyobraźnia zaczynała już płatać figle. Wstał, zabrał miecz i udał się w miejsce zbiórki. Bez zbędnego ociągania grupa ruszyła dalej. Basti ponownie szedł na końcu. Tym razem bacznie lustrował każdy mijany krzak, drzewo czy podejrzaną przestrzeń między pniami. Obiecał sobie, że przy następnym spotkaniu z wilkiem użyje miecza, tak jak go uczył ojciec. Chociaż z drugiej strony zwierz zaczął bardzo intensywnie interesować Bastiego. Przyjrzał się tłumowi. Nikogo nie brakowało. Nikt też nie narzekał na znikające jadło. Zatem wilk nie chciał pożywić się ich kosztem. Jeżeli nie jedzenie, to co mogło nakłonić zwierzę do pojawienia się tak blisko ludzkiego obozowiska? Był sam czy z watahą? Może wycie miało przywołać pozostałych na rzeź i ucztę? Im dłużej o tym myślał, miał coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi. I te oczy. Basti nie mógł wyrzucić z głowy spojrzenia wilka.
– Do broni! – rozległ się wrzask Berosa.
Basti szybko wrócił na ziemię ze swoich rozmyślań. Automatycznie uniósł miecz, lustrując sytuację. Z przeciwnej strony szła w ich kierunku spora grupa wojowników w gotowości do ataku. Jednak nie mieli fioletowych oczu, tak jak opisywał posłaniec. Basti przedarł się przez tłum, żeby jak najszybciej znaleźć się obok bojowo nastawionego Berosa.
– To nie są wysłannicy Cienia – powiedział ostro Basti, gdy już szedł ramię w ramię z Berosem. – Spójrz im w oczy. Są normalne, ludzkie.
– Co nie zmienia faktu, że musimy zachować ostrożność – odpowiedział Beros, dając ludziom znak, żeby schowali miecze, ale byli w gotowości do walki.
Obie grupy zatrzymały się w zasięgu swojego wzroku. Widać było gotowość do walki również w przeciwnej gromadzie. Nagle w kierunku mieszkańców Tipo ruszył jeden mężczyzna. Schował miecz do pochwy, ale cały czas trzymał dłoń na rękojeści. Szedł powoli, nie spuszczając z nich wzroku.
Basti i Beros wymienili szybkie spojrzenia, kiwnęli głowami, schowali miecze i ruszyli w kierunku nieznajomego. Z tłumu wyrwało się jeszcze kilku młodych mężczyzn, ale gest dłoni Berosa nakazał im powrót w szeregi. Nie mieli wyjścia. Wrócili na swoje miejsce.
Wysłannicy spotkali się w połowie drogi. Gdy byli już blisko, w Bastiego uderzyło dziwne przeczucie, że skądś zna tego mężczyznę. Nie potrafił sobie przypomnieć skąd.
– Witajcie, nieznajomi – przemówił obcy pewnym głosem. – Zabłądziliście? Znacznie oddaliliście się od Tipo.
Basti i Beros poczuli się zmieszani, gdy tylko padła nazwa ich wioski. Udało im się ukryć swoje zdziwienie pod maską obojętności.
– Skąd wiesz, że pochodzimy akurat z tej wioski? – zapytał zaintrygowany Beros.
– Jak tylko ujrzałem tego osiłka… – Spojrzał na Bastiego. – Od razu skojarzyłem go z waszą osadą. Dodatkowo kiedyś kupiłem od niego kilka dorodnych owiec. Nie codziennie spotyka się tak wielkiego chłopa – zaśmiał się.
Basti i Beros spojrzeli na siebie. Basti wzruszył tylko ramionami i zlustrował grupę, która zaczynała powoli do nich podchodzić. Przeważali silni mężczyźni. Znalazło się kilku chłopców oraz mężczyzn w dojrzałym wieku. Jednak byli oni w zdecydowanej mniejszości.
– A Ciebie co sprowadza tak daleko od swojej osady? – zapytał Beros.
– Jestem Ole. Dowódca z osady Mar. W porozumieniu z wodzem zebraliśmy chętnych do walki i wyruszyliśmy po tym, jak odwiedził nas posłaniec. Na początku zbagatelizowaliśmy jego ostrzeżenia. Jednak gdy doszły nas słuchy o kolejnych atakach, postanowiliśmy coś z tym zrobić. Zatem jesteśmy i stawimy czoła nawet samemu diabłu, jeśli tylko zechce zaszczycić nas swoją obecnością. Prawda, bracia?! – zaczął krzyczeć i podnosić swój miecz.
Na ten okrzyk tłum się ożywił. Miecze, łuki, gdzieniegdzie nawet widły zostały podniesione ponad głowy ich właścicieli. Z każdym okrzykiem mieszkańcy osady Tipo podchodzili coraz bliżej prawdopodobnie nowych sprzymierzeńców.
Basti nie był do końca przekonany, czy takie hałasowanie wyjdzie im na dobre. Przecież nie wiedzą, co czai się w krzakach. A może właśnie w tej chwili wróg ich znalazł, obserwuje i będzie doskonale wiedział, z jak dużą grupą ma do czynienia. Zatem nie czekając ani chwili dłużej, zagwizdał przeraźliwie i uniósł dłoń. Tłum spojrzał na niego wielce zdziwiony, czemu gasi ich wolę do walki.
– Zachowajcie siłę na starcie z wrogiem. Z tego, co słyszałem, jest bardzo potężny. A chyba nikt nie chce, żeby dowiedział się o nas zbyt wcześnie. Prawda? – Powiódł po twarzach ludzi z obu grup, które zaczęły się już mieszać, wymieniając się zdobytą wiedzą na temat wroga.
– Zatem obstawiam, że łączymy siły, aby pokonać bóstwo Cienia? – zapytał z przebiegłym uśmieszkiem Beros.
Bastiemu nie podobał się dziwny wyraz twarzy przedstawiciela wojowników. Nie mógł pojąć, co może kryć się za jego uśmiechem. Zwłaszcza że Beros bardzo rzadko przyodziewał taką maskę. Po minie Olego też wnioskował, iż nie jest przekonany o czystych intencjach połączenia sił.
– Zawsze lepiej, gdy jest więcej sprzymierzeńców niż przeciwników – odpowiedział po chwili namysłu Ole.
– Zatem ruszamy – odpowiedział hardo Beros, przedzierając się na początek grupy.
Nie zważając na dalsze rozkazy, Basti poczekał, aż wszyscy go miną. Miał czas na obserwację i ocenę sił wynikających z połączenia grup. Mógł śmiało stwierdzić, że wszystkich wojowników było około czterystu pięćdziesięciu. W dodatku całkiem nieźle wyposażonych. Gdy już zostało kilka osób, zaczął powoli ruszać.
– Co z waszym wodzem jest nie tak? – zapytał Ole, wyrywając go z zamyślenia.
– To nie jest nasz wódz – odpowiedział automatycznie. – To Beros, przedstawiciel wojowników z naszej wioski. Ja nazywam się Basti – mówiąc to, wyciągnął rękę w stronę Olego.
– Ole, zresztą to już wiesz. – Uścisnął dłoń Bastiego po dłuższej chwili namysłu. – Tak czy siak, o co chodzi z Berosem? – drążył dalej Ole, ruszając ramię w ramię z Bastim na końcu gromady.
Basti ciężko westchnął. Może i dzięki połączeniu sił będą mieli jakieś szanse, aby pokonać wroga, ale nie przepadał za zbyt długim przebywaniem w czyimkolwiek towarzystwie. Zawsze wolał poświęcać energię na rodzinę, trening oraz zwierzęta. Nie potrzebował zbyt wielu kontaktów z ludźmi, zwłaszcza upartymi i gadatliwymi. A na takiego wyglądał mu Ole. Blondyn o krótkich włosach, głowę niższy od niego, z niebieskimi oczami oraz szorstkimi rysami twarzy. Jego umięśnione ciało i to, jak bardzo ma zadbany miecz, świadczyło o jego przykładaniu się do treningów oraz funkcji pełnionej w osadzie Mar.
– Beros potrafi być zaskakujący – odrzekł Basti po dłuższej chwili namysłu.
– Być zaskakującym, a próbować coś ukryć to są dwie różne sprawy, nieprawdaż? – odrzekł automatycznie Ole. – Przecież widziałeś jego minę. Coś się kroi i dobrze wiesz co. Powiedz, bo nie wiem, czy mam ryzykować życie swoje i swoich wojowników.
Basti przez zamieszanie z połączeniem grup nie miał jeszcze czasu przeanalizować zachowania Berosa. Skoro nawet Ole zauważył, że Beros próbuje coś ukryć, to musiał być to rażący błąd i niedopatrzenie z jego strony. Basti towarzyszył Berosowi tylko na polach bitwy oraz podczas obrony wioski. Nigdy nie wchodził z nim w głębsze relacje. Zawsze Beros był obojętny dla Bastiego. Jednak było w nim coś dziwnego. Coś, co bardzo starał się ukryć przed całym światem. Basti dostrzegł to już na samym początku wojennej znajomości. Wydawało mu się, że sobie to wymyślił lub dopowiedział. Nikt nigdy nie rozmawiał z nim na temat dziwnych ułamków sekund w zachowaniu Berosa. Tak jakby nikt tego nie widział. Zatem Basti wyszedł z założenia, iż wszystko jest tak, jak być powinno. Do dzisiaj…
– Ole, możesz mi nie wierzyć, ale nie znam dokładnie wojennych planów Berosa.
– Nie pytam o plany wojenne.
– A o jakie? – Basti powoli tracił cierpliwość.
Ole nie zdążył nic odpowiedzieć, ponieważ rozległ się dźwięk rogu bitewnego. Dotarli właśnie do wielkiej polany w lesie. Basti rozejrzał się ponad tłumem, żeby sprawdzić, co mógł oznaczać dźwięk, który właśnie dobiegł końca. I dostrzegł ich. Na drugim końcu polany znajdowała się grupa… wyznawców Cienia. Bez problemu ich rozpoznał, mimo że byli bardzo daleko. Wyglądali jak zwykli ludzie, ale nad grupą rozchodziła się fioletowa poświata, co mogło sugerować tylko jedno. Zauważył Berosa idącego w ich stronę między wojownikami. Basti i Ole ruszyli w jego kierunku, aby jak najszybciej dowiedzieć się czegoś więcej.
– Ole, weź swojego przybocznego i ruszymy na rozmowy z przeciwnikami. Basti, zostajesz z wojownikami tutaj. W gotowości – wydał szybko rozkazy Beros, machając, żeby jak najszybciej przyprowadzić mu konia.
– A o czym Ty chcesz z nimi rozmawiać? Przecież widać, że oni myślą tylko o walce – żachnął się Ole.
Beros zatrzymał się w pół kroku z nietęgą miną.
– Nie ty tu jesteś od wydawania rozkazów, tylko od ich wykonywania. – Podszedł powoli do Olego – Za chwilę będziesz miał możliwość wykazać się na polu walki. Na razie żadnych pochopnych działań.
Ole kiwnął głową, a następnie machnął ręką na swojego przybocznego. Po chwili cała trójka ruszała już w kierunku wysłannika przeciwnej armii. Basti zaczął ustawiać wojowników w szyku bojowym. Sam wysunął się na przód, bacznie obserwując, co się dzieje na niemalże środku polany.
Wysłannik armii Cienia zatrzymał się niewiele przed własną grupą, gdy ich komitet prawie docierał do środka polany. Widać było, że zwolnili, nie wiedząc, co kombinuje wróg.
– Marne istoty! – Z szyderczym uśmiechem zaczął krzyczeć wysłannik. – Nie jesteście w stanie nas pokonać. Nie obawiamy się was. Nasz Pan jest wszechmocny i dzisiaj dosięgnie was Jego potęga i moc.
Po tych słowach tłum zaczął wrzeszczeć, warczeć i uderzać mieczami o wszystko, co popadnie, aby tylko wydać jakikolwiek dźwięk zachęcający do walki. Z armii wroga posypały się strzały. Kilkadziesiąt zostało wymierzonych w wojowników. Jedna trafiła przybocznego Olego prosto w serce. Nie miał szans. Spadł z konia. Beros i Ole zawrócili wierzchowce. Pod osłoną tarcz udało się im dotrzeć do grupy wojowników, która na znak Bastiego ruszyła do ataku. Deszcz strzał się skończył. Obie armie zmierzały ku sobie z zawrotną prędkością. Z wstępnych wyliczeń Bastiego wynikało, że wojowników bóstwa Cienia było więcej, ale nie była to miażdżąca przewaga. Może ich liczba sięgała pięciuset. Jednak z wyglądu byli słabsi oraz mniejsi.
Miecze zostały skrzyżowane, aż posypały się iskry. Basti spotkał się z pierwszym przeciwnikiem. Obstawiał, że pójdzie mu bagatelnie łatwo. Okazało się, iż wrogowie, owszem, wyglądali na słabszych, jednak dzięki magii mieli więcej siły. Basti spojrzał w obłąkane, fioletowe oczy przeciwnika, na którego twarzy zakwitł szyderczy uśmiech. Dopiero gdy Basti wbił miecz w ciało przeciwnika, a mężczyzna zaczął się słaniać na nogach, dostrzegł w nim zmianę. Oczy ponownie stały się ludzkie, fioletowy kolor zniknął. Człowiek był przerażony i nie rozumiał, co się dzieje. Spojrzał na miecz wbity w swój brzuch.
– Panie, dlaczego? – wysapał ostatkiem sił i skonał.
Basti zrozumiał, że Ci wszyscy ludzie stojący po stronie bóstwa Cienia są opętani. Ich umysł i ciało zostały zawładnięte przez ciemne moce. W ostatnich chwilach życia, tuż przed śmiercią, Cień opuszcza ciało oraz umysł gospodarza. Na ułamki sekund wraca im świadomość. Nie potrafią pojąć tego, co widzą i czują. Jakby przenosili się w miejscu i czasie.
Z rozważań wyrwał go hardy krzyk. Po jego prawej stronie jeden z młodzieńców z wioski Tipo zawzięcie walczył z przeciwnikiem. Okrzyk miał najwyraźniej dodać chłopcu odwagi. Niestety, przyczynił się tylko do skupienia na nim większej liczby wrogów. Basti zaczął iść w kierunku młodzieńca, zabijając po drodze kilku opętanych. Nie zdążył do niego dotrzeć. Jego głowa potoczyła się pod nogi Bastiego. Oczy były wywrócone białkami do góry, a z rany sączyła się posoka. Dopiero teraz Basti poznał, kim był młodzieniec. Nie pamiętał jego imienia. Widział, jak Axel kilka razy z nim trenował, gdy obaj chodzili wypasać zwierzęta na łąki.
Bastiego ogarnęła przerażająca furia. Już nie było mu szkoda tych opętanych ludzi. Przynajmniej nie tych, którzy zabili przyjaciela jego syna. […]
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
Wilcze rządy. Część I. Początek
isbn: 978-83-8423-331-3
© Milena Gniado i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt
jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu
wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
redakcja: Dominika Giżycka
korekta: Konrad Witkowski
okładka: Oliwia Błaszczyk
konwersja-e-booka: Gabriel Wyględacz – Studio Akapit
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: sekretariat@grupazaczytani.pl
https://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
