We Met Again Years Later - Samanta Duda - ebook
NOWOŚĆ

We Met Again Years Later ebook

Duda Samanta

2,0

47 osób interesuje się tą książką

Opis

Kontynuacja historii bohaterów powieści We Met Through My Brother.

Drogi Noemi i Harry’ego rozeszły się, i wydaje się, że to już na zawsze. Kiedy jednak dziewczyna przyjeżdża na ślub swojego brata, odkrywa, że to, co czuła do swojego byłego chłopaka, wcale nie zniknęło. 

Wręcz przeciwnie. 

Natomiast Harry najprawdopodobniej nie jest już wolny… Ona zresztą też nie przyjechała sama. Między tą dwójką wytwarza się silne napięcie, które wcale nie jest przyjemne. Chłopak wydaje się zazdrosny… Ale dlaczego, przecież chyba kogoś ma?

Noemi choćby bardzo chciała, nie potrafi przestać o nim myśleć. 

Czy jeszcze raz utonie w jego spojrzeniu? Czy może powinna pozwolić mu odejść raz na zawsze dla własnego dobra?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                                Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 223

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
makitala

Z braku laku…

Przeczytałam bo chciałam sprawdzić czy coś się zmieniło na lepsze od wattpad ale nie. Relacje chore, sytuację ... śmierć kogoś i późniejsze zachowanie mnie rozwaliło. Książką się nie polubiłam. Na plus że jest krótka.
01



Copyright © for the text by Samanta Duda

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Anna Strączyńska

Korekta: Aleksandra Krasińska, Iwona Wieczorek-Bartkowiak, Dominika Kalisz-Sosnowska

Skład i łamanie: Michał Swędrowski

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-814-9 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

OSTRZEŻENIE

Książka zawiera sceny z opisem przemocy fizycznej i psychicznej oraz wątki dotyczące toksycznych zachowań, których pod żadnym pozorem nie należy romantyzować.

Wykreowany w historii świat przedstawiony jest fikcją. Pewne wątki i zasady obowiązujące w realnym świecie zostały świadomie zmienione przez autorkę na potrzeby fabuły.

Sposób myślenia bohaterów oraz rozwiązywania przez nich problemów nie powinien stanowić wzoru do naśladowania.

Jeśli w którymkolwiek momencie poczujesz się niekomfortowo, przerwij lekturę i sięgnij po pomoc.

PROLOG

Oscar

– Znowu z nią rozmawiałeś? – zapytał znudzony Harry.

– Chyba jeszcze mam prawo porozmawiać z własną siostrą. – Przewróciłem oczami, po czym rzuciłem swój telefon na łóżko obok przyjaciela.

Minęło osiem miesięcy od naszego wylotu. W tym czasie wróciłem do domu tylko raz – na święta, ale niedługo będę leciał znowu na urodziny Noemi.

Nie mogłem sobie pozwolić na częste wyjazdy, bo droga z Bostonu do Waszyngtonu zajmowała naprawdę dużo czasu.

– Co u niej? – zapytał poważnie kumpel.

– A co ma być? – prychnąłem.

Wolałem nie wspominać o tym, co mówiła mi mama. Noemi udawała, że wszystko w porządku, jednak wiedziałem, że wcale tak nie jest.

– Znalazła sobie kogoś? – dopytał, gdy zignorowałem jego poprzednie pytanie.

– Nie mam pojęcia – burknąłem. – Z tego, co wiem, przyjaźni się z jakimś nowym gościem i dalej ma relację z Benjaminem.

Harry westchnął, wyraźnie niepocieszony.

– Boże święty, debilu! – krzyknąłem – Daj jej żyć. Ona nie jest twoja. Nie utrzymujesz z nią nawet kontaktu!

– Bo mi, kurwa, zabroniłeś! – Wstał i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.

Do pomieszczenia weszła zdezorientowana Julie.

– Pokłóciliście się? – zapytała łagodnie, przytulając się do mnie.

– Nie, to nic poważnego. – Objąłem dziewczynę i pozwoliłem sobie poczuć jej cudowny zapach. Zawsze pachniała pomarańczami.

– On naprawdę jej potrzebuje – skomentowała.

– Ale ona jego nie.

I tak po prostu przyjaciel zrezygnował z prób nawiązania kontaktu z moją siostrą.

ROZDZIAŁ 1WITAJ, SIOSTRZYCZKO

Noemi

Trzy lata później

– Mówiłeś coś? – zapytałam, gdy Benjamin zaczął ładować nasze bagaże do samochodu.

– Mówiłem, żebyś wzięła mniej. Jedziemy tam tylko na kilka dni. – Przewrócił oczami. – Tak w ogóle to dalej nie wierzę, że ten kretyn się żeni.

Ja również. Mój starszy brat bierze ślub.

Minęły ponad trzy lata, odkąd wyjechał. Spodobało mu się w Bostonie, znalazł tam miłość swojego życia i postanowił zostać.

Julie, jego narzeczona, a już niedługo żona, jest naprawdę fajną kobietą. Poznałam ją, gdy Oscar przyjechał na pierwsze święta. Wtedy byli jeszcze tylko „przyjaciółmi”.

Tak się zaprzyjaźnili, że niedługo biorą ślub.

Co ja zrobiłam w tym czasie? Zupełnie nic.

Pierwsze pół roku po ich wyjeździe było najgorszym czasem w moim życiu. Po skończeniu pierwszej klasy liceum przeszłam na nauczanie domowe i zupełnie straciłam kontakt ze wszystkimi. Leczyłam się i byłam pod opieką psychologów.

Brałam korepetycje z różnych przedmiotów. Moja nauczycielka angielskiego poznała mnie pewnego dnia ze swoim synem – Thomasem.

Jest on starszy ode mnie o rok. To brunet średniego wzrostu, o mocnej budowie ciała. Gdy pierwszy raz na niego spojrzałam, kojarzyłam go, ale nie byłam pewna skąd. Chciałam, by wszystko było jasne, więc go o to zapytałam. Denerwowało mnie kłamstwo i owijanie w bawełnę. Chłopak powiedział mi, że spotkaliśmy się kiedyś na imprezie.

Złapaliśmy naprawdę dobry kontakt. Lubiłam go, był jedną z niewielu osób, przy których nie udawałam.

On i Benjamin znali się z drużyny. Grali razem w piłkę nożną. Pewnego dnia Thomas zaprosił mnie na jedzenie i zabrał ze sobą Benjamina. Nie wiedział, że się znaliśmy. Dość szybko zaprzyjaźniliśmy się we troje. Była to jedyna normalna przyjaźń, jaką miałam.

Za sześć godzin czekał nas lot, więc ja, Benjamin i Thomas właśnie wsiadaliśmy do samochodu.

Rodzice polecieli do Bostonu dwa dni temu, by spędzić więcej czasu z Oscarem.

Pojechałabym z nimi, ale Benjamin miał ważny egzamin.

– Spakowałaś prezent? – zapytał Thomas, gdy tylko wsiadł do auta.

Benjamin prowadził, a ja i Thom wcześniej stoczyliśmy walkę o to, kto siedzi z przodu. Przyjaciel wygrał, bo siłą wrzucił mnie na tył.

– Przecież to Benjamin miał spakować – zażartowałam.

Przygotowałam wszystko i sprawdziłam trzykrotnie, bo w końcu mój brat brał ślub. Każdy element musiał być dopięty na ostatni guzik.

– Co? – mruknął znudzony Benjamin. Pewnie odezwał się tylko dlatego, że usłyszał swoje imię.

– Co?! – Praktycznie zapowietrzył się Thomas. Odwrócił agresywnie głowę i spojrzał na mnie błagalnie.

Nie wytrzymałam ze śmiechu.

– Świnia – bąknął i udał obrażonego.

Dopiero wsiedliśmy do samochodu, a ja już tęskniłam za swoim mieszkaniem, do którego przeprowadziłam się krótko po skończeniu dwudziestu lat.

Kiedy terapia zaczęła przynosić pozytywne skutki, zaczęłam myśleć o tym, by znaleźć jakieś źródło utrzymania. Niestety nie miałam żadnego wykształcenia, więc zwróciłam się po pomoc do rodziców. Przez jakiś czas myśleliśmy nad tym, co mogłabym robić, aż tata wspomniał o córce znajomego, która zrezygnowała z posady asystentki w firmie zajmującej się cyberprzestępczością. Zainteresował mnie ten temat i byłam podekscytowana, gdy pierwszy raz poszłam do biura i poznałam ten świat. Od tej pory właśnie tam pracuję i staram się o awans.

Jechaliśmy na lotnisko, wszystko było super poza jednym… ciągle gdzieś z tyłu głowy miałam chłopaka, który mieszkał w Bostonie.

Wszyscy unikali tego tematu. Po kilku latach po prostu odszedł w zapomnienie. A przynajmniej oni tak myśleli.

Z mojego umysłu nigdy nie zniknął. Ciągle o nim myślałam. Milion razy próbowałam przepracować tę relację na terapii, ale nawet jeśli chwilowo było lepiej, to prędzej czy później on znowu wracał mi do głowy.

Oscar nic o nim nie wspominał w mojej obecności. Nie wiedziałam nawet, czy dalej współpracują.

Miałam nadzieję, że jakimś cudem go tam nie zobaczę. Nie po to tyle walczyłam, by teraz to wszystko zaprzepaścić.

Przestałam czuć. Jakkolwiek to brzmi… przestałam, zmieniłam się. Nie byłam tą samą Noemi. Nie byłam sobą.

Rodzice wszystko zrozumieli. Jestem pewna, że mój brat im wyjaśnił, aby byli w stanie pojąć, co się ze mną działo.

Czy ułożył sobie życie? Pewnie tak. Był idealny. Zbyt idealny, by być sam.

Jak najszybciej odgoniłam te myśli i skupiłam się na podróży na lotnisko.

Déjà vu.

Dlaczego wszystko musiało mi o nim przypominać? Minęły trzy pieprzone lata! Zero kontaktu, a mój mózg dalej nie mógł sobie z tym poradzić.

– Noemi! – Z transu wybudził mnie krzyk kierowcy. – Słuchasz nas w ogóle?!

– Tak, słucham – skłamałam.

– To co myślisz? – zapytał zniecierpliwiony Thomas.

– Ale o czym? – Nie mogłabym zrobić z siebie jeszcze większej kretynki.

– No, tak nas słuchała – prychnął Benjamin w stronę Thomasa.

Przyjaciel siedzący na miejscu pasażera parsknął i posłał mi ostrzegawcze spojrzenie.

– Idioci – syknęłam pod nosem i upewniłam się, że obaj to słyszeli.

– Słyszałem! – oburzył się młodszy.

– Miałeś słyszeć – dogryzł mu Benjamin i uderzył go delikatnie w tył głowy.

– Powiedziałam idioci, idioto! – oburzyłam się i udałam obrażoną.

Obaj prychnęli coś pod nosem, jednak już ich nie słuchałam. Chciałam tylko, by podróż minęła w miarę szybko.

***

– Witamy w Bostonie. – Zaśmiał się Thomas.

Cały lot przespał, a teraz zgrywał bohatera.

– Dobra, kurwa, później będziesz się witał, a teraz trzymaj to. – Zmęczony Benjamin rzucił w Thoma torbą i z agresją chwycił swoją.

– A temu co? – zapytałam zdezorientowanego Thomasa, gdy podnosił mój bagaż. Odebrałam go od niego i wspólnie wyruszyliśmy za rozzłoszczonym chłopakiem.

– Okres ma – prychnął Thom i szturchnął mnie w ramię.

Bardzo śmieszne, dorośli ludzie. Przewróciłam oczami.

– Mamy piętnaście kilometrów do hotelu – westchnął ten przed nami i zaczął nas poganiać. – Możecie się pospieszyć?

– Po co? – parsknęłam głupio. – Przecież nie ma różnicy czy będziesz biegł, szedł, czy jechał. Dalej będzie to piętnaście kilometrów.

– Oscar tu podjedzie – rzucił.

Moje serce zaczęło bić szybciej. W końcu go zobaczę.

Z bratem widziałam się ostatnio jakoś pół roku temu.

Wyszliśmy na główną drogę i tam się zatrzymaliśmy. Faceci odetchnęli, a ja oparłam się o murek.

Wtedy zobaczyłam, jak prawa ręka Thomasa zaczęła się podejrzanie trząść.

– Wszystko dobrze? – zapytałam łagodnie.

Złapaliśmy kontakt wzrokowy. Benjamin gdzieś z tyłu robił coś w telefonie i totalnie nas olewał.

– Wszystko git – mruknął przyjaciel ledwie słyszalnie. – Po prostu no wiesz… Tyle mówiłaś o swoim bracie, a ja nigdy dobrze go nie poznałem.

– O Oscara ci chodzi? – wyśmiałam go. – Spokojnie, on nie gryzie.

– Kto gryzie? – włączył się w dyskusję Benjamin. – Jeśli Oscar, to właśnie idzie. – Wskazał ruchem głowy na lewo.

Spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam brata. Zupełnie się nie zmienił. Może trochę zapuścił włosy. Wciąż był młody i ubrany w swoim charakterystycznym stylu. Miał ma sobie dresowy, szary komplet, w którym wyglądał bardzo dobrze.

Zmierzył nas wszystkich wzrokiem. Wyminął chłopaków i podszedł prosto do mnie, po czym bez słowa bardzo mocno objął.

– Witaj, siostrzyczko – szepnął mi prosto do ucha. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że możesz tu być.

Przytuliłam go, lecz nie byłam w stanie się odezwać. Chciało mi się płakać ze wzruszenia. Ludzie tak szybko dorastają.

Gdy po chwili się od siebie oderwaliśmy, Oscar zaczął witać się z przyjacielem.

– A ty? – Spojrzał na Thomasa. – Imię masz czy tak z dupy tu jesteś? – prychnął.

– Jak zawsze miły – skomentowałam. – Jesteśmy po długiej podróży. Dałbyś spokój.

– Thomas jestem. – Chłopak wyciągnął dłoń w stronę Oscara.

Brat uścisnął jego rękę i już więcej się do niego nie odezwał.

– Właśnie, skoro jesteście zmęczeni, to zaraz podjadą tutaj moi przyjaciele i narzeczona – poinformował. – W końcu jakoś musicie się zabrać.

Niedługo później zatrzymały się obok nas dwa samochody. Z pierwszego wysiadła Julie, którą znałam z widzenia.

Z drugiego auta wysiadł nieznany mi rudy chłopak, a za nim… on.

Nie chciałam go tu spotkać. Nie tak… nie tak szybko.

Moje serce stanęło.

– Załadujcie siebie i bagaże – polecił Oscar, a potem pomógł pakować do bagażnika nasze walizki.

Zrobiło mi się słabo.

Pomimo upływu lat Harry właściwie ani trochę się nie zmienił. Miał większy zarost i był może… bardziej umięśniony. Włożył czarne dżinsy i tego samego koloru koszulkę. Tatuaż, który tak dobrze znałam, wystawał spod T-shirtu.

– Spokojnie. – Zza pleców usłyszałam kojący głos.

Thomas objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić w stronę samochodu.

Żałowałam, że tu przyjechałam.

Przez te trzy lata walczyłam ze sobą i ze swoimi uczuciami, a on to… zepsuł.

Znowu to samo.

ROZDZIAŁ 2DÉJÀ VU

Noemi

Jakieś trzy godziny temu znajomi brata odwieźli nas do hotelu.

Podróż po Bostonie była… niezręczna. Harry przez dłuższy czas nawet na mnie nie spojrzał. Musiał kogoś mieć. Nie znajdowałam innego wytłumaczenia.

Dzisiaj wieczorem mieliśmy iść do mieszkania brata i posiedzieć tam wszyscy razem. Rodzice widzieli się już z Oscarem na podobnym spotkaniu.

Wiedziałam, że na pewno wybierzemy się tam we trójkę – ja, Benjamin i Thomas. Podejrzewałam, że będą tam też Julie i pewnie ci, którzy po nas dzisiaj przyjechali.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdy go zobaczyłam, nie czułam nic… zupełnie nic. Pustka.

Byłam z siebie dumna, że po tym wszystkim udało mi się nic nie poczuć.

Zawiesiłam się na pierwsze kilka chwil spotkania, ale później udało mi się opanować zaskoczenie i wróciłam do swojej naturalnej postaci.

– Ty w tym idziesz? – Thomas wyśmiał mój strój.

Miałam na sobie beżowe spodnie cargo i zwykły czarny top. Do tego zamierzałam założyć oversizową bluzę i Air Force’y.

– Tak, a co? – Lekceważąco wyminęłam chłopaka.

– Menel – skomentował, po czym klepnął mnie w ramię.

– Spójrz na siebie – wytknęłam. – Masz dziurawe skarpetki, koszulkę założyłeś na lewą stronę i wypowiadasz się o moim stroju?!

Więcej się nie odezwał. Zerknął na swoją niebieską koszulkę, która naprawdę była włożona na lewą stronę, i wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.

Po chwili zdjął T-shirt i założył go poprawnie. Wtedy do pokoju wrócił Benjamin, który jakiś czas temu gdzieś zniknął.

– A tu co się odbywa? – zagaił od razu po wejściu. Spojrzał najpierw na Thomasa, który właśnie wciągał koszulkę, a potem na mnie.

– Nic? – bardziej zapytałam, niż stwierdziłam.

– To nie wygląda jak nic. – Przyjaciel poruszył dwuznacznie brwiami i parsknął śmiechem.

– Jesteś głupi – bąknęłam i wyjęłam swoje ulubione perfumy z walizki, która walała się po pokoju.

– Chodź – rzucił Ben w stronę Thomasa.

Chłopak prychnął coś pod nosem, a chwilę później obaj wyszli.

Zostałam sama. Tego potrzebowałam.

Potrzebowałam chwili samotności.

***

Właśnie jechaliśmy na to cudowne rodzinne spotkanie.

Atmosfera była nie do zniesienia. Już od samego wyjścia z samochodu chciałam do niego wrócić.

Benjamin się cieszył, że w końcu pogada z przyjaciółmi trochę dłużej i przede wszystkim na żywo. Thomas się stresował, bo wiedział, że znalezienie wspólnych tematów może być trudne. Ja za to nie chciałam tam iść ze względu na jednego osobnika… Bałam się, że za którymś razem ulegnę sobie i dawne uczucia odżyją.

Przez chwilę się wahałam, czy po prostu nie spróbować się jakoś wymigać od tego spotkania, ale zdołałam zabić ten pomysł szybciej, niż pojawił się w mojej głowie.

Jakiś żałosny chłopak nie będzie ustawiał mi życia, prychnęłam w myślach i zaśmiałam się sama z siebie.

Po przekroczeniu progu mieszkania ta myśl znowu wróciła… W rzeczywistości nie byłam tak silna, jak sądziłam.

Wnętrze apartamentu było jasne, w miarę czyste i nowoczesne. Wszędzie unosił się zapach cytrusów.

Od razu przywitała nas szeroko uśmiechnięta Julie.

– Witajcie, kochani. – Zamknęła w mocnym uścisku najpierw mnie, a potem chłopaków.

– Gdzie twój kochaś? – rzucił Benjamin.

Julie automatycznie zmieniła wyraz twarzy i przewróciła oczami, po czym wskazała na prawo.

– Mówiłem ci, że on jest trochę inny. – Z kuchni wyłonił się Oscar, który od razu pacnął Benjamina w tył głowy.

Później zaczął się z nami witać, przybijając piątki. Mnie jako jedyną przytulił. Przytulanie się z bratem po takim czasie bycia „wrogami” wydawało się dziwne.

– Harry i Lucas czekają w salonie – poinformował, a potem nas wyminął.

Nie chciałam słyszeć jego imienia.

Powolnym krokiem ruszyłam za chłopakami. Pragnęłam, by czas się zatrzymał, lecz niestety dotarłam do salonu. Najpierw dostrzegłam jasnoszarą kanapę wyróżniającą się pośród białych ścian. Mały, przezroczysty stolik kawowy stał obok niej, zdobiąc nowoczesne wnętrze. Musiałam przyznać, że brat… albo raczej Julie miała gust.

Harry i wcześniej wspomniany Lucas siedzieli rozparci na kanapie.

Rozejrzałam się i zdałam sobie sprawę, że były tam jeszcze dwa fotele, już zajęte, zapewne przez gospodarzy.

Oznaczało to, że… będę musiała siedzieć z nimi na kanapie.

Przeklęłam w myślach i zdałam sobie sprawę, że jako jedyna wciąż nie zajęłam miejsca.

Benjamin usiadł z brzegu, zaraz przy nim Thomas. Obok został wolny fragment. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że tuż przy tej wolnej przestrzeni siedział właśnie, kurwa, on.

– No, a ty? – Usłyszałam za sobą głos kochanego braciszka.

– Laga ma – prychnął Benjamin. – Często jej się to zdarza – dodał, uśmiechając się szeroko.

Wszyscy skupili uwagę na mnie. Posłałam Benjaminowi ostrzegawcze spojrzenie i palnęłam go w ramię, gdy przechodziłam obok. Trzymałam głowę hardo uniesioną i ostrożnie usiadłam na kanapie.

– Weź, bo jeszcze posądzę cię o zmianę orientacji – odezwał się brunet z mojej prawej. Tak dawno nie słyszałam jego głosu. – Chociaż to mało prawdopodobne.

Zwrócił się do Benjamina, a ja rozpoznałam ten… głos, którym kiedyś mówił do mnie. Pamiętam to doskonale. Uwielbiałam ton jego głosu.

I tak, Benjamin nie był hetero. Od zawsze wolał mężczyzn, niestety nigdy nie był w poważnym związku i zazwyczaj kończył swoje przygody szybciej, niż je zaczynał.

Chłopak parsknął pod nosem i uniósł ręce w obronnym geście. Wtedy do pokoju wkroczyła Julie i postawiła na stoliku jakieś przekąski.

– Dobra, skoro już wiemy, że Benjamin nadal jest gejem – zaczął Oscar. Jego ton był na pozór spokojny, ale mogłam wyczuć w nim nutę rozbawienia. – To teraz powiedz coś o sobie, Timur.

– Thomas – poprawił go chłopak, do którego mówił. Przewróciłam oczami, bo brat zawsze był lekko niedorozwinięty, a teraz na dodatek nie potrafił nawet zapamiętać imienia. – I co mam niby o sobie mówić? – rzucił wymijająco przyjaciel.

– Jakim cudem znalazłeś się u boku mojej siostry – wyjaśnił Oscar, śmiertelnie poważnie patrząc na Thoma.

– Długa historia. – Uśmiechnął się do mnie, a ja już wiedziałam, że miał na myśli imprezę, na której na siebie wpadliśmy. – Powiem ci, że nawet ciebie wtedy widziałem.

– Mógłbyś… – zaczęłam cicho, jednak Oscar natychmiast mi przerwał.

– A to nie tak, że poznaliście się przez twoją matkę? – rzucił brat. On znał tę wersję. Nie była ona kłamstwem, ale w rzeczywistości przypadkowo poznaliśmy się wcześniej.

– Też – odparł.

– Dobra, wystarczy – przejęłam pałeczkę.

Nie chciałam dłużej ciągnąć tego tematu, bo wiedziałam, że nie doprowadzi to do niczego dobrego.

– Co wystarczy?! – zaczął się denerwować Oscar. – Przyprowadzasz jakiegoś… – na moment zawiesił głos – …chłopaka i jeszcze mnie uciszasz?!

– Wystarczy, kochanie – odezwała się cicho Julie, po czym złapała mojego brata za dłoń. – Ona jest dorosła.

O dziwo, ta kobieta potrafiła go uciszyć. Przestał się denerwować i więcej nie komentował.

Odetchnęłam z ulgą, lecz tylko na chwilę, bo szybko przypomniałam sobie, że obok siedział chłopak, który odebrał mi dziewictwo.

– To jak… – odezwał się Benjamin, jakby chciał przerwać niezręczną ciszę. – Gotowi na ślub? – Przez chwilę nad czymś się zastanawiał, a potem dodał, patrząc na Oscara: – A w sumie ty to chyba bardziej na noc poślubną.

Boże, w jakim towarzystwie się znalazłam…

Wszyscy parsknęli śmiechem, a ja czułam się niezręcznie.

Harry z niedowierzaniem pokręcił głową i również parsknął.

– On zawsze jest gotowy na noc poślubną – odezwał się Lucas. Chłopak niewiele się odzywał w towarzystwie. Sprawiał wrażenie tajemniczego. Był nieco niższy od mojego brata, miał szersze barki i rudawe włosy. Wydawał się… chyba nawet w porządku.

***

Atmosfera tego dziwnego zbiorowiska znacznie się polepszyła, gdy na stole postawiono alkohol.

Wypiłam trochę… może odrobinę za dużo. Nigdy nie miałam mocnej głowy.

Chłopaki i Julie gdzieś pojechali, ale nie miałam ochoty im towarzyszyć. Wiedziałam jednak, że nie zostałam sama, bo Benjamin zgonował w kiblu.

Ktoś jeszcze przebywał w mieszkaniu, ale nie miałam pewności kto. Liczyłam, że to Lucas, bo nie uśmiechało mi się, by był to Harry.

Thomas złapał dobry kontakt z moim bratem. Sama się temu dziwiłam, lecz Oscar chyba przyjął go jako swojego.

Próbowałam wstać, by pójść do toalety, ale wpadłam na pierwsze lepsze drzwi.

– Misiak… – Usłyszałam ten głos. – Uważaj, bo coś sobie zrobisz. – Poczułam, jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i pociąga, bym utrzymała równowagę. Byłam zbyt pijana, aby cokolwiek zrobić.

– Zostaw mnie – wymamrotałam i próbowałam się wydostać z uścisku.

– Nie szarp się, misiak, bo serio mówię, że sobie coś zrobisz – westchnął spokojnie.

Gdy usłyszałam to jego „misiak”, wszystkie wspomnienia ponownie zaczęły przelatywać mi przed oczami. Nie chciałam tego! Nie po to tyle z tym walczyłam.

– Nie mów tak do mnie! – wrzasnęłam. – Brzydzi mnie to! Brzydzisz mnie ty!

Chłopak rozluźnił chwyt. Trzymał mnie tylko na tyle, bym się nie przewróciła. Trzymał, chociaż nie musiał tego robić.

Oparł mnie o ścianę i wtedy poczułam, jak jego ręce odklejają się od moich własnych.

Puścił mnie.

Uniósł mój podbródek i zmusił, bym spojrzała mu w oczy. Rozchyliłam powieki i wtedy znowu… po tylu latach zobaczyłam te ciemne, kiedyś idealne dla mnie oczy. Teraz nie były tak wesołe i szczęśliwe. Wydawały się puste i… zmęczone, może zawiedzione?

Nic nie powiedział. Patrzył prosto na mnie jeszcze przez kilka sekund, a potem po prostu… odszedł. Odwrócił się i wyszedł z mieszkania, trzasnąwszy drzwiami.

Znowu to samo.

Pieprzone déjà vu.

Próbowałam się bronić, lecz sama byłam zbyt słaba…

Dobrze, że za kilka dni miałam wracać do siebie. Waszyngton był moim rodzinnym miastem, w którym czułam się lepiej.

Wolałam gnić tam, niż walczyć tutaj.

ROZDZIAŁ 3ŚLUB

Noemi

Czy dzisiaj wieczorem miała odbyć się najważniejsza uroczystość w życiu mojego brata?

Tak.

Czy byłam zmęczona zarówno psychicznie, jak i fizycznie?

Tak.

Co robiłam?

Od czterdziestu minut leżałam w hotelowym łóżku, z czego jakąś połowę czasu spędziłam na płaczu. Sama nie wiem, co spowodowało ten napływ dziwnych emocji.

Faceci byli zupełnie gdzieś indziej. Oscar zabrał ich na wycieczkę po Bostonie. Ja odmówiłam ze względu na „złe samopoczucie”.

Pamiętam, że poprzedniego wieczoru nieźle się nawaliłam. Zdecydowanie przesadziłam z alkoholem.

Wiem tylko, że Harry został ze mną i ze zgonujacym na kanapie chłopakiem, a później wyszedł z mieszkania.

Sama siebie nie rozumiałam i wszystko znów zaczynało wymykać się spod kontroli.