Valeria w lustrze. - Elísabet Benavent - ebook

Valeria w lustrze. ebook

Elisabet Benavent

3,6

Opis

Uzależniająca, przezabawna, sugestywna i zmysłowa Hiszpanka wraca, by zawładnąć twoją głową, rozśmieszyć cię, pozwolić opłakać swoje bolączki oraz pomóc uwierzyć w miłość!

Valeria jest w emocjonalnym kołowrotku. Właśnie opublikowała swoją powieść i boi się krytyki. Rozwodzi się z Adrianem i nie jest to łatwe. Jednocześnie nie wie, czy chce wejść w związek z Victorem.

I podczas gdy Valeria boi się, płacze, cieszy się, marzy i krzyczy, pędząc na życiowym rollercoasterze, jej przyjaciółki również nie mogą narzekać na nudę. Lola nie wie, co zrobić z Sergiem i czuje się samotna. Carmen walczy o zrozumienie Borjy, jej chłopaka i starego kolegi z pracy. Z kolei Nerea budzi się każdego ranka z mdłościami…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 413

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Moim Valeriom, Carmen, Lolom i Nereom. Dzięki z a inspirację!

1 Urlop

Prosto spod prysznica, błogo zrelaksowana, wyszłam na balkon hoteliku w Gandíi, by zapalić. Przez chwilę myślałam, że lepiej byłoby rzucić fajki i zaoszczędzić trochę forsy, ale wystarczyło rozgarnąć dłonią falujący dym, by pomysł uleciał jego śladem. Ostatnio notorycznie ignorowałam wewnętrzny głos, ilekroć próbował mi coś podpowiadać.

Oparłam się o barierkę i marzyłam o tym, by nie wracać do rzeczywistości, gdy wstanie dzień. W oddali księżyc rysował na rozkołysanym morzu świetliste kliny. Tu wszystko było piękne i proste – żadnych trosk, żadnych podtekstów, tylko przyjemny spokój. Gdyby ta noc mogła trwać, zagarnąć kolejne dni… Nie byłam gotowa na powrót i stawienie czoła temu, co mnie czekało.

Początkowo takie wakacje wydawały się pozbawione sensu. Całe moje otoczenie uznało, że po tym, co się stało, dziesięć spędzonych w samotności dni będzie równoznaczne z nieustannym rozpamiętywaniem. A jak powszechnie wiadomo, rozpamiętywanie tego rodzaju zdarzeń nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Postawiłam na swoim małżeństwie krzyżyk i oszalałam na punkcie nieodpowiedniego faceta. Klamka zapadła. Niewiele już można było zrobić.

Wbrew prognozom samotne wakacje – od podróży pociągiem aż po ten wieczór – okazały się wielką przyjemnością. O dziwo, nadal niczego nie żałowałam – gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to wszystko znowu, może jedynie w elegantszy sposób i niekoniecznie w tej samej kolejności.

Parę spraw jednak miałam do przemyślenia. Na przykład Víctora. Och, spójrzmy prawdzie w oczy: głównie jego. Víctora, który zajmował w mojej głowie tyle miejsca, że nie wystarczało go już na nic innego.

„Będę czekał na twój telefon, ale nie wiecznie”.

Wracałam do tych słów nawet w snach… i nawet w nich nigdy nie dzwoniłam we właściwym momencie.

Nie miałam od niego wieści, odkąd pocałowaliśmy się w drzwiach jego pracowni, i choć byłam zadowolona ze swojej decyzji o zachowaniu dystansu, z niepokojem zadawałam sobie pytanie, czy to chwilowy przestój, czy też poprzestaniemy na tym, co się wydarzyło do tej pory.

Víctor. Matko najświętsza. Co za cud natury! Wciąż nie mogłam się opędzić od wspomnienia jego nagiego ciała między moimi nogami i nieprzytomnej rozkoszy, jaką mi sprawił. Jego supermocą było to, że potrafił mnie oszołomić, i to nie tylko w łóżku. Ale decyzja o rozstaniu z Adriánem była tak świeża, że wciąż odczuwałam wyrzuty sumienia z powodu pożądania, jakie wzbudzał we mnie ten półbóg.

W odróżnieniu od Víctora Adrián dzwonił do mnie parokrotnie. Chciał wiedzieć, co słychać i kiedy wyjdzie moja książka. Tak, ta książka, którą pisałam przez ostatnie miesiące. Wiedziałam, że będą z tego kłopoty. Nie każdy jest gotowy na czytanie o sobie w książce, która wkrótce pojawi się na półkach księgarń. I lepiej, żeby się dobrze sprzedawała, bo odkąd Adrián się wyprowadził, musiałam sama na siebie zarabiać. Czy się domyśli, że to jego obsmarowuję? Oczywiście zatroszczyłam się o to, żeby nie używać prawdziwych imion, ale dla najbliższego otoczenia sprawa powinna być jasna…

Dokładnie w dniu, w którym wyjechałam na wakacje, zadzwonił mój wydawca, agent, czy kim tam jest Jose, i oznajmił, że postanowili wydać książkę jak najszybciej. Już ją złożyli i przesłali do korekty, a przecież minęło zaledwie… parę tygodni. Nie mogłam wyjść z podziwu.

Zostawiłam książkę w rękach redakcji i usiłowałam się od niej zdystansować, na ile to było możliwe. Kiedy do tego stopnia straciłam głowę, by wpaść na pomysł opowiedzenia ludziom o własnym życiu?

Wróciłam myślami do Víctora. Nie miałam nawet pewności, czy będzie na mnie czekał. Może już w tej chwili całował na pożegnanie jakąś ładną panienkę. Albo gorzej. Może na przykład przypomniał sobie o jednej z tych „stałych przyjaciółek”, z którymi przestał się spotykać ze względu na mnie, i bzykał ją zapamiętale z kroplami potu na plecach i rwanym, zdyszanym oddechem… Jezu, nie, tylko nie one! To powinnam być ja, ja!

Víctor był chodzącym grzechem, ale ja nie miałam wyjścia: musiałam czekać. Co nagle, to po diable.

Zamknęłam oczy, wspominając, jak pieścił językiem całe moje ciało.

Przez chwilę rozważałam wysłanie mu esemesa z wakacji, czysto kurtuazyjnego, rzecz jasna, ale wiedziałam, że przejrzałby mnie na wylot. Bałam się, że teraz, gdy lada chwila mam się stać „panną z odzysku”, przestanę go interesować. Nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc kusi, a dostępny nudzi. Jego reakcja na wieść o moim odejściu od Adriána nie była wymarzona. W romansach takie rzeczy się nie zdarzają. W romansach on rzuca wszystko, bierze ukochaną w ramiona i przyciska do nagiej piersi, podczas gdy wiatr rozwiewa włosy obojgu. W prawdziwym życiu jest zupełnie inaczej.

Jeśli chciałam wiedzieć, co porabia Víctor, ale się nie wychylać, najprościej byłoby zapytać Lolę, która widywała się z nim dość regularnie. Uznałam jednak, że nie jestem jeszcze gotowa pokazać jej, jak bardzo mi na nim zależy. Wkrótce będę musiała wyłożyć kawę na ławę, tyle że… wolałam zaczekać, aż wyjdzie książka i moja przyjaciółka sama o wszystkim przeczyta. Czułam się z tym okropnie, ale kiedy idziesz śmiało przez życie i nagłaśniasz swoje przygody miłosne, musisz się liczyć z konsekwencjami.

Odruchowo zakryłam twarz na myśl o szoku, jaki przeżyją moi znajomi, gdy zaczną czytać. Rodzice z pewnością wciągną tę powieść na indeks ksiąg zakazanych. Pewnie powinnam była wymyślić sobie pseudonim, ale już za późno. Zaszalałam i musiałam z tym żyć.

Z nocnego stolika dobiegł brzęk esemesa. Dopaliłam papierosa. Ciekawe, kto sobie o mnie przypomniał. Z Lolą rozmawiałam dwa dni wcześniej, a do Nerei i Carmen dzwoniłam tydzień temu. Tego samego ranka kontaktowałam się z mamą, a także z siostrą, żeby zapytać, jak się czuje. Jest w ciąży. Siostra, nie mama. Później, gdy byłam w pociągu, odsłuchałam wiadomość od Adriána, która kończyła się czymś w rodzaju „Teraz twój ruch”. Nawet mu nie powiedziałam, że wyjeżdżam na parę dni z miasta.

Gdyby ten esemes był od Víctora, rozświetliłby mi noc. Noc? Kogo ja chciałam oszukać? Rozświetliłby mi tydzień lub miesiąc w zależności od tonu. Zgasiłam papierosa w popielniczce i wróciłam do pokoju, powtarzając sobie, że może to tylko operator przysłał nowy rachunek. Lepiej unikać rozczarowań. Podniosłam telefon, wzięłam głęboki oddech niczym sportowiec szykujący się do bicia rekordu i…

„Wiem, że nie powinienem wysyłać tej wiadomości. Miałem czekać, aż się odezwiesz i tak dalej, ale… cóż, liczę na to, że któregoś dnia pojawisz się bez uprzedzenia. Coś mi podpowiada, że tak będzie. Moja pościel za Tobą tęskni. Víctor”.

Przeczytałam to co najmniej pięć razy z rzędu. A ponieważ w romansowaniu byłam żółtodziobem, obsesyjnie starałam się rozszyfrować każde słowo i każdy zwrot. Ostatecznie jednak mogłam tylko stęknąć z frustracji. Enigmatyczny jak zawsze. Niby za mną tęskni, ale… jeśli rzeczywiście za tą tęsknotą stoją wyłącznie żądze? Skąd, u diabła, mam wiedzieć, że nadszedł odpowiedni czas na powrót? I czy ta wiadomość świadczy o jego desperacji, czy też po prostu…

Boże, samotność jest strasznie upierdliwa!

Próbowałam zebrać myśli. Víctor, książka… Co mi, u licha, odbiło, żeby sprzedawać wydawnictwu swój prawie pamiętnik? Co mnie skłoniło do przelania na papier najgłębiej skrywanych uczuć i posłania ich w świat? Skoro nawet samej sobie wydawałam się tak absurdalna… Trudno. Masz, Víctorze – podaję ci siebie na tacy.

Ukryłam twarz w dłoniach.

2 Powrót do rzeczywistości

Z wahaniem przekroczyłam próg mieszkania. Prześladowała mnie wizja Adriána rozwalonego na łóżku i przeglądającego zdjęcia na laptopie. Westchnęłam. Musiałam się oswoić z nową rzeczywistością. W końcu oboje się o to prosiliśmy. Prawda? Po prostu dostaliśmy to, co chcieliśmy dostać.

Trzeba myśleć pozytywnie. Jak słusznie zauważyła Lola, teraz przynajmniej miałam wszystkie szafy dla siebie. Odzyskaną wolność uczciłam zakupem wibratora „króliczka” na baterie, frywolnej piżamki i butelki dżinu, które czekały na stoliku w pokoju zwanym szumnie salonem. Jakie życie odtąd mnie czekało? Picie do lustra i mechaniczne orgazmy dostarczane przez lateksową zabawkę, która nie przytuli, gdy będzie po wszystkim?

Nie. Wolałam Víctora.

A skoro o nim mowa…

Wciąż nie znalazłam w sobie siły ani natchnienia, by odpowiedzieć na jego wiadomość. Chciałam coś napisać, ale to coś musiało mieć ręce i nogi. Być naturalne i zarazem dowcipne, z lekka enigmatyczne i seksowne. Oraz beztroskie – tak, przede wszystkim beztroskie. Nic, co dawałoby do zrozumienia, że co wieczór kładę się spać z szalonym pragnieniem, by mnie przywiązał do łóżka i zniewolił.

Jasne. Jakby to było takie proste nagle stać się dziewczyną idealną, gdy w głębi duszy czujesz się jak desperatka, która z całej siły uwiesza się na sznurówce wybranka. Kto mi obieca, że Víctor nie ucieknie, gdy tylko mu zaświta, że mam apetyt na coś więcej niż zwykłą przygodę? Co innego się mówi w ogniu bitwy, co innego robi, gdy ucichnie cały ten zgiełk. A jego reakcja na wieść o moim rozstaniu z Adriánem wcale nie była obiecująca.

Usiadłam na podłodze, włączyłam klimatyzację i wyjęłam komórkę. Nie miałam pojęcia, czy naprawdę jest tak gorąco, czy też rozgrzało mnie wspomnienie Víctora, ale byłam spocona jak mysz i z całą pewnością nie wydawałam się sobie ponętna. Co ten facet we mnie widział?

Zaczynałam trzy razy i za każdym kasowałam wiadomość. W końcu padłam na łóżko, rozmyślając, ile kobiet przeżyło z nim to samo co ja. Zapewne dostawał esemesy wszelkiego rodzaju: serdeczne, zabawne, finezyjne, życzliwe… A jaki powinien być mój styl?

Ostatecznie postawiłam na szczerość. Musiałam dać mu do zrozumienia, co czuję. I tak niebawem miał przeczytać o tym, jak za plecami męża dostawałam na jego punkcie coraz większego fioła, aż wreszcie kompletnie mnie rozłożyło. Nici z misternie snutych planów.

Zatem: „Ucieszyła mnie Twoja wiadomość. Pojawię się w najmniej spodziewanym momencie, ale powiedz pościeli, że… Nie, chyba lepiej będzie, jak sama jej to powiem, co?”.

Przeczytałam całość raz jeszcze i z zamkniętymi oczami wcisnęłam „Wyślij”, nie dając sobie czasu na zastanowienie.

Zagrzebałam komórkę na łóżku pod pierdylionem poduszek i w desperackiej ucieczce przed bezczynnością chwyciłam słuchawkę telefonu stacjonarnego, by zadzwonić do siostry, jednocześnie przygotowując sobie kawę. Potem – cholerna idiotka – wygrzebałam komórkę spod poduszek i na widok ikonki wiadomości uśmiechnęłam się jak głupi do sera.

„Chciałbym się z Tobą spotkać. Kiedy jestem w domu albo w pracowni, wszystko przypomina mi o Tobie. Cokolwiek robię, chcę robić to z Tobą. Muszę Cię jak najszybciej zobaczyć (całować, dotykać, obejmować, rozbierać). Czy jestem bardzo niegrzeczny? Wróć, by mnie ukarać!”

Spojrzałam w dal i zmarszczyłam brwi.

Co on chciał przez to powiedzieć? To wyglądało jak zachęta, ale do czego? Żebym zadzwoniła? Czyżby uznał, że minęło dość czasu? Uświadomił sobie, że chce ze mną być? Czy po prostu go przypiliło i musiał sobie pociupciać? Ale czy w tym celu nie mógł się zwrócić do jednej ze swoich rozlicznych przyjaciółek?

Jezu…

Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Może za bardzo. Spędziłam mnóstwo wolnego czasu na rozkminach, czy Víctor jest jedynie kaprysem moich żądz, czy też czymś więcej, i byłam praktycznie pewna, że się w nim zakochałam. Wciąż jednak mogłam to przerwać, odciąć się od niego na zawsze, zapomnieć o nim. Musiałam pamiętać, z kim mam do czynienia. Od dawna nie wierzyłam w bajki o tym, że mężczyźni się zmieniają. Czy w ogóle możliwe było zmuszenie Víctora do monogamii? Nawet nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Postanowiłam nie odpowiadać na wiadomość, póki sobie tego nie przemyślę.

Zaledwie kilka minut później w moje myśli wdarł się dźwięk telefonu. To Lola dzwoniła z biura.

– Jesteś już w domu? – Jak zwykle zaczęła prosto z mostu. Żadnego „cześć”, bo po co.

– Tak. – Uśmiechnęłam się, choć nie mogła mnie zobaczyć.

– Home, sweet home?

– Trudno powiedzieć. Czuję się, jakby to już było inne miejsce.

– Jasne. Mieszkanko bardzo atrakcyjnej singielki, doskonale nadające się na schadzki. Ale jeśli nie masz żadnej w planach, możemy się wybrać na zakupy – trajkotała, jakby miała ten tekst zaprogramowany niezależnie od tego, co odpowiem.

– Przecież jesteś w pracy – zauważyłam.

– Ale ząb mnie boli – odparła ze śmiertelną powagą.

– Niedługo masz urlop. Zaczekaj z tymi wszystkimi planami, aż go zaczniesz. Wtedy będę twoja.

Wydała z siebie sugestywny pomruk.

– Mmm… brzmi dwuznacznie. Kiedy wychodzi książka?

– Jutro.

– Będzie jakieś spotkanie z okazji premiery?

– Nie, zrobili całą kampanię w mediach. Pokażę ci teksty promocyjne.

– Gadałam wczoraj z Víctorem. Wpadliśmy na siebie w piwiarni.

No co za baba! Ona naprawdę nie rozumie, że takie informacje należy poprzedzać subtelnym wstępem w rodzaju „Nie zgadniesz, kogo wczoraj spotkałam!”.

– Z Víctorem. Aha. Właśnie mi przysłał wiadomość – mruknęłam, udając, że mnie to nie rusza.

– Wiem. Mówił, że od dawna ma ochotę do ciebie zadzwonić, ale chce dać ci czas. Że niby musiałaś sobie wszystko przemyśleć. Nie masz pojęcia, jak dziwnie brzmią takie słowa w jego ustach. To niewiarygodne, ale on dosłownie oszalał na twoim punkcie. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że podniecił się na sam dźwięk twojego imienia.

Podniecony Víctor. W jednej chwili stanęła mi przed oczami wizja gorących igraszek na jego kuchennym stole…

– Val? – Lola musiała się upewnić, czy ją słyszę.

– Jestem, jestem. Czekaj no, czy to nie ty mnie przestrzegałaś, że nie można mu ufać?

– Widać przyszła kryska na Matyska.

Roześmiałam się.

– Jakoś wątpię.

– Wszystko jedno. Chcesz się z nim spotkać?

– Tak, ale bez pośpiechu. Jak pomyśli, że mi za bardzo zależy, to się wystraszy. Poza tym wciąż jestem żoną Adriána. Potrzebuję czasu.

Cała moja wypowiedź wprost ociekała fałszem. Miałam wielką ochotę popędzić prosto do łóżka Víctora, a po wszystkim przytulić się do niego pod prześcieradłem.

– Powinniście się spotkać i pogadać – zawyrokowała Lola.

– Nie umiem z nim tak po prostu gadać. – Natychmiast pożałowałam swoich słów. – A tak w ogóle do czego zmierza ta twoja kampania?

– Jaka kampania? Adrián dał mi emocjonalnego kopa. Naraził mi się. Był jedynym facetem, któremu ufałam. Przez niego straciłam wiarę w ludzkość.

Przeczesałam dłonią włosy. Wciąż nie miałam ochoty o tym gadać.

– Ja też nie byłam w porządku. – Wbiłam wzrok w podłogę.

– Moim zdaniem Víctor zachował się odważniej.

– Od kogo? Od Adriána czy ode mnie?

– Od was obojga. Przynajmniej na razie.

– Trząsł jajami ze strachu, gdy mu powiedziałam, że się rozstaję z Adriánem. Taki z niego bohater.

– Dajmy mu czas na ochłonięcie. Biorąc pod uwagę fakt, że brakuje mi połowy ważnych informacji w tej sprawie…

Milczałam. Nie chciałam reagować na jej prowokację. Nie miałam siły opowiadać w najdrobniejszych szczegółach o swoich przeżyciach seksualnych z Víctorem, a poza tym wolałam zająć się czymś innym. Żądze, które mnie ogarniały, ilekroć o nim myślałam, nie mogły być niczym zdrowym.

Dzięki Bogu Lola odkaszlnęła i zmieniła temat.

– Wybierzemy się gdzieś w weekend? W babskim gronie? Carmen i Nerea są chętne. Musimy uczcić twój powrót, premierę książki, wolność i te sprawy…

– Dobry pomysł. – Uśmiechnęłam się.

– Chcę obczaić jeden nowy klub. Taki, wiesz, Francja elegancja. Zarzucimy sieci na jakichś facetów, żeby nam postawili parę kolejek. Możemy też upić Nereę, a potem ją komuś sprzedać.

– Szuja z ciebie. A jak tam Sergio?

– Nie ma tematu.

– Nie bądź taka tajemnicza.

– Naprawdę nie ma tematu.

– Jak to?

– No dobra. O ile wiem, nie wrócił do swojej dziewczyny, ale i tak nie ma o czym mówić. To dupek zgrywający bohatera. Żałosny dupek. Ale do rzeczy: zapisuję w kajeciku piątkowy wieczór, żebyś już nie mogła się wykręcić.

Cóż. Wyglądało na to, że i ona ma tematy, których woli unikać.

– Na moc czerwonego terminarza! – wykrzyknęłam teatralnie.

– Terminarz rządzi – zgodziła się Lola. – To moja biblia.

A potem się rozłączyła – tradycyjnie bez pożegnania.

Jutro premiera mojej książki. O matko… Zapaliłam papierosa i skrzyżowałam nawet palce u nóg, zaklinając los, by wszyscy przyjęli jej treść z humorem.

3 Skutki pisania sobie samej

Książka ukazała się w środę. Pierwsza przeczytała ją Nerea. O północy ze środy na czwartek przysłała mi wiadomość z gratulacjami. Była pod wrażeniem lektury, choć miała pewne wątpliwości co do swojej osoby.

„Naprawdę jestem taka sztywna? Muszę częściej rozpuszczać włosy. I mam wrażenie, że niesamowicie mnie lubisz, Val, bo zdecydowanie przesadzasz w wychwalaniu mojej urody”.

Uśmiechnęłam się. Przynajmniej ona przyjęła to wszystko z dystansem i nie przywiązywała wagi do moich nie zawsze życzliwych komentarzy na temat wychowania, jakie odebrała w domu rodzinnym. Nie chciała się na mnie obrażać o coś, co i tak od dawna wiedziała. Nie przepadałam za jej matką i nigdy nie udawało mi się tego ukryć.

Na zakończenie wiadomości podziękowała mi i wyznała, że czuje się zaszczycona, iż uwieczniłam ją w powieści, która trafiła do księgarń. „I co najbardziej fascynujące, nikt nie będzie wiedział, że to ja! Czuję się jak jakaś superbohaterka!”

Następna była Lola. Przeczytała całość jednym tchem. Skończyła o szóstej rano i nie poszła do pracy, tłumacząc się, że w nocy nie zmrużyła oka. Rzeczywiście nie zmrużyła, ale tylko dlatego, że umierała ze śmiechu. Nią nie musiałam się przejmować, choć zanim o ósmej położyła się spać, powiedziała mi, że w obecności pewnej wstrętnej reporterki będzie musiała zachować w niektórych sprawach większą powściągliwość. Jak rozumiem, ta wstrętna reporterka to ja. Tak czy inaczej, była zachwycona odmalowaniem jej jako femme fatale i uwiecznieniem dla potomności jej ciętych ripost.

Carmen i Borja urządzili sobie zawody, kto szybciej skończy lekturę. Wygrał Borja. Był rozemocjonowany tym, że moja wyobraźnia zrobiła z niego kogoś w rodzaju Humphreya Bogarta, i nie przejął się tym, jak Nerea zareagowała na niego w pierwszej chwili. Był dużym chłopcem i nie ruszały go takie rzeczy. Carmen z kolei miała pewne „ale”, choć nie do swojej postaci. Bardzo ją ucieszyła możliwość spojrzenia na siebie oczami pozostałej trójki. O ile jednak nie miała problemu z własnym wizerunkiem, o tyle wyznała mi w e-mailu, że wolałaby, aby o pewnych rzeczach Borja nie wiedział. I raczej nie chodziło jej o „wstydliwe” uzależnienie od Facebooka, które z całą pewnością już zauważył.

W niektórych sprawach była dość nieprzewidywalna, co ani trochę mi nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Miałam poczucie winy: kto właściwie dał mi prawo do upubliczniania jej historii miłosnych? Nie obraziła się jednak. Ochrzaniła mnie, ponarzekała, a na koniec obiecała, że wieczorem pójdzie z nami do knajpy, przy okazji przynosząc mi książkę, żebym wpisała jej dedykację.

Tak więc sprzedały się już co najmniej cztery egzemplarze. Miałam nadzieję, że nie one jedyne, bo po odwiedzinach w banku i sprawdzeniu stanu dwóch kont, bieżącego i oszczędnościowego, miałam ochotę rzucić się pod koła pierwszego nadjeżdżającego auta. Wyglądało na to, że muszę mocno zacisnąć pasa… albo poszukać innej pracy.

Jeszcze bardziej niż rozpaczliwa kondycja finansowa spędzali mi sen z powiek Adrián i Víctor. Fakt, że opisałam ze szczegółami swoje intymne spotkania z Víctorem, mógł być dla Adriána niczym cios w podbrzusze. Ale nawet biorąc pod uwagę możliwość, że już do końca życia nie będzie chciał mnie widzieć, nie potrafiłam szczerze żałować swego postępku. Nie byłam pewna, czy chodzi o osobistą zemstę; czułam jedynie, że ta bardziej buńczuczna Valeria poklepuje mnie po plecach i przekonuje, iż nie zawarłam na kartach powieści ani jednego kłamstwa. Jeśli Adrián nie chciał znać prawdy, powinien zamknąć oczy albo ustawić się twarzą do ściany. Tylko… czy nie było z mojej strony okrutne wywlekanie na wierzch tych wszystkich faktów dotyczących rozpadu naszego małżeństwa? I czy nie oznaczało, że to, co się zdarzyło, wciąż mnie boli?

Niezależnie od tego, co było w książce, ja nadal nie miałam pewności co do charakteru jego znajomości z Álex. Opisałam jedynie swoje wyobrażenia na ten temat. Prawda jest taka, że tamta akcja w Almeríi mogła być pierwszym, ostatnim albo jednym z wielu numerków w relacji bardziej stabilnej, niż mi się zdawało. Musiałam pogodzić się z tym, że niczego więcej się nie dowiem. Adrián nie opisze wszystkich swoich emocji w książce tylko po to, żebym go zrozumiała. Mogłam to uczynić wyłącznie dzięki własnemu wysiłkowi.

Tak czy inaczej, pokrzepiona myślą, że Carmen, Nerea i Lola trwają lojalnie przy mnie, spokojnie przygotowywałam się na wieczorne wyjście, pielęgnując w sobie przekonanie, że jeśli wszystko będzie dalej szło w dobrym kierunku, wkrótce uzbieram dość materiału, by napisać i sprzedać kolejną książkę… i przetrwać.

4 Sushi, wino i bezwstydna bluzka

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
1. Urlop
2. Powrót do rzeczywistości
3. Skutki pisania sobie samej
4. Sushi, wino i bezwstydna bluzka
5. Wszystkie pytania
6. Co słychać u pozostałych?
7. Piętnastoletnia Valeria
8. Co tu się dzieje?
9. Odpowiedź na wszystkie pytania
10. Uważaj, czego pragniesz
11. A jeśli?
12. Urodziny
13. Przeszłość Víctora
14. Oczekiwana odpowiedź
15. Tik-tak
16. Wiem coraz więcej
17. Tylko jeden kieliszek
18. Życie w związku a rzeczywistość
19. Sama ze sobą
20. Bolesna prawda
21. Klucze
22. Pranie
23. Już mnie kochasz, tylko jeszcze o tym nie wiesz
24. Czego tu się bać?
25. Wyprawa
26. Niemożliwe
27. Komplikacje
28. Skutki tchórzostwa
29. Porządki
30. Dojrzewamy
31. W kolejce do stolika
32. Na moich warunkach
33. Milcząca zazdrość Nerei
34. Chcę cię zobaczyć
35. Magia
36. Próba ugłaskania mamy i co z niej wynikło

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Valeria en el espejo

Redaktor prowadząca: Ewelina Kapelewska

Wydawca: Małgorzata Święcicka

Redakcja: Anna Płaskoń-Sokołowska

Korekta: Ewa Popielarz

Projekt okładki: Armando Fidalgo

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Copyright © 2013, Elísabet Benavent Ferri

© 2013, Penguin Random House Grupo Editorial, S.A.U.

Travessera de Grŕcia, 47-49. 08021 Barcelona

Copyright © 20210 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Iwona Michałowska-Gabrych, 2021

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-66815-15-5

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek