Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Gdy fundament, jakim jest rodzina, zaczyna pękać, trzeba nauczyć się żyć od nowa
Alicja, Amanda i Anastazja są tak różne, jak tylko mogą być siostry.
Alicja, najstarsza, jest rozsądna, odpowiedzialna i zawsze stara się kontrolować sytuację. Amanda to jej przeciwieństwo – żywiołowa, spontaniczna, jakby każdy dzień był dla niej nową przygodą. Najmłodsza, Anastazja, jest cicha i zamknięta w sobie. Jej skłonność do refleksji sprawia, że rzadko okazuje emocje.
Choć każda z nich patrzy na świat w zupełnie inny sposób, zawsze łączył je rodzinny dom, który dawał im bezpieczeństwo i ciepło. Do czasu.
W jednej chwili ich zwyczajne życie zmienia się nie do poznania. Ojciec porzuca rodzinę, a matka zmaga się z nieuleczalną chorobą, która z każdym dniem odbiera jej siły. Nagle codzienność kobiet wypełniają strach, bezsilność i świadomość, że nic już nie będzie takie jak dawniej.
Siostry muszą nauczyć się żyć w cieniu straty i odnaleźć siebie w rzeczywistości, której żadna z nich nie była gotowa stawić czoła. Czy uda im się przetrwać czas, który wystawi ich więź na najtrudniejszą próbę?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 142
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
„Człowiek zupełnie nie wie, kiedy tonie,
która kropla wody wyznacza mu koniec”1.
Nicholas Sparks
1 Nicholas Sparks, Pamiętnik, tłum. Kazimiera Gałązka, Poznań 2011, s. 207.
Znowu to samo. Wczoraj uczyłam się dzień i noc, a w głowie mam pustkę. Nie napiszę tego, nie dam rady. Wszystko mi się miesza. Czy na pewno miałam odpowiednie notatki? Nie rozumiem ani jednego pytania. Oddam pustą kartkę, nic nie poradzę. Zawsze mogę skorzystać z drugiego terminu.
Z zamyślenia wyrywa mnie głos wykładowcy:
– Zostało pięć minut.
Trudno. Wstaję. Kładę na biurko profesora pustą, jedynie podpisaną kartkę. Z zakłopotania nawet na niego nie patrzę. Wychodzę z sali. Ubieram kurtkę i opuszczam budynek.
Po co mi to? Nie mam do tego głowy, nie teraz.
Gdy rok temu decydowałam się na studiowanie architektury krajobrazu, byłam wniebowzięta. Od dziecka czułam się związana z naturą, uwielbiałam pomagać mamie w ogrodzie, z łatwością wymyślałam, co i gdzie posadzić, postawić, usunąć. Za każdym razem efekt okazywał się zadowalający. Ludzie podziwiali moje projekty, chwalili za kreatywność, sąsiedzi prosili o pomoc w porządkowaniu podwórek. Miałam zapał.
Pierwszy, drugi i trzeci semestr zdałam bez najmniejszego problemu. Planowanie przestrzenne czy obliczenia nie nastręczały mi żadnych problemów. Może dlatego, że całe moje dotychczasowe życie było uporządkowane. Mama, tata, dwie siostry, dom z ogrodem, bezpieczeństwo finansowe, znajomi, na których zawsze mogłam liczyć… Niczym nie musiałam się przejmować. Przynajmniej do czasu.
Było to trzy tygodnie temu. Wracałam z uczelni, szczęśliwa, że udało mi się zaliczyć kolejny semestr. Mama z Amandą, moją dwa lata starszą siostrą, wyciągały właśnie pizzę domowej roboty z piekarnika, gdy wpadłam do kuchni. Oczywiście pochwaliłam się sukcesem – siostra szeroko się uśmiechnęła, mama pocałowała mnie w policzek, mówiąc, jak bardzo jest ze mnie dumna. Chwilę później do domu wróciła moja najstarsza siostra Alicja. Również ucieszyła się z moich osiągnięć. Usiadłyśmy przy stole w momencie, gdy pod dom podjeżdżał tata. Zawsze jedliśmy obiad razem, dlatego pomimo burczenia w brzuchach i kuszących zapachów cierpliwie czekałyśmy, aż wejdzie, umyje ręce i usiądzie z nami.
Ale tym razem było inaczej. Nie zdjął nawet butów. Wszedł do kuchni, rzucił krótkie spojrzenie na mamę i oznajmił: „To koniec, Aldono, zakochałem się, wyjeżdżam, mój prawnik wszystkim się zajmie”. Jednym tchem. Następnie wyszedł z kuchni, z domu, z naszego życia. To był ostatni raz, kiedy go widziałam.
Od tamtego momentu żadna z nas, ani mama, ani siostry, nie mamy z nim kontaktu. Podobno wyjechał za granicę. Już nawet o nim nie rozmawiamy. Mama załatwia formalności rozwodowe przez prawnika. Temat wydaje się zamknięty. Ale to tylko pozory.
Rozmyślając o tym wszystkim, nie zauważyłam, że odjechał mój autobus. Cholera, następny dopiero za czterdzieści minut. Dobrze, że chociaż pogoda dopisuje. Jak na początek wiosny jest w miarę ciepło, co daje nadzieję na nadchodzące dni. Widać już kwitnące kwiaty, drzewa zaczynają budzić się do życia. Postanawiam zaczekać na autobus w pobliskim parku. Siadam na ławce, wyciągam książkę i zaczynam czytać. Po paru minutach rezygnuję, nie mogę się skupić.
Zamiast tego obserwuję ludzi. Uwielbiam to robić. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Jestem zwyczajną dziewczyną, dosyć niską, z lekką nadwagą. Włosy brązowe, lekko kręcone, do ramion. Nie mam żadnych szczególnych atutów, niczym się nie wyróżniam.
Co innego moje siostry. Amanda to chodząca piękność. Zdecydowanie odziedziczyła po rodzicach wszystkie najlepsze cechy. Ma długie, proste blond włosy i idealną figurę. Alicja z kolei jest najdrobniejsza, przez co naprawdę urocza. Podobnie jak ja, ma kasztanowe włosy ścięte na boba. Uważa, że dzięki tej fryzurze widać, że jest najstarsza.
W parku nie ma zbyt wielu ludzi. Wracam na przystanek i dla zabicia czasu wsłuchuję się w rozmowę dwóch starszych kobiet. Rozmawiają o wnukach, widać, że są szczęśliwe. Kątem oka dostrzegam, że nadjeżdża autobus. Drzwi otwierają się i wchodzę. Jak zwykle o tej porze dnia jest zapchany. Stoję ściśnięta między kobietą po pięćdziesiątce a chłopakiem w moim wieku. Tym chłopakiem. Kojarzę go z uczelni. Wysoki, wysportowany, bardzo przystojny. Udaję, że jego uroda nie robi na mnie żadnego wrażenia; dobrze wiem, że nie mam u niego żadnych szans, poza tym zapewne ma dziewczynę. Nie studiuje architektury krajobrazu. Wtedy chodzilibyśmy razem na zajęcia, miałabym z nim jakiś kontakt, inny niż przelotne i krótkie spojrzenia. Jest na architekturze wnętrz. Tylko tyle o nim wiem. Nie znam nawet jego imienia. Często zastanawiam się, jakie by do niego pasowało. Szymon? Adam? Może Mateusz? Nie minęło nawet pięć minut od wejścia do autobusu, a ja wyznaczyłam sobie cel: do końca roku studenckiego poznam jego imię.
Parę przystanków dalej chłopak wysiada. Kolejna cenna informacja. Nie jest z mojego miasta. Ja wysiadam dopiero na ostatnim przystanku. W autobusie zrobiło się trochę luźniej i nawet udało mi się znaleźć miejsce siedzące. Resztę drogi skupiam się na obserwowaniu zza szyby mijanych domów i znajdujących się przy nich ogrodów. Niektóre robią wrażenie – zadbane, pełne kolorów i różnorodnych roślin. W innych przydałyby się drobne zmiany, może kilka nowych nasadzeń czy poprawki w aranżacji. W głowie układam projekty, zastanawiam się, co można by dodać lub zmienić, by wyglądały jeszcze piękniej. Dzięki temu czas szybciej leci, a ja zanurzam się w tych wyobrażonych metamorfozach.
Kiedy w końcu docieram na miejsce i autobus zatrzymuje się, wychodzę z głową pełną nowych pomysłów, ogrodowych inspiracji. Lekki wiosenny wiatr rozwiewa moje włosy. Wygładzam je dłonią i zmierzam w kierunku domu. Mama i siostry już pewnie są. Nie wiem, co robią, od odejścia taty raczej o tym nie rozmyślam. Wcześniej lubiłam wyobrażać sobie mamę przygotowującą obiad w kuchni lub Amandę rozprawiającą o czymkolwiek. Okropna z niej gaduła. Oddaliłyśmy się od siebie. Pierwszy skutek.
Wchodzę cicho do domu. Ściągam buty i zmierzam od razu na górę do pokoju. Słyszę… ciszę. Mama i siostry na pewno są w domu, ale każda w swojej sypialni. Nie czuję zapachów z kuchni. Od pewnego czasu odżywiamy się gotowymi obiadami ze sklepu lub mrożonkami. Żadna z nas nie ma chęci na gotowanie. Wcześniej to uwielbiałyśmy. W kuchni spędzałyśmy najwięcej czasu. Często robiłyśmy ciasto bez żadnego przepisu, ze składników, które akurat miałyśmy w kuchennych szafkach. Nie wiem, jakim cudem, ale za każdym razem wychodziło znakomite. Uśmiecham się na te wspomnienia.
Przebieram się w wygodny różowy dres i kładę do łóżka. Zamykam oczy i czuję, jak odpływam.
– Anastazja… Anastazja… – Przez sen słyszę głos.
Ktoś otwiera drzwi do mojego pokoju. To mama. Wygląda na zmęczoną i o wiele chudszą.
– O, tu jesteś. Kiedy wróciłaś? Nie widziałam, jak wchodziłaś – mówi smutnym głosem.
Zerkam na zegarek. Jest 19:51.
– Wróciłam jakieś trzy godziny temu, byłam zmęczona i od razu się położyłam.
– Spałaś cały ten czas? Nie zaśniesz w nocy. Chodź, potrzebujemy twojej pomocy – odpowiada mama, po czym wychodzi z pokoju.
Wyskakuję z łóżka, bo wiem, że mama nie lubi długo czekać. Idę za nią, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, do sypialni rodziców.
Mama po odejściu taty nie korzystała z tego pomieszczenia. Przeniosła swoje rzeczy na poddasze, do ukochanego miejsca wszystkich w całym domu. To urokliwa przestrzeń – niskie, drewniane półki wypełnione są książkami w różnych odcieniach okładek, duże okna dachowe wpuszczają naturalne światło, które odbija się od drewnianych paneli podłogowych. Na środku stoi wygodna bordowa kanapa, otoczona miękkimi poduszkami i kocami, idealna do czytania. Obok, na niewielkim stoliku, jest lampa, której delikatne światło tworzy intymną atmosferę. Nasz przytulny kącik. Tata rzadko tu zaglądał. Nie lubił czytać. Za to ja, mama i Alicja kochamy książki. Amanda zdecydowanie woli oglądać seriale, choć czyta polecane przez nas powieści.
– Mamo, co się dzieje? – pytam zaspanym głosem.
Widzę Alicję i Amandę w sypialni rodziców ubrane w stare dresy. W rękach trzymają pędzle i wałki malarskie.
– Czas odnowić ten pokój. Trochę go zmienić, przemalować. Co powiesz na słoneczną żółć na ścianach? – pyta mama, lekko się uśmiechając.
– Super pomysł – odpowiadam, biorę pędzel i zabieram się do pracy.
Amanda puszcza głośno muzykę. Malujemy, tańczymy i śpiewamy, popijając czerwone wino.
Dwie godziny później podziwiamy efekt naszej pracy.
– Wow, teraz ten pokój wygląda o niebo lepiej – mówi z zachwytem Amanda.
– Tak, myślę, że mogę się do niego wprowadzić – odpowiada mama. Po chwili dodaje: – Zaczynamy od nowa? Tylko my, dziewczyny? – pyta z nadzieją w oczach.
– Jasne – odpowiadamy jednocześnie, po czym wszystkie wybuchamy śmiechem.
To był wspaniały wieczór.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
Wczorajszy wieczór był dziwny. Czy mama naprawdę uważa, że przemalowanie ścian na kolor, którego tata nigdy w życiu by nie wybrał, pozwoli nam zacząć wszystko od nowa? Zastanawiam się nad tym, odkąd zadzwonił budzik. Wiem, że nie mam zbyt wiele czasu i z trudem wstaję z łóżka. Idę do łazienki i przemywam twarz zimną wodą. Patrzę na siebie w lustrze. Włosy stoją mi w każdym kierunku. Muszę się jakoś ogarnąć. Nie mogę przecież wystraszyć moich trzylatków.
Robię porządek z włosami, maluję delikatnie oczy, ubieram wygodne brązowe spodnie i biały sweterek. Schodzę do kuchni i przygotowuję na szybko kanapkę z serem i dużą ilością warzyw, po czym pakuję ją do śniadaniówki.
– Cześć Alice, spieszysz się do przedszkola? Masz jeszcze jakieś czterdzieści minut, zdążysz zjeść w domu – zauważa Amanda.
– Nie lubię się spóźniać – odpowiadam. – A czy ty przypadkiem nie masz dzisiaj rozmowy o pracę? – pytam, unosząc brwi.
– No tak, mam, ale dopiero za godzinę, wyrobię się – odpowiada siostra, jak zwykle spokojna.
Ja na jej miejscu byłabym kłębkiem nerwów, a ona? Siedzi tutaj w piżamie z Kubusiem Puchatkiem i smaruje dżemem tosta. Odkłada brudny nóż na stół i gryzie kanapkę, brudząc przy tym usta konfiturą. Patrzę na nią zdegustowana, nie mogąc uwierzyć, z jakim opanowaniem potrafi podejść do wszystkiego, od czego ja już dawno bym wpadała w panikę. Z jednej strony ją podziwiam, ale z drugiej nie mogę zrozumieć, jak można być tak beztroskim w takiej chwili. To zupełnie inne podejście do życia, którego po prostu nie potrafię naśladować.
– No co? Nie patrz tak na mnie, Alice, nie mam czym się stresować. Uda się, to super, nie, to poszukam innej pracy – mówi, wzruszając ramionami.
– Jak uważasz, powodzenia – odpowiadam, zamykam torbę, ubieram buty, kurtkę i wychodzę z domu.
Wsiadam na rower. Do przedszkola mam blisko, na rowerze pokonuję drogę w dziesięć minut. Lubię się ruszać. Lubię być aktywna, dbam o to, co jem i regularnie ćwiczę. Mój narzeczony Tomek uważa, że mam świra na tym punkcie.
Jesteśmy razem od początku studiów, czyli jakieś sześć lat. W zeszłym roku obroniłam magisterkę z pedagogiki i znalazłam pracę w pobliskim przedszkolu. Tomek skończył studia z pedagogiki resocjalizacyjnej i pracuje w zakładzie karnym. Planujemy się pobrać w przyszłym roku. Mamy po dwadzieścia pięć lat, a narzeczeństwem jesteśmy od blisko trzech lat. Nadszedł czas, by założyć własną rodzinę. Oby była mniej skomplikowana niż moja obecna. Postanowiliśmy nie zmieniać planów z powodu odejścia taty. Od dawna nie łączyła mnie z ojcem bliska relacja. Moje siostry również traktowały go z dystansem.
Od zawsze zastanawiałam się, co mama w nim widziała. Fakt, nasz ojciec jest przystojnym mężczyzną, ale nudnym. Ciągle tylko praca, praca i praca. Wychowaniem nas zajęła się wyłącznie mama, i trzeba przyznać – dobrze jej to poszło. Choć nie miała łatwo, zawsze była dla nas oparciem, a tata zdawał się obecny raczej fizycznie niż emocjonalnie. Teraz, po jego odejściu, czuję, że mogę odciąć się od przeszłości i skupić na budowaniu własnej przyszłości, której fundamenty chcę oprzeć na miłości i zaufaniu.
Zostawiam rower pod przedszkolem. Nie zabezpieczam go, ufam, że nikt go stąd nie zabierze. Biorę torbę i wchodzę do środka. Od wejścia słyszę śmiechy, piski i cieniutkie głosiki dzieci. Uwielbiam moją pracę. Zmieniam buty i wchodzę na salę. Panuje tu wesoła atmosfera, pełna kolorów i ciepła. Ściany są pomalowane na jasne przyjazne barwy, w pastelowych odcieniach, znajdują się na nich radosne rysunki i plakaty z bajkowymi postaciami. W centralnej części pokoju mieści się duża, okrągła, kolorowa mata, na której dzieci mogą się bawić i uczyć. Wzdłuż ścian rozstawione są niskie półki z zabawkami i książkami. Przy oknach wiszą zasłony z motywami zwierzątek, dookoła rozstawiono małe stoliki i krzesełka, idealne do rysowania i wspólnej zabawy. Cała sala jest starannie przemyślana, tak, aby zapewniała bezpieczne i inspirujące miejsce dla dziecięcej wyobraźni i nauki. Wiem, że przez najbliższe osiem godzin nie będę miała ani chwili dla siebie. Skrycie się uśmiecham.
Kończę jeść tost z dżemem, gdy do kuchni wchodzi mama. Wydaje się wypoczęta i pewna siebie.
– Dzień dobry, Amandko, jak się spało? – pyta.
Od dawna nie zdrabniała mojego imienia, co mnie zaskakuje.
– Cześć, mamo, dobrze, a u ciebie jak tam?
– Bardzo dobrze, zbieram się do pracy, a później jadę na zakupy, chcesz coś?
– Dzięki, niczego nie potrzebuję.
– Powodzenia na rozmowie, daj znać, jak poszło. Wrócę później, pa – mówi mama, całuje mnie w policzek, bierze jabłko z koszyka i wychodzi.
Zastanawiam się, dlaczego wszyscy uważają, że ta rozmowa o pracę jest taka ważna. Ja sądzę, że jeśli dzisiaj się nie uda, znajdę kolejną szansę gdzieś indziej. Może myślą tak dlatego, że jako jedyna z sióstr zdecydowałam się nie iść na studia. Od razu po maturze zapisałam się na półtoraroczny kurs kosmetologii. Po jego ukończeniu pracowałam w salonie kosmetycznym, ale niestety właścicielka została zmuszona go zamknąć ze względu na zbyt wysokie opłaty. Tym samym stałam się bezrobotna.
Dzisiejsza rozmowa jest moją pierwszą od czasu zwolnienia. Czytałam w internecie opinie o tym salonie, właścicielka i pracownice wydają się sympatyczne, więc mam pozytywne nastawienie. Nie czuję presji. Wiem, że życie nie kończy się na jednej próbie, że to tylko kolejna szansa, a w razie potrzeby pojawi się następna. No nic, zobaczymy, co będzie.
Zakładam granatową plisowaną spódnicę do łydki, białą koronkową bluzkę i czarne botki. Prezentuję się poważnie i elegancko. Uda się, wierzę w siebie. W moim portfolio znajdują się ciekawe i estetyczne prace. Nie mam się czym przejmować. Biorę kluczyki do samochodu i wchodzę do garażu. Dostrzegam, że auto Alicji jest na miejscu, więc musiała pojechać rowerem. Zastanawiam się, czy Anastazja skorzysta z okazji i pojedzie na uczelnię autem starszej siostry. Jako jedyna z nas nie dorobiła się jeszcze samochodu, pomimo że pracuje w kwiaciarni naszej cioci.
Patrzę na zegarek i uświadamiam sobie, że mam niewiele czasu. Nie wypada się spóźnić. Szybko wskakuję do auta, odpalam i ruszam z nadzieją, że będzie dobrze.
Dojeżdżam na miejsce na czas. Ani minuty spóźnienia, Alicja pęknie z dumy.
***
Pół godziny później siedzę w samochodzie zadowolona z przebiegu rozmowy. Na pewno się odezwą, ta praca jest moja. Dzwonię do mamy i streszczam jej spotkanie. Opowiadam o miłej atmosferze w salonie, o tym, jak profesjonalnie wszystko przebiegło. Mama jest podekscytowana, udziela się jej mój optymizm. Później dzwonię do mojego chłopaka Emila i mówię to samo. Reakcja okazuje się równie entuzjastyczna, jego wsparcie zawsze dodaje mi pewności. Umawiam się z nim na wieczór, by wspólnie uczcić dobre wieści.
Wracam do domu z uczuciem lekkości, pełna nadziei na przyszłość. W domu przebieram się w wygodniejsze ubrania i zabieram do przygotowania obiadu. Zmiany. Od teraz koniec z mrożonkami i gotowymi daniami! Przygotuję risotto z grzybami.
Właśnie zaczynam krojenie, gdy do kuchni wchodzi Anastazja, jak zwykle zamyślona.
– Hej, Nastka, co słychać?
– Oh hej, nie, nic ciekawego – odpowiada znudzona.
– Nie powinnaś być dzisiaj na uczelni?
– Odwołali zajęcia – odpowiada szybko.
Wiem, że kłamie. Jest z nas najbardziej skryta, ale potrafię wyczuć, gdy mówi nieprawdę. Zostawiam to jednak bez komentarza. Jestem starsza jedynie o dwa lata, nie mam zamiaru się wymądrzać. I tak pewnie usłyszy co nieco od Alicji, która wręcz uwielbia zaznaczać, że to ona rządzi. Zamiast wchodzić w dyskusję, po prostu przyjmuję jej odpowiedź. Czasem lepiej poczekać, aż sama się otworzy.
– Chciałabyś mi pomóc z obiadem? – pytam.
– Jasne – odpowiada bez entuzjazmu.
Gotujemy w milczeniu. Przy Anastazji cisza mi nie ciąży. Wiem, że nie jest typem człowieka, który lubi rozmawiać o niczym. Jej motto życiowe to zapewne „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. Zazwyczaj odzywa się wtedy, gdy ma coś konkretnego do powiedzenia. Lubię to, choć czasami chciałabym wyciągnąć z niej coś więcej. Dowiedzieć się, co czuje, co myśli.
– Jak na uczelni? Wykładowcy dają w kość? – pytam. Nim kończę mówić, wiem, jaka będzie jej odpowiedź: „dobrze”.
– Dobrze – odpowiada.
Wzdycham. Ciekawi mnie, czy kiedykolwiek naprawdę było dobrze. Przekładam grzyby na patelnię i zaczynam je podduszać na lekkim ogniu. W międzyczasie Anastazja zajmuje się ryżem.
– Obiad prawie gotowy – oznajmiam. – Mama mówiła, że będzie dzisiaj później, więc mamy na nią nie czekać.
– Alicja niedługo wróci z pracy, pewnie szybko zje i pojedzie do Tomka – odpowiada Anastazja.
– A ty masz jakieś plany na wieczór? – pytam.
– Brak, pójdę na poddasze i poczytam. A ty?
– Umówiłam się z Emilem. Będziemy świętować mój sukces.
– Dostałaś pracę? Ekstra, gratuluję. – Anastazja trochę się ożywia.
– Właściwie to mają się dopiero odezwać, ale jestem dobrej myśli.
– Niepoprawna optymistka – komentuje.
Śmiejemy się.
– Też cię kocham, Nastka – mówię i wychodzę z kuchni.
Chwile spędzone z siostrą zawsze mają w sobie coś ciepłego, nawet jeśli rozmawiamy o drobnych rzeczach. Po tej rozmowie czuję się jeszcze pewniejsza siebie, gotowa na wieczór z Emilem. Cieszę się, że udało mi się trochę rozbawić Nastkę.
To nic takiego
isbn: 978-83-8423-634-5
© Marlena Paletta i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
redakcja: Aleksandra Sitkiewicz
korekta: MAQ PROJECTS
okładka: Magdalena Czmochowska
konwersja e-booka: Gabriel Wyględacz – Studio Akapit
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: sekretariat@grupazaczytani.pl
https://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
