37,99 zł
OFICJALNA SERIA POWIEŚCI FESTIWALU TOMORROWLAND
Gdy sekrety wyjdą na jaw, przyjaźnie zostaną poddane próbie…
Wielka Biblioteka Jutra przygotowuje się do doniosłej uroczystości, a Nu cieszy się nowo odkrytą miłością oraz swoją misją Mędrczyni Prawdy. Jednak jeśli nowe koszmary okażą się zwiastunem złowrogich sił Suttaru, romans Nu będzie musiał ustąpić miejsca jej obowiązkom.
Kiedy okrutny czyn wstrząsa Wielką Biblioteką Jutra, powrót starego przyjaciela ujawnia ukrytą relikwię z historii Księgi Mądrości.
Aby powstrzymać wroga, Mędrcy muszą wkroczyć na wiele ścieżek.Dla Nu i Robina oznacza to wyprawę przez wiele królestw w poszukiwaniu tajemniczej postaci z odległej przeszłości.
Tymczasem Veer i jego towarzysze stawiają czoła ciemności i wszechogarniającej rozpaczy tam, gdzie gdzie nawet najsilniejsi mogą ponieść klęskę…
***
O oficjalnej serii powieści „Księga Mądrości” festiwalu Tomorrowland:
„Rozległy, epicki świat. Prawdziwa uczta dla bibliofilów i czytelników”.
T.L. HUCHU – Autorka serii „Edinburgh Nights”
„Epickie fantasy, które oddaje istotę festiwalu Tomorrowland magiczną opowieścią o życiu, miłości i jedności”.
STEVE AOKI
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Copyright © 2025 TL International BV/Tomorrowland
Interior art and cover image and design by TL International BV/Tomorrowland
First published in 2025 by Blackstone Publishing 31 Mistletoe Rd.
Ashland, OR 97520
BlackstonePublishing.com
Przekład
Dawid Świonder
Redakcja i korekta
Marek Stankiewicz, Aleksandra Marczuk-Radoszek
Skład i przygotowanie do druku
Tomasz Brzozowski
Opracowanie e-wydania
Karolina Kaiser,
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza książka ani żadna jej część nie może być powielana ani wykorzystywana w jakikolwiek inny sposób bez wyraźnej pisemnej zgody wydawcy, z wyjątkiem krótkich cytatów na użytek recenzji.
Wszystkie postacie i wydarzenia w niniejszej publikacji, oprócz należących wyraźnie do domeny publicznej, są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, żyjących lub zmarłych, jest całkowicie przypadkowe.
ISBN 978-83-68639-20-9
StoryLight, imprint Insignis Media, ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków
[email protected], insignis.pl
Instagram: @wydawnictwostorylight, @insignis_media
X, TikTok: @insignis_media
Facebook: @Wydawnictwo.Insignis
W magicznej krainie zwanej Silvyrą siły zła atakują Różany Ogród, niszcząc przy tym jego serce w postaci Błękitnej Róży. Co gorsza, Perennia, smoczyca mająca strzec tego cennego miejsca, znika bez śladu.
Przebywający wówczas w Ogrodzie Mędrcy Helia i Xavier odnoszą rany, które w przypadku mężczyzny okazują się śmiertelne. Zszokowana i zdezorientowana Mędrczyni przywołuje na pomoc Amare, magicznego ptaka potrafiącego przenosić pasażerów między światami. Z jego pomocą Mędrczyni oraz towarzyszące jej orby wracają do Wielkiej Biblioteki Jutra – magicznego repozytorium wiedzy zbudowanego na samotnej wyspie ukrytej pośród wód ziemskiego oceanu. Tam Helia mówi Mwambie, Mędrcowi Wiedzy, że za atakiem stał Suttaru, który w odległej przeszłości był ważną postacią Biblioteki. Dziesięcioro Mędrców uosabiających najważniejsze ludzkie wartości zbiera się na naradę w sprawie zagrożenia.
Dla Nu, młodej kobiety mieszkającej w Bibliotece, dzień ten zaczął się jak każdy inny. Jako osoba odpowiedzialna za witanie przybyszy odwiedzających Bibliotekę cieszyła się, że będzie mogła poznać kolejnego z nich. Tym razem był to Arturo, pochodzący z Mexico City mężczyzna w średnim wieku. Choć dawniej marzył o byciu pisarzem, dziś pracuje jako copywriter w agencji reklamowej i jest rozczarowany kierunkiem, w jakim potoczyła się jego kariera. Arturo natrafia przypadkiem na dziwną księgarnię, gdzie mieści się portal prowadzący do Wielkiej Biblioteki. Kiedy Nu zabiera go w nowe miejsce, po drodze znajduje orba imieniem Antares, który opłakuje swojego towarzysza Xaviera. Wpada na nich Robin, Mędrczyni Miłości, i zabiera całą trójkę na naradę.
W Silvyrze wieści o ataku rozchodziły się powoli. Dzin, uczeń Szkoły Botanicznej, przygotowuje się do ostatniego egzaminu polegającego na sporządzeniu unikatowej receptury Eliksiru Życia. W trakcie prac nad miksturą zarówno on, jak i jego przyjaciele zostają napadnięci. Jako jedyny ocalały Dzin staje się głównym podejrzanym, przez co wraz z bratem Yantuzem uciekają z Wielkiego Drzewa i przez Pierwszy Las kierują się do Labiryntu chroniącego ich społeczność przed osobami o nieczystym sercu.
Helia wciąż boryka się z częściową amnezją, będącą następstwem urazu głowy. Choć próbuje odzyskać pamięć z pomocą Księgi Mądrości, która jest niejako duszą i świadomością Wielkiej Biblioteki, Księga niepokojąco milczy. Mędrczyni wraca więc magicznym portalem do Silvyry, aby zdobyć próbkę Eliksiru, będącego lekiem na wszelkie przypadłości. Nu, która zaopiekowała się Antares, rusza z Helią.
Veer, Mędrzec Siły, udaje się do silvyrańskiego miasta Aedela leżącego w Królestwie Kwiatostanu, aby wesprzeć jego mieszkańców w walce z siłami Suttaru. Z kolei Robin zostaje w Bibliotece z Arturo, który zaczyna przejawiać dziwne magiczne zdolności.
Helia i Nu zjawiają się w Wielkim Drzewie, na miejscu jednak zastają chaos i przerażenie wywołane morderstwem uczniów oraz zniszczeniem floty statków powietrznych. Co gorsza, okazuje się, że zgromadzone w magazynach próbki Eliksiru nie działają, a jedyną potencjalnie skuteczną recepturą jest prawdopodobnie ta opracowana przez zbiegłego Dzina.
Mędrczyni i jej pomocniczka wyruszają więc na poszukiwania młodzieńców, których odnajdują w Labiryncie. Po tym, jak ocaliły ich przed śmiercią, wspólnie podejmują się wyprawy po ostatnie istniejące nasiono Błękitnej Róży. Jest ono w posiadaniu Orlego Księcia, władcy Mechanicznej Góry.
Po drodze zatrzymują się w Podszycie, mieście usytuowanym na północ od Wielkiego Drzewa. Tam spotykają byłą Umyślną i załogantkę statku powietrznego Szelmę Troy, która zgadza się im pomóc. Z niemałym trudem, ocierając się o śmierć, dostają się na pokład Złotej Wilgi, sterowca zmierzającego ku Mechanicznej Górze. Na miejscu proszą Orlego Księcia o audiencję, jednak ten w swej arogancji odmawia im pomocy, czym zmusza Helię i pozostałych do wykradzenia nasiona w momencie, gdy kraina zostaje zaatakowana przez Suttaru.
W tym samym czasie Veer dołącza do Królowej Kwiatów, władczyni Kwiatostanu, w obronie stolicy królestwa. Pomimo wysiłków udaje im się jedynie ewakuować większość mieszkańców, podczas gdy armia Suttaru pustoszy kraj.
Arturo i Robin przeczesują Wielką Bibliotekę, chcąc odnaleźć wskazówki, gdzie może znajdować się smoczyca Perennia. W trakcie poszukiwań natrafiają na wzmianki o miejscu zwanym Miastem Wieczności. Ich praca zostaje jednak przerwana, gdy dowodzący armią Niepisanych Edwin Payne, Zdradziecki Mędrzec, przypuszcza szturm na Bibliotekę. Arturo włącza się w walkę, używając mocy pozwalającej mu urzeczywistniać zapisywane przez niego słowa.
Na pokładzie Złotej Wilgi Dzin przygotowuje nową porcję Eliksiru Życia, wykorzystując do tego zdobyte nasiono Błękitnej Róży. Wreszcie Helia, Nu i pozostali docierają do Miasta Wieczności, które okazuje się rozległym i imponującym miejscem, choć całkowicie opuszczonym. W ogrodach otaczających miasto doświadczają wizji własnych wspomnień i odkrywają, że Perennia jest już tylko wspomnieniem, została bowiem zabita przez Suttaru w Różanym Ogrodzie.
Kiedy Suttaru zjawia się w Mieście Wieczności, wszystko wydaje się stracone. Mimo to bohaterowie podejmują walkę z hordami Niepisanych. Używając swojej magii i wzmacniając ją z pomocą Vegi, swego orba, Helia wskrzesza smoczycę. Niestety, zarówno kobieta, jak i orb przypłacają to własnym życiem. Gdy Perennia ściera się w boju z Suttaru, Nu odkrywa w sobie moc i staje się nową Mędrczynią Prawdy. Jednocześnie demaskuje Suttaru, ukazując jego prawdziwe oblicze – człowieka przepełnionego zawiścią, nienawiścią i spętanego przez moce zła. Gdy on sam dostrzega, kim naprawdę jest, i w efekcie słabnie, połączone siły Nu i Perenni zmieniają go w stertę dymiącego popiołu.
Do opłakujących Helię i Vegę dołączają rzez Portal Mwamba, Robin i Arturo, którzy odparli natarcie Edwina Payne’a. Ten jednak zdołał uciec w ostatniej fazie bitwy. Mędrcy i ich przyjaciele wracają do domów.
W Bibliotece Nu zostaje formalnie przyjęta do grona Mędrców, czemu towarzyszy huczna zabawa. Arturo żegna się z nowymi przyjaciółmi, pragnąc wrócić do swojej córki Rosy. Choć ma świadomość, że za sprawą magii Biblioteki utraci pamięć o tym, czego tam doświadczył, jednocześnie czuje, że odkrył w sobie nowe pokłady kreatywności i poczucie celu, które pozwolą mu nadać życiu lepszy kierunek. Wierzy też, że dopóki Wielka Biblioteka będzie stać na straży ludzkich wartości, nadzieja na zwycięstwo dobra nigdy nie zginie.
Po uroczystościach z okazji ocalenia Silvyry Dzin zauważa niepokojące przebarwienia na korzeniach Wielkiego Drzewa…
Wielka Biblioteka Jutra tętniła życiem. Trwały prace budowlane, kamieniarze i stolarze uwijali się jak w ukropie. A do tego, choć wydawało się to prawie niemożliwe w takich warunkach, wciąż prowadzono badania.
Fairen przemierzała korytarze jakby oszołomiona. Wokół działo się tak wiele, lecz tylko ona i jej najbliżsi współpracownicy wiedzieli o najnowszym odkryciu, którego dokonano w podziemiach. O zdumiewającym, lśniącym portalu – bo cóż innego mogło to być? Założyciel badał go osobiście, zamknąwszy stosowną część Biblioteki, i nawet Fairen nie miała tam wstępu. A teraz otrzymała wieść o kolejnej tajemnicy, którą zrodziły zbocza góry zwanej przez nich domem.
Adi oddelegował posłańca z informacją, że Fairen ma przerwać kwerendę w najstarszych zbiorach i się z nim spotkać. Napisana odręcznie wiadomość zarówno ją ucieszyła, jak i zaniepokoiła.
Fairen, przybywaj natychmiast. Odnaleziono artefakt, jakiego jeszcze nie widzieliśmy!
Adi
Szeroko zakrojone prace archeologiczne i eksploracja podziemnych komnat górzystej wyspy zaowocowały wieloma interesującymi odkryciami. Ale to był pierwszy raz, kiedy Adi wydawał się podekscytowany jakimś znaleziskiem.
Fairen minęła rozbudowywany Podwórzec i weszła do czytelni. Zastała tam Adiego, który chodził w kółko, gestykulując i instruując robotników niosących wielki, czarny obiekt o metalicznej powierzchni.
– Ostrożnie! Równo, wy niezdary! To bezcenny artefakt! Bezcenny! – pokrzykiwał w kierunku zdyszanych i mruczących pod nosem pracowników.
– Poszłoby sprawniej, gdybyś im pomógł, zamiast machać rękami jak szaleniec, Badaczu Adi – przemówiła Fairen z nutą rozbawienia w głosie. Adi najpierw się skrzywił, a potem uśmiechnął szeroko. Był szczupły i miał na sobie pomiętą szatę. Jego ciemne, faliste włosy od dawna nie widziały grzebienia.
– Fairen! Co tak długo? – przywitał ją z udawanym oburzeniem i domieszką szczerego rozdrażnienia. – Wniesienie tu naszego odkrycia zajęło tym niedojdom kilka godzin. Wyobrażasz sobie? To zmarnowany czas, który mogłem poświęcić na badania!
– Na badania czego? Metalowej grudy? Przecież nie jesteśmy kowalami, Adi. Na co nam ta ruda? – zapytała, już całkiem poważnie. „Dlaczego miałabym się nią przejmować, kiedy zabroniono mi dostępu do portalu?” – pomyślała.
– Podejrzewam, że to spadająca gwiazda, Fairen. Dawno temu wbiła się w zbocze góry, tworząc kilkudziesięciometrową bruzdę. Tkwiła tam przykryta ziemią i detrytusem. Tak powiedzieli mi geolodzy, którzy sporządzili mapy wyspy. – Był wyraźnie pobudzony, przez co obawiała się, że znowu popadnie w manię.
– Cierpliwości, Adi – uspokoiła go, kładąc mu dłoń na ramieniu. Chyba podziałało. On również pogładził ją po dłoni. Fairen nie oponowała, choć dopadło ją poczucie winy. Niedawno niemal zostali kimś więcej niż tylko współpracownikami, ale od kilku miesięcy jej serce znowu kroczyło innymi ścieżkami.
Uśmiechnęła się na tę myśl, nie żałowała jednak Adiemu ciepła ani spokoju, które przyniósł mu jej dotyk. Musiał zdawać sobie sprawę, że kogoś poznała. Wiedzieli o tym jej przyjaciele – łącznie z trzecim członkiem grupy badawczej Adiego i Fairen.
Adi się odsunął.
– Przyjrzyj się z bliska. Ten blask! W widocznych metalowych fragmentach mieni się złotem i srebrem, ale uważam, że nie jest ani jednym, ani drugim. To chyba naprawdę spadło z niebios!
– Niech rzucę okiem. – Podeszła do obiektu, a kiedy dotknęła niekształtnej bryły, poczuła mrowienie w palcach. Na powierzchni głazu tańczyły metaliczne rozbłyski, które zdawały się zmieniać kształt. Rzeczywiście mieniły się srebrem, złotem i miedzią zmieszanymi ze światłem gwiazdy. Czyżby odkryli nowy metal? To z pewnością imponujące odkrycie, ale nadal nieporównywalne z portalem, na który natknęła się przed kilkoma dniami. Chyba że…
– Adi, kiedy to znaleziono? – spytała.
– Och, kilka dni temu. Tuż przed… – rozejrzał się z przesadną czujnością i ściszając głos, dokończył: – twoim odkryciem.
Fairen spojrzała na srebrno-szarą bryłę i zastanawiała się, czy coś może ją łączyć z portalem.
– Adi, myślisz, że…
– Znalezienie jednej rzeczy doprowadziło do odkrycia drugiej? – dopowiedział, uśmiechając się promiennie.
„Czy to naprawdę możliwe?” – pomyślała. W jaki sposób wpłynie to na jej życie i Wielką Bibliotekę? Miała do podjęcia wiele decyzji, ale najbardziej obawiała się tego, że będzie musiała dokonać wyboru między portalem a kapitanem, który skradł jej serce.
Nu zbudziło złociste migotanie Antares. Ekscytacja orba napierała na granice jej snu, aż ten ustąpił całkowicie. Złożone wzory będące mieszanką fraktali i pulsujących świateł świadczyły o tym, że orb cieszy się z czegoś wyjątkowego. I słusznie – wkrótce bowiem miał nastąpić wybór nowego Mędrca Nadziei.
Dziewczyna spojrzała na śpiącą jeszcze Triss, której włosy układały się złotą kaskadą na poduszkach. Z powodu pracy Nu miała niewiele czasu na sprawy osobiste. Wiedziała też, że w najbliższej przyszłości to się nie zmieni. Bycie Mędrczynią było ogromnym zaszczytem – pełnym dobrodziejstw i wyzwań – ale jednocześnie kładło się cieniem na ich związek. Wprawdzie Mędrcy często znajdowali miłość w Bibliotece, jednak pogodzenie pracy i przyjemności wymagało od nich nie lada wysiłku. Nu musiała wciąż podróżować po Papierowym Świecie, szczególnie teraz, w tak niepewnych czasach. Doskonale zdawała sobie sprawę, że obowiązki wynikające z pełnionej przez nią funkcji zawsze będą priorytetem. Nie wspominając już, że w związku z tym jej życie może trwać o wiele dłużej niż życie Triss.
Nu wysunęła się spod kołdry z gracją kogoś, kto od dzieciństwa pasjonował się tańcem. Postawiła bose stopy na ciepłej posadzce swojej kwatery, wykutej w żywej skale wewnątrz góry. Mędrczyni Prawdy wciąż nie mogła się nadziwić, że przydzielono jej to wielopokojowe lokum. Było skromne, choć eleganckie, i idealnie pasowało do kogoś takiego jak ona. A przy tym oddawało ducha jej poprzedników, których tradycja sięgała stuleci wstecz. Na ścianie wisiał portret Xaviera, ostatniego Mędrca Prawdy – wprawdzie widziała go żywego, lecz nigdy nie miała okazji poznać. Ten obraz był jej sposobem na uczczenie jego wyjątkowego poświęcenia.
W głowę trafiła ją papierowa kulka. Uderzenie było lekkie i w zasadzie się go spodziewała. To Triss się obudziła. Wyrwana z notatnika zmięta kartka potoczyła się na podłogę. Nu spojrzała na towarzyszkę i uśmiechnęła się na widok jej zirytowanej miny. Zamigała przeprosiny.
– Przepraszam, skarbie. Powinnam była cię obudzić. Chciałam tylko pomyśleć chwilę o tym, co nas dzisiaj czeka. – Jak większość osób urodzonych w Bibliotece, Nu od dziecka uczyła się języka migowego.
– Obiecałaś, że pójdziemy razem – przypomniała jej gestami Triss. Na jej twarzy malowało się rozbawienie. – O ile jaśnie pani nie wstydzi się pokazać u boku zwykłej praktykantki i nie zamierza włóczyć się bez niej po Papierowym Świecie.
Nu spojrzała z namysłem na swoją ukochaną. Nagle ściągnęła kołdrę z łóżka.
– W takim razie lepiej się pospiesz. Antares zaraz rozsypie się na kawałki z podniecenia. Co tylko dowodzi, że nie zostało nam wiele czasu. Maïa zapewne będzie na nas czekać w Obserwatorium.
Triss uśmiechnęła się szeroko i leniwie zeszła z łóżka, po czym popędziła pod prysznic jak drapieżnik rzucający się na ofiarę. Nu pokręciła głową i poszła za nią.
Z okien pociągu ujrzały Podwórzec pełen ludzi pochłoniętych pracą. Siedziały wygodnie na miękkich tapicerowanych siedzeniach, które pomimo wieków użytkowania pozostawały w znakomitym stanie. Pojazd napędzany ezoterycznymi silnikami parowymi – podobno zaprojektował je sam wielki Leonardo – mknął cicho, przemierzając kolejne strefy Biblioteki. Pasażerowie, osoby starsze, dzieci oraz dorośli nagleni pilnymi sprawami oddawali się rozmowom. Nu żałowała, że Triss nie może usłyszeć ich entuzjazmu. Ta jednak trzymała płasko dłoń na szybie, odbierając jej wibracje, które czytała równie sprawnie jak dowolną tutejszą książkę.
Drugą ręką ujmowała natomiast dłoń Nu. Mędrczyni Prawdy czuła jej radość i dostrzegała autentyczność własnych uczuć. Miłości, pożądania, szacunku i szczęścia. Wraz z Triss przebyły długą drogę, aby znaleźć się w tym miejscu, dlatego Nu nie chciała już tracić ani chwili. Łącząca je miłość wreszcie stała się dla nich prawdą i oparciem w tych niepewnych czasach.
Antares zawirowała przy jej ramieniu, dając o sobie znać. Nu spojrzała na orba.
O co chodzi? – spytała.
Wydajesz się… zaniepokojona? – Linie i wzory, którymi pokryła się Antares, ponownie stały się labiryntem możliwości. Nu jednak momentalnie je zrozumiała.
To nic. Tylko zły sen. Denerwuję się tym dniem.
Antares zajaśniała odcieniami tęczy, wyrażając w ten sposób miłość i akceptację. Nu poczuła uścisk dłoni Triss. Zerknęła na swoją partnerkę, która wpatrywała się w orba z mieszanką zachwytu i żalu. Tylko Mędrcy i Księga Mądrości w pełni rozumieli język orbów, choć ich emocje były widoczne dla wszystkich. Antares świętowała. Bo czemu miałaby tego nie robić? Wkrótce grono Mędrców znowu będzie w komplecie. Pojawi się nowy Mędrzec Mądrości i Biblioteka na powrót stanie się całością. Nu cieszyła się, że poszukiwania wreszcie dobiegły końca.
Maïa czekała na peronie niedaleko Obserwatorium. Elegancka kobieta o karmazynowych włosach stała cierpliwie, a jej szata powiewała od podmuchów hamującego pociągu.
Nu miała ochotę się uśmiechnąć, ale powstrzymała się. Zerknęła tylko na starszą Mędrczynię i skinęła głową na powitanie. Srebrna powierzchnia Antares pokryła się złotymi wzorami przypominającymi liście targane bryzą. Mały orb wyczekiwał tego wielkiego wydarzenia równie niecierpliwie co Nu.
– Tak długo czekaliśmy na tę chwilę – rzekła Nu do Mędrczyni Uczciwości. – Wielka Biblioteka potrzebuje obrońcy nadziei. A jeszcze bardziej potrzebuje go Ziemia. Świat pozbawiony kogoś, kto walczyłby o nadzieję, jest słaby. To samo dotyczy Papierowego Świata. Podczas moich ostatnich wypraw poza Wielką Bibliotekę nieustannie towarzyszyło mi poczucie, że coś jest nie tak. Mam wrażenie, że gdyby wybór nowego obrońcy nadziei opóźnił się jeszcze bardziej, przekroczylibyśmy granicę, zza której nie ma powrotu. – Nu odetchnęła i uśmiechnęła się szeroko. – Nie muszę też chyba dodawać, jak wielkim przywilejem będzie ponownie zobaczyć zjednoczonych Mędrców. Obrońcy Wielkiej Biblioteki w pełnym składzie! Już nie mogę się doczekać, aż przywitam naszego nowego towarzysza. Myślę, że wszyscy jesteśmy na to gotowi.
Triss zamigała:
– Wszyscy to poczuliśmy, kiedy ożywiono orba, ale dlaczego to tyle trwało?
Maïa przyglądała się Triss przez dłuższą chwilę, zanim odpowiedziała. Nu zmartwiła się, że jej partnerka popełniła jakąś gafę.
– Stworzenie orba Mędrca to rzadkie wydarzenie. O ile wiemy, tajniki tej sztuki opracowała Fairen po tym, jak stworzyła Księgę Mądrości. Nasi najwybitniejsi uczeni i Mędrcy wciąż pracują nad zrozumieniem tajemnicy jej magii oraz tego, co sprawia, że działa w określonych odstępach czasu.
Nu ogarnęło rozbawienie. Mało który Mędrzec potrafił oprzeć się pokusie opowiadania o historii Biblioteki – nawet jeśli tutejsze dzieci uczą się jej w szkole. A mimo to Triss słuchała jak urzeczona, co w oczach Nu dodawało jej tylko uroku.
Maïa kontynuowała opowieść:
– Autorka musi skrupulatnie przygotować wszystkie elementy, od rzadkich po niemożliwe do zdobycia, a następnie przy pomocy magii samej Biblioteki i więzi z Papierowym Światem połączyć je i ożywić. Żaden uczony ani Mędrzec tego nie potrafi.
Triss zamigała słowa wdzięczności, jeszcze bardziej doceniając dzisiejsze wydarzenie.
– Triss, Mwamba nieustannie chwali cię jako swoją nową protegowaną. Mamy tu uczonych, którzy przewyższają cię stażem dwukrotnie, a jednak to ty wykazujesz o wiele większe umiejętności w pracy z Kodeksem i ogromem materiałów pozostawionych przez byłych Mędrców, które Mwamba próbuje skatalogować.
Triss zaświeciły się oczy. Nu była z niej dumna. Tylko najlepsi uczeni dostępowali zaszczytu bycia prowadzonym przez Mwambę. Bo tylko najlepsi byli w stanie nadążyć za jego zdumiewającym intelektem.
Zwracając się do Mędrczyni Prawdy, Maïa rzekła:
– Nu, masz rację. To najdłuższy znany mi okres, w którym grono Mędrców nie było kompletne. A jestem tu od belle époque. Oczywiście oczekiwanie na pojawienie się nowego orba wymaga cierpliwości. Ale teraz, kiedy Eltanin jest już między nami, nadeszła pora, by los się spełnił. Miło jest zobaczyć po dwustu latach, że nadal istnieją rzeczy, które nas zaskakują i radują. I, jak sama powiedziałaś, przywracają nam nadzieję, prawda?
Antares zawibrowała i mieniąc się złotem, wyświetliła na sobie listny wzór, który charakteryzował Vegę – chciała uhonorować w ten sposób pamięć o poległym orbie i jego Mędrczyni.
Helia byłaby dumna!
Nu posłała swojej małej towarzyszce radosny uśmiech, ciesząc się jej entuzjazmem. Choć wcześniej zastanawiała się, jakie emocje będą towarzyszyć jej samej w tym słodko-gorzkim momencie, zdążyła się pogodzić ze stratą mentorki. Dlatego i ona radowała się tą chwilą. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nadzieja odżyła. Tak, jak pragnęłaby tego Helia.
Przechyliła głowę, aby oprzeć ją na chwilę na orbie.
– Ja też tak sądzę, maleńka. Zarówno ona, jak i Vega byliby szczęśliwi, mogąc obserwować ten moment. – Triss objęła Nu od tyłu, czym jeszcze bardziej podniosłą ją na duchu.
Następnie całą trójką obserwowały zabawę wyświetlaną na ekranach Obserwatorium. Zobaczyły plażę, na której zgromadził się tłum i otoczył DJ-a. Podczas gdy jedni tańczyli, popijając drinki i zatracając się w muzyce, inni przyglądali się z boku – kochankowie i przyjaciele zanurzeni w swoich objęciach i cieszący się chwilą.
Obrazy wyświetlane w Obserwatorium były tak rzeczywiste, że gdyby Nu je powiększyła, dostrzegłaby ziarnka piasku podskakujące w rytm uderzeń basów i poczułaby morską bryzę na twarzy oraz piach pod stopami. Gdyby się zapomniała, mogłaby dołączyć do innych w tańcu pod gwieździstym niebem, a potem napić się czegoś zimnego w barze. Choć sceny te wydawały się prawdziwe, były tylko iluzją, jedną z wielu cudownych sztuczek Wielkiej Biblioteki. Wnętrze Obserwatorium przypominało kulę o ścianach pokrytych ekranami. Dzięki połączeniu technologii i magii mogły one ukazać odwiedzającym niemal każde wydarzenie w dowolnym miejscu na Ziemi i sprawić, że poczują się, jakby w nim uczestniczyli.
W tej chwili Nu i Maïa rzeczywiście czuły się, jakby znalazły się na plaży w Wenezueli, porwane falą zabawy z okazji jednego z najważniejszych od dawna wydarzeń.
Wyboru nowego Mędrca Mądrości.
Orb!
Zarówno orb Maïi, Thebe, jak i Antares w tej samej chwili zauważyły wyjątkowego gościa, który zjawił się na imprezie. Nu wytężyła wzrok i również dostrzegła lśniący srebrem obiekt, unoszący się nad taflą morza.
– Dyskretna i cicha. Niczym księżycowa poświata odbijająca się od fal – stwierdziła Maïa, jakby właśnie tego się spodziewała. – Bardzo dobrze, Eltanin.
– Myślisz, że nasz przyszły Mędrzec zwrócił na nią uwagę? – spytała Nu.
– Dobre pytanie. Świetnie się bawi w otoczeniu rodziny i przyjaciół. W normalnych okolicznościach myślałby zapewne wyłącznie o tym, co ma bezpośrednio dookoła siebie. Przybycie orba następuje jednak zawsze wtedy, kiedy nowy Mędrzec tego najbardziej potrzebuje.
Nu się uśmiechnęła.
– Czyli mamy tylko patrzeć i czekać?
– W rzeczy samej. Widzisz? Orb wlatuje nad ląd, ale w odpowiedniej odległości, by nie wywołać zamieszania na plaży. Tak jak powinien. Myślę jednak, że już za chwilę… tam! Widzicie?
Nu widziała, a jej uśmiech się powiększył. Zerknęła na Triss.
– Spojrzał w górę i upewnił się, czy to nie przywidzenie. O, a teraz do niej idzie!
Przeszedł ją dreszcz ekscytacji, gdy uśmiechnięty, pogodny młody człowiek o imieniu Densi oddalił się od reszty imprezowiczów. Prowadziła go ciekawość sprowokowana widokiem kuli lewitującej nad plażą. Zdarzeniu temu towarzyszyło też wrażenie… czegoś jeszcze, co trudno było nazwać. Nerwowego wyczekiwania?
Nu spojrzała na Antares, ale orb był całkowicie skupiony na ekranie. Przepędziła wszelkie zmartwienia i wzmogła koncentrację. Nie zamierzała przegapić tak ważnej i historycznej chwili. Ją samą wybrano na Mędrczynię w wyjątkowych, trudnych okolicznościach. Zwyczajowo jednak wybór nowego Mędrca na Ziemi najczęściej był magicznym i wspaniałym doświadczeniem, którego nie wolno przespać.
Czuła się zaszczycona, że mogła to zobaczyć na własne oczy. A nawet wyjątkowa. Co było zabawne, bo po raz kolejny przekonała się, jak wiele rzeczy wciąż ją zaskakuje. Choć wydawało jej się, że przywykła już do życia Mędrczyni Prawdy, jednej z obrończyń Papierowego Świata, ciągle odkrywała na swojej ścieżce coś nowego.
Znowu poczuła ten dziwny ucisk w żołądku i przestąpiła nerwowo z nogi na nogę.
– Antares, zbliż nas do miejsca spotkania, proszę – powiedziała.
Orb zajaśniał złotymi szlaczkami, komunikując się bezpośrednio z Wielką Biblioteką. Ekran Obserwatorium mignął i przeniósł je na dalszą część plaży. Nu prawie ugięły się kolana od tej nagłej zmiany, ale Maïa i Triss pomogły jej zachować równowagę.
– Dobrze jest zamknąć oczy przed takim manewrem, moja droga – pouczyła ją Maïa z lekko drwiącym uśmieszkiem. – Twoja ewolucja jako Mędrczyni jest naprawdę zadziwiająca, a obserwowanie, jak dojrzewasz w tej roli, to czysta przyjemność. A mimo to… pamiętaj, że choć dysponujemy wieloma mocami, nawet nas dopada choroba lokomocyjna.
Nu zacisnęła usta, walcząc z mdłościami. Triss kiwnęła głową, dodając jej otuchy, co wywołało uśmiech u Mędrczyni Prawdy. Była jednak nieco zazdrosna, że jej partnerka wydawała się odporna na skutki przeniesienia. O ile to rzeczywiście jedynie skutki przeniesienia. Coś bowiem nie dawało jej spokoju, tliło się nieuchwytne na skraju jej świadomości. Coś więcej niż tylko mdłości.
– Oddychaj głęboko i uspokój umysł. Zaraz ci przejdzie, zaufaj mi.
Złe przeczucia Nu jednak narastały. Niemal bezwiednie rozejrzała się po plaży, ale nie zauważyła niczego niepożądanego. Tylko imprezę trwającą w najlepsze i Densiego, który oddalał się w kierunku orba.
– Nu, wszystko w porządku? – zamigała Triss z troską.
– Nie wiem. Chyba właśnie doświadczyłam rozumienia.
Maïa znieruchomiała. Wyprostowała się i powiodła wzrokiem po otoczeniu.
– Miałaś też wizję?
– Nie, jeszcze nie.
Jeśli moce Nu starały się jej coś przekazać, robiły to w dość nieoczywisty sposób. Dziewczyna nie chciała przyznać się przed Maïą, że nie zawsze panowała nad tym aspektem swoich mocy prawdomówności.
– Dobrze, spróbuj zatem się zrelaksować. – Łagodny francuski akcent Maïi nadawał jej głosowi śpiewność. Uśmiechnęła się, a na jej twarzy malowała się cierpliwość, owoc długiego, dwustuletniego życia, którego upływu nie było po niej widać. – To pewnie tylko nerwy. Ale z drugiej strony nie powinnaś się denerwować. Densi jest naprawdę dobrym kandydatem na Mędrca. Utalentowanym ratownikiem medycznym o nadnaturalnych zdolnościach i nieustępliwym duchu. Ocalił wiele istnień, łącznie z tymi, które jego koledzy oceniali jako niemożliwe do uratowania. Bo Densi dostrzegał rzeczy, których oni nie widzieli. I dokonywał wyborów, których oni nie byli w stanie dokonać. Całym swoim życiem daje nadzieję tym, którzy jej nie mają. A teraz obdarzy nią wszystkie światy. – Maïa uniosła swoje długie palce ku niebu, wskazując gwiazdy w innych galaktykach i innych czasach. – Tak właśnie miało być, Nu. I będzie to wspaniałe doświadczenie, takie, jakim powinien być wybór nowego Mędrca. Choć fizycznie nie ma nas na tej plaży, jesteśmy tam obecne. Oddychaj, zaciągaj się magią.
Maïa wzięła Nu pod rękę i wraz z Triss podtrzymały ją. Następnie wróciły do obserwowania Densiego. Ten zaś kroczył spokojnie plażą, jakby oszołomiony, wzdłuż fal łagodnie napływających na brzeg, do miejsca, gdzie czekał na niego nowy orb.
Radość na twarzy mężczyzny wywołała w Nu mieszankę emocji. Z jednej strony cieszyła się tym, co go czeka, ale z drugiej odczuwała lekki smutek, co wcale nie było dla niej wielkim zaskoczeniem. Densi był całkowicie nieświadomy wydarzeń, które doprowadziły do tej chwili i spowodują zmianę w jego życiu. Nigdy nie pozna piękna i dobroci swojej poprzedniczki Helii i jej czarującego orba Vegi. Tylko Nu będzie pamiętała moment, kiedy ich wszystkich umieszczono na wspólnej ścieżce – pośród ognia i popiołu oraz cichnącego echa bitwy w mieście wspomnień, którą stoczono w zupełnie innym wymiarze rzeczywistości.
Niepokój ponownie ugodził Nu w żołądek, tym razem mocniej.
Densi doszedł do orba, a maleństwo zaczęło migotać triumfalnie odcieniami granatu. Mężczyzna zrozumiał, że obiekt do niego mówi, więc odpowiedział. Wyciągnął rękę i dotknął orba, co wywołało rozbłysk energii. Iskrę najczystszego połączenia, jakie może zaistnieć tylko między wytworem Wielkiej Biblioteki a wybranym przez niego Mędrcem.
To właśnie był ten moment.
– Och, jakie to piękne – szepnęła Nu, zapominając na chwilę o niepokoju, który drążył ją od środka. Nie mogła oderwać oczu od poświaty spowijającej orba i mężczyznę. – Eltanin dokonała dobrego wyboru.
Patrzyła i myślała o własnej więzi z Antares. Była to mniej tradycyjna relacja, rozwijająca się powoli, stopniowo i z konieczności. Czasami Nu zastanawiała się, jak by to było, gdyby połączyły się z Antares w normalnych okolicznościach, a nie wskutek śmierci Xaviera. I oto miała przed sobą odpowiedź.
Kiedy jednak zerknęła na swojego orba, wiedziała, że nie mogły się połączyć w inny sposób. I z tego względu ich więź była silniejsza. Nu miała co do tego pewność.
– Czy to już, Maïu? – spytała. – Mamy nowego Mędrca Nadziei?
Maïa nie zdążyła odpowiedzieć. Ich orby zadrżały nagle w reakcji na to, co działo się na ekranie. Z wody za Densim wynurzyła się postać, kroczyła na czworakach. Wyglądała jak człowiek, który od dawna przebywał w odmętach, wzdęty i zaplątany w wodorosty. Jego opuchniętą, siną skórę pokrywały dobrze im znane znaki.
– Niepisany – wydyszała Nu. Z przerażeniem patrzyła, jak postać wyciąga coś zza pasa i rzuca się na Densiego.
Mokre, wyszczerbione ostrze błysnęło w świetle księżyca, po czym wniknęło głęboko w tułów nowego Mędrca. Densi krzyknął rozpaczliwie, lecz zakrwawiona, rozmokła ręka natychmiast zasłoniła mu usta i uciszyła go. Ciało wokół rany stwardniało, a efekt ten rozszerzał się dalej i dalej.
Maïa zaklęła po francusku i pociągnęła za sobą Nu. Ta spojrzała na Triss, która pomachała jej na pożegnanie i uśmiechnęła się niepewnie. Dla większości ludzi byłby to prosty gest, jednak Nu dostrzegła zaniepokojenie w jej oczach i napiętych dłoniach. Ekrany zgasły, gdy obie Mędrczynie opuściły Obserwatorium – pędziły do portalu, aby uratować nowego Mędrca Nadziei.
Nu wraz z Maïą zjawiły się na wenezuelskiej plaży w niecałe dwie minuty – był to niewiarygodnie krótki czas jak na tak daleką podróż.
Mimo to Nu od razu zrozumiała, że przybyły za późno.
Densi stał w tym samym miejscu, w którym widziały go na ekranie. Samotna, nieruchoma sylwetka stercząca na tle łagodnie falującego morza.
Został zmieniony w figurę z piasku.
Eltanin wciąż unosiła się przed nim, nadając wiadomości niemrawymi błyskami, które Nu z trudem odszyfrowała. Antares i Thebe błyskawicznie otoczyły orba, jaśniejąc i pytając, co się stało.
Maïa schyliła się, by podnieść z plaży coś, co wyglądało jak kawałek drewna wyrzuconego na brzeg. Uniosła go ku światłu i obróciła w rękach, ukazując poszarpane, sczerniałe krawędzie ostrza.
– Nasączono je trucizną – stwierdziła i spojrzała z grymasem na Densiego. – Taką, której nie znajdziemy na Ziemi. To magia z innego świata. Czuję jej mrok. Jest niczym lepki kwas. – Spojrzała w bok. – Nu, powiedziałaś, że ten stwór był Niepisanym.
– Tak sądzę – odpowiedziała Mędrczyni Prawdy. – Ale wyglądał inaczej niż ci, których dotychczas widziałam. Miał jednak na skórze wyryte takie same litery. Zapewne od dłuższego czasu przebywał w wodzie.
Maïa rozejrzała się po plaży.
– Eltanin, dokąd poszedł?
Odpowiedziała Thebe.
Wrócił do wody.
Nu nie zdążyła nawet mrugnąć, kiedy Maïa wsunęła drewienko za pas i ruszyła ku morzu.
– Nie zostawiaj orba – poinstruowała Mędrczynię Prawdy, po czym rzuciła się w fale i zniknęła w ciemnych odmętach. Powierzchnia wody spieniła się na chwilę, po czym odzyskała pierwotny, księżycowy blask.
Densi.
Tym razem „przemówiła” Antares. Unosiła się przed Nu, tworząc na swojej powierzchni lśniące złote wzory, którymi komunikowała się z Mędrczynią. Orb skierował jej uwagę z powrotem na nieszczęsnego chłopaka zmienionego w piaskowy posąg. Figura zaczynała się rozsypywać. Ciepła bryza nadciągająca od morza ścierała także jego piękne rysy, wymazując go z rzeczywistości. Na początku działo się to powoli, jak gdyby był znikającym snem. Nagle jednak rozpadł się całkowicie i połączył w jedno z plażą. Jego ubrania opadły bezwładnie na piasek.
Odszedł.
Nu czuła, jak skręcają się jej wnętrzności. Żar gniewu i frustracji ścierały się w niej z lodowatym strachem wywołanym tym, co spotkało Densiego. Nie mogła oderwać oczu od miejsca, które zajmował jeszcze przed chwilą. Wciąż widziała wyraz jego twarzy. Jak coś tak strasznego mogło się stać tak szybko? Dlaczego nie otrzymała wizji, która pozwoliłaby temu zapobiec?
Kiedy wsunęła niesforny kosmyk za ucho, zauważyła, że trzęsą się jej ręce. I słusznie. Densi stał u progu wspaniałego i pięknego etapu swojego życia. Przygody, o jakiej wielu nawet nie śniło. A teraz został ot tak usunięty ze świata.
Wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. Antares trąciła ją w ramię.
Jestem.
– Dziękuję – odpowiedziała, również trącając orba. Zwróciła się w stronę przepastnego, pustego morza, wiedząc, że musi się skupić na kolejnym kroku, zamiast roztrząsać to, co stało się przed chwilą. Na to jeszcze przyjdzie czas. W tej chwili powinna się skoncentrować na towarzyszącej jej Mędrczyni.
– Powinnyśmy pójść za Maïą?
Maïa nad wszystkim panuje – odpowiedziała Antares.
– Czuję się bezradna, Antares. Nie mogę tak bezczynnie sterczeć!
Tam jej nie pomożesz.
– A co, jeśli ona mnie potrzebuje?
Ciebie?
Na powierzchni Antares pojawił się świetlisty pierścień. Orby komunikowały się za pomocą skomplikowanych wzorów geometrycznych, odcieni swojego indywidualnego koloru i wibracji o różnym natężeniu. Połączenie tych czynników stanowiło język zrozumiały wyłącznie dla towarzyszących im Mędrców. Oprócz tego jednak każdy z orbów stosował pewien znak, który Mędrcy odczytywali instynktownie niczym skrót.
W tym przypadku oznaczał on trzy słowa będące przestrogą.
Prawda. Nie pływanie.
Nu zmrużyła oczy, ale nie spierała się z orbem. Choć niekiedy miała wrażenie, że wzrastały w swoich rolach razem, to często zapominała, jak niewiarygodnie stara była Antares i jak wielkie miała przez to doświadczenie. I właśnie z tego powodu orb przypomniał Nu, że wstrzymywanie oddechu nie należy do jej mocy.
– Masz rację, jak zawsze – przytaknęła Nu, omiatając wzrokiem falujące morze. – Powinnam się trzymać tego, co umiem najlepiej, prawda?
Uniosła lewą dłoń wnętrzem przed siebie. Nie wiedziała, czy gest był konieczny, by rozbudzić tkwiącą w niej moc, czy po prostu stał się jej osobistym rytuałem. Tak czy owak, w tej chwili pomagał jej się skupić i skierować wszystkie siły na poszukiwanie prawdy. Antares natychmiast podfrunęła bliżej. Nu poczuła w sobie jej ciepłą energię, która wzmocniła ją i pozwoliła w pełni wykorzystać jej zdolności.
Mędrczyni Prawdy skierowała wzrok poza wodę, poza ten świat, poza wszystko. Nie patrzyła już na to, co miała przed sobą. Spoglądała w sam wszechświat, szukając dobrze znanego jej uczucia. Rozumienia, w które nigdy nie powinna była wątpić – nawet przez sekundę.
I wreszcie nadeszło.
W tworzywie istnienia znajdował się węzeł. W morzu, w zamieszkujących je łagodnych istotach, w ich atomach – i w magii, która tkwiła pomiędzy atomami.
Nu szarpnęła węzeł, rozplątując go częściowo w swoim umyśle. Nie całkiem, lecz wystarczająco, by mogła poczuć zawarte w nim rozumienie.
Maïa wciąż przebywała pod wodą, ale miała się dobrze.
Nu nie czuła nic więcej. Mogła jednak odetchnąć z ulgą i oderwać oczy od morza.
Eltanin, o której niemal zapomniano w tym zamieszaniu, wciąż unosiła się nisko nad fragmentem plaży, gdzie wcześniej stał Densi. Widniejące na niej ponure wzory były tak ciemne, że przypominały raczej cienie. Antares zbliżyła się do siostry, dzieląc się z nią kolorami ciepłej jesieni oraz łącząc się z nią w bólu po stracie Mędrca.
– Tak mi przykro – rzekła Nu do Eltanin. Kucnęła przy orbach i położyła lekko dłoń na piasku. – Densi był wspaniały i byłby znakomitym Mędrcem Nadziei.
Z oddali doleciały ją śmiechy zmieszane z muzyką. Zabawa trwała w najlepsze. Jak dotąd nikt niczego nie zauważył. Dopiero później znajdą ubrania Densiego i zorientują się, że zniknął. Serce Nu się ścisnęło. Zastanawiała się, czy mogłaby jakoś ulżyć jego rodzinie i przyjaciołom w cierpieniu.
Nagle z zamyślenia wyrwał ją plusk. Z wody wyłoniła się Maïa, wlokąc coś ciężkiego, zaplątanego w wodorosty i krasnorosty. Jej orb Thebe leciał tuż za nią.
– Złapałam go – oznajmiła Maïa. – Choć mocno się stawiał, co nie, koleżko?
Wytężając siły, wciągnęła pokonanego osobnika na plażę i oparła go o głaz. Napuchnięta postać szarpała się, próbując zerwać więzy, na co Maïa chwyciła potwora za gardło, a wolną ręką dobyła zatrutego kawałka drewna zza pasa i przyłożyła go do jego twarzy.
– Nie sądziłeś, że potrafię wstrzymywać oddech niczym poławiacz pereł, co? Nie doceniłeś przeciwnika i masz za swoje. A teraz odpowiesz mi na kilka pytań.
Nu patrzyła z przerażeniem na tę abominację. Był to rzeczywiście Niepisany. Przypominał tych, z którymi mierzyła się w Mieście Wieczności – choć ten był jeszcze bardziej odrażający z racji tego, że przebywał pod wodą. Miał spuchniętą twarz, od dawna pozbawioną oczu. Z jego cuchnących ust wydobywało się charczenie i bulgoczące przekleństwa ciskane pod adresem Mędrczyń. Za to skóra wyglądała tak, jak Nu ją pamiętała – w całości pokryta literami i słowami, które płonęły wylewającą się z potwora wrogością. Układały się w język bólu i nienawiści, którego jeszcze nikomu nie udało się odszyfrować.
– Kto cię przysłał? – spytała gniewnie Nu, zbliżając się do niego. Przeszedł ją zimny dreszcz, kiedy odpowiedź na to pytanie pojawiła się samoistnie w jej umyśle.
Oślepiło ją nagłe wspomnienie. Wzdrygnęła się i zamrugała, aby je przepędzić, ale ono nie zamierzało odejść. Obraz utkwił w niej, wrażając się w oczy. Była to scena ze snu, który przyśnił się jej zeszłej nocy. Koszmar – być może proroczy – który ostatnimi czasy nawiedzał ją dziwnie często.
Spojrzała na Antares, która myślała chyba o tym samym.
Przecież zabiliśmy Suttaru… prawda?
Wykorzystując nieuwagę Nu, stwór wyciągnął gwałtownie rękę, chcąc chwycić jej twarz. Gdyby była tu z innym Mędrcem, prawdopodobnie miałaby kłopoty. Na szczęście jednak moce Maïi sprawiały, że na Ziemi stawała się szybsza. W mgnieniu oka cofnęła dłoń z gardła kreatury i unieruchomiła jej ramię, dociskając je do głazu. Jednocześnie naparła wyszczerbionym ostrzem na krtań potwora, nie rozcinając jednak jego oślizgłej skóry.
Niepisany przestał się rzucać i spojrzał na Mędrczynie.
– Odpowiedz – nakazała mu Maïa, wykrzywiając usta w grymasie. – Czym jesteś i co zrobiłeś temu człowiekowi?
– Densssi – syknął stwór, owiewając kobiety smrodem z bezzębnych, gnijących ust. Jego język trzepotał w nich jak dusząca się ryba. – Zginął. Stał się jednością z Ziemią. Z piaskiem. Sunie niesiony wiatrem nad plażą. Poza zasięgiem nawet waszych mocy.
Antares zawibrowała gniewnie przy głowie Nu, sygnalizując swoje emocje. Orb zajaśniał mrowiem symboli.
Niepisany. Taki jak wcześniej.
– Tak, ale jesteśmy na Ziemi, a nie w Papierowym Świecie. Nie powinno go tu być! Skąd się wziął? Kto go przysłał?
Antares powiedziała coś jeszcze, ale Nu oderwała od niej wzrok, bo stwór zaczął się krztusić. Z jego ust popłynęła woda. Zrozumiała, że to nie był kaszel, lecz śmiech.
– Bezradni. Bez nadziei. Dobrze!
Maïa warknęła i mocniej naparła ostrzem na jego krtań. Ten przywarł do głazu, próbując się cofnąć. Wystarczył tylko jeden ruch ręki, a zdeprawowane monstrum zniknęłoby w ten sam sposób co biedny Densi. Sądząc po tym, jak się wiło na widok zatrutej broni, doskonale zdawało sobie z tego sprawę.
– Dlaczego tu jesteś?
Śmiech ucichł.
– Czekałem.
– Na co?
– Na ten moment.
Nu pokręciła głową w konsternacji i złości. Jak to możliwe, że to coś wiedziało, a ona nie – pomimo mocy, którymi dysponowała?
– Ale kto kazał ci czekać? I skąd wiedziałeś, że wybór nastąpi tutaj? Mów!
– Jest nasss wielu. Legion.
– To żadna odpowiedź, morderco – warknęła Maïa.
– Owszem – przyznał, posyłając jej diabelski uśmieszek. Pogrywał sobie z nimi, by straciły jak najwięcej czasu. – Wkrótce inni skradną znacznie więcej niż tylko waszego nowego Mędrca. Wkrótce twój przyjaciel również zniknie.
Nu przeszedł zimny dreszcz.
– O kim mówisz?
Nim zdążył odpowiedzieć, otworzył szeroko oczy. Zaczął się trząść, jakby coś chciało się wyrwać z jego wnętrza. Rzucało nim tak mocno, że nawet Maïa się cofnęła, by nie trafił jej kończynami. Wciąż trzymała wycelowany w niego nóż.
Nie był jednak potrzebny.
Nagle wszystkie słowa pokrywające jego ciało zapłonęły jednocześnie, jakby rozniecono w nim ogień.
Potem jego usta otworzyły się nienaturalnie szeroko i wydobył się z nich głos, który należał do kogoś innego. Głos, który Nu natychmiast rozpoznała.
– Koniec nadchodzi, Mędrczynie – przemówił oschle z charakterystycznym brytyjskim akcentem. – Nie zatrzymacie go ani nie zawrócicie. Niezależnie od tego, co usłyszałyście tej nocy, jest już za późno, by cokolwiek zmienić. Pożegnajcie się ze wszystkimi, z waszą Biblioteką, z waszą Księgą tak zwanej Mądrości i z waszym cennym pisarzem. Oto koniec wszystkiego, co jest wam bliskie. Wkrótce nastanie nowa era.
Słowa widniejące na oślizgłym ciele Niepisanego spowiły płomienie tak intensywne, że ten nawet nie zdążył krzyknąć z bólu. Z jego gardzieli i pustych oczodołów wystrzeliło światło. Spłonął w rozbłysku, który na sekundę skąpał okolicę w jasnej poświacie. Litery wyryte na skórze potwora zbiły się w jednolitą, gorejącą masę. Jego tkanki pękały i rozpadały się, po czym lądowały na plaży w postaci zwęglonych skrawków. Tym samym zabójca dołączył do swojej ofiary.
Drewniany sztylet trzymany przez Maïę również zajął się ogniem. Wyrzuciła go, nim zmienił się w stertę popiołu. Świat wokół ponownie spowiły cisza i spokój. Na niebie świeciły gwiazdy, a fale ocierały się z szumem o brzeg. Mędrczynie zostały same.
– Co się właśnie stało? – spytała Maïa. – Czy coś przez niego przemawiało? I go wykończyło?
– Nie coś, lecz ktoś – poprawiła ją Nu.
Spojrzała na Antares, orb podzielał jej zaniepokojenie. Był to ten sam zimny, kpiący głos, który ostatnim razem słyszały wraz z Helią w Wielkim Drzewie, gdy kłócił się z Główną Uczoną. Należał do mężczyzny, który – jak się później okazało – udawał jej doradcę. Krył się praktycznie na widoku po tym, jak dawno temu upadł, przechodząc na stronę zła.
Okryty niesławą Zdradziecki Mędrzec znany jako Edwin Payne.
Wrócił. Nu znieruchomiała z przerażenia tym, co to oznaczało.
Twój przyjaciel. Pisarz.
Słowa odbijały się echem w jej głowie. Podczas ostatniej przygody Nu znalazła kilku nowych przyjaciół. Ale tylko jeden z nich był pisarzem.
Arturo.
– Musimy iść – rzekła, choć Maïa już ją wyprzedziła.
Widowiskowa śmierć Niepisanego zwróciła uwagę kilkorga imprezowiczów. Słychać było ich ożywioną rozmowę. Byli coraz bliżej i za chwilę wyłonią się z palmowego zagajnika. Maïa pociągnęła Nu za rękę i wskazała gestem, że muszą wracać do portalu. Pędząc po piasku, pokonały zaledwie kilka metrów, gdy Antares zaczęła szaleńczo migać.
Nie możemy. Portal zniknął.
Nu się zatrzymała.
– Jak to zniknął?
Maïa westchnęła.
– Znowu jakieś usterki? Odkąd otruto Księgę Mądrości, portale działają kapryśnie. Jeśli się przesunął, odnalezienie go trochę nam zajmie. Ale kto wie, czy nie zamknął się całkiem. Chodźcie. Musimy znaleźć inną drogę.
Starsza Mędrczyni zmieniła kierunek i poprowadziła grupę dalej wzdłuż plaży. Powietrze ochładzało się, co Nu czuła wyraźniej z każdym oddechem. Kiedy wbiegły między drzewa, usłyszały za sobą rozpaczliwe wołania o pomoc – ktoś znalazł ubrania Densiego i szczątki zabójcy. Na dźwięk tych zawodzeń Nu ścisnął się żołądek. Spojrzała na nowego orba, który zgodnie z tradycją powinien teraz prowadzić nowego Mędrca Mądrości do Wielkiej Biblioteki Jutra. Maleństwo utraciło kolor, stając się praktycznie cieniem, który co jakiś czas odbijał żałośnie blask księżyca.
– Musimy dostać się do Biblioteki.
Eltanin zajaśniała lekko, zgadzając się z tymi słowami.
– Antares, skontaktuj się z Księgą Mądrości. Wyjaśnij, co się stało, i zapytaj, czy może zlokalizować Artura za pomocą Obserwatorium. Jeśli są tam Mędrcy, przekaż ich orbom, by czekały na nas w Azylu. Jesteśmy w drodze.
Jaśniejące symbole na powierzchni orba potwierdziły, że wykonuje już polecenie.
Maïa spojrzała na Nu.
– Sądzisz, że to właśnie Arturo jest w niebezpieczeństwie? Myślisz, że Edwin Payne zdołałby ustalić, kim jest? Przecież wiedziałby, że pamięć Arturo została wyczyszczona, gdy wrócił do normalnego życia. Dlaczego miałby się nim przejmować?
– Jestem pewna, że chodzi o niego. Robin podpatrywała Arturo w Obserwatorium. Ale wróg nie powinien być w stanie go namierzyć. Czuję jednak, że słowa wypowiedziane przez zabójcę odnosiły się właśnie do Arturo. Musimy wrócić. Antares, dasz radę znaleźć inny portal? Najlepiej naturalny, taki, którym podróżują nasi goście, gdy znajdują Bibliotekę przez przypadek lub zrządzeniem losu. Te przejścia są stabilne i nie powinny znikać ot tak.
Zrozumiałam. Szukam…
Po kilkunastu krokach Nu zapytała ponownie:
– I co?
Cierpliwość jest cnotą.
Mędrczyni Prawdy posłała towarzyszce spojrzenie.
– Nie moją, Antares. Już mi dziś o tym przypomniałaś – powiedziała, wiedząc, że orb ma całkowitą rację.
Prawda. Znalazłam.
– Gdzie?
Przed nami, potem w dół.
– W dół?
– Czasami ziemskie portale prowadzące do Biblioteki potrafią zaskakiwać – wyjaśniła Maïa, wyczuwając konsternację Nu. – Można je znaleźć w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach i formach.
Nu oczywiście miała już do czynienia z ziemskimi portalami. Właśnie w takich okolicznościach poznała Arturo. Ale to było w czasach, kiedy jej praca polegała na witaniu gości w Bibliotece. A teraz po raz pierwszy sama skorzysta z takiego przejścia. Rozejrzała się po plaży i popatrzyła ku morzu. Jej życie stanowiło nieprzerwaną służbę Bibliotece, a mimo to… Pragnęła kiedyś zwiedzić Ziemię w takim samym stopniu co Papierowy Świat.
Thebe i Antares prowadziły Mędrczynie, migając łagodnie i trzymając między sobą Eltanin. Ich połączone światło rozjaśniało drogę, ponieważ księżyc skrył się za chmurami, które zawisły nad wybrzeżem. Z jednej strony ciemność ukrywała grupę przed imprezowiczami, ale z drugiej zarówno Nu, jak i Maïa potrzebowały światła, by nie nadepnąć na ostrą muszlę lub leżące tu i ówdzie meduzy.
Fraktalna poświata rzucana przez orby powiększyła się, gdy Mędrczynie dobiegły do stromych skał wybrzeża. Zaczęły ostrożną wspinaczkę po śliskiej powierzchni, a kiedy znalazły się na owalnej półce pokrytej wodorostami, ujrzały przed sobą osobliwie spokojny zbiornik wodny.
Basen skalny.
– Tutaj? – zdziwiła się Nu, gdy trzy orby zawisły nad jej głową.
Na pierwszy rzut oka woda wydawała się ciemna, zimna i zniechęcająca. Kiedy jednak chmury nieco się rozwiały i padło na nią światło księżyca, powierzchnia zajaśniała dziwnym i nęcącym złotym odcieniem. Nu miała wrażenie, że po drugiej stronie rzeczywiście widzi zatłoczony Hol Biblioteki.
Mówiłam – mignęła Antares.
Nu uniosła brwi, po czym spojrzała na Maïę, która skinęła głową.
Mędrczyni Prawdy bez wahania zrobiła krok naprzód i wskoczyła do wody.
Nu i Maïa wpadły nagle do Holu wraz z trzema orbami, czym przestraszyły gości, którzy przed chwilą zjawili się w Wielkiej Bibliotece. Popędziły dalej, w stronę Podwórca, gdzie mieściły się wysokie regały pełne imponujących zbiorów. Biegły pod wiaduktami, słysząc szum wody płynącej w górze oraz stukot kół pociągu mknącego mostem. Dźwięki te przypomniały Nu dzień, w którym powitała tu Arturo.
Miała wrażenie, jakby to było zarazem wczoraj i wieki temu.
Spojrzała na orby z nadzieją, że zdążyły już poinformować o wszystkim pozostałych Mędrców. Słowa wycedzone przez zabójcę tuż przed śmiercią wciąż pobrzmiewały w jej głowie.
Jeśli Arturo naprawdę znajdował się w niebezpieczeństwie, musiała jak najszybciej zapewnić mu ochronę. To Księga Mądrości oraz zawarta w niej esencja Autorki sprowadziły tu tego czarującego mężczyznę o lekko kąśliwym poczuciu humoru. On natomiast odwdzięczył się Bibliotece nieocenionym wsparciem wtedy, kiedy potrzebowała tego najbardziej.
Odkąd wrócił do siebie, Robin miała na niego oko w Obserwatorium. Mówiła, że ma się dobrze i nie pamięta niczego ze swojego pobytu tutaj. Podobnie jak większość odwiedzających Wielką Bibliotekę, on również opuścił ją z nowymi pokładami inspiracji. Zaraz po powrocie zaczął szukać pracy, która bardziej licowałaby z jego wieloletnią pasją. Tym samym nadał swojemu życiu dawno upragniony cel.
Ale dlaczego siły zła uwzięły się akurat na niego i to teraz? Arturo nie pamiętał niczego, co dotyczyłoby Wielkiej Biblioteki i Mędrców. Nie znał żadnych tutejszych sekretów.
Mędrczynie gnały w głąb Biblioteki, mijając labirynt korytarzy wyłożonych pięknymi dywanami, otaczających przytulne czytelnie Mędrców i zwieńczonych sklepionym sufitem. Nu przypomniała sobie rozmowę, którą odbyła z Robin na temat mocy Arturo.
Mocy, której żadne z nich nie potrafiło do końca wyjaśnić.
– Thebe – odezwała się Maïa, gdy zbliżały się do Azylu – zlokalizowałaś już pisarza?
Białe fraktale pokryły powierzchnię orba niczym burza śnieżna.
– Szybko się uwinęłaś! Gdzie jest?
Orb przemówił ponownie, a Mędrczyni Uczciwości powtórzyła informację.
– Jest w Kairze. Dopiero wschodzi tam słońce. Arturo poszedł na jakieś wydarzenie, które ma się rozpocząć wczesnym rankiem. Z tego, co wiemy, otacza go spory tłum, więc na tę chwilę powinien być względnie bezpieczny. Wróg nie ośmieliłby się tknąć go w biały dzień. – Ściągnęła brwi, pytając niepewnie: – Prawda?
Nu wciąż słyszała głos Edwina Payne’a, Mrocznego Mędrca przemawiającego ustami swego Niepisanego posłańca.
– Obawiam się, że to niczego nie zmienia. Payne nie cofnie się przed niczym, aby zademonstrować swoją moc. Maïu, czy czułaś zło, którym były przesycone jego słowa? Dosłownie nim ociekały. Musimy dotrzeć do Arturo pierwsze.
Po chwili wpadły do Azylu, gwałtownie otwierając podwójne drzwi. Była to wykuta w skale komnata w samym sercu wyspy, na której mieściła się Wielka Biblioteka Jutra. Przestronne, imponujące pomieszczenie, przypominające rozmiarem jeden z wielkich ziemskich teatrów, o których Nu czytała w książkach. Wzbudzało podziw w każdym, kto je odwiedzał.
To właśnie tutaj wiele lat temu Badaczka Fairen znalazła portal, odkrywając tym samym magiczną stronę wszechświata. Tutaj też trzymano Księgę Mądrości, w której mieszkała Autorka. Tom spoczywał na okazałym pulpicie w samym środku komnaty, skąd rozciągał się widok na portal. Przejście to służyło Mędrcom i ich orbom do podróżowania z tego fantastycznego miasta do innych krain lub – tak jak w tym wypadku – na Ziemię, do Kairu.
Pod warunkiem, że portale działały prawidłowo.
Nu zwolniła, widząc, że przejście było już wypełnione światłem.
– Czyżby Księga przygotowała nam portal? – spytała Antares.
Nie całkiem.
Nu spojrzała z konsternacją na orba.
– Czy to Egipt widać po drugiej stronie?
Tak.
– To o co chodzi?
Odpowiedziała jej Maïa.
– Ktoś już tam przeszedł. Inny Mędrzec.
