Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
163 osoby interesują się tą książką
Czy obsesja wystarczy?
Zawsze wierzyłam, że moja miłość wystarczy, by go ocalić. By go chronić.
Myliłam się.
Prześladowca zbliża się z każdym dniem i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kroki prowadzą go prosto do mnie.
W obliczu ślepych zaułków za każdym zakrętem i rosnącej liczby ofiar wydaje się, że nasz czas się kończy.
Odebrali mi go. Ukradli ostatnią iskierkę światła i pozostawili go pustym.
Teraz nie tylko Hollow Boys pragną zemsty.
Ja pragnę krwi. Wyruszam na wojenną ścieżkę zemsty.
Chcieli złoczyńcę?
Dam im go.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 355
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 9 godz. 24 min
Rok wydania: 2026
Lektor: Marcin StecChrzanowska MonikaMonika Chrzanowska Marcin Stec
MONTY JAY
THE BLOOD WE CRAVE
HOLLOW BOYS #3
CZĘŚĆ 2
Dla moralnie szarych i złoczyńców, których mimo wszystko kochamy.
„Przebyłem oceany czasu, aby cię odnaleźć”.
Dracula – Bram Stocker
To jest dark romance. Porusza delikatne tematy, takie jak napaść na tle seksualnym, seryjne morderstwa, drastyczna przemoc, makabra, kwestie religijne, samookaleczenia, psychopatia i inne. Jeśli któryś z tych lub podobnych tematów wywołuje w tobie niepokój, proszę, nie kontynuuj czytania tej książki.
Zrobiłem to wszystko dla niej.
Żebyśmy mogli być razem.
A zamiast tego ona go opłakuje.
Zabiłem dla niej tak wielu ludzi, będę zabijał kolejnych, a zamiast szukać pocieszenia w moich ramionach, ona rozpacza.
Wkrótce zrozumie, jak bardzo była niewdzięczna. Wkrótce Stephen będzie panował nad tym miastem, a mroczni synowie Ponderosa Springs znajdą się u kresu swoich złowrogich rządów. Już wkrótce słodka Lyra będzie moja. I tylko moja, tak jak powinno być od zawsze. Wkrótce zrozumie, dlaczego musiałem to zrobić.
Dlaczego tylko ona może kochać takiego mężczyznę jak ja.
Nic nas nie powstrzyma. Nic mnie nie powstrzyma. Nietykalni Hollow Boys zbierają nie tylko to, co zasiali, ale także owoce swojego dziedzictwa. Ich trony zbudowane na zdradzieckich żądaniach i korony wykute z kości w końcu się rozpadają.
Są słabi. Krusi. Miłość obnażyła ich człowieczeństwo.
Tu leży cienka granica między bogami a potworami. Wszyscy zobaczą – Lyra zobaczy – że ci chłopcy, których naznaczono boskością, są po prostu fałszywi.
Nie ma boskiego prawa ani boga, który by ich chronił.
Krwawią, a ich krew jest czerwona.
Przysięga złożona zmarłym
Cmentarz zawsze był dla mnie niczym schronienie. To uroczyste, zapomniane miejsce sprawia, że świat wydaje się mniej ponury, ponieważ przypomina o tym, jak wiele dusz nadal istnieje w eterze. Pozwala to na spojrzenie z makabrycznej perspektywy, której nie zapewnia żadne inne otoczenie.
Dzisiaj nagrobki nie przynoszą mi jednak ukojenia.
Dzisiaj przypominają mi o wszystkim, co straciłam. O tych życiach, które dobiegły już końca. Cmentarze są miejscami spokoju, ale pogrzeby stanowią gorzką przepowiednię, jak będzie wyglądać przyszłość bez ukochanej osoby.
– To tak bardzo smutne – szlocha kobieta obok mnie, chowając twarz w chusteczce. – Nikt nie zasługuje na taką śmierć.
– Nigdy nie sądziłem, że dożyję końca rodziny Piersonów – mruczy jej mąż.
To myśl, której z pewnością nie chciał wypowiedzieć na głos. A może jednak chciał. Być może jest lepszy od reszty i zmęczyło go ukrywanie swojej pogardy, więc nie zamierza udawać miłego.
Jego żona znów płacze, a ten dźwięk sprawia, że bolą mnie uszy. Odwracam głowę od świeżego dołu w ziemi, w którym spoczywa czarna trumna, i otwarcie przyglądam się kobiecie w średnim wieku, zupełnie nie dbając o to, czy ona lub jej mąż to zauważą.
Mój smutek jest namacalny, miesza się z gniewem pulsującym w żyłach. Śnieg topnieje, wsiąka w materiał mojej sięgającej ziemi, koronkowej sukni, dotykając skóry.
Jak ona śmie tu stać i płakać za rodziną, o której przez lata otwarcie mówiła tak złe rzeczy?
Jak oni śmią rościć sobie prawo do tego, by tu być?
Wszyscy zebrani tu mieszkańcy miasta ze swoimi fałszywymi kondolencjami sprawiają, że jest to bardziej impreza towarzyska niż cholerna ceremonia żałobna. Pojawili się tu tylko po to, aby nadrobić zaległości w najświeższych plotkach.
Spójrzcie na mnie! Spójrzcie na mnie! – mówią, gdy przychodzą w swoich najlepszych jedwabiach i perłach, uzbrojeni w fałszywe łzy i bzdurne przeprosiny.
– Nawet nie wiedzieliście… – zaczynam, a mój ton jest przepełniony nieokiełznaną złością.
Zanim powiem coś więcej, powstrzymuje mnie duża dłoń spoczywająca na moim ramieniu i ciągnąca do tyłu.
Podnoszę wzrok i patrzę w ciemne oczy Alistaira, który – jak sądzę – przygląda mi się z dezaprobatą. Sposób, w jaki zaciska palce na mojej skórze, niesie za sobą ciche ostrzeżenie.
– Nie są tego warci – szepcze. – Nie pozwól im wygrać, obdarzając ich swoją uwagą. Oni tego właśnie chcą. To miasto zje cię tylko wtedy, gdy pozwolisz mu wziąć pierwszy kęs.
Próbuję wyrwać rękę z jego uścisku, ale on tylko chwyta ją mocniej.
– Nie jesteś moim opiekunem. Sama dam sobie radę.
Mogą rozerwać moje ciało na strzępy, mam to gdzieś. O ile tylko zdobędę swój kawałek mięsa, zanim mnie wykończą.
To miasto zamieniło rodzinę Piersonów w opowieść o duchach – nawiedzoną historię, pieprzoną plagę – i zadbało o to, by każdy, kto chce jej słuchać, wiedział, jak ta rodzina była zła.
A teraz ci sami ludzie stoją tu w żałobie? Pojawiają się i okazują brak szacunku zmarłym?
– Doskonale wiem, do czego jesteś zdolna.
– W takim razie myślę, że powinieneś mnie puścić – mówię przez zaciśnięte zęby. Nie chcę skrzywdzić Alistaira, ale nie chcę też, żeby mnie niańczył.
– Rozumiem, że cierpisz i pragniesz, żeby wszyscy inni też cierpieli – szepcze. – Wiem, jak to jest, Lyra. Ale teraz nie możesz tego zrobić.
Zgrzytam zębami.
– I to ma mi pomóc? Mam tu tak po prostu stać? I co? Nic nie robić? Tak właśnie działaliśmy do tej pory i zobacz, jak nam to wyszło, Alistair.
Caldwell porusza brwiami, lekko wykrzywia usta, a ja widzę ból w jego oczach. Gdybym myślała racjonalnie, zdawałabym sobie sprawę, że to wszystko nie stało się z jego winy. Może objęłabym go i wsparła, ponieważ on również stracił część siebie.
Ale byłam pusta. Jestem pusta.
Jestem jak pusta, ciemna przestrzeń, która nie przepuszcza światła ani powietrza. Kompensuję to, wpychając gniew do tej bezdennej otchłani wewnątrz mnie tylko po to, żeby poczuć coś innego niż ten ciągły ból.
Ból związany z jego utratą jest brutalny.
Nie tęsknię za nim tak, jak tęskni się za parą butów, z których się wyrosło, za wspomnieniem wspaniałego lata, a nawet utraconym zwierzakiem. W ogóle za nim nie tęsknię.
Brakuje mi go.
Czuję się tak, jakby wyrwano mi z wnętrza ważny organ. Albo odcięto kończynę.
Trzymałam się wspomnienia o Thatcherze w każdej sekundzie, w której przechodziłam między różnymi rodzinami zastępczymi i sierocińcami. Trzymałam się chłopca sprawiającego, że poczułam się mniej samotna tej nocy, kiedy wszystko zostało mi odebrane. Kiedy nie miałam absolutnie nic, zyskałam jego obecność przez ten krótki, ulotny czas. On był wszystkim, co miałam – dlaczego nikt nie był w stanie tego zrozumieć?
Trzymałam się go przez całą szkołę. Zbierałam cząstki Thatcha, obserwując go przez lata. Zacisnęłam dłonie na jedynej osobie, która sprawiała, że czułam się człowiekiem. Widocznym. Bezpiecznym.
Moje serce i dusza nigdy nie należały do mnie. Zawsze należały do niego, a teraz nie należą do nikogo. Są zagubione, zapomniane, samotne.
Przywiązałam się do niego, a on po prostu… odszedł.
Odszedł i wspomnienia o nim nie wystarczają.
A jednak wydaje mi się, że to wszystko, co mi pozostało.
– Zawsze możesz coś zrobić, Lyro. Po prostu nie chcę, żebyś dźgała kogoś w oko podczas publicznego pogrzebu. To ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebujesz.
Słowa, których wcale nie mam na myśli, wylewają się z moich ust, zanim zdążę je zatrzymać:
– Przestań udawać, że ci na mnie zależy. – Patrzę prosto w jego ciemne oczy. – Jestem przyjaciółką Briar. Robisz to tylko dla jej dobra, a szczerze mówiąc, nie potrzebuję twojej ochrony. Pamiętasz, co się stało, kiedy ostatnio powiedziałeś mi, że będę bezpieczna? Prawie zginęłam.
Tym razem wyrywam rękę z jego uścisku, prawdopodobnie dlatego, że mi na to pozwolił. Tak czy inaczej, jestem wolna od jego kontroli. Nigdy wcześniej nie odezwałam się do niego w ten sposób. Nigdy wcześniej nie odezwałam się do nikogo w ten sposób.
Ale nie żałuję. Nie wtedy, gdy cała ta gorycz pochłania każdą kroplę dobroci, która kiedyś we mnie tkwiła.
– Dobra – prycha, wsuwając ręce do kieszeni kurtki. – W takim razie co powiesz na to: jeśli zrobisz coś głupiego na tym pogrzebie i narazisz Briar na niebezpieczeństwo, pokażę ci, jak mało mnie obchodzi, co się z tobą stanie.
Czekałam, aż ostro zareaguje, bo dobrze wiem, że Alistaira Caldwella można drażnić tylko do momentu, póki się nie odgryzie.
Jego słowa nie bolą tak bardzo, jak się spodziewałam. Prawdopodobnie wynika to z odrętwienia, a może z tego, że od początku wiedziałam, jaka jest natura naszej relacji.
– Dobrze – zgadzam się.
Zaczyna gęsto padać śnieg, a ja obserwuję, jak goście wsiadają do samochodów, szukając ciepła. Pokaz dobiegł końca, a na cmentarzu rodziny Piersonów pozostało tylko kilka osób.
– Nadchodzą. – Alistair kiwa głową w prawo.
Ostrożnie podążam tam wzrokiem i dostrzegam agentów federalnych, którzy kilka tygodni temu podeszli do nas w restauracji Tilly’s Diner. Poruszają się synchronicznie, zbliżając się do nas.
– Chyba nie próbują się wtopić w otoczenie? Nie wychodzi im to.
– Chcą, żebyśmy wiedzieli, że tu są. To taktyka zastraszania. Upewniają się w ten sposób, czy na pewno mamy świadomość, że nas obserwują.
Odette Marshall chowa ręce do kieszeni i uśmiecha się serdecznie, zatrzymując się przede mną. Mężczyzna, którego przedstawiła jako Gerrick, muska jej ramię i kiwa głową w stronę Alistaira w milczącym uznaniu.
– Chcieliśmy wpaść i złożyć kondolencje z powodu waszej straty – mówi swobodnie Odette, ociekając fałszywą szczerością.
Mam dosyć tej obłudy.
Nie jestem w nastroju do bycia miłą, zwłaszcza wobec nich.
Ani Alistair, ani ja nie odpowiadamy na jej wprowadzającą gadkę. Po prostu patrzymy na nią bez wyrazu, czekając, aż przejdzie do sedna.
– Słuchajcie – podejmuje znów, spokojnym tonem. – Chcemy tylko pomóc. Wiem, że teraz tego nie dostrzegacie, ale zależy nam na tym, żeby osoby, które dopuściły się tych zbrodni, wzięły za nie odpowiedzialność.
– Powinnaś nieść swoją pomoc gdzie indziej – odpowiadam ostro.
Być może to przez przenikliwe zimno lub ból po stracie, ale czuję się jak odsłonięty nerw. Każdy ruch powietrza przeszywa moje ciało bolesnym dreszczem.
– Czy to twój sposób na powiedzenie mi, że wiesz więcej, niż mi zdradzasz, i chcesz, żebym przestała się wtrącać?
– Nie. Gdybym to miała na myśli, właśnie to bym powiedziała.
Odette uśmiecha się złośliwie, po czym zaciska usta i kiwa głową.
– Planujesz przesłuchiwać nas na pogrzebie? Nie dość, że jest to w złym guście, to jeszcze nasz prawnik mógłby to źle zrozumieć. – Alistair obejmuje mnie ramieniem. – Powiedzieliśmy ci wszystko, co wiemy.
To prawda.
Kiedy oboje pojawili się w domu na Pierson Point i znaleźli nas tam, szybko poprosili o stawienie się na posterunku.
Przez cały czas byłam obojętna, praktycznie milcząca, ledwo świadoma tego, że ojciec Rooka Van Dorena pokrył koszty mojego adwokata, który w większości mówił za mnie. Był to miły dżentelmen i dał nam jasno do zrozumienia, że jeśli detektywi lub ktokolwiek inny spróbują z nami rozmawiać pod jego nieobecność, bardzo tego pożałują.
– Jakoś w to wątpię. – Gerrick zabiera głos po raz pierwszy. – Lojalność będzie twoją zgubą, a zabójca nawet na to nie zasługuje. Thatcher…
– Nie wymawiaj jego pieprzonego imienia – rzucam ostro i robię krok w ich kierunku, nie obawiając się konsekwencji. Co mam jeszcze do stracenia? – Nie wolno ci wymawiać tego imienia.
Zaciskam dłonie w pięści, palcami marszcząc materiał po bokach sukienki. Czuję, jak Alistair chwyta moje ramię, nie z gniewu czy z powodu komentarza Gerricka, ale żeby powstrzymać mnie przed zrobieniem czegoś, czego mogłabym żałować.
Na przykład przed uduszeniem tego dupka gołymi rękami. Ale w żadnym zakątku wszechświata ani w żadnej sytuacji nie poczuję skruchy w stosunku do tego idioty.
– Uważaj na siebie, dziewczynko.
Podchodzę jeszcze bliżej, wskazując oskarżycielsko palcem. Nie boję się jego postury ani pustego wyrazu twarzy.
– Wydaje mi się, że masz nieco wypaczone priorytety, skoro traktujesz go bardziej jako podejrzanego niż osobę zaginioną.
Te słowa rozbrzmiewają echem w mojej głowie, odbijają się od ścianek pustej klatki piersiowej. To chyba najbardziej boli – brak informacji o tym, czy on żyje, czy nie. Czy ten naśladowca zabójcy trzyma go jako kartę przetargową w sprawie Halo, czy też już wrzucił go do oceanu jako pokarm dla ryb.
Nie wiem, gdzie on jest.
Nie mogę go znaleźć. Nikt z nas nie może.
– Dopóki nie znajdę jego ciała, Thatcher Pierson jest naszym głównym podejrzanym w sprawie morderstwa tych dziewcząt i May Pierson. Przyzwyczajaj się do tej myśli, żeby łatwiej ci było wpłacać pieniądze na nadane mu więzienne konto, kiedy wsadzę jego tyłek do paki.
– Jesteś aż tak głupi? – ripostuję. – Znalazłeś najłatwiejszy cel i przypisałeś mu morderstwo? Pokaż dowody, nie tezy postawione przez swoje ego, kretynie.
Żołądek mi się skręca, a ręce zaciskają w pięści. Żywy obraz wypatroszenia Gerricka Knighta szpilką z moich włosów staje się z każdą sekundą coraz bardziej pociągający. Trudno mi przełknąć metaliczny smak, który pojawia się w ustach. Wiem, że moja samokontrola nie jest tak silna, jak Thatchera.
Właśnie dlatego uczył mnie, jak się kontrolować, bym nie zrobiła tego, czego teraz tak bardzo pragnę.
Ci bezużyteczni gliniarze ścigają go za zbrodnię, której nie popełnił, zamiast go szukać. Nie rozumieją ani tego, że on nigdy nie zabiłby May, ani tego, że nie jest odpowiedzialny za śmierć żadnej z tamtych dziewczyn.
Oczekują, że uwierzę w ich chęć pomocy, podczas gdy jedyne, co udało im się zdziałać, to próba ukrzyżowania moich bliskich bez żadnych dowodów.
– Szanuję to, że chcesz chronić swojego przyjaciela. Jest szczęściarzem, że ma taką dziewczynę jak ty – wtrąca się Odette protekcjonalnym tonem. – Jeśli się jednak dowiem, że wiesz, gdzie on jest lub jaki będzie jego następny krok, oskarżę was wszystkich o ukrywanie zbiega. Możesz udowadniać swoją lojalność w więzieniu.
– Wszystko w porządku? – Rook kładzie dłoń na ramieniu Alistaira i wykrzywia usta w wymuszonym uśmiechu.
Napięcie jest tak gęste, że prawie mnie dusi, jak ciężki smog obciążający płuca.
Dołączają do nas przyjaciele. Briar chwyta moją dłoń i ją ściska, ale nie mam siły odwzajemnić tego gestu. Nie w takim stanie. Jestem wyczerpana. Tak pusta, że nie potrafię być dla nikogo, nawet dla samej siebie.
Zarówno ona, jak i Sage bardzo się starają, desperacko próbują mi pomóc, ale jestem zbyt odległa. Zbyt pogrążona w ciemności, by dostrzec ich wyciągnięte w moją stronę dłonie. Dałam się pochłonąć mrocznej otchłani wewnątrz mnie, pozwalając, by przejęła nade mną kontrolę.
– W porządku – cedzi Alistair przez zaciśnięte zęby. – Właśnie skończyliśmy.
Para detektywów patrzy uważnie na nas stojących w rzędzie. Czuję, jakby to był początek kolejnej bitwy w tej niekończącej się wojnie. Linia narysowana na białym śniegu przed nami jasno pokazuje, po której stronie wszyscy stoimy.
Jestem pewna, że Odette i Gerrick czują, że bronią prawa. Że robią dobrze, będąc tutaj.
Ale jeśli nie jesteś po naszej stronie, bez względu na powód, to jesteś przeciwko nam.
Z założenia są naszymi wrogami.
– W ostatecznym rachunku tylko wy na tym ucierpicie – ostrzega Odette każdego z nas, ale to ze mną nawiązuje kontakt wzrokowy. – Zadajcie sobie pytanie: czy on odwdzięczyłby się za wasze milczenie? Czy zaryzykowałby swoją wolność dla was?
Odwracamy się i odchodzimy, by pożegnać kobietę, która wkrótce zniknie pod ziemią. Słodka May. Prawdopodobnie jedyna niewinna osoba uwikłana w tę sieć, w której zostaliśmy uwięzieni. Nie zasługiwała na to, żeby tak umrzeć.
Posiekana. Rozcięta. Okradziona z serca.
Nie zrobiła nic poza okazaniem każdemu z tych złamanych mężczyzn matczynej miłości, prowadząc ich i chroniąc od najmłodszych lat. Wiem, że poczucie winy jest w nich ogromne; wszyscy czujemy się odpowiedzialni za jej śmierć i zniknięcie Thatchera.
Rook kuca, wyciąga monetę z kieszeni i rzuca ją w powietrze. Ta uderza o drewnianą trumnę, wydając dźwięk.
– Zapłacą za to, May. Obiecuję ci.
Łza spływa mi po policzku, ledwo powstrzymuję łkanie.
– Przysięgamy na rzekę Styks. – Alistair brzmi, jakby dławił się żwirem, a jego moneta również wpada do wykopanego dołu i ląduje z głuchym stuknięciem.
– Styks? – pyta z ciekawością Sage. Jej niebieskie oczy zaszły łzami, a blada skóra nabrała różowego odcienia.
– Homer napisał, że bogowie przysięgają na wodę Styksu. To ich najbardziej wiążąca przysięga – odpowiadam, po czym przygryzam wnętrze policzka i pozwalam, by cisza otoczyła nas wszystkich. – To obietnica, której nie można złamać.
Jak zostać zabójcą
Ponownie obracam kluczyk w pozytywce i kręcę nim, aż napięcie staje się maksymalne, następnie puszczam go, a pokój ponownie wypełnia się dźwiękami. Migotliwa melodia rozbrzmiewa echem w czterech ścianach. Potrzebuję jedynie chwili, by rozpoznać tytuł utworu.
Once Upon a Dream to piosenka, którą moja mama nuciła podczas wykonywania obowiązków domowych lub w kuchni, gdy próbowała coś ugotować. Czasem śpiewała ją, gdy przygotowywała mnie do snu. Tę melodię rozpoznałabym wszędzie. Nie byłam pewna, czy to przypadek, czy przeznaczenie sprawiło, że znalazłam ten bibelot w bibliotecznej wieży Hollow Heights.
Tak czy inaczej, dźwięk pozytywki daje mi dziwne poczucie komfortu i jestem za to wdzięczna.
Mój telefon wibruje na łóżku obok mnie i nie muszę patrzeć na ekran, żeby wiedzieć, że to Briar dzwoni.
Znowu.
Nie odrzucam połączenia, ignoruję je i gapię się w górę. Śledzę palcami złote zawijasy wzdłuż podstawy pudełka, aż dźwięk cichnie. Kładę ten fantazyjny przedmiot na łóżku, podnoszę komórkę i odczytuję SMS-a od zmartwionej przyjaciółki.
B: Szczęśliwego nowego roku! Tęsknimy za Tobą.
Jak to możliwe, że minął już miesiąc? Jak to możliwe, że nowy rok zaczyna się bez niego?
Ja: Szczęśliwego nowego roku. Ja też za Wami tęsknię. Po prostu nie chcę dziś rozmawiać.
B: Lyra…
B: Nie widzieliśmy Cię od pogrzebu. Dlaczego nie chcesz, żebyśmy byli przy Tobie?
Wpisuję połowę odpowiedzi, ale przerywam, by się nad tym zastanowić. Wolałabym nie przekazywać najlepszej przyjaciółce poprzez wiadomość, że nie chcę, żeby tu przychodziła, nie chcę, by tu siedziała i mówiła mi, że wszystko będzie dobrze. Że sytuacja się poprawi.
Nie wtedy, gdy przypominam sobie, że wolała, żebym trzymała się z dala od Thatchera. Nie twierdzę, że na jej miejscu nie postąpiłabym tak samo, ale ona miała tylko powierzchowne informacje na temat mojej sytuacji.
Co, trzeba przyznać, jest moją winą. On jednak kazał mi obiecać. To, co się między nami wydarzyło, miało pozostać tajemnicą. Wolałam chronić Briar przed tym i nie chciałam, żeby Pierson uznał mnie za nielojalną.
Ja: Po prostu chcę być sama, B.
B: Możemy przyjść i pomóc Ci posprzątać? Wiem, że na Twojej szafce nocnej leży co najmniej dziesięć pustych butelek po wodzie. Nie musimy nawet rozmawiać. Alistair też się martwi.
Pozwoliłam sobie jeszcze przez chwilę wpatrywać się w pustkę, po czym skrzywiłam się, zerkając na szafkę nocną, na której rzeczywiście leżało zbyt wiele plastikowych butelek.
Nawet nie czuję zażenowania, patrząc na stan pokoju. Rozstawione po wszystkich powierzchniach rośliny doniczkowe desperacko potrzebujące wody, kurz pokrywający półki z moimi projektami i wypchanymi zwierzętami, śmieci na podłodze, porozrzucane ubrania.
Mam energię jedynie na to, by nakarmić Alviego. Jego dwupiętrowe terrarium jest najczystszą rzeczą w moim domu. Lepiej dbam o białego węża królewskiego niż o samą siebie.
Zmuszam się, by usiąść, kopię brudne dżinsy na drugą stronę pokoju i cicho podchodzę do szafy, podziwiając to, co kiedyś było moją bezpieczną przystanią, a teraz zamieniło się w tornado depresji.
To ostatnia przebudowana przeze mnie przestrzeń domu. Zadbałam o każdy jej centymetr. Poświęciłam sporo czasu, by znaleźć złotą ramkę na zdjęcia, w której będę mogła umieścić różne gatunki owadów. Kupiłam kilka czaszek zwierząt i starannie ułożyłam je na regałach sięgających od podłogi do sufitu. Wybrałam meble, rośliny, a nawet czarne, aksamitne wezgłowie łóżka, mając nadzieję, że stworzę przestrzeń, która będzie mi bliska. Mój własny, mały, zapomniany kąt świata.
Cały rok spędziłam na projektowaniu i odnawianiu domu tylko po to, by ostatecznie zmienił się on w gniazdo nienawiści do samej siebie. Nie potrafię nawet się tym smucić.
Nie wtedy, gdy wszystko wydaje się tak ponure.
Nie chcę nikogo widzieć ani niczym się zajmować. Po co miałabym to robić, skoro nieustannie przechodzę od cichej depresji do niepohamowanej złości? Mój ból to wojna, wrogie interakcje i ciągła potrzeba, aby wszyscy wokół mnie odczuli moją stratę.
Otwieram drzwi szafy, szybko zdejmuję czarny sweter z wieszaka, przyciskam miękki materiał do nosa i wdycham słaby zapach jego wody kolońskiej.
Moje oczy ponownie wypełniają się łzami, więc pocieram pięścią klatkę piersiową, aby złagodzić uczucie pieczenia, które zaczęło się pojawiać. Tak bardzo chcę wierzyć, że Thatcher żyje, że wszystko z nim w porządku i że jakoś znajdzie drogę powrotną.
Od morderstwa May minął jednak już miesiąc, a my nie możemy wytropić żadnego śladu, którym moglibyśmy podążać. Nie mam żadnych odpowiedzi, tylko żałosną nadzieję, że on gdzieś tam jest i nadal oddycha.
Nie jestem pewna, jak długo tu tkwię – zdecydowanie zbyt długo, aby można było uznać to za zdrowe dla obecnego stanu mojej psychiki. Kiedy w końcu znajduję motywację, aby zejść na dół i zajrzeć do szafki w poszukiwaniu torebki herbaty, szybko się rozczarowuję, widząc, że puszka jest pusta.
Chciałabym się roześmiać, ale humor tej sytuacji znika, kiedy zdaję sobie sprawę, że będę musiała pojechać do miasta, aby ją dokupić. Przez chwilę myślę, czy nie poprosić Briar, żeby mnie wyręczyła. Na pewno by to zrobiła, ale potem pewnie chciałaby zostać.
Wśliznęłaby się do środka ze swoim delikatnym uśmiechem, a Sage za nią z zapasem trawki, którą podwędziła Rookowi. Spędziłybyśmy noc na stosie koców przed moim telewizorem. Wszystkie udawałybyśmy, że jesteśmy normalnymi studentkami, podczas gdy świat za moimi drzwiami pogrążałby się w chaosie.
Byłoby fajnie. Prawie zebrałam wystarczająco energii, żeby się na to zdecydować, ale szybko mi przeszło. Psychicznie nie potrafiłabym znieść współczucia w ich oczach ani być dobrą towarzyszką, ponieważ nie byłabym w stanie ukryć swojego zmartwienia.
Ciągle myślę o tym, ile czasu minie, zanim znów go zobaczę. Kolejny miesiąc? Lata? Nigdy? Wydaje mi się to zbyt trudne do zniesienia i chcę odłożyć akceptację jego śmierci, ale z każdym dniem coraz trudniej jest mi mieć nadzieję.
Chwytam mój nieelegancki płaszcz w kratę i wsuwam stopy w żółte kalosze, które stoją przy drzwiach. Rzucam szybkie spojrzenie na swoje odbicie w lustrze i krzywię się na widok cieni pod oczami.
Jestem pewna, że gdzieś na świecie gotycka koronkowa suknia, którą włożyłam na pogrzeb, w połączeniu z tym płaszczem i kaloszami jest modna. Tutaj raczej nikt nie zwróci na mnie uwagi na tyle długo, żeby to zauważyć.
Nie wiem, dlaczego włożyłam ją dzisiaj rano. Może po to, żeby pamiętać. Żeby opłakiwać lub ponownie poczuć ból straty. Zawsze miałam skłonność do użalania się nad sobą.
Wysoki, koronkowy kołnierz owinięty wokół szyi drapie moją skórę, a ciepło z samochodu uderza mnie w twarz. Cicho jadę przez śnieżną zamieć. Obserwuję, jak słońce znika, pozwalając ciemności pochłonąć sosny.
Cieszę się, że z wyjątkiem kilku samochodów parking świeci pustkami. Żałuję tylko, że świetlówki w sklepie są tak cholernie jasne. Czuję się jak wampir, gdy światło pali moją skórę i oczy, więc próbuję osłonić się przed ostrym blaskiem.
Zwykle spędzałam godziny w sklepie, spacerując między regałami i odkrywając nowe produkty spożywcze lub słodycze, których jeszcze nie próbowałam. Teraz jedyne, czego pragnę, to wrócić do domu, zwinąć się w kłębek pod kocem i spać przez następne pół wieku. Może po przebudzeniu ten koszmar okaże się przeszłością. Halo zostanie zniszczone, morderczy naśladowca trafi za kratki, a moi przyjaciele będą szczęśliwi. Przynajmniej wszyscy odnaleźlibyśmy spokój.
Przygryzam dolną wargę, próbując zdecydować, jaki smak herbaty wybrać na następny tydzień. English Breakfast, Lady Grey, Chai, herbata cytrynowa, imbirowa, a może z granatem…
Ciężkie buty, mokre od śniegu, uderzają o kafelkową podłogę. Nie potrafię wyjaśnić, skąd to wiem, ale wyczuwam moment, w którym ten człowiek skręca w moją alejkę. Włoski na karku stają dęba w ostrzegawczym geście, a serce bije mi nieco szybciej.
Słyszę skrzypienie poruszającego się wózka, więc lekko odwracam głowę. To, co widzę, jest dla mnie zaskoczeniem.
Alejką podąża mężczyzna, który nawiedza moje sny. Ubrany w wykrochmaloną koszulę z guzikami i eleganckie spodnie pogwizduje przy każdym kroku.
Gracz Numer Jeden.
Facet, który przywiązał mnie do krzesła, pobił do krwi i próbował utopić, spaceruje sobie alejką sklepową z leniwą pewnością siebie. Nieświadomy mojej obecności wygląda jak przeciętny człowiek, który właśnie skończył pracę i wstąpił do sklepu, aby kupić coś, o co poprosiła go żona w SMS-ie. A może mąż. Tak czy inaczej, na jego palcu widnieje złota obrączka, co oznacza, że do kogoś należy.
Nawet ktoś tak podły jak on znalazł drugą połówkę. Może on nie jest jedynym powodem, ale z pewnością jest jednym z powodów, przez które ja nie mam już tego szczęścia.
Przez które nie ma już tutaj osoby należącej do mnie.
Musiał wyczuć moje spojrzenie, ponieważ rozgląda się, aż nasze oczy się spotykają. Pojawia się w nich zrozumienie i to oczywiste, że wie, kim jestem. W moim żołądku budzi się głód, a opuszki palców swędzą od znajomego uczucia.
Odnoszę wrażenie, jakby krew stawała w ogniu, gdy elektryzujący szum możliwości przebiega przez mój organizm. Gniew uderza w żyły z gwałtowną prędkością, a ja patrzę na Gracza Numer Jeden nie jak na mojego napastnika, lecz jak na coś znacznie lepszego.
Wyjście.
Cała ta nieszczęśliwa wściekłość i poczucie winy w końcu znalazły ujście, dając mi idealną okazję do zaspokojenia żądzy zemsty. Nawet jeśli to wystarczy tylko na chwilę. Zaciskam dłonie w pięści, aż kostki palców stają się białe.
To wszystko była ich wina – jego wina. To przez nich nie ma już Thatchera. Z tego, co wiem, ten człowiek mógł go zabić. Mam świadomość, że jest psem Stephena Sinclaira, i nie wątpię w jego udział w tym wszystkim.
To, co zrobiłam jego partnerowi Michaelowi – drugiemu mężczyźnie, który położył ręce na moim ciele i próbował odebrać mi życie – było tylko zapowiedzią tego, jak potraktuję Gracza Numer Jeden.
Ostrzegłam ich, kim się stanę, jeśli mi go zabiorą. Nie mają już potrzeby, by bać się mrocznego kosiarza.
Powinni bać się kobiety, która go kocha.
Uśmiecham się delikatnie, ukrywając fakt, że go rozpoznałam, i wracam do wyboru herbaty, podczas gdy on wpatruje się w tył mojej głowy. Pozwalam, aby mi się przyglądał i spróbował opracować plan, jak się mnie pozbyć.
Strach, który kiedyś żywiłam przed żyjącym w moim wnętrzu mrocznym pragnieniem, już nie istnieje. Pogodziłam się z tym, w kogo zmienił mnie Henry Pierson. I jestem gotowa uwolnić tę żądzę.
Tylko tym razem nie potrzebuję powodu, aby skrzywdzić Gracza Numer Jeden. Nie szukam wymówki ani czegoś, co złagodzi moje przyszłe poczucie winy. Nie obchodzi mnie już, czy zrobił coś złego ani czy zasługuje na śmierć.
Zabiję go tylko z jednego powodu.
Bo tego chcę.
Nie ma w tym nic więcej poza przytłaczającą chęcią poczucia jego krwi między palcami.
Wyciągam z półki losową herbatę, odwracam się na pięcie, a moje kalosze skrzypią. Wychodzę z alejki i kieruję się do kasy, wiedząc, że on jest tuż za mną, z wózkiem pełnym przypadkowych mrożonek.
Staję przy kasie, płacę i zawieszam na ramieniu torbę, a on czai się jak cień.
– Miłego wieczoru.
– Dziękuję – odpowiadam nastoletniej kasjerce.
Spokojnym krokiem idę dalej, odnotowując wokół tę dziwną ciszę. Ponownie wychodzę na śnieg. Wkładam rękę do kieszeni kurtki i przesuwam palcami po schowanym tam gładkim metalu. To jedna z droższych rzeczy, które ukradłam Thatcherowi, i prawdopodobnie jedna z moich ulubionych. Zabrałam mu to w drugiej klasie liceum, po tygodniu spędzonym na rozgryzaniu kombinacji do jego szafki. Tego dnia zwinęłam mu również paczkę gum do żucia.
Przesuwam kciukiem po nożu sprężynowym, przywołując wspomnienia. Wszystko, czego nauczył mnie Thatcher – bycie precyzyjną, posiadanie planu, zachowanie kontroli – zdaje się wyparowywać z mojej głowy. Jedynym planem jest złamanie jednej z jego najważniejszych zasad:
Nie zabijaj pod wpływem emocji.
Dzisiaj chcę zabić wyłącznie z tego powodu.
Nie po to, żeby naprawić społeczeństwo czy pomóc mu w inny sposób, ale żeby złagodzić ból w sobie. To sposób, żeby przekuć frustrację i cierpienie w coś innego. Chcę to zrobić, żeby poczuć się choć trochę lepiej.
Gracz Numer Jeden to moja mysz uwięziona w podstępnym labiryncie, którego on nie jest świadomy. Ostatnim razem to on miał kontrolę i jestem pewna, że nadal tak to odczuwa, gdy idzie za mną po słabo oświetlonym parkingu.
Latarnia migocze, grożąc zgaśnięciem. Naciskam przycisk na pilocie, dźwięk oblokowywanego samochodu odbija się echem. Moje serce bije w stałym rytmie, jakby nawet ciało zaakceptowało to, kim jestem.
Odłączam emocje, usuwam je z równania, a zabójca we mnie przejmuje kontrolę, aby zagwarantować mi przetrwanie. Palce drżą mi z podniecenia, gdy otwieram tylne drzwi i rzucam torbę z herbatą na podłogę za fotelem kierowcy.
W myślach liczę do trzech. Tyle wystarczy, aby Gracz Numer Jeden uderzył mnie z całej siły, wepchnął szybko na siedzenie samochodu i przycisnął grubą dłonią do skórzanej kanapy. Adrenalina płynie w moich żyłach. Zaciskam usta, gdy on się na mnie kładzie. Walczę, kopię nogami i obracam się tak, by znaleźć się twarzą do niego. Palcami obejmuję broń skrytą w kieszeni i patrzę na napastnika cierpliwie, milcząc i czekając, aż zrobi coś nieprzewidywalnego.
– Pamiętasz mnie? – Jego głos rozlega się w ciemności.
Zaciska dłonie na moim ciele i jestem pewna, że ogarnia go poczucie mocy. Założę się, że czuje się panem sytuacji, silnym, niepowstrzymanym mężczyzną.
A ja jestem tylko jego ofiarą. Niedokończoną sprawą, którą trzeba zamknąć raz na zawsze.
Mrugam, przechylając nieco głowę, aby nie wąchać jego cuchnącego oddechu.
– Powinieneś był mnie zabić, kiedy miałeś okazję.
Marszczy brwi, nieco zdezorientowany, a ja odczytuję to jako swoją szansę. Naciskam przycisk z boku noża, czując, jak ostrze wysuwa się z uchwytu. Zanim mężczyzna zdąży choćby mrugnąć, zostawiam ranę na jego gardle. Spod skaleczonej skóry uwalnia się wodospad czerwonej cieczy. Krew spływa na moje ciało, przesiąka przez sukienkę, plami moją szyję, a jej ciepło sprawia, że zaczynam drżeć.
Ogarnia mnie poczucie władzy, wylewa się jak płynne złoto, naznacza palce i usta. Pragnę jeszcze więcej. Łaknę jej smaku na języku. Moc wije się wzdłuż żył i przejmuje kontrolę. Pulsuje w moich kościach, sprawiając ból.
Wszystkie trybiki w mojej głowie wsuwają się na swoje miejsca, jakby umysł i ciało w końcu połączyły się w zgodzie. W tej chwili, gdy tonę w krwi tego mężczyzny, akceptuję w sobie wszystkie te straszne rzeczy, których kiedyś się bałam.
Śmierć i rozkład. Miłośniczka makabry. Zabójczyni.
Cała ta krew zdaje się przenosić mnie w inne miejsce. Lyra jest bezpiecznie schowana w zakamarkach mojego umysłu, podczas gdy coś zupełnie innego przejmuje kontrolę.
Wykrzywiam usta w uśmiechu, gdy jego oczy się rozszerzają. Przerażony próbuje zatrzymać krwawienie, a ja obserwuję, jak wpada w panikę. Niczym mucha złapana na lep, walcząca jeszcze o życie, choć nieświadomie zmierzająca prosto w objęcia śmierci.
Moją dumę, moje ego podsyca obserwowanie, jak się załamuje, gdy wie, że całe jego życie jest w rękach targającej mną rozpaczy. Jestem ostatnią osobą, jaką widzi, zanim zniknie w nicości. Twarz oprawcy będzie prześladować jego duszę w każdym życiu. Dziewczyna, której nie mógł zabić, dziewczyna, która przejęła nad nim kontrolę i wypluła mu ją pod stopy.
Musiał zapłacić, a ceną było życie.
Milczę, widząc, jak światło w oczach mężczyzny gaśnie. Kolor znika z twarzy, facet się dławi, wydając z siebie coś w rodzaju błagania. Krew wycieka bez końca strumieniem. To moja kąpiel zemsty. Szkarłatny posiłek dla zdeprawowanej wściekłości buzującej wewnątrz mnie.
Wiem już, że on jest tylko pierwszym z wielu. Pierwszym z kolejki domina. Nie spocznę, dopóki wszyscy winni nie zapłacą za to, co zrobili. Za to, co mi odebrali.
Wdycham głęboki metaliczny zapach, czując, jak obce ciało rozluźnia się nad moim. Zaczyna do mnie docierać przerażająca świadomość, że mam na sobie martwego człowieka. Czekam, aż pojawi się poczucie winy.
Ale ono nigdy nie nadchodzi.
Czuję tylko głęboką ulgę i adrenalinę pompowaną do mojego krwiobiegu.
Nóż spada na podłogę auta, a ja muszę teraz wymyślić, jak pozbyć się ciała, wiedząc, że nie mogę zostawić go na parkingu sklepu spożywczego. Z większym wysiłkiem, niż chciałabym przyznać, przyciskam dłonie do jego klatki piersiowej i przesuwam się tak, aby móc wysunąć się z tylnego siedzenia.
Kiedy w końcu wstaję i patrzę na bałagan, który sama zrobiłam, prawie chcę, by ogarnęła mnie panika. Bym w końcu poczuła jakieś inne emocje niż otępiające odrętwienie. Niczego takiego jednak nie doświadczam.
Może to przez wszystko, czego nauczył mnie Thatcher, a może dlatego, że nie mam już nic do stracenia. Czym jest moja wolność, jeśli nie ma w niej jego?
Martwy Gracz Numer Jeden zajmuje skórzane siedzenie, ale jego stopy zwisają z krawędzi samochodu, co przypomina mi widok czarownicy z Czarnoksiężnika z krainy Oz, kiedy spadł na nią dom.
Rozglądam się po pustym parkingu, po czym chwytam go za buciory i wpycham głębiej do samochodu, podciągając mu kolana do klatki piersiowej, aby w środku zmieściła się cała jego potężna sylwetka.
Kiedy wsuwam się na przednie siedzenie, patrzę na swoje zachlapane ręce. Krew jest nadal lepka i przykleja się do kierownicy. Postanawiam, że jutro wyczyszczę wnętrze wozu.
Działam na autopilocie. Uruchamiam silnik i ruszam w drogę powrotną do domu, cały czas mając świadomość, że z tyłu leży ciało. Może następnego dnia, kiedy adrenalina opadnie i dotrze do mnie rzeczywistość, poczuję się winna. Będę przerażona lub spanikowana.
Zanim to jednak nastąpi, wykorzystam ten nowo odkryty spokój, aby pozbyć się trupa.
Śnieg zamienia się w deszcz, który rozpryskuje się na przedniej szybie, gdy wjeżdżam na podjazd. Ostry zapach śmierci znika, gdy otwieram drzwi i biorę głęboki wdech zimnego powietrza.
Lodowaty deszcz leje się z nieba, nad moją głową grzmią pioruny.
Mój plan nie wykraczał poza sprowadzenie go tutaj. Teraz pojawia się problem, co zrobić z ciałem. Spalić? Nie, na zewnątrz jest zbyt mokro. Kwas? Nie mam.
Mogłabym go zakopać. Moje podwórko jest już zniszczone przez remonty i żałosne próby założenia ogrodu. Jeśli ktoś zapyta, łatwo będzie mi wytłumaczyć, że zniszczona ziemia to efekt prac konserwacyjnych.
To jedyna opcja, jaka mi pozostaje, i nie ma tu nikogo, kto mógłby zaproponować lepszy pomysł.
Jedną z rzeczy, o których nigdy nie wspomina się w kontekście zabicia kogoś, jest to, jak ciężkie staje się ciało po śmierci. To prawda, której uczę się na własnej skórze, ciągnąc tego mężczyznę za nogi wokół mojego domu.
Płuca mnie palą, a stopy bolą, gdy potykam się, idąc do tyłu. Zimne powietrze sprawia, że oddychanie jest prawie niemożliwe. Wydaje mi się, że kroczę tak od wielu godzin, ale na szczęście w końcu się zatrzymuję na środku podwórka, puszczam jego stopy i kładę ręce na kolanach. Wiem, że robię to źle. Frustracja mnie dręczy, a ja pragnę tylko jednego – żeby on tu był.
Thatcher wiedziałby, co robić. Pokazałby mi.
Powinien tu być, do cholery. Dlaczego go tu nie ma?
Z moich ust wydobywa się szloch, a w klatce piersiowej pojawia się ból nie do zniesienia. Wszystkie emocje, które się ukryły, gdy miałam nóż w dłoni, powracają.
Tęsknię za nim.
Mogli mi odebrać wszystko, absolutnie wszystko, ale nie jego.
Błyskawica przecina niebo, chmury płaczą razem ze mną, grzmoty wstrząsają drzewami otaczającymi dom. Łzy mieszają się z deszczem, a zmęczenie uderza z pełną siłą.
Moją uwagę zwraca trzask gałęzi. Podnoszę zapłakane oczy, spodziewając się, że drzewa naruszyły się pod wpływem burzy, ale wszystkie tkwią na swoich miejscach.
On tam jest.
Stoi naprzeciwko mnie, ubrany na czarno, z rękami schowanymi w kieszeniach, a deszcz spycha mu włosy na bladą twarz. Nawet lodowate powietrze nie dorównuje chłodowi skierowanego we mnie spojrzenia.
Krople wody skapują z jego ust, spływając po kanciastej szczęce.
Rozum podpowiada mi, że to duch. Mechanizm obronny, który wykształcił się w wyniku zespołu stresu pourazowego, aby poradzić sobie z jego stratą. Ale moje serce, moje uzależnione serce bije po raz pierwszy od czasu jego zniknięcia.
To ty! To ty! Wróciłeś, wróciłeś!
Krew napływa mi do uszu. Pulsuje, gdy serce wali gwałtownie w piersi. Świat zdaje się kręcić nieco wolniej, a gardło ściska mi się, gdy próbuję wymówić jego imię.
Żadne z nas się nie porusza.
Stoimy tylko i patrzymy na siebie.
Jest oszałamiający. Cichy, mroczny bóg wśród ludzi.
Prawie pozwoliłam, by mój umysł zwyciężył. Prawie uwierzyłam, że jest duchem.
Aż do momentu, gdy usłyszałam…
– Dzień dobry, najdroższa zjawo.
Ta książka krwawi. Dosłownie. Każda strona wygląda jak nacięcie, z którego wylewają się emocje tak intensywne, że aż trudno je utrzymać w dłoniach. Brutalność miesza się tu z obsesją, a mrok z czymś dziwnie hipnotyzującym. Czytając, miałam wrażenie, że stoję tuż obok bohaterów – słyszę ich oddechy, czuję napięcie i obserwuję, jak ich świat powoli pożera wszystko wokół. Jeśli odważycie się wejść w tę historię, przygotujcie się na to, że Thatcher i Lyra nie pozwolą wam odejść. Zostawią ślady pod waszą skórą, w myślach i w sercu. Ta książka nie jest tylko dark romansem. To mroczna obsesja, która pełza po waszym umyśle jak cień i szepcze, że czasem najpiękniejsze historie rodzą się właśnie w ciemności i bólu.
Ich świat pachnie krwią, wilgotną ziemią i czymś, co przypomina trzepot skrzydeł owadów nad martwym ciałem. I kiedy już tam wejdziecie, zrozumiecie, że nie ma odwrotu. A kiedy zamkniecie ostatnią stronę… uświadomicie sobie, że część was została tam z nimi. W mroku.
Paulina Kryś, @bookish.soul
Miłość… potrafi ocalić. Potrafi też zniszczyć wszystko to, co stanie jej na drodze.
Gdy granica między obsesją a zemstą całkowicie się zaciera, zaczyna się wojna, bez litości i bez odwrotu.
Jeśli lubisz mroczne historie pełne napięcia oraz bohaterów, którzy potrafią spalić świat tylko dlatego, że ktoś, kogo kochają, jest w niebezpieczeństwie, to ta książka jest dla ciebie.
Wyrusz z naszymi bohaterami ścieżką zemsty naznaczonej krwią.
Magda Adamska @magixx_book
Druga część historii mojego ulubionego psychopaty. Odurzająca, krwawa i maksymalnie wciągająca opowieść o mężczyźnie, który dopiero uczy się emocji, ale dla tej jedynej kobiety jest w stanie zburzyć każdy mur. Thatcher to bohater, którego trudno jednoznacznie ocenić – z jednej strony brutalny, niebezpieczny, a z drugiej: zaskakująco oddany i lojalny. To historia miłosna dwójki zepsutych przez los ludzi, którzy w swoich ramionach znajdują coś, czego nigdy wcześniej nie mieli: ukojenie, zrozumienie i poczucie, że w końcu gdzieś pasują. Ta książka wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. Emocje są intensywne, relacja bohaterów pełna chemii i napięcia, a całość ma ten mroczny klimat, który uwielbiam w tej serii. Bardzo polecam! Z każdym kolejnym tomem zastanawiam się, czy moja miłość do tej serii może być jeszcze większa, a jednak autorce ciągle udaje się mnie zaskoczyć.
Daria Nowak, @blondyneczkapisze
The Blood We Crave to historia w której mrok spotyka się z obsesją, motywem zemsty oraz szaloną, lecz wypaczoną miłością, a to wszystko daje nam niebezpieczną mieszankę prowadzącą do uzależnienia. Lyra oraz Thatcher nie są przykładną parą – szczerze mówiąc, daleko im do ideału, jednak razem, mimo że na pozór mogą wydawać się dwoma zupełnie niepasującymi do siebie elementami – po zbliżeniu okazują się idealnie dopasowanymi do siebie duszami. Ich miłość nie jest lekka i czysta. Jest brudna, lepka od krwi i mroku, a jednocześnie uzależniająca – tak bardzo, że żadne z nich nie potrafi już żyć bez drugiego.
Sylwia, żmijka_czyta
Kontynuacja losów Thatchera i Lyry pochłonie was bez reszty. W tym świecie nie ma granic, więc jeśli właśnie tego szukacie, trafiliście idealnie. Ich historia to nieustanne balansowanie na krawędzi mroku, obsesji i pragnienia, od którego nie ma już odwrotu. Bohaterowie bez wahania są gotowi zrobić dla siebie wszystko, nawet jeśli oznacza to całkowite zatracenie. W tej części czytelnik wchodzi coraz głębiej w historię tej dwójki, a od tego nie ma ucieczki. Ja absolutnie przepadłam, teraz czas na was.
Wiktoria, tori_czyta
Kontynuacja losów pary, która skradła serca czytelników. Lyra i Thatcher sprawiają, że obok tej historii nie da się przejść obojętnie. To coś więcej niż mroczny romans – to historia o walce z demonami przeszłości, odnajdywaniu siebie i uczuciach tak silnych, że bohaterowie są w stanie dla siebie zabić. Wychowany przez ojca na bezwzględnego i pozbawionego emocji mordercę Thatcher zaczyna odkrywać w sobie coś, czego nigdy wcześniej nie znał. Uczy się odczuwać emocje, których przez całe życie był pozbawiony, i powoli dopuszcza do swojego serca drugiego człowieka. Choć ta historia spowita jest mrokiem, Monty Jay uczyniła ją poruszająco piękną. To tak wyjątkowa historia, że długo nie znajdziecie nic, co mogłoby jej dorównać.
Klara, @klaraczyta
© Monty Jay
© Wydawnictwo Black Rose, Zamość 2026
ISBN 978-83-68677-34-8
Wydanie pierwsze
Tłumaczenie
Kinga Dąbrowicz
Redakcja
Anna Łakuta-Rudzka
Korekta
Justyna Szymkiewicz
Danuta Perszewska
Kinga Litkowiec
Skład i łamanie
Andrzej Zyszczak – Zyszczak.pl
Projekt okładki
Melody M. – Graphics Designer
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autorki i wydawcy.
