Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Po roku spędzonym w Madrycie — mieście, do którego przeprowadziła się, by zostawić przeszłość za sobą i zacząć od nowa — Alexa postanawia wrócić na studia, które porzuciła kilka lat wcześniej po rozstaniu z kobietą, która wtedy wywróciła jej życie do góry nogami.
Jej codzienność jest spokojna i uporządkowana. Ma pracę, którą lubi, ceni swoją niezależność i po raz pierwszy od dawna naprawdę dobrze czuje się sama.
Wszystko zmienia się pierwszego dnia na uczelni, kiedy poznaje Minervę — jedną z wykładowczyń, w której zakochuje się niemal od pierwszego spojrzenia. Szybko odkrywa jednak, że Minerva ma jedną żelazną zasadę: żadnych relacji ze studentkami.
Alexa nie zamierza się jednak poddać. Problem w tym, że zdobycie serca kobiety, która tak skrupulatnie pilnuje granic, może okazać się znacznie trudniejsze, niż się spodziewała.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 139
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
TAK DALEKO, TAK BLISKO
MÓNICA BENÍTEZ
Copyright © 2026 Mónica Benítez
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana w żadnej formie ani żadnymi środkami bez wyraźnej zgody autorki. Obejmuje to między innymi przedruki, fragmenty, fotokopie, nagrania oraz wszelkie inne sposoby reprodukcji, w tym środki elektroniczne.
Wszystkie postaci, relacje między nimi oraz zdarzenia przedstawione w tej książce są całkowicie fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do osób żywych lub zmarłych bądź do rzeczywistych wydarzeń jest czystym zbiegiem okoliczności.
Safe creative: 2006144418235
Twitter: @monicabntz
Instagram: mbenitezlibros
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
Minął już rok od kiedy Alexie opuściła rodzinne miasto — Barcelonę — i przeniosła się do Madrytu w poszukiwaniu nowego początku, po zakończeniu związku, który wyczerpał ją doszczętnie. Dzięki pracy jako projektantka stron internetowych mobilność nie stanowiła żadnego problemu — jedyne, czego potrzebowała, to laptop i dobre łącze, więc decyzja nie była szczególnie trudna.
Choć wielkie miasta nigdy specjalnie jej nie pociągały, tak bardzo przyzwyczaiła się do różnorodności Barcelony, że postanowiła spróbować szczęścia w stolicy. Madryt miał zmienić dla niej wszystko. Przeprowadzka nie okazała się ani niekomfortowa, ani dziwna — nawet trochę. Wynajęła mieszkanie na obrzeżach, żeby łatwiej było jej zaparkować i omijać zgiełk centrum. Postanowiła, że chce być sama — zupełnie sama — sama myśl o związku sprawiała, że przechodziły ją ciarki. Przez pierwsze miesiące w nowym mieście zabijała wolny czas, odkrywając kolejne zakamarki stolicy, często aż do późnej nocy, po czym odpoczywała z dobrą książką, zasypiając przy lekturze.
Teraz jednak, gdy odcięła się już od poprzedniego życia i całkowicie zadomowiła w nowym, uznała, że być może nadszedł dobry moment, żeby wrócić do nauki i skończyć kryminologię — studia, które porzuciła w połowie pierwszego semestru drugiego roku, kiedy poznała tę, która teraz była jej byłą. Mimo że zawsze była bardzo dobrą uczennicą, straciła wszelkie zainteresowanie nauką jeszcze w liceum, gdzie bez porównania bardziej interesowało ją wagarowanie. Rzuciła szkołę po zdaniu matury, pracowała w kilku firmach jako pracownica fizyczna i w jakimś barze przy obsłudze gości, aż w końcu samodzielnie nauczyła się projektować strony internetowe. Lubiła to, szło jej dobrze, a co najważniejsze — miała pracę, która nie przywiązywała jej do żadnego miejsca, bez sztywnych godzin ani szefów, i na dodatek dobrze płatną.
Wiedziała, że będzie żyć z tego tak długo, jak to możliwe, ale kryminologia zawsze ją fascynowała — a ponieważ mogła sobie na to pozwolić, w wieku dwudziestu sześciu lat postanowiła zdobyć dyplom dla czystej przyjemności. Przystąpiła do egzaminów wstępnych dla osób powyżej dwudziestu pięciu lat i jej wynik był na tyle dobry, że bez problemu dostała się na wymarzoną uczelnię — Autonomiczny Uniwersytet Barcelony. Teraz zaś ani ukończenie tak prestiżowej katalońskiej uczelni, ani dobre oceny z pierwszego roku nie sprawiły jej żadnych trudności przy rekrutacji na Complutense w Madrycie.
«Zostały mi trzy lata — mogę skończyć studia przed trzydziestką piątką. Nie jest źle» — pomyślała.
Pierwszy dzień zajęć nadszedł wreszcie. Alexie wstała bardzo wcześnie, jak zwykle zresztą — nie potrzebowała dużo snu i lubiła jak najlepiej wykorzystywać każdą godzinę. Choć należała do osób, które żyją po swojemu i mało interesuje je opinia innych — a właściwie wcale — nie potrafiła oprzeć się nerwowości i tysiącu pytań kłębiących się w głowie, gdy zbierała swoją ciemnorudą grzywę w luźny kucyk. Miała włosy cieniowane, z których zawsze wypadały na twarz małe, falujące kosmyki. Pytania były mniej więcej te same co ostatnim razem: ilu studentów będzie w jej wieku, ilu śmiertelnie nudnych wykładowców będzie musiała znosić, który przedmiot stanie się jej ulubionym, a który znienawidzi najbardziej… Poczuła się przez to dziecinnie i głupio, po czym uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze — miodowe oczy i naturalnie śniada cera oddawały jej wizerunek, który lubiła.
Na wydział prawa dotarła z takim wyprzedzeniem, że zdążyła obejść cały budynek i zlokalizować sale swoich przedmiotów, toalety, a przede wszystkim automaty z kawą i stołówkę — to ostatnie było najważniejsze. Na pierwszy z dzisiejszych wykładów, Prawo Karne II, przyszła jako jedna z pierwszych. Ten przedmiot zdecydowanie należał do tych, których nie znosiła — uważała go za wyjątkowo nudny. Przez cały pierwszy rok wciąż zadawała sobie pytanie, po co w ogóle wybrała te studia, skoro połowa przedmiotów doprowadzała ją do szału. Odpowiedź była jednak zawsze ta sama: ta druga połowa. Podobnie jak prawo czy psychologia potrafiły ją doprowadzić do śmierci z nudów, inne przedmioty ją fascynowały.
Usiadła w pierwszym rzędzie — nie dlatego, że była kujonką, lecz dlatego, że lubiła obserwować wykładowców podczas mówienia, a poza tym siedząc tak blisko, była zmuszona bardziej się starać, żeby się nie rozpraszać i nie narazić na reprymendę. Problem z rozpraszaniem się nie wynikał u niej z nudy, lecz z niesamowitej zdolności do błądzenia myślami — cokolwiek mogło w każdej chwili pojawić się w jej głowie, od rzeczy najważniejszych po najbardziej absurdalne, i nie mogła nic na to poradzić. Zanim się spostrzegła, myśli już żyły własnym życiem, choć musiała przyznać, że bywały chwile, gdy jej to odpowiadało.
Może za sprawą nowości albo pierwszodniowej tremy pierwsza lekcja minęła szybko — chociaż od razu, gdy tylko zobaczyła wykładowcę, starszego mężczyznę, któremu do emerytury już chyba niedaleko, wiedziała, że nie ułatwi jej zadania znoszenia tych zajęć. Mówił powoli, a jego głos brzmiał jak głos lektora czytającego bajki na dobranoc.
«Zamiast wykładowcą powinien był zostać lekarstwem na bezsenność. Zarobiłby fortunę»
Drugi wykład zmył gorzki posmak pierwszego — Badania i Statystyki Przestępczości. Każdy przedmiot z elementem statystyki był dla niej dobry, uwielbiała analizować dane. Kwadrans przerwy między jedną a drugą godziną wykorzystała na wypicie kawy z mlekiem. Choć była uzależniona od kawy, nie znosiła jej smaku, więc zawsze zamawiała kawę z dużą ilością mleka — nawet jeśli oznaczało to, że zamiast dwóch czy trzech musiała wypijać ich pięć lub sześć dziennie. Na Przestępczość Zorganizowaną dotarła z zapasem czasu, a sala była już prawie pełna. Na szczęście zostało jeszcze jedno miejsce w pierwszym rzędzie, w prawym rogu, tuż przy drzwiach wejściowych. Wydało jej się to bardzo dziwne — przyszli studenci, którzy od tego dnia mieli być jej towarzyszami przez cały rok, sprawiali wrażenie euforycznych, wyczekujących, jakby umierali z niecierpliwości, żeby te zajęcia w końcu się zaczęły. Rzuciła okiem za siebie i zobaczyła, że sala jest wypełniona po brzegi — ani jednego wolnego miejsca. Pomyślała, że to może przedmiot wspólny z innym kierunkiem, stąd taki tłok.
Właśnie gdy odwróciła się, cała sala wybuchła oklaskami. Alexie nic z tego nie rozumiała — przez chwilę pomyślała, że pomyliła sale i trafiła na koncert pełen oszalałych fanek.
Natychmiast odwróciła się w stronę drzwi, żeby zobaczyć, komu klaszczą jej koleżanki i koledzy — i wtedy ją zobaczyła. Miała na sobie doskonale skrojony czarny żakiet z czerwoną koszulą, przy której rozpiętych było pierwsze trzy guziki, odsłaniając piękny i subtelny dekolt. Długie, kasztanowe włosy opadały jej częściowo przed lewe ramię, kończąc się tuż nad piersią, reszta spływała po plecach. Brązowe oczy harmonizowały z kolorem włosów, a jej spojrzenie było przenikliwe i zdecydowane — jak cała jej postawa. Gdy przechodziła obok Alexie i otulała ją swoim wyrafinowanym perfumem, wyglądała jak najbardziej pewna siebie kobieta na świecie. Na tyle oklasków kobieta lekko się zarumieniła i wdzięcznym gestem dłoni poprosiła, żeby przestali — w sposób niezwykle skromny.
Obrzuciła wzrokiem całą salę, z góry na dół i z lewa na prawo, jakby zapamiętywała twarze nowych studentów, aż dotarła do Alexie — która poczuła, jak serce bije jej w gardle, gdy miała niemal nieuchwytne wrażenie, że jej poświęciła ułamek sekundy dłużej niż pozostałym.
I nie myliła się. Alexie wzbudziła ciekawość tej kobiety, gdy na jej twarzy odkryła nie tylko to, że jest bardzo atrakcyjna, ale też że wydaje się jedyną studentką na całej sali, która nie ma najmniejszego pojęcia, kim ona jest. Niejedna wykładowczyni na jej miejscu poczułaby się urażona i skazałaby ją na wytężoną pracę, żeby zaliczyć przedmiot. Tymczasem Minervie wydało się to zabawne i intrygujące. Studenci zasypali wykładowczynię pytaniami i pozdrowieniami, szmer był tak głośny, że nie dało się zrozumieć ani słowa spośród tysięcy wypowiadanych naraz.
— No dobrze, spokojnie — rzuciła, unosząc obie dłonie na znak, żeby przestali.
Nagle zamilkli wszyscy jak jeden mąż.
— Dzień dobry wszystkim — odezwała się głosem równie słodkim, co prowokującym. — Bardzo wam dziękuję za to przywitanie, naprawdę, ale chciałabym prosić, żebyście się uspokoili, dobrze? Pamiętajcie, że jesteście tu po to, żeby się uczyć — wsunęła ręce do kieszeni spodni, cofnęła ramiona i wyprostowała się, mówiąc z lekko uniesioną głową, tak żeby zwracać się do wszystkich studentów.
Alexie wpatrywała się w nią jak zaczarowana. Nie miała bladego pojęcia, kim jest ta kobieta, ale wiedziała, że od tej chwili zapomnienie jej będzie niemożliwe.
— Więc jeśli pozwolicie, zaczniemy — zaznaczyła, odwracając się, żeby położyć teczkę na stole i wyciągnąć swoje rzeczy.
— Kto to jest? — szepnęła Alexie do koleżanki siedzącej obok.
Dziewczyna obróciła się do niej ze zdumieniem.
— Serio? Nie wiesz, kto to? — zapytała rozbawiona.
«Powinnam?» pomyślała Alexie.
— Nie, nie wiem — odparła Lexa.
— To Minerva Valera.
Alexie natychmiast próbowała umiejscowić to imię w pamięci. Brzmiało znajomo, była pewna, że gdzieś je widziała — i to nie raz, ale kilka razy. Tyle że miała tak samo słabą pamięć do imion, jak i do twarzy, choć jedno było pewne: tej twarzy by nie zapomniała, a imię widziała tylko na piśmie.
— Jest autorką książki „Jak profilować przestępcę" — szepnęła koleżanka. — Nie czytałaś?
— Kurczę, właśnie! Mówiłam sobie, że gdzieś to nazwisko widziałam.
Widziała je, bo sama miała tę książkę w domu — obszerny, doskonale udokumentowany traktat o tworzeniu profili kryminalnych. Podręcznik tak precyzyjny i trafny, że stał się lekturą obowiązkową dla każdego studenta kryminologii. Alexie czytała go tyle razy, że znała niemal na pamięć. To właśnie dzięki temu traktatowi Minerva stała się jedną z najbardziej znanych i cenionych wykładowczyń akademickich w kraju. Od chwili jego publikacji niespełna rok temu nie przestawała dawać wykładów na uniwersytetach, na komisariatach i w akademiach policyjnych, w zakładach karnych i wszędzie tam, gdzie miało to związek z tym światem.
— Przy okazji, mam na imię Leire — dodała koleżanka, wciąż rozbawiona tamtym pytaniem.
— Lexa — odparła, trochę zawstydzona całą sytuacją.
— Miło mi, Lexa. Chyba jesteś jedyną studentką na całym uniwersytecie, która nie wie, kto to jest. Ale spokojnie, nikomu nie powiem — zażartowała.
— Dzięki — odrzekła z ironicznym uśmiechem, opierając się wygodnie w fotelu.
Alexie miała przeczucie, że dobrze jej się dogada z Leire. Wyglądała na rówieśniczkę, może trochę starszą, i nie sprawiała wrażenia typowej nudnej koleżanki z tymi rozmowami, które człowieka doprowadzają do szału.
— Mamy ją tylko na tym przedmiocie? — zapytała Alexie.
— W tym semestrze tak, ale w następnym mamy ją na dwóch: Wiktymologii i Psychopatologii Kryminalnej.
Teraz Alexie wiedziała już doskonale, na jakie trzy zajęcia nie może się nie zjawić pod żadnym pozorem.
— Dobra, ciszej, proszę — mruknęła wykładowczyni.
W końcu wszyscy zamilkli i Minerva mogła normalnie zacząć prowadzić zajęcia. Ale Alexie nie minęła nawet minuta, a już odpłynęła w swój własny świat — tyle że tym razem ten świat miał imię: Minerva. Niczego z tego, co mówiła Minerva, nie była w stanie zatrzymać w głowie — jej głos brzmiał w tle jak słodka melodia, Alexie mogła tylko na nią patrzeć i obserwować, jak porusza się tam i z powrotem przed ogromnym ekranem projektora, jak odgarnia włosy za ucho w sposób, który wydał jej się nieznośnie zmysłowy, albo jak poruszają się jej pełne usta podczas mówienia. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że serce przyspiesza jej za każdym razem, gdy Minerva spogląda w jej stronę. Ale ponad wszystko jedno ją urzekało: to, jak niesamowicie ekspresyjna była jej mowa ciała — należała do tych ludzi, którzy mówiąc, poruszają dłońmi i ramionami, nadając kształt słowom.
Alexie siedziała odchylona w fotelu, lekko obrócona w stronę wykładowczyni, z lewym ramieniem opartym o oparcie krzesła i splecionymi dłońmi, z wzrokiem całkowicie gdzieś daleko — tak bardzo, że nawet nie zauważyła, że Minerva tym razem idzie w jej kierunku.
Dźwięk paznokci stukających w blat jej stolika przywołał ją z powrotem do rzeczywistości. Wydała z siebie coś między westchnieniem a cichym mruknięciem, gdy Minerva przechodziła obok niej i nie przerywając mówienia, stuknęła w jej stół — zapraszając gestem, żeby słuchała. Nawet się nie zatrzymała: gdy tylko zobaczyła, że Alexie wychodzi z odrętwienia, poszła dalej w stronę środka sali, lecz nie bez tego, żeby jej studentce na chwilę stanęło serce. Alexie nie mogła złapać oddechu — serce biło jej tak mocno, że aż bolało, poczuła, jak puls jej szaleje i piekielny żar roztacza się po całym ciele. Przez kolejne dziesięć minut zastanawiała się, czy nie dostanie zawału.
Minerva sama nie wiedziała jeszcze dlaczego, ale nie mogła przestać zerkać na tę dziewczynę siedzącą w rogu pierwszego rzędu, z tą nonszalancką postawą i tymi pięknymi oczami, które patrzyły na wszystko i nic nie widziały. Na szczęście była mistrzynią w pozorach i doskonale umiała obserwować ją z odległości, tak żeby nikt tego nie zauważył — nawet sama Alexie. Zajęcia dobiegły końca i wszyscy studenci bez wyjątku ruszyli ku wykładowczyni jak stado głodnych hien. Większość miała książkę Minervy do podpisania, inni chcieli zdjęcia z nią — w tym Leire. Alexie jako jedyna przekroczyła drzwi zaraz po zakończeniu zajęć. Nie miała ochoty odchodzić od tej niezwykłej kobiety, ale potrzebowała powietrza — i to pilnie.
Wyszła na ulicę i oddaliła się trochę od budynku, żeby przestać słyszeć szmer studentów i spróbować się uspokoić. Usiadła na chodniku i poczekała, aż jej ciało z powrotem umieści serce na właściwym miejscu. Kiedy odzyskała spokój, zorientowała się, że jej następne zajęcia zaczęły się dziesięć minut temu. Nie znosiła ludzi spóźniających się na zajęcia, więc stwierdziła, że bardziej właściwe będzie je opuścić, niż zjawić się z opóźnieniem. To był dobry moment na kolejną kawę — nie najlepszy pomysł przy jej stanie, ale jedyna rzecz, na jaką miała ochotę. Weszła do kafeterii i niezmiernie ucieszyła się, że wagarowała: oprócz dwóch studentów siedzących przy stoliku w głębi, lokal był pusty i cichy. Dokładnie to, czego potrzebowała. Zamówiła kawę z mlekiem i usiadła przy barze. Sięgnęła po leżącą tuż obok gazetę i zaczęła przewracać strony — nie czuła żadnego zainteresowania wiadomościami ze świata, ale przynajmniej czymś ją to zajmie.
Po kilku minutach poczuła, że ktoś staje po jej lewej stronie.
„Nie ma tu więcej miejsca przy barze?" — pomyślała, nie odrywając wzroku.
Ale właśnie wtedy dotarł do niej zapach tamtych perfum, które tak bardzo jej się spodobały, i natychmiast wiedziała, kto właśnie się przy niej postawił.
— Nudzi cię moja klasa? — odezwała się Minerva.
Było to pierwsze, co jej przyszło do głowy. Przez prawie całe zajęcia widziała, że Alexie jest nieobecna myślami, a po ich zakończeniu obserwowała, jak wybiega jak z procy — wyglądała na trochę zdenerwowaną. Kiedy Minerva weszła do kafeterii i zobaczyła ją tyłem, poczuła nieodpartą potrzebę podejścia, żeby sprawdzić, jak się czuje.
Alexie natychmiast się odwróciła i zobaczyła ją patrzącą na siebie z łokciem opartym o bar i półuśmiechem, któremu towarzyszyło oskarżycielskie spojrzenie. Zdjęła marynarkę i miała lekko podwinięte rękawy koszuli. Cały wysiłek, jaki Alexie włożyła w to, żeby dojść do siebie po zajęciach, rozwiał się przy jej widoku. Znowu serce zaczęło jej bić gwałtownie i poczuła, że całe ciało drży i traci siły — tak bardzo, że przez chwilę pomyślała, że zemdleje. Nie mogła pozwolić, żeby Minerva zorientowała się, jaki na niej wywiera efekt, więc zmobilizowała całą wolę, jaką zdołała wyrwać swojemu ciału, i spojrzała jej prosto w oczy.
— Przepraszam, czasem łatwo się rozpraszam, ale pani zajęcia wcale mnie nie nudzą, zapewniam — powiedziała z półuśmiechem i lekkim skinieniem głowy.
Minerva poczuła, jak przyspiesza jej puls, gdy Alexie zaczęła do niej mówić — chociaż obserwowała ją podczas zajęć, jeszcze jej nie słyszała. Jej głos był łagodny i czysty, bezpośredni. Stała przed nią z kawą w jednej ręce i gazetą w drugiej. Wydała jej się najseksowniejszą i najsłodszą dziewczyną na świecie.
— Nowy sposób czytania? — rzuciła przekornie.
Alexie spojrzała pytająco, nie rozumiejąc, o co chodzi, a wtedy Minerva wzrokiem wskazała na gazetę z rozbawioną miną.
— Cholera! — syknęła Alexie z uśmiechem. Wzięła gazetę, złożyła ją i odłożyła na bok.
— Ten język — skarciła ją profesorka.
— Poda coś pani? — zapytał barman.
— Czarną kawę, proszę — odpowiedziała profesorka, nie odrywając wzroku od Alexie. — Nie powinnaś być na zajęciach?
— A pani? — odparła bez zastanowienia.
— Ja skończyłam na dziś. I jeśli jeszcze raz powiesz mi „pani", oblę cię z przedmiotu — zaznaczyła. — Nie odpowiedziałaś mi. Dlaczego opuściłaś zajęcia?
— Potrzebowałam wziąć trochę powietrza — odpowiedziała, wciąż pod wrażeniem tego, że może jej mówić po imieniu.
— To nie jest powód, żeby opuszczać zajęcia.
— To nie powód, to fakt — odparła, wzruszając ramionami z niedbałą pewnością siebie, która przychodziła jej naturalnie.
