Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
23 osoby interesują się tą książką
Co się dzieje, gdy twój najgorszy koszmar staje się miłością twojego życia?
Mówią, że od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok, ale Alba i Miriam zdają się za wszelką cenę udowodnić, że w ich przypadku to nie takie proste.
Alba to uporządkowana i metodyczna nauczycielka, która zaczyna obawiać się o swoją przyjaźń z Nurią, gdy ta zbliża się do Miriam — niedawno rozwiedzionej redaktorki, która właśnie wróciła do rodzinnego miasta.
Ich osobowości ścierają się od pierwszej chwili: tam, gdzie Alba widzi zagrożenie, Miriam dostrzega zabawę; tam, gdzie jedna stawia granice, druga burzy mury.
Gdy ślub Nurii zostaje nagle odwołany, przyjaciółka zmusza je do wspólnego wyjazdu na podróż poślubną na Bali, z której sama nie może skorzystać. To, co początkowo wydaje się dla nich obydwu torturą, szybko przeradza się w doświadczenie, które na zawsze odmieni ich życie.
Jednak podczas gdy Miriam jest gotowa rozpocząć nowy rozdział, Alba obawia się, że ich historia zakończy się tak jak jej poprzednie związki.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 136
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
PODRÓŻ POŚLUBNA
MÓNICA BENÍTEZ
COPYRIGHT © 2026 MÓNICA BENÍTEZWSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków bez wyraźnej zgody autorki. Dotyczy to między innymi przedruków, fragmentów, kserokopii, nagrań oraz wszelkich innych metod reprodukcji, w tym środków elektronicznych.
Wszyscy bohaterowie, relacje między nimi oraz wydarzenia przedstawione w książce są całkowicie fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych bądź rzeczywistych wydarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Safe creative: 2503241244908
https://monicabenitez.es
Twitter: @monicabntz
Instagram: mbenitezlibros
https://www.facebook.com/monicabntz
TikTok: @mbenitez_escritora
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Epilog
Dzwonek ogłaszający koniec lekcji rozlega się i Alba Mori wzdycha z ulgą. Uwielbia swoją pracę nauczycielki literatury i wykonuje ją od ponad piętnastu lat. Mając świeżo skończone czterdzieści dwa lata, nie wyobraża sobie robienia czegokolwiek innego. Ale dziś dzień wlecze się wyjątkowo i zamierza wykorzystać tę półgodzinną przerwę, żeby wypić mocną kawę, która pomoże jej przetrwać ostatnią lekcję. Duszna atmosfera w klasie i szmer uczniów pochopnie zbierających swoje rzeczy przypominają jej, że tej kawy potrzebuje bardziej niż kiedykolwiek. Masuje skronie, patrząc na stampedę nastolatków, i pociesza się myślą, że zostały zaledwie dwa tygodnie do zakończenia zajęć. Potem będzie mnóstwo pracy z zamknięciem roku szkolnego, ale przynajmniej będzie mogła ją wykonywać z domu.
— Pani profesor Mori, czy jest szansa na więcej czasu do oddania pracy?
Alba podnosi wzrok i napotyka piegowatą twarz Martína — najleniwszego chłopaka, jakiego poznała w życiu, ale zarazem najlepiej wychowanego. Uczeń patrzy na nią z tak wyćwiczoną błagalną miną, że przez chwilę prawie ją przełamuje.
— Wiesz, że nie, Martín. Terminy są po to, żeby ich dotrzymywać, więc zrób mi łaskę i postaraj się, jeśli chcesz zdać — odpowiada stanowczo, choć nie bez życzliwości.
Alba zamyka książkę, zbiera rzeczy i wychodzi z klasy, zostawiając Martína przy biurku z rezygnacją wypisaną na twarzy. Telefon wibruje w kieszeni, gdy zmierza szybkim krokiem do pokoju nauczycielskiego. Ma jeden cel: zostawić tam torbę, zrobić sobie tę kawę i usiąść przy oknie. Wyciąga telefon i widzi, że dzwoni Nuria.
— Nie uwierzysz, Alba — mówi przyjaciółka podekscytowana, nie dając jej nawet otworzyć ust.
— Spróbuj mnie zaskoczyć — odpowiada z uśmiechem, łapiąc się jej entuzjazmu.
— Miriam załatwiła, żeby autor sagi Nieokreślone cienie przyszedł do wydawnictwa na spotkanie autorskie.
Całe ciało Alby napina się. Ściska mocniej telefon, jednocześnie parskając. Znowu. Imię Miriam w ustach przyjaciółki. Od kiedy ta kobieta pół roku temu zaczęła pracować w tym samym wydawnictwie co Nuria, te sześć liter to jedyne, co słyszy: Miriam to, Miriam tamto, Miriam jest taka zabawna, Miriam na pewno ci się spodoba.
Miriam przypada jej jak kamień w twarz. Kropka.
Alby jej nie zna, a już jej nienawidzi. Myśli o tym głupim tytule sagi — Nieokreślone cienie. Wszystkie cienie są nieokreślone i jest pewna, że coś tak absurdalnego mogło wymyślić tylko wsławione Miriam.
— Wspaniale — odpowiada, próbując brzmieć entuzjastycznie, choć na twarzy ma maskę znużenia. — Masz już wszystko gotowe na ślub?
Postanawia radykalnie zmienić temat, bo jeśli jeszcze raz usłyszy to imię, wyrzuci się przez okno pokoju nauczycielskiego, do którego właśnie wchodzi.
— Tak, chyba wszystko. A swoją drogą, Miriam pomogła mi wybrać kwiaty. Ma naprawdę wyjątkowy gust.
Torba ucieka Albie z ręki i ląduje na podłodze. Jej koleżanka Carmen, nauczycielka angielskiego, schyla się i ją podnosi, widząc, że Alba jej kompletnie ignoruje i opada na krzesło, wciskając palce w nasadę nosa.
Dwadzieścia lat przyjaźni z Nurią, a ta nieznajoma jednym zamachem chce jej zająć miejsce. Czy jest zazdrosna? Oczywiście. Alba jest lojalna, należy do tych osób, które uważają, że przyjaźnie wymagają czasu — nie kilku miesięcy ani garści uśmiechów.
— Alba, jesteś tam? — pyta Nuria.
— Tak, przepraszam. Poprawiam egzaminy — kłamie, przy zdumionej minie Carmen, która w końcu uśmiecha się szeroko.
— Chcę, żebyś poznała Miriam przed wieczorem panieńskim. Nie może być tak, że po raz pierwszy się zobaczycie dopiero tam. Czemu nie wpadniecie obie do mnie na kolację w ten piątek? — proponuje Nuria z tym samym entuzjazmem, co przez ostatnie cztery razy.
Alba po raz czwarty odmawia, niezdolna zebrać w sobie tyle siły woli, ile potrzeba, żeby spotkać ją osobiście w tak małej przestrzeni.
— W ten piątek nie mogę — odpowiada zbyt szybko. — Muszę przygotować egzaminy końcowe.
Carmen podnosi głowę i patrzy na nią otwartymi ustami, świetnie wiedząc, że to kłamstwo. Alba odwraca wzrok.
— Zawsze pracujesz — protestuje Nuria rozczarowana. — No cóż, poznacie się na wieczorze panieńskim. Jestem pewna, że będziecie się świetnie dogadywać!
— Na pewno — Alba unosi brwi z wyrazem spokoju, który Nuria na szczęście nie widzi.
— Muszę kończyć — mówi Nuria. — Miriam właśnie dzwoni do mnie na drugiej linii. Pogadamy później.
— Jasne — Alba przewraca oczami i rozłącza się.
Patrzy na ekran telefonu. Czuje się głupio ze swoją zazdrością — jakby miała naście lat, nie czterdzieści dwa. Nie chce tak reagować, ale palce jej zdradzają: wchodzi na statusy WhatsApp przyjaciółki, konkretnie na jej najnowszy status. Dwie kobiety. Nie musi nawet klikać, żeby się domyślić, że to Nuria i Miriam, ale klika i znowu jej wzrok wbija się w orzechowe spojrzenie tej słynnej Miriam. Nuria mówiła, że ma czterdzieści trzy lata, ale na zdjęciu wygląda na co najmniej pięć lat mniej. To kobieta emanująca uderzającą pewnością siebie — włosy w kolorze oczu, długie do ramion — i ładna. Wstrętnie ładna.
Blokuje ekran i myśli o ślubie Nurii za trzy tygodnie. A właściwie o wieczorze panieńskim za tydzień, z którego nie ucieknie. I od którego nie ucieknie od Miriam.
— Kawa? — pyta Carmen.
— Poproszę. Podwójna, jeśli można, a jeśli masz butelkę whisky, to dolej odrobinę — żartuje, wywołując śmiech koleżanki.
— Tak złe było to?
— Nuria znowu gadała o swojej ukochanej przyjaciółce Miriam — rzuca, wykrzywiając twarz.
Carmen zna już tę historię — ufają sobie od lat. Nauczycielka angielskiego z trudem hamuje śmiech, ale się powstrzymuje, żeby Alba nie poczuła się traktowana niepoważnie.
— Myślę, że przesadzasz. Nieważne, jak bardzo ta kobieta jest teraz koleżanką Nurii — nigdy nie będzie czymś porównywalnym do tego, co wy dwie macie. One są koleżankami z pracy; wy jesteście przyjaciółkami od zawsze. Tego się tak łatwo nie pokonuje.
Alba kiwa głową, czując się głupio. Carmen ma rację. To normalne, że Nuria dużo mówi o Miriam — w końcu spędza z nią cały dzień. Widują się z Albą raz, może dwa razy w tygodniu, a teraz pewnie będzie rzadziej, bo Nuria będzie mieć więcej zobowiązań rodzinnych po ślubie z Asierem.
Na samą tę myśl strach znowu ją ogarnia. Carmen zdaje się czytać w jej myślach albo wyraz twarzy zbyt dobrze to zdradza.
— Powinna dać tej Miriam szansę — radzi. — Może cię zaskoczy i, tak jak mówi Nuria, dobrze się dogadacie.
— Wątpię — mówi przekonana. — Staram się, żeby to na mnie nie wpływało, ale za każdym razem, gdy ją wymienia, coś mnie irytuje. A myśl, że muszę ją poznać za kilka dni i znosić jej obecność na weselu... — Alba parska, zanim dzwonek zwiastujący kolejną lekcję przerywa im rozmowę.
— Obowiązek wzywa — mówi Carmen. — Posłuchaj mnie i spróbuj się zrelaksować. Nastawisz się psychicznie, poznasz ją i tyle. Bo jeśli nie zmienisz tego nastawienia, zazdrość zepsuje ci ślub i nie możesz tego zrobić swojej najlepszej przyjaciółce.
— Masz rację — przyznaje Alba, gdy idą korytarzem.
Zastanawia się, czy jest sprawiedliwa, oceniając Miriam bez jej poznania. Czy to może jej własne lęki zaciemniają jej osąd.
Dźwięk obcasów Miriam Llanos rozbrzmiewa po korytarzach wydawnictwa, gdy pokonuje dystans między swoim biurem a salą konferencyjną, gdzie czeka na nią Nuria. Mając czterdzieści trzy lata i pół roku po powrocie do rodzinnego miasta, przypomniała sobie, że w Gijón nie trzeba ubierać się tak oficjalnie jak w Madrycie, ale jest na to tak przyzwyczajona i czuje się w tym tak komfortowo, że garniturów i obcasów nie zamieni już za nic.
— Dzień dobry, Nuria — wita ją, gdy wchodzi.
Nuria, pochylona nad prezentacją nowego autora, odwraca się i uśmiecha zmęczoną miną, odgarniając kosmyk ciemnych włosów z twarzy.
— Ktoś dziś mało kawy? — mówi Miriam, podchodząc do niej.
Nuria wzdycha i podnosi wzrok znad laptopa.
— Nie ma dla mnie dość kawy na ten ranek. Prawie nie spałam, kręciłam się w łóżku do trzeciej przez tę cholerną prezentację.
Miriam patrzy na cienie pod jej oczami i uśmiecha się czule. Kilka miesięcy temu przyjechała do tego asturyjskiego wydawnictwa, uciekając ze swojego życia w Madrycie, i to Nuria była jej kołem ratunkowym. Za to zawsze będzie jej wdzięczna. Podchodzi do ekspresu kapsułkowego i przygotowuje podwójną kawę dla siebie i zwykłą dla koleżanki.
— Zdenerwowana prezentacją czy ślubem? — strzela.
Nuria robi się czerwona i podnosi ręce.
— Po prostu nie mogę się powstrzymać — przyznaje zawstydzona. — A to przecież nie mój pierwszy ślub. Swoją drogą, wczoraj znowu próbowałam, żebyście ty i Alba się poznały. Zaproponowałam kolację we trójkę w piątek, ale powiedziała, że nie może.
Miriam hamuje westchnienie i chęć uniesienia brwi. Tajemnicza Alba — najlepsza przyjaciółka Nurii i jedyna osoba, która zdaje się jej unikać jak zarazy. Miriam naprawdę nie pojmuje tego rodzaju przyjaźni. Nuria ciągle mówi, że to jej podpora, że znają się tak długo, że nawet tego nie pamięta, i że zawsze, kiedy jej potrzebowała, była przy niej. Ale odkąd Miriam tu jest, jedynym dowodem, że Alba w ogóle istnieje, jest to, że widziała ją na jakimś zdjęciu. Ilekroć Nuria chce je zapoznać, Alba wymyśla absurdalną wymówkę i odmawia zaproszenia — ale kiedy spotkanie jest tylko z przyjaciółką, zawsze ma czas.
Miriam uważa ją za hipokrytkę i egocentryczkę. Za kogoś, kto ignoruje potrzeby przyjaciółki tylko dlatego, że prawdopodobnie widzi w niej zagrożenie dla tej swojej pięknej przyjaźni. Alba jej się nie podoba — choć nigdy tego Nurii nie powie.
— Nie martw się — odpowiada, siadając na krawędzi stołu po podaniu jej filiżanki. — Poznamy się na wieczorze panieńskim.
Gorący płyn trochę pali język, ale z wdzięcznością odwraca jej uwagę od irytacji, którą wywołuje ten temat.
Nuria opiera się na oparciu krzesła i kiwa głową.
— Miałam nadzieję, że poznacie się wcześniej, żeby nie było ci niezręcznie. Jesteś jedyną, która nie zna nikogo z mojego otoczenia. Myślałam, że jeśli najpierw poznasz Albę, łatwiej ci się będzie wśród nich odnaleźć.
Miriam patrzy na nią i w duchu kwituje: ta Alba to skończony nietakt, niezdolna ruszyć palcem dla przyjaciółki w jednym z ważniejszych momentów jej życia.
— Nie musisz się o mnie martwić, Nuria — żartuje. — Wiesz, że gadam ze wszystkimi, którzy dadzą mi jakiś powód.
Nuria wybucha śmiechem, bo oboje wiedzą, że to nieprawda: Miriam lubi rozmowy, które coś znaczą, i szybko się nudzi przy powierzchownych.
— Poza tym — dodaje Miriam — znam ciebie, a to wystarczy.
— Dzień dobry, panie — przerywa Miguel, dyrektor wydawnictwa, wchodząc i zdejmując marynarkę. — Prezentacja nowego autora gotowa?
— Wszystko gotowe — odpowiada Miriam za obie, gdy widzi, że Nuria się zagapiła. — Przygotowałam też propozycję kampanii marketingowej.
— Wspaniale — mówi zadowolony Miguel, siadając.
Gdy spotkanie się kończy, Miguel wychodzi usatysfakcjonowany, a obie kobiety opuszczają salę. Miriam słyszy, jak dzwoni jej telefon, i czyta wiadomość od byłego męża — po przekątnej, bez angażowania się.
— Wszystko w porządku? — pyta Nuria.
— Sprzedaż domu, która jakoś nie może dojść do skutku. Toni mówi, że zainteresowana para chce, żebyśmy obniżyli cenę. Znowu — mówi z grymasem, spoglądając na Nurię kątem oka. — Nie wiem, czy to prawda, czy on tylko szuka pretekstu, żeby z tobą porozmawiać i przeciągać sprawę.
Miriam chowa telefon i wchodzi do swojego biura. Nuria idzie za nią.
— Czemu nie wpadniesz do mnie na kolację? Zrobię makaron. Choć chwilę zapomnisz o Tonim.
— Nie masz planów z Asierem?
— Dziś śpi u siebie, ma kolację biznesową i wróci późno.
— A z Albą?
Pytanie ucieka Miriam jak pocisk — bez zamiaru. Zaczyna się zastanawiać, czy to, co ją drażni, to rzeczywiście ignorowanie przez Albę ich wspólnej przyjaciółki, czy raczej fakt, że ta jasnobrązowowłosa kobieta o zielonych oczach nie chce jej poznać.
— Zapraszam ciebie — mówi Nuria, a Miriam uśmiecha się jak niegrzeczna dziewczynka.
W jej wynajmowanym apartamencie przy plaży San Lorenzo czeka tylko butelka wina i zbyt wiele myśli.
— Dobrze — zgadza się.
Dociera punktualnie o dziewiątej. Witają się i wręcza butelkę wina, którą sama miała zamiar wypić.
— Nie trzeba było, kobieto — mówi Nuria, wkładając ją do lodówki.
— Oczywiście, że trzeba. Nie masz chyba mnie z pustymi rękami — protestuje Miriam, zostawiając płaszcz na oparciu krzesła.
Nuria odwraca się i patrzy na nią z uśmiechem.
— Co jest? — pyta Miriam.
— Przypominasz mi Albę. Naprawdę jesteście do siebie dość podobne.
— Wyniosła nauczycielka i ja? — komentarz wylatuje, zanim zdąży go zatrzymać, bo poczuła się urażona tym porównaniem. Ale Nuria nie przywiązuje do tego wagi.
— Ona też zawsze przynosi wino, jak przychodzi. Tej samej marki.
Miriam marszczy brwi, nie wiedząc, dlaczego irytuje ją to, że kobieta tak powierzchowna jak jej wyobrażenie Alby ma tak wyszukany gust winny.
— Chodźmy do salonu, wypijem kieliszek, kolacja się dokończy — proponuje Nuria.
Miriam idzie za nią, ale zatrzymuje się przy meblościance, gdzie koleżanka trzyma zdjęcie z Albą, którego poprzednim razem nie zauważyła. Obie na plaży, siedzą na piasku pod kolorową parasolką. Ale to, co przyciąga wzrok Miriam bardziej niż cokolwiek innego, to intensywność zielonych oczu Alby — jakby ją oczarowywały.
— Ładna z niej kobieta — komentuje bezwiednie.
— Co mówisz? — pyta Nuria, zatrzymując się obok niej.
— Że wyszłyście bardzo dobrze na tym zdjęciu — poprawia się szybko, czując, jak rumieniec wchodzi na policzki, i czując się przy tym zupełnie głupio. — Dolać ci wina?
Nuria patrzy na swój kieliszek — jeszcze pełny, podobnie jak kieliszek Miriam. Ta odwraca wzrok od fotografii, świadoma, że coś dziwnego dzieje się z nią za każdym razem, gdy widzi te zielone oczy — nawet na zdjęciu. Przekonuje siebie, że widzi w nich tylko tę wymijającą kobietę, która ją ignoruje i kiepsko przyjaźni się z Nurią. Nic więcej.
Alba klnie na czym świat stoi, biegnąc przez marinę w Gijón tak szybko, jak pozwalają jej szpilki. Wieczór panieński Nurii, kolacja i świętowanie w jednym miejscu, niedaleko tutaj. Nuria zaproponowała wpadnięcie po nią do domu, ale Alba niemal już powiedziała tak, gdy przyjaciółka dokończyła zdanie — że potem pojadą razem po Miriam. Włosy stanęły jej dęba, a odmowa wypłynęła z ust niemal błyskawicznie.
— Nie, nie przejmuj się, sama przyjadę.
Powiedziała, że sama przyjedzie, gdy skończy się szykować, i jak na złość los postanowił ją ukarać: samochód nie zapalił, a taksówka wpadła w monumentalny korek w centrum i teraz Alba — najlepsza przyjaciółka panny młodej — spóźnia się na jej wieczór panieński. Najbardziej jednak drażni ją myśl, że Nurii to prawdopodobnie nie przeszkadza, bo uzurpatorka Miriam odwraca jej uwagę, podczas gdy ona się dusi i o mało nie skręca kostki.
W końcu wchodzi do lokalu i po minucie na odzyskanie oddechu kierownik mówi jej, że wieczór panieński jest za drzwiami po lewej. Zwalnia kroku, nabiera powietrza, zerka na czarną sukienkę, którą włożyła bez szczególnego przekonania. Ale potem przypomina sobie, że Miriam tam jest, i jest pewna, że tamta też wybrała coś, w czym będzie się wyróżniać.
Gdy przekracza próg, wszystkie spojrzenia wbijają się w nią. Sala jest duża i ma wszystko — małą scenę z tyłu, drewniany bar w bursztynowym oświetleniu po prawej, przed nią duża przestrzeń do tańca zajęta teraz przez długi stół. Nuria siedzi na jednym z końców, a przyjaciółki rozsiadły się po bokach wśród śmiechu i brzęku kieliszków. Po jej prawej stronie wolne krzesło — dla Alby. Po lewej Miriam, olśniewająca, z tą lśniącą grzywą w kolorze orzecha laskowego, która błyszczy z siłą oślepiającą Albę.
Nuria zrywa się i biegnie ją uściskać.
— Nareszcie! — mówi zachwycona i trochę już wstawiona. — Przez chwilę myślałam, że już nie przyjdziesz.
Alba marszczy brwi, zraniona.
— Nigdy bym ci tego nie zrobiła. To przez samochód.
— Gdybyś pozwoliła mi po ciebie przyjechać...
Nuria zostawia zdanie w powietrzu, a Alba milczy. Nie może jej powiedzieć, że miała atak zazdrości, który uniemożliwił jej jazdę tym samym samochodem z Miriam. Że sama myśl o dzieleniu tej przestrzeni z nią wywołuje węzeł w żołądku, który miesza się z nieodpartą chęcią pociągnięcia jej za włosy.
— Chodź, tym razem nie uciekniesz — mówi Nuria z uśmiechem, dając znak Miriam.
