Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Opowiadanie opublikowane w magazynie „Black Mask” w sierpniu 1920 roku.
Po śmierci jednego z pacjentów, Scofielda Carringtona, personel szpitala staje przed zagadką: dzwonek wzywający z pokoju 42, w którym leży ciało zmarłego odzywa się regularnie, chociaż w pokoju nie ma żywej duszy. Lekarze i pielęgniarki dochodzą do wniosku, że pokój jest nawiedzony, ponieważ pacjent nie dokończył swoich ziemskich spraw.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 16
Rok wydania: 2023
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Henry Altimus
Przełożył: Jacek Żuławnik
Dla Elsy Lloyd było to pierwsze zetknięcie ze śmiercią, od kiedy zatrudniła się jako pielęgniarka w Świętym Łukaszu. Spojrzenie błękitnych oczu tej szczupłej, drobnej kobiety, najmłodszej członkini personelu szpitala, zdradzało wewnętrzne napięcie, które skutecznie maskowała opanowaniem. Starsze pielęgniarki okazały się niezwykle pomocne, ani trochę nie miały do niej pretensji o to, że powierzono jej opiekę nad tak ważnym pacjentem. Wykonywała swoje obowiązki sumiennie i fachowo, w dodatku aż do samego końca samodzielnie. A koniec wreszcie nastąpił. Scofield Carrington zmarł, jego ciało wkrótce miało zostać zabrane ze szpitala. Elsa postanowiła wczytać się w skrupulatnie prowadzoną kartę pacjenta, którą miała następnie przekazać siostrze przełożonej.
Usiadła w kantorku przy niewielkim stoliku i rozłożyła przed sobą dokumenty. Liczyła, że uda jej się złapać choć trochę oddechu po wyjątkowo męczącej nocy. Po chwili rozbrzmiał dźwięk dzwonka, a nad głową Elsy zaświeciła się lampka.
Nawet nie podniosła wzroku. Jako osobista pielęgniarka Carringtona reagowała przecież wyłącznie na jego wezwania. Nagle wyczuła czyjąś obecność – to oddziałowa przyszła sprawdzić, kto domaga się asysty pielęgniarki, i stanęła tuż za plecami Elsy.
– Czterdziestka dwójka – powiedziała oddziałowa. – To nie Carrington?
Elsa natychmiast wstała i lekko spłoniona spojrzała na lampkę.
– No tak.
Rozchyliła usta ze zdziwienia, chwyciła się oparcia krzesła, na którym chwilę wcześniej siedziała, i utkwiła spojrzenie w niedużej tabliczce z numerem 42. Jej zmęczony umysł nie potrafił zrozumieć sytuacji. Carrington zmarł nad ranem. Elsa przez cały dzień oporządzała salę i nieboszczyka, skończyła raptem pół godziny temu. A teraz nagle wezwanie.
Odwróciła się i spojrzała pytająco na oddziałową.
– Może to doktor Stockbridge – podsunęła siostra.
– Jest na sali operacyjnej – odparła szybko Elsa.
– Albo ktoś inny. – Widząc znużenie na twarzy młodej dziewczyny, dodała: – Pójść za ciebie?
– Nie, dziękuję. Sama to załatwię.
Pobiegła długim, tonącym w ciszy korytarzem. Zatrzymała się przed drzwiami sali 42, zawahała się i cicho zapukała.
Nikt nie odpowiedział.
Zsunęła dłoń na klamkę, nacisnęła i drzwi ustąpiły.
