Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ich miłość znalazła się pod obstrzałem. Nie wszyscy wyjdą cało z tego starcia.
Po porwaniu Mileny Igor Wysocki, znany redaktor i ulubieniec mediów, próbuje na nowo poukładać swoje życie. Choć odzyskał ukochaną, a ich uczucie odżyło, mężczyzna nie potrafi uwolnić się od lęku. Poczucie zagrożenia nie opuszcza go ani na chwilę, a rzeczywistość stopniowo wymyka mu się spod kontroli.
Tymczasem Milena zaczyna otrzymywać dziwne telefony, a do prasy trafiają informacje o uczuciu łączącym ją z Igorem. Z dnia na dzień oboje stają się celem mediów, jednak nie tylko dziennikarze ostrzą na nich zęby, ale i ktoś, kto od dawna planuje ich upadek.
Ktoś, kto zna ich słabości i kto nie może doczekać się zemsty.
Milena i Igor znów zostają wciągnięci w misternie utkaną intrygę, a stawką w tej grze jest nie tylko ich miłość, ale i… przetrwanie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 549
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Beata Stefaniak
Szpilki w cieniu zbrodni
Wróciłaś na dwa oddechy,
a potem odeszłaś,
niczym zgubiony szept
wszystkich naszych prawd.
Pamięci mojej Mamusi
W życiu podejmujemy różne decyzje, które mają wpływ na naszą przyszłość. Wiele razy pragnęłam zamknąć bolesne rozdziały z przeszłości, ale niestety nadal trzymałam w sobie skrywaną urazę, która nadawała mojej egzystencji gorzki posmak.
Wiedziałam, że jeśli nie uwolnię się od głęboko wrośniętych cierni, nie pozwolę sobie na wybaczenie. Nie chciałam stać wciąż w tym samym miejscu.
Oparłam się ramieniem o ścianę budynku i trzymając w jednej ręce ciężkie pudło, drugą próbowałam otworzyć drzwi. Karton z pamiątkami, który wcześniej wyjęłam z garażu, wyślizgnął mi się i gruchnął na wycieraczkę. Ku mojemu zdziwieniu tektura sprzed dwudziestu lat pozostała w nienaruszonym stanie. Przetrwała próbę czasu. Jak moja miłość do niej.
Chwyciłam leżące pod stopami pudło, po czym pchnęłam drzwi, wpuszczając do domu przyjemnie chłodne powietrze. Głodny Vans krążył naokoło moich nóg, łasząc się i domagając wszystkimi kocimi siłami puszki z jedzeniem.
– Cześć, futrzasty! – powiedziałam, uśmiechając się do niego łobuzersko. – Co znów zmalowałeś? Doniczka czy zasłony? No, przesuń się, daj mi wejść, zaraz się przywitamy – ponaglałam go.
Spoglądał mądrymi oczami, wiedząc, że za chwilę uraczę go najlepszą mokrą karmą, jaką sprzedają w Berlinie. Odczułam ulgę, wyjmując stopy z trampek. Po całym dniu siedzenia w bibliotece marzyłam o wsadzeniu ich do miski z solą. Chłód bijący od podłogi koił zmęczone stopy. Odłożyłam pudło na stół. Mojego serca dotknęła melancholia, grająca na skrzypcach Adagio. To właśnie ten utwór wybrała sobie mama na uroczystość pogrzebową, na długo przed śmiercią. Pojedyncza łza spłynęła po policzku i wkradła się do ust. Jej słony posmak przywrócił mnie do rzeczywistości.
Pomyślałam o siostrze, która poprosiła mnie o pomoc. Byłam zaskoczona, a zarazem ciekawa. Zaczęłam projektować dla nas nową szansę. Gdy ostatni raz widziałyśmy się na pogrzebie rodziców, przysięgała, że ponownie się pojawi i wskrzesi relacje między nami. Jej słowa okazały się puste, bo nie wróciła, a przemijające lata pozostawiły do dziś niesmak niespełnionej obietnicy. Tak było do tego momentu, dlatego poranny telefon wzbudził moją czujność. Siostra musiała mieć ważne powody, aby się ze mną skontaktować.
Wybaczę ci, jeśli tego pragniesz! Jeśli mnie przeprosisz, zabierzesz cierpienie, wszystkie bolesne sińce, rany psychiczne – wybaczę!
Pragnęłam pojednania, jednak bałam się, że nie będę umiała jej wybaczyć. Niespokojne myśli zawisły złowrogo nad wspomnieniem zabitej matki.
Czy znajdę siłę, by o tym zapomnieć?
Spojrzałam na pudło. Zanim uciekła, wkładałyśmy do niego wszystkie piękne pamiątki z czasów dzieciństwa. Obiecałyśmy sobie wówczas, że jeśli miałby nadejść kres rodzinnej katorgi, otworzymy go na nowo i wpuścimy do naszego życia radość i pragnienie zmian.
Paula, ten czas już nadszedł – pomyślałam.
– Jestem gotowa. – Mój cichy szept zwrócił uwagę Vansa, który ponownie zaczął domagać się przytulenia oraz posiłku.
Kompromitująca koperta
Mili spędziła ostatnie tygodnie na porządkowaniu rozwarstwionego życia, próbując utorować nową drogę dla odzyskanych wspomnień.
Wiedząc, z jakimi zmaga się problemami, postanowiłem zadzwonić do doktora Damiana Kowalczyka, który leczył ją, gdy doznała urazu głowy. Okazało się, że moja panika była zbyteczna. Lekarz nieco mnie uspokoił, odganiając złe myśli. Według jego opinii Milena odzyskiwała stopniowo pamięć, a powrót do pełnego zdrowia mógł zająć trochę czasu. Z perspektywy psychologii przebywała w świecie pełnym nowych możliwości, który mógł wkrótce przynieść pozytywne zmiany.
– Przytrzymaj to, kochanie – poprosiłem, wskazując palcem na element składanego biurka dla jej córki Emilii.
Stała obok mnie z kuchennym ręcznikiem w dłoni. Wyglądała przepięknie, ubrudzona mąką na nosie.
– Już! Trzymam – powiedziała, przysuwając się bliżej.
Do mojego rozporka wkradło się uczucie podniecenia. Wstałem, aby umocować blat. Pot skraplał się po moim czole, kapiąc na jej dłoń.
– Przepraszam. Strasznie tu gorąco.
Zbliżał się sierpień, a według prognoz, miał być wyjątkowo kapryśny. Panująca na zewnątrz duchota zapowiadała burzę.
– Nic nie szkodzi – stwierdziła, spoglądając ze zrozumieniem. – Przyniosę ci lemoniadę z lodówki.
Dokręciłem ostatnią śrubkę, nie potrzebowałem już pomocy. Odwróciłem się do ukochanej i napawałem widokiem jej urody. Znałem na pamięć usytuowanie każdego piega zdobiącego ciało. Stojąca przede mną kobieta wyglądała beztrosko i szczęśliwie. Miałem wrażenie, że opuszcza nas zła passa. Gdybym tylko wiedział, że pozorny spokój zostanie zastąpiony dramatycznymi wydarzeniami, zabrałbym ze sobą Milenę, dzieci i wyprowadził się czym prędzej do Łodzi. Niestety nikt z nas nie przewidział koszmarnego scenariusza, który miał całkowicie odmienić nasze życie.
Z zamyślenia wyrwała mnie wesoła melodyjka dzwoniącego telefonu. Odwróciliśmy się oboje w stronę, skąd dobiegała.
– Igor, jeśli nie potrzebujesz już moich nieumiejętnych do majsterkowania rąk, pójdę odebrać.
Zaśmiałem się głośno, opierając o złożone biurko.
– Maleńka, twoje ręce są bardzo umiejętne. Nawet nie wiesz, jak bardzo!
Spojrzała speszonym wzrokiem i rzuciła w moją stronę ręcznik. Naokoło mnie uniosła się mąka, która znajdowała się w ściereczce.
– Jesteś cały siwy! – Rozbawiona, zbiegła po schodach na parter.
– Złośnica, trzeba cię poskromić, jak w filmie! – zawołałem za nią.
Marząc o kąpieli, strzepywałem biały pył z włosów. Komórka Mileny dzwoniła nadal, a ona nie odbierała.
Niepokój budził się za każdym razem. Znajomy dźwięk rozbrzmiewał wówczas w uszach i potęgował uczucie bezsilności. Szłam powoli w stronę stołu, na którym leżało urządzenie. Zastanawiałam się, czy po raz kolejny na ekranie pojawi się zastrzeżony numer. Domyślałam się, że ktoś robi sobie żarty. Od wyjazdu rodziców do Alicante złowrogi rytuał stał się codziennością, a dodatkowo źródłem strachu. Początkowo sądziłam, że to właśnie rodzice mieli trudności z dodzwonieniem się, jednak zaprzeczali, jakoby nasze rozmowy były przerywane problemami technicznymi.
Zanim doszłam do stołu, telefon przestał dzwonić. Odblokowałam go niepewnym ruchem i odetchnęłam z ulgą, gdy zrozumiałam, że dzwoniła Helena. Nałożyłam słuchawki na uszy – bezwzględne zalecenie doktora Kowalczyka. Podczas słuchania muzyki skupiałam się na innych dźwiękach, a brzmienie melodii miało zagłuszać ataki paniki. Od chwili odzyskania większości wspomnień pojawiały się bardzo często.
Przeczytałam wiadomość od Heleny, która wyświetliła się w oknie powiadomień. Uśmiechnęłam się do siebie.
Hela:
Dlaczego nie odbierasz?
Ja:
Nie zdążyłam.
Skłamałam.
Hela:
Mam przy sobie to, o co prosiłaś! Wyjdź na zewnątrz, stoję pod domem!
Odłożyłam telefon na stół i ze słuchawkami na uszach pobiegłam w stronę ogrodu. Zastanawiałam się, po co poprosiłam przyjaciółkę o przywiezienie zdjęć, które skompromitowały niedawno żonę Igora i podkomisarza Kasprowicza. Ich zdrada siała w mojej głowie zamęt.
Idiotko! Po co ci te fotografie?
Myśl o seksualnych uniesieniach Wiki przyprawiła mnie o mdłości. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Igor mógł zapomnieć o tym, że jego wieloletni kolega, stał się kochankiem jego żony. Klepnęłam się w głowę, wbijając kolejny raz wspomnienia we właściwe miejsce.
Przecież jest mu to obojętne, to ciebie zawsze kochał.
Rozkojarzenie oplatało mnie niczym sieć pająka.
Układałem właśnie narzędzia w skrzynce i zastanawiałem się, dlaczego Milena nie odbiera połączenia. Po brutalnym napadzie i porwaniu kupiłem jej nowy aparat, gdyż stary miał zbity wyświetlacz i w moim przekonaniu nie nadawał się do użytku. Ona zaś uważała, że to niepotrzebny wydatek, bo oprócz popsutego ekranu, wszystko w nim działało prawidłowo. Kiedy po długich namowach udało mi się przekonać ją do zakupu, odniosłem wrażenie, że telefon najzwyczajniej w świecie ją przeraża. Rzucało mi się w oczy jej dziwne zachowanie.
– Mili, wszystko w porządku? – krzyknąłem. Zamknąłem wieko pudła zamaszystym ruchem i przypadkowo rozsypałem kilka imbusów. – Cholera.
Co jest grane, czemu nie odbiera? Zdenerwowany brakiem reakcji, zmobilizowałem się, aby zejść i sprawdzić, co się dzieje. Wiedziałem, że zdarzało się jej gubić w zamyśleniu. Odrywała się wówczas od rzeczywistości i wracała po kilku chwilach z całkowicie przytomnym umysłem. Pomyślałem, że w tym momencie poddaje się takiemu stanowi.
Zbiegłem po schodach, rozglądając się uważnie. Nigdzie jej nie było.
Prowadzone śledztwo w sprawie jej napadu i porwania nadal było w rękach Kasprowicza, i pomimo że był kochankiem mojej żony, nie czułem do niego żalu. Nie miałem mu nawet czego wybaczać, gdyż Wiktoria była mi obojętna. Kochałem Milenę i to jej pragnąłem ofiarować całą miłość.
– Milena? – zawołałem raz jeszcze.
Dotkliwa cisza uderzyła mnie w uszy. Zacząłem obawiać się, że stało się coś złego. Drżałem na samą myśl, że może zagrażać jej niebezpieczeństwo. Podświadomie kierowałem swoje myśli ku koszmarnym wizjom i rozniecałem w sobie jeszcze więcej strachu.
– Milena, kochanie!
Przecież się nie rozpłynęła! Przekonany o tym, że jest na parterze, krążyłem po domu niczym w labiryncie i próbowałem odnaleźć ją w plątaninie korytarzy. Nie opuszczały mnie złe przeczucia. Obszedłem salon, kuchnię, gabinet Michała i pokój gościnny. Skierowałem się do kuchni i kątem oka zauważyłem za oknem jakiś ruch. Niebieski materiał sukienki zniknął za ścianą budynku. Otworzyłem drzwi werandy i wyszedłem na zewnątrz. Pot pojawił się na moim czole jak rosa o poranku. Z każdej komórki ciała wyłaniał się lęk. Lęk o nią.
Zanim się obejrzałem, materiał sukienki ponownie mignął mi przed oczami. Miałem wrażenie, że Milena bawi się ze mną w kotka i myszkę. Wołałem ją, ale nie odpowiadała.
Może to nie ona, a wyobraźnia płata ci figle?
Gdyby owe sceny okazały się snem na jawie, wcale bym się nie zdziwił – po jej porwaniu nie potrafiłem zachować spokoju.
– Milena! – krzyknąłem, podążając za nią kilka kroków. Przerażenie unosiło się nade mną niczym ogromna fala, pragnąc mnie pochłonąć i ściągnąć na dno.
Oderwałam się od rzeczywistości. Słuchawki skutecznie tłumiły dźwięki z zewnątrz, więc nie miałam pojęcia, że Igor mnie wołał. Nie zdawałam sobie sprawy, z jakimi demonami lęku walczył. Muzyka wprawiała w taneczny nastrój, unosiłam się nad ziemią, przeganiając nagromadzone rozterki.
Zauważyłam, że Helena stoi oparta o samochód i pali papierosa. Gęste kłęby dymu wydostawały się z jej ust. Zerkała na mnie w zdziwieniu, mówiąc coś, co niestety zagłuszyła melodia piosenki. Uśmiechałam się do Heli i robiłam dziwne miny, udając, że trzymam w ręce mikrofon, do którego śpiewam. Jej ust nie opuszczał uśmiech. Skończyłam się wygłupiać i powitałam ją ciepłym uściskiem.
Gdy dobiegłem do końca budynku i usłyszałem odgłosy rozmowy, odetchnąłem z ulgą.
– Mówił ci już ktoś, że jesteś wariatką? – spytała Helena, śmiejąc się do Mileny.
– Chyba tak!
Schowałem się niezauważony za rynną. Zamarłem. Zrozumienie tego, w jakim żyłem napięciu, utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę wyswobodzić się spod jarzma strachu. Wytarłem pot z czoła i przysłuchiwałem się dalej.
– Słyszałaś coś? – zapytała nagle Hela.
Schowałem głowę za ścianę i przerażony modliłem się, by mnie nie nakryły.
– Co takiego? – Głos Mileny zdradzał zaciekawienie.
– Wydawało mi się, jakbym słyszała kroki, a wcześniej jakby ktoś cię wołał – odrzekła.
Szlag! Usłyszała mnie!
– Zapewne to brzmienie perkusji ze słuchawek – stwierdziła Mili.
Wycofałem się powoli w stronę domu, przypadkowo potrącając wiklinowe krzesło. Kurwa!
Wszedłem do domu. Najciszej jak mogłem, zasunąłem za sobą rozsuwane drzwi. Mój wzrok spoczął na krześle, które zadrwiło z mojej głupoty. Domyśli się!
Skarciłem się za wewnętrzne paranoje, które towarzyszyły mi od dnia uprowadzenia. Westchnąłem, opierając plecy o ścianę. Przeczesałem palcami włosy. Nadal znajdowała się w nich mąka. Przywołałem przed oczami wspomnienie, gdy przed kwadransem Milena rzuciła w moją stronę kuchennym ręcznikiem. Obraz wywołał błogostan, opanowujący powoli niespokojne myśli.
Trawił mnie od środka permanentny stres. Powoli ustępował i chociaż wiedziałem, że w obliczu takich chwil, jak ta, będzie siał spustoszenie, wysiliłem się na uśmiech. Uśpiłem rozbudzone demony.
Dobrze, Igor, nawet jeśli tylko na chwilę!
– Przysięgam, że słyszałam, jakby ktoś krzyczał twoje imię, może to Igor! – rzuciła Hela, gasząc niedopałek.
– Igor skręca biurko dla Emilki. Jest na piętrze, więc na pewno się przesłyszałaś.
Przyglądałam się z powagą stojącej przede mną kobiecie. Twarz w kształcie serca wzbudzała zaufanie. W Helenie drzemało piękno, które chowała pod luźnymi ubraniami. Zazwyczaj zakładała szerokie dżinsy i łączyła je z koszulami w kratę lub bluzkami z nadrukami ulubionych zespołów. Poddawała swoje ciało różnym modyfikacjom. Liczne kolczyki i tatuaże zawsze wzbudzały moje zaciekawienie. Brązowe oczy ukrywała pod długą grzywką. Niechlujnie ułożone na żel, kolorowe włosy okalały uśmiechniętą twarz. Wyglądała kontrowersyjnie, ale nie przeszkadzało mi to. Była wspaniałą kobietą. Zerkałam na nią z czułością, co nie uszło jej uwadze.
– Milena? Co tak na mnie patrzysz?
– Bardzo cię kocham, Hela – wyparowałam i rzuciłam się przyjaciółce na szyję. – Dziękuję – dodałam.
– Za co? Nic takiego nie zrobiłam. Przywiozłam ci tylko to, co siłą ze mnie wyciągnęłaś. Gdyby Igor dowiedział się, że podkradam dowody zdrady Wiki, zwolniłby mnie ze stanowiska fotoreporterki, nawet jeśli jestem autorką tych zdjęć.
Miała rację. Nadstawiała dla mnie karku.
– Nie tylko za to jestem ci wdzięczna. Chciałam ci podziękować za coś jeszcze…
Zwiesiłam głowę, a Helena od razu zrozumiała, co mam na myśli.
– Nie… w żadnym razie! Za zrobienie tego seks-reportażyku nie musisz mi dziękować. To była dla mnie miła odskocznia. Na co dzień przed obiektywem mam inne widoki. Ta zdzira zasłużyła sobie na to, by jej zdrada ujrzała światło dzienne. Nie pomyślałabym, że taka kobieta jak żona Igora narazi swoją reputację romansem z gliniarzem. A czy to nie jej kochanek, podkomisarz Kasprowicz, prowadzi sprawę twojego uprowadzenia?
– Tak…
– Ale zbieg okoliczności, nie uważasz?
– Masz rację. – Wpatrywałam się w nią z konsternacją. – Przepraszam, że tak długo się nie widziałyśmy. – Szybko zmieniłam temat rozmowy, by uniknąć dalszych tłumaczeń.
– Przestań mi za wszystko dziękować i przepraszać. A po co ci w ogóle ich zdjęcia, po co chcesz oglądać Wiktorię w ramionach tego gliny? – Hela nie dawała za wygraną.
Patrzyłam w jej oczy i zastanawiałam się nad prawdziwymi powodami, dla których poprosiłam ją o wykradzenie fotografii z gazety Igora.
– Nie wiem, to wszystko jest popieprzone. Chyba muszę na własne oczy przekonać się, że ona go naprawdę nie kocha. Nie chcę czuć do siebie żalu, że Igor ją zdradził, na dodatek ze mną.
– A ona nie lepsza, pierwsza zaczęła i to z tym gliną, który teraz rozkminia twoje porwanie.
Uśmiechnęłam się blado, bo słowa przyjaciółki nijak poprawiły mój nastrój.
– Masz rację – odburknęłam lekko urażona.
– Po czułych gestach, którymi się wymieniała z kochankiem, wnioskuję, że nigdy nie kochała Igora. Powinnaś wreszcie przestać wszystko analizować. A wiesz, że Igor kazał zmienić hasła do wszystkich komputerów w całej gazecie?
– Po co? – zapytałam, zaskoczona.
– Może obawia się włamu do serwerów. Przyznam, że to dziwne. Dotarcie do plików było nie lada wyzwaniem.
– Gdzie je masz? – spytałam, a serce zaczęło bić mi szybciej.
Helena spojrzała w stronę zaparkowanego obok samochodu.
– Nie zmienisz zdania?
– Nie.
Sięgnęła przez otwarte okno po kopertę i odgarnęła z czoła grzywkę. Wtedy zauważyłam, że w prawym łuku brwiowym znajduje się czarna kuleczka.
– Nowy kolczyk?
– Tak… A spójrz, co jeszcze zrobiłam.
Przyjaciółka podniosła prawy rękaw obszernej koszuli w kratę i moim oczom ukazał się wytatuowany napis: Keep calm and listening to Iron Maiden.
– Ooo rany! Bolało? – Spoglądałam w zdziwieniu na jej przedramię. Na ciele przyjaciółki zaczynało brakować miejsca na nowe rysunki.
– No coś ty! – parsknęła żartobliwie. – Też powinnaś to zrobić. Mówią, że kiedy zrobisz jeden…
– Robisz kolejny! Słyszałam.
Nasz głośny śmiech odbił się w pustej przestrzeni.
– Mili, muszę spływać! Igor siedzi z tobą w domu, ale jak jego zastępca Dworczak dowie się, że mnie nie ma w gazecie, będzie niezły gnój! – Wysunęła w moją stronę kopertę i czekała, aż ją wezmę.
Patrzyłam na nią z niepewnością. Moja ręka zawisła w powietrzu.
Możesz się jeszcze rozmyślić, Mili!
Kompromitująca zawartość rzucała mi wyzwanie. Jakaś magnetyczna siła przyciągała mnie w jej stronę, a zarazem odpychała, roznosząc bezgłośny alarm w podświadomości. Nie rozumiałam swojego zachowania. Jedno było pewne, pragnęłam jeszcze raz spojrzeć na zdjęcia kochanków. Wiktoria zaskoczyła wszystkich swoim zniknięciem tuż po zdemaskowaniu, a Igor grał po mistrzowsku, wcielając się w rolę zdradzonego mężczyzny. Po ucieczce żony opowiedział, że zostawiła mu odręcznie napisany list, w którym prosiła, żeby jej nie szukać. Nie wypytywałam go o tajemniczy liścik. Wiedziałam, że nie chciał o nim rozmawiać.
– Mili! – ponagliła przyjaciółka.
– Przepraszam, zamyśliłam się.
– Pamiętaj, że nie musisz ich oglądać – powiedziała, gdy zabierałam od niej fotografie.
– Wiem.
Poczułam ciepło dłoni na ramieniu.
– Musisz zostawić to za sobą. Nie możesz tak żyć. Igor cię kocha, a ty się zadręczasz.
Helena pocieszała mnie, a ja sama nie wiedziałam, co bardziej grało mi na nerwach. Zawartość koperty czy głuche telefony. Ukrywałam przed Igorem fakt, że ktoś ze mnie drwił.
Postanowiłam podzielić się swoimi obawami z przyjaciółką.
– Tu nie chodzi tylko o Igora.
– A o co?
– Ktoś mnie dręczy.
– Jak to dręczy?
– Ktoś do mnie stale wydzwania i się nie odzywa.
– Prześladuje cię?
Jej zdziwione brązowe oczy mówiły więcej niż słowa.
– Jeśli dzwonienie kilka razy w ciągu tygodnia można nazwać prześladowaniem, to tak.
– Co na to Igor?
– Nie wie – odrzekłam w końcu pod naporem zniecierpliwionego spojrzenia Heleny.
Cisza, która między nami zawisła, nie wróżyła nic dobrego. Przyjaciółka sięgnęła do kieszeni spodni po paczkę papierosów. Wysunęła jednego i ugniatała go chwilę w palcach. Wreszcie zapaliła. Wyglądała, jakby odganiała od siebie złe przeczucia.
– Dlaczego nic mu nie powiedziałaś? – zapytała Hela.
Wokoło nas pojawił się kłąb dymu.
– Nie wiem.
– Wiesz, że trwa postępowanie w sprawie twojego porwania, a w śledztwie wszystko ma znaczenie.
– Ale on tyle już wycierpiał… Nie chcę dokładać mu kolejnych zmartwień. Sytuacja cały czas go trawi. Panikuje nawet wtedy, gdy wychodzę poopalać się w ogrodzie. Jest przerażony.
Dźwięk telefonu przyjaciółki wyrwał nas z rozmowy.
– Muszę jechać, to Dworczak.
Odkąd Igor zatrudnił ją w redakcji, miała ręce pełne roboty. Hela chwyciła mnie w ramiona i mocno przytuliła, po czym wsiadła do samochodu i odjechała.
Wsunęłam kopertę między fałdy niebieskiej sukienki. Zawartość zrujnowała niedawno małżeństwo i życie dobrze sytuowanej blondynki. Wika była dla mnie przeszłością i chociaż mocno wierzyłam w szczęście u boku Igora, coraz bardziej wątpiłam w spełnienie marzeń. Wiedziałam, że intrygi Wiktorii wcześniej czy później powrócą.
Wewnętrzne rozdarcie
Analizowanie minionego dnia przyprawiło mnie o ból głowy. Droga do biblioteki dłużyła się w nieskończoność. Myśli o siostrze nie dawały mi spokoju, a od rana prześladowały mnie dziwne przeczucia. Resztkami sił próbowałam skoncentrować się na drodze. Trzęsły mi się ręce, przez co z trudem wrzuciłam odpowiedni bieg. W ostatnim czasie wszystko wywierało na mnie presję.
Paula! Do cholery. Ogarnij się!
Skręciłam w boczną alejkę, przez otwartą szybę wkradł się przyjemny chłód, a wiatr rozwiewał moje włosy. Gdy zaparkowałam pod biblioteką poczułam bolesne ukłucie w sercu. Budynek przywodził na myśl wiele pięknych wspomnień, lecz po śmierci mamy, kiedy przejęłam wszystkie obowiązki, czułam, że nie opuszcza mnie wewnętrzna blokada. Widmo spotkania z Wiktorią wywoływało strach, a zmierzenie się z demonami przeszłości przypominało o bolesnym dzieciństwie, jakie zapewnił nam ojciec, zanim na dobre zamknął oczy.
Siedziałam w samochodzie i wsłuchiwałam się w piosenkę z radia. Zamknęłam powieki, a przed oczami pojawiły się drzwi. Nie mogłam się zdecydować, czy wejść przez nie do środka i wybaczyć siostrze, czy chować urazę do końca życia. Wszystko, co się z nią wiązało, miało posmak goryczy. Za każdym razem, gdy myślałam o jej obłudnym zachowaniu, czułam dreszcz na skórze. Gdy marnotrawna siostra postanowiła pojawić się niczym nawrócony grzesznik, urosła we mnie euforia, ale tłamsiły ją liczne obawy. Odnowiła kontakt po długim czasie, jakby nic się nie stało. Latami dojrzewałam do następstw, jakie niósł jej powrót. Szczebiotanie Wiktorii nadal dudniło mi w uszach po porannym telefonie, a ja głowiłam się, czy zdawała sobie sprawę, jakiego spustoszenia dokonała w naszym życiu.
Przyjechała do Berlina przed dwoma tygodniami, nie zapowiedziawszy swojej wizyty. Zmusiła mnie do wysłuchania wyjaśnień, jak długie lata szukała w sobie odwagi i siły, aby zadzwonić. Nie potrafiłam, a może nie chciałam zrozumieć powodów, dla których zrezygnowała z naszej relacji. To niedorzeczne. Więzy krwi, wartości i poczucie przynależności, były dla mnie najważniejsze, to dlatego zostałam przy mamie. Nie potrafiłam jej opuścić, tak jak zrobiła to ona. Przed oczami stanęło mi wspomnienie sprzed kilku dni, gdy upuszczone tekturowe pudło z pamiątkami gruchnęło na ziemię. Jak zły omen! – pomyślałam.
Wiedziona wybaczeniem siostrzanej ucieczki z rodzinnego domu, zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam odpuścić i pozwolić ulecieć w nicość koszmarnej przeszłości. Z drugiej strony wzięłam pod uwagę jej charakter. Nie miałam o siostrze dobrego zdania, od dzieciństwa kipiał z niej fałsz. Może powinnam dać sobie spokój. Po co przebaczać?
Ciekawość wzięła nade mną górę i postanowiłam poznać prawdziwe powody jej przyjazdu. Wyłączyłam radio i wysiadłam z samochodu.
– Dziękuję, Mili! – Spojrzałem na nią przenikliwym wzrokiem, kiedy podawała mi lemoniadę.
Zimna szklanka z napojem studziła rozgrzaną dłoń. Stałem oparty o blat stołu w kuchni. Błądząc dookoła spojrzeniem, próbowałem się uspokoić. Powtarzałem sobie, że Milenie nic się nie stało, jest obok mnie, cała i zdrowa. Jej lśniące, kasztanowe włosy okalały twarz. Nowe okulary ozdabiały śliczną buzię i podkreślały głębię spojrzenia.
– Igor, jesteś jakiś nieobecny. Co się dzieje? – spytała zrezygnowana.
Skupiłem wzrok na jej opalonym ciele, które kontrastowało z niebieskim materiałem sukienki. Drobne piegi zdobiły brzoskwiniową skórę. Cieszyłem się, że nie wspomniała o przewróconym na werandzie krześle.
Człowieku, opanuj emocje.
Podeszła do mnie, kusicielsko uwodziła spojrzeniem. Wiedziałem, czego dokładnie chce. Znałem na pamięć jej pragnienia.
– Jestem nieobecny, bo myślę o tobie. – Wyplątawszy się z sytuacji, dodałem: – Pięknie wyglądasz.
W jednej chwili atmosfera zgęstniała od przypływu podniecenia.
Wsunęła kolano między moje nogi, zahaczając udem o rozporek. Chciała rozpalić pożądanie, które płonęło już od kilku chwil. Nie chciałem dłużej tłamsić w sobie wybuchu dobrze znanych mi uczuć. Odłożyłem szklankę z napojem na blat.
Po wyjeździe rodziców Mileny do Alicante wprowadziłem się do ich domu, żeby czuwać nad jej bezpieczeństwem. Pomimo że Kamińscy kontaktowali się z nami na bieżąco, dostrzegałem w niej uśpiony lęk.
Wplotła swoje szczupłe palce w moje niedosuszone po kąpieli włosy; były za długie i wiedziałem, że czeka mnie wizyta u fryzjera. Zebrała opadające na czoło kosmyki i zagarnęła je do tyłu.
Kochałem jej dotyk, czułe, delikatne muśnięcia palców przyprawiały o zawrót głowy. Między nami narosło enigmatyczne doznanie, które bez reszty mnie pochłonęło. Popychany w otchłań pożądania, przygarnąłem kruche ciało Mili do siebie. Nachyliłem się nad nią i powiedziałem:
– Co ty ze mną robisz! Przebywanie w twoim towarzystwie jest bardzo niebezpieczne.
– Chcę podjąć to ryzyko – szepnęła zmysłowo, przyprawiając mnie o pulsujący ból w dole brzucha.
Westchnęła, gdy dotknąłem ustami skóry jej szyi. Zdobiona tasiemka związana na karku utrzymywała na miejscu sukienkę. Wiedziałem, że gdy ją pociągnę, suknia opadnie wzdłuż tułowia. Nie zastanawiałem się długo. Aksamitny materiał zatrzymał się na biodrach. Spoglądałem z uznaniem na półnagie ciało. Drżała, chociaż nie zrobiłem jeszcze nic, co mogłoby doprowadzić ją do takiego stanu. Zapadła w odrętwienie, wpatrzona we mnie, jak w greckiego boga. Była podniecona i czekała na to, co miało zaraz nastąpić.
Przyglądałem się z dziką ekscytacją piersiom, zauważyłem, że się znacznie powiększyły. Milena przebrała na wadze, co bardzo mnie cieszyło. Dotknąłem palcami sutków, a z jej gardła wydobył się jęk. Poddałem się zapomnieniu, ona również. Przez nasze ciała przechodził intensywny magnetyzm.
Zamknęła oczy. Odsunąłem ją delikatnie od siebie, by napawać się jej doznaniami. Mógłbym godzinami przyglądać się tym reakcjom. Mocniejszym chwytem objąłem jedną pierś. Dookoła nas unosił się żar, który sprawił, że nie chciałem dłużej czekać.
Ułożyłem ją w pośpiechu na sofie. Falbany sukni z każdą chwilą kusiły bardziej. Pragnąłem wsunąć dłonie pod materiał. Umysł odlatywał daleko w przestworza, sięgając chmur. Błądziłem rękoma po nagich udach, doprowadzając ją do szaleństwa. Gdy dotarłem do skrawka majtek, pociągnąłem za gumkę, która strzeliła w skórę. Z jej gardła wydobył się okrzyk. Marzyłem, by szybko się w niej zatracić. Zdjąłem z Mileny bieliznę. Trawiła mnie nieposkromiona żądza, o mały włos nie wpadłem na oszklony stolik. Próbowałem znaleźć równowagę, gdy zdejmowałem spodnie, a właściwie je z siebie zrzucałem. Podszedłem do rozgrzanego ciała i rozłożyłem jej nogi. Każdego dnia kochaliśmy się kilka razy, a ja nadal nie mogłem się nią nasycić. Była jak niekończąca się historia, jak pragnienie, którego nie można spełnić jeden raz. Każde zbliżenie budziło inne doznanie.
– Igor – szepnęła cicho.
Wibrujący głos wdarł się do moich uszu i wywołał jeszcze większe podniecenie. Położyłem na jej ustach palec.
– Cicho, maleńka! Kiedy się odzywasz, robi się groźnie.
Otworzyła jeszcze szerzej oczy i zagryzła wargi, gdy w nią wszedłem. Wsparła się na łokciach w dzikim uniesieniu. Delektowałem się nią sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Jej zapach rozchodził się wokoło, pieściłem ją wzrokiem. Była tak podniecona, że nie musiałem długo czekać, aż przekroczy bramy swojego podniecenia. Głośny krzyk przebił się pomiędzy naszymi ciałami. Czułem na sobie przyspieszony oddech, wpadłem w otchłań całkowitego unicestwienia. Mógłbym czekać miliony lat świetlnych na jeden moment w jej ramionach. W galaktyce naszego spełnienia. Nasze zjednoczenie stanowiło dla mnie nieokreślony niczym wymiar.
Leżała pode mną rozgrzana seksem. Zbliżyła usta w stronę mojego torsu. Poczułem na skórze nierówny oddech.
– Igor…
– Mili…
Między nami nie istniał żaden wstyd. Wyswobodziłem się z ciepłych objęć i usiadłem naprzeciwko, wpatrzony w idealny obraz kobiety, którą kochałem od lat. Zmartwiłem się, gdy zauważyłem jej smutny wzrok.
– Mili, coś się stało? – zapytałem, przytłoczony.
– Podasz mi majtki? – zignorowała moje pytanie.
– Milena! Nie lubię, gdy się tak zachowujesz. Zrobiłem coś nie tak?
– Nie!
– Zatem? – Wstałem i sięgnąłem po ubranie.
– Zastanawiam się nad czymś, ale to nic! Nie przejmuj się.
Byłem zdziwiony takim zachowaniem i nie mogłem pozwolić, żeby wymigała się od odpowiedzi. Postanowiłem zachować spokój. Wiedziałem, że może się zaraz wycofać.
– Powiedz mi, proszę, co trapi twoją śliczną główkę?
Roześmiała się i wstała. Nerwowymi ruchami zawiązała na karku tiulową tasiemkę sukni. Wnikliwie się jej przyjrzałem i stwierdziłem, że coś w tej postawie budzi mój niepokój. Nagle zrozumiałem – ukrywała coś. Byłem tego pewien.
– Uwierz mi, to nic ważnego. – Wstała.
– Milena, naprawdę nie lubię, gdy się tak zachowujesz – skwitowałem, dając do zrozumienia, że czuję się urażony.
Spojrzałem na nią, a mój wzrok mimowolnie spoczął na pamiątce po porwaniu. Rana na policzku pozostawiła paskudną bliznę. Codziennie dziękowałem opatrzności, że Milenie nic więcej się nie stało. Jej los był dla mnie ważniejszy niż własny. Od momentu porwania żyła nieświadoma, z jakimi lękami codziennie stawałem do walki. To właśnie strach o nią rozchodził się po każdej komórce mojego ciała.
Podeszła bliżej, rzuciła mi się na szyję i obdarzyła mnie namiętnym pocałunkiem, pełnym dzikiej pasji. Ponownie wezbrało we mnie rwące niczym rzeka uczucie. Nasze języki zawirowały w tańcu, a ja znów poczułem napięcie, które biegło wzdłuż kręgosłupa.
– Kochanie, wiesz, co się zaraz stanie?! – spytałem zmysłowo.
Zgubiłem w myślach widok utrapionego spojrzenia, w którym ukryła swoją tajemnicę. Ona wiedziała, co zrobić, bym zapomniał o istotnych sprawach.
– Wiem – stwierdziła pożądliwie, po czym przygryzła moją dolną wargę.
Położyłem ręce na jej biodrach, a po chwili podniosłem materiał rozłożystej sukni. Ponownie się kochaliśmy, zapominając o całym świecie.
Rozejrzałam się z dumą po redakcji, w której pracowałam od kilku tygodni. „Bardziej” nie należało do tandetnych brukowców, to publicystyka na wysokim poziomie. Każdy mój kadr musi być wiarygodny, a reportaże zgodne z etyką dziennikarską.
Wcale nie żałowałam, że pożegnałam się z pracą fotografika w dobrze prosperującym zakładzie na przedmieściu. Gdy Igor zatrudnił mnie w swojej gazecie, nie sądziłam, że postawi mnie przed takimi ważnymi wyzwaniami. Objęłam prestiżowe stanowisko. Chełpiłam się myślą, że to dzięki uwiecznieniu na kilku fotografiach jego żony w objęciach kochanka mogłam rozwijać umiejętności w jednej z najbardziej poczytnych gazet w Polsce.
Zegar bezlitośnie odmierzał mój czas, a terminy zdawały się nie do przeskoczenia. Tym bardziej rozdrażniła mnie prośba o spotkanie, które zaproponowała tego dnia kuzynka. Wolałabym, żeby spotkała się z Mileną, to z nią przyjaźniła się od kilkunastu lat, a ja zaoszczędziłabym cenny czas.
Spakowałam aparat z obiektywami i skierowałam się do windy. Kaśka czekała na mnie pod redakcją. Wyglądała, jakby zanurzyła się w innej rzeczywistości, bezmyślnie bawiąc się brelokiem przy kluczach. Wykorzystałam jej nieuwagę i zaszłam po cichu od tyłu.
– Buu! Cześć, Kacha! – ryknęłam wprost do jej ucha.
– Kretynko! – zawołała gniewnie. – Wystraszyłaś mnie.
– Taki miałam właśnie zamiar, ale chyba ktoś tu nie bzykał od dawna. Co jesteś taka podenerwowana?
– Podenerwowana? – Przerażona, spoglądała na mnie szeroko otwartymi oczami i z ręką na piersiach. – Wyzionę kiedyś przy tobie ducha, Hela!
– Nadal drzemie we mnie coś z dziecka – dodałam z uśmiechem. Przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie udawało mi się ją nieraz wystraszyć.
Usiadłam obok kuzynki. Wyjęłam papierosa i zapaliłam go.
– Poczęstowałabyś! – Spojrzała naburmuszona, co zmotywowało mnie do ponownego wyjęcia paczki fajek. Kaśka chwyciła łapczywie papierosa i odpaliła ode mnie.
– Przecież nie paliłaś, po co do tego wróciłaś? – Patrzyłam, jak z jej ust wylatuje kłąb dymu.
– Nie wiem.
– Pomińmy twój nałóg! Mam okrojony budżet czasowy i dwa zlecenia od Igora, więc musisz przejść do sedna. Po co chciałaś się spotkać?
Zerknęłam nerwowo na zegarek i zaciągnęłam się papierosem. Naokoło zrobiło się siwo.
– Martwię się o Milenę. Niby zaczęło się dobrze układać, a jednak jest coś, co nie daje mi spokojnie spać.
Nasunęła mi się kąśliwa uwaga:
– No przecież nie śpisz, bo dymasz większość Poznaniaków!
Bolesne szturchnięcie w ramię wywołało rozchodzący się, aż po same czubki palców ból ręki.
– Auć, Kaśka! Pohamuj się!
– Nie traktuj mnie jak tanią dziwkę.
– A nie jest tak?
Zmierzyłyśmy się gniewnym spojrzeniem. Kuzynka wiedziała, co dokładnie myślę o jej życiu osobistym.
– Nic nie poradzę, że cierpię na seksoholizm! To nie ma teraz znaczenia, Helena. Nie dziwi cię zniknięcie Wiktorii? Igor wynajął dla niej mieszkanie w pięknej dzielnicy na trzy miesiące, a ona znika i zostawia jakiś liścik, w którym pisze, żeby jej nie szukać.
– Przecież to oczywiste! Zdradzanie męża, bankructwo, i takie tam…! Ty byś nie czuła wstydu, nie zwiałabyś?
– Co?! – Oczy Kaśki zrobiły się jeszcze większe, a na czole pojawiła się zmarszczka.
– Nie widziałaś, co napisał dziś „Miraż”?
– Nie! – krzyknęła, zaciekawiona.
Wzięłam do ręki smartfona i znalazłam opublikowany przed godziną artykuł.
Drżały mi ręce, gdy trzymałam przed oczami telefon Heleny. Patrzyłam na starą fotografię Igora, który stał obok Wiki, z jego oczu wyzierał smutek. Gdy przeczytałam na głos nagłówek, opadła mi szczęka.
Żona redaktora naczelnego jednego z ogólnopolskich gazet splajtowała
Nie bez przyczyny opisujemy tak ważny wątek. Z uwagi na rosnące zainteresowanie światem piękna i urody, które wzbudziła w nas Wiktoria Wysocka, założycielka linii kosmetyków WysockyCompany, z żalem informujemy o zaprzestaniu produkcji kosmetyków tej prestiżowej marki. Przyczyny, dla których zamknięto realizowanie działań wiodącej na rynku firmy, nadal pozostają owiane tajemnicą. Nieoficjalnie pojawiają się informacje o bankructwie branży, w której jednym z udziałowców jest mąż założycielki – Igor W. – redaktor naczelny znanej gazety.
Patrzyłam z niedowierzaniem na ekran.
– Zamknij swoje ponętne usteczka, Kaśka! – rzekła Helena. – Masz tak rozdziawioną gębę, że jeszcze ci tak zostanie, a wtedy zlecą się wszystkie chłopy z dzielni.
– Spierdalaj!
Nie mogłam dłużej słuchać tych głupich docinek. Wstałam i skierowałam się w stronę auta, a gdy się odwróciłam, pokazałam jej środkowy palec.
– To był żart! – Krzyk przebił się przez uliczny gwar.
– Oczywiście, kochana kuzyneczko, ja przynajmniej coś wyhaczę, a ciebie to palcem nikt po ciemku nie tknie! Umrzesz na dziewictwo, obwieszona tym metalowym gównem z milionem tatuaży. Dobrze, że jeszcze gęby nie masz w tych beznadziejnych rysunkach.
Głupia krowo! – dodałam w myślach.
Byłam wściekła, gdy jej moralne uwagi pozbawiały mnie za każdym razem godności, której – dobrze wiedziałam – bardzo mi brakowało. Kretynka! Która jak zwykle ma rację!
„Miraż”, mimo że uznawany za brukowiec, zajmował dobrą pozycję wśród wolnych mediów. Wiedziałem, że nie mam szans w walce o wycofanie z internetu materiału o bankructwie żony. Problemy, jakie piętrzyły się po zniknięciu Wiktorii, znalazły się poza granicami mojej kontroli. Kilka dni wcześniej dowiedziałem się, że pracownicy czekali na pieniądze, a dostali wypowiedzenia. Moja żona była nieodpowiedzialna. Natychmiast wypłaciłem zaległe pensje. Pracownicy otrzymali w zadośćuczynieniu rekompensatę do zaległych wynagrodzeń.
Ubolewałem, że zraniłem Wiktorię, ale ona zadrwiła ze mnie w równym stopniu. Byliśmy kwita.
Jej zniknięcie było nadal owiane tajemnicą. Nie wiedziałem, gdzie przebywa i co zamierza. Musiałem ją odnaleźć i wyjaśnić wszystko.
Spoglądałem na trzymany w ręce list, który napisała przed swoim zniknięciem. Zgniatałem karteczkę kolejny raz, a zapisane odręcznie litery stawały się coraz mniej wyraźne.
Kochany mężu,
od wielu lat karmiłeś mnie kłamstwami. Starałam się, jak mogłam, by zaświadczyć ci o mojej miłości, którą obdarzyłam cię w tym samym dniu, w którym ujrzałam Cię po raz pierwszy w redakcji Twojej gazety. Poświęciłam Ci najpiękniejsze lata swojego życia, a otrzymałam w zamian jedynie puste i nic nieznaczące słowa „kocham cię, Milena”. Zapewne zastanawiasz się, jak to możliwe, że wiem o Twojej miłości do tej prostaczki, zatem wyjaśnię.
Podczas naszej nocy poślubnej osiem lat temu upiłeś się jak świnia, niemalże do nieprzytomności – nie umiałeś założyć spodni w toalecie, a seks z tobą graniczył z cudem. Patrzyłeś na mnie wzrokiem pełnym upojenia, wypowiadając właśnie te trzy słowa: „kocham Cię, Milena”. Nawet tego nie pamiętasz, bo byłeś tak nawalony.
Zabiłeś moją godność. Godność świeżo poślubionej kobiety. Patrzyłeś na mnie maślanym spojrzeniem taniego kochasia i wyznawałeś miłość do tej suki, która nie dorasta mi do najwyższych szpilek od Louboutina. Jak miałam się czuć, gdy postanowiłeś ożenić się ze mną, a od dawna podkochiwałeś się w córce swojego przyjaciela? Ten dzień, osiem lat temu, zapamiętam po kres mojego życia. Ponad dwa tysiące dziewięćset dwadzieścia dni, tyle trwała skrywana tajemnica, którą chowałam przed Tobą głęboko w sercu. Uśmiechałam się do Ciebie każdego dnia i serwowałam ci pieprzoną kolację. Wiedziałam, że ją kochasz, mimo to byłam obok. Wspierałam Twoje działania, robiłam wszystko, byś zauważył moje istnienie, byłam przykładną żoną, której do momentu zdrady z Kasprowiczem niczego nie mogłeś zarzucić.
Zdradzałam Cię, a wiesz dlaczego? Bo mnie zaniedbywałeś, myśląc o niej. Każda łza była okupiona zadanymi przez ciebie ranami. Nigdy Ci tego nie wybaczę, będę pamiętać do końca życia, że na początku naszego małżeństwa grałeś rolę kochającego męża, a wzdychałeś do Mileny.
Twoja na zawsze
Wiktoria.
Schowałem kartkę do kieszeni spodni. Czułem jak treść listu wypala na mojej skórze piętno minionych lat.
Upadły Anioł
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Szpilki w cieniu zbrodni
ISBN: 978-83-8423-520-1
© Beata Stefaniak i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Marta Grochowska
KOREKTA: Bogusława Brzezińska
OKŁADKA: ela Surdykowska-Jurek
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
