Rodzina mordercy - Miranda Smith - ebook + audiobook

Rodzina mordercy ebook

Smith Miranda

0,0
52,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

NIGDY NIE POWINNY UKRYWAC TAJEMNICY SWOJEGO OJCA.
Kiedyś trzy siostry były ze sobą bardzo blisko. Teraz, rok po pogrzebie ojca, ledwie ze sobą rozmawiają. Molly nie chce zaakceptować prawdy, Rachel nie potrafi mu wybaczyć, a trzecia znich obsesyjnie przeszukuje jego życie, próbując zrozumieć, kim naprawdę był.
Wtedy pojawia się wiadomość: przy dokach znaleziono kobietę, a z jej palca zniknęła obrączka. Reporterzy sugerują, że lokalny seryjny morderca powrócił…
To jednak nie może być prawda — bo siostry wiedzą, kim był zabójca.
Henry Martin. Ich ojciec.
Mroczny, trzymający wnapięciu thriller, który porywa od pierwszych stron.

Fani Lisy Jewell, Gillian Flynn i Ruth Ware będą zachwyceni.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 333

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: The Killer’s Family

Copyright © Miranda Smith, 2022

Published in Great Britain in 2022 by Storyfire Ltd trading as Bookouture.

Copyright for the Polish edition © 2026 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy.

Dotyczy to także fotokopii i mikrofi lmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Paulina Jeske-Choińska

Korekta: Agnieszka Czapczyk, Lidia Kozłowska

Skład i łamanie: Teodor Jeske-Choiński

PR & marketing: Magdalena Drogoś-Kraszewska

ISBN: 978-83-8441-177-3

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Dla taty. Gdyby było więcej ludzi takich jak ty, świat byłby znacznie lepszym miejscem. Kocham Cię.

CZĘŚĆ PIERWSZA

JEDEN

Kiedy rozniosła się wieść o śmierci Henry’ego Martina, wszystkim zrobiło się żal jego córek, które zaledwie sześć miesięcy wcześniej pochowały matkę.

Nie były już dziewczynkami, ale kiedy dorasta się w miasteczku takim jak Whitehill, ludzie nigdy nie przestają mówić o „dziewczynkach” i „chłopcach” swoich rówieśników. Martinowie byli dobrze znaną rodziną w mieście. Henry był ukochanym przez uczniów nauczycielem historii w szkole średniej, a Margaret Grace, jego żona, kierowała chórem, zanim nagle została zmuszona do opuszczenia tego stanowiska z powodu raka.

Zmarła niecałe trzy miesiące później.

Całe miasto opłakiwało stratę Margaret Grace i ci sami ludzie pojawili się ponownie na pogrzebie Henry’ego. Siedzieli w ławkach, oczekując na rozpoczęcie ceremonii, a dziewczęta – teraz już kobiety – szły między ławkami, jakby zmierzały pod ołtarz, a nie żeby opłakiwać ostatniego ze swoich rodziców.

Cara Martin weszła pierwsza, choć nie nazywała się już Martin. Była teraz Carą Gibson, a Tate, jej mąż, podążał tuż za nią, z dłonią opiekuńczo położoną na jej ramieniu. Cara była najstarsza i najniższa z całej trójki, z nieokiełznanymi, kasztanowymi włosami opadającymi na plecy. Miała na sobie czarną tunikę bez rękawów i spodnie.

Rachel Martin szła za swoim szwagrem w okularach przeciwsłonecznych, spod których wystawał jaskrawoczerwony nos. Była najwyższa z całej trójki, z prostymi, ciemnymi włosami, które kołysały się tuż nad miejscem, w którym zaczynała się jej czarna spódnica do kostek. Szła pewnym krokiem, z odchylonymi do tyłu ramionami, szeleszcząc za każdym razem, gdy stawiała przed siebie stopę. Niektórzy uważali, że wygląda jak anioł śmierci, Ponura Żniwiarka. Katelyn, jej dziewczyna, czekała na nią w ławce z przodu. Rachel usiadła obok niej i objęła Katelyn, jakby od tego zależało jej życie.

Z tyłu siedziała najmłodsza z sióstr, Molly Martin. Założyła czarne spodnie i bordowy sweter na cześć ulubionego koloru ojca. Miała blond włosy z przedziałkiem po lewej stronie, ścięte tuż pod brodą w dokładnie taki sam sposób, jak w gimnazjum. Rozglądała się po pomieszczeniu, jakby kogoś szukała. Gdy zbliżyła się do pierwszej ławki, zerknęła w stronę drzwi, uważając, by nie spojrzeć na swoje siostry lub ich partnerów, a tym bardziej na trumnę. Usiadła obok Rachel i zaczęła się bawić chusteczką.

Gdy na organach zagrano ostatnie nuty How Great Thou Art, żałobnicy patrzyli przed siebie – nie na zmarłego brata, lecz na trzy córki, które osierocił. Wszyscy myśleli o tym, jaka to dla nich tragedia, stracić oboje rodziców w niecały rok. Dorosłe sieroty. Odebrano im całą przyszłość związaną z rodziną. Nie będą miały już nikogo, kto pomógłby im przejść przez macierzyństwo, gdy nadejdzie czas, a Rachel i Molly nigdy nie zostaną poprowadzone przez ojca do ołtarza. Siostry miały teraz tylko siebie, co przynosiło pocieszenie i smutek jednocześnie.

Aby stawić czoła rozpaczy, wszyscy żałobnicy wracali myślami do przeszłości, rozpaczliwie chwytając się wspomnień. Sąsiedzi stali przy ambonie i mówili o tym, jak Henry Martin wpłynął na ich życie. Byli uczniowie opowiadali o jego mądrości i humorze. Bliscy przyjaciele opisywali jego lojalność. Znajomi z kościoła wspominali jego silną wiarę. O to właśnie chodziło w takich wydarzeniach – o uhonorowanie dobrze przeżytego życia przy jednoczesnym ostrożnym unikaniu wspominania o tym, jak niesprawiedliwie się ono zakończyło.

Córki siedziały i słuchały, sprawiając wrażenie dumnych. Ich ojciec odszedł, podobnie jak matka, ale odcisnął na tym świecie swój mocny ślad.

W trakcie pożegnania młode kobiety nie wiedziały jednak, że rozwija się całkiem nowa historia. Taka, która podważy wszystko, w co wierzyły, myśląc o swoim ojcu.

DWA

Molly

Molly Martin bolały od uśmiechu policzki. Przywykła do tej wymuszonej wesołości w hotelu w Whitehill, w którym pracowała jako recepcjonistka, ale nie była przyzwyczajona do bycia uprzejmą, gdy jej serce znajdowało się na skraju złamania.

Udało jej się zachować spokój podczas ceremonii, podobnie jak na pogrzebie, który nastąpił później. Sąsiedzi i znajomi udali się potem do domu Martinów, przynosząc jedzenie, napoje i kolejne historie, które były zbyt intymne, aby się nimi dzielić podczas nabożeństwa. Molly uścisnęła dłonie niezliczonych ludzi i przytakiwała ich współczującym słowom, z trudem powstrzymując łzy.

Kiedy ostatni goście opuścili dom, poczuła ulgę, ale również duży ciężar. Rozejrzała się po domu ze swojego dzieciństwa, miejscu pełnym niegdyś wielu szczęśliwych wspomnień. Zobaczyła kolekcje pamiątek – książek, bibelotów i dzieł sztuki – opowiadających historie o ludziach, którzy zamienili ten budynek w dom. Henry Martin, czarujący nauczyciel, i Margaret Grace, jego niezależna żona. Teraz wydawał się pusty i pozbawiony granic, jak odbijające się echo, które nie chciało ucichnąć.

– To już wszyscy? – Rachel stanęła obok siostry z drinkiem w dłoni. Nie mogły się doczekać, aż ten dzień się skończy i w domu zostanie tylko najbliższa rodzina.

– Myślę, że został jeszcze Elias. – Molly skinęła w stronę salonu, gdzie Cara rozmawiała z najstarszym przyjacielem ich ojca.

Obie siostry uśmiechnęły się konspiracyjnie.

– Myślisz, że powinnyśmy ją ratować? – zapytała Rachel.

Elias był jowialnym i życzliwym człowiekiem, który potrafił wciągnąć każdego w rozmowę, a potem nie pozwolić się z niej wykręcić. Gadałby tak całą noc, gdyby mu na to pozwolono, i prawdopodobnie wolał siedzieć i rozmawiać niż przyjąć do świadomości, że jego przyjaciel nie żyje.

Elias i Cara stali przed kominkiem. Dało się wychwycić pojedyncze słowa, sugerujące przebieg rozmowy: książki, przestępstwa i sprzedaż. Cara była dziennikarką i pisarką książek z gatunku true crime. W ciągu ostatnich siedmiu lat opublikowała trzy pozycje. Elias prawdopodobnie wypytywał ją o jej najnowszą publikację. Kiedy Cara zobaczyła swoje siostry, w jej oczach pojawiło się wołanie o pomoc.

Elias przestał mówić, gdy tylko zobaczył, że się zbliżają, po czym odchrząknął.

– Właśnie mówiłem Carze, że to było piękne nabożeństwo. – Przetarł oczy wierzchem dłoni. – Uchwycono na nim samą esencję Henry’ego.

– Byłeś dla niego wspaniałym przyjacielem – stwierdziła Cara.

– Chciał tylko mieć pewność, że wszystko będzie z wami w porządku. Powiedział mi o tym – przyznał. – Kiedy beształem go za to, że ma tyle dzieci, mówił: „Margaret chciała mieć trójkę, a kiedy kopniemy w kalendarz, dziewczyny będą miały przynajmniej siebie nawzajem”.

Elias się roześmiał, a Molly wcale to nie rozbawiło. Chciało jej się płakać. Żadna z nich nie mogła przewidzieć, że stracą oboje rodziców w ciągu zaledwie sześciu miesięcy, że poprzednie święta Bożego Narodzenia będą ich ostatnimi wspólnymi.

– Dziękuję za dzisiejszą pomoc – powiedziała Rachel, starając się doprowadzić wizytę do końca, ale objęła ramieniem Eliasa, aby nie było to zbyt oczywiste.

Ten rozejrzał się po pokoju.

– Będę się już zbierał, żebyście mogły pobyć w rodzinnym gronie. – Stał jednak nieruchomo, jakby miał nadzieję, że któraś z nich zaprosi go do pozostania. „Daj spokój, Elias. Ty jesteś jak rodzina”, to zapewne chciał usłyszeć. Ale żadna z nich tego nie powiedziała. – Dajcie mi znać, jeśli będziecie potrzebowały pomocy w domu. Albo w domku letnim.

– Nawet jeszcze nie rozmawiałyśmy o domku letnim – przyznała Rachel. – Uporządkowanie wszystkiego tutaj zajmie nam resztę tygodnia. Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się wystawić dom na sprzedaż.

Każdy, kto by tego słuchał, mógłby odnieść wrażenie, że Rachel jest chciwa, ale Molly znała swoją siostrę. Im szybciej Rachel uwolni się od wspomnień związanych z tym miejscem, tym szybciej będzie mogła zacząć proces zdrowienia.

– To już nie będzie to samo, przejeżdżać obok tego miejsca ze świadomością, że mieszka tu jakaś inna rodzina – stwierdził Elias. Na jego twarzy pojawił się smutek, ale otrząsnął się z niego, mrugając do Cary. – Daj mi znać, kiedy wyjdzie kolejny bestseller.

– Oczywiście. – Cara odwróciła się szybko i dołączyła do Tate’a w kuchni.

Molly odprowadziła Eliasa do frontowych drzwi i przytrzymała je otwarte. Miała do niego łagodniejsze podejście niż jej siostry. Jasne, potrafił być irytujący, ale nie można zaprzeczyć, że był lojalnym przyjacielem ich ojca.

– Uważaj na siebie – powiedziała.

Elias spojrzał w stronę domu i się uśmiechnął.

– Dbajcie o siebie nawzajem.

Odwrócił się i zszedł po cementowych stopniach na chodnik.

Patrzyła, jak znika w mroku, po czym wróciła do salonu. Wszyscy zgromadzili się już wokół kominka.

– Wreszcie możecie się zrelaksować – powiedział Tate. – Myślałem, że będziemy mieć tu gości przez całą noc.

– Miło było zobaczyć, jak wielu ludziom na nim zależało. I na mamie – odparła Cara. – Biedny Elias. Cały jego świat kręcił się wokół taty. Nie ma własnej rodziny. Martwię się, jak sobie bez niego poradzi.

I znowu to samo. Przypadkowe wspomnienie o tym, że ich ojciec odszedł. Żal nie był ciągły. Był cykliczny, jak niebezpieczna fala wznosząca się przez cały dzień i wciągająca Molly pod wodę.

– Może czas na następnego drinka – zasugerowała Molly i się oddaliła. Czuła, że nadchodzą kolejne łzy, a nie chciała, by jej siostry to widziały. Na razie wydawały się silne i pragnęła, by jak najdłużej czerpały z tej siły.

Odeszła zaledwie kilka kroków, gdy usłyszała głos Rachel.

– Czy ona naprawdę zamierza zignorować fakt, że Bena nie było na pogrzebie?

– Nie teraz – syknęła Katelyn.

– Jeśli to nie jest dla niej powód, by odciąć go od swojego życia, to sama już nie wiem, co nim jest.

– Ona to wie. Wszyscy to wiemy – mruknęła Cara. – Ale skupmy się na tacie.

– Jasne – prychnęła Rachel. – Jedna tragedia na raz wystarczy.

Rachel często stawała się opiniotwórcza i głośna po alkoholu. Molly zacisnęła mocno oczy i odetchnęła. Katelyn i Cara miały rację – nie potrzebowała przypominania o tym, jakim dupkiem był jej chłopak. Teraz to już były chłopak. Technicznie rzecz biorąc, nie był zobowiązany do udziału w pogrzebie jej ojca, ale mógł się tam pojawić ze względu na nią i te trzy lata, które spędzili razem.

Molly obserwowała pozostałych ze swojego kąta w kuchni. Tate podsycał ogień pogrzebaczem, a Cara stanęła za nim i objęła go w pasie. Położył ręce na jej dłoniach, gdy szeptała coś, co tylko on był w stanie usłyszeć.

Tate i Cara zawsze byli jedną z tych par, które określało się mianem przeznaczonych do bycia razem. Molly wiedziała o tym od samego początku, kiedy go poznała, a nawet wcześniej, kiedy jej zwykle przeciwna romansom siostra zakochała się w przystojnym gliniarzu. Tate zmiękczył ją na wiele sposobów, a Molly się cieszyła, że Cara nie będzie sama w swoim smutku.

Zaledwie kilka metrów dalej Rachel i Katelyn siedziały na kanapie. Molly pochwalała również ten związek. Katelyn była dla niej jak dodatkowa siostra, na dodatek równie ujmująca jak Tate. Zabawna i miła, ale co najważniejsze, zawsze u boku Rachel, kiedy ta najbardziej jej potrzebowała. Rachel najtrudniej zniosła śmierć matki, a sześć miesięcy później ponownie musiała przechodzić przez cały ten proces.

Przed śmiercią mamy dostały przynajmniej jakieś ostrzeżenie. Rak. Były wizyty i chemioterapia, potem hospicjum. Ich ojciec zmarł nagle. Pewnego wieczoru położył się spać po zażyciu zbyt dużej ilości leków i już się nie obudził. Myśląc o tym teraz, Molly zadrżała. Zawsze była najbliżej niego, a teraz odszedł, jakby przesypał się pomiędzy jej palcami.

Molly starała się nie myśleć o pogrzebie, siostrach czy Benie. Zamiast tego przywołała szczęśliwe wspomnienie ojca. Przypomniała sobie ostatni raz, kiedy udali się razem do rodzinnego domku letniskowego. Słońce ogrzewało jej ramiona, a woda chłodziła golenie. Henry siedział obok niej na pomoście, cierpliwy, mimo że ryby nie chciały brać. Na jej twarzy zagościł uśmiech.

Otworzyła oczy i zobaczyła zdjęcie wpatrującego się w nią ojca. Była to ta sama duża fotografia, którą umieściły przy wejściu do domu pogrzebowego. Uniosła kieliszek w stronę obrazu i upiła łyk, pragnąc, by odszedł dręczący ją ból.

TRZY

Rachel

Rachel śmiała się tak mocno, że zaczęła się obawiać o swoje wnętrzności.

Musiała zapewne podziękować za to sześciu szklaneczkom whisky, ale tę krótką chwilę beztroski zawdzięczała również Katelyn. Jej obecność sprawiała, że świat był mniej ponury, nawet po śmierci rodziców.

Kiedy Rachel straciła matkę, poczuła się, jakby spadła w czeluść pozbawioną dna, na którym mogłaby wylądować. Żal pochłonął ją w całości. Kreatywność i humor, które cechowały je obie, nie mogły się równać z niczym innym. Z ojcem nie miała takiej głębokiej więzi.

W tygodniach następujących po śmierci mamy tragedię tę zaczęła postrzegać jako okazję do lepszego poznania ojca. Po ponad trzydziestu latach małżeństwa Henry Martin cierpiał tak samo jak Rachel. Mogła przy nim trwać. Potrzebował jej.

Teraz ta możliwość zniknęła, a Rachel nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

Na szczęście miała Katelyn i zimnego drinka w dłoni, a obok siostry opowiadające znajome historie.

– I co się wtedy stało? – zapytała Katelyn, nie przestając się śmiać.

– Życzyłam im powodzenia w znalezieniu kogoś, kto poprawi ich literówki i wymieni filtr w ekspresie do kawy za siedem dolców za godzinę – odparła Cara. – A potem po prostu wyszłam.

Cara właśnie kończyła opowiadać, jak rzuciła pracę w „Whitehill Tribune” siedem lat wcześniej. Było to wówczas dość ryzykowne posunięcie i wszyscy się martwili, że postradała zmysły, ale ostatecznie okazało się to najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęła. Niedługo potem zaczęła pisać swoją pierwszą książkę i poznała Tate’a. Była to jedna z tych impulsywnych decyzji, które po pewnym czasie okazały się komiczne.

– I co się w końcu wydarzyło? – próbowała dowiedzieć się Katelyn. Rachel wprost nie mogła uwierzyć, że jej partnerka dopiero w tym momencie usłyszała tę historię po raz pierwszy.

– Dokładnie to, co założyłam, że się wydarzy – odpowiedziała Cara. – Moja szefowa do końca roku pracowała samotnie w wydziale kryminalnym, ponieważ nikt inny nie chciał tej pracy.

– Chciałabym mieć w sobie tyle odwagi, żeby wykręcić coś takiego – przyznała Katelyn, choć Rachel wiedziała, że jej partnerka naprawdę lubi swoją pracę agentki nieruchomości. – Myślę, że stawanie okoniem jednak działa.

– Może na faceta nawet bardziej niż na kobietę – stwierdziła Cara. – Ale pełna zgoda.

– Ta historia robi się coraz lepsza – wtrąciła Molly. Siedziała w kącie, a Rachel zauważyła, że jej siostra również się śmieje, co było ostatnio dość niespotykanym widokiem. – Powiedz jej, co odwaliła Beverley.

– Kiedy zobaczyła, jaki sukces osiągnęła pierwsza książka Cary, napisała własną – wyjaśnił Tate, wyciągając rękę ponad ramionami Cary. – Dokładnie w tym samym gatunku.

– Żartujesz sobie. – Katelyn się roześmiała.

– True crime i cała ta otoczka – powiedział. – Doszła chyba do wniosku, że skoro nie zdoła pokonać Cary, to do niej dołączy.

– Piszemy jednak na dość odmienne tematy. Moje książki są oparte na faktach, sprawach już rozwiązanych. – Cara uniosła brwi. – Książka Beverley Quinn miała wysoce spekulatywny charakter.

– Napisała książkę o Bliźniaku – pospieszył z wyjaśnieniami Tate. Katelyn wyglądała na zdezorientowaną, więc dopowiedział: – To ten seryjny morderca z Whitehill z lat dziewięćdziesiątych i pierwszej dekady naszego wieku. Nigdy nie został złapany.

– Serio? – Katelyn nie pochodziła z Whitehill, nie znała lokalnych historii. Spojrzała na Rachel i szturchnęła ją w ramię. – Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałaś?

– Wiesz przecież, że nie interesują mnie te wszystkie zbrodnie. To działka Cary. – Rachel skinęła głową Ta­te’owi. – Poza tym, dlaczego zakładasz, że to „on”? Nikt nie wie, kto to jest. Równie dobrze mogła to być kobieta.

– Wybacz. – Uniósł ręce. – To prawdopodobnie mężczyzna, ale nikt nie wie tego na pewno.

– No właśnie – przyznała Cara. – Szczególnie Beverley Quinn. Ona zasadniczo zbudowała swoją karierę na wysnuwaniu bezpodstawnych wniosków.

– Ludzie wolą historie, do których mogą dokleić swoją własną interpretację. Sami lubią rozwiązywać zagadki – powiedział Tate. – Muszę przyznać, że jednym z głównych powodów, dla których wstąpiłem do policji, była właśnie chęć łapania takich facetów jak Bliźniak.

– I co z tego wynikło? Nie został złapany i po prostu przestał zabijać? – zapytała Molly. Znała takie historie jeszcze słabiej niż Rachel.

– Wątpię – odpowiedział Tate. – Pewnie nie żyje, zaciukali go w więzieniu za jakieś inne przestępstwo. W dzisiejszych czasach trudno jest pozostać w ukryciu. Ale on jest tylko człowiekiem. Jakiś kuzyn dręczony wyrzutami sumienia prawdopodobnie pewnego dnia wyjawi prawdę.

– Miejmy nadzieję, że zdobędę te informacje, zanim zrobi to Beverley Quinn – powiedziała Cara, dopijając ostatni łyk drinka.

– Idę do łóżka – oznajmił Tate, całując ją w czoło.

– Chyba do ciebie dołączę. – Cara wstała. – Czy nadal planujemy na jutro obchód domu?

Nagle Rachel sobie przypomniała, dlaczego byli tu wszyscy razem. Rozkojarzona opowiadaniem historii, piciem i śmiechami, na śmierć o tym zapomniała.

– Nie mam zajęć do końca tygodnia – odparła Molly.

– Ja też nie – dodała Rachel, która była już na ostatniej prostej do zdobycia dyplomu z filmoznawstwa. Zważywszy na okoliczności, jej profesorowie okazali się wyrozumiali.

– Ja mogę zostać – zaoferowała Katelyn. – To naprawdę dla mnie żaden problem.

– Nie chciałabym, żebyś to robiła – stwierdziła Rachel. – Zaangażowałaś się już w to wystarczająco. Poza tym byłoby dobrze dla naszej trójki, żebyśmy zrobiły to razem. To trochę jak…

„To trochę jak właściwe pożegnanie”, zamierzała powiedzieć, ale przełknęła te słowa. Tak naprawdę Rachel nie mogła się doczekać spędzenia kilku dni tylko z siostrami. Kochała Katelyn i Tate’a, ale uważała, że przeglądanie rzeczy należących do ich rodziców jest ciężarem, który muszą wziąć na swoje barki. Skoro powiedziało się „A”, należy powiedzieć „B”, tak do tego podchodziła. Ich rodzina została na zawsze rozbita i tylko one trzy mogły wymyślić, jak się przegrupować.

– Naprawdę miałyście szczęście. – Katelyn stała z kurtką narzuconą na ramiona. – Przysięgam, kiedy po raz pierwszy spotkałam waszych rodziców, nie miałam pojęcia, że takie rodziny jak wasza w ogóle istnieją. Myślałam, że świat jest zbyt popieprzony, że każda rodzina ma jakiś rodzaj stłumionej traumy, którą musi wyładować na innych, w tym na mnie. Wy byliście inni. Naprawdę się kochaliście.

W głowie Rachel pojawiło się wspomnienie pierwszego razu, kiedy zabrała Katelyn do ich letniego domku. Dorastając w mieście, jej partnerka nie była przyzwyczajona do niewygody, choć doceniała surowe piękno tego miejsca. Rodzice byli wspaniałymi gospodarzami, zwłaszcza ojciec. Poświęcił dużo czasu, żeby pokazać Katelyn, jak się łowi ryby, podzielił się cennymi radami na temat lasu i jego tajemnic. Pod pewnymi względami zwracał na Katelyn większą uwagę niż na swoją córkę w tym otoczeniu.

Rachel nie czuła się tym rozgoryczona. Była szczęśliwa, że jej rodzina tak łatwo wprowadziła Katelyn do swojego grona. Wtedy przypomniała sobie, że ostatni raz była w tym domku, kiedy jej rodzice wciąż żyli. Do oczu napłynęły jej łzy, więc pospiesznie spojrzała na Katelyn i się uśmiechnęła. Jej partnerka zapewniała jej dokładnie taką stabilność, jakiej potrzebowała. Bacall i jej Bogie, jak powiedziałaby jej matka*.

Na zewnątrz, na patio, Katelyn zapytała:

– Na pewno nie chcesz, żebym została na noc?

– Dam sobie radę.

Katelyn skinęła na szklankę w jej dłoni.

– Nie dasz sobie rady, jeśli nie zwolnisz.

– Przechodzę na wodę.

– I dobrze. – Uśmiechnęła się. – Zadzwonić rano?

Pocałowały się, a Rachel stała w drzwiach, patrząc, jak samochód Katelyn znika za zakrętem, żałując, że nie wyjechała razem z nią. Może ta rozmowa o seryjnych mordercach ją wystraszyła, a może świadomość, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo.

Jakakolwiek była przyczyna, Rachel nie chciała więcej wracać do tego wnętrza.

* Autorka ma na myśli Lauren Bacall i Humphreya Bogarta, których łączyło wyjątkowo głębokie uczucie (przyp. tłum.).

CZTERY

Cara

Cara miała problem z zaśnięciem. Stale odtwarzała sobie wszystko w głowie. Nabożeństwo. Pogrzeb. Chyba całe swoje życie. Tate zasnął, ledwie przyłożył głowę do poduszki. Szkolił się w tym przez lata, kiedy pracował na niekończących się zmianach na miejscach przestępstw. Gdy miał szansę na sen, od razu z niej korzystał, bo nigdy nie wiedział, kiedy nadarzy się kolejna okazja.

Cara zwlekła się z łóżka i zeszła na dół, po raz pierwszy ogarniając wzrokiem ciemny salon. Patrzyła na niego oczami dorosłej osoby, która nie miała już bezpieczeństwa gwarantowanego przez rodziców. Pianino mamy, książki taty. Dotykała przypadkowych przedmiotów, zastanawiając się, czy dzięki temu zdoła w jakiś sposób poczuć się bliżej nich.

Na ścianach wisiały zdjęcia jej rodziny. Fotografie z ceremonii ukończenia szkoły, urodzin i wakacji. Z jej ślubu z Tate’em. Największe zdjęcie, umieszczone centralnie, zostało zrobione w ich rodzinnym letnim domku. Rodzice wyglądali na nim na szczęśliwych, że ich dziewczynki są tak blisko, wciąż pod ich skrzydłami. Carę ścisnęło za gardło i musiała wstrzymać oddech, żeby się nie rozkleić.

Przeszła do kuchni i wyjrzała przez okno za stołem. Za dnia widok był spektakularny, ale teraz widziała tylko małe światełka znaczące drogę do warsztatu jej taty. Czuł się tam naprawdę szczęśliwy, otoczony drewnem, metalem i innymi materiałami. Nawet teraz, wpatrując się w samotną konstrukcję w ciemności, Cara czuła ciepło, jakby obudziła się rano i ujrzała pracującego tam ojca.

Pieprzyć to, pomyślała, zakładając płaszcz i przygotowując się do stawienia czoła chłodowi nocy. Normalnie nie wychodziłaby na zewnątrz o tak późnej porze, ale ostatnia tragedia zmieniła całkowicie rytm jej życia. Przypominało to trochę wakacje, ale o wiele smutniejsze.

W warsztacie paliły się światła. W jednym z kątów stała Molly i szperała w kartonowym pudle. Miała na sobie szlafrok i kapcie. Uśmiechnęła się na widok Cary.

– Też nie możesz spać?

– Nie udało mi się nawet zmrużyć oka. – Cara usiadła na zakurzonej ławce przy drzwiach i popatrzyła na siostrę smutnymi oczami. Nie było tajemnicą, że Rachel była najbardziej związana z matką, a Molly z ojcem. Cara czuła się czasami ciągnięta we wszystkich kierunkach i zajęta opieką nad całą rodziną. – Jak się trzymasz?

– Nie wstrząsnęło mną to. Naprawdę nie chcę, żeby kiedykolwiek mną wstrząsnęło. – Molly wzruszyła ramionami, odkładając karton na podłogę. – Jest inaczej niż w przypadku mamy, prawda? Wtedy musiałyśmy się przygotować. Z tatą… po prostu czuję, jakby nadal miał się tu zjawić. On sam myślał przecież, że tu przyjdzie. Zaplanowaliśmy wyjazd do domku w przyszłym miesiącu.

Śmierć Margaret Grace Martin była jednocześnie nagła i oczekiwana. Zdiagnozowano u niej raka piersi w czwartym stadium i powiedziano, że ma przed sobą co najmniej dwa lub trzy lata, jeśli zareaguje na leczenie. Odeszła po trzech miesiącach, pozostawiając Henry’ego i córki w rozsypce.

– Nie byłam przygotowana na odejście mamy – przyznała Cara. – Ale wcale nie jest mi łatwiej z tatą.

Śmierć Henry’ego przyszła znikąd, a Cara podświadomie się za to obwiniała. Wiedziały dobrze, że ich ojciec podupadł na zdrowiu po utracie mamy, ale Cara uważała, że jako najstarsza córka jest najbardziej odpowiedzialna za opiekę nad nim. Powinna była częściej go odwiedzać. Może zauważyłaby, że nadużywał leków przeciwbólowych, a kiedy zasnął w ostatni czwartek, obudziłby się następnego ranka jak zwykle, zamiast zapaść w wieczny sen.

– Ogarnięcie ich rzeczy zajmie wieki.

– Nie ma tu przecież żadnego terminu ani niczego w tym rodzaju. Dom jest spłacony. Możemy siedzieć w nim tak długo, jak tylko chcemy, zanim go sprzedamy. I jestem pewna, że Katelyn załatwi nam dobrą ofertę.

– Masz rację. – Molly spojrzała pod nogi. – Powinnyśmy zaczekać, aż będziemy gotowe.

Nigdy nie będziemy gotowe, pomyślała Cara. Śmierć nie była jej obca. W rzeczywistości obracała się wokół niej cała jej kariera – pisała o zbrodniach: okropnych sprawach, ludziach mordujących nieznajomych lub odbierających życie najbliższym osobom, a jednak to przedawkowanie okazało się bardziej bolesne, ponieważ przytrafiło się właśnie jej rodzinie. Nikt inny nie napisałby na taki temat książki, ale dla niej ta strata była przytłaczająca. Może jej kariera pomagała jej radzić sobie w jakiś sposób z tematyką śmierci, ale w najmniejszym stopniu nie przygotowała jej na żałobę.

Na zewnątrz rozległ się jakiś dźwięk i obie drgnęły. Drzwi skrzypnęły i do środka weszła Rachel. Kiedy zobaczyła siostry, roześmiała się głośno.

– Wygląda na to, że wszystkie wpadłyśmy na ten sam pomysł.

– Tata był tutaj najszczęśliwszy. Jesteśmy po raz pierwszy same w domu od… – Molly urwała. – Chyba po prostu czuję się tu dobrze, z tymi jego rzeczami.

Cara się odwróciła, smutek utrudniał jej patrzenie na siostry. Zamiast tego spojrzała na różne przedmioty w warsztacie ojca. Spędzał tu wczesne sobotnie poranki i późne wieczory w dni powszednie, rzadko prosząc córki, by do niego dołączyły. Cara nigdy nie czuła się odrzucona, w ten sposób prawdopodobnie uczył córki przestrzegania granic. „Dobre płoty tworzą dobrych sąsiadów”, mawiał, cytując Roberta Frosta. Warsztat był jego płotem, symbolem tego, że był pełnowartościową osobą poza bardziej tradycyjnymi rolami męża, ojca i nauczyciela.

– Wygląda inaczej, co? – powiedziała Rachel.

Cara się z nią zgodziła. Coś rzeczywiście było tutaj nie tak, choć nie potrafiła tego zidentyfikować. Przestawiony w inne miejsce stół; źle odłożone narzędzia. Może minęło zbyt wiele czasu, odkąd były w środku.

– Kiedy wchodziłaś tu po raz ostatni? – zapytała Molly.

– Nawet nie pamiętam – wyznała Cara. „Kiedy oboje rodzice jeszcze żyli”, chciała powiedzieć.

– W moim przypadku też już trochę czasu zleciało. Myślałam, że przychodząc tutaj, poczuję się jakoś bliżej niego – przyznała Molly. – Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, stwierdził, że zmieni wystrój tego miejsca i uczyni z niego męską jaskinię. Pewnie dlatego wygląda inaczej.

– Niewykluczone. – Cara przesunęła dłonią po dębowej szafce i otworzyła jedną z szuflad. W środku leżały małe narzędzia i rozmaite śrubki. Komoda była znajoma, a jednak wydawała się nie pasować do tego miejsca przy tym oświetleniu.

– Męska jaskinia – powtórzyła z uśmiechem.

Rachel się roześmiała.

– No, dasz wiarę? Co najmniej jakby potrzebował miejsca do oglądania futbolu i picia piwa, gdy miał cały dom dla siebie.

Cara zamknęła szufladę, ale zrobiła to trochę za mocno, ponieważ jedna z większych półek na dole spadła.

– O cholera. – Rachel odskoczyła do tyłu.

Molly podeszła bliżej.

– Jezu, Cara. Nie niszcz jego rzeczy.

– Przecież nie zrobiłam tego celowo. – Cara się pochyliła, by pomóc posprzątać bałagan, którego narobiła. Słabe światło utrudniało dostrzeżenie tego, co spadło. Rozejrzała się po zakurzonej podłodze. Sięgnęła pod komodę i zahaczyła o coś dłonią. Kiedy uniosła rękę, na kciuku dostrzegła małe rozcięcie.

– Szlag. – Instynktownie przysunęła palec do ust, by possać ranę, aż poczuła w ustach smak żelaza.

– A teraz co narobiłaś? – zapytała Rachel. – Ukłułaś się gwoździem?

– Nie – odpowiedziała, po czym szybko przyłożyła kciuk z powrotem do ust. – To nie było nic na podłodze. To było coś w niej. Jakby pęknięcie czy coś w tym rodzaju.

– Pęknięcie w betonie? – Molly opadła na kolana i wyciągnęła telefon komórkowy, by lepiej się przyjrzeć. – Chwila, chyba widzę, o co ci chodziło.

– Przecież ci mówiłam.

– Ale to nie jest pęknięcie. To część podłogi. – Molly spojrzała na nią. – Tylko mi nie mów, że mieszkałam tu przez większość mojego życia, nie mając zielonego pojęcia, że mamy schron.

– Zdecydowanie nie mamy schronu – odparła Cara.

– Sama zobacz. – Podała jej telefon i zaczekała, aż siostra dołączy do niej na podłodze.

Molly się nie myliła. Cara zauważyła wyraźne wgłębienie biegnące od przodu komody, a kiedy przesunęła światło, zobaczyła, że ciągnie się ono aż do przeciwległej ściany.

– Co to jest, do cholery? – Wstała, odłożyła telefon i wsunęła kciuk z powrotem do ust.

– Może część instalacji wodno-kanalizacyjnej lub elektrycznej. – Molly leżała teraz prawie płasko na podłodze, świecąc tak daleko, jak było to możliwe. – Czekaj, chyba widzę uchwyt.

– Uchwyt? – zdziwiła się Rachel. – Jak do włazu albo czegoś w tym rodzaju?

– Wstawaj, zanim ugryzie cię pająk – powiedziała Cara.

Molly się podniosła, ale zignorowała prośby siostry, by się odsunęła. Zamiast tego zaczęła pchać komodę.

– Co ty wyprawiasz? – zawołała Cara.

Molly spojrzała na nią przez ramię, a jej oczy zalśniły.

– Teraz to mnie naprawdę zaciekawiło.

Drewno musiało być tańsze, niż na to wyglądało. Dwoma dynamicznymi pchnięciami Molly dopchnęła komodę pod ścianę i odsłoniła klapę pod spodem. Wyglądała jak prostokątne drzwi, ale to przecież nie mogło być to. Po całym życiu spędzonym w tym domu wiedziałyby o czymś takim, prawda?

– Myślisz, że mama i tata wiedzieli, że to tutaj jest? – zapytała Molly.

– Tata spędzał tu mnóstwo czasu – odpowiedziała Rachel. – Musiał wiedzieć.

– Jak myślisz, co tam się znajduje?

– Nie mam pojęcia…

Zanim Cara zdążyła dokończyć zdanie, Molly znów wylądowała na kolanach i zaczęła ciągnąć oburącz za uchwyt.

Pokrywa się uniosła, a Molly sięgnęła w głąb otworu.

– I co tam jest? – zapytała Rachel.

– Jakieś klamoty – odparła Molly. – Pudełka.

Wyciągnęła jedno z nich, a Cara dostrzegła wgłębienie w ziemi w miejscu, w którym spoczywało. Poczuła zapach wilgotnej ziemi.

Molly uniosła wieko i zajrzała do środka kartonu, po czym zaczęła przerzucać stos papierów. Pochyliła się, a potem cofnęła gwałtownie i upuściła pudełko.

– Ohyda.

– Co? – zapytała Rachel.

– Co tam jest? – powtórzyła Cara, przepychając się obok Molly, aby się lepiej przyjrzeć.

To nie były papiery, lecz zdjęcia. Cara wpatrywała się w nie, przestając słyszeć głosy sióstr. Próbowała znaleźć sens i rozsądne wyjaśnienie tego, co właśnie znalazły. Myśl, myśl, myśl. Zaczęła odczuwać mdłości i coś mocno ścisnęło ją w żołądku.

Wiedziała, co przedstawiają te zdjęcia.

PIĘĆ

Molly

Molly wbiła spojrzenie w Carę, zastanawiając się, dlaczego jej siostra tak nagle pobladła. Jej skóra przybrała niezdrowy odcień w słabym świetle żarówki zwisającej z sufitu, a na linii jej włosów uformowały się kropelki potu.

Kiedy Molly znalazła zdjęcia i zobaczyła na nich leżącą w alejce kobietę z rozłożonymi nogami, skrzywiła się z obrzydzenia. Ale Cara nie wyglądała na wstrząśniętą. Wydawała się raczej zaniepokojona. I w przeciwieństwie do siostry, nie mogła przestać gapić się na zdjęcia.

– Co jest z wami nie tak? – warknęła Rachel, wyrywając zdjęcia z rąk Cary. Cara wypuściła je bez wahania. Rachel wydawała się ogarniać mieszanina zmieszania i odrazy. – Co to jest, do cholery?

– Nie mam pojęcia – przyznała Molly, jąkając się lekko. – Myślisz, że to jakieś porno?

– To nie jest porno – odparła Rachel, mrużąc oczy, by lepiej się przyjrzeć. Przekładała każde obejrzane zdjęcie pod spód. – Nikt tu nie jest nagi. To zdjęcia kobiet. Wyglądają, jakby spały.

– One nie śpią. – Cara chwyciła zdjęcia i przejrzała je z nową dozą energii, jakby szukała czegoś konkretnego. – One nie żyją.

– Nie żyją? – Molly się cofnęła, jakby to słowo ją zaatakowało. – Nie mogą nie żyć.

– Skąd to wiesz? – zapytała Rachel, z takim samym niedowierzaniem w jej głosie. – Widziałaś je wcześniej?

– Nie. Tak. – Cara potarła kark. – Widziałam je wcześniej, ale nie tutaj.

Molly nabrała powietrza, próbując rozproszyć zmie­szanie.

– Cara, o czym ty mówisz?

Cara przysunęła zdjęcia bliżej nosa, przyglądając się każdemu z nich z osobna. Wstrząsał nią dreszcz, po czym przechodziła do następnej fotografii. Kiedy skończyła je przekładać, westchnęła powoli i odwróciła wzrok.

– Próbuję wam powiedzieć, że rozpoznaję te kobiety ze zdjęć z miejsca zbrodni. Stąd wiem, że nie żyją.

– Skąd tata miałby je mieć? – zdziwiła się Rachel.

– Nie mam pojęcia.

– Czy to wycinki z prasy? – zapytała Molly. – Z książki?

– Nie, to tak nie wygląda. Sama zobacz. To są polaroidy.

Gdyby Molly myślała trzeźwiej, sama by do tego doszła, ale w ogóle się nad tym nie zastanowiła. Była zbyt wstrząśnięta słowami „nie żyją”. A teraz kolejne szczegóły zaczęły stawać się coraz wyraźniejsze. Na niektórych zdjęciach widoczne były plamy czerwieni na ubraniach i ramionach. Na innych rozcięta skóra na szyi. Przełknęła ciężko ślinę, jakby miała się rozchorować.

Rachel, jak to się często zdarzało, gdy elementy układanki nie pasowały do siebie, ogarnęła frustracja.

– Dlaczego tata je miał? To nie ma żadnego sensu. Może się mylisz.

– Nie mylę się – odpowiedziała szorstko Cara.

Rachel chwyciła siostrę za ramię, jakby ta potrzebowała fizycznego wstrząsu, aby jasno myśleć.

– Co w takim razie chcesz nam powiedzieć?

– Te zdjęcia… – Spojrzała na nie, po czym je upuściła. Rozsypały się po całej podłodze. – To są zdjęcia ofiar Bliźniaka.

– Kogo? – zapytała Molly.

– Tego seryjnego mordercy z czasów, gdy byłyśmy dziećmi – wyjaśniła Rachel. – Wspomniałyśmy o nim dziś wieczorem.

– A, tak. – Głos Cary był stłumiony. – To zdjęcia ofiar.

Rachel przeszła na drugą stronę warsztatu, jakby chciała się znaleźć jak najdalej od leżących na podłodze fotografii. Molly podeszła bliżej i się pochyliła, żeby lepiej się im przyjrzeć.

– To rozpoznałam jako pierwsze – niemal szepnęła Cara, dotykając stopą zdjęcia przedstawiającego kobietę w alejce. Miała na sobie turkusową sukienkę. Pierścień ciemnego płynu pokrywał jej szyję i klatkę piersiową. – Były też inne, które skojarzyłam. Nie mogę stwierdzić, że widziałam je wszystkie wcześniej, ale niektóre z nich to zdecydowanie ofiary Bliźniaka. Na dodatek te zdjęcia wyglądają tak, jakby zostały zrobione po morderstwach, ale przed przybyciem policji.

– Skąd możesz to wiedzieć? – Molly trzymała zdjęcie kobiety w turkusie, przyglądając się mu dokładniej. Trudno było jej przeanalizować wizerunek zamordowanej. Widziała jedynie ból i stratę, nic związanego z jej ojcem. Dlaczego trzymał tu te zdjęcia? Musiała odwrócić wzrok.

Cara przesunęła opuszkami palców wokół krawędzi zdjęcia.

– Na miejscu nie ma nikogo. Żadnej taśmy policyjnej. Wygląda na to, że była tam tylko kobieta widoczna na fotografii i osoba, która je wykonała.

– Sugerujesz, że tata zrobił to zdjęcie? – odezwała się Rachel, a jej głos był bardziej gniewny niż wcześniej.

– Nie wiem. Ale policja tego nie zrobiła – powiedziała Cara. – Tyle mogę powiedzieć na pewno.

Zabrzmiało to tak, jakby Cara nie tylko oskarżała ich ojca o zrobienie tych zdjęć. Zdawała się mówić, że jest odpowiedzialny za coś znacznie gorszego. Za zamordowanie tych kobiet? Na samą myśl o tym Molly miała ochotę się roześmiać albo w coś uderzyć, ale nie była pewna, co byłoby lepsze. Jak Cara – jego własna córka – mogła wysnuć takie przypuszczenie?

Molly upuściła zdjęcie, po czym podeszła bliżej komody i otworu w podłodze.

– Co robisz? – zapytała Cara.

– Sprawdzam, co jeszcze tu jest – wyjaśniła i zaczęła grzebać we wgłębieniu. Zabrała tylko garść zdjęć z wierzchu – najwyżej sześć lub siedem, ale były tam trzy plastikowe pudełka z uchylonymi wieczkami. Podniosła pierwsze z nich i wysypała zawartość na podłogę. Coś musiało wyjaśnić, dlaczego jej ojciec trzymał te fotografie.

Siostry czuły się przytłoczone w tym niewielkim warsztacie. Zdjęciami śpiących kobiet. Krwawiących kobiet. Martwych kobiet. O podłogę zastukało coś jeszcze. Kłębek splątanej biżuterii. Naszyjniki, pierścionki i bransoletki utworzyły wspólnie metaliczny węzeł. Cara opadła na kolana i dotykała je po kolei. Molly zamknęła oczy, a Rachel zaczęła krzyczeć.

SZEŚĆ

Rachel

Rachel żałowała, że nie podeszła bliżej. Obrazy, które widziała, jakkolwiek przelotne, naznaczyły jej umysł bliznami i nawet gdy zamknęła oczy, wciąż widziała kobiety z szyjami pokrytymi krwią. A teraz doszedł do tego jeszcze kłębek biżuterii.

– Co wy, kurwa, wyrabiacie? – zawołała, odwracając się plecami do swoich sióstr. – Odłóżcie to!

– Próbujemy zobaczyć, co tu jest – odpowiedziała Cara.

– Musi tu być co najmniej pięćdziesiąt zdjęć – zauważyła Molly, ignorując jej wybuch. – O co chodzi z tą biżuterią?

– Bliźniak był znany z odbierania biżuterii każdej ofierze – wyjaśniła Cara.

Najpierw zdjęcia, teraz biżuteria. Dwa powiązania między warsztatem ich ojca a wieloma nierozwiązanymi zbrodniami. Myśli wirowały w głowie Rachel tak szybko, że aż poczuła zawroty głowy. Skierowała się w stronę drzwi.

– To jakiś obłęd – powiedziała. – Muszę stąd wyjść.

Zwykle nie dążyła do konfrontacji, chociaż nie bała się ich, gdy do takowych dochodziło. Zdecydowanie wolałaby udawać, że dzisiejszy wieczór nigdy się nie wydarzył, niż dalej drążyć temat.

– Mów ciszej. Tate wciąż śpi. Nie chcemy przecież, żeby tu przyszedł – syknęła Cara. Podniosła się i podeszła do Rachel. – Nie ciekawi cię, dlaczego tata ukrył je w podłodze swojego warsztatu?

Żadna odpowiedź nie była dobra. Przechowywanie takich obrazów nie było normalnym zachowaniem, o ich ukrywaniu nawet nie wspominając. To samo dotyczyło przypadkowej biżuterii. Jej ojciec nie trzymałby niczego cennego pod podłogą swojego warsztatu. Rachel pomyślała o ich matce. Ambitna nauczycielka chóru, która miewała koszmary po obejrzeniu filmów Hitchcocka. Gdyby zobaczyła te zdjęcia – gdyby tylko usłyszała, co mówiła teraz Cara – byłaby przerażona.

– Szukaj dalej – mruknęła niechętnie. – Może w tych pudełkach będzie coś jeszcze, co pozwoli wyjaśnić, dlaczego to ukrywał.

Molly wróciła do poszukiwań, a Cara dalej oglądała biżuterię. Rachel usiadła na ławce przy drzwiach i skrzyżowała ramiona. Wpatrywała się w drzwi, uważając, by jej wzrok nie powędrował w pobliże zdjęć.

– Same kobiety – stwierdziła Molly. – Potem, jakby chcąc uspokoić Rachel, dodała: – Taty nie ma na żadnym ze zdjęć.

– Cholernie to pocieszające – rzuciła ironicznie Rachel. – Przynajmniej nie mamy dowodu na to, że tam był.

– Popatrz na to – powiedziała Molly. – To przypadkowe zdjęcia kobiet, zrobione w różnych miejscach. W markecie. W galerii handlowej. Na ulicy.

Rachel wstała i podeszła bliżej, zerkając ponad jej ramieniem. Jej młodsza siostra miała rację. Te zdjęcia nie były niepokojące, za to wyjątkowo nudne. Żadnej krwi. Te kobiety żyły i chodziły beztrosko po świecie.

– Chwileczkę. – Cara zastygła, a jej wzrok przeskakiwał pomiędzy zdjęciami. – To są te same kobiety. Zrobił je, kiedy jeszcze żyły. Jakby je wcześniej obserwował.

– Kapitalnie – jęknęła Rachel, opierając się o ścianę. Wszystkie jej nadzieje zgasły.

– Twierdzisz, że na nie polował – zasugerowała Molly, a po jej słowach zapadła niezręczna cisza.

– Jeśli skrzywdził te kobiety – powiedziała Cara – to poświęcił wcześniej czas na ich obserwację.

– Jeśli tata skrzywdził te kobiety! – zawołała Rachel. – Czy ty siebie słyszysz? Naprawdę uważasz…

– Nie, nie wierzę, że to tata je skrzywdził! – odparła głośno Molly. – Staram się to zrozumieć, podobnie jak ty. – Spojrzała na Carę. – Musi być na to jakieś wytłumaczenie, prawda?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

CZĘŚĆ PIERWSZA

JEDEN

DWA

TRZY

CZTERY

PIĘĆ

SZEŚĆ

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja

Meritum publikacji