Pułapka pożądania - Karina Krawczyk - ebook + książka

Pułapka pożądania ebook

Karina Krawczyk

3,0

Opis

 „Pułapka pożądania” to książka o władzy, pieniądzach i pożądaniu. Ten trzymający w napięciu thriller, gdzie włamanie do systemu bankowego to tylko przykrywka, jest pełen dynamiki oraz psychologicznych dociekań. Końcowa notka o książce z Redakcji: „…Gratuluję – to naprawdę dobra rzecz”!

Jeśli nowa powieść Dana Browna nazywa się "Początek", to moja powinna nosić tytuł "Koniec". Z prostego powodu: Brown napisał o początku świata, ja o jego końcu... - mówi autyorka, Karina Krawczyk.

"(...) Życie musi mieć sens i myślę, że na pewno nie są nim przysłowiowe praca-dom-praca-dom, czy też ciągła gonitwa za pieniądzem, dla samego faktu jego posiadania. Musi być coś jeszcze, trzeba robić coś jeszcze (...) Więc co mówisz swoim studentom kiedy cię pytają o sens życia?" 
czytaj więcej w "Pułapka pożądania" Karina Krawczyk

Chcecie wiedzieć dlaczego jesteście tu gdzie jesteście? Chcecie wiedzieć.. kiedy to wszystko się skończy? Odpowiem w 3 słowach: przeczytajcie moją książkę!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 266

Rok wydania: 2021

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (4 oceny)
0
0
4
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rok 1890, Stany Zjednoczone

Wydarzenie autentyczne

Rosjanin siedział przy biurku od kilku godzin i przewracał stare kartki to w jedną, to w drugą stronę. Cieszył się, że ciekawski sąsiad wyszedł szybko po kilku minutach wizyty, nie zadając swoich zwyczajowych pytań: „Jest pan naprawdę genialny! Do jakich wniosków pan już doszedł?" lub „Przy takim poziomie wiedzy i znajomości języków obcych na pewno osiągnie pan sukces. Czy już może się pan czymś pochwalić?".

Drażniło go to. Eksperyment, jakiego się podjął, nie dawał oczekiwanych rezultatów. Początkowo wcale nie wierzył w jego powodzenie. Po prostu jako doskonały matematyk chciał się pobawić cyframi. Uwielbiał takie liczbowe zabawy. Zresztą do języków również miał talent. Nigdy nie miał problemów z nauką, a po tym jak za spiskowanie przeciw carowi wyemigrował z Rosji i ukończył Harvard, jego umysł działał jeszcze sprawniej. Bez problemów tłumaczył grekę i hebrajski.

Panował półmrok. Zapalił drugą, stojącą na biurku lampę naftową. Kiedy używał tylko jednej, zbyt mocno męczył mu się wzrok. Popatrzył na wynik ostatniego równania. Zaraz, zaraz. Czy to możliwe?! Podejmując ponad setną próbę rozszyfrowania hebrajskiego tekstu, nad którym pracował, otrzymał realny wynik! Czy mój wymyślony plan może dać rzeczywiste odpowiedzi?! Z niedowierzaniem rzucił się w wir dalszych działań na liczbach.

Oszołomiony osiągniętymi wynikami, coraz bardziej wysilał wzrok, by dostrzec następne greckie i hebrajskie słowa oraz zapisywane przy nich cyfry. To nie może być przypadek! Słowa układają się zgodnie z algorytmem matematycznym. Z coraz większym zapałem analizował kolejne wersety tekstu.

Trzy godziny później zapisał ostatni znak i dumnie stanął nad efektem swoich obliczeń. Skomplikowany, ale dokładny wzór matematyczny. Bez względu na to, czy dzielił, czy mnożył, widział jedne i te same cyfry, a im głębszej dokonywał analizy, tym bardziej potwierdzała się jego teza.

– Taka precyzja matematyczna przekracza ludzkie możliwości! – krzyknął z niedowierzaniem i zerwał się z krzesła, podekscytowany faktem, że właśnie rozwiązał największą zagadkę ludzkości.

Do pokoju wpadła zaniepokojona krzykiem kobieta.

– Czy wszystko w porządku, proszę pana?

– Wszystko w porządku, tak! – Rosjanin był bardzo zadowolony ze swojej pracy. – Zobaczysz! Już wkrótce świat oniemieje z wrażenia!

1

Czasy współczesne

Igor Jaskierski stał przed mównicą sali konferencyjnej Hotelu Marriott w Warszawie. Ogromne pomieszczenie było wypełnione po brzegi. Jego wykład Naukowe dowody materializacji myśli, czyli możesz osiągnąć wszystko, co zechcesz przyciągnął tłumy.

Wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Jego wystąpienia zawsze cieszyły się zainteresowaniem. Przemawiał już prawie godzinę, wdając się raz po raz z zebranymi w dyskusje na temat możliwości, jakie posiada ludzki mózg. Nigdy nie żałował, że wybrał zawód psychologa. Był dla niego stworzony.

Tego wieczoru jednak jego myśli ciągle wracały do Kai. Kobiety, która fascynowała go od prawie dwóch lat. Pozostawali na etapie totalnego zauroczenia i ekscytacji. Była dla niego najważniejsza, reszta spraw schodziła na drugi plan. Nie mógł się już do czekać, kiedy będzie mógł do niej zadzwonić zaraz po powrocie do pokoju. Ich rozmowa z pewnością nie będzie krótka.

– Wyobraźcie sobie państwo, że na początku dwudziestego stulecia panował pogląd, iż mózg od momentu osiągnięcia wieku dorosłego się nie rozwija. Głosiciel niniejszej teorii, Santiago Ramón y Cajal, notabene zdobywca Nagrody Nobla, na szczęście się mylił. Mózg emituje fale, które są naukowo mierzalne, w hercach, czyli jednostkach zliczających częstotliwość, czy jak kto woli, liczbę cykli na sekundę. Od fal beta przez alpha i theta aż po fale delta, które wymieniłem w kolejności malejącej koncentracji. Obecnie wszyscy wiemy, iż mózg można ćwiczyć, by był w coraz lepszej kondycji, nawet w zaawansowanym wieku. Możemy to robić przykładowo za pomocą różnorakich quizów lub łamigłówek, ale także doświadczalnie, kierując działanie mózgu na określone, niższe pułapy częstotliwości, co zdecydowanie zwiększa jego możliwości. Zostało to potwierdzone badaniami naukowymi.

Powoli zbliżał się już do końca wystąpienia. Na szczęście to już ostatni dzień, myślał. Po kilkudniowych spotkaniach na warszawskich uczelniach, pomimo prawdziwej satysfakcji z wykonywanej pracy, był już zmęczony. Dotychczas miewał nawet miesięczne przerwy. Tym razem postanowił połączyć ze sobą zaproszenia od trzech rektorów i przemawiać przez kilkanaście dni pod rząd.

– Tyle już tutaj powiedzieliśmy o potędze pozytywnego myślenia. Nie ma chyba człowieka, który by o tym nie słyszał. Uważam, że prawie każdy w cywilizowanym świecie spotkał się z tym pojęciem, przynajmniej w teorii. Powstała nieskończona ilość dzieł o optymistycznym nastawieniu do życia oraz zaletach myślenia w kategoriach sukcesu. Książki, luźne zapiski, a nawet piosenki – co je łączy? Przekonanie, iż nasz mózg jest w stanie pomóc nam osiągnąć rzeczy nadzwyczajne. Pytacie, jak to się dzieje. Czy to jakaś forma magii? Czy można to wytłumaczyć od strony naukowej? Otóż tak! Można! I możliwe, że wielu z państwa zaskoczę, mówiąc, iż jest to fizyka w czystej postaci!

Na sali panowała kompletna cisza. Każdy z zaciekawieniem wpatrywał się w guru psychologii, który w najbardziej przystępny sposób starał się zobrazować temat.

– Moim ulubionym naukowcem zajmującym się tym zagadnieniem jest Fred Alan Wolf, amerykański fizyk i pisarz wykorzystujący badania nad związkiem fizyki kwantowej oraz świadomości, za którego przykładem poszli inni. Jego wnioski są wręcz genialne! Wolf stworzył teorię, którą ja nazywam myśleniem kwantowym, ponieważ twierdził, że mechanika kwantowa wprost wpływa na nasze zachowanie. Patrzycie na mnie dziwnie – zeskanował wzrokiem salę. – Już tłumaczę, o co mi chodzi.

Zamilkł jednak i dłuższą chwilę skupiał wzrok na połyskującej lakierem drewnianej mównicy, o jaką oparł się obiema rękoma. Podczas wykładów nie używał notatek. Wystarczała krótka prezentacja, a on wiedział dokładnie, co chce przekazać i o czym będzie mówić. Jego entuzjastyczne podejście do pracy sprawiało, że uwielbiał prowadzenie tego typu ćwiczeń, zwłaszcza gdy publiczność miała niewielkie pojęcie o faktach, jakie usłyszy. Spojrzał na niewielki ekran swojego laptopa, który zawsze przesuwał maksymalnie w prawy róg małego obszaru drewnianego pulpitu. Wyświetlony właśnie slajd przedstawiał strukturę pojedynczego atomu, otoczonego przez zbiór fal, symbolizujących drganie. Wreszcie podniósł głowę i rzekł:

– Chciałbym to państwu przekazać w najbardziej przystępny sposób, powiem więc tak: większość osób uważa, że ich życie jest poukładane w określony sposób, że panuje w nim ład i pewna kolej rzeczy, którą da się przewidzieć. Dobrym przykładem są tu nasze zarobki, których wzrost jesteśmy mniej więcej w stanie prognozować. Zwolennik teorii Newtona określiłby to myśleniem sekwencyjnym lub też zachowaniem liniowym, bowiem gdyby wyobrazić sobie w tym przypadku fale myślowe, będą one układać się właśnie w bardzo prosty, uporządkowany sposób. To zostało naukowo zbadane. A teraz najważniejsze. Jeśli pomimo stałych zarobków, ktoś chciałby zarabiać więcej i zacznie o tym intensywnie marzyć, uruchomi się coś takiego jak myślenie kwantowe. Oznacza to, mówiąc potocznie, że cząstki myślowe zaczną poruszać się w pewnym stopniu chaotycznie, a ich energia będzie pokonywać przeszkody, czego jeszcze sto lat temu nikt nie potrafił dowieść. Dopiero Wolf swoimi badaniami wykazał, że tak właśnie działa pozytywne myślenie. Naocznie dowiódł, iż myśl potrafi materialnie wpływać na rzeczywistość.

2

To zakochanie było jak strzał. Uderzyło nagle i niespodziewanie. Kiedy ich oczy spotkały się po raz pierwszy, miała wrażenie, że wzrok Igora dosłownie ją przeszył. Namacalnie, cienką, niewidzialną, błyskawiczną strużką. Od tego momentu Kaja myślała o nim w każdej sekundzie życia.

Poznali się kilkanaście miesięcy temu dzięki wspólnikowi Kai, który zaprosił ją na serię wykładów Igora we Florencji. Był to czas, kiedy pogłębiała się jej depresja po świeżo przeżytym rozwodzie. Firmowy wspólnik z całych sił próbował jej pomóc w zbudowaniu nowego życia. Efekt przeszedł jego najśmielsze oczekiwania, choć długo żył w nieświadomości, co się dzieje. Kaja stała się kolejnym żywym dowodem, iż rozpacz po starej miłości najlepiej koi nowa.

Już w pierwszych dniach we Włoszech Kaja popadła w totalną obsesję na punkcie Igora. Jako sławny wykładowca był prawie nieosiągalny. Wyobrażała sobie więc ich razem w różnych sytuacjach, a siła odurzenia jego osobą była tak mocna, że czuła, jakby się unosiła. Nieustannie odpływała myślami w świat z poznanym mężczyzną marzeń. Tak go nazywała. W tamtej chwili był najlepszym z najlepszym. Przystojny, mądry, ale nie przemądrzały, z klasą i pokorą. Idealny. Bez wad. A co najważniejsze, potrafił trzymać ją na dystans, a sam się nie narzucać. Lubiła, kiedy mężczyzna nie dawał się łatwo zdobywać, bo, jak to mówią, im trudniejsza droga, tym wspanialsze zwycięstwo. Co jednak najlepsze, po kilku dniach znajomości z Igorem była intuicyjnie przekonana, że go zdobyła, że równie silnie zwróciła jego uwagę i że będą razem. Jak nie teraz, to może za miesiąc, rok, kiedyś. Patrzyła na niego ze stuprocentowym intuicyjnym przekonaniem, iż on żywi do niej te same uczucia. To była pewność siebie, jaką miała w sobie od zawsze, budowana na podstawie poczucia własnej wartości, dobrej obserwacji ludzkich zachowań oraz nadmiernej empatii, która niestety ukształtowała w niej wyolbrzymioną wrażliwość. W każdej wolnej chwili obsesyjnie szukała w internecie nowych informacji o Igorze, czytała jego wypowiedzi, słuchała wywiadów oraz maniakalnie wpatrywała się w zdjęcia swojego obiektu westchnień. To było najprzyjemniejsze. Twarz Igora wywoływała w niej spokój i oderwanie od rzeczywistości. Świetnie ułożone, krótkie, ciemne włosy, pełna opanowania twarz i oczy, te niezwykłe oczy. Bił z nich dosłownie ogień pasji.

Tamtego lata, po zakończonej serii przemówień Igor zorganizował ich trójce wycieczkę po najpiękniejszych miejscach Toskanii i Lacjum. Spędzili ze sobą kilka przecudownych dni. Uwielbiała jego przypadkowy dotyk i sposób, w jaki się w nią wpatrywał. Sama najczęściej patrzyła na jego usta. Wyobrażała sobie ich ciepło, miękkość, smak.

Tylko jeden moment w Italii, poza marzeniami o sławnym psychologu, uniósł ją emocjonalnie równie mocno. Nigdy nie zapomni napisu, jaki ujrzała na wzgórzu Monte Cassino, które zdobyli polscy żołnierze w 1944 roku pod dowództwem generała Władysława Andersa. Stojąc na utworzonym jeszcze w czasie wojny cmentarzu poległych Polaków, odczytać można było wykuty w posadzce, długi na kilkadziesiąt metrów, widoczny ze wzgórza, napis: „Prze chodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie".

Do teraz wszelkie wycieczki z Polski odwiedzające miejsce wiecznego spoczynku bohaterów tej, według niektórych historyków, najbardziej zaciekłej bitwy drugiej wojny światowej, składają kwiaty na grobie zmarłego w 1970 roku generała, którego życzeniem było być pochowanym „wśród swoich żołnierzy".

Wkrótce Kaja uzależniła się od wiadomości, jakie wysyłali do siebie z Igorem, nawet takich zwykłych, o niczym. Widząc nadawcę „Igor", słyszała walenie własnego serca, zwłaszcza gdy weszli na etap wysyłania sobie buziek z całusami. Pewnego dnia Igor odpisał, że „kiedyś sobie je odbierze". Nie mogła się doczekać tego pierwszego pocałunku.

Kaję szczególnie jednak ujmowały jego pedantyzm i perfekcjonizm. Pomijając zawsze czysty, pachnący samochód, zadbane dłonie, idealne obcięcie, Igor zachowywał doskonałą poprawność językową. Nawet w SMS-ach dbał o przecinki i wielkie litery. Kaja wręcz przeciwnie, wylewała z siebie potok słów, nie bacząc na interpunkcję. Uważała, że ekspresja i siła przekazu są najważniejsze, a popełnione błędy niczego jej nie ujmują. Najbardziej jednak ceniła go za, jak to określała, inteligencję spełniającą jej oczekiwania. Nazywała w ten sposób zawsze bystre, przemyślane odpowiedzi, niezwykle trafny dobór słów oraz wszechstronną wiedzę. Takich właśnie mężczyzn uwielbiała i w zasadzie tylko tacy mieli u niej szanse.

Potem doszły sny. Tak bardzo realne. Tańczyli, całowali się, kochali. Wszędzie. Pierwszy raz odczuwała coś takiego, pięknego, nienazwanego przy mężczyźnie. Kilka tygodni później zostali parą.

3

Igor nacisnął kolejny raz guzik pilota. Na wielkim białym ekranie pojawił się przedostatni slajd. Oczom zebranych ukazała się twarz wyraźnie zadowolonego młodego mężczyzny z zamkniętymi oczami. Z jego skroni falą wypływał niebieski strumień cząsteczek, nad głową natomiast unosiły się trzy chmurki. Umieszczone w nich zostały ludzkie życzenia: banknoty o różnym nominale, samochód terenowy, plaża z fragmentem morskiej fali.

– Szanowni państwo, nie myślcie przeciętnie! Zrezygnujcie z przekonań, że coś jest oczywiste i nie można tego zmienić. Tak właśnie działał jeden z największych geniuszy Albert Einstein, który kompletnie postawił na głowie teorie Newtona. Dowiódł on, iż nawet najmniejsze cząstki to nieprzerwanie wibrująca energia. Nieważne, czy jest to ciało gazowe, płynne czy stałe. Spójrzcie na drewno w dużym powiększeniu, a przekonacie się, że jego cząstki są w ciągłej wibracji. To oznacza, że energia jest wszędzie i wszystkim. Energią są także myśli! Można je dowolnie kształtować i mieć wpływ na to, co się stanie!

Ostatnie zdanie prawie wykrzyczał.

– Einstein podobno szkoły nie skończył – dało się słyszeć męski głos gdzieś z głębi sali.

– Proszę nie tworzyć takich teorii! – szorstko zareagował Jaskierski. – W wieku nastoletnim Einstein z powodu wyjazdu rodziców do Mediolanu wypisał się ze szkoły i przez następne lata sam przygotowywał się do dalszej nauki, ale już na uczelni. W międzyczasie prowadził badania w obszarze fizyki i publikował prace naukowe. Otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego, kilkukrotnie mianowano go doktorem honoris causa i został oczywiście laureatem Nagrody Nobla, wcześniej dziesięć razy do niej mianowany. Co ciekawe, zaproponowano mu również stanowisko prezydenta Izraela, którego nie przyjął. Jeśli chodzi natomiast o Nobla, to nagrodę tę przyznano Einsteinowi wcale nie za teorię względności, jak moglibyśmy domniemywać, ale za odkrycie praw rządzących zjawiskiem fotoelektrycznym, co wykorzystuje się przykładowo w bateriach słonecznych czy noktowizorach.

– Dlaczego nie dostał za teorię względności? – zapytał ten sam gruby głos.

– Ten temat nie jest na dzisiaj, powiem jedynie, że to były bardzo trudne politycznie i ideologicznie czasy. Einstein natomiast urodził się Żydem, a ta narodowość niezbyt była lubiana przez pewne środowiska i wpływowe osoby. Resztę sobie dopowiedzcie. Dodam tylko, że był zagorzałym zwolennikiem pokoju na świecie i kiedy na początku dwudziestego stulecia prawie stu profesorów pisemnie opowiedziało się za cesarzem i wojną, on jedyny nie podpisał deklaracji. Do końca życia również nie mógł sobie wybaczyć, że między innymi jego teoria o bezpośredniej przemianie masy w energię doprowadziła do skonstruowania bomby atomowej. Wielu z was pewnie kojarzy słynny amerykański projekt Manhattan, nadzorowany przez innego błyskotliwego fizyka Roberta Oppenheimera, któremu sumienie rzekomo również nie pozwoliło spokojnie spać do końca jego dni. Już w fazie testu bomby, na pustyni w Nowym Meksyku, niespełna dwa miesiące przed zniszczeniem Hiroszimy i Nagasaki, miał zacytować indyjską baśń, mówiąc, iż stał się „Śmiercią, niszczycielem światów".

Wracając jednak do Einsteina, to pomógł Amerykanom tylko i wyłącznie z obawy, iż Niemcy wcześniej skonstruują tę makabryczną broń i użyją jej, by ostatecznie wygrać drugą wojnę światową. Cieka wostką jest natomiast fakt, że po śmierci naukowca jego ciało spalono, mózg natomiast został natychmiast umieszczony w formalinie, a wyniki badań nad tym organem Einsteina do teraz budzą ogromne emocje.

Zatrzymał na chwilę potok słów, lecz zaraz wrócił do wcześniejszego tematu.

– Wybiegajcie w życiu myślami trochę dalej, szukajcie innych rozwiązań lub jeśli ich nie widzicie, to po prostu dajcie szansę fizyce i myślcie pozytywnie. A cząsteczki myśli same zmaterializują dla was marzenie. Jeżeli więc ktoś z was chce być bogaty, a nie wie, jak to osiągnąć, niech po prostu myśli bezustannie o tym, że już ma pieniądze, że płyną one do niego szerokim strumieniem, a życie na pewno zacznie mu podsyłać okazje do zarobku. Jedyna praca, jaką trzeba na tym etapie wykonać, to... myśleć o tym! Niewiele prawda? – uśmiechnął się. – Jednak trzeba to robić! Trzeba intensywnie, bez ustanku myśleć o swoim marzeniu. W sposób taki, jakby ono już się spełniło! Ktoś marzy o terenówce, niech oczami wyobraźni zobaczy siebie siedzącego za kierownicą tego auta, poczuje jego zapach, usłyszy silnik. I tak codziennie, nieprzerwanie, cały czas!

Igor popatrzył na skupione twarze swoich odbiorców. Bardzo chciał przekazywać wiedzę w sposób zrozumiały. Chciał wierzyć, że skoro on jest stuprocentowo przekonany do swoich słów, to inni chociaż raz podejmą próbę przekonania się o nich na własnej skórze.

– Jest tylko jedno „ale", no, może dwa – rzekł, powodując szmer wśród słuchaczy, co było najsłabszą reakcją, z jaką do tej pory się spotkał na wykładzie o pozytywnym myśleniu. Zawsze w tym momencie coś się działo. Zazwyczaj dało się słyszeć dobiegające zewsząd uwagi typu: „No właśnie", „Gdzieś tu musiała być gwiazdka" albo „Oczywiście, że to nie może być do końca prawda". Zdarzało się, że pojedyncze osoby zrobiły jakiś przytyk w stylu: „Wiedziałem, że to nie może być takie piękne" lub „Każdy by tak robił, gdyby to było takie łatwe".

Igor zawsze ze stoickim spokojem pozwalał publiczności dać upust emocjom, po czym robił uciszający gest ręką, by móc z powodzeniem rozwiać wątpliwości widowni.

– Cieszę się, że wzbudzam w was emocje, po to tu jestem. Zaspokoję więc czym prędzej waszą ciekawość, obiekcje czy też niepewność. To „ale", o którym wspomniałem, lub inaczej mówiąc, warunki, są tak naprawdę banalne, ale ogromnie ważne. Po pierwsze, należy za wszelką cenę odrzucić strach, że to się nie uda. Wątpliwe lub przepełnione obawą nastawienie powoduje, że pozytywna myśl nie ma mocy i będzie my otrzymywać od życia to, o czym myślimy, w tym przypadku niespełnienie. Po drugie, wasze umysły muszą być otwarte, dobre, hojne, nieprzesiąknięte negatywnymi emocjami, tak jakby nieustannie śmiała wam się dusza. Podsumowując – wyciągnął prawą rękę ku widowni i zaczął palcami odliczać – odrzucam strach, otwieram się optymistycznie na świat i – przerwał, by dodać słowom ważności – działam! Robię to, co mam w planie codziennie, pracuję, uczę się, wręcz pochłaniam umysłem wszystko, co mi wpadnie w ręce, zbieram doświadczenia i praktykując pozytywne myślenie, patrzę, jak w natłoku codziennych zdarzeń życie układa mi się lepiej!

Super! Widział natchnione twarze swoich słuchaczy. O to chodziło! – cieszył się.

– A co zrobić, by moja znajoma była szczęśliwa, by zmieniła sposób myślenia? – padło pytanie od mężczyzny w trzecim rzędzie.

– Niestety, nie da się myśleć za innych. Jedyne, co w takim przypadku można zrobić, to wyobrażać sobie, że ta osoba jest szczęśliwa, i oczami wyobraźni widzieć ją zadowoloną. Bo kluczem do wszystkiego jest nasza wyobraźnia i nasze myśli.

Spojrzał dyskretnie na zegarek. Czas kończyć.

– Podsumowując, dodam jeszcze coś chyba oczywistego. – Tłum ucichł zupełnie w oczekiwaniu na odpowiedź. – Trzeba pracować! – Igor uśmiechnął się szeroko. – Nie wystarczy wspaniale, pozytywnie myśleć, to jest ważne, lecz niewystarczające. Myślenie, przy nierobieniu niczego, możecie sobie odpuścić. Trzeba zakasać rękawy, myśleć i działać! U mnie się sprawdza, czego i wam wszystkim życzę! Dziękuję za uwagę!

Przy gromkich oklaskach zamknął laptop i skierował się ku wyjściu, nie mogąc doczekać się odprężającej whisky.

4

Hotelowy bar był otwarty. W oczekiwaniu na wysokoprocentowy drink Igor stał przed wielkim szklanym oknem hotelowego klubu, podziwiając magię nocnych świateł miasta. Widok z ostatniego, dwudziestego ósmego piętra był oszałamiający. Odczuwał przyjemną ulgę, jaka zawsze towarzyszyła mu po intensywnym dniu. Z głośników cicho płynął uspokajający chillout. Szczupła sylwetka mężczyzny wyraźnie odbijała się w grubym hartowanym szkle. Jak na cały dzień pracy, nawet dobrze wyglądam – pomyślał. Skierował wzrok w gwiazdy. Piękne czarne niebo, usiane setkami białych punktów. Natychmiast poczuł dobrze znany spokój. Liczy się tylko tu i teraz. Żadna praca, obowiązki, miejsce, gdzie stoi, nie mają znaczenia. Był tylko on i wszechświat. Czuł, jak każda jego cząstka łączy się z cząstkami wszechświata. I nic innego nie ma znaczenia. Świat się zatrzymał. Wpatrzony w ciemne niebo, miał wrażenie, że widzi planety, całe galaktyki miliony kilometrów stąd i że jest z nimi jednością, czuje ich energię, a małe ziemskie sprawy nie mają żadnego znaczenia. Była to taka szybka forma medytacji, jaką w sobie wypracował, przy której odchodził stres, obowiązki i problemy, a pojawiało się uczucie sukcesu. Ten stan umysłu powodował, że rodziło się w nim poczucie bezkresu możliwości.

Właśnie w ten sposób budował w sobie siłę, przekonanie, że każda sprawa zakończy się sukcesem. Trwał w skupieniu tak długo, aż nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.

– Przepraszam, panie profesorze. – Miły kobiecy głos i ostry zapach perfum wyrwały go z zamyślenia. Obok, ściskając szklankę wypełnioną ciemnym płynem, stała ładna brunetka średniego wzrostu. Natychmiast ją skojarzył. Siedziała dziś w pierwszym rzędzie auli, miło się uśmiechając i nierzadko zadając pytania.

– Tak? W czym mogę pani pomóc? – zapytał, odwracając się w stronę dziewczyny.

– Kiedy możemy się pana znów spodziewać na naszej uczelni? – uśmiechnęła się.

– Jestem tu nie rzadziej niż raz w roku – odparł i dostrzegł zbliżającą się kelnerkę.

– Pana drink. Zapraszam państwa do stolika przy oknie – rzekła i wskazała ręką na ostatnie puste miejsca przy punkcie widokowym.

– Dziękuję – podniósł szklankę z tacy i ruszył ku wskazanemu miejscu. Dziewczyna, nie czekając na zaproszenie, ruszyła za nim.

– Tak w ogóle to Laura jestem – powiedziała i usiadła naprzeciw Igora.

– Miło mi, Igor.

Z zadowoleniem oparła się o krzesło.

– Podziwiam cię, wiesz. Fantastycznie, że tacy mądrzy ludzie odwiedzają naszą uczelnię.

– To przyjemne być docenionym. – Igor jednym łykiem upił połowę drinka. Czuł, jak powoli odchodzą emocje całego dnia.

– Jak cię nie doceniać?! Jesteś geniuszem! Od lat śledzę twoją twórczość. Przeczytałam wszystkie książki i poradniki twojego autorstwa. Co więcej, zawsze kupuję je jako prezenty na każdą okazję. Twoją najnowszą, Stan umysłu, też już mam! – wybuchła entuzjastycznie i położyła rękę na jego dłoni.

– Teraz to już mnie zawstydzasz – powoli uwolnił się od dotyku Laury i przejechał ręką po krótko przystrzyżonych ciemnych włosach. – Na którym jesteś roku? – zapytał bez cienia ciekawości. Miał szczerą ochotę pobyć sam.

– Na drugim.

Sygnał wiadomości na chwilę uratował go od dalszej konwersacji.

– Przepraszam, ale czekam na ważny kontakt – rzekł i sięgnął do kieszeni marynarki po telefon. Uśmiechnął się, widząc wiadomość od Kai: „Nie panuję już nad tym, jakie uczucia we mnie wywołujesz… Nigdy tak nie miałam i to się w ogóle nie zmienia, a wręcz przeciwnie".

Wreszcie. Cały dzień czekał na taką widomość. Zresztą odkąd poznał Kaję niespełna dwa lata, nie było dnia, by poczuł się inaczej. Pisali do siebie codziennie, bez chwili znudzenia, a nawet z coraz większą ekscytacją. Odpisał natychmiast: „Dobrze Ci ze mną?". Wiedział doskonale, że odpowiedź nadejdzie twierdząca, mimo to bardzo chciał ją zobaczyć.

– Kocham Warszawę. – Laura przypomniała o swojej obecności. – Chciałabym tu zostać i pracować. Myślę, że w stolicy są największe możliwości.

– A skąd przyjechałaś? – Tego również nie był ciekaw. Miał nadzieję, że zamienią jeszcze kilka zdań i studentka opuści jego stolik. Trzymał telefon, oczekując szybkiej odpowiedzi od ukochanej z Krakowa.

– Łagów. To pod zachodnią granicą.

– Wiem, znam, jest tam bardzo piękne, czyste jezioro. Pływałem po nim kiedyś kajakiem.

– A czy jest coś, czego nie wiesz? – Dziewczyna spojrzała kokieteryjnie.

Odgłos SMS-a znów przerwał ich rozmowę.

– Nie przesadzaj – zdążył odpowiedzieć i odblokował klawiaturę, by się dostać to tekstu: „Dobrze? Jest mi z Tobą najlepiej! Moje wszystkie komórki wręcz krzyczą za Tobą! Najgorsze jest to, że już wariuję bez Ciebie… Chcę być przy Tobie i z Tobą…".

Igor poczuł natłok podniecających myśli, jakie nasuwały mu się w odpowiedzi. To był dobry moment, by zakończyć spotkanie z Laurą. Jednym haustem dopił zawartość szklanki.

– Przepraszam, ale na mnie już czas – grzecznie się pożegnał i podniósł z krzesła.

– Tak, ja też już się zbieram – odpowiedziała dziewczyna i również wstała. Niedopitego drinka zabrała ze sobą i ruszyła ku drzwiom.

– Szanowna pani, niestety nie wolno wynosić napojów poza bar – usłyszeli za sobą głos kelnerki.

Igor dostrzegł grymas zdegustowania na twarzy Laury, który w jednej chwili zamienił się w sztuczny uśmiech.

– Proszę się nie martwić, jestem gościem tego hotelu i osobiście zwrócę pani tę szklaneczkę – odparła Laura szyderczo i nie zwracając uwagi na młodą pracownicę baru, z której poczucie niezadowolenia wyraźnie emanowało, wyszła na korytarz.

Jednocześnie stanęli przed windą. Poradzi sobie w życiu dziewczyna – pomyślał Igor, zaskoczony pewnością siebie Laury.

– Które piętro? – zapytała.

– Ja na osiemnaste. – Igor z dłońmi w kieszeniach patrzył na podświetlane rzymskimi numerami kolejne oznaczenia pięter. Winda już się zbliżała.

– Jaki zbieg okoliczności, ja również – ucieszyła się.

Zjechali w dół, milcząco obserwując malejące liczby.

– Do widzenia i powodzenia – rzekł szybko, gdy tylko drzwi dźwigu się otworzyły.

– Dziękuję i wzajemnie – usłyszał w odpowiedzi.

Pokój był zaraz za zakrętem. Gdy wchodził, Laura stała po przeciwnej stronie korytarza, usilnie szukając klucza. Zdążyła spojrzeć, kiedy zamykał za sobą drzwi.

5

Nie ściągając ubrania, padł na łóżko z postanowieniem chwilowego odpoczynku, zanim weźmie kąpiel. Przyjemnie miękkie łóżko typu king size umożliwiło spore odprężenie. Lewą ręką sięgnął po telewizyjnego pilota i włączył power, prawą chwycił swój telefon i wybrał numer do Kai.

– Cześć, kotku, co robisz? – zapytał, kiedy tylko usłyszał znajome kobiece „Halo".

– Męczę się bez ciebie – odpowiedziała. – A ty co tam porabiasz?

– Jestem już po wykładach, zaraz pewnie zasnę – bezmyślnie zaczął przełączać kanały, szukając sam nie wiedział czego.

– Ja natomiast chodzę po mieszkaniu, znajduję sobie różne prace i czekam, kiedy wrócisz. Gdybyś tu teraz był...

– To co, co byś zrobiła? – zapytał prowokująco.

– Nie powiem, ale nie puściłabym cię, dopóki byś nie błagał o litość. Dwukrotnie.

– Dwukrotnie mówisz.

– Nie miałbyś szans.

– Wobec tego marzę już o tym – odpowiedział szczerze. – Lubię, gdy jesteś blisko, uwielbiam to! Pamiętam każdą chwilę z tobą, w snach przeżywam ją za każdym razem.

– Ale ja nie chcę się z tobą spotykać tylko w snach – poważny ton Kai uświadomił mu, jak jego słowa zostały odebrane.

– Hm, ale tak jest niestety, widzę cię częściej w snach – podniósł się z łóżka i bezszelestnie podszedł do okna. Dzięki obowiązkowej wykładzinie dywanowej w pokojach hoteli pięciogwiazdkowych kroki gości są niesłyszalne. Popatrzył na światła nocnego życia miasta. Z osiemnastego piętra widok był nie mniej spektakularny niż kilka pięter wyżej. – Tam mamy czas, tam nie patrzysz na zegarek i mam cię tylko dla siebie.

Kaja chwilę milczała. W końcu zapytała:

– Mam rozumieć, że ci to wystarcza?

– Nie, ale coraz częściej zastanawia – odparł tajemniczo, lecz zaraz postarał się zabrzmieć wesoło. – Zastanawiam się, kiedy ci się znudzę.

– Jasne – Kaja odparła z ironią. – Bardzo śmieszne!

– Nie przejmuj się, czasem tak mam. Przepraszam za galimatias, ostatnio dużo myślałem – zastanawiał się, czy czas, jaki są ze sobą, wystarczy, by postanowić, co dalej. Czy w ogóle wiedział, co dalej? Wydawało mu się, że wie.

– I wymyśliłeś coś takiego?

Patrzył na malutkie z tej perspektywy samochodziki jadące drogą w jedną lub drugą stronę. Ogarnął wzrokiem całą panoramę Warszawy, setki świateł i kolorów.

– Myślałem, że kiedy jestem sam w domu, to czuję się bardzo znudzony i samotny – odrzekł w końcu, dosłownie wyrażając swój stan ducha z ostatnich tygodni. Zastanawiał się, o czym marzy w życiu. Spokój? Stabilizacja? Dalsza praca, z taką samą dozą pasji? Chwytał się na tym, że myśli o mieszkaniu z Kają. Nie był jednak pewien, czy ona też tego chce.

– Ja też dużo myślałam.

– I co wymyśliłaś? – Miał nadzieję na rozwianie wątpliwości.

– Zastanawiam się, dlaczego mnie nie dostrzegasz, krzyczę do ciebie, walę w okna, drzwi…

– Co ty mówisz? – odwrócił się natychmiast od okna, zaskoczony odpowiedzią. – Ja ciebie nie dostrzegam?

– Musiałam stłumić w sobie połowę tego, co uwielbiam mówić i robić i nauczyć się być twarda, chociaż wcale tego nie chcę! Bo nie chcę przeciętności. – Wiedział, że te słowa oznaczają po prostu, że go kocha. Spokojnym, serdecznym tonem, rozbrajającym sytuację, odrzekł:

– Oj, kochanie, jesteś niesamowita, za to też cię kocham!

– Czyli za co?

– Jeśli dasz się zaprosić do mnie, opowiem o tym, pisząc ci na plecach.

– Wobec tego wracaj już – odparła z westchnieniem.

– Tęsknię za tobą – powiedział szczerze.

– No, w końcu to powiedziałeś!

– Wracam jutro, czekaj na mnie!

– Zawsze na ciebie czekam! Uważaj na siebie!

– Będę! Pa!

W pięćdziesięciocalowej plazmie, wiszącej centralnie przed łóżkiem, na każdym kanale leciały reklamy. Odłożył pilot i wszedł pod prysznic. Ciepła woda z każdą minutą coraz bardziej go relaksowała.

Wycierając się, usłyszał pukanie. Zdziwiony, przewinął biodra ręcznikiem i otworzył drzwi. Przed nim stała Laura. Była boso. Krople wody ściekały z jej mokrych włosów na krótką czarną sukienkę.

– Mogę? – zapytała cicho i nie czekając na odpowiedź, weszła do pokoju.

Zamknął drzwi, lecz nie ruszył się z miejsca.

– Igor, ja... – zaczęła niepewnie i podeszła bardzo blisko, przekraczając granicę prywatności. – Ja nie mogę tak się z tobą rozstać, ciągle o tobie myślę, nie potrafię spać, normalnie myśleć, uwielbiam cię jako mężczyznę…

Patrzył na Laurę oszołomiony sytuacją. Od początku rozpoznawał w niej narcystyczny typ osobowości. Starała się brzmieć niewinnie, jednak emanowała pewnością siebie. Ton głosu z pozoru cichy i zmysłowy zachowywał powtarzającą się nutę apodyktyczności. Niezręczność sytuacji sprawiła jednak, że stał bez ruchu. Zamierzał delikatnie dać dziewczynie do zrozumienia, iż nie jest zainteresowany, zwłaszcza że coraz bardziej się do niego zbliżała.

– Laura, posłuchaj – zaczął, nie zdążył jednak dokończyć, kiedy pocałowały go miękkie, ciepłe usta dziewczyny. Instynktownie, w dziwacznym odruchu obrony podniósł dłonie do góry, jakby ktoś mierzył do niego z pistoletu. Chciał się odsunąć, lecz poczuł jednocześnie jej dłonie na szyi oraz wsuwający mu się w usta język.

6

Dźwięk dzwonka telefonu zadziałał jak kubeł zimnej wody. Igor momentalnie zorientował się w sytuacji i odskoczył od dziewczyny. Zataczając się, niczym pijany, dopadł słuchawkę. Numer na wyświetlaczu był mu nieznany.

– Słucham? – zapytał i usiadł na łóżku.

– Dobry wieczór, tu inspektor Kalter z komisariatu policji w Warszawie. Czy pan Igor Jaskierski? – odezwał się mężczyzna, ciężko oddychając, co wskazywało na jego podeszły wiek.

– Tak, słucham, o co chodzi?

– Przepraszam za porę, ale potrzebujemy pana pomocy.

– Teraz?

– Z samego rana, tak szybko jak to możliwe.

– Ale co się stało?

Nie umiał się skupić na rozmowie.

– Hakerzy włamali się do systemu bankowego. Jeśli w porę nie zadziałamy, dojdzie do największego w historii transferu środków. Setki ludzi straci pieniądze.

– Ale jak ja miałbym wam pomóc? Ja nie jestem informatykiem. – Słowa inspektora mieszały mu się z odczuciem niechęci do samego siebie. Jak mógł dać się tak ponieść emocjom? Stająca do tej pory w jednym miejscu Laura usiadła obok niego.

– Wiem, ale jest pan psychologiem i na szczęście przebywa w Warszawie, a ja tu mam niezłą szopkę. Nie mamy czasu do stracenia. Nasi pracownicy i informatycy już nad tym pracują, ale tak czy inaczej proszę, by pan tu przyjechał i przyjrzał się sprawie.

– Dobrze, będę przed południem.

– Czekam wobec tego – krótko odparł Kalter i wyłączył się.

Igor siedział bez słowa, patrząc, jak gaśnie wyświetlacz.

– Coś się stało? – odezwała się Laura i dotknęła jego ramienia.

– Idź już – odpowiedział zimno, nie odrywając wzroku od telefonu.

– Zrobiłam coś złego?

– Nie, to ja zrobiłem.

– Masz kogoś, tak?

– Tak.

– Szkoda. Mimo wszystko uważam, że jesteśmy dla siebie stworzeni!

Dziewczyna wstała i wyszła szybkim krokiem.

7

Wyjechał wczesnym rankiem. Prowadził samochód w zupełnej ciszy. W głowie czuł otępienie. Myślami nadal był przy poprzednim wieczorze. Zaraz po wyjściu dziewczyny wypił dwie setki Jim Beama z minibarku i zasnął. Chwila z Laurą wywołała dziwnego kaca moralnego. Nie dość, że typ narcystyczny, to jeszcze manipulantka – roztrząsał zachowanie dziewczyny. O manipulatorach wiedział chyba wszystko, pisał na ten temat pracę magisterską. Pamiętał doskonale, jaki to rodzaj osób. Wciąż powtarzają innym, co mają robić i jak postępować. Najbardziej niebezpieczny w ich zachowaniu jest fakt, iż robią to prawie niewidocznie, a osiągają ogromny sukces, jakim jest ograniczenie wolności drugiego człowieka, niczym pająk owijający muchę w sieć. Ofiara długo może sobie tego faktu nie uświadamiać, będąc przekonana, iż ktoś po prostu potrzebuje pomocy. W wielu przypadkach jest zastraszana lub szantażowana, a badania naukowe pokazują, iż rzadko kto jest odporny na tego typu osobowość. Dobrze, jeśli osoba, która ma więcej do stracenia, w porę sobie to uświadomi i postanowi uwolnić się z takiego toksycznego związku.

Pocałunku z Laurą nie traktował jako zdrady, wcale go nie chciał. Zarzucał sobie jednak brak refleksu. On, z obsesją na punkcie perfekcji, doskonałości i poprawności życiowej, pozwolił sobie na podobne zachowanie. Tę poprawność uświadomiła mu na studiach jego pani promotor, doktor psychologii, która wielokrotnie ratowała go ze stanów depresyjnych. To nie zawsze jest dobre – mówiła. Czasem trzeba łamać ustalone przez ludzi kanony zachowań. Poczujesz się wtedy lepiej. Niech cię nie ogranicza to, co pozwala poczuć się wolnym. Mimo to w tej konkretnej sytuacji wcale nie chciał czuć się wolnym. Nie chciał tego pocałunku, pomimo iż, musiał przyznać, był on przyjemny. Czy dałbym się ponieść emocjom, gdyby nie telefon? – uporczywe myśli nie chciały odpuścić.

Po trzydziestu minutach przedzierania się przez miasto podjechał pod komisariat. Wyłączył silnik i zastygł w bezruchu. Kończąc rozważania z samym sobą, postawił sobie diagnozę. Wdowiec, czterdzieści lat, a nie zna sam siebie – podsumował się i wcale nie poczuł się lepiej.

Na komisariacie panował chaos. Głośne dyskusje z jednej strony pomieszczenia oraz awantura staruszki z drugiej tworzyły niezbyt komfortową atmosferę.

– Oni podsunęli mi umowę pod nos i przekonywali, że są z energetyki. Skąd miałam wiedzieć, że to oszuści!? – Starsza, siwa kobieta stukała jedną ręką o blat biurka, a drugą machała policjantowi przed twarzą zadrukowaną kartką papieru.

– Rozumiem – odpowiedział, starając się robić notatki. – Proszę dokładnie opisać, jak wyglądali.

Igor zaczepił przechodzącego policjanta.

– Przepraszam, gdzie znajdę inspektora Kaltera?

– Inspektora nie ma. A czy był pan umówiony? Pana nazwisko? – odpowiedział pytaniami.