Po drugiej stronie bunkra - Kajetan Szokalski - ebook + audiobook

Po drugiej stronie bunkra ebook i audiobook

Szokalski Kajetan

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Rodzina Sznajderów wraca z wakacji. Przypadkiem natrafiają na Magieland, farmę iluzji położoną w szczerym polu. Pomimo ostrzeżeń napotkanego sprzedawcy jagód, Robert proponuję wizytę na farmie, chcąc zapewnić ostatnią rozrywkę tego wyjazdu. Na miejscu okazuje się, że w środku Magielandu czeka na nich coś dużo bardziej złowieszczego, niż mogliby sobie wyobrazić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 23

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 37 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Mikołaj Krawczyk

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Po drugiej stronie bunkra

Powrót Sznajderów z Niemiec przebiegał nadzwyczaj sprawnie, do czasu aż zatrzymali się w McDonaldzie. Robert i Weronika, wciąż w dobrym nastroju spowodowanym pobytem u dawno niewidzianych krewnych Roberta, pozwolili córce wybrać z menu co tylko dusza zapragnie.

I to był błąd.

Julka zażyczyła sobie największą colę, którą wypiła do ostatniej kropelki. Przed dalszą drogą szła w zaparte, że obejdzie się bez wizyty w łazience, więc pierwsze szlochy zaczęły się już kilkanaście kilometrów dalej.

– Tata, siku!

– Kochanie, wytrzymaj jeszcze parę minut.

– Tata, ale ja już nie mogę!

– Przecież mijałeś już dwa zjazdy, Robert, czy ty nie rozumiesz, że to tylko dziecko?

– Chciałem się zatrzymać na BP, mam tam kartę, punkty zbieram, a jest zaraz… Dobra, już, zjeżdżamy. Jezu!

Sugerując się informacją o pobliskiej stacji, którą posłusznie wyświetlał GPS, Robert zjechał z A-dwójki, kierując się na miejscowości o wdzięcznych nazwach Poźrzadło i Czartów.

Fiat stilo, cały w kurzu i z kolekcją insektów na rejestracji, opuścił ślimak i Sznajderowie wjechali na świecącą pustkami drogę prowadzącą przez las. Rowy przy jezdni były zbyt głębokie, aby myśleć o postoju na poboczu. Robert otarł wierzchem dłoni pot z czoła. Sierpniowe upały dawały się im we znaki przez cały pobyt w Berlinie i nie zanosiło się na to, aby w najbliższym czasie miały zelżeć. Początkowo planowali wypad nad Bałtyk, aby Julka mogła przed rozpoczęciem podstawówki nacieszyć się wodą, ale kuzyni Roberta tak naciskali, że w końcu uległ. Ostatecznie był to doskonały wybór – Jon i Debra byli cudowni, a Julka, zachęcona przez ich syna Hanka, zaczęła nawet czytać i pisać pierwsze literki. Poza tym, jak żartowali między sobą, ceny nad Bałtykiem i w Berlinie nie różniły się wcale tak bardzo.

Roberta do rzeczywistości przywołał kolejny pisk.

– Tata, ja już nie mogę!

– Zatrzymaj się, trudno, wysika się w krzakach. – Weronika zmarszczyła brwi w charakterystyczny dla siebie sposób, niewróżący nic dobrego.

– Przecież dojeżdżamy do stacji i… Cholera.

Już z daleka dostrzegł, że Orlen jest dopiero w budowie, a ogromny baner informował o otwarciu przewidzianym na październik. Dziwnym trafem na kilka dni tuż przed planowanymi wyborami.

„Wątpię, by Julka aż tyle wytrzymała”, pomyślał Robert, przejeżdżając obok. Z tylnej kanapy dochodziło smutne popłakiwanie.

– Do cholery, zatrzymaj się gdziekolwiek – syknęła Weronika.

Zwolnił dużo poniżej pięćdziesiątki, zdeterminowany, by jak najszybciej znaleźć odpowiednie miejsce. Minęli znak informujący, że wjechali do Poźrzadła, a zaraz potem pokazała się domowej roboty strzałka. Robert nie przyjrzał się jej uważnie, ale najważniejsza informacja została przekazana – tu jest zjazd.

Wjechał na piaskową drogę i zatrzymał pod najbliższą sosną. Weronika szybko wypięła się z pasów i wyciągnęła zapłakaną Julkę z fotelika. W międzyczasie posłała piorunujące spojrzenie Robertowi. On zaś westchnął i ugryzł się w język, by nie wypomnieć, że to ona pozwoliła córce wychłeptać całą colę.