Predykcja Dalii - Kajetan Szokalski - ebook + audiobook

Predykcja Dalii ebook i audiobook

Szokalski Kajetan

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Staropol, gorące lato 1906. Śledcza Dalia zostaje wezwana do sprawy włamania i morderstwa młodej żony. Na miejscu, w podupadającej posiadłości, nic nie jest takie, jak powinno, na jaw wychodzą dawne spory i konflikty. Jednak okazuje się, że to dopiero początek

Opowieść szkatułkowa zgrabnie łącząca w sobie elementy kryminału i cyberpunka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 27

Rok wydania: 2024

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 52 min

Rok wydania: 2024

Lektor: Mikołaj Krawczyk

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Predykcja Dalii

Jedynym środkiem na technologię (na jej skutki jakoś fatalne) jest inna technologia.

Stanisław Lem

Słońce chyliło się ku zachodowi, a jego promienie tańczyły w paprociach gęsto porastających lasy Staropola. Za linią drzew wyraźnie było widać nieskończone pola porośnięte falującymi trawami.

Śledcza Dalia Verhorte oglądała tę scenerię z wnętrza dyliżansu, co rusz podskakującego na nierównej drodze. Wachlowała się swoim kapeluszem i chociaż nie mogła oderwać wzroku od spektaklu światłocieni, który odbywał się na leśnej scenie, to w głębi duszy cieszyła się, że ten parny wieczór dobiega końca. Lato roku pańskiego 1906 sprzyjało jedynie pijaństwu oraz gwałtowności. Dlatego też wcale się nie zdziwiła, gdy do jej biura wpadł zdyszany posłaniec, by poinformować, że w siedzibie rodowej Lestonów doszło do włamania i morderstwa. Poza Dalią w biurze śledczym Staropola nie było już nikogo, więc bez wahania przyjęła zgłoszenie, zamówiła dyliżans i udała się w niezbyt długą, aczkolwiek mało komfortową drogę.

Gdy dyliżans się zatrzymał, woźnica zastukał trzy razy w drewnianą kabinę, co oznaczało: „dojechaliśmy, można bezpiecznie opuścić pokład”. Śledcza założyła starannie kapelusz i opuściła pojazd. Nie zapomniała, oczywiście, zabrać ze sobą walizeczki obleczonej skórą, z metalowymi usztywnieniami na rogach. Złote „D” zamigotało w promieniach słońca. Dalia poprawiła brązową marynarkę z miękkiej skóry, wygładziła fałdy czarnych spodni, po czym zwróciła się do zgarbionego wyrostka siedzącego na koźle:

– Dziękuję za podwózkę.

Młodzieniec nieznacznie skinął głową.

– Starałem się omijać dziury, jak mogłem, śledcza, ale wygląda na to, że martwię się stanem tej drogi bardziej niż jej właściciel. – Splunął przez ramię, dobitnie dając do zrozumienia, co o tym sądzi.

Rzuciła chłopakowi srebrną monetę, a potem udała się żwawym krokiem w stronę dworku.

Siedziba rodowa Lestonów nie prezentowała się najlepiej na tle innych posiadłości w Staropolu. Mimo że ktoś zadbał o wybielenie frontowej fasady, wyczulone na szczegóły oczy Dalii od razu dostrzegły, że okienne ramy oraz misterne zdobienia balkonu nie zostały potraktowane z taką samą pieczołowitością. Najwyraźniej robiono remont w pośpiechu, bo nie zawracano sobie nimi głowy; drewno było poczerniałe i spróchniałe.

Śledcza podeszła do drzwi i zastukała zaśniedziałą kołatką. Zrobiła krok w tył, przyglądając się płaskorzeźbom zdobiącym drzwi z obu stron. Niegdyś przedstawiały niewiasty niosące kosze pełne pszenicy, teraz zaś przypominały powykręcane postacie z sennych koszmarów.

Kiedy drzwi się otworzyły, ze środka natychmiast wydobył się powiew ciepły, ale nie niosący w sobie gościny. W progu powitał ją mężczyzną ze schludnie zaczesanymi siwymi włosami i bystrym spojrzeniem niebieskich oczu. Trzyrzędowy garnitur przywodził na myśl wysoko postawioną personę w hrabstwie. Czujnym spojrzeniem otaksował nowo przybyłą.

– Panna Verhorte, Główna Śledcza Staropola – przedstawiła się. – Goniec przyniósł mi wieści o włamaniu i tragedii hrabiego Lestona. Wyrazy współczucia.

– Verhorte, niezwykłe nazwisko. – Wymówił jej nazwisko „Ver’orte”, z ubezdźwięcznieniem typowym dla południowców. Dalia nie odniosła się do tej uwagi, więc mężczyzna po chwili podjął wątek. – Ach, tak, hrabina Bibbiene, to straszne. – Odsunął się, aby śledcza mogła wejść do oświetlonego holu. – I to w dniu pierwszej rocznicy ślubu, naprawdę, kto by pomyślał, okropne…

– Podobno doszło do włamania. Nie widziałam żadnych śladów na drzwiach frontowych, panie…?

– Jonas Pousse, panno Verhorte. – Skinął głową. – Jestem lokajem na włościach Lestonów. Ma panna czujne oko.

– W moim fachu to podstawa.

– Jak panna słusznie zauważyła, włamanie miało miejsce na zapleczu kuchni. Proszę za mną.

Skłonił się usłużnie i poprowadził Dalię w głąb dworu. Śledcza omiotła spojrzeniem ponure wnętrze. Nie mogła opędzić się od myśli, że w tych ciemnościach i zaduchu żałoba rozgościła się na długo przed dzisiejszą tragedią. Nie odczuwało się tu świątecznej atmosfery.