Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian - Albert Zipper - ebook

Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian ebook

Albert Zipper

0,0

Opis

Klasyczny tekst w nowoczesnej formie ebooka. Pobierz go już dziś na swój podręczny czytnik i ciesz się lekturą! Mity greckie i rzymskie podane w przystępnej formie, szczególnie polecane dla dzieci i młodzieży. Lektura obowiązkowa, nie tylko dla uczniów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 258

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



ALBERT ZIPPER

Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian

ISBN: 978-83-7991-582-8 Licencja: Domena publiczna Źródło: Fundacja Nowoczesna Polska Zdjęcie na okładce: Carole Raddato Opracowanie ebooka: Masterlab www.masterlab.pl

1. Mitologia

Wierzymy, że i słońce, i księżyc, i najdrobniejsza trawka, i muszka — słowem wszechświat cały — są dziełem jedynego Boga, który je stworzył i opiekuje się nimi, tego samego Boga, który i człowieka do życia powołał.

Jak myśleli o tym ludzie w owych czasach, kiedy o jednym Bogu nie mieli jeszcze wyobrażenia? Czyż nie widzieli tylu cudów dokoła siebie lub nie zastanawiali się nad nimi? Widzieli je, lecz nie umieli sobie wyobrazić, jakoby wszystkie były dziełem jednego Stwórcy. Kiedy zobaczyli spienione fale morza, myśleli o jakiejś wyższej istocie, która nad morzem panuje; kiedy drżeli wśród huku grzmotów i ognia błyskawic, modlili się do jakiegoś boga, który włada burzami; kiedy podziwiali zboże z ziemi wyrastające i obdarzające ludzi ziarnem pożywnym, znowu innemu bóstwu przypisywali to dobrodziejstwo.

Oprócz bogów, którzy w taki sposób powstali w wyobraźni ludzkiej, czciły niektóre narody także herosów, tj. bohaterów, którzy żyjąc w czasach zamierzchłych, spełnili nadzwyczajne czyny i zasłużyli sobie na wdzięczną pamięć u potomności i na szczególniejsze względy bogów samych. Takich bohaterów nazywamy także półbogami.

O bogach, jako też o bohaterach nagromadziły się z biegiem czasu u różnych narodów liczne opowieści. Atoli wyobraźnia ludzka okazała się w tym względzie nie zawsze jednaka; nie wszystkie narody posiadają równie piękne podania, nie wszystkie też mają równe ich bogactwo.

Od greckiego słowa mythos, które znaczy tyle, co opowiadanie — i dziś jeszcze („mit”) używane jest w ściślejszym znaczeniu opowiadania o bogach i herosach — poszedł wyraz „mitologia”, oznaczający naukę o mitach.

Mitologia poucza więc o bóstwach narodów, które czciły więcej niż jednego Boga. Wymienia tych bogów, wylicza ich czyny, przedstawia ich dzieje. Nadto opowiada koleje życia i przygody bohaterów, których narody także prawie na równi stawiały i czciły z bogami. Książki o mitologii traktujące zwykły oprócz tego podawać także wiadomości o czci bogom oddawanej, czyli o kulcie bogów, więc o uroczystościach religijnych, o świątyniach, ofiarach w nich składanych, o kapłanach itp.

Żaden naród nie mógł się szczycić tak niesłychanym bogactwem pięknych i zajmujących podań mitycznych, jak naród grecki. Rzymianie nie posiadali wyobraźni ani tak bujnej, ani tak żywej jak Grecy, nie umieli więc stworzyć równie bogatej mitologii własnej, tak że nie zadowalając się bóstwami rodzimymi, z biegiem czasu przywłaszczyli sobie całą mitologię Greków i tylko imiona zmienili na rzymskie.

Mitologia Greków, sama przez się bardzo piękna i zajmująca, zasługuje tym bardziej na uznanie, że wywarła wpływ na rozwój poezji i sztuki u wszystkich cywilizowanych narodów. Kto też nie zna greckiej mitologii, ten nie zrozumie, co przedstawiają najznakomitsze dzieła sztuki rzeźbiarskiej, nie tylko starożytnych Greków, ale i artystów nowszych czasów; kto nie zna greckiej mitologii, nie może myśleć o czytaniu wielu arcydzieł poezji, co więcej, nieraz, czytając nawet najprzystępniejszą książkę, napotka imiona, zwroty i zdania, których znaczenia wytłumaczyć sobie nie zdoła.

Powstanie świata

2. Uranos i Gaja

Grecy opowiadali, że zanim powstali bogowie, ludzie i świat cały, nie istniało nic prócz chaosu. Chaos zaś była to próżna, przepaścista przestrzeń lub, jak wierzyli inni, niekształtna, nieuporządkowana mieszanina wszystkich żywiołów. Z tego chaosu poczęły się z wolna wyłaniać rozmaite twory, między innymi Uranos (Niebo) i Gaja (Ziemia).

Uranos i Gaja połączyli się węzłem małżeńskim i mieli licznych potomków. Najstarsi z nich byli tzw. tytani, ulubieńcy ojca. Mniej uznania mieli u niego inni synowie, toteż strącił ich do Tartaru, tj. do przestrzeni pogrążonej w wiecznej nocy, a tak głęboko roztaczającej się pod ziemią, jak wysoko niebo ponad nią się wznosi. Gaja, dotknięta żywo w swej macierzyńskiej miłości, postanowiła zemścić się na mężu za krzywdę dzieci.

Chcąc osiągnąć upragniony cel, Gaja namawiała swych pozostałych na ziemi synów, tytanów, aby targnęli się na własnego ojca i pozbawili go władzy. Jednak jeden po drugim odepchnął myśl tak zuchwałą i potworną; dopiero najmłodszy z nich, imieniem Kronos, dał się nakłonić i strącił z tronu ojca, władcę świata.

3. Kronos i Rea

Po upadku Uranosa zaczyna się drugi okres rządów niebian, mianowicie panowanie Kronosa i małżonki jego Rei. Kronos jednak niedługo cieszył się władzą na tronie ojcowskim. Uranos rzucił klątwę na zuchwałego syna i przepowiedział mu, że taki sam los, jaki on ojcu zgotował, czeka i jego. Dręczony więc wyrzutami sumienia i obawiając się spełnienia ojcowskiego przekleństwa, Kronos nie chciał żadnego ze swych dzieci pozostawić przy życiu. Kiedy mu się któreś narodziło, połykał je natychmiast, i tak pochłonął już pięcioro: Hestię, Demeter, Herę, Hadesa i Posejdona. Jednak Rea była nie mniej dobrą matką od Gai i żal jej było smutnego losu dziatek. Toteż kiedy na świat przyszło szóste z kolei dziecię, podała Kronosowi zamiast niego zawinięty w pieluszki kamień odpowiedniej wielkości i kształtu, a on połknął go łakomie, nie przypatrując się bliżej. Ocalone dziecię chowało się tymczasem szczęśliwie na wyspie Krecie, pod staranną opieką kapłanów Rei. Trzeba im jednak było użyć niemałej przezorności, aby nie zwrócić uwagi podejrzliwego Kronosa. Nie opuszczali więc kapłani boskiego dziecięcia i wśród bicia w bębny, szczęku oręża i muzyki rogów i piszczałek wykonywali tańce bojowe, aby zagłuszyć płacz niemowlęcia leżącego w kołysce.

Zeus — tak było na imię chłopcu — wzrastał i mężniał dziwnie prędko, tak że ledwie rok licząc, mógł już stanąć do walki z Kronosem. Przede wszystkim zaś przemyśliwał nad tym, aby przywołać znów do życia rodzeństwo, które nielitościwy ojciec pochłonął. Za poradą bogini roztropności potajemnie podano Kronosowi lekarstwo, które tak skutecznie podziałało, że wyrzucił najpierw połknięty na końcu kamień, a potem braci i siostry Zeusa. Kamień ów pokazywano w Delfach jeszcze w historycznych czasach. W walce, która wkrótce się wszczęła, stanął Kronos razem z tytanami na górze Otrys, zastęp zaś młodych bogów zajął pod dowództwem Zeusa szczyty góry Olimpu.

Dziesięć lat trwała straszna wojna. Piorun po piorunie miotał Zeus z Olimpu na tytanów, którzy nareszcie, porażeni i osmaleni, runęli do ponurych otchłani Tartaru, a z nimi także sam Kronos. Według innego podania, pojednawszy się z Zeusem, panuje Kronos na Wyspach Elizejskich nad duchami zmarłych ludzi cnotliwych.

W tym miejscu przerwiemy tok naszego opowiadania uwagą ogólną. Już to, co dotąd usłyszeliśmy z mitologii, nasuwa nam myśl, że mówiąc o bogach pogańskich, musimy się pozbyć naszych wyobrażeń o bóstwie. Bóg, ów jeden, wielki, wieczny, którego czcić nauczyliśmy się od dziecka, to istota łącząca w sobie wszystkie cnoty w najwyższym stopniu, do jakiego i najlepszy człowiek nigdy wznieść się nie potrafi, a oprócz tego wiele przymiotów, do jakich żaden śmiertelny nigdy nie może rościć sobie pretensji. Zupełnie inaczej ma się rzecz z bogami mitologicznymi. Posiadają oni wprawdzie przymioty nadludzkie, jednak grzeszą jak występni ludzie, ulegają pokusom do zła i namiętnościom, kłamią i krzywdzą, mszczą się i oszukują.

Kronosa przedstawiała sztuka siedzącego na tronie, z głową nakrytą, z sierpem w ręku. Nie miał on świątyń ani kapłanów. Rea, przeciwnie, doznawała powszechnej czci, miała osobne uroczystości i własnych kapłanów. Głównie czczono ją na wyspie Krecie, gdzie jej wielki syn, Zeus, ujrzał światło dzienne. Z biegiem czasu pomieszano Reę nie tylko z Gają, lecz przede wszystkim z Kybele, boginią niegrecką, której kult kwitł w Azji Mniejszej, i połączono obie nazwy, czcząc ją jako Reę Kybele. Ulubionym Rei zwierzęciem był lew; jeździ ona na nim albo na rydwanie, który ciągnie para tych wspaniałych zwierząt. Tak też przedstawia ją sztuka; na głowie ma koronę, kształtem naśladującą mury i bramy miasta.

Płaskorzeźba starożytna na marmurowym ołtarzu (ryc. 1), dziś w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie, przedstawia chwilę, kiedy Rea z nieśmiałością przystępuje do ponurego Kronosa i podaje mu kamień zamiast nowo narodzonego Zeusa.

4. Saturn

Saturn, prastary bóg zasiewów u narodów italskich, został później zrównany z greckim Kronosem. Opowiadano więc, że Kronos, czyli Saturn, utraciwszy władzę nad światem, przybył do Italii i tu zagarnął rządy królewskie. Na czasy panowania jego przypadł złoty wiek ludzkości; ludzie byli wówczas dobrzy, pobożni, szczęście też wieńczyło wszelkie ich zamiary, i błogo i swobodnie przechodziło im życie; smutne wyrazy: niewola, niewolnik — nie były jeszcze znane.

Na pamiątkę złotego wieku Rzymianie corocznie obchodzili święto, mniej więcej w porze naszego Bożego Narodzenia, którego początek sięgał bajecznych jeszcze czasów, przed założeniem Rzymu. W okresie tych uroczystości panowała ogólna wesołość, prace ustawały, a wszyscy oddawali się radości, ucztom i zabawom. Dzieci grały w kości o orzechy, starsi o pieniądze. Niewolnicy zasiadali do stołów, a usługiwali im panowie. Znajomi i krewni obdarzali się nawzajem upominkami, które w czasie tych Saturnaliów sprzedawano na osobnym targu, jak u nas na targu gwiazdkowym.

5. Walka Zeusa z Tyfonem. Wojna bogów z gigantami

Wiemy już, że po strąceniu Kronosa nowe pokolenie bogów ujęło w swe ręce berło świata. Jednak zanim to młode pokolenie osiągnęło niezachwianą, stanowczą władzę, musiało stoczyć jeszcze dalsze walki z potomkami dawniejszych bogów.

I tak, jednym z synów Gai był przerażający potwór, imieniem Tyfon. Sto smoczych głów z ogromnymi językami i zębami sterczało na jego cielsku, dym i ogień buchały mu z paszcz, płomienie żarzyły się w jego oczach; to rycząc jak gromada lwów albo wołów, to kwiląc jak szczenięta, szalonym pędem unosił się przez góry i doliny, szerząc wszędzie zniszczenie. Zeus sam stanął do walki przeciw potworowi, który zagrażał całemu światu. Ziemia i morze, Tartar i niebo drżały od tych zmagań, w których Zeus piorunami, Tyfon ogniem walczył o zwycięstwo. Bój zaś był tak zacięty, że od ognia ziemia płonęła, a morze kipiało. Ostatecznie Zeus zwyciężył. Powalił na ziemię pokonanego Tyfona i rzucił go w otchłań Tartaru, gdzie niezdolny szkodzić światu i bogom, pozostanie na wieki.

Z Tyfonem jednak nie ustąpił z pola ostatni przeciwnik nowego porządku świata. Oprócz wspomnianych powyżej tytanów byli jeszcze inni synowie Gai, mianowicie olbrzymi ród gigantów, których teraz sama matka buntowała przeciw nowym bogom. Żal jej było dzieci, tytanów, że musieli jęczeć zamknięci w Tartarze, i namówiła strasznych gigantów do walki z młodymi bogami. Stanęli więc giganci do boju. Każdy z tych potworów miał ogromną siłę, a śmiałość bez granic, wysoki był jak góra, ciało zaś u dołu miało postać potwornego węża.

Rozpoczęła się wojna; giganci stawiali górę na górę, aby dosięgnąć wysokiego mieszkania bogów, i ciskali w nich płonącymi dębami i rozpalonymi skałami. Naprzeciw nich stanęli młodsi bogowie i walczyli śmiało z napastnikami; lecz daremne były ich wysiłki, bo nawet pioruny rzucane bez przerwy zdołały zaledwie na chwilę odurzyć gigantów, a zabić żadnego nie mogły.

W rozpaczy przywołali bogowie na pomoc silnego i walecznego bohatera Heraklesa, dowiedzieli się bowiem, że jest wolą przeznaczenia, aby człowiek pokonał potwornych szaleńców. Przybył więc Herakles, naciągnął łuk i począł gigantów razić strzałami, o których celności już nieraz się przekonał. Za pierwszym strzałem padł śmiertelnie ugodzony ich przywódca. Lecz ledwie dotknął ziemi, w tej samej chwili powstał na nowo, jakby nic mu nie było, i zaczął walczyć dalej. Zaraz poznali bogowie, jaka jest przyczyna tego cudu. Oto, kiedy gigant dotknął swej matki, Gai, tj. ziemi, natychmiast go uzdrawiała. Chwycił więc Herakles przeciwnika w ramiona, podniósł w górę i zdusił w powietrzu. Na szczęście tylko ten jeden wódz gigantów obdarzony był tak cudowną cechą; innych powaliły celne pociski Heraklesa bez nadprzyrodzonej przeszkody. Bogowie nie spoczywali również; całymi wyspami ciskali na olbrzymów i przykrywali ich nimi. Tak więc jeden z nich leży pod wyspą Sycylią i ciągle jeszcze, rzucając się w gniewie, wstrząsa ziemią i z krateru Etny wybucha ogniem i żarem. Podobnie i w innych wulkanach kryją się, jak opowiadano, giganci i w gniewie wyrzucają z nich żar i ogień.

Wojna z gigantami zakończyła się zwycięstwem bogów i triumfem Heraklesa. Odtąd nowe pokolenie dzierżyło już bezpiecznie rządy świata.

Sztuka grecka dość często przedstawiała walkę bogów, zwłaszcza zmagania Zeusa z gigantami. Najwspanialej i najdokładniej przedstawili ją znakomici artyści w szeregu płaskorzeźb, stanowiących razem pas o wysokości ponad dwóch metrów, a długości 120 metrów, na olbrzymich rozmiarów ołtarzu w mieście Pergamon w Azji Mniejszej. Około 1880 r. wydobyto spod gruzów znaczną część tego nieocenionego dzieła sztuki. Zamieszczona rycina (ryc. 2) przedstawia właśnie walkę Zeusa z gigantami, według płaskorzeźby z ołtarza pergameńskiego, i daje wyobrażenie o skończonym pięknie tej pracy znakomitych artystów greckich. W rzeczywistości zachowane dzieło sztuki nie wygląda zupełnie tak, jak je przedstawia rycina, gdyż odbite lub nadbite są tam czasem to twarze, to członki ciała poszczególnych postaci. Rycina nasza to wizerunek „odrestaurowany”, to znaczy uzupełniony w myśl pierwotnego wyglądu, jaki wyszedł spod dłuta artysty.

Ponad innymi postaciami, które tam spostrzegamy, góruje Zeus. W lewej ręce jako tarczę trzyma egidę, kozią skórę, która posiada zgubną moc. Toteż młody gigant, znajdujący się już pod jej wpływem, słania się i za chwilę runie na ziemię. Trzymanym w prawicy piorunem Zeus ciska w starszego giganta; ten lewą ręką usiłuje się ochronić, a prawą rzuca głaz.

Ten właśnie gigant ma spiczaste uszy, a zamiast nóg olbrzymie węże; jeden z tych węży zwrócił się w stronę samego Zeusa, z drugim walczy orzeł Zeusa. Po lewej stronie boga padł na ziemię gigant o postaci zupełnie ludzkiej, zbrojny w miecz i tarczę; wsparty na prawym ramieniu, z trudem stara się utrzymać w pozycji siedzącej. Zginie, bo piorun Zeusowy uderzył go w lewe udo; z pioruna buchają płomienie. Lewe ramię, na którym zawieszona jest tarcza, gigant wyciągnął ku zwycięskiemu Zeusowi, jakby błagał litości.

Ryc. 3 przedstawia ołtarz pergameński, jak wyglądał w starożytności. Zwierzęta ofiarne zabijano na dole, a mięso wynoszono po schodach aż na sam szczyt budowli, gdzie je palono. Ofiary krwawe zawsze odbywały się pod gołym niebem, wewnątrz świątyń stały tylko małe ołtarze, przeznaczone dla ofiar niekrwawych: kładziono na nich owoce, kwiaty, pieczywo, wylewano wino lub miód na cześć bogów.

Bogowie i boginie

6. Bogowie olimpijscy

Wiemy już, że Zeus wskrzesił połknięte przez niemiłosiernego ojca rodzeństwo. Byli to dwaj bracia i trzy siostry. Z braćmi Zeus podzielił się rządami świata: sam miał panować w niebie, władzę nad morzem otrzymał jego brat Posejdon, a trzeci brat, Hades, objął rządy w podziemiu. Obok nich było jeszcze wielu innych bogów, na ziemi, w niebie i w podziemiu, byli bogowie więksi i mniejsi, czyli wyżsi i niżsi.

Góra Olimp w Tesalii jest najwyższym szczytem Grecji; jej wierzchołek, okryty wiecznym śniegiem, osłonięty tajemniczą mgłą wznosi się na prawie trzy tysiące metrów ku niebu. Poza tą zasłoną wyobrażał sobie lud grecki siedzibę bogów jako gród wielki, wspaniały, pełen licznych pałaców. Pałac Zeusa wznosił się na samym szczycie Olimpu, najbliżej stropu niebieskiego, w którego niezmąconym błękicie kąpią się oczy nieśmiertelnych. Wiecznie tam ciepło i miło, wiecznie jasno i słonecznie, nigdy nie ma ani deszczu, ani zimy.

Na Olimpie mieszkali obok Zeusa wszyscy wyżsi bogowie, których władza obejmowała niebiosa lub ziemię, oprócz Posejdona; jego pałac bowiem znajdował się w głębi morza.

Bogowie niebiescy byli wszyscy jaśni, pogodni; bóstwa podziemia, nieprzywykłe do światła, ponure, nie mieszkały na Olimpie, przybywały tam, do pałacu Zeusa, tylko w nadzwyczajnych wypadkach na wielkie zgromadzenia, na ważne narady.

7. Zeus

Zeus (wymawiaj: dzeus), król bogów, „ojciec bogów i ludzi”, jest pierwszym i najpotężniejszym z wszystkich bogów. Wyższego nad siebie nie zna: jedynie odwieczne przeznaczenie kieruje jego wolą, która poza tym nie jest niczym ograniczona. Zeus jest silniejszy niż wszyscy bogowie razem. Gdyby wszyscy zmówili się i wspólnymi siłami zarzucili mu łańcuch na nogi, nie zdołaliby go ściągnąć z Olimpu; on zaś, gdyby tylko zechciał, nie tylko wszystkich bogów, ale i ziemię i morze, wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta dźwignąłby sam w górę i uwiązał u szczytu Olimpu.

Od Zeusa zależą wszelkie zjawiska niebieskie, atmosferyczne: burza i pogoda, deszcz, śnieg i grad. Gdy rozgniewany potrząśnie egidą, swoją tarczą, na ziemi szaleje burza; gdy wstrząśnie głową, cały świat i Olimp drżą w posadach.

W ręku Zeusa spoczywa też dola ludzi i życie. Na złotej wadze ważył król bogów losy śmiertelnych i zsyłał szczęście lub niedolę; karał niegodnych, pomagał pobożnym i uczciwym. Szczególną zaś opieką otaczał panujących, którzy od niego otrzymali swą władzę. Oni też starają się o to, żeby na ziemi spełniała się wola Zeusa, żeby wszędzie panował porządek i prawo.

Święte prawo gościnności miało w Zeusie gorliwego opiekuna, który strasznie mścił się za jego pogwałcenie, za wszelką krzywdę i zniewagę wyrządzoną gościowi. Biada też krzywoprzysięzcom, żaden z nich nie ujdzie karzącej prawicy najwyższego z bogów, którego obraził złamaniem świętej przysięgi, tej najwyższej rękojmi wzajemnej wiary pomiędzy ludźmi.

Zeus jest wszechwiedzący, zna przeszłość i przyszłość. Zasłona, jaka przed oczyma śmiertelników zakrywa ich przyszłe losy, nie istnieje dla wzroku Zeusa. Niekiedy też odchyla on jej rąbek przed ludźmi i pozwala im zajrzeć w tajemniczą przyszłość. Zeus więc zsyła ludziom sny, aby im objawić swą wolę, wpłynąć na ich postanowienia i pokierować w ten sposób ich losem. Sny bywają niekiedy tak wyraźne, że śniący z łatwością sam mógł je sobie wytłumaczyć; dla zrozumienia mniej jasnego snu udawał się do doświadczonego wróżbity, który mu tłumaczył jego znaczenie. Innego rodzaju wróżbą były błyskawice i grzmoty, tęcza, trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca lub księżyca, a wszystkie te zjawiska odnosili Grecy do Zeusa. Za jego też wolą zjawiają się ptaki, to z prawej, to z lewej strony, to takie, to inne, w wielkiej gromadzie lub pojedynczo — i także w tych zjawiskach upatrywano wróżbę przyszłości i śledzono je ze szczególną uwagą. Wróżono nadto z jelit zwierzęcia ofiarnego, z układania się i barwy dymu palącej się już ofiary. Wszystkie wyrocznie, miejsca, w których kapłani wróżyli przyszłość, należały do Zeusa, a jeżeli wyrocznią władał inny bóg, jak np. Apollo wyrocznią delficką, działo się to niejako w zastępstwie Zeusa, w jego imieniu i z jego polecenia.

W miejscowości Dodonie, w krainie greckiej Epirze, była prastara wyrocznia Zeusa przy jego najdawniejszej świątyni. Kapłani i kapłanki wróżyli tam przyszłość z szumu świętego dębu i ze szmeru źródła, które biło w cieniu tego drzewa, w późniejszych czasach także z dźwięku naczyń z brązu zawieszonych na dębie.

Zeusowi poświęcone były: król ptaków: orzeł, najwspanialsze z drzew: dąb, i szczyty gór, jako wznoszące się ponad siedzibami ludzi.

Z biegiem czasu starożytni zaczęli pod imieniem Zeusa czcić rozmaitych bogów innych narodowości. Znany np. z dziejów Aleksandra Wielkiego Zeus Ammon jest właściwie egipskim bogiem Amonem, który w oazie Siwa posiadał wspaniałą świątynię z wyrocznią. Kapłani świątyni tej uczcili króla macedońskiego, gdy do nich zawitał, imieniem syna Zeusa Ammona.

8. Olimpia i igrzyska olimpijskie

Z dzikich gór krainy Arkadii wypływa rzeka Alfejos, która wijąc się wśród lesistych wzgórz, szerokim korytem płynie do nisko położonej krainy Elidy. Północny brzeg Alfejosu w Elidzie nazywano w starożytności Olimpem. Nazwa ta zatem, jak widzimy, nie ograniczała się do tego jednego szczytu, który był ulubioną siedzibą władców świata, lecz Olimp oznaczał w ogóle górzyste miejsce związane w jakiś sposób z czcią bogów. Na Olimpie elejskim czy też u jego stóp oddawano już w zamierzchłych czasach cześć Zeusowi, najwyższemu z bogów. Miejsce to zasłynęło jako źródło łask Zeusa i z daleka pielgrzymowali do niego mieszkańcy Peloponezu.

Dwa narody peloponeskie, Elejczycy i Spartanie, zawarli pomiędzy sobą umowę, w której uroczyście zobowiązali się bronić nietykalności świętego miejsca i nie przeszkadzać pielgrzymom udającym się do niego. Traktat ten sięga ósmego wieku przed Chrystusem. Wtedy już przy świątyni Zeusowej odbywały się igrzyska, a w tym czasie musiał panować pokój w całym Peloponezie. Krainę Elis uważano za poświęconą Zeusowi, dlatego nigdy nie groziła jej wojna i nikt nie zakłócał pokoju jej mieszkańcom.

Heraklesa, największego bohatera plemienia Dorów, wymieniały prastare podania jako tego, który ustanowił uroczystości olimpijskie. Święto to miało zrazu znaczenie tylko miejscowe; z biegiem czasu jednak nabierało znaczenia coraz ogólniejszego i począł je obchodzić cały Peloponez, później Hellada (Grecja) cała, a wreszcie i najodleglejsze osady Hellenów (Greków). Grecy, rozrzuceni po wszystkich częściach ziemi, dzielący się na cztery szczepy: Dorów, Jonów, Eolów i Achajów, i rozbici na liczne, często żyjące w niezgodzie plemiona, uważali się mimo to za jeden naród, gdy chodziło o uroczystości olimpijskie. Święte miejsce najwyższego z bogów greckich stało się niejako ogniskiem, duchową stolicą całego narodu helleńskiego. Wskazują na podobne znaczenie Olimpii i takie okoliczności, że np. wszyscy Grecy liczyli czas według igrzysk olimpijskich na olimpiady, albo że długość toru wyścigowego w Olimpii przyjęto powszechnie jako miarę przestrzeni, tzw. stadion (łac. stadium).

Olimpia nie była miastem, chociaż w najbliższym jej sąsiedztwie stało za dawnych czasów miasto. Zburzyli je do szczętu Spartanie po trzeciej wojnie meseńskiej (w piątym stuleciu), tak iż już w starożytności wielu pisarzy powątpiewało, czy w ogóle kiedykolwiek istniało tam miasto. Od tego czasu w okolicy Olimpii były już same tylko wsie, cała zaś kraina nie miała sobie równej w Helladzie ani co do zamożności mieszkańców, ani co do urodzajności i uprawy ziemi.

Obszar Olimpii składał się z dwóch części. Główną częścią była tak zwana Altis, przestrzeń poświęcona Zeusowi. Według podania sam Herakles, syn Zeusa, odgraniczył tę świętą przestrzeń od reszty i otoczył ją wysokim murem. Wiodła do niej jedna ogromna brama, przez którą procesje dostawały się do świętego miejsca. Na prawo od tej bramy rosło święte drzewo oliwne; zasadzić je miał również Herakles, przyniósłszy ze sobą wątłą latorośl aż skądś od źródeł Dunaju, o które to strony niegdyś zawadził w swoich nieskończonych wędrówkach po ziemi. Była to dzika oliwka, od uprawnej różniąca się ciemniejszymi listkami. Z tego drzewa, zwanego drzewem pięknych wieńców, odcinano gałązki, najzaszczytniejszą nagrodę zwycięzców olimpijskich. Złotymi nożycami odcinał je chłopiec, którego rodzice oboje jeszcze żyli.

Pomiędzy wszystkimi zabudowaniami zajmującymi świętą przestrzeń Altis górowała znaczeniem i wspaniałością świątynia Zeusa. Początki jej sięgają niepamiętnych czasów. Najpierw był tu tylko ołtarz, potem stanęła bardzo skromna świątynia; skromna też pozostała aż do czasów, kiedy sztuka grecka dosięgła swego szczytu. Za czasów Peryklesa zakwitły w Atenach budownictwo i rzeźba tak świetnie i jako owoc jej rozkwitu stanęło tyle niewidzianych dotąd pomników, że oczy całej Grecji olśnił wspaniały blask sztuki ateńskiej. Elejczycy też nie chcieli pozostać w tyle, zwrócili się więc do Aten i zażądali stamtąd budowniczych i rzeźbiarzy, którzy by równie wspaniale, jak swe miasto rodzinne, ozdobili Olimpię, tę wspólną świętość wszystkich Hellenów. Zaszczytnego wezwania usłuchali artyści ateńscy i przybyli nad brzegi Alfejosu, na czele ich zaś był Fidiasz, mistrz najsławniejszy ze wszystkich.

Liczne pomniki sztuki, które powstały w tych czasach i później, zachowały się do naszych czasów niestety nieraz bardzo uszkodzone i przysypane ziemią. Wydobyła je na powierzchnię ziemi wyprawa naukowa wysłana do Olimpii na koszt rządu niemieckiego. W latach 1875 do 1878 pod kierunkiem uczonych archeologów, czyli znawców sztuki starożytnej, robotnicy przekopali cały teren świętej Altis. Badania nad pomnikami, które wówczas wykopano, w połączeniu z opisami przekazanymi nam przez pisarzy starożytnych, pozwalają obecnie stworzyć sobie dokładny obraz świątyni Zeusa i innych budowli w Olimpii.

Świątynie bogów budowali Grecy najczęściej w kształcie prostokąta. Ozdobą świątyń były kolumny, umieszczone nie tylko w środku, ale i na zewnątrz. W jednych świątyniach kolumny zewnętrzne znajdowały się tylko po jednej stronie, tj. od wschodu, gdzie było wejście, w innych także po przeciwnej. Często całą świątynię otaczała kolumnada, tj. szereg kolumn w jednym lub nawet w dwóch szeregach. W ten sposób powstały rozmaite typy świątyń, z których każdy miał swoją nazwę.

Do świątyni wchodziło się schodami, których ilość była zawsze nieparzysta, ażeby wstępujący do przybytku bożego tak na pierwszym, jak i na ostatnim schodzie stawał prawą nogą.

W czasach, kiedy sztuka Greków stanęła u szczytu swego rozwoju, świątynie bogów budowano w jednym z trzech stylów: w stylu doryckim, jońskim albo korynckim. Każdemu stylowi odpowiada właściwa mu kolumna, więc mamy i trzy rodzaje kolumn: kolumnę dorycką, jońską i koryncką. Świątynia olimpijska Zeusa zbudowana była w stylu doryckim, a otaczał ją ze wszech stron jeden rząd takichże kolumn.

Kolumna dorycka, najdawniejsza z kolumn greckich, jest krótka, krępa, wznosi się wprost z posadzki, bez żadnej podstawy; jej górna część, tak zwany kapitel, ma kształt pierścienia. Takich kolumn doryckich, stojących jedna od drugiej w równych odstępach, liczyła świątynia Zeusowa trzynaście na każdym z dłuższych boków, po sześć na bokach krótszych. Długość świątyni wynosiła przeszło 64, szerokość niespełna 28 metrów.

Kolumny dźwigały główną belkę kamienną, którą Grecy nazywali architrawem. Nad architrawem, oddzielony od niego małym gzymsem, ciągnął się mniej więcej tej samej wysokości pas zwany fryzem. Ozdobiony był tryglifami, tj. potrójnymi lub podwójnymi zagłębieniami. Miejsca czworoboczne między tryglifami, metopy, wypełnione były płaskorzeźbami. Zdarzało się też, że fryz był nieprzerywany, tj. nie miał metop ani tryglifów. Ponad fryzem wystawał główny gzyms; pomiędzy nim a ścianami dachu, spadającymi po prawej i po lewej stronie ku dłuższym ścianom bocznym, powstaje dwuramienny trójkąt. Ten fronton (naczółek, przyczółek) gmachu wypełniała w świątyni Zeusa grupa rzeźbionych postaci, przedstawiająca wyścigi Pelopsa z królem Elidy. Także po zachodniej stronie świątyni, gdzie tak samo jak na wschodniej, były kolumnada, architraw i fryz, mamy również trójkąt zapełniony statuami; przyczółek ten przedstawiał w świątyni olimpijskiej walkę Lapitów i centaurów. (O podaniach, które tu wspominamy, będzie mowa w dalszym ciągu niniejszej książki).

Przez drzwi z brązu wchodziło się do przedsionka świątyni, napełnionego mnóstwem pobożnych pamiątek, a dalej do właściwego przybytku bożego. Tę główną część wnętrza dzieliły na trzy nawy dwa rzędy kolumn, których w każdym rzędzie było siedem. Za główną częścią świątyni była jeszcze, jak zwykle w świątyniach, oddzielona ścianą część tylna, przeznaczona na skarbiec, w którym złożony był majątek świątyni. Część główną przybytku bożego zapełniały ołtarze na ofiary niekrwawe, często w kształcie trójnogów; stały tam i były rozwieszone na ścianach liczne wota składane przez pobożnych, jak posągi, srebrne i złote trójnogi, obrazy, sprzęty ofiarne itd.

Naprzeciw wejścia, w nawie środkowej, oparty o tylną ścianę, stał posąg Zeusa, arcydzieło Fidiasza słynne w całej starożytności i zaliczone do siedmiu cudów świata. Był to posąg kolosalnych rozmiarów, mierzący wysokości 15 metrów; stał na olbrzymim piedestale, szerokim na 6,5 metra, sięgającym 9,5 metra w głąb i 4 metry w górę. Podstawa ta przedstawiała cały Olimp; wyrzeźbione były tu postacie wszystkich bogów olimpijskich. Na niej wznosił się tron królewski, lśniący od złota i kosztownych kamieni, bogato ozdobiony płaskorzeźbami wyobrażającymi sceny mitologiczne, rzeźbione w kości słoniowej i hebanie, a na tronie spoczywała potężna postać władcy świata. Wieniec z gałązek oliwnych zdobił głowę Zeusa; w prawej ręce bóg trzymał na dłoni postać Nike, bogini zwycięstwa, w lewej berło zakończone postacią dumnego orła.

Pierś była naga, resztę ciała okrywała w obfitych fałdach spływająca aż do sandałów, przetykana liliami szata. Całość była wspaniała, zdumiewająco piękna; najpiękniejszą zaś częścią arcydzieła, którą artysta dowiódł najwyższej potęgi swego geniuszu, była głowa Zeusa. Bujne kędziory ocieniały pogodne, ku dołowi silniej występujące naprzód czoło, a w rysach boskiego oblicza łączył się wyraz wspaniałej godności króla z łagodną dobrocią ojca bogów i ludzi. Grecy nie uważali za szczęśliwego kogoś, kto przynajmniej raz w życiu nie oglądał oblicza olimpijskiego Zeusa.

Tworząc to arcydzieło, artysta miał na myśli jeden z ustępów Homerowej Iliady. W miejscu tym opowiada poeta, jak nimfa morska Tetyda przebywa do Zeusa i błaga jego pomocy, zaklina go, aby się ujął za jej synem, srodze pokrzywdzonym. Zeus przyjmuje ją łaskawie i oświadcza, że spełni jej wolę, po czym poeta tak dalej mówi: „To rzekłszy, ciemnymi poruszył brwiami syn Kronosa, a ambrozyjskie kędziory spłynęły z nieśmiertelnej głowy władcy, i zatrząsł się wielki Olimp”.

Tak więc Fidiasz w dziele swej ręki przedstawił Zeusa jako boga wszechmocnego, bezwzględnie i zawsze zwyciężającego, lecz zarazem łaskawie przychylającego się do prośby wzywających jego opieki. Jako materiał posłużyły artyście złoto i kość słoniowa; ze złota były obnażone części ciała, z kości szata boga.

Statuę olimpijską Zeusa znamy niestety tylko z opisów. Zachowały się jednak do naszych czasów monety miasta Elis, przedstawiające bądź to całą postać Fidiaszowego Zeusa, bądź jego głowę (ryc. 7). Dzieło Fidiasza spłonęło prawdopodobnie podczas pożaru świątyni olimpijskiej w 408 roku po Chr.

Zeus Fidiasza stał się później wzorem dla rzeźbiarzy, jak należy przedstawiać ojca bogów i ludzi. Przedstawiano go więc zawsze jako obraz siły męskiej: twarz brodata, na głowie bujne kędziory, czoło wysokie, u dołu wypukłe. Obok boga znajduje się orzeł, ręka trzyma berło, piorun, boginię zwycięstwa (Grecy nazywali ją Nike, a Rzymianie Wiktoria).

Oprócz świątyni Zeusa wznosiło się na Altis jeszcze wiele innych świątyń, budynków i pomników. Na obszernym placu blisko świątyni Zeusowej stał na kilka metrów wysoki ołtarz, przeznaczony na krwawe ofiary dla najpotężniejszego z bogów. Wewnątrz świątyni stały, jak już wiemy, niewielkich rozmiarów ołtarze przeznaczone na ofiary niekrwawe. Wysoki zaś ołtarz ów dla ofiar krwawych przedstawiał się jako wspaniała budowla; u jego stóp zabijano zwierzęta, potem po kamiennych schodach wynoszono mięso na platformę tworzącą szczyt budowli i będącą właściwym ołtarzem. Wskutek popiołu i kości, nagromadzonych w ciągu lat, ołtarz stawał się z biegiem czasu coraz wyższy.

W Altis ciągnął się też długi szereg skarbców, napełnionych cennymi darami, które pobożni z całego świata znosili tu dla Zeusa. Tu stał stadion, budowla przeznaczona na igrzyska, i hipodrom, zabudowania dla wyścigów rydwanów. W nieskończonym szeregu stały też tu posągi bogów, półbogów i zwycięzców olimpijskich. Drzewa i krzewy zasiewały całą przestrzeń, wyglądającą jak ogromny ogród, a nad krajobrazem panował lesisty pagórek Kronosa.

Kiedy nie odbywały się igrzyska, Olimpia stała pustką. Nie było tam wówczas nikogo prócz kapłanów, pochodzących z najprzedniejszych rodów Peloponezu, i ich służby, jak: zarzynacze ofiar, fleciści, którzy według zwyczaju przygrywali podczas ofiarowania, itp. Sielankową ciszę przerywał od czasu do czasu tylko krok pielgrzyma pragnącego pomodlić się u ołtarza Zeusowego. Jakaż jednak następowała zmiana, gdy zbliżał się czas uroczystości, obchodzonych od 776 roku regularnie co czwarty rok!

O nadejściu święta oznajmiali całej Helladzie posłowie wysłani z Olimpii. „Święto Zeusa zbliża się znowu — wołali. — Wszelkie spory niech ustaną, niech zamilknie chrzęst oręża! Swobodnie i bezpiecznie, lądem i morzem niech zdążają pielgrzymi ku gościnnym progom Zeusa!” Tak wysłannicy olimpijscy zapraszali wszystkich Greków, którzy nie skalali życia nieuczciwym czynem, do udziału w uroczystości wszechhelleńskiej, pomijali zaś państwa i miasta, które swym zachowaniem sprzeniewierzyły się wspólnej sprawie narodu greckiego.

Kiedy już nadchodził termin rozpoczęcia uroczystości, gościńce prowadzące do Olimpii zaroiły się rzeszami śpieszącymi do świętego miejsca. Było wówczas na co patrzeć, było też czym zaspokoić ciekawość. Bowiem zdążały do Olimpii nie tylko tłumy pieszych pielgrzymów i jeźdźców; szły także całe poselstwa z zaproszonych miast, składające się z dostojników, odzianych w bogate szaty, z licznym pocztem służby; szczególną zwracali uwagę przybysze z dalekich osad, ich konie i muły, ich niewolnicy, a między nimi nierzadko spotkać można było Libijczyków, Scytów i inne narody, których postać, cera, ruchy, odzież uderzały ciekawe oczy wszystkich swoją niezwykłością. Toczyły się też wspaniałe rydwany, pomykały dziarskie konie rozmaitych ras, aby wziąć udział w igrzyskach. Na ogromnej równinie pod murami Altis obozowali przybysze w tysiącach namiotów.

Kto miał zamiar wystąpić w igrzyskach, zgłaszał się do komisji sędziów igrzyskowych. Badano najpierw, czy jest Grekiem, czy nie popełnił jakiegoś haniebnego czynu; następnie musiał się wykazać, że w ciągu dziesięciu miesięcy przechodził w gimnazjum, tj. w zabudowaniach przeznaczonych na odbywanie ćwiczeń fizycznych (odpowiadającemu naszym gmachom „Sokoła”), przepisany szereg ćwiczeń, i wobec sędziów udowodnić nabytą w nich wprawę. Tych, którzy odpowiadali warunkom, szykowano według rodzaju walki i według wieku. Potem prowadzono ich przed posąg Zeusa, przedstawiający boga jako obrońcę przysięgi z gromami w obu rękach, i tu zawodnicy przysięgali, że będą unikać w walce wszelkiej nieuczciwości i wszelkich zabronionych forteli.

Uroczystości i igrzyska nie zawsze odbywały się w ten sam sposób. Z początku był tylko jeden dzień świąteczny, a igrzyska ograniczały się do biegu na wyścigi. Z czasem zakres igrzysk rozszerzył się i obejmował cały szereg ćwiczeń cielesnych uprawianych w Grecji; igrzyska trwały wówczas pięć dni.

Nadszedł wreszcie uroczysty dzień; widzowie zapełnili szczelnie widownię stadionu, oczekując niecierpliwie rozpoczęcia zawodów. Zawodnicy wchodzą grupami, poprzedzani przez sędziów odzianych w purpurowe szaty. Sędziowie zajęli już honorowe miejsca. Herold wywołuje po imieniu każdego z zawodników. Ktokolwiek ze zgromadzonych miałby jakąś wątpliwość co do pochodzenia lub dobrej sławy któregoś z rywalizujących, może teraz jeszcze wystąpić z zarzutem, a sędziowie natychmiast orzekną o słuszności oskarżenia. Następnie zawodnicy jeden po drugim przystępują do srebrnej urny i ciągną losy. Ci, którzy wyciągnęli jednakowe litery, tworzą pary i grupy zmagające się razem. Każda grupa biega osobno, a na końcu zwycięzcy ze wszystkich grup współzawodniczą znów razem o zwycięstwo. Bieg odbywał się zawsze kilka razy dokoła stadionu, dlatego ustawiony na jego końcu słup nosił napis: „Wracaj!”, słup na początku toru miał napis: „Bądź dzielny!”, zaś ustawiony pośrodku: „Śpiesz się!”.

W podobny sposób rozpoczynały się i odbywały także inne rodzaje zawodów: skok, mocowanie się, walka na pięści, rzucanie dyskiem i oszczepem. Dysk był to wypukły z obu stron krążek z zaostrzonym brzegiem; wygrywał ten, kto nim najdalej rzucił.

Najwspanialej przedstawiały się wyścigi na hipodromie. Brali w nich udział tylko najbogatsi, a piękno i bogactwo rydwanów, czystość rasy i wartość koni, przepych szat i ozdób były przedmiotem współzawodnictwa. W wyścigach na hipodromie mogła więc brać udział tylko młodzież arystokratyczna; Alkibiades na przykład uważał je za jedyne godne siebie i zaszczytne.