OJCIEC POLEGŁ W POMOCY SPOŁECZNEJ - ROBERT DROBYSZ - ebook

OJCIEC POLEGŁ W POMOCY SPOŁECZNEJ ebook

Robert Drobysz

0,0

Opis

Szukasz literatury, która nie bierze jeńców i bezlitośnie obnaża absurdy naszej codzienności?

„Ojciec poległ w pomocy społecznej” to książka o wyrazistym charakterze i unikalnym, własnym tonie, który natychmiast hipnotyzuje czytelnika. Autor z genialnym wyczuciem absurdu tropi komizm w sytuacjach urzędowych, społecznych i obyczajowych. Mistrzowsko zderza sztywny, oficjalny język z potoczną rzeczywistością, budując błyskotliwy dowcip na paradoksach i nieporozumieniach. Zachwycą Cię zwłaszcza krótkie formy – proste, piekielnie skuteczne i zwieńczone szybką, celną puentą.

To literatura pisana z prawdziwej potrzeby serca i czystej pasji, całkowicie odporna na chwilowe mody. Autor stawia na absolutną autentyczność i bezkompromisowość. Nie unika tematów kontrowersyjnych i konsekwentnie prowadzi ostrą satyrę bez zbędnego łagodzenia przekazu.

Uwaga: to nie jest grzeczna książka dla każdego! Autor serwuje humor dosadny, odważny i bezwstydnie przekraczający granice. Jeśli cenisz w literaturze silną osobowość, autentyczny głos i potężną dawkę bezkompromisowego śmiechu – ta czarna komedia i genialna obserwacja rzeczywistości jest właśnie dla Ciebie.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 176

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



ROBERT DROBYSZ

OJCIEC POLEGŁ W POMOCY SPOŁECZNEJ

UTWORY SATYRYCZNE

NIE NA POCZĄTEK

Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się dotknięci, urażeni, podenerwowani, zdenerwowani, zniesmaczeni, podrażnieni, rozdrażnieni, ośmieszeni, oburzeni, zagniewani lekturą tej książki, napisanej językiem pełnym ironii, kpiny, kąśliwości, uszczypliwości, drwiny, cierpkości, ciętości, zgryźliwości, sarkazmu, szyderstwa i czarnego humoru. Tych, którzy się przy lekturze tych grotesek, hiperboli, fars, pamfletów, parodii, paszkwili, pastiszy i wesołych opowiastek à la Stasiu Gąska naindyczyli, nabzdyczyli, nadąsali, naburmuszyli, poczuli urazę, rozżalenie, pretensję i żal. A także tych, którzy uznali te humoreski za uchybienie, zniewagę, afront, zlekceważenie, dyshonor, impertynencję, policzek, nietakt, nieuprzejmość, niegrzeczność, niedelikatność, obelgę, nieoględność, niestosowność, niewłaściwość, niezręczność i despekt. Jak również tych, których obrazić mi się nie udało. Spróbuję następnym razem.

Wszystkich innych czytelników zapraszam do lektury komicznych pamfletów, śmiesznych, żartobliwych, wesołych, pełnych ciętego dowcipu, szczutek, sarkazmu, werwy, fantazji, brewerii, grepsów, mrugania okiem, zabawnych skojarzeń i deformacji rodem z facecji sowizdrzałowych, oraz humoru sytuacyjnego, jak również słownych igraszek, gier i żonglerek werbalnych, wieloznaczności, kawałów, figli, bon motów, prześmiesznych point i esprit dykteryjek wyrosłych z obserwacji codziennego życia. Uśmiechniętym żyje się łatwiej. A poza tym dobry żart tynfa wart.

Oczywiście, wszystkie postaci, nazwiska, zdarzenia oraz miejsca są wytworem mojej wyobraźni. Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób, żywych lub zmarłych, firm, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

P.S.

Jeśli ktoś się poczuł, przypisany do niewłaściwej kategorii to go zmażę, a innych zapiszę.

Autor

STANY ZJEDNOCZONE GRANICZĄ Z KIM CHCĄ!

Najpotężniejszy człowiek na świecie, Donald Trump, wszedł do Gabinetu Owalnego w Białym Domu, spojrzał na prawie puste biurko i zapytał:

– Nie mam do nałożenia żadnych ceł?

– Dzisiaj nie ma dokumentów do parafowania – odpowiedział doradca.

– Jeśli nie, to zajmę się przywracaniem pokoju na świecie. Tyle konfliktów trzeba zażegnać! Muszę też sprawdzić, jak postępuje budowa wieżowców Trump Tower w Strefie Gazy i Moskwie.

Wzrok prezydenta USA spoczął na przedmiocie leżącym na sekretarzyku.

– Co to jest?!

– Atlas geograficzny, panie prezydencie. Suwenir od przyjaciół. Wszyscy pana lubią.

Przedstawiciel władzy wziął książkę do ręki, przekartkował ją i nagle zatrzymał się na jednej stronie.

– Dlaczego na moim kontynencie jest kreska?!

– To granica z Kanadą – odpowiedział konsultant.

– Inny kraj zajmuje moją część świata?!

– Tak, panie prezydencie.

– Wysłać kawalerię, niech to zlikwidują i przyłączą do Stanów! Nikt nie będzie bazgrał po moim lądzie!

– Tak jest!

– A co to za plama? – polityk kontynuował przeglądanie publikacji.

– Grenlandia. Taka wyspa.

– Moja?

– Jeszcze nie, panie prezydencie.

– To niech marines ją dołączą do USA!

– Tak jest!

– Co to znowu za kropki? – polityk spojrzał na kolejną stronę. – Kto pobrudził mój prezent?!

– Archipelag Svalbard znajduje się w tym miejscu – stwierdził opiniodawca.

– Też nie należy do mnie?

– Niestety nie, panie prezydencie.

– W takim razie moi chłopcy podpłyną tam w drodze na tę, no, Grenlandię i przyłączą go do naszego, najwspanialszego kraju na świecie. Trzeba równoważyć wydatki budżetowe. Ucz się, młody, to może zostaniesz następną głową państwa. Najważniejszy jest budżet. I te, no, cła. Myto jest bardzo ważne.

– Oczywiście.

– A tego, co pobrudził mój tom, niech FBI wsadzi do Alcatraz. Z wyrokiem podwójnego dożywocia.

– Ośmielę się zauważyć, że to więzienie zostało zlikwidowane.

– Przywrócić! I zapuszkować wszystkie pingwiny. Zwłaszcza te z Madagaskaru. Pokaż mi teraz, gdzie są Chiny. Jak już US Navy wypłynie, powiększyć moje wspaniałe państwo, to niech też je inkorporują. I wyłącz tę lampę! Nie mogę przeglądać mojego podarunku, bo mi świeci w oczy.

– To jest księżyc.

– Pewnie też nie jest moją własnością?

– Przykro mi.

– Kto nim zarządza?

– Jeszcze nikt.

– Widzisz, młody. Uczysz się.

– W takim razie Siły Kosmiczne USA tam polecą, pomalują go na czerwono i walną napis Coca-Cola. Trzeba reklamować nasze produkty!

– To ile było tych stanów jak zacząłem rządzić? – zainteresował się dyplomata.

– Raptem 50 i jeden dystrykt – stwierdził biegły urzędnik.

– Moi poprzednicy to kompletne niezguły – gderał urzędnik. – Tyle krajów jeszcze nie zaznało dobrodziejstw amerykańskiej demokracji! Ale ja to zmienię! Jak już żołnierze przyłączą kolejne kraje, trzeba będzie wydać nowy, ten, no, atlas geograficzny. W tym egzemplarzu brak Kanału Amerykańskiego, nie ma pięknego miasta Belgia, Bhutan i Nepal nie należą do jakichś Indii, nie widzę też krajów bałkańskich, takich jak Estonia, Litwa i ta, no, Łotwa. Trzeba też zaznaczyć nowe wieże Trump Tower. Wybuduję je w każdym państwie przyłączonym do Ameryki! Jak już ukaże się poprawione wydanie, wyślę je do wszystkich władców globu, w tym do prezydenta Włoch Mozzarelli. Wszak nasza wspólna historia liczy setki tysięcy lat.

– Z kim na razie sąsiadujemy, młody? – zapytał nagle Trump.

– No, z Meksykiem, jeszcze z Kanadą… – zaczął wyliczać konsultant.

– Nie! – przerwał mu prezydent USA. – Stany graniczą, z kim chcą!