Ogrodnik i śmierć - Georgi Gospodinow - ebook

Ogrodnik i śmierć ebook

Georgi Gospodinow

4,8
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

15 osób interesuje się tą książką

Opis

Pierwsza powieść od przyznania Międzynarodowej Nagrody Bookera za Schron przeciwczasowy!

Relacja między ojcem i synem ukazana poprzez egzystencjalne studium choroby, odchodzenia i żałoby

Narrator imieniem Georgi obserwuje ostatni miesiąc życia ojca. Towarzyszy mu, czuwa nad nim, świadomy nadchodzącego nieuchronnie kresu. Dokumentuje wszystkie drobne i istotne zdarzenia. Zwłaszcza ojcowską pasję do roślin – dzięki którym, po zwalczeniu raka kilkanaście lat wcześniej, nabrał nowych sił. Ogród trzyma go przy życiu, przy ziemi. Jest jego alternatywnym światem i absolutnym lekarstwem.

Gospodinow luźnymi zapiskami z utraty buduje historię uniwersalnego doświadczenia relacji między ojcem i synem. Choć to opowieść o przemijaniu, narrator patrzy szerzej. Bada zależności pokoleniowe i kieruje swoją uwagę ku życiu; przez opowiadanie oswaja smutek.

Literacka obserwacja pełna czułości, która mimo obezwładniającego ciężaru śmierci mówi przede wszystkim o tym, co dzieje się przed nią.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 159

Oceny
4,8 (41 ocen)
32
8
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
JustynaNowakowska

Nie oderwiesz się od lektury

"Ogrodnik i śmierć" 63/52 Georgi Gospodinow "Ogrodnik i śmierć" Ta książka trafi do mojej kolekcji literackich perełek obok "Rzeczy których nie wyrzuciłem" Marcina Wichy i "Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję " Mateusza Pakuły. Każda zachwyca językiem, stylem i budzi u mnie ogromne wzruszenie. Zastanawiam się, co tutaj mnie uwiodło. Nie wiem. Pewnie te już wymienione, ale wzięte w całość. Są frazy z tych, co trzeba odnotować gdzieś na boku, żeby nie zapomnieć, bo szkoda pozostawić je i zwyczajnie ich nie pamiętać. Styl kojarzy mi się ze swoistym dziennikiem wspomnień, spisem ulotnych momentów, które były na swój sposób szczególne i szkoda o nich nie opowiedzieć. Bywa zabawnie, bo każdy ma takie historie w biografii, ale gdy wiadomo, z jakiego powodu są one spisane, to za gardło łapie dziwny skurcz złożony z mieszanki łez i śmiechu.  Może to ten obcy mi, bo męski smutek mnie ujął? Taki bardziej skrywany, cichy, ale zaraźliwy? Coś w tym pisaniu jest, co przewierca...
10
Traczek

Nie oderwiesz się od lektury

piękna
00
wikgum

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna.
00
Clerisy

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniala loteratus. czytanie tak osobistej i tak dobrze napisanej ksiazki jestvwielkim wzruszeniem. Ogromny szacunek dla Autora.
00
GosikZ

Dobrze spędzony czas

Piękny tren napisany prozą ku czci ojca.
00

Popularność




Ty­tuł ory­gi­nału: Градинарят и смъртта
Opieka re­dak­cyjna: AN­DRZEJ STAŃ­CZYK
Re­dak­cja: LU­CYNA KO­WA­LIK
Ko­rekta: KRZYSZ­TOF LI­SOW­SKI, MA­RIA WO­LAŃ­CZYK
Opra­co­wa­nie gra­ficzne: RO­BERT KLE­EMANN
Układ ty­po­gra­ficzny: ANNA PA­PIER­NIK
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
© Co­py­ri­ght Geo­rgi Go­spo­di­nov, 2024 All ri­ghts re­se­rved © Co­py­ri­ght for the Po­lish trans­la­tion by Mag­da­lena Py­tlak © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2025
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-08-08738-1
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wy­mo­gami Eu­ro­pej­skiego Aktu o Do­stęp­no­ści (EAA).
Wy­dawca za­ka­zuje eks­plo­ata­cji tek­stów i da­nych (TDM), szko­le­nia tech­no­lo­gii lub sys­te­mów sztucz­nej in­te­li­gen­cji w od­nie­sie­niu do wszel­kich ma­te­ria­łów znaj­du­ją­cych się w ni­niej­szej pu­bli­ka­cji, w ca­ło­ści i w czę­ściach, nie­za­leż­nie od formy jej udo­stęp­nie­nia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lu­tego 1994 r. o pra­wie au­tor­skim i pra­wach po­krew­nych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Każda hi­sto­ria, na­wet je­śli wy­da­rza­jąc się była oso­bi­sta, gdy choć raz przej­dzie przez ję­zyk, gdy ubie­rze się w słowa, nie jest już na­sza, na­leży wów­czas tak samo do po­rządku rze­czy­wi­sto­ści, jak i fik­cji.

EPI­GRA­FIA

Śmierć jest cze­re­śnią, która doj­rzewa bez cie­bie.

GAU­STYN, Bo­ta­nika i nie­śmier­tel­ność

Raj musi po­le­gać na tym, że ból ustaje.

LARS GU­STA­FS­SON, Śmierć psz­cze­la­rza[1]

Ob­ra­biał zie­mię,

pod którą dziś leży...

Ano­ni­mowe epi­ta­fia na każdą oka­zję

Każdy anioł jest straszny.

RA­INER MA­RIA RILKE, Ele­gie du­inej­skie[2]

To nic ta­kiego.

MÓJ OJ­CIEC

1.

Mój oj­ciec był ogrod­ni­kiem. Te­raz jest ogro­dem.

Nie wiem, od czego za­cząć. Nie­chaj to bę­dzie po­czą­tek. Mowa tu o końcu, ma się ro­zu­mieć, lecz od czego za­czyna się ko­niec?

Chyba się po­siu­sia­łem, po­wie­dział oj­ciec w progu. Stał w drzwiach wej­ścio­wych, cho­ro­bli­wie wy­chu­dzony, lekko zgar­biony tak, jak gar­bią się wy­socy lu­dzie. Przy­wieźli go póź­nym wie­czo­rem pod sam ko­niec li­sto­pada. Prze­był trzy­sta ki­lo­me­trów, le­żąc na tyl­nym sie­dze­niu, by nieco zmniej­szyć ból. Udało mi się umó­wić ba­da­nia na na­stępny dzień.

Po­si­ka­łem się, po­wtó­rzył, winny ni­czym małe dziecko, prze­pra­sza­jący z ty­pową dla niego au­to­iro­nią, będą o nas ga­dać na stare lata.

Nic się nie stało, po­wie­dzia­łem i za­czę­li­śmy zmie­niać ubra­nia w przed­po­koju, za­mknąw­szy drzwi do sa­lonu.

Boję się, po­wie­działa mi w pew­nej chwili na ucho moja córka. Te­raz ro­zu­miem, że ona pierw­sza to wy­czuła. Ja wciąż jesz­cze nie wie­dzia­łem, nie chcia­łem wie­dzieć.

Już te­raz mu­szę po­wie­dzieć, że na końcu tej książki jej bo­ha­ter umiera. Na­wet nie na końcu, jesz­cze w po­ło­wie, ale po­tem znów żyje, we wszyst­kich hi­sto­riach sprzed swo­jego odej­ścia i po nim. Bo­wiem, jak mó­wił Gau­styn, w prze­szło­ści czas nie bie­gnie w jed­nym kie­runku.

Kiedy by­łem mały, wy­bie­ra­łem z bi­blio­teki tylko książki na­pi­sane w pierw­szej oso­bie, bo wie­dzia­łem, że główny bo­ha­ter nie umrze. Ech, ta książka na­pi­sana jest w pierw­szej oso­bie, mimo że jej praw­dziwy bo­ha­ter umiera.

Prze­ży­wają je­dy­nie opo­wia­da­cze hi­sto­rii, ale i oni pew­nego dnia umrą.

Prze­ży­wają je­dy­nie hi­sto­rie.

I ogród, który mój oj­ciec za­sa­dził przed odej­ściem.

Pew­nie po to opo­wia­damy. Żeby stwo­rzyć jesz­cze je­den rów­no­le­gły ko­ry­tarz, w któ­rym świat i wszy­scy w nim są na swoim miej­scu, by skie­ro­wać opo­wieść na inną grządkę, gdy zrobi się nie­bez­piecz­nie i nad­cho­dzi śmierć, tak jak ogrod­nik prze­ciąga wodę do ko­lej­nej grządki w ogro­dzie.

Chciał­bym, żeby na tych stro­nach było świa­tło, po­po­łu­dniowe i mięk­kie świa­tło. To nie jest książka o śmierci, a o tę­sk­no­cie za ży­ciem, które od­cho­dzi. Jest róż­nica. Tę­sk­no­cie za jego pla­strem peł­nym miodu, ale też za pu­stymi ko­mór­kami w tym pla­strze, za nimi na­wet sil­niej­sza. Tę­sk­nota za tam­tym pla­strem, który pa­mię­tają wo­skowe świece, do­pa­la­jące się w jego dło­niach.

To nic ta­kiego, jak ma­wiał.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Źró­dła cy­ta­tów

[1] Lars Gu­sta­fs­son, Śmierć psz­cze­la­rza, tłum. Zyg­munt Ła­now­ski, War­szawa 1982, s. 101.
[2] Ra­iner Ma­ria Rilke, Ele­gie du­inej­skie (Ele­gia pierw­sza), w: te­goż, Po­ezje ze­brane, tłum. An­drzej Lam, War­szawa 2019, s. 519.