Neurozy na walentynki - Francoise Cactus - ebook

Neurozy na walentynki ebook

Francoise Cactus

0,0

Opis

[PK]

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 ISBN 83-89755-43-2

 

Książka dostępna w zasobach: 
Fundacja Krajowy Depozyt Biblioteczny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 176

Rok wydania: 2004

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



IUL H^(iK

Wołowiec 2006

Przełożyła Alicja Rosenau

Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy Dzielnicy Żoliborz Wypożyczalnia nr 16

5160-076038-00

wydawnictwo^ zarne

Tytuł oryginału niemieckiego neurosen zum yalentinstag

Projekt okładki kamil targosz Zdjęcie na iv stronie okładki © by stefanos notopoulos

Redakcja i korekta ewa Pawłowska Projekt typograficzny robert oleś

Copyright © by rowohlt. berlin verlag gmbh, berlin 2004 Copyright © for the Polish edition by wydawnictwo czarne, wołowiec 2006 Copyright © for the Polish translation by

alicja r0senau,2006

Książka została wydana dzięki pomocy finansowej Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej

Das Buch wurde mit finanzieller Unterstiitzung der Stiftung fiir deutsch-polnische Zusammenarbeit herausgegeben

isbn 83-89755-43-2

Podziękowania dla: Brezela Góringa, Suzanne Koppe, Marcelli van Hove, Wolfganga Mullera, Leny Braun i Patricii Klobusiczky

APOCALYPSTICK

Każdy ma jakiś problem, chociażby taki, że nie działa spłuczka w ubikacji.

Andy Warhol

— Och, Pamela, a więc już jesteś! Super wyglądasz! Byłaś na urlopie?

— Nie, wprost przeciwnie, balowałam do białego rana.

— Dwie minutki... Szybko sobie zapalę i zaraz do ciebie przychodzę.

— Wiesz, ja już nie palę...

— Rzuciłaś? To fantastycznie! I co? Jak się czujesz?

— O wiele lepiej. Wreszcie czekolada smakuje truflami, a ryba kawiorem!

— Chcesz lampkę szampana?

— Bardzo chętnie. Dobrze zrobi mojemu kacowi.

— Voila. No to na razie.

(Notabene: Pamela gardłowo wymawia „r").

Ajaj, moja głowa!... Hmm... Te przyjemne bąbelki w ustach... Ależ bym sobie zakurzyła! Ale nie, nie, moje słoneczko, ty nie jesteś z tej ziemi. Ziemskie pragnienia wcale cię nie interesują.

— No... Czy już się na coś zdecydowałaś?

— Jeszcze na nic. Zdaję się na twój dobry gust, mój drogi Andre.

— A więc, myślałem o asymetrii, w trzech kolorach:

czarny, rudy, złoty.

— Asymetria, to chyba już kiedyś było, nie?

— Tak, ale wczorajsze mody to dzisiejsze wizje raju.

— Wydaje mi się, że powrót lat sześćdziesiątych przeżyłam już trzy, a siedemdziesiątych dwa razy. Teraz wracają osiemdziesiąte. Obojętne.'Najważniejsze, żeby wyglądało młodzieżowo.

— Bez dowodu nie wpuszczą cię do kasyna.

— Miło by było.

— Chodź ze mną... O tak! Śliniaczek dla dzidzi... A teraz zamknąć oczy, Andre wszystkim się zajmie.

Hmm... Gdy ktoś tak dotyka mojej głowy, mogłabym od razu zasnąć. Andre jest lepszy od aspiryny. Jedno z pewnością potrafi: masować. Jego facet na pewno się z nim nie nudzi. Chociaż... cukiernik przecież nie opycha się w domu kremówkami. Potrafi też co innego: paplać.

— Wracasz niedługo na scenę?

— Prawdopodobnie będę grała kurę w sztuce Przyszłość leży w jajach.

— Brzmi super! Koniecznie powiedz, kiedy to będzie gotowe.

Jasne... Na pewno... (Ziewnięcie)... Sorry! Za mało

snu.

Odpręż się. Właśnie tak... A teraz idę wymieszać

farby.

Tak, i zakurzyć jeszcze jednego, jak sądzę. Biedny Andre, ofiara nałogów, wącha tę całą chemię i do tego jeszcze pali. Kiedyś ten salon wyleci w powietrze... Ciekawe, czy mają tu czekoladę.

— Jeszcze lampkę?

— Jasne. Hmm... Ależ to orzeźwia!

— Czy mamy przenieść przedziałek na drugą stronę?

— Pourąuoi pas, jak mawiają Finowie. Najważniejsze...

— ...żeby wyglądało młodzieżowo. Wygląda! Jeszcze jak! I dodaje włosom puszystości!

— No to dobra...

— Z wierzchu długie z przedziałkiem z lewej, po bokach cieniowane aż do krótkich, żeby było widać twoje kształtne uszka... Od góry będą ogniście rude, potem stopniowo coraz ciemniejsze... na końcu złote refleksy.

— Jesteś artystą, van Goghiem końskiego ogona!

— A ty mi zawsze schlebiasz, niepoprawna! Jak ci się układa w miłości?

— Umpf! Zmiana tematu. Zastanawiam się, czy nie powinnam zostać lesbijką. Daniel raz na zawsze zdegustował mnie do mężczyzn.

— Ach tak? Czyli wszystko skończone?

— Skończone! Szerokiej drogi i pomyślnych wiatrów!

— W każdym razie na coming-out nigdy nie jest za późno...

— No właśnie! Nigdy nie jest za późno... Wyobraź sobie, że ktoś by mnie przyłapał w aluminiowych wałkach! Boże, co za kompromitacja!

— Ale nikt cię nie zobaczy oprócz mnie...

— A fryzjerzy są jak księża albo psychiatrzy. Przed nimi wcale nie trzeba się wstydzić.

— Nas też obowiązuje przysięga milczenia. Czyż ja opowiadam każdemu, że Jim Trevor nosi tupecik?

— Niemożliwe! On nosi tupet? A to historia! Ale przecież on ma dopiero dwadzieścia pięć lat!

— Dodaj do tego co najmniej dziesięć. Je za dużo mięsa. W tym jest testosteron. Od tego wypadają włosy na głowie, a rozrastają się na klacie.

— To prawda. Faceci z glacą mają przeważnie kłaki na klacie albo na plecach. Miałam kiedyś takiego, nie! Przy stosunku mogłam się trzymać jego włosów na ramionach!

— Ale glace są seksowne, nie sądzisz?

— Tak sobie... Dopóki ja nie mam.

— Co ty, u kobiet tego nie ma.

Nieprawda! Jedna moja przyjaciółka, która późno zaszła w ciążę, przed ostatnim dzwonkiem, że tak powiem, miała. Po porodzie zrobiło się jej coś z głową i wtedy włosy wychodziły jej całymi garściami. Strasznie to wyglądało!

— Nie nosiła peruki?

Tak. Ale przy każdym napadzie szału zrywała ją z głowy!

— Tupet Jima trzyma się na zatrzaskach.

— Zatrzaskach! Ha, ha! Jak w kurtce dżinsowej?

— Dokładnie. Czy to nie jest niesamowite?

— Wspaniałe! Jak tylko Lucie się o tym...

— To zostanie między nami!

— Ależ naturalnie! A teraz musisz znowu zakurzyć, prawda?

— Zgadłaś.

— Możesz palić tutaj, dym mi wcale nie przeszkadza. Kiedy jeszcze sama paliłam, postanowiłam sobie, że nie będę nikogo prześladować...

— Masz tu gazetkę do poczytania. Zaraz do ciebie wracam.

— Ha, nowy „Jet Set"! Najświeższe plotki! Zobaczymy, czy napisali coś o Jimie!...

A to ciekawe, formuła anti-aging jest już też w szamponach. Muszę sobie kupić. A tutaj:

„Przyczyna powstawania wszystkich zmarszczek jest jedna: utrata glykanu".

Co to znowu takiego? Jakby już nie miało się wystarczająco dużo do utracenia!

— Andre!... Mogę dostać jeszcze kieliszek szampana?

— Ależ oczywiście... Voila.

Hmm... Powolutku robi mi się lepiej. Nie cierpię szampana, ale on mnie kocha. Co ja bym teraz dała za kawałeczek czekolady! Życie składa się z umartwień, z głodu, pragnienia, niezaspokojonych żądzy... Nie mogę, nie mogę, nie mogę...

— Andre! Nie macie tuta] przypadkiem czekolady?

— Nie, przykro mi. Ale mogę posłać Brunona...

— Ach, nie, daj spokój. To tylko psuje figurę.

— Ale jeśli chcesz...

— Nie, nie. Nieważne! Zapomnijmy o tym!

Ach! Szlag by to trafił! Jak tylko stąd wyjdę, każę się zawieźć do Fauchona i nakupię sobie tony ptifurek! Nie pojmuję, jak mogą tu nie mieć czekolady... Obojętne. Ale Lucie by totalnie odpadła, biedaczka! A więc... Nowy „Jet Set"... Zatrzaski... Co my tu mamy? Mnie! Przecież to ja! Na zdjęciu!

„Fashion victim tygodnia...".

Ha! Moje serce! Kto to był?! Co to za tchórz?! Nie ma podpisu. Zabiję go! Gdzie moja komórka? Każę go zabić!

„Fashion victim tygodnia: na premierze filmu My unfair lady, w którym Caroline Brandts gra teściową, Pamela Schneider, 51, pojawiła się w szczególnym przebraniu".

Co to ma znaczyć „szczególny"? I skąd oni wiedzą, ile mam lat? Szpiegostwo! Zdrada stanu! „Od trzech lat

mam dwadzieścia dziewięć. Dla kobiety w moim wieku to żaden wiek". Kto to powiedział? Czy to nie była Liv Ullmann w Uśmiechu nocy?

„Znana ze swojego dziwacznego stylu i zamiłowania do wściekłych kolorów tym razem jednak nieco przesadziła. Dlaczego w tym wieku upiera się, żeby występować jako podlotek...".

Czemu nie napiszą od razu: „Stare pudło zrobione na lolitkę"? Przecież o to im chodzi.

„Oczywiście trzeba mieć ciepłe buty, żeby jakoś przetrwać zimę. Ale... dlaczego od razu nosić błyszczące, pikowane walonki do spódnicy? I co to za spódnica! Kto ją tak obgryzł? Superkrótka spódniczka mini o fasonie szkockiego kiltu niebezpiecznie zbliża się do granicy, również w sensie anatomicznym. Do tego różowy szyfonowy top z poszerzanymi rękawami: podkoszulek pink jeszcze by uszedł. Ale to różowe giezło!? Wyglądało jak skrócona sukienka ciążowa albo falbana od narzuty na sofę. Kurtyna!

Kompletne bezguście. I dlaczego Pamela koniecznie musi wystawiać na pokaz najtłustsze fragmenty swego ciała? Goły brzuch znakomicie eksponuje pokłady tłuszczyku!

Uwielbia śmieszne dodatki: naszyjniki i kolczyki wielkości xxl, kiczowate torebki z frędzlami od obrusa. Lubi nosić ubrania z teatralnych magazynów. Ale ten strój wyciągnęła chyba z pojemnika ze starą odzieżą.

Droga Pamelo Schneider, karnawał się już skończył!".

Ci zacofani drobnomieszczanie chcieliby tylko oglądać kobiety wystylizowane jak ich cioteczna babka: nazywają to „dyskretnie" albo „staranna elegancja"! Świat jest pełen wieśniaków! Co za poziom! Wprawdzie jestem strasznie stara, ale jednak nie zamierzam nosić się klasycznie i z umiarem jak szacowna damulka ubrana w stylu „Otto-Neckermann-Quelle". Glamour, oni nie mają pojęcia, co to jest! Glamour zawsze wiąże się z ekstrawagancją! (A ja jestem indywidualistką, teraz to jest en vogue!).

„Od rozstania z Danielem Hechtem zupełnie się zapuściła. Mimo grubo nałożonego makijażu skóra obrzmiałej po nocnych imprezach twarzy wygląda jak masa papierowa, oczy opuchnięte, tu nie pomoże nawet dziesięć warstw tuszu do rzęs. Bo jeśli chodzi o makijaż, to Pamela chyba jeszcze nie zrozumiała jednej rzeczy: że czasem mniej znaczy więcej".

Podlece! Jak Holendrzy: „Normalny to aż nadto zwariowany".

„Ta nieudana próba, żeby wyglądać sexy, może wzbudzać tylko litość. Jeszcze nie dojrzawszy do bycia prawdziwą kobietą, Pamela wygląda jak grube dziecko o figurze ciężarówki kanciasta, ciężka i masywna. Dobrze by jej zrobił fitness w połączeniu z dietą...".

Trach! Precz z tą kartką! Zrobię z niej kulkę i zjem! Nie! Nie chcę ryzykować zatrucia. No to do kosza z tym zasranym artykułem! A tej bandzie świń wytoczę proces.. . O nie! Oni tylko na to czekają, wtedy dowie się cały świat! Zawsze muszą mieć jakieś katastrofy, a jak nic im nie przychodzi do głowy, to ja jestem ich katastrofą. Muszę wykupić wszystkie „Jet Sety" w mieście, wszystkie! Kto mógłby mi w tym pomóc? Może Lucie? Nikomu nie można zaufać! Nie mogę się pokazać w kawiarni, dopóki ta sprawa nie pójdzie w zapomnienie. Powinnam założyć stowarzyszenie ofiar mediów. Ale zacznę od podpalenia redakcji „Jet Seta", zrobię to! Zraniona, mogę stać się rewolucjonistką! Te obrzydliwe gryzipiórki, pismaki, co tylko klecą te swoje wierszówki, te podłe hieny! Zetrę ich z powierzchni ziemi!

A jak oni finansują ten szmatławiec? Z reklamowania kosmetyków anti-aging! O, tutaj:

„Anti-aging: ujędrniająca pielęgnacja twarzy, dostarczająca ekstra dużo wilgoci... Anti-aging: zaspokaja potrzeby skóry dojrzałej... Anti-aging: retinol zwalcza zmarszczki... Anti-aging: lifting bez operacji... Anti-aging: Correcting serum for lines and wrinkles... Zmarszczki od myślenia, od śmiechu, od poduszki: Krem anti-aging na noc zauważalnie odmładza... Fitness: najlepsza strategia anti-aging... Dłużej zachowasz młodość: nowe kremy high-tech odejmują skórze dwadzieścia lat... Anti-aging: cudowny fluid z liposomami... Anti-aging serum... Bodylifting z wyciągiem ze skórki pomarańczy... Koncentrat przeciwzmarszczkowy... Anti-aging przeciwko oznakom czasu... Rich lifting revitalizer dla skóry suchej i pozbawionej wilgoci... Anti-aging ultimate wrinkle creme nada ci młodzieńczy wygląd...".

Ogłaszam bunt! Jestem za pro-aging! Anty anti-aging! Niech sobie te szczawie zaczną farbować włosy na siwo! Niech się obżerają, żeby się roztyć i domalowują sobie zmarszczki! Niech cierpią, aż im skóra sflaczeje! Niech chodzą na spacery o lasce, ale pomalutku, bardzo proszę! Niech mówią drżącym głosem: „Jestem stary, do mnie należy świat!" żeby zaraz potem o tym zapomnieć. To jest pro-aging, stara sprawa! To jest super! To jest to!

A przecież moje uszy są całkiem w porządku. Więc na razie nie muszę sobie naciągać płatków.

Ach! Dlaczego nie urodziłam się brzydka? Brzydota nigdy nie przemija. Kiedyś... Kiedy jeszcze byłam młodym, głupiutkim stworzeniem... Czyż nie byłam oszałamiającą pięknością? Taką, co to sprawia, że zapiera dech, a źrenice się rozszerzają? Podnieta dla wyobraźni, ucieleśnienie greckiej bogini i tak dalej?

Tak, otaczał mnie urok młodości.

To jest banalne jak hollywoodzki życiorys: przez trzydzieści lat rujnujesz sobie ciało i otumaniasz ducha, a potem, kiedy na wszystko jest już za późno, nagle zmieniasz zdanie i przebiegasz z powrotem to wszystko, żeby odnaleźć twoje naście lat, kiedy pasja istnienia działała na ciebie jak narkotyk, kiedy nie byłaś jeszcze znudzona i wypalona. Wtedy jeszcze wszystko było przygodą: chodzić po ulicach, pokazywać ludzkości, jak pięknie błyszczą niebieskozielone oczy, zwilżać tylko usta koniuszkiem języka, żeby erotycznie lśniły, wypinać małe piersi i mieć pewność, że: „Jestem piękna, wszyscy mnie pożądacie, ale możecie mi naskoczyć, świat należy do mnie, jestem wolna, frywolna, śmiała i wspaniała!".

Nudziło mnie uwielbienie mężczyzn. Do garderoby przynoszono mi bukiety od starszych panów, którzy chcieli pić ze mną szampana, a ja czułam się jak diwa.

A kilka lat później chodzę po świecie, nie patrząc na ludzi, bo ludzie mnie nudzą i męczą. Ale oni prześladują mnie swoimi wścibskimi spojrzeniami, wyglądam jak ktoś obcy. Jak obca z innej planety. Moja planeta to ja. Moja planeta kręci się tylko wokół mnie, mnie i moich pragnień, mnie i mojej historii, która wydaje mi się absurdalna. I słyszę przy tym bezwstydny, szyderczy śmiech.

— No... To teraz możemy chyba spłukać. Przepięknie! Rudy wyszedł ostry, aż się jarzy. Podoba ci się ta muzyka?

— Jaka? O tak, jasne...

— Lilianę Doray... Jestem jej fanem. Przyjeżdża w lutym. Nie mogę się doczekać! Kupiliśmy już bilety. Prawdziwa diwa! I taka piękna!

On to robi specjalnie. Jestem skonsternowana. Artykuł pewnie już przeczytał... Nie, nie odważyłby się. A może jednak? Czyżby typowy przykład nienawiści do kobiet? Czy może on jest złośliwy?

— A ty też się wybierasz?

— Może tak, może nie.

— Słucha), czy coś ci dolega? Źle się czujesz? Jesteś blada jak całun! Mam ci przynieść kawy?

— Nie, tylko żadnej kawy... Szampana.

Muszę pić, żeby zapomnieć. Wiedzieć, że ludzie uważają kogoś za brzydkiego, w tym przypadku mnie, nie, tego nie zniosę. Wszyscy mogą być brzydcy, wszyscy! Tylko nie ja. Co za niesprawiedliwość!

— Mam nadzieję, że zaśpiewa Łzy na poduszcel

— Czy ona jest po liftingu?

— Możliwe... Śpiewa już całą wieczność. Ale jeśli tak, to się wcale nie rzuca w oczy.

— Uważasz, że jest elegancka?

— Uważam, że jest rewelacyjna, cudowna, boska! A ty nie?

— Ależ tak, tak...

— ...po prostu wspaniały głos... królewska aura... ma gest... romantyczne piosenki... z trawiastozieloną szarfą... wielkie kolczyki... pośliznęła się... powiedziała: O, pardon i pocałowała mnie w policzek... od tego czasu...

Pierwsza rola mówiona i lifting twarzy: najważniejsze daty z życia aktorki... Sen piękności, śpiąca piękność, problemy urody, uroda problemowa... Opada mnie zwątpienie. Patrzę na siebie i uważam, że jestem nieatrakcyjna. Na ulicy przyłapuję swoje odbicie w szybach wystawowych i pytam się: „Whos that?". Teraz oglądam się w lustrze. A to, co dostrzegam, jest przerażające. Nagle widzę siebie jako kogoś innego. Czułość, którą odczuwa się w stosunku do psa, wszystko jedno, jak brzydka jest jego morda, najważniejsze, że to jest własny pies — na taką czułość dla swojej mordy już nie mogę się zdobyć, bo już nie jest moja własna. Już jej nie lubię, niczego jej nie wybaczę. Zmarszczki dodają do tego swój własny komentarz, który staje się coraz okropniejszy.

— Słuchaj, czy ty aby nie za dużo obcinasz?

— Ależ nie, w krótszych jest ci dobrze. Obetnijmy je na wiosnę całkiem krótko, to doda włosom nowych sił.

Aha, teraz przyszła kolej na włosy! Nie zostawia na mnie suchego włoska. Trzymaj się, moje słonko! On zaraz się rozkręci i wykończy cię ostatecznie. Ale to nie ze mną. Od dzisiaj będę się mścić.

— Suszarka jest za gorąca.

— Słucham?

— Suszarka jest za gorąca.

— Czy tak lepiej?

— Trochę lepiej. Proszę, nie zakręcaj wałków na zewnątrz, wiesz, że tego nie lubię.

— Nie kręcę ich na zewnątrz. Jedziesz wkrótce na urlop?

Nie mam pojęcia. Jest mi wszystko jedno. Deprecha.

— Co mówisz?

— Wyłącz to wreszcie! Pokaż z tyłu! No, super! Włos się jeży! Tak właśnie myślałam: w tej fryzurze wyglądam dokładnie jak moja babcia, a nie zdradzę ci, jak długo ona już leży pod ziemią!

— Ależ to naprawdę... To naprawdę niesłychane!

— Jako Miss Germany pewnie bym nie przeszła, ale jako Miss Gruźlicy może tak! A propos: daj mi papierosa, nie wytrzymam dłużej, odkąd przestałam palić, cały świat jest przeciwko mnie.

— Voila! Ale ognia nie dostaniesz! Pomyśl o swojej cerze!

— Nie złość się na mnie, proszę, to nerwy... Głód nikotynowy...

— Nie, nie, jest okay, wszystko w porządku. Co to byłaby za gwiazda bez fochów? Masz! Następnym razem przyjadę do ciebie do domu, jeśli wolisz.

— Naprawdę się na mnie nie gniewasz?

— Jakże bym mógł? Przecież ja cię rozumiem! Po prostu nie jesteśmy już najmłodsi! Ale to wcale nie takie straszne, co?

— Ale ty jesteś przecież o wiele młodszy niż ja.

— Dużo nie!

— Ale lepiej się trzymasz!

— Tak uważasz? Dziękuję bardzo!

— Nie! To ja dziękuję bardzo.

— Nie! Ja!

— Ale ja też! Dziękuję bardzo! Kocham cię! Platonicznie!

Ja ciebie też! Powodzenia! Dużo radości z nowej fryzury!

— Na pewno będę miała... Ups! Prawie bym wylądowała na mordzie!

— PPB: płacić proszę Brunonowi!

Coś tutaj śmierdzi. Czuć jakby spalenizną. Mój papieros! Wyrzuciłam go tak po prostu do kosza. On tam się żarzy, zaczyna dymić.

— Szybko, Bruno, podaj mi lakier do włosów!

Świetna gaśnica! Ale co to? Pali się artykuł z „Jet Seta"!

panna boyary

To, że Balzac wypijał dziennie pięćdziesiąt filiżanek kawy i żył pięćdziesiąt jeden lat, wcale nie musi oznaczać, że żyłby siedemdziesiąt jeden lat, gdyby codziennie wypijał siedemdziesiąt kaw.

Max Goldt

Ukochany Rudolfie,

już nigdy więcej nie powinniśmy się zobaczyć!

Po naszym wczorajszym rendez-vous w parku nie mogłam zasnąć przez całą noc. Najpierw byłam jak wniebowzięta, przywołując w pamięci każde z Twych słodkich słów, każde spojrzenie, każdy gest. Ale wkrótce przypomniałam sobie o swoim żałosnym położeniu, obudziło się we mnie zwątpienie, które wtrąciło mnie w najgłębszą rozpacz.

Nie możesz, nie wolno Ci mnie poślubić! Ty przecież jeszcze wcale nie wiesz, kim ja właściwie jestem. Wiesz tylko, że nazywam się Berta Bovary, jestem sierotą, przygarniętą przez biedną ciotkę, zmuszoną do zarabiania na chleb jako prządka w Rouen. Plotki o mojej rodzinie musiały dotrzeć i do twoich uszu, ale dotychczas nigdy mnie o to nie pytałeś. Jestem Ci niewymownie wdzięczna za tę dyskrecję, ale Twoi rodzice w żadnym wypadku nie zaakceptują takiego aliansu. Ty, czarujący, wykształcony, z najlepszej rodziny, który masz przed sobą świetlaną przyszłość, ze mną, z panną Bovary? To jest absolutnie nie do pomyślenia.

Jak zapewniasz, nie przeszkadza ci, że nie mam posagu. Tymczasem przed kilkoma tygodniami dostałam mały spadek! Mój ojciec chrzestny, pan Homais, aptekarz z Yonville, przekazał mi następujące skarby, które znalazł na strychu mojego rodzinnego domu i przechował dla mnie:

Słownik wiedzy medycznej w trzydziestu tomach, mszał, niemal sto powieści miłosnych i tomików poezji oraz szkatułkę, która okazała się prawdziwym skarbcem.

A zawierała:

Parę koronkowych rękawiczek, mały pejczyk, długi czarny warkocz, jasny lok, krótki kosmyk brązowych włosów, lornetkę teatralną, broszę, medalion, dziesięć złożonych bilecików, mnóstwo listów związanych czerwoną aksamitką, pudełko po cygarach i dagerotyp, na którym owalna twarz mojej matki jako biała plama odcina się od czarnego tła.

Widzisz więc, że dzięki tym przedmiotom nie jestem już taka biedna!

Ale to niewiele zmienia w naszej sytuacji. Fakt, że Emma Bovary, moja matka, swoją chorobliwą rozrzutnością wpędziła rodzinę w bankructwo, Twoi rodzice może mogliby jeszcze przyjąć z wyrozumiałością. Ale okoliczności, że oprócz tego popełniła wielokrotne cudzołóstwo, a na końcu samobójstwo, na pewno nie będą mogli tolerować. Jak wiesz, przed samobójcami bramy raju są zamknięte. Przed ich dziećmi przypuszczalnie też...

Obraz mojej matki na łożu śmierci towarzyszy mi dzień i noc: utopiona księżniczka z krucyfiksem w liliowobladych dłoniach. Je] włosy rozpływają się na poduszkach jak algi, jej biała sukienka faluje. Ale jeszcze wyraźniej widzę ją, jak siedzi w łagodnym świetle przy oknie. Tak rzadko grzeszyła! Połowę swego życia spędziła za okienną szybą, patrząc w dal. Kiedy byłam całkiem mała, przerywała lekturę, wypuszczała z rąk tamborek, by oddawać się snom na jawie. Później już tylko siedziała bezczynnie, nieobecna duchem, a ja bałam się nawet pisnąć, nie mówiąc już o tym, żeby się do niej odezwać. Ileż razy stawałam całkiem cicho przy drzwiach i przyglądałam się jej. Czy widać było po niej zniecierpliwienie? Może nudę? Czy po jej policzku spływała łza? Jakże chętnie podbiegłabym do niej, objęła i zawołała: „Mamo, masz przecież mnie!", by ją pocieszyć. Ale wtedy na pewno by mnie odpędziła. Uśmiechnęłaby się szyderczo: „Ciebie? Biedne, brzydkie dziecko!". I miałaby całkowitą rację...

Ach, Rudolfie, chociaż mówisz, że jestem ładna albo wręcz „zachwycająca", to jednak trudno mi w to uwierzyć.

„Wykapany ojciec" — mówili o mnie sąsiedzi, na co moja matka wzruszała tylko ramionami. „Cały ojciec!" — powtarzali z uporem. „To przynajmniej może mieć pewność, że mała nie jest córką listonosza!". Matka nie znosiła takiej wulgarności. Spoglądała na mnie z pogardą. Tak, dokładnie jak ojciec byłam niezgrabna i niezręczna. I tak samo jak on ubóstwiałam ją, gdyż w przeciwieństwie do nas ona była nieziemsko piękna, odznaczała się prawdziwie królewską elegancją.

Niczego po niej nie odziedziczyłam. Ani bujnych czarnych włosów z niebieskawym połyskiem, ani ciemnych oczu z ich niezmierzoną głębią, które potrafiły tak dziko zapłonąć. Ani też delikatnej skóry przypominającej czasami płatki róży, a czasami powlekającej się wytworną bladością. Moja cera łatwo się rumieni — jak już zauważyłeś — i zdradza każde drgnienie uczuć.

Nikt by nie przypuszczał, że była dziewczyną ze wsi, córką zamożnego chłopa, która wczesną młodość spędziła w ubogiej kuchni, haftując sobie spokojnie, w otoczeniu much i kur. Jedyną pozostałością z tamtych czasów były jej proste bawełniane sukienki, których używałam jako koszul nocnych. Były dla mnie o wiele za długie i często się w nich potykałam, ale za nic w świecie nie zamieniłabym ich na krótsze.

Jej ojca, dziadka Rouault, jeszcze pamiętam.

Przyjeżdżał do nas z wizytą dwa razy do roku. Na Boże Narodzenie przywoził nam indyka, a na moje urodziny śliwki z drzewa, które dla mnie posadził. Dziadek Rouault był przeważnie w świetnym humorze, zwłaszcza podczas rodzinnych obiadów. Grasejował, bekał po każdym daniu, chętnie pijał cydr, a jeszcze chętniej calvados. Kiedy dobrze sobie podjadł, wywijał laską i tańczył dla wszystkich bourree. Wtedy kiedy przed wieloma laty złamał nogę, pewnie też ochoczo się roztańczył. Tej samej nocy do chorego przyjechał konno Karol Bovary i w chłopskim gospodarstwie poznał jego córkę Emmę.

Karol Bovary był lekarzem w Tostes, normandzkiej wiosce, i już wtedy był wdowcem albo krótko przed owdowieniem. O swojej pierwszej żonie nigdy nie mówił, a ja nie sądzę, żeby jej śmierć pogrążyła go w rozpaczy.

Czasami babcia Bovary przechwalała się, że przystroiła grób pierwszej synowej, co mój ojciec w milczeniu kwitował skinieniem głowy. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby to ona wyszukała pierwszą żonę mojego ojca. Jako posłuszny syn najczęściej robił to, co chciała.

Ledwie noga dziadka Rouault została wyleczona, moi rodzice pobrali się w Tostes. Myślę, że to niespodziewane spotkanie z lekarzem oznaczało dla mojej matki pierwsze uwolnienie. Za chłopa nie chciałaby wyjść za mąż. Ale po ślubie tak bardzo się nudziła, że ojciec, żeby jej sprawić przyjemność, przeprowadził się do większej miejscowości, Yonville, gdzie przyszłam na świat.

Lecz jeszcze kiedy była młodą małżonką w Tostes, wydarzyło się coś, co wywarło na mojej matce ogromne wrażenie. Wraz z ojcem została zaproszona na huczny bal u markiza, którego nazwiska niestety zapomniałam. Ale tamtą suknię balową mam jeszcze przed oczami. Ileż razy chowałam się w szafie, by jej dotknąć! Ileż razy po kryjomu stawałam przed lustrem i przykładałam ją do siebie! Suknia księżniczki! Ale moja matka nie chciała jej nigdy więcej założyć... Choć nie! Raz to zrobiła. Był to najpiękniejszy dzień mojego dzieciństwa, mimo iż zakończył się guzem.

Przysłano właśnie trzy nowe suknie. Uradowana matka zawołała naszą służącą Felicję i mnie, chciała nam coś pokazać. Poprosiłyśmy ją, żeby przymierzyła suknie. Matka zaraz się przebrała, zatańczyła przy tym kilka kroków menueta. Z zachwytu głośno biłam brawo i piszczałam, a ona zapomniała mnie skarcić. Przy zdejmowaniu sukien wolno mi było jej pomóc. Po raz pierwszy traktowała mnie jak zaufaną. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa.

Po zaprezentowaniu nowych sukien moja matka otworzyła szafę i wyjęła suknię balową. Szczególny blask wypełnił jej czarne oczy, jak gdyby cała jej tęsknota za luksusem, namiętnością i miłością znowu odżyła. Przez chwilę myślałam, że wybuchnie płaczem i zmoczy niezliczone różyczki z satyny zdobiące połyskujący szafra-nowożółty jedwab.