Nepuranta - Artur Tomczak - ebook

Nepuranta ebook

Artur Tomczak

0,0

Opis

Jest to połączenie dwóch formuł - krótkiej powieści fantasy i traktatu filozoficznego. Wiodącym tematem książki są doświadczenia młodej królowej nieprzygotowanej do swych politycznych zadań. Otaczają ją ludzie realizujący poprzez zbliżenie do tronu swe własne, głęboko skrywane ambicje. Powieść obrazuje zaledwie kilka miesięcy z życia władczyni, ale jej doświadczenia są wszechstronne: dojrzewa politycznie, światopoglądowo oraz emocjonalnie. Nie ma wyboru, nietuzinkowe okoliczności wywierają na nią ogromną presję. Żywy umysł dziewczyny chłonie i przetwarza, czerpiąc przy tym z dogłębnej mądrości kontrowersyjnego doradcy, który budzi jednocześnie jej niepokój, ale też intelektualną fascynację. Królowa dociera do niespodziewanych prawd i przełomów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 191

Rok wydania: 2021

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



2021

Copyright © Artur Tomczak 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu tekstu niniejszej publikacji jest zabronione i powoduje naruszenie praw autorskich, a w konsekwencji podciągnięcie do odpowiedzialności na drodze sądowej przez autora.

Korekta i projekt okładki:

Artur Tomczak

Redakcja:

Dominik Leszczyński.

Autor zdjęcia na okładce: Alexander Vinogradov

ISBN 978-83-962188-0-3

Dla Mirka i dla siebie.

Moją szczególną wdzięczność chcę wyrazić Alexandrowi Vinogradovowi, którego kunszt oraz dobra wola sprawiły, że ta książka ma najlepszą możliwą okładkę. Dziękuję też Polinie Kuznetsovej – jej uroda i uprzejmość przesądziły, że każdy może spojrzeć w oczy dziewczyny, o której jest ta opowieść.

Twórczość Alexandra Vinogradova można znaleźć na stronie: https://alexandervinogradov.com/.

prolog

– Hakki, Hakki, stój!

Dziewczyna biegnąca ukwieconą łąką zatrzymała się. Ciemne, rozrzucone włosy zgarnęła z twarzy wdzięcznym, trochę dziecięcym gestem. Była lekko zdyszana, jej zielone oczy lśniły radością, na twarz wybiły rumieńce. Biała, zwiewna sukienka oraz bose nogi, oblepione pyłkami i źdźbłami z mokrej, porannej łąki, czyniły z niej jakieś cudowne, wiosenne zjawisko. Czekała na kobietę, która próbowała ją dogonić, jednak bieg w ciężkiej sukni pod gorącym słońcem nie mógł należeć do łatwych ani przyjemnych. Kobieta była też znacznie starsza, a jej surowa twarz nie zdradzała zachwytu.

– Hakki, prosiłam, żebyś nie biegła. Nie po to tu jesteśmy.

– Wiem, po co tu jesteśmy, Trive, uczyłaś mnie o tym przez całe życie, a ja byłam uważną uczennicą. Zawsze mnie za to chwaliłaś. Teraz biorę swą nagrodę – chwila wolności, która, jak często przypominałaś, nie będzie moim przeznaczeniem.

– Pamiętaj, to krótka wolność.

– Pamiętam też, że złudna. Tu wokół pełno jest ludzi. Zostaw mnie jeszcze na chwilę. Wiem, co do mnie należy.

Hakki już nie biegła, lecz spacerowała ze zmrużonymi oczami, sycąc wszystkie zmysły życiem młodego, odrodzonego po zimie świata. Rozsądna Trive, zawsze u jej boku, by wyjaśniać lub powściągać, tym razem przyznała jej prawo do samotności. Stała tylko w zasięgu wzroku, nienaganna i dostojna. Takie było jej zadanie, a nigdy nie uchybiała swym powinnościom. Inni też spełniali swoje obowiązki. Mężczyźni w pancerzach z emblematem smoka czuwali wszędzie wokół, ale na szczęście byli tak dyskretnie rozstawieni, że nie trzeba było na nich patrzeć. Lecz od jednego nie dało się uciec: nawet tu, w Ajsle, samotni władców, ponad łąką i lasem wzrok często padał na surowy, wyniosły kształt skały przypominającej maczugę. Teraz latał nad nim jakiś wielki ptak; można by sądzić, że to jego dom. Jednak skała była domem kogoś potężniejszego – stanowiła twierdzę i pałac rodu Ersa; miała też swoje imię – Tutok.

Hakki nauczono, najpierw bajkami oraz pieśniami, a później lekcjami rodowych dziejów, że tu, gdzie teraz stała, odpoczywał ongi sam Ers, który ujrzawszy opokę, postanowił zamienić ją na swoją siedzibę – stolicę przyszłego królestwa, które wywalczył w wielu bitwach, bo miał siłę oraz śmiałość, a przede wszystkim dlatego, że spodobał się bogom. Wszyscy jego następcy przybywali potem do tego lasku, zwanego Ajsle, na czas odosobnienia i zadumy przed koronacją. Tradycja nakazywała nowym królom szukać tu natchnienia do pomyślnych rządów. Jakie modlitwy szeptali na uroczysku ci wszyscy, którzy poprzedzili Hakki w starożytnym rytuale? Nikt nie mógł jej tego powiedzieć, bo nakazem zwyczaju władcy zawsze zachowywali swoją refleksję dla siebie. Ona także nie opowie nikomu o swej zadumie. To dobrze, pomyślała. Nie mam żadnej modlitwy, nie umiem złożyć myśli. Jestem wzruszona i niespokojna. To wszystko. Kocham mój lud, jestem dumna z rodu oraz dziedzictwa, które mi zostawił. Mam nadzieję, że przekażę tę spuściznę w takim stanie, w jakim ją zastałam.

Dziś był ostatni dzień, gdy przynależał jej wdzięczny tytuł kuelinty – księżniczki. Kiedy jutro się obudzi, zostanie spętana miriadą drogocennych ozdób oraz rozlicznych powinności, choć większości z nich nadal nie znała. Nastanie czas kujnet – królowej. O tym dowiedzą się wszyscy. Znacznie mniejsze grono pozna też jej słodką twarz oprawioną w królewskie szaty. Stanie się widowiskiem wzbudzającym zachwyt, szacunek oraz lojalność. Widziała już jako dziecko ten wielki, wykuty w zimnej skale tron, jej przeznaczenie. Zmierzony na największego wojownika dziejów, jej praszczura Ersa, był zabytkiem, który czciła, ale na którym wolałaby nigdy nie siadać. Dawniej miała śmiałość, jako beztroskie maleństwo, „kwiatuszek” swego dziada. Teraz bała się tego olbrzyma.

Padał na niego blask ze Smoczej Paszczy – nazywano tak okno wybite u zarania dynastii, naprzeciw tronu w sali królewskiej. Jutro ukaże się w nim swoim poddanym, z zadartymi głowami zgromadzonym hen w dole. Ujrzą srebrzysty blask bijący z jej sukni i krzykną radośnie. Spróbują chwytać świeże kwiaty zrzucone na rozkaz mistrza ceremonii. Będą jednak tak daleko, że ona nie ujrzy twarzy żadnego z nich, a oni nie usłyszą żadnego ze słów, które wyrecytuje. Niemniej, spłynie na nich starożytne błogosławieństwo i przychylność bogów, z którymi młoda kujnet odnowi przymierze. Kapłani będą mruczeć ważkie, tajemne słowa, kiwając się miarowo; dumni, rośli strażnicy wypną opancerzone piersi, których przeznaczeniem jest ją osłaniać. Ministrowie, jak można się spodziewać, będą uważni, lecz nieodgadnieni. A ona? Czy wytrzyma nad przepaścią? Zawsze się jej bała… I czy spodoba się wszystkim? Jutro czeka ją długi, ciężki dzień pełen odpowiedzi. Pierwszy taki dzień, podobny do wszystkich kolejnych, przez resztę jej życia.

Wyparła na chwilę tę trudną myśl, a wzrok skierowała ku kępie wiosennych kwiatów. Brodziła w trawie, bosymi, drobnymi stopami łamała kruche łodyżki i zbierała skórą ostatki rosy. Zapachy, barwy, delikatny szum i brzęczenie koiły ją. Wśród tego błogiego otoczenia tradycja domu Ersa i wynikające z niej obowiązki zdawały się dziewczynie szczególnie niemiłe – stanowiły matnię zniewalającą umysł. Tylko ciało nadal pozostało lekkie i jej własne. Przez krótki czas Hakki wciąż mogła je rozpieszczać.

Zdała sobie nagle sprawę, że to, co w roztargnieniu wzięła za dziwny, omszały pień, jest człowiekiem. Wtulony między chaszcze mężczyzna, brudny, kudłaty i zlękniony, był tuż obok niej. Zrobił krótki, nerwowy gest ręką.

– Proszę, nie krzycz, Jasna Pani! – wyszeptał ochryple. – Wydasz mnie, zginę…

Zmarszczyła brew, nie tyle z gniewu, co z rozterki. Patrzyła na obcego bez lęku, trochę jak na zwierzę. Nie wiedziała, co myśleć. Ujęty, zostałby zgładzony, choćby za to, że ośmielił się zakłócić jej święte odosobnienie w Ajsle. Mogła krzyknąć. Trive pojawiłaby się niemal natychmiast, tak samo strażnicy. Piastunka stała na odległej krawędzi polany; mogła widzieć tylko kuelintę i zgadywać, że dziewczyna znieruchomiała w podziwie nad jakimś kwiatem. Lecz Hakki patrzyła na nędzarza, próbując odgadnąć swym niedoświadczonym umysłem, co jej przystoi. Wreszcie zdecydowała:

– Nie wydam cię, choć naruszyłeś prawo tego miejsca. Zostań tu do wieczora. Wymkniesz się, gdy odejdziemy.

Wtedy mężczyzna pocałował jej stopę. Zrobił to bez uniżonej gwałtowności, delikatnie, z pełnym szacunku namaszczeniem.

Nie potrafiła odpowiedzieć. Nikt spoza pałacu nie miał prawa nawet do niej przemówić, a oto obcy, brudny mężczyzna, w dodatku wyrzutek, dotknął jej nieskalanej skóry wargami. Odeszła.