Na dwóch końcach lata - Gładysz Agata - ebook + audiobook

Na dwóch końcach lata ebook i audiobook

Gładysz Agata

3,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Jedno lato. Dwa domy. Całe morze kłamstw.

Amelia i Lena miały nigdy się nie poznać. Dzieli je przecież wszystko. Poza jednym – ich matki są siostrami. Śmiertelnie na siebie obrażonymi.

Amelia próbuje być odważna. Kiedy jej rodzice wpadają w kłopoty finansowe, rzuca wszystko, wsiada do vana i rusza na drugi koniec kraju. To nie jest zwykła wakacyjna wyprawa. Amelia robi wszystko, żeby uratować rodzinny biznes. Na przeszkodzie stają jej jednak tajemnice z przeszłości i pewien chłopak, który budzi w niej uczucia, jakich wcześniej nie znała.

Lena kłamie, odkąd tylko pamięta. To zawsze pomagało jej w życiu. Mogła udawać kogoś, kim nie jest, i imponować bogatym znajomym. Kiedy pojawia się ryzyko, że wszystko się wyda, z nieba spada jej Amelia. Dzięki propozycji zamiany domów Lena może pojechać na Hel, poderwać znanego surfera i dać się ponieść falom. Tylko czy to nie jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe?

Jak bardzo zwykła zamiana domów może namieszać w życiach i sercach obu dziewczyn?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 277

Data ważności licencji: 6/3/2033

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 29 min

Lektor: Katarzyna Domalewska

Data ważności licencji: 6/17/2033

Oceny
3,5 (2 oceny)
0
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
ksiazkowy-labirynt

Dobrze spędzony czas

podobalo mi sie.
00



Dla wszystkich, którzy dla przyjaźni byliby gotowi pojechać na drugi koniec Polski

Część pierwszaPierwsze dni lata

1

Amelia

[Genesis, Home by the Sea – 2007 Remaster]

Sezon wakacyjny nie rozkręcił się jeszcze na dobre, a korki na drogach już uczą kierowców cierpliwości! Jak co roku napływ turystów paraliżuje nadmorskie ulice, a mieszkańcy nadbrzeżnych miejscowoś­ci kolejny raz znaleźli się w centrum turystycznego gwaru. Wszystkim słuchaczom życzymy długo wyczekiwanego słońca i przesyłamy letnie hity, a dla tych za kierownicą mamy najświeższe informacje drogowe! Z utrudnieniami w ruchu muszą liczyć się kierowcy…

Amelia sięgnęła do panelu i wyłączyła radio.

Lekki wiatr mierzwił jej włosy, kiedy mijały ją samochody jadące po przeciwległym pasie. Opuszczona szyba i zapach morskiej bryzy były czymś, do czego niezmiennie tęskniła każdego roku.

A tym razem musiała czekać dłużej.

W Chałupach sezon rozpoczynał się na przełomie kwietnia i maja. Wietrzna pogoda przyciąga wtedy miłośników surfowania z całego świata, co od lat zapewniało klientów rodzicom Amelii. W końcu surferzy muszą coś jeść, a mało który potrafi się oprzeć serwowanej na wielkim porcelanowym talerzu świeżej rybie.

W tym roku jednak pogoda nie sprzyjała turystyce, co zmusiło rodziców dziewczyny do otwarcia lokalu kilka tygodni później niż zazwyczaj. Na szczęście dla córki, która od zawsze pomagała im w pracy, początek sezonu wypadł tym razem akurat kilka dni po jej ostatnim egzaminie maturalnym. Nic nie odciągało jej więc od nauki. Martwiła się tylko, że rodzinny biznes może ucierpieć.

Na jednopasmowej drodze prowadzącej na Półwysep Helski utworzył się korek.

Przed Amelią stał samochód terenowy z logo sąsiadującej ze smażalnią szkółki surfingu, zwożący z powrotem deski windsurfingowe z miejsca składowania, a kilka metrów dalej dziewczyna zauważyła auto, którego bagażnik aż po tylną szybę wypełniały toboły niezbędne do wakacyjnego wypoczynku.

Wszędzie było mnóstwo przyjezdnych, a nerwową atmosferę potęgowali właściciele przyczep campingowych.

Amelia obserwowała wszystkich z boku, podziwiając ich za śmiałość i dziki charakter podróży. Fascynowali ją. Sama nie miała odwagi, by opuścić swoje rodzinne miasto. Przerażały ją brak kontroli i nieprzewidywalność. I wszystko to, co nieznane.

Dziewczyna zaparkowała samochód na wolnym miejscu przy drewnianym budynku smażalni z zadaszonym tarasem, a następnie przekręciła kluczyk w stacyjce, by wyłączyć silnik.

W menu Bosmanowie oferowali nie tylko rybę, ale także przekąski, kawę i różne napoje, więc przed powrotem rodziców z zaopatrzeniem dziewczyna miała się upewnić, że niczego nie brakuje na stołach i za barem.

„Papierowe słomki, opakowania do zamówień na wynos, serwetki, całkiem nowe podstawki pod napoje, bo poprzednie zniknęły z baru…” – wyliczała w myślach dziewczyna. Musiała rozpakować to wszystko i porozkładać na miejsca.

Podeszła do drzwi, pod pachą trzymając pudło, które przed przyjazdem odebrała z hurtowni. Zanim jednak sięgnęła do kieszeni po dawno nieużywany klucz, przystanęła na drewnianym podeście. W szczycie sezonu rzadko można było zastać Bosmanów w domu – częściej przebywali w smażalni, więc to jej adres podawali do korespondencji. Dlatego kiedy dziewczyna zauważyła listy na wycieraczce, od razu się schyliła i zabrała je ze sobą do środka.

Wdychając zapach kurzu i zbutwiałego drewna, Amelia przeszła przez opustoszałe pomieszczenie. Wyminęła stoły z odwróconymi krzesłami i zeszłoroczny kalendarz z zaznaczonym trzydziestym sierpnia, a następnie odłożyła kartonowe pudło i zgarnięte przed chwilą koperty na blat, a jej wzrok zatrzymał się na zakurzonym kontuarze.

Dzięki promieniom słońca, które wpadały przez okna wychodzące na plażę, Amelia nie musiała nawet włączać zwisających z belek pod sufitem lamp w metalowych kloszach. Jasne światło wystarczająco uwidaczniało nieobecność Bosmanów w ostatnich miesiącach.

W pierwszej kolejności Amelia postanowiła więc posprzątać. Ściągnęła pudło na ziemię i nalała wody do zlewu, a następnie starła blat, umyła podłogi, włączyła zmywarkę i zestawiła krzesła ze stolików.

Nagle jej pracę przerwało pukanie do drzwi.

Krzesła i stoły z zewnętrznej części smażalni pozostawały schowane na zapleczu, a przeznaczona dla gości część świeciła pustkami, po czym można było poznać, że smażalnia nie została jeszcze otwarta. Dziewczyna zastygła w bezruchu, skonsternowana, ale pukanie rozległo się ponownie, więc niepewnie podeszła do drzwi.

– Przepraszam, ale mamy jeszcze zamknięte – poinformowała mężczyznę, którego zobaczyła.

– Dzień dobry. – Na twarzy nieznajomego natychmiast pojawił się życzliwy uśmiech. – Czy zastałem właścicieli?

Amelia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie chciała zdradzać, że oprócz niej w smażalni nikogo nie było, a coś w tonie głosu nieznajomego wprawiło ją w zaniepokojenie.

– Jestem ich córką. – Dziewczyna wyprostowała się, ściskając w dłoni szmatkę. Nie spuszczała wzroku z mężczyzny, który ukradkowo zaglądał do wnętrza lokalu. Obserwowała go uważnie, próbując zrozumieć, czego mógł tu szukać. – Czy mogę w czymś pomóc?

– Chciałem tylko zostawić wizytówkę. Sądzę, że twoi rodzice mogą być nią zainteresowani.

Dziewczyna zesztywniała, kiedy mężczyzna wyciągnął w jej stronę dłoń z kartonikiem.

– Proszę powiedzieć, że ich szukałem.

Zawahała się chwilę, ale przyjęła wizytówkę.

– W porządku – zgodziła się, pośpiesznie zerkając na kartonik, na którym widniały imię i nazwisko, numer telefonu, adres e-mail oraz logo i nazwa firmy: Pirates of Land. Żadna z tych informacji nic jej jednak nie mówiła.

– Czy przekazać coś jeszcze? – dopytała, zanim mężczyzna zdążył odejść. Chciała dowiedzieć się czegoś więcej zarówno o nim, jak i o powodzie jego wizyty. – W jakiej sprawie pan przyszedł?

Uśmiech na ustach mężczyzny nagle stał się zarozumiały.

– Nie odpowiedzieli na moją propozycję – stwierdził, a jego wzrok znów powędrował do wnętrza smażalni. – A niedługo mogą już nie mieć nic do powiedzenia.

Amelia zmarszczyła swoje jasne brwi.

– Przekażę rodzicom, żeby do pana zadzwonili.

– Bardzo dobrze – odparł na pożegnanie.

Wzrok mężczyzny sprawiał, że dziewczyna czuła się niekomfortowo.

Zamknęła drzwi wejściowe do smażalni i tym razem upewniła się, że przekręciła klucz w zamku.

Jeszcze raz spojrzała na trzymaną w dłoni wizytówkę, po czym schowała ją do kieszeni swoich dżinsowych rybaczek.

2

Amelia

Amelia wróciła za kontuar, odłożywszy szmatkę na bok. Musiała skupić się na obowiązkach, które powinna wykonać, zanim zjawią się rodzice.

Podczas gdy w tle brzęczała zmywarka, dziewczyna podnios­ła karton z wyposażeniem baru i postawiła na czystej ladzie. Dwa pudła o podobnej zawartości czekały jeszcze na rozpakowanie w samochodzie, więc kiedy akcesoria kawowe znalazły się już na swoim miejscu, Amelia chwyciła puste pudło z zamiarem wyrzucenia go po drodze, przypadkiem strącając przy tym listy dla rodziców, które położyła wcześniej na blacie. Schyliła się, żeby podnieść korespondencję, ale wtedy zauważyła różową kopertę, która wysunęła się ze stosu pozostałych. Jednak to nie kolor najbardziej zdziwił dziewczynę, lecz adresat.

Amelia Bosman.

List dla niej?

Amelia raz jeszcze przeczytała imię przy adresie zapisanym w lewym górnym rogu, ale wszystko się zgadzało. Nie miała wątp­liwości, że chodziło właśnie o nią.

Tylko kto mógł być nadawcą?

Gorączkowym ruchem zaczęła przeglądać pozostałe koperty.

Artur Bosman.

Artur Bosman.

Artur Bosman.

Oprócz adresata na każdej z nich widniały również adresy nadawców. Na wszystkich, tylko nie na liście zaadresowanym do Amelii.

Dłoń Amelii znieruchomiała, gdy dziewczyna spostrzegła, że nadawcą wszystkich trzech listów był bank. Wyglądały, jakby leżały na progu już od jakiegoś czasu, co wprawiło ją w zaniepokojenie.

Nie myśląc o konsekwencjach, Amelia postanowiła rozerwać kopertę. Wstrzymała oddech, kiedy zauważyła nagłówek listu. Czuła potężną gulę w gardle, która narastała wraz z kolejnymi słowami wiadomości. Wezwanie do zapłaty.

Radosne: „Co tam masz?”, wyrwało ją z zamyślenia.

Amelia odwróciła się, gdy usłyszała za sobą głos taty. Kiedy rodzice pojawili się w smażalni? Skąd się tu wzięli? Przecież zamknęła drzwi na klucz. Musieli więc wejść od zaplecza.

Tata podszedł do niej i delikatnie wyciągnął jej kopertę z dłoni. Nagle jego twarz wykrzywił grymas złości.

Została przyłapana na gorącym uczynku – ten jeden jedyny raz, kiedy postanowiła zrobić coś wbrew rodzicom. Jednak w tej chwili o wiele bardziej martwił ją znaleziony dokument.

– Ja… – Amelia poczuła, jak coś odbiera jej mowę. – Tato, czy to jest… – Chciała się dowiedzieć, co oznaczała treść listu, ale wtedy zauważyła mamę stojącą w drzwiach od zaplecza. Z tortem w ręce.

Rodzice zrobili jej niespodziankę. W końcu obchodziła dzisiaj dziewiętnaste urodziny! Powinna się była domyślić, że wyjechali do miasta nie tylko po zaopatrzenie.

Grymas na twarzy mamy nie był dla Amelii niczym nowym – prawdopodobnie malował się na twarzy Joanny częściej niż szczery uśmiech. Ale Artur?

Tata nikomu nie dawał wytrącić się z równowagi. Był cierpliwy i opanowany. To on łagodził konflikty między żoną a córką. Amelia nigdy wcześniej nie widziała w oczach ojca takiej furii jak teraz.

– Nie powinnaś tego otwierać! – krzyknął, piorunując dziewczynę wzrokiem. – Źle cię wychowaliśmy, skoro nie wiesz, że nie wolno czytać cudzej korespondencji?!

Amelia poczuła, jak jej ramiona skuliły się pod ciężarem zawodu w głosie ojca.

– Po prostu się zaniepokoiłam, kiedy przeczytałam, że… – próbowała się tłumaczyć.

– To nie twój interes! – wrzasnął Artur, przerywając jej.

Amelia zamilkła, czując, jak całe jej ciało wypełnia strach. Nie potrafiła się domyślić, co było w piśmie, o którego istnieniu miała nie wiedzieć.

Nie chciała też, żeby odebrano jej list od nadawcy, którego wcześ­niej nie udało jej się rozszyfrować, więc dyskretnie przysunęła różową kopertę do siebie i – nie spuszczając wzroku z rodziców – wcisnęła ją za pasek spodni, a następnie schowała pod bluzką.

Nagle przez twarz jej ojca przetoczył się grymas bólu. W pierwszej kolejności Amelii wydawało się, że zauważył, że córka coś przed nim ukrywa, ale wtedy mężczyzna zgiął się wpół i wypuścił kartkę z dłoni.

– Artur? Co się dzieje? – Zaniepokojona mama dziewczyny podbiegła do męża, nie dbając o tort, który w pośpiechu odłożyła na blat.

Z ust mężczyzny wyrwał się jęk.

– Tato?! – Amelia natychmiast wpadła w panikę.

W oczach dziewczyny ojciec zawsze wydawał się niezwyciężony. Był superbohaterem. Amelia nie potrafiła wyobrazić sobie świata bez taty. Kochała go bardzo, dlatego naprawdę się zmartwiła, gdy ze ściśniętym głosem wydukał:

– To serce… Strasznie mnie boli.

– Arturze, niepokoisz mnie. – W głosie Joanny słychać było powagę, która przeraziła Amelię bardziej niż zwykle. – I co narobiłaś?!

Ton Joanny sprawił, że Amelia musiała zagryźć wargi, żeby się nie rozpłakać.

– Tato, przepraszam! Ja… nie chciałam… – dukała dziewczyna, pewna, że to jej zachowanie wywołało atak ojca.

– Asiu, daj spokój – powiedział Artur, próbując się wyprostować. Rozpierający ból w klatce piersiowej sprawił jednak, że musiał oprzeć się o blat.

Ojciec Amelii od lat żył między młotem a kowadłem, pozostając lojalnym zarówno wobec żony, jak i córki. Nawet w kryzysowych sytuacjach myślał wyłącznie o ich dobru.

– Dzwonię po karetkę – oświadczyła Joanna, ale Artur unieruchomił dłonią obie jej ręce, by powstrzymać ją przed sięgnięciem po telefon.

– Za chwilę mi przejdzie.

– Tato, proszę cię… – Amelia spojrzała na niego przez łzy, czując, jak przy kolejnych słowach załamuje jej się głos. – Nie możesz umrzeć w moje urodziny.

– Nie histeryzuj – przywołała ją do porządku matka, chociaż dziewczyna widziała, że sama była przerażona. – Nikt dzisiaj nie umrze!

Artur milczał, starając się uspokoić oddech.

– To tylko stres – westchnął po chwili. – Ostatnio dużo się stresuję.

– Czy to ma jakiś związek z tym listem? – Amelia po raz kolejny spróbowała poruszyć temat wezwania do zapłaty, ale mama spiorunowała ją wzrokiem.

Obie widziały, że ból w klatce Artura nie ustępował.

– Pozwól mamie zawieźć się do szpitala – prosiła dziewczyna. – To moje urodziny… – powtórzyła. – Nie będę prosiła o żaden inny prezent.

Rodzice Amelii wymienili się spojrzeniami i w końcu mężczyz­na skinął głową.

– Tylko na kontrolę. Na pewno nic mi nie jest – zapewnił żonę i córkę, ale wydawało się, że tymi słowami próbował przekonać również samego siebie.

W końcu, podtrzymywany przez Joannę, ruszył w stronę wyjścia.

– Zostań w smażalni. – Matka zgromiła Amelię surowym spojrzeniem.

Dziewczyna nie śmiała się nawet z nią spierać.

– Oczywiście – odpowiedziała cicho.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział ojciec, próbując posłać córce słaby uśmiech, który szybko powstrzymała kolejna fala bólu.

– Dziękuję – wyszeptała Amelia, czując, jak do jej oczu napływają łzy.

Joanna zabrała Artura do szpitala, a dziewczyna znowu została sama.

To były chyba najgorsze urodziny w jej życiu.

3

Amelia

Amelia z zaciśniętym gardłem rozpakowała pozostałe dwa pudła. Nie umiała jednak skupić się na pracy, bo jej myśli ciągle uciekały w stronę pisma, którym dziewczyna otworzyła rodzinną puszkę Pandory.

Jak na szpilkach czekała na wieści ze szpitala, więc kiedy Joanna zadzwoniła do córki z informacją, że reakcja organizmu ojca była stanem przedzawałowym, ale Artur jest już bezpieczny, dziewczyna odetchnęła z ulgą. Niepokój nie zniknął jednak całkowicie. Widok bezbronnego taty w sytuacji zagrożenia życia głęboko nią wstrząsnął.

Ojciec powiedział, że w ostatnim czasie dużo się stresował. Co jeszcze rodzice przed nią ukrywali? Czy miało to związek z długami? Z późniejszym otwarciem smażalni w tym sezonie? To mogło przecież sprawić, że ich rodzinny biznes zarobi tego lata znacznie mniej!

Amelia usiadła na wysokim krześle przy barze, wpatrując się w tort, który kupili dla niej rodzice. Ciasto w kształcie serca zostało ozdobione perłami, na środku wokół czekoladowej dziewiętnastki pływały meduzy, z boków wyrastały kolorowe kwiatki, a z dołu unosiły się glony. Wyglądał jak idealny tort dla syrenki, jak często mówił na nią tata.

Dziewczyna odszukała pudełko zapałek i w ciszy pustej smażalni patrzyła, jak knoty świeczek po kolei zajmują się ogniem.

– Sto lat dla mnie – powiedziała smutno, gasząc zapałkę.

Każdego roku swoje urodziny Amelia spędzała w samotności. Rodzice nieustannie przebywali w pracy, a dziewczyna nie miała znajomych, z którymi mogłaby świętować. W szkole zawsze siedziała w pojedynkę, a po lekcjach brakowało jej czasu na zawieranie przyjaźni. Przez ostatnie cztery lata ciągle albo pracowała, albo uczyła się do matury, żeby dostać się na studia.

– Powinnam pomyśleć życzenie? – zwróciła się do świeczek, przechylając głowę, chociaż wiedziała, że jej nie odpowiedzą.

Czuła strach, ale była też zła i rozżalona. Tego dnia kończyła dziewiętnaście lat – była już dorosła i, jak sądziła, wystarczająco odpowiedzialna, jednak rodzice wciąż wykluczali ją z ważnych spraw i ukrywali przed nią sekret dotyczący jednej z najważniejszych rzeczy w ich życiu. Wierzyła, że zasługiwała na prawdę – na odkrycie przed nią tajemnicy – szczególnie że zależała od niej jej przyszłość.

Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech.

– Chciałabym być odważna – wyszeptała, po czym zdmuchnęła wszystkie świeczki palące się na torcie.

4

Amelia

Amelia siedziała w vanie, którego dostała od rodziców na osiemnaste urodziny. Od tego czasu stał jednak nieużywany w garażu.

Rodzice znali jej marzenia, a Artur od początku wspierał prag­nienie córki, by zwiedzać świat. Kiedy był młody, zjeździł całą Polskę w poszukiwaniu przygód, i teraz przekazał Amelii kluczyki do samochodu, który sam przerobił na kampera, z nadzieją, że jego córka odnajdzie w sobie taką samą pasję do podróży.

Joanna oczywiście nie popierała tego pomysłu – sądziła, że Amelia nie poradziłaby sobie, podróżując sama – ale Artur postawił żonę przed faktem. Matka dziewczyny nie była zadowolona, lecz szczęście na twarzy córki i więź, która łączyła ją z ojcem, sprawiły, że postanowiła nie protestować. Przez następne tygodnie Amelia zamiast w swoim pokoju nocowała w vanie. Zamieszkała w garażu Bosmanów i snuła w głowie wielki plan podróży, w którą wybierze się następnego lata.

Tyle że lato nadeszło, a Amelia nigdzie nie wyjechała.

Czekał ją kolejny sezon pracy w smażalni, a podróżowanie pozostawało wyłącznie w sferze marzeń.

Oparła się plecami o obitą panelami ścianę vana i położyła laptop na okrytych puchatym kocem kolanach.

Jej mama wróciła ze szpitala sama, bo lekarze zatrzymali Artura na dwudziestoczterogodzinnej obserwacji, chociaż – jak twierdziła Joanna – czuł się już dobrze.

Amelia miała jednak wątpliwości. Nie potrafiła w pełni zaufać jej po tym, jak dowiedziała się, że razem z ojcem ukrywali przed nią poważne problemy finansowe.

Teraz obracała w palcach wizytówkę,którą otrzymała rano od nieznajomego.

Czy dlatego chciał rozmawiać z jej rodzicami? Wiedział o kryzysie finansowym, w którym znaleźli się Bosmanowie?

Nie zdążyła przekazać wizytówki rodzicom, a teraz była pewna, że w tej sytuacji nie powinna wcale mówić im o tym najściu. Po pierwsze, żeby dodatkowo nie martwić Artura, po drugie, obawiała się, że rodzice natychmiast zakończą temat, tak jak ucięli pytania Amelii o list z wezwaniem do zapłaty.

Dziewczyna kliknęła w ikonę przeglądarki internetowej i wystukała na klawiaturze Pirates of Land. Zaczęła przeszukiwać sieć, by znaleźć informacje o człowieku, który rano przyszedł do smażalni. Czy mógłby im pomóc?

Znalazła jednak jedynie logo, które widziała już wcześniej, i…

To firma deweloperska.

Wtedy przypomniała sobie słowa mężczyzny: rodzice nie odpowiedzieli na jego propozycję.

Czego dotyczyło zadłużenie? Z listu, który tata wyrwał jej z ręki, zapamiętała tylko jedno słowo: hipoteka.

Ale przecież budynek, w którym mieściła się smażalnia, należał do jej ojca. Wcześniej smażalnię prowadził jej dziadek, po nim otrzymał ją Artur, a potem miała ją przejąć Amelia.

Przynajmniej tak dotąd sądziła.

Szybko wyszukała hasło w internecie. Pokazały się informacje o kredycie hipotecznym. Wyglądało na to, że sytuacja była jeszcze gorsza, niż dziewczyna myślała. Deweloper mógł odebrać im rodzinną smażalnię. I co najgorsze – miał do tego pełne prawo, jeśli rodzice Amelii nie spłacą długu na czas.

Jeżeli mama i tata wpadli w tarapaty…

Amelia dorastała w tym miejscu i nie potrafiła wyobrazić sobie przyszłości nigdzie indziej.

Musiała coś zrobić. Nie mogła pozwolić, by deweloper przejął ziemię, która była częścią historii jej rodziny.

Jeszcze nie wiedziała jak, ale chciała udowodnić rodzicom, że mogą jej zaufać. Że powinni byli powiedzieć jej o problemach. Uratuje rodziny biznes i sprawi, że tatę przestaną nękać te niebezpieczne ataki bólu w piersi.

Tylko skąd weźmie tyle pieniędzy?

5

Amelia

Koperta, którą Amelia wcześniej schowała za pasek spodni, leżała teraz obok niej, tonąc w zagłębieniach puchatego koca. Dziewczyna już raz otworzyła list, którego nie powinna czytać, ale ten chyba nie przyniesie gorszej wiadomości? Poza tym został zaadresowany właśnie do niej, dlaczego więc miałaby go nie otwierać?

Dziewczyna odłożyła laptop na bok i ostrożnie sięgnęła po kopertę. Delikatnie oderwała brzeg, a wkrótce jej oczom ukazała się kolorowa kartka urodzinowa. Kiedy ją rozchyliła, żeby odczytać tekst, ku jej zaskoczeniu wypadł z niej banknot.

To była kartka od babci.

No tak, mogła się tego domyślić. Była tylko jedna osoba, która co roku usiłowała skontaktować się z dziewczyną w dniu jej urodzin. Próbowała tego od dawna, ale mama Amelii kategorycznie zabraniała córce nawiązywania relacji z babcią, która podstępem starała się wkupić w łaski pierworodnej wnuczki. Joanna uniemożliwiała swojej matce kontakt z dziewczyną, od kiedy tylko wydała ją na świat.

Babcia każdego roku wysyłała jej kartkę urodzinową, ale mama zabierała ją, zanim Amelia miała okazję choćby zajrzeć do koperty. A dziewczyna nie miała odwagi podważać zdania matki. Szczególnie że Joanna opowiedziała Amelii, jak została potraktowana przez rodzinę.

Od zawsze jedynymi bliskimi Amelii byli mama i tata. Rodzice Artura odeszli, kiedy Amelia była małym dzieckiem, i nie zdążyła nawet dobrze ich poznać. Natomiast rodzina mamy zawsze stanowiła niewygodny temat. Joanna opowiadała córce, że kiedy zaszła w ciążę, babcia Amelii wyrzuciła ją z domu. Dziewczyna nie mog­ła uwierzyć, że matka mogłaby potraktować w taki sposób swoją własną córkę, w dodatku spodziewającą się dziecka. Joanna była surowa, lecz Amelia zawsze wiedziała, że mama na swój sposób ją kocha. Wiedziała, że mama nigdy nie zrobiłaby jej krzywdy.

Jednak tym razem mamy nie było w pobliżu, a dziewczyna nig­dy do końca nie pogodziła się z pustką w jej życiu, którą powinna wypełniać rodzina. W dodatku z wiekiem jej ciekawość rosła.

Wiadomość od babci była wyjątkowo miła – o wiele milsza niż wszystko to, co wydarzyło się tego dnia. Czytając życzenia od obcej kobiety, poczuła w sercu ogromny żal – zwłaszcza że jej własna mama nawet nie przeprosiła za słowa, które wcześniej wykrzyczała do niej w złości. W końcu to były jej urodziny! To od mamy powinna była dzisiaj otrzymać wsparcie i czułość, a nie od kogoś, kogo twarzy Amelia nawet nie potrafiła sobie wyobrazić.

Łza wielka jak groch spadła na mieniącą się radosnymi kolorami urodzinową kartkę i rozmazała atrament.

Ocierając łzy z policzka, dziewczyna sięgnęła po laptop. Nigdy wcześniej nie próbowała odszukać rodziny ze strony matki, mimo że wiele informacji z pewnością mogła znaleźć w internecie. Miała wrażenie, że byłaby to zdrada wobec Joanny. Ale przekonała siebie samą, że teraz musi zrobić to z troski.

Na kopercie nie było adresu nadawcy, lecz Amelia znała panieńskie nazwisko matki. Chociaż teraz w dokumentach kobieta figurowała jako Joanna Bosman, kiedyś nazywała się Jabłońska. Amelia wiedziała też, że Joanna miała młodszą siostrę.

Amelia wyszukała w internecie nazwisko rodowe swojej mamy, które zaprowadziło ją na profil Magdaleny Jabłońskiej-Góreckiej – kobiety o kasztanowych włosach, z twarzą rozjaśnioną szerokim uśmiechem i mężem, który towarzyszył jej prawie na każdym zdjęciu. Mężczyzna był wysoki i szczupły, miał lekkie zakola i dość surowy wyraz twarzy. Na niektórych zdjęciach były też matka Magdaleny i… córka.

Amelia miała kuzynkę! Lenę. Drobną brunetkę, która na każdym zdjęciu ze swoimi rodzicami miała niezadowoloną minę. Amelia chciała się o niej dowiedzieć więcej, jednak dziewczyna nie została nigdzie oznaczona, postanowiła więc zaryzykować i weszła na Insta­gram, gdzie wpisała w wyszukiwarkę: „Lena Górecka”. Pierwsza osoba, która wyskoczyła jej jako proponowany wynik, wyglądała prawie tak samo jak jej kuzynka – z tą różnicą, że przypominała niemalże influencerkę, podczas gdy dziewczyna na zdjęciach Magdy wyglądała jak zwykła dziewczyna z sąsiedztwa.

Opis na jej profilu mówił: „2008 baby”, ale zdjęcie z imprezy, które niedawno dodała, wskazywało na to, że kuzynka, tak jak Amelia, podeszła w tym roku do matury. Dziewczyny skończyły szkołę w tym samym czasie, ale Lena musiała zacząć naukę rok wcześniej.

Wiele zdjęć pochodziło z zagranicznych wakacji, a na kilku kuzynka pozowała w markowych ubraniach. Kiedy Amelia sprawdziła je w wyszukiwarce, zaskoczyły ją wysokie ceny.

Wszystko wskazywało na to, że rodzina Góreckich była naprawdę bogata.

Czyżby właśnie znalazła rozwiązanie swojego największego problemu?

Ale czy mogła tak po prostu poprosić kuzynkę, której nawet nie znała, o pomoc?

Przez chwilę się wahała, trzymając kursor myszki nad przycis­kiem wiadomości.

Nie wiedziała, czy mogła jej zaufać. Rodzina Joanny pozostawała dla Amelii całkowicie obca, a o samej babci nie słyszała nic dobrego.

Może była naiwna i zbyt wiele oczekiwała po kobiecie, która wyrzekła się własnej córki, ale dlaczego miałaby wysłać Amelii życzenia, gdyby w głębi duszy nie żałowała tego, co zrobiła Joannie i jej dziecku? Wyraźnie próbowała nawiązać kontakt ze swoją wnuczką.

Teraz miała okazję odkupić krzywdy, które wyrządziła Joannie dziewiętnaście lat temu.

Bo jeśli Amelia stanęłaby w progu domu swojej babci, ta chyba nie byłaby na tyle okrutna, by odmówić jej – i jej rodzinie – pomocy?

6

Lena

[Rock Mafia, The Big Bang]

Jak brzmi polskie lato?

Jak szum rwącego potoku.

Jak warkot kombajnów podczas żniw.

I wreszcie – jak ogłuszający szkolny dzwonek, który oznajmia, że ostatnia lekcja przed wakacjami dobiegła końca.

– Nie mogę uwierzyć, że to ostatni raz, kiedy tędy wychodzimy – rzuciła Roksana, popychając ciężkie dębowe drzwi, i jako pierwsza wyszła na zewnątrz.

Rocznik Leny właśnie napisał ostatni egzamin dojrzałości, który dzielił maturzystów od najdłuższych wakacji życia.

– Albo i nie – skomentował uszczypliwie Wiktor i przyciągnął Roksanę do swojego boku. – Jeśli będziesz bardzo tęsknić, zawsze możesz przyjść napisać poprawkę.

Na te słowa dziewczyna przewróciła oczami i dała chłopakowi kuksańca.

– Wiesz, co mam na myśli!

Na ustach Leny pojawił się uśmiech.

– Jak wam poszło?

– Chyba dobrze – odpowiedział Wiktor, wzruszając ramionami, na co Roksana zrobiła nieprzekonaną minę.

– Myślę, że nie było najgorzej. – Westchnęła, posyłając Lenie znaczące spojrzenie. – Jeśli nie zdałam, mama mnie zabije.

– Spokojnie. – Wiktor nachylił się, żeby złożyć na policzku Roksany czuły pocałunek. – Zawsze możesz zostać moją uroczą sekretarką, kiedy dostanę już stanowisko w firmie taty.

Roksana parsknęła śmiechem, ale na słowa chłopaka na jej policzki wypłynął rumieniec.

– Wydaje mi się, że ktoś tutaj wcale nie potrzebowałby poprawki – zażartowała Lena, na co Wiktor odpowiedział jej dumnym uśmiechem.

Wszyscy dobrze wiedzieli, że niezależnie od tego, jak pójdzie mu matura, i tak dostanie posadę w firmie ojca. To, że faktycznie zależało mu na wiedzy potrzebnej do wykonywania tej pracy, było już zupełnie inną sprawą.

Lena obejrzała się za siebie i raz jeszcze omiotła wzrokiem szkolny budynek, w którym przez ostatnich kilka lat spędziła tak wiele czasu.

Wydawało jej się, jakby dopiero co rozpoczęła naukę w liceum, ale jednocześnie miała wrażenie, że chodziła do szkoły w Krakowie całą wieczność. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, jak to będzie już do niej nie chodzić.

– Myślicie, że będziemy tęsknić? – Lena poczuła, jak ogarnia ją nostalgia.

– Za smrodem unoszącym się w klasie po wuefie? – odpowiedziała jej pytaniem przyjaciółka.

– I notorycznym brakiem papieru w toalecie? – rzucił Wiktor, dodając kolejną rzecz do listy, za którymi zdecydowanie nie należało tęsknić.

Lena parsknęła śmiechem.

– Macie rację. Nie wiem, jak mogło mi to w ogóle przyjść na myśl! – Pokręciła głową, komentując żartobliwie.

Gdy w końcu dotarli na ulicę, przy której stały zaparkowane samochody, Roksana natychmiast podbiegła do czerwonej Alfy Romeo, którą Wiktor dostał jako prezent na zakończenie liceum od swojego ojca.

– Jestem pewna, że na Helu ani razu nie pomyślisz o szkole! – zawołała z pełnym podekscytowaniem, wspominając o planach na wakacyjny wyjazd, które już od kilku miesięcy snuli wspólnie z resztą szkolnej paczki.

Wiktor podszedł do auta, by otworzyć drzwi przed swoją dziewczyną, ale Roksana jeszcze nie skończyła:

– A jeśli zatęsknisz za liceum, to znaczy, że robimy coś źle – dodała. – Nie mogę się doczekać, żeby ci pokazać, jak się żyje na Półwyspie!

– Ja też – zgodziła się Lena.

Naprawdę nie mogła doczekać się wakacji. Gdy tylko pojawił się pomysł wspólnego wyjazdu, Lena od razu wiedziała, że zrobi wszystko, żeby wziąć w nim udział.

Już miała plan.

– Widzimy się wieczorem? – upewnił się Wiktor.

Lena skinęła głową, ale wtedy Roksana zapytała:

– Potrzebujesz podwózki?

Lena zbyła jednak jej propozycję machnięciem ręki.

– Stoję tam – odpowiedziała, wskazując na białego Mercedesa po drugiej stronie parkingu.

– Miałam na myśli… na imprezę – doprecyzowała dziewczyna, czym wywołała u Leny niezręczny śmiech.

– A! Nie. – Lena starała się zamaskować swoją wpadkę. – Zobaczymy się na miejscu.

– No to do zobaczenia!

Dziewczyny przytuliły się na pożegnanie, a Wiktor pomachał jej, zamykając za sobą drzwi kierowcy, i zaczął wycofywać samochód z miejsca parkingowego.

Lena zrobiła krok w tył, machając ręką i odprowadzając samochód przyjaciela spojrzeniem, a potem skierowała się w stronę białego Mercedesa zaparkowanego kilka rzędów dalej. Z uśmiechem podeszła do drzwi kierowcy i wyciągnęła dłoń w stronę klamki, nie spuszczając wzroku z czerwonej Alfy Romeo. Stała tak przez chwilę, czekając, dopóki nie zniknął z jej pola widzenia. A kiedy była już pewna, że znalazła się poza zasięgiem wzroku przyjaciół, skierowała się w stronę najbliższego przystanku autobusowego.

7

Franek

[sombr, I Wish I Knew How to Quit You]

Franek leżał w swoim łóżku i udawał, że śpi, ale tak naprawdę od dwóch godzin nie mógł zmrużyć oka. Nasłuchiwał kroków po drugiej stronie korytarza, chociaż dobrze wiedział, że ich nie usłyszy.

Lena pojechała na imprezę z okazji ukończenia szkoły – dzisiaj napisała ostatnią maturę i teraz świętowała ze znajomymi, szkolną elitą. Zresztą chłopak sam podrzucił ją pod klub, w którym wynajęli lożę.

Zawiózł ją więc pod samo wejście, świadomie przekraczając granicę, którą dawno sobie wyznaczył, a później wracał do domu z zaciś­niętymi zębami, przez cały wieczór żałując, że ponownie jej uległ.

– Niech to szlag! – westchnął, skopując kołdrę, pod którą leżał, i usiadł, oparty plecami o wezgłowie łóżka. Był zbyt rozbudzony, żeby zasnąć.

Czekał, aż Lena wróci bezpiecznie do domu. Albo na wypadek gdyby potrzebowała, żeby po nią przyjechał – nawet jeśli się na to nie umawiali.

Istniała tylko jedna rzecz, która pomagała Frankowi zdystansować się od natłoku myśli. Praca.

Przerzucił nogi przez krawędź łóżka i włączył lampkę na stoliku nocnym, a ciemność rozświetliło żółtawe światło. Zmrużył oczy i schylił się po leżące na podłodze dżinsy, które rzucił tam wcześniej. Wciągnął je na nogi i zapiął pasek, kątem oka zerkając w stronę komórki spoczywającej na stoliku nocnym. Wahał się przez chwilę, czy zabrać ją ze sobą, ale nie miał wystarczająco silnej woli, więc wsunął telefon w kieszeń spodni, a następnie opuś­cił sypialnię.

Kiedy wychodził na korytarz, jego wzrok uciekł w stronę przeciw­ległych drzwi. Były uchylone, jednak ciemność maskowała prawie cały bałagan, który Lena miała w zwyczaju po sobie zostawiać.

Pokój dziewczyny był doskonałym odzwierciedleniem jej charakteru. Czasem w towarzystwie Leny Franek też czuł się, jakby przez jego serce przetaczał się siejący spustoszenie huragan.

Chłopak zostawił jednak jej pokój za plecami, za swój cel obierając garaż, gdzie na podnośniku czekał samochód dostawczy, którym Jabłońscy dowozili na targ uprawiane w swoim sadzie owoce. Ostatnio w aucie zepsuł się ręczny i Franek miał sprawdzić, czy nie doszło do zerwania linki hamulcowej, jednak po tym, jak ściągnął tylne koło, Lena oderwała chłopaka od pracy prośbą zawiezienia jej do miasta. Ale skoro i tak nie miał zamiaru spać, równie dobrze mógł się zająć naprawą teraz.

To niesamowite, jak szybko mijał czas, gdy Franek poświęcał pracy całą swoją uwagę.

Skupiony na naprawie, nie usłyszał, że ktoś wszedł na posesję. Chłopak zdał sobie z tego sprawę, dopiero gdy na zewnątrz rozległ się hałas.

Zaalarmowany Franek znieruchomiał i zaczął nasłuchiwać. Marszcząc brwi, podniósł się z podłogi i wyprostował, gotowy bronić dobytku rodziny Jabłońskich.

Był krzepkim chłopakiem, chociaż nigdy specjalnie o to nie dbał. Praca w gospodarstwie pozwalała mu na budowanie siły, dlatego wiedział, że poradziłby sobie z włamywaczem.

Ostrożnie odłożył klucz na stole warsztatowym i – nie chcąc zdradzić swojej obecności intruzowi – na palcach przeszedł aż do bramy garażowej i dalej, w stronę ganku. Nie pamiętał, czy zamk­nął na klucz drzwi wejściowe, a teraz pod presją nie mógł sobie tego przypomnieć. Wspomnienia z tej nocy rozmazywały mu się w głowie.

Zakasał rękawy i ruszył w stronę bocznej ściany budynku, z której dochodził powtarzający się dźwięk. Po chwili dostrzegłmajstrującą przy oknie postać.

– Hej! – zawołał Franek donośnym głosem, zaciskając dłonie w pięści, gotowy do interwencji. Wtedy jednak rozpoznał dobrze sobie znaną postać i jego ciało natychmiast się rozluźniło. – Lena? – powiedział zdziwiony.

Dziewczyna przestępowała z nogi na nogę, wyraźnie tracąc przy tym równowagę.

– Kiedy wróciłaś? – zapytał, zbliżając się do niej.

– Przed chwilą.

– Kto cię przywiózł?

– Znajomi.

– Nie słyszałem żadnego auta.

– Bo pomylili dom.

„Pomylili dom”? Tak, na pewno…

Dobrze wiedział, że Lena wstydziła się przyznać przed swoimi bogatymi znajomymi, że nie mieszka w willi z basenem, ale w zwyk­łym gospodarstwie w Ojcowie. Franek nie mógł jej zrozumieć. Kiedyś kochała to miejsce tak samo jak on, a teraz…

Zapadła między nimi niezręczna cisza, a wzrok chłopaka padł na patyk, który Lena trzymała w dłoni.

– Co robisz? – spytał, patrząc, jak Lena bierze zamach.

– Próbuję cię obudzić, rzucając patykami w okno od twojego pokoju.

Na dowód swoich słów wykonała rzut. Kiedy chybiła, nachyliła się nad ziemią w poszukiwaniu kolejnego patyka, ale wtedy potk­nęła się o korzeń i tylko refleks Franka uratował ją przed bolesnym upadkiem.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Część pierwsza. Pierwsze dni lata

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Dedykacja

Meritum publikacji