Mimo wszystko - Aleksandra Krawczyk - ebook
NOWOŚĆ

Mimo wszystko ebook

Aleksandra Krawczyk

4,5

266 osób interesuje się tą książką

Opis

Samotnik z wyboru i samotniczka z przymusu. Ogrom przyciągania, a jeszcze więcej… wątpliwości.

Katarzyna to urodzona kobieta sukcesu, która nie przepada za stagnacją, a ponad wszystko uwielbia samorozwój. Choć praca sprawia jej ogromną przyjemność, to jednak nie jest w stanie zapewnić szczęścia idealnego. Kobiecie brakuje czułości i prawdziwej więzi. Właśnie na takim etapie życia spotyka Borysa – faceta po rozwodzie, wychowującego nastoletnią córkę. Choć przyciąganie między tą dwójką wydaje się aż niemożliwe, to problemy szybko dają o sobie znać. Każda ze stron ma swoje wątpliwości, obawy i strach przed zranieniem.

Mimo wszystko to historia dwóch silnych charakterów, które pragną stać się dla siebie formą słabości – tej emocjonalnej. Pewne wybory nie zawsze są jednak czarno-białe i wiążą się z ważnymi kompromisami. Droga Katarzyny i Borysa to istny rollercoaster!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 266

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (13 ocen)
10
1
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Agnieszkaakalina

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam ❤️
00
Mirka33124

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
lady-wu

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam ❤️❤️❤️
00
Monika309

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00



Copyright © by Aleksandra KrawczykCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Adriana Rak

Projekt okładki: Adam Buzek

Ilustracja na okładce: Gemini AI

Ilustracja na wewnętrznej stronie okładki: Gemini AI

Ilustracja na drugiej stronie: Gemini AI

Ozdoby przy nagłówkach: pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-8464-009-8

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Nigdy nie jest za późno, aby stać się tym, kim chciałeś być.

Książka jest fikcją literacką, jakakolwiek zbieżność imion jest przypadkowa.

Rozdział 1

Kaśka

Otworzyłam szafę i dłuższą chwilę zastanawiałam się, co powinnam na siebie włożyć. Odpowiedni dla mojego nastroju był jedynie ciepły polarowy dres. Ubiegły kwartał w pracy wymęczył mnie tak bardzo, że piątkowe wyjście znajdowało się na ostatnim miejscu mojej listy priorytetów. Jednak wiedziałam, że nie mogę zawieść przyjaciół. Zwyczajnie nie zasługiwali na takie traktowanie. Dlatego resztką sił wyciągnęłam z szafy krótką, czerwoną sukienkę. Miałam nadzieję, że krzykliwy kolor odwróci uwagę od mojej zmęczonej twarzy.

– Im większy dekolt, tym lepiej – powiedziałam, utwierdzając się jeszcze bardziej w swoim przekonaniu.

Dołożyłam do stylizacji niebotycznie wysokie, czarne szpilki i malutką torebkę w klasycznym kolorze. Położyłam wszystko na łóżku. Wybrany zestaw prezentował się całkiem interesująco i gdyby nie zmęczenie, byłabym podekscytowana.

W pracy dopinaliśmy budżet na następne trzy lata, co skutkowało nieustannym pędem dla całego mojego zespołu. Za każdym razem, kiedy już prawie byliśmy na mecie, zarząd postanawiał zmieniać poziom sprzedaży, co prowadziło do konieczności ponownego rozpoczęcia alokacji kosztów od zera. Ten proces przechodziliśmy już czterokrotnie. Na szczęście terminy coraz bardziej zmuszały dyrekcję do podjęcia ostatecznych decyzji, dlatego miałam wielką nadzieję, że na ten rok procesowanie mogę uznać za zamknięte.

Teoretycznie dzisiaj powinnam cieszyć się sukcesem, a paradoksalnie radość ustąpiła miejsca innym emocjom. Ten intensywny okres nie tylko skutkował ogromną liczbą nadgodzin, które wypracowałam, ale również całkowicie wyeliminował moje życie prywatne i relacje z mężczyznami. Pełnienie obowiązków kierownika działu controllingu przez dwa lata okazało się całkiem satysfakcjonujące, ale niosło ze sobą liczne wyrzeczenia.

Mimo wszystko uśmiechnęłam się sama do siebie. Czas spędzony z przyjaciółmi zawsze ładował moje baterie. Uwielbiałam całą naszą paczkę. Kilka lat wcześniej pracowaliśmy razem nie tylko w jednej organizacji, ale również w jednym dziale. Spędzaliśmy ze sobą czas i zawodowo, i prywatnie. Kontakt utrzymywaliśmy do dziś. Naszą tradycją stały się piątkowe spotkania co dwa miesiące. Dzisiaj wypadało kolejne.

Tęsknota za przyjaciółmi zmotywowała mnie do działania. Po wysuszeniu włosów i umalowaniu się zamówiłam taksówkę. Przed wyjściem przejrzałam się jeszcze w lusterku. Uśmiechnęłam się na swój widok. Prezentowałam się zadowalająco. Sukienka zdecydowanie przyciągała uwagę. Głęboki dekolt i półkrótkie blond włosy uzupełniały całość. Na strzyżenie zdecydowałam się kilka tygodni temu. I choć uwielbiałam długie włosy, to nadal uważałam, że nowa fryzura pasuje do mnie idealnie. Czułam się w niej znakomicie.

Kiedy usłyszałam domofon, pędem pobiegłam do samochodu.

– Przepraszam, czy my się czasem nie znamy? – krzyknęła na powitanie Martyna, rzucając mi się na szyję.

– Cześć, Martyna. Oczywiście, że się znamy. To ja namówiłam cię na powrót do domu z dyskoteki autem Piotra, kiedy jeszcze nie byliście parą. A jak wiemy, po tym wydarzeniu wiele się zmieniło! – Zaśmiałam się.

– Kaśka, jak ty świetnie wyglądasz w krótkich włosach!

– Przez grzeczność nie zaprzeczę. Obcięłam się miesiąc temu i codziennie rano nadal odczuwam satysfakcję – powiedziałam.

– A wiesz, że zmiana fryzury u kobiety zawsze pociąga za sobą inne zmiany? Rozumiem, że pod wpływem alkoholu wyjaśnisz mi, co się za tym kryje.

– Zgadzam się tylko pod jednym warunkiem: w końcu przyznasz, że Piotr ma jakieś wady! – dodałam rozbawiona.

Naszą dyskusję przerwali Paweł, Julka, Laura i Paula. Właśnie wysiedli z ubera. I kiedy się witaliśmy, zza rogu dołączył do nas Tomek. W związku z tym, że byliśmy w komplecie, postanowiliśmy wejść do naszej ulubionej dyskoteki.

Lokal oferował trzy sale taneczne z różnorodną muzyką. W dodatku mieściła się tu również duża część barowa, w której można było zjeść, napić się i porozmawiać. Dźwięki docierały także do tej strefy, choć na tyle dyskretnie, że dało się swobodnie podyskutować.

– Kaśka, jesteś dzisiejszą gwiazdą wieczoru. Z tymi włosami wyglądasz tak zajebiście, że chętnie bym się z tobą umówił – podsumował Paweł, podnosząc drinka do toastu.

– Za Kaśkę – dodała Paula.

– Dziękuję – powiedziałam rozbawiona.

– Paweł, a czy ta propozycja jest poważna? Od kilku miesięcy nie byłam na randce i chyba skorzystam! – Parsknęłam śmiechem.

– My z Tomkiem cały czas wam powtarzamy, że na nas zawsze możecie liczyć, i to w każdej kwestii. Jeśli nawet trzeba, to przytulimy. W końcu czego się nie robi w imię przyjaźni – odpowiedział Paweł z uśmiechem na ustach.

– Zaraz, zaraz… ustalmy fakty. Zawsze powtarzałaś, że jestem najlepszym wsparciem technicznym. Chciałbym zaznaczyć, że z moim inżynieryjnym doświadczeniem jestem lepszym kandydatem niż Paweł na trudne wyzwania – włączył się do rozmowy Tomek.

– Masz zbyt ścisły umysł. Tutaj potrzebna jest wrażliwość. Poza tym nie widzisz, że ja, w przeciwieństwie do ciebie, załatwiam nam dojścia, podczas gdy ty myślisz tylko o sobie.

– Kaśka, ty nie masz wyjścia. Musisz brać obu! – Laura śmiała się w najlepsze.

– Ja, niestety, panowie, na razie nie potrzebuję. Piotr staje na wysokości zadania w każdym temacie – powiedziała Martyna.

– Nuda! – podsumowała Julka.

– No dobra, a tak na serio to… Martyna, chwal się. Jak życie? – zapytałam.

– Serio jestem zachwycona. Tak cholernie bałam się zmian, a wyszły na dobre. Rozstanie z Szymonem, związek z Piotrem, zmiana pracy połączona z awansem na kierownika i do tego budowa domu w górach to tak wiele, że dwa lata temu trudno byłoby mi uwierzyć w taki scenariusz. Więc jeśli ktoś z was boi się zaryzykować, to ja jestem żywym dowodem, że warto. Zróbcie to! – zachęciła Martyna.

– Pewnie masz rację, ale ja czekam jeszcze na wiatr w żagle – odpowiedziałam szczerze. – Na szczęście praca i fryzura mają się świetnie, ale co do reszty, jak widać, szału nie ma – dodałam.

– Dlatego musimy się napić! – krzyknął Paweł, wznosząc kolejny toast.

– I koniecznie wytańczyć. Moi drodzy, zapraszam na parkiet – dodała Julka, podnosząc się z krzesła.

Rozdział 2

Borys

Musiałem się napić. Moje wkurwienie na eksżonę wykraczało poza skalę. Od dwóch lat byliśmy po rozwodzie, ale opiekę nad naszą córką sprawowałem głównie ja. W życiu mojej byłej brakowało czasu i miejsca na matczyne obowiązki. Całą energię skupiała na karierze oraz kolejnych romansach. Zresztą od zawsze miała parcie na szkło, jednak kiedyś mi to nie przeszkadzało. Aż do momentu pojawienia się Majki. I tak kula śnieżna przybierała na sile, co finalnie doprowadziło do rozwodu.

Właśnie oświadczyła mi, że wyjeżdża jutro na dwa tygodnie na Malediwy i jak zawsze mam się zająć naszym dzieckiem. I byłoby zajebiście, gdyby nie fakt, że przez ostatni miesiąc widziała się z Majką cztery razy. Cztery, pierdolone, razy!

– Whisky neat poproszę – powiedziałem do barmana, siadając przy barze.

Z niecierpliwością obserwowałem, jak mężczyzna nalewa alkohol.

Wściekłość trzymała mnie jeszcze na tyle mocno, że mimochodem zaciskałem pięści. Dopiero uczucie rozpływającego się zimnego alkoholu po moim ciele przyniosło delikatną ulgę.

– Rozumiem, że powtarzamy zamówienie? – Barman się zaśmiał.

Skinąłem głową.

Po dwóch kolejnych porcjach zacząłem rozglądać się po lokalu.

W piątkowy wieczór dyskoteka tętniła życiem. Energia i entuzjazm unosiły się w powietrzu. Dostrzegałem różnorodność stylów i osobowości, które tworzyły fascynujący, mozaikowy obraz społeczeństwa. Ludzie rozchodzili się po salach tanecznych w mniejszych bądź większych grupach. Nie sposób było nie zauważyć, że dbano tutaj o odpowiednią atmosferę i bezpieczeństwo wszystkich obecnych. Wtopieni w tłum ochroniarze potęgowali to odczucie. Średnia wieku była stosunkowo wysoka, ponieważ rygorystycznie sprawdzano pełnoletność.

Z coraz większym zainteresowaniem przyglądałem się parom, które flirtowały. Kilka kobiet siedzących nieopodal rzucało tajemnicze spojrzenia w moją stronę. Nie wykazywałem zainteresowania, co zapewne można było wyczytać z mojej twarzy. Zresztą jak miałem przejawiać entuzjazm, skoro od rana musiałem stać się odpowiedzialnym i troskliwym rodzicem! Moje bogate życie intymne przestało istnieć już jakiś czas temu. Sprowadzało się do szybkiego numerka z poznaną w barze lub na dyskotece dziewczyną. Pierdolony dramat. Dzisiaj nie przejawiałem nawet chęci na ten minimalny wysiłek. Musiałem się znów napić.

– Whisky neat poproszę – powiedziała dziewczyna, która właśnie podeszła do baru.

Zerknąłem w jej kierunku. Miałem wrażenie, że jej wzrok przenika mnie, jakby próbowała zgłębić moje myśli.

Barman przygotował jej zamówienie, a ona podziękowała mu uśmiechem, który momentalnie sprawił, że atmosfera wokół zrobiła się jakby jaśniejsza. Może dlatego, że jej twarz wydawała się szczera, bez sztucznej maski uprzejmości. Patrząc na nią, zastanawiałem się, czy przyszła tutaj sama, podobnie jak ja. Z kolejnym spojrzeniem próbowałem wyczytać z jej twarzy, czy ma ochotę na moje towarzystwo. Choć nie byłem do końca pewien, czy mam energię na rozmowę bądź na cokolwiek poza kolejnym łykiem whisky, nie potrafiłem oderwać oczu od tej blondynki.

– Poproszę to samo, co ta pani – powiedziałem do barmana, kierując jednocześnie wzrok w stronę dziewczyny.

– Widzę, że tak jak ja lubisz mocny alkohol. – Nieznajoma się zaśmiała.

– Wypalam problemy – odpowiedziałem mimochodem.

– U mnie niestety nie za bardzo działa. Ale może u ciebie będzie lepiej.

Jej komentarz wywołał mój uśmiech. Było w jej lekkim tonie coś, co sprawiało, że chciałem kontynuować tę rozmowę. Być może właśnie chęć oderwania się od własnych myśli, które zbyt często odbierały mi dzisiaj spokój.

Przyjrzałem się jej z większym zaciekawieniem. Wyglądała nadzwyczaj pięknie i kobieco, ale nie do końca pasowała do tego miejsca. Jakby znalazła się tu trochę przez przypadek i na siłę. Miała proste blond włosy do ucha, które odkrywały seksowną szyję. Moje spojrzenie przyciągnęła czerwona dopasowana sukienka, podkreślająca idealną figurę.

– Borys – przedstawiłem się, wyciągając rękę w jej stronę.

– Kaśka – odpowiedziała, podając mi dłoń.

– Miło mi cię poznać, Kaśka.

Podświadomie wiedziałem, że nie powinienem się za bardzo angażować w tę rozmowę. Nie dzisiaj. Nie teraz. Ale mimo wszystko nie potrafiłem przestać. Być może było to złudzenie, ale pojawiły się we mnie emocje w stosunku do tej nowo poznanej dziewczyny.

– Jakieś plany na wieczór? – zapytała, delikatnie zabierając dłoń.

– Nic konkretnego – odpowiedziałem, nie chcąc zbytnio rozważać swojej sytuacji.

– A u ciebie? – kontynuowałem rozmowę.

Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej promienny i szczery. I kiedy miała coś odpowiedzieć, właśnie zadzwonił mój telefon. Po melodii rozpoznałem, że dzwoni Majka. Oderwałem wzrok od rozmówczyni i skupiłem się na poszukiwaniu komórki.

– Przyjedziesz po mnie jutro rano?

– Tak, kochanie, będę o dziesiątej – odpowiedziałem z czułością.

Kiedy po krótkiej chwili podniosłem głowę, Kaśki już nie było. Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Pozostała tylko pustka i pytania, które zaczęły wypełniać moją głowę. Chyba poczułem zawód. Gdy ponownie spojrzałem na telefon, wszystkie myśli zniknęły. Musiałem skupić się na tym, co ma dla mnie największe znaczenie, mianowicie na córce. Dlatego po kolejnych dwóch szybkich szotach wyszedłem z dyskoteki i udałem się do domu.

Rozdział 3

Kaśka

Weszłam do toalety, nie oglądając się za siebie. Dobre pięć minut siedziałam zamknięta w kabinie. Próbowałam zebrać myśli. Sama nie wiedziałam, co czuję. Mieszanka alkoholu i zmęczenia nie pomagała. Zastanawiałam się, czy jestem w stanie realnie ocenić sytuację.

Chwilę wcześniej spragniona odłączyłam się od grupy i poszłam zamówić drinka.

W najśmielszych snach nie spodziewałam się, że siedzący przy barze mężczyzna może wywrzeć na mnie takie wrażenie. Był idealnie w moim typie. Wysoki i wysportowany, ale nie przesadnie. Czarne gęste włosy dodawały mu urody. Jednak to oczy przykuły moją uwagę. Było to spojrzenie, które przenikało i nie pozwalało oderwać wzroku. Jego sylwetka emanowała pewnością siebie i siłą, jednocześnie wzbudzając poczucie bezpieczeństwa.

Na samą myśl ponownego spotkania mocniej zabiło mi serce, a ręce zaczęły drżeć z podniecenia.

Jednak po chwili przywołałam w myślach słowa, które powiedział do rozmówczyni. „Tak, kochanie, będę o dziesiątej”.

– Dupek – powiedziałam, przerywając beznadziejne rozważania.

– Kaśka, jesteś tutaj?

Usłyszałam wołanie Martyny i Pauli roznoszące się po toalecie.

– Jestem. Zaraz wychodzę – odparłam, obiecując sobie przestać rozmyślać o nowo poznanym facecie.

– Czas wracać do domu. Każdy z nas ma już wystarczająco dobrze w głowie. – Martyna zaśmiała się, przecierając oczy.

– A zadzwonisz po Piotrusia? – zapytałam zaczepnie.

– Już to zrobiłam, ale i tak mamy jeszcze do zagospodarowania jakieś trzydzieści minut.

– Mam świetny pomysł – skwitowałam, czując jednocześnie przypływ energii.

Zaciągnęłam dziewczyny do miejsca, gdzie niedawno spotkałam tajemniczego mężczyznę. Przeszedł mnie dziwny dreszcz – ekscytacja mieszała się z niepokojem. Jednakże gdy rozejrzałam się po sali, zdałam sobie sprawę, że już go nie ma. Ogarnęła mnie fala smutku. Nie byłam pewna, dlaczego tak bardzo zależało mi na ponownym spotkaniu, ale poczułam się zawiedziona. Bez zbędnego zastanawiania się sięgnęłam po kolejne dwa drinki, starając się przytłumić tę dziwną, nieprzyjemną pustkę wewnątrz. Czułam, jak alkohol rozgrzewa mój żołądek, ale nie mogłam uciec od rozczarowania. A gdy Martyna oznajmiła, że Piotr już na nas czeka, bez oporu opuściłam dyskotekę.

Rozdział 4

Kaśka

Obudziły mnie piekielny ból głowy i przepotężne pragnienie. Leżałam nieruchomo, próbując zrozumieć, co się dzieje.

Kiedy w końcu udało mi się otworzyć oczy i spojrzeć na zegarek, okazało się, że jest już prawie południe. Bezwiednie zwlekłam się z łóżka, modląc się, by wymioty nie zepsuły mi tego, co zostało z resztki mojej godności.

Po dłuższej chwili udało mi się wziąć prysznic i doprowadzić się do względnego porządku. Na śniadanie nie byłam jeszcze gotowa. Na samą myśl dostawałam gęsiej skórki.

Kiedy po kolejnej godzinie wlewałam w siebie drugą kawę, wspomnienia wczorajszego wieczoru coraz bardziej zaprzątały moje myśli. Tak naprawdę największe emocje wzbudzał we mnie nowo poznany mężczyzna. I choć nie powinnam była o nim dumać, bo prawdopodobnie był w związku, to na samo wspomnienie o nim poczułam tajemnicze podniecenie.

– Odbija mi – powiedziałam, śmiejąc się z własnej głupoty.

Ewidentnie brak pierwiastka męskiego w moim życiu rzucał cienie na moją wyobraźnię i psychikę. Ale czy można było winić kobietę za to, że chce czegoś więcej, szczególnie kiedy brakuje tej iskry w codziennej rutynie? Mimo wszystko znalazłam usprawiedliwienie dla swoich wyidealizowanych myśli. I kiedy tak leniwe rozkładałam wszystko na czynniki pierwsze, moje dociekania przerwał dźwięk połączenia.

– Dzień dobry, czy pani Katarzyna Wojtynowicz? Dzwonię z fundacji w sprawie ankiety adopcyjnej, którą wypełniła pani w tamtym tygodniu. Czy nadal jest pani zainteresowana adopcją małego psiaka?

– Dzień dobry. Oczywiście. To jest czwarty wniosek adopcyjny, który wysłałam do państwa w ciągu ostatniego roku. W trzech poprzednich nie wzięli państwo mnie pod uwagę, ponieważ dużo pracuję i jestem samotna. Coś się zmieniło? – zapytałam trochę zaskoczona.

– Pani Kasiu, piesek, o którego się pani stara, nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem. Wynika to z faktu, że jest niewidomy na jedno oko. Widzimy, że nie ustaje pani w staraniach, dlatego decyzją grupy chcieliśmy dać pani szansę na poznanie psa i adopcję. Czy zechciałaby pani nas odwiedzić w najbliższym czasie? – kontynuowała kobieta.

– Z największą przyjemnością. Jeśli jest możliwość, to już dzisiaj w godzinach wieczornych mogłabym do państwa przyjechać. Czy osiemnasta będzie odpowiednia?

– Jak najbardziej. Wobec tego razem z psiakiem czekamy na panią.

Odłożyłam słuchawkę i uśmiechnęłam się szeroko. Od ponad roku marzyłam o adopcji psa i już powoli traciłam nadzieję, że się uda. Wnioski adopcyjne wysyłałam tylko w sprawie zwierząt, do których coś poczułam. Nie chciałam, żeby był to nieprzemyślany proces. Oczywiście wybierałam małe osobniki, które niestety cieszyły się największym zainteresowaniem. Jakiś czas temu myślałam, że wystarczy mieć dobre serce i chęci, aby zaadoptować zwierzaka, jednak to doświadczenie całkowicie zmieniło mój pogląd na tę kwestię. Nie wiedziałam, jak wygląda sprawa ze starszymi osobnikami, ale z adopcją szczeniaków było niestety różnie.

Po chwili wstąpiła we mnie nowa energia. Poczułam potrzebę wysprzątania całego apartamentu.

Ten impuls był dla mnie zaskakujący, ale równocześnie bardzo motywujący. Może to był znak, że nadchodzi nowy rozdział w moim życiu, a ja jestem gotowa na przyjęcie nowego członka rodziny – kochanego psa, który w końcu będzie mógł nazwać mój dom swoim domem?

Dobrą godzinę przed planowanym spotkaniem byłam już gotowa. Postanowiłam wyjechać wcześniej i na wszelki wypadek kupić podstawowe akcesoria dla małego przybysza. Nie wiedziałam, czy się polubimy, dlatego wzięłam jedynie miski, szelki, smycz, podkłady i posłanie.

– Na wszystko inne przyjdzie jeszcze czas – powiedziałam, utwierdzając się w swojej decyzji.

Do fundacji dotarłam punktualnie. Nie wiedzieć czemu, stresowałam się tym spotkaniem, choć towarzyszyły mi pozytywne emocje. Dominowało wzruszenie. I gdy pewnym krokiem weszłam do dużego domu, od samego wejścia poczułam, że nie opuszczę tego miejsca sama. W rogu salonu w posłaniu spała mała czarna psinka. Uszy miała delikatnie postawione, jakby nasłuchiwała i czekała na mnie. Łapki zakończone były brązowym umaszczeniem. Stałam tak przez chwilę, zupełnie oczarowana. Widziałam psiaka na zdjęciu, jednak w rzeczywistości prezentował się jeszcze cudowniej.

– Dzień dobry, pani Katarzyna? – zapytała kobieta, wyciągając do mnie rękę.

– Tak, to ja. Bardzo mi miło – odpowiedziałam, uśmiechając się przy tym serdecznie.

– Jestem Marta. Mam ogromną nadzieję, że ten mały przyjaciel spodoba się pani tak samo, jak nam.

W tym momencie psiak otworzył oczy i wyszedł ze swojego posłania. Od razu skierował kroki w moją stronę, na co obie parsknęłyśmy śmiechem.

– Czy możemy go wziąć na spacer? Chciałabym się z nim lepiej poznać – zapytałam Martę, słysząc podniecenie w swoim głosie.

– Oczywiście, chętnie. Mam nadzieję, że znajdziecie wspólny język – odpowiedziała kobieta, otwierając drzwi na zewnątrz i wychodząc z nami na dwór.

Kolejne minuty spędziliśmy na dworze, poznając się bliżej. Dzięki temu miałam możliwość nie tylko poznać pieska, ale również zadać kobiecie wiele nurtujących pytań odnośnie do jego wychowania, żywienia i przyzwyczajeń.

Formalności związane z procesem adopcyjnym nie trwały długo. Cały ten czas maluch nie odstępował mnie na krok. Albo skakał przy moich nogach, albo drzemał wtulony na kolanach. Przepadłam. Nie było we mnie nawet cienia wątpliwości, czy robię dobrze. Zdecydowanie połączyła nas miłość od pierwszego wejrzenia. Choć paradoksalnie suczka nie widziała na jedno oko. Ten fakt zdradzało delikatne zamglenie widoczne na oku. Mimo tej wady pies radził sobie całkiem dobrze. W zachowaniu nie różnił się niczym od zdrowych osobników. I gdy w końcu wszystko zostało załatwione, wpakowałam psa do transportera, po czym ruszyliśmy do domu.

Rozdział 5

Borys

Obudziłem się zaskoczony faktem, że słonce mocno przebija się przez rolety.

Po chwili dotarło do mnie, że zaspałem. Fuck! Za pół godziny miałem odebrać Majkę od byłej żony. Zerwałem się jak poparzony. Pędem pobiegłem do łazienki, by umyć zęby. W sumie po siedmiu minutach zapinałem pasy w swoim samochodzie. Nie było możliwości, żebym zdążył. Średnio potrzebowałem czterdziestu pięciu minut na przejechanie tej trasy. Na samą myśl o niezadowolonej minie Darii zrobiło mi się niedobrze. Umiała wypunktować każdego, kto nie spełnił choćby jednego z jej oczekiwań. Szczera do bólu, lecz zwykłem twierdzić, że jej zachowanie ociera się o bezczelność. Tym samym Daria stała się specjalistką od wpędzania innych w poczucie winy oraz kompleksy.

Kiedyś wiecznie czułem się niewystarczający. Zawsze czegoś jej brakowało. Za mało czasu z nią spędzałem, za mało ambicji pokazywałem w życiu, za mało zarabiałem, za wolno się rozwijałem. Na szczęście Majka charakter miała po mnie i szukała w życiu głównie pozytywów. Spędzając ze mną o wiele więcej czasu niż z matką, przesiąknęła moimi wartościami. Zresztą przy każdej możliwej sposobności utwierdzałem córkę w przekonaniu, że jest wspaniała właśnie taka, jaka jest.

Gdy podjechałem pod swój dawny dom, Majka i Daria już czekały na zewnątrz. Niezadowolona mina eksżony witała mnie już z daleka.

– Jak zwykle to samo! Dobrze wiesz, że spieszę się na samolot! – wysyczała przez zęby Daria.

– Szerokiej drogi! – odpowiedziałem, pakując walizkę Majki do samochodu.

Nie zamierzałem wdawać się w niepotrzebne dyskusje, bo one do niczego nie prowadziły. Bez zbędnego pożegnania zamknąłem drzwi auta. Nie chciałem też, aby Majka stała się świadkiem naszej kolejnej kłótni. I tak widać było, że jest smutna. Jej oczy zdradzały przygnębienie i tęsknotę za matką.

Kiedy ponownie spojrzałem na tylne siedzenie, widok mojego dziecka w takim stanie wzbudził we mnie wściekłość. Nie mogąc przejść obojętnie obok cierpienia Majki, zmieniłem zdanie. W sprawach związanych ze mną nie musiałem Darii niczego udowadniać. Już dawno doszedłem do wniosku, że niedopowiedzenia są lepsze i wystarczająco wymowne niż ciągłe tłumaczenie się z rzeczy, nad którymi nie miałem pełnej kontroli. Po prostu działałem według własnego sumienia i zrozumienia sytuacji. Jednak teraz, widząc Majkę tak zranioną i osamotnioną, wiedziałem, że muszę działać. Cofnąłem się pod drzwi domu.

– Mam nadzieję, że po powrocie znajdziesz choć trochę czasu dla swojej córki. Przypominam, że w tym miesiącu spędziłaś z nią cztery wieczory. Cztery pierdolone wieczory! – wysyczałem podniesionym głosem.

– Borys, nie dramatyzuj. W związku z tym, że ty od życia nie oczekujesz zbyt wiele, ja muszę pokazać, jak walczyć o swoje i spełniać marzenia – powiedziała z dumą w głosie Daria.

– Błagam, nie zaczynaj tych swoich wywodów, bo one na mnie nie działają. Nie interesuje mnie, co chcesz pokazywać bądź nie. Przypominam ci tylko, że jeśli nie zaczniesz wykazywać zainteresowania dzieckiem, to wystąpię do sądu o zniesienie opieki naprzemiennej – odpowiedziałem z dziwnym spokojem w głosie.

– Jak zwykle mi zazdrościsz! – podsumowała, zmieniając całkowicie kontekst rozmowy.

– Możesz mi powiedzieć, do cholery, czego mam ci zazdrościć?! Kolejnego faceta, z którym sypiasz, a który nie traktuje cię poważnie? A może pozycji w pracy, którą osiągnęłaś traktowaniem innych jak gówno? Choć to i tak nic w porównaniu z zawodem widocznym w oczach dziecka!

– Dzięki temu, że Majka dorasta, widząc matkę, która realizuje swoje marzenia, sama w przyszłości będzie tak postępować. Jeszcze przyznasz mi rację – odpowiedziała, nie dopuszczając do siebie myśli, że może coś robić źle.

– Z tobą nie da się rozmawiać! Ty nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że możesz się mylić – odpowiedziałem, odwracając się na pięcie.

Kiedy to mówiłem, pomyślałem o córce. Zrobiło mi się jej strasznie szkoda. Poczułem, że muszę ją przytulić i przede wszystkim skupić się na niej, a nie na kłótni z byłą żoną. Na charakter i zachowanie Darii, jak widać, nie miałem wpływu, ale na samopoczucie córki już tak. Dlatego zostawiłem złość za sobą i ze spokojem wsiadłem do auta.

Ruszyłem w kierunku domu. Dobrą chwilę milczeliśmy. Majka skupiła się na widoku mijanych zabudowań, ale widziałem, że jej myśli błądzą gdzie indziej. Gdy zerknąłem na nią po raz kolejny, zauważyłem łzy spływające po jej policzkach. Poczułem ból i żal. Największe pretensje miałem jednak do siebie, ponieważ byłem odpowiedzialny za to, jak wygląda życie mojego dziecka.

Pod wpływem impulsu zjechałem na pobocze.

– Majka, siadaj obok mnie – powiedziałem łagodnym tonem.

Jej spojrzenie, pełne zaskoczenia, spotkało się z moim. Nie potrzebowałem słów, by przekazać jej, że jestem tu dla niej. Po chwili wahania Majka w końcu usiadła na przednim siedzeniu pasażera. Bez słowa sięgnęła po moją dłoń, a ja przytuliłem ją mocno.

– Kocham cię, dziecko – wyszeptałem.

– Wiem, tato. Też cię kocham najbardziej na świecie. Tylko ja nie umiem zrozumieć, dlaczego mama mnie nie zauważa. Czy ja jej przeszkadzam? – zapytała niepewnym głosem Majka.

– Kochanie, nic z tych rzeczy. Mama po prostu jak zawsze ciężko pracuje. Zbyt ciężko. Ma za dużo obowiązków i pogubiła się w tym, co jest naprawdę ważne. Ale tego, że cię kocha, jestem pewien. Po prostu nie zawsze umie to pokazać – powiedziałem z pewnością w głosie.

– Na pewno?

– Oczywiście – potwierdziłem po raz kolejny, próbując rozwiać jej wątpliwości.

Ponownie włączyłem się do ruchu. Atmosfera zdecydowanie się oczyściła. Majka uspokoiła się po naszej rozmowie i odpowiedziała uśmiechem. Wiedziałem, że nie wszystkie nasze problemy rozwiązały się w tej chwili, ale byliśmy krok dalej w przezwyciężaniu przeciwności.

– Skarbie, jadłaś śniadanie? – zmieniłem temat.

– Nie zdążyłam.

– A co byś powiedziała na pyszne naleśniki? – zapytałem, znając dobrze odpowiedź córki.

– Tak! Pojedźmy, proszę! – wykrzyczała rozemocjonowana Majka.

Rozdział 6

Kaśka

W związku z tym, że moja sunia nie odstępowała mnie na krok, prawie całą noc nie zmrużyłam oka. Położyłam jej posłanie przy łóżku, lecz gdy tylko usypiałam i cofałam rękę, zaczynała piszczeć. Od kilku miesięcy czytałam poradniki, jednak nad ranem, kiedy zmęczenie wzięło górę, złamałam wszelkie zasady i położyłam sunię obok siebie, przykrywając delikatnie pościelą. Paradoksalnie sprawiło mi to wielką radość. Zarówno ja, jak i ona spałyśmy do rana.

Choć obudziłam się wcześnie, nie czułam zmęczenia. Wręcz przeciwnie, miałam w sobie nową energię, którą dała mi ta niezwykła noc. Patrząc teraz na psiaka, uśmiechnęłam się radośnie. Niedzielny poranek zapowiadał się nie tylko leniwie, ale również wyjątkowo. Choć początek października nie rozpieszczał, postanowiłam, że większą część dnia spędzę z pieskiem na dworze. Najważniejszym zadaniem na najbliższe tygodnie była nauka załatwiania się na zewnątrz. Zastanawiałam się tylko, jak długo zajmie nam ten proces i czy bardzo ucierpi na tym moje mieszkanie.

Przed południem szykowałam się na trzeci już spacer. W sumie taki obrót sprawy okazał się całkiem przyjemny, bo po pierwsze zrobiłam dzisiaj już prawie siedem tysięcy kroków, a po drugie fajnie było przebywać na świeżym powietrzu.

Tym razem skierowałam się do pobliskiego parku. Słońce zaczęło wyglądać zza chmur, dlatego dzień jawił się jako całkiem przyjemny. Drzewa promieniały paletą wielu barw, od zielonych po ciemnobrązowe. Spadające liście przypominały o zbliżającej się nieuchronnie zimie. Spacerujący ludzie i biegający psy – wszystko to tworzyło przyjemną, rodzinną atmosferę.

– Jaki piękny piesek – zaczepiła mnie siedząca na ławce dziewczynka. – Mogę pogłaskać? – zapytała onieśmielona żywotnością suni.

– Oczywiście – odpowiedziałam przyjaźnie.

– Jak ma na imię?

– W sumie to nie ma jeszcze imienia. Wczoraj adoptowałam ją ze schroniska – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– A czy mogę wymyślić? Taki piesek zasługuje na wyjątkowe imię – dodała dziewczynka.

– Jeśli masz ochotę mi pomóc, to będę wdzięczna.

Nagle dziewczynka pomachała komuś, kto stał za moimi plecami.

– Tato, zobacz, jaki piękny piesek. Może w końcu zgodzisz się na takiego albo podobnego?

– Myślę, że dyskusje na ten temat już dawno zakończyliśmy. Ale jeśli masz ochotę, mogę kolejny raz wytłumaczyć ci, dlaczego uważam, że nie jest to najlepszy pomysł – powiedział mężczyzna.

Na dźwięk tego głosu zareagowałam zdziwieniem, dlatego odwróciłam się gwałtownie. I w tym samym momencie zamarłam. Stał przede mną mężczyzna spotkany w piątek w dyskotece. Jego spojrzenie było tak samo przyciągające i tajemnicze jak poprzednio, a uśmiech na ustach sprawiał, że serce zabiło mi szybciej.

– Przypadkowe spotkanie, co? – rzucił, patrząc na mnie z wyraźnym zainteresowaniem.

– Mam wrażenie, że los lubi krzyżować nasze drogi – odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.

Borys przyglądał mi się intensywnie. Do tego stopnia, że zaczęłam się peszyć.

– Miło cię widzieć ponownie, Kasia – przerwał ciszę, która nagle zapadła między nami. – Poznaj moją córkę Majkę – dodał, wskazując ręką na dziewczynę.

Spojrzałam w stronę Majki, która całą uwagę skupiała na zabawie z psem. Była piękna. Miała głębokie, ciemne oczy jak jej ojciec. Długie ciemne włosy opadały lekko na ramiona, a dołeczki, które ozdabiały buzię, dodawały uroku.

Przez chwilę zmieszałam się na myśl, że gdzieś obok może spacerować matka dziewczynki i zarazem żona Borysa. Rozejrzałam się niepewnie. Borys momentalnie wyłapał moje zdziwienie.

– Jesteśmy sami. Jeśli masz ochotę, to z przyjemnością wybierzemy się z wami na spacer. – Obrzucił spojrzeniem psa.

Potwierdziłam przyjaźnie kiwnięciem głowy. Chcąc zrobić dziewczynce przyjemność, oddałam jej smycz.

Dobre pół godziny chodziliśmy po okolicy. Majka ewidentnie przypadła suni do gustu. Psinka szła przy jej nodze prawie całą drogę, jedynie od czasu do czasu rzucając spojrzenie w moją stronę.

– Zawsze marzyłam, że jak będę miała psa, to dam mu na imię Coco. Tato, prawda, że pasuje do tego pieska? – zapytała Majka.

– Myślę, że pasuje idealnie, ale nie wiem, czy my możemy decydować o tak ważnej kwestii, jak imię najlepszego przyjaciela pani Kasi.

– Podoba mi się! – odpowiedziałam szczerze. – Świetny pomysł. Myślę, że sama nie wymyśliłabym lepszego imienia – dodałam.

Spacer okazał się całkiem przyjemny. Borys, choć dopiero co go poznałam, wydawał się przyjazny. Ewidentnie w obecności córki przejawiał wiele łagodnych cech. Jego spojrzenia rzucane w stronę dziewczynki przepełnione były miłością i troską. Zaimponowało mi to cholernie. W dyskotekowym otoczeniu prezentował się jak prawdziwy samiec alfa. Zdecydowany i pewnie siebie. Zdeterminowany. To niesamowite, jak potrafił zmieniać się w różnych sytuacjach, zachowując jednocześnie autentyczność i urok.

– Czy nie potrzebuje pani pomocnika do spacerów? Z przyjemnością mogłabym po szkole wyprowadzać Coco – zadeklarowała Majka, kiedy znajdowaliśmy się już na osiedlu.

– W sumie to jeszcze nie wiem. Nie myślałam o tym, ale biorąc pod uwagę twoją sympatię do Coco, to oczywiście się zgadzam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– Kasia, ja też uważam, że to świetny pomysł. Jak Majka zobaczy, że pies to także obowiązki, może znudzi jej się ciągłe proszenie o to samo – podsumował Borys.

– Nigdy w życiu! – odpowiedziała Majka z ewidentnym fochem w głosie.

Zaśmiałam się rozbawiona. Ta cała przepychanka pomiędzy ojcem a córką wyglądała co najmniej zabawnie. Obydwoje nie chcieli odpuścić. Miałam wrażenie, że specjalnie prowokują dalszą rozmowę właśnie po to, by się pokłócić.

Rozdział 7

Borys

Każdy dzień spędzony z Majką był intensywny. A dodatkowo dzień bez szkoły to już była jazda bez trzymanki. Starłem się nie tylko pomagać córce w lekcjach, choć nie miałem niestety zbyt dużo cierpliwości, ale również woziłem ją na szereg zajęć dodatkowych. Kiedy nie byłem ojcem, wydawało mi się, że te wszystkie płatne lekcje to fanaberia rodziców. Ale teraz, doświadczony życiem, nie umiałem odmówić Majce pogłębiania zainteresowań.

Moja córka miała talent wokalny, który wymagał ćwiczenia i intensywnej pracy. Ona sama z ogromną chęcią uczęszczała na zajęcia dodatkowe i paradoksalnie ciągle wyszukiwała kolejne nowe kursy, w których mogłaby wziąć udział. Wszystko było dla niej fajnie i wyjątkowe. Nie umiała podjąć decyzji, z czego mogłaby zrezygnować.

I tak moje życie po pracy polegało na krążeniu pomiędzy wybranymi punktami bądź czekaniu na korytarzu na córkę. Jedyny plus był taki, że jeśli zajęcia trwały dłużej niż półtorej godziny, szedłem na siłownię bądź po prostu biegałem.

Stety czy niestety Majka była dla mnie najważniejsza. Bez dwóch zdań. Bez kompromisów. I ostatecznie bez nowych związków, bo zwyczajnie nie byłem w stanie zaangażować się w relację ani poświęcić uwagi innej kobiecie. Czy żałowałem takiego układu? Czasami tak, ale kiedy patrzyłem na Darię i jej zachowanie, wiedziałem, że po prostu nie mogę inaczej. Nasze rozstanie zaburzyło mocno świat mojego dziecka. Tak jak kolejne romanse byłej żony. Więc dla odmiany konsekwentnie tkwiłem przy córce, próbując poskładać jej mały świat.

– Majka, jak skończysz czytać lekturę, to może wybierzemy się na spacer do parku?

– Pewnie, tato. A pójdziemy potem na pizzę? – zapytała z niepewnością w głosie córka.

– Skąd wiedziałaś, że właśnie taki miałem plan?! – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Za pół godziny skończę. Już nie mogę się doczekać! – pisnęła zadowolona.

Przed południem byliśmy gotowi do wyjścia. Blisko naszego strzeżonego osiedla znajdował się duży park, przez który przepływała niewielka rzeczka. Mosty i piękne drzewa tworzyły klimat. Gdzieniegdzie rozmieszczono ławki, na których z przyjemnością można było odpocząć i podziwiać otaczającą przyrodę. Lubiłem to miejsce. Wyciszało mnie, a jednocześnie dodawało energii.

Podczas pierwszych miesięcy po rozwodzie widok spacerujących rodzin wywoływał we mnie agresję. Towarzyszyło mi wkurwienie i pytanie, dlaczego nam się nie udało i dlaczego to my nie możemy być razem w tym miejscu. Na szczęście ten etap miałem już za sobą. Z każdym kolejnym miesiącem widziałem coraz więcej wad i zaniedbań byłej żony. Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się, czemu właściwie zostaliśmy parą. Po latach zauważyłem, że byłem dla Darii tylko tłem, trampoliną do realizacji celów. Czy żałowałem wspólnego czasu? Mimo wszystko nie! Dzięki temu miałem najwspanialszą córkę na świecie.

– Tato, idę posiedzieć na ławce – rzuciła Majka, wyrywając mnie z rozmyślań.

Stałem jeszcze, wpatrując się w płynącą rzekę. Widok stada kaczek przyciągnął moją uwagę. Dopiero po krótkiej chwili obejrzałem się i zobaczyłem, że Majka z kimś rozmawia. Szybkim krokiem ruszyłem w jej stronę.

– Tato, zobacz, jaki piękny piesek. Może w końcu zgodzisz się na takiego albo podobnego? – zapytała podekscytowana.

– Myślę, że dyskusje na ten temat już dawno zakończyliśmy. Ale jeśli masz ochotę, mogę kolejny raz wytłumaczyć ci, dlaczego uważam, że nie jest to najlepszy pomysł – odpowiedziałem to samo, co za każdym razem przy rozmowie o zwierzętach.

Nagle moją uwagę przykuła kobieta rozmawiająca z córką. Miałem dziwne wrażenie, że ją znam. Z ciekawością i ekscytacją zacząłem iść w ich kierunku, starając się skoncentrować na jej twarzy. Kiedy byłem już wystarczająco blisko, zdałem sobie sprawę, że stoi przede mną dziewczyna z dyskoteki. Jej uśmiech i gestykulacja sprawiły, że natychmiast ją rozpoznałem.

– Przypadkowe spotkanie, co? – rzuciłem, patrząc na nią z wyraźnym zainteresowaniem.

– Mam wrażenie, że los lubi krzyżować nasze drogi – odpowiedziała.