Miłość, klątwa i krakeny - Anna Gersten - ebook

Miłość, klątwa i krakeny ebook

Anna Gersten

0,0

Opis

Cordelia jest kapitanką z przeklętego rodu, który od pokoleń nie ma prawa zejść na ląd. Morze jest ich więzieniem, a każdy kolejny dzień odbiera im nadzieję na zmianę losu. Żeby to przerwać, Cordelia decyduje się na coś, czego żaden z jej krewniaków nie odważył się zrobić wcześniej. Porywa syna największych wrogów. Tyle że jej więzień nie zachowuje się tak, jak powinien.

Nickolas zamiast się bać, żartuje. Zamiast milczeć, śpiewa. Zamiast nienawidzić, patrzy na Cordelię tak, jakby między ich rodami nigdy nie było wojny. I z każdym kolejnym dniem coraz trudniej to zignorować. Zwłaszcza, że morze staje się coraz bardziej niebezpieczne, a coś w jego głębinach zaczyna polować na wszystkich bez wyjątku.

W świecie, w którym zaufanie jest luksusem, a prawda potrafi zniszczyć wszystko, Cordelia będzie musiała zdecydować, czy bardziej boi się swojego wroga, czy tego, co może odkryć u jego boku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 302

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Miłość, klątwa i krakeny

Anna Gersten

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Rozdział 1: W niewoli Rekinów

Rozdział 2: Moc Meduzy

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Rozdział 1: W niewoli Rekinów

Cordelia z namaszczeniem otworzyła swój dziennik i zamoczyła pióro – orle pióro, co wzbudzało w niej tym więcej satysfakcji – w atramencie. Wzięła głęboki oddech, zanim zapisała datę i przybliżone położenie, a poniżej:

Łup:

– 16 dział

– 147 kul

– 1 orzełek

Dłoń drgnęła jej przy ostatniej literze. Przecież w dzienniku powinna zamieszczać precyzyjne opisy, a nie pojedyncze słowa, które można później zinterpretować na kilka sposobów.

– 1 orzełek orli książę

Ledwie skończyła pisać, a już skrzywiła się z irytacją. Zapomniała, że te żałosne Orły nie miały nawet własnego księstwa. Zamiast tego na czele ich rodu stał suweren, który z kolei podlegał władcy lądowego królestwa.

– 1 orzełek orli książę syn orlego suwerena

Wyglądało brzydko, ale nie miała już możliwości, by cokolwiek poprawić. Westchnęła z rezygnacją i zatrzasnęła dziennik. Pokreślone notatki nie powinny zepsuć jej dnia. Była z siebie dumna. Po raz pierwszy od dawna była z siebie naprawdę dumna. Może miała więcej szczęścia niż rozumu – jak często mawiał jej brat – bo podjęła spore ryzyko, ale ostatecznie pojmała jednego z synów orlego suwerena. Mimo wszystko to właśnie ona dowiedziała się o wizycie tego Nickolasa na krańcach orlego archipelagu i to właśnie ona wywnioskowała, że pojawi się również u pustelników mieszkających na skalistej wyspie. A skoro wyspa znajdowała się dość blisko lądu, popłynął małą jednostką. Nie mógł się spodziewać, że ktokolwiek z Rekinów odważy się zapuścić tak daleko na orle wody. Cordelia się odważyła. Chociaż równie dobrze mogła wpaść na patrole marynarki i skończyć w mniej fortunnym położeniu. I dlatego wyłącznie cudem udało się jej przekonać Edmunda, pierwszego oficera, by zgodził się na realizację jej planu.

Chociaż Cordelia czerpała ze swojego osiągnięcia niemałą satysfakcję, nerwy nie pozwalały jej zasnąć. Obawiała się, że Orły jakimś sposobem jeszcze odnajdą i dogonią jej okręt. Dopiero następnego dnia trochę się uspokoiła, a po śniadaniu postanowiła odwiedzić więźnia. Po otwarciu klapy spuściła drabinkę sznurową, a następnie zsunęła się na dół. W blasku wpadającym przez otwór nad jej głową zobaczyła mężczyznę siedzącego pod ścianą ciasnego pomieszczenia. Skrępowane kajdanami ręce opierał dla wygody na kolanach. Nie wydawał się zbyt spięty mimo swojej niekorzystnej sytuacji. Spojrzał na przybyłą z błyskiem zaciekawienia w oczach, a potem nagle poderwał się na równe nogi. Cordelia cofnęła się odruchowo, sięgając do szpady. Wbrew przeświadczeniu kobiety Nickolas jej nie zaatakował, a zamiast tego złożył najbardziej elegancki ukłon, na jaki pozwalał mu łańcuch ograniczający ruchy jego rąk.

– To zaszczyt pannę poznać, księżniczko Cordelio.

Zesztywniała. Nie przedstawiała mu się, więc albo usłyszał to imię z ust załogi, albo zwyczajnie domyślił się jej tożsamości. Nie byłoby to przecież bardzo trudne.

Przez chwilę walczyła z własnymi myślami. Matka powiedziałaby jej, by uszanowała zasady etykiety nawet w miejscu takim jak to. Ojciec prędzej przyłożyłby ostrze do gardła Orła. Wreszcie opuściła szpadę i po prostu skrzyżowała ręce na piersi.

– Jak ocenia pan naszą gościnę? – rzuciła ironicznie. – Niczego panu nie brakuje?

– W tak zacnym towarzystwie trudno prosić o więcej. – Uśmiechnął się ujmująco. – Sypialnia przytulna, a zarazem nie brak w niej orzeźwiającej atmosfery. A chleb doprawdy wyśmienicie czerstwy. Kuk chyba musiał szykować go specjalnie dla mnie od tygodnia.

Patrzyła na niego zmrużonymi oczami. Co za bezczelny pajac. Może powinna mu jakoś uświadomić, że był na jej łasce… Lub wziąć głęboki oddech i nie pozwolić się sprowokować zuchwałemu orzełkowi. Właściwie nie wiedziała, co o nim myśleć. Czy był tchórzem, który próbował tylko ratować swoje życie? Czy może powinna uznać za akt odwagi to, że się poddał, by jego załogę puszczono wolno?

Wciąż miał na sobie elegancki strój godny orlego dżentelmena, ale na jasnym materiale wyraźnie odcinały się liczne zabrudzenia. Pozbył się z szyi ozdobnej chusty, a marynarkę rozpiął, odsłaniając koszulę i kamizelkę wyszywaną połyskującą, perłową nicią. Cordelia pamiętała, że włosy miał wcześniej związane z tyłu głowy, lecz teraz rozpuszczone opadały mu prawie do ramion. Na szczęce dostrzegła fioletowego siniaka. Nie przypominała sobie, by Nickolas stawiał jakiś opór podczas pojmania. Jej ludzie może zachowali się trochę nadgorliwie.

– A czemu zawdzięczam to wyjątkowe zaproszenie? – zapytał uprzejmie mężczyzna, gdy nie doczekał się żadnej odpowiedzi po własnych słowach.

– Potrzebuję cię do… czegoś w rodzaju rytuału – wyznała. Nawet jeśli takie stwierdzenie zaniepokoiło Nickolasa, nie dał tego po sobie poznać. – A potem zażądam za ciebie góry drewna… albo od razu zbudowanych statków.

Nieznacznie uniósł brew.

– Wziąwszy pod uwagę wasz sposób na życie, myślałem, że znacie się na budowie statków lepiej niż na czymkolwiek innym. Czyżbyście jednak uważali naszych szkutników za bardziej utalentowanych?

– Nie! – fuknęła zirytowana. – A nasz „sposób na życie” to nie wybór, tylko konieczność, do której zmusiła nas WASZA klątwa.

Nickolas otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz Cordelia nie dopuściła go do głosu.

– Życzę miłego pobytu, panie Nickolasie – pożegnała go słodkim głosem.

Odwróciła się wymownie i wspięła po drabince sznurowej na pokład. Z hukiem zamknęła klapę. Nadęty błazen.

Przez klątwę Orłów członkowie rodu Granatowego Rekina mogli schodzić na ląd wyłącznie w czasie nowiu. Przez wszystkie pozostałe dni statek był jedynym miejscem, które mogli nazywać domem… a statki się zużywały. Bez lądu, bez sojuszników, nie mieli drewna nawet na niezbędne naprawy. Mimo wszystkich starań flota słabła z pokolenia na pokolenie. Zniszczone okręty tonęły częściej niż lśniące nowością jednostki Perłowego Orła. Chociaż wśród Rekinów znajdowali się wybitni szkutnicy, nawet oni niewiele mogli zdziałać bez materiałów. I to wszystko wina tych podłych Orłów!

*

Nickolas z westchnieniem opadł z powrotem na podłogę, a kajdany zabrzęczały szyderczo. Mógł darować sobie ten komentarz. Bracia mówili mu, że powinien trzymać język za zębami. Zbyt często zdarzało mu się coś powiedzieć, zanim to przemyślał. Jako syn suwerena – choćby i trzeci – powinien wreszcie opanować tę sztukę. Niestety, ciężko mu było uciszyć wrodzoną uszczypliwość, a to z kolei kosztowało go już w przeszłości kilka pojedynków. W niewoli Rekinów obraza kogokolwiek mogła się jednak nie skończyć na honorowym pojedynku.

Przymknął oczy i przywołał obraz młodej kobiety, która przed chwilą go odwiedziła. Cordelia przypominała mu trochę jego młodszą siostrę, Danielle. Były prawdopodobnie w podobnym wieku, chociaż rekinia księżniczka mogła liczyć sobie o parę lat więcej. Według standardów salonowych powinna już zadebiutować i najpewniej znaleźć męża, lecz wśród Rekinów… Nickolas nie miał pojęcia, jak ci ludzie podchodzili do tego tematu. Nie słyszał jednak o żadnej innej kobiecie w roli kapitana, szczególnie tak młodej jak Cordelia. Widział w niej dumę i siłę charakterystyczne także dla Danielle – a przysparzające jej problemów wśród tradycyjnie delikatnych panien królestwa. Danielle mimo wszystko miała w sobie więcej łagodności, podczas gdy w Cordelii kryło się coś dzikiego, drapieżnego… co doskonale pasowało do rodu Granatowego Rekina.

Kiedy ta młoda kobieta oświadczyła, że pozwoli załodze orlego statku bezpiecznie odpłynąć, jeżeli on odda się w jej niewolę… zgodził się. Nie wiedział, czy tego nie pożałuje, ale musiał spróbować. To mogła być jego jedyna szansa na rozmowę z Rekinami. Zazwyczaj zatapiały orle statki lub wybijały całą załogę, by przejąć jednostkę. W tym wypadku natomiast od początku ataku odnosił wrażenie, że Rekiny chciały go żywego. Dlatego zaryzykował i zrezygnował z walki. Nawet zostawił kapitanowi swojego statku list do rodziny, w którym wyjaśnił, dlaczego podjął taką decyzję. Prosił również, by nie dokonywali na Rekinach natychmiastowego odwetu. Chciał się dowiedzieć, do czego go potrzebowali. A według słów Cordelii chodziło o jakiś rytuał… Dziwne. Skoro później zamierzała wymienić Nickolasa na drewno lub statki, rytuał nie powinien doprowadzić do jego śmierci. Oby tylko plan nie zakładał wymiany CIAŁA Nickolasa na to przeklęte drewno. Wzdrygnął się mimowolnie.

I w ten sposób na własne życzenie siedział w ciemnej celi pod pokładem. Z rzadka ktoś przychodził, by rzucić mu czerstwy chleb i nalać słabego grogu do blaszanego kubka. Nudził się. Słyszał tylko echo pracy żeglarzy i szum fal otaczających statek. W nocy zasypiał wsłuchany w leniwe trzeszczenie kadłuba.

Kolejnego dnia zaczął wygrywać znane mu rytmy jedynymi instrumentami, jakie mógł znaleźć w swoim więzieniu – dłońmi, nogami, kubkiem. Miał wrażenie, jakby plusk wody odpowiadał na melodię jego pieśni. Zachęcony przez morze, śpiewał leniwie kolejne utwory. Wreszcie nikt nie mógł mu powiedzieć, że marnował godziny, które mógłby przeznaczyć na trening. Przecież nie dałby rady walczyć w tak ciasnej przestrzeni.

– Hej, to jest czas, by wypłynąć jeszcze raz… Kiedy morze wzywa nas, a w żagle uderza wiatr… Na banderze orli znak poprowadzi dzisiaj tam, gdzie kończy się świat…

Urwał, gdy huknęła otwierana klapa, a drabinka sznurowa ze szmerem rozwinęła się aż do poziomu podłogi. Cordelia zeszła na dół i spojrzała na swojego więźnia. Intensywnie granatowe oczy księżniczki kojarzyły się Nickolasowi z morską głębiną. Ogorzałą od wiatru twarz okalały czarne włosy, na których w świetle słońca pojawiały się granatowe refleksy. Nosiła męski strój – spodnie i marynarkę – co zaskoczyło Nickolasa, bo kobiety zazwyczaj nie ubierały się w taki sposób. Po poprzedniej wizycie wiedział już jednak, czego powinien się spodziewać.

– Widzę… a raczej słyszę, że sił ci nie brakuje – stwierdziła cierpko na powitanie. – Mam cię zakneblować, żebyś przestał kalać MÓJ STATEK swoimi orlimi przyśpiewkami?

Nickolas wstał i ukłonił się uprzejmie, walcząc z uciążliwymi kajdanami, które zdążyły poobcierać mu nadgarstki.

– Muzyki nie da się zamknąć w klatce, księżniczko. Jest wolna niczym ptak – orzeł, nie przymierzając – szybujący nad bezkresem morza.

Panna w stolicy pewnie zachwyciłaby się jego poetycką wypowiedzią, ale Cordelia uraczyła go jedynie ciężkim spojrzeniem i wyciągnęła z kieszeni coś, co niepokojąco przypominało knebel.

– Mogę śpiewać wasze pieśni – dodał pospiesznie. – Jeśli tylko raczy się panna ze mną jakimiś podzielić. Naprawdę chętnie je poznam.

Sceptycznie uniosła brew.

– Dlaczego miałabym to zrobić?

– Bo… Bo… – Przez moment próbował wymyślić dobry powód, aż nadeszło olśnienie. – Mogę wymyślić utwór na cześć panny i śpiewać go później na Perłowym Archipelagu.

Uważnie obserwował jej minę. Wywnioskował, że nie uznała jego propozycji za całkowicie pozbawioną sensu, co utwierdziło Nickolasa w przekonaniu, że zamierzała wypuścić go żywego, gdy dostanie wszystko, czego chciała.

– Niech będzie – zgodziła się wreszcie, lekceważeniem próbując zasłonić ciekawość. – Sprawdźmy, czy przez twoje orle gardło przejdzie coś znośnego.

Nickolas uśmiechnął się szelmowsko, a Cordelia wzięła głęboki oddech, zanim zaczęła cicho nucić:

– Wyrzuć z piersi strach i morzu czoło staw. Płyń na spotkanie fal, co nie zatopią nas. – Parę wersów wystarczyło, by mężczyzna rozpoznał rytm i zaczął wystukiwać go na udzie. – Granatową banderę wznieś, w żyłach płynie morska krew i nawet okrutnej klątwy cień nie pogrąży nas na dnie…

Dłoń Nickolasa znieruchomiała, między nim a księżniczką zapadła niezręczna cisza. Mógł wcześniej się domyślić, że w muzyce Rekinów również brzmiało echo klątwy, która naznaczyła całe ich życie. Odchrząknął.

– Dziękuję, księżniczko. I przy tej okazji chciałbym przeprosić za swoje wczorajsze słowa. Naprawdę nie zamierzałem panny urazić. To było… pochopne z mojej strony, nierozważne.

Skrzyżowała ręce na piersi, jakby chciała się przed czymś ochronić. Wbiła w Nickolasa przenikliwe spojrzenie tych swoich intensywnie granatowych oczu, aż poczuł się trochę nieswojo.

– Dlaczego tak się zachowujesz? – rzuciła zirytowana. – Dlaczego wciąż udajesz, że znajdujemy się w pałacu, podczas gdy skuty kajdanami stoisz w celi, do której wrzucili cię moi ludzie? I dlaczego obchodzi cię, czy poczułam się urażona? Jesteś Orłem, a ja jestem Rekinem. Jesteśmy wrogami, a uraza do Orłów płynie w moich żyłach od dnia narodzin.

– Ale można to zmienić – zaoponował ostrożnie. – Przecież nie musimy być wrogami…

– Skazaliście nas na wieczną tułaczkę! – parsknęła. – I mamy się teraz zaprzyjaźnić?

– Nikt z żyjących nie odpowiada za klątwę. Została rzucona kilka pokoleń temu. Zdjąłbym ją, gdybym mógł.

Cordelia drgnęła. Nickolas dostrzegł, że kurczowo zacisnęła palce na ramionach.

– Dlaczego? Jesteśmy wrogami… – powtórzyła cicho, jakby chciała to przypomnieć mu… lub samej sobie.

Nickolas odetchnął, by dać sobie chociaż moment na zebranie myśli. Patrzył księżniczce w oczy z nadzieją, że to przekona ją o szczerości jego słów.

– Dla większości moich krewniaków wasza klątwa jest legendą. Chociaż nikt w nią nie wątpi, prawie nikt nie widział jej działania. W świadomości mojego rodu jesteście po prostu piratami okrytymi ponurą sławą.

– A w twojej? – podjęła z wyzwaniem wybrzmiewającym w głosie. – Powiesz, że dla ciebie jesteśmy kimś innym? – Drwiąco uniosła brew. – Może… ludźmi?

– Widziałem działanie klątwy i wierzę, że nie zasługujecie na taki los. Jako chłopiec zauważyłem z wybrzeża statek, który podczas sztormu rozbił się na skałach. Potem dostrzegłem wśród fal rozbitka niewiele starszego ode mnie. Stracił przytomność, wsparty na desce, która najpewniej oderwała się od kadłuba. Chciałem mu pomóc, więc wyciągnąłem go na plażę… – Nerwowo przełknął ślinę na wspomnienie tamtych chwil. Wciąż go prześladowały mimo upływu czasu. – Zaczął się dusić. Nie wiedziałem, co… – Potrząsnął głową. – Dopiero gdy było za późno, zrozumiałem, że należał do twojego rodu. – Westchnął, spuszczając wzrok. – Chociaż wielu z nas kocha morze, wie, jak bardzo potrafi być niebezpieczne. Dlatego ląd jest naszym schronieniem. A wy nie macie dokąd wrócić. – Spojrzał znów na Cordelię. – Dlatego mogę sobie tylko wyobrazić, w jak rozpaczliwym położeniu się znaleźliście, kiedy klątwa odebrała wam dom i zostawiła was na łasce nieubłaganego morza.

– Przetrwaliśmy – odparła ostro, chociaż w jej głosie przebiły się delikatniejsze nuty świadczące o nieukojonym żalu. – Staliśmy się silniejsi.

– Nie twierdzę, że jesteście słabi – zaoponował szybko. – Uważam tylko, że nie zasługujecie na ten los. Cokolwiek poróżniło naszych przodków, zniknęło w pomroce dziejów, podobnie jak źródło tej klątwy.

– I dlatego tu jesteś – stwierdziła nagle, a kącik jej ust uniósł się w uśmiechu pełnym satysfakcji. – Skoro jesteś taki chętny, by nam pomóc, to doskonale się składa. Dostaniesz swoją szansę.

– Jak?

– Twoja krew wyjawi, jak powstała klątwa.

– Moja… krew?

Musiał zrobić bardzo nietęgą minę, bo Cordelia popatrzyła na niego z tym większym zadowoleniem – niczym kot, który właśnie zagonił mysz w kąt, albo… rekin czyhający na bezbronną ofiarę.

– Suweren Orłów na pewno miał swój udział w rzuceniu klątwy. To twój przodek, więc twoja krew odkryje przed nami prawdę… a właściwie zrobi to przed wiedźmą z rodu Meduzy. Twoja współpraca w tym zakresie będzie mile widziana.

Słodki uśmiech księżniczki w zestawieniu z jej zdeterminowanym spojrzeniem wydał się Nickolasowi trochę niepokojący, ale jego myśli popłynęły zaraz w stronę wspomnianej wiedźmy. W przeciwieństwie do magii większości innych rodów dar Meduzy przybierał różne postacie, choć zawsze wiązał się z wodą lub morzem. Gdyby z historii jego krwi wiedźma mogła wyczytać, jak doszło do rzucenia klątwy… wiele by to zmieniło. Ciekawy plan.

– Doskonale. – Gdy się uśmiechnął, Cordelia z zaskoczeniem otworzyła szerzej oczy. – To kiedy dopłyniemy na miejsce?

– Za… – zająknęła się, najwyraźniej trochę wytrącona z równowagi. – Za kilka dni.

Jakby nie wiedziała, co powiedzieć, odwróciła się na pięcie i zaczęła wspinać po drabince sznurowej. Nickolas odwrócił wzrok, tak jak wypadało to zrobić dżentelmenowi. Sposób, w jaki księżniczka eksponowała tylną część swojego ciała – nawet jeśli nieumyślnie – na salonach uchodziłby za wyjątkowo niewłaściwy. Już samo to, że chodziła w spodniach, było niestosowne. Gdy Cordelia wdrapała się na pokład i zamknęła klapę, Nickolas opadł znów na podłogę. Cóż, przynajmniej porozmawiali… i pierwszy raz w życiu usłyszał rekinią szantę. Księżniczka miała ładny głos – trochę niewprawiony, ale za to autentyczny. Chętnie usłyszałby znów jej śpiew, chociaż wątpił, by na to przystała.

*

Cordelia zasunęła skobel przy klapie i się wyprostowała. Wiatr zawirował wokół niej, bawiąc się czarnymi kosmykami wymykającymi się z luźnego wiązania. Z westchnieniem przetarła twarz. W co pogrywał ten Orzeł? Dlaczego miałby chcieć jej pomóc? Dlaczego miałby przejmować się losem Rekinów? Dlaczego cieszył się z wizyty u morskiej wiedźmy? Może po prostu był szalony. To by wiele wyjaśniało.

– Wszystko w porządku, księżniczko? – zapytał Edmund, podszedłszy bliżej. – Więzień sprawia jakieś problemy?

– Nie, nie – zapewniła pierwszego oficera. – Jest wręcz zaskakująco ugodowy.

– Dla swojego własnego dobra powinien taki pozostać – mruknął.

– Wiatr się zmienił – wtrąciła nagle, bo wolała nie rozmawiać już o orlim więźniu. – Nie zbaczamy zanadto z kursu?

– Nie. Na tym halsie nabierzemy korzystnej wysokości. Później mamy szansę złapać prąd, który doprowadzi nas prosto na wyspę.

Skinęła głową. Upewniła się jeszcze, że na pokładzie wszystko przebiegało w spodziewanym rytmie, po czym poszła do swojej kajuty kapitańskiej. Wyciągnęła mapy. Chociaż żegluga oparta na wiatrach nie była jej obca, czasem zapominała o istnieniu w tych okolicach silnych prądów, które mogły zarówno wspomóc podróż, jak i jej zaszkodzić. Nie wiedziała, jakim cudem Edmund znał na pamięć ich położenia – a przynajmniej takie odniosła wrażenie, bo nie widziała, by zaglądał do map. Gdy przeanalizowała już te nieszczęsne prądy, wyszła z kajuty, by stanąć za sterem. Pełniący dotąd ten obowiązek marynarz ustąpił jej miejsca ze słowami „tak jest, księżniczko”. Próbowała przekonać załogę, by tytułowali ją kapitanem, ale pochodzenie najwyraźniej miało większe znaczenie. Cóż, przynajmniej dowodziła swoim statkiem, tak jak jej ojciec i brat. A jeśli tylko dowie się czegoś o klątwie, może nawet ją zdejmie… Ponad wszystko pragnęła wybawić swój ród.

Kiedy wieczorem przechodziła obok klapy w pokładzie, usłyszała znów głos więźnia. Pochyliła się ukradkiem, by lepiej słyszeć. Musiała przyznać, że nie brakowało mu talentu do śpiewu. Zdawałoby się, że trzymała w klatce słowika, a nie orła.

– Pomiędzy morzem… a horyzontem mają swój dom, gdy nieosiągalny jest dla nich ląd…

Zmarszczyła brwi zaskoczona. Nie brzmiało to jak nic, co znała. Czyżby sam wymyślił te słowa? Melodia płynęła powoli, melancholijnie, jakby naznaczona przez smutek i tęsknotę.

– I pozostają im wspomnienia… zapisane w legendach… Pozostaje im tylko nadzieja, że pewnego dnia odnajdą swój własny port…

Utwór brzmiał, jakby odnosił się do Rekinów. Jeżeli ten Orzeł rzeczywiście samodzielnie ułożył tekst, czy naprawdę rozumiał ich bezradność, frustrację, ból? Przecież nie wiedział, jak to jest żyć w tym zawieszeniu między… między… między morzem a horyzontem. Tak, metafora wydała się Cordelii zaskakująco trafna. Chociaż to nie własny los tak ją bolał, lecz los całego rodu, na czele którego stała wraz ze swoim bratem.

Potrząsnęła głową, a następnie udała się do kajuty, by przygotować się do snu. Nazajutrz wręcz umyślnie podeszła do klapy i się nie zawiodła. Nickolas znów coś podśpiewywał.

– …i leżę tu, i nudzę się, i tylko morza szum… – Jednocześnie wygrywał takt blaszanym kubkiem, uderzając nim o podłogę swojej celi. – …za towarzysza robi mi, utula mnie do snuuu! I leżę tu, i myślę wciąż, jak ten rekini kuk zdołał tutaj zacny chleb wysuszyć aż na wióóóór!

Tak, zdecydowanie mu się nudziło. Ku własnej irytacji Cordelia poczuła, jak jej usta wygięły się w uśmiechu. Dlatego pospiesznie oddaliła się od klapy i wróciła do obowiązków. W ciągu dnia słyszała jeszcze, jak Nickolas śpiewał rekinią szantę, którą sama mu wcześniej zaprezentowała. Z kolei pod wieczór dotarł do niej dźwięk wesołej melodii z nowymi słowami.

– Pływała raz rybka mała, co na kapitana się mianowała. I w granatowym płaszczu stała na dziobie statku, co swym domem zwała. O wszystko się obrażała ta nasza rybka mała, ale załoga cała bardzo ją kochała, bo przecież księżniczka dostaje wszystko, czego by tylko chciała.

Zmrużyła oczy. Zanim zdążyła zmienić zdanie, otworzyła klapę. Zrzuciła drabinkę sznurową i zsunęła się po niej do celi. Tak jak poprzednio na jej widok Nickolas natychmiast poderwał się z podłogi. Przypomniała sobie, że zgodnie z lądową etykietą dżentelmenowi nie wypadało siedzieć, gdy dama stała. Czy on naprawdę się tym przejmował w takiej sytuacji?

– Cóż pannę do mnie sprowadza? – zagadnął z uśmiechem. – Choć oczywiście zawsze miło mi pannę zobaczyć.

– Rybka – wycedziła przez zaciśnięte usta. – Mała.

Zaśmiał się nerwowo i podrapał po karku.

– Nie podobała się pannie moja przyśpiewka? To tylko taka tam… wprawka.

– A któż był dla PANA inspiracją? – zapytała, ironicznie podkreślając uprzejmy zwrot.

– Ależ… nikt – zapewnił. – Nikt konkretny.

– Obiecał mi pan pieśń na moją cześć.

– Potrzebuję natchnienia, by ją wymyślić, księżniczko. Nie wiem jeszcze o pannie zbyt wiele. – Wyszczerzył zęby w rozbrajającym uśmiechu. – Ale może panna sama mi coś o sobie powie, to przyspieszy sprawę.

– Och, na litość sztormów, skończ z tym formalnym tonem – wyrzuciła z siebie nagle. – Jesteś moim WIĘŹNIEM! A ja jestem kapitanem PIRACKIEGO statku. Nie jesteśmy w pałacu!

– To nie znaczy, że powinienem zrezygnować z dobrych manier – stwierdził niespeszony. – Szczególnie w towarzystwie księżniczki.

Miała ochotę zawyć z frustracji, chociaż nie wiedziała, co tak naprawdę doprowadziło ją do furii. Może po prostu to, że zupełnie inaczej wyobrażała sobie relację z porwanym Orłem i nie potrafiła określić, czy rzeczywiście okazywał jej szacunek, czy zwyczajnie sobie z niej kpił.

– Dobrze, dobrze, jak chcesz – zgodził się Nickolas ugodowo na widok jej miny.

Usiadł w kącie celi i się skulił, jakby czekał na nieuchronny cios. Wrażenie psuł tylko bezczelny błysk w jego oczach.

– Tak lepiej? – zapytał niewinnie.

Cordelia zaplanowała sobie wcześniej, że zwróci syna suwerenowi w zamian za coś wartościowego. To przecież miało dla jej rodu więcej sensu niż zemsta. Ale teraz się obawiała, że przypadkiem zamorduje tego błazna, zanim dojdzie do wymiany.

– Nie możesz zachowywać się NORMALNIE? – rzuciła wreszcie.

Wstał znowu i spojrzał na Cordelię z namysłem.

– Skoro nie mam zachowywać się jak dżentelmen wobec damy, ale również nie mam udawać przestraszonego więźnia, to chciałabyś, bym odnosił się do ciebie jak do… przyjaciółki?

– Nie! – Spanikowana cofnęła się o krok, machając rękami dla podkreślenia zaprzeczenia. – Nie jesteśmy przyjaciółmi.

– Ale możemy być.

Dlaczego ten nieznośny Orzeł musiał zostać obdarzony tak ujmującym uśmiechem? I gdy patrzył na nią z tym zawadiackim błyskiem w oku, nie wiedziała, czy bardziej pragnęła się zgodzić, czy go udusić.

– Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale możesz się tak do mnie zwracać, jeśli dzięki temu porzucisz ten formalny ton – uznała wreszcie z westchnieniem.

– Jak sobie życzysz, mała rybko.

Odebrało jej mowę. Parę razy machinalnie zacisnęła dłonie, ale łapała w nie tylko powietrze, a nie gardło pewnego koszmarnie bezczelnego Orła. On tymczasem udał, że złapał go napad kaszlu, chociaż była przekonana, że się roześmiał.

– Tak bym się do ciebie zwrócił, gdybyśmy byli przyjaciółmi – wyjaśnił beztroskim tonem. – A ty byś się odgryzła… Bo jesteś Rekinem. Nawet jeśli połamiesz zęby na ciętej ripoście, to ci odrosną. Tak to jest u rekinów, prawda?

Odetchnęła kilka razy, by zapanować nad nerwami.

– Jesteś jeńcem – przypomniała wreszcie bardziej sobie niż jemu. – Bezbronnym. A niehonorowo jest bić bezbronnych. Ale jeśli zaraz się nie zamkniesz, to sama zamknę ten twój orli dziób!

– No, i to jest całkiem niezła odpowiedź – pochwalił ją z zadowoleniem.

Nie miała do niego siły, naprawdę nie miała. Czuła, że jeśli zostanie tutaj choćby chwilę dłużej, to zrobi coś, czego będzie później żałować. Odwróciła się więc bez słowa i zaczęła wdrapywać po drabince.

– Dziękuję za odwiedziny, księżniczko! – zawołał za nią. – Życzę ci miłych snów.

*

Nickolas wiedział, że pewnie nie powinien tak się droczyć z rekinią księżniczką, która go uprowadziła, ale nie potrafił się powstrzymać. Po prostu ogromnie bawiła go jej bezcenna reakcja. A może również za bardzo przypominała mu młodszą siostrę, więc czuł się przy niej zbyt swobodnie nawet w zatęchłej celi. Chociaż Danielle – mimo że była Orłem, a nie Rekinem – potrafiła się lepiej odgryźć. Dzieciństwo spędzone w towarzystwie trzech starszych braci – w tym złośliwego Nickolasa – nauczyło ją ostrych odpowiedzi.

Gdy mężczyzna ponownie usadowił się na podłodze, przeszło mu przez myśl, że chciałby się spotkać z Cordelią w normalnych okolicznościach, na lądzie, nawet na balu. Może Cordelia nie byłaby wtedy taka spięta… A może byłaby spięta jeszcze bardziej. Trudno powiedzieć. Tak czy owak, nie mogła zejść na ląd poza jednym dniem w miesiącu. Szanse na takie spotkanie były więc marne.

Kolejnego dnia niewiele się działo, podobnie jak jeszcze następnego. Nickolas zastanawiał się tylko, kiedy dotrą na miejsce, by spotkać się z tą tajemniczą wiedźmą. Niewygoda, mała ilość jedzenia i picia oraz zatęchłe powietrze coraz bardziej dawały mu się we znaki.

– I siedzę tu, i nudzę się, nie wiedząc, co i jak – mruczał, bez entuzjazmu stukając w kubek. – I czekam, aż cokolwiek tam wreszcie znak mi da…

Zamilkł, a wtedy dotarły do niego podenerwowane głosy dochodzące z pokładu. Wstał odruchowo, jakby dzięki temu miał lepiej słyszeć. Z rozkazów i komentarzy piratów wywnioskował, że zobaczyli wrak statku dryfujący jeszcze na morskich falach. Samo to wystarczyło, że Nickolas zesztywniał, bo taki widok nigdy nie zwiastował niczego dobrego. Później załoga doszła do wniosku, że kadłub najpewniej został rozerwany na strzępy przez krakena. Ocalałych brakowało, podobnie jak samego potwora, na szczęście. Niemniej pierwszy oficer bez zwłoki zarządził oddalenie się od tego ponurego miejsca.

Jakiś czas później do celi zeszła Cordelia. Stanęła przed mężczyzną, kurczowo obejmując się ramionami. Była bledsza niż zwykle, więc jej twarz wyraźnie kontrastowała z czarnymi włosami. Przestąpiła z nogi na nogę, jakby nie wiedziała, dlaczego właściwie się tu znalazła. Nickolas wstał, ale powstrzymał się od ukłonu. Nie rzucił też żadnego żartobliwego komentarza, wyczuwając w kobiecie napięcie.

– Czy… mogę ci w czymś pomóc? – zapytał ostrożnie po chwili przedłużającej się ciszy.

*

Cordelia nie wiedziała, co zamierzała powiedzieć i po co właściwie tu przyszła. Jakkolwiek absurdalnie to jednak brzmiało, odnosiła wrażenie, że ze wszystkich ludzi obecnych na statku jedynie Nickolas jej wysłucha. Dla pozostałych była księżniczką, a dla niego… No właśnie, kim dla niego była? Jego bezpośredniość w czasie ostatniego spotkania w jakiś sposób sprawiła, że nie czuła przy nim tego przytłaczającego dystansu, który bił od innych – i to nie tylko na tym okręcie, ale wręcz w całym rodzie. Zresztą zeszła do celi, by wyciągnąć od niego informacje. Tak, tego się trzymała.

Bez sił opadła na podłogę, a Nickolas po krótkim wahaniu usiadł naprzeciw niej. Widziała niepokój w jego spojrzeniu, może nawet troskę. Odchrząknęła.

– Natknęliśmy się dzisiaj na wrak – zaczęła niepewnie, wpatrując się w podłogę.

– Coś słyszałem – przyznał. – Myślisz, że za atakiem stał kraken?

– Tak to wyglądało.

– To był wasz statek? – zapytał zaskakująco łagodnym tonem.

– Tak. – Podniosła wzrok na Nickolasa. – Czy wasze statki też atakują?

Z pewnym zdumieniem ujrzała powagę na jego twarzy. Nie uśmiechał się, a w oczach brakowało szelmowskiego błysku. Skinął głową. W napięciu jego ramion widziała ciężar odpowiedzialności porównywalny z tym, który sama odczuwała.

– W okolicach archipelagu jest bezpieczniej, ale na dalszych trasach ataki są coraz częstsze. Czasem dodatkowa eskorta wystarcza, czasem nie.

Uciekła spojrzeniem w bok i nerwowo nawinęła na palec kosmyk włosów.

– Znałam ten statek i jego załogę – wymamrotała. – Nie była to bliska znajomość, lecz kojarzyłam ich twarze. Najpewniej wszyscy zginęli.

– Przykro mi.

Potrząsnęła głową, by wyrzucić z niej wspomnienia. Wypuściła też z palców ten nieszczęsny kosmyk, który zamienił się w krzywy loczek. Spojrzała znów na Nickolasa.

– Co wiecie o tych krakenach?

– A co wy o nich wiecie? – odparł z cieniem przebiegłego uśmiechu na ustach.

– Ty tu jesteś więźniem!

– A co mi zrobisz, jeśli nie odpowiem… rybko?

Zmrużyła oczy.

– Poświęcę całe życie, by znaleźć leże tych przeklętych krakenów tylko po to, by cię do niego wrzucić.

Potaknął z uznaniem.

– To rzeczywiście jest poświęcenie godne księżniczki Granatowych Rekinów. – Westchnął i spoważniał. – Niewiele wiemy – wyznał zrezygnowany. – Mamy tylko poszlaki. Ci, którzy przetrwali atak, wspominają, że widzieli „kogoś” w morzu lub nawet na samym cielsku bestii. Dochodzą też do nas słuchy o dziwnym zachowaniu innych morskich stworzeń. Brakuje nam pewności, czy to wszystko jest ze sobą powiązane.

Cordelia w zamyśleniu wróciła do torturowania kosmyka, ale gdy to sobie uświadomiła, pospiesznie opuściła rękę.

– Tak – mruknęła. – Tyle również zauważyliśmy. A co ty o tym sądzisz?

– Ja? Cóż, nie jestem odosobniony w przekonaniu, że stoi za tym jakiś morski ród, który albo dopiero powstał, albo wcześniej krył się w cieniu. Podejrzewam, że ktoś chce przejąć władzę na morzu. Nie do końca rozumiem, jaki ma w tym cel, skoro wciąż się nie ujawnił, ale… może czas nam to wyjaśni.

Jej brat James podzielał to zdanie. Ataki szkodziły wszystkim morskim rodom, ale to Rekiny nie miały gdzie skryć się przed zagrożeniami czyhającymi w głębinach. Ze znużeniem odchyliła głowę do tyłu i oparła ją o ścianę celi. Przymknęła oczy, zapominając, że powinna zachować czujność, przebywając w jednym pomieszczeniu ze swoim wrogiem. Ale przecież dzwonienie kajdan zaalarmowałoby ją o każdym ruchu więźnia.

*

Nickolasowi cisnęła się na usta uwaga, że Orły i Rekiny mogłyby połączyć siły przeciw wspólnemu wrogowi. Przecież z morskich rodów to właśnie oni mieli moce o najbardziej bojowym działaniu. Gdyby zawarli sojusz, zdominowaliby morze i pokonali tę tajemniczą siłę władającą krakenami i innymi bestiami. Gdyby zjednoczyli swoje floty, zamiast nieustannie wysyłać je przeciwko sobie… Ale milczał. Nie chciał, by Cordelii jego słowa wydały się nachalne. Zresztą moment nie wydawał się najlepszy. Wyglądała na przytłoczoną stratą kolejnego rekiniego statku i jego załogi.

Siedzieli w ciszy przerywanej leniwym trzeszczeniem otaczających ich desek. Kobieta zamknęła oczy, a on nie odrywał od niej spojrzenia. Jej męski mundur tak bardzo kontrastował z twarzą o delikatnych rysach i z gęstymi, czarnymi włosami opadającymi falami na ramiona. Nickolas wciąż nie mógł opędzić się od myśli, że los powinien doprowadzić do ich spotkania w zupełnie innym miejscu. Przecież była księżniczką, a on był synem suwerena. Nie pasowali do zatęchłej celi na sfatygowanym okręcie… A równocześnie ciasne wnętrze w jakiś sposób odgradzało ich od ciężaru pochodzenia, obowiązków i strat, które ponosili.

Po chwili również przymknął oczy. Zapadł zmierzch, a przez otwartą klapę w sklepieniu przedostawało się coraz mniej światła. Spodziewał się, że poczuje się niezręcznie w towarzystwie Cordelii, ale właściwie jej obecność mu nie przeszkadzała. Prawie zdążył przysnąć, gdy usłyszał skrzypienie desek. Uniósł powieki i zobaczył, że kobieta złapała już za drabinkę sznurową. Odwróciła się do niego na moment.

– Jutro powinniśmy dotrzeć na miejsce – powiedziała tylko cicho.

Pospiesznie wdrapała się na pokład i zamknęła klapę, pogrążając celę w niemal nieprzeniknionej ciemności. Nickolasowi pozostało ułożyć się wygodnie, a następnie zebrać siły przed wyzwaniami kolejnego dnia.

Rano obudził się ożywiony perspektywą spotkania z morską wiedźmą z rodu Meduzy, ale kolejne godziny mijały równie nużąco, co poprzednie.

– I siedzę tu, i nudzę się, hej, wiedźmo, pora wstać – zanucił pod nosem. – I powiedz, czy mój przodek z tą klątwą coś wspólnego miał. Bo jedna mała rybka tu zawiedzie bardzo się, jeśli moja krew niczego nie powie jej. I szkoda bardzo byłoby, gdyby ją wzięła złość… i gdyby w macki krakenów oddała mój ponury looos.

*

Cordelia niecierpliwie wyglądała brzegu wyspy, do której zmierzali. Gdy w końcu zobaczyła zarys lądu, zaczęła z jeszcze większym napięciem krążyć po pokładzie, jakby dzięki temu mieli płynąć szybciej. Gdy na moment stanęła przy burcie, dołączył do niej Edmund.

– Wciąż możemy wycofać się z tego planu, księżniczko – zagadnął ostrożnie. – Umowy z wiedźmami to nie jest coś, co pochwalałby książę James.

– A ja myślę, że mój brat pochwala wszystko, co może przybliżyć nas do złamania klątwy.

– Jestem tu, by cię chronić…

– Przecież ta kobieta nie rzuci mi się do gardła – przerwała mu. – Przynajmniej tak sądzę. A nawet jeśli spróbuje, potrafię się bronić.

Mężczyzna odetchnął, jakby próbował zmusić się do spokoju.

– Samo porwanie syna orlego suwerena to wystarczająco duże ryzyko… – podjął znowu.

– Jesteśmy w stanie wojny od pokoleń.

– Walka na morzu to co innego niż otwarta groźba wobec rodziny panującej.

– Przecież nawet nie muszę mu grozić, on chce współpracować.

Edmund zamilkł, lecz jego klatka piersiowa unosiła się gwałtownie, świadcząc o ukrywanych emocjach.

– Nic mi nie będzie – zapewniła podwładnego. – A Orła oddamy całego i zdrowego jego rodzinie. – Urwała na moment. – Chcę porozmawiać z tą wiedźmą sama. Nie wtrącaj się, proszę. Zostań z nami na pokładzie, ale pozwól mi działać.

– Jak sobie życzysz, księżniczko – zgodził się z westchnieniem.

Rozdział 2: Moc Meduzy

Zbliżał się już wieczór, kiedy Nickolas dosłyszał wreszcie dochodzące z pokładu odgłosy jakiegoś poruszenia. Powoli zaczęło zmierzchać, zanim dwóch marynarzy wywlekło go na górę. W półmroku zobaczył za burtą brzeg wyspy pokrytej bujną roślinnością. Na skraju plaży wyrastała wioska prostych chat, między którymi stali teraz mieszkańcy z zaciekawieniem odmalowanym na twarzach. Tymczasem na statek weszła właśnie kobieta w trochę bezkształtnym kapeluszu, z którego ronda spływały sznury koralików przywodzące na myśl ramiona stworzenia, od którego nazwę wziął jej ród. Cordelia uprzejmie powitała przybyłą na pokładzie, chociaż wydawała się trochę spięta. Nickolas zauważył, że brakuje większości załogi. Pewnie marynarzy wysłano do kubryku. Prócz jego dwóch strażników pozostało tylko paru ludzi towarzyszących oficerowi – ten z kolei trzymał się nieco z tyłu, lecz czujnie obserwował swoją księżniczkę.

– Dziękuję za przybycie mimo późnej pory – przemówiła Cordelia do Meduzy.

– To dobra pora – odparła tamta. – Gdzie jest ten Orzeł?

Choć Nickolas podszedłby samodzielnie, piraci pociągnęli go gwałtownie. Obca kobieta przyjrzała mu się uważnie zza zasłony z koralików. Poczuł się nieswojo. Po chwili ciszy odwróciła się ponownie do Cordelii.

– Odczytam historię zapisaną w jego krwi, tak jak prosiłaś, ale… w zamian chcę poznać również to, co kryje się w twojej krwi, księżniczko przeklętego rodu.

– Mojej? – Cordelia drgnęła niepewnie. – Po co?

– Bo jestem ciekawa. – Wiedźma uśmiechnęła się przebiegle. – Czy to wygórowana cena za moją przysługę?

Cordelia wahała się tylko przez moment, po czym skinęła głową.

– Zgoda.

Meduza z zadowolonym błyskiem w oczach wyszarpnęła z pochwy nóż o rękojeści ozdobionej takimi samymi koralikami jak te spływające z jej kapelusza. Na ten widok Nickolas zmusił się do zachowania spokoju. Stał nieruchomo, gdy wiedźma podeszła bliżej. Zdecydowanym ruchem złapała jego dłoń i odwróciła ją wnętrzem w swoją stronę. Przesunęła ostrzem po skórze. Kiedy wypłynęła wąska strużka krwi, przyłożyła do skaleczenia własne palce.

Nickolasa wciągnęła toń. Zimna, wręcz lodowata. Odbierała mu dech, mroziła serce. Słyszał szmery. Obrazy migotały mu przed oczami. Krew pulsowała w uszach.

Złapał kogoś za ramiona, kogoś bliskiego. Twarz wyglądała znajomo i obco jednocześnie.

– Nick! – zawołał. – Wysłuchaj mnie, proszę. To zbyt niebezpieczne, zapomnij o niej.

– Kocham ją.

– To nie jest kobieta, tylko orli demon! Nie rozumiesz tego?

– Demony to nie potwory. Olina mnie potrzebuje. I… ja jej potrzebuję.

Wir poniósł go jeszcze głębiej. Wszystko się rozmyło. Dusił się.

Nagle złapał życiodajny haust powietrza, klęcząc na twardych deskach pokładu. Serce biło mu szaleńczo. Piraci szarpnęli go w górę i postawili na nogach, chociaż z trudem utrzymywał równowagę.

– Nie znalazłam żadnego wspomnienia dotyczącego klątwy – oświadczyła Meduza spokojnie. – Ale zobaczyłam coś ciekawego.

– Co to było? – wydusił Nickolas.

– Ty mi powiedz. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Przecież to twój przodek.

Zmarszczył brwi. Znał historię rodziny. Takie samo jak on imię nosił brat jego pradziadka – suwerena z czasów, gdy została rzucona klątwa. Więc brat suwerena zakochał się w… demonie? Nie mógł zebrać myśli, by zrozumieć, co z tego wynikało. Jak to w ogóle było możliwe? Słyszał legendy o demonach i o tym, że potrafią przybrać ludzką postać. W tawernach powtarzano opowieści o morskich pannach panujących nad sercami żeglarzy, wciągających ich do zimnej głębiny, lecz nigdy nie sądził, by w tych historiach kryło się coś więcej niż ludzka fantazja.

– Co widziałeś? – ponagliła go rozgorączkowana Cordelia.

– Sam nie wiem – wymamrotał. – Mój pradziadek rozmawiał ze swoim bratem o… o jakimś demonie.

– Jakim demonie? Jakiego rodzaju?

– O Perłowym Orle… Chyba.

– Mówili coś o klątwie?

– Nie.

Przykro mu było patrzeć na zawód w oczach księżniczki, ale ta zaraz znów się ożywiła.

– Do rzucenia klątwy potrzeba potężnej mocy. Może to była moc demona? Może twój pradziadek przekonał tego demona, by rzucił klątwę?

Nickolas bezradnie wzruszył ramionami. Nie potrafił jej odpowiedzieć. Nie odzyskał jeszcze pełnej jasności umysłu, lecz przynajmniej stał już pewnie, bez obawy, że nogi zaraz odmówią mu posłuszeństwa. Musiał spokojnie przemyśleć to, co ujrzał w wizji ukrytej w jego własnej krwi.

Cordelia wciąż jeszcze próbowała wywnioskować COKOLWIEK ze skrawków potencjalnie bezużytecznych informacji, gdy wiedźma wyciągnęła do niej rękę w niemym żądaniu. Chociaż księżniczka zesztywniała, zgodnie z wcześniejszą umową podała Meduzie swoją dłoń. Nickolasa ogarnął dziwny chłód na widok strużki krwi spływającej po skórze Cordelii. Kiedy wiedźma zakryła skaleczenie swoimi palcami, mężczyzna odniósł wrażenie, jakby samo morze zrobiło się niespokojne, jakby fale przybrały na sile. Musiało mu się wydawać. Obserwował, jak księżniczka oddychała płytko z powiekami zaciśniętymi z bólu. Drżała coraz mocniej. Gwałtownie wypuszczona z uścisku wiedźmy, osunęła się na kolana podobnie jak wcześniej Nickolas.

Kątem oka zobaczył, że oficer wykonał krok, jakby chciał podejść bliżej. Ostatecznie został na swoim miejscu, szczególnie że Cordelia po chwili zdołała chwiejnie wstać.

– A to doprawdy fascynujące – skomentowała wiedźma pod nosem, chowając ostrze. – Godna zapłata.

– Co to było? – zwróciła się do niej Cordelia z naciskiem, zapewne nieświadomie powtarzając wcześniejsze słowa Nickolasa. – Nie rozumiem…

Usta Meduzy znów rozciągnęły się w przebiegłym uśmiechu, który nie wróżył niczego dobrego.

– Czy dowiedziałaś się czegoś o klątwie? – drążyła księżniczka. – Coś o moim rodzie?

– Ależ ty nie masz rodu – odparła tamta prześmiewczo uprzejmym tonem. – Ludzie, których uważasz za rodzinę, nie są twoją rodziną. Przygarnęli cię, gdy byłaś mała. Nie należysz do rodu Granatowego Rekina.

– Jak śmiesz?! – warknęła Cordelia, chociaż głos lekko jej zadrżał.

Uniosła rękę, a za burtą uniosła się kula wody świadcząca o charakterystycznej mocy. Wiedźma zerknęła niespiesznie na ten pokaz, zanim spojrzała ponownie na księżniczkę. Wyglądała, jakby doskonale się bawiła, siejąc zamęt wśród obecnych.

– Nie jesteś z rodu Granatowego Rekina. Ty JESTEŚ Granatowym Rekinem – oświadczyła dobitnie, a kula wody podtrzymywana wcześniej przez Cordelię z pluskiem spadła do morza. – Jesteś demonem ukrywającym się w ludzkim ciele.

Księżniczka zastygła z wyrazem szoku malującym się na bladej twarzy. W tej samej chwili chmury rozproszyły się na nocnym niebie, odsłaniając księżyc w pełni. Jasna tarcza odbiła się w szeroko otwartych oczach kobiety, a po jej włosach przebiegło granatowe lśnienie. Przez mgnienie oka wydawało się, że w ustach błysnęły drapieżne kły. Nickolas nie miał pojęcia, czy był to jakiś dowód, czy może zwykłe złudzenie podyktowane rewelacjami wygłoszonymi przez wiedźmę. Wiedział tylko, że to wystarczyło, by przekonać przesądnych piratów.

Jeden z tych, którzy mieli go pilnować, rzucił się na swoją księżniczkę z odsłoniętym ostrzem. Nickolas instynktownie uniósł ręce, a silny powiew cisnął piratem aż na przeciwległą burtę. Drugi marynarz okazał się wolniejszy. Dopiero wyciągnął kordelas, gdy Nickolas kopnął go pod kolanem i tym celnym ciosem powalił na deski. Zanim Nickolas zdążył się obejrzeć, pochłonęło go morze. Szarpnął się panicznie, ale ciężkie kajdany ciągnęły go w dół… Dopiero moment później uświadomił sobie, że opadł na drewniany pokład, a nie na morskie dno. Poprzez taflę słonej wody dostrzegł rekiniego oficera. Ten jedną ręką podtrzymywał kulę wody, w której uwięził Orła, a koniec szpady przyłożył do szyi Cordelii. Kobieta spojrzała wstrząśnięta na własnego oficera. Chociaż coś powiedziała, Nickolas nie zdołał zrozumieć słów. Usiłował wydostać się z bańki wody, lecz dziwny prąd nieubłaganie pchał go w sam środek. Brakowało mu powietrza. Wszystko stawało się coraz ciemniejsze, odleglejsze. Ostatnimi siłami napędzanymi determinacją walczył z mocą Rekina…

– ZOSTAW GO!

Przez wodę przebił się nienaturalnie wibrujący głos Cordelii. Bańka pękła i pokryła pokład wodą. Nickolas upadł na deski, spazmatycznie łapiąc oddech. Jeszcze zanim doszedł do siebie, złapało go znów dwóch piratów, a trzeci przyłożył mu ostrze do gardła. Kiedy mężczyzna podniósł wzrok, zobaczył oficera wpatrującego się w swoją księżniczkę z mieszaniną szoku i lęku. Nie odsunął od niej broni.

– Co ty wyprawiasz? – warknęła z irytacją, chociaż z drżenia jej ciała dało się wyczytać roztrzęsienie.

– To już wykracza poza moje kompetencje. Niech książę James zdecyduje, co z tobą zrobić.

Copyright

Milość, klątwa i krakeny

Copyright © Anna Gersten

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-710-1

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl