Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
16 osób interesuje się tą książką
Najsilniejsze uczucia nie krzyczą. Rozkwitają w ciszy.
Aleksandra chce uciec od bolesnej przeszłości, dlatego porzuca dotychczasowe życie i przeprowadza się do niewielkiego miasteczka. Wierzy, że właśnie tam odzyska spokój i odnajdzie siebie.
Gdy świat spowija jesienna aura, los stawia na jej drodze Michała. To, co zaczyna się od przypadkowego spotkania, powoli przeradza się w uczucie budowane na czułych gestach, szczerych rozmowach i zaufaniu. Przy Michale Aleksandra po raz pierwszy od dawna ośmiela się myśleć, że szczęście może jeszcze zapukać do jej drzwi.
Ich spokój burzy jednak pojawienie się Leny – kobiety gotowej posunąć się do wszystkiego, by zniszczyć to, co ich połączyło.
Kłamstwa, niedopowiedzenia i cienie przeszłości wystawią ich miłość na najtrudniejszą próbę i zmuszą do walki o uczucie. Czasem bowiem wystarczy jeden szept, by zasiać zwątpienie… i jedno westchnienie, by przypomnieć sobie, co jest naprawdę istotne.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 354
Rok wydania: 2022
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Agata Mazur-Musz
Między szeptem a westchnieniem
Książkę dedykuję pamięci mojego Taty –
z miłością i wdzięcznością za wszystko,
czego mnie nauczył i kim dzięki Niemu jestem.
Mojemu Mężowi – za cierpliwość w chwilach,
gdy bez reszty pochłaniało mnie pisanie,
za wyrozumiałość i za wszystkie miejsca,
w które mnie zabierał, a które stały się inspiracją
tej książki.
Miłość zaczyna się tam, gdzie szept splata się z westchnieniem, w przestrzeni między słowami, których boimy się wypowiedzieć na głos, a uczuciami, których nie potrafimy już ukryć. To w chwilach zawahania między oddechem a dotykiem rozgrywa się najprawdziwsza historia, cicha, lecz pełna nieoczekiwanych zawirowań. Czasami to nie głośne wyznania, lecz delikatne drżenie dłoni, ukradkowe spojrzenia oraz cisza wypełniona tęsknotą mówią najwięcej o tym, co jest w nas najprawdziwsze. W tych momentach milczenie jest głośniejsze niż słowa, a to, co nie zostało wypowiedziane, staje się bardziej zrozumiałe niż jakiekolwiek wyjaśnienie.
*
Ciężkie krople deszczu bębniły w dach samochodu jak serce, które wciąż nie potrafiło się uspokoić. Krople spływały po szybie, a światła latarni rozmazywały się na niej jak wspomnienia, których nie da się wymazać, ale można nauczyć się z nimi żyć. Aleksandra ściskała kierownicę tak mocno, jakby to była jedyna rzecz, która utrzymywała ją jeszcze na powierzchni. Wsłuchiwała się w rytmiczny i monotonny stukot wycieraczek, jakby to nie był dźwięk maszyny, ale puls nowego początku, który właśnie budził się w niej do życia.
Była zmęczona drogą, walką i udawaniem, że wszystko jest w porządku, ale to zmęczenie niosło za sobą coś innego niż zwykle. W tym zmęczeniu kryła się cisza. Cisza bez krzyku, bez strachu i bez śladów po tamtych dłoniach, które kiedyś sięgały zbyt daleko. Po raz pierwszy od miesięcy oddychała pełną piersią. Nowe miasto, nowe życie i przede wszystkim nowa ona. Czuła to w każdej komórce swojego ciała, jakby budziła się po długim, bolesnym śnie. Każdy oddech był aktem odwagi, a każde uderzenie serca – nową obietnicą. Stawiała ostrożne kroki na mokrych ulicach miasteczka, ale w tej ostrożności nie było już ucieczki, tylko nadzieja. Miała prawo do ciszy i spokoju oraz do tego, by nikt nigdy więcej nie decydował o niej za nią. Tutaj, wśród nieznajomych twarzy, miała się narodzić na nowo i tu miała poczuć się wolna. Zostawiła za sobą wszystko: dom, znajomych oraz uliczki, którymi kiedyś spacerowała. To miasto, w którym teraz się znajdowała, miało być miejscem, gdzie w końcu przestanie oglądać się za siebie i zacznie żyć bez strachu. Tylko że ten nie znikał tak łatwo. Tkwił głęboko w niej, wplótł się w jej myśli i w odruchy. Nadal nerwowo się rozglądała, unikając kontaktu wzrokowego z obcymi. Gdy wieczorem wracała do mieszkania, odruchowo ściskała klucze w dłoni, tak jakby mogły one stanowić broń. To nie miało sensu, przecież nikt jej tu nie znał. Była anonimowa i bezpieczna, a jednak lęk jej nie opuszczał.
Gdy tylko przekroczyła próg nowego biura, coś w niej pękło i jednocześnie złożyło się na nowo. Podjęła nieodwołalną decyzję, że będzie pracować więcej, szybciej i lepiej, że nie pozwoli sobie na słabość, na chwilę zawahania ani na to, by myśli uciekły w stronę wspomnień, które paliły ją od środka. Praca była jedynym, co jeszcze mogła kontrolować. Trzymała się jej kurczowo jak tratwy na wzburzonym morzu. Zanurzała się w powierzone jej zadania tak głęboko, jakby od tego zależało jej przetrwanie. Każda wolna chwila była ściśle wypełniona projektami, analizami oraz spotkaniami, które przedłużały się do późnych godzin. Wieczory również spędzała w biurze, które z czasem stało się jej drugim domem – chłodnym i sterylnym, ale bezpiecznym. Aleksandra zostawała tam do późna, dopracowując raporty, poprawiając drobne szczegóły, które innym umykały. A nocą… Nocą nie przychodził sen, tylko przeszywające zmęczenie, które nie przynosiło ulgi, ale też nie bolało tak jak to, co próbowała zostawić za sobą.
A miłość? Nie szukała miłości, właściwie nie wierzyła, że mogłaby ją jeszcze znaleźć. Zbyt długo żyła w przekonaniu, że miłość może być pułapką, więzieniem, które z czasem odbiera oddech. Na własnej skórze przekonała się jak łatwo słowa „kocham cię” mogą przeobrazić się w szept pełen groźby. A jednak los miał wobec niej inne plany. Nie wiedziała jeszcze, że w tym mieście będzie czekał na nią ktoś, kto pomoże jej uwierzyć, że miłość nie zawsze oznacza ból, że nie każdy dotyk pozostawia blizny, że czasem wystarczy jedno spojrzenie, jedno przypadkowe spotkanie, by serce zaczęło bić inaczej, że pewnego dnia szept, który dotąd budził lęk, stanie się najczulszą melodią, a westchnienie, które było oznaką ulgi po koszmarze, zmieni się w coś więcej – w obietnicę czegoś nowego.
Aleksandra stała przy oknie swojego nowego mieszkania, wpatrując się w panoramę miasta. Było ono niewielkie i zupełnie dla niej nowe, by nie wiązały się z nim żadne wspomnienia. Czuła się, jakby stawiała pierwsze kroki na nieznanym terytorium. Wschodzący poranek był dość pochmurny i dokładnie odzwierciedlał jej nastrój. Od kiedy przyjechała, każdy dzień był pełen drobnych wyzwań – nowe miejsce, nowi ludzie i nowe obowiązki. Wraz z upływającym czasem coraz bardziej przyzwyczajała się do tego miasteczka, aby było jej łatwiej, dużo uciekała w pracę, w zajęcia na siłowni oraz w codzienną rutynę, nie pozwalając sobie na chwilę wytchnienia czy refleksję. Wiedziała, że potrzebuje czasu, by zacząć nowy rozdział, ale także zdawała sobie sprawę, że nie może sobie pozwolić na zbędne opóźnienia w obowiązkach. To miasto miało być jej ucieczką, ale także szansą na zbudowanie nowego życia.
Była gotowa, by zacząć kolejny dzień. W rękach trzymała właśnie filiżankę z gorącą kawą. Zapach świeżo parzonego napoju otulał jej zmysły, pozwalając na małą chwilę zapomnienia. To był moment, który pozwalał jej poczuć, że ma kontrolę nad swoim życiem, nawet jeśli tylko przez te kilka minut.
Każdy dzień w nowej pracy wiązał się z pewnym stresem, który codziennie rano ściskał jej żołądek. Aleksandra ubrała się w elegancki, ale stonowany strój. Założyła ciemną marynarkę, białą bluzkę i granatowe spodnie. Była już spóźniona, jednak zanim ruszyła do pracy, spojrzała jeszcze w lustro. Nie mogła się nie uśmiechnąć. Mimo że jej życie było skomplikowane, to wciąż miała w sobie coś, co nie pozwalało jej się poddać, a na pewno nie dzisiaj i nie teraz.
Miasto wydawało się jeszcze śpiące, przynajmniej w tej części, którą Aleksandra mijała o świcie. Wysokie kamienice wtulone w siebie, stare latarnie, chodniki wciąż wilgotne po nocnym deszczu. Lubiła ten moment, zanim ulice wypełniły się hałasem rozmów, klaksonami samochodów i pośpiechem ludzi. W tej porannej ciszy było coś niemal intymnego, coś, co pozwalało jej zaznać spokoju, nim zacznie się kolejny dzień pełen pośpiechu.
Owinęła się szczelniej płaszczem i przyśpieszyła nieco kroku.
Jej biuro mieściło się na siódmym piętrze, więc Aleksandra wsiadła do windy, poprawiła włosy i wcisnęła odpowiedni numer. Wewnątrz był też Nikodem. Pracował w firmie od dłuższego czasu, dobrze znał się z jej nowymi koleżankami z pracy – Karoliną i Anną. Był jednym z tych ludzi, którzy sprawiali wrażenie idealnie zorganizowanych, a nawet wręcz bezbłędnych. Jego ciemne oczy miały w sobie coś tajemniczego, jakby skrywały jakieś tajemnice.
– Dzień dobry, Aleksandro – powiedział, uśmiechając się delikatnie.
– Dzień dobry, Nikodem – odpowiedziała, czując lekki dyskomfort w jego towarzystwie.
Coś w jego sposobie bycia sprawiało, że trudno było nie czuć presji.
– Jesteś gotowa na dzisiejszy dzień? Praca nad projektem, jak to zwykle bywa, pochłonie nas pewnie do końca tygodnia – stwierdził, a jego ton był spokojny i wyważony.
– Tak, pewnie, chciałabym, żeby wszystko poszło sprawnie – odpowiedziała, niechcący spoglądając w jego oczy. – A ty? Masz już plan na dzisiaj?
– Oczywiście, będziemy działać zgodnie z harmonogramem – powiedział, po czym z lekkim uśmiechem dodał: – I oczywiście liczę na współpracę z tobą, zauważyłem, że masz dobre pomysły.
Aleksandra poczuła, że przypadkiem wpadła w pułapkę. Czuła się nieco zestresowana tym, jak mówił i jak na nią patrzył. Wiedziała, że z Nikodemem będzie musiała poradzić sobie w inny sposób niż z resztą kolegów. Gdy już dotarła na odpowiednie piętro, od razu ruszyła do swojego biurka, gdzie czekały na nią kolejne zadania. Karolina, pierwsza osoba, którą poznała w tej firmie, podeszła do niej z uśmiechem na twarzy.
– Jak tam nowy dzień w pracy? Jak się czujesz? – zapytała, siadając obok niej.– Nie martw się, będzie w porządku, będziesz miała nasze wsparcie.
– Mam nadzieję, że tak będzie – odpowiedziała Aleksandra, spoglądając na ekran komputera. – Jestem trochę zestresowana tym projektem, ale damy radę. A ty jak tam?
– W porządku, jak zawsze. – Karolina uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – Czekamy na decyzję dotyczącą współpracy z firmą Michała. To będzie kluczowe.
– Michał? – zapytała zaskoczona Aleksandra.
– Tak, to ten facet, który będzie prowadził naszą współpracę z zewnętrzną firmą. – Karolina mrugnęła, jakby mówiła o kimś znajomym. – Będzie ciekawie, nie znamy go z Anną zbyt dobrze, ale podobno jest bardzo profesjonalny.
W tym momencie Aleksandra poczuła, że w jej głowie zapanował chaos. Nie była pewna, co miała na myśli Karolina, mówiąc, że będzie ciekawie, ale to imię wstrząsnęło czymś głęboko w jej wnętrzu. Coś jej podpowiadało, że Michał nie będzie tylko kolejnym przedstawicielem firmy, z którym trzeba będzie współpracować. Pojawiła się w niej niepewność, ale w tej chwili jeszcze nie wiedziała dlaczego.
– Wiesz co, Karolina? Mam nadzieję, że to będzie dobry dzień – wykrztusiła, czując jakieś dziwne napięcie.
Kilka godzin później Aleksandra postanowiła wyjść na chwilę na zewnątrz, by trochę ochłonąć od nadmiaru pracy. Kiedy schodziła po schodach, jej myśli krążyły gdzieś daleko. Nie spodziewała się nikogo na zakręcie i nie przewidziała, że jedno przypadkowe zderzenie zmieni cały rytm tego dnia. To się stało nagle, lekkie zderzenie, lecz wystarczające, by na moment stracić równowagę. Aleksandra zamarła. Podniosła wzrok i wtedy ich spojrzenia się spotkały.
Mężczyzna o ciemnych oczach i głębokim, intensywnym jak nocne niebo spojrzeniu wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę, jakby próbował uchwycić coś ulotnego, jakby chciał odczytać historię zapisaną w jej źrenicach. Aleksandra nie mogła się ruszyć. Czas jakby zwolnił, a ona zadrżała, czując, jak fala ciepła rozchodzi się po jej ciele – niespodziewana, przyjemna, lecz trochę niepokojąca. Poczuła, że jej oddech przyspieszył, a serce zabiło odrobinę za szybko. Z jego oczu biła siła, ale nie była to siła dominacji, a raczej siła spokoju i przenikliwości, coś, co zmuszało do odsłonięcia najgłębszych warstw samej siebie.
– Przepraszam – wydusiła w końcu cicho i niepewnie, jakby obawiała się, że wypowiadając te słowa, zniszczy ten kruchy moment, który właśnie trwał.
Uśmiechnął się ledwo zauważalnie i skinął głową, nie spuszczając z niej wzroku.
– Nic się nie stało – odpowiedział.
Jego głos był niski, miękki i niepokojąco znajomy, jakby znała go od zawsze. I właśnie wtedy, zanim znów odwróciła wzrok, zrozumiała, że to spotkanie nie jest przypadkiem, nie dla niej.
On wciąż na nią patrzył – bez nachalności, bez pośpiechu, tak jakby czas naprawdę się zatrzymał. Nie znała go, a jednak miała wrażenie, że gdzieś wcześniej poczuła już ten wzrok na sobie.
– Jestem Michał – przedstawił się, wyciągając do niej dłoń.
– Aleksandra – odpowiedziała cicho, czując, jak jej serce zaczyna bić jeszcze szybciej.
– Nie znamy się, ale chyba będziemy współpracować. Miło cię poznać. – Jego słowa brzmiały spokojnie, ale Aleksandra wyczuwała w nich coś głębszego.
Ich spojrzenia znów się spotkały, jednak Aleksandra szybko odwróciła wzrok. Nie była gotowa na kolejny tak intymny kontakt. Coś w tym mężczyźnie sprawiło, że w jej sercu pojawił się niepokój. Nie chciała tego przyznać przed samą sobą, ale wiedziała, że będzie musiała się z tym zmierzyć. To było ich pierwsze spotkanie, a jeśli był „tym Michałem”, o którym wspominała Karolina, to miało nie być ono ostatnim.
Siedząc przy swoim biurku, nie mogła przestać wracać myślami do tego mężczyzny. Było to tylko przypadkowe zderzenie, a jednak czuła, jakby przez ten krótki moment coś się zmieniło.
Michał. Jego oczy, intensywne i przenikliwe, śledziły ją przez chwilę z takim zainteresowaniem, że poczuła się nieswojo. Chciała się odwrócić, ale nie potrafiła. Jego obecność miała w sobie coś magnetycznego, coś, czego nie mogła zignorować. Nie wiedziała, czy to za sprawą jej wyobraźni, ale czuła, że coś między nimi zaiskrzyło. Coś w jego spojrzeniu nie było zwyczajne. To nie był jedynie grzeczny formalny kontakt dwóch osób, które miały współpracować. W jego oczach dostrzegła coś większego, może zainteresowanie, a może coś, co tak usilnie próbowała od siebie odsunąć – niechciane, zbyt intensywne uczucie.
Na chwilę oderwała się od tych myśli, zagłębiając się w swoje obowiązki. Jednak to tylko wzmocniło poczucie niepokoju. Olka, nie jesteś na to gotowa – powtarzała sobie w myślach. Była świeżo po traumatycznym rozstaniu i nie szukała nikogo, kto mógłby wywołać u niej takie emocje. Miała zacząć życie na nowo, odbudować siebie i przede wszystkim nie angażować się w żaden nowy związek. Zdecydowała się nie reagować na te odczucia.
Po kilku godzinach pracy, w porze lunchu Aleksandra postanowiła wyjść na spacer. Miała nadzieję, że świeże powietrze pomoże jej wyciszyć myśli. Była to jej mała ucieczka przed zgiełkiem, jej sposób na odreagowanie stresu. Wzięła głęboki wdech i poczuła na twarzy lekki chłód wiosennego wiatru. Zatrzymała się przy ławce w parku, to była jej przestrzeń, w tej chwili czuła się wolna, jakby dookoła nie było niczego, co mogłoby ją zatrzymać. Oddała się myślom o tym, jak ważne jest dla niej, by zbudować życie, które nie będzie już zależało od przeszłości, ale też takie, które o tej przeszłości pozwoli zapomnieć. Gdy zamknęła oczy, by zanurzyć się w tej błogiej chwili, usłyszała cichy, ale wyraźny dźwięk kroków. Zaskoczona, otworzyła oczy i spojrzała w stronę, z której dochodziły. Michał stał kilka metrów od niej, wpatrując się w nią w milczeniu. Nie wiedziała co powiedzieć, a w jej umyśle zapanował dziwny chaos.
– Nie spodziewałem się cię tu spotkać – powiedział cicho, jakby wyczuwając jej zakłopotanie.
– Ja ciebie też nie – odpowiedziała, uśmiechając się lekko, choć w jej głosie dało się słyszeć niepewność.
– Możemy usiąść? – zapytał, wskazując na wolną ławkę obok.
Aleksandra skinęła głową, zgadzając się. Siedzieli przez chwilę w milczeniu, każde z nich szukało odpowiednich słów.
– Wiesz… – Spojrzał na nią tak intensywnie, że poczuła, jak jej serce przyspiesza.
– Jestem nowy w tej firmie, ale mam już pewne doświadczenie. Cieszę się, że będziemy współpracować. Myślę, że razem możemy stworzyć coś naprawdę dobrego.
– Mam nadzieję – odpowiedziała, czując, jak jej serce bije szybciej. – To sporo odpowiedzialności, więc będziemy musieli się dobrze zorganizować.
– To chyba twoja specjalność – powiedział z uśmiechem, którego nie potrafiła zinterpretować. – Widzę w twoich oczach coś, co mówi mi, że masz nie tylko talent, ale też siłę, by osiągnąć wyznaczone cele.
Aleksandra poczuła, że jej serce zatrzymało się na chwilę. Jego słowa i sposób, w jaki na nią patrzył, sprawiły, że miała wrażenie, jakby mówił o czymś więcej niż tylko o pracy. O czymś, co nie miało nic wspólnego z projektem.
– Nie wiem, o czym mówisz – odpowiedziała, starając się zachować dystans. – Jestem tu po to, by pracować, chcę zrobić to, co do mnie należy.
– Oczywiście – odparł, ale jego spojrzenie się nie zmieniło. – Ale czasami praca to coś więcej, to wyzwanie… Przynajmniej ja tak to widzę, z czasem się przekonasz.
Ola nie wiedziała, co odpowiedzieć. To brzmiało jak zaproszenie do czegoś, czego nie była gotowa przyjąć. A jednak czuła, że nie może tego zignorować.
Dzień w pracy zbliżał się ku końcowi. Aleksandra miała wrażenie, że nie potrafi skupić się na swoich zadaniach, obecność Michała w jej myślach była zbyt silna, wręcz przytłaczająca. Wieczorem, kiedy wracała do mieszkania, czuła, jakby coś w niej się zmieniało. Ten niepokój nie był tylko wynikiem spotkania z Michałem, to było coś głębszego, coś, czego nie potrafiła zrozumieć.
Na jej horyzoncie pojawił się nowy cel. Nowy projekt, który miał zmienić wszystko. Jednak w tej chwili, patrząc na miasto przez okno swojego mieszkania, wiedziała, że to była jednocześnie jej własna historia, którą dopiero zaczynała pisać i która z każdym dniem stawała się coraz bardziej skomplikowana.
*
Dzień rozpoczął się od nieoczekiwanego spotkania. Aleksandra wchodziła do biura pogrążona w myślach, kiedy nagle usłyszała swoje imię.
– Aleksandro, potrzebuję cię na chwilę w moim biurze. – Dyrektor Krzysztof Buczyński stał w drzwiach swojego gabinetu. Jego ton był stanowczy. – Mamy coś do omówienia.
Olka zmrużyła oczy, starając się uspokoić nerwy. Może to tylko jakieś rutynowe zadanie? Zawsze była sumienna w swojej pracy, więc nie miała powodów do obaw. Jednak serce biło jej szybciej, a ona nie mogła pozbyć się wrażenia, że to spotkanie ma większe znaczenie. Po chwili siedziała już naprzeciwko Krzysztofa, który patrzył na nią z powagą, ale i z delikatnym uśmiechem.
– Aleksandro, mam dla ciebie propozycję, która z pewnością cię zainteresuje – zaczął. – Jest to duży projekt i chciałbym, abyś go poprowadziła. Oczywiście będziesz miała wsparcie. Nasz zespół będzie współpracował z inną firmą, która dostarczy nam niezbędne technologie, a głównym przedstawicielem tej firmy będzie Michał Tarczyński.
Aleksandra poczuła, jak jej serce przyspiesza jeszcze bardziej. Nie spodziewała się, że to on będzie głównym partnerem w tym projekcie.
– Michał? Znam go – odpowiedziała ostrożnie, starając się zachować zimną krew. – Przypadkowo spotkaliśmy się wczoraj na schodach i w parku.
Krzysztof skinął głową, zdając się nie zauważyć napięcia w jej głosie.
– To świetnie, Aleksandro, rozmawiałem z nim, myślę, że to będzie owocna współpraca. Chciałbym, żebyś zaczęła działać przy tym projekcie od razu. Za kilka dni odbędzie się spotkanie organizacyjne, więc bądź gotowa.
Ola opuściła gabinet Krzysztofa z mieszanymi uczuciami. Na zewnątrz wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, ale w jej umyśle zaczęły się kotłować wątpliwości. Jak miała pracować z Michałem, skoro ten z każdym dniem stawał się coraz bardziej obecny w jej myślach? Zdecydowała się skoncentrować na projekcie i traktować go jak coś, czym może się zająć na sto procent. Praca zawsze była jej schronieniem, miejscem, w którym czuła się silna.
Tego samego dnia podczas przerwy na lunch Ola spotkała się z Karoliną, Anną i Nikodemem w pobliskiej kawiarni, do której często zaglądali. Było to ich miejsce – z oknami wychodzącymi na ruchliwą ulicę, miękkimi kanapami i unoszącym się w powietrzu znajomym aromatem świeżo mielonej kawy. Siadali zawsze przy tym samym stoliku w rogu, gdzie było najciszej. Tego dnia słońce przedzierało się przez delikatnie zaparowane szyby, ale mimo wiosennego światła atmosfera przy stoliku była cięższa niż zwykle. Zazwyczaj w takich chwilach śmiali się bez opamiętania z absurdów codziennej pracy, rzucali anegdotami i droczyli się ze sobą. Czasami przynosili ze sobą nowe historie z życia biurowego, które potem jeszcze długo krążyły między nimi w formie żartów. Tym razem jednak rozmowa nie kleiła się tak jak zwykle. Nikodem co prawda rzucił kilka luźnych komentarzy, próbując podtrzymać atmosferę, ale nawet on, zwykle niezawodny w roli biurowego klauna, zamilkł, kiedy zauważył, że coś jest nie tak jak zwykle. Karolina, siedząc naprzeciwko Oli, przyglądała się jej uważnie. Widziała, jak koleżanka nerwowo bawi się łyżeczką, obracając ją bez celu w palcach. Jej spojrzenie było nieobecne, jakby myślami wybiegła gdzieś daleko stąd. Czoło miała lekko zmarszczone, a usta zaciśnięte. To nie była ta sama Ola, która jeszcze kilka dni temu śmiała się do łez z żartu Nikodema o automacie z kawą.
– Ola?– odezwała się cicho Karolina, nachylając się lekko nad stolikiem. Jej głos był ciepły, ale dało się w nim słyszeć nutę niepokoju. – Wszystko w porządku? – zapytała, marszcząc brwi. – Jest coś, co cię trapi?
Aleksandra poderwała wzrok, jakby właśnie wyrwano ją z głębokiego zamyślenia. Przez ułamek sekundy na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju zaskoczenia, jak gdyby zapomniała, że nie jest sama. Spojrzała na Karolinę, a potem na pozostałych – Annę, która właśnie przestała mieszać herbatę, i Nikodema, który opierał łokcie o stół, wyraźnie zaciekawiony. Zapanowała cisza, a Ola westchnęła i spuściła wzrok z powrotem na filiżankę, niepewna, czy powinna coś powiedzieć, ale z drugiej strony byli jej przyjaciółmi, a ona nie miała niczego do ukrycia.
– Znalazłam się w trudnej sytuacji. Projekt, który będę prowadzić, obejmuje współpracę z inną firmą. Wiecie, kto jest ich przedstawicielem?
Karolina spojrzała na nią z zaciekawieniem.
– Tak, to Michał, znamy się z pracy. Jest naprawdę kompetentny. Nie ma się czego obawiać, Ola, to dobry partner i profesjonalista. Szczerze mówiąc, to on bardzo się wyróżnia w naszej branży.
– Wiem, że jest profesjonalistą. Problem w tym, że kiedy go spotkałam, poczułam coś, czego nie chciałam poczuć – odpowiedziała Aleksandra, przygryzając wargę. – To nie powinno się wydarzyć, nie mogę pozwolić, żeby emocje miały na mnie wpływ.
Karolina spojrzała na nią z powagą, a po chwili powiedziała:
– Rozumiem, ale nie możesz się od niego odgradzać, Olka! To nie jest tylko kwestia emocji, zanim będziesz w stanie podjąć z nim owocną współpracę, musisz po prostu zwyczajnie z nim rozmawiać, bez niepotrzebnego dystansu.
– Chciałabym, żeby to było takie proste – odpowiedziała, starając się zignorować pulsujące w jej piersi napięcie.
Aleksandra próbowała wrócić do normalności, ale Michał nie opuszczał jej myśli. Każde spotkanie z nim i wymienione słowo sprawiały, że robiło jej się coraz bardziej ciężko. Mimo iż starała się kontrolować sytuację, czuła, jak z dnia na dzień zaczyna tracić grunt pod nogami.
Wieczorem postanowiła udać się na krótki spacer, by oderwać się od pracy. Wchodząc do swojej ulubionej kawiarni, poczuła ulgę. Wnętrze pachniało cynamonem i szarlotką, delikatna muzyka sączyła się z głośników, a światło lamp rozlewało się złotą mgłą po rustykalnych stołach. Czasami wystarczył tylko jeden wieczór, by na chwilę zapomnieć o wszystkim.
Okazało się, że jej znajomi też tam byli. Karolina niemalże od razu ją zauważyła i do niej podeszła.
– Cześć, siadaj, zamówiłam naszą ulubioną kawę. Jak ci minął dzień?
Aleksandra usiadła, ale zamiast odpowiedzieć od razu, spojrzała w głąb kawiarni. W jej głowie krążyły myśli o Michale, o projekcie, o pracy. Czuła się jak w wirze. Wszystko stawało się coraz bardziej zamieszane.
– Dziś było intensywnie – odpowiedziała w końcu, starając się przyjąć lekki ton – ale jakoś dałam radę.
Karolina spojrzała na nią z troską, ale nic więcej nie mówiła. Czasami wystarczyło po prostu być przy kimś, by poczuł, że nie jest sam.
W ciągu kilku następnych dni Ola nie miała chwili spokoju. Michał stawał się coraz bardziej obecny w jej życiu zawodowym, co zaczęło się odbijać na jej życiu osobistym. Z każdym spotkaniem napięcie rosło. Czuła, jak w sercu pojawia się sprzeczność – z jednej strony potrzeba bycia blisko niego, z drugiej zaś silne pragnienie, aby trzymać go na dystans. I choć Michał zdawał się nie zauważać jej wewnętrznych rozterek, Aleksandra wiedziała, że nie będzie w stanie długo udawać, iż to wszystko jest tylko pracą.
Czy to miało oznaczać początek czegoś więcej, czy raczej koniec jej nadziei na spokojne życie? Odpowiedzi na te pytania były nieuchwytne i to właśnie one trzymały ją w nieustannym napięciu.
– Nie mogę uwierzyć, że naprawdę dostałaś ten projekt! Krzysztof musiał być pod wrażeniem – zaczęła Karolina.
– Nie wiem, czy się cieszyć, czy bać. Michał będzie blisko, a ja nie potrafię go zignorować.
– Olka, serio? Gość wygląda jak z reklamy perfum, ale przecież to tylko współpraca, dasz radę – dodał Nikodem z przekąsem.
– Chyba że to reklama perfum z dopiskiem „nieodwracalne skutki uboczne” – dodała Anna, uśmiechając się i szczerząc przy tym zęby.
– A może nie próbuj go ignorować? Zaryzykuj. Przecież uciekłaś od przeszłości, żeby zacząć od nowa. Może to właśnie jest ten nowy początek?
Aleksandra spojrzała przez okno. Za szybą przemykały postaci w płaszczach, a światła aut odbijały się w kałużach jak barwne iskry.
– Nie chcę znowu być słaba – powiedziała cicho.
– Bycie słabym to nie to samo co zakochiwanie się. Wybieraj, komu dajesz dostęp, ale nie udawaj, że nic nie czujesz.
Przez resztę wieczoru nie podejmowali już tego tematu, tylko jak zawsze rozmawiali i śmiali się z różnych sytuacji, które spotkały ich w ostatnich dniach.
Dni mijały w zawrotnym tempie, a biuro tętniło życiem, ale nie tym hałaśliwym i chaotycznym – bardziej przypominało dobrze naoliwiony organizm, w którym każda osoba była trybikiem napędzanym napięciem, ambicją i zbliżającym się terminem. Zbierano dane, opracowywano strategie, trwały nieustanne konsultacje. Co chwilę dało się słyszeć dzwoniący telefon, klawiatury rytmicznie stukały, a kawa lała się litrami. Nikt nie miał czasu na dłuższe rozmowy, wszyscy byli skupieni na pracy.
Kilka dni później Krzysztof zwołał zebranie w sali konferencyjnej. Betonowe ściany kontrastowały z wielkimi taflami szkła, przez które wpadało światło. Mimo nowoczesnego wystroju wnętrze było surowe, jakby miało przypominać, że tu zapadają ważne decyzje.
Michał usiadł naprzeciwko Aleksandry. Miał na sobie dobrze skrojoną granatową marynarkę, a do tego lekki zarost i ten wzrok – spokojny i intensywny, jakby widział więcej niż tylko to, co było wyświetlane na slajdach prezentacji. Oli zrobiło się zimno i przez chwilę nie wiedziała, czy to beton sali wywołał u niej ten dreszcz, czy może to spojrzenie, które dotknęło ją w miejscu, gdzie rzadko ktoś docierał. Prezentacja minęła sprawnie, Aleksandra mówiła rzeczowo, precyzyjne i bez zbędnych ozdobników, a gdy skończyła, zapadła cisza, po której głos zabrał dyrektor.
– Dziękuję, Olu. Moi drodzy, tak jak dotychczas zespół Aleksandry zajmuje się opracowaniem harmonogramu, a firma Michała dostarcza rozwiązania technologiczne. Liczę na pełną synergię.
– Z przyjemnością, przecież gramy w jednej drużynie – powiedział Michał, patrząc Oli prosto w oczy. – Zobaczymy – dodał ciszej – czy potrafimy dalej mówić tym samym językiem.
Aleksandra nie odpowiedziała od razu. Miała wrażenie, że pokój na chwilę się wyciszył. W głowie kołatała jej jedna myśl: „to nie będzie zwykły projekt”.
Kiedy wszyscy opuścili już salę konferencyjną, Michał podszedł do niej.
– Nie mogę przestać myśleć o tamtym spotkaniu na schodach.
– To był przypadek, nie ma o czym mówić.
– A jednak pamiętasz.
– Bo takie rzeczy się pamięta, ale to nie znaczy, że mają znaczenie.
Zapanowała cisza tak gęsta jak śmietanka w kawie. Michał tylko się lekko uśmiechnął i wyszedł, zostawiając ją z bijącym coraz mocniej sercem. Wiedział, że tamto spotkanie na schodach dla nich obojga miało znaczenie, ale jeszcze nie zdawali sobie sprawy, jak duże i jakie konsekwencje za sobą poniesie.
*
Kolejny poniedziałek zaczął się od burzowego nieba i szeleszczących maili. Aleksandra, jeszcze nie do końca rozbudzona, zerknęła na plan dnia i zatrzymała wzrok. „Spotkanie projektowe – dołączenie Leny Walczak, godz. 09:00”.
– O nie – mruknęła, sięgając po kawę.
Zespół zebrał się w konferencyjnej chwilę przed czasem. Michał siedział zamyślony przy końcu stołu. Karolina i Nikodem rozmawiali szeptem o ostatnim wspólnym wieczorze. Wtedy otworzyły się drzwi.
Lena weszła z chłodnym uśmiechem i pewnością siebie, która mogła ciąć powietrze jak brzytwa.
– Dzień dobry wszystkim – powiedziała tonem, który nie znosił sprzeciwu.
– Od dziś współpracuję z wami przy projekcie, dyrekcja uznała, że potrzebujecie nowego spojrzenia.
– A myśleliśmy, że tylko dobrej kawy – mruknął pod nosem Nikodem, a Karolina parsknęła śmiechem.
Lena rozłożyła na stole plik notatek i rozpoczęła prezentację. Przez pół godziny mówiła o optymalizacji, priorytetach i potrzebie dyscypliny zespołowej. Aleksandra zacisnęła dłonie pod stołem.
– Rozumiem, że chcesz wdrożyć zmiany – odezwała się spokojnie – ale mamy już ustalony harmonogram i konkretne metody, które działają.
– Czasem to, co działa, niekoniecznie jest najlepsze – odparła Lena. – Zmiany to nie krytyka, to szansa.
Po spotkaniu Michał podszedł do Aleksandry.
– Dam ci znać, jeśli Lena przekroczy granice. Pamiętaj, że to ty kierujesz tym zespołem – powiedział cicho.
– Cieszę się, że to mówisz – odpowiedziała. – Bo właśnie poczułam, jakby ktoś próbował zabrać mi stery.
– Lena jest typem, który działa bez celu – dodał. – I nie zawsze gra według reguł.
– Znaliście się wcześniej, prawda?
Michał spojrzał na nią uważnie. Milczał przez moment, po czym skinął głową.
– Pracowaliśmy razem przy jednym z projektów kilka lat temu. Jest dobra. I niebezpieczna zarazem, jeśli poczuje władzę.
– Świetnie – mruknęła Ola. – Czyli właśnie wrzuciliśmy tygrysa do klatki z lwami.
Minęło kilka dni od momentu, gdy Lena pojawiła się w zespole. Jej chłodna uprzejmość, ścisła kontrola i subtelne podważanie decyzji Aleksandry działały wszystkim na nerwy, ale nikt nie mówił tego głośno. Ola trzymała się swojego stanowiska – była szefową projektu i nie zamierzała oddać pola bez walki. W czwartek po południu, podczas wewnętrznej narady zespołu napięcie w końcu sięgnęło zenitu.
– Myślę, że warto przebudować harmonogram, skracając czas testów – powiedziała Lena, pokazując swoją prezentację na ekranie. Obecny plan zakłada trzy tygodnie, a można to zrobić w dziesięć dni.
Aleksandra uniosła wzrok znad laptopa.
– Testy są długie, bo obejmują pięć środowisk wdrożeniowych i zewnętrzne integracje. Dziesięć dni? To ryzyko, którego nie możemy podjąć.
– Może nie chcemy, bo tak jest wygodnie – odpowiedziała Lena z pozornym spokojem. – Czasem trzeba jednak opuścić bezpieczną sferę.
– Czasem trzeba też słuchać zespołu, zanim wprowadzi się rewolucję. – W głosie Aleksandry wybrzmiał chłodny ton.
Michał zerknął na nie z niepokojem, ale milczał. Karolina i Nikodem wymienili spojrzenia. Ania, żeby nie zapomnieć, zapisała coś szybko w notatniku.
– Nie zamierzam destabilizować projektu – kontynuowała Lena. – Ale jeśli mogę go popchnąć do przodu, to zrobię to.
– Oczywiście, ale nie za wszelką cenę. – Ola spojrzała jej prosto w oczy. – Projekt to nie tylko terminy. To też ludzie, zespół i wzajemne zaufanie.
W sali zapadła cisza. Lena uśmiechnęła się chłodno.
– Miło, że o tym mówisz.
Spotkanie dobiegło końca, Aleksandra została sama w sali konferencyjnej. Po chwili drzwi otworzyły się ponownie, a w nich stanęła Lena.
– Muszę ci coś powiedzieć – zaczęła, zamykając drzwi za sobą.
– Słucham.
– Wiem, że mnie nie chcesz w tym projekcie, czuję to przy każdym spojrzeniu, ale nie przyszłam tu, żeby się zaprzyjaźniać. Przyszłam wygrać. I zrobię to – powiedziała bez cienia emocji.
Aleksandra powoli wstała.
– Mylisz się. Nie chodzi o to, że cię nie chcę. Nie ufasz ludziom, tylko procedurom. A ten zespół potrzebuje czegoś więcej niż zimnej kalkulacji.
Lena spojrzała na nią przenikliwie. Potem tylko kiwnęła głową i wyszła.
Następne dni były zupełnie inne. Napięcie między Aleksandrą a Leną zaczęło się udzielać reszcie zespołu.
– Słuchaj, ja rozumiem racje Leny – powiedziała Anna podczas lunchu. – Chce działać szybko. Może nawet ma rację z tymi testami?
– Racja to jedno, a styl komunikacji to drugie – mruknęła Karolina. – Przyszła, jakby jej zadaniem było rozstawiać wszystkich po kątach.
Wtedy odezwał się Nikodem:
– A Michał? On siedzi cicho, jakby go to nie dotyczyło.
Karolina skrzywiła się.
– On coś ukrywa. Może coś więcej ich łączyło niż tylko projekt.
Aleksandra słuchała, nie odzywając się. Wiedziała jedno – Lena podzieliła zespół, a ona musiała teraz go poskładać i zrobić to tak, by nie stracić kontroli nad projektem i samą sobą.
Dwa dni później wieczorem Olka siedziała jeszcze w biurze, przeglądając raporty, gdy drzwi nagle się uchyliły i do jej gabinetu wszedł Michał. Podniosła głowę bez słowa.
– Masz chwilkę? – zapytał cicho, zamykając za sobą drzwi.
– Zawsze.
Usiadł naprzeciwko niej, splótł palce i spojrzał na nią. Na jego twarzy jawiło się coś pomiędzy skruchą a napięciem.
– Muszę ci coś powiedzieć o Lenie. Zanim zrobi to ona, bo wiem, że na pewno to zrobi.
– Słucham.
Michał zawahał się. Potarł twarz dłonią.
– Pracowaliśmy razem ponad dwa lata. Na początku to była po prostu dobra współpraca, ale potem przekroczyliśmy pewną granicę. Byliśmy w związku – krótkim, intensywnym i bardzo toksycznym.
Aleksandra zamarła
– Ona to zakończyła?
– Nie, ja. Kiedy zrozumiałem, że zaczynam być manipulowany. Ona zawsze grała dla siebie. Emocje były dla niej narzędziem. Nie zawaha się użyć czegokolwiek, by przejąć kontrolę nad projektem i zespołem.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
– Bo bałem się, że to zabrzmi, jakbym miał do niej osobiste żale, ale teraz widzę, jak z wami pogrywa. I to nie jest fair.
Aleksandra milczała przez chwilę, wpatrzona w swoje notatki. W końcu westchnęła.
– Dziękuję, że mi powiedziałeś. Teraz wiem, z kim naprawdę mam odczynienia.
Następnego dnia zaprosiła zespół na krótką naradę. Bez Leny. W sali konferencyjnej czuć było napięcie.
– Słuchajcie – zaczęła. – Musimy pogadać szczerze. Nasz projekt stoi w miejscu, bo nie gramy do jednej bramki. Ja wiem, że Lena wprowadziła nieco zamieszania, ale…
– Nieco? – parsknął Nikodem.
– …ale to nie znaczy, że mamy się poddać. To my jesteśmy zespołem. To my go budowaliśmy. Ona nie zna naszych możliwości. Nie zna naszych wartości, ale my je znamy.
– Co proponujesz? – spytała Karolina.
– Zróbmy coś, czego się nie spodziewa. Spotkajmy się w weekend. Poza pracą. Bez grafiku, bez prezentacji, tak po prostu, jako ludzie, którzy się znają. I przypomnijmy sobie, dlaczego to właśnie my tworzymy ten projekt.
Anna skinęła głową
– Myślę, że warto.
– A może nawet przywrócimy trochę ognia – dodał Nikodem.
Karolina uśmiechnęła się lekko.
– Okej, ale jeden warunek. Lena nie jest zaproszona.
Aleksandra po raz pierwszy od wielu dni rozpromieniła się.
– Umowa stoi.
Niewielki pub na obrzeżach miasta, gdzie nie było korporacyjnego zgiełku ani znajomych twarzy z biura. Ceglane ściany, ciepłe światło lamp i muzyka w tle, która nikomu nie przeszkadzała, ale podświadomie koiła nerwy. Sobotni wieczór zapowiadał się wyśmienicie.
Karolina przyszła pierwsza i zarezerwowała stolik w rogu. Po chwili dołączyli Nikodem i Anna, śmiejący się z czegoś, co wydarzyło się w taksówce. Aleksandra weszła ostatnia. Ubrała ciemną, prostą sukienkę, a do tego rozpuściła włosy. Nie miała ochoty na przesadną elegancję.
– Uuu, szefowa w cywilu – zażartował Nikodem.
– Szefowa dziś tylko na papierze – odpowiedziała z uśmiechem. – Dziś jesteśmy ekipą, a nie zespołem projektowym.
– Szczerze? Tego nam brakowało – dodała Karolina. – Tego i drinka.
Kelner przyniósł zamówione drinki, a atmosfera zaczęła się rozluźniać. Rozmawiali o wszystkim: o śmiesznych wpadkach w pracy, serialach, o tym, kto ma najbardziej toksyczną playliste na Spotify i kto najgorzej tańczy. Jednogłośnie padło na Nikodema. Aleksandra obserwowała to wszystko z ciepłem w oczach. Czuła, jak powoli odpuszcza napięcie z ostatnich dni. I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Drzwi pubu otworzyły się gwałtownie. Do środka wszedł mężczyzna, ubrany w ciemną kurtkę, z zaciśniętą szczęką i ciemnym wyrazem oczu. Wzrok miał dziki, nerwowy. Rozejrzał się, aż jego spojrzenie zatrzymało się na Aleksandrze.
Zamarła. Krew odpłynęła jej z twarzy.
To był Artur, jej były partner. Ten, od którego uciekła. Ten, który przysięgał, że i tak ją znajdzie.
– Olka! – powiedział głośno, a jego głos przeciął gwar pubu jak nóż. – W końcu cię znalazłem, teraz już mi nie uciekniesz.
Karolina wstała natychmiast z czołem zmarszczonym od napięcia.
– Kto to jest?
Aleksandra nie mogła wydobyć z siebie głosu.
Artur podszedł kilka kroków bliżej.
– Myślałaś, że możesz tak po prostu zniknąć?
– Proszę pana, musi pan opuścić lokal – odezwał się kelner. – Natychmiast!
– To nie twoja sprawa! – warknął Artur, po czym znów spojrzał na Aleksandrę. – Wracamy do domu, dość tego cyrku.
Nikodem złapał go za ramię.
– Kolego, myślę, że to ty powinieneś się stąd zabierać, i to już.
– Odsuń się – warknął Artur, ale Nikodem się nie ruszył.
Zaraz potem dołączyła do nich Karolina. Anna wyciągała już telefon, by zadzwonić na policję. Aleksandra drżała, nie mogła oderwać oczu od Artura. Czuła, jak wraca każdy koszmar, każde złe wspomnienie. I nagle, nie wiedzieć skąd, pojawił się Michał. Tak po prostu. Jakby wiedział, że powinien tu być. Stanął między nią a Arturem.
– Ani kroku dalej – powiedział spokojnie, ale stanowczo.
Artur wybuchnął.
– A ty kim jesteś, jej nowym chłopakiem? Myślisz, że możesz…
Nie dokończył. W tym momencie weszli ochroniarze wezwani przez kelnera. Złapali Artura i wyprowadzili go siłą. Szarpał się, krzyczał coś jeszcze, ale nikt go już nie słuchał. W pubie zapadła cisza. Aleksandra opadła na krzesło z twarzą ukrytą w dłoniach. Karolina objęła ją bez słowa, a Michał kucnął tuż przy niej.
– Już dobrze. Już cię nie skrzywdzi – powiedział cicho. – Już nigdy.
*
W poniedziałek rano w biurze atmosfera była wyraźnie napięta, ale inna niż zazwyczaj. Czuć było troskę i wsparcie, jakby po raz pierwszy przestali być tylko współpracownikami.
Aleksandra pojawiła się nieco później niż zwykle. Włosy związała w niedbały kok i nie zrobiła makijażu. Ubrana była prosto, ale elegancko. Gdy weszła, zapanowała cisza. Karolina podeszła do niej pierwsza.
– Hej, jak się czujesz?
– Trochę pusta, ale spokojna. Dziękuję wam za to, co dla mnie zrobiliście. Nie wiem, co by się stało, gdyby was tam nie było.
Karolina objęła ją lekko.
– Nie jesteś sama. Już nigdy.
Zza biurka wyszedł Nikodem.
– Masz moją dożywotnią ochronę. Mówię poważnie.
– A ja mam znajomego, który zna bardzo nieprzyjemnych ludzi – dodała Anna z półuśmiechem. – Tak w razie czego.
Wszyscy się uśmiechnęli, a napięcie nieco opadło. Aleksandra wiedziała, że nie są już tylko zespołem z pracy. Byli czymś więcej.
Zarządzili krótkie spotkanie organizacyjne. Michał przyszedł ostatni. Jego wzrok od razu odnalazł Olę. Nie odzywał się od tamtego wieczoru, ale jego obecność mówiła wszystko. Usiadł naprzeciwko niej.
– Cieszę się, że jesteś – powiedział cicho, kiedy zostali na chwilę sami.
– Dziękuję, że się pojawiłeś. Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
– Karolina wysłała mi lokalizację. Napisała, że coś się dzieje. Miałem przeczucie.
– Uratowałeś mnie… wszyscy mnie uratowaliście.
Spojrzała na niego. W jego oczach było coś więcej niż tylko troska. Była tam determinacja. I coś, czego nie śmiała jeszcze nazwać. Na spotkaniu Lena usiadła w kącie z rękami skrzyżowanymi na piersi. Obserwowała wszystko chłodno, ale nie była ślepa – widziała zmianę. Zauważyła, jak Michał patrzy na Olę, jak zespół zamknął się w kręgu, którego nie była częścią. Pod koniec spotkania, gdy reszta wyszła, podeszła do Aleksandry.
– Słyszałam, że miałaś nieprzyjemny wieczór.
– Tak, można tak powiedzieć – odpowiedziała spokojnie Ola.
– Muszę przyznać, jesteś sprytniejsza, niż myślałam. Jednym dramatem zyskać lojalność całego zespołu? To imponujące.
Aleksandra spojrzała jej prosto w oczy.
– To nie był dramat. To było zagrożenie życia, ale rozumiem, że dla ciebie to może być zabawa.
Miasto spowijał lekki półmrok wczesnego wieczoru, kiedy Aleksandra wyszła z biura. Powietrze pachniało kurzem i lipami. Wciąż czuła na skórze ciepło jego dłoni, choć od ich spotkania przy ekspresie do kawy minęły godziny. Michał potrafił spojrzeć na nią tak, aby przez ułamek sekundy świat zatrzymał się tylko dla nich. Tego dnia nie umówił się z nią oficjalnie, ale kiedy podeszła do swojego auta, zobaczyła go opartego o drzwi z dwoma kubkami gorącej czekolady w dłoniach.
– Myślałem, że się jeszcze zobaczymy – powiedział cicho z tym swoim nieśmiałym uśmiechem, który rozbrajał jej ostrożność szybciej, niż by tego chciała.
– Szpiegujesz mnie? – zapytała, podnosząc brew, ale w jej oczach było więcej rozbawienia niż gniewu.
– Tylko trochę. Zawsze kończysz o tej samej porze.
– Zaczynam się bać.
– A powinnaś się cieszyć. Chodź, znam jedno fajne miejsce.
Nie pytała, dokąd ją zabiera. Po prostu wzięła kubek i wsiedli do jego samochodu. Słuchała, jak cicho gra muzyka, a światła ulic przesuwały się po ich twarzach jak cienie niewypowiedzianych myśli. Zatrzymali się przy jednym z wyższych budynków w centrum.
– Dach? – zdziwiła się, kiedy wjechali windą na ostatnie piętro.
– Tylko zaufaj.
Zaufała.
Na dachu czekały dwa leżaki, termiczny koc, kilka rozwieszonych lampek i termos z grzanym winem. Było jak w scenie z romantycznego filmu, z tą różnicą, że tu wszystko było prawdziwe. Jego obecność. Jej wzruszenie. Ich serca, które biły zbyt głośno.
– Michał, to wszystko… – zaczęła, ale jej przerwał.
– Wiem, za dużo, ale czasem człowiek wie, że nie chce się już cofać.
Usiedli, otuleni kocem. Przez dłuższą chwilę milczeli, popijając grzane wino. Później przyszedł czas na rozmowy o dzieciństwie, muzyce, marzeniach i samotności.
– Nigdy nie byłam dobra w byciu czyjąś – powiedziała, zapatrzona w horyzont. – Zawsze stawiałam granice. Może zbyt wysokie.
– A ja zawsze miałem wrażenie, że nie jestem dość dobry, że ktoś taki jak ty to tylko przystanek, nie cel.
Spojrzała na niego, jego twarz była oświetlona ciepłym blaskiem lampek. W oczach miał szczerość, jakiej dawno nie widziała u nikogo.
– Nie jestem przystankiem. Ale też nie jestem łatwa.
– Nie szukam łatwej drogi, Olu. Szukam prawdziwej.
Pocałował ją – cicho, delikatnie, jakby prosił o zgodę. Oddała mu ten pocałunek. Długo, z zamkniętymi oczami, czując, jak wszystkie jej lęki powoli ustępują ciepłu, które rozlało się po jej wnętrzu.
*
Następne dni były jak ciągłe mrugnięcia światła. Spotykali się w pracy, służbowi, profesjonalni, choć między nimi iskrzyło na odległość. Był czas na żarty, ukradkowe spojrzenia i wiadomości pisane na karteczkach, które Michał dyskretnie podsuwał jej pod dokumenty: „Dziś wieczór?”, „Tęsknię”, „Twoje włosy pachną jak lato”.
Wieczorami bywali w kawiarniach, a czasami po prostu siedzieli u niej na kanapie, popijając herbatę i rozmawiając. Z każdym dniem opadała kolejna warstwa jej zbroi. Czuła, że jest widziana nie przez pryzmat przeszłości, ale przez to, kim jest teraz. I to było dla niej bezcenne.
– Dlaczego nie dotykasz mnie więcej? Bardziej? – zapytała któregoś wieczoru, gdy siedzieli ramię w ramię, przeglądając jakiś raport.
Michał spojrzał na nią spokojnie.
– Bo nie chcę cię przestraszyć. Chcę, żeby to się wydarzyło wtedy, gdy będziesz na to gotowa. Nie wtedy, gdy ja nie wytrzymam.
To jedno zdanie wystarczyło, by serce Aleksandry zabiło mocniej. Pocałowała go. Pocałowała, bo chciała, bo mu ufała.
Kolejne dni były pełne subtelnych pieszczot, dotyków dłoni, pocałunków składanych w zagłębieniu szyi, cichych śmiechów w jej kuchni i jego ciepłego głosu przy porannej kawie. Słowa traciły znaczenie, bo coraz więcej mówiły gesty.
Pewnego wieczoru, gdy siedzieli razem przy lampce wina, zapytała:
– Boisz się?
– Ciebie? Tak. Bo czuję, że jeśli raz wejdę głębiej w tę relację, nie będę chciał z niej wyjść.
– To zostań.
Zamknęła oczy, kiedy jego palce powoli przeczesywały jej włosy. Nie musieli się spieszyć, ale wiedzieli, że idą w tym samym kierunku i że świat nie musi być już miejscem, przed którym trzeba uciekać.
Wieczór był cichy. Zbyt cichy, by ignorować to, co działo się między nimi. Aleksandra siedziała na podłodze oparta plecami o jego nogi. Michał przeczesywał delikatnie jej włosy palcami, jakby dotykał czegoś kruchego. W powietrzu unosił się zapach lawendy i czerwonego wina.
– Myślisz czasem, jak by to było być razem tak naprawdę? – zapytała nagle, nie odwracając głowy.
Zamilkł. Czuła, jak jego dłoń zatrzymała się w połowie ruchu.
– Myślę o tym codziennie, ale boję się, że jeśli zrobię kolejny krok za szybko, to cofniesz się w cień.
Aleksandra odwróciła się i usiadła naprzeciw niego. W oczach miała spokój, ale i płomień, który palił się w nich już od wielu dni.
– Michał, ja się nie cofam i nie cofnę. Już nie.
Patrzył na nią długo, jakby próbował zapamiętać każdą linię jej twarzy, każdy detal, który czynił ją sobą. W jego oczach nie było pośpiechu, tylko cicha pewność, że to, co dzieje się między nimi, ma znaczenie. Aleksandra czuła ten wzrok jak dotyk, ciepły, cierpliwy i rozbrajający. Przez chwilę miała wrażenie, że wystarczy jedno słowo, jeden ruch, by coś w niej pękło – to napięcie, które narastało od dni, tygodni, a może nawet od chwili, gdy pierwszy raz go zobaczyła.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Między szeptem a westchnieniem
ISBN: 978-83-8373-737-3
© Agata Mazur-Musz – Yuukina i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Angelika Kotowska
KOREKTA: Bogusława Brzezińska
OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
