Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
64 osoby interesują się tą książką
Rozum zawsze przestrzega zasad. Serce uwielbia je naginać.
Jake Carter, ceniony wykładowca psychologii podświadomości na Uniwersytecie Stanforda i były kick-bokser o burzliwej przeszłości, wierzy, że nad wszystkim można zapanować. Nigdy nie pozwala, by emocje przejęły nad nim kontrolę.
Do chwili, gdy na jego drodze staje Emma Collins.
Jake wybiera ambitną studentkę ostatniego roku psychologii do udziału we wspólnym projekcie badawczym. Zadanie, które ma pomóc im lepiej zrozumieć mechanizmy ludzkiego umysłu, nieoczekiwanie zmusza ich do zmierzenia się z własnymi emocjami.
Wkrótce okazuje się, że największym wyzwaniem nie są badania, lecz... uczucia rodzące się między Jakiem i Emmą.
Oboje doskonale wiedzą, że przekroczenie tej granicy może kosztować ich reputację, karierę i przyszłość, na którą tak ciężko pracowali. Mimo to coraz trudniej im udawać, że łączy ich tylko nauka. Ich sytuację dodatkowo komplikuje nieprzepracowana przeszłość Jake’a, która nie daje o sobie zapomnieć.
Czy znajdą w sobie siłę, by zrezygnować z uczuć… czy zaryzykują wszystko, by dać im szansę?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 887
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Aga Nowak
Między sercem a rozumem
Drogi Czytelniku,
Między sercem a rozumem to podróż w głąb zakamarków psychiki, lęków i ukrytych pragnień. Tę historię tworzyłam z muzyką w tle, która pomagała mi oddać skomplikowane emocje bohaterów.
Aby w pełni poczuć klimat powieści i zmagania postaci na emocjonalnym ringu, przygotowałam coś specjalnego: listę piosenek dopasowanych do poszczególnych rozdziałów. Dodatkowo, poniżej znajdziesz kod do zbiorczej playlisty na Spotify.
Usiądź wygodnie, załóż słuchawki i daj się porwać tej historii. Niech te piosenki staną się ścieżką dźwiękową dla emocjonalnej podróży, która na Ciebie czeka.
playlista:
W miłości zawsze jest odrobina szaleństwa.
Ale w tym szaleństwie zawsze jest też trochę rozumu.
Friedrich Nietzsche
Every Day Is Exactly The Same – Nine Inch Nails
Pacific – Sleeping At Last
Atlantic – Sleeping At Last
W cieniu tablicy
Ciemnozielona tablica na wydziale psychologii Uniwersytetu Stanforda lśniła w świetle popołudniowego styczniowego słońca, które wlewało się przez wysokie okna sali wykładowej. Profesor Jake Carter oparł się o biurko, przesuwając pewnym i skupionym spojrzeniem po pustych jeszcze rzędach ławek. Te kilka minut spokoju przed zajęciami wystarczało mu, by uporządkować myśli i precyzyjnie wejść w opanowaną do perfekcji rolę wykładowcy.
Jake miał trzydzieści pięć lat, choć było w nim coś młodzieńczego, co sprawiało, że wyglądał na kilka mniej. Był wysoki, a jego rysy twarzy wyraźne i męskie – z mocno zarysowaną linią szczęki. Ciemne, nieco dłuższe włosy – zawsze niedbale ułożone – stanowiły jego znak rozpoznawczy. W połączeniu z lekkim zarostem i casualowym stylem ubioru nadawały mu pozornie swobodny wygląd.
Nie należał jednak do ludzi wyluzowanych – wręcz przeciwnie. Wszystko w jego życiu – emocje, reakcje, i słowa – musiało być pod kontrolą. Zawsze. Miał przez to opinię zdystansowanego i nieodgadnionego.
Jednak w jego szarych i przenikliwych oczach było coś, co czasami zdradzało lekkie napięcie między kontrolą a tym, co próbowało się spod niej wymknąć.
Jego wysportowana sylwetka świadczyła o latach regularnych treningów, choć ostatnio bardziej skupiał się na pracy niż na sporcie. Był jednym z młodszych naukowców na uczelni i całą swoją energię poświęcał karierze naukowej w dziedzinie, która go pasjonowała od czasu studiów – teorii podświadomości.
Studenci powoli zaczęli wchodzić do sali, a w powietrzu unosił się ledwo wyczuwalny chłód przyniesiony z zewnątrz. Jake rejestrował ich obecność, choć pozornie nie patrzył. Ot, rutyna. Irytowały go ciągłe spóźnienia oraz rozmowy studentów – nie z powodu braku szacunku, lecz dlatego, że rozbijały jego precyzyjnie ustalony rytm dnia.
Kiedy włączył prezentację i miał już zacząć środowy wykład dla grupy ostatniego roku psychologii, drzwi otworzyły się po raz kolejny. Znowu wzrosła w nim lekka irytacja, choć starał się tego nie okazywać. Obrócił głowę odruchowo, zamierzając tylko przelotnie spojrzeć, ale tym razem zatrzymał wzrok na dłużej.
Do sali weszła Emma Collins, jak zwykle spóźniona, z torbą na ramieniu i notatnikiem w ręku.
– Dzień dobry, profesorze – powiedziała cicho, mijając go.
Jej głos był ledwo słyszalny, ale wystarczająco wyraźny, by przyciągnąć uwagę Jake’a bardziej, niż powinien.
– Dzień dobry – odpowiedział po chwilowym zawahaniu.
Zupełnie jakby jego wewnętrzny mechanizm – ten, który zawsze odmierzał perfekcyjnie każdą reakcję – na moment się zawiesił. Patrzył za nią, gdy szła do ostatniego rzędu, jak zawsze daleko, jakby nie chciała rzucać się w oczy.
Emma miała dwadzieścia pięć lat i poruszała się z naturalną lekkością. Była wysoka i szczupła, miała proporcjonalną, kobiecą sylwetkę. Jej oczy – o głębokim odcieniu zieleni – kontrastowały z jasną cerą i łagodnymi rysami twarzy. Długie, brązowe włosy najczęściej wiązała w luźny kok – tak jak dzisiaj – jakby w ogóle nie przejmowała się swoim wyglądem. Ubierała się prosto i skromnie, więc nie wyróżniała się w jakiś oczywisty sposób, a jednak coś sprawiało, że zostawała w pamięci na dłużej.
Już na pierwszych zajęciach Jake zwrócił uwagę na jej inteligencję i pewność siebie. Zadawała pytania, które były rzeczowe, trafne, czasem nieco niewygodne – stawiane nie po to, by imponować czy prowokować, ale dlatego, że naprawdę sięgały sedna. Często wykraczały poza ramy przygotowanych wykładów i zmuszały go – ku jego własnemu zdziwieniu – do zatrzymania się i przestawienia toku myślenia. Nie zabiegała o jego uwagę, a jednak w taki sposób ją przyciągała.
Po chwili Jake stanął przy tablicy. Obrócił się do studentów i przesunął wzrokiem po ich twarzach. W sali było cicho, a słońce rzucało ukośne promienie na coraz dalsze rzędy ławek, podkreślając unoszący się w powietrzu delikatny kurz.
– Dziś porozmawiamy nieco szerzej o wpływie podświadomości na podejmowanie decyzji – zaczął wykład. – Zacznijmy jednak od podstaw. Przypomnijcie, proszę, czym właściwie jest podświadomość.
W sali panowała cisza, zanim kilka rąk powoli uniosło się w górę. Jake wskazał jednego ze studentów w pierwszym rzędzie, który odpowiedział:
– Uważam, że podświadomość to coś w rodzaju ukrytego programu, który kieruje naszymi działaniami. Na przykład możemy czuć sympatię do kogoś, nawet nie wiedząc dlaczego.
– Bardzo dobrze. – Jake skinął głową. – Podświadomość często działa poza naszą świadomością, wpływając na nasze uczucia i zachowanie. A co z poczuciem winy? Czy może być zakorzenione w podświadomości?
Kolejna ręka w powietrzu. Tym razem dziewczyna w trzecim rzędzie odpowiedziała:
– Myślę, że poczucie winy może być czymś, co tłumimy w podświadomości, ale potem wychodzi to na wierzch w formie stresu albo niepokoju.
Jake uśmiechnął się lekko. Podczas pisania doktoratu, a potem przez kilka lat pracy na stanowisku profesora, słyszał już setki razy te standardowe definicje. Schematy, które powielały się nieustannie.
– Dokładnie. Freud nazywał to „wyparciem”. Podświadomość nie pozwala zapomnieć o rzeczach, które chcielibyśmy ukryć. Często wpływa na relacje, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Decyzje w relacjach rzadko są wolne od emocjonalnego bagażu. I nie jest łatwo od razu sprecyzować, dlaczego pojawia się taka, a nie inna reakcja.
Przesunął spojrzeniem po sali, aż zatrzymał wzrok na ostatnim rzędzie. Emma Collins siedziała z opuszczoną głową i pisała zawzięcie w swoim notatniku. Jake nagle poczuł nieokreślony impuls, by zaskoczyć ją jakimś trudnym pytaniem. Tak w ramach odwetu za notoryczne spóźnianie się. Ale nigdy nie przyznałby się do tego na głos.
– A ty, Emmo? – zwrócił się do niej. – Co o tym sądzisz? Jak podświadomość może kierować naszymi decyzjami w relacjach z innymi?
Dziewczyna uniosła wzrok, wyraźnie zaskoczona, że profesor zwrócił się bezpośrednio do niej. W jej oczach pojawił się błysk koncentracji.
– Myślę, że podświadomość nie tyle kieruje naszymi decyzjami w relacjach… ile je uprzedza – zaczęła, powoli dobierając słowa. – Bo właśnie to wstępne, nieświadome przetwarzanie decyduje, jak reagujemy na drugą osobę. Uważam, że podświadomość prowadzi, a dopiero potem świadomość próbuje to ubrać w racjonalne uzasadnienia. Czasem bardzo przekonujące, ale często kompletnie oderwane od rzeczywistości.
Jake na moment stracił rezon. To on chciał zaskoczyć ją pytaniem – tymczasem sam został zaskoczony. Jej odpowiedź po raz kolejny przypomniała mu, że to nie jest zwykła studentka, jakie codziennie się spotyka, ale ktoś, kto naprawdę rozumie, o czym mówi. Kto widzi i słyszy więcej.
– To… interesująca perspektywa – powiedział nieco wolniej. – Podświadomość często odgrywa role, których w pełni nie rozumiemy. I dlatego to czyni psychologię tak złożoną.
Przez krótką chwilę w sali zapanowała cisza, jakby wszyscy przetwarzali to, co właśnie usłyszeli. W końcu Emma spuściła wzrok na swój notatnik i zapisała coś pospiesznie, a Jake szybko odwrócił się w stronę tablicy.
***
Wykład powoli się toczył. Na tablicy widniały równym pismem zapisane pojęcia, takie jak: heurystyka dostępności, przetwarzanie dualne, obciążenie poznawcze, paraliż decyzyjny. Gdy Jake przeszedł do ostatniego punktu, odwrócił się do studentów i wskazał na to pojęcie na tablicy.
– Paraliż decyzyjny, czyli stan, w którym nadmiar dostępnych opcji utrudnia podjęcie wyboru – opowiadał spokojnie, ale z pasją, którą studenci dobrze już znali. – Czasem brak decyzji to też decyzja, tylko podejmowana nieświadomie. Albo raczej… odkładana. I taka decyzja realnie nadal wpływa na przebieg zdarzeń.
Zanim zdążył rozwinąć temat, na końcu sali podniosła się ręka. Emma.
– Profesorze, a czy nie jest tak, że paraliż decyzyjny to nie tylko efekt nadmiaru opcji, ale też lęku przed konsekwencją? – zapytała, patrząc mu prosto w oczy. – Może czasem to nie brak odwagi, tylko świadomość, że każda decyzja coś w nas zmienia i… nie jesteśmy na to gotowi?
Jake uniósł brwi lekko zaskoczony. Pytanie trafiło w samo sedno, a w dodatku zostało ujęte w taki sposób, że sam nie sformułowałby tego tak precyzyjnie. To nie była konfrontacja – raczej szczera, autentyczna refleksja. Podszedł wolno do biurka i bezwiednie poprawił mankiet koszuli, próbując zyskać chwilę na przemyślenie. Jego wzrok zatrzymał się na niej, daleko w ostatnim rzędzie.
– Lęk przed zmianą jako czynnik modulujący proces decyzyjny… – powiedział wolniej niż zwykle. – Tak, to bardzo trafna obserwacja. Czasem ten lęk bywa trudniejszy do zauważenia, bo jest ukryty głęboko. Zwłaszcza gdy działa… podświadomie?
Emma pokiwała głową i lekko się uśmiechnęła, z odrobiną satysfakcji, że profesor podjął grę.
– Myślę, że czasem ten strach przed konsekwencją działa… paradoksalnie ochronnie – odpowiedziała. – Podświadomość czasem zatrzymuje nas, zanim zrobimy krok, którego emocjonalnie nie udźwigniemy. Nie dlatego, że nie chcemy zmiany, ale dlatego, że zmiana odsłania coś, co wolimy ukryć. Przed innymi… a czasem też przed sobą.
W sali było nienaturalnie cicho. Studenci zerkali z zainteresowaniem to na profesora, to na Emmę, jak podczas dobrze rozgrywanej partii szachów i wyczuwali, że wykład przeszedł właśnie na nieco wyższy poziom. Jake, choć nadal opanowany, poczuł w sobie ten rodzaj pobudzenia intelektualnego, który rzadko ktoś w nim uruchamiał.
Tak, zdecydowanie to popołudnie zapowiadało się… interesująco.
Oparł się bokiem o biurko i skrzyżował ręce na piersi. Spojrzał na Emmę z lekkim uśmiechem.
– Reasumując, Emmo, według tej teorii paraliż decyzyjny nie wynika wyłącznie z nadmiaru opcji, które da się świadomie rozpoznać, ale też z podświadomości, która wpływa na ocenę konsekwencji?
– Powiedziałabym raczej, że świadomość i podświadomość czasem mówią w różnych językach – odparła niespeszona. – A my jesteśmy tłumaczami, którzy nie zawsze mają dobry słownik pod ręką.
Jake zaśmiał się cicho, krótko, ale z autentycznym uznaniem.
– Sprytne. Ale czy ten „słownik”, o którym mówisz… to coś, co ludzie tworzą sami? Czy może coś, co wdrukowano im wcześniej, razem z wychowaniem, doświadczeniem, oczekiwaniami innych? – zapytał, drążąc temat.
– Myślę, że obie odpowiedzi są prawdziwe – odpowiedziała. – I czasem największym błędem jest próba podejmowania decyzji według cudzych definicji. Wtedy wybór przestaje być nasz.
Jake przez chwilę nic nie powiedział. Poczuł lekką ekscytację, która zwykle pojawiała się w najlepszych momentach jego zajęć – kiedy przestawał być wykładowcą, a stawał się rozmówcą. Kiedy ktoś go naprawdę zaintrygował i zmuszał do myślenia. Spojrzał na tablicę, potem z powrotem na Emmę. W końcu pokiwał głową, przyjmując nie tylko odpowiedź, ale i wyzwanie, które się za nią kryło.
– Tego nie było w moich notatkach – powiedział z lekkim uśmiechem. – Będę musiał zaktualizować materiały do przyszłorocznych zajęć.
Kilku studentów zachichotało. Emma również się uśmiechnęła, ale nie odpowiedziała. A Jake, zamiast wrócić do wykładu, spojrzał jeszcze raz na nią, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz studentka tak skutecznie wytrąciła go z równowagi. W najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa.
Po chwili spojrzał na zegar wiszący nad drzwiami. Minęła dopiero połowa czasu przeznaczonego na wykład, ale on miał jeszcze jeden plan na dziś. Popatrzył na studentów.
– Na koniec mam dla was małe wyzwanie – oznajmił, a w sali znowu zrobiło się cicho. – Przygotowałem krótki test, który podsumuje to, o czym dziś rozmawialiśmy. Dziesięć pytań dotyczących wpływu podświadomości na proces decyzyjny. Ale to nie będzie zwykły test.
Studenci unieśli głowy z zainteresowaniem. Jake uśmiechnął się lekko, czując, jak wzrosło napięcie w sali.
– Osobie, która uzyska najlepszy wynik, zaproponuję możliwość wzięcia udziału w moim najnowszym projekcie – dodał. – To badanie, którego wyniki będę prezentował na międzynarodowej konferencji, więc stawka jest wysoka.
W sali słychać było ciche szepty. Jake rozdał studentom arkusze z pytaniami. Zatrzymał się na moment przy ostatnim rzędzie, gdzie siedziała Emma. Gdy podawał jej kartkę, spojrzał jej w oczy i dostrzegł w nich błysk skupienia i determinację.
– Macie piętnaście minut – powiedział, wracając do swojego biurka i zerkając na zegarek. – Powodzenia.
Studenci pochylili się nad kartkami. Od tej pory słychać było jedynie ciche drapanie długopisów i szelest papieru. Jake rozglądał się po sali, od czasu do czasu spoglądając w stronę Emmy. Słońce rysowało świetliste pasy, przemieszczając się powoli po rzędach ławek, ale tam, gdzie siedziała ona, światło nie sięgało. Była skupiona, notując odpowiedzi z zawziętością, a jej brwi lekko się marszczyły.
Kiedy czas dobiegł końca, Jake zebrał testy, zarządził piętnaście minut przerwy i usiadł przy biurku, by je ocenić. Szybko okazało się, że większość studentów poradziła sobie dobrze, ale odpowiedzi Emmy wyróżniały się precyzją i głębią. Przy każdym pytaniu nie tylko trafiała w sedno, ale też dodawała własne refleksje, które wykraczały poza standardowy materiał. Nie zdziwiło go to.
W końcu podniósł głowę i spojrzał na grupę.
– Mam wyniki – oznajmił, a w sali zapanowała cisza. – Najlepiej napisała Emma Collins. Gratulacje.
Dziewczyna była wyraźnie zaskoczona, ale potem na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
– To oznacza, że będziesz pracowała ze mną nad wspomnianym projektem – dodał. – Porozmawiajmy po zajęciach o szczegółach.
Kilka osób w sali, głównie studentki, spojrzało na nią z zazdrością, ale Emma jedynie skinęła głową.
– Na dziś to wszystko, dziękuję za uwagę… i za dzisiejszą dyskusję. Była znacznie ciekawsza, niż przewidywał mój konspekt – zakończył z delikatnym uśmiechem, spoglądając przelotnie na Emmę. – Miłego dnia.
***
Studenci powoli opuszczali salę, a Jake porządkował swoje rzeczy na biurku. Wtedy podeszła do niego Emma.
– Gratuluję jeszcze raz – powiedział profesjonalnie. – Twoje odpowiedzi w teście były wyjątkowo precyzyjne. Zwłaszcza refleksja o tym, jak doświadczenia wywołujące silne emocje mogą komplikować podejmowanie decyzji. To bardzo dojrzała uwaga.
Emma uśmiechnęła się lekko, choć było po niej widać, że jest trochę onieśmielona.
– Dziękuję, profesorze. To bardzo ciekawy temat. Psychologia podświadomości zawsze mnie fascynowała.
– To się dobrze składa, bo właśnie to jest podstawą projektu, nad którym będziemy pracować – odparł, otwierając notatnik leżący na biurku. – Planuję przeprowadzić badanie na temat wpływu podświadomych uprzedzeń na podejmowanie decyzji w grupie. Chcę sprawdzić, jak różne bodźce wpływają na wybory większej grupy ludzi, nawet gdy nie zdają sobie z tego sprawy.
Emma uniosła brew, jej zainteresowanie wyraźnie wzrosło.
– Brzmi fascynująco. Chodzi o eksperymenty z manipulacją bodźcami? Na przykład wykorzystanie sugestii w komunikacji?
Jake skinął głową, wciąż lekko zaskoczony jej bystrością i tym jak szybko podążała za jego myślą.
– Dokładnie tak. Planuję przeprowadzić w związku z tym kilka eksperymentów. Zadanie będzie polegało na analizie wyników, tworzeniu hipotez i, co najważniejsze, interpretacji danych w kontekście psychologii emocji.
Emma zastanowiła się przez chwilę.
– A czy będziemy pracować z prawdziwymi grupami testowymi, czy to będą symulacje?
– Z prawdziwymi grupami – odpowiedział. – Będziemy przy tym współpracować z naukowcami z Uniwersytetu Bostońskiego, ale przygotowanie eksperymentu i zarządzanie badaniem to będzie nasza praca. Planuję, że ten projekt potrwa przez kilka najbliższych miesięcy. Oczywiście, jeśli to wyzwanie cię nie zniechęca.
– Wręcz przeciwnie! – Emma pokręciła głową, uśmiechając się szerzej. – To brzmi niesamowicie intrygująco. Ten temat przypomina mi pewien artykuł, który mocno mnie kiedyś zainspirował, więc nie mogę się doczekać – wyznała zaaferowana.
Jake przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Jej entuzjazm był zaraźliwy. Rozmawiała z nim w taki sposób, że czuł, iż wybrał właściwą osobę. Swoją pasją do nauki przypominała mu siebie sprzed kilku lat. Z jednej strony budziła w nim podziw, ale z drugiej – lekki niepokój. Jak to możliwe, że tak młoda osoba potrafi formułować tak trafne pytania oraz przedstawiać tak dojrzałe wnioski i spostrzeżenia?
– Chciałem jeszcze ci podziękować za dobrą dyskusję na dzisiejszym wykładzie – powiedział zupełnie poważnie. – Cenię sobie, gdy ktoś nie tylko słucha, ale i potrafi podważyć tezy, z wyczuciem. Masz świetny sposób prowadzenia rozmowy.
– Dziękuję, profesorze. Chyba po prostu czasem… zadaję za dużo pytań – powiedziała z lekkim zawstydzeniem.
– Nigdy nie przestawaj. – Pokiwał głową z aprobatą. – Tak zaczynają się wszystkie ciekawe rzeczy – od niewygodnych pytań.
Emma uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Musimy jeszcze ustalić jakiś termin naszych spotkań projektowych. Mam nadzieję, że wtedy twój zegarek będzie lepiej współpracował…? – Uniósł brwi z udawaną powagą.
– Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy – odpowiedziała i zaśmiała się cicho.
– W porządku. – Jake oderwał od niej wzrok i zerknął na kalendarz w telefonie. – Jeśli ci pasuje, to proponuję piątki o czternastej. Na pierwszym spotkaniu omówimy szczegóły i podzielimy obowiązki. Przygotuję dla ciebie pierwsze materiały do analizy.
– Postaram się być na czas. Dziękuję za tę szansę, profesorze – powiedziała z wdzięcznością i skinęła głową, a w jej oczach Jake dostrzegł ten specyficzny błysk, który delikatnie go teraz rozpraszał.
– Zasłużyłaś na nią – odpowiedział cicho, zanim zdążył się powstrzymać.
Emma spojrzała na niego, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie tylko się uśmiechnęła i wyszła z sali. Jake patrzył, jak się oddalała. Miał wrażenie, że w powietrzu unosiła się jeszcze jej obecność i ta pewność siebie, którą emanowała. Właśnie takiej osoby potrzebował do swojego projektu. Inteligentnej, zaangażowanej, z pasją, która mogła zainspirować innych. Czuł, że ten projekt zapowiadał się niezwykle ciekawie, ale było w tym wszystkim coś, co go jednocześnie niepokoiło. Coś w niej. Miał nieodparte wrażenie, że współpraca z nią może być dla niego sporym wyzwaniem. I że na horyzoncie może pojawić się coś, czego zupełnie nie przewidział.
Right For You – Louise Dowd & Klas Wahl
Hearing – Sleeping At Last
The Mentor – Sleeping At Last
Boulevard Of Broken Dreams – Green Day
Niezwyczajny wykład
W piątkowy poranek Jake spoglądał na ogłoszenia na tablicy, choć w rzeczywistości nie czytał żadnego z nich. Po prostu stał tam, trzymając plik luźnych kartek i próbując uporządkować myśli przed kolejnym wykładem. Jego włosy były lekko potargane, jakby dopiero co przesunął po nich dłonią. Mimo porannego spokoju na korytarzu czuł się lekko spięty.
Nagle doświadczył czegoś dziwnego, nietypowego. Przeszedł go dreszcz. Nie musiał odwracać głowy, by wiedzieć, że ktoś się na niego patrzył. I wtedy, niemal instynktownie, spojrzał w bok.
Korytarzem szła Emma Collins. Ubrana była w prostą koszulę w odcieniu błękitu i jeansy, włosy miała dzisiaj rozpuszczone, opadające na ramiona. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnęła się. To było zupełnie naturalne – jej uśmiech. Lekki, ciepły, jakby była po prostu… zadowolona, że go widziała.
Jake zesztywniał. Powinien udawać, że naprawdę interesowały go ogłoszenia na tablicy. Ale nie zrobił tego. Jego dłoń, w której trzymał kartki, zacisnęła się nieco mocniej. Początkowo chciał odwrócić wzrok, ale coś go powstrzymało. Jego usta, zupełnie wbrew jego woli, drgnęły w odpowiedzi. To trwało sekundę, może dwie.
Gdy mijała go na korytarzu, nadal patrzyła na niego i powiedziała cicho:
– Dzień dobry, profesorze.
Jej głos był spokojny, niemal melodyjny. Jake odchrząknął, ale słowa utknęły mu w gardle. Ostatecznie skinął lekko głową i ledwo słyszalnie odpowiedział:
– Dzień dobry.
Emma przeszła obok, a on wpatrywał się w to miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Dopiero potem odetchnął, nie do końca rozumiejąc, co właśnie się wydarzyło.
***
Emma przeszła dalej w kierunku sali, gdzie miał się odbyć kolejny wykład z profesorem Carterem. Wtedy usłyszała podekscytowane głosy dochodzące zza rogu. Przy automacie z kawą stały trzy dziewczyny z jej grupy, które gestykulowały żywo i chichotały. Zwolniła kroku, gdy usłyszała znajome nazwisko, zatrzymała się przy tablicy z ogłoszeniami i udawała, że coś czytała.
– Mówię wam, widziałam go na sali treningowej! Profesor Carter trenuje kick-boxing! – pisnęła z ekscytacją w głosie jedna z dziewczyn, Megan.
– No i co z tego? – zapytała druga, Lisa, ale w jej tonie dało się wyczuć ciekawość.
– Co z tego? Wyglądał jak grecki bóg! Umięśniony, spocony, całkiem bez koszulki… – Megan aż westchnęła dramatycznie.
Emma poczuła nagle, jak coś ścisnęło ją w mostku. Z obojętną miną podeszła bliżej, jakby przypadkiem się w tym miejscu znalazła.
– O kim wy tak gadacie? – zapytała niby od niechcenia, biorąc kawę z automatu.
– O profesorze Carterze! – odparła Sophie, która do tej pory tylko słuchała. – Megan widziała go na treningu kick-boxingu.
– Serio? – Emma uniosła brwi, udając lekkie zdziwienie. – No i co tam robił, że się aż tak ekscytujecie?
– Wszystko! – Megan przewróciła oczami. – Walił w ten worek treningowy jak w jakiegoś demona z przeszłości. Potem się wycierał ręcznikiem… Dziewczyny, przysięgam… – Westchnęła przeciągle.
– Chciałabym być tym ręcznikiem – dodała Sophie, udając, że właśnie zemdlała, i wszystkie wybuchnęły śmiechem.
Emma też się zaśmiała i wypiła łyk kawy. Nagle przed oczami stanął jej obraz Jake’a po treningu – jego mokre włosy, napięte mięśnie, i to jego przenikliwe spojrzenie.
– Może powinnyśmy częściej chodzić na siłownię – rzuciła żartobliwie i od niechcenia, po czym wzruszyła ramionami. – Ciekawe, kiedy znowu tam będzie.
– Oj tak, trzeba to rozpracować! – Megan klasnęła w dłonie. – Polowanie na profesora Cartera czas zacząć!
Emma tylko się zaśmiała, ale znowu poczuła dziwne ukłucie w środku. Po chwili weszła razem z koleżankami do sali wykładowej.
***
Kilka minut później w sali pojawił się profesor Carter, a luźno przewieszony plecak zwisał mu z jednego ramienia. Zatrzymał się przy biurku i wyglądał jak zawsze, na opanowanego i zdystansowanego – jakby nic nie mogło go zaskoczyć. Rozmowy umilkły niemal natychmiast. Zanim zaczął, rozejrzał się po sali, aby zebrać myśli. Spojrzał na kartki, na których studenci kilka dni temu zapisali swoje propozycje tematów zgodnie z jego prośbą. Zdecydował, że nie będzie czekał dłużej, by nie tracić czasu.
– Dziś nie będzie standardowego wykładu, ponieważ postanowiłem wylosować jeden temat z propozycji, które napisaliście.
W ręku trzymał plik kartek, które podał studentowi z pierwszego rzędu, aby je przetasował i potrzymał. Po chwili zastanowienia Jake wybrał jedną kartkę, a jego wzrok zatrzymał się na nazwisku Emmy. Lekko uniósł brew, czytając zapisane przez nią słowa: „Miłość w podświadomości”. Choć temat wydawał się prosty, Jake miał świadomość, że jest niezwykle głęboki i złożony. Zawsze wydawał mu się zbyt osobisty – dotykał rzeczy, które często wymykały się precyzyjnym definicjom i naukowym analizom.
– Cóż, wygląda na to, że będziemy dzisiaj rozmawiać o miłości… w podświadomości – powiedział z lekkim uśmiechem.
Popatrzył na grupę, a potem na Emmę. Kilka studentek zachichotało cicho, ale nie rozproszyło go to.
– Zacznijmy od tego, czym tak naprawdę jest miłość w kontekście naszej psychiki – kontynuował pewnym głosem. – Jeśli chodzi o nasze uczucia i emocje, to podświadomość odgrywa niebagatelną rolę. Wiemy, że jest jak ogromny magazyn, pełen nieświadomych wspomnień, doświadczeń, a także niezrealizowanych pragnień, które na co dzień kierują naszymi decyzjami. I to, co nazywamy miłością, również znajduje swoje źródło w tej niewidocznej dla nas przestrzeni.
Zrobił pauzę, patrząc na studentów, którzy zaczęli się bardziej wciągać w temat. Jego spojrzenie mimo woli skierowało się na Emmę, która siedziała w ostatnim rzędzie. Oczywiście, ona była skupiona najbardziej ze wszystkich studentów, bo to jej temat omawiał. Ale dzisiaj coś w niej sprawiało, że prowadzenie zajęć stało się dla niego nieco… trudniejsze.
„Skup się, Carter. To tylko wykład” – pomyślał szybko i wrócił do tematu.
– Miłość to zjawisko, które nie zawsze jest racjonalne. Jest kształtowane przez nasze wcześniejsze doświadczenia, bywa naznaczone niezaspokojonymi potrzebami z dzieciństwa, które wpływają na nas w dorosłym życiu. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko zakorzenione są w nas pewne schematy. Możemy zakochać się w kimś, kto przypomina nam kogoś z przeszłości. Albo możemy czuć, że nasza miłość jest ukierunkowana na osobę, która wydaje się idealna, ale w rzeczywistości to raczej projekcja naszych pragnień i niezaspokojonych emocji.
Zatrzymał się i w tym momencie znowu spojrzał na Emmę. Nadal uważnie słuchała, ale w jej oczach było coś, co sprawiło, że poczuł się dziwnie. Nie mógł od niej oderwać wzroku. To był jednak tylko moment, który minął szybko. Musiał wrócić do wykładu.
– Kiedy mówimy o miłości w kontekście podświadomości, trzeba też wspomnieć o mechanizmach obronnych, które mogą wpływać na nasze uczucia. Często blokujemy te prawdziwe, bo boimy się zranienia. Nasze podświadome pragnienia mogą być tłumione przez strach przed odrzuceniem, a nawet przez nasze własne wyobrażenie o miłości, które jest odbiciem tego, czego nauczyliśmy się od innych. Miłość jest jednym z najpotężniejszych doświadczeń, jakie przeżywamy. I choć może wydawać się, że jesteśmy jej w pełni świadomi, w rzeczywistości jej prawdziwe źródła leżą głęboko w naszej psychice. A to, co się wydarzy w naszej podświadomości, często wpływa na nasze decyzje i relacje w sposób, który nie jest dla nas oczywisty.
Emma uniosła rękę niemal w tym samym momencie, gdy Jake skończył zdanie.
– Profesorze, mam pytanie – zaczęła. – A co jeśli to, co podświadome, jest też kształtowane przez kulturę? Wzorce medialne, narracje romantyczne, filmy, literatura… Może to nie tylko dzieciństwo czy przeżyta trauma, ale też historie, które widzimy wokół siebie, i o których słyszymy. Wtedy miłość nie byłaby tylko projekcją nieświadomego pragnienia, ale też echem zbiorowych mitów.
Jake skinął głową z uznaniem. Oparł się o brzeg biurka i odpowiedział:
– Dokładnie tak. Współczesna psychologia coraz częściej mówi o miłości jako konstrukcie biopsychospołecznym. Nieświadome schematy są kształtowane zarówno przez relacje rodzinne, jak i przez zbiorowe narracje. Więc, innymi słowy, podświadomość nie jest zamkniętym systemem, tylko gąbką, która chłonie wszystko, od rodziny po Netfliksa.
Kilka osób zachichotało.
– W pewnym sensie… tak. – Emma uśmiechnęła się lekko, ale nie dała się zbić z tropu. – Skoro podświadomość rejestruje to, czego świadomie nie analizujemy, to może także przesiąka tym, co uznajemy za „normalne” w opowieściach o miłości.
– To rodzi pytanie, ile z tej miłości to naprawdę „nasza” miłość – zastanowił się Jake, robiąc cudzysłów w powietrzu. – I czy można ją oczyścić z tych warstw. – Zamilkł na chwilę, wpatrując się w Emmę. – Może najbliżej prawdy będzie się wtedy, kiedy podświadomość nie jest tłumiona, ale też nie jest jeszcze przejęta przez język i konwencję.
Zrobił pauzę i zerknął na zegarek.
– To oczywiście tylko wstęp. Miłość jest jednym z najbardziej złożonych zjawisk psychologicznych i żaden pojedynczy wykład nie wyczerpuje tematu. Na koniec zadam pytanie, z którym was zostawię: Czy naprawdę to my wybieramy, kogo kochamy? – powiedział półżartem, półserio.
Większość osób w sali uśmiechnęła się pod nosem, ale Jake zarejestrował, że Emma patrzyła na niego uważnie. I wtedy pomyślał, że nie zdziwiło go, że to właśnie jej temat wylosował.
***
Kiedy większość studentów wyszła już z sali, podeszła do niego Emma.
– To było naprawdę świetne, profesorze – powiedziała, a jej głos lekko zadrżał. – Widać, że… naprawdę dobrze zna pan ten temat.
– Uczucia te… dla nikogo nie są obce – odparł wymijająco, próbując wybrnąć z niezręcznej sytuacji, ale jego głos zabrzmiał sztywno. – Czasami trudno jest wyjaśnić, ale… to temat, który może dotyczyć każdego z nas.
Gdy tylko skończył mówić, poczuł się dziwnie zmieszany. Emma delikatnie się uśmiechnęła, co dało mu chwilową ulgę, i powiedziała:
– Zgadzam się, że każdy z nas ma swoje własne doświadczenia, które wpływają na nasze podejście do miłości. A to, co pan powiedział, na pewno pomogło mi inaczej spojrzeć na temat, który zawsze wydawał się… trochę zbyt abstrakcyjny na naukowe rozważania.
Jake skinął głową, próbując złapać dystans.
– Dzięki, Emmo. Cieszę się, że mogłem podzielić się tym z wami. To temat, który… bywa osobisty, ale jest ważny. W kontekście psychologii.
Zamknął swoje notatki, by zakończyć rozmowę, Emma jednak drążyła temat dalej:
– Profesorze, mam jeszcze jedno pytanie… – zawahała się. – Czy jest możliwe, aby… zakochać się i nie być tego świadomym?
Serce Jake’a zabiło irracjonalnie mocniej. Pytanie Emmy było zaskakujące. Nagle wydało mu się mocno osobiste. Oczywiście, byli wykładowcą i studentką, więc ta rozmowa nie powinna zbaczać na zbyt prywatne tematy, ale mimo wszystko nie mógł powstrzymać się przed udzieleniem jej odpowiedzi.
– To… ciekawe pytanie – odpowiedział w końcu, patrząc na nią. – Myślę, że w pewnym sensie to możliwe. Miłość, jak wiele innych uczuć, może się ukrywać pod powierzchnią przez długi czas. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie chcemy tego zauważyć albo po prostu nie wiemy, jak to nazwać. Czasem trzeba czasu, by zrozumieć, co się dzieje.
– I co pana zdaniem wtedy robić? – zapytała, nie spuszczając z niego wzroku. – Jeśli nie jesteśmy świadomi, że to miłość, czy wciąż możemy nad tym zapanować? Albo… próbować nie pozwolić, by to uczucie przejęło kontrolę?
Jake poczuł, że ten temat staje się coraz trudniejszy. Chciał odpowiedzieć na te pytania, ale musiał mocno się pilnować, by odpowiedzi, których jej udzielał, były tylko i wyłącznie profesjonalne.
– Ludzie zawsze mają pewną kontrolę nad tym, co robią, ale uczucia… one bywają nieprzewidywalne – powiedział, zerkając na nią. – Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy, że coś w nim narasta, aż do momentu, gdy nie może tego dłużej ignorować. Czasem… po prostu coś się wydarza.
Jake chciał uniknąć niepotrzebnych spekulacji, ale teraz jego słowa okazały się pułapką, w którą sam siebie wciągnął. Miał przeczucie, że Emma zaraz zada mu kolejne trudne pytanie.
– Czy to oznacza, że czasami wcale nie da się nad tym zapanować? – zapytała z nutą wahania w głosie.
Jake westchnął cicho.
– Wiesz, czasami wydaje nam się, że mamy wszystko pod kontrolą, ale… miłość jest inna. Można próbować ją zrozumieć, próbować nią kierować, ale nie zawsze ma się nad nią pełną władzę.
Emma skinęła głową i przez chwilę wpatrywała się w niego, a Jake czuł, jak narasta między nimi niezręczna cisza.
– Myślę, że może lepiej jest po prostu pozwolić jej być – skwitowała i brzmiała, jakby w końcu doszła do jakiejś konkluzji.
Jake spojrzał na nią, nie wiedząc, co odpowiedzieć. W głowie miał tylko jedną myśl – że powinien jak najszybciej zakończyć tę wymianę zdań.
– Dziękuję za rozmowę – powiedziała spokojnie, choć jej głos miał w sobie jakąś dziwną miękkość. – Do zobaczenia po południu, profesorze.
Jake skinął głową, lekko spięty.
– Do zobaczenia, Emmo.
Patrzył na nią, gdy ruszyła w stronę drzwi. W powietrzu wciąż unosiła się ta aura rozmowy z nią, która zostawiła w powietrzu dziwny ślad. Zaskoczony, próbował zrozumieć, co jest w niej takiego, co sprawia, że czuł się jednocześnie zaintrygowany i pełen niepokoju. Dopiero po chwili zabrał swoje rzeczy i wyszedł z sali.
***
Przez następne kilka godzin Jake siedział w swoim gabinecie. Porządkował notatki, odpowiadał na maile, przygotowywał prezentacje na wykłady, planował kolejne dni z wyprzedzeniem, co pozwalało mu zachować poczucie kontroli. Ale im bliżej było godziny czternastej, tym bardziej nerwowo obracał w dłoniach długopis. Zegar na ścianie zdawał się tykać głośniej niż zwykle, a minuty ciągnęły się w nieskończoność. Nigdy nie stresował się przed spotkaniami ze studentami, ale tym razem było inaczej. Czuł odpowiedzialność – nie tylko jako opiekun projektu, lecz także jako wykładowca wybierający studentkę z dużym potencjałem. Ale nie chodziło tylko o projekt – chodziło o nią. Ostatnie dni obfitowały w momenty, w których jej obecność go rozpraszała. A teraz mieli pracować razem. W jego gabinecie, przez najbliższe miesiące.
„To tylko projekt, Carter” – powtarzał sobie w myślach. „Profesjonalna współpraca”.
Ale jego niepokój rósł z każdym kolejnym tyknięciem zegara. Gdy wskazówki pokazały czternastą, usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Była punktualnie. Choć często przychodziła spóźniona na wykłady, tym razem najwyraźniej chciała zrobić dobre wrażenie. Szybko wziął głęboki oddech.
– Proszę – powiedział, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie.
Drzwi otworzyły się powoli i do środka weszła Emma.
– Dzień dobry ponownie, profesorze.
– Dzień dobry, Emmo. – Wstał z fotela. – Punktualność na najwyższym poziomie – zauważył lekko żartobliwym tonem, żeby rozładować napięcie, i wskazał jej krzesło naprzeciwko biurka.
– Nie chciałam stracić tej szansy – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
Obydwoje usiedli. Jake szybko zebrał myśli i sięgnął po plik dokumentów leżących na biurku.
– Dobrze, przejdźmy od razu do rzeczy – powiedział, podsuwając jej pierwszą stronę planu projektu. – To zarys naszych działań. Na początek przygotujemy grupy kontrolne i opracujemy zestawy bodźców, które wykorzystamy w badaniach. Twoim pierwszym zadaniem będzie analiza danych z podobnych eksperymentów i przygotowanie ich podsumowania. Jeśli masz jakieś propozycje albo coś chciałabyś dodać, jestem otwarty na sugestie.
Podał jej drugą kartkę. Ich palce niemal się musnęły, ale oboje szybko cofnęli dłonie – zupełnie naturalnie, ale Jake odnotował to w myślach. Nie pierwszy raz zauważył, że jego reakcje przy niej były inne. Zbyt uważne. Zbyt szybkie.
Emma nachyliła się nad dokumentami. Obserwował, jak dokładnie analizowała tekst, jak skupione miała spojrzenie. To była ta sama Emma, którą znał z zajęć – zdolna, zaangażowana. A jednak teraz, zaledwie dwa metry od niego, w jego gabinecie, wydawała się… inna.
– To naprawdę ambitne – stwierdziła po chwili. – Wydaje mi się, że mamy szansę na bardzo ciekawe wyniki. Czy planujemy też obserwacje behawioralne?
Jake skinął głową.
– Tak, dokładnie – potwierdził. – Pomyślałem, że moglibyśmy przeprowadzić je wspólnie. Potrzebuję kogoś z wyczuciem detali, a ty, sądząc po twoich odpowiedziach na testach, wydajesz się do tego odpowiednia.
Emma spojrzała na niego z błyskiem w oku.
– To dla mnie dużo znaczy, profesorze. Postaram się nie zawieść.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Jake odchrząknął i przesunął spojrzenie na kalendarz.
– Myślę, że możemy zacząć działać z projektem już w przyszłym tygodniu. Dam ci dostęp do wszystkich materiałów, które mogą ci się przydać. Masz może jakieś pytania?
Emma zastanowiła się, zanim się odezwała:
– Czy w ramach eksperymentu planujemy mierzyć też zmienność decyzji w czasie? Mam na myśli, czy uczestnicy będą podejmować decyzje kilkukrotnie, żeby sprawdzić, czy podświadome uprzedzenia się utrzymują?
– Dobry pomysł – odparł, opierając się łokciami o blat biurka. – Możemy zaplanować serię sesji decyzyjnych, rozłożonych w czasie. Zobaczymy, czy ekspozycja na różne typy bodźców, również społecznych, może wpłynąć na nieuświadomione uprzedzenia… Warto również sprawdzić, czy po wspólnej dyskusji w grupie decyzje uczestników się zmieniają, nawet jeśli nie są tego do końca świadomi.
– Można by też porównać dwie grupy: jedną, która podejmuje decyzje indywidualnie, i drugą, która ma najpierw krótki panel dyskusyjny. – Emma się ożywiła. – Wtedy zobaczylibyśmy, jak wpływ społeczny modyfikuje mechanizmy uprzedzeń.
Jake uśmiechnął się z uznaniem.
– Właśnie dlatego chciałem pracować z kimś takim jak ty. Jeśli uda nam się dobrze zaprojektować te warunki, możemy uzyskać dane, które będą naprawdę ciekawe.
– To byłoby niesamowite – stwierdziła, ledwo skrywając ekscytację. – Nigdy nie sądziłam, że jeszcze na studiach mogłabym wziąć udział w czymś tak… poważnym. Czy mamy już zatwierdzony oficjalny start projektu?
– Tak, wstępnie. Ale czekamy jeszcze na odpowiedź profesora Marshalla z działu do spraw badań. Gdy tylko dostaniemy zielone światło, możemy ruszyć z pierwszym etapem.
– Dobrze. Postaram się być przygotowana na każdą ewentualność.
– Tego właśnie oczekuję. – Spojrzał na nią z aprobatą. – I nie wahaj się zgłaszać uwag, nawet jeśli będą krytyczne. To ma być współpraca, nie jednostronne prowadzenie.
– Zrozumiałe! – odparła krótko, po czym spakowała dokumenty do teczki.
– I jeszcze jedno… – zawahał się na sekundę. – Jeśli w trakcie pracy cokolwiek przestanie między nami działać… na przykład sposób komunikacji, tempo albo podział zadań… Powiedz mi od razu. Wolę wiedzieć wcześniej niż za późno.
– Jasne. – Pokiwała głową. – Doceniam, że pan to mówi.
Była rzeczowa i profesjonalna, ale Jake patrzył na nią z lekkim niepokojem, który znów zaczynał w nim narastać. Odsunął jednak od siebie te myśli.
– Masz jeszcze jakieś pytania? – zapytał, wracając na neutralny grunt.
– Może jeszcze jedno. Dlaczego zdecydował się pan na taki projekt? Mam wrażenie, że wydaje się bardzo osobisty.
Jake na moment zamarł, zaskoczony pytaniem. Przez chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć.
– Ciekawe, że to zauważyłaś – przyznał ostrożnie. – Może faktycznie coś w tym jest. Zawsze interesowało mnie, jak niewidoczne mechanizmy kierują naszym życiem. I jak często nasze decyzje nie są tak świadome, jak nam się wydaje. Myślę, że wszyscy w pewnym momencie próbujemy zrozumieć, dlaczego reagujemy w określony sposób. Co nas blokuje, co pcha do przodu, skąd biorą się schematy. Ten projekt… to próba uchwycenia właśnie tego, zanim zaczniemy się w tym gubić.
Emma spojrzała na niego uważniej, jakby próbowała odczytać z jego twarzy coś, czego nie powiedział.
– Rozumiem – zapewniła cicho. – Myślę, że to fascynujący temat, by nad nim pracować. Poza tym warto czasem spojrzeć głębiej, nawet jeśli to niewygodne.
Jake się uśmiechnął.
– W takim razie, jeśli nie masz więcej pytań, widzimy się na wykładach oraz w przyszły piątek – powiedział, po czym wstał i podał jej rękę.
Emma uścisnęła ją krótko, ale z pewnością siebie.
– Dziękuję za spotkanie, profesorze. Do zobaczenia.
Kiedy wyszła, Jake opadł na fotel, a napięcie wreszcie zaczęło opuszczać jego ciało. Wiedział, że to był dopiero początek projektu, ale nie mógł pozbyć się myśli, że współpraca z Emmą może być dla niego wyzwaniem nie tylko zawodowym, lecz także emocjonalnym. Nie potrafił dokładnie określić, co go niepokoiło. Wszystko było poprawne. Profesjonalne. A jednak… czuł, że coś jest nie tak.
„To tylko studentka, Carter” – powtórzył w myślach niemal jak mantrę. „To tylko zawodowa współpraca”.
Nie miał zamiaru tego dłużej analizować.
***
Jake postanowił skończyć dzień pracy nieco wcześniej i ruszył w stronę motocykla zaparkowanego na parkingu pod uniwersytetem. Uwielbiał jeździć. Maszyna dawała mu wolność, jakiej nie znajdował nigdzie indziej. Gdy zakładał kask, stawał się anonimowy – niewidoczny, nietykalny. Tylko on, motocykl i droga. Oparł ręce luźno na kierownicy, gotów, by zaraz odjechać. Już miał odpalić silnik, gdy kątem oka dostrzegł ruch. Z naprzeciwka nadjeżdżała na rowerze Emma. Przez moment świat zwolnił. Jej włosy, lekko rozwiane przez wiatr, lśniły w promieniach słońca, a twarz była spokojna, skupiona. Jej ręce mocno trzymały kierownicę, nogi płynnie poruszały się w rytmie, który wydawał się tak prosty, a jednak tak hipnotyzujący. Mijając go, spojrzała krótko w jego stronę, ale nie zatrzymała wzroku. Nie poznała go w kasku.
Jake mógł już odjechać, ale nie zrobił tego. Nie wiedział, dlaczego nie mógł oderwać od niej wzroku. Patrzył za nią, jak minęła motocykl, a potem jak zniknęła za jednym z budynków, zupełnie nieświadoma jego spojrzenia. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w to miejsce, gdzie pojechała. A potem znowu poczuł w sobie ten dziwny niepokój i zorientował się, że jego oddech zatrzymał się. W końcu odetchnął głęboko, przekręcił kluczyk i ruszył przed siebie, starając się zostawić za sobą to, co się właśnie wydarzyło.
Clocks – Coldplay
Moon – Sleeping At Last
We Can Be Anything – Rynn
Między spotkaniami
W kolejny piątek, punktualnie o godzinie dziewiątej, Jake stanął przy biurku i otworzył prezentację. Zegarek na jego nadgarstku wskazywał dokładnie to, co zawsze – zero tolerancji na chaos. Przynajmniej w teorii.
– Dzień dobry, dziś zajmiemy się zjawiskiem przeniesienia emocjonalnego. Choć wywodzi się ono z klasycznej psychoanalizy, współczesna psychologia opisuje podobne mechanizmy także w relacjach codziennych.
Gdy kończył omawiać trzeci slajd, drzwi otworzyły się cicho i Jake usłyszał znajomy dźwięk pewnych, ale delikatnych kroków. Zerknął na zegarek dokładnie w momencie, gdy wskazówki przesunęły się na dziewiątą sześć.
Spóźniona. Znów.
Nie przerwał, nie spojrzał – kontynuował wykład bez zawahania, choć pod skórą poczuł znajome napięcie. Kątem oka dostrzegł, jak przemknęła wzdłuż ławek i – co zaskoczyło go bardziej niż powinno – usiadła… w drugim rzędzie.
Nie z tyłu. Nie w cieniu. Blisko.
Zerknął w jej stronę. Siedziała spokojnie, z lekko przechyloną głową, notując już coś z typową dla siebie koncentracją. Niebieski tusz lśnił, kiedy poruszała dłonią. Jej rozpuszczone włosy dotykały lekko kartki. To nie powinno go obchodzić. Ale zauważył to.
– W najprostszym ujęciu przeniesienie polega na tym, że nasze emocje, często nieuświadomione, zostają rzutowane na osobę, która w jakiś sposób aktywuje wcześniejsze doświadczenia. Ktoś robi albo mówi coś nieznaczącego, i nagle uruchamia się cały mechanizm, który nie należy już do tej sytuacji.
Jake zerknął znowu tylko na ułamek sekundy. Emma notowała spokojnie, skupiona – ale siedziała w drugim rzędzie. Inaczej niż zwykle. I wbrew wszelkiej logice, ta zmiana zaburzyła mu dzisiejszy rytm bardziej niż cokolwiek innego.
– To właśnie w takich chwilach okazuje się, że reakcja nie wynika z „tu i teraz”. Wynika z czegoś, co pozostawało nieaktywne, dopóki nie pojawił się odpowiedni bodziec. Więc pytanie brzmi, czy wtedy nadal jesteśmy sobą? Czy raczej stajemy się echem cudzych emocji, cudzych historii, które w sobie nosimy?
Na sali zapadła cisza. Jake przeszedł powoli środkiem na tył pomieszczenia, czekając, aż ktoś się zgłosi do odpowiedzi. Odwrócił się, a jego wzrok automatycznie padł na Emmę i jej długie, brązowe włosy. Kiedy mijał drugi rząd, jego dłoń mimowolnie się zacisnęła. Poczuł jej wzrok na sobie. To było niemal fizyczne.
Zatrzymał się przy biurku i odwrócił się w kierunku studentów. W sali panowała cisza, typowa dla momentów, gdy temat robi się zbyt trudny, by mówić o nim głośno.
I wtedy zauważył, że Emma powoli uniosła rękę, a spojrzenie miała utkwione w nim.
– Tak, Emma? – zapytał bez emocji w głosie. Ale jego wzrok… był już zupełnie inny.
Emma pochyliła się lekko do przodu.
– Myślę, że w takich momentach… jesteśmy sobą bardziej niż zwykle – zaczęła. Jej głos był spokojny, choć podszyty lekkim zdenerwowaniem. – Bo to, co wypływa z nas bez kontroli, bez filtra… To nie jest echo cudzych historii. To są nasze historie, które dotąd nie miały głosu.
Jake nie odpowiedział od razu. Patrzył na nią uważnie, dłużej, niż powinien. Na jego twarzy nie było widać dezaprobaty. Raczej… zaciekawienie. I może coś jeszcze.
– Czyli twoim zdaniem – odezwał się w końcu – to, co niekontrolowane… jest autentyczne?
Emma skinęła głową powoli.
– Nie zawsze bezpieczne. Czasem niewygodne. Ale autentyczne właśnie dlatego.
Na sali ktoś odchrząknął, inny student nerwowo poruszył się w ławce. Ale Jake już nie słyszał szmerów. Słuchał tylko jej. Na chwilę zapomniał, że to wykład. I że patrzyli na nich inni.
– Ciekawa interpretacja – powiedział, spuszczając na moment wzrok. – Możliwe, że masz rację. Czasem to, co wymyka się spod kontroli, mówi o nas najwięcej.
Emma pochyliła się znów nad notesem i zaczęła coś pisać, jakby chciała zamknąć temat. Ale uśmiech, który przemknął przez jej twarz, był dla Jake’a bardziej niepokojący, niż chciałby przyznać.
Już po chwili kontynuował wykład bez zająknięcia, przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz. Ruchy miał płynne, a ton stabilny. Slajd przesunięty zgodnie z planem. Głos niosący się po sali z precyzją wytrenowaną przez lata. Miał zasady. Zawsze miał zasady. Niepodważalne. Od lat pielęgnowane jak drzewko bonsai – przycinane, wyważone, oczyszczone z emocjonalnych chwastów. Jego rozum znał granice – twarde, nieprzekraczalne, niemal wyryte w marmurze zasad: nie zbliżaj się, nie angażuj, nie reaguj.
Ale emocje… one nie pytały o pozwolenie. I pod spodem… znowu to poczuł. Napięcie. Niewidoczne dla nikogo. Ale on wiedział. Znał siebie zbyt dobrze, by to zignorować. Znał siebie do bólu.
Każda dzisiejsza jej decyzja, od zmiany miejsca, w którym siedziała, po jej odpowiedzi na jego pytania podważała te zasady jak kamień wrzucony do wody: najpierw plusk, potem kręgi, na koniec chaos.
W miejscu, gdzie powinien być chłodny dystans, pojawiła się rysa. Jedna. Potem druga. I z każdym kolejnym jej słowem, jej spojrzeniem – pojawiało się ich coraz więcej.
„To tylko studentka, Carter” – przypomniał sobie. „Mądra. Bystra. Ale to wszystko”.
Spojrzał na nią raz jeszcze, gdy skupiła się na notowaniu. I wtedy pomyślał: czy to przeniesienie, o którym mówił, przypadkiem nie dzieje się na jego oczach? Ale nie u niej. U niego.
„Opanuj się, Carter” – skarcił się w myślach. „To wykład. To zasady. Ona nie może być powodem twojej utraty kontroli”.
***
Kawiarnia uniwersytecka była niemal pusta, oprócz dwóch studentów pochylonych nad laptopami i pary wykładowców dyskutujących cicho przy oknie. Jake wszedł do środka i stanął w kolejce. Miał jeszcze dwadzieścia minut do spotkania z Emmą i postanowił nie analizować nadmiernie tego faktu, nie tworzyć scenariuszy w głowie. Powinien być profesjonalny i zdystansowany.
Kolejka do kawy poruszała się powoli, ale Jake nie był zniecierpliwiony. Przynajmniej nie z powodu oczekiwania na kawę. W głowie układał jeszcze raz punkty, które chciał poruszyć na spotkaniu o czternastej. Nic skomplikowanego – omówienie postępów, wprowadzenie danych, rozdzielenie dalszych zadań, ustalenie ram czasowych. Czysta logistyka.
I wtedy obrócił się przez ramię i zobaczył Emmę tuż za sobą w kolejce. Stała wyprostowana, z torbą przewieszoną przez ramię. Skinęła mu głową z lekkim uśmiechem.
– Dzień dobry, profesorze – przywitała się neutralnym i uprzejmym tonem.
– Dzień dobry – odparł nieco szybciej, niż zamierzał. – Zaraz czternasta, tak?
– Tak, będę punktualnie – odpowiedziała. – Jeszcze kawa i już idę do gabinetu.
Jake skinął głową. To było tylko formalne potwierdzenie spotkania. Emma powiedziała proste zdanie. Nic w jej głosie nie wskazywało na to, by kryło się tam drugie dno. A jednak, gdy stanęli razem w kolejce, jego umysł – ten przeklęty, nadaktywny mechanizm – analizował: ton głosu, sposób, w jaki poprawiła pasek torby. Czy odległość między nimi się skróciła? Czy jej uśmiech miał w sobie coś znajomego z dzisiejszego wykładu?
„Nie. Nie miała nic na myśli” – upomniał się w myślach. „To ty to robisz, Carter. To ty próbujesz coś z tego wyczytać”.
Emma skinęła lekko głową, gdy barista zawołał numer jej zamówienia. Odebrała swoją kawę, po czym jeszcze raz spojrzała na Jake’a.
– Do zobaczenia za chwilę – powiedziała z uśmiechem.
– Oczywiście – odparł.
Zniknęła mu z oczu i została po niej tylko nuta jakiegoś kwiatowego zapachu, która unosiła się w powietrzu.
***
W gabinecie panował półmrok, a jedynymi źródłami światła były ekrany laptopów. Jake siedział po swojej stronie biurka i słuchał uważnie, jak Emma mówiła z ożywieniem.
– Te badania przypominają mi jeden z moich ulubionych artykułów na temat podejmowania decyzji. Chodzi o to, że nawet jeśli ktoś uważa się za racjonalnego i obiektywnego, to w rzeczywistości jego wybory są kształtowane przez głęboko zakorzenione schematy poznawcze. Nawet w sytuacjach, które wydają się czysto logiczne, człowiek działa pod wpływem wcześniejszych doświadczeń, emocji, a czasem zupełnie nieświadomych przekonań.
– Brzmi znajomo… – powiedział, przekrzywiając lekko głowę i marszcząc brwi.
– Tak, bo to jedno z fundamentalnych badań na ten temat. Pamiętam, jak czytałam o tym po raz pierwszy. Autor tego artykułu tłumaczył to w tak przystępny, ale jednocześnie głęboki sposób… To było jak moment olśnienia. Pomyślałam wtedy: „To jest to! To jest dokładnie to, czym chcę się zajmować!” – Emma się uśmiechnęła.
Jake oparł się wygodniej na fotelu, przyglądając jej się uważnie. Mówiła z taką pasją, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Ale w jego głowie coś zaczęło klikać.
– I kto to napisał? – zapytał, udając swobodny ton.
– Nie pamiętam… – Zmarszczyła lekko brwi. – To było lata temu, chyba jeszcze chodziłam do szkoły średniej. Ale ta teoria zapadła mi w pamięć.
Jake nie odpowiedział od razu. Właśnie zdał sobie sprawę, że cytowała jego własny artykuł, który opublikował kilka lat temu i który zainspirował ją do obrania życiowej drogi.
– Ciekawe… – mruknął tylko, sięgając po kubek z kawą, żeby ukryć uśmiech, który mimowolnie pojawił się na jego twarzy.
Emma wróciła do pracy, nie zauważając, jak intensywnie na nią patrzył. Uświadomił sobie, że ich losy splotły się na długo przed tym, jak ich drogi rzeczywiście się przecięły. Po chwili jednak oderwał od niej wzrok i próbował się na nowo skoncentrować. Oparł ręce na klawiaturze swojego laptopa, aby pracować dalej. Zanim był w stanie cokolwiek napisać, Emma przerwała ciszę.
– Mógłby mi pan pokazać, jak dodać te dane do programu? – zapytała, patrząc na ekran. – Ten system jest nieco bardziej skomplikowany, niż się spodziewałam.
Jake poczuł, jak napięcie w jego ramionach wzrosło. Aspekty techniczne czasami go przytłaczały. Widząc pewność siebie Emmy w obsłudze komputera, zaczął wątpić w swoje umiejętności.
– Jasne, postaram się pokazać ci, jak to zrobić – odpowiedział i usiadł obok niej.
Zaczął przesuwać myszką po podkładce, ale kiedy próbował wybrać odpowiednią opcję, zauważył, że Emma już nachyliła się w jego stronę, przyglądając się uważnie temu, co działo się na ekranie. Jej bliskość sprawiła, że nagle miał problem, by skupić się na tym, co robił.
– Och, to chyba powinno wyglądać trochę inaczej. Podczas laboratoriów komputerowych pokazywali nam to w inny sposób – powiedziała, sięgając po myszkę, którą Jake trzymał w ręce.
Zręcznie ją przejęła, a on poczuł, jak jej palce delikatnie musnęły jego skórę. Zaczęła dodawać dane do programu. Jake usiłował skupić uwagę na ekranie, ale każdy jej ruch sprawiał, że coraz trudniej było mu utrzymać koncentrację. Kiedy się poruszała, czuł, jak jej zapach – subtelne, kwiatowe perfumy – przenikał do jego zmysłów. Zawsze pozostawał wrażliwy na zapachy, ale ten był… inny. Zmysłowy, przyciągający, jakby przenosił go do zupełnie innej rzeczywistości.
– Tu jest przycisk, który trzeba nacisnąć, żeby to zapisać – mówiła spokojnie, nieświadoma tego, co działo się w głowie Jake’a. – I teraz możemy przejść do następnego kroku.
Jake wziął od niej myszkę i próbował dodać kolejne dane, ale jego wzrok wciąż wędrował mimowolnie w stronę dziewczyny. Jej włosy niemal muskały jego ramię. Uświadomił sobie, jak mało przestrzeni ich dzieliło – tylko kilka centymetrów. I wtedy, za każdym razem, gdy poruszała się na krześle, ogarniały go kolejne fale zapachu jej perfum, tak intensywnie, że ledwo mógł się skoncentrować.
– Może… może pokaż mi, w jaki sposób chcesz to zrobić? – zaproponował, próbując wyjść z opresji.
Emma spojrzała na niego i w jej oczach pojawił się błysk.
– Oczywiście, proszę spojrzeć – odpowiedziała, zbliżając się jeszcze bardziej do niego, by z powrotem przejąć myszkę.
Zaczęła coś klikać na ekranie i nagle jej twarz znalazła się naprawdę blisko niego. Tak blisko, że kątem oka mógł zobaczyć drobne piegi na jej policzkach, a jej oczy, pełne skupienia, błyszczały tuż przed nim. Wydawało się, że czas na chwilę się zatrzymał. Wtedy Emma znowu spojrzała na niego, a Jake poczuł, jak zrobiło mu się gorąco. Musiał się opanować. I to szybko. Odsunął się nagle.
– Może… – zaczął, niepewnie przerywając ciszę. – Może na razie przejmij to i spróbuj dokończyć resztę. Ja… będę przeglądał inne materiały.
Emma uśmiechnęła się lekko i nieco tajemniczo.
– Oczywiście, profesorze – oznajmiła, nie tracąc pewności siebie. – Zajmę się tym.
***
Po dwóch godzinach intensywnej pracy nad projektem Emma musiała już iść. Jake przyglądał się, jak zbierała swoje rzeczy, ale jego spojrzenie było niepewne.
– Dziękuję za dzisiaj, Emmo – powiedział z nieco zdystansowanym uśmiechem. – Myślę, że to będzie dobry projekt.
– Zgadzam się – przytaknęła, również uśmiechając się delikatnie. – Dziękuję za spotkanie i… za poświęcony czas.
Po chwili zaczęli zbierać notatki rozrzucone na biurku. Emma wstała z krzesła i wzięła w ręce stertę papierów, które leżały na blacie. Już miała wychodzić, kiedy nagle z jej dłoni wypadły wszystkie kartki. Zaskoczona, schyliła się, żeby je podnieść. W tym samym momencie Jake wstał z fotela i kucnął obok, żeby jej w tym pomóc. Ich dłonie zetknęły się na ułamek sekundy, gdy oboje próbowali złapać te same papiery, a ich głowy zbliżyły się do siebie w niemal idealnej synchronizacji. Ich twarze były teraz naprawdę blisko siebie. Jake poczuł ponownie zapach jej perfum i miał wrażenie, że zaraz w nim utonie.
Emma podniosła wzrok i ich oczy się spotkały. Zauważyła jego intensywne spojrzenie i poczuła ciepło bijące od niego.
– Ojej, chyba… chyba za dużo tych kartek – stwierdziła, odsuwając się lekko.
Jake wyprostował się nagle.
– Tak, chyba trochę przesadziliśmy z tymi papierami – zażartował, choć ton jego głosu zdradzał podenerwowanie.
Pomógł zebrać Emmie resztę kartek i przez chwilę oboje stali naprzeciwko siebie w milczeniu.
– Do zobaczenia, Emmo – powiedział w końcu, lekko się kłaniając.
– Do zobaczenia, profesorze – pożegnała się, uśmiechając się nieśmiało.
Zanim wyszła i zamknęła za sobą drzwi, ich spojrzenia spotkały się po raz ostatni.
***
Sophie i Megan podeszły do Emmy, gdy tylko opuściła gabinet Jake’a. Megan stanęła obok Emmy i popatrzyła na nią z błyskiem ciekawości w oczach.
– No cześć, pracusiu! Jak tam współpraca z profesorem Carterem?
Emma poczuła w sobie lekkie spięcie.
– W porządku – odpowiedziała krótko.
– Tylko w porządku? – zapytała Sophie, opierając się o ławkę. – Bo słyszałyśmy, że spędzacie sporo czasu w jego gabinecie.
– To normalne, skoro robimy razem projekt.
Sophie wymieniła z Megan porozumiewawcze spojrzenia.
– No jasne… Ale chyba nie możesz zaprzeczyć, że Carter to totalne ciacho. Przystojny, inteligentny, no i ma w sobie coś takiego… niegrzecznego – dodała Megan, przeciągając ostatnie słowo.
– Jest wymagający i profesjonalny. Na pewno nie ma czasu na flirtowanie, jeśli o to wam chodzi. – Emma wzruszyła ramionami, próbując wyglądać na obojętną.
– Nuuuda… – Sophie westchnęła teatralnie. – Za to my byłyśmy wczoraj na siłowni, żeby go poobserwować. I widziałyśmy go na treningu – dodała z zachwytem. – To był widok, na który powinno się sprzedawać bilety.
Emma parsknęła śmiechem, próbując za wszelką cenę ukryć, że obraz Jake’a na treningu działał także na jej wyobraźnię.
– Może po prostu dba o kondycję? – rzuciła niewinnie.
– Dziewczyno, mówisz to tak, jakby to była normalna rzecz! – Megan pokręciła głową. – Nie dość, że ma ten cały tajemniczy, mroczny vibe, to jeszcze trenuje sztuki walki? Carter jest po prostu… no wiesz…
– Seksowny jak diabli – dokończyła Sophie, na co Megan pokiwała głową.
Emma odchrząknęła, czując, jak zrobiło jej się gorąco.
– Może skupiłybyście się na swoich projektach zamiast na fantazjowaniu o wykładowcach?
– Nie nasza wina, że mamy na uczelni taki okaz! – Zaśmiała się Sophie.
Emma przewróciła oczami i ruszyła dalej korytarzem, słysząc za sobą ich chichoty. Gdyby tylko wiedziały, co naprawdę działo się przed chwilą w gabinecie między nią a profesorem Carterem…
Szła wolnym krokiem, a echo jej kroków odbijało się od ścian wydziałowego korytarza. Czuła, jak jej napięcie powoli opada. Ale jego spojrzenie… wciąż je miała pod powiekami.
Nie chciała tego nadmiernie analizować. Ale i tak to robiła. Dotknięcie dłoni. Zwykłe, mimowolne, przypadkowe. A jednak poczuła wyraźnie to ciepło. Tę iskrę między nimi. To nie powinno mieć znaczenia, a jednak dla niej miało.
Wyszła z budynku wydziału i skręciła w stronę biblioteki Green Library, mimo że nie planowała tam iść. Potrzebowała przestrzeni. Ciszy. Takiej, w której mogłaby w końcu zadać sobie kilka pytań, jakich unikała przez ostatnie dwa tygodnie. Czy to tylko projekt? Czy to, że potrafili rozmawiać godzinami o badaniach, że rozumieli się niemal intuicyjnie – to tylko kwestia intelektualnej kompatybilności? Czy może… coś więcej zaczęło się pojawiać między wierszami?
Nie chciała być tą naiwną studentką, która wyobraża sobie coś, czego nie ma. Ale nie była ślepa. Zauważyła, jak dziś reagował na nią w gabinecie. Unikał kontaktu wzrokowego, choć zwykle go utrzymywał. Cały się spinał, kiedy siedzieli obok siebie przy komputerze. I była pewna jednego: on ją zauważał.
Wsunęła się między regały i odruchowo sięgnęła po jakiś tom z psychologii społecznej, ale jej myśli krążyły teraz wokół jego głosu, który brzmiał inaczej, gdy mówił do całej sali, a inaczej, gdy mówił tylko do niej. Różnica była subtelna. Ale ją dostrzegała.
Odłożyła książkę na półkę, oparła się plecami o regał i westchnęła cicho. Wyjęła z torby swój notatnik i otworzyła go, udając, że coś w nim czytała, ale jej wzrok zatrzymał się na jednej frazie z porannego wykładu:
„To, co wypływa z nas bez filtra… to są nasze historie, które dotąd nie miały głosu”.
Jej własne słowa. Nie planowała tego powiedzieć. Wypłynęło z niej. Całkowicie spontanicznie. I wtedy zauważyła – on nie tylko słuchał. On ją usłyszał.
Zamknęła notatnik i odetchnęła głęboko. Jeszcze tylko kilka miesięcy. Projekt. Studia. Nauka. Tylko tyle. Nie mogła się zakochać. Nie w nim. Ale kiedy zamknęła oczy, nie widziała naukowych definicji ani wykresów. Widziała jego.
I w tym był właśnie problem.
Hands Cover Bruises (Reprise) – Trent Reznor & Atticus Ross
The Fear – The Score
Chasing Cars – Snow Patrol
Emocjonalna jazda
Jake stał w tym samym miejscu jeszcze przez kilka sekund po wyjściu Emmy z gabinetu. W powietrzu wciąż unosił się lekki aromat jej perfum, który wkradał się do jego zmysłów niczym nieproszony gość i pozostawiał go w tym lekkim oszołomieniu, z którego trudno mu było się otrząsnąć. Jego serce biło w nierównym rytmie, a myśli krążyły wokół tej chwili, gdy ich twarze znalazły się tak blisko siebie. Narastało w nim napięcie, które coraz trudniej było mu zignorować i coraz bardziej zaczynało mu przeszkadzać.
„Co ty wyprawiasz, Carter?” – pomyślał nagle, jakby otrząsnął się pod zimnym prysznicem.
Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że Emma była błyskotliwa, inteligentna i… atrakcyjna. Miała w sobie tę rzadką mieszankę intelektu i uroku, którą rozpoznaje się natychmiast i której nie da się zignorować. Ale była też jego studentką. Studentką. Relacja zależności. Zasady wbijane w głowę od lat. To były nie tylko zasady etyczne. To kręgosłup jego zawodu.
A mimo to, dzisiaj nie potrafił się przy niej skupić. Pociągała go fizycznie. I to było żenujące. Nieprofesjonalne. Ale przede wszystkim niebezpieczne.
Spojrzał na swoje dłonie, które zdecydowanie zbyt długo trzymał obok jej palców. Mógł się odsunąć szybciej. Mógł uniknąć tego momentu. Ale nie zrobił tego.
Był zły na siebie, że zaczynał sobie pozwalać na drobne gesty. Na spojrzenia. Na chwile ciszy, które nie powinny trwać tak długo. To mogło się łatwo wymknąć spod kontroli.
– Muszę postawić jasną granicę… – powiedział cicho, zły na siebie. – To nie może się powtórzyć.
Ale wiedział, że sama decyzja to nie wszystko. Granica musi być utrzymana, a nie tylko postawiona. Nie mógł pozwolić, by to zakazane pragnienie rozlało się w nim jeszcze bardziej. Postanowił wybrać się na trening.
***
Jake stanął na środku uniwersyteckiej sali treningowej, rozciągnął ramiona i wziął głęboki oddech. Powietrze było ciężkie. Zrobił standardową rozgrzewkę, zawiązał owijki na dłoniach, włożył rękawice i bez zbędnych ceregieli ruszył do działania.
Cios. Jeden, drugi, trzeci. Kopnięcie.
Prosty, sierpowy, hak. Mocne, kontrolowane ruchy.
Błyskawiczny półobrót, stopa uderzająca w środek worka.
Zwiększył tempo. Każda sekwencja była automatyczna, wytrenowana do perfekcji. Czuł napięcie w mięśniach, lekki ból w nadgarstkach, ale nie przestawał. Pot spływał mu z czoła i karku, wzdłuż kręgosłupa, ale to tylko dodawało mu energii.
Wycofał się o krok, poruszył szyją i rozluźnił ramiona. Zrobił szybki wypad do przodu, chwycił worek i przyciągnął go do siebie, jakby miał przed sobą żywego przeciwnika.
Kolano w górę. Mocne uderzenie.
Jeszcze raz. I jeszcze.
Serce biło mu szybko, w uszach szumiała krew, ale nie zwalniał. To był jego sposób na oczyszczenie głowy. Na odzyskanie kontroli.
Zakończył trening. Pochylił się lekko do przodu, oparł dłonie na udach i oddychał głęboko. Czuł pieczenie w mięśniach, ale w końcu napięcie z niego zeszło. Przynajmniej do czasu, aż znowu coś… albo ktoś go nie wytrąci z równowagi.
Po porządnej dawce ćwiczeń otworzył ciężkie drzwi sali treningowej, a chłodne powietrze uderzyło go w twarz. Był spocony, zmęczony, ale satysfakcja po dobrym treningu sprawiła, że znów poczuł się lekki. Zdjął koszulkę, przesunął ręką po mokrych od potu włosach, zarzucił ręcznik na ramię i wyszedł na korytarz prowadzący do szatni.
***
Emma szła szybkim krokiem, zapatrzona w telefon. Kiedy wychodziła zza zakrętu, uniosła głowę, a jej oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Instynktownie cofnęła się o krok, wpadając plecami na ścianę, a wtedy torba zsunęła się z jej ramienia i spadła na podłogę.
Przed nią stał Jake Carter. Spocony, z nagim torsem, emanujący specyficznym napięciem. Choć starała się zachować spokój, serce zabiło jej szybciej.
– Och… – wyszeptała.
Patrzyła niepewnie na jego twarz, a potem mimowolnie przeniosła oczy niżej. Jej wzrok zatrzymał się na jego umięśnionym torsie. Dopiero po chwili – nieświadomie, jakby coś ją przyciągnęło – spojrzenie powędrowało jeszcze niżej, na jego podbrzusze. I wtedy dostrzegła czarny tatuaż tuż nad linią spodenek z napisem Fight The Fear[1].
Litery były proste, ale w ich surowości tkwiło coś magnetycznego i dlatego nie oderwała wzroku od tatuażu tak szybko, jak powinna. Jej policzki lekko się zaróżowiły.
Jake schylił się po torbę i podał ją jej.
– Proszę – powiedział, próbując zabrzmieć normalnie, ale wciąż był na wysokich obrotach po treningu.
Emma wzięła od niego torbę i przez chwilę stali w niezręcznej ciszy.
– Dzięki! – rzuciła, uśmiechając się lekko, choć była trochę zawstydzona. – Widzę, że ostro pan trenował.
– Tak, przychodzę tutaj na kick-boxing – odpowiedział, przesuwając ręcznikiem po karku.
Emma pokiwała głową, wciąż go obserwując.
– Wymagający sport… – skwitowała. – Ja właśnie wyszłam z zajęć jogi. Muszę iść na autobus, bo inaczej się spóźnię – dodała, ale wcale się nie ruszyła.
Jake zrobił krok w bok, żeby mogła przejść, ale wtedy Emma zrobiła krok w dokładnie ten sam bok, co on. Natychmiast odruchowo się cofnęli, ale… znów w tę samą stronę.
– Przepraszam… – powiedziała, patrząc w podłogę.
Przez chwilę nikt się nie poruszył. Emma przełknęła ślinę, a Jake potarł kark, przesuwając spojrzenie gdzieś w bok.
– Wygląda na to, że nie możemy przejść – podsumował cicho, próbując obrócić tę sytuację w żart.
– Chyba tak – odparła.
Ich spojrzenia znów się spotkały. Tym razem na dłużej. Cisza między nimi zrobiła się gęsta, jakby powietrze nagle zyskało dodatkowy ciężar. Jake pierwszy odwrócił wzrok.
– Pójdę tędy – rzucił krótko i wskazał palcem kierunek.
Gdy się mijali, ich ramiona lekko się otarły.
– Do zobaczenia – powiedziała, odwracając się za nim.
Skręciła w stronę wyjścia, nie oglądając się więcej za siebie. Wciąż przed oczami miała obraz jego ciała – wyrzeźbione mięśnie torsu, błysk potu na skórze i… te słowa na podbrzuszu.
Fight The Fear.
Zdanie było proste, a jednak poczuła, że miało w sobie pewien ciężar – niczym wyznanie, zapisane na skórze tuż obok najwrażliwszego miejsca. Intymne. Miała nieodparte wrażenie, że odkryła coś, co nie było przeznaczone dla obcych spojrzeń. Zastanawiała się, dlaczego Jake wybrał właśnie te słowa. Czy kryło się za nimi coś, o czym nie mówił nikomu?
I choć powinna skupić się na czymś innym, przed oczami wciąż miała wytatuowane litery. Nagle poczuła, że za jego pewnością siebie i siłą kryło się coś więcej. Coś, co chciała zrozumieć. I coś, co tylko pogłębiło tę fascynację nim, którą odczuwała już wcześniej.
***
