Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
129 osób interesuje się tą książką
Zepchnęła męża z klifu.
Pięć lat później on wrócił.
I twierdzi, że niczego nie pamięta.
Mana Suzukura wiedzie spokojne życie w Tokio. Ma pracę, mieszkanie i wreszcie poczucie kontroli nad własnym losem. Przeszłość, od której uciekła, miała pozostać na zawsze pogrzebana. Razem z mężczyzną, który ją zniszczył.
Gdy jednak w jej życiu pojawia się natarczywy współpracownik, a chwilę później pod drzwiami staje mąż, którego uważała za martwego, świat Many rozpada się na nowo.
Kazuki twierdzi, że przeżył wypadek, stracił pamięć i chce zacząć od początku. Jest uprzejmy, troskliwy… zupełnie niepodobny do brutalnego człowieka, którego Mana pamięta.
Czy amnezja naprawdę może zmienić człowieka?
A może to tylko kolejna forma manipulacji?
I jak to możliwe, że mąż, którego zabiła, powrócił?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 252
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: 『殺した夫が帰ってきました』
KOROSHITA OTTO GA KAETTE KIMASHITA by Mina SAKURAI
© Mina SAKURAI, 2026
All rights reserved. Original Japanese edition published by SHOGAKUKAN.
Polish language edition arranged with SHOGAKUKAN, through The English Agency (Japan) Ltd. and Curtis Brown Group Ltd.
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Copyright © for the Polish translation by Małgorzata Samela, 2026
Redaktorka inicjująca: Marta Kujawa
Redaktorka prowadząca: Joanna Zalewska
Marketing i promocja: Judyta Kąkol
Redakcja: Patryk Białczak
Korekta: Magdalena Białek, Sandra Popławska
Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl
Projekt okładki i strony tytułowe: Magda Bloch
Fotografie na okładce: © Natchooda | Adobe Stock, Zunopixl | Adobe Stock
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-19-7
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Dłonie, którymi trzymałam kierownicę, drżały.
Chciałam wierzyć, że to dlatego, że zjeżdżałam wyboistą górską ścieżką pełną zakrętów, na których nie mogłam stracić czujności. Jednak nawet gdy wjechałam już na pokrytą asfaltem drogę, nawet kiedy zatrzymałam się na czerwonym świetle, moje ręce wciąż się trzęsły.
– Co ja mam teraz zrobić… – Spojrzałam na swoje dłonie.
Zrobiłam to, pomyślałam, targana wyrzutami sumienia. To już koniec, uświadomiłam sobie z ulgą.
Oparłam czoło o kierownicę i zamknęłam oczy. Zaczynały do mnie docierać dźwięki otoczenia oraz ból, a wraz z nimi jasno i wyraźnie powracały wspomnienia.
Przypomniałam sobie wykrzykiwane do mnie obelgi, spadające na mnie raz po raz uderzenia i kopniaki, które odbierały mi zdolność myślenia.
Wciąż wierzyłam, że jeśli tylko wytrzymam, to pewnego dnia porozmawia ze mną życzliwie, tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy.
Ale to były tylko mrzonki. Ten dzień nigdy nie nadszedł.
Zapaliło się zielone światło. Wcisnęłam gaz, a samochód płynnie przyspieszył. Droga była już zupełnie równa, ale moje dłonie wciąż się trzęsły.
Włączyłam radio i usłyszałam, jak jakaś celebrytka przy skocznej muzyce odczytuje radosnym głosem maile od słuchaczy.
– „Ostatnio zaczęłam się z kimś spotykać, ale on wciąż nie mówi do mnie po imieniu. Co mogę zrobić, żeby to się zmieniło?” Oooch, ależ to urocze!
Dawna ja pewnie by się roześmiała, ale teraz nie mogłam powstrzymać zazdrości.
– „Jeśli chodzi o imię…”
„Mana!”
To, co wciąż dźwięczało mi w uszach, nie było serdecznym zawołaniem, lecz pełnym niedowierzania i nienawiści krzykiem, gdy spadał z klifu.
Zepchnęłam go z urwiska.
Zabiłam swojego męża.
– Suzukura! Mana Suzukura!
Dziewczyna znieruchomiała, usłyszawszy znajomy głos za swoimi plecami. Zobaczyła stojącą za nią szefową, która marszczyła brwi z dezaprobatą.
– Rozumiem, że masz teraz mnóstwo na głowie, ale ile razy mam cię wołać?
– Przepraszam.
– No, no, nie ma czasu na przeprosiny. Wyrobisz się z robotą w dwadzieścia minut?
– Tak.
Szefowa też pewnie była w biegu. Miała o wiele więcej pracy niż Mana i mimo to wciąż się o nią martwiła. A czasu na skończenie zadań było coraz mniej.
Firma, w której pracowała, produkowała odzież dla kobiet po trzydziestce i została założona osiem lat temu, właśnie przez kobietę. Proporcja kobiet do mężczyzn wśród pracowników wynosiła dziewięć do jednego, a więc wypadała zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Nie było więc nic dziwnego w tym, że osoba, która przed chwilą martwiła się o Manę, również była płci żeńskiej.
Filozofia firmy opierała się na idei „designu z odrobiną ekstrawagancji”, ale jednocześnie oznaczało to, że projektowana przez nią odzież nie była dla każdego. Obecnie większość ubrań była dostępna stacjonarnie w wybranych sklepach, ale największa część dochodów pochodziła ze sprzedaży online.
Mana zajmowała się głównie planowaniem i projektowaniem produktów, ale ponieważ pracowała w małym przedsiębiorstwie, zakres jej obowiązków był dość zróżnicowany. Teraz uwijała się w pośpiechu, bo okazało się, że firma, z którą współpracowali, zbankrutowała, więc nie dostaną zamówionych wcześniej tekstyliów. Znalezienie identycznych materiałów w takiej samej cenie nie było łatwe, ale musiała przygotować wszystko jeszcze dzisiaj – inaczej nowe produkty nie zostaną dostarczone przed upływem ustalonego terminu.
Palce, którymi uderzała w klawiaturę, bolały ją od ciągłego napięcia, ale udało jej się skończyć cztery minuty przed czasem. Gdy kryzys został zażegnany, atmosfera w firmie od razu się rozluźniła.
– Gotowe…
– Dobra robota. Jak to dobrze, że tyle się już nauczyłaś, Suzukura. Że też akurat dzisiaj Tanimura musiała wyjść wcześniej…
Tanimura była doświadczoną pracownicą, która wspierała Manę i wdrażała ją do pracy, gdy ta dołączyła do zespołu. Wyszła do domu chwilę przed tym, jak gruchnęła wieść o problemie z dostawą tekstyliów, ponieważ dostała telefon ze żłobka z informacją, że jej dziecko dostało gorączki.
Tanimura pracowała w firmie już pięć lat, więc oczywiście była dużo bardziej doświadczona niż Mana. Miała jednak małe dziecko, a to sprawiało, że była mniej dyspozycyjna. Być może z tego powodu na Manę, która przecież wciąż się uczyła, spadały dodatkowe obowiązki. Najgorsze co prawda minęło, ale przez tę niespodziewaną sytuację związaną z dostawą Manie zostały do skończenia jeszcze jej codzienne zadania. Wróciła więc przed komputer.
– Przy okazji, Suzukura, jeśli chodzi o pana Hodakę…
– Eee, tak? – Mana nie potrafiła ukryć swojego niezadowolenia wywołanego przez to imię.
Szefowa z niepokojem zmarszczyła brwi.
– Wszystko w porządku? Tanimura wspomniała mi, że się do ciebie zaleca.
Mana odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała, że szefowa już o wszystkim wie. Cała sprawa była jednak nieco bardziej skomplikowana.
– Na razie nic poważnego się nie stało, ale… wydaje się trochę natarczywy.
Mana poznała Hodakę w pracy. Uczestniczyła w spotkaniach z nim jako asystentka Tanimury, ale ostatnio mężczyzna kontaktował się bezpośrednio z nią, a nie z Tanimurą. Oficjalnie, oczywiście, robił to dlatego, że jej starsza koleżanka była zajęta – zarówno zawodowymi sprawami, jak i prywatnymi – więc komunikacja z nią była utrudniona. Prawda była jednak zupełnie inna.
Hodaka coraz częściej dzwonił do Many w sprawach niezwiązanych z pracą. Jakby tylko dzwonił, to jeszcze można by go było znieść, ale ostatnio podejrzanie często „przypadkiem” na nią wpadał. Taki „przypadek” zdarzył się wczoraj, gdy jechała do pracy. Przedwczoraj z kolei „przypadkiem” natknęła się na niego, gdy jadła lunch w knajpce niedaleko firmy. Dzwonił także na prywatny numer Many, żeby „coś omówić”, i zamiast zrobić to w jakieś trzydzieści sekund, nawijał przez pięć minut albo i dłużej, zupełnie się nie spiesząc.
– Masz ci los – westchnęła szefowa, z zatroskaną miną krzyżując ręce na piersi. – Tanimura ma męża, ale ty jesteś singielką, więc pewnie dlatego Hodaka próbuje się do ciebie zbliżyć. No nie mogę… Czy ten stary pryk naprawdę myśli, że zainteresuje się nim taka młodziutka dziewczyna? Gdybyś kogoś miała, to pewnie dałby sobie spokój, ale powinien przynajmniej rozumieć, w jak niezręcznej sytuacji cię stawia.
Mana uśmiechnęła się gorzko, słysząc kąśliwe uwagi szefowej.
– Ja też już nie jestem taka młoda, mam dwadzieścia osiem lat.
– Nie opowiadaj bzdur. Przecież on zbliża się powoli do czterdziestki. Pewnie zachowuje się tak, bo myśli, że jest względem ciebie na uprzywilejowanej pozycji, ale to, co wyprawia, jest po prostu skandaliczne. – Skinęła przepraszająco głową. – Niestety w sytuacji, w której obecnie znajduje się nasza firma, nie możemy sobie pozwolić na żaden konflikt z panem Hodaką, ale daj mi znać, gdyby był naprawdę uciążliwy. Oczywiście nie mówię, że sobie nie radzisz, po prostu mogę przekazać twoje zadania komuś innemu.
– Jasne… – Mana wiedziała, że w obecnej sytuacja firma nie może zrobić dla niej nic więcej, więc dodała tylko: – Dziękuję.
Mimo wcześniejszych problemów Manie udało się skończyć zaległą pracę szybciej, niż przewidywała. Było już jednak po dwudziestej. Zdarzało się, że pracowała do późna i opuszczała biuro dopiero wraz z odjazdem ostatniego pociągu, ale dzisiaj chciała wyjść trochę wcześniej.
Mimo wszystko Mana czuła się zadowolona ze swojego życia. Pensję i warunki pracy mogłaby mieć, rzecz jasna, nieco lepsze, ale odkąd przeniosła się do Tokio, mogła w końcu żyć w pełni swobodnie. Nie zamieniłaby na nic w świecie tego, że może samodzielnie decydować o tym, gdzie pracuje i mieszka.
Gdy dotarła na stację w pobliżu domu, przyspieszyła kroku.
Chociaż Mana była zadowolona ze swojej pracy, to na obecne mieszkanie mogłaby trochę ponarzekać. Lokal, który wynajmowała, od kiedy chodziła do szkoły zawodowej, położony był jakieś dwadzieścia minut od dworca, więc gdy nastawał grudzień, potwornie marzła w drodze ze stacji. W okolicy panował raczej względny spokój, ale z drugiej strony zbyt bezpiecznie też nie było. Zdecydowała się na wynajem tego mieszkania ze względu na niski czynsz i duży metraż, więc musiała się pogodzić z niektórymi niewygodami. W dodatku wieczorami w pobliżu nie spotykało się zbyt wielu przechodniów – jak to w dzielnicy mieszkaniowej. Latarni też nie było dużo, więc czasem czuła się trochę nieswojo, gdy wracała późno do domu.
– Ech, chciałabym się stąd kiedyś wyprowadzić…
Najlepiej gdzieś blisko dworca. Do jakiegoś nowszego budynku. Żeby kursował tam taki pociąg, którym bez przesiadki dojechałaby do firmy. Dobrze by było mieć też w pobliżu sklep całodobowy. I żeby mieszkanie było przestronne i pakowne… Gdyby Mana chciała wyliczyć wszystkie swoje wymagania, okazałoby się, że nie mają końca. No i siłą rzeczy czynsz byłby wówczas większy.
Jak pomyślę o moich skromnych oszczędnościach, to jak na razie z wyprowadzki nici, myślała Mana, idąc ulicą skąpaną w ciemności.
Bezpiecznie dotarła do mieszkania, wyjęła z torebki klucz i wsadziła go do zamka.
– Mana?
Znieruchomiała, słysząc za plecami znajomy głos. Klucz, który trzymała w prawej ręce, wsadziła do kieszeni spodni i odwróciła się, przestraszona.
– Wiedziałem, że to ty. A więc to tutaj mieszkasz…
Skąd wziął się tu Hodaka? Gdy Mana zobaczyła w świetle latarni jego uśmiech, poczuła, jak lodowaty dreszcz przebiega jej po plecach.
– Widzisz, akurat miałem coś do załatwienia w okolicy i tak patrzę i myślę: ja ją chyba znam. Co za przypadek.
Przypadek, akurat. Mana w ogóle nie zauważyła, by ktoś za nią szedł. Nie przejęłaby się, gdyby spotkała Hodakę gdzieś w okolicy firmy, ale nie przypuszczała, że będzie ją śledził aż do jej mieszkania. Pewnie ta jej obojętna postawa skłoniła go do podjęcia drastycznych kroków.
Hodaka podszedł bliżej. Mana zacisnęła palce na spoczywającym w jej kieszeni kluczu. Może i udałoby się jej otworzyć drzwi wejściowe, ale wtedy Hodaka mógłby wejść za nią do środka. Mieszkała sama, a bardziej niebezpieczne byłoby znalezienie się z nim sam na sam w mieszkaniu niż pozostanie razem na zewnątrz. W okolicy nie było wielkiego ruchu. Dobiegnięcie do najbliższego sklepu zajęłoby jej dziesięć minut, a do posterunku policji – piętnaście. Miałaby szczęście, gdyby po drodze napotkała kogoś, kto mógłby jej pomóc, ale nie miała pewności, czy w ogóle uda jej się uciec. U sąsiadów po obu stronach paliło się światło. Nie wiadomo jednak, czy zechcieliby jej pomóc – w końcu Mana prawie ich nie znała.
– Jadłaś już coś? Skoro się przypadkiem spotkaliśmy, to może poszlibyśmy razem na kolację?
– Wie pan, jestem zmęczona.
– To może zjedzmy coś u ciebie? Ja tam nie mam nic przeciwko.
– Nie…
– Pewnie nie wyglądam, ale potrafię całkiem nieźle gotować. W końcu od lat mieszkam sam. Co prawda, nie przygotuję ci nic wyszukanego, ale smacznego na pewno.
– Dziękuję…
– Bardzo mi miło. No, to wejdźmy do środka.
– Nie to miałam na myśli…
– Niezręcznie tak rozmawiać na stojąco. Otwórz drzwi, porozmawiajmy w mieszkaniu.
– Może jednak wróci pan do domu? – zasugerowała ostro Mana, a w jej głosie pobrzmiewała autentyczna złość.
– Słucham? Aaa, rozumiem, przecież jesteś zmęczona. Dlatego właśnie zaproponowałem, że to ja coś ugotuję. Jeśli zechcesz, to też pozmywam. Nawet posprzątam.
Na samą myśl o tym, że Hodaka krzątałby się po jej pokoju i dotykał jej ubrań, Manę przeszedł dreszcz.
– Ale ja nie chcę!
– Przede mną nie musisz udawać niedostępnej. A może… Może ty się mnie po prostu wstydzisz? Tak, to musi być to. Wpuszczanie po raz pierwszy mężczyzny do swojego pokoju może być krępujące. Rozumiem, ja to wszystko rozumiem, ale mnie to wcale nie przeszkadza.
Chociaż mówili w tym samym języku, zapewne i tak nigdy by się nie dogadali. Mana zebrała się więc na odwagę.
– Jeśli pan stąd nie odejdzie, zacznę głośno krzyczeć!
Hodaka przez chwilę wyglądał na oszołomionego, ale nagle zbliżył się do Many i wcisnął dłoń w jej kieszeń.
– Ej!
– Spokojnie, zaraz otworzę drzwi.
W lewej dłoni Hodaki pojawił się klucz do mieszkania Many. Muszę mu go zabrać, pomyślała, ale Hodaka trzymał ją mocno prawą ręką. Jego palce wczepiły się w jej bark.
To nic nie da. Boję się. Muszę uciekać, ale dokąd?
Przecież jej dom jest tutaj. Nie miała dokąd uciec.
Hodaka włożył klucz do zamka.
– Zabieraj łapska!
Mana usłyszała czyjś głos i zobaczyła zbliżającego się do nich mężczyznę. Poczuła, jak Hodaka ją puszcza. Tym razem to nieznajomy przybysz złapał go za bark.
– Odsuń się od niej!
Mężczyzna był o głowę wyższy od Hodaki. Emanował jakąś dziwną siłą – nie tylko jego ciało, lecz także głos miał w sobie coś przerażającego. W tej chwili jednak Mana czuła jedynie ulgę, że nadeszła upragniona odsiecz.
– To nie twoja sprawa! – zdenerwował się Hodaka.
– Właśnie, że moja – odparł przybysz.
Nieznajomy wyrwał Hodace klucz do mieszkania Many. Światło oświetliło jego twarz i kobieta ujrzała ją wyraźnie.
Pomyślała, że zaraz serce zatrzyma jej się w piersi. Była tak zszokowana, że nie mogła wydać z siebie najmniejszego dźwięku, nie wspominając już o wypowiedzeniu jakiegokolwiek słowa. Z początku nie rozpoznała przybysza w ciemności, ale był przecież kimś, kogo nie mogłaby zapomnieć. Wpatrywała się w niego, nie mogąc oderwać wzroku.
– Wszystko w porządku? – zapytał. – Masz minę, jakbyś zobaczyła ducha. Chyba nie powiesz mi, że zapomniałaś, jak wygląda twój mąż?
Hodaka również nie mógł otrząsnąć się z szoku.
– Mąż?! – krzyknął głosem wyższym o oktawę. – Mana, jesteś mężatką?! Przecież nawet nie nosisz obrączki! Nigdy nic nie mówiłaś!
Kobieta chciała myśleć, że to wszystko jest tylko złudzeniem, że zawodzi ją pamięć albo że to tylko zły sen. Ale zmysły się nie myliły. To „mąż” się do niej odezwał:
– Minęło sporo czasu, więc to zrozumiałe, że czujesz się zaskoczona.
Dłonie Many drżały, dyszała bardziej niż po biegu, w który włożyła całą siłę. Od dawna się bała, że nadejdzie w końcu ten dzień.
– No nie wytrzeszczaj tak na mnie oczu. W końcu jestem twoim mężem.
Ostatni raz widziała go jakieś cztery lata temu… Nie, pięć.
Hodaka i mąż. Mana spoglądała raz na jednego, raz na drugiego. Obaj stanowili zagrożenie, ale nie musiała się długo zastanawiać nad tym, który z nich jest bardziej niebezpieczny.
– Co to ma znaczyć? Mąż?! – wrzasnął oburzony Hodaka.
– Jesteśmy małżeństwem.
– Jakże to tak?! Mana! To jakiś żart?
Sama chciałaby to wiedzieć.
Jej mąż spadł z klifu, myślała, że nie żyje. Ale był teraz obok niej i obejmował ją ramieniem.
– Wróciłem, Mana – oznajmił.
Czując na sobie jego dotyk i słysząc, jak wymawia jej imię, zrozumiała, że to nie jest sen.
– Witaj z powrotem – wymamrotała.
– Biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, bardzo proszę, żebyś nam nie przeszkadzał. – Odgonił Hodakę niczym natrętnego robaka. – Chciałbym z nią porozmawiać w cztery oczy.
– No nie wierzę! – zawołał. – Co to niby ma znaczyć?!
Nic dziwnego, że Hodaka nie dowierzał w to, co się dzieje. Mana też była w absolutnym szoku. Jeszcze bardziej niż jej oprawca miała nadzieję, że to wszystko kłamstwo.
A jednak jej mąż właśnie oświadczył: „Wróciłem”. Tylko on mówił do niej w ten sposób, gdy przychodził do domu.
Mana milczała. Hodaka obrzucił mężczyznę nienawistnym spojrzeniem, ale ostatecznie odwrócił się na pięcie i odszedł.
Kiedy zniknął, atmosfera się zmieniła. Nie zrobiło się przyjemnie, wręcz przeciwnie. Mana poczuła, że powietrze staje się ciężkie, niemal duszące. Każdy oddech kosztował ją sporo wysiłku, jakby tlen wokół niej nagle się rozrzedził.
– Może wejdziemy do środka? – odezwał się jej mąż, proponując to samo, co wcześniej Hodaka. – Przecież nie będziemy tu tak stać.
– Racja… – Ponownie spojrzała na mężczyznę.
Doskonale pamiętała jego łagodną twarz. Tak, to z pewnością był jej mąż – Kazuki Suzukura.
– O, a więc tak wygląda twoje obecne mieszkanie?
Kazuki rozglądał się po wnętrzu. W jednopokojowym lokum z oddzielną kuchnią nie było nic szczególnie ciekawego, a mimo to z zainteresowaniem spoglądał na półkę z książkami i komodę.
Kuchnia w mieszkaniu Many znajdowała się zaraz przy wejściu, natomiast toaleta i łazienka schowane były w głębi. Działka, na której wybudowano blok, miała dość dziwny kształt, więc i układ całego budynku prezentował się niecodziennie – nie był to może idealny prostokąt, ale za to pokoje były całkiem przestronne.
– Proszę, usiądź sobie tutaj, zaraz zrobię nam herbaty – zaproponowała Mana.
– Wybacz mi moje maniery, ale bolą mnie kolana. – Kazuki ułożył poduszkę przed małym stoliczkiem i usadowił się na niej, wyciągając prawą nogę.
Samo postawienie czajnika na palniku wprawiało Manę w napięcie – wiedza, że Kazuki jest tuż obok, nie pozwalała jej się rozluźnić. Myśli kotłowały się w jej głowie, gdy szykowała filiżanki. Nie byłoby łatwo wyrzucić Kazukiego za drzwi. Przecież wiedział, gdzie mieszka, a poza tym był przecież jej mężem. To nie to samo co z Hodaką. Przede wszystkim musiała się dowiedzieć, czemu wrócił akurat teraz.
– Co się z tobą działo przez te pięć lat?
– Słucham?
– Wytłumacz mi, proszę, gdzie byłeś i dlaczego zjawiłeś się tu tak nagle.
Kazuki milczał, jakby nie chciał nic mówić, ale Mana, która koniecznie chciała wiedzieć, czemu wrócił akurat teraz, zadała kolejne pytanie:
– Oczywiście, rozumiem, że to zupełnie normalne i naturalne, że mąż chce wrócić do żony, ale…
Mężczyzna dalej milczał, ale po chwili w końcu się odezwał:
– Przecież jesteśmy małżeństwem, dlaczego zwracasz się do mnie tak oficjalnie? – zapytał, robiąc zatroskaną minę. – Zawsze tak do mnie mówiłaś?
– Co takiego? – zawołała, na chwilę zapominając o napięciu.
– Ja… straciłem pamięć.
Mana czuła, że coś jest wyraźnie nie w porządku. Przerwała przygotowywanie herbaty i usiadła naprzeciwko Kazukiego.
– O czym ty mówisz?
– O tym, że nie pamiętam tego, co się przez ten czas działo. To się nazywa amnezja czy jakoś tak.
Mana była zbyt zszokowana, by pytać o cokolwiek. Kazuki jednak, zupełnie się tym nie przejmując, zaczął wszystko wyjaśniać:
– Z medycznego punktu widzenia to chyba amnezja albo zaburzenia pamięci. Swoje własne imię przypomniałem sobie dopiero jakieś pół roku temu, a ciebie to już w ogóle niedawno.
– Żartujesz sobie, prawda?
– Znaczy… Chyba woda się zagotowała.
Z dzióbka czajnika unosiła się para. Mana spoglądała to na czajnik i buchający z niego biały obłoczek, to na Kazukiego.
– Pić mi się chce – oznajmił.
Dała za wygraną i poszła do kuchni. Wyłączyła ogień i zaparzyła herbatę. Gdy wróciła do pokoju, zobaczyła, że Kazuki uśmiecha się do niej i wpatruje się w nią życzliwie.
– Coś się stało? – spytała.
– Jakoś tak mi się miło zrobiło, kiedy zobaczyłem, jak robisz mi herbatę – odparł.
– Mówiłeś, że straciłeś pamięć.
– Hmm, tak, ale…
Kazuki się uśmiechał, tak jak zawsze, ale Mana zastanawiała się, czy czasem jej nie sprawdza. Nie miała pewności, czy rzeczywiście stracił pamięć, i nie wiedziała, co powinna w tej sytuacji zrobić.
Kazuki Suzukura, którego znała, był bowiem wyjątkowo agresywnym człowiekiem. Nigdy nie mówił do niej tak łagodnie. Jeśli choć w najmniejszym stopniu go zdenerwowała, był w stanie ją uderzyć w każdej chwili. Z tego powodu zawsze się go bała i robiła wszystko, żeby w trakcie rozmowy nie poruszyć żadnej drażliwej kwestii. Nie sposób było jednak przewidzieć, co może go rozzłościć – temat, który wcześniej wydawał się bezpieczny, kilka minut później był w stanie potwornie go rozwścieczyć. Nie dało się zachowywać dokładnie tak, jak sobie życzył, jeżeli nie potrafiło się czytać mu w myślach, ale na tamtym etapie Mana nie była już w stanie przewidzieć, co powinna zrobić.
– Mam szczęście, że przeżyłem. Powiedzieli mi, że to cud, biorąc pod uwagę, jak rozległe były obrażenia.
Chociaż Kazuki opowiadał o tym, jak niemal nie zginął, spokojnie popijał swoją herbatę. W jego wyglądzie trudno było dopatrzeć się czegokolwiek podejrzanego, ale Mana nie mogła mu tak po prostu uwierzyć. Postanowiła zapytać o coś innego:
– W związku z powyższym czy byłbyś łaskaw wyjaśnić, które kwestie pamiętasz, a których nie?
– Dlaczego mówisz do mnie takim oficjalnym tonem?
– Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
– Ale to mnie martwi. Zmuszałem cię do tego? Denerwowałem się, jeżeli tak do mnie nie mówiłaś?
Nie, nigdy nie wymagał, żeby zwracała się do niego w taki sposób. To chyba ona chciała się tak choć trochę przed nim obronić. Teraz jednak nie dostrzegała w nim żadnego zagrożenia.
– Nie pamiętam, jaki byłem wcześniej, ale mów do mnie normalnie. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś zwracała się do mnie tak, jak sama chcesz. Myślę, że to niewłaściwe, żebyś się do czegokolwiek zmuszała.
– Dobrze – powiedziała, ale wciąż pozostawała czujna. Nie zamierzała zmniejszać dystansu między nimi. – Co się z tobą działo po wypadku?
– Zabrano mnie do szpitala i przez dziesięć miesięcy utrzymywano w stanie śpiączki. Byłem nieprzytomny, więc nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje, ale… chyba naprawdę było ze mną źle.
– Brzmisz, jakbyś mówił o kimś innym.
Kazuki wzruszył lekko ramionami, zupełnie jak postać z jakiegoś zagranicznego serialu.
– Odpuść, przecież ci tłumaczę, że byłem w śpiączce. Dopiero po dziesięciu miesiącach doszedłem do siebie na tyle, że byłem w stanie zrozumieć całą sytuację. Moje ciało i umysł były bezużyteczne przez prawie dwa lata, więc to nic dziwnego, że mówię o tym wszystkim tak, jakby przydarzyło się komuś innemu.
Mana wciąż miała mnóstwo wątpliwości. To, że Kazuki się z nią nie skontaktował, bo był nieprzytomny, zdawało się jednak całkiem logiczne.
– A tak w ogóle to zabezpieczenia tego mieszkania są absolutnie fatalne. Zamek do drzwi wygląda jak jakaś zabawka. Dlaczego mieszkasz w takim miejscu? Gdybyś tylko chciała, mogłabyś z łatwością wejść do tego mieszkania i bez klucza.
Mana nie miała pewności, czy mówił o Hodace, czy chciał zaakcentować to, że wyrzucenie go z mieszkania mijałoby się z celem. Na to pytanie miała jednak przygotowaną jasną odpowiedź:
– Czynsz i metraż mi odpowiadają.
– Rozumiem… Wobec tego przynajmniej wymień zamek. Przy okazji, Mana, gdzie teraz pracujesz?
Przez chwilę wahała się, czy mu to powiedzieć. Z drugiej strony nawet gdyby skłamała, to prawda wkrótce i tak wyszłaby na jaw, skoro Kazuki wiedział, gdzie mieszka. Postanowiła odpowiedzieć szczerze:
– W firmie odzieżowej.
– Sprzedajesz ubrania?
– Nie, zajmuję się produkcją, projektowaniem i tak dalej, ale pracuję głównie jako asystentka.
– O, to świetnie. A jakie ubrania projektujesz?
– Takie dla kobiet… Ale nie mówmy o mnie…
– Tamten facet to twój znajomy, co nie? – przerwał jej Kazuki, gdy chciała zadać mu kolejne pytanie. – Kolega z pracy?
Mana czuła, że ją o niego zapyta.
– Nie, żaden kolega. To partner biznesowy.
Firma, w której pracowała, obecnie poszukiwała dodatkowego lokalu, aby móc swoje towary sprzedawać bezpośrednio, a nie jak dotychczas – online albo wyłącznie w wybranych sklepach. Wśród miejsc, które brano pod uwagę, znalazł się również budynek handlowy będący miejscem pracy Hodaki – mężczyzny, który śledził Manę aż do jej domu. Był tam odpowiedzialny za pozyskiwanie najemców.
Pokrótce wyjaśniła zależności pomiędzy jej firmą a Hodaką, na co Kazuki pokiwał ze zrozumieniem głową.
– Skonsultowałaś to z policją?
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo myślałam, że skoro nie dzieje mi się żadna krzywda, to policja i tak nic nie zdziała.
Prawdę mówiąc, po prostu nie chciała angażować służb. Nie wiedziała, czy w trakcie postępowanianie wyjdzie na jaw jej przeszłość. Jeżeli jakimś cudem tak by się stało, to Mana straciłaby wszystko.
Kazuki zajęczał, szarpiąc się za włosy.
