Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
77 osób interesuje się tą książką
Posłałam psychopatę do więzienia. Teraz wyszedł na wolność i powrócił, aby się zemścić. Nazywają mnie bezlitosną Kaylą King. Jestem królową North Shore i przywódczynią gangu Kingów.
Wiele poświęciłam, aby North Shore należało do mnie i bezlitośnie władam swoimi ludźmi.
W naszym miasteczku przetrwają jedynie najtwardsi. Moje życie jednak się kończy, kiedy zwyrodnialec pojawia się ponownie i obiera mnie sobie za cel.
Jeśli ja jestem bezwzględna, to Nathan White jest najgroźniejszym i najbardziej okrutnym bogiem niepodlegającym żadnemu prawu. Bezpieczni są tylko ci, którzy nie wchodzą mu w drogę.
Po powrocie mężczyzny do miasta uznaję, że moje dni są policzone, dopóki mnie nie porywa. Wtedy się okazuje, że on nie życzy mi śmierci. Pragnie mojego cierpienia. A czy istnieje na to lepszy sposób niż trzymanie mnie w niewoli i niszczenie mojego gangu i dziedzictwa?
Wiecie, co mówią? Nigdy nie zakochuj się we wrogu.
Na to już za późno.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 649
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Lawless God
Copyright © Lola King 2024
Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Magdalena Magiera
Korekta: Joanna Błakita, Martyna Janc, Monika Baran
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-818-7 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Witam i dziękuję, że sięgnęliście po moją powieść. Zanim zanurzycie się w tę historię, pamiętajcie, że niniejszy dark romance jest przeznaczony wyłącznie dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia. W zależności od podgatunków dark romance mogą mieć wiele odcieni mroku. Moje książki sięgają do jego najciemniejszych zakamarków.
Jeśli znacie moje powieści, to przekonacie się, że ta jest równie mroczna, pokręcona i toksyczna jak pozostałe. Przyznam, że główny bohater męski Nate nie szuka odkupienia. Nie stara się uzyskać wybaczenia, po prostu manipuluje Wami tak, że myślicie, iż mu wybaczyłyście.
To ważne, abyście znały własne granice. Najbardziej liczą się Wasze zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie. Czytanie jest zabawą, fikcja jest świetna, ale to Wy jesteście najważniejsze.
Bohaterkę tej powieści kręci udawanie bezbronnej, znajdowanie się pod przymusem i niezdolność do obrony. Jeśli nie macie ochoty o tym czytać, to nie jest powieść dla Was.
Niektóre treści mogą okazać się trudne dla części odbiorców. Wymieniam je w przypadkowej kolejności:
• brak zgody na seks
• wątpliwa zgoda na seks
• sceny przemocy seksualnej (za obopólną zgodą)
• przemoc policyjna
• tortury
• morderstwo
• przemoc
• działalność gangów
• przymusowe małżeństwo
• prawie somnofilia (kobieta nie jest nieprzytomna, ale niewiele do tego brakuje)
• zażywanie narkotyków pod przymusem
• manipulacja w związku
• toksyczna relacja
• wzmianka o przemocy wobec dzieci
• wzmianka o przemocy seksualnej wobec dzieci
• lęki nocne
• wzmianka o gwałcie małżeńskim
• handel żywym towarem
• wzajemna napaść seksualna
• piercing i tatuowanie bez zgody
• branding (oznaczanie)
• porwanie
• dziecko jako świadek porwania
• opis doświadczenia wyjścia poza ciało podczas napaści seksualnej
• szantaż.
W powieści pojawiają się również:
• zabawy krwią
• zabawy nożem
• CNC (zgoda na brak zgody)
• zabawy z uderzeniami
• krępowanie
• przemoc w seksie
• duszenie
• symulacja topienia
• upokarzanie
• modyfikacja ciała.
Moje książki nie są przewodnikami po BDSM, więc nie znajdziecie w nich prawdziwych praktyk erotycznych.
Książkę przeznaczono dla czytelników pragnących na łamach powieści bezpiecznie zanurzyć się w swoje fantazje. Miejcie świadomość, że zaczynają się one na następnej stronie i wchodzicie w nie na własne ryzyko. Nie będzie dalszych ostrzeżeń ani słowa bezpieczeństwa. Przygodę możecie przerwać jedynie, zamykając książkę.
Zawsze bawcie się bezpiecznie i za obopólną zgodą.
Udanej lektury… i powodzenia z Nate’em. Będzie Wam potrzebne.
Z pozdrowieniami
Lola
Royal Deluxe – Bad
Willyecho – Monster
MISSIO – Kamikazee
Bryce Fox, Sam Tinnesz – Riot
grandson – Bury Me Face Down
Kip Tyler – She’s My Witch
Willyecho – Truth Comes Out
grandson – Riptide
Nessa Barrett – i hope ur miserable until ur dead
Silent Child – Fuck You
Foreign Air – Free Animal
Willyecho – Welcome to the Fire
Zella Day – Hypnotic
Hole – Celebrity Skin
Snow Wife – AMERICAN HORROR SHOW
Rafferty – Save Me Some Sunshine
Madalen Duke – How Villains Are Made
Halflives – Victim
The Neighbourhood – Daddy Issues
grandson – Something To Hide
Ethan Gander – APHRODITE
Boy Epic – Scars
Bryce Fox – Golden Boy
Klergy, Beginners – Dangerous Games
Nessa Barrett – madhouse
Charlotte Lawrence – Joke’s On You
Royal Deluxe – Obsessed
Billie Eilish – you should see me in a crown
5 Seconds of Summer – Babylon
grandson – Kiss Bang
Arctic Monkeys – I Wanna Be Yours
KennyHoopla – how will i rest in peace if i’m buried by a highway
Halsey – Coming Down
Madalen Duke – Love into a Weapon
NF – RUNNING
grandson, Jessie Reyez – Rain
BANKS – Godless
Amber Run – I Found
Ollie – Lost
Billie Eilish, Khalid – lovely
Bryce Fox – Bodies
Arctic Monkeys – 505
Tedy – Flames
Nessa Barrett – die first
The Score – Unstoppable
Reuben And The Dark – Woke Up A Rebel
Tommee Profitt, Fleurie – Soldier
5 Seconds of Summer – Teeth
Kayla
Royal Deluxe – Bad
Cztery lata wcześniej…
Kiedy sędzia wraca, na zimnej sali sądowej zapada cisza, jakiej nigdy w życiu nie doświadczyłam. Gdy wszyscy podnosimy się z miejsc, czuję, jak Samuel Thomas wzrokiem wypala mi dziury w czaszce. Jego szef idzie do więzienia, a teraz wszyscy wiedzą, że miałam w tym udział.
Samuela również mogłabym posłać do paki – za zastraszanie kluczowego świadka. Wczoraj osaczył mnie na parkingu, przyszpilił swoim gigantycznym ciałem do samochodu i groził mi szeptem. Słyszałam go jednak głośno i wyraźnie.
– Nie rób tego, Kay. Wróć jutro i powiedz im, że twoje zeznanie jest kłamstwem. Myślisz, że on zniknie na zawsze, ale na pewno znasz go na tyle dobrze, aby mieć świadomość, że nie pozostanie w więzieniu, niezależnie od wyroku. Jeśli się nie wycofasz, to tylko narazisz się na niebezpieczeństwo.
Wszyscy zajmują miejsca i usilnie staram się nie odwracać głowy w bok. Kątem oka dostrzegam siedzącego ze swoimi prawnikami Nathana White’a. Przyciąga mój wzrok.
Całe moje życie zmieniło się w ciągu kilku tygodni. Tam, gdzie dorastałam, donosiciele dostają po łbie. Albo częściej kulkę w głowę. Zwłaszcza kiedy kłamią.
Każdy jednak dochodzi w życiu do momentu, kiedy należy wybrać, czy chce się stać drapieżnikiem, czy ofiarą. Resztki moralności, jakie kiedykolwiek wykazywałam, przestały mieć znaczenie, kiedy zaproponowano mi szansę na ocalenie.
Muszę pozbyć się grubszej ryby, która próbuje przejąć mój staw.
Bo jak inaczej mogę stać się potężniejsza?
– Panie i panowie – zwraca się do ławy przysięgłych sędzia Falton. – Czy ustaliliście werdykt?
– Tak, Wysoki Sądzie – odpowiada przewodnicząca ławy.
Zaciskam dłonie na udach, aby powstrzymać ich drżenie.
– Czy werdykt jest jednomyślny?
– Tak, Wysoki Sądzie.
Spoglądam na litery wytatuowane na knykciach mojej prawej dłoni, które poruszają się na skórze pod wpływem mojego nerwowego zaciskania palców.
KING
Pocieram kciukiem jamę gębową czaszki wytatuowanej na grzbiecie.
Czy moja przestępcza działalność wpłynie na werdykt?
Wczoraj prawniczka Garcia-Diaz zadbała, aby moje zeznania zabrzmiały niewiarygodnie.
– Panno King, czy to prawda, że jest pani członkinią grupy zwanej North Shore Kings i że ta grupa prowadzi działalność przestępczą na terenie North Shore w Silver Falls? Czy mylę się, twierdząc, iż pani ojciec jest przywódcą gangu?
Nate uśmiechnął się do mnie, kiedy jego prawniczka zadała mi to pytanie. Środkowym palcem podsunął okulary na nosie, sygnalizując, że mogę się walić. Doskonale wiedział, co robię na sali sądowej, prawdopodobnie planował dziesięć kroków naprzód.
– Sprzeciw, Wysoki Sądzie – oznajmił bez namysłu Luton, prawnik reprezentujący stan. – Bez związku ze sprawą.
Garcia-Diaz prychnęła, odwróciła się do Lutona i powiedziała:
– Po prostu pytam o aktualny status zatrudnienia pańskiego świadka.
– Sąd uwzględnia sprzeciw. – Sędzia Falton spojrzał na śliczną adwokatkę obrony. – To nie świadek stoi przed sądem, pani Garcio-Diaz. Uprzejmie proszę skupić się na oskarżonym.
Nie przejęła się tym. Nie to się liczyło. Ława przysięgłych usłyszała jej w pełni prawdziwe oskarżenia. Niektórzy i tak mnie kojarzyli. Kingowie może i są niewielkim gangiem dla takiej grubej ryby jak Nathan White, ale w Silver Falls nas znają.
Kto uwierzyłby jednemu przestępcy zeznającemu przeciwko innemu? Ktokolwiek, kto ma choć odrobinę rozumu, domyśli się, że każdy z nas ma ukryte cele.
I się nie pomyli.
Co by się stało, gdybym jako kluczowy świadek skłamała w sądzie, a wszystko po to, aby ława przysięgłych odkryła, że jestem zwykłą oszustką?
A Nathan White nie trafiłby do więzienia.
Opuściłby salę sądową jako wolny człowiek.
A ja podpisałabym na siebie wyrok.
– Proszę podać mi dokument z werdyktem. – Głęboki głos sędziego Faltona wyrywa mnie z zamyślenia, kiedy przewodnicząca ławy przysięgłych podaje kartkę.
Dlaczego na sali panuje taki ziąb? Głowa pęka mi z wysiłku, jakiego wymaga wbijanie wzroku przed siebie. Obawiam się błękitnych oczu Nate’a, którego samo spojrzenie ma moc unicestwiania.
Odczytywanie werdyktu przeciąga się w nieskończoność. Chcę się jedynie dowiedzieć, czy umrę. Czy to takie skomplikowane?
W North Shore od zawsze toczy się wojna. Jesteśmy opustoszałym miasteczkiem, porzuconym przez tych, którzy kiedykolwiek próbowali uczynić je przyzwoitym miejscem. Pozostały po nich jedynie opuszczone zabudowania, stare, nieremontowane od dziesięcioleci ulice, zrujnowane domy, na których naprawę nas nie stać, i szkoła średnia, kształcąca wyłącznie przestępców.
Dwa gangi walczą o władzę.
Co kilka lat równowaga ulega zachwianiu. Jeśli mój gang, Kingowie, nie rządzi, to przez to, że władzę w miasteczku kradnie nam North Shore Crew.
Istnieje wiele sposobów, aby nasze niewielkie gangi zyskały więcej władzy. Pracujemy dla większych organizacji, handlujemy ich narkotykami i bronią. Pozbywamy się dla nich ludzi tak, aby nie byli powiązani ze zbrodniami. Jeśli zachodzi potrzeba, mój ojciec porywa również kobiety z ulic.
Nathan White należy do większej organizacji. Rekinów, którzy zjawiają się w naszym niewielkim, pełnym zdesperowanych ludzi miasteczku i składają oferty nie do odrzucenia. Nate pracuje dla Cosa Nostry, a dokładniej rodziny Bianco. Niespełna rok temu zjawił się w North Shore i zaproponował ojcu współpracę. W zamian oferował Kingom ochronę przed przedstawicielami prawa i naszymi wrogami – NSC.
Mój ojciec okazał się jednak cholernie głupim człowiekiem. Odrzucił propozycję. Jego duma zgubiła nas wszystkich. A Nate jest przebiegły. Zrobił coś, co zaniepokoiło mojego ojca. Dokładnie taką samą propozycję złożył NSC. Zanim się obejrzeliśmy, wrogi gang przejął władzę nad miastem, a nasza ekipa, ludzie, którzy na nas polegali, stracili wszystko.
Zrobiłam, co w mojej mocy, aby naprawić gównianą sytuację zafundowaną nam przez ojca, ale to nie wystarczyło. Nathan White nie należy do osób, które wybaczają. Właściwie to kompletny psychopata. Odmowa ojca sprawiła, że dla mojej rodziny nie było wybaczenia.
Na szczęście Nate ma manię wielkości. Kiedy stał się chciwy i pozbył się własnego szefa Mateo Bianco, aby zająć jego miejsce, ja zdążyłam zawrzeć już umowę z najgorszym wrogiem Cosa Nostry.
Wilkami z Braci.
Z radością zaproponowali mi dokładnie taki sam układ co Nate.
W zamian jednak zażądali ode mnie jednej drobnej przysługi.
Pozbycia się White’a. Chcieli dorwać kolesia, który ciągle próbował kraść im terytoria.
To stanowiło część naszej umowy. Kilka miesięcy zajęło mi rozpracowanie, jak do tego doprowadzić.
Vladimir Volkov, głowa Wilków, próbował zabić Nate’a, ale sam zginął. Wieści o jego śmierci szybko się rozeszły, a ja już miałam swój kontrakt z Wilkami. Oni wiedzieli, że Nate nie zabił ich szefa, w przeciwieństwie do tego, co zeznałam wczoraj w sądzie. Był jednak w to zaangażowany i nie chciał zmarnować tak doskonałej okazji.
Wilki chcą wyeliminować Nate’a. Śmierć, więzienie – sposób nie ma znaczenia. Już zaczęli nam pomagać w przejęciu władzy nad miastem. Moja kolej dobić targu.
Muszę się jedynie pozbyć Nate’a, a Bóg jeden wie, że nigdy nie zdołałabym go zabić.
Brakuje mi tchu, kiedy w końcu rozlega się głos sędziego. Dzwoni mi w uszach, a życie miga przed oczami.
Czy jestem skazana na śmierć, czy ubiję pieprzony interes życia?
– W sprawie stan Maryland przeciwko Nathanowi White’owi oskarżonemu o morderstwo, posiadanie broni podczas popełnienia przestępstwa oraz nielegalne posiadanie broni palnej ława przysięgłych uznaje oskarżonego – odnoszę wrażenie, że moje serce eksploduje – za winnego wszystkich postawionych zarzutów.
Wzdycham głośno, aż ludzie siedzący przede mną odwracają się ze współczującym wyrazem twarzy. Prawdopodobnie uważają, że się cieszę, iż morderca zostanie skazany na dożywocie.
Nate nie popełnił zbrodni, o które go oskarżono, ale jest mordercą. Powinien zostać skazany za wiele innych przestępstw – handel bronią, wymuszanie okupu, handel narkotykami, wyłudzenia, matactwa, spisek w celu popełnienia przestępstwa oraz wiele innych spraw, którymi zajmował się jako członek Cosa Nostry.
Może i nie zabił Vladimira Volkova, ale zrobiła to jego siostra. I jestem pewna, że nawet taki psychol jak on prędzej wybierze wzięcie winy na siebie, niż zakabluje własną rodzinę. Znalazł się w potrzasku. Zeznałam, że Nate jest odpowiedzialny za śmierć Volkova, a on nie pozwoli siostrze gnić w więzieniu.
I tylko to się liczy. Zniknie za kratami na całe życie.
Sędzia i adwokatka oskarżonego jeszcze o czymś rozmawiają, dopytując ławę przysięgłych, czy werdykt jest jednomyślny, a mnie aż świerzbi, aby się uśmiechnąć. Czuję przypływ nowej energii. North Shore ponownie należy do mojej rodziny. Kingowie wrócili i mamy wsparcie Wilków z Braci. Jedyna osoba łącząca NSC z Cosa Nostrą ma trafić do więzienia. Nie mają nikogo, nic. Są martwi.
Przybieram kamienny wyraz twarzy. Czuję ciężar na barkach wywołany przebywaniem w tym samym pomieszczeniu z Nate’em. Dopóki nie zobaczę, jak wyprowadzają go w kajdankach, nie upewnię się, że nigdy nie wyjdzie na wolność, nie będę w stanie normalnie oddychać.
Sędzia Falton znad okularów posyła oskarżonemu znudzone spojrzenie.
– Dodam jeszcze, że mimo iż nie postawiono panu zarzutów popełnienia innych przestępstw, sąd jest świadomy pańskiej przeszłości oraz podejrzeń o przynależność do organizacji przestępczej. Ława przysięgłych nie brała tego pod uwagę przy wydawaniu werdyktu i nie ma to wpływu na pański wyrok, ale wiem, kim pan jest, panie White. Dzisiaj moim zadaniem jest wymierzenie kary. Nathanie White, za morderstwo Vladimira Volkova skazuję pana na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe.
Młotek z hukiem uderza o drewniany stół, a potęga tego gestu przenika mnie do głębi, rozbrzmiewając dzwonami zwycięstwa.
Przez kilka ostatnich miesięcy Nathan White uprzykrzał mi życie. To jedyny człowiek, przy którym ponownie poczułam strach.
Teraz już wie, że nie zadziera się z Kaylą King.
Pomimo usilnych starań pokusa zerknięcia, jak go wyprowadzają, jest zbyt silna. Przez tego mężczyznę odkryłam rzeczy, których o sobie nie wiedziałam. Mogę rzucić ostatnie spojrzenie. Jako drobny podarunek dla siebie.
Też na mnie patrzy. Ciemnoblond włosy ma związane w mały, ciasny koczek, a oczy zza szkieł w czarnych oprawkach przewiercają się do mojej duszy.
Nigdy więcej go nie zobaczę. Odchodzi na zawsze. Nigdy nie poczuję tych dłoni na skórze i ust na wargach, nie doświadczę na ciele jego tortur. Na zawsze złamał mi duszę, a mimo to czuję ukłucie w sercu. Nigdy więcej nie poczuję ponownie tego, co tylko on potrafi we mnie wzbudzić.
Odwraca się ostatni raz i odsłania białe zęby w skierowanym do mnie uśmiechu, który zawsze wygląda jak zwiastun śmierci. Jakby miał asa w rękawie.
Nic się jednak nie dzieje. Oczywiście, że nie. Jest skuty, otoczony czterema funkcjonariuszami policji, którzy mają odtransportować go do więzienia. Nie może nic na to począć.
Mimo to puszcza do mnie oczko. Wie, że nawet gdy będzie gnił w więzieniu, nie przestanie mnie nawiedzać.
Szukając zemsty, wykop dwa groby. Jeden dla siebieDouglas Horton
Kayla
Willyecho – Monster
Obecnie…
– Kayla King.
Sposób, w jaki moje nazwisko rozbrzmiewa w pomieszczeniu, nie przypomina niczego, co kiedykolwiek słyszałam.
Ton mężczyzny jest pozbawiony życia, a jednak nie wyczuwam w nim groźby. Sprawia wrażenie, jakby silił się na życzliwość.
Czuję oszołomienie, kiedy gładzi mnie po zimnym policzku. Słyszałam, do czego jest zdolny. Dlaczego ze mną postępuje tak łagodnie?
Nie mam pojęcia, jaka siła mnie popchnęła, aby spełnić dzisiaj prośbę ojca. Wybrać się do domu przywódcy NSC? Prosić o rozejm? Tylko dlatego, że on schrzanił i odrzucił układ z Nathanem, ponosimy konsekwencje wynikające z utraty naszego miasteczka.
Przynajmniej ja za to płacę.
Zjawiłam się w trakcie hucznej imprezy. Dom okazał się pełen członków NSC, których największym pragnieniem było zobaczyć mnie martwą. Nie zastałam ich przywódcy, a jedynie jego dwie córki – Emmę i Billie Scott. Jego pasierb Xi złapał mnie, kiedy byłam na ich podjeździe.
Nie trzeba dodawać, że naszą czwórkę łączyła burzliwa przeszłość. Samo słowo „nienawiść” nie oddaje wiernie uczucia, jakie żywią do siebie rodziny Scottów i moja. Jesteśmy śmiertelnymi wrogami.
Mimo to ojciec mnie do nich wysłał. I prawdopodobnie zginęłabym, skatowana przez ludzi z NSC, gdyby Nathan White mnie stamtąd nie wyciągnął.
Dlaczego tak postąpił? Teraz jest ich szefem. Kiedy odrzuciliśmy jego propozycję i odmówiliśmy współpracy, związał się z NSC.
Więc dlaczego, do licha, siedzę na kuchennej wyspie, przyciskając do rozciętej wargi zawinięty w ściereczkę lód?
– Na odwagę trzeba wybrać odpowiednią chwilę.
Przez moment otrząsam się ze stanu zagubienia, w jaki wprawia mnie głębia jego ciemnych niczym północ oczu. Syreni śpiew nie dorównuje oceanowi, który pochłania patrzących w tęczówki Nathana.
– Martwiłeś się, że zginę? – rzucam.
Przy głośnym mówieniu bolą mnie żebra. Szybko się jednak otrząsam. Nie pierwszy raz zostałam pobita. Wojna pomiędzy North Shore Crew a Kingami rozpoczęła się na długo przed moimi narodzinami. Dorastałam, będąc cały czas w tarapatach.
– Po prostu uważam, że szkoda by było, aby taka ślicznotka została ranna w nieodwracalny sposób.
Nie ma tego na myśli. W tej chwili wyraźnie to widzę. Mimo to serce mi na chwilę zamiera, krew szumi w uszach. Spoglądam jednak na niego spod przymrużonych powiek.
– W ten sposób podrywasz dziewczyny? Ratujesz je przed pobiciem na śmierć, zabierasz do domu i prawisz im komplementy?
Jego wargi rozciągają się w mrożącym krew w żyłach uśmiechu. Nie jest to subtelny grymas i Nathan wcale nie próbuje tego zamaskować. Przez chwilę zastanawiam się, jak bardzo szeroki może być uśmiech. Ten jego w końcu staje się upiornie rozciągnięty.
– Jestem oportunistą – wyjaśnia spokojnym tonem, nie ukrywając swojej odrażającej osobowości. – Lubię uprzedzać innych, zanim zwietrzą okazję.
Prycham i odwracam wzrok, starając się nie tracić opanowania.
– Przykro mi, ale muszę cię rozczarować. Zanim się pojawiłeś, wielu skorzystało już z okazji, aby mnie przelecieć.
Sięga po stojącą obok mnie szklankę whisky, której nalał sobie po dotarciu do domu. Nie zaproponował mi trunku, a ja nie śmiałam prosić. Nie zamierzam u niego zostać, a jedynym powodem, dla którego jeszcze tu tkwię, jest instynkt samozachowawczy. Lepiej nie drażnić poważnego gracza.
Nathan miesza alkohol, a bursztynowy płyn rozbija się o brzegi szkła. Spogląda na whisky, po czym unosi wzrok na mnie.
– Ale czy skorzystali z okazji, aby cię pieprzyć, kiedy byłaś bezbronna? Kiedy byłaś gotowa zrobić wszystko, aby trzymać z dala od kłopotów rodzinę i gang? Kiedy znalazłaś się w tak rozpaczliwej sytuacji, że udałaś się na terytorium wroga, aby prosić o rozejm?
Nie odrywa ode mnie wzroku. Próbuję coś wyczytać z jego oczu, ale znajduję w nich jedynie obojętność. Oskarża sam siebie o wykorzystywanie kogoś bezbronnego, ostrzegając mnie, jakie ma dokładnie plany, a jego ton jest beznamiętny jak u osoby składającej zamówienie w drive thru: „Poproszę bezbronną kobietę do mojego burgera”.
– Zrobiłabyś wszystko, aby ocalić swój gang?
Kiedy nie odpowiadam, przechyla głowę na bok.
Zawsze ci najprzystojniejsi są najbardziej popieprzeni. Widuję Nathana w miasteczku, kiedy pojawia się, aby kontrolować NSC i upewnić się, że zdobyte dla jego szefa terytoria wzbogacają rodzinę Bianco.
Wszyscy go dostrzegają.
Nie przypomina żadnego z nas. Jest prawdziwym przestępcą. W garniturze, zawsze wyglądającym dobrze, nawet gdy sieje chaos. Tatuaże wystają spod kołnierzyka koszuli, zdobią jego dłonie, nie wiadomo, jak wiele z nich skrywa czarna koszula.
Jest przystojny. Nosi okulary, które nadają mu inteligentny wygląd. Nie jest nieokrzesany jak my, którzy mamy nieszczęście wymalowane na twarzy. Wyglądamy na twardzieli, prezentujemy tatuaże świadczące o naszej przynależności do gangu, bo im na twardszego się wygląda, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że trafi się na kogoś, kto szuka kłopotów.
Nathan jest inny. Nosi starannie przybraną maskę.
Prawdziwe potwory kryją się za ładnymi twarzami. Bo jak inaczej zbliżyliby się tak bardzo do swoich ofiar?
Obserwuję go, przygryzając koniuszek języka. Zastanawiam się, czy będę musiała się z nim pieprzyć, aby się stąd wydostać, czy po prostu udałoby mi się zeskoczyć z blatu i opuścić jego dom frontowymi drzwiami. Druga opcja wydaje się wątpliwa, a pierwsza raczej nie jest taka prosta.
Założę się, że Nathan White pieprzy podobnie, jak zabija. A widziałam, jak zabija… I było to przerażające.
– Tak – odpowiadam w końcu. – Ale nie w sposób, o jakim myślisz.
– Powiedz mi, o czym myślę. – Unosi brew i spogląda na mnie.
To jedyna oznaka, że interesuje go moja opinia.
– Myślisz, że padnę na kolana i będę ssała ci kutasa. Zaoferuję wszystko, czego zapragniesz, a w zamian ty powstrzymasz NSC przed wyładowaniem furii na Kingach.
Sądziłam, że dostrzegę w jego wzroku choć cień zainteresowania, ale mężczyzna nie okazuje żadnych emocji.
Co jest nie tak z tym kolesiem? Lekceważę fakt, że jego brak emocji wzbudza mój niepokój.
– Nie. Rozpacz sprawia, że jestem w morderczym nastroju – ciągnę. Nachylam się do niego i przyglądam jego pięknej twarzy. – Wejdziesz mi w drogę, to zginiesz. Koniec i kropka.
Bez problemu odwzajemnia moje spojrzenie. Zachowuje się, jakby się mną delektował.
– Śmiało.
– Co takiego? – Czuję, jak między brwiami tworzy mi się zmarszczka.
– Zrób to, Kaylo. Trzymam NSC na smyczy zaciśniętej ciaśniej niż szparka dziewicy. Uwierz mi, że całą siłę czerpią ze mnie. To z mojego powodu twój gang spotykają nieszczęścia. To ja stoję ci na drodze. Więc śmiało, zabij mnie.
Po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru dostrzegam coś na jego twarzy. Nie mam pojęcia, jak to określić. Zaciekawienie? Podekscytowanie? Czy on… naprawdę chce, abym go zabiła?
– Ktoś mówił ci już, że masz coś nie tak z głową? – Przesuwam się na blacie i przykładam lód do boku.
– Wiele razy. To co, zabijesz mnie czy nie? – Upija łyk whisky. – Jeśli ci się uda, twój gang ponownie będzie w stanie przejąć władzę w North Shore. Jednak najpierw muszę poinformować cię o zasadach. Dam ci uczciwą możliwość zabicia mnie, ale jeśli zawiedziesz… zrobimy to po mojemu. Nawet podoba mi się pomysł, o którym wspomniałaś. Ty na kolanach ssąca mojego fiuta. – Uśmiecha się znad brzegu szklanki. Nie ma w tym jednak ani cienia radości, lecz wyłącznie czyste szyderstwo. – A kiedy postąpię już z tobą po swojemu, obiecuję, że pomyślę o powstrzymaniu NSC.
– Masz coś nie tak…
– Z głową. Słyszałem cię za pierwszym razem. Pomyśl o tym w ten sposób: niezależnie do tego, co się dzisiaj wydarzy, wyjdziesz stąd nad ranem, wiedząc, że twój gang jest bezpieczny.
– Urocze, że sądzisz, iż z zabiciem cię zejdzie mi do rana.
– Nie zabijesz mnie. Ale na pewno do rana będę posuwał to twoje piękne ciałko – stwierdza beznamiętnym tonem.
Oblizuję wargi i powstrzymuję się od odpowiedzi. Zabicie człowieka nie stanowi dla mnie problemu, nie mam jednak pewności, czy jestem w stanie poradzić sobie z tym mężczyzną. Nie zostaje się prawą ręką głowy Cosa Nostry, jeśli jest się łatwym celem. Poza tym spodziewa się tego, więc jest gotowy się bronić.
– Zastanawiasz się, czy powinnaś to zrobić? – Spogląda na mnie i marszczy brwi, jakby nie pojmował, co się dzieje w mojej głowie.
– Do cholery, oczywiście, że się zastanawiam, czy powinnam cię zabić – syczę.
– Rozumiem. – Upija kolejny łyk alkoholu, a ja pragnę, aby palący trunek spłynął i po moim gardle. – Nie kłopocz się. Nie masz wyboru. Wyjdziesz z tego domu, tylko jeśli będę trupem albo gruntownie cię przelecę.
Jego brak emocji jest mroczny. Już nie udaje, że potrafi coś czuć i rozumie moje reakcje.
W tej chwili nie mam całkowitej pewności, czy potrafi odczuwać. Powoli odsuwam się od niego. Nie stoi pomiędzy moimi nogami, lecz obok mnie, ale i tak czuję pilną potrzebę oddalenia się od niego.
– Dlaczego to robisz? – Nie czuję się bardziej przerażona niż wcześniej. Strach nie jest emocją, której często doświadczam, pragnę jednak zrozumieć intencje mężczyzny.
– Bo mogę. – Wzrusza ramionami i odstawia szklankę na blat.
Kiedy dorasta się w North Shore, szybko uczy się rozpoznawania, kiedy sytuacja nie uspokoi się sama. Zaprzyjaźnia się z instynktem. Zwierzę w tobie wie, kiedy kończy się gadanie i przychodzi pora na walkę.
Nie czekam ani sekundy dłużej. Chwytam szklankę i rzucam mu nią w twarz. Tak przynajmniej myślę.
Drań przewidział mój ruch. Pewnie dlatego postawił ją tak blisko mojej dłoni. Zmanipulował mnie. Wiedział, że sięgnę po jedyną broń, jaką mam do dyspozycji. Łapie mnie za nadgarstek, zanim szklanka rozbija się na jego głowie.
– Szkoda by było, gdybym pozwolił ci oszpecić moją ładną twarz.
Nie odzywam się, oszczędzając energię, która będzie mi potrzebna. Kiedy ściąga mnie z blatu, uderzam go pięścią w szczękę. Potrząsa głową i z dzikim wzrokiem spogląda w moją stronę, po czym puszcza nadgarstek.
– Niezły sierpowy.
Uderzam jeszcze raz, czym zmuszam go do cofnięcia się o krok. Wykorzystuję krótką chwilę, by rzucić się do ucieczki. Mam nadzieję, że znajdę drzwi wyjściowe w tej głupiej posiadłości.
Oczywiście mężczyzna mieszka w Stoneview – miasteczku miliarderów niedaleko Silver Falls. Nie mieszałby się z biedotą z North Shore. Ani nawet z klasą średnią South Bank.
Zorganizowana działalność przestępcza naprawdę się opłaca.
Pędzę przez hol, kiedy Nathan zderza się z moimi plecami i powala nas na podłogę.
Odchrząkuję i przetaczam się, upewniając, że jestem zwrócona do niego twarzą. Przyszpila mnie do posadzki.
– Powiedziałem ci, że masz mnie zabić albo possać mi fiuta. Nie pamiętam, aby ucieczka była jedną z opcji.
– Okej. – Dyszę.
– Okej?
Przygryzam dolną wargę i trzepoczę rzęsami.
– Okej. – Splatam palce na jego szyi i przesuwam nimi po karku. – Chcesz mnie pieprzyć, Nathanie?
Nawet nie daję mu czasu na odpowiedź. Przyciągam go do siebie i walę z główki w nos. Następnie odpycham go, podrywam się i biegiem wracam do kuchni.
Ten mężczyzna pragnie śmierci? Kim jestem, aby mu jej odmawiać?
Przez chwilę zapomniałam, kim, do diabła, jestem. Nie uciekam. Walczę.
Słyszę, jak się zbliża. W poszukiwaniu kuchennych noży szarpię szuflady, jedną po drugiej. Kiedy w końcu znajduję właściwą, mocno zaciskam palce na rękojeści i biegnę w stronę drzwi.
Przywieram do ściany i nasłuchuję zbliżających się kroków. Kiedy w wejściu pojawia się cień, odwracam się i celuję w szyję.
– Desperacko pragniesz śmierci? – syczę.
Udaje mi się go dopaść. Płytka rana cięta pojawia się na jego ramieniu, zanim mężczyzna chwyta mnie za rękę. Z rany wypływa struga płynnej czerwieni, a wtedy on wykręca mi nadgarstek i zmusza do wypuszczenia noża.
Łapie ostrze, zanim spada na podłogę.
Otwieram szeroko oczy. Cholera.
– Chyba dałem ci możliwość spróbowania, co?
Oddech mi przyspiesza i desperacko próbuję wyrwać ramię z jego chwytu. Rozgorączkowanym wzrokiem rozglądam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu drogi ucieczki.
– Zadałem ci pytanie, Kaylo – powtarza niemal znudzonym tonem.
Sprawia wrażenie rozczarowanego, że nie udało mi się zakończyć jego życia.
– Dałem ci sprawiedliwą szansę na zabicie mnie? Tak czy nie?
– Kurwa – wyduszam przez zaciśnięte zęby, nie zaprzestając prób wyswobodzenia się z jego żelaznego uścisku. – Tak! Ty… – znowu się szarpię – dałeś mi sprawiedliwą szansę.
– Zgadzam się. Gram uczciwie.
Brutalnie przyciąga mnie do siebie, odwraca plecami i przykłada nóż do gardła.
– A teraz twoja kolej.
Zmuszam się do zachowania równomiernego oddechu, kiedy prowadzi mnie w głąb kuchni.
– Wiem, że wspomnieliśmy o moim kutasie w twoich ustach, ale nie ufam ci w kwestii zębów.
Wzdycham, kiedy mnie popycha. Przez sekundę wydaje mi się, że poderżnie mi gardło. Płynnym ruchem cofa ostrze, a ja opieram dłonie o blat tak, aby nie rozbić głowy o marmur.
– Mam nadzieję, że zbytnio się nie zmęczyłaś, Kaylo, bo czeka cię długa noc. A teraz rozłóż dla mnie te śliczne nogi.
Łapie mnie tak delikatnie za uda, że nie rozumiem dlaczego, ale rozsuwam nogi. Nie zmusił mnie, więc chyba sama to zrobiłam.
Przetrwanie.
Właśnie o to chodzi.
Jedną dłonią podsuwa mój czarny top na ramiączkach, a w drugiej trzyma nóż, którego czubkiem sunie po skórze, co wywołuje dreszcze.
– Tutaj – przyciska nieco mocniej – znajduje się trzecia chrząstka żebrowa. Jeśli wbiję głownię do końca, dosięgnie twojego serca. – Przesuwa ostrze niżej, nieco w lewo. – Śledziona. – I znowu niżej. – Nerka. – Zatrzymuje się, kiedy dociera do paska czarnych dżinsów.
Przyciska biodra do moich i czuję przez spodnie jego twardego penisa napierającego na moje pośladki.
– Powiedz mi, Kaylo, co mam najpierw wyruchać? Twoją cipkę czy dupcię?
– Nie chcę, abyś mnie pieprzył – cedzę przez zęby.
Coraz trudniej mi kontrolować oddech, pierś mam przyciśniętą do blatu i czuję ostrze na plecach.
– Ostrzegano mnie, że Kingowie są kłamcami, ale chyba powinienem sam się o tym przekonać.
Nie rozrywa mi dżinsów ani mnie nie krzywdzi. Później przekonam się, że Nathan White stosuje wyrachowaną przemoc. Uzasadnioną. Przynajmniej w jego wyobrażeniu.
W tej chwili nie ma mowy o przemocy. Jest jedynie spokój, wisząca w powietrzu groźba noża nad moim krzyżem.
Czarne dżinsy mam zsunięte poniżej pośladków.
Nie musi nawet ściągać koronkowych majtek, by poczuć moją wilgoć. Opuszkami palców przesuwa po przemoczonym materiale, zmuszając mnie do zaciśnięcia powiek i szukania wymówki.
– Więc NSC miało jednak rację. Nie wolno ufać Kayli King. Co za wilgotna kłamczucha. – Do mojego ucha dociera niski śmiech, który przywołuje mnie do teraźniejszości.
Rozchylam usta, kiedy Nathan odsuwa na bok koronkę i przyciska palec do cipki.
To boli.
To niewłaściwe. Moja pierwsza noc z Nate’em nie bolała. To była czysta przyjemność. Diabeł wziął mnie do nieba, dał mi poczuć smak raju, po czym z powrotem ściągnął do piekła.
Ale to…
Coś jest nie tak.
Walcz!
Podrywam się na łóżku i z zamkniętymi oczami sięgam po broń ukrytą pod poduszką, po czym celuję w kogoś blisko mnie.
W cień, który teraz widzę.
Odbezpieczam broń.
Kładę palec na spuście.
Ktokolwiek tu jest, skończy martwy w…
– Maleńka! Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Mój chłopak wychyla głowę spod kołdry, spomiędzy moich nóg.
– Co robisz? – syczę.
Przetacza się na bok i wyciąga rękę w stronę stolika nocnego. Próbuje wymacać włącznik lampki, a po chwili żółte światło zalewa pokój.
– Śnił ci się koszmar – wyjaśnia pospiesznie. – Próbowałem… no wiesz – macha ręką w moją stronę – ci pomóc.
– Pieprząc mnie wbrew mojej woli? – odburkuję i odrzucam na bok kołdrę.
Siadam odwrócona do niego plecami. Wciąż nie odkładam pistoletu. Wytatuowane na knykciach litery napinają się od mocnego uścisku na broni. Skórę na kostkach szpecą powoli znikające blizny będące wynikiem ulicznych walk i uczenia ludzi, że nie warto ze mną zadzierać.
– Ostatnio robisz się wilgotna jedynie, kiedy posuwam cię wbrew twojej woli – mamrocze, siadając na swojej części łóżka.
Wzdycham i gładzę się po twarzy. Nie wiem, czego nienawidzę bardziej – tego, że Ivan próbował przetestować swoją teorię, iż zna mnie na tyle dobrze, by dojść do tego wniosku… czy tego, że ma rację.
Otwieram usta, by coś powiedzieć, ale mój umysł najwyraźniej już zrezygnował z tego związku.
– Zrób tak jeszcze raz, Ivan, a następnym razem mogę się nie powstrzymać przed wpakowaniem ci kulki w łeb.
W końcu wkładam pistolet pod poduszkę, ale rezygnuję z ponownego położenia się. Sprawdzam godzinę na telefonie. Szósta trzydzieści trzy rano.
– Zadzwonię do mamy – mamroczę do siebie, a może też trochę do niego.
Wolę, aby nie czuł, że uciekam z łóżka tylko dlatego, iż nie chcę przy nim być. Jesteśmy w związku od czterech lat i często się zastanawiam, jak mogłam dopuścić, by to trwało tak długo.
Powinnam pozwolić mu odejść. Nie żywimy wobec siebie podobnych uczuć. Nie mogę już nawet uprawiać z nim seksu bez cichego głosiku krzyczącego z tyłu głowy, że nie znoszę jego dotyku.
Poznałam Ivana, kiedy szukałam kontaktu z Wilkami z Braci. Ich organizacji zawsze przyświecały dwa cele: pieniądze i dyskrecja. Spotkanie Wilka przypomina znalezienie rzadkiego diamentu w kopalni. Jest także równie niebezpieczne.
Kto byłby na tyle szalony, aby szukać organizacji, która rządzi się jednym mottem: „Twarz Wilka jest ostatnim, co zobaczysz”?
Ja.
Jednak to nie szaleństwo mnie do tego popchnęło, lecz czysta desperacja.
Zrobiłam w życiu wiele rzeczy, które powinny się skończyć moją śmiercią, a mimo to wciąż żyję, stąpam po tym świecie, niezniszczalna i niepokonana. I spotykam się z Wilkiem.
Nasze milusie spotkanie z Ivanem nie przypominało historii z filmów romantycznych. Wynikało z mojego wyrachowania.
Przez dwa miesiące co noc czatowałam przed Vue Club w South Bank. W części miasta, do której takie śmieci z North Shore jak ja nie pasują.
Górne piętra tego miejsca wydają się zwykłym lokalem, ale podziemna część skrywa klub BDSM, gdzie spotykają się niektórzy członkowie Wilków. Załatwiają tutaj dyskretnie interesy i się zabawiają.
Wiedziałam, że nie mam szansy dostać się do środka, a nawet gdyby mi się udało, nie znałam żadnych poważnych graczy korzystających z tego przybytku.
Ale jakikolwiek Wilk by wystarczył. Po prostu potrzebowałam jednego z nich.
W końcu pewnej nocy Ivan z kolegą wytoczyli się stamtąd pijani. Na tyle nietrzeźwi, że jego przyjaciel zapomniał zapiąć koszulę po nocy uciech z kobietami, przez co w świetle ulicznej latarni obnażył typowy dla Wilków tatuaż z siedmioma fazami Księżyca. Zmierzali do samochodu, więc wykorzystałam okazję.
– Nie powinniście pić i prowadzić – odezwałam się ostrożnym tonem.
Chwilę trwało, zanim skończyli komplementować moje ciało, aż wreszcie przyznali mi rację.
– Dokąd jedziecie? Odwiozę was – zaproponowałam.
Miałam szczęście, że byli tak pijani, bo nie uznali za dziwne, iż przypadkowa kobieta oferuje im usługi kierowcy. Odwiozłam ich do posiadłości, w której się zatrzymali. Znajdowała się ona w pobliskim miasteczku Stoneview. W tym miejscu mieszkają najbogatsi. Tutaj Wilki robią interesy z politykami i prezesami. Interesy, o których nie mogę nawet marzyć.
Mężczyźni zaprosili mnie do domu. Odmówiłam.
Następnej nocy ponownie czekałam na tyłach klubu. Znowu odwiozłam ich do domu.
Trzeciej nocy powiedziałam im, że szukam pracy i potrzebuję zapłaty za swoje usługi. Zapłacili mi. W ciągu kilku tygodni za dnia byłam częścią niebezpiecznego gangu, a nocą stawałam się szoferem Braci.
I zgadnijcie, w jakich prywatnych miejscach Wilki omawiają interesy?
W samochodach.
Sporo się dowiedziałam, spędzając czas z tą dwójką. Po pierwsze, nie byli nikim ważnym, ponieważ nie mieli własnego szofera. Po drugie, obaj byli beznadziejni z matematyki. Po trzecie, przyjaciel Ivana naprawdę nie był nikim ważnym, ale Ivan – choć bezużyteczny – miał znaczenie dla Wilków.
Był rodziną.
Wilki mają ściśle sprecyzowaną hierarchię. Po śmierci Vladimira jego synowie przejęli organizację. Viktor Volkov jako najstarszy został pakhanem, szefem gangu, a jego brat Aleksiej odziedziczył jedyną rzecz, którą Viktor nie chciał się zajmować: porwania, handel i wykorzystywanie kobiet. Handel ludźmi wydawał się granicą, której Viktor nie chciał przekraczać. Nie powstrzymał jednak tego procederu gwarantującego dopływ pieniędzy. Próbował po prostu oczyścić sumienie, zrzucając brudne interesy na kogoś innego.
Tuż poniżej Viktora i Aleksieja plasują się Mikhail, czyli prawa ręka Viktora, jego księgowy Stanislav i Aaron Williams, czyli mężczyzna, którego lubię nazywać małą suką Viktora. Inni określają go mianem posłańca.
Teraz mam tę wiedzę, ale wtedy nie miałam o tym pojęcia.
To, czego się dowiedziałam w tamtym samochodzie, było znacznie ważniejsze niż ludzie, których pewnie nigdy nie spotkam.
Ivanowi jako bękartowi Vladimira i najmłodszemu z braci odmówiono udziału w istotnych interesach, ponieważ był owocem „próbowania” przez Vladimira Volkova towaru, którego handlem zajmował się jego gang. Najwyraźniej to był pierwszy i zbyt cenny raz, by to zmarnować. Więc Vladimir zabił matkę, ale zatrzymał dziecko i później przydzielił mu jakieś przypadkowe zadania w swojej organizacji. Nic ważnego, nic, przez co stałoby się celem albo zostało zabite, ale coś, dzięki czemu mógł trzymać je blisko siebie.
Zadaniem Ivana było rozpowszechnianie narkotyków na różnych obszarach będących we władaniu Wilków i dostarczanie ich dilerom. Planowali rozkręcić poważny interes w North Shore, wykorzystać zdesperowanych mieszkańców, którzy nie widzą światełka w tunelu i potrzebują narkotyków, aby przetrwać. A kto jeszcze pragnął tego terytorium?
Rodzina Bianco z Cosa Nostry.
A konkretniej Nathan White.
W North Shore jednak dilerzy należą albo do NSC… albo do mnie. A w tamtym okresie do mojego ojca.
Kingowie znajdowali się w kiepskim położeniu, ale Ivan i jego przyjaciele nie musieli o tym wiedzieć. Wystarczała im świadomość, że inteligentna kobieta z wpływami prowadzi ich samochód. Byłam bezpośrednim łącznikiem z dilerami z North Shore, a układ pomiędzy Wilkami i Kingami mógł przynieść ich organizacji jedynie więcej pieniędzy.
Zaproponowałam, aby za to oni stali się bezpośrednim dostawcą czystego, nieporcjowanego towaru, a mój gang miał zająć się jego podziałem i sprzedażą. Wykonywalibyśmy dla nich każdą brudną robotę, dzięki nam znikaliby ludzie, a Wilki zapewniłyby nam policyjną ochronę, co z kolei pozwoliłoby nam bez konsekwencji pozbywać się wrogów z NSC.
Takiej umowy chciałam. Potrzebowałam jej.
Dorzuciłam również bonus do swojej oferty.
Pozbędę się Nathana White’a. Rodzina Bianco nie stanie wam na drodze.
W końcu moje szczęście nie wynikało z bycia matematycznym geniuszem, który wyjaśnił im, jakie pieniądze mogliby zgarnąć dzięki mojej ekipie, gdyby pozwolili mi złożyć propozycję Viktorowi Volkovowi. Nie chodziło o to, że jestem sprytna, a oni tacy głupi, iż ledwo dawali sobie radę z obecną robotą, nie wspominając już o tym, że mieliby wyjaśnić Viktorowi, co mam do zaoferowania.
Nie. Ostatecznie moim szczęściem okazało się to, że przypadłam Ivanowi do gustu. Tak naprawdę nigdy nie prosił o udział w takim życiu. W swojej naiwnej wizji świata postrzegał mnie przez różowe okulary jako kobietę, w której się zakochał.
Ivan nie był stworzony do życia w tak zabójczej organizacji jak Wilki. Był dzieciakiem, którego mamę zabił gwałciciel. Powinien zostać nauczycielem albo pielęgniarzem. Kimś, komu dano by szansę opiekować się ludźmi – tak bardzo się o mnie troszczył. Wspomniał o mojej propozycji swojemu bratu przyrodniemu Viktorowi nie dlatego, że mnie rozumiał, ale dlatego, że pragnął mojego szczęścia.
Jestem zimną suką, więc to wykorzystałam.
Nigdy nie miałabym śmiałości prosić go, by przedstawił moją ofertę Vladimirowi. Jego ojciec, przywódca Wilków, był poza zasięgiem. Ale Viktor? Udało się.
Załatwiłam swojemu gangowi pieprzony układ z ich organizacją. Posłałam za kratki mężczyznę, który stał mi na drodze. Niemal dwa lata później Aleksei, przyrodni brat Ivana, zginął. To nas zbliżyło. Mimo że Ivan nie był z bratem w dobrych relacjach, w głębi serca nigdy nie czuł się tak bliski Wilkom jak za jego życia.
Potem mój ojciec zginął w porachunkach gangów. Nawet nie uroniłam łzy. Ivan jednak wiele czuje. Śmierć mojego ojca zbliżyła go do mnie jeszcze bardziej. Chciał, abym poczuła się kochana mimo utraty członka rodziny. Żałuję, że nie rozumie, iż mój ojciec nigdy nie szafował miłością, rozdawał jedynie ciosy i był jedynym mężczyzną, który wciąż stał między mną a objęciem przywództwa naszego gangu.
Dochodzimy do tej chwili. Cztery lata po zawarciu przeze mnie umowy. Cztery lata z Ivanem u boku. Cztery lata królewskich rządów Kingów nad naszym miastem.
I stracę władzę, ponieważ NSC postanowiło mi się postawić.
Mrużę powieki, kiedy ostre światło w łazience razi mnie w oczy.
Z upływem dni coraz trudniej mi spoglądać w lustro. Nienawidzę kobiety, którą się stałam.
Wiem, że z biegiem czasu moje rysy stwardniały. Na twarzy nieustannie gości grymas, unoszę czarne brwi, aby pokazać, że nie warto ze mną zadzierać. Ten efekt zazwyczaj wzmacniają mocny makijaż i napis „HELL” wytatuowany na skroni. Otwieram szafkę nad umywalką, nie zerkając nawet w lustro. Od ostatniej rozmowy Ivana z Wilkami i poinformowania mnie, że oficjalnie utraciłam ich ochronę oraz łączące nas interesy, głowa nieustannie pulsuje mi z bólu.
Jakby ktoś walił mnie młotkiem tuż nad karkiem.
Bum. Ponad sto osób na ciebie liczy.
Bum. Nie będą w stanie wyżywić swoich rodzin.
Bum. Twoi najbliżsi przyjaciele są w niebezpieczeństwie.
Bum. Twojemu gangowi skończy się forsa.
Bum. Zaczną ginąć ludzie.
Niespełna pięć minut po przebudzeniu wzdycham po raz kolejny. Moje życie to bagno.
Wrzucam do ust dwie tabletki, po czym ruszam pod prysznic.
Dwa miesiące temu byłam na szczycie, nie obchodziło mnie, że relacje z Wilkami się psują, ponieważ bez ich udziału planowałam największą robotę życia.
Nie przejmowałam się, że postanowili mnie opuścić, bo wiedziałam, że przygotowany przeze mnie plan, aby zabezpieczyć przyszłość mojej ekipy, pójdzie gładko.
Z trójką swoich najbardziej zaufanych żołnierzy, najbliższych przyjaciół, zrabowałam dziesięć milionów dolarów z banku w Silver Falls. Udało nam się uciec z forsą. Nie było powodu, aby stało się inaczej, ponieważ wszystko zaplanowałam sama.
Nie pomyślałam jednak o jednym.
Mój odwieczny wróg Emma Scott, szefowa NSC, wraz z trójką uzbrojonych osób czekali w domu, w którym mieliśmy ukryć pieniądze. Zabrali nam cały łup. Pieprzone dziesięć milionów dolarów. Odebrali mi przyszłość, siatkę asekuracyjną i dumę. Obrabowali mnie z tego w kilka minut.
Podczas gdy Emma poświęciła kilka miesięcy, aby zabezpieczyć umowę z nową rodziną Cosa Nostry, i planowała mnie okraść, ja zachowywałam się lekkomyślnie i zaniedbałam układ z Wilkami. Teraz skończyłam z niczym. Nie wspiera mnie żadna duża organizacja. Nie mam pieniędzy. Nie mam nowego planu.
A Emma Scott zyskała przewagę.
Rozchylam wargi, kiedy lodowata woda uderza o moją skórę.
Do szaleństwa zadręczam się myślami, jak ta suka dowiedziała się o naszym skoku.
Emma Scott jest twardą uliczną spryciulą, oportunistką. Dorastała w North Shore, w rodzinie, która tworzyła to miasto. Wie, jak wykorzystać okazję do przejęcia władzy, kiedy tylko takowa się nadarzy. Ale nie jest inteligentna. Przynajmniej nie tak jak ja. Jest podwładną, wciąż kierującą się radami ojca, gdy chodzi o rządzenie NSC. Ja jestem przywódczynią. Poświęciłabym się dla własnej ekipy. Dosłownie rzuciłam się na Wilków, aby zabezpieczyć naszą przyszłość. Zaryzykowałabym wszystko, aby utrzymać nas przy władzy.
Nie jesteśmy podobne.
Ostatnio Elliot, będący moją prawą ręką, zauważył, że Emma ma nowy samochód – Range Rovera, na którego z pewnością jej nie stać. Skorzystała też z okazji, aby grozić mi wyjawieniem sekretów, które skrywam przed Wilkami. Nie powinna mieć o nich pojęcia i nie wiem, jakim cudem się dowiedziała, że jedna z naszych dziewczyn ukrywa się u nas, podczas gdy szuka jej ktoś z Wilków, kto słono zapłacił za jej posiadanie.
Kiedy Emma obrabowała mnie tuż po skoku, wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Ktoś dawał jej cynk o moich planach, walkach, wszystkim dotyczącym Kingów. Nie rozszyfrowałam jedynie, kim jest ta osoba.
Zakręcam wodę, wychodzę spod prysznica i sięgam po ręcznik.
Nie mogę się pozbyć tych myśli.
Kto, do licha, jest na tyle blisko mnie, aby móc zapewnić Emmie przewagę? Kto ośmieliłby się mnie zdradzić?
Drzwi do łazienki stają otworem.
– Więc to tak dzwonisz do mamy? – Ivan przyciska mi komórkę do piersi. – Ciągle dzwoni.
Na ekranie widnieje numer Elliota. Natychmiast odbieram.
– Witaj, słoneczko. – Od razu wkurza mnie jego radosny ton, ale jest moim najlepszym człowiekiem i bez niego nie zaszłabym daleko.
– Dlaczego, do licha, zawracasz mi głowę o siódmej rano? – odburkuję.
– Zaufaj mi, też żałuję, że nie mogę dłużej pospać. Rano Bennett pojawił się w moich drzwiach. Z raną postrzałową.
– Raną postrzałową?
– Późno w nocy doszło do – szuka właściwego słowa, aby ograniczyć szkody – zamieszania. Bennett z kilkorgiem przyjaciół wracali z imprezy i wpadli na jakichś kolesi z NSC.
– Na czyim terytorium? – Biorę głęboki oddech i wchodzę do sypialni. Muszę się ubrać.
– Naszym. NSC czuje się niezwyciężone, od kiedy Emma ukradła nam forsę. A naszych ludzi nie tak łatwo poskromić.
– Więc to rzeź. – Przełączam na głośnomówiący, kiedy wkładam dżinsy i sweter.
– Zabiliśmy dwoje z nich. Oni zabili dwóch naszych.
Odsuwam się od telefonu. Odruchowo dotykam twarzy i pocieram kciukiem dolną wargę.
– Kurwa – mówię spokojnie, ale Elliot zna mnie na tyle dobrze, aby się domyślić, że to wcale nie oznacza, iż nie jestem cholernie wkurzona.
Śmierć nie jest codziennością w North Shore. Pomimo wojny gangów to miejsce rządzi się regułami. Zasady utrzymują nas przy życiu. Szanuj rządzący gang. Nie zapuszczaj się na cudze terytoria. Nie wszczynaj bezsensownych dramatów.
Sytuacja się jednak odwraca, układ sił się zmienia, a gangi stają się niespokojne. Cztery zgony w jedną noc są tego dowodem.
Telefon wydaje dźwięk, informując, że ktoś inny próbuje się do mnie dobić. Tym razem wyświetla się numer Ashley, właścicielki warsztatu. Jest jedną z naszych, ale nigdy do mnie nie dzwoni.
– Poczekaj, Elliot. To Ashley.
Ludzie się nie kontaktują, dopóki nie chodzi o nagły wypadek. Z czasem mój telefon stał się linią złych wiadomości. Wołaniem o pomoc, groźbami, informacjami o śmierci. I o to chodzi.
Cały czas. Każdego cholernego dnia.
– Co jest? – rzucam bez powitania.
– Kay. – Jej spanikowany głos uruchamia we mnie odruch ucieczki albo walki. Już krążę po sypialni. – Wszystko zniszczyli! Kurwa. – Na linii rozlega się jęk. – Warsztat… Wszystko rozpieprzone.
Nie pozwalam, aby ogarnął mnie strach. Czuję, jak moje serce twardnieje. Kolejna warstwa betonu otacza już i tak nadwyrężony narząd. Ashley przechowywała dla mnie różne rzeczy. Na nagły wypadek.
– Proszek – mówię, próbując zachować spokój.
Zapada cisza, która już mówi mi wszystko, co potrzebuję teraz wiedzieć.
– Zabrali wszystko.
Pieprzone dupki.
Przechowywałam u niej kokainę na nagłe sytuacje. Gdybyśmy nie mieli pieniędzy ani wsparcia Wilków, to przynajmniej posiadalibyśmy wystarczająco dużo kilogramów do sprzedania i przetrwalibyśmy, dopóki nie znalazłabym rozwiązania.
– Tak mi przykro – szepcze.
Słyszę ból w jej głosie.
– Wszystko u ciebie okej?
– Porządnie mnie znokautowali – odpowiada.
Dranie nie włamali się nawet pod osłoną nocy. Czekali na nią, aby móc ją skrzywdzić.
– Twoi bracia – dodaję w pośpiechu. – Gdzie są?
– Oni… – Słyszę, jak przełyka ślinę. – Oni ruszyli za nimi.
– Natychmiast ich odwołaj – żądam surowym tonem, a ona ponownie przeprasza.
– Tak mi przykro. Byli wściekli. Kazałam im poczekać, aż do ciebie zadzwonię i zobaczę, co powiesz.
– Ashley – syczę do słuchawki. – Jeśli twoi bracia ich zabiją, przysięgam na Boga, że wepchnę im lufę w dupska. Dzwoń do nich i zmuś do powrotu. Wystarczy śmierci. Zwłaszcza po naszej stronie.
Rozłączam się i natychmiast oddzwaniam do Elliota. Nawet nie czekam, aż się przywita.
– Emma Scott postradała cholerny rozum. Stała się tak śmiała, że albo ma wszystko, aby przejąć nad nami władzę, albo tendencje samobójcze. Założę się, że to pierwsze. – Chyba połamię zęby od tego, jak mocno zaciskam szczęki. – Nie jesteśmy gotowi do wojny, wręcz tak cholernie nieprzygotowani, że moglibyśmy zostać unicestwieni.
– Co się stało?
– Nie mamy pieprzonej forsy, dostawców i ukradli przechowywane u Ashley zapasy proszku na sytuacje awaryjne.
– Suka osłabia nas przed planowanym atakiem. – Po chwili Elliot wychodzi z szoku.
– Szykują się na wojnę z nami na pełną skalę – potwierdzam.
Przesuwam kciukiem po dolnej wardze, rozważając w myślach różne opcje. W żadnej z nich Kingowie nie są zwycięzcami.
Słyszę głos ojca zza grobu.
Mówiłem ci, że nie nadajesz się do rządzenia gangiem.
– Pora na genialny plan, Kaylo – oznajmia Elliot, sugerując, że na mnie liczy i że ja zawsze wpadam na rozwiązanie.
– Tak będzie – odpieram zwyczajnym tonem. W żołądku gości lęk, ale nie pozwalam mu wygrać. Musi istnieć rozwiązanie. Zawsze jakieś się znajdzie.
– Dobra pora, abyś to z siebie wyrzuciła. Plan, Kay. Jakikolwiek.
– Tak będzie – cedzę przez zęby. – Daj mi cholerną chwilę, dobra? Przyjadę do ciebie. Zanim tam dotrę, coś wymyślę.
Natychmiast się rozłączam, gotowa rozpocząć dzień, który już wydaje się za długi.
– Załatwmy to. – Ubrany Ivan jest gotowy do drogi.
Wzdycham, kiedy obejmuje mnie w talii.
Ma za czystą duszę do rzeczy, którymi się zajmujemy. Czuję ukłucie w sercu, poczucie winy mieszające się z niepokojem o moją niepewną przyszłość.
– Jestem przy tobie, maleńka. Niezależnie od tego, co się stanie. Obiecuję, że będę przy tobie.
– Jesteś dobrym człowiekiem, Ivanie.
Wybucha śmiechem.
– A może próbuję pokazać ci, że istnieje dobro w tym zrujnowanym świecie. Nawet dla faceta takiego jak ja, będącego produktem najgorszego przestępstwa, jakie można popełnić.
Chyba to nas łączy.
Odwracam się w jego ramionach i spoglądam w lodowato niebieskie oczy, po czym zanurzam palce w jego miękkich blond włosach.
– Jesteś piękny – mamroczę.
To prawda. Jest przystojniakiem, który pomimo dobrego serca ma surowy wygląd z powodu płynącej w jego żyłach rosyjskiej krwi. Jest mi życzliwy, ponieważ mnie kocha, ale z łatwością zmiażdżyłby życie w dłoniach. Mimo wszystko został wychowany i wytrenowany przez Wilki. Może i nie ma przebiegłego umysłu, ale jest równie twardy jak oni.
– Pojedziemy do Elliota, załatwimy tę sprawę, a potem wrócisz ze mną do domu i pozwolisz mi zrobić sobie dobrze. – Nachyla się nade mną i ociera się ustami o moje wargi.
Jego słowa działają na mnie jak zimny prysznic. Przekręcam głowę w bok.
– Ivan… – Wzdycham.
Mocniej zaciska dłonie na mojej talii.
– Wiem, jak się czujesz. Znam powód, dla którego nienawidzisz seksu ze mną. Myślisz, że jestem słaby i nie mogę dać ci tego, czego pragniesz.
Przyciąga mnie do siebie. W jego geście jest brutalność, która zapiera mi dech w piersiach.
– To, że jestem miły dla ciebie, nie czyni mnie miłym gościem.
– Nie masz cholernego pojęcia, o czym mówisz – odgryzam się.
Nie wiem, czemu się tak złoszczę, kiedy udowadnia, że mnie zna. Jakby odpowiedzi na moje problemy były dla niego takie oczywiste.
– Szanuję cię, Kay. Szanuję to, że sama do wszystkiego doszłaś. Wiesz, czego pragniesz od życia, i nie boisz się po to sięgnąć. Ale mogę ci pokazać, jak by było, kiedy bym cię nie szanował. Mogę pokazać ci, co bym zrobił, gdybyś była jedynie kolejną suką, nad którą Wilki mają władzę.
Na mojej twarzy na pewno maluje się podniecenie, które nagle odczuwam. Wywołał je mężczyzna, który od około dwóch lat na mnie nie działa. Ivan dostrzega to i wybucha śmiechem.
– Nie ma nic złego w tym, że tak lubisz, Kay. Pozwól mi to sobie dać.
Nie rozumie jednak, jak trudno jest kobiecie mojego pokroju pozwolić to sobie ofiarować. Byłoby znacznie prościej, gdyby nie zostawił mi wyboru. Jak osoba, która zbudowała imperium na pozycji najsilniejszego, może przyznać, że chce, aby zdominował ją mężczyzna? Aby nie dawał jej wyboru? Aby kazał jej się zamknąć i to przyjąć?
Żałuję, że Ivan tego ranka nie przejął się spluwą skierowaną w jego twarz. Żałuję, że nie wyrwał mi jej z dłoni, nie wycelował w moją głowę, nie kazał mi się położyć i milczeć, podczas gdy sam by mnie wykorzystał.
Jestem Kayla King. Przed nikim nie przyznałabym się do swoich fantazji.
– Po prostu chodźmy. – Kręcę głową i wyrywam się z jego uścisku, po czym odwracam w stronę łóżka i sięgam po telefon.
– Byłaś wilgotna, wiesz?
– Słucham? – Spoglądam na niego ponad ramieniem, unosząc brwi.
– Byłaś wilgotna, kiedy rano zacząłem cię dotykać. Może i byłaś półprzytomna, ale twojemu ciału podobał się brak wyboru.
Byłam wilgotna, ponieważ śniłam o nocy, podczas której Nathan White nie pozostawił mi wyboru. Byłam wilgotna, ponieważ śniłam o ostatnim mężczyźnie, który doprowadził mnie do orgazmu.
Odwracam się i wbijam w Ivana mordercze spojrzenie.
– Cóż, chyba masz cholerną rację, co? Jestem dziwna w łóżku. Pocałuj mnie w dupę.
Nie fatyguję się nawet, aby kontynuować tę rozmowę.
Po stracie Wilków Ivan powiedział im, że już nie chce dla nich pracować. Jego obecnym celem w życiu jest trwanie u mojego boku. Martwi się jedynie o to, aby dobrze nam się układało i aby nasz związek trwał. A ja martwię się, czy mój gang utrzyma władzę.
Kierujemy się innymi priorytetami i prawdopodobnie zawsze tak będzie. Nie obchodzi mnie życie miłosne, kiedy codziennie budzę się, zastanawiając, czy North Shore wciąż należy do mnie.
Emma Scott próbuje zrujnować moje pieprzone życie i nie zamierzam rozważać, czy mój chłopak jest szczęśliwy w łóżku.
Czeka na mnie rządzenie miasteczkiem.
Wojna do wygrania.
Kayla
MISSIO – Kamikazee
– Coś wymyślę – zwracam się do Ivana, kiedy wychodzimy z domu. Chyba próbuję przekonać samą siebie.
– Na pewno, maleńka. – Otwiera drzwi od strony pasażera, pomaga mi wsiąść i okrąża auto.
To mój samochód. Ładny Mercedes. Kupiłam go siebie, gdy byłam na szczycie. Prezent dla siebie za wszystko, co osiągnęłam. Zazwyczaj to ja prowadzę, ale dzisiaj pozwalam Ivanowi usiąść za kierownicą.
Poświęciłam wszystko, aby utrzymać nasz gang przy władzy. Noce i dnie knułam, jak usadzić NSC na słabszej pozycji, żeby nigdy nie planowali przejęcia kontroli nad miasteczkiem.
Jakim więc cudem, do diabła, Emma zebrała się na odwagę, aby walczyć przeciwko mnie?
Kiedy przemieszczamy się podupadłymi ulicami North Shore, dzwoni mój telefon. Nieznany numer. Od miesięcy ktoś wydzwania do mnie co kilka dni, ale nie odbieram. Nieznane numery nigdy nie zwiastują dobrych wieści, a dzwoniąca osoba nie zostawia wiadomości. Może powinnam w końcu odebrać. Kiedy się na to decyduję, Ivan wyrywa mi telefon z dłoni, wycisza komórkę i rzuca na tylne siedzenie.
– Ivan – jęczę. – Wiem, że w tej chwili próbujesz pomóc, ale to moja praca i muszę sobie poradzić z tą sytuacją.
Kręci głową.
– Potrzebujesz chwili, aby ochłonąć i zebrać myśli. Przynajmniej przez pół godziny przestań odbierać telefon, a potem zobaczymy.
Opieram głowę o zagłówek i pozwalam swojemu chłopakowi prowadzić. Odnoszę wrażenie, jakby mijały godziny, chociaż przypuszczam, że nie upłynęło zbyt wiele czasu.
Ivan parkuje przed sklepem spożywczym i się do mnie odwraca.
– Kupię ci napój wiśniowy, bo wiem, że z rana lubisz niezdrowe badziewie. Czekaj tu na mnie i nie sprawdzaj wiadomości. – Już ma otworzyć drzwi, kiedy zastyga w bezruchu i spogląda na mnie z rozbawieniem spod przymrużonych oczu. – Mam zabrać twój telefon ze sobą czy mogę ci zaufać?
– Obiecuję, że nawet go nie tknę – prycham i kręcę głową. Z zaskoczeniem odkrywam, że ten mężczyzna potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy.
Kiedy obserwuję wchodzącego do sklepu Ivana, palce świerzbią, aby sięgnąć po leżącą na tylnym siedzeniu komórkę. Postanawiam jednak zamknąć oczy i na chwilę odciąć się od rzeczywistości.
Dopóki nie otwierają się ponownie drzwi od strony kierowcy.
Szybko poszło.
Za szybko.
Unoszę powieki, a serce przyspiesza mi jak szalone.
Prostuję się, ale zachowuję spokój na widok Logana rozsiadającego się wygodnie na siedzeniu obok. Ten koleś powoli staje się prawą ręką Emmy i chyba nie mam ochoty dowiadywać się, co tutaj robi.
Zerkam w lusterko i dostrzegam dwóch ludzi na tylnych siedzeniach. Zauważam też mężczyznę blokującego drzwi z mojej strony.
– Wspaniale. – Wzdycham.
Jeśli umrę otoczona przez NSC, dlatego że mój chłopak zapragnął kupić mi ulubiony napój, zamiast pozwolić zająć się bajzlem… kurwa, będę wiecznie nawiedzać Ivana.
Zerkam na schowek, w którym trzymam broń. Mam też jedną spluwę zatkniętą za pasek dżinsów, ale chyba nie zdołam sięgnąć po nią na tyle szybko, skoro jeden z kolesi już celuje mi w głowę. Cholernie za blisko jak na mój gust. Lufa ociera się o skroń, a ja napinam mięśnie, aby się nie wzdrygnąć. NSC będzie musiało się bardziej postarać, aby mnie przestraszyć.
Co oni sobie, do cholery, wyobrażają? Nie mają pojęcia, przez co przeszłam, aby stać się przywódczynią Kingów? Myślą, że dziergałam dla tatusia śliczne szaliki na drutach? Przetrwałam piekło i zasłużyłam na to miejsce. Nawet nie są w stanie mnie zastraszyć.
Logan nachyla się nade mną i taksuje wzrokiem moją twarz niczym jakieś pieprzone abstrakcyjne malowidło.
– Twój chłopak będzie zazdrosny, jeśli się bardziej zbliżysz – zwracam się do niego. – A tak w ogóle jak się ma Racer? Liczę, że nie ma wstrząsu mózgu po tym, jak został znokautowany, podczas gdy nas okradałeś.
Logan i Racer towarzyszyli Emmie, kiedy kradła naszą forsę z napadu. Ethan – przyrodni brat Elliota – znokautował go bez namysłu, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Minął już jakiś czas, ale lubię mu o tym przypominać.
Lekceważy szyderczy komentarz i przyciska palec wskazujący do tatuażu na mojej twarzy.
– Piekło – czyta, a potem mamrocze do siebie: – Zawsze chciałem zobaczyć go z bliska. – Odchyla się, gdy w końcu zostawia moją twarz w spokoju. – To szaleństwo, że tak trudno się do ciebie zbliżyć.
– A mimo to ci się udało.
– Od kilku tygodni próbowałem dorwać cię samą. Ten twój chłopak nie odstępuje cię na krok. – Powoli kiwa głową.
– Miłość. Cóż można począć? – Posyłam mu fałszywy uśmiech.
– Pewnie – prycha. – Jesteś bezwzględna Kayla King. Nie poznałabyś miłości, nawet gdyby walnęła cię prosto w twarz.
Rozglądam się po samochodzie, zerkam na dwóch mężczyzn za plecami i jednego opierającego się o drzwi.
– Jesteś tu po to, aby pogadać o moim wyjątkowo nudnym życiu miłosnym, czy czegoś chcesz?
Szybko zmienia temat, próbując mnie zszokować.
– Bracia Ashley nie żyją. Podążali za naszymi ludźmi, którzy obrabowali ich warsztat. Wpadli w zasadzkę. Naprawdę głupi ruch.
Kiwam głową, a żołądek mi się zaciska, kiedy się zastanawiam, jak przekażę te wieści Ashley – bez mówienia jej „a nie mówiłam”. Wkurzam się, gdy ludzie mnie nie słuchają.
– Niezbyt mądre posunięcie z ich strony – przyznaję.
– Emma uważa, że pora na wasze spotkanie i omówienie przyszłości North Shore.
– Oczywiście. To kolejny krok w jej małym planie, co? Próba przekonania mnie do walki w klatce śmierci. – Zachowuję kamienną twarz, chociaż nawet nie patrzę na niego.
Nasze spojrzenia się krzyżują i czuję, że mężczyzna się spina.
– Ja chciałem cię zabić. To rozwiązałoby wiele problemów. – Nozdrza drgają mu z furii.
Nie winię go. W zeszłym roku mężczyźni z mojego gangu – a dokładnie Ethan i Elliot – zabili jego najlepszą przyjaciółkę. Logan prowadzi osobistą wendetę przeciwko Kingom. To jego słabość. Zemsta czyni nas głupimi, nieprzewidywalnymi. Uniemożliwia nam jasne myślenie. To interesy. Proste, łatwe. On jest za głupi, by to zrozumieć.
– Ale to Emma jest szefową. Więc zaprasza cię do swojego domu. Dzisiaj. – Odwraca wzrok.
Oboje obserwujemy wychodzącego ze sklepu Ivana. Mój chłopak otwiera szeroko oczy i odruchowo sięga za pasek dżinsów.
Kręcę głową i unoszę rękę, aby go powstrzymać.
– Zjawię się po południu – mówię.
– A tak przy okazji… on nie jest zaproszony. – Logan sztywnym skinieniem głowy nakazuje mężczyznom wysiąść z samochodu.
Tak po prostu zgodziłam się wybrać do domu wroga. Muszę mieć nadzieję, że mnie nie zastrzelą, gdy tylko się tam pojawię.
Kayla
grandson – Bury Me Face Down
– I tyle w temacie zostawienia przeszłości za sobą – mamroczę, kiedy Xi Benhaim przeszukuje mnie w salonie Emmy Scott.
Facet obiecał swojej dziewczynie, że odejdzie z NSC po tym, jak odnalazł miłość życia. W tej chwili jednak sprawdza, czy nie jestem uzbrojona.
Lik, brat Xi, siedzi na kanapie obok ojca Emmy.
– Jestem tu wbrew woli i nie chcę brać udziału w tym cyrku. – Jego zblazowany ton sugeruje, że Emma prawdopodobnie błagała go, aby zjawił się u niej.
– Zatem chyba jesteś komitetem powitalnym.
Odburkuje ledwo zrozumiałe „tak” i kiwa głową do Emmy, stojącej tuż za nim, po czym odsuwa się na bok.
– Kaylo.
Jej kpiący uśmiech zasługuje na cios w twarz. Chętnie sprawdziłabym, jak wyglądałaby bez zębów.
– Emmo – odpowiadam ostrym tonem.
Zawsze łączyła nas jedynie nienawiść. Dorastałyśmy w tym samym miasteczku, uczęszczałyśmy do tej samej szkoły i uczyłyśmy się twardego życia przez przynależność do dwóch wrogich gangów. W innym świecie mogłybyśmy zostać najlepszymi przyjaciółkami albo dwiema wrednymi dziewczynami, które nienawidziłyby się nawzajem. W tym świecie nasze gangi walczą. Często na śmierć i życie.
Nie mam pojęcia, jaka łączyłaby nas relacja, gdybyśmy nie zostały wychowane w nienawiści do naszych nazwisk. Ale tak się nie stało i tylko to się dla mnie liczy.
W tym życiu, w tym świecie, w tym miasteczku nasze starcia zawsze przypominały mecz bokserski. Z jednym głupim zawodnikiem, który prawie nie używa mózgu, ale kroczy dumnie niczym paw, drocząc się i rzucając przeciwnikowi groźby bez pokrycia. I drugim inteligentnym zawodnikiem, który ciężko pracuje i myśli dwa razy, zanim wykona ruch.
Oczywiście ja jestem tym drugim.
Przechylam głowę na bok, obserwując, jak Emma odważnie odwraca się do mnie plecami, a potem siada na kanapie. Nie proponuje mi, abym zajęła miejsce, więc się nie ruszam.
– Kto za tym stoi?
Nie muszę wyjaśniać, o co mi chodzi. Emma nie działa sama i nie trzeba mi tego mówić. Nigdy nie pozwalała sobie na tak śmiałe ruchy wobec mnie. Największą odwagą w ich gangu wykazywał się Xi, który zawsze atakował moich ludzi z pełnym impetem, by dać im nauczkę, chociaż to Kingowie rządzili. Emma próbowała trzymać go na smyczy, ponieważ obawiała się konsekwencji. Teraz to się zmieniło. Xi porzucił dawne życie, ale Emma zdołała wykonać ruchy mające na celu pokonanie mnie.
Mój wróg zakręca wokół palca kosmyk swoich przedłużanych blond włosów, a potem go odwija, czekając, aż zacznie zżerać mnie ciekawość.
– To Luciano? Vito sypie na temat mojej ekipy?
– Vito Luciano gówno wie o twoim gangu.
W reakcji na jej wymijającą odpowiedź naprężam plecy i syczę jej w twarz niczym sfrustrowany kot.
– To kto? – cedzę przez zęby.
Pewna siebie i dumna ze swojego planu wzrusza ramionami.
– Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że może nikogo nie potrzebuję? Może dysponuję właściwymi ludźmi na właściwych miejscach? A może nie byłaś dyskretna, planując napad na bank? A może NSC za długo tolerowało twoje gówniane rządy i od jakiegoś czasu planowaliśmy przejęcie władzy? Panowanie Kingów nad tym miastem dobiegło końca, Kay. Mam twoją forsę, twój towar, a moi ludzie są gotowi zabić twoich, aby odzyskać terytoria, które nam zagarnęliście. Bądź rozsądna i zgódź się na walkę w klatce, aby NSC we właściwy sposób mogło przejąć władzę w mieście. Nie chcemy rozlewu krwi. Ty też byś nie chciała.
Odkąd sięgam pamięcią, gangi w tym mieście ustalają własne zasady. Respektujemy tylko swoje prawa. Kiedy równowaga sił zaczyna się chwiać, mamy coś, co zapobiega wojnie – walkę w klatce śmierci.
Oba gangi wysyłają swojego zawodnika i tylko jeden wychodzi żywy z potyczki. Gang zwycięzcy przejmuje władzę w mieście.
