Las, pole, dwa sobole - Stoga Joanna - ebook + audiobook + książka

Las, pole, dwa sobole ebook i audiobook

Stoga Joanna

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

„Las, pole, dwa sobole” to zbiór opowiadań skondensowany w treści i minimalistyczny w formie, a przy tym zaskakująco pojemny emocjonalnie. Autorka z dojrzałością przygląda się cykliczności ludzkiego życia, udowadniając, że w lakonicznej narracji można zmieścić całe spektrum tonów, barw i nastrojów. Stoga – niczym malarka słowa – subtelnie prowadzi emocje, budując szeroką paletę uczuć: smutek przełamuje czarnym humorem, realizm miesza z odrealnieniem, a ciszę wypełnia tym, co najtrudniejsze do nazwania. Najmocniej wybrzmiewa tu jednak tęsknota za czułością. To portret dojmującej samotności, którą zrozumie tylko ktoś, kto stracił bliską osobę – i jednocześnie został wrzucony w bezlitosną machinę biurokratyzacji śmierci.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 44

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 22 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Joanna Stoga

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Redakcja – Ewa Klimek

Korekta – Justyna Artym

Projekt okładki – Julita Gielzak

Fotografia na okładce – Joanna Stoga

Copyright © 2026 by Joanna Stoga

Copyright © 2026 for this edition:

Wydawnictwo GMT 2026

ISBN 978-83-980006-0-4

Wrocław 2026

Wydanie II

 

 

Wydawnictwo GMT Sp. z o.o.

55-120 Golędzinów, ul. Moniuszki 8

[email protected]

 

Wrzesień jak dywan

jakich nie bywa

często ostatnio –

płowo-zielony

dywan zdobiony

słońcem dostatnio.

Pejzaż gorący

rżysk i stygnących

gwiazd w zimnym niebie –

smutku co zawisł

kluczem żurawi –

pejzaż bez ciebie.

Dzień za dniem,

sen za snem,

pełnia i nów,

i słońce znów.

Noce i dni

wciąż nazbyt ładne –

zmierzchy i

świty bezradne…

Jeremi Przybora

Pejzaż bez ciebie

Późny sierpień

Umówiły się na koniec sierpnia. Wcześniej jakoś się nie składało. Lato męczyło upałami, im coś ciągle wypadało, a to nieplanowany remont, a to praca albo sprawy z dziećmi. Ucieszyły się na swój widok, dawno się nie widziały. Rozpakowywały rzeczy i jedna przez drugą opowiadały, co u nich. Roześmiały się, gdy wyszło na jaw, że obie kupiły takie samo wino. Ona powiedziała, że zostawią je sobie na wieczór. Będzie pasować do tego sierpnia i babskich pogaduszek.

Skąd mogła wiedzieć, że wszystko potoczy się inaczej?

Po śniadaniu poszły na spacer. Dzień zapowiadał się wspaniale. Ranek okazał się zaskakująco chłodny w porównaniu z ostatnimi i rosa jeszcze do teraz skrzyła się w cienistych miejscach. Powietrze było zupełnie inne niż w miastach, w których mieszkały. Obie wyjechały na długo przed świtem, byle już nie oglądać pożółkłych trawników, rozgrzanego, lepkiego asfaltu i wymęczonych upałem ludzi. W mieście nawet nocą nie dało się od niego uciec. Beton tak się rozgrzewał, że do rana oddawał ciepło i ciężko było oddychać. Tutaj to co innego, aż chciało się wyjść.

Skąd mogła wiedzieć, że tak szybko przyjdzie jej wracać?

Szły wąwozem wzdłuż strumienia. Woda chlupotała o kamienie, a powietrze pachniało wilgotnymi ziołoroślami. Co za luksus po skwarze miasta i spacerach w przywiędłych parkach! Za krzyżem wspięły się do przełęczy, skąd był najlepszy widok na okolicę. Z tej perspektywy pobliskie wzgórza i ukryte pomiędzy nimi miasteczko przywoływały na myśl Toskanię – kamienna wieża kościoła, biegnący wokół zabudowań mur obronny i topole przy krętej drodze z daleka przypominające cyprysy. Do tego dachy starych domów, z których każdy chylił się w inną stronę. Niektóre były wprawdzie wyremontowane, ale inne pozostały przybrudzone i gdzieniegdzie porośnięte mchem. Piętrzyły się jeden obok drugiego niczym kolonia opieniek.

Zapatrzyły się na ten widok i ona powiedziała, że muszą przyjść tu na wschód słońca. Już sobie wyobrażała te mgły w dolinie i różowe zorze na horyzoncie.

Skąd mogła wiedzieć, że następnego ranka będzie zupełnie gdzie indziej?

Obiad zjadły w tym samym zajeździe co zwykle. Podawali tam najlepszą kwaśnicę, jaką kiedykolwiek jadły. Nigdy im się nie nudziła. Za to zawsze miały problem, czy wybrać pierogi, czy wątróbkę. Jedno i drugie smakowało wyśmienicie. Niby zwykłe domowe jedzenie, a oddałyby za nie najbardziej wykwintne frykasy z pięciogwiazdkowych restauracji. W końcu zdecydowały, że dziś zjedzą ruskie, ale ona dodała jeszcze, by właścicielka nie zapomniała jutro o wątróbce, bo na pewno się na nią skuszą.

Skąd mogła wiedzieć, że nieprędko pomyśli o jedzeniu?

Usiadły w ogrodzie pod pergolą. Nasturcje pięły się na nią i na płot. Zawinęły się również na daliach i teraz trudno byłoby je rozdzielić. Jadły w milczeniu, zapatrzone na rozciągnięte w pasy chmury na niebie, na sunące po pobliskiej drodze samochody i rudego kota, który z pochyloną głową skradał się w zaroślach. Tak się najadły, że nie chciało im się odzywać. Pogaduszki zostawiły sobie na wieczór.

Skąd mogły wiedzieć, że spędzą go inaczej, niż planowały?

Po południu wybrały się nad staw. Był tam rząd starych, chylących się topoli o balsamicznym zapachu, niewielka łąka z jaskrami i plaża, na której rozłożyły koce. Siedziały z nogami zanurzonymi w piasku, a woda srebrzyła się jak rtęć. Czasem przesuwały się po niej nartniki albo tuż nad nią zawisała błękitna ważka. Wróble kłóciły się w gałęziach, pies szczekał w oddali. Kot gospodarzy przyszedł i kręcił się obok nich. Trącał ją głową, by nie przestawała go głaskać. Drapała go więc za uchem i wpatrywała się w swoje zapiaszczone nogi. Miała wrażenie, że czas zatrzymał się w tym miejscu. Zastygł, jakby nie miało być już żadnego potem. Chwila przeciągała się w nieskończoność, ale ona czuła, że coś jest poza tym, coś ważnego, tylko jeszcze tego nie rozumie.

I wtedy zadzwonił telefon. Wyciągnęła go z torby, zobaczyła „Mama” na wyświetlaczu i zaklęła. Przypomniała sobie, że obiecała do niej zadzwonić, gdy tylko dojedzie. Nie zadzwoniła. Zapomniała albo chciała zapomnieć. Nie przepadała za tym zwyczajem, była już dorosła.

– Halo? – Odebrała i czas ruszył z miejsca.

Ciąg dalszy w pełnej wersji e-booka

Okładka - tył

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Motto

Późny sierpień

Okładka - tył

Punkty orientacyjne

Strona tytułowa

Okładka

Spis treści