Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
KSIĄŻKA, KTÓRA ZDOBYŁA NAGRODĘ BOOKERA W 2025 ROKU
Nastoletni István mieszka z matką w ciasnym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty w postkomunistycznych Węgrzech. Nieśmiały i nowy w mieście nie potrafi dopasować się do stylu życia kolegów z klasy, nie radzi sobie w kontaktach z dziewczynami, pozostaje outsiderem. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje wciągnięty w serię wydarzeń, które sprawiają, że staje się kimś obcym dla rówieśników, matki i samego siebie.
Jakiś czas później István opuszcza Węgry w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Odradza się dzięki dobrej woli, a może raczej egoizmowi, obcych ludzi, podąża wyboistą, lecz wznoszącą się trajektorią, która oddala go od dzieciństwa i zdarzenia, które je nagle zakończyło. Powodzi mu się lepiej, niż mógłby sobie wyobrazić.
Portretując zbiór intymnych chwil bohatera na przestrzeni kilku dekad, autor opowiada historię mężczyzny pozostającego w konflikcie intrapersonalnym – wyobcowanego z życia, nad którym nie panuje, oraz niepasującego do ról, które musi odgrywać. Widmo minionej tragedii snuje się za nim cieniem, męczą go miałkość własnego życia i monotonia codzienności, tak więc István żyje w ciągłym wewnętrznym napięciu, w niezgodzie z samym sobą.
„Zadziwiająca… czasami, kiedy czytam, jedną z rzeczy, na które zwracam uwagę, jest to, w jaki sposób autor nadał powieści nowy wymiar. Dla mnie ta powieść jest [czymś nowym]… Niezwykła.”
Zadie Smith
„Chłodna, zdystansowana powieść Szalaya opowiada historię samotnego młodego mężczyzny, który dorasta wychowywany przez matkę na Węgrzech. Jednym z głównych tematów powieści jest męska alienacja: nawet gdy bohater osiąga bezpieczny i wygodny status osoby z klasy uprzywilejowanej, czuje się jak obserwator własnego życia, przygląda mu się z dystansem osoby, która przeżyła traumę i patrzy na codzienność przez szybę. Mimo to Szalay pozwala nam odczuć jego nieokiełznaną tęsknotę za sensem i więzią.”
„The New York Times Book Review”
„Hipnotyczna… Jesteśmy świadkami, jak István porusza się w świecie niczym na wpół dzikie zwierzę, bezradny wobec swoich instynktów, straszny i dziwnie godny politowania… Pan Szalay spogląda na te pragnienia zimnym wzrokiem i nie gwarantuje nam, czytelnikom, że poczujemy się komfortowo z tym, co zobaczymy.”
„The Wall Street Journal”
„Niezapomniany portret męskiej alienacji.”
„People”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału Flesh
Przekład Dobromiła Jankowska
Redakcja Ewa Pawłowska
Korekta Marcin Grabski, Anna Gądek
Projekt okładki Suzanne Dean, Penguin Random House UK
Zdjęcie na okładce Lichfield city on sunny day © Getty Images/
Gallo Images Poland Sp. z o.o. (image number 1390189846)
Projekt stron tytułowych Tomasz Majewski
FLESH
Copyright © 2025 by David Szalay
All rights reserved.
Copyright © for the Polish translation by Dobromiła Jankowska, 2026
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Pauza, 2026
Zdjęcie autora na okładce Copyright © Julia Papp
Skład i łamanie Dariusz Ziach
ISBN 978-83-980539-0-7 (EPUB); 978-83-980539-0-7 (MOBI)
Wydawnictwo Pauza
Warszawa 2026
Wydanie pierwsze
Wydawnictwo Pauza
ul. Meksykańska 8 m. 151
03-948 Warszawa
+48501177119
www.wydawnictwopauza.pl
WydawnictwoPauza
wydawnictwo_pauza
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
Jako piętnastolatek przeprowadza się z matką do innego miasta i zaczyna nową szkołę. W tym wieku to niełatwe – szkolna hierarchia jest już ustalona, trudno się więc z kimkolwiek zaprzyjaźnić. Po jakimś czasie udaje mu się znaleźć kolegę, również samotnika. Czasami po lekcjach idą razem do nowego centrum handlowego w zachodnim stylu, które właśnie otworzyło się w mieście.
– Robiłeś to już kiedyś? – pyta kolega.
– Nie – mówi István.
– Ja też nie – mówi kolega, jakoś tak swobodnie.
W prosty i naturalny sposób opowiada o seksie. Wyznaje Istvánowi, o których dziewczynach ze szkoły fantazjuje i co konkretnie robi im w tych fantazjach. Dodaje, że często masturbuje się cztery lub pięć razy dziennie, przez co István czuje się głupio, ponieważ on robi to tylko raz lub dwa razy. Gdy się do tego przyznaje, kolega stwierdza:
– Najwyraźniej masz słaby popęd seksualny.
Z tego, co wie, to może być prawda.
Nie wie, jak jest u innych.
Zna tylko własne doświadczenia.
Któregoś dnia kolega opowiada, że zrobił to z dziewczyną, która mieszka po drugiej stronie torów kolejowych.
To budzi w nim zakłopotanie.
István słucha, gdy kolega opisuje ze szczegółami, co się wydarzyło. Próbuje stwierdzić, czy on mówi prawdę, czy kłamie. Choć wolałby, żeby kłamał, sądzi, że prawdopodobnie mówi prawdę. Niektóre rzeczy wydają mu się zbyt konkretne, zbyt zaskakujące, by można je zmyślić.
Kilka dni później kolega mówi, że rozmawiał z tamtą dziewczyną i ona powiedziała, że może to zrobić również z Istvánem.
– Serio? – pyta István.
– Tak – potwierdza kolega.
István nie wie, czy to oznacza, że zrobią to razem: we trójkę, czy on będzie mógł to zrobić z dziewczyną.
Brakuje mu pewności siebie, by zapytać.
Tego samego dnia po szkole przechodzą przez kładkę nad torami.
Zapada już zmierzch.
Schodzą po metalowych stopniach po drugiej stronie kładki i jeszcze chwilę idą, aż docierają do osiedla. Jest podobne do tego, na którym mieszkają István z matką, ale tutaj budynki, choć także zrobione z wielkiej płyty, są wyższe. W bramie jednego z nich kolega wciska numer mieszkania.
Kilka chwil później, mimo że nikt się nie odezwał, drzwi się otwierają i kolega popycha je ramieniem.
W windzie śmierdzi dymem papierosowym.
Kiedy jadą w górę, István wpatruje się w udający drewno laminat.
Jadą bardzo powoli, winda skrzypi, a mijając kolejne piętra, wydaje dodatkowo głośny dźwięk przypominający tykanie.
– W porządku? – pyta kolega.
– Tak – mówi István.
– Bo wyglądasz na przerażonego – upewnia się kolega.
– Nie – mówi István.
Wysiadają na jednym z górnych pięter, kolega puka do drzwi mieszkania. Otwiera dziewczyna mniej więcej w ich wieku.
– Cześć – mówi.
– Cześć – mówi kolega Istvána.
Dziewczyna odsuwa się i robi miejsce, by mogli wejść do przedpokoju.
– To mój kolega – przedstawia Istvána kolega. – No wiesz. Opowiadałem ci o nim.
– Okej – mówi dziewczyna.
Ona i István przez chwilę się sobie przyglądają.
– Okej? – pyta kolega Istvána.
– Tak – potwierdza dziewczyna.
Wszyscy troje dalej tylko stoją.
Dziewczyna znów spogląda na Istvána.
On na nią nie patrzy.
– Okej – mówi kolega.
– Chcesz tam zaczekać? – pyta go dziewczyna, wskazując jakieś drzwi.
– Tak – odpowiada kolega.
Możliwe, że jest rozczarowany, bo sam także nie był pewien, czy zrobią to razem, we troje, i miał na to nadzieję.
István zapala papierosa. Musi kilka razy nacisnąć zapalniczkę, żeby zaskoczyła.
Jego kolega na moment nawiązuje z nim kontakt wzrokowy i się uśmiecha.
István nawet nie próbuje odpowiadać uśmiechem. Czuje wzbierającą w trzewiach falę paniki.
Idzie za dziewczyną krótkim ciemnym korytarzem do pokoju na końcu.
Nie przygląda się pomieszczeniu, widzi tylko, że jest w nim mnóstwo rzeczy, między innymi klatka, a w niej jakieś małe zwierzę.
Dziewczyna siada na łóżku.
István siada na krześle.
– Przypomnij, jak masz na imię? – pyta dziewczyna.
István odpowiada.
Dziewczyna się przedstawia.
– W porządku? – pyta.
– Tak – mówi István.
Przez kilka minut rozmawiają. To znaczy ona mówi. Do tego dochodzą długie chwile ciszy, podczas których czasami słychać odgłosy zwierzęcia poruszającego się w klatce. Dziewczyna pyta Istvána, skąd pochodzi.
– Jak tam jest? – dopytuje, kiedy on odpowiada.
– W porządku.
Dalej siedzą w milczeniu.
Ona zapala papierosa, chyba po to, żeby cokolwiek zrobić.
Po jakimś czasie bez słowa wstaje i wychodzi.
Kilka minut później drzwi otwierają się ponownie.
István podnosi wzrok i widzi swojego kolegę.
Spodziewał się dziewczyny.
– Co się stało? – pyta kolega.
– Co masz na myśli?
– Co się stało? – kolega powtarza pytanie.
– Nic.
– Ona chce, żebyś wyszedł – mówi kolega. – Co zrobiłeś?
– Nic.
– Nic?
– Nic.
Wychodzą z mieszkania, na korytarzu kolega mówi do niego:
– Dobra, to na razie.
– Ty nie idziesz? – pyta István.
– Nie, ona chce, żebym wrócił.
– Tak?
Kolega kiwa głową.
– To na razie.
– Dobra.
Wciąż nie rozumiejąc, co się wydarzyło, István samotnie zjeżdża windą na parter.
– Powiedziała, że nie jesteś seksowny. Tak powiedziała – kilka dni później kolega wyjaśnia Istvánowi, co się wydarzyło.
István pali papierosa.
Okropne, że mu to powiedział, że powiedział to o nim, ale i tak nie wie, co miałby odpowiedzieć. Odpowiedź chyba nie istnieje.
– Powiedziała, że nie dałbyś rady – ciągnie kolega.
– Dałbym radę – odpowiada István.
– Powiedziała, że uznała inaczej.
– Nieprawda.
Potem sprawy między nimi dwoma już nie są jak dawniej.
Spędzają razem mniej czasu.
Kolega zaczyna spotykać się z innymi.
István spędza więcej czasu samotnie.
W niedzielę razem z matką odwiedzają babkę. To jej urodziny. István znudzony siedzi w salonie, babka i matka rozmawiają.
Matka prosi, żeby nalał wody do wazonu i wstawił kwiaty, które przynieśli.
Idzie do kuchni i to robi.
Okna są otwarte. Jak na tę porę roku dzień jest ciepły.
– Jak się miewasz? – pyta go babka.
– Dobrze – odpowiada.
Stoi na niewielkim balkonie, chciałby zapalić.
W oddali i u stóp wzgórza dostrzega fragment miasta, w którym mieszkają z matką.
Matka opowiada babce, jak dobrze idzie Istvánowi w szkole.
Babka wyjmuje z portmonetki trochę pieniędzy i mu je daje, chyba w ramach nagrody.
Matka każe mu podziękować.
– Dziękuję – mówi István.
Babka się uśmiecha.
Ma w domu różne przewodniki turystyczne. Stoją obok siebie na półce niedaleko telewizora. Włochy, Francja, Czechosłowacja, ZSSR, RFN, Wielka Brytania. István z nudów je przegląda, podczas gdy matka i babka rozmawiają. W książkach są zdjęcia, głównie czarno-białe, kilka kolorowych. Kolory wyglądają jednak nienaturalnie, nie przypominają tych istniejących w rzeczywistości.
W mieszkaniu naprzeciwko mieszka pewna kobieta. Niedługo po tym, jak István z matką wprowadzili się do bloku, sąsiadka zapytała matkę, czy István mógłby czasami pomóc jej z zakupami.
– Co to znaczy? – zapytał István, kiedy matka mu o tym powiedziała.
– Chce, żebyś chodził z nią do sklepu i pomagał jej później wnieść rzeczy na górę.
– Nie chcę tego robić – odparł.
– Ona bardzo nam pomogła – powiedziała matka.
– Nie będę tego robił.
– Już jej powiedziałam, że będziesz.
– Powiedziałaś, że to zrobię? – zapytał.
– Tak.
– Dlaczego?
– Bo ona bardzo nam pomogła – powtórzyła matka. – A jej mąż ma jakieś problemy z sercem. Nie zamierzam się z tobą o to kłócić.
Od tamtej pory – raz lub dwa razy w tygodniu – István chodzi z sąsiadką do supermarketu i pomaga jej nosić zakupy do mieszkania.
Wraca ze szkoły do domu, rzuca plecak na podłogę, a potem znów wychodzi i puka do drzwi mieszkania naprzeciwko.
Otwiera kobieta, która tam mieszka. Każe mu chwilę poczekać, więc István czeka, z podniesionym kapturem i włożonymi słuchawkami, i wygląda w dół, na schody prowadzące na półpiętro, gdzie na podłodze przy oknie stoi rząd roślin w doniczkach. Okno jest umieszczone dziwnie nisko. A właściwie sięga poniżej poziomu podłogi.
– No dobrze – mówi kobieta i zamyka na klucz drzwi swojego mieszkania.
Włożyła płaszcz i kapelusz, razem z Istvánem schodzą po betonowych stopniach.
– Czy na dworze jest zimno? – pyta sąsiadka, kiedy idą na dół.
István musi podnieść słuchawki, by ją usłyszeć.
– Czy na dworze jest zimno? – powtarza sąsiadka.
– Tak – mówi István.
Omijają kałuże na nierównym chodniku i czekają na zielone światło na pasach.
Po zimowej ciemności ulicy w supermarkecie jest bardzo jasno.
Kobieta uwalnia włosy od kapelusza i poluzowuje szalik.
On chodzi za nią i popycha wózek, do którego kobieta wrzuca zakupy.
Nie rozmawiają.
Potem wracają do bloku, w którym mieszkają, idą na górę. W budynku nie ma windy, a ich mieszkania znajdują się na czwartym piętrze.
– Jesteś bardzo silny – mówi kobieta, kiedy István odkłada ciężkie torby na kuchenny stół.
Nie wie, co ma na to odpowiedzieć.
Kiwa tylko głową, a ona pyta, czy miałby ochotę na somlói galuska. Czasami po powrocie ze sklepu proponuje mu coś do jedzenia, coś słodkiego, jak somlói galuska.
– Tak, dobrze – mówi on.
– W takim razie usiądź.
Siada przy stole.
Somlói galuska czeka w lodówce. Kobieta nakłada mu do salaterki dużą porcję i stawia na stole, z łyżeczką.
– Dzięki – mówi István.
Kiedy on je, kobieta rozpakowuje zakupy.
Zaczyna sobie zdawać sprawę, że z jej strony pojawiło się coś w rodzaju sympatii wobec niego. To go zawstydza, a w pewnym sensie również mu się podoba, choć sam nie odczuwa wobec niej sympatii.
W ogóle nic do niej nie czuje.
To po prostu stara kobieta, może nawet starsza od jego matki.
Ledwie zauważa jej istnienie.
– I jak? – pyta sąsiadka, rozkładając zakupy.
– Dobre – mówi István.
Zjada deser szybko, po części dlatego, że jest pyszny, ale też dlatego, że István chciałby stąd jak najszybciej wyjść.
Dojada i wstaje, nieprzyjemnie szurając krzesłem po podłodze.
– No dobrze – mówi on.
– Mogę cię pocałować? – pyta kobieta.
Staje naprzeciwko.
Pytanie jest tak zaskakujące, że István nie wie, co odpowiedzieć.
Nie wie nawet, o co jej dokładnie chodzi.
Kiedy nie odpowiada, ona całuje go w usta. Nic wielkiego – jej wargi przelotnie dotykają tylko jego warg.
– Przepraszam – mówi ona od razu.
On dalej tylko stoi.
– Chyba powinieneś wyjść.
Wciąż nie wypowiedziawszy ani słowa, István wychodzi i po przejściu przez korytarz wraca do swojego mieszkania.
W klasie palą się światła, podłużne jarzeniówki na suficie w przezroczystych plastikowych osłonach. W osłonach leży sporo martwych much – niewyraźnych niewielkich kształtów, na które István od czasu do czasu zerka, kiedy nauczycielka mówi. Tylko kilkoro uczniów przynajmniej udaje, że słucha kobiety, która czyta na głos z podręcznika. „Ogólnie rzecz biorąc, lepiej p r z y s t o s o w a n e osobniki mają większe szanse na przetrwanie. Jednak współczesna teoria ewolucji definiuje p r z y s t o s o w a n i e nie na podstawie długości życia danego organizmu, ale na podstawie jego zdolności do rozmnażania się. Jeśli organizm żyje o połowę krócej niż inne osobniki tego samego gatunku, ale ma dwa razy więcej potomstwa, które dożywa dorosłości, jego geny stają się bardziej powszechne w dorosłej populacji następnego pokolenia”. To ostatnia lekcja tego popołudnia.
Później István idzie do domu.
Wchodzi po dwa stopnie naraz i nagle widzi ją tuż przed sobą: stoi z małą plastikową konewką w dłoni. Podlewa rośliny na półpiętrze. István nie widział kobiety od czasu, kiedy poszli razem do supermarketu, a później się całowali.
– Dzień dobry, Istvánie – mówi kobieta, nie przerywając podlewania.
– Dzień dobry – odpowiada István.
István zostaje kilka stopni niżej, wciąż lekko posapując. Na jej widok czuje się jeszcze dziwniej, wiedząc, że naprawdę ją p o c a ł o w a ł.
Ona pyta, czy mógłby z nią pójść do sklepu.
– Dobrze – mówi on.
Jak zawsze podczas zakupów nie rozmawiają z sobą.
Dopiero kiedy wchodzą do jej mieszkania, ona mówi:
– Przepraszam za to, co się wtedy wydarzyło.
Jest zaskoczony, że tak powiedziała. Jakby to ona zrobiła coś jemu, choć przecież gdy się nad tym zastanawiał, myślał, że zrobili to we dwoje.
– W porządku – odpowiada.
– Tak? – pyta ona.
Nie jest pewny, co powinien odpowiedzieć.
Nic więc nie mówi.
– Powiedziałeś komuś? – pyta go.
– Nie – mówi István.
Nikomu nie powiedział. Nie miałby komu. A nawet jeśli byłby ktoś taki, co miałby mu powiedzieć? Że pocałował kobietę tak starą i brzydką jak ona?
Następnym razem, kiedy wracają ze sklepu i ona pyta Istvána, czy ma ochotę na somlói galuska, on z wahaniem, ale odpowiada:
– Tak, dobrze.
Każe mu usiąść, stawia przed nim salaterkę z łyżeczką i złożoną papierową serwetkę.
– Dzięki – mówi István.
Kiedy je, ona rozpakowuje zakupy.
Wstał już od stołu i ociera usta serwetką, kiedy ona pyta:
– Mogę?
To oczywiste, co ma na myśli.
– Dobrze – mówi on po kilku sekundach.
Nie wie, dlaczego tak mówi. Jakaś jego część chyba tego chce. Jej wargi na moment dotykają jego warg, tak jak za pierwszym razem.
– Dziękuję – mówi ona, nie patrząc mu w oczy.
– W porządku – mówi on.
Wciąż na niego nie patrząc, czeka, aż on wyjdzie.
Kiedy dociera do niego, na co ona czeka, István przechodzi przez korytarz i wraca do swojego mieszkania.
Potem całują się za każdym razem. Pocałunek staje się częścią każdego wyjścia do sklepu. Ona proponuje mu coś do jedzenia, później lekko dotyka jego warg, a potem István wychodzi.
Któregoś dnia sąsiadka proponuje mu, żeby usiedli na wersalce.
Nigdy nie był w jej salonie. Niespecjalnie mu się przygląda, zauważa tylko, że tak jak w jego mieszkaniu po jednej stronie znajduje się balkon z balustradą z zielonego laminowanego szkła.
Siadają na wersalce.
– Całowałeś się z kimś tak naprawdę? – pyta kobieta.
Zawstydzony, że musiałby odpowiedzieć przecząco, udaje, że nie rozumie dokładnie, o co chodzi. Dlatego się nie odzywa.
– Chcesz mnie pocałować, tak naprawdę? – pyta ona.
– Dobrze – mówi on.
Czuje, jak serce nieoczekiwanie zaczyna mu mocniej bić.
– Tak?
István kiwa głową.
Słyszy tykanie zegara.
Ona dotyka jego warg swoimi, jak robiła to w kuchni kilka razy wcześniej, ale tym razem ich nie odsuwa, tylko naciska mocniej.
Są do siebie zwróceni pod tak niezręcznym kątem, że muszą zmienić pozycję.
Ona znów go całuje, ale tym razem otwiera usta, on czuje jej język na swoich wargach, więc również otwiera usta, a ona wkłada w nie język.
Zaciska powieki, by nie musieć na nią patrzeć, czuje tylko jej wargi i język.
– Było przyjemnie? – pyta ona.
Kiwa głową.
– Chcesz to zrobić jeszcze raz?
– Dobrze – mówi on.
Całują się znowu i w trakcie pocałunku kobieta lekko dotyka jego wzwodu, który zaczyna naciskać na spodnie.
Dopóki jej dłoń przypadkowo się tam nie znalazła, István nie zdawał sobie sprawy ze wzwodu.
W tej samej chwili czuje, że ona się spina.
Odsuwa się zawstydzony.
– O co chodzi? – pyta kobieta, próbując wziąć go za rękę.
Ale już zdążył wstać.
– O co chodzi? – pyta ponownie. – Nic się nie stało.
Stało się – myśli István i spogląda na nią z góry.
Brzydzi go. Nie odzywa się już i wychodzi.
Schodzi na dół, wychodzi z bloku i przez niemal godzinę wędruje po okolicy, nie myśląc, gdzie jest i dokąd idzie.
Kiedy wraca, ona czeka na piętrze.
– Wszystko w porządku? – pyta.
– Tak – mówi István.
Jest pewien, że nie będzie jej już więcej całował. Ale kilka dni później, kiedy ona pyta go, czy chciałby usiąść na wersalce, okazuje się, że tamta jego część chce.
– Chcesz? – pyta ona.
Stoją w jej kuchni, twarzami do siebie.
Jest dość wysoka, niemal jego wzrostu.
– Dobrze – mówi István.
Idzie za nią do salonu, siadają i znów zaczynają się całować, z językiem.
Tym razem, kiedy ona dotyka jego wzwiedzionego członka, wyraźnie nie chce zrobić nic, co by go zdenerwowało. Dalej całuje go w ten sam sposób i nie zabiera ręki z jego krocza. Po kilku minutach zaczyna nią powoli poruszać w górę i w dół. Wpycha mu język do ust, zbyt głęboko, więc on instynktownie odsuwa głowę, a ona lekko wycofuje język. Wciąż porusza dłonią w górę i w dół, powoli, co mu się podoba, choć ręka porusza się dużo wolniej, niż gdyby robił to sam, i może z tego powodu, ponieważ porusza się dużo wolniej, niż gdyby robił to sam, István zbyt późno zdaje sobie sprawę, że zaraz dojdzie.
Z jego ust dobywa się coś jakby sapnięcie bólu.
Chwilę później wilgoć rozlewa się w spodniach, a potem roznosi się zapach.
Dla Istvána to katastrofa.
Nie ma pojęcia, co robić, nie ma pojęcia, czy ona zrozumie.
Ona również wydaje się zaskoczona.
Przestaje go całować.
István na nią nie patrzy. Patrzy w podłogę, na krawędź dywanu z frędzelkami.
Gdyby na nią spojrzał, zobaczyłby, że się do niego uśmiecha. Ale na nią nie patrzy. Nie chce jej widzieć. Wstydzi się i jest też trochę przerażony, że robi to z kimś tak starym i brzydkim.
– No dalej – mówi kobieta, a István wstaje i wychodzi.
Jakiś czas później ktoś puka do drzwi jego mieszkania.
To ona.
István zastanawia się, czy przyszła porozmawiać z jego matką, która jeszcze jest w pracy – może zamierza jej powiedzieć, co się wydarzyło. Sama myśl o tym wzbudza w nim przerażenie.
Ale ona przyszła porozmawiać z nim.
– Dobrze się czujesz? – pyta.
Delikatnym, cichym głosem, który go zaskakuje.
– Tak – mówi.
– Chcę tylko, żebyś wiedział: to, co stało się wcześniej, to nic takiego – mówi ona. – Na wypadek gdybyś się wstydził czy coś. Nie musisz. To normalne.
István nie odpowiada.
– Chciałam tylko powiedzieć ci to. Nic więcej.
– Dobrze – mówi István.
– Dobrze – mówi kobieta, a István zamyka drzwi.
Czasami w weekendy István pracuje na działce u jej męża. Jej mąż mu za to płaci.
Gęste błoto przykleja się do butów, więc po jakimś czasie stopy zaczynają mu ciążyć i wyglądać jak wielkie bryły błota.
Mąż kobiety mówi, że nie może już wykonywać ciężkich prac fizycznych.
Ma problemy z sercem.
Musi zażywać leki.
István właściwie go nie słucha. Robi się coraz cieplej. Ściąga sweter i wiesza go na słupku.
– Dobrze pracujesz – mówi mąż kobiety i podaje Istvánowi papierosa. – Nie palisz? – pyta, kiedy István nie od razu wyciąga rękę.
– Raczej nie – mówi. Jego matka nie wie, że syn pali, i nie chciałby, żeby mąż kobiety przypadkiem o tym wspomniał.
– Co to znaczy? Chcesz papierosa czy nie?
István bierze papierosa.
– Mam je właściwie za darmo – wyjaśnia mąż kobiety, dodając, że pracuje w fabryce papierosów.
– Fajnie – mówi István.
Stoi tak w wilgotnym T-shircie, cieszy się papierosem i chłodnym powietrzem owiewającym spocone czoło.
Z głównej drogi, która znajduje się niedaleko, słychać szum samochodów.
Kiedy tego dnia kończą pracę, po tym, jak umyli ręce w studni, mąż kobiety pyta, czy István ma ochotę się napić.
– Zasłużyliśmy na jednego – dodaje.
Zabiera Istvána do takiej jakby winiarni – w bocznej uliczce niedaleko działki schodzi się z chodnika do sutereny. Najwyraźniej mąż kobiety jest tutaj stałym klientem. Podchmieleni starzy faceci witają się z nim, kiedy idzie przez kłęby dymu.
Kobieta za barem również się z nim wita i chwilę rozmawiają, kiedy mężczyzna zamawia napoje – dwa szprycery z białym winem.
Barmanka podnosi pokrywkę umieszczoną bezpośrednio w ocynkowanym barze i zanurza tam chochelkę, by nalać wino.
– To jest István – mówi w tym czasie mąż kobiety.
Barmanka tylko unosi namalowaną brew.
– Pomaga mi na działce.
– To miło.
Do kieliszków nalewa wodę sodową prosto z węża. Istvánowi wydaje się, że jest coś sugestywnego w sposobie, w jaki barmanka trzyma ten wąż, w jaki woda wystrzeliwuje, kiedy barmanka robi palcami coś dziwnego.
– Jeszcze trochę – prosi mąż kobiety.
Barmanka raz jeszcze wstrzeliwuje wodę do kieliszka.
– Dzięki.
Proponuje jej papierosa, barmanka przyjmuje.
– Mam je właściwie za darmo – powtarza mężczyzna.
Barmanka kiwa głową, jakby już to słyszała, i pozwala mu sobie zapalić.
Trzymając papierosa w ustach, podnosi szprycery, po jednym w dłoni, i podaje im kieliszki.
– Zasłużyliśmy sobie – mówi mąż kobiety, kiedy idą usiąść przy stoliku.
Unosi kieliszek w stronę Istvána, a potem duszkiem wypija połowę.
István zaczyna ostrożniej.
Właściwie nie smakuje mu wino.
– Jak ci się tu układa? – pyta mąż kobiety. Wie, że István niedawno przeprowadził się do miasta.
– Dobrze – mówi.
Kiedy następnym razem siedzą na wersalce, kobieta przerywa pocałunek i trochę się odsuwa. István otwiera oczy.
– Mogę? – pyta ona, spoglądając na niego. Zaczyna rozpinać mu pasek.
On kiwa głową.
Niezręcznie unosi biodra, żeby jej pomóc, kiedy ściąga mu do kolan spodnie i majtki.
Po raz pierwszy ktoś go takiego ogląda.
To dziwne, że jest ktoś inny i że na niego patrzy.
Dotyka go, a potem schyla się, by objąć ustami.
Żeby było wygodniej, musi uklęknąć na podłodze.
Klęka na podłodze i ponownie bierze go w usta. István patrzy na czubek jej głowy, na włosy przy skórze, gdzie blond okazuje się lekko mieszać z siwizną. Zastanawia się, jak to możliwe, że nie robi mu krzywdy zębami, że ma tak miękkie usta. István czuje, że zaraz dojdzie, wpatruje się więc w sufit, potem w balkon, na którym popołudniowe słońce lśni w zielonych szklanych panelach, później znów w czubek jej głowy, która porusza się teraz szybciej. Kobieta robi językiem coś takiego, co... István nie może wytrzymać, to niemal ból, choć nie ból, przeciwieństwo bólu.
Wydaje cichy odgłos zaskoczenia.
Ona przestaje poruszać głową.
Ześlizguje się z niego. Ma zamknięte oczy. Usta również – oddycha przez nos.
Po kilku sekundach ona wstaje, odchodzi, a z kuchni dobiega dźwięk wody lecącej z kranu.
István czuje spokój.
Przez minutę czy dwie jest absolutnie spokojny, siedzi tylko i patrzy na uporządkowany salon, na balkon, na którym słońce lśni w panelach z zielonego szkła.
Na balkonie, w blasku słońca, stoi duży słoik z mnóstwem małych ogórków zanurzonych w mlecznym płynie. Na górze wciśnięte jest coś, co przypomina namoczony chleb.
Kobieta robi kovászos uborka – ogórki kiszone.
Wraca do salonu, siada obok Istvána na wersalce, a na jej widok on znów ma mętlik w głowie i czuje się jakby zawstydzony, że robi to z kimś takim jak ona, z kobietą, która może być starsza od jego matki, która robi kovászos uborka.
Gładzi go po włosach.
– Podobało ci się? – pyta.
István kiwa głową.
Potem schodzi po schodach i siada na ławce w małym parku niedaleko osiedla.
Na ławce obok jakiś mężczyzna pali papierosa.
István pyta, czy może jednego odkupić.
– Dam ci – odpowiada mężczyzna.
István wraca na swoją ławkę i siedzi tam, paląc papierosa, którego dał mu mężczyzna. Lekki powiew wiatru sprawia, że liście na gałęziach nad głową cicho hałasują.
Kobieta pokazuje mu piersi. Sutki są dziwne: zaskakująco duże i brązowe, z małymi wypustkami przypominającymi krostki.
Kiedy István widzi je po raz pierwszy, czuje lekkie obrzydzenie. Potem jednak, kiedy o nich myśli, masturbuje się więcej niż raz.
Wydaje mu się dziwne, że uważa je za obrzydliwe, a jednocześnie tak go podniecają, nawet samo wspomnienie o nich.
Chyba po części dlatego, że pokazała mu je w taki, a nie inny sposób.
Siedział przy jej kuchennym stole i jadł somlói galuska, kiedy ona rozpakowywała zakupy, później zaś, kiedy skończyła to robić, zapytała, czy chce obejrzeć jej piersi, przytaknął, a ona po prostu mu je pokazała – stojąc w kuchni, zdjęła bluzkę i biustonosz. Samo jej wspomnienie go podnieca, niekoniecznie to, jak właściwie wyglądały piersi. To, jak wyglądały, wydaje się niemal nieistotne. A to, że okazały się dziwne i nieco obrzydliwe, mogło mieć wpływ na to, że jeszcze bardziej się podniecił.
Kiedy skończył somlói galuska, poszli na wersalkę, chwilę się całowali, a potem ona rozpięła mu spodnie i znów wzięła w usta.
Potem wyszedł.
Kiedy to się dzieje po raz kolejny, ona mówi:
– Połknęłam.
– Tak? – odpowiada István, wciąż czując ten spokój, który zawsze trwa przez kilka minut po wszystkim.
Kiwa głową, chyba nawet się uśmiecha.
– Dobrze – mówi on.
– Zrobisz coś dla mnie? – pyta ona.
– Dobrze.
Ujmuje jego dłoń i wkłada ją sobie między nogi. Podnosi spódnicę do pasa – pod spodem ma czarne rajstopy – a on kładzie dłoń tam, gdzie ona mu każe.
Pokazuje mu, że ma mocno nacisnąć.
Miejsce, które naciska, jest miękkie i ustępuje pod warstwami materiału.
On nic nie robi, więc ona zaczyna poruszać jego ręką.
Precyzyjnie układa jego palce.
– O tak – mówi. – Tutaj. O tak.
Puszcza jego dłoń, którą on zaczyna poruszać.
Ale najwyraźniej robi to w niewłaściwy sposób.
Ona ponownie ujmuje jego dłoń i energicznie nią porusza, wciskając w siebie.
– O tak.
– Dobrze – mówi on.
Ona zamyka oczy.
István robi to dalej, dopóki nie zmęczy mu się ręka.
– Dziękuję – mówi ona, kiedy on przestaje.
W niedzielę matka zabiera Istvána na obiad do McDonalda w nowym centrum handlowym. McDonald otworzył się zaledwie kilka miesięcy wcześniej.
Matka obserwuje, jak István je. Sama nic nie je. Ma tylko papierowy kubek z kawą, z którego co jakiś czas popija.
– Jak tam w szkole? – pyta.
– Dobrze – mówi István.
– W ubiegłym tygodniu była wywiadówka – mówi matka. – Podobno czasami bujasz w obłokach.
Wzrusza ramionami.
– Pogorszyły ci się oceny.
– Tak?
– Wydaje mi się, że za dużo grasz na komputerze – sugeruje matka.
– Nie – mówi István.
– No to?
– Co?
– Próbuję tylko zrozumieć – ciągnie matka. – Masz jakichś kolegów?
– Tak.
– Tak?
Kiwa głową, nie patrząc jej w oczy.
– To dobrze – mówi ona.
Nie jest pewien, czy mu wierzy.
Idą z sąsiadką do supermarketu. Pada deszcz. István trzyma parasol nad obojgiem.
– Chcę się z tobą kochać – mówi kobieta, kiedy później stoją w jej kuchni. – Chcę cię poczuć w środku. Chciałbyś tego?
– Dobrze – odpowiada István.
– Twoja matka jest w domu?
– Nie.
Robią to na jego łóżku. Ona nalega, by do końca spuścił żaluzję, może z powodu tego, co się stało, kiedy wcześniej pokazała mu piersi – tego wyrazu lekkiego obrzydzenia czy czegoś, co dostrzegła wówczas na jego twarzy.
Sama nakłada mu prezerwatywę. On leży na plecach na łóżku, a ona się na nim kładzie. On tylko leży, a ona porusza biodrami i wydaje ciche odgłosy. W niemal całkowitej ciemności właściwie jej nie widzi.
Kilka chwil po tym, jak on dochodzi, ona przestaje się poruszać.
Czuje, jak wciąż będąc w niej, zaczyna się kurczyć. Po chwili kutas wychodzi. Jakby wyślizguje się na bok. Dziwne wrażenie.
Nachyla się nad nim tak, że czuje jej oddech, gdy mówi, że teraz jest już mężczyzną, i pyta, jakie to uczucie.
On myśli, że to dziwne, ale wcale nie czuje się inaczej, jakby nic się nie zmieniło. Lecz tego nie mówi. Tylko wzrusza ramionami, wciąż leżąc na plecach, a ona podnosi się i zaczyna się ubierać.
– Wszystko w porządku? – pyta, kiedy István przez chwilę się nie odzywa.
– Tak – odpowiada.
– Dobrze – mówi ona. A później, wciąż w niemal całkowitej ciemności, dodaje, że jest jej miło, że pierwszy raz zrobił to właśnie z nią. Dziękuje mu, potem wychodzi, a on przez jakiś czas się nie rusza.
István bierze prysznic.
Pod wodą znów ma erekcję i się masturbuje.
Dochodzi po długim czasie.
Kiedy w końcu się udaje, opiera się o kafelki i słucha, jak woda uderza o plastikową zasłonkę prysznicową. Wciąż myśli, że to dziwne, lecz nie czuje się wcale inaczej, jakby nic się nie zmieniło.
Jedzie autobusem do miasta i zamawia zestaw z Big Makiem.
Kiedy wraca, jest wczesny wieczór. Właśnie włączyły się uliczne latarnie, wszystkie jednocześnie.
W bramie bloku spotyka męża kobiety.
– Witaj, Istvánie. Jak się masz? – pyta mężczyzna.
– Dobrze.
– Idź pierwszy – mówi tamten i przytrzymuje otwarte drzwi wejściowe. Są metalowe, mają dwa panele z hartowanego szkła.
István wchodzi pierwszy i idą przez korytarz z niskim sufitem, mijają skrzynki pocztowe, a potem po betonowych schodach.
– Co porabiałeś? – pyta jej mąż.
– Nic takiego – odpowiada István.
Przez kilka dni się nie widują. István często się masturbuje, przynajmniej dwa razy dziennie. Zwykle gdy to robi, myśli o niej i o tym, co razem robili. Oprócz tego rzadko o niej myśli. Jednak zaczyna sobie zdawać sprawę, że znów chciałby ją wyruchać. Po jakimś czasie nie może już przestać o tym myśleć, a myśl, że to może już nigdy się nie powtórzyć, okazuje się zaskakująco niemiła. Czasami István się zastanawia, czy powinien zapukać do drzwi naprzeciwko. Coś zawsze go powstrzymuje.
A potem, pod koniec tygodnia, to ona puka do jego drzwi. István zatrzymuje grę komputerową i otwiera.
– Witaj – mówi ona.
On nie odpowiada, zażenowany, że dostał wzwodu na sam jej widok.
Wkłada ręce do kieszeni.
Kobieta pyta, czy mógłby pójść z nią do sklepu.
– Dobrze – odpowiada István. – Tylko włożę buty.
Ona kiwa głową.
Najpierw, jak zawsze w milczeniu, idą do supermarketu.
Później, kiedy czekają na przejściu dla pieszych, ona pyta:
– Czego słuchasz?
– Co?
– Czego słuchasz?
István ma słuchawki na głowie i słucha muzyki.
– MC Hammera – odpowiada.
– Co to za muzyka?
Wzrusza ramionami.
– Mogę posłuchać? – pyta kobieta.
Podaje jej słuchawki, które ona zakłada na uszy.
– Nie podoba mi się – mówi po zaledwie kilku sekundach.
– Jasne.
Kiedy wracają, István kładzie zakupy na kuchennym stole. Jest ciepło, T-shirt przykleja mu się do ciała.
Ona pyta, czy ma ochotę na lody.
– W porządku – odpowiada István.
– To usiądź.
Siada i czeka, a ona podaje mu porcję lodów w jednym ze swoich szklanych pucharków.
– Rákóczi túrós – wyjaśnia.
– W porządku.
– Lubisz, prawda?
Kiwa głową.
Kiedy István je, kobieta siada obok. Po jakiejś minucie kładzie dłoń na jego kolanie.
– Czy twoja matka jest w domu? – pyta.
– Nie.
– Spróbuj nie kończyć tak szybko – mówi ona.
Obraca się i pcha biodrami, a on leży i wpatruje się w dno drewnianej półki, która wisi na ścianie nad łóżkiem.
Ona porusza się coraz szybciej i István ma nagle dziwne wrażenie, że zapomniała o jego istnieniu.
Nagle całkiem przestaje się poruszać.
Pojawia się moment napięcia.
A potem coś się dzieje.
Ona wiotczeje.
Obejmuje go i przez chwilę leży nieruchomo.
Czuje pot na jej ciele i na swoim. Trudno powiedzieć czyj. Między nimi znajduje się śliska warstwa.
Na dworze świeci słońce. Żaluzja jest opuszczona, ale są w niej małe dziurki, które przepuszczają odrobinę światła, tyle, by mógł zobaczyć, jak się ubiera, bo wzrok przyzwyczaił się już do półmroku.
Ma włosy łonowe i ciemną ścieżkę na brzuchu.
W pornosach kobiety nie mają włosów łonowych, a przynajmniej nie tak dużo.
Nie mają też takich dziwnych sutków jak ona.
Dopóki nikt inny o tym nie wie, to nie dzieje się naprawdę.
Istnieje w ten sam sposób co jego fantazje, coś, co tylko sobie wyobraża.
Tak mu się czasem wydaje.
W weekend się nie widują, wtedy jej mąż jest w domu.
István bez celu chodzi po mieście.
Sporo czasu spędza w second-handzie, ogląda gry komputerowe, kasety w poobijanych plastikowych pudełkach. Gry to pirackie kopie z kiepsko skserowanymi instrukcjami.
Jest także piracka muzyka, najnowsze przeboje z Zachodu – Vanilla Ice, Madonna, Guns N’ Roses.
Wychodzi ze sklepu, niczego nie kupując.
Weekend ciągnie się bez końca.
W poniedziałek robią to dwa razy. W przerwie tylko leżą na łóżku. Krople deszczu uderzają o szyby – od czasu do czasu je słyszą, ale nie widzą, bo żaluzje są spuszczone. Leżą przez jakiś czas, potem ona bierze go w usta, więc penis szybko twardnieje ponownie.
– Chcesz mnie wziąć od tyłu? – pyta kobieta.
– Dobrze – odpowiada István.
Odwraca się, a on klęka na miękkim materacu i próbuje znaleźć właściwe miejsce.
Deszcz uderza o szybę.
– Nie, nie tam – mówi ona.
Sięga do tyłu, żeby mu pomóc.
Jest już bardzo wilgotna.
W tej pozycji jest inaczej.
Potem ona się martwi, że za drugim razem nie użyli prezerwatywy.
On nie wie, dlaczego ona się martwi – założył, że jest za stara, żeby zajść w ciążę.
– Ile masz lat? – pyta.
– Czterdzieści dwa.
– Oglądasz pornografię? – pyta go.
– Nie.
– Nie kłam.
Zastanawia się, skąd wie, że kłamał. Nic nie mówi.
– Masz jakąś?
– A co?
– Masz? – Śmieje się i prosi, żeby jej pokazał. – Proszę.
István podchodzi do biurka, otwiera najniższą szufladę i ręką szuka czegoś na dnie.
Czasopismo zaczęło się już rozsypywać.
– Wstydzisz się? – pyta ona, kiedy podaje jej gazetę.
– Tak, trochę – odpowiada.
– Dlaczego te strony są sklejone?
– A jak sądzisz?
– Aha – mówi ona i znowu się śmieje.
Rozkleja strony i ogląda zdjęcia. Oglądają je razem. Jest w tej czynności coś, co Istvánowi się podoba. Żaluzja nie jest opuszczona. Teraz zostawiają ją podniesioną.
– Nigdy nie widziałam czegoś takiego – mówi ona. – Kobiety mają ogolone... no wiesz.
– Tak.
– Chcesz, żebym też tak miała? – pyta, spoglądając na niego.
– Nie.
– Mów szczerze – prosi.
– Mówię szczerze.
– Nie chcesz, żebym ją ogoliła?
– Nie.
– Lubisz moje włosy? – pyta.
– Tak – mówi on.
Nie wie, czy to prawda, czy nie.
– Twoja matka niedługo wróci – mówi kobieta.
Podnosi się z łóżka.
– To moja ulubiona część dnia – dodaje. – To znaczy nie ta, że muszę wyjść. – Zaczyna podnosić ubrania z podłogi i je wkładać. – Tylko ta, kiedy tu jestem.
István leży na łóżku i ją obserwuje.
Już prawie całkiem się ubrała.
– Jaka jest twoja ulubiona część dnia?
– Nie wiem. Chyba ta – mówi István.
Kiedy ona wychodzi, István myśli o tym, co robili. Próbuje jakoś urzeczywistnić to w głowie. Bo kiedy jej tu nie ma, wszystko wydaje się trochę nierzeczywiste.
– Myślisz o mnie, kiedy nie jesteśmy razem? – pyta kobieta.
– Czasami – odpowiada István.
– Ja o tobie myślę.
– Tak?
– Tak.
– A o czym myślisz? – pyta István.
– Głównie o tym. – Bierze w dłoń jego kutasa. Śmieje się. On również się śmieje.
Podoba mu się, że ona mówi takie rzeczy. Nigdy wcześniej nie rozmawiał z nikim tak, jak rozmawia z nią, tak, jak rozmawiają z sobą.
Smaruje sobie piersi oliwką dla dzieci, a István je rucha. Ona ma dziwny wyraz twarzy, próbuje patrzeć na to, co się dzieje, jednocześnie unosi i ściska piersi. Na środku jej czoła wychodzą żyły. Kiedy István dochodzi, tryska jej na twarz, a ona piszczy z ekscytacji, niemal jakby sama skończyła.
Odrobina wpada jej do oka.
– O! – mówi ona. – Piecze. Naprawdę piecze.
– Przepraszam – mówi István.
Ona się śmieje, przykładając dłoń do oka. – To nie twoja wina.
Idzie do łazienki, żeby przemyć oko.
Kiedy wraca, oko jest bardzo czerwone.
– W porządku? – pyta István.
– Dalej piecze.
– Przepraszam – powtarza.
– W porządku.
Kładzie się z nim na łóżku.
István lubi tak leżeć, kiedy go dotyka.
W porównaniu z tą chwilą reszta dnia wydaje się jakby nieprawdziwa. Jakby to była mniej intensywna rzeczywistość. Nieistotna.
Istotna jest ta część życia, która dzieje się z nią. Tak mu się wydaje.
Kiedy ona wyjeżdża na tydzień w odwiedziny do matki, jego życie wydaje się puste.
Szkolne dni mijają po prostu, a on odczuwa tylko obojętność.
Bez tej godziny po południu, na którą mógłby czekać, nic nie nadaje dniom sensu, nie mają więc znaczenia.
Kiedy ona wraca, zaczynają się wakacje. István cały dzień siedzi w domu i po raz pierwszy robią to rano.
– Chciałabym coś z tobą zrobić – mówi ona.
– Co?
Odpowiada.
– Chciałbyś? – pyta go.
Dziesięć, piętnaście kilometrów od miasta, między wzgórzami na północy, znajduje się jezioro. Jadą tam autobusem, najpierw miejskim do centrum, potem czekają na drugi, który jedzie nad jezioro. Kiedy opuszczają przedmieścia, podróż trwa jeszcze mniej więcej pół godziny, głównie drogą przez las, autobus musi zwalniać na ostrych zakrętach.
Pasażerów już prawie nie ma. W środku tygodnia niewiele osób wybiera się nad jezioro.
Gdy docierają do celu podróży, ona mówi, że zna miłe miejsce, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał.
– Dobrze – mówi István.
Jezioro otaczają strome zielone wzgórza.
Idą leśną ścieżką pod drzewami.
Tak jak mówiła, nikogo tu nie ma.
W cieniu pod drzewami jest przyjemnie.
Ona mówi, że już jest mokra, i pyta, czy chciałby to sprawdzić.
István nie jest pewien, co robić.
Ona się zatrzymuje. On również.
– Chcesz? – pyta go.
Stoją na szlaku pod drzewami.
Szlak to właściwie wyschnięte błoto, na którym gdzieniegdzie widać ślady opon traktora. W niektórych zagłębieniach błoto dalej jest wilgotne.
Wiatr potrząsa górnymi gałęziami drzew.
– Tak, dobrze – mówi István.
– No to chodź.
Podnosi sukienkę z przodu mniej więcej do wysokości pępka i wkłada kilka palców Istvána do swoich majtek.
– Widzisz? – pyta go.
On znów nie jest pewny, co robić.
Wciąż trzyma tam palce.
– No to chcesz...? – pyta niepewnie.
– Co?
– No wiesz.
Śmieje się.
– Nie tutaj – odpowiada.
– Dlaczego nie?
– Znam lepsze miejsce.
Drzewa się kończą, pojawia się łąka niedaleko szczytu wzgórza.
Robią to w wysokiej trawie.
Czekając na autobus powrotny do miasta, jedzą langosze. Ona się martwi, że gdy dotrą na osiedle, spotkają jej męża albo matkę Istvána – mniej więcej w tym czasie oboje będą wracać z pracy. Dlatego mówi, że powinni pojechać osobno. Na dworcu w mieście każe mu poczekać i wsiąść w następny miejski autobus.
– Dobrze – mówi István.
Kiedy ona odjeżdża, on czuje jakiś nieokreślony ból, jest skołowany.
– Kocham cię – mówi jej następnego dnia.
Leżą na jego łóżku.
– Nie mów tak.
– Dlaczego? – pyta.
– Nie wiesz, co to znaczy.
– Wiem.
– Nie wiesz – mówi ona, głaskając go po głowie.
Sposób, w jaki to robi, go denerwuje. Odsuwa głowę.
– Dlaczego tak mówisz? – pyta ją. – Dlaczego mówisz, że nie wiem, co to znaczy?
– Nie kochasz mnie.
– Kocham.
– Proszę. Przestań to powtarzać.
– Dlaczego?
– Jeśli będziesz wciąż to powtarzał, będziemy musieli z sobą skończyć – odpowiada.
Następnego dnia mówi mu, że i tak muszą to zakończyć.
– Przepraszam. Naprawdę nie sądziłam, że to się wydarzy – dodaje.
– Co?
– To, co czujesz – odpowiada.
– Że cię kocham? – pyta István.
– Nie kochasz.
– Kocham.
Kładzie mu dłoń na policzku.
– Cóż, ja cię nie kocham – mówi. – Przykro mi.
Wygląda na zmęczoną, jakby niewiele spała, jakby przez większość nocy nie mogła zasnąć.
– Kochasz swojego męża? – pyta István.
– A co to za różnica?
– Chcę tylko wiedzieć.
– To niczego nie zmienia.
– Zmienia.
– Dlaczego?
– Kochasz go?
– Tak, kocham.
– Jak możesz tak mówić? – pyta István.
– Chyba nie rozumiesz sytuacji.
– Chyba rozumiem – odpowiada on.
– Nie, nie rozumiesz – mówi ona. – Nie sądzę. Przepraszam. Przepraszam – powtarza. – Proszę, nie płacz. Przepraszam.
István długo i często przesiaduje na schodach. Nie może uwierzyć, po tym wszystkim, co razem robili, że ona mówi prawdę – że go nie kocha, że kocha swojego męża.
Czeka na nią na schodach. Ona na jego widok przystaje, jakby zastanawiając się, czy powinna się cofnąć do mieszkania.
István jest na półpiętrze, gdzie schody zakręcają, a w rządku pod niskim oknem stoją jej rośliny. Do środka wpada gorące popołudniowe słońce.
– Co tu robisz? – pyta go, ale się nie zatrzymuje.
Już kilka razy spotkali się na tych schodach.
Idzie za nią na dół i mówi to samo co zawsze.
– Chcę się z tobą spotkać.
– Przykro mi – mówi ona.
– Proszę – mówi István.
– Nie – mówi ona. – Przykro mi.
– Proszę.
Ona przystaje na pierwszym piętrze i odwraca się do Istvána.
– Nie. Musisz z tym skończyć.
– Z czym?
– Z czekaniem na mnie.
– Chcę się z tobą spotykać.
– Nie.
Ona idzie dalej i wychodzi z budynku.
Kiedy wraca prawie godzinę później, jest zła, że István dalej czeka.
– Co ty wyrabiasz? – pyta.
– Czekam na ciebie.
– Dlaczego?
– Chcę z tobą porozmawiać.
Nie pozwala, by wziął od niej zakupy.
István idzie za nią po schodach.
– Chcę z tobą porozmawiać – powtarza.
Ignoruje go.
– Musisz przestać – mówi w końcu kobieta, kiedy docierają do jej drzwi.
– Proszę.
– Nie.
Ona wkłada klucz do zamka.
– Kocham cię – mówi István.
– Nie kochasz.
– Kocham.
– Przestań to powtarzać.
Widząc, że ona już go nie chce, István postanawia, że przez tydzień spróbuje się z nią nie widywać. Ma nadzieję, że jeśli się uda, ona w końcu zgodzi się znowu z nim spotkać.
Jednak już po kilku dniach nie może znieść tego, że w ogóle jej nie widuje. Że nie wie, gdzie ona jest i co robi. Czuje, że już wolałby jej złość i wściekłość, dlatego któregoś wieczoru w końcu puka do drzwi jej mieszkania. Nie wie właściwie, dlaczego to robi i co zamierza jej powiedzieć. Chce ją tylko zobaczyć.
Puka kilka razy.
W końcu drzwi otwiera jej mąż.
– O co chodzi? – pyta.
– Czy ona jest w domu? – pyta go István.
– Co?
– Czy ona jest w domu?
– O czym ty gadasz? – mówi mąż.
– Czy ona jest...
– Nie! – rzuca mąż i zaczyna zamykać drzwi.
István instynktownie je popycha i otwiera.
Mąż wyciąga rękę, by go powstrzymać.
– Co ty wyrabiasz? – pyta.
Ona na pewno jest w domu, a mąż tylko próbuje uniemożliwić Istvánowi spotkanie z nią. Dlatego István próbuje wepchnąć się do mieszkania. Jej mąż próbuje go powstrzymać.
Zaczynają się szarpać.
Głównie popychać i szturchać.
Nagle jej mąż spada ze schodów. Próbuje jeszcze złapać się metalowej barierki, ale mu się nie udaje, po czym rozlega się dziwny łoskot, jego głowa spada dalej, a mężczyzna leży na betonowej podłodze półpiętra obok roślin swojej żony i się nie podnosi.
István czeka, aż się podniesie.
Zapada absolutna cisza.
Gdzieś z dolnych pięter rozlegają się głosy.
Kiedy staje się oczywiste, że mężczyzna się nie podniesie, István zaczyna schodzić.
Czuje, jak drżą mu kolana. Drżą tak bardzo, że trudno się idzie.
Mija półpiętro, na którym leży mężczyzna – kilka roślin jego żony się przewróciło i ziemia wysypała się na beton – i schodzi dalej.
Piętro niżej otwierają się drzwi, ludzie wychodzą na korytarz. István mija ich, nic nie mówiąc, a oni nie odzywają się do niego. Być może sądzą, że nie ma nic wspólnego z tym, co się stało, cokolwiek to było. Coś słyszeli – krzyki, a potem ten głośny dźwięk, kiedy głowa mężczyzny uderzyła o metalową barierkę. Patrzą w górę schodów, jakby zastanawiali się, co się stało. István mija ich i wychodzi w ciepły wieczór.
Na dworze wciąż jest jasno.
Odchodzi.
Nie wie, dokąd zmierza.
Po prostu idzie dalej.
Nie wie, jak długo tak idzie, ale jest już ciemno, kiedy policyjny radiowóz mija go powoli w jakiejś cichej bocznej ulicy i zatrzymuje się z przodu, niedaleko małego sklepu na rogu, a dwaj policjanci wysiadają.
Kiedy István mówi, jak się nazywa, zakładają mu kajdanki, a jeden z policjantów mówi przez radio, że go mają.
Przed małym sklepem stoi kilku starawych mężczyzn, którzy wszystko obserwują. Bez słowa patrzą, jak policja zakuwa go w kajdanki.
– Co on niby zrobił? Ukradł karton mleka? – pyta jeden ze starszych.
– Nie, zabił człowieka – odpowiada policjant.
Kiedy policjant to mówi, cała sytuacja robi się jeszcze dziwniejsza.
Później na komisariacie inny policjant, jakiś ważniejszy, oznajmia wprost, że mąż kobiety nie żyje.
István tylko gapi się na policjanta, który to mówi, a policjant, który nie ma na sobie munduru, tylko T-shirt i dżinsy, pyta:
– Nie masz nic do powiedzenia?
István nie wydaje się nawet zaskoczony, więc policjant pyta dalej:
– Wiedziałeś, że nie żyje, prawda?
István kręci głową.
Następnie policjant pyta, dlaczego István wyszedł z bloku, czy nie wiedział, że mężczyzna nie żyje, dlaczego nie wezwał karetki.
– Nie wiem – odpowiada.
– Nie wiesz? – dziwi się policjant. – Nie wiesz, dlaczego nie wezwałeś karetki? Może gdybyś wezwał karetkę, ludzie pomyśleliby, że to był wypadek.
Dopiero w tej chwili István zaczyna rozumieć, co sądzi policjant – uważa, że István z premedytacją zabił mężczyznę.
I w jakimś sensie zaczyna wątpić we własne wspomnienie tego, co się wydarzyło.
Zaczyna się zastanawiać, czy zapamiętał wszystko właściwie, czy nie.
Chciał, żeby mężczyzna umarł.
Naprawdę tego chciał.
– Chciałeś, żeby umarł, prawda? – pyta go policjant.
István nie zaprzecza. W ogóle się nie odzywa.
A kiedy policjant dodaje, że István zepchnął mężczyznę ze schodów, by go zabić, István zaczyna się zastanawiać, czy może rzeczywiście to właśnie się wydarzyło.
Zaczyna mieć dziwne wrażenie, że chciał, by mężczyzna umarł, a potem ten mężczyzna umarł i w pewnym sensie – wykraczającym poza czysty przypadek – to István go zabił.
Rzeczywiście zepchnął go ze schodów.
Dlatego mężczyzna spadł ze schodów.
On go popchnął.
I trudno powiedzieć, jaki miał zamiar.
Trudno powiedzieć, jaki miał zamiar, gdy to robił – gdy popchnął mężczyznę, a ten spadł ze schodów i uderzył głową o metalową barierkę, a potem leżał na betonowej podłodze na półpiętrze, obok roślin swojej żony, i już się nie podniósł.
[...]
Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku
na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji –
do czytania i dobrej prozy zagranicznej.
Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,
która wciąga, pochłania, wywołuje emocje. Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki
z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.
Ciało to setna książka
Wydawnictwa Pauza.
Wcześniej ukazały się:
2018
Legenda o samobójstwie – David Vann
Pierwszy bandzior – Miranda July
Nasz chłopak – Daniel Magariel
Historia przemocy – Édouard Louis
Tirza – Arnon Grunberg
2019
Pasujesz tu najlepiej – Miranda July
O zmierzchu – Therese Bohman
Piękna młoda żona – Tommy Wieringa
Czekaj, mrugaj – Gunnhild Øyehaug
Floryda – Lauren Groff
Przyjaciel – Sigrid Nunez
Madame Zero i inne opowiadania – Sarah Hall
Mój rok relaksu i odpoczynku – Ottessa Moshfegh
Brud – David Vann
Koniec z Eddym – Édouard Louis
2020
Zgiń, kochanie – Ariana Harwicz
Linia – Elise Karlsson
Nocny prom do Tangeru – Kevin Barry
Ta druga – Therese Bohman
Dorośli – Marie Aubert
Turbulencje – David Szalay
Nikolski – Nicolas Dickner
Fauna Północy – Andrea Lundgren
Witajcie w Ameryce – Linda Boström Knausgård
Pełnia miłości – Sigrid Nunez
Przejście – Pajtim Statovci
Niebieska Księga z Nebo – Manon Steffan Ros
Dziennik upadku – Michel Laub
2021
Halibut na Księżycu – David Vann
Zabierz mnie do domu – Marie Aubert
Utonęła – Therese Bohman
Koniec dnia – Bill Clegg
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag – Sigrid Nunez
Tęsknota za innym światem – Ottessa Moshfegh
Ostatnie stadium – Nina Lykke
Niepoprawna mnogość – zbiór opowiadań pod redakcją Lucy Caldwell
Wyznanie – Domenico Starnone
Za otrzymane łaski – Valeria Parrella
Trzymam wilka za uszy – Laura van den Berg
Kto zabił mojego ojca – Édouard Louis
Archiwum zagubionych dzieci – Valeria Luiselli
2022
Komodo – David Vann
Londyn – David Szalay
Wyspa kobiet – Lauren Groff
Wizyta – Katharina Volckmer
Ostatni wywiad – Eshkol Nevo
Strega – Johanne Lykke Holm
Intymności – Lucy Caldwell
Coś nie tak. Kobiecość i wstręt – Eimear McBride
Pomniejsi wędrowcy – Eimear McBride
Dla Rouenny – Sigrid Nunez
Zmagania i metamorfozy kobiety – Édouard Louis
2023
Odmawiam myślenia – Lotta Elstad
Elmet – Fiona Mozley
Mleko krew żar – Dantiel W. Moniz
Urugwajka – Pedro Mairal
Andromeda – Therese Bohman
Czy muszę odchodzić? – Yiyun Li
2023
Wcale nie jestem taka – Marie Aubert
Fatum i furia – Lauren Groff
Nędza – Andrzej Tichý
Długa odpowiedź – Anna Hogeland
W lasach ludzkiego serca – Antje Rávik Strubel
Zmiana – Édouard Louis
Dostatek – Jakob Guanzon
Lapvona – Ottessa Moshfegh
Ptaki – Samanta Schweblin
2024
Słabsi – Sigrid Nunez
Eileen – Ottessa Moshfegh
Ostatni dzień na Ziemi – David Vann
Szczegóły – Ia Genberg
Fuga – Lauren Groff
Miałam tak wiele – Trude Marstein
Soho – Fiona Mozley
Zaproszona – Emma Cline
System – Amanda Svensson
Niewidzialni – Pajtim Statovci
Psychiatrzy i masażyści – Arnon Grunberg
Na czworakach – Miranda July
Dzikie bezkresy – Lauren Groff
Lot – Lynn Steger Strong
2025
Śmierć w jej dłoniach – Ottessa Moshfegh
Metry na sekundę – Stine Pilgaard
Gdzie indziej – Yan Ge
Nie jesteśmy tu dla przyjemności – Nina Lykke
Stan raju – Laura van den Berg
Goście – Agnes Ravatn
Tłusty róż – Fernanda Trías
2025
Teo od 16 do 18 – Raluca Nagy
Góra prawdy – Therese Bohman
Wonderland – Hanna Nordenhök
Siedem pustych domów – Samanta Schweblin
2026
Wymieranie Ireny Rey – Jennifer Croft
Oto słońce – Gunnhild Øyehaug
Awanturnica – Lauren Groff
Czesanie kota – Jane Campbell
Nie, po prostu nie – Nina Lykke
Gdzie są dorośli? – Nina Lykke
Rozmowy są nagrywane – Katharina Volckmer
David Szalay jest autorem pięciu książek, w tym Londynu (polskie wydanie: Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022, przekład Dobromiły Jankowskiej), za który otrzymał nagrody Betty Trask i Geoffrey Faber Memorial, a także Czym jest człowiek (Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018, przekład Jędrzeja Polaka), nagrodzonej Gordon Burn Prize i The Plimpton Prize for Fiction, nominowanej do Man Booker Prize. W Polsce ukazały się ponadto Turbulencje (Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020, przekład Dobromiły Jankowskiej). W 2013 roku autor znalazł się na liście Best Young British Novelists magazynu „Granta”. Za Ciało otrzymał w 2025 roku Nagrodę Bookera. Urodzony w Kanadzie, wychowany w Londynie, obecnie mieszka w Wiedniu.
Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku
na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji –
do czytania i dobrej prozy zagranicznej.
Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,
która wciąga, pochłania, wywołuje emocje. Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki
z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.
Ciało to setna książka
Wydawnictwa Pauza.
Wcześniej ukazały się:
2018
Legenda o samobójstwie – David Vann
Pierwszy bandzior – Miranda July
Nasz chłopak – Daniel Magariel
Historia przemocy – Édouard Louis
Tirza – Arnon Grunberg
2019
Pasujesz tu najlepiej – Miranda July
O zmierzchu – Therese Bohman
Piękna młoda żona – Tommy Wieringa
Czekaj, mrugaj – Gunnhild Øyehaug
Floryda – Lauren Groff
Przyjaciel – Sigrid Nunez
Madame Zero i inne opowiadania – Sarah Hall
Mój rok relaksu i odpoczynku – Ottessa Moshfegh
Brud – David Vann
Koniec z Eddym – Édouard Louis
2020
Zgiń, kochanie – Ariana Harwicz
Linia – Elise Karlsson
Nocny prom do Tangeru – Kevin Barry
Ta druga – Therese Bohman
Dorośli – Marie Aubert
Turbulencje – David Szalay
Nikolski – Nicolas Dickner
Fauna Północy – Andrea Lundgren
Witajcie w Ameryce – Linda Boström Knausgård
Pełnia miłości – Sigrid Nunez
Przejście – Pajtim Statovci
Niebieska Księga z Nebo – Manon Steffan Ros
Dziennik upadku – Michel Laub
2021
Halibut na Księżycu – David Vann
Zabierz mnie do domu – Marie Aubert
Utonęła – Therese Bohman
Koniec dnia – Bill Clegg
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag – Sigrid Nunez
Tęsknota za innym światem – Ottessa Moshfegh
Ostatnie stadium – Nina Lykke
Niepoprawna mnogość – zbiór opowiadań pod redakcją Lucy Caldwell
Wyznanie – Domenico Starnone
Za otrzymane łaski – Valeria Parrella
Trzymam wilka za uszy – Laura van den Berg
Kto zabił mojego ojca – Édouard Louis
Archiwum zagubionych dzieci – Valeria Luiselli
2022
Komodo – David Vann
Londyn – David Szalay
Wyspa kobiet – Lauren Groff
Wizyta – Katharina Volckmer
Ostatni wywiad – Eshkol Nevo
Strega – Johanne Lykke Holm
Intymności – Lucy Caldwell
Coś nie tak. Kobiecość i wstręt – Eimear McBride
Pomniejsi wędrowcy – Eimear McBride
Dla Rouenny – Sigrid Nunez
Zmagania i metamorfozy kobiety – Édouard Louis
2023
Odmawiam myślenia – Lotta Elstad
Elmet – Fiona Mozley
Mleko krew żar – Dantiel W. Moniz
Urugwajka – Pedro Mairal
Andromeda – Therese Bohman
Czy muszę odchodzić? – Yiyun Li
2023
Wcale nie jestem taka – Marie Aubert
Fatum i furia – Lauren Groff
Nędza – Andrzej Tichý
Długa odpowiedź – Anna Hogeland
W lasach ludzkiego serca – Antje Rávik Strubel
Zmiana – Édouard Louis
Dostatek – Jakob Guanzon
Lapvona – Ottessa Moshfegh
Ptaki – Samanta Schweblin
2024
Słabsi – Sigrid Nunez
Eileen – Ottessa Moshfegh
Ostatni dzień na Ziemi – David Vann
Szczegóły – Ia Genberg
Fuga – Lauren Groff
Miałam tak wiele – Trude Marstein
Soho – Fiona Mozley
Zaproszona – Emma Cline
System – Amanda Svensson
Niewidzialni – Pajtim Statovci
Psychiatrzy i masażyści – Arnon Grunberg
Na czworakach – Miranda July
Dzikie bezkresy – Lauren Groff
Lot – Lynn Steger Strong
2025
Śmierć w jej dłoniach – Ottessa Moshfegh
Metry na sekundę – Stine Pilgaard
Gdzie indziej – Yan Ge
Nie jesteśmy tu dla przyjemności – Nina Lykke
Stan raju – Laura van den Berg
Goście – Agnes Ravatn
Tłusty róż – Fernanda Trías
2025
Teo od 16 do 18 – Raluca Nagy
Góra prawdy – Therese Bohman
Wonderland – Hanna Nordenhök
Siedem pustych domów – Samanta Schweblin
2026
Wymieranie Ireny Rey – Jennifer Croft
Oto słońce – Gunnhild Øyehaug
Awanturnica – Lauren Groff
Czesanie kota – Jane Campbell
Nie, po prostu nie – Nina Lykke
Gdzie są dorośli? – Nina Lykke
Rozmowy są nagrywane – Katharina Volckmer
