Kiedy serce musi wybrać (W sercu Toskanii 2) - Olivia Ellison - ebook
NOWOŚĆ

Kiedy serce musi wybrać (W sercu Toskanii 2) ebook

Olivia Ellison

0,0

24 osoby interesują się tą książką

Opis

Opowieść o odwadze, by zaczynać od nowa, i o sile, by podążać za głosem serca.

 

Marie, utalentowana berlińska dziennikarka, jest o krok od przełomu w karierze. Kiedy jednak niespodziewanie traci pracę, a jej wielka miłość, Dennis, nagle oświadcza, że potrzebuje przerwy w związku, kobieta traci grunt pod nogami.

 

Ze złamanym sercem przyjmuje zaproszenie od swojej przyjaciółki Carmen i wyjeżdża do serca malowniczej Toskanii. W otoczeniu urzekających wzgórz i pachnących kwiatów pomarańczy pomaga jej w renowacji starego pensjonatu, by przywrócić mu dawny blask. Dzięki temu Marie nie tylko powoli odnajduje siebie, ale także poznaje Alessandra – czarującego fachowca, który odnawia pensjonat i sprawia, że jej serce zaczyna bić szybciej.

 

Alessandro jednak coś ukrywa, a jego tajemnica wystawia na próbę nowo odnalezioną równowagę Marie. Czy kobieta będzie w stanie mu zaufać i czy jest gotowa na nową przygodę? A może strach przed kolejnym rozczarowaniem sprawi, że wróci do Berlina?

 

Książki z serii „W sercu Toskanii” można czytać niezależnie od siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 225

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Kiedy serce musi wybrać

W sercu Toskanii

Olivia Ellison

Copyright©2026Olivia Ellison

Wszelkie prawa zastrzeżone

Spis treści

1.Rozdział 12.Rozdział 23.Rozdział 34.Rozdział 45.Rozdział 56.Rozdział 67.Rozdział 78.Rozdział 89.Rozdział 910.Rozdział 1011.Rozdział 1112.Rozdział 1213.Rozdział 1314.Rozdział 1415.Rozdział 1516.Rozdział 1617.Rozdział 1718.Rozdział 1819.Rozdział 1920.Rozdział 2021.Rozdział 2122.Rozdział 2223.Rozdział 2324.Rozdział 2425.Rozdział 2526.Rozdział 2627.Rozdział 2728.Rozdział 2829.Rozdział 2930.Rozdział 3031.Rozdział 3132.Rozdział 3233.Odkryj inne powieści

Rozdział 1

—Marie,topani szansa. Wywiad z kimś tego kalibru może naprawdę pchnąć pani karierę do przodu. Musi pani być dobrze przygotowana — mówi stanowczo mój szef.

Mój szef, Markus Klein, to imponujący mężczyzna po pięćdziesiątce, z szpakowatymi włosami i okularami, które nadają mu intelektualny, ale też surowy wyraz twarzy. Ma głęboki, uspokajający głos, znany w redakcji ze względu na autorytet. Jego drzwi rzadko stoją otworem, co oznacza, że każda rozmowa w jego gabinecie ma wielkie znaczenie.

Kiwam głową, ponieważ pracuję już od lat jako zaangażowana dziennikarka w tej redakcji i z utęsknieniem czekam na swój wielki przełom. Być może dziś jest ten dzień, gdyż Markus wyjaśnia mi szczegóły ekskluzywnego wywiadu z muzykiem o międzynarodowej sławie – szansa na rozwój kariery, której nie mogę przegapić.

— Muzyk, o którym mówię, to nie kto inny jak Liam J. Sanders — kontynuuje Markus. — Rzadko udziela wywiadów, więc to wyjątkowa okazja. Nie muszę podkreślać, jak ważne może to być dla naszego magazynu i dla pani kariery.

Czuję, jak moje serce przyspiesza. Liam J. Sanders to legenda, ktoś, kogo muzyka zainspirowała miliony. Ma niesamowity głos i swoim śpiewem oraz grą na gitarze sprawia, że ludzie zaczynają marzyć. Jest jednym z największych piosenkarzy popowych, jakich znam. Ten wywiad mógłby być moim przełomem. Ale myśl o dzisiejszym wieczorze nie daje mi spokoju. Jest piątek, a ja obiecałam Dennisowi, że punktualnie zjawię się na przyjęciu-niespodziance dla jego najlepszego przyjaciela.

Podczas gdy Markus dalej opowiada o szczegółach wywiadu, moje myśli wciąż odbiegają. Widzę, jak zachód słońca odbija się w dużych oknach przeciwległego biurowca, a ludzie wychodzą na ulice, by spotkać się z przyjaciółmi i cieszyć się piątkowym wieczorem. Markus ma w swoim biurze dużą szklaną ścianę, przez którą nic nie umknie jego uwadze. Tak dokładnie jednak wcale nie chcę się temu przyglądać, bo sam widok z okna przyprawia mnie o lekkie zawroty głowy.

Lęk wysokości i dziesiąte piętro – cudowne połączenie, prawda? Doskonale pamiętam, jak kiedyś na rozmowę kwalifikacyjną jechałam windą na tę zawrotną wysokość z drżącymi kolanami. Gdyby oferta pracy nie była tak kusząca, lokalizacja biura musiałaby być dla mnie absolutnym czynnikiem wykluczającym. Już pierwszego dnia pracy jasno określiłam, że miejsce przy oknie nie byłoby dla mnie dobrym pomysłem – przynajmniej jeśli zależało im na spokojnej atmosferze pracy. Moi koledzy co prawda się śmiali, ale przyjęli to zaskakująco spokojnie. Ostatecznie wylądowałam w najbezpieczniejszym miejscu w biurze: daleko od wszelkich panoramicznych widoków. Z kilkoma kwiatami i przytulnymi drobiazgami urządziłam sobie własny mały, przytulny kącik, aby jak najlepiej zamaskować lęk wysokości.

— Marie, jest pani jeszcze ze mną? — pyta Markus, wyrywając mnie z zamyślenia.

— Tak, oczywiście — odpowiadam szybko. — Jestem tylko trochę zdenerwowana. To duża odpowiedzialność. — Lepiej będzie, jeśli spróbuję skupić się na temacie.

— Owszem, ale wiem, że da pani sobie radę. Jest pani jedną z najlepszych dziennikarek, jakie mamy. Ufam pani.

Uśmiecham się z wdzięcznością. — Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy.

Każda minuta, która upływa, wydaje się wiecznością. Rzucam nerwowe spojrzenia na zegarek, który odlicza minuty do ważnego prywatnego wydarzenia, podczas gdy Markus zaczyna opowiadać mi o swoim pierwszym wywiadzie.

— Czy możemy nieco przyspieszyć tę rozmowę? — ośmielam się zapytać, starając się brzmieć spokojnie. Markus marszczy brwi, patrząc na mnie.

— Marie, wiem, że pani się spieszy, ale to naprawdę ważne. Musi się pani upewnić, że ma wszystkie niezbędne informacje.

Znowu kiwam głową, tym razem bardziej stanowczo. — Oczywiście, rozumiem. Będę dobrze przygotowana.

Po rozmowie pędzę z powrotem do swojego biurka, aby spakować swoje rzeczy. Biuro jest jasne i nowoczesne, z dużymi biurkami i ergonomicznymi krzesłami. Wszędzie wiszą tablice pełne notatek, zdjęć i artykułów, które pokazują naszą najlepszą pracę i przyszłe projekty. Kocham tę ruchliwą atmosferę – inspiruje mnie każdego dnia na nowo. Po drodze spotykam moją koleżankę Laurę, która wita mnie uśmiechem. Laura jest jedną z najbardziej serdecznych osób, jakie znam. Ze swoimi brązowymi włosami, które zwykle nosi zebrane w luźny kok, i błyszczącymi niebieskimi oczami zawsze emanuje pozytywną energią.

— Marie, słyszałam, że dostałaś wywiad z Liamem Sandersem! Gratulacje! To ogromna szansa.

— Dzięki, Laura. Tak, to prawda. Jestem szalenie podekscytowana i trochę zdenerwowana.

— Dasz sobie radę. Jesteś świetną dziennikarką. Jeśli ktoś może to zrobić, to właśnie ty.

Uśmiecham się z wdzięcznością. — To miłe z twojej strony. Ale teraz muszę lecieć. Mam jeszcze spotkanie. Dziś przecież wielkie przyjęcie-niespodzianka dla najlepszego przyjaciela Dennisa.

— Racja, mówiłaś o tym. Życzę powodzenia! — woła za mną, gdy idę dalej do swojego biurka.

Dotarłszy na miejsce, pospiesznie sięgam po telefon, aby powiedzieć Dennisowi, że się spóźnię. Wyświetlacz pokazuje „5 nieodebranych połączeń", a właśnie gdy chcę oddzwonić, ekran gaśnie – bateria się rozładowała. To znowu doskonały timing. Narasta we mnie panika. — Cholera! — szepczę cicho, chwytam swoje rzeczy, wybiegam z biura i jadę windą na parter.

Gdy wyświetla się zero i drzwi się otwierają, pędzę przez przestronny hol z błyszczącą marmurową podłogą i eleganckimi rzeźbami zdobiącymi przestrzeń. Portier, starszy pan o przyjaznej twarzy, podnosi dłoń w geście powitania. Ale ja się spieszę, więc tylko przelotnie kiwam mu głową i kontynuuję szybki marsz.

Ulice roją się od ludzi cieszących się nadchodzącym weekendem. Jest ciepły letni dzień, a powietrze wypełnia zapach grillowanych przysmaków i kwitnących kwiatów w małych ogródkach przed domami mieszkańców. Spieszę do stacji metra, podczas gdy moje myśli nieustannie krążą. Jak ja mam to wszystko pogodzić?

W metrze jest zaskakująco cicho jak na piątkowy wieczór. Znajduję miejsce i opadam wyczerpana na siedzenie. Metaliczne dźwięki zamykających się drzwi i rytmiczny stukot kół na torach nieco mnie uspokajają. Próbuję uporządkować myśli i przejrzeć w głowie listę kontrolną na wywiad. Mój szef miał rację – to może być moja wielka szansa. Chcę mieć pewność, że jestem perfekcyjnie przygotowana.

Nagle przez wagon rozlega się głośny śmiech. Wsiada grupa nastolatków w odświętnych strojach, niektórzy mają kolorowe szarfy na szyi. Nie zajmuje mi dużo czasu, by zorientować się, że właśnie świętują zdanie matury. Radość i beztroskość, które emanują, wywołują uśmiech na mojej twarzy. Przypominam sobie własne zakończenie szkoły. Beztroskie czasy, nadzieje i marzenia, które wtedy miałam. Ogarnia mnie uczucie nostalgii i myślę o wszystkich drogach, które doprowadziły mnie do tego miejsca.

— Hej, patrzcie, tej kobiecie przy oknie też przydałby się drink! — woła ktoś z grupy.

Podnoszę wzrok i przytakuję. "Prawdopodobnie wcale się nie mylicie" — myślę i nie mogę powstrzymać cichego uśmiechu.

— Świętujemy właśnie naszą nową wolność po całym tym stresie związanym z nauką! — Młody mężczyzna z długimi blond włosami i niebieskimi oczami – typ uroczego chłopca, na oko osiemnastoletni, podchodzi do mnie chwiejnym krokiem z promiennym uśmiechem.

— Na pewno na to zasłużyliście. Po mojej maturze imprezowaliśmy na całego przez trzy dni — odpowiadam ze śmiechem.

— Kiedy zdawała pani maturę? — pyta inny chłopak. Jest dość chudy, ma krótkie brązowe włosy i najwyraźniej problemy z trądzikiem. Młody mężczyzna opiera się o oparcie mojego siedzenia i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. To pytanie wywołuje u mnie zarówno uśmiech, jak i westchnienie.

— To już trochę czasu minęło, ale to był wspaniały okres — odpowiadam z nostalgią, zdając sobie sprawę, że oficjalnie wpadłam do kategorii "Za moich czasów...".

— A czym się pani teraz zajmuje? — pyta dziewczyna z figlarną krótką blond fryzurą i w dużych czerwonych okularach.

— Jestem dziennikarką — mówię z dumą.

— Wow, to brzmi ekscytująco! — odpowiada dziewczyna z podziwem. Przytakuję, myśląc w duchu: Tak, jest, pomijając cały stres i okazjonalne załamania nerwowe.

Radość maturzystów jest jednak zaraźliwa. Na chwilę zapominam o swoich troskach i daję się ponieść ich energii. To piękna myśl, że oni stoją dopiero na początku swojej drogi, podczas gdy ja już przeszłam kawałek swojej własnej. Te wspomnienia dają mi ciepłe uczucie i trochę siły przed nadchodzącym wywiadem.

Jednak niepokój nie opuszcza mnie. Myśl o ponownym zawiedzeniu Dennisa boli. Nie jest on zbyt wyrozumiały, jeśli chodzi o moją karierę i ambicje. Spoglądam przez okno metra; w odcinkach tunelu moja twarz odbija się w szybie – wyczerpana, ale zdeterminowana. Gdy słyszę zapowiedź mojego przystanku, wstaję, życzę świętującym chłopakom i dziewczynom dobrej zabawy i wychodzę przez już otwarte drzwi.

Na zewnątrz zrobiło się już ciemniej i znacznie chłodniej, gdy wspinam się po schodach.

Ulice prowadzące do mojego mieszkania są obsadzone dużymi drzewami, które latem dają przyjemny cień, a jesienią zostawiają kolorowe morze liści na chodnikach. Mieszkam w urokliwej starej dzielnicy w sercu Berlina. Znajduje się tu wiele małych kawiarni, piekarni i butików, które sprawiają, że okolica jest tak żywa i przyjazna.

Rankiem unosi się tu zapach świeżo upieczonego chleba i kawy, a ja uwielbiam w drodze do pracy wypić szybkie cappuccino. Właściciele sklepów często znają swoich stałych klientów z imienia i zawsze mają dla nich miłe słowo czy serdeczny gest.

Zaledwie kilka minut spacerem od mojego mieszkania znajduje się duży park, który w weekendy i ciepłe letnie wieczory jest popularnym miejscem spotkań. To zielone serce naszej dzielnicy, oferujące nie tylko rozległe łąki, ale także ukryte zakątki, w których można wspaniale się zrelaksować. Staram się tu regularnie biegać, choć ze względu na mój czas pracy często bywa to trudne. Park jest też idealnym miejscem do podziwiania najnowszych trendów modowych – lub zastanawiania się, jak komuś przychodzi do głowy bieganie w styczniu w szortach.

Teraz stoję przed piękną żółtą kamienicą z zadbanym ogródkiem i cieszę się widokiem czerwonych róż, które rosną wzdłuż wygiętej balustrady. Jeszcze kilka lat temu mieszkali tu nasi przyjaciele. Jednak po tym, jak kupili dom, a mieszkanie zostało zwolnione, nie musieliśmy długo się zastanawiać. Wkrótce potem wprowadziliśmy się tu z Dennisem. Przeprowadzka była nieco chaotyczna – zwłaszcza gdy Dennis z kolegą wnieśli kanapę na trzecie piętro, by potem odkryć, że jest ona zdecydowanie za szeroka na wąskie drzwi.

Kiedy w końcu otwieram drzwi do naszego wspólnego mieszkania, czuję się wyczerpana; tydzień, a zwłaszcza dzisiejszy dzień, był bardzo męczący.

Wieszam torbę na wieszaku w przedpokoju i zdejmuję buty.

— Cześć Dennis, przepraszam za spóźnienie! Tylko szybko się przebiorę i możemy iść.

Ale gdy nie otrzymuję odpowiedzi, rozglądam się dokładniej i widzę, że w salonie nie świeci się światło, a buty Dennisa zniknęły. Głęboko wzdychając, opieram się o chłodną ścianę i na moment zamykam oczy. Kiedy je otwieram, patrzę na lustro wiszące naprzeciwko, które jest częścią naszej antycznej garderoby, i widzę przyklejoną tam karteczkę:

„Mam nadzieję, że twoja kariera jest tego warta”.

Rozdział 2

Wzdychając,zamykamoczyi osuwam się na drewnianą podłogę. Kłótnia, która nas czeka, jest nieunikniona. Dennis wiele dla mnie znaczy – jest moją wielką miłością i jesteśmy razem od lat. Jednak kompletnie nie rozumie mojego dążenia do kariery w dziennikarstwie i wiążących się z nią długich dni pracy. Rozczarowanie i złość na samą siebie są przytłaczające.

— Dlaczego to musiało wydarzyć się akurat dzisiaj? — pytam cicho, podczas gdy kartka na lustrze w przedpokoju szyderczo się na mnie gapi:

— Mam nadzieję, że twoja kariera jest tego warta.

Myśl, że Dennis jest na mnie zły i poszedł sam na imprezę swojego najlepszego przyjaciela, sprawia mi ból. To impreza, którą planował od tygodni i na którą obiecałam mu, że się nie spóźnię. Przeczesując długie brązowe włosy, spoglądam na swoje odbicie, które patrzy na mnie zmęczone i wyczerpane. Moje cienie pod oczami zdradzają niezliczone wieczory spędzone przy laptopie, by dotrzymać terminów.

Zamyślona wspominam maturzystów, którzy w metrze hucznie świętowali zakończenie szkoły, i myślę o moich własnych czasach maturalnych. Wtedy moja najlepsza przyjaciółka Carmen i ja chodziłyśmy na każdą imprezę, jaką tylko mogłyśmy znaleźć w okolicy – jakby życie było niekończącą się zabawą, która nigdy nie miała się skończyć.

To na jednej z tych niezapomnianych imprez maturalnych, która odbywała się w starej fabryce, zobaczyłam Dennisa po raz pierwszy. Jego krótkie blond włosy i te duże, promienne niebieskie oczy od razu przykuły moją uwagę. Emanował radosną, beztroską energią, która zdawała się wypełniać całe pomieszczenie – wszyscy zdawali się go znać, każdy chciał być w jego pobliżu. Był ze swoim kumplem, ale zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać rojowi dziewczyn, które kręciły się wokół niego. Ledwo mogłam oderwać od niego wzrok, ale w głębi duszy byłam pewna: taki facet jak on? Na pewno jest już zajęty.

Dlatego zdziwiłam się nie lada, gdy nagle stanął przede mną i z figlarnym mrugnięciem zapytał: — Czy mogę zaprosić cię na drinka, czy wolisz dalej obserwować mnie z daleka?

W tamtym momencie najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Ale Carmen dźgnęła mnie łokciem, żebym się ocknęła. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, podsunął mi pod nos mój ulubiony napój – mojito, perfekcyjnie zmieszane ze świeżą miętą i limonką. Jego uśmiech był czarujący i zaraźliwy, i w tym momencie lody zostały przełamane.

Wkrótce potem podszedł do nas także kumpel Dennisa, Jens, i co zabawne, od razu zaprzyjaźnił się z Carmen. Dogadywali się od pierwszej chwili – czysto platonicznie, oczywiście. Tego wieczoru czas mijał jak w locie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy i po prostu cieszyliśmy się chwilą. Zwłaszcza styl tańca Jensa był... cóż, powiedzmy, wyjątkowy. Jego ruchy przypominały nadpobudliwego kurczaka na kofeinie – po prostu dziwaczne, ale niesamowicie zabawne. Gdy teraz o tym myślę, był wtedy absolutną gwiazdą parkietu. Nie było momentu, w którym nie wywoływałby śmiechu, czy to z powodu swoich dzikich ruchów biodrami, czy niekontrolowanych wymachów rąk, które wszystkich nas rozbawiały.

Wczesnym rankiem, gdy pierwsze promienie słońca zabarwiły niebo na różowo, my czworo wytaczaliśmy się z imprezy. Przechadzaliśmy się pustymi uliczkami, filozofując o życiu, naszych marzeniach i o tym, co przyszłość może dla nas przygotować. Od tej chwili byliśmy nierozłączni.

Decyzja o pójściu na studia po maturze zapadła szybko. Od dzieciństwa uwielbiałam pisać i dawać upust swojej wyobraźni. Dokładnie pamiętam, jak wymyślałam małe historyjki dla Lilly, siostry Carmen. Była zafascynowana jednorożcami i końmi, więc moim hobby stało się przenoszenie jej w odległe światy za pomocą pełnych fantazji opowieści. Najpiękniejsze były momenty, gdy czytałam jej swoje dzieła. Lilly słuchała z błyszczącymi oczami, a z czasem dołączało coraz więcej dzieci, które z zaciekawieniem czekały, co wydarzy się dalej.

To był jeden z decydujących powodów, dla których dołączyłam do gazetki szkolnej. Zaczęłam pisać artykuły o moich kolegach z klasy, przeprowadzałam wywiady i czerpałam inspirację z małych i dużych wydarzeń szkolnego życia. Jedna historia prowadziła do kolejnej, a im więcej pisałam, tym wyraźniej zdawałam sobie sprawę, że dziennikarstwo jest moją drogą. Było to, jakbym znalazła coś, co naprawdę mnie spełnia – pasję, która stale rosła.

Wakacje semestralne często wykorzystywałam, by trochę dorobić. Pracowałam wtedy dorywczo jako praktykantka w małej, ale prężnie działającej redakcji. Moje zadania obejmowały wszystko: od prowadzenia badań i planowania treści po pisanie komunikatów prasowych dla firmy deweloperskiej. Choć nieruchomości nie były moim ulubionym tematem, fascynowało mnie patrzenie na nie przez pryzmat dziennikarki.

Dennis natomiast studiował informatykę i od czasu do czasu pomagał swojemu wujkowi w jego małej firmie, gdy system informatyczny znowu nie działał tak, jak powinien. Zazwyczaj były to proste problemy z siecią lub aktualizacje oprogramowania, ale dla Dennisa stanowiło to mile widzianą odmianę od teoretycznych studiów. Dzięki wsparciu finansowemu swoich rodziców nie musiał się martwić o prace dorywcze.

A potem były te beztroskie letnie dni… Często jeździliśmy rowerami z małą przyczepką pełną prowiantu nad nasze ulubione jezioro, gdzie spotykaliśmy się z Jensem, Carmen i innymi przyjaciółmi. Tam pływaliśmy, grillowaliśmy i siedzieliśmy do późnej nocy przy ognisku.

Czasami jednak wyruszaliśmy razem w podróż po całej Europie. Volkswagen bus Dennisa był naszym wiernym towarzyszem, wypchany śpiworami, przenośną kuchenką i wystarczającą ilością prowiantu, by zatrzymać się spontanicznie w dowolnym miejscu i urządzić piknik. Bus miał wprawdzie tendencję do tego, by nagle gasnąć na środku pustkowia, ale to chyba było częścią przygody. Zawsze była z nas wesoła ekipa, składająca się ze starych znajomych ze szkoły i nowych osób, które poznawaliśmy podczas podróży.

Szczególnie pamiętam pewien letni wieczór w małej wiosce w Toskanii, gdzie tańczyliśmy i świętowaliśmy z miejscowymi do późnej nocy. Próbowałam prowadzić small talk po włosku, co wprawdzie często kończyło się wielkim znakiem zapytania na twarzy mojego rozmówcy, ale mimo to wszyscy dobrze się bawiliśmy i daliśmy się ponieść serdecznej atmosferze.

Wspomnienia tych beztroskich dni, rozmów pod rozgwieżdżonym niebem i przygód, które przeżyliśmy, nigdy nie zapomnę.

Ale wszystko się zmienia… Po studiach chciałam czegoś więcej niż tylko przejmowania planowania redakcyjnego i pisania drobnych artykułów w branży nieruchomości. Pisanie sprawiało mi taką przyjemność, że chciałam się w tym rozwijać. Zawsze interesowały mnie podróże i muzyka, więc zaczęłam szukać gazety, w której mogłabym pisać właśnie o tym. Marzyłam o połączeniu swojej pasji do pisania z ciekawością świata.

Kiedy znalazłam ogłoszenie o pracę w renomowanej agencji, nie wahałam się długo. Perspektywa kariery w kreatywnym środowisku była dokładnie tym, co sobie wyobrażałam. Miesiąc później miałam swój pierwszy dzień pracy w nowej agencji.

Tam wszystko się zaczęło. Tu jeszcze dokończyć artykuł, tam przeprowadzić wywiad – i szybko doszłam do 60-70 godzin pracy tygodniowo. Przez pierwsze miesiące byłam zachwycona nowymi wyzwaniami, które niosła ze sobą ta praca. Wkrótce jednak zauważyłam, że coraz częściej opuszczam wieczory z Dennisem i naszymi przyjaciółmi z powodu pracy. Wspólne chwile stawały się coraz rzadsze. Dennis początkowo starał się być wyrozumiały, ale dwa lata temu, pewnego wieczoru, pokłóciliśmy się na dobre i nasz związek zawisł na włosku.

Próbowałam znaleźć rozwiązanie, żeby spędzać więcej czasu z Dennisem. Zaczęłam więc pracować w pięćdziesięciu procentach zdalnie, aby skrócić czas dojazdu do pracy i dzięki temu wcześniej kończyć dzień. W dni, kiedy pracuję z domu, staram się kończyć przed kolacją. Wstaję o 6.30, parzę sobie kawę i do roboty. Mimo to są dni, kiedy praca po prostu nie chce się skończyć.

W biurze wygląda to inaczej, ponieważ mamy jeszcze spotkania zespołu, których terminów trzeba przestrzegać. Czasami przeciągają się one do późnego wieczora i prawie nie zostawiają mi czasu na to, żeby oczyścić głowę. Jak na ironię, te spotkania wydają się trwać najdłużej właśnie wtedy, gdy mam najwięcej do zrobienia. Jednak otwarcie rozmawiam z Dennisem o moich planach. On wie, że moja kariera jest dla mnie ważna. Poza tym wprowadziłam „randkowe wieczory", aby pokazać Dennisowi, jak bardzo mi na nim zależy. Od tamtej pory staramy się chodzić razem na kolację przynajmniej raz w tygodniu.

Łzy napływają mi do oczu i czuję się zagubiona oraz niepewna, gdy myślę o karteczce przyklejonej do lustra: „Mam nadzieję, że twoja kariera jest tego warta”. Chcę mu udowodnić, że zależy mi na nim, więc po chwili podejmuję decyzję, że pójdę na tę imprezę. Kiedy się przebieram, znowu widzę swoje odbicie w lustrze. Oczy mam wciąż czerwone i zmęczone, ale staram się wyciągnąć z siebie, ile się da. Przy pomocy korektora ukrywam ciemne kręgi pod oczami i związuję włosy w schludny kucyk. Wybieram prostą, ale elegancką czarną sukienkę, którą Dennis tak bardzo lubi, i zakładam do niej kilka dyskretnych, srebrnych kolczyków, aby dopełnić stylizację. Biorę ostatni głęboki oddech i opuszczam mieszkanie – zdecydowana, by pokazać mu, że potrafię znaleźć równowagę między pracą a związkiem. A przynajmniej udawać, że w miarę nad tym panuję.

Droga do klubu tenisowego, w którym odbywa się impreza, wydaje się dłuższa niż zwykle. Właściwie to tylko dwadzieścia minut piechotą, ale każdy krok jest ciężki, a moje myśli są jak burza w mojej głowie. Wspomnienia szczęśliwszych czasów mieszają się ze strachem przed nadchodzącą konfrontacją. Wszystko teraz wydaje się ciężkie i skomplikowane. Lekkość, która kiedyś cechowała nasz związek, wydaje się być przytłoczona wymogami codzienności.

Kiedy w końcu staję przed budynkiem klubu, biorę głęboki oddech i próbuję uporządkować myśli. Wiem, że muszę pokazać Dennisowi, że jest dla mnie ważny i jestem gotowa walczyć o nasz związek. Z bijącym sercem naciskam klamkę i wchodzę do środka.

Rozdział 3

Imprezajestjużw pełnym rozkwicie. Klubowy lokal jest odświętnie udekorowany, wszędzie wiszą girlandy i kolorowe światełka, które nadają pomieszczeniu radosną i ciepłą atmosferę. W rogu stoi duży stół z różnorodnymi przekąskami i smacznymi potrawami, z których korzystają goście. Nastrój jest beztroski, a w tle gra mieszanka aktualnych hitów i klasyków.

Gdy mój wzrok przesuwa się po pomieszczeniu, widzę Dennisa stojącego przy barze, otoczonego grupą ludzi. Ciepłe światło rzuca miękkie cienie na jego twarz; wydaje się swobodnie rozmawiać i dobrze się bawić.

— Hej Marie, nareszcie jesteś! — Nagle Jens z promienną twarzą podbiega do mnie, wyrywając mnie z zamyślenia.

Jens, ze swoimi jasnobrązowymi oczami i lekko potarganymi brązowymi włosami, które niedbale opadają mu na czoło, zawsze wygląda jak uosobienie życzliwości i energii. Ma na sobie luźną, jasnoniebieską koszulę, która podkreśla jego mięśnie. Jego uśmiech jest zaraźliwy, a pozytywna aura dosłownie przyciąga ludzi.

— Cześć Jens, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! — Podchodzę do niego i mocno go przytulam. Gdy przygląda mi się uważniej, jego czoło marszczy się.

— Wszystko u ciebie w porządku? — Chociaż Jens jest właściwie najlepszym przyjacielem Dennisa, stał się również moim bardzo bliskim przyjacielem. Często mam wrażenie, że potrafi czytać w moich myślach po jednym spojrzeniu. Nie chcę jednak, żeby cokolwiek było po mnie widać, w końcu to jego urodzinowa impreza.

— Tak, jasne, wszystko dobrze. Miałam tylko długi tydzień pracy i mało snu. Ale teraz już tu jestem — odpowiadam, puszczając mu oczko.

Początkowo jest nieco niezdecydowany, ale potem prowadzi mnie przez salę i pokazuje, gdzie znajduje się bar i jedzenie. Gdy kolejni goście wchodzą do pomieszczenia, przeprasza i znów znika. Biorę głęboki oddech i próbuję odnaleźć Dennisa przy barze.

— Jak miło, że w końcu się pojawiłaś. Zawsze ciekawie jest zobaczyć, co naprawdę jest dla ciebie ważne w życiu — mówi głos za moimi plecami. To Dennis, jego słowa trafiają mnie jak sztylet w serce.

— Dennis, przepraszam. Miałam jeszcze ważne... — Zanim zdążę dokończyć, odpowiada:

— Wcale nie chcę tego słuchać. Jeśli masz tak ważne sprawy do załatwienia, to wracaj prosto do biura. Poradzę sobie tu dobrze bez ciebie.

Zanim zdążam odpowiedzieć, odwraca się ode mnie i wraca do baru. Staram się zachować spokój, ale łzy cisną mi się do oczu. Muzyka i głosy gości imprezy wydają mi się odległe, gdy próbuję się opanować.

Dennis całkowicie mnie ignoruje i ostentacyjnie zwraca się do grupy kobiet, które właśnie zamawiają drinki przy barze. Migoczące światła baru tańczą na błyszczących szklankach w ich dłoniach, a ich beztroski nastrój sprawia, że cała scena wydaje się niemal surrealistyczna. Dennis nagle głośno się śmieje, jego oczy błyszczą rozbawione – jakby celowo chciał mnie sprowokować. To ten przesadzony, celowo głośny śmiech daje mi znać, że doskonale wie, co robi.

Czuję, jakby wszystkie moje wysiłki były całkowicie daremne. Kobiety wokół niego zdają się cieszyć każdą sekundą spędzoną z nim; śmieją się przesadnie głośno z jego żartów, podczas gdy on pokazuje się z najlepszej strony – uważny, figlarny, niemal zbyt idealny w swojej roli. Każde ukradkowe spojrzenie, każdy podkreślanie nonszalancki gest, który im posyła, trafia mnie jak niewidzialny cios w brzuch.

Spoglądam na pomieszczenie pełne ludzi, którzy beztrosko tańczą i dobrze się bawią, podczas gdy ja czuję się jak obca. Światła migają w rytm muzyki, a kolorowe poruszenie wokół mnie tylko wzmacnia poczucie samotności. Biorę głęboki oddech i postanawiam nie dać się przytłoczyć sytuacji. Powoli idę na drugi koniec baru, zamawiam szklankę wody i próbuję uporządkować myśli.

Kiedy zamyślona piję przez słomkę, spoglądam na Dennisa i zastanawiam się, kiedy tak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Wspomnienia szczęśliwych chwil, wspólnych podróży i zabawy, którą mieliśmy razem, wirują w mojej głowie. Jednak teraz te czasy wydają się tak odległe.

Widzę, jak jedna z kobiet szepcze mu coś do ucha i przy tym chichocze – niestety nie mogę dostrzec jego reakcji. Z jej perfekcyjnie wystylizowanymi blond włosami, które ułożyła w elegancki kok, wygląda arogancko. Jej oczy emanują mieszanką samozadowolenia i przyjemności, jakby dokładnie wiedziała, jaki wpływ ma na mężczyzn wokół siebie. Ból w mojej piersi nasila się, gdy obserwuję, jak zalotnie kładzie dłoń na jego ramieniu. Czy on nie widzi, o co jej chodzi? A może, co gorsza, czerpie z tego przyjemność? Gorzka kula formuje się w moim gardle i znowu walczę ze łzami.

Trudno nie pogrążyć się w użalaniu nad sobą, ale wiem, że muszę być silna. Może to jest moment, w którym powinnam zdać sobie sprawę, że coś musi się zmienić – nie tylko w mojej karierze, ale także w moim związku. Dopijam wodę, odstawiam szklankę i jeszcze raz głęboko oddycham. Zdecydowana, ruszam w kierunku Dennisa, by odbyć wyjaśniającą rozmowę. Nie jestem pewna, do czego to doprowadzi, ale wiem, że muszę spróbować. Zbliżając się do niego, zauważam, jak wiele znajomych twarzy jest na przyjęciu, których wcześniej nie dostrzegłam.

Jest i Stefan, stary szkolny przyjaciel Dennisa, który wita mnie ciepłym spojrzeniem. Stefan zawsze był spokojnym biegunem w naszej grupie, niezawodnym przyjacielem o złotym sercu. Ma na sobie luźny, biały T-shirt i wypłowiałe dżinsy, które idealnie pasują do jego stylu. Jego brązowe włosy wyglądają uroczo potargane, jakby właśnie nadał im ostatni szlif niedbałym ruchem ręki. Emanuje z niego zrelaksowany spokój, który jest niemal zaraźliwy.

Obok niego stoi Carmen, moja najlepsza przyjaciółka od czasów szkolnych. Ma na sobie ładną, lekko kwiecistą letnią sukienkę, która podkreśla jej smukłą sylwetkę. Jej ciemne loki opadają miękkimi falami na ramiona, a uśmiech jest jak zawsze promienny. Połączenie jej żywej osobowości i modnego stroju czyni z niej prawdziwą atrakcję w tłumie. Carmen wita mnie uściskiem, ale od razu widzi, że coś jest nie tak.

— Chcesz o tym porozmawiać? — pyta mnie, jej oczy pełne współczucia i troski.

— Nie, najpierw muszę coś wyjaśnić — odpowiadam zdecydowanie, kierując wzrok z powrotem na Dennisa. Carmen kiwa głową i robi krok w bok.

Kiedy w końcu staję przed Dennisem, unosi brew i patrzy na mnie wyczekująco.

— Czego chcesz? — pyta lodowato. Ton jego głosu trafia we mnie jak cios.

— Musimy porozmawiać — mówię cicho, ale stanowczo. — Przepraszam, że się spóźniłam. Naprawdę zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby zdążyć na czas.

Dennis prycha pogardliwie. — Wszystko co w twojej mocy? Marie, zawsze jesteś zbyt zajęta, zawsze zbyt rozkojarzona. — Jego słowa głęboko mnie ranią, ale nie daję się zbić z tropu.

— Wiem, że to dla ciebie trudne, ale naprawdę staram się znaleźć równowagę. Moja kariera jest dla mnie ważna, ale ty też jesteś. Nie możesz tego zrozumieć?

Przez chwilę widzę iskrę tęsknoty w jego oczach, ale potrząsa głową i znów odwraca wzrok.

— To po prostu nie wystarczy, Marie. Mam dość twoich pustych obietnic.