Kardynał George Pell. Biografia Tom II -  - ebook

Kardynał George Pell. Biografia Tom II ebook

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Kardynał George Pell. Biografia

Syn właściciela pubu, pasjonat futbolu, absolwent Oksfordu i Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum w Rzymie, doktor filozofii, reformator finansów Watykanu, wreszcie – niesłusznie oskarżony, który z pokorą przyjął cierpienie, głęboko wierząc, że prawda się obroni. Kardynał George Pell był przede wszystkim oddanym sługą Chrystusa, który w imię miłości do Niego miał odwagę sprzeciwiać się „mądrości tego świata”.

Tess Livingstone – australijska dziennikarka, przez wiele lat zaprzyjaźniona z kardynałem – opisuje go jako serdecznego kapłana kochającego Boga, drugiego człowieka i Kościół. Jednocześnie ukazuje go jako nieustępliwego sługę prawdy, człowieka z dystansem do siebie, otwartego na świat, lecz bezkompromisowego w obronie depozytu wiary. To fascynująca historia życia człowieka, którą czyta się jednym tchem!

Dodatkowym atutem książki są przedmowy trzech znakomitych osobistości: George’a Weigla, ks. dr. Josepha Hamiltona, sekretarza kard. Pella, i ks. prof. Roberta Skrzypczaka. Całość dzieła dopełniają wybrane przemówienia kardynała ukazujące jego przenikliwe spojrzenie na wiarę i wyzwania współczesności oraz wskazujące drogę prowadzącą do Boga.

"Kościół przetrzyma wszystko pod warunkiem, że w tych nowych i zdradliwych czasach pozostaniemy wierni, stale zakorzenieni w naszym Krzewie Winnym."

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 415

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU

George Cardinal Pell. Pax Invictis. A Biography. With a foreword by George Weigel

TŁUMACZENIE Z JĘZYKA ANGIELSKIEGO

Laura Bigaj

REDAKCJA

Janusz Michałowski

KOREKTA

Marek Chadziński

Magdalena Jankosz

PROJEKT OKŁADKI

Bogusław Zdebski

SKŁAD

Łukasz Sobczyk

Anna Kendziak

ZDJĘCIE NA OKŁADCE

Andrew Quilty, National Library of Australia

Za pozwoleniem wydawcy oryginału

Original edition published in 2002 by Duffy & Snellgrove

Potts Point, New South Wales, Australia

© 2002 by Tess Livingstone

First American edition © 2004 by Ignatius Press, San Francisco

Second Edition © 2024 by Ignatius Press, San Francisco

Foreword to Second Edition © 2024 by George Weigel

ISBN 978-83-68475-84-5 (tom 2)

© 2025 Dom Wydawniczy „Rafael”

ul. Gromadzka 58

30-714 Kraków

tel. 12 411 14 52

e-mail: [email protected]

www.rafael.pl

Plik przygotował

woblink.com

ROZDZIAŁ 18

Wielka przygoda

Badania frekwencji na Mszach przeprowadzone w latach 1994–2001 dla australijskich biskupów katolickich wykazały tendencję spadkową, zatrzymując się na wartości 15,9% wśród osób uznających się za katolików, przy czym zarówno Melbourne (17%), jak i Sydney (17,8%) wypadły nieco lepiej od średniej, a trzy miejsca – Hobart, Darwin i Geraldton – spadły poniżej 10%. Do 2024 roku, zwłaszcza w następstwie pandemii COVID, frekwencja spadła jeszcze bardziej.

W okresie, gdy George Pell był arcybiskupem ­Melbourne, w miejskich parafiach było już oczywiste, że znaczna część osób regularnie uczęszczających do kościoła to ludzie po sześćdziesiątce i starsze. Ten trend stale się pogłębia. Wśród jego przyczyn niektórzy widzą szalejący materializm, postępującą sekularyzację lub modę na robienie niedzielnych zakupów, jednak wydaje się, że takie myślenie jest błędne. Podobne zjawiska występują bowiem w Stanach Zjednoczonych, gdzie – jak przypominał Pell – frekwencja wiernych na nabożeństwach była często od 50 do 100% wyższa niż w Australii.

W dyskusjach, jakie wywiązały się na ten temat w Kościele australijskim, niektórzy twierdzą, że odwrócenie trendu niskiej frekwencji będzie możliwe wraz z utworzeniem lepszych, bardziej przyjaznych wspólnot kościelnych oferujących coraz bardziej nowoczesne, „adekwatne do współczesności” liturgie oraz optymistyczną muzykę, która „przemawia do młodych ludzi”. Inni uważają, że żaden Kościół nigdy nie przyciągnie i nie utrzyma wiernych, próbując „przebić” popularną rozrywkę; że najważniejsza jest treść, a nie styl. George Pell i osoby myślące podobnie jak on postrzegały ten problem przede wszystkim jako głęboki kryzys wiary, którego nie da się rozwiązać za pomocą sztuczek, fałszywej empatii lub ulegania panującym obyczajom celem dopasowania się do współczesności. „W niektórych miejscach od lat promuje się katolicyzm w wersji «light» – powiedział Pell 20 lat temu. – To porażka. Młodzi katolicy tego nie kupują. Taka wiara jest bez smaku”.

Do tego stopnia bez smaku, że dla większości 20-, 30- czy 40-letnich katolików Kościół niewiele dziś znaczy, przez co nie mają oni najmniejszego zamiaru wracać do regularnego praktykowania. Biorąc pod uwagę edukację religijną oferowaną w większości szkół katolickich, począwszy od lat siedemdziesiątych, wielu katolików wie bardzo niewiele o Kościele, jego historii, doktrynach oraz nauczaniu i ma słabe podstawy do budowania jakiegokolwiek życia modlitewnego lub religijnego. Podczas gdy niektórzy z nich podejmują świadomą, przemyślaną decyzję o ateizmie lub agnostycyzmie, znacznie więcej osób błądzi w różnego rodzaju duchowościach rodem z New Age lub popada w obojętność. Takie trendy rozprzestrzeniły się szczególnie w latach dziewięćdziesiątych i na początku nowego tysiąclecia, co dowodzi, iż ludzie borykają się z pewną próżnią religijną oraz drzemiącą w nich tęsknotą za odnalezieniem głębszego sensu życia.

Fakt, że wielu uważających się za katolików wybiera takie ścieżki, nie jest zaskakujący. Większość młodzieży wychowanej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych spędzała lekcje religii, siedząc na podłodze i słuchając piosenek typu Sunshine Johna Denvera, Be Neila Diamonda czy I Am a Rock Simona i Garfunkela. Czasem kołysały ich relaksacyjne utwory ułatwiające „odkrywanie wewnętrznego «ja»” (co często kończyło się krótką drzemką pozwalającą nabrać sił do dalszej nauki „ważniejszych” przedmiotów). Coroczne „rekolekcje” w ośrodkach prowadzonych przez zakony były w niektórych szkołach kpiną – okazją do picia pierwszych drinków lub zapalenia papierosa podczas spaceru po plaży czy tak zwanej kontemplacji. Pomimo tego, że wiara w dużym stopniu opiera się na rozumie i woli, uczniowie rzadko byli stawiani przed intelektualnymi wyzwaniami. Zamiast tego uczestniczyli w czymś w rodzaju grupowych sesji psychologicznych i innych sentymentalnych warsztatach. Organizowane dla nich pseudoliturgie (sesje modlitewne) były zazwyczaj bardzo spontaniczne i skupiały się na Bogu objawionym w słońcu, gwiazdach i oceanie. Rzadko kiedy wspominano o rzeczach takich jak Msza Święta, Trójca Święta, Matka Boża, tradycja czy doktryna Kościoła. Nic dziwnego, że po tym, jak wielu młodych porzuciło Mszę Świętą, traktując to jako formę nastoletniego buntu, nie mieli już nic, do czego – jako młodzi dorośli – mogliby powrócić.

Ewangelizacja młodych katolików i przybliżanie im życia Kościoła były jednymi z najważniejszych dążeń papieża Jana Pawła II. Jako arcybiskup George Pell przyjął ten sam priorytet, rozszerzając swoje wysiłki daleko poza zwykłe wizyty parafialne i spotkania z klasami przygotowującymi się do bierzmowania. Od początku swojej posługi w Melbourne Pell zajął się problemem edukacji religijnej od przedszkola aż po ostatnie klasy szkół średnich, inicjując utworzenie i wydanie pełnego zestawu dobrych podręczników do nauczania religii na każdym poziomie edukacji. Już kilka miesięcy po podjęciu posługi arcybiskupa w 1996 roku Pell załatwił zwolnienie swego starego przyjaciela księdza Petera Elliotta z obowiązków urzędnika Papieskiej Rady ds. Rodziny w Rzymie, aby mógł on stanąć na czele tego projektu.

Podręczniki do nauczania religii – zwłaszcza takie, które byłyby dobrze napisane i estetycznie wydane – praktycznie nie istniały, i to nie tylko w Australii, ale także w wielu innych krajach. Dostępne materiały edukacyjne dla szkół podstawowych były ubogie pod kątem treści, nudne pod względem wyglądu i niekompletne, jeśli chodzi o wiele aspektów wiary. Nauczyciele musieli je uzupełniać, korzystając z wszelkich możliwych źródeł. Jeszcze gorzej było w szkołach średnich, gdzie nauczanie religii polegało raczej na „analizie porównawczej” bliższej religioznawstwu (na przykład porównanie chrześcijaństwa z islamem, judaizmem lub buddyzmem) z pominięciem doktryny katolickiej.

„Na hasło «podręcznik» większość młodych ludzi reagowała alergicznie” – wspomina Elliott. „Nie jest to coś, o czym wiele osób natychmiast by pomyślało, ale George wykorzystał swój pragmatyczny umysł i od razu poszedł w kierunku praktycznego, długoterminowego rozwiązania problemu”. Elliott pragnął stworzyć podręczniki z żywymi, pięknie ilustrowanymi tekstami, które nie opowiadałyby „jakichś nudnych, nieaktualnych rzeczy z mrocznych czasów”. Arcybiskup miał jasno określone oczekiwania: chciał połączenia życia, doktryny i Pisma Świętego – z dobrymi ilustracjami i zdjęciami. Po pięciu latach pracy połowa serii Poznać, Czcić i Kochać była gotowa. Opublikowano ją w 2001 roku, a rok później – pozostałą część. Podręcznikom dla każdego poziomu nauczania towarzyszyły też szczegółowe książki dla nauczycieli. Zapewniono im również szkolenia w zakresie korzystania z tych materiałów. Dyskusja nad podręcznikami do religii stała się też przyczynkiem do wieloletnich sporów prowadzonych przez świeckie władze oświatowe, które zaczęły się zastanawiać nad właściwym kształtem programu nauczania podstawowych przedmiotów, takich jak matematyka, język angielski, przyroda i historia. Obecnie, ćwierć wieku później, problemy te wciąż pozostają w dużej mierze nierozwiązane.

Pell był zadowolony z wyniku prac nad podręcznikami do religii. Książki zostały także dobrze przyjęte przez szkoły. Niemniej po latach niemal całkowitej swobody w wyborze materiałów edukacyjnych niektórzy nauczyciele (absolwenci niezbyt dobrych uczelni pedagogicznych) buntowali się, że oto teraz ktoś „dyktuje” im, czego mają uczyć. Bardziej wojowniczy nauczyciele z Melbourne grozili (i przez pewien czas faktycznie tak robili), że zamkną nowe podręczniki w szkolnych szafkach i nie będą z nich korzystać.

Po wprowadzeniu podręczników do użytku wielu nauczycieli i rodziców uznało je jednak za pomocne i atrakcyjne dla dzieci. Podręczniki dla najmłodszych, zatytułowane Doświadczenie Dobrego Pasterza, położyły fundamenty pod budowanie u dziecka osobistej relacji z Bogiem, która trwa całe życie.

Treści przeznaczone dla starszych uczniów są poważniejsze, pełne istotnych szczegółów i interesujące; poruszają nie tylko kwestie religijne, ale też problem miejsca Kościoła w historii i współczesnym świecie. W podręcznikach wykorzystano reprodukcje dzieł sztuki, fotografie, osie czasu, fragmenty Pisma Świętego i modlitwy. Jak sugeruje tytuł serii Poznać, Czcić i Kochać, publikacje te łączą naukę doktryny ze znajomością Pisma Świętego i modlitwy oraz zrozumieniem miejsca religii jako źródła dobra w codziennym życiu.

Wielu księży popierających te podręczniki argumentowało (i nadal argumentuje), że byłyby one znacznie skuteczniejsze, gdyby podobnej reformie poddano kształcenie nauczycieli religii na Australijskim Uniwersytecie Katolickim. Pell przyznał, że ta uczelnia (w której tworzenie tak mocno się niegdyś zaangażował) nie spełniła jego nadziei, jeśli chodzi o kształcenie pedagogów, którzy mieli przekazywać młodzieży solidną naukę katolicką. Niezależność instytucji nie dawała jednak biskupom możliwości wywierania na nią bezpośredniej presji. Jedyne, co mogli zrobić, to przekonywanie i zachęcanie kierownictwa do wdrożenia odpowiednich zmian.

Pell skierował swoje przesłanie również bezpośrednio do dziesiątek tysięcy uczniów. 5 września 2000 roku Arena Rod Laver w Narodowym Centrum Tenisa w Melbourne Park zapełniła się licealistami, którzy przybyli na specjalną Mszę Świętą jubileuszową. Trzeba przyznać, że arcybiskupi rzadko kiedy mają okazję przemawiać do 20-tysięcznej publiczności złożonej z 16- i 17-latków. Pell pragnął poświęcić tej młodzieży szczególną uwagę w tak ważnym momencie ich życia. „Jako młodzi katolicy, którzy wkrótce skończą szkoły i ruszą w szeroki świat, przejmujecie pałeczkę” – powiedział w homilii. Jego kazanie tego dnia skupiło się na najważniejszych motywach młodzieżowej popkultury:

Wielu z was widziało film Gladiator, którego akcja rozgrywa się w II wieku, za panowania Marka Aureliusza, jednego z najbardziej błyskotliwych pogańskich cesarzy Rzymu. Brutalność amfiteatru była odzwierciedleniem brutalności codziennego życia w tamtych czasach.

Moja teza jest prosta. Nauki Chrystusa były jak rzeka życia, nawadniająca i umacniająca tych, którzy – w tym wrogim i okrutnym środowisku – w Niego uwierzyli. Wiara chrześcijańska, która przekładała się na codzienne życie ludzi, wzbudzała uzdrowienie i odnowę życia, stanowiąc odpowiedź na nędzę, chaos, lęk i ucisk, jakiego doświadczano w starożytnym Rzymie. Dzięki chrześcijańskim wartościom mieszkańcy ówczesnego świata mocno zbliżyli się do cywilizacji życia i miłości. Poprawa ich bytu była następstwem wiary chrześcijańskiej.

Z całą szczerością Pell zapewnił też swoich słuchaczy, że eksperymentowanie w zakresie seksualności nie jest żadną nowością. Życiem seksualnym w starożytnym Rzymie, mówił, „rządziło prawo dżungli, to znaczy silni gnębili słabych. Z mozaik odkrytych w Pompejach wiemy, że nie było pod tym względem żadnych ograniczeń; spółkowano z kobietami, mężczyznami, chłopcami, dziewczynkami i zwierzętami – wszystko to przedstawiono na ścianach łaźni, na które mogły patrzeć nawet najmłodsze dzieci. Czy zatem pierwsi chrześcijanie poddali się ówczesnym trendom, ponieważ wszyscy tak robili? Wystarczająca ich liczba, ci najwierniejsi, odmawiali takiego postępowania. Uparcie trzymali się nauk Chrystusa. Czasem upadali, jak każdy, ale wytrwali w tym, co najważniejsze” – powiedział Pell.

Odwołując się do silnej wiary studentów w równość płci, zauważył:

Chrześcijanie nauczali nowej koncepcji seksualności – nie jako ucieczki, nie jako rekreacji, nie jako kolejnej okazji dla silnych do uciskania słabszych, ale seksualności jako sfery ściśle związanej z miłością; miłością między mężem i żoną, miłością otwartą na życie i dzieci. W starożytnym społeczeństwie, w którym mężczyzna miał – dosłownie – władzę nad życiem i śmiercią członków swej rodziny, gdzie kobiety były uciskane i pozbawione wszelkich praw, chrześcijaństwo wymagało od mężczyzny, by kochał i szanował żonę tak, jak szanuje własne ciało. Była to prawdziwa rewolucja.

Było to społeczeństwo, w którym mężczyźni regularnie walczyli między sobą lub ze zwierzętami na śmierć i życie, a setki tysięcy widzów zachwycało się takim widowiskiem. Rzym był miastem, w którym nie rodziło się dość dzieci, by można było utrzymać stabilny rozwój populacji, dlatego ściągało do niego wielu imigrantów. Gromadzili się oni we wzajemnie wrogich gettach, a zamieszki na tle rasowym były normą. Było to społeczeństwo, w którym aborcja była zjawiskiem powszechnym, podobnie jak dzieciobójstwo i zabijanie noworodków, zwłaszcza jeśli były to dziewczynki. Istniała przez to znaczna nierównowaga płci. W pogańskich społeczeństwach córki nie były mile widziane.

Kościół zaoferował dobroć, miłosierdzie i poczucie wspólnoty wszystkim – także tym najbiedniejszym, najbardziej samotnym i zmarginalizowanym:

Miastom, gdzie roiło się od żebraków i bezdomnych, chrześcijaństwo zaoferowało nadzieję i dzieła miłosierdzia. W miastach pełnych imigrantów i obcych chrześcijanie tworzyli wspólnoty braterstwa i przyjaźni. Miasta pełne sierot i wdów otrzymały od chrześcijaństwa pomoc i głębsze poczucie rodziny. W miastach rozdartych konfliktami etnicznymi i zamieszkami chrześcijaństwo wprowadzało solidarność społeczną. Miasta dotknięte epidemiami, pożarami i trzęsieniami ziemi otrzymały od chrześcijan skuteczną opiekę medyczną. Nawet Galen, najsłynniejszy starożytny lekarz, uciekł do swojej wiejskiej rezydencji, gdy wybuchła zaraza. Tylko chrześcijanie pozostali w mieście i nadal opiekowali się chorymi.

Pell mówił także młodym, że długie zmagania w Krzyżu, które rodzą stukrotnie większą nagrodę – i to nawet już w tym życiu, muszą z czasem „przejść w wasze ręce”.

Módlcie się, rozważając życie Jezusa Chrystusa, którego jubileusz świętujemy (...). Zastanówcie się nad osiągnięciami pierwszych chrześcijan; i wszystkich dobrych chrześcijan żyjących w ciągu tych ponad dwóch tysięcy lat. Pamiętajcie, że oni, podobnie jak my, czerpali siłę z tego samego Chrystusa, z żywej wody, która może przynieść życie i zdrowie każdej duchowej pustyni. Pijcie z tego strumienia, pracujcie i módlcie się, by tryskał on również w waszych sercach, prowadząc was do życia wiecznego. Obyście z odwagą i bez wahania mogli odpowiedzieć „tak” na wezwanie Chrystusa.

Kilka tygodni później, podczas Mszy Świętej jubileuszowej dla dzieci na stadionie Colonial Stadium w ­Melbourne, pobito rekord frekwencji widzów na stadionie, który wynosił 46 tysięcy osób, a został ustanowiony podczas meczu ligi futbolu australijskiego. W słoneczny, listopadowy dzień, komentator telewizyjny i prezes drużyny ­Collingwood – Eddie McGuire – powitał na stadionie 70 tysięcy uczniów klas od czwartej do dziesiątej słowami: „To nie kibice pobili tutaj rekord frekwencji, ale katolicy!”.

Cztery chóry i 150-osobowa orkiestra brzmiały tak, jakby chciały unieść ku niebu zamknięty dach stadionu. Arcybiskup Pell, ubrany w złote szaty liturgiczne i powiększony na dużych telebimach, koncelebrował Mszę Świętą wraz z trzema biskupami pomocniczymi. Gubernator generalny, sir William Deane, wicepremier John Anderson i premier stanu Victoria Steve Bracks byli jednymi z nielicznych zaproszonych dorosłych. Motywem przewodnim Mszy było pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”. W homilii arcybiskup wezwał dzieci, by starały się służyć, zamiast stale korzystać z cudzej służby, i opowiedział im o różnych „dobrych samarytanach”, którzy w dawnych czasach przyjaźnili się z Australijczykami. Najmłodsze dzieci oglądały transmisję tej Mszy w szkołach.

Pell uczestniczył także w spotkaniach z dziećmi organizowanych każdego roku w dniu św. Patryka. Katedra zawsze była wówczas wypełniona po brzegi. Po Mszy Świętej w parku Fitzroy Gardens odbywał się wielki piknik. 17 marca 2001 roku Pell skierował następujące słowa do dzieci zgromadzonych w katedrze św. Patryka:

Nasz kraj – Australia, porównywany jest do pięknej, wielobarwnej tkaniny o różnorodnych wzorach. Innym porównaniem jest stwierdzenie, że Australia jest jak szczęśliwa dzielnica, w której mieszka wiele różnych grup ludzi. Każda z nich zajmuje się swoimi sprawami, ale też dobrze dogaduje się z ludźmi z innych społeczności. Jednak jednym z najpiękniejszych i najbardziej kolorowych fragmentów tej tkaniny jest wspólnota katolicka, do której wszyscy należymy. Mam nadzieję, że każdy z was jest dumny z bycia katolikiem; dumny z tego, że może powiedzieć: „Tak, wierzę w jedynego prawdziwego Boga. Tak, wierzę w Jezusa, który umarł za nas. Tak, jestem dumny z przynależności do Kościoła katolickiego, którym rządzi papież i biskupi”. Dlatego dzisiaj, w dniu św. Patryka, chcemy, abyście wy, młodzi ludzie, dołączyli do nas, starszych, i podziękowali Bogu za całe dobro, jakie mamy tu w Australii. Pragnę, by każdy z was sobie uświadomił, że należy do Kościoła, który wniósł ogromny wkład w historię Australii i jej społeczeństwa, i chcę, byście już dziś postanowili, że kiedy dorośniecie, również dołożycie swoją cegiełkę, aby Australia pozostała dobrym, a nawet jeszcze lepszym miejscem.

Bezpośrednie spotkania z młodymi katolikami były jednym z charakterystycznych elementów długiego pontyfikatu Jana Pawła II. Światowe Dni Młodzieży były jego pomysłem, częściowo zainspirowanym wycieczkami z młodymi ludźmi w Polsce, kiedy Karol Wojtyła był jeszcze młodym księdzem, a częściowo entuzjastycznym przyjęciem, jakie spotkało go ze strony młodzieży w paryskim parku podczas pielgrzymki do Francji w 1980 roku. Pierwsze Światowe Dni Młodzieży w Rzymie w 1985 roku przyciągnęły 250 tysięcy uczestników, a wydarzenia, które im towarzyszyły (trwające ponad tydzień), utrwaliły się jako tradycja powtarzana co kilka lat w najróżniejszych miejscach świata.

Jan Paweł II był główną atrakcją każdego takiego zgromadzenia – czy to w okresie energii i siły w początkach pontyfikatu, czy też w czasie starości i podupadającego zdrowia. Przybywał do młodych w papamobile lub helikopterze, przy radosnych śpiewach i okrzykach wiernych. Te wyjątkowe wydarzenia, odbywające się zazwyczaj latem na półkuli północnej, mają charakter bardziej pielgrzymkowy niż wakacyjny i z pewnością wiążą się z ogromnym dyskomfortem – tłumy liczące kilkaset tysięcy, a czasem nawet kilka milionów ludzi, upał, długie marsze na miejsce spotkania, deszcz, błoto, spanie na świeżym powietrzu lub w salkach przykościelnych, trochę organizacji, ale też spora dawka chaosu... Uczestnicy modlą się razem, uczestniczą w ogromnych Mszach na świeżym powietrzu, śpiewają i tańczą, cieszą się swoim towarzystwem pomimo barier językowych i kulturowych, słuchają katechez oraz odkrywają nowe aspekty katolickiego świata. Msza kończąca Światowe Dni Młodzieży w 1995 roku w Manili przyciągnęła szacunkowo największą w historii liczbę wiernych: od pięciu do siedmiu milionów osób. Oprócz tego, że jest to międzynarodowe święto młodzieży i katolicyzmu, Światowe Dni Młodzieży (oraz wysiłki młodych ludzi, by zebrać pieniądze na wyjazd) mają na celu wzmocnienie i pogłębienie ich długotrwałych więzi z Kościołem. Jak wyjaśnił papież Jan Paweł II w liście apostolskim przygotowującym do Roku Jubileuszowego 2000:

Przyszłość świata i Kościoła należy do młodych pokoleń, do tych, którzy urodzili się w tym stuleciu i osiągną dojrzałość w przyszłym, pierwszym wieku nowego tysiąclecia. Chrystus czeka na młodych, tak jak czekał na młodzieńca, który zadał Mu pytanie: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16). (...) Jeśli zdołają iść drogą przez Niego wskazaną, dana im będzie radość umocnienia Jego obecności w przyszłym stuleciu i w następnych, aż do wypełnienia się czasów. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”1.

Wśród dwóch milionów młodych ludzi ze 120 krajów, którzy uczestniczyli w jubileuszowych Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie, było ponad tysiąc Australijczyków. George Pell, jego trzej biskupi pomocniczy i dziewięciu młodych księży przewodniczyli 400-osobowej grupie młodzieży z Melbourne – największej grupie młodych, biorąc pod uwagę australijskie diecezje. Około 250 członków tej grupy wyjechało z Australii wcześniej, by – w drodze do Rzymu – odbyć 12-dniową pielgrzymkę śladami Chrystusa, od Betlejem do Golgoty. Niektórzy, w tym Pell, uznali to za mocniejsze i bardziej poruszające doświadczenie niż późniejszy pobyt w Rzymie.

W Ziemi Świętej młodzi nocowali w dwóch miejscach – w Betlejem, miejscu narodzin Jezusa, oraz w kibucu Daganya na północy Izraela, w pobliżu Morza Galilejskiego. Każdy dzień pielgrzymki rozpoczynał się modlitwą i czytaniem fragmentów Pisma Świętego związanych z odwiedzanymi miejscami, a codzienne Msze Święte celebrowane były w miejscach związanych z życiem Jezusa. Grupa podróżowała czterema autokarami, a księża i biskupi współpracowali z lokalnymi przewodnikami w oprowadzaniu młodych. Odwiedzili oni Grotę Wcielenia w bazylice w Nazarecie – miejsce, w którym Maryja dowiedziała się, że urodzi syna, któremu nada imię Jezus; miejsce Jego narodzin – bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem; górę Tabor – miejsce przemienienia na oczach trzech apostołów; Kanę – miejsce cudu przemiany wody w wino podczas uczty weselnej, gdzie małżeństwa obecne na pielgrzymce odnowiły swe ślubne przyrzeczenia; Qumran, gdzie odkryto zwoje znad Morza Martwego; Cezareę – miejsce, gdzie Chrystus założył swój Kościół „na tej skale”; Górę Błogosławieństw; Morze Martwe, w którym pielgrzymi mogli popływać; stare miasto w Jerozolimie oraz rzekę Jordan, w której Chrystus został ochrzczony i gdzie członkowie grupy odnowili swe przyrzeczenia chrzcielne.

Pell wspominał cichą modlitwę młodych w zaciemnionym kościele w Getsemani – tam, gdzie, według tradycji, Jezus cierpiał agonię przed męką. Ulubionym wspomnieniem Pella było to, jak chłopcy z chóru poprowadzili śpiew pieśni Czy byłeś tam, gdy ukrzyżowali mego Pana? przy krzyżu w bazylice na Golgocie – w miejscu ukrzyżowania.

Przez 20–30 minut młodzi śpiewali, przechodząc obok krzyża i oczekując na wejście do Grobu. To była piękna chwila. Śpiewaliśmy ponownie w Wieczerniku tradycyjnie uznawanym za miejsce ostatniej wieczerzy, a następnie wysłuchaliśmy pięknej solówki głęboko w celi więziennej pod domem Kajfasza, gdzie Jezus prawdopodobnie spędził ostatnie chwile przed ukrzyżowaniem (...).

Zastanawiałem się, dlaczego dobry Bóg wybrał tak upalną, trudną do zamieszkania krainę jako ojczyznę dla swego wybranego ludu... I dlaczego ów lud był tak małym narodem, otoczonym przez liczniejszych, bardziej rozwiniętych i potężnych sąsiadów, którzy często toczyli z Izraelitami wojny. Być może dlatego, by nas nauczyć, że rozwój i przetrwanie to kwestia Bożej łaski, a nie naszych własnych wysiłków...2.

Wielu pielgrzymów z Melbourne, którzy wyruszyli za granicę z Pellem, było studentami szkół wyższych. Niektórzy już pracowali, więc musieli wziąć urlop z pracy. Było też kilka małżeństw (jedna z żon była w szóstym miesiącu ciąży z drugim dzieckiem) i sporo uczniów. Najmłodsi byli 14-letni bracia bliźniacy – Brendan i Brad Rowswell, ministranci z parafii Beaumaris w Melbourne (Brad, obecnie członek Partii Liberalnej w australijskim parlamencie, pełni funkcję skarbnika stanu Victoria). Po pielgrzymce dzielili się wrażeniami: „Jak zgodnie stwierdziliśmy, najważniejszymi atrakcjami Ziemi Świętej dla nas obu były Ściana Płaczu, bazylika Narodzenia Pańskiego, doświadczenia duchowe oraz podziwianie zjazdu arcybiskupa z wodnej zjeżdżalni”.

Owa zjeżdżalnia znajdowała się w parku nad Jeziorem Galilejskim, gdzie Jezus często chodził ze swoimi uczniami. W lejącym się z nieba żarze zjeżdżalnia z wodą stanowiła cudowny widok dla wszystkich pielgrzymów, łącznie z arcybiskupem, który nie wahał się pójść w ślady swych uczniów i zjechać za nimi. Ksiądz Mark Withoos, wyświęcony przez Pella na kapłana w lipcu 1999 roku po studiach w Kolegium Corpus Christi w Melbourne i na Propaganda Fide, był jednym z księży uczestniczących w pielgrzymce. Wspominał, że Pell był bardzo otwarty na młodych ludzi, którzy również bardzo go polubili: „Był dla nich bardzo «ojcowski»”.

We Włoszech pielgrzymi z Melbourne zatrzymali się w parafiach położonych kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu – w Ostii i Vitinii. Pell, znający Rzym bardzo dobrze, wspominał, że miasto nigdy wcześniej nie doświadczyło czegoś takiego jak Światowe Dni Młodzieży z papieżem Janem Pawłem II, na które zjechały dwa miliony młodych.

Szef rzymskiej policji zażartował w telewizji: „Z jakiego magicznego kufra wyjęto tych szczęśliwych młodych ludzi?”. Tłumy ich zalewają miasto; chodzą w grupach, rozmawiają, śmieją się i śpiewają; witają się serdecznie pomimo barier językowych czy dawnych konfliktów, których doświadczały ich ojczyzny. Nie było żadnych aresztowań; mimo upału młodzi wykazywali cierpliwość i dobry humor; nikt nie brał narkotyków.

Na terenie Circus Maximus, gdzie męczeńską śmiercią ginęli pierwsi chrześcijanie, setki kapłanów codziennie spowiadały wiernych, a grupki młodych wolontariuszy pomagały swym rówieśnikom prawidłowo przygotować się do spowiedzi. Setki tysięcy osób przystąpiły do sakramentu pojednania i pokuty – w tym większość pielgrzymów z Melbourne. Czterysta tysięcy osób uczestniczyło w drodze krzyżowej odprawionej w Koloseum. Niemal każdy zarejestrowany pielgrzym cierpliwie czekał w kolejce na placu św. Piotra, by przejść przez Drzwi Święte, obok Piotra siedzącego na tronie (posąg w pobliżu ołtarza głównego) i wokół jego grobu. Niektórzy czekali ponad godzinę w upale – na szczęście z pomocą przyszli im strażacy polewający oczekujący tłum wodą z węża. Wiele grup pielgrzymów organizowało koncerty uliczne, które oglądały setki osób.

To mogło się wydarzyć chyba tylko w Rzymie: 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który to dzień jest we Włoszech wolny od pracy, pomimo obecności w mieście dwóch milionów pielgrzymów władze nie zmieniły zwyczajowego świątecznego rozkładu jazdy miejskich środków transportu, co w praktyce oznaczało niemal całkowity brak transportu. Marc Florio, dyrektor sekretariatu ds. młodzieży z Melbourne, wraz z około 40 innymi młodymi ludźmi utknął nocą w centrum Rzymu, nie mogąc wrócić do miejsca zakwaterowania w sali parafialnej oddalonej kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Zrobili jedyną rzecz, jaką mogli: zadzwonili do arcybiskupa Pella, który przebywał w domu dla księży niedaleko Piazza Navona. „Arcybiskup otworzył podwoje tego niewielkiego budynku, na skutek czego trzydziestu lub czterdziestu młodych ludzi spędziło tam noc – na podłogach, pod stołami, na kanapach...”. Marc wspominał, że młodzi biorący udział w wyjeździe opisywali arcybiskupa jako człowieka „równego, ciepłego, praktycznego, ani trochę nie wyniosłego”.

Arcybiskup Pell, arcybiskup Desmond Connell z Dublina i kardynał Edward Cassidy z Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan wygłosili trzy katechezy dla australijskich pielgrzymów. Ksiądz Paul Stuart, który był wówczas dyrektorem sekretariatu ds. powołań, zabrał wielu członków grupy z Melbourne na wycieczkę z przewodnikiem po Rzymie, podczas której odprawił Mszę Świętą w krypcie bazyliki św. Piotra, a następnie wszyscy zjedli śniadanie w kawiarni przy Via Della Conciliazione, gdzie zaledwie kilka godzin później zgromadziło się ponad milion młodych, by zobaczyć papieża oficjalnie otwierającego Światowe Dni Młodzieży na placu św. Piotra.

Spotkanie z papieżem, nawet pośród miliona innych ludzi na placu św. Piotra czy dwóch milionów na Uniwersytecie Tor Vergata na obrzeżach miasta, było dla większości pielgrzymów najważniejszym wydarzeniem tygodnia spędzonego w Rzymie. I to pomimo wielokilometrowego marszu do Tor Vergata w 40-stopniowym upale, by zobaczyć papieża Jana Pawła II przylatującego białym helikopterem na czuwanie modlitewne, po którym nastąpił pokaz fajerwerków i niezapomniana noc spędzona na świeżym powietrzu. Następnego ranka papież powrócił, by odprawić Mszę Świętą kończącą Światowe Dni Młodzieży.

Pod koniec kadencji Pella jako arcybiskupa Melbourne jedną z jego bardziej kontrowersyjnych decyzji było zaproszenie Opus Dei (Dzieło Boże) do współpracy w archidiecezji. Opus Dei, założone w 1928 roku przez hiszpańskiego księdza Josemaríę Escrivá de Balaguera, jest katolicką organizacją świecką, która bardzo się rozrosła zarówno pod względem liczby członków, jak i posiadanych instytucji. Papież Jan Paweł II wzmocnił jej pozycję, nadając jej status prałatury personalnej, co oznacza, że pod względem administracyjnym odpowiada ona nie przed miejscowymi biskupami, ale przed własnym biskupem i przełożonym. Na wniosek Pella Opus Dei zaczęło działać w Sydney w 1963 roku.

Pierwszą informacją, jaką wielu katolików z ­Melbourne (w tym księży) otrzymało o pojawieniu się Opus Dei w archidiecezji, był artykuł w niedzielnym numerze „Age” z 1 kwietnia 2001 roku, w którym napisano, że Pell zaprosił Opus Dei, by wskazało księdza, który miałby prowadzić parafię Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Morza w zachodniej części Melbourne. Kościół parafialny, jeden z największych w Australii, który nie jest katedrą, wymagał pilnej renowacji, co – dzięki fachowej wiedzy i dobremu zarządzaniu – udało się osiągnąć ze wspaniałym skutkiem. Niemniej, nie wszyscy byli zadowoleni z zaproszenia Opus Dei przez Pella. Nawet księża uważani za „konserwatywnych” – ci, którzy zgadzali się z Pellem w 99% innych spraw – wyrazili niepokój.

Pell przyznał, że Opus Dei faktycznie „nie wszystkim odpowiada”, ale nie zamierzał przepraszać za to, że wspólnota pojawiła się w Melbourne z jego inicjatywy. „Zaprosiłem ich, ponieważ uważałem, że to dobra rzecz; że zmierzają w dobrym kierunku” – powiedział. Pell był świadom krytyki Opus Dei – w tym uwag wypowiadanych przez byłych członków tej organizacji – i zdecydowanie odrzucał wszelkie sugestie, zgodnie z którymi niektórzy z nich mogli zostać zmuszeni do wstąpienia do Opus Dei. Nie podzielał ascetyzmu Opus Dei, ale też nie poczytywał im tego za wadę; uważał, że ich hiszpański charakter zostanie dobrze przyjęty przez Kościół w Australii. Pell postrzegał członków Opus Dei jako „bardzo surowych, bardzo zdyscyplinowanych, ale przyjaznych i z pewnością nie agresywnych”. Chwalił ich lojalność wobec nauk Kościoła oraz głęboką, szczerą duchowość. Pell zgadzał się z tymi, którzy postrzegali Opus Dei jako organizację podejmującą – we współczesnych czasach i w inny sposób – rolę, którą Ignacy Loyola powierzył jezuitom w XVI wieku: rolę elitarnej, zdyscyplinowanej i ofiarnej „duchowej armii”, zaciekle lojalnej wobec papiestwa. Później, jako arcybiskup Sydney, Pell przyznał, że zgadza się ze stanowiskiem zmarłego kardynała Basila ­Hume’a z Westminsteru, który zakazał Opus Dei rekrutowania swych członków z grona młodzieży poniżej 18. roku życia. „Gdybym zauważył, że próbują wywierać nacisk na młodych ludzi, z pewnością bym ich powstrzymał” – oznajmił.

Artykuł o zaproszeniu Opus Dei do Melbourne pojawił się w czasie wzmożonego zainteresowania mediów Kościołem katolickim. Zaledwie kilka dni wcześniej, w poniedziałek 26 marca 2001 roku, nuncjusz apostolski w Canberze – arcybiskup Francesco Canalini – wydał bezprecedensowe oświadczenie w historii Kościoła w Australii: „Jego Świątobliwość Papież Jan Paweł II przyjął rezygnację Jego Eminencji Edwarda Bede Clancy’ego z powodu podeszłego wieku i mianował Jego Ekscelencję George’a ­Pella – arcybiskupa Melbourne na stanowisko arcybiskupa Sydney. Decyzja zostanie ogłoszona publicznie 26 marca 2001 roku w Rzymie o godzinie 12.00 czasu rzymskiego”.

Awans siódmego arcybiskupa Melbourne na stanowisko ósmego arcybiskupa Sydney zaskoczył wielu zwolenników i przeciwników Pella. W radiu ABC były komisarz ds. praw człowieka Chris Sidoti powiedział w programie AM: „Kościół w Sydney wraca do średniowiecza”. Zwykle rozmowny komentator telewizji ABC ds. wiary i były ksiądz Paul Collins stwierdził: „Nie wiem, co powiedzieć”.

Do biura i domu Pella zaczęły docierać setki listów i faksów z wyrazami poparcia, a audycje radiowe z udziałem słuchaczy zarówno w Sydney, jak i w Melbourne były pełne gorących emocji. Emerytowany arcybiskup Hobart Josepf Eric D’Arcy przyznał, że jest „zaskoczony, gdyż uważa ­Melbourne za większą archidiecezję niż Sydney, a tym samym arcybiskupstwo Melbourne – za ważniejsze stanowisko”. Pod względem liczby wiernych tak właśnie jest. Archidiecezja Melbourne licząca milion katolików miała wówczas 232 parafie w porównaniu ze 137 parafiami w Sydney. Sydney jest jednak najstarszą i najbardziej prestiżową archidiecezją w Australii, a jej arcybiskupi – tradycyjnie w ciągu kilku lat od mianowania – zwykle awansują do kolegium kardynałów. Ponieważ George Pell miał tylko 55 lat, kiedy został metropolitą Melbourne, katolicy słusznie oczekiwali, że będzie kierował ich archidiecezją przez jakieś 20 lat, chyba że zostanie przeniesiony do Rzymu na stanowisko szefa jednej z watykańskich kongregacji, na przykład ds. edukacji lub ewangelizacji narodów. Plotki o zbliżającej się nominacji na jedno z tych stanowisk krążyły w Melbourne jeszcze przed mianowaniem go na arcybiskupa Sydney.

Desmond O’Grady, wieloletni obserwator Watykanu, trafnie zauważył w gazecie „The Age”, że

Niemal na pewno George Pell został wybrany na stanowisko arcybiskupa Sydney osobiście przez papieża Jana Pawła II. Powody wyboru tego kontrowersyjnego duchownego mogą być jednak bardziej złożone, niż dotychczas sądzono.

Pell pasuje do modelu nowych przywódców kościelnych, których papież mianuje na kluczowe stanowiska. Konserwatyzm nie jest jednak warunkiem koniecznym awansu. Najważniejszą cechą, której głowa Kościoła wydaje się poszukiwać, jest siła osobowości (...).

Watykan pragnie przywódców, którzy odznaczą się czymś szczególnym w miejscach, do których zostali przydzieleni. Wielu wybranych to konserwatyści, ale nie wszyscy. Ich cechą wspólną jest to, że możesz nie zgadzać się z tym, co mówią, ale z pewnością dostrzeżesz ich obecność. Watykan uważa, że katolicy wcale nie są tak daleko od Kościoła, jak chcą to przedstawić niektórzy z jego członków czy media głównego nurtu. Założenie to wydaje się wynikać częściowo z przyjęcia, jakie Jan Paweł II otrzymuje podczas swych zagranicznych podróży, zwłaszcza do Stanów Zjednoczonych.

Zgodnie z tymi założeniami Watykan poszukuje biskupów energicznych i zdecydowanych; tradycyjnych, ale nieco populistycznych; konserwatywnych w sprawach doktryny i dyscypliny, ale dobrze zorientowanych w aktualnych kwestiach społecznych.

Mianowanie Pella należy również rozpatrywać w kontekście obaw Watykanu dotyczących Kościoła w Australii, takich jak niska frekwencja na Mszach i spadająca liczba powołań, a także kwestia przetrwania i katolickiego charakteru instytucji takich jak szkoły i szpitale. Watykan słusznie uznał, że Pell jest najlepszą nadzieją na rozwiązanie tych problemów.

Dzień po ogłoszeniu nominacji Pell spotkał się w Sydney z kardynałem Clancym, organizując konferencję prasową i udzielając wywiadów. Marc Florio, dyrektor duszpasterstwa młodzieży katolickiej w Melbourne, wspominał, że Pell miał zaplanowane na tamten wieczór spotkanie z młodymi w północnym Melbourne:

Był tego dnia „numerem jeden” i wszyscy chcieli spędzić z nim trochę czasu. Mimo to arcybiskup pośpiesznie wrócił do ­Melbourne, by spotkać się z młodzieżą o godzinie 19.00. Wyglądał na wyczerpanego, ale uczestniczył w spotkaniu z wielkim entuzjazmem i energią. Fakt, że nie odwołał spotkania (co łatwo mógł zrobić, a jego uczestnicy całkowicie by to zrozumieli), bardzo mocno świadczył o jego zaangażowaniu w pracę na rzecz młodych ludzi.

Wierni z archidiecezji Melbourne przekazywali wyrazy uznania i ronili łzy, gdy arcybiskup żegnał się zarówno ze swoją owczarnią podczas specjalnej Mszy w katedrze św. Patryka oraz podczas różnego rodzaju spotkań pożegnalnych. Na jednym z nich reprezentantka wolontariatu młodych – Ana Snjaric – przemawiała w imieniu młodzieży:

Niezależnie od tego, jak bardzo był zajęty, zawsze znajdował dla nas czas; czy to na kolacje z liderami młodzieżowymi, na czwartkowe adoracje, czy na grę w bilard z chłopakami z chóru katedralnego. Zapamiętamy to na zawsze.

Wiele osób wypowiada się na temat dzisiejszej młodzieży, ale niewielu faktycznie robi cokolwiek, aby pomóc młodym ludziom i zachęcić ich do tego, by kochali Kościół i aktywnie uczestniczyli w jego życiu. On pomagał nam stawać się lepszymi. Arcybiskup Pell jest postacią wyjątkową.

Pell podziękował swym księżom za wiarę, przywództwo i posługę w trakcie corocznej Mszy krzyżma świętego (podczas której w katedrze błogosławione są oleje używane później w czasie liturgii chrztu, bierzmowania, święceń kapłańskich i namaszczenia chorych). Uczestniczyła w niej duża liczba kapłanów.

Bóg wybrał nas bezinteresownie (czasem myślę, że mnie nawet odrobinę przekornie...), abyśmy byli Jego ambasadorami – zwłaszcza poprzez sprawowanie sakramentów. Nie możemy zapominać o mistycznym, nadprzyrodzonym wymiarze naszej tożsamości kapłańskiej i posługi, która karmi się naszym działaniem w liturgii i służbie, ale przede wszystkim naszą regularną modlitwą osobistą.

Pell wezwał również kapłanów do zachowania jedności. „Zachowanie publicznej jedności i wzajemnego szacunku duchowieństwa jest pierwszą zewnętrzną obroną tego duchowego skarbu; nie wolno nam naruszać tej publicznej jedności w żadnych okolicznościach”.

Ta uwaga była szczególnie celna. Zaledwie 11 dni wcześniej, pośród medialnego szumu wywołanego awansem Pella, w artykule opublikowanym w „The Age” stwierdzono, że pokolenie księży z okresu II Soboru Watykańskiego (kapłani w wieku pięćdziesięciu kilku lat) krytykuje

(...) konserwatywnych młodszych księży zwanych „Spice Girls”, którzy mieliby być lojalnymi zwolennikami Pella i zdobyć znaczne wpływy w archidiecezji. Większość z zapytanych o znaczenie przezwiska, odpowiadała: „bez komentarza”. Inni sugerują: „«Spice Girls»? To prawdopodobnie grupa, która waruje wokół George’a stojącego przy ołtarzu katedry św. Patryka”. Inni bez ogródek przyznają: „To młodsi kapłani, którzy zdecydowanie popierają George’a Pella”. Są gejami – mówię o orientacji, nie o praktyce – i bardzo skupiają się na poprawności rytów i odpowiednim sposobie noszenia strojów liturgicznych, który nie był dotąd popularny w Australii. Księża, którzy narzekają na „Spice Girls”, twierdzą, że bynajmniej nie kieruje nimi homofobia. Mówią, że sprzeciwiają się temu, co postrzegają jako nadmierny wpływ tej grupy na archidiecezję w Melbourne i uważają, że liczba gejów wśród duchownych jest obecnie nieproporcjonalnie wysoka3.

Nie jest niczym niezwykłym, że silne osobowości zajmujące ważne stanowiska są przedmiotem złośliwych insynuacji. Podobnie było z Pellem. Osoby rozsiewające takie plotki często pragną zachować anonimowość – i tak samo było w przypadku księdza lub księży, którzy przedstawili historię o „Spice Girls” w gazecie „The Age”.

W innej epoce ta złośliwa plotka (nieoparta na jakichkolwiek dowodach) wywołałaby co najwyżej kilka niezręcznych salw śmiechu i szybko zostałaby zapomniana przez wszystkich – może oprócz osoby, która ją wymyśliła. Przezwiska nadawane sobie nawzajem przez księży nie są niczym nowym – podczas przygotowywania tej książki słyszałam wiele z nich, na przykład „Chwast”, „Ekscelencja bajzel”, „Złotko” czy „Dymiący Piotruś”. Niemniej, choć określenie „Spice Girls” mogło narodzić się jako taki właśnie kameralny żart, to publiczne ujawnienie go w napiętej atmosferze, po latach druzgocących rewelacji o pedofilii wśród duchownych, milionach dolarów wypłaconych odszkodowań i zrujnowanej reputacji kapłaństwa, musiało pogłębić zamęt. Trudno dojść do innego wniosku niż ten, że było to złośliwe działanie obliczone na wyrządzenie jak największej szkody reputacji Pella i księży współpracujących z nim w projekcie przywracania godności celebracji sakramentów, co prawdopodobnie jest powodem, dla którego sprawca tej zniewagi nigdy się nie ujawnił.

W kolejnych miesiącach sprawę podchwyciły progejowskie strony internetowe, na których wypisywano, że „postępowi” księża geje „bardzo ciężko pracują w swoich parafiach”. Być może miało to sugerować, że rewelacje o „Spice Girls” pochodziły z takich właśnie stron. W bardzo niezdrowej atmosferze, jaką wywołał ów artykuł, ciężko było jednak to potwierdzić.

Oprócz niepokojów żart ze „Spice Girls” pociągnął za sobą kolejne dowcipy opowiadane przez niektórych przyjaciół księdza Pella, którzy dokuczali sobie nawzajem, wskazując, kto z nich jest Posh, Baby, Scary i tak dalej –  a kto kwalifikuje się jako „Old Spice”. Większość księży – w tym ci, którzy nie mieli z Pellem bliskiej współpracy – była naprawdę wściekła na tchórzliwy atak ze strony kolegi „po fachu”. Według o. Anthony’ego Fishera OP podczas jednego ze spotkań dla księży, które odbyło się niedługo po publikacji nieszczęsnego artykułu, Pell był „wkurzony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej”.

Ojciec Fisher, który bardzo wątpił, że jest jednym z grupy „Spice Girls” (choć nie mógł być tego pewny, gdyż autor plotki nie dał dokładnie do zrozumienia, kogo miał na myśli), był pod wrażeniem jednego z młodszych kapłanów, który zabrał głos podczas tego spotkania. „Z pewnością nie był uważany za jednego ze «Spice Girls», a jednak miał wrażenie, że całe jego pokolenie zostało zaatakowane przez współbraci w posłudze kapłańskiej”. Uroczysta Msza Święta w Melbourne, odprawiana przez arcybiskupa w każdą niedzielę, była ważnym cotygodniowym wydarzeniem, wyjaśniał Fisher, a jeśli młodsi księża koncelebrowali z arcybiskupem, to był to pozytywny znak świadczący o tym, iż pragnęli tam być. Prawdę mówiąc, bardzo niewielu księży było w stanie koncelebrować Msze Święte niedzielne w katedrze, ponieważ najczęściej byli oni zajęci w swoich parafiach. Jak wyjaśniał o. Fisher, posługiwanie się obraźliwym określeniem „Spice Girls” mogło być w tamtym czasie powiązane z „aborcyjną” mentalnością niektórych księży w średnim wieku, którzy pogardzali młodszymi, bardziej gorliwymi kolegami. Pomimo lat „antykoncepcyjnej” mentalności w odniesieniu do powołań, gdy nie robiono praktycznie nic, by zachęcać chłopaków do seminarium, młodzi mężczyźni, którzy odważyli się zasilić szeregi księży, już na samym wstępie zderzyli się z piętnem „Spice Girls”. „Niektórzy księża nie chcą, by rodziły się dzieci; nie chcą nowego pokolenia. Tymczasem mamy powołania, mamy młodych kapłanów. I co robimy? Czy już na wstępie chcemy ich zniechęcić, pozbyć się ich?”.

Sprawa wypłynęła ponownie w niedzielnym programie telewizyjnym Sunday, tuż przed objęciem przez Pella stanowiska w Sydney (mniej więcej miesiąc po publikacji artykułu o „Spice Girls”). Pell jasno wyraził w programie swoje oburzenie: „Uważam to za obraźliwe, nieuzasadnione i chore oszczerstwo. Jestem zbulwersowany takimi anonimowymi komentarzami”4.

Ironią faktu, iż zwrócono uwagę na Pella i jego zwolenników, jeśli chodzi o sprawowanie liturgii, jest to, że – jak żartowało wiele osób z jego otoczenia, w tym ojciec Fisher i ksiądz Peter Elliott, ceniony na całym świecie autor publikacji na temat liturgii – „George nie ma w sobie ani krzty liturgicznej intuicji”, przez co miewa problemy z zapamiętaniem, gdzie ma stanąć, gdzie położyć ręce i wielu innych skomplikowanych zasad katolickiej liturgii. „Podobnie jak dla papieża Jana Pawła II nie jest to dla niego kwestia najwyższej wagi” – powiedział Fisher w 2002 roku.

W porównaniu z niektórymi wyszukanymi, uroczystymi Mszami celebrowanymi w zagranicznych kościołach Msza Święta o godzinie 11.00 w katedrze św. Patryka mogła wydawać się nieco uproszczona, co sugeruje, że autor przezwiska „Spice Girls” niewiele wiedział, jeśli chodzi o Kościół powszechny, i że jest on raczej ograniczony wąską, parafialną wizją liturgiczną. Choć rzeczywiście należało tam podjąć pewne wysiłki zmierzające do poprawy śpiewu i innych aspektów liturgii, jej uczestnikom za czasów arcybiskupa Pella na pewno nie można zarzucić, że zachowywali się nie dość dostojnie. Wierni szczerze się modlili, a już na pewno nie było tam przypadków „pląsania” czy innych nowoczesnych wymysłów. Kapłani nosili typowe szaty liturgiczne przeznaczone dla księży odprawiających Mszę Świętą: białą albę, czarne spodnie i koszule, a na wierzchu ornat w kolorze odpowiednim dla danego dnia w kalendarzu liturgicznym.

W odpowiedzi na komentarze dotyczące szczegółów liturgicznych Pell oświadczył, że na początku swej biskupiej posługi polecił katedralnym liturgistom, by uprościli pewne ozdobniki stosowane podczas Mszy Świętej solennej. Wydawało się niezwykłe, że arcybiskup miał takie obawy, jednak szkody wyrządzone anonimowo przez wyświęconego księdza (najwyraźniej z wieloletnim doświadczeniem), który opowiedział gazecie o „Spice Girls”, były wymownym obrazem napięć panujących w Kościele.

Podczas Mszy Świętej wielkanocnej w katedrze św. Patryka – ostatniej niedzielnej Mszy arcybiskupa Pella w tej świątyni – protestujący o orientacji Queer zorganizowali własne pożegnanie przed terenem świątyni, wieszając stryczki na ogrodzeniu i skandując, że czeka na niego piekło, podczas gdy on pozdrawiał wiernych wychodzących z kościoła. Jak zwykle po Mszy Świętej Pell stał na schodach katedry plecami do zgromadzonych na zewnątrz, wymieniając wielkanocne pozdrowienia z wiernymi, którzy w pewnym momencie zaczęli przekrzykiwać demonstrantów, wznosząc trzykrotne okrzyki na cześć arcybiskupa.

George Pell pożegnał się z milionową rzeszą katolików z Melbourne w dziękczynnym liście opublikowanym na łamach „Kairos” – gazety archidiecezjalnej, w którym jako największe wyzwanie duszpasterskie Kościoła wskazał praktykowanie wiary przez osoby młode i w średnim wieku.

Jestem bardziej niż kiedykolwiek przekonany o pięknie i użyteczności pierwszego rytu sakramentu pokuty – być może dzięki mojemu cotygodniowemu dyżurowi w konfesjonale katedry – napisał. – Pielgrzymka do Ziemi Świętej i Rzymu na Światowe Dni Młodzieży w ubiegłym roku dodała mi otuchy i inspiracji, podobnie jak liczba i jakość seminarzystów i młodych księży z ­Melbourne. Zabieram stąd wiele dobrych wspomnień.

Na Mszę Świętą dziękczynną w katedrze św. Patryka odprawioną wieczorem 24 kwietnia Pell wybrał te same fragmenty Pisma Świętego, które zostały odczytane podczas jego Mszy powitalnej pięć lat wcześniej.

Bóg pisze prosto na krzywych liniach – powiedział wiernym. – Jest to lekcja dla nas wszystkich: wykorzystujmy każdy czas, jaki jest nam dany, gdyż nigdy nie wiemy, ile nam go jeszcze pozostało. Carpe diem – chwytaj dzień. Musimy wykorzystywać każdą okazję do modlitwy i działania, nie odkładając niczego na jutro.

Pell stwierdził, iż niezależnie od błędów, które z pewnością popełnił jako arcybiskup, niewątpliwie nie popełnił błędu w tym, że postawił Chrystusa w centrum swojej posługi i nauczania; Chrystusa – nie jako kolejnego dobrego człowieka, proroka, męczennika (choć wszystkie te określenia do Niego pasują), ale Chrystusa jako Boga-człowieka, naszego Zbawiciela i Odkupiciela.

W społeczności katolickiej pojawiły się pojedyncze głosy osób chcących sprowadzić Chrystusa do roli najdoskonalszego człowieka. Należy się im przeciwstawiać i jestem pewien, że w tym wytrwamy, bowiem takie głosy niszczą to, co w chrześcijaństwie wyjątkowe. Gdyby nasz Pan był tylko wspaniałym człowiekiem, to nie byłby naszym Odkupicielem, ale kolejnym dzielnym bohaterem, podobnym do wielu tysięcy innych mężczyzn i kobiet. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, napisał Paweł, to nasza wiara jest daremna; to jesteśmy tylko filantropami żyjącymi w iluzji.

Odnosząc się do fragmentu G.K. Chestertona z książki Ortodoksja z 1908 roku, Pell zgodził się z angielskim konwertytą, że ortodoksja nigdy nie podąża utartą ścieżką ani nie przyjmuje tego, co konwencjonalne. Jak stwierdził Chesterton: „zawsze łatwo jest płynąć z duchem czasów; znacznie trudniej jest zachować własnego ducha (...). Wpadnięcie w którąkolwiek z pułapek błędu i przesady byłoby rzeczywiście proste”. Unikanie takich zasadzek podczas posługi arcybiskupa Melbourne, było – jak powiedział Pell, cytując sentencje Chestertona – „wielką przygodą; przy czym w mojej wizji niebiański rydwan pędzi z hukiem przez wieki, krusząc i rozgramiając herezje, a pozostawiając czystą prawdę, która czasem się chwieje, ale ostatecznie pozostaje nienaruszona”.

1 Jan Paweł II, List apostolski Tertio Millennio Adveniente, 10 listopada 1994 r., nr 58.
2 Wspomnienia pochodzą z tekstu Testimonies to the Glory of God: World Youth Day Pilgrimage AD2000 [Świadectwa Bożej Chwały – Światowe Dni Młodzieży 2000 r.], red. Helen Hedigan, Buxton ­Printers, Melbourne 2000.
3 Ray Cassin, Ian Munro, „The Age”, 31 marca 2001 r.
4 Program Sunday emitowany był na Kanale Dziewiątym w niedzielne poranki od 1981 do 2008 r.

ROZDZIAŁ 19

Arcybiskup Sydney

Wieczorem 10 maja 2001 roku nowy arcybiskup Sydney George Pell odbył uroczysty ingres do katedry Najświętszej Maryi Panny położonej w samym sercu miasta. Ze względu na reputację Pella tej nocy zarówno katedra, jak i całe miasto wydawały się przesiąknięte atmosferą oczekiwania, ekscytacji, ale też pewnej ironii. Nic dziwnego, że katedra Najświętszej Maryi Panny wypełniona była aż trzema tysiącami osób. W tłumie znajdował się przedstawiciel głowy państwa, królowej Elżbiety II – gubernator sir William Deane; premier John Howard, który później stał się dobrym przyjacielem Pella; lider opozycji Kim ­Beazley; a także przywódcy i członkowie innych wyznań oraz religii niechrześcijańskich.

Na zewnątrz, zaledwie kilkadziesiąt metrów od grupy protestujących na rzecz praw osób LGBT i aborcji, którzy wyli, gwizdali i machali transparentami z napisem: „George Pell – idź do piekła”, śpiewał dziecięcy chór. Gdy protestujący zaczęli napierać na wiernych uczestniczących w uroczystości, aresztowano trzy osoby. Zrobiło się o tym głośno, wkrótce sprawę zaczęły opisywać media. Sydney jest jednym z najbardziej liberalnych i świeckich miast świata, gdzie co roku w ostatki odbywa się wielka parada gejowska. Pell nie omieszkał nawiązać do tej reputacji miasta w swojej homilii.

Podczas pierwszej konferencji prasowej w Sydney po ogłoszeniu jego nominacji oczekiwano, iż Pell wypowie się na temat słynnej gejowskiej parady organizowanej każdego roku we wtorek, tuż przed Środą Popielcową. Przedstawiciele mediów spodziewali się, że nowy arcybiskup potępi to wydarzenie. Tymczasem zapytany o paradę gejów, nowy arcybiskup udzielił dowcipnej odpowiedzi: „Raczej nie będę brał w niej udziału”, co spotkało się z ogólnym rozbawieniem dziennikarzy.

Większość katolików z Sydney była zachwycona ­Pellem, podobnie jak wielu z 300 księży, choć kilku z nich zgodziło się z niezadowolonym kościelnym biurokratą, który narzekał w prasie: „Zysk Melbourne to strata dla Sydney”. Większość sióstr (trudnych do rozpoznania w zwykłych ubraniach, bez habitów zakonnych) była ostrożna, chociaż kilka z nich, ubranych w stroje przypominające habit, było zadowolonych. Twarze siedzących wokół ołtarza australijskich biskupów (na ingresie Pella było ich 50) były nieodgadnione, choć na kilku wyraźnie malowała się wrogość.

Z pewnością ponad połowa wolałaby, aby ktoś inny objął tę funkcję – jakiś liberalny lub w inny sposób nieszkodliwy „funkcjonariusz”, który nie zakłócałby dotychczasowego porządku. Pell nie był jednak ani jednym, ani drugim.

Mierzący niemal 190 cm, zarówno o sile fizycznej dorównującej wzrostowi, jak również imponującej inteligencji i osobowości, Pell cieszył się szacunkiem w całym Kościele powszechnym. Papież Jan Paweł II uważał go za jednego z czołowych anglojęzycznych biskupów świata. Pell był również postacią bardzo kontrowersyjną, znaną wielu Australijczykom, z których część nie miała o nim wyrobionego zdania. Ideologiczni wrogowie Pella, zdeterminowani, by świecki humanizm miał ostatnie słowo w australijskim życiu publicznym, postrzegali go jako mocnego, bardzo wiarygodnego przeciwnika – przywódcę Kościoła, jakiego w Australii nie widziano co najmniej od pół wieku.

Oprócz pięciu lat doświadczenia w posłudze arcybiskupa Melbourne, Pell – wówczas 59-letni – miał dziewięć lat doświadczenia jako biskup pomocniczy, trzy lata jako rektor seminarium, jedenaście lat na czele Kolegium św. Tomasza z Akwinu w Ballarat oraz wiele lat bogatych doświadczeń duszpasterskich. Właśnie zakończył również 10-letnią kadencję członka Kongregacji Nauki Wiary w Watykanie.

Przeszedł wiele zmagań i – choć w wieczór ingresu nikt nie zdawał sobie z tego sprawy – kolejne ciężkie bitwy czekały na horyzoncie; bitwy, które bardzo dobitnie przypominają katolikom, iż Chrystus rezerwuje najcięższe krzyże dla swych najbliższych przyjaciół.

Przez kilka minut przed swą uroczystą Mszą Świętą George Pell wyciszał się, adorując Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i prosząc o łaski potrzebne do realizacji powierzonego mu zadania. Tylko garstka księży siedzących w pierwszych ławkach przy ołtarzu głównym widziała tę wysoką, imponującą postać klęczącą przed tabernakulum. Jeden z tych księży wspominał później: „Przez te kilka minut byli tylko sami: George i Bóg. Katedra równie dobrze mogłaby być pusta; on nie zwracał na nic uwagi. Był tak mocno zatopiony w modlitwie; tak bardzo spokojny”.

Czytanie z Ewangelii podczas ingresu George’a Pella nie było fragmentem Pisma Świętego wybieranym zazwyczaj na takie okazje. Była to przypowieść zapisana w Ewangelii wg św. Jana o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie, której oskarżyciele usłyszeli od Chrystusa, że ten, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jeden po drugim oskarżyciele wycofywali się, aż pozostała tylko kobieta i Chrystus, który nie potępił jej, ale powiedział, by poszła i już więcej nie grzeszyła. W dniach poprzedzających ingres większość medialnych doniesień na temat nowego arcybiskupa skupiała się na tym, jak Sydney – znane z zeświecczenia, hedonizmu i promowania kultury gejowskiej – zareaguje na nowego przywódcę swego Kościoła. „W przeciwieństwie do perspektywy biblijnej jeden czy dwóch lokalnych autorów wydaje się sugerować, że grzech został wynaleziony w Sydney – zauważył Pell w kazaniu inauguracyjnym. – Sydney określane jest mianem «miasta grzechu», ale tak naprawdę ludzka słabość pleni się także w innych częściach Australii, a przywołany fragment Ewangelii wg św. Jana przypomina nam, że historia ludzkiej przewrotności sięga czasów rajskiego ogrodu”. Historia z Ewangelii, wyjaśniał, stanowi „doskonałą lekcję na temat subtelnej równowagi pomiędzy sprawiedliwością naszego Pana, który nie pochwala grzechu, ale jest pełen miłosierdzia w przebaczaniu grzesznikom”. Jeśli autentycznie żałujemy za grzechy, Bóg je wymazuje i pozwala nam zacząć od nowa.

Podobnie jak w Melbourne za jeden ze swych priorytetów w Sydney Pell uznał zachęcanie młodych do wstępowania do seminariów oraz ich formację.

Bez księży nasze parafie uschną i umrą – powiedział. – Nie należy ukrywać tej smutnej prawdy przed młodymi katolikami i młodymi rodzicami. Parafia bez księdza jest sprzecznością samą w sobie, bo nie ma parafii bez sakramentów, bez chrztu, Eucharystii, spowiedzi. Powinniśmy modlić się dziś wieczorem, by w nadchodzących latach wystarczająca liczba młodych mężczyzn usłyszała Chrystusa zapraszającego ich do kapłaństwa; by dołączyli do dzielnych księży oddających się wiernej służbie i modlitwie w naszej archidiecezji, a także gdzie indziej.

Tylko nieliczni z tych, którzy byli tego wieczora w katedrze – a jeszcze mniej spośród obserwujących konsystorz na placu św. Piotra dwa lata później, w październiku 2003 roku (właściwie to chyba jedynie rodzina i bliscy przyjaciele George’a Pella) – wiedzieli, jak opornie szły mu początki życia w Kościele. Pomimo kontraktu zawodowego gracza futbolu, jaki otrzymał w wieku 18 lat, czy perspektyw lukratywnej kariery prawniczej lub medycznej, podjął ryzyko wyboru innej drogi, kierując się wiarą, że sam Bóg pragnie, by poświęcił życie Jego dziełu.

Wielu katolików z Sydney po raz pierwszy przyjrzało się swemu nowemu arcybiskupowi w niedzielę po ingresie, kiedy to telewizyjny reporter John Lyons przedstawił jego szczegółowy profil w niedzielnej audycji Sunday na „Kanale dziewiątym”. Lyons opisywał arcybiskupa za pomocą nadawanych mu przezwisk, prosząc o odpowiedni komentarz:

Lyons: Biskup tyran.

Pell: Myślę, że to mylące i obraźliwe; nie ma żadnych dowodów, które by to uzasadniały.

Lyons: Prawicowy fundamentalista.

Pell: Opisuję siebie jako radykalnego centrystę. Bardzo cenię sobie używanie rozumu. Wierzę w pewne fundamentalne wartości, ale to coś zupełnie innego niż bycie fundamentalistą.

Lyons: Homofob.

Pell: Nie, całkowicie to odrzucam. W archidiecezji Melbourne regularnie rozmawiałem z wieloma osobami homoseksualnymi. Mamy tam dwa hospicja dla ofiar HIV. Regularnie je odwiedzałem. Z pewnością nie jestem homofobem.

Lyons: Karierowicz.

Pell: Ani trochę.

Lyons: Człowiek papieża w Australii.

Pell: Mam taką nadzieję.

Lyons: Mizogin.

Pell: To mnie obraża. Tak naprawdę osoba, która ostatnio mi to zarzuciła, musiała odwołać to, co rzekomo powiedziałem na temat święceń kobiet. Nie, z pewnością nie jestem mizoginem.

Lyons: Odwołała to pod groźbą postępowania sądowego, prawda?

Pell: Owszem. Uważam bowiem, że uczciwa opinia jest w porządku, ale jeśli osoba rozpowszechnia kłamstwa, to należy ją za to pociągnąć do odpowiedzialności.

Czy jedyny człowiek, który sprawował władzę zarówno w archidiecezji Melbourne, jak i w Sydney, i który – według wielu trafnych prognoz – miał stanąć na czele rzymskiej kongregacji jako kardynał prefekt, mógłby być kimś innym niż ambitnym karierowiczem? W świeckim świecie ambicja jest raczej cnotą niż wadą, ale Pell stanowczo twierdził, że nigdy nie pragnął awansów w hierarchii kościelnej i że „był bardzo zaskoczony”, gdy poproszono go o objęcie stanowiska arcybiskupa Sydney. Niemniej, wiele lat wcześniej jeden z najbliższych przyjaciół Pella, również ksiądz, wspominał jego słowa o tym, iż „ambicja to nic złego”.

W wywiadzie udzielonym w 2001 roku Pell przyznał, że niektórzy spekulowali, iż stanowiska, na które był mianowany pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych, były następstwem starannie zaplanowanej strategii mającej na celu wyróżnienie go wśród innych biskupów. „Najprawdopodobniej było jednak dokładnie odwrotnie – powiedział. – Co więcej, moje podstawowe poglądy pozostają w zasadniczej zgodności z tym, co głosiłem, będąc rektorem Kolegium św. Tomasza z Akwinu”.

Ale czy to właśnie te poglądy nie wyróżniały go w okresie, gdy Kościół zmieniał się pod wpływem reform papieża Jana Pawła II?

„W Australii niewiele się wówczas zmieniło” – stwierdził Pell.

Było jednak jasne, że zmiany nastąpią. Świadczyły o tym zarówno ówczesne tendencje w Stanach Zjednoczonych, jak również fakt, iż papież mianował silnych, bardzo prorzymskich hierarchów na prestiżowe stanowiska, na przykład kardynała Johna O’Connora jako arcybiskupa Nowego Jorku.

„Nie myślałem w tych kategoriach” – powiedział Pell. „Martwiłem się, że Kościół w Australii zmierza w złym kierunku i to było podstawą moich działań w archidiecezji”.

Pell był w pełni świadomy codziennych zmagań księży diecezjalnych, którzy wciąż bronili tradycyjnego nauczania Kościoła i nie zamierzali się go wyprzeć w obliczu presji, by strywializować lub spłycić chrześcijańskie przesłanie tak, by wszystkim „pasowało” – by za wszelką cenę osiągnąć spokój. Sam Pell początkowo także nastawiał się, że będzie jednym z takich księży. Myślał, że do końca życia będzie posługiwał jako proboszcz w jednej ze wsi stanu Victoria; ewentualnie, że zostanie wykładowcą akademickim na jakiejś katolickiej uczelni.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

ROZDZIAŁ 18. Wielka przygoda

ROZDZIAŁ 19. Arcybiskup Sydney

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji