Idealna - H.C. Warner - ebook + audiobook + książka

Idealna ebook i audiobook

Warner H.C.

4,1

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Mroczny thriller psychologiczny z odwróconymi rolami.

Tajemnice, kłamstwa, zemsta i zdrada.

Piękna, żywiołowa, bystra, seksowna…

Po prostu Idealna!

Marzenie każdego mężczyzny.

Ben, który wciąż liże rany po rozstaniu z długoletnią partnerką, nawet nie śmiałby śnić o takiej dziewczynie. Tymczasem Bella przebojem wkracza w jego świat i wkrótce jest w niej zakochany po uszy.

Kiedy postanawia ją poślubić – choć właściwie to ona podejmuje decyzję – nie ma pojęcia, że wkrótce jego dobre stosunki z rodzicami legną w gruzach, a długoletnie przyjaźnie będzie musiał złożyć na ołtarzu „szczęścia małżeńskiego”.

Klasyczna zaborcza żona, która dopiero po ślubie pokazuje pazurki i próbuje zrobić z męża pantoflarza? O nie! Bella ma swój diaboliczny plan i realizuje go z żelazną konsekwencją. A Ben, który właściwie nic nie wie o jej przeszłości, coraz bardziej pogrąża się w tym toksycznym związku i nawet się nie orientuje, że został wrzucony w środek koszmaru.

Błyskotliwa powieść, zapierająca dech w piersiach.

Adele Parks, autorka powieści Kłamstwa, wszędzie kłamstwa

Mroczna gra w zgadywanki, którą czyta się z taką samą przyjemnością, z jaką się o niej opowiada.

Louise Candlish, autorka powieści Tuż za ścianą

Niepokojący thriller o synowej z piekła rodem.

Piers Morgan

Inspirująca lektura z niesamowitym zwrotem akcji.

„The Sun”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 384

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 28 min

Lektor: Marta Kumik

Oceny
4,1 (1047 ocen)
488
277
172
78
32
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Lost70

Całkiem niezła

Niestety, tej uzupełnionej wersji już nie da się pobrać więc nie poznam końca. Coś tu Legimi nawala że raz pobrana książka będzie zawsze w postaci pobranej po raz pierwszy. Książka przewidywalna i nudnawa, oczekiwałam czegoś lepszego.
michalina1986

Nie oderwiesz się od lektury

wciągająca
20
Malwi68

Dobrze spędzony czas

Idealna" H.C. Wamer, to powieść, która z pewnością nie jest idealna, ale całkiem dobrze mi się ją czytało. Prosta, trochę banalna historia pewnej miłości. Spotkali się w knajpce, ona go przyciągnęła wzrokiem. On był świeżo po rozstaniu z dziewczyną, z którą spotykał się od lat i zamierzał się oświadczyć. Ona pragnęła...no właśnie, tego wam nie mogę powiedzieć. W każdym razie młodzi już na pierwszej randce nie próżnowali i ich znajomość skończyła się w łóżku. Szybko okazało się, że dziewczyna zaszła w ciążę, a chłopak, dżentelmen, wziął z nią ślub. Początek banalny, ale to, co było później już takie nie było. Bella piękna, seksowna, żywiołowa, bystra i przebojowa, zdominowała Bena i odsunęła go od rodziny i przyjaciół. Reklamodawcy wręcz krzyczeli, pisząc, że jest to "mroczny thriller psychologiczny z odwróconymi rolami. Tajemnice, kłamstwa, zemsta i zdrada". Faktycznie wszystko się zgadza. Cały efekt psuje forma, w jakiej powieść została napisana. Pierwsza część przedstawia wydarzen...
alixana_a

Dobrze spędzony czas

Bardziej dramat psychologiczny niż thriller. Fajnie się czytało, ale czuję pewien niedosyt. Chciałabym, żeby wątek Belli był trochę bardziej rozwinięty. Chętnie dowiedziałabym się więcej o jej przeszłości, dzieciństwie i o jej matce. Brakuje jakiegoś klucza do jej charakteru. Ogólnie książka podobała mi się i chętnie bym przeczytała coś jeszcze tej autorki.
20

Popularność




MROCZNY THRILLER PSYCHOLOGICZNY Z ODWRÓCONYMI ROLAMI.

TAJEMNICE, KŁAMSTWA, ZEMSTA I ZDRADA.

Piękna, żywiołowa, bystra, seksowna…

Po prostu IDEALNA!

Marzenie każdego mężczyzny.

Ale wybiera Bena i przebojem wkracza w jego świat.

A on, zakochany po uszy, nie ma pojęcia, że atrakcyjna Bella zawładnie każdym aspektem jego życia. Jego dobre stosunki z rodziną legną w gruzach, a długoletnie przyjaźnie będzie musiał złożyć na ołtarzu „szczęścia małżeńskiego”.

Klasyczna zaborcza żona, która dopiero po ślubie pokazuje pazurki? O nie! Bella ma swój diaboliczny plan i realizuje go z żelazną konsekwencją. A Ben, który nic nie wie o jej przeszłości, coraz bardziej pogrąża się w tym toksycznym związku i nawet się nie orientuje, że został wrzucony w sam środek koszmaru.

HELEN WARNER

Helen Warner zajmowała kierownicze stanowisko w brytyjskiej sieci regionalnych stacji telewizyjnych ITV; pracowała także w Channel 4. Jest autorką pięciu powieści. Pierwsze cztery napisała w pociągu w drodze do pracy i do domu w Essex, gdzie mieszka z mężem i dwójką dzieci.

Idealna, pierwsza książka, którą napisała jako pełnoetatowa autorka, znacznie odbiega od jej poprzednich powieści obyczajowych dla kobiet. Jak Helen sama twierdzi, pozwoliła jej odkryć w sobie mroczną stronę.

Tytuł oryginału:

SHE

Copyright © H.C. Warner 2020

All rights reserved

Originally published in the English language by HarperCollins Publishers Ltd.

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2022

Polish translation copyright © Robert Waliś 2022

Redakcja: Anna Walenko

Projekt graficzny okładki: Justyna Nawrocka

Zdjęcie na okładce: © Wendy Stevenson/Arcangel Images

ISBN 978-83-6733-878-3

Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

Hlonda 2A/25, 02-972 Warszawa

wydawnictwoalbatros.com

Facebook.com/WydawnictwoAlbatros|Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Konwersja do formatu EPUB oraz MOBI

Katarzyna Rek

woblink.com

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Prolog
Część pierwsza
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty
Część druga
Rozdział szesnasty
Rozdział siedemnasty
Rozdział osiemnasty
Rozdział dziewiętnasty
Rozdział dwudziesty
Rozdział dwudziesty pierwszy
Rozdział dwudziesty drugi
Rozdział dwudziesty trzeci
Rozdział dwudziesty czwarty
Rozdział dwudziesty piąty
Rozdział dwudziesty szósty
Rozdział dwudziesty siódmy
Część trzecia
Rozdział dwudziesty ósmy
Rozdział dwudziesty dziewiąty
Rozdział trzydziesty
Rozdział trzydziesty pierwszy
Rozdział trzydziesty drugi
Rozdział trzydziesty trzeci
Rozdział trzydziesty czwarty
Rozdział trzydziesty piąty
Rozdział trzydziesty szósty
Rozdział trzydziesty siódmy
Rozdział trzydziesty ósmy
Część czwarta
Rozdział trzydziesty dziewiąty
Epilog
Podziękowania

Pamięci Claire Warner, która naprawdę była dziewczyną idealną.

Kochana córeczko!

Nigdy nie przeczytasz tego listu, ale i tak muszę go napisać.

Bardzo Cię przepraszam za wszystko. Gdybym mógł cofnąć czas i zmienić przeszłość, zrobiłbym to. Ale na pewno nie chciałbym zmienić Ciebie. Sądzę, że Twoja matka powiedziała Ci kilka rzeczy o mnie, i muszę ze wstydem przyznać, że niektóre z nich są prawdą.

Jednak cokolwiek Ci powiedziała, wierz mi, że kochałem Cię od chwili, gdy przyszłaś na świat. Wiem, że wyrośniesz na uroczą młodą kobietę. Jestem pewien, że będziesz równie piękna jak Twoja matka – może nawet piękniejsza. Mam nadzieję, że będziesz dobrym człowiekiem i kiedyś zdołasz mi przebaczyć, i zrozumiesz, że nikt z nas nie jest doskonały, a wszystko, co zrobiłem, zrobiłem z ojcowskiej miłości do swojego dziecka.

Zawsze będę Cię kochał.

Tata

Prolog

– Wydaje się idealna. – Jo pomachała po raz ostatni, gdy jej syn odjechał spod domu ze swoją nową dziewczyną, sypiąc żwirem spod kół czarnego mercedesa kabrioletu. Zamknęła ciężkie drzwi frontowe i podniosła wzrok na Petera. – Nie uważasz? Nie sądzisz, że to dla niego idealna dziewczyna?

Peter głośno wypuścił powietrze i zmrużył zmęczone oczy. Wyczuwała jego poirytowanie, a na opalonym, naznaczonym zmarszczkami czole dostrzegła lśnienie potu.

– Mówiłaś to także o poprzedniej. – Jego słowom towarzyszyło przeciągłe westchnienie.

– No cóż, Charlotte wtedy też była idealna. – Jo nie potrafiła pozbyć się obronnego tonu, chociaż wiedziała, że Peter ma rację.

– Hm… – Z dezaprobatą zacisnął usta, odwrócił się i z wysiłkiem poszedł przez chłodny i ciemny, wyłożony kamiennymi płytami korytarz w stronę rozległej otwartej kuchni, którą zalewał jasnoróżowy blask zachodzącego słońca. – Nie licząc tego, że rzuciła Bena i złamała mu serce.

Jo po chwili wahania ruszyła za mężem.

– Biorąc pod uwagę, jak ułożyły się sprawy, może tak było najlepiej. Może wyświadczyła mu przysługę?

Peter wziął z jasnego granitowego blatu kieliszek z niedopitym czerwonym winem i wyszedł na ogromny taras z piaskowca, gdzie teraz, po całym dniu lipcowego upału, panowało miłe ciepło. Usiadł przy dużym szklanym stole i spojrzał na aksamitny zielony trawnik opadający ku lazurowemu basenowi, który w wieczornym słońcu skrzył się jak tysiące brylantów.

Jo przez dłuższą chwilę patrzyła na męża, jak się oddala, po czym wzięła swój kieliszek i też wyszła na taras. Peter wydawał się roztrzęsiony i poirytowany, zupełnie jak nie on. Usiadła obok niego przy stole.

– Wszystko w porządku, kochanie? Wyglądasz na trochę… spiętego.

Tylko lekko wzruszył ramionami.

– Nie jesteś pewny co do niej, prawda? – Uważnie mu się przyglądała, sącząc wino, które po kilku kieliszkach miało nieco metaliczny smak.

– Nie.

Zaskoczyła ją szybkość, z jaką odpowiedział.

– Dlaczego? Przecież jest urocza.

Peter ponownie zacisnął usta. Zupełnie jakby chciał powstrzymać wyrywające się słowa.

– Tak. Bardzo. – Jego głos zabrzmiał oschle, sardonicznie.

– To o co chodzi?

Zwrócił na nią senne spojrzenie. Uwielbiała jego ciemnobrązowe oczy okolone długimi rzęsami. Z krótko przystrzyżonymi siwymi włosami i usianą zmarszczkami, ogorzałą skórą wyglądał na swoje sześćdziesiąt trzy lata, ale nadal był bardzo przystojnym mężczyzną.

– Sam nie wiem. – Zawahał się i było jasne, że coś ukrywa. Zadarł głowę, jakby szukał inspiracji na niebie. – Jest jak duch, który pojawił się znikąd. Poza tym to wszystko dzieje się za szybko. On wciąż się nie otrząsnął.

Jo przez chwilę zastanawiała się nad jego słowami.

– Po prostu jesteś nadmiernie opiekuńczy wobec swojego syna – stwierdziła w końcu.

Peter westchnął i spojrzał na nią, z wyraźnym niepokojem w oczach. Jo zmarszczyła czoło i wbiła w niego wzrok, jakby nakłaniając go, by nieco się otworzył. Widząc wyraz jej twarzy, usiłował się uśmiechnąć, ale zaraz znowu spoważniał.

– Możliwe, ale… – Lekko pokręcił głową, odrzucając myśl, która przyszła mu do głowy. – Och, nie wiem. Nie zwracaj na mnie uwagi.

Ujęła go za rękę.

– Jestem pewna, że niepotrzebnie się martwisz. Spokojnie, ona wydaje się dla niego idealna.

Część pierwsza

Rozdział pierwszy

– Zatrzymaj się tutaj!

– Co? – Ben odwrócił się do niej z zaskoczeniem. – Wszystko w porządku?

– Zatrzymaj się! – powtórzyła.

Zmarszczył czoło, ale natychmiast włączył kierunkowskaz i zjechał do niewielkiej zatoczki, z której rozciągał się widok na pofalowane zielono-złote pola Suffolk opadające ku rzece. Serce zabiło mu niespokojnie, gdy wyłączył silnik i popatrzył na nią wyczekująco. Odchrząknął.

– Co się stało?

Bella zwróciła na niego swoje ogromne ciemne oczy, a jemu aż podskoczył żołądek. Mimo że siedzieli w mercedesie z otwartym dachem, w delikatnym wietrze letniego wieczoru wyczuwał nuty jej zapachu.

– Jestem w ciąży.

W uszach Bena zabrzmiał donośny szum, jakby gigantycznej fali rozbijającej się o brzeg, i aby oprzeć się jej naporowi, mocniej chwycił kierownicę.

– W ciąży?

Odwróciła wzrok, a jej piękna twarz wciąż nie zdradzała żadnych emocji.

Ben z trudem przełknął ślinę.

– Jesteś pewna?

Na chwilę zamknęła oczy, lekko marszcząc nieskazitelne brwi.

– Tak – syknęła.

Bezgłośnie otworzył usta. Nie wiedział, jak powinien zareagować. Co powiedzieć. To się stało tak szybko. Byli ze sobą dopiero od dwóch miesięcy.

Próbował pochwycić myśli przemykające mu przez głowę.

– Od jak dawna? – spytał, łapiąc jedyną, którą zdołał utrzymać.

Bella przygryzła wydatną dolną wargę, teraz lekko drżącą. Nie wiedział, czy to ze zdenerwowania, czy też zbiera jej się na płacz.

– To chyba ósmy tydzień. Ale dowiem się dopiero po badaniu. – Mówiła bez emocji, mechanicznie, patrząc szklistym wzrokiem przed siebie, co wyprowadzało go z równowagi.

Cofnął się myślami o osiem tygodni. Jeśli tak, to musiała zajść w ciążę podczas ich pierwszej wspólnej nocy. Odchylił się ciężko, żeby znaleźć jakiś punkt oparcia. Uspokoić myśli. Zaschło mu w ustach i miał mokre dłonie. Jak to możliwe, zastanawiał się mało przytomnie. Dlaczego jedna część ciała wysycha, a druga wydziela wilgoć? Uznał, że to skutek szoku.

Wyczuł, że Bella go obserwuje, i spojrzał na nią. Uśmiechnęła się do niego niepewnie.

– Cieszysz się? – spytała.

– Oczywiście – odrzekł automatycznie. Co innego mógłby powiedzieć? Bez względu na to, co naprawdę czuł, mógł udzielić tylko jednej odpowiedzi. – A ty?

Na jej twarz w kształcie serca wypłynął wstydliwy uśmiech.

– Cieszę się. Tylko… jestem trochę zaskoczona, to wszystko.

Tak, pomyślał, nie tylko ty. Cofnął się myślą do tamtego majowego dnia, gdy ją poznał. Po pracy wybrał się na drinka z Mattem, swoim najstarszym i najbliższym przyjacielem. Bella siedziała przy sąsiednim stoliku i wyraźnie czekała na kogoś, kto się nie pojawił. Ben niejasno zdawał sobie sprawę z jej obecności, ale był zbyt zajęty rozmową z Mattem, by zwracać uwagę na dziewczynę.

W końcu Matt z rozbawioną miną wskazał ją głową.

– Chyba masz wielbicielkę, stary.

Ben, marszcząc czoło, podążył za wzrokiem przyjaciela. Nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia i zawsze kpił z tych, którzy opowiadali o „trafieniu piorunem”, ale właśnie coś takiego mu się przydarzyło, gdy skrzyżowali spojrzenia. Jego usta wygięły się w uśmiechu, choć wcale tego nie chciał. Ona również się uśmiechnęła i miał wrażenie, że nagle otworzyły się drzwi, przez które wlało się światło słońca. Długie lśniące ciemne włosy, ciemnobrązowe oczy, ostro zarysowane kości policzkowe i proste białe zęby, które w mrocznym barze wyglądały na jeszcze bielsze. Nie była tak po prostu ładna. Była oszałamiająca i absolutnie idealna.

Jakby sterowany autopilotem, Ben wziął swojego drinka i podszedł do jej stolika. Miał wrażenie, że Matt mruknął coś w stylu: „Nie przejmuj się mną”, ale w tej chwili nie widział poza nią świata.

– Cześć. – Postawił drinka na jej stoliku i usiadł.

Z jakiegoś powodu nawet nie przyszło mu do głowy, żeby zapytać, czy może się przysiąść. Po prostu był pewien, że nie będzie miała nic przeciwko temu.

Zamrugała powoli, a jej długie czarne rzęsy prawie otarły się o te niesamowite kości policzkowe.

– Cześć.

Zapadła długa cisza, gdy Ben napawał się jej widokiem, aż w końcu uświadomił sobie, że powinien coś powiedzieć.

– Jestem Ben.

Jej pełne usta rozchyliły się w uśmiechu, ponownie odsłaniając olśniewająco białe, równe zęby.

– Miło cię poznać, Ben. Jestem Bella.

Kiwnął głową, nie mogąc oderwać od niej wzroku.

– Bella – powtórzył, próbując, jak to brzmi. Spodobało mu się. To imię z pewnością pasowało do kogoś, kto tak wyglądał. – Mogę ci postawić drinka, Bello?

– Tak, dziękuję. – Na jej twarzy malowała się mieszanka rozbawienia i ciekawości.

– Szampan? – spytał.

Pokręciła głową.

– Woda mineralna.

Uniósł brwi, zaskoczony.

– Okej…

Wstał i nagle przypomniał sobie, że Matt został sam przy sąsiednim stoliku.

– Aha! Matt… Idę po drinki. Chcesz do nas dołączyć? – Rozpaczliwie liczył na to, że przyjaciel odmówi.

– Dzięki, ale mam już dość – odpowiedział Matt z porozumiewawczym uśmiechem. Dopił piwo i wstał. – Baw się dobrze – dodał, klepiąc go po plecach, po czym pewnym krokiem wyszedł z baru.

Ben czym prędzej kupił drinki, nie chcąc zostawiać Belli samej, aby ktoś inny nie zajął jego miejsca. Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że jego krzesło wciąż jest wolne.

– Dziękuję. – Bella wzięła od niego szklankę i upiła długi łyk.

Ben zrobił to samo, przyglądając się jej znad swojej butelki piwa jak zahipnotyzowany. Wszystko w niej było idealne, nawet dłonie.

– A więc, Ben – zagadnęła, a jej duże egzotyczne oczy przyciągały go jak magnes – jesteś wolny?

Zakrztusił się piwem.

– Eee, tak. Jestem. Zdecydowanie. Wolny.

Uśmiechnęła się.

– To dobrze.

– A ty? – spytał, nagle speszony.

Bella spuściła wzrok.

– Ja też.

– To dobrze. Często podrywają cię zajęci mężczyźni? – Ben poczuł, że ma ochotę stanąć w jej obronie.

Popatrzyła na niego z półuśmiechem.

– Bez przerwy. Właśnie dlatego od razu o to zapytałam.

– No cóż, wygląda na to, że tym razem ci się poszczęściło! – Próbował utrzymać żartobliwy ton, ale był tak zdenerwowany, że nie do końca mu się to udało.

Bella najwyraźniej nic nie zauważyła. Posłała mu szeroki, olśniewający uśmiech.

– Rzeczywiście, na to wygląda.

Gawędzili swobodnie przez jakiś czas, aż w końcu Ben wskazał jej szklankę.

– Jeszcze jednego drinka?

Przechyliła głowę, a wtedy lśniące czarne włosy zsunęły się gładką falą na jej ramię.

– Wolałabym kolację – odpowiedziała z łobuzerskim błyskiem w oku.

Uśmiechnął się szeroko.

– Ja też.

Jednocześnie odsunęli krzesła i wstali. Na stojąco robiła jeszcze większe wrażenie. Wysoka i szczupła, w ciemnozielonej jedwabistej obcisłej sukience i sandałkach na wysokich obcasach, kroczyła przed nim pewnie, jakby wiedziała, że oglądają się za nią wszyscy mężczyźni w barze. Ben już czuł wzbierającą w nim dumę, że to on jej towarzyszy.

Kiedy wyszli na chłodne wieczorne powietrze, ujęła go pod rękę, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.

– Dokąd idziemy? – spytała, gdy wyrównali krok.

Ben przez chwilę zastanawiał się, czy to nie sen – wszystko było tak nierzeczywiste. Nie przywykł do podrywania kobiet w barze. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie poderwał żadnej nieznajomej. A jednak wydawało się to tak właściwe, jakby już ją skądś znał. Ogarnęło go dziwne poczucie nieuchronności. Próbował udawać wyluzowanego i beztroskiego, ale miał mętlik w głowie.

– Znam świetne miejsce. – Posłał jej uśmiech, znaczący, jak miał nadzieję, i pokierował ją w stronę swojej ulubionej restauracji, modląc się, by Nigel, kierownik sali, miał wolny stolik.

Nigel powitał ich jak starych przyjaciół i schowawszy do kieszeni pięćdziesiąt funtów, które Ben dyskretnie mu wsunął, zaprowadził ich do stolika przy oknie, z którego roztaczał się spektakularny widok na Londyn, rozświetlony i migoczący na tle czarnego wieczornego nieba.

– Och. – Bella spojrzała w okno i oczy rozbłysły jej z zachwytu. – Co za fantastyczny widok. Co za fantastyczne miejsce.

Ben uśmiechnął się do siebie, nie dowierzając własnemu szczęściu. Całkiem niespodziewanie znalazł się w towarzystwie najbardziej oszałamiającej dziewczyny, jaką kiedykolwiek spotkał, i właśnie miał zjeść kolację w jednej z najelegantszych restauracji w Londynie. Już czuł, jak opuszcza go apatia, w której tkwił od kilku miesięcy, odkąd Charlotte powiedziała mu, że potrzebuje trochę samotności, by odkryć, czego naprawdę pragnie. Chciał oczyścić umysł i skupić się na tym zjawisku, które miał przed sobą.

Kiedy teraz, dwa miesiące później, siedział obok Belli w samochodzie i próbował przetrawić tę nowinę, którą mu właśnie oznajmiła, doszedł do wniosku, że czasami życie po prostu bierze nas za rękę i dokądś prowadzi. Nie był pewien, czy zdołałby powstrzymać rozwój wydarzeń, nawet gdyby chciał. Zapewne nie.

Zaledwie rok wcześniej robił oszałamiającą karierę w branży reklamowej, mieszkał z Charlotte, planował oświadczyny i sądził, że wie dokładnie, jak potoczy się jego życie. Ale potem Charlotte kompletnie go zaskoczyła, gdy wracali do swojego mieszkania w Londynie po świętach Bożego Narodzenia spędzonych u jego rodziców w Suffolk. Pamiętał jej słowa z bolesną jasnością: „Myślę, że powinniśmy pobyć trochę osobno”.

Wtedy się roześmiał. Sądził, że to żart. Kiedy zobaczył, że ona się nie śmieje, spojrzał na nią uważnie i zobaczył łzę spływającą po jej policzku.

– Co takiego? Ale czemu? – Zaschło mu w gardle i poczuł ucisk w żołądku.

Charlotte mówiła śmiertelnie poważnie. Otarła łzy wierzchem dłoni.

– Muszę być pewna, że to… – Wskazała jego i siebie. – Że to jest dla nas dobre. Dla nas obojga.

Ben zmarszczył czoło i próbował skupić się na drodze, chociaż miał mętlik w głowie i czuł, że też zbiera mu się na płacz.

– Dla mnie jest, Charlie. Nie mam żadnych wątpliwości. Skąd takie myśli?

Pokręciła głową.

– Po prostu… Po prostu potrzebuję trochę czasu, Ben. Od śmierci taty jestem rozbita. Nie wiem, dokąd zmierzam. Zastanawiam się, czy postępuję właściwie. Przepraszam cię.

Ben spochmurniał. Wiedział, że śmierć jej ojca przed rokiem mocno nią wstrząsnęła, ale nie zdawał sobie sprawy, że aż tak. Chociaż z perspektywy czasu był w stanie dostrzec pewne oznaki. Coraz częściej miewała nieobecne spojrzenie. Wydawało mu się, że nie słucha tego, co on do niej mówi. Ale było coś jeszcze: imię, które wymieniała zawsze, ilekroć mówiła o pracy; jej rozbiegany wzrok, gdy raczyła go tymi historiami. Czuł, że to wszystko jest ze sobą powiązane.

Resztę drogi pokonali w gęstej, mrocznej ciszy, każde zatopione we własnych myślach. Gdy tylko zaparkował, Charlotte wyskoczyła z auta i zniknęła w mieszkaniu, a on nadal siedział, wciąż nie mogąc przetrawić jej słów. Próbował wmówić sobie, że to tylko żart. Za chwilę zastanie ją na łóżku, uradowaną tym, jak go „nabrała”.

Ale kiedy wreszcie wszedł do mieszkania, zobaczył, że chociaż rzeczywiście jest w sypialni, to nie czeka na niego na łóżku, tylko już zaczęła się pakować.

– Dokąd pójdziesz? – Stanął w progu i patrzył, jak wrzuca ubrania do dwóch dużych walizek.

Nie pakowała się na jedną noc. To było coś poważnego. Nie zamierzała wracać.

Charlotte przeczesała palcami długie jasne włosy i przygryzła wargę.

– Do Lucy.

Pokiwał głową.

– Ona wie, że przyjedziesz?

Szybko zamrugała, a na jej bladej smukłej szyi pojawił się rumieniec. W końcu podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.

– Tak.

Ben poczuł, że uginają się pod nim kolana. Wziął głęboki oddech i przytrzymał się futryny.

– Więc powiedziałaś jej, zanim powiedziałaś mnie?

Jej oczy napełniły się łzami.

– Powiedziałam jej tylko, że czuję się zagubiona, Ben. A ona odparła, że jeśli kiedyś będę potrzebowała chwili odpoczynku, to ma wolny pokój.

– Boże. – Poczucie zdrady pozbawiło go tchu. Zawsze uważał Lucy za swojego największego sprzymierzeńca. Często stawała po jego stronie przeciwko własnej siostrze.

– Nie patrz tak na mnie, Ben. Lucy cię uwielbia. Powiedziała, że jesteś facetem jednym na milion i byłabym idiotką, gdybym wypuściła cię z rąk.

Ben uśmiechnął się smutno. Nieco go to pocieszyło.

– A więc nie wypuszczaj mnie z rąk. – To wydawało się takie proste.

Charlotte zawahała się i przez jej ładną, gładką twarz przemknęły fale rozmaitych emocji. Po chwili najwyraźniej podjęła decyzję. Zamknęła walizki i starannie zasunęła zamki błyskawiczne. Ich odgłos był jak kropka na końcu zdania.

– Muszę – odrzekła. – Przepraszam.

Minęło pół roku, odkąd odeszła. Jak bardzo zmieniło się jego życie od tamtej pory. Zamieszkał z kimś nowym – Bella wróciła z nim do domu tamtego pierwszego wieczoru i już została – z kobietą, która wcześniej wydawałaby się całkowicie poza jego zasięgiem, a teraz spodziewali się dziecka. Na samą myśl o tym kręciło mu się w głowie. Zastanawiał się, jak Charlotte zareagowałaby na te wieści. Czy byłaby zadowolona, że ułożył sobie życie? A może zrobiłoby jej się przykro, że tak łatwo o niej zapomniał?

– Ben? – odezwała się Bella, gdy wieczorem położyła głowę na jego piersi.

– Hm?

– Chciałabym, żebyśmy się pobrali. Zanim urodzi się dziecko.

Poczuł, że całe jego ciało sztywnieje. Wiedział, że wychowywanie dziecka to znacznie większa odpowiedzialność niż małżeństwo, ale z jakiegoś powodu właśnie ta wizja bardziej go przytłaczała. Niecały rok wcześniej zamierzał oświadczyć się Charlotte. Wyobrażał sobie jej reakcję, kiedy poprosi ją o rękę w blasku zachodzącego słońca na ich ulubionej plaży w Portugalii, a jej niebieskie oczy zalśnią od łez, gdy powie „Tak”.

Tymczasem teraz nawet nie widział twarzy Belli w ciemności, gdy wygłosiła te słowa. To nie było pytanie – to było stwierdzenie faktu. Podjęła decyzję i jego zdanie się tu nie liczyło. Po prostu tak miało być.

– Dobrze – wykrztusił.

Zaległa długa, ciężka cisza i wkrótce Bella zaczęła miarowo oddychać, jak zawsze, gdy zapadała w sen. Ben nie mógł zmrużyć oka. Zbyt wiele myśli tłukło mu się w głowie. Kochał Bellę, co do tego nie miał wątpliwości. Była seksowna, bystra i fascynująca. Oczarowała go i skradła mu serce. Ale po raz pierwszy dostrzegł w niej coś jeszcze. Wbijał wzrok w ciemność, próbując sprecyzować, co to takiego. W końcu, kiedy oczy już mu się zamykały, wreszcie znalazł właściwe słowa. Czasami go… przerażała.

Rozdział drugi

– Co u Bena? – Charlotte rozmyślnie wpatrywała się w swoje cappuccino i rytmicznie je mieszała, czekając na odpowiedź.

Zaskoczył ją telefon od siostry Bena, Emmy, która poprosiła ją o spotkanie. Wyczuwała jakiś ukryty powód. Niewielka kawiarnia w Soho zaczynała się wypełniać klientami, bo właśnie była pora lunchu, i robiło się coraz głośniej. Ktoś potrącił oparcie krzesła Charlotte i odrobina jej kawy wylała się na spodek.

– Dobrze. Nawet bardzo.

Nacisk Emmy na ostatnie słowo sprawił, że Charlotte podniosła wzrok.

– To świetnie. Wciąż jest z…?

– Z Bellą – podpowiedziała Emma. – Tak. Jak najbardziej.

Charlotte pokiwała głową, wiedząc, że nie ma prawa nie cieszyć się jego szczęściem.

– Tak naprawdę mam pewne wieści – ciągnęła Emma. – Prosił, żebym ci je przekazała.

Charlotte ze zniecierpliwienia ścisnęło w żołądku. A więc miała rację. Był jakiś ukryty powód i zapowiadało się złowieszczo.

– Słucham.

Emma ostrożnie napiła się kawy, czarnej, bezkofeinowej. Nie uznawała tuczącego cappuccino. Potem wzięła głęboki oddech i szybko wyrzuciła z siebie:

– Pobierają się. Bella jest w ciąży.

Charlotte na chwilę świat rozmazał się przed oczami i lekko zachwiała się na krześle, wdzięczna, że ma za plecami skórzaną poduszkę.

– W ciąży? – wydukała. – Ale… to się stało tak szybko!

– Wiem. – Emma trochę za mocno odstawiła filiżankę, tak że nieco ciemnego płynu wylało się na talerzyk. – Wszyscy jesteśmy dość zszokowani, ale Ben wydaje się szczęśliwy.

Charlotte próbowała przeanalizować swoje uczucia. Nie miała prawa być niezadowolona. W końcu złamała Benowi serce, zostawiła go, smutnego i zagubionego. Ale nie potrafiła powstrzymać złości. O dziwo, czuła się tak, jakby ją zdradził. Upiła łyk cappuccino, a podnosząc filiżankę do ust, zauważyła, że dłoń lekko jej drży.

– Nie wierzysz, że naprawdę się cieszy? – spytała.

Emma uniosła kształtną brew.

– Kto wie? Jestem tylko jego siostrą i nie jesteśmy ze sobą tak blisko jak kiedyś… – Zamilkła i uciekła wzrokiem w bok. – Ale on nie mówi o niczym innym poza tym, że jest szczęśliwy. Powinien być przynajmniej oszołomiony.

– Chyba że to zaplanowali – zasugerowała Charlotte. – Nigdy nie ukrywał, że chce mieć dzieci… – Urwała, przypominając sobie, jak wiele razy o tym rozmawiali.

Może właśnie to ją spłoszyło. Była tym przytłoczona. Wiedziała, że pewnego dnia zechce zostać matką, ale wciąż czuła się na to zbyt młoda.

– Nie sądzę. Na pewno nie – odparła stanowczo Emma. – Kiedy zaszła w ciążę, byli ze sobą dopiero jakiś tydzień, najwyżej! I chociaż to prawda, że Ben zawsze chciał mieć dzieci, trudno go nazwać nierozważnym. Chciałby dobrze się przygotować na taki istotny krok.

Charlotte pokiwała głową. Emma miała rację. Ben nigdy nie był nierozważny. Ale łatwo i szybko zakochiwał się po uszy. Może to nie pozwoliło mu właściwie ocenić sytuacji.

– Jaka ona jest?

– Bella? – Emma uniosła swoje duże niebieskie oczy i na chwilę się zamyśliła. – W sumie idealna.

Charlotte poczuła lekkie ukłucie zazdrości.

– Jest taka ładna, że robi mi się niedobrze – ciągnęła Emma, najwyraźniej nie widząc, jak to działa na Charlotte. – Poza tym dzięki niej z pewnością jest w dużo lepszym nastroju. Znów sprawia wrażenie autentycznie szczęśliwego. Przez jakiś czas trochę się o niego bałam…

Charlotte nerwowo poruszyła się na krześle.

– Cieszę się. Zasługuje na szczęście.

– Owszem – przytaknęła skwapliwie Emma. – To dobry chłopak. – Chociaż jej młodszy brat miał trzydzieści lat, wciąż nazywała go chłopakiem. Skupiła wzrok na Charlotte. – A co u ciebie? Jak sobie radzisz?

Charlotte się uśmiechnęła.

– W porządku. Nareszcie zaczynam stawać na nogi!

– Wciąż mieszkasz u Lucy?

– Tak. Ale chyba nadużywam jej gościnności. Muszę znaleźć sobie coś własnego.

Po chwili milczenia Emma spojrzała na nią znacząco.

– A co z twoim życiem miłosnym?

Charlotte poczuła, że się czerwieni.

– Jakim życiem miłosnym? – Starała się, by zabrzmiało to swobodnie, ale lekko załamał jej się głos.

– Och. – Emma spuściła wzrok. – Myślałam, że poznałaś kogoś innego. Ben niewątpliwie tak uważał…

– Mylił się – przerwała jej Charlotte. Zamilkła, nie bardzo wiedząc, jak ma to ująć. – Wiem, że podejrzewał mnie o romans z facetem z pracy, ale byliśmy tylko znajomymi. Pewnie łatwiej mu było tak uznać, niż… niż zaakceptować to, że po prostu potrzebuję czasu, żeby wszystko sobie przemyśleć.

– Rozumiem. Czy sądzisz… – Emma zawahała się, jakby czuła, że przekracza jakąś granicę. – Czy sądzisz, że mogłabyś wrócić do Bena, gdy już pobyłaś sama?

Charlotte z trudem przełknęła ślinę. Zadawała sobie to pytanie od dnia odejścia.

– Teraz to nieistotne, prawda? Zanim uporządkowałam sobie wszystko w głowie, on już zdążył zakochać się w Belli. Byłoby nieuczciwe z mojej strony odzywać się do niego.

Emma zmarszczyła czoło.

– Czy to nie on powinien o tym zdecydować? Miał złamane serce, kiedy odeszłaś, Charlie. Może przynajmniej odzyskałby wiarę w siebie.

Charlotte wzruszyła ramionami z udawaną nonszalancją.

– No cóż, nie zrobiłam tego, więc teraz to już bez znaczenia.

Nie chciała przyznać, jak bardzo żałowała, że nie wróciła do Bena wcześniej. Życie bez niego pokazało jej, że właśnie on jest tym jedynym.

Byli razem dwanaście lat, odkąd poznali się na uniwersytecie, ale kiedy zaczęli poważnie rozmawiać o małżeństwie i dzieciach, z jakiegoś powodu stchórzyła. Wciąż nie rozumiała dlaczego. Jednak szybko po rozstaniu uświadomiła sobie, jak bardzo go kocha i potrzebuje.

– Nigdy nie jest za późno… – odezwała się Emma, dopijając kawę.

Charlotte zaśmiała się gorzko.

– Myślę, że w tym przypadku jest już zdecydowanie za późno.

Rozdział trzeci

Matt wyjrzał przez okno ich mieszkania na parterze wiktoriańskiej kamienicy, w której było kilka mieszkań.

– Przyjechali! – zawołał, ruszając w stronę drzwi.

Jego żona, Freya, wyszła z kuchni, wygładzając granatową obcisłą sukienkę, która podkreślała jej szczupłą figurę i zaskakująco obfity biust.

– Trochę się denerwuję!

Matt uśmiechnął się, patrząc na nią z zachwytem i myśląc, jak łatwo przychodzi jej być uroczą.

– Niepotrzebnie. Ben nie spotykałby się z nią, gdyby była okropna.

– Wiem, po prostu… z Charlie czuliśmy się tak swobodnie, prawda? Nie wyobrażam go sobie z kimś innym.

– Zaraz się przekonamy. – Zabrzęczał dzwonek i Matt otworzył drzwi wejściowe domofonem, a następnie uchylił drzwi mieszkania. – Cześć! Wejdźcie! – zawołał, wystawiając głowę na niechlujny, jasno rozświetlony korytarz.

Chciał jak najszybciej wpuścić ich do znacznie efektowniejszego wnętrza mieszkania.

Bella i Ben weszli do środka, uzbrojeni w kwiaty i wino. Matt zwyczajowo uściskał przyjaciela, a następnie się cofnął, niepewny, jak powinien przywitać się z Bellą. Pocałunek wydawał się zbyt poufały, uścisk dłoni zbyt oficjalny. Ostatecznie Bella przyjaźnie pomachała ręką i nerwowo zachichotała.

– Cześć, Matt, miło cię poznać. Tak wiele o tobie słyszałam.

– Ha! Mam nadzieję, że same dobre rzeczy? – Usiłował oderwać od niej wzrok, ale nie potrafił. Niewątpliwie była najatrakcyjniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widział. Nic dziwnego, że Ben tak szybko stracił dla niej głowę. Za jego plecami Freya odchrząknęła znacząco. – Och, Bello, to moja żona, Freya.

– Cześć, Freya. – Bella ciepło się uśmiechnęła. – To dla ciebie. – Wręczyła jej kwiaty.

– Dziękuję. – Freya lekko się zarumieniła i wyglądała na dziwnie speszoną, przyjmując okazały i najwyraźniej kosztowny bukiet lilii.

– Macie urocze mieszkanie – powiedziała Bella, wskazując dłonią połączony z jadalnią otwarty salon, który Freya pięknie pomalowała kredowymi farbami o zgaszonych kolorach i całość ożywiła, dając jaskrawe poduszki i dywaniki.

Miała talent i pasję do urządzania wnętrz, a Matt wiedział, że Bella od razu zapunktowała tym, że zwróciła na to uwagę. Zastanawiał się, czy Ben wcześniej ją uprzedził, czy też naprawdę podobał jej się wystrój mieszkania.

Zapadła niezręczna cisza, wszyscy stali, przestępując z nogi na nogę. Ben w końcu przerwał milczenie.

– Umieram z głodu! Mam nadzieję, że przyrządziłeś moją ulubioną potrawę, Matt.

Matt uśmiechnął się, zadowolony, że widzi przyjaciela w tak dobrej formie.

– Oczywiście, stary. Rozgośćcie się, a ja dopnę wszystko na ostatni guzik.

– Przyniosę drinki – wtrąciła Freya, już idąc w stronę kuchni. – Czerwone czy białe? – spytała przez ramię.

Bella i Ben wymienili spojrzenia.

– Dla mnie czerwone, dla Belli tylko woda. Ona nie pije – odrzekł Ben.

– Załatwione! – powiedział Matt, myśląc o tym, jak to cudownie cały czas mieć do dyspozycji trzeźwego kierowcę. Zaprosił ich gestem, by usiedli na sofie, a sam poszedł za żoną do kuchni. – Co o niej myślisz? – szepnął, mieszając paellę na olbrzymiej patelni.

Freya miała pochyloną głowę i skupiała się na nalewaniu wina do trzech kieliszków oraz wody do szklanki, więc nie mógł zobaczyć wyrazu jej twarzy.

– Jest oszałamiająco piękna.

– Nie zauważyłem – skłamał. – Ale wydaje się całkiem miła, prawda?

– Hm. – Freya podniosła na niego wzrok, a jej duże szaroniebieskie oczy nieco spochmurniały. – Szkoda, że nie pije.

– Dlaczego?

Uśmiechnęła się z zakłopotaniem.

– Denerwuję się. Będzie pamiętała każdą sekundę z naszego pijackiego wieczoru.

Matt się roześmiał.

– Więc pomoże nam uzupełnić wszystkie luki!

Freya skrzywiła się.

– Właśnie to mnie niepokoi.

*

Wieczór potoczył się lepiej, niż Matt przypuszczał. Szybko pozbył się obaw, że Bella okaże się mniej sympatyczna od Charlotte. Była urocza i zabawna, ale przede wszystkim dawała Benowi pole do popisu. To on przez cały czas był duszą towarzystwa, a ona chętnie się wycofywała, uważnie go słuchając i śmiejąc się głośno, gdy raczył ich komicznymi opowieściami.

Zadawała Mattowi i Freyi mnóstwo pytań i sprawiała wrażenie szczerze zainteresowanej odpowiedziami. Po posiłku, kiedy pili kawę, Ben z żartobliwie uroczystą miną postukał łyżeczką w filiżankę.

– Bella i ja chcielibyśmy coś ogłosić! – odezwał się trochę bełkotliwie.

Matt popatrzył na żonę, która lekko się wyprostowała, jakby przygotowując się na cios.

– Bella jest w ciąży! – Ben wziął swoją dziewczynę za rękę i z miłością popatrzyli sobie w oczy.

Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał Matt.

– C… co? – wykrztusił. – Mój Boże. Pewnie jesteście w niemałym szoku?

Ben zaczął kiwać głową, ale Bella odezwała się ostrym tonem:

– Wcale nie. Jesteśmy zachwyceni, prawda, kochanie?

– Oczywiście! – pośpiesznie przytaknął Ben, lecz Matt zobaczył w jego oczach, że zachwyt nie jest jedyną emocją, jaką odczuwa.

– Gratulacje! – Głos Freyi zabrzmiał znacznie piskliwiej niż zwykle. – Cudowne wieści. Na kiedy wyznaczono datę porodu? – Była położną, więc o ciąży wiedziała wszystko.

Matt zerknął na żonę, zaskoczony jej tonem, a potem wyczekująco zwrócił wzrok na gości.

– Na początek stycznia. – Na ustach Belli pojawił się dziwny uśmieszek. – Niewykluczone, że sylwestra spędzimy na porodówce. Być może na twojej, Freya!

Matt uważnie przyglądał się przyjacielowi i dostrzegł, że ten lekko pobladł po słowach Belli. Zastanawiał się, co Ben naprawdę myśli. Na jego miejscu z pewnością miałby bardzo mieszane uczucia. Owszem, Bella była śliczna, a ponadto sprawiała wrażenie zabawnej, sympatycznej i inteligentnej, ale decyzja o dziecku po tak krótkiej znajomości wydawała się skokiem na głęboką wodę.

On i Freya dopiero niedawno, dwa lata po ślubie, zaczęli rozmawiać o dziecku. Byli parą od dziewięciu lat, więc uważali, że to naturalna kolej rzeczy. Uznaliby tak samo, gdyby Ben ogłosił, że Charlotte jest w ciąży. Jednak ta wiadomość spadła na nich jak grom z jasnego nieba.

Kiedy Bella zerknęła na zegarek i ziewnęła, Ben zrozumiał aluzję i wstał.

– Chyba będziemy się zbierać.

– Może wyskoczymy jeszcze na szybki spacer, żeby trochę przewietrzyć głowę? – rzucił Matt do Bena. – Do końca ulicy i z powrotem?

Po każdym przyjęciu szli się przejść, żeby zapalić i porozmawiać, podczas gdy Charlotte i Freya udawały, że nie wiedzą, o co im chodzi.

Ben z entuzjazmem pokiwał głową.

– Jak najbardziej! – Popatrzył na Bellę. – Wrócimy za pięć minut, kochanie.

Uśmiechnęła się przyjaźnie i wstała.

– Jasne. Wezmę swoją kurtkę.

Ben i Matt wymienili zaskoczone spojrzenia.

– Eee, nie musisz z nami iść, kochanie – odezwał się Ben. – To potrwa tylko kilka minut.

Bella wbiła w niego stanowczy wzrok.

– Też mam ochotę się przewietrzyć. Spokojnie, nawet nie zauważycie, że z wami jestem.

Zapadło niezręczne milczenie, po czym Ben przepraszająco wzruszył ramionami. Całą trójką wyszli na ulicę.

– Idźcie przodem – powiedziała Bella.

– Okej. – Ben i Matt ruszyli szybkim krokiem, boleśnie świadomi tego, że są obserwowani.

Matt wyjął z kieszeni paczkę papierosów i poczęstował przyjaciela. Ten obejrzał się przez ramię na Bellę, która szła dwadzieścia kroków za nimi.

– Nie, lepiej nie – mruknął, wskazując ją głową.

Matt zmarszczył czoło.

– Chyba nie będzie miała pretensji?

Ben zacisnął usta.

– Może mieć.

Matt wziął papierosa do ust, co Ben skwitował tęsknym spojrzeniem.

– No i co o tym myślisz? O dziecku?

– Bardzo się cieszę – natychmiast odrzekł Ben, z nutą buntu w głosie.

– To dobrze. – Matt rozmyślnie zawiesił głos, wiedząc, że przyjaciel na pewno coś jeszcze doda.

– Ale muszę przyznać, że to był szok.

– Nie dziwię się. – Matt ponownie zawiesił głos.

Ben znów obejrzał się nerwowo na Bellę.

– Ciągle myślę o Charlotte.

– I co? – Matt wydmuchał długi obłok dymu, który popłynął w nieruchome ciemne powietrze, a potem się rozwiał.

Ben westchnął.

– Myślę, że po prostu nie było nam to pisane. Tyle lat i nigdy nie zaliczyliśmy wpadki. A teraz pierwsza noc z Bellą i…

– …trafione! – dokończył za niego Matt.

Ben zaśmiał się ironicznie.

– Właśnie, trafione.

– No cóż, jeśli naprawdę jesteś szczęśliwy, to ja też się cieszę, stary. – Matt wydmuchnął kolejny długi obłok dymu, po czym zgasił papierosa na chodniku.

Razem ruszyli z powrotem w stronę mieszkania Matta i Freyi. Bella też zawróciła i zaczęła powoli iść przed nimi.

– Ona zawsze to robi?

Ben ze zdziwieniem popatrzył na Matta.

– Co?

Matt wskazał Bellę.

– Wszędzie za tobą chodzi.

Ben się roześmiał.

– Nie! Oczywiście, że nie. Chyba naprawdę chciała się przewietrzyć.

Mattowi zrobiło się trochę głupio.

– Jest zabójcza, stary. Poszczęściło ci się.

Ben podniósł wzrok na Bellę, która czekała na nich przy drzwiach do kamienicy, z lśniącymi oczami i szerokim uśmiechem.

– Tak – przyznał, również się uśmiechając. – Niewątpliwie.

*

– No i co o niej myślisz? – Freya, w jednym z T-shirtów Matta, położyła się na łóżku, jak zwykle przytulając się do męża, jakby był żywym termoforem.

Matt przyciągnął ją do siebie, tak że oparła głowę na jego nagiej piersi. Pocałował ją w czubek głowy, rozkoszując się jej zapachem. To były nie tylko perfumy. To była nie tylko woń jej ciała. Raczej oszałamiająca mieszanka.

– Podoba mi się. Pozwala mu być sobą, a on wygląda na szczęśliwego. Muszę przyznać, że od dawna nie widziałem, żeby tak często się uśmiechał.

Freya kiwnęła głową, ale milczała.

– A ty? – zapytał, gdy cisza się przedłużała. – Co o niej myślisz?

– Hm. No cóż, jest śliczna i była całkiem sympatyczna.

– Ale?

Freya westchnęła.

– Czy ja wiem? Nie potrafię wskazać, o co dokładnie mi chodzi, ale coś w niej trochę mnie denerwowało.

Matt pogłaskał ją po jedwabistych blond włosach.

– A nie jesteś odrobinkę zazdrosna? – spytał z lekką kpiną.

Freya natychmiast się spięła.

– Nie! – rzuciła. – Dlaczego miałabym być zazdrosna?

Przewrócił oczami w ciemności. Ale się wpakował!

– Tylko się z tobą droczę. Spokojnie, kochanie.

Freya cmoknęła z irytacją.

– To przestań! Nie, nie jestem o nią zazdrosna. Może i jest piękna, ale także trochę dziwaczna. Lubi wchodzić innym na głowę.

– Na przykład kiedy uparła się, żeby iść z nami na spacer – przyznał Matt.

– Właśnie. Co Ben o niej mówił?

– Sprawia wrażenie szczęśliwego.

– Wspominał o Charlotte?

Matt poruszył się niespokojnie. Zawsze mówił Freyi o wszystkim, ale nie był pewien, czy w tym przypadku nie zdradzi zaufania Bena.

– Powiedział tylko, że najwyraźniej nie było im to pisane. Nic więcej.

– Dlaczego nie? Byli razem przez lata. Zamierzał poprosić ją o rękę.

– Wiem, ale… – Matt umilkł, szukając właściwych słów. – Uważa, że to znak, że Bella niemal natychmiast zaszła w ciążę, podczas gdy oni z Charlotte nigdy nawet się nie obawiali, że zaliczą wpadkę.

– To tak jak my – szepnęła Freya. – Mam nadzieję, że nie uważasz tego za znak, że nie powinniśmy być razem?

– Nie bądź niemądra! – Ścisnął jej ramię. – Wcale nie podzielam jego zdania, że ta ciąża jest jakimś rodzajem cudu…

– Podejrzewasz, że złapała go na dziecko? – W głosie Freyi nagle pojawiła się nuta podekscytowania.

– Nie! – szybko odparł Matt, chociaż właśnie tak pomyślał. – Ale wydaje się trochę dziwne, że dał się tak zaskoczyć. Najwyraźniej myślał, że ona się zabezpiecza…

– Na to wygląda – przyznała Freya. – Tęsknię za Charlotte.

– Wciąż się z nią widujesz.

Freya się roześmiała.

– Tak, ale to nie to samo. Brakuje mi tego, że była częścią naszej czwórki. Czułam się przy niej tak swobodnie. Nigdy nie musiałam się kontrolować. Wiedziałam, że kocha mnie taką, jaka jestem.

– Przyzwyczaisz się do Belli. Na pewno pokocha cię tak samo jak Charlotte.

– Ty najwyraźniej już się do niej przyzwyczaiłeś – odparła Freya nadąsanym tonem. – Nie potrzebowałeś dużo czasu.

Matt westchnął i znów pocałował żonę w czubek głowy.

– Bądź cicho i śpij.

Rozdział czwarty

Jo zawirowała przed mężem.

– Może być?

Peter obrzucił ją wzrokiem pełnym miłości.

– Jeszcze jak. Wyglądasz oszałamiająco.

Uśmiechnęła się i wygładziła ciemnoszarą dopasowaną sukienkę, jednocześnie zakładając sandałki na wysokich obcasach, od Louboutina. Zostawiła to na ostatnią chwilę, bo miała je nosić przez cały dzień i wiedziała, że wieczorem jej stopy będą głośno protestować.

– Szkoda, że… – zaczął Peter i na chwilę zamilkł. – Nie tak wyobrażałem sobie ślub Bena.

Jo popatrzyła na męża, który wyglądał niezwykle przystojnie w szytym na miarę szarym garniturze. Przez cały ranek był dziwnie cichy. Tak naprawdę stał się bardziej cichy od chwili, gdy Ben po raz pierwszy przyprowadził Bellę do domu.

– Wiem, że za nią nie przepadasz, ale to nie nasza sprawa. Ben ją wybrał, więc musimy ją zaakceptować. Poza tym wydaje się szczęśliwy, prawda?

– Czy aby na pewno? – wypalił Peter bez namysłu, ale zaraz się zreflektował. – Tak, chyba masz rację. Rzeczywiście wydaje się szczęśliwy.

Jo ciężko westchnęła.

– Posłuchaj, Peter… Cokolwiek o niej myślimy, nosi jego dziecko… a Ben chce się z nią ożenić. Nawet jeśli mamy wątpliwości, musimy odłożyć je na bok i ich wspierać, ze względu na niego.

– Hm. – Znów się zawahał, twarz mu spochmurniała. – Wiem, że masz rację. Po prostu żałuję…

Jo spojrzała na niego uważnie.

– Czego żałujesz?

– Że to nie ona. No, wreszcie wyrzuciłem to z siebie. – Przepraszająco wzruszył ramionami.

Jo objęła go w pasie i uniosła głowę, żeby go pocałować.

– Wiem, ale nie martw się, jestem pewna, że wszystko będzie dobrze. A teraz chodź, bo się spóźnimy.

Na dole w kuchni Ben pił kawę z Mattem. Jo uścisnęła przyjaciela syna.

– Witaj, skarbie, cudownie cię widzieć.

Matt uśmiechnął się do niej. Chociaż był trzydziestoletnim mężczyzną, Jo wciąż widziała w nim tamtego wygadanego siedmiolatka, z którym Ben zaprzyjaźnił się w szkole podstawowej.

– Wyglądasz cudownie, Jo.

Zarumieniła się z dumy. Matt przez lata spędzał tak dużo czasu w ich domu, że stał się dla niej jak drugi syn i wręcz go uwielbiała.

– Dziękuję, Matt, ty także. Jak Freya?

Matt się rozpromienił.

– Bardzo dobrze. Spotka się z nami w urzędzie.

Jo nie miała pojęcia, czego może spodziewać się po tym dniu. Zawsze wiedziała, że kiedy Ben będzie się żenił, o wszystkim zdecyduje jego wybranka. Ale była pewna, że Charlotte przynajmniej włączy ją i Petera w przygotowania do ślubu. Tymczasem Bella i Ben podali im tylko miejsce i termin uroczystości, upierając się, że wszystko chcą zrobić samodzielnie.

– No dobrze, to lepiej już ruszajmy. – Jo podeszła do Bena i delikatnie poprawiła mu krawat.

Podniosła na niego wzrok, nie mogąc uwierzyć, jak szybko pędzi czas – jej mały chłopiec, który jeszcze niedawno walczył o swój pierwszy oddech, teraz był wysokim, przystojnym młodzieńcem i właśnie miał się ożenić.

Poczuła, że łzy napływają jej do oczu, i uśmiechnęła się z przesadną wesołością, chcąc je zdusić. Czasami odnosiła wrażenie, że Ben trzyma na dłoni jej serce i potrafi go dotknąć w taki sposób, w jaki nigdy nie umiała tego zrobić Emma, chociaż były sobie bardzo bliskie.

– Jesteś taki przystojny, kochanie – powiedziała. – Bella to prawdziwa szczęściara.

Ben uśmiechnął się, identycznie jak jego ojciec, ale dostrzegła w jego ciemnobrązowych oczach, że jest zdenerwowany.

– Dzięki, mamo.

Peter zawiózł ich wszystkich swoim range roverem do centrum miasteczka i zaparkował przed brzydkim gmachem z lat siedemdziesiątych, w którym mieścił się urząd stanu cywilnego.

W holu Jo zauważyła córkę, pogrążoną w rozmowie z Freyą.

– Cześć, dziewczęta! – zawołała nieco za głośno, aby nie pomyślały, że je podsłuchuje.

Emma i Freya wzdrygnęły się i spojrzały na nią z minami winowajczyń. Nietrudno było odgadnąć, o czym rozmawiały. Emma podeszła i pocałowała matkę w oba policzki.

– Cześć, mamo, wyglądasz fantastycznie. Cudowna sukienka.

Jo uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Ty także, kochanie.

To była prawda. Emma namiętnie ćwiczyła jogę i rzadko jadała cokolwiek, co zawierało cukier, kofeinę czy pszenicę. Dzięki temu miała nieskazitelną lśniącą skórę, wyrzeźbiony płaski brzuch i blond włosy, które opadały na jej wąskie ramiona, mieniąc się jak złota tkanina. Była ubrana w szarą obcisłą sukienkę, która podkreślała jej szczupłą figurę i długie, kształtne nogi. Ludzie często mówili, że Emma jest młodszą kopią Jo, ale ona zawsze odpowiadała, że nigdy nie była tak zgrabna jak córka.

– A ty wyglądasz wspaniale jak zawsze, Freya. – Jo uściskała żonę Matta.

Nagle przyszło jej do głowy, że wolałaby, aby to Freya, a nie Bella, została jej synową, ale szybko skarciła się w myślach.

– Gdzie chłopcy? – Emma wyczekująco spojrzała ponad ramieniem matki.

– Parkują samochód.

W tym momencie Peter, Ben i Matt weszli do holu i obie dziewczyny natychmiast zasypały ich pocałunkami.

– Zdenerwowany? – Emma uśmiechnęła się do brata.

Ben stanowczo pokręcił głową.

– Nie. Po prostu już się nie mogę doczekać.

Jo zauważyła, że Matt i Freya wymienili spojrzenia, których nie potrafiła do końca odczytać.

– To może wejdziemy?

W sali, gdzie miała się odbyć uroczystość, czekało już około dwudziestu osób, wszyscy po stronie gości Bena. Siedzieli na srebrnych krzesłach, które ustawiono w rzędach. Na końcu każdego rzędu był niewielki stroik z białych róż, z przodu umieszczono bardziej wyszukane kwietne dekoracje, a w rogu sali grał kwartet smyczkowy. Mimo wszystkich ozdób Jo była nieco rozczarowana tym nieciekawym miejscem. Podobnie jak mąż, inaczej wyobrażała sobie ślub Bena.

Przeszła na przód sali, nerwowo zerkając na stronę gości Belli, gdzie siedziała tylko jedna kobieta, w której natychmiast rozpoznała matkę dziewczyny. Jo zasugerowała przyszłej synowej, żeby zorganizować przedślubną kolację, podczas której wszyscy będą mogli się poznać przed tym wielkim dniem, ale Bella stanowczo odrzuciła ten pomysł, twierdząc, że jej rodzina nie jest zbyt towarzyska i woli pojawić się dopiero na uroczystości. Teraz, widząc, że przyszła tylko matka dziewczyny, Jo zrozumiała jej powściągliwość.

Matka Belli podniosła wzrok na zbliżającą się Jo. Wyglądała na nieco udręczoną i zdenerwowaną, ale wciąż była na tyle piękna, że nikt nie mógł mieć wątpliwości, po kim Bella odziedziczyła urodę. Miała sięgające ramion ciemnobrązowe włosy, przetykane siwizną, i duże brązowe oczy o lekko opadających powiekach. Posłała Jo niezręczny uśmiech i wstała.

– Dzień dobry. Pani pewnie jest matką Bena…?

– Jo – odrzekła Jo, biorąc Petera pod rękę. – A to mój mąż, Peter.

– Oczywiście. – Matka Belli pokiwała głową. – Widzę podobieństwo! Jestem Lynda.

Peter uścisnął jej dłoń, po czym oboje zajęli swoje miejsca obok Bena i Matta.

– Kto ją poprowadzi? – syknął Peter, kiedy usiedli.

– Wygląda na to, że nikt. Bella oświadczyła, że nie jest niczyją własnością, więc nikt nie musi prowadzić jej do ślubu.

Peter uniósł brew.

– To dobrze zwiastuje. Ale w sumie nie ma się co dziwić, skoro ojciec zniknął z jej życia.

Bella nie lubiła mówić o swoim ojcu i wiedzieli tylko, że odszedł od rodziny, gdy jego córka była jeszcze mała.

Jo ponownie zerknęła na drugą stronę sali i zrobiło jej się głupio. Strona Bena była prawie całkowicie wypełniona.

– Może poprosimy naszych gości, żeby część z nich się tam przesiadła? – szepnęła.

Ale zanim Peter zdążył odpowiedzieć, kwartet smyczkowy zaczął grać marsza weselnego i było już za późno.

Wszystkie oczy wyczekująco zwróciły się w stronę wejścia, gdzie pojawiła się Bella. Kroczyła spokojnie i pewnie środkiem sali, ściskając w dłoniach prosty bukiet z aksamitnych białych róż. Jo wstrzymała oddech. Jeszcze nigdy nie widziała kogoś tak idealnego. Bella miała na sobie zręcznie skrojoną sukienkę, która przylegała do smukłej figury i jednocześnie maskowała brzuch. Jej długie ciemne włosy opadały na ramiona lśniącymi falami, a delikatny makijaż podkreślał urocze rysy twarzy.

Jo zerknęła na syna, który z uwielbieniem wpatrywał się w Bellę. Patrzyli na siebie tak zapamiętale, że wręcz nie wypadało ich obserwować. Kiedy Bella zrównała się z Benem i wzięła go za rękę, cały czas spoglądała mu w oczy.

Cokolwiek Jo myślała o tej dziewczynie, nie mogła zaprzeczyć, że łączy ją z Benem silna więź. Wszyscy powinni zaakceptować ten związek i wspierać młodych, zamiast zadawać pytania bez odpowiedzi i rozważać „co by było, gdyby”.

Po krótkiej ceremonii pojechali do eleganckiej wiejskiej restauracji, gdzie miało się odbyć przyjęcie weselne. Była to żenująco jednostronna uroczystość, bo rodzinę Belli reprezentowała tylko jej matka. Jo czym prędzej podeszła do Lyndy i próbowała wciągnąć ją w rozmowę, aby dowiedzieć się trochę więcej o swojej nowej synowej, ale Lynda okazała się równie skryta jak Bella.

– Czy ojciec Belli żyje? – spytała Jo, mając nadzieję, że usłyszy coś więcej poza tym, że „zniknął z jej życia”.

Twarz Lyndy pozostała obojętna.

– Tak sądzę. Nie widziałyśmy go, odkąd Bella była mała.

Zaintrygowana, Jo drążyła dalej:

– Aha, więc się rozwiedliście?

Lynda, nie odpowiadając, wskazała Bena i Bellę, którzy krążyli wśród gości czekających na podanie kolacji.

– Czyż nie są uroczą parą? Ben to cudowny mężczyzna.

Jo zgodziła się na zmianę tematu i podążyła wzrokiem za spojrzeniem Lyndy, pękając z dumy, że jej syna opisano w tak pochlebny sposób.

– Dziękuję. Rzeczywiście, są uroczą parą. Bella z pewnością jest najpiękniejszą panną młodą, jaką widziałam.

Lynda uśmiechnęła się, ale Jo zauważyła, że jej oczy pozostały poważne. Kiedy dotykało się jakichś spraw osobistych, wznosiła taką samą niewidoczną barierę jak Bella, i Jo miała wrażenie, że matka i córka nie są sobie zbyt bliskie.

Pogawędziły jeszcze chwilę, jednak Jo nie zdołała wydobyć z Lyndy niczego poza niejasnymi ogólnikami, więc w końcu przeprosiła ją i podeszła do Emmy.

– Cześć, kochanie. Właśnie rozmawiałam z mamą Belli. Chciałam sprawdzić, czy uda mi się dowiedzieć czegoś więcej o Belli, ale wygląda na to, że jej matka jest jeszcze bardziej skryta.

Emma pokiwała głową.

– Wiem. Ja też próbowałam z nią porozmawiać i wydaje mi się, że Bella dobrze ją przeszkoliła, aby nie zdradzała żadnych konkretów.

Jo poczuła ukłucie niepokoju. Znów zrobiło jej się żal, że Ben nie wybrał kogoś bardziej otwartego i przyjacielskiego. Jak Charlotte, pomyślała, ale zaraz skarciła się w duchu za takie zdradzieckie życzenie.

– To wszystko jest trochę nietypowe, prawda? – ciągnęła Emma, rozglądając się po sali. – Ona chyba nie ma żadnych przyjaciół. Nie uważasz, że to… dziwne? Żeby mama była jedynym gościem na ślubie? A z matką też raczej nie łączą jej bliskie więzi. Bella prawie z nią nie rozmawiała.

Jo zacisnęła usta, patrząc, jak państwo młodzi krążą wśród członków jej rodziny. Bella śmiała się i swobodnie gawędziła ze wszystkimi, najwyraźniej każdego czarując.

– Z drugiej strony to, że nie jest blisko związana ze swoją rodziną, może mieć pewne zalety – powiedziała Jo.

Emma z powątpiewaniem uniosła brew.

– Naprawdę? Jakie?

Jo wzruszyła ramionami.

– Znasz to stare powiedzenie: „Syn pozostaje synem, dopóki się nie ożeni, a córka jest na całe życie”?

– No tak.

– To dlatego, że syn zazwyczaj ciągnie ku rodzinie żony. Skoro Bella najwidoczniej nie ma rodziny, nie będzie próbowała nam go odebrać, więc my tylko zyskamy – stwierdziła Jo, czując, że powoli nabiera optymizmu. – Bardzo możliwe, że Bella to strzał w dziesiątkę.