Ebook i audiobook dostępne w abonamencie bez dopłat od 15.09.2026
Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
10 osób interesuje się tą książką
Największe zagrożenie siedzi przy biurku obok.
Wyjazd integracyjny miał być dla Soni z działu HR tylko datą w kalendarzu. Dobra zabawa kończy się jednak morderstwem, które wstrząsa całym zespołem. Czy to był wypadek, czy zaplanowane morderstwo?
Wkrótce po powrocie z wyjazdu giną kolejni pracownicy. Sonia już wie, że nikt w firmie nie jest bezpieczny. Rozpoczyna śledztwo, które prowadzi ją wprost do mrocznych sekretów skrywanych za biurowym ładem.
Niektóre tajemnice nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
A niektórych ludzi nigdy nie należało zatrudniać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 313
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Sara Antczak, 2026
Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy.
Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.
Wydanie I, Poznań 2026
Projekt okładki: Kuba Magierowski
Redakcja: Urszula Drabińska
Korekta: DARKHART, Olga Smolec-Kmoch
Skład i łamanie: DARKHART
PR & marketing: Andżelika Wojtkiewicz
ISBN: 978-83-8441-475-0
Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.
ul. Kleeberga 2
61-615 Poznań
wydawnictwofilia.pl
Seria: FILIA Mroczna Strona
mrocznastrona.pl
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.
Dla wszystkich niepokornych pracowników.
Obserwuję postać przywiązaną do drzewa. Powoli odzyskuje przytomność, cicho jęcząc. Przeźroczysta folia oplatająca ciało napina się przy każdym drgnięciu. W końcu nasze spojrzenia się spotykają. Patrzy na mnie z niedowierzaniem, jakby wciąż myślał, że to tylko gra. Nie rozumie, co się stało. Przecież jeszcze przed chwilą tak dobrze się bawiliśmy.
– Witaj z powrotem – mówię.
Próbuje krzyczeć, ale z ust wydobywa się tylko stłumiony dźwięk, bo knebel dławi każdy oddech.
– Boli? – pytam.
Patrzę spokojnie, jak się szarpie. Taśma trzyma mocno. Znów próbuje coś powiedzieć, a w jego mamrotaniu słychać złość. Spogląda na mnie, jakby na coś czekał.
– Nie uwolnię cię – zapewniam.
Wtedy wybucha gniewem. Rzuca się w amoku, próbuje krzyczeć, ale szybko zaczyna się krztusić własną śliną. Marnuje resztki sił. Nikt go nie słyszy. Jest późno, a ci, którzy mogliby mu pomóc, już dawno śpią. Zostaliśmy tylko my: ja i on.
– Mam dla ciebie złą wiadomość. Za chwilę umrzesz – oznajmiam cicho.
Potem wyjaśniam mu powody. Z każdym moim słowem jego oczy otwierają się coraz szerzej. Dopiero teraz rozumie. Cały dygocze. Próbuje bełkotać przez knebel, ale nie interesuje mnie to, co chce powiedzieć. Czas na tłumaczenia już dawno minął. Jęczy, a po policzkach płyną mu łzy. Na pewno żałuje każdego kroku, który doprowadził go do tego miejsca. Ale wszyscy popełniamy błąd, ufając innym. Idąc z nimi w ciemność i licząc, że nas nie skrzywdzą.
– Przestań się ruszać – mówię, podchodząc bliżej.
Dostrzega, co trzymam w dłoni, i zastyga przerażony. Dla tego wyrazu twarzy warto było czekać. Warto było poświęcić wszystko.
Słyszę, jak wydaje z siebie ciche, błagalne skomlenie. Krzywię się z odrazą. Nie zaskakuje mnie, że nie potrafi zachować godności nawet w tak ważnej chwili. Powinien wiedzieć, że musi ponieść konsekwencje swoich działań, ostatecznie znalazł się tu na własne życzenie. Nie ma prawa płakać i się nad sobą użalać.
Robię kolejny krok w jego stronę. Oddycha szybko i nierówno. Zaciska oczy, jakby chciał zniknąć. Jego strach sprawia mi przyjemność, ale muszę się pospieszyć. Każda mijająca chwila niesie ze sobą ryzyko. Nie ma sensu tego przedłużać.
Kopię go lekko nogą. To wystarcza, by wyrwać go z odrętwienia. Znów zaczyna się szarpać w więzach. To niesamowite, jak długo i zażarcie potrafi bronić się ciało, kiedy przeczuwa, że nadchodzi koniec. Jego los jest już przesądzony, a mimo to wciąż walczy i liczy na cud. Złudna nadzieja, ale nawet przyjemnie obserwuje się ten rozpaczliwy taniec.
Cierpliwie czekam, aż straci siły. Wreszcie się uspokaja, tym razem na dobre. Chyba do niego dotarło. Już wie, że się nie uwolni i nikt go już nie uratuje. Ciekawe, o czym teraz myśli. Może odmawia modlitwę? Albo wraca do jakiegoś dobrego wspomnienia? Dokądkolwiek próbuje uciec, nie pozwolę mu na to.
– Nie odwracaj wzroku – mówię cicho.
Spogląda na mnie, umęczony i cierpiący. Ta chwila jest wyjątkowa. Adrenalina walczy we mnie z poczuciem euforii.
Zakładam mu foliowy worek na głowę i mocno ściskam. Słyszę stłumione jęki, ale nie zwracam na nie uwagi. Nie ma znaczenia, co on teraz czuje. Liczy się tylko to, co się we mnie dzieje. Wsłuchuję się w siebie. Szukam strachu i poczucia winy, ale nic takiego nie znajduję. W tej chwili jesteśmy sobie najbliżsi na świecie. Tylko my znamy naszą tajemnicę.
– Nie martw się – szepczę. – Nikomu nie powiem.
Jak w rodzinie
SONIA
Najpierw dostrzegam jej samochód, starego, niepozornego Nissana Micrę. Wjeżdża na niewielki parking otoczony wysokimi tujami. Chwilę później drzwi się otwierają i wysiada ona. Nowa. Mój wzrok przyciąga bluza z logo naszej firmy, którą dostała w pakiecie powitalnym razem z innymi gadżetami. Dziewczyna ma na sobie krótkie dżinsowe spodenki i trampki. Jest drobna i bardzo szczupła. Wygląda młodo, bardziej jak nastolatka niż dorosła kobieta. Długie, lśniące blond włosy, niczym z reklamy szamponu, opadają na ramiona spod sportowej czapki z daszkiem.
Najpierw rozgląda się, jakby chciała upewnić się, że trafiła we właściwe miejsce. Jej wzrok zatrzymuje się na rustykalnym budynku. Ciemne, drewniane belki przeplatają się z jasnym tynkiem pod stromym dachem. Przed wejściem do hotelu, tuż przy kamiennej ścieżce, stoi ławka. Obok czuwa rzeźba przedstawiająca brodatego starca z toporem o dwóch ostrzach, wyglądająca na strażnika tego miejsca.
Gdy dziewczyna mnie zauważa, uśmiecha się promiennie. Odpowiadam tym samym. To nasze pierwsze spotkanie twarzą w twarz. Nikola mieszka w Gdańsku, więc cała rekrutacja odbyła się online. Z naszej pierwszej rozmowy pamiętam jej rozbrajający uśmiech. Od początku się wyróżniała. Nie była spięta ani zestresowana jak inne kandydatki. Emanowała swobodą i pewnością siebie. Jej odpowiedzi były trafne i przemyślane, a pytania wnikliwe i konkretne. Wypadła znakomicie: bystra, przygotowana, pełna entuzjazmu. Właśnie to sprawiło, że zapadła mi w pamięć. Czułam, że znalazłam kogoś, kto będzie pasował do naszego zespołu. Nikola potwierdziła to, przechodząc bezbłędnie przez długi, wieloetapowy i wymagający proces rekrutacyjny nadzorowany przez Dagmarę i Asię. Decyzja o złożeniu jej oferty zapadła niemal od razu, a ona przyjęła ją równie błyskawicznie.
– Cześć, Sonia!
Nikola idzie w moją stronę przez parking, ciągnąc za sobą małą, różową walizkę na kółkach. Wygląda na podekscytowaną. Dokładnie tak samo jak ja, gdy zaczynałam pracę w Sinto Tech. Wyciągam do niej rękę na powitanie. Trochę to formalne, ale Nikola może nie lubić uścisków, a ja nie chcę przekroczyć jej granic. Zależy mi na tym, żeby czuła się w moim towarzystwie komfortowo.
– Cześć, Nikola – witam ją. – Nie miałaś problemów z dojazdem?
– Żadnych, nawet nie stałam w żadnym korku. Uwierzysz? Prawdziwy cud.
– Cieszymy się, że z nami jesteś.
– A ja cieszę się, że mogę do was dołączyć.
Większość pracowników dotarła do hotelu w Kuraszkowie już rano, ale pozwoliłam Nikoli zjawić się później. Zaczęła pracę w naszej firmie dopiero wczoraj, nie miała jeszcze własnych projektów, a poza tym przyjechała aż z Gdańska. Nie widziałam sensu w ściąganiu jej tu z samego rana. I tak czekał ją długi dzień.
– To od czego zaczynamy? – Oczy Nikoli błyszczą. – Masz dla mnie jakieś zadania?
– Tylko jedno: dzisiaj masz się po prostu dobrze bawić.
– To nie będzie trudne. Chociaż na początku myślałam, że przyjazd na imprezę integracyjną to ostatni, nieoficjalny etap rekrutacji. No wiesz, test, jak się odnajdę w waszym gronie.
– Nie. – Śmieję się. – Nie jesteśmy aż tak podstępni. Umowę już podpisałaś, od wczoraj jesteś oficjalnie naszym pracownikiem, więc nie masz się czym martwić. Dzisiaj już tylko odpoczywamy, wieczorem będzie kolacja i ognisko. Za to jutro mamy w planie masę atrakcji, kajaki, jazdę konną i inne rzeczy. To będzie dobra okazja, żebyś nas poznała. I żebyśmy my poznali ciebie.
Ta ostatnia część jest dla mnie bardzo ważna. Tak naprawdę wiem o Nikoli tylko tyle, ile sama mi powiedziała. Oczywiście sprawdziłam jej profile w sieci, szukając jakichkolwiek niepokojących sygnałów, nie znalazłam jednak niczego podejrzanego. Jej konta były zupełnie zwyczajne: zdjęcia z podróży, wypady do kawiarni, wycieczki w góry i nad morze. Sprawiała wrażenie zwykłej młodej dziewczyny, która po prostu cieszy się życiem. Sprawdziłam też jej referencje. Wszyscy byli pracodawcy wyrażali się o niej z uznaniem. Mam jednak świadomość, że proces rekrutacyjny to teatr, w którym wszyscy zakładają maski. I jestem bardzo ciekawa, co odkryję, kiedy Nikola zdejmie swoją.
– Tak jak pisałam w mejlu powitalnym, jestem twoją buddy – informuję. – To znaczy, że jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania czy wątpliwości, możesz zwracać się z nimi do mnie.
– Więc jesteś moją firmową kumpelą?
– Można tak to nazwać. Obiad będzie o szesnastej, czyli za jakieś półtorej godziny. Na razie mamy czas wolny. Chodźmy do twojego pokoju, zostawisz tam swoje rzeczy.
Ruszamy razem w stronę wejścia do hotelu. Walizka Nikoli lekko postukuje na brukowanej uliczce w rytm jej kroków. W środku wspinamy się po drewnianych schodach na drugie piętro. Gdy docieramy na miejsce, podaję jej kartę. Przykłada ją do magnetycznego zamka i otwiera drzwi. Specjalnie wybrałam dla niej większy pokój, żeby czuła się komfortowo. Jest przestronny i ma wszystko, czego potrzeba: wygodne łóżko, dużą szafę, biurko w rogu i łazienkę. Nikola spogląda na mnie, a w jej oczach czai się rozczarowanie.
– Nie podoba ci się? – pytam ze zdziwieniem.
– Nie o to chodzi, jest świetny. Ale nie chcę być sama. Mogłabym być w pokoju z tobą?
– A chciałabyś?
– Jasne. Przecież jesteś moją firmową kumpelą.
– Właściwie to mam wolne łóżko, więc jeśli chcesz, to zapraszam. Nie ma problemu.
Prowadzę ją do swojego pokoju i otwieram przed nią drzwi. Nikola wchodzi do środka, stawia walizkę przy wolnym łóżku, siada i spogląda na mnie.
– To co teraz robimy?
– To zależy. – Wzruszam ramionami. – Mamy teraz czas wolny, więc możesz odpocząć po podróży. Albo przejdziemy się i poznasz kilka osób. Za pół godziny jest firmowy mecz w kosza. Jeśli masz ochotę, obejrzymy go razem.
– Brzmi super, chodźmy.
Nikola podrywa się z łóżka. Mam wrażenie, że przed przyjazdem tutaj wypiła z dziesięć kaw. Ale może to po prostu kwestia jej wieku? Kiedy ja miałam dwadzieścia siedem lat, też roznosiła mnie energia. Sporo się od tego czasu zmieniło.
Idąc po schodach, wspominam swój pierwszy dzień w tej firmie sześć lat temu. Byłam wtedy zestresowana i pełna wątpliwości, czy odnajdę się w nowym środowisku. Nikola wydaje się o wiele pewniejsza siebie. Zanim przyjechała, podskórnie bałam się, że jednak się nie zjawi. Gdyby kandydatka, którą wybrałam, zrezygnowała po jednym dniu, Dagmara miałaby pretekst, żeby wbić mi szpilę. Oczywiście subtelnie, tak żeby nikt poza mną tego nie zauważył. Obawa, że coś się nie uda, a zorganizowana przeze mnie integracja skończy się totalną katastrofą, towarzyszyła mi przez cały tydzień. Dlatego do ostatniej chwili obsesyjnie dogrywałam szczegóły, obdzwaniałam firmy organizujące atrakcje i upewniałam się po kilka razy, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Dopiero teraz stopniowo zaczynam się rozluźniać. Na razie wszystko przebiega zgodnie z planem.
Na dole dostrzegam Mateusza i Joannę. Siedzą w restauracji, pochyleni nad laptopem, dopracowując jakąś prezentację.
– O, jesteście. – Asia się uśmiecha.
– Chciałam wam przedstawić Nikolę – mówię. – Wczoraj oficjalnie dołączyła do naszego zespołu jako młodsza specjalistka do spraw HR i rekrutacji. Nikola, Asię już poznałaś, to nasza HR directorka. A to jest Mateusz, nasz CEO.
Przyglądam się, jak Mateusz wita się z Nikolą. Zawsze go lubiłam. Ma w sobie coś, co od razu budzi sympatię i zaufanie. Bywa trochę zbyt kontrolujący, ale w przeciwieństwie do moich poprzednich szefów nie sprawia wrażenia psychopaty.
– Nikola, witamy na pokładzie – mówi Mateusz, ściskając jej rękę. – Nie wiem, czy Sonia już się chwaliła, ale została dzisiaj gwiazdą zespołu. Trafiłaś w dobre ręce.
Miło, że o tym wspomniał. Tuż przed przyjazdem Nikoli wszyscy zebraliśmy się w hotelowej salce konferencyjnej, by wysłuchać jego płomiennej przemowy. Zapewnił nas, że pomimo kryzysu w branży IT w Polsce nasza firma osiąga coraz lepsze wyniki. Potwierdziły to kolejne slajdy prezentacji w PowerPoincie i rosnące wykresy. Mateusz pochwalił nas za dobrą pracę i zapowiedział premie. Na koniec wywołał na środek sali pracowników, których postanowił nagrodzić za szczególne osiągnięcia i zaangażowanie. Każdemu wręczył symbolicznie małego szampana. W dziale HR wyróżnił tylko mnie. Zrekrutowałam najwięcej osób w całym zespole, głównie dlatego, że po odejściu Julki na urlop macierzyński przejęłam jej projekty i pracowałam za dwie osoby.
– Cieszymy się, że do nas dołączyłaś – mówi Joanna, spoglądając na Nikolę. – Poznałaś już resztę zespołu?
– Właśnie idziemy to zrobić – odpowiadam. – Wszyscy się gdzieś rozbiegli.
– Nikola, mam nadzieję, że ci się u nas spodoba. – Joanna poprawia okulary. – W razie potrzeby nie bój się prosić o pomoc.
Asia na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie niezwykle miłej osoby i prywatnie taka jest. W pracy jednak jej osobowość zmienia się diametralnie. Bywa ostra jak brzytwa, a jej surowość idzie w parze z pamiętliwością wobec tych, którzy kwestionują jej decyzje. Niedawno sama się o tym boleśnie przekonałam.
Kilka miesięcy temu liczyłam na awans na stanowisko HR managera. Byłam w zespole najdłużej, miałam świetne wyniki, mnóstwo certyfikatów i wszystkie potrzebne kwalifikacje. Wszystko wskazywało na to, że to ja obejmę to stanowisko. A jednak nagle Asia niespodziewanie dla wszystkich sprowadziła do firmy Dagmarę i mianowała ją szefową naszego działu. Tłumaczyła, że potrzebuje kogoś z zewnątrz, bardziej obiektywnego i mniej emocjonalnie związanego z ludźmi. Od początku jednak czułam, że prawdziwy powód jest zupełnie inny. Po prostu jej podpadłam.
– Asia i Mateusz wydają się mili – stwierdza Nikola, gdy wychodzimy z budynku.
– Tacy są – przytakuję. – Asia jest prawą ręką Mateusza. Kiedyś pracowali razem w innej firmie, Tivio. Potem Mateusz założył polską filię Sinto Tech, a Asia pomagała mu z rekrutacją pracowników. Byłam pierwszą osobą, którą zatrudniła w zespole HR. Teraz w firmie pracuje ponad sto pięćdziesiąt osób, ale na integrację przyjechała tylko jedna trzecia, bo jesteśmy rozsiani po całej Polsce. W dziale HR mamy pięć osób: mnie, Justynę, Monię, Dagmarę i ciebie. Była jeszcze Julka, która teraz przebywa na macierzyńskim. Zajmujemy się rekrutacją nowych pracowników i opieką nad obecnymi. Kiedy mają jakiś problem, przychodzą właśnie do nas. Jesteśmy pierwszą linią kontaktu, więc bardzo ważne jest zaufanie.
– Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę nasze biuro na żywo. Widziałam zdjęcia na stronie, wyglądają super.
– Znalazłaś już mieszkanie we Wrocławiu?
– Tak, już wpłaciłam kaucję. Przeprowadzam się w tym tygodniu.
– Nie będzie ci brakowało Gdańska?
– Co ty! – Kręci głową. – Drogo tam i coraz więcej turystów.
Schodzimy po brukowanych stopniach i ruszamy żwirową ścieżką. Mijamy duży, zadaszony wybieg dla koni i trafiamy na trawiaste tereny otaczające hotel. Obok stawu z fontanną stoją grill i wiata z metalowym dachem. Pod drzewami bliżej wody kilka osób wyleguje się na leżakach, dalej rozciągają się pola i las.
– Ale piękne miejsce! – odzywa się Nikola. – To ty je wybrałaś?
– Tak, po długich poszukiwaniach.
Nie dodaję, że pierwsze trzy lokalizacje, które znalazłam wcześniej, zostały odrzucone przez Dagę i Asię jako zbyt drogie. Stworzyły długą listę wymagań, a budżet nie był z gumy. Dlatego jestem zadowolona, że udało mi się znaleźć to miejsce.
Hotel w urokliwej wiosce Kuraszków, niedaleko Wrocławia, okazał się strzałem w dziesiątkę. Oferował mnóstwo atrakcji, w tym restaurację, saunę, boisko do koszykówki, stadninę koni, winiarnię oraz miejsce do grillowania.
Podchodzimy do leżaka, gdzie Monika wygrzewa się w słońcu. Jej twarz częściowo zakrywają duże, ciemne okulary, a miękkie, brązowe loki swobodnie opadają na ramiona.
– Nikola, Monia, poznajcie się – mówię. – Monia pracuje u nas od roku i jest rekruterką, tak jak ty. Poza tym, że potrafi wyszukiwać najlepszych kandydatów, świetnie tańczy bachatę. I wie wszystko o wszystkich.
– A gdy się lepiej poznamy, na pewno sprzedam ci wszystkie firmowe plotki – dodaje Monika.
– Obiecujesz? – Nikola puszcza do niej oko.
– Jasne. – Kiwa głową. – Zobaczysz, będziemy się razem świetnie bawić.
Odhaczam pierwszy punkt na liście. Nikola i Monika chyba się polubiły, to dobry znak. Mam przeczucie, że zanim dzień dobiegnie końca, będą już bliskimi koleżankami.
Gdy przechodzimy wzdłuż stawu, mija nas Ola z księgowości. Ma na sobie koszulkę Iron Maiden, a w uszach bezprzewodowe słuchawki, jak zawsze, gdy chce uciec od towarzystwa. Ciemnoblond włosy spięła w kucyk. Odpowiada na nasze powitanie, ale nie zwalnia kroku.
Nagły podmuch wiatru niesie ze sobą charakterystyczny, słodkawy zapach marihuany, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Przeklinam w myślach i podążam za nim. W hamaku zawieszonym między drzewami buja się Rafał. W dłoni trzyma coś, co zdecydowanie nie jest papierosem.
– Widzę, Rafi, że już zacząłeś weekend? – Rzucam mu znaczące spojrzenie.
Niedbale gasi skręta w puszce po Coli i macha ręką, jakby chciał rozgonić dym. Na próżno. Zapach zioła wciąż unosi się w powietrzu. Nikola dyskretnie pokasłuje.
– A kto to jest? – Rafał spogląda na nią zamglonym wzrokiem.
– To nasza nowa rekruterka, Nikola.
– Uciekaj, póki jeszcze możesz – szepcze jak postać z horroru. – Dla nas jest już za późno, umrzemy, ale ty masz jeszcze szansę.
– Słucham? – Dziewczyna unosi brwi.
Odnotowuję sobie w myślach, żeby opieprzyć go przy najbliższej okazji.
– On tylko tak żartuje – mówię. – Rafi, powiedz, proszę, że żartujesz.
– Jasne, że żartuję. – Śmieje się. – Jaja sobie robię. Powodzenia, Nikola.
Daję jej znak, żebyśmy szły dalej. Ruszam w stronę boiska do koszykówki, zanim Rafał zdąży powiedzieć coś jeszcze. Po ziole zawsze robi się nieznośnie gadatliwy. Nikola przyspiesza kroku, próbując mnie dogonić.
– Może to niedyskretne i z góry przepraszam za to pytanie, ale czy on palił skręta?
– Rafi? Tak. – Wzdycham. – Czasem to robi.
– Fajnie, że jesteście taką liberalną firmą.
To akurat nieprawda. Szefostwu na pewno nie spodobałoby się, że Rafał pali zioło przy nowej pracowniczce, ale on najwyraźniej nie przejmuje się konsekwencjami.
Nagle słyszę ciche bzyczenie. Nad naszymi głowami unosi się dron Przemka. Uwielbia takie gadżety i bierze udział w zawodach dla pasjonatów. Gdy przedstawiam mu Nikolę, tak się na nią zagapia, że jego drogocenna zabawka prawie rozbija się o ziemię.
– Czy ta dziewczyna, którą mam zastąpić, była dobra w swojej pracy? – pyta Nikola, gdy spacerujemy między drzewami.
– Bardzo. Poza tym jest moją najlepszą przyjaciółką.
– Pewnie ci jej brakuje.
Kiwam głową. Julka była jedyną osobą w tej firmie, której w pełni ufałam. Tylko z nią mogłam rozmawiać o wszystkim, bez obaw, że moje słowa zostaną przekręcone lub użyte przeciwko mnie. Niestety ostatnio mamy ze sobą słabszy kontakt i coraz trudniej nam znaleźć wspólne tematy. Julka unika mówienia o macierzyństwie, które ją wykańcza, a ja nie chcę zanudzać jej opowieściami z pracy.
Bardzo tęsknię za jej towarzystwem, ale pocieszam się myślą, że wkrótce, gdy jej córka podrośnie, wszystko wróci do normy.
Docieramy na boisko do koszykówki. Wokół ciągnie się ogrodzenie, a przy krawędzi stoją ławki dla kibiców. Do rozpoczęcia meczu zostało piętnaście minut, ale z daleka dostrzegam już dwie znajome sylwetki. Krzysiek w sportowym stroju kozłuje piłkę, a Justyna próbuje mu ją odebrać. On w odpowiedzi pochyla się ku niej i ją całuje. Przekomarzają się jak nastolatkowie, choć są po trzydziestce i mają dwójkę dzieci. Czuję lekkie ukłucie zazdrości. Chciałabym, żeby układało mi się tak dobrze z Bartkiem. Niestety iskra między nami już dawno przygasła.
– Oni są parą? – pyta Nikola, patrząc, jak Justyna całuje Krzyśka. – Czy u was w firmie macie po prostu taką przyjacielską atmosferę?
– To nasze firmowe małżeństwo – tłumaczę. – Krzysiek jest liderem najlepszego zespołu w firmie, a Justyna pracuje razem z nami, więc niedługo ją poznasz. Kojarzysz, jak w liceum była zawsze taka jedna złota para? W naszej firmie to oni. Nigdy się nie kłócą.
– Pracują razem i nigdy się nie kłócą? – Nikola marszczy brwi. – Są robotami czy jak?
– Niewykluczone.
– Ja i mój chłopak pewnie byśmy się pozabijali – parska i nagle dostrzega obrączkę na moim palcu. – A ty chciałabyś pracować ze swoim mężem?
– Nie wiem. – Kręcę głową. – Kiedyś wszystko robiliśmy razem. Ostatnio jakoś się mijamy.
Natychmiast żałuję tych słów. Ostatnie, czego potrzebuje Nikola w pierwszym dniu pracy, to moje zwierzenia o problemach małżeńskich.
– O, proszę, kto to wreszcie do nas dołączył! Nikola! Jak miło cię znowu widzieć!
Krzywię się lekko, słysząc głos Dagmary. Zagapiłam się na boisko i nie zauważyłam, że się do nas zbliża. W przeciwieństwie do mnie zupełnie nie przejmuje się strefą komfortu Nikoli i obejmuje ją na powitanie.
– Bardzo się cieszę, że tu jesteś – mówi. – Czy Sonia ci już o wszystkim opowiedziała?
– Tak, wszystko wiem. – Nikola kiwa głową.
– Jeśli będziesz miała jakieś pytania, śmiało zgłaszaj się do mnie. Wiem, że formalnie jestem twoją przełożoną, ale się tym nie przejmuj i traktuj mnie jak koleżankę. Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem w pokoju 402.
– Myślałam, że w 320 – mówię, marszcząc brwi.
Dagmara spogląda na mnie i wzdycha ze zniecierpliwieniem.
– Miałam być, ale dostałyśmy z Asią pokój z łączonym łóżkiem. Tak jak parę innych osób. Chyba zapomniałaś wspomnieć w hotelu, że potrzebujemy osobnych łóżek. Ale nie przejmuj się, już udało mi się to naprawić.
Zgrzytam zębami, słysząc ten zawoalowany przytyk. Nie trzeba było długo czekać.
– Zamówiłam wam pokoje z osobnymi łóżkami – wyjaśniam. – Ktoś z hotelu musiał się pomylić.
– Nie przejmuj się, Sonia. – Macha ręką. – Przecież cię za to nie winię, każdemu mogło się to zdarzyć.
To nie przypadek, że Dagmara wbija mi szpilę w obecności Nikoli. Wyraźnie chowa do mnie urazę. Kilka godzin wcześniej, gdy Mateusz wyróżnił mnie jako najlepszego pracownika działu HR, uśmiechała się i klaskała razem ze wszystkimi, ale widać było, że wolałaby stać na moim miejscu. Niczego nie pragnie bardziej niż aprobaty Asi i Mateusza.
Nikola przygląda się tatuażom Dagmary. Nie są specjalnie oryginalne, ale trzeba przyznać, że zostały pięknie wykonane. Po jej szyi wije się wąż, a na obojczyku spaceruje pająk. Każdy detal przyciąga wzrok.
– Fajne dziary – mówi Nikola. – Lubisz węże?
– Bardzo, mam nawet jednego w domu. Pyton królewski, Stefan. – Dagmara uśmiecha się szeroko, jak zawsze gdy mówi o swoim pupilku. – A oprócz niego mam pająka, ptasznika.
– Nie boisz się, że ucieknie i cię ugryzie?
– Skąd. – Kręci głową. – Mam dobre zabezpieczenia w terrarium. Zresztą węże i pająki nie są wcale takie niebezpieczne, jak uważają ludzie. Mają tylko zły wizerunek. Zupełnie jak pracownicy działu HR. Co nie, Sonia?
– No nie wiem – odpowiadam jej z uśmiechem. – Niektóre gatunki są jadowite i zabijają.
Uśmiech spełza z twarzy Dagmary, więc najwyraźniej zrozumiała aluzję.
– Sonia, czy ty dobrze się czujesz? – pyta. – Nie łapie cię jakaś choroba? Bo wyglądasz na zmęczoną.
Rzucam jej wściekłe spojrzenie. Nic dziwnego, że wyglądam na zmęczoną, w końcu harowałam cały miesiąc bez żadnej pomocy, żeby zorganizować tę integrację. Ona i Asia uznały, że mają ważniejsze sprawy na głowie.
– No wiesz, zorganizowanie tego wyjazdu dało mi w kość.
– Nie przejmuj się, świetnie sobie radzisz, biorąc pod uwagę, że to twój pierwszy raz.
Klepie mnie po ramieniu, zupełnie jakby chwaliła psa za dobrze wykonaną sztuczkę. Ten gest jest tak cholernie protekcjonalny, że z trudem powstrzymuję się, żeby nie strącić jej ręki.
– Przepraszam was, dziewczyny, ale muszę uciekać. – Dagmara zerka na ekran telefonu. – Mam jeszcze dzisiaj spotkanie z Asią i Mateuszem, więc nie zdążę obejrzeć meczu. Zobaczymy się na obiedzie!
Unosi rękę na pożegnanie i odchodzi w stronę hotelu. Gdy tylko znika z pola widzenia, Nikola spogląda na mnie ze znaczącą miną.
– Czy mi się wydaje, czy ona za tobą nie przepada?
– Nie wydaje ci się. – Wzdycham.
Kręci głową z dezaprobatą.
– Strasznie mnie maglowała na rozmowie rekrutacyjnej. Ona i ta cała Asia. Zadały mi całą serię tendencyjnych pytań, zupełnie jakby chciały mnie przyłapać na jakimś błędzie. A teraz nagle są takie milutkie…
Przytakuję. Nie było mnie na ostatnim etapie rozmowy rekrutacyjnej, ale wierzę w każde jej słowo. Wiem, jak wymagające i uszczypliwe potrafią być Asia i Daga. Fakt, że Nikola tak szybko przejrzała prawdziwą naturę naszych managerek, poprawia mi humor, choć jednocześnie czuję, że powinnam stanąć w ich obronie.
– Wiem, że Asia i Daga bywają trochę wymagające, ale tak naprawdę są w porządku. Zobaczysz, polubisz pracę z nimi.
Rzuca mi przenikliwe spojrzenie.
– A ty lubisz z nimi pracować?
Waham się.
– Przez większość czasu tak – mówię po chwili. To nie jest w pełni szczera odpowiedź, ale za to właściwa. To coś, co należało powiedzieć. Nikola wyczuła wahanie w moim głosie, bo tylko uśmiecha się porozumiewawczo.
– Zajmiemy miejsce na trybunach? – pyta.
– Idź, zaraz do ciebie dołączę.
Kiedy rusza w stronę boiska, wyjmuję z kieszeni lusterko. Rzeczywiście wyglądam na zmęczoną, pewnie przez nieprzespaną noc i ciągłe koszmary. Podkrążone oczy, blada cera. Niedobrze. Trzeba będzie poprawić makijaż, zanim usłyszę kolejne złośliwe uwagi. W tej firmie nie brakuje ludzi, którzy tylko czekają na okazję, żeby ukąsić.
* * *
– Okej, więc zdradź mi wszystko, co powinnam wiedzieć – prosi Nikola, kiedy zajmuję miejsce na trybunach.
Na boisku pojawia się coraz więcej zawodników w czerwonych i żółtych koszulkach, a na ławkach zbierają się pozostali pracownicy. Słychać rozmowy, śmiechy i okrzyki dopingujące graczy, którzy rozgrzewają się przed rozpoczęciem meczu.
– Dobra – przytakuję. – W meczu biorą udział nasze dwa najlepsze zespoły programistów. Smart, czyli ci w żółtych koszulkach, tworzą aplikacje do inteligentnych domów, a Drive, czyli czerwoni, dla samochodów w Norwegii. Ludzie z naszej firmy bardzo lubią sport, ostatnio braliśmy udział w biegu charytatywnym.
– Uczestniczycie też w innych akcjach?
– Jasne. Wspieramy WOŚP i Szlachetną Paczkę, poza tym nasi wolontariusze regularnie pomagają w schronisku dla psów i w domu dziecka. Niektórzy z nas oddają krew.
Nikola kiwa głową, spoglądając na boisko.
– Wiesz, kiedy do was aplikowałam, pomyślałam sobie, że ta firma jest idealna. Wiesz, wasze wartości i zaangażowanie…
– No nie, nie jesteśmy idealni. Zdarzają się tu problemy, jak wszędzie. Ale staramy się je rozwiązywać na bieżąco. Często trzeba gasić jakiś pożar.
Jakby przywołana tymi słowami, Aria zmierza w naszą stronę. Już z daleka widzę, że jest w bojowym nastroju. Ma na sobie czarne spodnie, koszulkę z nazwą zespołu Kneecap i dżinsową kurtkę w krwistoczerwonym kolorze.
– Hej, Sonia – mówi, zatrzymując się przy ławce, na której siedzimy. – Możemy chwilę pogadać na osobności, bo mam temat?
– Jasne. Ale najpierw poznaj Nikolę, to nasza nowa rekruterka. Nikola, to jest Adrianna, pracuje w zespole Drive, jest UX designerką.
– Cześć. – Aria unosi rękę. – Jak będziesz chciała na coś się pożalić albo pogadać, śmiało do mnie uderzaj.
– Dzięki. – Nikola się uśmiecha. – Masz dla mnie jakieś rady na początek?
– Tak, uważaj na Skowrona.
– A kto to jest?
Dostrzegam go na boisku, biegnie w naszym kierunku. Wbijam wzrok w Arię i ostrzegawczo kręcę głową, ale ona nie zwraca na to uwagi.
– Kuba Skowroński – mówi. – Udaje programistę, ale tak naprawdę to kawał chama, homofoba i mizogina.
– A to dopiero początek moich zalet. – Skowron wyłania się zza jej pleców i wyszczerza się w uśmiechu. – Aria, znów obgadujesz mnie przed nową? Chyba muszę zgłosić to do kadr. A nie, czekaj, kadry tu są i nic z tym nie robią.
Jęczę w myślach. Co za pech, że ta dwójka musiała skonfrontować się właśnie teraz, kiedy wszystko szło tak dobrze.
– Co mam, twoim zdaniem, zrobić? – pytam Skowrona. – Zakneblować Arię?
– Zwracam tylko uwagę na podwójne standardy w tej firmie. Ona może o mnie gadać, co chce, ale kiedy ja powiem o niej kilka słów prawdy, to od razu jest wielka afera.
– Powinieneś już dawno stąd wylecieć za mowę nienawiści – prycha Aria.
– Za co, przepraszam? – Skowron się śmieje. – Nie ma takiego pojęcia ani w kodeksie pracy, ani w polskim prawie.
– A wiesz czemu? Bo w tym kraju rządzą faszyści tacy jak ty.
– Teraz awansowałem na faszystę? – Skowron unosi brwi.
– Tylko ktoś taki jak ty mógł pomyśleć, że to awans – prycha Aria.
– Powiedziała sfrustrowana, samotna, starzejąca się feministka.
– Hej! Możecie się uspokoić? – odzywam się, ale oboje mnie ignorują. Kiedy Skowron i Aria wyczują krew, zapominają o całym świecie. A fakt, że mają publikę, tylko ich nakręca.
– Po co przyszłaś do Soni? – warczy Skowron, patrząc na Arię. – Chciałaś znowu na mnie donieść?
– Donoszenie na ciebie, Skowron, to nie tylko obowiązek, ale i przyjemność.
– Jedyna przyjemność, jaką masz w życiu, co?
– Ej! – wtrącam się.
– Wiesz co? – Aria rzuca mu pogardliwe spojrzenie. – Pewnego dnia wylecisz z tej firmy i to będzie piękny dzień. Sypnę konfetti i otworzę szampana, bo świat stanie się lepszym miejscem.
– Marz dalej, frustratko.
Skowron odwraca się i wbiega na boisko. Spoglądam na Arię z irytacją.
– Czy mogłabyś nie nazywać naszych pracowników faszystami?
Mruży oczy.
– Czy ty próbujesz mnie cenzurować?
– Proszę cię tylko, żebyś zachowała standardy pracy. O czym chciałaś porozmawiać?
– Nieważne. – Wzrusza ramionami. – Pójdę z tym do Aśki i Dagmary.
– Aria, poczekaj…
Unosi tylko rękę na pożegnanie i odchodzi na drugą stronę boiska. Zerkam na Nikolę i widzę, że pisze coś na telefonie. Mam nadzieję, że nie informuje swoich przyjaciółek, że jej nowa, wspaniała firma to w rzeczywistości cyrk na kółkach.
– Przepraszam cię za tę scenę – mówię.
– O co chodziło tej dwójce? – pyta, unosząc głowę. – Są w sobie zakochani czy jak?
– Nie. – Wzdycham ciężko. – Oni po prostu naprawdę się nie cierpią. Kiedyś pracowali w jednym zespole, ale ciągle się kłócili o politykę i wszystko inne. Aria narzekała, że Skowron zostawia syf na biurku. On mówił, że jej makiety i szkice są nieczytelne… Potem zaczęli robić sobie kawały, coraz ostrzejsze, więc w końcu musieliśmy ich przydzielić do innych zespołów. Jakiś czas był spokój, ale ostatnio znowu zaczęli.
Nikola spogląda na boisko, gdzie Michał, project manager zespołu Drive, popisuje się spektakularnym rzutem. Piłka leci wysokim łukiem i wpada prosto do kosza. Michał unosi pięść w triumfie, a jego drużyna wybucha radością. Nikola nie odrywa od niego wzroku. Nie zaskakuje mnie to. Michał jest najprzystojniejszym facetem w naszej firmie.
– Ja też kiedyś grałam w kosza – odzywa się Nikola. – Byłam nawet w reprezentacji uniwersyteckiej.
– Tak? – Unoszę brwi. – Szkoda, że nie mówiłaś wcześniej.
Nagle gwizdek przerywa grę i na boisku wybucha zamieszanie. Damian, tester z zespołu Smart, stoi pod koszem, przyciskając dłonie do nosa. Musiał oberwać naprawdę mocno, bo krew kapie na asfalt. Kilku zawodników natychmiast podbiega w jego stronę, ale on unosi rękę w uspokajającym geście i schodzi z boiska. Ruszam w jego stronę i podaję mu paczkę chusteczek.
– Dzięki, Sonia. – Damian uśmiecha się z wdzięcznością i ociera twarz z krwi.
– Co tam się stało? – pytam.
– Przypadkiem oberwałem, nic poważnego. A kim jest twoja koleżanka? – Spogląda na stojącą za moimi plecami dziewczynę. – Chyba jeszcze się nie poznaliśmy.
– To Nikola, nasza nowa rekruterka.
– Podałbym ci rękę, ale… – Pokazuje jej zakrwawioną dłoń i uśmiecha się przepraszająco.
Moja towarzyszka odwzajemnia uśmiech. Damian jest jedną z osób, które od razu budzą sympatię. Cieszy się dużą popularnością w firmie, bo chętnie pomaga innym i potrafi pocieszać. Jest też znany z dyskrecji, dlatego zwierza mu się połowa dziewczyn w pracy. Wiele razy słyszałam ich utyskiwania, że najprzystojniejsi i najmilsi faceci pod słońcem zawsze okazują się gejami. Jednak najsilniejsza więź łączy Damiana z Arią. Jej ostry, wybuchowy temperament i jego spokojna, opiekuńcza natura świetnie się uzupełniają.
– Przepraszam was, dziewczyny, ale muszę się umyć – mówi Damian. – Nikola, miło było cię poznać.
Rusza wolnym krokiem do hotelu.
– Właśnie dlatego unikam sportu – stwierdzam. – Bardzo łatwo o faul.
Nikola spogląda na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– To był bardzo niesportowy faul. Damian nawet nie trzymał piłki i nie był bezpośrednio w akcji, a dostał z łokcia w twarz. To wyglądało tak, jakby ten drugi zawodnik po prostu chciał mu przywalić.
– Co? Kto to był?
Widzę wahanie w jej oczach. Wreszcie wzrusza ramionami.
– Nie jestem pewna. Nie znam tu jeszcze wszystkich.
Spoglądam na graczy rozproszonych po boisku. Krzysiek wygląda na zmartwionego, tymczasem Skowron i Michał śmieją się, jakby cała sytuacja z Damianem była zabawna, choć na asfalcie wciąż widać jego krew. Słowa Nikoli nie dają mi spokoju. Mam nadzieję, że się myliła i że to był tylko pechowy wypadek, choć mój instynkt podpowiada coś zupełnie innego.
* * *
Zorganizowanie obiadu dla trzydziestu osób staje się prawdziwym wyzwaniem, gdy połowa z nich nie je mięsa, ma różnorodne alergie lub nietolerancję glutenu. Co chwilę podrywam się z krzesła niczym gospodyni na własnym weselu, sprawdzając, czy wszyscy dostali to, co zamówili. Jestem wciąż niespokojna po incydencie na meczu, choć ostatecznie wszystko rozeszło się po kościach, a Damian po krótkiej przerwie wrócił na boisko.
Jednocześnie obserwuję Przemka, który skupia całą swoją uwagę na Nikoli, zasypując ją pytaniami. Najwyraźniej wpadła mu w oko.
– Gdzie wcześniej pracowałaś?
– W Tivio.
– O, ja też. W którym byłaś oddziale?
– Gdańskim. – Nikola nabija na widelec kawałek kurczaka i wkłada go do ust.
– A ja we Wrocławiu. Dziwne, że cię nie kojarzę z żadnego wyjazdu integracyjnego ani zdalnego spotkania…
– No wiesz, tam pracuje trzysta osób. – Nikola wzrusza ramionami. – Łatwo kogoś przeoczyć. Może nie zapadłam ci w pamięć?
– Nie ma takiej opcji. – Przemek uśmiecha się w sposób, który pewnie uważa za uwodzicielski. W rzeczywistości wygląda nieco upiornie.
– Sporo osób przeszło z Tivio do Sinto – wtrącam się do rozmowy, próbując odciągnąć jego uwagę od Nikoli. Sądząc po jej minie, wygląda na to, że ma go dość.
– Twój mąż też pracował w Tivio, pamiętam go – zauważa Przemek, spoglądając na mnie. – Dalej tam siedzi?
– Nie, już nie. – Kręcę głową.
– Pozdrów go ode mnie.
– Jasne. – Postanawiam przemilczeć fakt, że Bartek nie znosił Przemka i nazywał go notorycznie Małą Mendą.
– Nikola, przypomnij mi, w którym roku tam pracowałaś? – Przemek znów wbija w nią wzrok.
– Rok temu.
– A to faktycznie, minęliśmy się. Ty zatrudniłaś się już po tamtej akcji z trupem.
– Po jakiej akcji? – Nikola unosi brwi.
– No co ty, nie słyszałaś? – Przemek marszczy czoło. – Dwa lata temu w czasie integracji w Tivio zginął facet. Upił się, a kumple z zespołu chcieli mu zrobić żart, więc przywiązali go folią do drzewa. A on dostał zawału serca. Nie znałem go, bo byłem w innym dziale, ale powiem ci, że w firmie był wtedy niezły dym.
Kawałek mięsa staje mi w gardle. Nie mogę uwierzyć, że poruszył ten temat akurat podczas posiłku. Odsuwam talerz, nagle tracąc apetyt. Czuję lekkie pulsowanie w skroniach. Wyjmuję z torebki blister tabletek przeciwbólowych i połykam jedną, popijając wodą. Nie mogę sobie dziś pozwolić na atak migreny. Gdybym wylądowała w łóżku, sprawiłabym Dagmarze prawdziwą przyjemność. Bez wahania przejęłaby stery i jeszcze przypisała sobie wszystkie zasługi za dzisiejszy wieczór.
– Kumpel mi mówił, że ostatecznie nikt z firmy nie poniósł konsekwencji – gada dalej Przemek, wyraźnie rozkoszując się faktem, że nagle znalazł się w centrum uwagi i wszyscy go słuchają. – Prokuratura uznała to za wypadek, ale podobno gość miał zalepione taśmą usta, no i…
Ból głowy szybko narasta, jakby coś w środku rozpaliło się do czerwoności. Pocieram skronie.
– Właśnie dlatego u nas w firmie są regularne, obowiązkowe szkolenia z BHP – stwierdzam.
– Prawda, u nas jeszcze nikt nie zginął – mówi z zadowoleniem Przemek.
– Imponujące. – Kiwa głową Nikola.
– No widzisz? Trafiłaś w dobre miejsce. – Uśmiecha się, zupełnie nie łapiąc, że ona sobie z niego kpi.
Nagle wszystko zaczyna mnie przytłaczać, a ich głosy słyszę jak przez mgłę. Wstaję od stołu i wychodzę z restauracji. Idąc hotelowym korytarzem, czuję, jak coraz bardziej kręci mi się w głowie. Dopiero na świeżym powietrzu ból ustępuje. Stoję przez chwilę z zamkniętymi oczami, głęboko oddychając.
– Co, Sonia? Już masz wszystkich dosyć? – Słyszę głos za plecami.
Oglądam się przez ramię. Justyna stoi tuż za mną przed wejściem do hotelu i uśmiecha się lekko.
– Nic ci nie jest? – pyta. – Gdy wstawałaś od stołu, wyglądałaś, jakbyś miała stracić przytomność.
– Strasznie rozbolała mnie głowa.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
PROLOG
ROZDZIAŁ 1
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
