Gdyby powietrze wciąż pachniało Tobą - Sadkowska Angelika - ebook
NOWOŚĆ

Gdyby powietrze wciąż pachniało Tobą ebook

Sadkowska Angelika

0,0

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Ines Mercer i Walker Reed byli nierozłączną parą przyjaciół, a także zakochanych. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, aż do momentu, w którym Walker nagle zniknął z życia Ines. Bez pożegnania, bez wyjaśnień. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości – po prostu odciął się od niej całkowicie.

Serce Ines rozpadło się na kawałki, a ona sama nie potrafiła się pozbierać. Każde miejsce w mieście przypominało jej o nim, każde wspomnienie paliło ją od środka. Dlatego, gdy nadarzyła się okazja, by na kilka tygodni wyjechać do dziadków na wieś, nie wahała się ani chwili. Miała nadzieję, że zmiana otoczenia pomoże jej zapomnieć.

Jednak spokój, którego tak bardzo pragnęła, szybko okazuje się złudny. Na miejscu poznaje syna nowej partnerki swojego wujka – Ayrana Howarda. Od pierwszego spotkania coś między nimi zgrzyta. On działa jej na nerwy, ona nie przypada mu do gustu, ale los uparcie krzyżuje ich ścieżki. Zmuszeni do spędzania razem czasu, odkrywają, że czasem to, co wydaje się irytujące, potrafi stać się intrygujące…

Czy letnie dni na wsi uleczą złamane serce Ines? A może przyniosą kolejne komplikacje? 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 315

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Stargard 2026

Angelika Sadkowska

Wydawnictwo Black Dragon

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana, reprodukowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

All rights reserved

Young Adult

redakcja:

Daria Raczkowiak (@daria.raczkowiak.korekta)

korekta po składzie:

Natalia Szoppa

okładka, skład i łamanie:

Szymon Bolek (Studio Grafpa, www.grafpa.pl)

www.wydawnictwoblackdragon.pl

@wydawnictwoblackdragon

@mindof_pisze

ISBN 978-83-978818-9-1

Dla tych, którzy wierzą, że po każdej burzy przychodzi spokój.

Dla tych, którzy zrozumieli, że czasem trzeba zburzyć coś, by na nowo zbudować siebie.

Dla tych, którzy potrafią odnaleźć światło w najmroczniejszych zakamarkach serca.

I dla wszystkich, którzy kiedykolwiek kochali, tracili, a potem uczyli się ponownie wierzyć. Z nadzieją, że każda utrata prowadzi do czegoś piękniejszego.

Playlista

Taylor Swift – Picture To Burn

Taylor Swift – Should’ve Said No

Taylor Swift – Our Song

Taylor Swift – If This Was A Movie

Sabrina Carpenter – Can’t Blame a Girl for Trying

Sabrina Carpenter – Two Young Hearts

Marissa – Wiosna

One direction – Story of my life

Rozdział 1

Od Walker:

Arbuzowego dnia, Ines!

Od Ines:

Czemu chcesz, żeby mój dzień był aż tak zły? Nienawidzę arbuzów.

Od Walker:

Więc dlaczego każdego dnia mi to piszesz?

Od Ines:

Bo ty je kochasz.

Od Walker:

Ciebie kocham.

Uśmiecham się zaspana, po czym przewracam na plecy, wciąż wpatrzona w ekran telefonu. W te dwa słowa, które sprawiają, że czas płynie wolniej, a szczęście, za którym zwykłam gonić, jest na wyciągnięcie ręki. Walker mnie kocha, a ja kocham jego. I mam wrażenie, że będzie już tak na zawsze. Że nasza miłość jest na wieki. Nierozerwalna.

Czuję to w kościach. Czuję to w sercu. Czuję to w każdej komórce mojego ciała. Czuję to od pierwszego dnia naszej znajomości. Od trzynastu lat. Kilkunastu godzin i kilkudziesięciu sekund. Moje serce zaczyna bić szybciej za każdym razem, kiedy pomyślę o Walkerze. O tym, że jeszcze do niedawna łączyła nas jedynie przyjaźń, a teraz on wysyła mi wiadomości, w których wyznaje mi swoje uczucia.

Do Walker:

Myślę, że nie mocniej ode mnie. Gotowy na zakończenie roku?

Nie mam ochoty podnosić się z łóżka. Tak wygodnie mi się na nim leży, ale gdy zostanę w domu, matka mnie zabije. Ona nienawidzi, gdy z Vanessą, moją starszą o dwa lata siostrą, opuszczamy zajęcia w szkole. Nawet te, podczas których nie jest sprawdzana lista obecności.

Dla Violet Mercer szkoła to świętość, a każda nieobecność jest niemal zbrodnią. Dlatego, mimo że mam ochotę zostać w pokoju i rozmawiać z Walkerem do końca świata, wiem, że muszę się zebrać.

Od Walker:

Zawsze gotowy. A ty?

Do Walker:

Prawie. Potrzebuję jeszcze dziesięciu minut i motywacji.

Od Walker:

Pomyśl o tym, że za kilka godzin będziesz świętować koniec szkoły. Ze mną.

Wzdycham rozmarzona i w końcu zmuszam się do wstania z łóżka. Ściągam przez głowę za dużą koszulkę, w której spałam, i zakładam na siebie pierwszy lepszy zestaw, który nie wygląda jak wyciągnięty z dna kosza na pranie. Nie prezentuję się w nim najlepiej, jednak nie mam czasu już się przebrać. Jadę z Walkerem, a ten jeszcze przed lekcjami ma krótki trening, na który nie może się spóźnić. Śniadania też raczej nie zdążę zjeść. Nie zdążę też…

– Kurcze blade – jęczę, schodząc na dół z torbą przewieszoną przez ramię. Szukam w niej telefonu, który przed sekundą miałam w ręce. Przewracam oczami, gdy w końcu znajduję go w tylnej kieszeni spodni.

Vanessa stoi przy drzwiach z ramionami skrzyżowanymi na piersi, stukając stopą o podłogę wyraźnie zirytowana.

W przeciwieństwie do mnie ma na sobie schludne i wyprasowane ubrania, a jej twarz zdobi delikatny makijaż.

– Serio? – rzuca, mierząc mnie wzrokiem. – Będziemy przez ciebie spóźnione.

– Daj spokój, to ostatni dzień szkoły, nikt nie będzie nas sprawdzał – odpowiadam, przechodząc obok niej. Nie zamierzam jej tłumaczyć, że mój chłopak ma trening hokeja, więc będziemy przed czasem.

– Może ty masz to gdzieś, ale ja nie zamierzam tłumaczyć się mamie, gdy znów dostanie informację o naszej nieobecności – burczy, ale wychodzi za mną.

– Ale z ciebie panikara… – śmieję się, widząc na naszym podjeździe czekającego Walkera.

Przy nim nawet Van robi się całkiem znośna.

A świadomość, że nie wzięłam leków, nie budzi we mnie aż tak wielkiego strachu.

– Ja po prostu jestem odpowiedzialna.

– I przy tym bardzo nudna.

– Mówi mi to osoba, która całą swoją osobowość oparła na byciu dziewczyną jednego z najpopularniejszych chłopaków w szkole.

Zatrzymuję się w pół kroku. Jej słowa uderzają we mnie z siłą, której się nie spodziewałam.

– Zazdrościsz? – mówię, odwracając się do niej.

Vanessa wzrusza ramionami, ale nie odpowiada, ponieważ dochodzimy do Reeda.

Odkąd jesteśmy w związku, ich relacja nieco się ochłodziła. Wcześniej bardzo dużo rzeczy robiliśmy we trójkę. Aktualnie ciężko jest namówić ich na normalną rozmowę bez drobnych uszczypliwości albo wspólne obejrzenie filmu. Walker jednak zdaje się tym nie przejmować.

– Cześć, Van! Świetnie wyglądasz! – Uśmiecha się do niej, a do mnie podchodzi i całuje prosto w usta, przyciągając do siebie. Jego wargi są ciepłe, a pocałunek tak intensywny, że przez chwilę zapominam, gdzie się znajdujemy. Że obserwuję nas moja starsza siostra i prawdopodobnie jego mama z okna domu naprzeciwko. – Oczywiście nie lepiej od ciebie, słońce.

Czuję, jak chłopak delikatnie wygina mnie w pół, chwytając w talii tak, że nogi uginają się, jakby były wykonane z waty. Spogląda swoimi niebieskimi tęczówkami głęboko w moje oczy, a świat wokół nas zaczyna kręcić się wolniej. Zapiera mi dech w piersiach, kiedy tak na mnie patrzy. Nie przywykłam do tego uczucia, a przecież już rok jesteśmy razem.

Reed pachnie wodą kolońską i świeżym powietrzem, co w Wellbridge jest rzadkością. Tutaj fabryki wydzielają zapach spalin i wilgoci, a powietrze rzadko bywa czyste. Jednak obecność Walkera sprawia, że wszystko wokół staje się jaśniejsze i przyjemniejsze w odbiorze.

– Przestań! Bo jeszcze się zakocham… – Uderzam go ostentacyjnie w ramię, a ten kręci głową, stawiając mnie na równe nogi.

– Wiesz… – mruczy, dotykając karku. – Nie będę miał z tym problemu, ale nie wiem, czy umiesz kochać bardziej.

– Bardziej? – powtarzam zaskoczona.

Walker uśmiecha się tajemniczo, a jego oczy błyszczą, jakby wiedział coś, czego ja jeszcze nie wiem.

– Bardziej – potwierdza. – Bo ja kocham cię coraz mocniej z każdym dniem. Więc jeśli ty będziesz mnie kochać bardziej… może kiedyś mnie dogonisz.

– Brzmi jak wyzwanie.

Wydaje się, że spadam z ogromnej wysokości, niemniej zamiast strachu, czuję euforię.

– Wchodzisz w to? – pyta, a ja otwieram usta, żeby odpowiedzieć, aczkolwiek zamiast odpowiedzi wydobywa się z nich dźwięk pełen irytacji, bo Vanessa właśnie teraz postanowiła zacząć na nas trąbić. Głośny, urywany dźwięk klaksonu rozbrzmiewa w powietrzu, skutecznie burząc naszą małą, romantyczną bańkę.

– Na litość boską! – wykrzykuje, wychylając się przez okno. – Wsiadajcie już, zakochańce! Nie mamy całego dnia!

Odwracam się gwałtownie w jej stronę, posyłając jej najbardziej mordercze spojrzenie, na jakie mnie stać, ale ona tylko unosi brwi i ponownie naciska klakson.

– Van! – Walker kręci głową, rozbawiony. – Przysięgam, że jeśli jeszcze raz to zrobisz, twoja własna matka uzna cię za zaginioną.

– Och, błagam cię, Reed. – Siostra opiera się o zagłówek. – Jak skończycie się ślinić, może łaskawie przypomnicie sobie, że niektórzy z nas chcą dzisiaj skończyć szkołę?

Walker spogląda na mnie, tłumiąc śmiech, a ja tylko wzdycham i przewracam oczami.

– Czasem zastanawiam się, jak to możliwe, że jesteśmy spokrewnione – mamroczę pod nosem, otwierając drzwi od strony pasażera.

– To proste – odzywa się Vanessa, kiedy tylko zamykam za sobą drzwi. – Mnie matka wychowała dobrze.

W aucie roznosi się śmiech chłopaka.

– Tak, a mimo to co lekcja kłócisz się z biedną panią Holloway o to, czy „Wielki Gatsby” naprawdę jest taki wielki – ripostuję, zapinając pas.

– Bo nie jest! To książka o bandzie nieszczęśliwych ludzi, którzy robią złe rzeczy i dziwią się konsekwencjom!

Walker śmieje się głośniej, ruszając z podjazdu.

– Vanesso, chyba nikt nie spodziewał się po tobie innej opinii.

Nietrudno się z nim nie zgodzić. Moja siostra jest największą antyromantyczką, jaką znam. Gdyby mogła, pewnie zakazałaby wszystkim happy endów i z radością patrzyła, jak bohaterowie literaccy cierpią za swoje błędy.

– Van, to cud, że jeszcze nie spaliłaś żadnej książki na stosie – odpieram, przekręcając głowę w jej stronę.

– Po prostu cenię realizm – odpowiada z dumą, poprawiając torbę na ramieniu. – I nie uważam, że każda historia powinna kończyć się słodko i różowo.

– A jednak podkradałaś mi „Dumę i uprzedzenie” – przypomina jej Walker, patrząc na nią przelotnie w lusterku wstecznym.

Vanessa milknie na kilka sekund, po czym przewraca oczami.

– To była analiza literacka. Nie czerpałam z tego przyjemności.

– Jasne – przytakuję z udawanym przekonaniem. – I na pewno nie masz ukrytego zeszytu z cytatami z powieści, które „niby” krytykujesz.

Nie odpowiada, ale jej lekko oburzona mina mówi wszystko.

Walker rechocze pod nosem i ściska moją dłoń, kiedy zatrzymujemy się na światłach.

– A ty? – zagaduje mnie. – Co byś chciała, żeby wydarzyło się dzisiaj, skoro to nasz ostatni dzień w tej szkole?

Zastanawiam się przez chwilę, obserwując przez okno idących chodnikiem uczniów. W końcu wzruszam ramionami, bo nie jestem w stanie niczego wymyślić. Dla mnie szkoła to miejsce przymusu. Mam w nią szczerze wywalone. Dlatego nie należę do żadnego kółka zainteresowań, nie biorę udziału w konkursach i nie udzielam się na akademiach. Chcę po prostu przejść przez ten dzień i mieć go z głowy.

Vanessa natomiast uwielbia to robić. Jest wiceprzewodniczącą samorządu uczniowskiego, redaguje szkolną gazetkę i przewodzi klubowi dyskusyjnemu. Nic dziwnego, że traktuje zakończenie szkoły jak koniec jakiejś wielkiej epoki. Dla mnie to po prostu jeszcze jeden dzień.

– Nie wiem – odpowiadam w końcu. – Chyba chcę tylko, żeby obyło się bez dramatu.

Walker unosi brwi, chcąc coś powiedzieć, ale światło zmienia się na zielone, więc wraca do prowadzenia. Vanessa prycha pod nosem.

– Bez dramatu? To niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo jesteś w związku z Walkerem Reedem, najpopularniejszym chłopakiem w szkole, do którego wzdycha połowa dziewczyn w Wellbridge High.

– Przesadzasz.

– Nie – mówi stanowczo, spoglądając na mnie. – Może udajesz, że tego nie widzisz, ale Walker to gwiazda. A ludzie nie lubią, kiedy ktoś zabiera im ich ulubione świecidełko.

Patrzę na Walkera, ale on tylko uśmiecha się pod nosem, jak gdyby wcale go to nie obchodziło. Może i nie powinno.

– Cóż, mam nadzieję, że twoje dramatyczne przewidywania się nie sprawdzą. Już rok jesteśmy razem. Ludzie się przyzwyczaili.

Vanessa nie odpowiada, ale widzę, że coś jeszcze chodzi jej po głowie. Ja jednak nie mam siły tego drążyć.

Dojeżdżamy pod szkołę, a Walker parkuje na swoim stałym miejscu. Wokół roi się od uczniów, którzy głośno rozmawiają, śmieją się, robią sobie ostatnie zdjęcia przed budynkiem, który przez lata był ich drugim domem. Mdli mnie na ten widok, ale go nie komentuję, ponieważ domyślam się, że Reed będzie chciał zrobić to samo. To jego przed ostatni rok w tej szkole. Vanessy również. Obydwoje nie przegapią okazji.

Wysiadam, a gorący podmuch wiatru uderza mnie w twarz, przypominając, że lato w Wellbridge nie zna litości. Przytrzymuję torbę na ramieniu i rozglądam się po dziedzińcu. Widzę znajome twarze, słyszę roześmiane głosy, ale jedyne, na czym mi zależy, to Walker.

Podchodzi do mnie, wyciąga dłoń i splata nasze palce. To proste, a jednak wystarczające, by uciszyć we mnie wszelkie obawy.

– Gotowa? – pyta, unosząc brew.

– Jak nigdy – odpowiadam, ściskając jego dłoń mocniej.

Vanessa wyprzedza nas, nie oglądając się za siebie. Już wiem, że jeszcze dzisiaj dostanę od niej kazanie, ale nie zamierzam sobie tym teraz zaprzątać głowy.

Wchodzimy do budynku, a do moich nozdrzy dociera mieszanina zapachu starego papieru, perfum i szkolnej stołówki. Nigdy nie tęskniłam za tym zapachem, ale dzisiaj, w ten ostatni dzień, mam wrażenie, jakby wszystko miało większe znaczenie.

– Hej, Ines! – Ktoś wykrzykuje moje imię, a ja odwracam się, by zobaczyć Lauren, moją znajomą z klasy, jak macha do mnie z końca korytarza. Jest tą osobą, która zawsze była gdzieś obok, ale nigdy na tyle blisko, bym mogła nazwać ją przyjaciółką.

Uśmiecham się lekko i unoszę dłoń w geście powitania, ale zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, do rozmowy wtrąca się inny głos.

– Słyszałam, że planujecie wielkie zakończenie roku. – To Hailey Monroe, jedna z dziewczyn, które zawsze patrzyły na Walkera trochę za długo.

Dostrzegam, jak Walker napina mięśnie, ale nie puszcza mojej dłoni.

– Jeśli masz na myśli pójście nad jezioro i świętowanie z resztą klasy, to tak, mamy plany – odpowiada spokojnie, ale ja dobrze znam ten ton. Nie lubi jej. Nigdy nie lubił.

Hailey uśmiecha się sztucznie i zerka na mnie, próbując mnie ocenić.

– Ciekawe, że to akurat ty organizujesz imprezę, Ines. Zazwyczaj trzymasz się na uboczu.

– Może postanowiłam się zabawić – odpowiadam sucho, nie zamierzając wdawać się w bezsensowną dyskusję.

– A może po prostu nie chcesz, żeby Walker spędzał czas z kimś innym? – Jej głos ocieka fałszywą słodyczą.

Walker wzdycha i odwraca się do niej z wyraźną irytacją.

– Hailey, jeśli próbujesz coś zasugerować, to ci to nie wychodzi.

– Wcale nie próbuję nic sugerować – mówi z niewinnym uśmiechem. – Po prostu zastanawiam się, jak długo jeszcze ludzie będą udawać, że to ty rządzisz w tym związku, Ines.

Nieruchomieję na te słowa.

– O co ci chodzi? – pytam, mrużąc powieki.

– Och, proszę cię – prycha Hailey. – Myślisz, że nikt nie widzi, jak bardzo boisz się, że Walker cię zostawi? Że w końcu się znudzi i znajdzie kogoś innego?

Słowa uderzają we mnie mocniej niż powinny. Nie dlatego, że w nie wierzę, ale dlatego, że to, co mówi, nie jest dla mnie nowością. Gdzieś, w najgłębszych zakamarkach mojego umysłu, ta myśl już istniała.

Reed puszcza moją dłoń i robi krok w stronę Monroe.

– Jesteś żałosna – stwierdza lodowatym tonem, patrząc jej prosto w oczy. – I jeśli myślisz, że cokolwiek, co powiesz, ma dla mnie znaczenie, to się mylisz.

Hailey chce się odciąć, ale ostatecznie tylko przewraca oczami i odchodzi.

Zostajemy sami pośród tłumu uczniów.

– Hej! – Walker obraca mnie w swoją stronę, kładąc dłonie na moich ramionach. – Nie słuchaj jej, dobrze?

Przez chwilę tylko zaciskam wargi. Wiem, że nie powinnam brać do siebie jej słów, ale… co, jeśli miała rację?

– Ines. – Brzmi delikatnie, ale z nutką stanowczości. – Spójrz na mnie.

Unoszę wzrok i napotykam jego spojrzenie.

– Kocham cię – zapewnia z nadzieją, żebym zapamiętała te słowa na zawsze. – Nie dlatego, że tak jest wygodnie. Nie dlatego, że nie mam innych opcji. Kocham cię, bo jesteś sobą. I nic tego nie zmieni.

Serce wali mi w piersi.

– Nawet jeśli nie jestem idealna?

– Zwariowałaś? – Uśmiecha się lekko. – Kocham cię właśnie za to, że jesteś prawdziwa.

Przez chwilę nie mówię nic, tylko pozwalam, żeby jego oddech otulił mnie jak ciepły koc.

Może rzeczywiście nie powinnam się tym przejmować. Może powinnam po prostu zaufać, że Walker jest tu i nigdzie się nie wybiera.

Biorę głęboki wdech i kiwam głową.

– Dobrze.

Przyciąga mnie do siebie i ponownie splata nasze palce.

– Chodź, słońce. Musimy pożegnać szkołę.

I tak właśnie robię. Bo cokolwiek by się nie działo, wiem jedno.

Nie jestem sama. Przynajmniej tego dnia.

Rozdział 2

– W co się ubierasz? – dopytuje Olivia przez telefon, a ja wzruszam ramionami, przez chwilę nieświadoma tego, że dziewczyna mnie nie widzi.

Stoję przed szafą wypełnioną ubraniami, ale za nic w świecie nie mam pojęcia, co na siebie założyć. Czas przelatuje mi przez palce, a ja zamiast wziąć się w garść, czuję gorąco na twarzy.

– A co lubi Walker? – odpowiadam zrezygnowana.

Olivia Sullivan jest jego najlepszą kumpelą. Od zawsze była z nim bliżej niż ja. Powinna to wiedzieć.

Kucam, żeby zebrać z podłogi szorty i kilka podkoszulek, które wypadły z przepełnionej półki, kiedy nerwowo przeglądałam ubrania. W tym czasie Liv prycha po drugiej stronie słuchawki, czego początkowo zdaje się, że nie zauważam.

– To nie chodzi o to, co lubi Walker, tylko w czym ty czujesz się najlepiej. I w czym ja czuję się najlepiej.

Wzdycham, biorąc do ręki lekką, zwiewną sukienkę w delikatne kwiatki.

– Może sukienka? – sugeruję, patrząc na żółty materiał. Reed nazywa mnie słońcem, więc na pewno spodoba mu się ten kolor. – Noce w Wellbridge nie są zimne. Przeżyjemy.

– Sukienka brzmi dobrze – zgadza się. – Ale… na pewno robisz to dla siebie, a nie dla Walkera?

Zawieszam wzrok na materiale i zaciskam palce na cienkiej tkaninie. Przecież to bez różnicy, prawda? To tylko kolor. To tylko sukienka.

– Reed mówi, że w żółtym wyglądam jak słońce – odpowiadam.

– I co z tego? – Olivia parska śmiechem. – Reed przecież nie będzie w tym chodził.

Zaciskam usta. Wiem, że ma rację, ale i tak składam sukienkę ostrożnie, jakby miała się rozpaść w dłoniach.

– Dobra, nie kombinuj – rzuca pośpiesznie, kiedy nie odpowiadam. – Zakładaj to, w czym czujesz się dobrze, i wychodź.

Odkładam sukienkę na łóżko i biorę głęboki oddech. Może naprawdę powinnam przestać się przejmować. Może to tylko wieczór nad jeziorem. Zwykłe przywitanie wakacji.

Może to nic nie znaczy.

A może znaczy wszystko.

Walker pod koniec zajęć zaczął się dziwnie zachowywać. Owszem, po raz kolejny wyznał mi miłość. Zapewnił o swoich uczuciach, ale potem… Potem jakby mnie nie było.

Najpierw myślałam, że coś się stało. Może trening hokeja nie poszedł po jego myśli, może ktoś go wkurzył, ale im częściej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że to ja zrobiłam coś nie tak. Tylko co?

– Liv… myślisz, że Walker się na mnie obraził? – pytam ostrożnie, zaciskając palce na telefonie.

Dziewczyna milknie na chwilę, a ja słyszę w tle szum rozmów i trzask zamykanych drzwi.

– Walker? – powtarza, jak gdyby to pytanie naprawdę ją zaskoczyło. – Nie wiem. Nie wydaje mi się.

– Ale…

– Posłuchaj, jeśli znowu zaczynasz analizować każde jego słowo, to może po prostu do niego napisz? – przerywa mi. – Albo jeszcze lepiej, idź do niego. W końcu mieszkasz po drugiej stronie ulicy. To tylko kilka kroków.

Brzmi na zmęczoną tym tematem. Może dlatego tak trudno mi cokolwiek odpowiedzieć. Może dlatego zamiast tego patrzę na sukienkę i zastanawiam się, czy Walkerowi rzeczywiście na mnie zależy, czy tylko podoba mu się wersja mnie, którą stworzył w swojej głowie.

– Halo? – Olivia znowu się odzywa. – Żyjesz tam?

– Tak – odpowiadam szybko, choć wcale nie jestem tego taka pewna.

– To przestań się przejmować i się zbieraj. Do zobaczenia nad jeziorem.

Zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, rozłącza się. A ja zostaję sama, z sukienką, której wcale nie jestem pewna, i z myślami, które nigdy nie dają mi spokoju. Zakładam ją, a kilka minut później zbiegam na dół.

Tata ogląda w salonie telewizję, a mama podlewa kwiaty w ogrodzie. Rozglądam się w poszukiwaniu Vanessy, bo to ona miała mnie zawieźć na imprezę. Sama nie zamierzała na niej zostawać. Nie jest typem imprezowiczki, a poza tym twierdzi, że ludzie z jej rocznika są „żałośni”. Te słowa należą do niej, nie do mnie.

– Van? – wołam, zaglądając do kuchni. Pusta. Sprawdzam jeszcze werandę, ale siostra nigdzie się nie pojawia. – Widziałeś Vanessę, tato? – pytam, siadając obok niego.

W telewizji leci powtórka starego serialu „Miami Vice”, ale mężczyzna i tak nie odrywa wzroku od ekranu.

– Wyszła jakieś dziesięć minut temu – odpowiada. – Chyba do Jake’a.

Jake. Oczywiście. Vanessa mówiła coś o tym, że może się z nim spotkać, ale nie sądziłam, że zrobi to akurat dzisiaj.

– Aha. No to super – mamroczę, podnosząc się z kanapy.

– Miałaś z nią gdzieś jechać? – Tata ziewa i sięga po pilot, by ściszyć dźwięk.

– Tak, ale to nic. Sama się jakoś dostanę.

Nie dodaję, że nie mam pojęcia jak. Olivia na pewno już tam jest, a reszta moich znajomych… cóż, nawet nie wiem, czy mogłabym kogoś poprosić o podwózkę, bo to tak naprawdę nie są moi znajomi, ale znajomi Walkera.

– A Reed?

– Reed jest zajęty. Ogarnia prowiant i te sprawy.

– Mogę cię podrzucić – proponuje tata, po czym podnosi się z kanapy, jakby ta decyzja zapadła w ułamku sekundy. – I tak miałem wyjść na chwilę do sklepu.

– Nie, nie trzeba. Jakoś sobie poradzę.

– Nie upieraj się, i tak już stoję.

Patrzę na niego i zdaję sobie sprawę, że nie ma sensu protestować. Może to i lepiej, że mnie podrzuci. Przynajmniej nie będę musiała kombinować.

– Ale to nie będzie oznaczać, że weekend spędzę przy koszeniu trawnika przed domem?

Jestem podejrzliwa, ponieważ w naszym domu tata często znajduje pretekst, by zmusić mnie do robienia czegoś, co niekoniecznie jest moim wymarzonym zajęciem. Koszenie trawnika to jeden z jego ulubionych pomysłów na „rodzinne” weekendy, ale wiem, że teraz to chyba nie jest jego celem.

– Skoro Van nie wywiązała się z waszej umowy, to ona to zrobi. – Uśmiecha się z lekkim zadowoleniem.

Skaczę z radości, bo wizja starszej siostry pocącej się w promieniach słońca jest absolutnie cudowna. To moje małe zwycięstwo, które ratuje mi dzień.

Ruszamy do wyjścia, a po piętnastu minutach znajdujemy się na miejscu. Jezioro jest oświetlone delikatnym blaskiem zachodzącego słońca, a na brzegu czuć zapach świeżo skoszonej trawy i wilgoci. Impreza już trwa, chociaż jeszcze nie ma zbyt wielu ludzi. W powietrzu unosi się głośna muzyka, a w tle słychać śmiechy i rozmowy. Na brzegu stoją grupki nastolatków, niektórzy trzymają w rękach plastikowe kubki z napojami, inni grają w piłkę lub po prostu siedzą na kocach. Woda w jeziorze mieni się w świetle, tworząc prawdziwą oazę w tym ciepłym wieczorze.

Wszyscy są lekko ubrani, w swobodne, letnie ubrania. Olivia już jest, w swojej ulubionej, krótkiej sukience, śmieje się i rozmawia z kilkoma osobami. Na widok mojego przyjazdu macha ręką i uśmiecha się szeroko. Wzdycham, czując, jak wstępuje we mnie lekki stres. Walker… gdzie on jest?

– W tych kubkach nie ma żadnego piwa, prawda? – Tata spogląda na mnie uważnie.

Nie jest fanem alkoholu wśród młodzieży, a już na pewno nie, gdy jego córka jest w tym towarzystwie.

– Nie, tato, to tylko napoje owocowe – odpowiadam szybko, wiedząc, że niektórzy i tak potrafią zamienić kubki na coś mocniejszego. – Zawsze musisz się martwić?

– To moja rola, córeczko – mówi, po czym popycha mnie lekko w stronę drzwi. – No już, idź i baw się dobrze, ale nie przesadzaj, okej?

– Okej. Jeszcze raz dziękuję za podwózkę. Kocham cię.

Niezależnie od tego, ile razy to powiem, zawsze mam wrażenie, jakby to były ostatnie słowa, które mogę powiedzieć przed wyjściem. To chyba taka moja mała tradycja.

Tata odjeżdża z piskiem opon, a ja wdycham rześkie, wieczorne powietrze. Zaciskam palce i idę w stronę ­Olivii. Głośna muzyka odbija się od drzew, a śmiechy i rozmowy mieszają się z dźwiękami bitów. Chociaż atmosfera jest swobodna, wydaje mi się, jak coś mnie przytłacza. Nie mam pojęcia, co.

I nie wiem, czy chcę to wiedzieć.

– No w końcu! – woła blondynka, łapiąc mnie za rękę. – Przyszłaś sama?

– Walker miał zająć się… – nie kończę, ponieważ mi przerywa.

– No, tak. Zapomniałam.

– Jest już? – pytam, na co zaprzecza skinieniem głowy.

– Ale wiesz za to, kto jest? – Jej głos zyskuje lekki, tajemniczy ton, a uśmiech na jej twarzy staje się szerszy.

– Kto?

– Mnóstwo żarcia i darmowej coli! – wykrzykuje radosnym tonem, wskazując na stół zastawiony jedzeniem i napojami. Następnie ciągnie mnie w jego kierunku.

Staram się nie dawać po sobie znać, że czuję lekkie rozczarowanie. To dziwne, że Walker jeszcze się nie pojawił, zwłaszcza że mówił, że na pewno przyjdzie i będzie przede mną. Wyjmuję komórkę z torebki, gdy Livia podaje mi czerwony kubek.

– Nie mów, że będziesz go wypytywać, gdzie jest… – wzdycha, po czym chce zabrać mi moją własność, niemniej wykonuję unik w odpowiednim momencie.

– Tylko zapytam, kiedy będzie – tłumaczę, ale dziewczyna nie wygląda na przekonaną.

– Może daj mu odetchnąć, co?

Marszczę czoło, nie rozumiejąc, co ma na myśli. Odetchnąć? Czy ja jestem osobą, od której trzeba odetchnąć? Czy zrobiłam coś nie tak? Czy może on potrzebuje przestrzeni? Czuję dziwny ucisk w żołądku.

– Mówił ci coś na ten temat? – pytam, przez co Olivia traci cierpliwość.

Nigdy nie byłyśmy jakoś specjalnie blisko. Liv to przyjaciółka Walkera, nie moja. Owszem, łączyła nas nić sympatii, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o szczegółach jego życia osobistego w taki sposób. O szczegółach naszego życia osobistego również.

– Jezu, Ines! – Wywraca oczami, odstawiając napój na blat. – Nie musiał mi nic mówić, żebym widziała, jak siebie nawzajem tłamsicie.

Czuję, jak serce mi przyspiesza, a głowa robi się pusta. Tłamsimy? Walker i ja? Przez chwilę nie jestem w stanie zebrać myśli. Zawsze byłam przekonana, że to wszystko jest proste – że między nami jest coś, co nie wymaga zbędnych słów. A teraz… teraz nagle wydaje mi się, że nie rozumiem, co tak naprawdę się dzieje.

– Nie ma go od pięciu minut, a ty już panikujesz… Czasami zastanawiam się, jak będzie wyglądało twoje życie bez niego.

Ja nie, bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło go w nim nie być. W końcu znamy się od trzynastu lat. Poznaliśmy się, gdy miałam trzy, a on pięć i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Wspólne dzieciństwo, śmiech w deszczu, tajemnice w szkole, wakacyjne wypady nad jezioro – wszystko to tworzy naszą historię. Walker jest moim najlepszym przyjacielem, pierwszym chłopakiem, kimś, kto zawsze jest obok, gdy go potrzebuję. Niezależnie od tego, co się wydarza w moim życiu, on zawsze stanowi mój punkt odniesienia. To chyba normalne, że się martwię.

– Dlaczego uważasz, że… – Olivia podnosi rękę do góry i przerywa mi w pół słowa.

– Męczy mnie to, że nie dostrzegasz niczego innego oprócz Reeda. Jest tylko on, on i on, a potem dziwisz się, że nie masz prawdziwych przyjaciół.

Zabolało. Zabolało bardziej niż poranne słowa Vanessy na temat tego, że opieram całą swoją osobowość na byciu jego dziewczyną. Pociągam nosem, usiłując się nie rozpłakać. Klatka piersiowa Olivii opada gwałtownie. Patrzę na nią, bo nie umiem spojrzeć w jej oczy. Ktoś obok podchodzi, zerkając na nas kątem oka, ale szybko odchodzi, widząc napiętą atmosferę. Olivia milczy przez chwilę, po czym ze świstem wypuszcza powietrze z ust.

– Pójdę poszukać Noah i Kaana, dobra?

Nie odpowiadam, a ona zostawia mnie samą. Nawet nie proponuje, żebym z nią poszła, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wszystko to, co nas łączy, dzieli nas tak samo mocno.

Gdy znika z zasięgu mojego wzroku, wybieram numer Walkera. Mimo że wciąż czuję w powietrzu jej osąd, nie umiem się powstrzymać. Pierwsze połączenie, drugie, trzecie… Za czwartym postanawiam do niego napisać.

Do Walker:

Gdzie jesteś? Miałeś być przede mną. Wszystko okej?

Nie odpisuje tak szybko, jak to miał w zwyczaju, więc jęczę pełna irytacji, wbijając paznokcie w wewnętrzną skórę dłoni. Moje ciemne do pasa włosy rozwiewa ciepły podmuch wiatru. Przynosi on ze sobą skwierczenie ogniska, a także odgłosy żab i świerszczy, czyli jedyne dźwięki, które potrafią wyrwać mnie z moich myśli. Jednak nie udaje mi się skupić na niczym poza tym wrażeniem, że coś jest nie tak. Moje palce zaciskają się na telefonie, a w brzuchu czuję niepokój, który nie chce minąć.

Do Walker:

Zrobiłam coś nie tak? Jesteś na mnie zły?

Do Walker:

Dlaczego nie odpisujesz?

Czuję, że w kącikach oczu zbierają mi się łzy. Walker nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Nie unikał mnie, nie ignorował moich połączeń i moich wiadomości. Nie wiem, co o tym myśleć, a przede wszystkim, jak się zachować. Głowa podpowiada mi same czarne scenariusze, ale gdyby rzeczywiście coś się stało, na pewno ktoś dałby mi o tym znać. A jak nie mi, to komuś z jego przyjaciół.

Spoglądam w ich stronę. Ich sylwetki odbijają się od płomieni ogniska. Są nierównomierne, natomiast śmiechy zniekształcone przez muzykę.

Skoro wszystko, co miał Walker, przywieziono na to jezioro, to on zapewne już tutaj jest. Tylko gdzie?

– Hej, Ines!

Ciężko jest mi się ocknąć z tego marazmu, ale podnoszę wzrok na wołającego moje imię Kaana. Jestem gotowa wykonać w jego stronę krok, ale słysząc to, co ma mi do powiedzenia, cofam się.

– Walker powiedział, że go nie będzie, więc jeśli chcesz wracać, to mam cię odwieźć!

Obserwuję go z wyraźnym niedowierzaniem.

– Jak to powiedział? – odkrzykuję.

Noah i Olivia posyłają sobie dziwne spojrzenia.

– No normalnie… – Kaan wzrusza ramionami. – To, co? Bo nie wiem, czy mogę pić.

– Poradzę sobie. Dzięki. – Odwracam się na pięcie, jednak po chwili zerkam za siebie. – A gdzie on jest?

Ponowne wzruszenie ramionami.

Ponowna fala niepokoju, z którą nie umiem sobie poradzić.

Rozdział 3

Czasami, kiedy coś się sypie, znaki tego pojawiają się już po fakcie.

Bardzo często trudno jest dostrzec je na czas, bo wszystko wydaje się być w porządku, a dopiero, potem gdy patrzysz wstecz, zaczynasz dostrzegać te drobne, niepozorne zmiany. Zmiany, które były tam od początku, ale które w momencie ich wystąpienia zignorowałeś, bo nie pasowały do obrazka, który próbowałeś utrzymać.

Zaczynasz dostrzegać te szczegóły, gdy jest już za późno. Wspomnienia stają się jak puzzle, które teraz zaczynają do siebie pasować, ale brakuje kilku kawałków, które umknęły ci w biegu, gdy usiłowałeś uciec przed rzeczywistością.

Czasami to, co wydaje się niewinne, ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.

Do Walker:

Halo, żyjesz?

Do Walker:

Arbuzowego dnia!

Do Walker:

Serio, zaczynam się niepokoić, Reed.

Do Walker:

Nie udało się dostarczyć wiadomości. Sprawdź numer lub spróbuj ponownie później.

Przekręcam się z boku na bok. Jest piąta nad ranem. Nie zmrużyłam oczu przez noc, dlatego nie wiem, czy komunikat, który mi się wyświetla to sen, czy rzeczywistość. W głowie mam mętlik, a serce bije jak oszalałe, mimo że staram się uspokoić oddech. To dziwne, jak łatwo można wpaść w pułapkę własnych myśli. Wydaje się, że w tej ciszy wszystko staje się bardziej wyraźne, jakby każde słowo, które nie docierało, miało większe znaczenie. Jakby to, że Walker nie odpisywał, było czymś więcej niż tylko zapomnieniem czy chwilowym brakiem czasu.

Wzdychając, próbuję wysłać kolejną wiadomość, ale zamiast niej ponownie wyświetla się ten sam komunikat. Mówię sobie, żeby nie panikować, ale nic nie poradzę na to, że moje nogi… Ba! Całe ciało nagle staje się ciężkie. Dłonie drżą, a oddech prawie niknie we łzach.

– Nie panikuj… – szepczę, przykładając telefon do ucha. – Nie panikuj.

Jednak w słuchawce zamiast głosu Walkera, słyszę automatyczną sekretarkę. Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później. Niczego nie rozumiem i nie chcę rozumieć. Jak to jest zablokowane? To nie miało prawa się wydarzyć. W jednej chwili rzeczywistość staje się niepojęta, a moje myśli rozpadają się na kawałki. Z niedowierzaniem sięgam po telefon, usiłując raz jeszcze.

Instagram. Wchodzę na jego profil, ale zamiast zdjęć, zamiast śladów po chwilach, które dzieliliśmy, widzę jedynie martwą przestrzeń – puste miejsce, w którym kiedyś były jego posty. Konto jest zamknięte. To niemożliwe. Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy, wymienialiśmy się słowami, a teraz? Zablokował mnie na każdym możliwym polu? Serce zaciska się w piersi, ale nie zatrzymuję się, sprawdzam kolejne aplikacje, których nie sprawdziłam wcześniej.

Facebook? Zablokował. Twitter? Zablokował. Nawet Snapchat, gdzie codziennie wysyłał mi wiadomości, zniknął. Zablokował mnie wszędzie. Jakby nagle zniknął z mojego świata.

Podnoszę się do siadu. Słońce za oknem już dawno wstało. Jego promienie nieśmiało przedostają się przez zasłonięte rolety. Moja sypialnia tonie w złotym blasku, a ja tonę w pustce, która rozciąga się wokół mnie. Nie płaczę, bo świadomość nie przyjmuje niczego do wiadomości. Walker nie mógł tak postąpić. To wszystko po prostu mi się śni. To koszmar, z którego za chwilę zostanę wybudzona. Zaciśnięte palce na telefonie nie pomagają, więc odkładam go na bok, ale szybko z powrotem trzymam go w ręku i wybieram numer Reeda.

I słyszę po raz setny: Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później.

Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później.

Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później.

Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później.

Połączenie z tym numerem jest zablokowane. Proszę spróbować ponownie później.

Mimo że nic takiego się nie dzieje, mam wrażenie, jak coś wewnątrz mnie się kruszy, tłucze niczym szkło. Pojedyncza łza spływa po moim policzku, każdy oddech zaczyna boleć, a obraz, który dostrzegam przed sobą, oddala się gwałtownie. Siedzę na tym łóżku przykryta kocem, ale wszystko dookoła toczy się bez mojego udziału.

Czas mija.

Wstaję. Koc upada na podłogę. Zamiast go podnieść, staję na nim, po czym kopię na drugi koniec pokoju. Mam ochotę z niego wyjść i zapukać do drzwi Walkera, ale jest dopiero szósta. Jego rodzice jeszcze śpią, a on? Wyglądam przez okno z nadzieją, że zastanę go po drugiej stronie, tak samo jak ja, wychylającego się, obserwującego, czy wszystko ze mną w porządku. Czy jego głupi żart nie wymknął się spod kontroli, niemniej nie ma go tam. Tylko puste podwórko, zarośnięty trawnik, który Walker zawsze kosił w soboty, i jego rower oparty o ścianę garażu. Nie ma go, nie ma światła w jego oknie, nie ma żadnego znaku, że tu był.

Staram się znaleźć w tym sens, ale zamiast tego w mojej głowie narasta hałas. Milion myśli, scenariuszy, powodów, które mogłyby wyjaśnić, dlaczego nagle zniknął. Może to jakiś żart? Może ktoś przejął jego konto? Może coś się stało? Może… może… może.

Nie. Przerywam własne myśli, ściskając telefon tak mocno, że bolą mnie palce. Przecież jeszcze wczoraj wszystko było w porządku. Rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. Obiecał, że się spotkamy. Ludzie nie wymazują cię ze swojego życia w jedną noc. Nie znikają ot tak, prawda?

Łapię za bluzę rzuconą na krzesło i narzucam ją na ramiona. Moje stopy są bose, zimna podłoga parzy mnie w skórę, ale to nic. Nie mogę tu siedzieć. Muszę go znaleźć. Muszę wiedzieć.

Otwieram drzwi i wpadam prosto na moją matkę, która już nie śpi. Patrzy na mnie zaskoczona, jej brwi unoszą się delikatnie.

– Ines, skarbie?

– Muszę coś sprawdzić – mówię, mijając ją bez zatrzymania.

– Czekaj. – Chwyta mnie za nadgarstek. – Coś się stało? Dlaczego płaczesz?

Potrząsam głową, a po chwili pociągam nosem.

– Nie płaczę.

– Przecież widzę. Pokłóciłaś się z Walkerem?

Jego imię w jej ustach powoduje, że żółć podchodzi mi do gardła. Nie pokłóciłam się. Nie wiem, co złego zrobiłam. Nie mam pojęcia o niczym.

Łkam, a ona od razu mnie przytula. Nie umiem odwzajemnić tego gestu. Nie umiem skupić się na niczym innym, niż na tym, że to, co znałam do tej pory, chyba się rozpada. Chyba, bo wciąż to do mnie nie dociera.

– Ines, powiedz mi, co się dzieje – szepcze, a ja kręcę głową, próbując się wyrwać. Nie chcę mówić, nie chcę wyjaśniać. Chcę tylko odpowiedzi.

– Muszę iść do Walkera – wyduszam w końcu.

Mama marszczy brwi, ale nie puszcza mojej ręki.

– Skarbie, ale… – urywa. W jej oczach pojawia się cień wahania. – Jest jeszcze za wcześnie. Elodie z Adamem pewnie śpią… – tłumaczy.

Nie wytrzymuję. Wyrzucam ręce w górę, a potem przecieram nimi twarz.

– Mamo, on mnie zablokował. Wszędzie. W telefonie, na Instagramie, Facebooku, dosłownie wszędzie! Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy, wszystko było w porządku, a teraz nagle…

Oczy zaczynają mnie piec.

– Może to pomyłka? Może coś się stało? Muszę go zobaczyć.

– Nie, Ines! – Jej twardy głos nie jest w stanie mnie powstrzymać.

Zbiegam na dół, a potem wychodzę na zewnątrz. Przebiegam przez ulicę i zatrzymuję się dopiero przed jego domem. Wszystko wydaje się takie jak zawsze, ale w mojej głowie rozbrzmiewa alarm. Podchodzę do drzwi i unoszę dłoń, by zapukać. Wcale nie interesuje mnie to, jak teraz wyglądam. Ja… Ja muszę po prostu wiedzieć, co się stało.

Moje palce drżą, gdy uderzam kostkami w drewno. Raz. Drugi. Trzeci. Każde kolejne pukanie odbija się echem w mojej głowie, ale w domu Walkera panuje cisza. Nikt nie otwiera. Nikt nawet się nie porusza.

Serce wali mi w piersi, a w głowie dudnią myśli, jedna głośniejsza od drugiej. Może śpią. Może nie słyszeli. Może… Nie, dość tych może. Muszę go zobaczyć.

Sięgam do dzwonka i wciskam go kilkukrotnie, aż dźwięk rozbrzmiewa w pustce. Sekundy mijają, a ja czuję, jak powietrze wokół mnie gęstnieje. To złe przeczucie, a ten niepokój rozlewający się po moim ciele jak trucizna – nie chce zniknąć.

W końcu drzwi otwierają się z lekkim skrzypnięciem, ale zamiast Walkera w progu staje jego matka. Jej blond włosy są w nieładzie, a twarz wygląda na zmęczoną, jakby spała niespokojnie albo wcale.

– Ines? – Jej głos jest cichy, zdziwiony, ale w jej oczach nie ma tego ciepła, do którego przywykłam. – Co ty tu robisz o tej porze?

Mój oddech staje się płytki. Coś w jej spojrzeniu sprawia, że jeszcze mocniej zaciskam palce na rękawie bluzy.

– Gdzie jest Walker? – pytam, nie siląc się na uprzejmości. – Próbowałam się do niego dodzwonić, ale… – urywam, bo widzę, jak jej wyraz twarzy się zmienia. Jak gdyby nagle jej ciało stało się cięższe, natomiast każde moje słowo wbijało się w nią niczym ostrze.

Milknie na moment, a potem wzdycha i potrząsa głową.

– Ines… Kochanie. On wyjechał.

Zamieram.

– Co? – dopytuję z niedowierzaniem cichym głosem.

– Wczoraj wieczorem. Wyjechał.

Kręcę głową, pragnąc odrzucić to, co właśnie usłyszałam. To nie ma sensu.

– Dokąd? Dlaczego?

Elodie zagryza wargę. Jej dłoń spoczywa na framudze drzwi, jakby musiała się o nią oprzeć, by nie stracić równowagi.

– Nie mogę ci powiedzieć. Wybacz, uwielbiam cię, ale Walker to mój syn…

Coś we mnie pęka.

– Nie możesz czy nie chcesz?

Jej oczy błyszczą, ale nie z gniewu. To coś innego. Coś, czego nie rozumiem.

– Przepraszam, Ines.

To jedyne, co mówi, zanim zamyka drzwi.

Stoję tam jeszcze chwilę, wpatrując się w drewno, z nadzieją, że mogę zmusić je do ponownego otwarcia. Że mogę cofnąć czas, wrócić do wczoraj i zapobiec temu wszystkiemu. Ale to się dzieje naprawdę. Walker zniknął, a ja czuję, że to moja wina.

Nie byłam idealną dziewczyną. Nie byłam idealną przyjaciółką. Nie byłam idealną dla niego osobą. Nie byłam dla niego wystarczająca, bo gdybym była… Stoję nieruchomo, chociaż rozum usiłuje zmusić mnie do ruchu. Do zrobienia kroku, wycofania się… Jednakże nogi mam jak z waty. Wydaje mi się, że prędzej upadnę, aniżeli wrócę do siebie. I tak też się po chwili staje. Upadam, wydobywając z siebie pełen żałości jęk.

– Zabiję gnoja – słyszę nad sobą, a potem czuję, jak czyjeś duże dłonie pomagają mi się podnieść.

Tata. Jego obecność powinna mnie uspokoić, ale wcale tak się nie dzieje. Moje ciało drży, jakbym była cienką warstwą lodu na powierzchni jeziora, gotową pęknąć pod najmniejszym naciskiem. Tata obejmuje mnie ramieniem i bez słowa prowadzi do domu. Nie protestuję. Nie mam na to siły.

Kiedy wchodzimy do środka, mama już na mnie czeka. Jej twarz jest napięta, oczy pełne troski, ale ja nie chcę tych spojrzeń, tego współczucia, które zaczyna mnie dusić. Chcę odpowiedzi. Chcę Walkera.

Ale go nie ma i już nigdy nie będzie, bo może wróci. Wakacje się skończą, szkoła znowu się zacznie, ale to już nie będzie ta sama codzienność.

Nie będzie Walkera, który czeka na mnie przy mojej szafce, nie będzie jego wiadomości o drugiej w nocy, nie będzie ciepła jego dłoni, kiedy splatał nasze palce razem, w obawie, że się zgubię.

Wszyscy mówią, że ludzie przychodzą i odchodzą, ale nikt nie przygotowuje cię na to, jak to jest, gdy ktoś znika nagle, jak gdyby nigdy nie istniał. Jak gdyby cały czas, który spędziliście razem, był tylko iluzją.

– Ines… – Mama dotyka mojego ramienia, ale nie podnoszę wzroku. Wbijam spojrzenie w podłogę, skupiając się na wzorach drewna, na jego nieregularnych liniach.

– Nie rozumiem – szepczę. – Wczoraj… Wczoraj jeszcze tu był.

Kobieta milczy, a tata ściska szczękę, próbując powstrzymać gniew.

– Czy zrobiłam coś złego? – pytam, nie wiedząc, czy chcę znać na to pytanie odpowiedź.

Mama wzdycha, szukając właściwych słów, ale ja nie chcę pocieszenia. Chcę faktów. Chcę wiedzieć, co zrobiłam źle, co przegapiłam, co sprawiło, że Walker postanowił mnie wymazać.

– Może to nie ma nic wspólnego z tobą, Ines – mówi w końcu, ale nie patrzę na nią. Bo to nieprawda. Musi chodzić o mnie.

Tata przeklina pod nosem i kręci głową. Widzę, jak zaciska dłonie w pięści.

– To tchórz – rzuca ostro. – Cholerny tchórz.

A ja… ja nie wiem czy to prawda. Może to ja nie byłam wystarczająco dobra. Może to ja zawiodłam.

Bo gdyby mnie kochał, nie zniknąłby ot tak, prawda?

Ból coraz bardziej staje się nie do zniesienia. Nie tylko straciłam miłość życia, ale i najlepszego przyjaciela. Człowieka, który był przy mnie od zawsze. Człowieka, który znał mnie lepiej niż ktokolwiek inny.

A teraz go nie ma.

Nie ma i nigdy nie będzie.

Bo ja mu chyba nigdy nie wybaczę.

Samotność zaczyna mnie przerażać, natomiast cisza, która zapadła po słowach taty, jest głośniejsza niż jakikolwiek krzyk.

– Może miał jakiś powód – mruczę cicho, na co tata wypuszcza powietrze z ust.

– Kochanie, nawet jeśli… Nie miał prawa tego robić.

Przełykam gulę w gardle. Nie wiem, co mam powiedzieć. Czy chcę go bronić? Nie wiem nawet, co powinnam czuć.

Złość? Smutek? A może po prostu pustkę?

– Nikt nie zasługuje na taki koniec. Na takie zakończenie relacji.

Rozdział 4

Dni mijają. Wakacje już na dobre się rozpoczęły, a ja nie mam siły podnieść się z łóżka. Moją sypialnię spowija mrok. Czarna rozpacz i ból sięgają najgłębszych zakamarków mojego serca. Czasem wydaje mi się, że to tylko zły sen, że zaraz usłyszę jego śmiech pod oknem albo poczuję na ramieniu dotyk, który zawsze mnie uspokajał. Ale nie. Nie ma go. Zostawił mnie w tym mieście, w tej ciszy, w tym pustym pokoju, który kiedyś pachniał jego perfumami i echem wspólnych rozmów do rana.

Łzy smakują coraz lepiej. Nie wiem, czy to dlatego, że się do nich przyzwyczaiłam, czy po prostu nic innego mi nie zostało. Wciąż przełykam tę gorycz, tę samotność, ten cholerny brak odpowiedzi.

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30