Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
24 osoby interesują się tą książką
Na skraju niewielkiego miasteczka, gdzie wszyscy się znają, a sekrety szybko obiegają okolicę, rozciąga się las owiany słowiańskimi legendami. To właśnie tam nastoletnia Klara odkrywa, że otaczający ją świat jest o wiele bardziej tajemniczy, niż mogła przypuszczać.
Dziewczynie coraz częściej ukazują się wizje i znaki, których znaczenia nie potrafi wyjaśnić. Jej jedyną powierniczką staje się babka – szeptucha mieszkająca na skraju boru, strażniczka dawnej wiedzy i rodzinnych sekretów. Gdy w lesie budzi się pradawna groza, a mieszkańcy zaczynają dostrzegać to, co dotąd pozostawało ukryte, Klara zostaje wciągnięta w historię zakorzenioną w słowiańskich wierzeniach i magii.
Aby chronić bliskich i swoje miasto, maturzystka musi zmierzyć się z trudnymi wyborami, własnymi lękami oraz pytaniem o to, kim naprawdę jest. Między codziennymi obowiązkami a odkrywaniem niezwykłego dziedzictwa dziewczyna próbuje odnaleźć swoją drogę.
Pełna magii opowieść YA fantasy o dorastaniu, więziach rodzinnych i sile słowiańskiej tradycji. Historia dla czytelników, którzy lubią tajemnice, legendy i bohaterki poszukujące swojego miejsca w świecie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 370
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Echo lasu
Klaudia Błażejczyk-Mazik
Wydawnictwo Inanna
Dedykacja
Rozdział I
Rozdział II
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Strona 16
Strona 17
Strona 18
Strona 19
Strona 20
Strona 21
Strona 22
Strona 23
Strona 24
Dla każdego, kto choć raz pomyślał: „Ja tu nie pasuję”.
Poranek rozlał się ciepłym światłem przez okno sypialni Klary. Promienie słońca leniwie wpełzały między zasłony, budząc pokój do życia. Na biurku wśród porozrzucanych farb i pędzli leżał niemal gotowy plakat.
Klara obudziła się i zerknęła na rezultat swojej pracy. Na plakacie spotykało się stare z nowym: tajemnicza, cienista sylwetka kruka unosiła się nad gęstym lasem, a w tle majaczyły zarysy starych chat i nowoczesnych domów miasteczka. Całość pulsowała kolorem i magią przemiany, a pierś kruka zdobiły dziwne znaki, których Klara nie rozumiała, ale w napływie artystycznego natchnienia uznała, że idealnie dopełniają tajemniczy klimat.
Uśmiechnęła się lekko, zadowolona z efektu. Wiedziała, że to tylko zadanie do szkoły, ale czuła dumę. Zwinęła brystol w rulon, licząc na to, że pani Malczewska pozwoli jej dziś na dokończenie projektu podczas lekcji sztuki.
Tym razem postanowiła pójść do szkoły pieszo. Spacerując wąskim chodnikiem, obserwowała kałuże, będące pozostałością po wczorajszym deszczu. Starała się nie myśleć o dziwnym korzeniu, który pojawił się znikąd… ani o tym, co, u licha, robił tam ten kruk. Zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, jakby chciała wyrwać się z własnych myśli.
Dzień w szkole mijał normalnie, choć godziny ciągnęły się nieubłagalnie, jakby wszystkie zegary nagle się zepsuły. Pani Malczewska początkowo nie była zachwycona tym, że Klara zignorowała jej wskazówki odnośnie do plakatu. Tym bardziej nie potrafiła zrozumieć, dlaczego znajduje się na nim kruk, a sama Klara nie umiała tego do końca wyjaśnić. Ostatecznie jednak zaakceptowała jej interpretację i podziękowała za zaangażowanie.
Rozległ się szkolny dzwonek, obwieszczając początek ostatniej lekcji. Klara wślizgnęła się do klasy niemal ostatnia i zajęła miejsce w środkowym rzędzie. Przez wysokie okna wpadało słońce, rozlewając ciepły blask na zakurzone ławki i pożółkłe mapy wiszące na ścianach. Za biurkiem siedziała już pani Kluczyk, nauczycielka historii. Jej siwe włosy zebrane w koczek i czarna spódnica kontrastowały z bladoróżową bluzką, która wyglądała, jakby pamiętała zamierzchłe czasy. Choć wiek odcisnął na kobiecie swoje piętno, miała bystre spojrzenie i głos, który nie znosił sprzeciwu.
– Dzisiaj z okazji zbliżającego się festynu – zaczęła, zamykając dziennik – porozmawiamy o czymś mniej podręcznikowym. O tym, co było, zanim nasze ziemie przyjęły obecne kształty i wierzenia. O tym, w co wierzyli nasi przodkowie.
Klara uniosła głowę.
– Ludzie niegdyś wierzyli, że przyroda ma duszę. Każde drzewo, kamień, strumień… Las był świętością. A pośród niego duchy przodków i strażnicy, których nie wolno było niepokoić. Rytuały odprawiano pod pradawnymi dębami, których ścinanie było zakazane. Niektórzy wierzyli, że w takich miejscach czas się rozmywa, a granice między światami zacierają.
Z końca klasy dobiegło ciche „phi”, ktoś parsknął śmiechem. Klara odwróciła głowę – to Filip. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak z bujną czupryną i wiecznym uśmieszkiem, próbował rozbawić siedzących obok kolegów.
– Niektóre obrzędy przetrwały – dodała pani Kluczyk, otwierając starą księgę z ilustracjami – inne zostały zapomniane albo uznane za zabobony. Wiecie, jak nazywano kobiety, które znały zioła, zaklęcia, pomagały przy narodzinach?
– Wiedźmami – powiedziała Sara, patrząc wyzywająco na Klarę.
– Albo uzdrowicielkami, zielarkami… Dziś topimy marzannę, malujemy pisanki, obchodzimy festyny, nie zdając sobie sprawy, że wszystko to ma korzenie w pradawnych wierzeniach naszych przodków.
– Ale takie wiedźmy palono na stosie, prawda, pani profesor? – rzuciła Sara.
– Ludzie się ich bali – przyznała nauczycielka – choć to one leczyły, pomagały przy porodach, opatrywały rany i dbały o zwierzęta. A ówcześni chłopi mierzyli się z wieloma trudami. Oprócz codziennej harówki żyli w strachu przed tym, co czaiło się w mroku.
Kilka osób w klasie spojrzało po sobie z ironicznymi uśmiechami.
– Te istoty – mówiła dalej pani Kluczyk – nie były dla nich bajkami. Zalegały w domostwach, czyhały w lasach, na polach i w wodzie. Jedne tylko psociły, inne sprowadzały choroby. Były też takie, które przynosiły śmierć.
Wanda patrzyła na nauczycielkę z przejęciem. Eryk teatralnie przewrócił oczami.
– Utopce wciągały do wody, rusałki kusiły śpiewem, zmory męczyły śpiących, strzygi piły krew, a kikimory, złośliwe, domowe demony, potrafiły zniszczyć całe gospodarstwo.
– Co to za bajki? – mruknął Filip z ostatniej ławki.
– Dla naszych przodków to była codzienność – odparła nauczycielka. – Tak tłumaczyli sobie rzeczy, których nie rozumieli: choroby, śmierć, nieszczęścia.
Do końca lekcji pani Kluczyk opowiadała o dawnych rytuałach, świętach i wierzeniach. Większość klasy wydawała się znudzona – ktoś dłubał w zeszycie, ktoś inny rysował coś na marginesie. Tylko nieliczni słuchali z uwagą. Klara znała te opowieści, ale w ustach babci nie brzmiały jak baśnie; brzmiały jak prawda. Gdy zabrzmiał dzwonek, uczniowie zaczęli się rozchodzić, a gwar korytarzy powoli wypełnił szkołę. Lekcje dobiegły końca.
Przez kolejne dni wszystko toczyło się zwyczajnym rytmem: szkoła, obowiązki, spotkania z Wandą i Erykiem. Nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś niezwykłego, co zakłóci ten spokojny czas.
W pewien piątkowy wieczór Eryk odwiózł Klarę do domu. Wcześniej spędzili z Wandą popołudnie przy przekąskach i zręcznościowej grze na konsolę. Rodzice Klary byli na ważnym spotkaniu w lokalnym klubie golfa, gdzie Adam załatwiał jakieś sprawy biznesowe, które kompletnie nie interesowały nastolatki.
Włączyła gramofon, rozczesane włosy związała w luźny kok i położyła się do łóżka. Tydzień minął spokojnie, więc natarczywe myśli przestały ją męczyć. Powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu zapadła w sen.
Siedziała przed domem babci, dziergając na drutach coś, co przypominało wyjątkowo paskudny sweter. Co chwilę dobiegało ją gdakanie kur, które energicznie dziobały w piachu. Nagle na płocie pojawił się wielki, czarny kruk. Przyglądał się jej uważnie…
„O nie, tego już za wiele” – pomyślała Klara. Wstała gwałtownie i podbiegła do ptaka, machając rękami, by go odgonić. Kruk ani drgnął. Tylko wpatrywał się w nią mądrymi oczami.
– Sio! – krzyknęła, jeszcze żwawiej wymachując rękami. – Idź sobie!
Ale ptak tylko odwrócił głowę i spojrzał w stronę lasu, jakby chciał jej coś powiedzieć. Klara zmrużyła oczy, próbując dojrzeć coś w gęstwinie i niepewnie ruszyła wzdłuż ścieżki. Gdy uznała, że to tylko złudzenie, chciała odwrócić się w stronę kruka, lecz wtedy ciszę przerwały szepty. Szepty dziesiątek głosów – splątane, niewyraźne, pełne niepokoju.
Zatrzymała się i nasłuchiwała. Szepty dobiegały z głębi lasu, a spośród nich wyłonił się donośny i głęboki głos, dochodzący z samych koron drzew.
– Tutaj wszystko się zaczęło… i tu może się zakończyć.
Zza osłony drzew zaczęły wychodzić stworzenia, których Klara nigdy przedtem nie widziała. Były przerażające; niektóre wyglądały, jakby ich ciało rozkładało się i gniło, inne pokryte były glonami i łuskami, jeszcze inne wyglądały jak zjawy kobiet, z włosami rozwianymi jak wodorosty, twarzami bez oczu i ustami pełnymi czerni.
Pierwsza sunęła między drzewami: wysoka, sztywna kobieta w lnianej sukni, z głową pochyloną na bok, jakby nie mogła unieść jej ciężaru. Jej twarz była biała jak popiół, a w oczodołach czaiła się pustka. Zatrzymała się przy Klarze i wydała z siebie zduszony dźwięk – cichy, ale groźny.
Za nią wynurzyła się z ziemi kolejna postać, na poły kobieta, na poły ptak, z rozdwojoną szczęką i szponiastymi palcami. Jej ciało co chwilę migotało: raz było przezroczyste, raz gęste jak mgła. Wydawała z siebie przeciągłe syki i poruszała się skokami, jakby szukała czegoś, czego zapach wciąż ulatywał jej z nozdrzy.
Na koniec, z czarnej sadzawki, która nagle pojawiła się pośrodku leśnej polany, wynurzył się nienaturalnie chudy stwór o sinych palcach i oczach bez źrenic. Skóra oblepiona mułem ślizgała się po jego kościach, a gdy otworzył usta, zamiast głosu, rozlał się wokół smród zgniłej wody.
Byli jeszcze inni, zbyt zamazani, by ich opisać, zbyt nienaturalni, by nazwać. Wszyscy stali, wpatrzeni w nią, czekający. Wtem z koron drzew ponownie przemówił groźny, głęboki głos.
– To one. Ich pamięć trzyma się ziemi jak cień. Zrodzone z gniewu, nienawiści, lęku… Uwięzione, ale nieunicestwione. Pieczęć słabnie, nadchodzi czas wyboru.
Klara zerwała się z łóżka, zalana potem. Serce waliło jej w piersi, a spojrzenie błądziło po pokoju. Gramofon milczał, światła uliczne rysowały cienie na ścianach. Zegar wskazywał trzecią w nocy. Wspomnienia snu migotały przed jej oczami niczym zapętlony, przyspieszony film. Potwory, zjawy… Choć nigdy ich nie widziała, przypominały stworzenia, o których babcia wielokrotnie opowiadała. „Tutaj wszystko się zaczęło… i tu może się zakończyć”. Co to mogło znaczyć? I co to za pieczęć?
– Głupi sen – wyszeptała do siebie w nocnej ciszy, rzucając się z łoskotem na poduszkę.
Następnego ranka, choć starała się wyrzucić sen z pamięci, jej myśli wciąż krążyły wokół niego. Leniwie zeszła po schodach w piżamie. W kuchni Maria nuciła pod nosem, przygotowując owsiankę, a ojciec rozmawiał przez telefon, wyraźnie w dobrym humorze.
– Skąd ten wesoły nastrój? – spytała Klara, siadając przy stole.
– Twój tata zawarł wczoraj wspaniałą transakcję biznesową! – odpowiedziała Maria z uśmiechem.
Klara zerknęła na ojca, który odkładał słuchawkę, ciągle uśmiechnięty.
– Dzień dobry, córciu! – przywitał ją radośnie, ucałował w czubek głowy, po czym usiadł przy stole. – Dzwonił właśnie ojciec twojego kolegi, Eryka. Ucięliśmy sobie całkiem miłą pogawędkę.
– Burmistrz dzwonił? Po co? Co to za ważna transakcja, o której mówi mama?
– O nie, moja droga, nic ci nie powiem! Wszystkiego dowiesz się na festynie! – odparł Adam, uśmiechając się promiennie, i zaczął jeść owsiankę.
Klara uniosła brew i spojrzała na matkę.
– Myślałam, że się nie wybieracie. Mówiłaś, że ten festyn to wiejska potupaja.
– No widzisz, córeczko, jednak można tam znaleźć coś ciekawego – odpowiedziała Maria, podając jej miskę.
Klara nie chciała drążyć tematu. Wiedziała, że rodzice uważają się za lepszych od innych, a ich kryterium akceptacji rozmówców to grubość portfela. Myślami wróciła do snu, czując potrzebę, by z kimś o tym porozmawiać.
– Coś cię martwi, Klaro? – zapytała matka, obserwując ją uważnie.
– Co? Ach, nic. Miałam dziwny sen, to wszystko.
– A co ci się śniło? – zainteresował się Adam, wpychając do ust łyżkę owsianki.
Klara nie śmiała opowiedzieć o prześladującym ją kruku i przerażających demonach. Sama uważała to za dziwne, więc co by powiedzieli jej rodzice.
– Las, szepty… Nic szczególnego.
Nagle rozległ się trzask tłuczonej porcelany. Klara i jej ojciec odwrócili się gwałtownie, by zlokalizować źródło hałasu, i zobaczyli Marię, która z przerażeniem w oczach stała nad rozsypanymi kawałkami miski.
– Marysiu, kochanie, co się stało? – zapytał Adam.
Maria przez chwilę wpatrywała się w Klarę z niedowierzaniem, po czym burknęła pod nosem coś, co brzmiało jak „nic, nic” i zabrała się do sprzątania. Klara wstała, by jej pomóc.
Matka z córką pochylały się nad odłamkami miski, ale atmosfera w kuchni stała się nagle napięta i pełna niewypowiedzianych słów. Adam milczał, zerkając co jakiś czas na obie kobiety.
– Mamo, naprawdę nic się nie stało? – zapytała Klara cicho, czując, że coś jest nie tak.
Maria spojrzała na nią szybkim, niepewnym wzrokiem i skinęła głową.
– Tak, tak, wszystko w porządku… Po prostu byłam rozkojarzona. – Jej głos zabrzmiał nieprzekonująco.
Adam wziął głęboki oddech.
– Wiesz, Klaro – zaczął, by zmienić temat. – Wspólnie z ojcem Eryka planujemy coś dużego… To może zmienić naszą przyszłość! – powiedział z nadzieją.
Klara uniosła brwi.
– A co to znaczy? – zapytała ostrożnie.
– No cóż, wczoraj dogadaliśmy szczegóły dotyczące nowej inwestycji. To będzie coś wielkiego!
Po południu w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Klara zbiegła po schodach ze swojego pokoju, niemal potykając się o ostatni stopień, by otworzyć drzwi. Wanda i Eryk stali u progu, uśmiechając się szeroko. Po uprzejmym przywitaniu się z rodzicami Klary cała trójka ruszyła w kierunku jej pokoju, rozmawiając swobodnie.
– Eryk, wiedziałeś, że nasi ojcowie robią razem interesy? – spytała Klara.
– Co? Ach, tak, ojciec coś wspominał. To ma być jakiś duży projekt. Nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale tata jest tak szczęśliwy, że nie zdziwię się, jak wyrosną mu skrzydła – odparł Eryk, śmiejąc się i machając ręką, jakby chciał pokazać, że to nic nadzwyczajnego.
– Ciekawe, co to za inwestycja… – powiedziała podejrzliwie Wanda, marszcząc lekko brwi i siadając na rogu łóżka Klary.
Eryk wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się rozbawiony błysk.
– A bo ja wiem, ojciec co chwilę załatwia jakieś sprawy biznesowe – dodał. – Ale lepiej zobaczcie, co ze sobą przyniosłem!
Z dużej sportowej torby wyciągnął nową grę, którą z entuzjazmem pokazał przyjaciółkom. Na okładce widniały zielone, glutowate potwory, sięgające przed siebie szponami, jakby chciały wyjść z pudełka. Tytuł był wypisany grubą czcionką w jaskrawozielonym kolorze, który niemal mienił się jak mokra, śluzowata powłoka.
– Tutaj zabija się potwory! Możesz walczyć mieczem albo walić je z lasera prosto w łeb! – oznajmił z entuzjazmem, wyjmując płytę z opakowania.
– Ja mam na dzisiaj chyba dość potworów… – mruknęła Klara, opierając się plecami o ścianę.
Wanda i Eryk spojrzeli na nią z rozbawieniem.
– Co? – zapytali równocześnie.
– Miałam taki dziwny sen… W lesie szeptały do mnie drzewa. Mówiły, że coś, co się zaczęło, może się skończyć. A potem… – zawahała się, spoglądając na podłogę – …pojawiły się potwory. Obleśne, oślizgłe, zgniłe. Normalnie aż czułam, jak capią! Później głos znów przemówił, wspominając o jakiejś pieczęci.
Przyjaciele przez chwilę przyglądali się jej w milczeniu, aż w końcu Wanda wzruszyła ramionami i odchrząknęła.
– Zwykły koszmar, co poradzisz? Chodź, sprawdzimy tę grę, czekałam na jej premierę od miesięcy!
– To nie był tylko sen! – powiedziała stanowczo Klara. – Ostatnio dzieją się ze mną dziwne rzeczy… Ja… – znów się zawahała – …widuję jakiegoś kruka, który się na mnie gapi. A niedawno, kiedy jechałam na rowerze, znikąd wyrósł przede mną korzeń!
Zamilkła, wyczekując reakcji przyjaciół. Oni jednak tylko spojrzeli po sobie wymownie, z lekkim uśmiechem.
– Ty to się chyba ostatnio nie wysypiasz – stwierdził Eryk z rozbawieniem, po czym wsunął płytę do konsoli i chwycił za kontroler.
– Nie zmyśliłam tego! – powiedziała Klara z lekkim żalem.
– Wcale nie twierdzimy, że to zmyśliłaś… – zaczęła ostrożnie Wanda.
– Tylko że zwariowałaś! – parsknął śmiechem Eryk. – No, weź przestań – dodał, widząc jej urażoną minę. – Przecież kruki to tylko ptaki, co nie? Nie mogą cię śledzić. A ten twój koszmar…
– Kruki to bardzo mądre stworzenia! – wtrąciła Wanda z przekonaniem.
– Nie zaczynaj, tylko weź swojego pada – rzucił Eryk, podając jej kontroler.
Przez resztę dnia grali i wygłupiali się w najlepsze, choć Klara niechętnie w tym uczestniczyła. Czuła się nieco urażona reakcją przyjaciół. A może… faktycznie zwariowała?
***
W przeddzień festynu miasteczko przybrało odświętną szatę. Kolorowe wstążki, girlandy i proporczyki ozdobiły latarnie, płoty i witryny sklepów. Mieszkańcy z przejęciem wymieniali się przechwałkami na temat szykowanych na festyn strojów, a na brukowanych uliczkach pojawiły się dorożki zaprzężone w konie, wynajęte specjalnie na tę wyjątkową okazję.
Jak co rano, matka Klary krzątała się po domu, śpiewając pod nosem, a jej ojciec siedział przy stole z gazetą i filiżanką czarnej kawy. Na pierwszej stronie widniała zapowiedź wydarzenia, opatrzona kolorowym plakatem.
– Dzień dobry – mruknęła Klara, ziewając i przecierając oczy. – Och! Pokaż! – zawołała, wyrywając ojcu gazetę z rąk. Jej wzrok zaczął przebiegać po tekście.
FESTYN HISTORYCZNY
Już 23 września w naszym miasteczku odbędzie się huczny festyn historyczny. To wyjątkowe wydarzenie, organizowane zgodnie z wieloletnią tradycją co 30 lat, jest doskonałą okazją, by poznać niezwykłą historię naszej okolicy.
W programie: koncerty muzyki ludowej, pokaz mody regionalnej, występy iluzjonisty, dmuchany zamek dla najmłodszych oraz bogaty jarmark z rękodziełem, miodami, wypiekami i innymi lokalnymi przysmakami. Nie zabraknie też pajdy chleba ze smalcem i kubka miodu pitnego!
Echo lasu
Copyright © Klaudia Błażejczyk-Mazik
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
książka ISBN 978-83-7995-902-0
ebook ISBN 978-83-7995-903-7
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Agata Milewska
Korekta: Anna Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
