Domina - M.K. Barański - ebook

Domina ebook

M.K. Barański

3,7

Opis

Czy jesteś gotowa zaryzykować wszystko, aby wyrwać się z ram własnej przeciętności i przybrać formę bogini seksu? Czy dołączysz do „wilczego stada”? Czy zostaniesz „wilczycą”? Będziesz pożerać czy sama zostaniesz pożarta? „Domina” to wciągająca, niedająca chwili wytchnienia powieść o pasji, trudnych decyzjach oraz zakazanej miłości.

Anna, z zawodu pani psycholog, pragnie odmiany w swoim życiu. Decyduje się na spotkanie z obcym mężczyzną, Tomaszem, który ma przenieść ją w świat nieznanych dotąd wrażeń i doznań. Niedługo później Anna postanawia sprawdzić się jako domina, jednak bieg wydarzeń wymyka się nieco spod jej kontroli. Jak daleko posunie się w swoich marzeniach? Jakie są jej granice? Gdzie kończy się perwersja, a zaczyna wynaturzenie?

Maciej Krzysztof Barański – debiutujący w literackim świecie twórca z lekkim piórem i nietuzinkowym podejściem do mieszania gatunków. Jego literackie motto brzmi: „Nie napiszę książki, której sam nie chciałbym przeczytać”. Chce, by jego książki działały mocno na wyobraźnię czytelnika, wywołując równie intensywne uczucia co najbardziej wysublimowane wspomnienia i pragnienia. Autor niezwykle umiejętnie, wyrafinowanym, inteligentnym, doprawionym poezją stylem prowadzi czytelnika przez świat mocnej erotyki, nie żałując wysmakowanej pikanterii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 319

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (6 ocen)
2
2
1
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wydanie: Million

Ilustracja na okładce: Dominika Kawczak

Skład okładki: domgrafiki.myportfolio.com

Redakcja i korekta: Dominika Kamyszek – OpiekunkaSlowa.pl

Skład: Karolina Przesmycka-Szustak

Druk: druk-24h.com.pl

ISBN 978-83-67103-31-2

Wydanie I, 2023

© Maciej Krzysztof Barański

© Studio Million licensed by Kubatura sp. z o.o.

All rights reserved.

ISBN 978-83-67103-24-4

Kubatura sp. z o.o.

www.STUDIOMILLION.pl

Prolog

Czas jakby zatrzymał się w miejscu. W głębi hotelowego pokoju dało się słyszeć tylko ciche, miarowe tykanie zegara. Był ciepły letni wieczór. Łagodny powiew wiatru z otwartego okna delikatnie muskał jej nagie, lekko już drżące ciało, wywołując przyjemny dreszczyk świeżości. Leżała na wznak z zawiązanymi oczami, pogrążona w nieprzeniknionej ciemności, niecierpliwie wyczekując kroków za zamkniętymi drzwiami. Obiecywał, że będzie na czas, że nie pozwoli jej czekać, zmarznąć czy drżeć z podniecenia i niepewności. Nagły zgrzyt klamki wyrwał ją z potoku myśli, sprawiając, że spanikowała, emocje wzięły górę. Nic nie powiedział, nawet zwykłego „cześć”. Taka była umowa, ale ta niewiedza to straszna tortura…

Czy to na pewno on? Przecież ktoś inny od razu by się odezwał, widząc zupełnie nagą kobietę z zawiązanymi oczami, skrępowanymi nadgarstkami i kostkami, leżącą w taki sposób w hotelowym pokoju. Ciężko jest samemu się związać, choć to możliwe. Dla osoby postronnej mogła wyglądać jak ofiara porwania. Uśmiechnęła się lekko do tej myśli, dyskretnie, by nie zobaczył na razie więcej emocji. To na pewno on. Poszedł do łazienki, usłyszała znajomy dźwięk zamykających się drzwi – i znów pozostało jej czekanie w napięciu… Obiecała sobie, że będzie już gotowa na ten moment, gdy drzwi ponownie się otworzą. Tylko jeden pisk zawiasów dzielił ją od całej tej rozkoszy, którą obiecywał…

Realnie usłyszała go po jakichś dwóch minutach, jednak w jej głowie trwało to całą wieczność. Podszedł do łóżka miękko i delikatnie, ale zdecydowanie. Nie miał już butów. To były inne kroki niż te, które słyszała, gdy wszedł do pokoju. Był gotowy. Zaraz zacznie… Poczuła ciepłe, szorstkie dłonie, jedną obejmującą ją w pasie, drugą pod kolanami. Oddech gwałtownie przyspieszył, ale jeszcze nie odważyła się jęknąć… Za wcześnie na to… Mógłby to odczytać jako udawanie i od razu zechcieć ukarać. Fascynowało ją to równie mocno jak sama przyjemność, której miała wkrótce doświadczyć. Dzień wcześniej, gdy na wspólnej kolacji dokładnie omawiali reguły gry, powiedziała, że decydując się na rolę uległej, chce poznać cały ten świat, zadziornie drocząc się, że będzie specjalnie robiła mu na złość, żeby ją skarcił, bo inaczej może się nigdy nie przekonać, jak to jest posmakować tej drugiej strony. Teraz nie miała odwagi nawet jęknąć bez dobrego powodu, choć czuła, że już ma na to ochotę…

Nagłe, choć lekkie szarpnięcie do góry przerwało strumień rozpędzonych myśli, dosłownie wyciskając całe powietrze z jej płuc. Wiedziała, że wziął ją na ręce, by zmienić pozycję, w której się znajdowała. Sama nie mogła tego zrobić, zabraniała tego umowa, a wszystko, co było z nią sprzeczne, wiązało się z karą. Poczuła, jakby grawitacja zniknęła, jakby nic nie ważyła. Jakaś nieznana moc pod postacią tego silnego i zdecydowanego mężczyzny uniosła ją nad ziemią, na razie sprawiając samą przyjemność. Choć ciemność pod czarną opaską była nieprzenikniona, i tak zacisnęła mocniej powieki. Kąciki jej ust drgnęły w krótkim uśmiechu… Może tego nie zauważył…

Chwilę błogiej lewitacji przerwał lekki ruch do pionu, a następnie w dół. Stopy dotknęły podłogi, a pośladki zetknęły się z miękką kołdrą. Już wiedziała, że posadził ją na łóżku. A więc tak planował to rozegrać. Na początek wybrał jej miękkie i zmysłowe usta. Zwróciła uwagę, jak głodnym spojrzeniem patrzył na nie dzień wcześniej przy kolacji, gdy tłumaczył jej podstawy bezpiecznego samozwiązania, tak ważne w tym momencie, wyciągając z podręcznej podróżnej torby spory zwój grubego konopnego sznura. Sam sznur był okropny i wyglądał jak lina okrętowa. Zapytała, czemu to nie mogą być kajdanki lub w ogóle coś innego, miłego, jak w filmach dla dorosłych. Odpowiedział, że tam grają aktorzy, a tu wszystko będzie działo się naprawdę. Gdy kazał jej dotknąć sznura, poczuła dziwną miękkość, niespodziewanie przyjemną. Dodał, że po to, aby nie zrobiła sobie krzywdy w niekontrolowanych i gwałtownych odruchach rozkoszy lub bólu. Teraz już wiedziała, że miał rację…

Wykonała dokładnie jego instrukcje, najpierw wkładając stopy aż za kostki w dwie niezbyt duże, mimo wszystko trochę luźne pętle, związane na środku w supeł, w istocie trochę przypominało to kajdanki. Następnie w drugą już pojedynczą pętlę włożyła oba nadgarstki, przytrzymała zębami luźno zwisający fragment sznura i wysunęła ręce w przód, tak jak ją uczył. Samozaciskowy mechanizm węzła zadziałał błyskawicznie, idealnie krępując ręce, bez możliwości odwrotu. Jeszcze tylko opaska na oczy i była gotowa. To było prostsze, niż myślała… Teraz, gdy zmienił jej pozycję, doceniła zalety tej paskudnej liny. Jej stopy miały wystarczający luz, by mogła nawet wstać i się nie przewrócić. Ręce, choć ciasno skrępowane, nie wykazywały żadnych oznak odrętwienia. Nic nie uwierało. To było przyjemne uczucie, do tego stopnia, że mogłaby się do niego przyzwyczaić… Niespodziewanie poczuła na ustach opuszki palców, błądzące na przemian po górnej i dolnej wardze. Chwilę później druga dłoń miękko i delikatnie zaczęła masować jej szyję na wysokości karku. Wiedziała już w tym momencie, że stanął centralnie przed nią, że już osiągnął swój maksymalny rozmiar. Niemal już czuła jego ciepło i dotyk. Niewyobrażalne pragnienie, by objąć go ustami i już poczuć, sprawiło, że jęknęła przeciągle i szeroko otworzyła usta, zapraszając go w siebie. Miała świadomość, że łamie zasady, że nie wolno jej samej czegoś chcieć, ale w nagłym przypływie rozkoszy o tym zapomniała. Pozostało tylko naiwnie ufać, że on ten jeden, jedyny raz wybaczy jej, że się zapomniała…

W tej samej chwili gwałtownie wycofał obie dłonie. Powietrze zafalowało, rozrzucając dotychczas równo uczesane, obcięte do ramion włosy. Zapadła cisza. Nerwowy bezruch przerwał słyszany już wcześniej miękki, lecz zdecydowany odgłos kroków na hotelowej podłodze. Podszedł do stolika, na którym zostawił swój nieodłączny bagaż, znaną jej z poprzedniego dnia niezbyt dużą, lecz wystarczająco pojemną czarną torbę podróżną, kryjącą wiele niespodzianek, zarówno przyjemnych, jak i też niezbyt miłych. Bez zbędnej zwłoki wyciągnął z niej jeden przedmiot i wrócił do niej. W tym czasie zamknęła już usta, chcąc choć trochę złagodzić to, co miał zrobić, jednak nadal pozostały lekko uchylone. Oddech przyspieszył, płuca domagały się powietrza. Oddychanie nosem już nie wystarczało. Zrozumiała, że jej nie wybaczy… Wstępną kopię umowy i zasad określających wszystkie możliwe zachowania obu stron zabawy wysłał jej mailem dwa tygodnie wcześniej, prosząc, aby bez pośpiechu wypełniła dołączoną ankietę określającą zakres tolerancji na ból.

Lubiła ból. Już jako mała dziewczynka, gdy skaleczyła się w palec, nie biegła z płaczem do mamy, tylko z ciekawością przyglądała się krwawiącej ranie, zastanawiając się, dlaczego ma to przedziwnie przyjemne uczucie w głowie, choć przecież krwawi palec, nie głowa. Jako dorastająca dziewczyna, gdy zaczęła sama realizować swoje pierwsze fantazje seksualne, odkryła, że szczypiąc się w sutki podczas masturbacji, może szybciej osiągnąć szczyt. Fascynacja tym tematem zaprowadziła ją już jako dorosłą, dwudziestopięcioletnią kobietę w to miejsce, przed wydrukowaną z otrzymanej wiadomości ankietę tolerancji na ból. Bez zbędnego namysłu zaznaczyła wszystko. Ból ją podniecał, dawał rozkosz równie wielką jak seks. Teraz miała go poczuć w warunkach braku kontroli. Pozbawiona zmysłu wzroku nie mogła wiedzieć, co ją spotka. Pierwszy raz w życiu poczuła się przerażona…

Oddech jeszcze bardziej przyspieszył. Poczuła zimny dreszcz na plecach, a także kroplę potu spływającą po czole i pochłoniętą przez czarną opaskę szczelnie zasłaniającą oczy. Nie mogła spanikować, bo to skończy zabawę i być może raz na zawsze pozbawi ją możliwości doświadczenia tego stanu. Czekał na hasło lub na jej uspokojenie się. Na razie nic nie robił. Tylko wiszący gdzieś w głębi pokoju zegar oznajmiał, że czas jeszcze płynie. Kolejne sekundy wieczności… Dwa tygodnie wcześniej, leżąc wygodnie na sofie, rozluźniona i podniecona, z uwagą studiowała kolejną stronę umowy ramowej. Dotyczyła ona możliwości przerwania zabawy przez stronę uległą i tylko przez nią. Wystarczyło wypowiedzieć hasło, swoiste słowo klucz, który natychmiast zakończy sesję, bez możliwości kontynuacji. To taki ostateczny wyłącznik bezpieczeństwa. Nie mogło to być żadne ze słów, które mogły zostać wypowiedziane nieopatrznie w reakcji na rozkosz lub ból. Hasło musiało być unikatowe, aby było wiadomo, że nie padło przypadkowo.

Mijały kolejne sekundy. Oddech nie chciał zwolnić, a serce łomotało jak szalone. Nerwowe ruchy gałek ocznych spod czarnej opaski i kolejne krople potu wypijane przez bawełniany materiał. Nic nie robił. Czekał czy już zwątpił w to, że gra może toczyć się dalej? Niespodziewanie poczuła przyjemny dotyk na twarzy. Tę samą szorstką, męską dłoń delikatnie masującą jej lewy policzek. Nieśpiesznie sunącą w dół, po linii szczęki, aż za ucho… Znów poczuła zapach jego perfum, ten sam co dzień wcześniej w restauracji. Nie znała ich nazwy, ale bezpośrednie skojarzenie z tym wysokim, dobrze zbudowanym, ciemnookim mężczyzną w garniturze, który przy kolacji uśmiechał się ciepło i zapewniał, że to tylko ekscytująca zabawa, wystarczyło, by przerwać atak paniki. Podobał się jej, a ona jemu, wręcz czuć było swego rodzaju iskrzenie w powietrzu. Instynktownie wiedziała, że mimo swoich rozmiarów i niewątpliwej siły, której aurę wokół siebie roztaczał, nie zrobi jej krzywdy. Powietrze swobodniej wypłynęło z piersi. Serce powoli zaczęło odzyskiwać pierwotny rytm. Jej drobne, wąskie usta zaczęły układać się naturalnie. Poczuła drugą dłoń delikatnie sunącą po jej twarzy, aż do wrażliwego punktu za prawym uchem. Podniecenie zaczęło ponownie narastać. Znów poczuła się bezpiecznie i pewnie. Zaufała mu. Wiedział, jak uśpić ukryte w niej lęki…

Dzień wcześniej na umówionej kolacji zobaczyła go po raz pierwszy, dotychczas tylko ze sobą pisali i otrzymała od niego kilka maili z niezbędną dokumentacją. Był profesjonalistą w każdym calu. Jako indywidualny opiekun klienta firmy, do której się zgłosiła, miał poprowadzić relację od początku aż do finału, zorganizować całą zabawę. Nie pamiętała już nazwy. Chyba coś po łacinie. Najważniejsze wtedy było to, że mogą jej dać to, czego chciała – i dostała, tylko sama nie potrafiła tego udźwignąć. Zawsze była drobną istotką, ale nigdy nie brakowało jej odwagi. Przynajmniej do dzisiaj… Jakimś sposobem on o tym wiedział. Wyczuł cały jej strach, widział emocje i już wiedział, że gra nie może toczyć się normalnie. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Poczuła ciepło jego oddechu. Intensywną woń perfum. Lekko musnął ustami jej usta, delikatnie całując. Przez ciało tym razem przeszedł przyjemny dreszcz. Błądzące po policzkach dłonie zmieniły kierunek, podążając ku górze. Powoli zdjął opaskę, by przyzwyczajone już do ciemności oczy nie uległy porażeniu przez jaskrawe światło pokojowego żyrandola. Świat znów zaczął nabierać kolorów. Zobaczyła jego twarz, ciepłą i serdecznie uśmiechniętą, ciemne oczy pełne zrozumienia i troski. Wiedziała już, że ta gra się skończyła, lecz podniecenie rosło. Po cichu liczyła na to, że zacznie się inna…

Klęczał przed nią, wciąż nie zdejmując dłoni z jej twarzy, wpatrując się w błękit jej źrenic. Jeszcze nic nie mówił, choć to spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów. Jednym sprawnym ruchem rozwiązał węzeł na nadgarstkach, uwalniając drobne dłonie. Chwycił za jej przeguby, delikatnie je masując, po czym znów posłał to samo pełne empatii spojrzenie. Teraz kolej na stopy. Wystarczyło zsunąć pętle i już była całkowicie wolna… Ciało zostało oswobodzone, jednak w tym momencie poczuła, że jej wolność się skończyła. Zapragnęła, by został z nią. Pożądała go całą sobą. Chciała tylko przywrzeć ustami do jego ust. Całą sobą pragnęła to zrobić, jednak bała się odtrącenia. To był ktoś, kto naprawdę rozumiał, co czuła, i liczyła na to, że wysyłane sygnały nie umkną jego uwadze. Wciąż nie przestawał patrzeć jej w oczy i szorstkimi dłońmi gładzić jej twarzy. Drżała już z zimna i podniecenia. Bezradna i gotowa oddać całą siebie. Bardziej zniewolona niż wtedy, gdy była związana. Widział to. Uśmiechnął się ciepło, ujął jej dłonie i pocałował. Wstał i poszedł do łazienki. Był profesjonalistą w każdym calu. Gra była skończona…

Rozdział 1

Anna wsiadła do taksówki, którą zamówiła sobie, już gdy wyszła z hotelu. Nie mogła dłużej patrzeć na to łóżko. W jej głowie szumiało. Czuła tylko niemoc i bezsilność wobec samej siebie. Zawsze uważała się za silną kobietę, która wie, czego chce i jak to osiągnąć. Zawsze wszystko wychodziło, jak należy. Drobne porażki oczywiście czasem się zdarzały, jednak do tej pory szła przez życie z podniesioną głową. Jedynym jej kompleksem była seksualność. Choć niesamowicie piękna, była zimna w środku, nigdy nie potrafiła zbudować nic trwałego. Wiedziała, że jej idealne ciało wręcz onieśmiela i obezwładnia facetów. Większość traciła w jej towarzystwie pewność siebie. Zawsze zastanawiała się, gdzie są ci prawdziwi mężczyźni z klasą, którzy potrafią sprawić, by to kobieta ich pożądała, a nie na odwrót. Była silną i samowystarczalną kobietą, ale… tylko kobietą. Jak każda potrzebowała mocnego męskiego ramienia. Kogoś, na kogo patrzy się z podziwem i za kim pójdzie się nawet w ogień. Jak dotąd nikt taki się nie trafił… Aż do dzisiaj.

Taksówka sunęła spokojnie przez nocne miasto. Za oknem migotały światła neonów i latarni. Nocny spokój, poza godzinami szczytu. Poczuła nagłe zmęczenie. Spojrzała na ekran swojego telefonu. Był dopiero kwadrans po dwudziestej drugiej. Jeszcze piętnaście minut jazdy i wsiądzie do windy, która zawiezie ją na dziesiąte piętro, wprost do jej niewielkiego, przytulnego mieszkanka. Poczuła, że bardzo potrzebuje snu. Chciała tylko wyłączyć głowę i odciąć świadomość. Zbyt wiele wrażeń i doznań domagało się, aby trafić we właściwe miejsce wśród szarych komórek, poukładać się w logiczną całość. Może to pozwoli jej zrozumieć, co się właściwie stało. Taksówkarz instynktownie wyczuł jej paskudny nastrój już wtedy, gdy wsiadała. Nie próbował jej o nic zagajać dla urozmaicenia podróży. Milczał, choć lepiej by było w tym momencie zająć myśli jakąś banalną rozmową. Przytuliła głowę do zimnej szyby, patrząc nieruchomym wzrokiem w dal. Odliczała przecznice do końca podróży. Znała to miasto jak własną kieszeń…

Szum windy, zgrzyt klucza w zamku i była już w swoim królestwie, dzisiaj trochę nieuporządkowanym. Nie było na to czasu. Gdy późnym popołudniem wychodziła na umówione spotkanie, myślenie o takich rzeczach nie zaprzątało jej głowy. Była trochę podniecona tym, co miało się zdarzyć. Teraz to wszystko wręcz zakłuło ją w oczy. Niedbale porozrzucane ubrania przypomniały, jak w nagłym podekscytowaniu wyciągnęła pół szafy, szukając najlepszej kreacji. Wiedziała, że gdy on ją zobaczy, będzie już naga, ale chciała ładnie wyglądać. Dobrze się czuć dla samej siebie. Teraz jednym szybkim ruchem zgarnęła wszystkie te atrybuty kobiecości na podłogę i usiadła na łóżku. Poczuła, że strumień myśli sam się nie wyłączy. Potrzeba na to lekarstwa. Wstała i podeszła do barku, po czym nalała sobie pełną szklankę wódki. Nigdy tak nie robiła. Lubiła czerwone wino, na dodatek w niewielkich ilościach. Opróżniła szklankę, nie zważając na pieczenie w gardle. Tu nie chodziło o smak, tylko o to, by zasnąć jak niemowlę, odciążyć zmęczoną głowę. Położyła się na łóżku, czekając, aż alkohol zacznie krążyć w żyłach, stopniowo wyłączając myślenie, tak bardzo bolesne. Nie przeszkadzało jej to, że jest ubrana. Dziś już nie chciała być naga. Szklanka czterdziestoprocentowego trunku zrobiła swoje. Jej drobne ciało poczuło błogą niemoc. Gdzieś między jawą a snem zamknęła oczy. Nieprzenikniona ciemność znów przejęła kontrolę. Już o to nie dbała…

Obudziło ją słońce, zuchwale jasno świecące przez niezaciągnięte rolety. Zapomniała o tym, gdy kładła się do łóżka – już zgaszenie światła stanowiło wyczyn. Wstała i usiadła na krawędzi materaca. Wciąż miała na sobie lekką niebieską sukienkę, mocno już pomiętą. Wypity przed snem alkohol przypomniał o sobie i poczuła lekkie zawroty głowy. Dziś niedziela, można w spokoju poużalać się nad sobą. Można też wyciągnąć pewne wnioski, jak miała w zwyczaju, i zastanowić się, co poszło nie tak. Ból głowy niczego jednak nie ułatwiał. Wstała i zdjęła z siebie sukienkę, ostatnią rzecz, która bezpośrednio przypominała o wczorajszym wieczorze. Szare bawełniane spodnie dresowe – to jej niedzielna wizytówka. Jeszcze lekki T-shirt bez rękawów i już była sobą. Pełną życia, odważnie dążącą do celu absolwentką psychologii, która podjęła pracę w ośrodku leczenia uzależnień. Chciała zrozumieć świat i go naprawić. Młodzieńcze ideały wzięły górę. Lubiła wyzwania i im trudniejszy przypadek, tym większe rodził w niej poczucie misji i zaangażowania. Zainteresowała się psychologią, by lepiej zrozumieć samą siebie, jednak odpowiedzi na ważne pytania nigdy nie nadeszły. Kolejni pacjenci byli zawsze tacy sami. Kluczem do rozwiązania ich problemów była wiara w siebie. Mimo najszczerszych chęci nie potrafiła im tego dać. Z czasem odkryła, że jest tylko instytucjonalnym trybikiem na drodze do umieszczenia ich w ośrodku i tak naprawdę nic nie może dla nich zrobić. Zniknęła euforia i zapał. Wszystko, co mogła zaoferować, to trochę otuchy i zrozumienia. Czy właśnie na tym polega praca psychologa? Zdecydowanie nie chodziło jej o to, by zostać emocjonalnym materacem dla wszystkich, którzy już nie mają gdzie się wyspać. Poczuła, że wszystko, na co ciężko pracowała, nic nie znaczy i mocno się pomyliła, obierając swoją życiową ścieżkę. Wiele razy już tłumaczyła sobie, że życie to nie bajka i rozczarowania są normalnym następstwem zwykłej codziennej egzystencji. Tym razem było jednak inaczej. Poczuła, że bardzo zbłądziła i chce się odnaleźć. Chce zmienić swoje nudne, szare życie w ekscytującą przygodę. Być może pójdzie za to do piekła, ale przynajmniej dobrze się zabawi. Bez namysłu zdjęła z siebie szary dres. Wyciągnęła z szuflady delikatne czarne pończochy sięgające do połowy ud i lekko już zakurzone czarne szpilki. Stanęła przed lustrem i popatrzyła na siebie. Jeśli budzić pożądanie, to tylko takie, któremu nikt nie jest w stanie się oprzeć.

To dziwne, lecz bardzo intrygujące olśnienie przerwał nagły dźwięk zagrzebanego w kołdrze telefonu. Spojrzała na wyświetlacz, choć i tak doskonale wiedziała, kto może wydzwaniać w niedzielny poranek.

Poranek? Właśnie ta myśl wywołała delikatne uniesienie kącików ust. Spojrzała na zegarek. Było już po dziesiątej. Słońce świeciło mocno, choć pod dużym kątem, mogła się sama domyśleć, że przespała tyle, ile tylko się dało. Ostry dźwięk dzwonka wdzierał się do głowy niczym syrena alarmowa. To była Marta, jej jedyna przyjaciółka i pokrewna dusza. Ktoś, z kim była związana bardziej niż z siostrą, której nigdy nie miała. Mówiły sobie o wszystkim i tylko ona wiedziała, co Anna planowała zrobić. Marta nigdy jej nie oceniała i zawsze potrafiła znaleźć coś pozytywnego, nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Mimo iż sama była zachowawcza w dążeniu do swoich celów, bardzo kibicowała Annie i z entuzjazmem wspierała ją w samorealizacji. Choć tym razem było trochę inaczej, to właśnie Marta powiedziała jej, że są takie usługi seksualne, i sama podesłała jej namiary na firmę, z której oferty Anna miała przyjemność wczoraj korzystać, wraz z adresem mailowym pewnego przystojnego dżentelmena.

– Cześć, kochana, wyczekałam, ile tylko mogłam… Nie chciałam cię zrywać z samego rana.

– No co ty, od dawna już jestem na nogach – skłamała. – Miałam właśnie do ciebie dzwonić.

– Opowiadaj. Co tam się zdarzyło? Czy dostałaś to, czego chciałaś? Czy mam zaraz do ciebie przyjechać?

– Nie. Czuję się bardzo zmęczona i chyba jeszcze trochę się zdrzemnę…

– Rozumiem, że było fajnie i nie żałujesz?

– Było okej. Nie żałuję, tylko jestem jeszcze strasznie rozbita i muszę odpocząć…

– Najważniejsze, że się odważyłaś. Opowiesz mi wszystko, jak się zobaczymy. Odpoczywaj!

Połączenie zostało zakończone. Anna jeszcze przez chwilę spoglądała na telefon z uczuciem żalu. Chciała powiedzieć przyjaciółce o wszystkim, co się zdarzyło. Chciała zrzucić z siebie ciężar wczorajszego dnia. Nie dała rady. „Nie żałuję” – to jedno prawdziwe zdanie – drążyło jej myśli. Nie chciała rozczarować Marty. Tym razem przegrała z samą sobą i było jej wstyd. Zawsze szła przez życie z ciepłym i serdecznym uśmiechem dla otaczających ją ludzi, mimo wszystko w głowie budując kolejne barykady i nie pozwalając sobie na słabostki, za jakie uważała przyjaźń czy miłość. Wierzyła, że nic nie jest bezinteresowne i tylko zamierzone, świadome działania coś znaczą i prowadzą do jakiegoś celu. Nie można polegać na innych ludziach i na oczekiwaniach wobec nich. Marta akceptowała Annę i nigdy nie oceniała jej zachowań… Po prostu była i rozumiała. To właśnie zbliżyło je do siebie i sprawiło, że mogła narodzić się jakaś więź. Teraz poczuła, że znów buduje wokół swojej słabości mur, o który może rozbić się jedyna osoba, na której tak naprawdę jej zależało. Wyświetlacz telefonu już zrobił się czarny, znudzony jej brakiem reakcji. Chciała oddzwonić i powiedzieć, jak naprawdę było, jednak nie była na to gotowa. Szum niepoukładanych myśli domagał się czasu. Zapragnęła naprawdę być tą silną i zdecydowaną kobietą, którą na co dzień starała się grać. Jak dotąd zawsze jakoś się udawało. W małomiasteczkowym teatrzyku ta pewność siebie wystarczała, jednak na prawdziwej wojnie nawet nie opuściła koszar. Czuła coraz wyraźniej, że niebezpieczny świat zakazanych przyjemności fascynuje ją i przyciąga do siebie, stanowiąc jedyne prawdziwe wyzwanie…

Ekran laptopa rozbłysnął gwałtownie, pokazując kolejne obrazy uruchamiającego się systemu. Wygrzebała z maila adres strony internetowej i kliknęła w załączony link. Witryna firmy „Aeterna Beatitudo” wypełniła cały wyświetlacz laptopa. Na górze widniała oczywiście mapa serwisu z opisem usług, a w tle jakieś monochromatyczne zdjęcie spętanej kobiety. Malująca się na jej twarzy rozkosz zapewne miała przyciągnąć klientów, sprawić, że postanowią spełnić swoje fantazje. Annę jednak najbardziej zainteresowała zakładka „Szkoła seksu”. Powoli studiowała opis, dowiadując się, czego można się nauczyć. Na końcu znajdował się bardzo wymowny przycisk „Aplikuj”. Już czuła w sobie moc, by go nacisnąć, jednak powstrzymała się. Wróciła do strony głównej. Rozwinęła zakładkę „Kadry”, a tam ujrzała całą hierarchię firmy. Czołową rolę odgrywała Domina Maria, obok niej mąż Master Piotr. Przy nich dwa prężne trybiki – Dom Tomasz i Mistress Karolina. Na samym dole Sub Łukasz i Bottom Julia. Niby mała struktura, ale prężnie napędzająca potężną maszynę zakazanego, fascynującego seksu. Anna siedziała, z zaciekawieniem wpatrując się w ekran. To już nie była zwykła ciekawość, tylko fascynacja, daleko wykraczająca poza obszar jej dotychczasowych pragnień. Już trochę spróbowała tego owocu i bardzo jej posmakował. To tylko jej wyłączna wina, że nie zdołała zjeść go w całości. Oczami wyobraźni widziała siebie, widniejącą na tej stronie w roli, którą los sam napisze. Właśnie w tym momencie postanowiła, że zmieni swoje nudne i banalne życie w przygodę, która sprawi, że żal będzie zasypiać. Czym jest seksualność? Jakie są potrzeby ciała? Jakie są granice? Obiecała sobie, że znajdzie odpowiedzi na te pytania i zrobi to w sposób, który przyniesie czystą satysfakcję. Instynktownie wiedziała, że ikonka „Aplikuj” jest raczej dla klientów, dlatego opuściła stronę. Otworzyła swoją pocztę i uznała, że znów napisze bezpośrednio do Tomasza, jak za pierwszym razem. To zdecydowanie jedyna dobra droga, by móc coś osiągnąć…

Zdziwiła się, jak sprawnie poszło wydobycie z siebie najtrafniejszych myśli. Wszystkiego, co chciała w tej chwili mu powiedzieć:

Dzień dobry, Tomaszu.

Dziękuję za wszystko i nie mam pretensji, że to Ty przerwałeś zabawę, mimo iż umowa tego zakazuje. Wręcz przeciwnie. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego profesjonalizmu i wyczucia sytuacji. Być może to nie pierwszy raz, kiedy tak zrobiłeś. Być może to normalna praktyka, którą stosujecie w takich przypadkach, dla bezpieczeństwa klienta i aby nie doprowadzić do gorszych następstw. Jednocześnie jestem świadoma, że nikt normalny nie poszedłby z tą umową do sądu, aby domagać się odszkodowania za jej złamanie. Choć nie wszystko poszło tak, jak chciałam, zrozumiałam wczoraj, że chcę w życiu czegoś więcej, niż mam. Chcę spróbować wszystkiego. Być może pomyślisz, że jestem jakąś desperatką, ale widzę jasno, że chcę poznać cały ten świat „zakazanego seksu”. Bardzo mi zaimponowałeś i chcę być taka jak Ty. Robić to, co Ty. Wiesz, że jestem atrakcyjną kobietą. Myślę, że pasowałabym do Waszej firmy. Jeśli uważasz, że bym się nadawała, rozważ, proszę, moją kandydaturę.

Pozdrawiam

Anna

Bez zbędnego namysłu wysłała wiadomość. Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w ekran laptopa, jakby liczyła, że odpowiedź przyjdzie natychmiast. Stało się… Teraz mogła tylko liczyć na to, że w ogóle jej odpowie. Ich kontrakt był zakończony i nie miał już wobec niej żadnych zobowiązań. Jeśli odpisze, to tylko z czystej chęci bądź dobrych manier. Zamknęła klapę komputera. Splotła palce obu dłoni, podkładając je pod brodę. Głowa oparła się miękko na tak przygotowanej podporze, a nieobecny wzrok poszybował przez ścianę pokoju gdzieś daleko. Oczami wyobraźni widziała siebie w pokoju uciech. Na nogach miała wysokie czerwone szpilki z czarnymi obcasami, powyżej gładkie czarne rajstopy sięgające do połowy ud i zwieńczone koronkową czerwoną podwiązką z kokardką. Resztę ciała opinał bardzo obcisły sznurowany gorset, oczywiście czarny z czerwonymi wstawkami na obrzeżach i pod piersiami. Na szyi miała wąski aksamitny choker ze złotą zawieszką w kształcie czterolistnej koniczyny – dostała ją od matki, gdy szła na studia. Na dłoniach lśniły aksamitne czarne rękawiczki sięgające do połowy przedramion. Rozpuszczone blond włosy miękko opadały na ramiona, falując na końcówkach. Błękitne oczy ozdobione były delikatną haftowaną maską wenecką ze zmysłową koronką na obrzeżach. Seksowna, uwodzicielska, pociągająca, drapieżna. Właśnie taka chciała być. Zjawiskowe stworzenie z pogranicza jawy i snu, którego każdy krok w męskim świecie budzi żądzę i sprawia, że krew się burzy, mimowolnie odpływając z głowy w niższe rejony ciała. Nikt się jej nie oprze… Nie zdoła. Uśmiechnęła się do swojej fantazji. Ciało przeszedł delikatny dreszcz podniecenia. W takim stroju chciała zdobywać ten nieznany świat niezwykłych wrażeń. Powieki delikatnie opadły niczym przesłona starego aparatu, rejestrując w głowie ten przyjemny obrazek. Kąciki ust uniosły się w uśmiechu. Nieważne, czy coś się wydarzy. Wiedziała już, że musi natychmiast wzbogacić swoją garderobę.

Z tej błogiej euforii wyrwał ją krótki, ale bardzo intensywny dźwięk dochodzący z leżącego przed nią laptopa. Znała go doskonale – był to sygnał otrzymanej wiadomości. Serce zdecydowanie porzuciło swój leniwy rytm. Podekscytowana podniosła pokrywę i spojrzała na ekran. We wciąż otwartej skrzynce pocztowej była wiadomość, na którą czekała. Widziała już pierwsze słowa. Wzięła głęboki oddech. Palce pewnie spoczęły na myszce. Pojawiła się treść całej wiadomości.

Dzień dobry, Anno.

Dobrze, że zdecydowałaś się podzielić swoją refleksją. Jest mi też niezmiernie miło, że masz o mnie takie zdanie. Przerywanie gry w takim momencie nie jest normalną praktyką stosowaną w naszej organizacji. Zwykle staramy się wywiązać z umowy i to klient decyduje o momencie zakończenia zabawy. W Twoim przypadku chyba zachowałem się zbyt instynktownie. Dobrze, że napisałaś, bo czułem się z tym trochę źle. Pozbawiłem Cię możliwości decydowania. Dlatego czuję, że chciałbym Ci to wynagrodzić, zatem porozmawiam z szefową o Tobie. Jednak zanim to zrobię, chciałbym mieć pewność, że faktycznie tego chcesz. Jeśli tak, to powinniśmy się spotkać i omówić pewne sprawy. Powinnaś się najpierw dowiedzieć, w co właściwie chcesz wejść.

Pozdrawiam

Tomasz

Rytm serca osiągnął tempo pędzącej lokomotywy. To było zdecydowanie więcej, niż spodziewała się od niego przeczytać. Nagła euforia zmieniła swoje źródło. Zrozumiała, że to dzieje się naprawdę. Miała szansę, choć jeszcze niewielką, na zmianę swojego uporządkowanego życia w ekscytującą przygodę. Przynajmniej tak na razie o tym myślała. Po raz pierwszy poczuła ciężar swojej decyzji. Co jeśli to ją zmieni w kogoś, kim tak naprawdę nie chce być? Co on właściwie zamierza jej powiedzieć, zanim podejmie decyzję, czy chce? Przecież już wiedziała, że chce spróbować… Zawsze można się przecież wycofać… Chyba że nie można? Poczuła nieodpartą potrzebę zaspokojenia tej ciekawości. To nie mogło czekać. Natychmiast zaczęła pisać.

Tomaszu,

nie rób sobie wyrzutów, to moja wina. Chyba jeszcze nie byłam na to gotowa. Jednak było mi to potrzebne. Czuję, że lepiej zrozumiałam siebie, i jestem coraz bardziej ciekawa swojej seksualności. Do tego stopnia, że nie umiem wybić sobie tego z głowy, a to chyba świadczy o tym, że jestem zdecydowana. Nie wiem, co mi powiesz, ale chcę się o tym jak najszybciej przekonać. Wiem, że jest niedziela, ale jeśli masz dzisiaj trochę czasu, to spotkajmy się tam, gdzie ostatnio, o 20:00.

Jedno kliknięcie we właściwym miejscu i wiadomość została wysłana. Oddech zdążył już powrócić do normalnego rytmu, choć czuła i liczyła na to, że jeszcze dzisiaj wielokrotnie przyspieszy. Teraz już czekała na szybką odpowiedź. Postanowiła, że wypełni sobie czas przeglądaniem sklepów internetowych z bielizną erotyczną. Ten uroczy obrazek siebie ubranej w taki sposób utkwił w głowie, domagając się natychmiastowego urzeczywistnienia. Odkąd pamiętała, lubiła dobrze wyglądać. Zawsze była szczupła i ubrania dobrze na niej leżały. Jej szafa pełna była pstrokatych i wyszukanych sukienek, spódniczek i modnie skrojonych garsonek, podkreślających idealną talię. Mnóstwo szpilek, rajstop na każdą okazję. Była bardzo kobieca i pociągająca. Tylko dla kogo? Praca psychologa w ośrodku leczenia uzależnień nie pozwalała jej czuć się na co dzień tak, jak by chciała. Nierzadko miała pacjentów z marginesu społecznego, których opinie o niej samej nie mogły stanowić żadnej konstruktywnej wartości. Często wręcz słyszała stwierdzenia w stylu: „Co taka wytworna paniusia robi w takim miejscu?”. Istotnie czuła, że trochę nie pasuje. Dla reszty personelu placówki też była raczej dziwnym zjawiskiem, dla koleżanek przeważnie obiektem żartów i braku akceptacji. Męska część reagowała natomiast na dwa znane jej skrajne sposoby. Dało się wyróżnić grupę zagubionych i notorycznie jąkających się facetów, skądinąd na co dzień bardzo inteligentnych i niemających problemów lingwistycznych, z wiecznie spoconymi dłońmi i pachami. Było też kilku odważniejszych, którzy z przyklejonymi uśmiechami rzucali tanie komplementy. Byli nie mniej obezwładnieni niż ci pierwsi, ale na tyle zaradni, by coś wydukać w jej obecności. Marna pociecha…

Czas rozpocząć wirtualny shopping. Nadać sobie tę nieziemską formę wyrazu, która powali na kolana prawdziwych mężczyzn, a nie bawiących się w podwórkowej piaskownicy chłopców. Do tej pory ciężko jej było na takich trafić. Z jednym z nich właśnie teraz pisała, próbując jakoś się zorganizować, aby nie czekać w napięciu na wiadomość. Z zaskoczeniem odkryła niedawno, że gdy spotyka takiego na swojej drodze, to ona traci pewność siebie i grunt pod nogami. Perspektywa nowego ekscytującego wyzwania, by wspiąć się na wyższy poziom panowania nad sobą, była tu dodatkową nagrodą. Choć drobna i niepozorna, była raczej drapieżnym stworzeniem i już poczuła krew… Zakupy przerwał wreszcie dźwięk nowej wiadomości. Poczuła, jak jej ciało całe się napręża, gdy jednym sprawnym ruchem przeszła do ekranu wiadomości.

Anno, jakoś polubiłem ten lokal, być może Twoja obecność sprawia, że jest ciekawszy, niż się wydaje. Chętnie spotkam się z Tobą o 20:00. Do zobaczenia.

Wyrafinowany, pełen zadowolenia z siebie uśmiech ozdobił drobną twarz. Spojrzała na wiszący na ścianie zegar, pokazywał dopiero piętnastą. Trzeba było jednak umówić się na obiad. Wir myśli i wrażeń tego późnego poranka sprawił, że straciła poczucie czasu i rzeczywistości. To teraz nie było już ważne. Wypity alkohol wyparował. Złe myśli uleciały z głowy. Nie było w niej śladu wczorajszej agonii. Jej skomplikowana, wrażliwa osobowość powodowała, że czasem szybko wpadała w dolinę, dając się ponieść emocjom, ale też bardzo szybko potrafiła stanąć na nogi i wznieść się na wyżyny, wręcz całkowicie zmienić sposób pojmowania rzeczy, zamienić minusy w plusy. Lubiła ten upór w dążeniu do celu. Zawsze powtarzała sobie, że granica jest tam, gdzie sama ją postawi. Piękna chwila, by znów się rozmarzyć…

Na ziemię szybko jednak sprowadził ją przypominający o sobie pusty żołądek. Nic jeszcze dzisiaj nie jadła. Gdy wstała, poalkoholowe sensacje powodowały, że nie mogła myśleć o jedzeniu. W sumie miała do tej pory ważniejsze sprawy na głowie. Teraz nie dało się z tym dyskutować. Wstała od biurka i podeszła do lodówki. Szybki rzut oka na jej zawartość upewnił ją tylko w przekonaniu, że nie jest perfekcyjną panią domu. Mocno nadwątlone zapasy nie pozostawiały wielkiego wyboru, ale wystarczyły, by chociaż zrobić sobie jakąś kanapkę. Zjadła bez większego rozczulania się nad wykwintnością posiłku. Tu chodziło o przeżycie. Za kilka godzin kolacja z Tomkiem. Nie była pewna, czy natłok wrażeń i zdenerwowanie pozwolą jej wtedy przełknąć choćby kęs, ale na razie to wystarczyło. Czuła podekscytowanie silniejsze niż fizyczne potrzeby ciała. Poza jedną – podnieceniem…

Jej zaimprowizowane królestwo było istnym rajem. Stanowiący centralny punkt mieszkania przestronny pokój, będący jednocześnie kuchnią, sypialnią i salonem, sprawiał, że wszędzie było blisko i wszystko miała pod ręką. Zapragnęła w tym momencie znów znaleźć się w łóżku. Wystarczyłoby zaledwie pięć kroków. Tym razem nie chciała już mieć na sobie ubrania. Z zaskoczeniem odkryła, że wygląda jak groteskowa prostytutka. Miała na sobie czarne szpilki, rajstopy, figi i sportowy T-shirt. Nie dokończyła przecież swojej metamorfozy. Zresztą i tak nie było jak. Górna część tej idealnej garderoby była dopiero w koszyku sklepu internetowego, który w międzyczasie wybrała. Teraz nie miało to znaczenia. Zapragnęła być naga, jak wczoraj w hotelowym pokoju. Pospiesznie zrzuciła z siebie całe ubranie, niedbale rozrzucając je wokół łóżka. Zaścieliła gładko kołdrę i położyła się na plecach. Zamknęła oczy. Oddech przybrał spokojny miarowy rytm. Nie czuła tego chłodu, który wczoraj jej towarzyszył, lecz ciało zaczęło lekko drżeć. W tej idealnej wizji nie było opaski ani sznura…

Leżała na miękkiej pościeli całkiem naga, lekko drżąc w oczekiwaniu. Wszedł do pokoju, od razu zrzucając z siebie ubranie. Widziała, jak pożera ją całą głodnym wzrokiem. Od razu był gotowy, by dać jej całego siebie. Tylko pierwotny instynkt i czyste zwierzęce pożądanie. Pragnienie, by dostać wszystko, czego tylko zapragnie. Była gotowa mu to dać. Wiedziała, że sama dostanie jeszcze więcej. W tym idealnym świecie to musiało się udać. Nie spuszczał z niej wzroku nawet na chwilę. Uśmiechnęła się delikatnie, a on posłał jej taki sam pełen ciepła i namiętności uśmiech. Blask i pewność siebie bijąca z tych ciemnych oczu po prostu wbiły ją w łóżko, wywołując przyjemny dreszcz na całym ciele. Obietnica nieopisanej rozkoszy wkrótce miała zostać spełniona… Po chwili poczuła na sobie ciężar jego ciała, jego twardość i ciepło. Delikatnie odgarnął zbłąkane kosmyki włosów. Ich usta spotkały się w czułym pocałunku. Ciemne wilcze oczy z pożądaniem wpatrywały się w błękit jej źrenic. W idealnym świecie powietrze aż drżało od zbliżającej się burzy zmysłów. W prawdziwym – drżąca z emocji dłoń powoli sunęła w dół w gorące i mocno już wilgotne miejsce…

Uda instynktownie same się rozchyliły, zapraszając go w siebie, z czego natychmiast skorzystał. Wszedł w nią mocno i zaczął posuwać rytmicznie. Ciało wyprężyło się w słodkim uniesieniu. Znów poczuła te silne męskie dłonie na swojej twarzy. Pieścił ją delikatnie, wplatając palce w rozpuszczone włosy, nie przestając całować i tłumiąc jęki. Drżącymi z podniecenia dłońmi dotknęła jego pleców, rozkoszując się ciepłem skóry, napięciem mięśni w każdym świadomym ruchu, który wykonywał. Zamknęła oczy. Chciała już tylko czuć. Poddać się cała. Widział to i postanowił wykorzystać. Poczuła, jak delikatnie się unosi, by zmienić jej pozycję. Teraz leżała na brzuchu z szeroko rozrzuconymi rękami i nogami. Znów przywarł do niej, wchodząc mocno od tyłu. Poczuła te silne, szorstkie dłonie mocno zaciśnięte na jędrnych, nabrzmiałych piersiach. Ciało gwałtownie wyprężyło się z rozkoszy. Wcisnęła mocno twarz w poduszkę, by nie krzyczeć za głośno. Mocne, szybkie pchnięcia wypełniały całe ciało falami nieziemskiej przyjemności. Drżące palce coraz mocniej ściskały brzegi kołdry. Zniknął czas i przestrzeń. Hotelowy pokój wypełnił zapach seksu i znajomych perfum, jej mieszkanie zaś jęki rozkoszy i szelest pościeli, gdy wiła się w uniesieniu na mocno już zmiętej kołdrze. Gdy te dwa plany zdarzeń splotły się w jedną słodką całość, świat eksplodował milionem iskier.

Rozdział 2

Była już za kwadrans dwudziesta, gdy zamknęła drzwi swojego mieszkania, po czym pospiesznie skierowała się do windy i nerwowo nacisnęła przycisk przywołania. Czasu było bardzo niewiele, kilka krótkich przecznic do przejścia nie było żadnym wyzwaniem dla tej aktywnej kobiety, ale w szpilkach było to znacznie trudniejsze. Światełko nad drzwiami wskazywało, że winda aktualnie porusza się w dół, co dodatkowo wywołało zdenerwowanie. Nie chciała jednak niepotrzebnie marnować oddechu. Będzie jej potrzebny na miejscu, by nie stracić pewności siebie. Tym razem emocje nie mogą wziąć góry. Mimo iż Tomasz prawdopodobnie nie miał nic do powiedzenia w kwestii jej angażu, już czuła się tak, jakby szła na rozmowę kwalifikacyjną. Takie nastawienie pomoże jej w lepszym panowaniu nad sobą. Pełna koncentracja na zadaniu zawsze pozwalała jej opanować stres i sprawiała, że nic nie mogło jej tak po prostu zaskoczyć. Świat psychologii i psychologów istotnie nie fundował jej już jakichś niedających się przewidzieć sensacji. Tu było trochę inaczej. Zamierzała wkroczyć do świata, którego nie znała. Nie było tu długiej i żmudnej edukacji mającej przygotować do wykonywania zawodu i przybliżyć realia samego środowiska zawodowego. Ponadto szła spotkać się z mężczyzną, który nawet drobnym gestem burzył w niej krew, zakłócając spokojny rytm funkcji życiowych. Wyobraziła sobie w tym momencie, jak mogłaby wyglądać amplituda odczytów maszyny, gdyby na tej rozmowie podłączono ją pod wariograf…

Drzwi windy rozsunęły się z łoskotem, zapraszając ją na przejażdżkę. Bez zastanowienia weszła do środka, palcem wskazującym pospiesznie wydając maszynie właściwą komendę na panelu sterowania. W odpowiedzi drzwi zasunęły się i po chwili poczuła swój żołądek na wysokości klatki piersiowej. Znudzona chwilową bezczynnością głowa znów zaczęła pracować, tworząc możliwe scenariusze tego, co mogło się zdarzyć. Wróciło podenerwowanie. Gdy szła na poprzednie spotkanie, zobaczyła go dopiero na miejscu. Nie była pewna, czy to on. Stał przed drzwiami lokalu niczym ochroniarz, wolno wodził wzrokiem dookoła i lustrował otoczenie, wypatrując swojego celu. Był zbyt dobrze ubrany jak na ochroniarza, a ten pełen zainteresowania sposób, w jaki na nią patrzył, gdy znalazła się w odległości około dwudziestu kroków od wejścia, powiedział jej, że to musi być on. Nikt jeszcze nie patrzył na nią w ten sposób. Żaden mężczyzna nie wytrzymał tak długo kontaktu wzrokowego, nie tracąc pewności siebie. Był twardą skałą, o którą można zarówno się rozbić, jak i na niej znaleźć bezpieczne schronienie. Nieodgadniony i niebezpiecznie nierealny, a jednak stał tam i patrzył na nią tak, że nogi same miękły. Na szczęście była już bardzo blisko. Z odległości kilku kroków posłała mu delikatny uśmiech. On odpowiedział tym samym, jeszcze bardziej ją obezwładniając. Poczuła, że w powietrzu między nimi splata się jakaś dziwna magnetyczna nić. Już była pewna, że to on. Właśnie tak go sobie wyobrażała, gdy wymieniali między sobą wiadomości. Nie sądziła tylko, że ktoś taki może istnieć naprawdę…

Winda wreszcie się zatrzymała, sprowadzając Annę z powrotem na ziemię. Żołądek wrócił na swoje miejsce, drzwi otworzyły się z łoskotem. Zdecydowanym krokiem ruszyła do wyjścia. Spojrzała na zegarek – była za dziesięć ósma. Czterysta metrów w dziesięć minut na szpilkach to spore wyzwanie, ale w końcu była kobietą. Kobiety są wytrwałe w chodzeniu na miniszczudłach. Poza tym mają czasem prawo się spóźniać. Głośne stukanie szpilek na chodniku i jaskrawa czerwień sprawiały, że kolejne męskie twarze odwracały się w jej stronę. Uśmiechnęła się pewna siebie. Robiła oszałamiające wrażenie na zwykłych facetach. Była do tego przyzwyczajona. Zwykle jej to wystarczało, by podnieść sobie samocenę. Ci uliczni statyści w jej dzisiejszym teatrze nie mieli żadnego znaczenia. Tym razem zależało jej tylko na tym, aby zrobić wrażenie na jednym wyjątkowym mężczyźnie. Pokazać mu najpiękniejszą wersję samej siebie i zabrać trochę przestrzeni, by znów nie zdominował jej, zanim nawet coś powie. Zwłaszcza że na poprzednim spotkaniu to ona, przynajmniej teoretycznie, była górą. Była klientką, która płaci i wymaga. Teraz role się odwróciły. To on miał oceniać i decydować. Sięgnęła po swoją najskuteczniejszą kobiecą broń – seksapil. Późnym popołudniem, gdy tylko spuściła trochę pary, od razu zaczęła robić się na bóstwo. Wydawało się, że czasu jest dużo, jednak wyszło inaczej. Wzięła długi relaksacyjny prysznic… Zbyt długi. Wysuszyła i dokładnie wyszczotkowała piękne włosy w kolorze słońca. Później rutynowy przegląd kreacji… Też zbyt długi. Wybrała lekką, czerwoną, sięgającą za kolana sukienkę z dość dużym dekoltem, mocno podkreślającą obfity biust i smukłą talię, do tego czarne rajstopy i czerwone szpilki. Na szczęście twarz nie wymagała wielu zabiegów upiększających. Naturalnie długie rzęsy wystarczyło lekko podkreślić czarnym tuszem. Jasna, dziewczęca cera troszeczkę upudrowana już wyglądała idealnie. Usta… Zawsze uważała, że są zbyt delikatne. Podkreślone krwistoczerwoną szminką stawały się pełniejsze i zjawiskowe, przykuwające spojrzenia. O to właśnie jej chodziło, by stworzyć w swoim wizerunku kilka mocnych punktów rozbrajających linię obrony przeciwnika. Bardzo zależało jej na tym, by odwrócić uwagę od tych sarnich oczu, które na pewno będzie robić, gdy Tomasz zadziała na nią samą swoją aurą i zabójczym uśmiechem. Wszystkie te zabiegi, gęsto przeplatane chwilami dłuższej refleksji nad samym spotkaniem, spowodowały, że teraz już była prawie spóźniona. Przyspieszyła kroku. Na pewno był już na miejscu, niczym drapieżnik skanując otoczenie w poszukiwaniu swojej ofiary. Tym razem nie pozwoli sobie na to, aby to ona została zwierzyną.

Zwolniła kroku, gdy tylko go zobaczyła. Stał przed wejściem do restauracji, jak ostatnio. Tym razem on też od razu wypatrzył ją w niezbyt już gęstym tłumie przechodniów poza godzinami szczytu. Posłał jej swój lekki, ale rozbrajający uśmiech. Tym razem była na to gotowa i odpowiedziała tym samym. Nie zakłócił jej wewnętrznej równowagi i pewności siebie. Poczuła, że chyba da radę poprowadzić dzisiejszą grę na swoich warunkach. Choć to dopiero początek, już przeszła pomyślnie próbę, której się najbardziej obawiała. Dziś nie da się zaskoczyć. Tym bardziej że on, świadomie lub nie, zdecydował się na swobodniejszy styl. Ubrany był w lekką sportową marynarkę i niebieskie dżinsy. Na nogach miał białe sportowe buty. Stał teraz przed wejściem, miłym uśmiechem witając klientów. Dziś wyglądał trochę jak ochroniarz. To dodało jej animuszu, a jej twarz rozjaśnił uśmiech. Zdecydowanym krokiem ruszyła do przodu, korzystając z ostatnich mrugnięć zielonego światła, by nie czekać już i nie opóźniać momentu spotkania. Ta pewność siebie poniesie ją dokładnie tam, dokąd zechce. Tak przynajmniej mogło się wydawać, gdy z coraz szerszym uśmiechem zbliżała się w jego stronę.

– Dobry wieczór, Anno – przywitał ją z odległości kilku kroków, wciąż nie przestając omiatać wzrokiem jej sylwetki. – Wyglądasz pięknie.

– Dobry wieczór, Tomaszu – odpowiedziała zalotnie, nie przestając się uśmiechać, mimo iż uśmiech na jego twarzy już trochę zbladł. Czyżby udało jej się aż tak mocno zepchnąć tego drapieżnika do defensywy?

– Wejdźmy do środka – zaproponował, otwierając drzwi i zapraszając ją gestem dłoni. – Stolik już czeka. Ten sam co ostatnio.

Trochę ją to zmieszało, gdyż sądziła, że dopiero przyszedł bądź czekał cały czas przed wejściem, nawet nie wchodząc do środka. Podążyła w głąb dużej sali, rozjaśnionej przytłumionym światłem nielicznych bladożółtych halogenów na suficie i wielu świec palących się na zajętych stolikach. Nie był to co prawda lokal najwyższych lotów, ale bardzo miły, kameralny nastrój połączony z dobrym, nieprzesadzonym menu i lampką czerwonego wina sprawiał, że czuła się tu dobrze i swobodnie. Często przychodziła tu z Martą i istotnie miała swój ulubiony stolik w rogu sali, usytuowany za filarem w taki sposób, że stwarzał pewną iluzję prywatności. Na stoliku czekały już zapalone świece, otwarta butelka wina, dwie wypolerowane na połysk lampki i dwie karty dań.