D.N.A.M.I.A.N - Damian Durlak - ebook

D.N.A.M.I.A.N ebook

Damian Durlak

0,0

Opis

Książka przedstawia drogę jaką główny bohater musi przejść, aby stać się osobą, którą chciał zostać. W trakcie swojej drogi bohater napotyka przeciwności losu i uczy się w jaki sposób je pokonywać. Próbuje zmienić swoje przeznaczenie, ale jego starania są daremne. Mimo wielu porażek, nie rezygnuje i konsekwentnie zmierza do realizacji swoich marzeń.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 515

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Warszawa 2026

Przygotowanie publikacji:

Ef Ef Usługi Wydawnicze | ef-ef.pl

Redakcja: Filip Szałasek

Korekta: Maciej Lidachowski

Skład i projekt layoutu, projekt okładki: Maciej Harabasz

Copyright © Damian Durlak, 2026

978-83-979150-2-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, publikowanie i rozpowszechnianie utworu bądź jego fragmentów bez zgody autora zabronione.

Historia bohatera rozpoczyna się w roku 1994. Podzieliłem ją na dwie części – każda opisuje inne wydarzenia, które stały się udziałem bohatera, a także ich reperkusje w miarę upływu lat: przeżycia z dzieciństwa stały się zalążkiem jego obecnej tożsamości. Historia zaczyna się od lat szkolnych i koncentruje na odczuciach i typach wrażliwości, które wpływają na osiąganie sukcesu oraz przezwyciężanie trudności i problemów w życiu. Myślenie analityczne może pomóc w rozwiązaniu wielu problemów czy zadań, nie potrafi jednak zainspirować ludzi do walki z przeciwnościami losu. Zastanówmy się zatem głębiej, komu i dlaczego zależy na tym, żeby obecny świat wyłączył uczucia i brał wszystko na tak zwaną „logikę”. Czy uczucia i emocje to naprawdę słabość, czy może niepowstrzymana siła, która przewyższa międzyludzkie podziały i konflikty? Po przeczytaniu tej książki sami możecie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Rok 1994

Pewnego pięknego, słonecznego dnia – może to był kwiecień, może maj – czteroletni Damian bawił się w ogrodzie domu rodzinnego. Jego mama siedziała na ławce i czytała książkę. W pewnym momencie Damian przyszedł do niej z dużym siniakiem na nodze i zaczął płakać. Mama wzięła go na kolana i przytuliła do siebie.

– Oj, już nie płacz, przecież nic się nie stało. Siniak ci zejdzie, nawet nie zauważysz kiedy – powiedziała z uśmiechem.

Damian nie rozumiał i płakał jeszcze głośniej, a jego mama – nie wiedząc, co jeszcze mogłaby zrobić, żeby go pocieszyć – nagle zaczęła śpiewać mu piosenkę. Spokojna melodia historyjki o królewiczu uśpiła chłopca. Od tej pory, gdy Damian przychodził z płaczem, mama mu śpiewała i w ten sposób – słuchając słów jej piosenek – udawało mu się odzyskać spokój.

Rok 1996

Damian miał sześć lat, stał na podwórku przed blokiem, w którym mieszkał, a obok niego stał dziadek. Staruszek darł i rzucał ptakom trzymane w ręku kromki chleba. Zachwycony Damian wyczekiwał, aż zleci się do nich chmara ptaków. Podziwiał, jak latają wokół, lądują i znów podrywają się w górę. W pewnym momencie dziadek odezwał się:

– Trzymaj, masz kromkę, rzuć ptakom, to zobaczymy, jakie do ciebie przylecą. Pokażę ci, jak to się robi.

Dziadek odszedł na kilka metrów od Damiana, oderwał kawałek chleba i rzucił ptakom na ziemię; nie minęło nawet kilka sekund, a wokół zebrało się dużo różnych gatunków.

– Widziałeś? Tak to się robi, teraz twoja kolej.

Damian wziął kromkę, odszedł od dziadka na kilka metrów, rozerwał chleb na kawałki i rzucił w przeciwnym kierunku niż dziadek. Po pewnym czasie przyleciały ptaki, były to kruki, które złapały okruchy w dzioby i spojrzały się na Damiana, a następnie odleciały. Damian podszedł do dziadka i zapytał:

– Dlaczego przyleciały kruki, a nie wróble, jak u ciebie?

– Wiesz, sam nie wiem, może ptaki intuicyjnie wybierają, komu mogą zaufać i od kogo mogą wziąć jedzenie.

– To mnie bardziej lubią kruki, a ciebie, dziadku, wróble?

– Na to wychodzi. Chodź, przejdziemy się. Niby delikatnie pada i pogoda jest jesienna, ale mały spacer nie zaszkodzi. Tylko proszę cię, nie wskakuj w kałuże, bo babcia się zdenerwuje.

– Obiecuję, dziadku.

Idąc między blokami, minęli szkołę średnią. Pod ogrodzeniem wokół budynku leżało kilka luźno rozrzuconych zeszytów, jak gdyby uczniowie chcieli się ich pozbyć. Damian podniósł ten najczystszy i przyniósł go dziadkowi. Dziadek wziął zeszyt do ręki i powiedział do Damiana:

– To są zeszyty szkolne. Kiedyś też takie będziesz miał, gdy będziesz chodził do szkoły.

– Szkoły?

– Tak, wszystkie dzieci chodzą do szkoły, tam się uczą, poznają przyjaciół, uczą się obowiązków i dyscypliny.

– To fajne miejsce?

– Tak, będzie ci się podobało. Pamiętam, jak twoją mamę przyprowadziłem pierwszy raz do szkoły, była o rok starsza od ciebie. Trochę się bała, ale szybko się tam odnalazła. Pierwsze dni i tygodnie zawsze są ciężkie, ale później już będzie łatwiej. Tak, pamiętam moją Ulę. Chciałbym, abyś dbał o mamę, szanował ją i pomagał jej. Teraz jesteś dzieckiem, to ona dba o ciebie, ale tak wiecznie nie będzie. Póki żyję i mam siłę, to będę wam pomagał, jak tylko mogę, ale kiedyś umrę i mnie nie będzie.

– Umrzesz?

– Tak, każdy kiedyś umiera,

– Ja chcę, żebyś żył wiecznie. Nie chcę, żebyś umierał.

– Damianie, ty o tym nie decydujesz, tylko Pan Bóg.

– Rozumiem. Co tam jest w tym zeszycie? Przeczytasz mi?

– To zeszyt chyba od języka polskiego, bo są w nim zapisane różne daty i wydarzenia. Kartki są mokre, dlatego widzę jedno zdanie: „Mądrość wymaga poświecenia”.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że musisz coś oddać, dać coś od siebie, żeby podejmować mądre decyzje w życiu.

– Nie rozumiem. Chodzi o zabawki? Muszę oddać zabawkę, żeby mieć coś nowego?

– Tak, możesz tak to rozumieć.

– Chodźmy na obiad, dziadku. Jestem głodny.

– Tak, już idziemy. Babcia na pewno na nas czeka i się martwi. Mieliśmy wyjść tylko na chwilę, nakarmić ptaki.

Dziadek położył zeszyt na ławce i poszedł z Damianem do domu na obiad.

Rok 2004

Szkoła była miejscem, przez które musiał przejść każdy, czy tego chciał, czy nie. Przebieg zależał od indywidualnych cech charakteru ucznia i jego relacji rodzinnych, jednak bez względu na tego rodzaju różnice, wszystkich łączył czas wspólnie spędzany na zajęciach, które nie każdego interesowały. Codziennie tłum uczniów gromadził się przed wejściem do szkoły. Budynek był odnowiony, choć może nie tak, jak byśmy to sobie odruchowo wyobrażali. Pomimo rzekomego remontu na biało malowanych ścianach było już widać pierwsze zniszczenia. Pod każdą z nich na korytarzu siedział zwykle tłum uczniów w oczekiwaniu na następne lekcje.

Uczniów w szkole można było podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczały się osoby, którym zależało na nauce i dalszym rozwoju; zazwyczaj pochodziły one z dobrych rodzin, choć niekoniecznie bogatych. Drugą grupę stanowiły osoby, które miały problemy nie tylko ze sobą, ale również rodzinne, znęcały się więc nad swoimi kolegami, by odczuć ulgę i satysfakcję, i w ten sposób zrekompensować swoje braki na tych polach. Przerwy między zajęciami były różne – raz krótsze, raz dłuższe – a od tego zależało, jak uczniowie spędzą podczas nich czas. Jeżeli były to krótkie przerwy, to nie było za bardzo możliwości pójść na papierosa ani nikomu podokuczać. Na wyobraźnię uczniów bardziej działała długa przerwa – dzięki niej można było prześladować inne dzieciaki, którym dokuczano, czasami nawet bito. Na nic się zdały wycieczki do dyrektora rodziców dzieci, które były prześladowane. Szkołę można było zmienić z różnych powodów, mogła to być na przykład wyprowadzka. Damian był jedną z osób, które szkołę zmieniały niejeden raz i wpłynęło to na całe jego późniejsze życie.

Damian w nowej szkole czuł się nieswojo – brakowało mu znajomych i miejsc, w których lubiłby spędzać czas. Były to jego pierwsze dni w tych murach. Za sobą zostawił wszystko – kolegów, znajomych, ulubionych nauczycieli – musiał więc każdą relację budować od nowa. Pierwsze dni nie należały do łatwych: musiał się przyzwyczaić, kto gdzie siedzi, do wymagań nauczycieli i do szeregu innych rzeczy. Wyposażenie było standardowe, może pod tym względem jedyna różnica między szkołami polegała na tym, że w jednej ławki były mniej zdewastowane i miały mniej podklejonych gum pod krzesłami niż w drugiej.

Nauczyciele w nowej szkole traktowali uczniów każdy na swój sposób. Byli tacy, którzy lubili pracę z młodzieżą i przekazywanie jej wiedzy, ale byli również ci bardzo surowi i wymagający. Jednym z przykładów może być wymagająca matematyczka, na której lekcjach bano się na samą myśl o kartkówce, nie mówiąc o podejściu do tablicy i rozwiązaniu zadania. Strach nie wynikał tylko z braku przygotowania, wiązał się również – może przede wszystkim – z lękiem przed byciem wyśmianym, co rzutowałoby na wizerunku wśród innych uczniów. Drugim przykładem mogła być pani od historii. Kobieta, która opowiadała historię, jakby nią żyła. Zajęcia z nią należały do jednych z lepszych i stanowiły przyjemność na zakończenie każdego piątku.

Damian nie był pewien, czy pasuje do tej szkoły. Już na samą myśl, że musi wszystko budować od zera, robiło mu się niedobrze. Niestety nie mógł zrezygnować, nie mógł rozczarować mamy. Jedyne, co mu pozostało, to zacisnąć zęby i się nie poddawać. Już na pierwszych zajęciach z historii była kartkówka sprawdzająca wiedzę z poprzedniego roku. Na biurku przed nim wylądowała kartka z oceną dopuszczającą. Czerwony długopis podkreślił dwóję. Damian spuścił głowę i poczuł się bezsilny. Wiedział, że ma duże braki w nauce – przez ostatnie lata nie przykładał się do niej i musiał coś z tym zrobić. Pani od historii spojrzała na niego i powiedziała:

– Masz duże braki w wiedzy, Damianie. Zadane pytania nie dotyczyły trudnych tematów, to była wiedza ogólna, którą powinieneś opanować już poprzedniego roku. Musisz powtórzyć materiał, albo będziesz miał problem ze zdaniem do następnej klasy.

Damian spojrzał na nauczycielkę, a potem na swoją kartkę.

– Rozumiem, następnym razem bardziej się przyłożę.

Nauczycielka chwilę popatrzyła na Damiana i powiedziała:

– Nie pamiętam cię. Jesteś nowy.

– Dołączyłem dopiero od tego roku. To są moje pierwsze dni w nowej szkole.

– Teraz rozumiem. Musisz powtórzyć trochę materiału, bardziej skupić się na datach i wydarzeniach. To nic trudnego, ale musisz systematycznie je powtarzać, żeby weszły ci do głowy. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo odnaleźć się w nowym środowisku, ale musisz pamiętać, że nauka to twoja przyszłość i moim zdaniem warto o nią zadbać. No cóż, postawię ci trójkę. Na zachętę. – Uśmiechnęła się i odeszła.

Damian siedział w ławce i wpatrywał się w ocenę. Było mu wstyd, że nie przygotował się do tego testu. Nie chciał rozczarować mamy tym, że nie potrafi się nauczyć kilku dat. Rozejrzał się; większość zdawała się podzielać jego nastawienie. Klasa nie wypadła dobrze, tylko co poniektórzy dostali ocenę, z której byliby zadowoleni. Wracając do domu, Damian zastanawiał się, jak mógłby dostawać lepsze oceny. Nie chciał być tym najgorszym, osobą, z której się śmiano, bo nic nie potrafi, nie ma żadnego talentu.

Odłożył plecak w przedpokoju, zdjął buty i poszedł do kuchni, gdzie jego mama czekała już z obiadem. Była to szczupła brunetka o krótkich włosach do ramion. Nowe mieszkanie Damiana wyglądało o wiele lepiej niż poprzednie, miał też swój pokój, najbardziej zachwycał go jednak długi, żółty stół okolony krzesłami tej samej barwy. Nad umeblowaniem mieszkania mama Damiana spędziła bardzo dużo czasu, udało jej się urządzić je zgodnie ze swoim gustem, z czego była bardzo zadowolona. Stare mieszkanie było zaniedbane, warunki mieszkalne nie należały do najlepszych. Damian wstydził się zapraszać kolegów w obawie, że zostanie wyśmiany i znajomość się urwie. Koledzy Damiana byli o wiele bogatsi od niego, komfort ich życia znacznie przewyższał warunki jego egzystencji, może nawet kilkukrotnie.

Po wejściu do kuchni Damian utkwił wzrok w promieniach słońca, które, padając na blat stołu, przydały mu brązowego odcienia. Zapamiętał ten moment jako wyjątkowy – wtedy jeszcze nie rozumiał, jak słońce może zmieniać kolory zależnie od kąta padania promieni. Efekt był zdumiewający i od tamtej pory lubił przesiadywać w kuchni.

Mama spojrzała na Damiana, uśmiechnęła się do niego i zapytała:

– Jak ci minął dzień?

– W porządku, mieliśmy od razu kartkówkę.

– Kartkówkę, tak szybko?

– Niestety tak. Pani od historii zrobiła ją bez zapowiedzi.

– Jak ci poszło?

– W sumie to nie wiem, co mam powiedzieć. Ledwo co zdałem. – Damian wyjął kartkę z plecaka i pokazał mamie ocenę.

– Oj, synku, nie przejmuj się, posiedzisz nad tym trochę i zobaczysz, że lepiej ci pójdzie.

– Wiem, mamo. Byłem nieprzygotowany. Nie spodziewałem się, że już na pierwszych zajęciach będziemy sprawdzani…

– A z czym sobie nie poradziłeś? Co dla ciebie było takie trudne na tej kartkówce?

– Miałem problem z datami i wydarzeniami historycznymi. Nie potrafię ich zapamiętać, a potem przywołać. Bardzo się staram, nie wychodzi mi.

Mama położyła na stole talerze i nałożyła im po łyżce ziemniaków, warzywa i kotlety mielone. Przez chwilę jedli w ciszy, a potem powiedziała:

– Może korepetycje to dobry pomysł, poszedłbyś na dodatkowe zajęcia, szybciej byś to zrozumiał.

– Dobry pomysł, ale myślę, że muszę sam wziąć książkę do ręki i się uczyć. Nie wiem, czy korepetycje cokolwiek mi pomogą, jak sam nie będę w to zaangażowany.

– A dlaczego nie jesteś zaangażowany?

– Zmiana szkoły, nowi koledzy, nowi nauczyciele, wszystko wokół mnie jest nowe. Nie jest tak łatwo mi się odnaleźć w tym wszystkim.

– Rozumiem cię, synu, ale wiesz, jaką mieliśmy sytuację. Nie mieliśmy wyboru. Stare mieszkanie nie nadawało się do życia. Chcę dla ciebie jak najlepiej, chcę, żebyś miał przyszłość. Obiecaj mi, proszę, że cokolwiek by się wydarzyło, nie poddasz się, nie zrezygnujesz. Życie mnie nauczyło, że od problemów nie uciekniesz, trzeba się z nimi zmierzyć.

– Dobrze, mamo. Obiecuję ci, że będę walczył do końca. Nieważne, w jakiej sytuacji bym był, nigdy się nie poddam i stawię czoła problemom. Nie będę uciekał przed tym, co ma być.

– Dziękuję ci, Damianku, że to rozumiesz.

Po zjedzeniu obiadu mama wzięła filiżankę herbaty i przeszli razem do drugiego pokoju. Otworzyła balkon, a powietrze wpadło do mieszkania. Salon był duży, przy ścianie stała wersalka, a na środku stolik i dwa skórzane fotele, które były skierowane w stronę balkonu. Naprzeciwko wersalki był mały telewizor i brązowy dywan. Na ścianach widniały dwie martwe natury z kwiatami. Mamie bardzo zależało na tych obrazach, ponieważ lubiła kwiaty i przyrodę. Powstały na zamówienie, wykonanie każdego trwało pół roku, ale było warto. Damian usiadł na kanapie, a mama w fotelu obok niego, wzięła filiżankę herbaty i powoli zaczęła pić, przy okazji mu się przyglądając.

– Damian, wiem, że to dla ciebie trudne. Gdybym była na twoim miejscu, też nie byłoby mi łatwo. Zmiana mieszkania, rozstanie z twoim tatą – to jest dużo. Dla mnie to jest dużo, a dla ciebie pewnie jeszcze więcej. Nie miałeś łatwo w życiu, sporo przeszedłeś, ale teraz jest już dobrze. Damy radę, poradzimy sobie.

– Nie jest mi łatwo odnaleźć się w tym wszystkim. Mam dziwnych kolegów w klasie, problem z nauką. Możesz mi coś doradzić?

– Gdy byłam w twoim wieku i chciałam do czegoś dojść, to zawsze zaczynałam od małych kroków, a z czasem robiłam coraz większe. Mam taki pomysł: może zacznij czytać książki, na przykład fantastyczne, i zobacz, czy to cię wciągnie, czy zainteresuje, a jednocześnie możesz potrenować zapamiętywanie. Mam na półce kilka książek twojego taty, jeszcze ze starego mieszkania.

– Dobry pomysł, ale jak to może mi pomóc przy nauce historii? Są tam daty, fakty?

– Dzięki temu będziesz mógł poćwiczyć koncentrację, rozwiniesz wyobraźnię, a to ci pomoże w nauce.

– A skąd to wiesz?

– Bo jestem nauczycielką, synku, i wiem, że takie rzeczy pomagają. Przez ostatnie lata miałam mało czasu dla ciebie, ale wiesz, co się wydarzyło. Teraz będę się bardziej starała, żeby ci pomóc. Możemy razem uczyć się historii, mogę podkreślać dla ciebie daty czy wydarzenia.

– Dobrze, ale jeszcze jedno, mamo. – Damian spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami spod blond grzywki. – Koledzy się ze mnie śmieją.

– Z jakiego powodu?

– Mam nadwagę, jasne włosy, robię się czerwony na twarzy, kiedy się stresuję – to boli.

– Wagę zawsze można zrzucić, ale pamiętaj, że ludzie nie potrzebują powodu, by cię zaczepić, choć zawsze potrzebują jakiegoś, żeby ci pomóc. Nikt nie jest idealny, każdy ma swoje wady i zalety.

– Wiem, mamo. Chciałbym kiedyś wynaleźć taki eliksir, który sprawia, że człowiek staje się po nim mądrzejszy, ładniejszy i wszystko mu się układa w życiu.

– Oj, synku, takie rzeczy nie istnieją, chyba że w bajkach. W życiu na wszystko trzeba ciężko pracować, nic nie ma za darmo. Kochanie, życzę ci z całego serca, żebyś kiedyś wynalazł taki eliksir. – Uśmiechnęła się do niego.

– Pewnie życie wtedy byłoby łatwe i bez problemów. To pomogłoby takim ludziom jak ja, którzy mają problemy z pamięcią i nie są idealni.

– Wiem, że to jest dla ciebie ważne, być akceptowanym w środowisku, ale to, że jesteś inny, nie oznacza, że jesteś gorszy. Czasami trudność pomaga nam ukształtować samego siebie i pokonać problemy.

– Dziękuję ci, mamo.

– Przyszła mi do głowy taka myśl… Pamiętasz, jak byłeś mniejszy, jeszcze w tym starym mieszkaniu pokazywałam ci atlasy anatomiczne. Wygląd narządów człowieka bardzo cię interesował, może chcesz do tego wrócić?

– Pamiętam to, masz może te książki?

– Mam, na pewno je ze sobą zabrałam, tylko musiałabym poszukać. Pamiętam, że bardzo cię to fascynowało.

– To prawda, ciekawiło mnie to, jak zbudowany jest człowiek i jakie funkcje pełnią poszczególne narządy w ciele.

– Chcesz do tego wrócić?

– A jak ty sądzisz, dam radę?

– Myślę, że dasz, nie poddawaj się. Zawsze możesz spróbować.

– Tak zrobię.

Po rozmowie z mamą Damian usiadł do książek i zeszytów. Zaczął odrabiać lekcje i uczyć się na egzaminy. Po pewnym czasie przyszła do niego mama i zaczęła pomagać mu w nauce, podkreślając istotne daty i wydarzenia. Damian nieprzerwanie przez kilka godzin uczył się tego na pamięć. Po skończonej nauce mama w nagrodę wręczyła mu książkę – fantastyka, którą sama kiedyś czytała jako nastolatka. Książka była stara i sfatygowana, ale dało się ją czytać. Damian położył się na łóżku i zagłębił w lekturze. Gdy dochodził wieczór, przebrał się w sportowe ubranie i poszedł pobiegać. Pierwsze metry przyszły mu z trudem, później było jeszcze gorzej. W głowie miał myśl, że nie może się poddać – pamiętał, co obiecał mamie: że mimo trudu i wysiłku będzie szedł do przodu.

Bardzo pragnął być kimś więcej niż chłopakiem, który ledwo zdaje; nawet jeśli nie miał ojca, który by go wspierał, to za wszelką cenę chciał spełnić swoje marzenia. Nie mógł dopuścić do sytuacji, że przegra. Od tej pory – powiedział sobie – muszę zawsze wygrywać. Po powrocie z biegania wziął prysznic i dalej siedział nad książkami. Otworzył podręcznik do historii, by powtórzyć materiał raz jeszcze, bez przymusu. Wyobraził sobie, że posiada magiczny eliksir, który pomaga mu przezwyciężać problemy i znajdować rozwiązania nawet w sytuacjach bez wyjścia.

Następnego dnia zaczynał zajęcia w szkole od lekcji historii.

– Kto chce poprawić ocenę z kartkówki? – Nauczycielka uważnie rozejrzała się po klasie.

– Ja chciałbym poprawić. – Podniósł natychmiast rękę.

– Tylko ty, Damianie, czy ktoś jeszcze? – Nikt się nie zgłosił. – Więc zapraszam cię na kilka pytań.

W klasie zapadła cisza. Większość wgapiała się w zeszyty, unikając kontaktu wzrokowego z nauczycielką.

Gdy Damian szedł do odpowiedzi, za plecami słyszał ciche szepty: „Przecież on się nigdy nie zgłasza, nauka wcale mu nie idzie, skąd ta zmiana?”.

Damiana w pewnym momencie ogarnęło przerażenie, strach i niepewność. Co jeżeli się ośmieszy, nie uda mu się odpowiedzieć, nie zaliczy tego? Nagle w jego głowie zrodziła się myśl. Nie mogę się poddać, nie mogę zrobić kroku wstecz, muszę to pokonać. Gdy podszedł do biurka, nauczycielka spojrzała mu w oczy i powiedziała:

– Zadam ci kilka pytań, na początku ogólne, a potem bardziej szczegółowe. Ocena zależy od tego, na ile uda ci się odpowiedzieć.

Nauczycielka zadała mu pięć pytań, które dotyczyły historii, głównie renesansu, trochę średniowiecza i starożytności. Damian odpowiadał nauczycielce przez dwadzieścia minut. Cała klasa słuchała go z lekkim niedowierzaniem. Nagle w trakcie odpowiedzi Damiana nauczycielka powiedziała do jednego z uczniów:

– Czy możesz przestać rozmawiać? Dlaczego przeszkadzasz koledze w odpowiedzi? On przynajmniej próbuje coś zmienić, a ty nic ze sobą nie robisz. Dlaczego przeszkadzasz osobom, które starają się poprawić swoją ocenę?

– Przepraszam panią, to już się więcej nie powtórzy.

– Jeżeli masz coś do powiedzenia, zapraszam cię do odpowiedzi, staniesz obok Damiana i razem będziecie odpowiadać.

– Ale ja się nie przygotowałem.

– Skoro tak, to posłuchaj chociaż, co twój kolega ma do powiedzenia.

Nauczycielka dalej odpytywała Damiana, jednak pod koniec zawiesiła głos.

– Zostało ci ostatnie pytanie, ale pomyślałam sobie, że skoro tylko ty zgłosiłeś się do odpowiedzi i wyraziłeś chęć poprawy, to ci go nie zadam.

Damian spojrzał na nią, nie będąc pewnym, co odpowiedzieć.

– Odpowiedziałeś bezbłędnie na wszystkie moje pytania, poprawiłeś swoją ocenę na dobry. Możesz usiąść.

– Dziękuję.

– Nie musisz mi dziękować, sam to osiągnąłeś. Jeszcze niedawno dostałeś z tej kartkówki ocenę dostateczną, a teraz masz ocenę dobrą.

Damian nie wierzył w to, co się dzieje. Był przekonany, że to żart, a jednak dał radę. Poprawił ocenę. Czuł radość i nie mógł się doczekać, kiedy pochwali się swoim sukcesem mamie. Cała klasa patrzyła na niego jak na bohatera – jako jedyny nie bał się i poszedł do odpowiedzi. Nawet jeśli nie był najlepszy, to chciał coś zmienić w swoim życiu.

Damian szedł korytarzem z pewnością siebie. Czuł na sobie spojrzenia, ale odczuwał je w inny sposób – teraz była w nich domieszka podziwu. Zza pleców dochodziły go urywki komentarzy:

– Jak on to zrobił? Przecież nigdy się nie zgłaszał. Ma odwagę, ja bym nie dał rady.

Po powrocie do domu Damian zastał mamę segregującą jakieś dokumenty, jakby czegoś bezskutecznie szukała. Gdy zobaczyła Damiana, uśmiechnęła się do niego.

– Opowiadaj, co było dzisiaj w szkole?

Damian przez chwilę przyglądał się jej, po czym odwzajemnił uśmiech i powiedział:

– Wszystko mi się dziś udało, poprawiłem kartkówkę, koledzy i koleżanki patrzyli na mnie jak na bohatera. Czuję się wspaniale.

– Widzisz? Mówiłam ci, że to wszystko dobrze się skończy! Nie można się poddawać, musisz wierzyć w siebie. A teraz chodź, przygotowałam ci obiad.

Po wspólnym posiłku w kuchni mama zwróciła się do Damiana:

– Jestem z ciebie dumna. Pamiętam dokładnie dzień, w którym cię urodziłam. Siedemnastego marca, sobota. Pogoda była piękna, niebo czyste, słońce świeciło. Byłam szczęśliwa tego dnia. Zastanawiałam się, jak ci dać na imię, czytałam różne poradniki i interpretacje znaczeń, i na początku miałam pomysł, żeby nazwać cię „Kosma”, ale później zrezygnowałam z niego, bo pomyślałam sobie, że będą cię nazywać „kosmyk”, a to się źle kojarzy. Potem zobaczyłam imię „Damian”, zatrzymałam się na chwilę i przeczytałam jego znaczenie – pochodzi z greki i znaczy „poskramiający”, ale to nie wszystko, bo Damian jest też patronem lekarzy, opiekunem chorych. Jest osobą, która niesie pomoc. Wtedy pomyślałam, że to imię będzie do ciebie pasowało. Twój tata miał oryginalny pomysł, żeby nazwać cię Emil albo Dawid, ale coś czułam, że te imiona nie będą odpowiednie. Postawiłam na swoje i dobrze na tym wyszłam. Jesteś moim Damianem.

– Dobrze, mamo, że się nie posłuchałaś taty. Bardzo podoba mi się moje imię. Jestem jedynym Damianem w klasie.

– W takim razie się cieszę, moja intuicja dobrze mi podpowiedziała. Trochę żałuję, że nie miałeś takiego dzieciństwa jak twoi rówieśnicy i musiałeś szybko dorosnąć. Po moim rozwodzie z tatą część obowiązków spadła na ciebie, a ty, mimo że jesteś młody, świetnie dajesz sobie z tym wszystkim radę. Często modliłam się do Boga, żebyś był silny, zdrowy, nie chorował, żebyś nigdy się nie poddawał, choć może ci być bardzo ciężko. Żebyś miał siłę w sercu, dążenie i wiarę, że wszystko się ułoży. Przed problemami i trudnościami nie da się uciec, wiem to z własnego doświadczenia. Problemom trzeba stawić czoła.

– Dziękuję ci, mamo. Ta rozmowa wiele dla mnie znaczy. Pamiętam, że dziadek mi powtarzał podczas naszych spacerów, że trzeba być dobrym i uczciwym człowiekiem i że Bóg pomaga ludziom dobrym, tylko trzeba się do niego modlić. Mówił również, że nie powinienem mieć złych emocji w sobie jak złość, gniew czy zazdrość, bo one niszczą człowieka i do niczego nie prowadzą.

– Mój tata, a twój dziadek, miał rację. Zresztą nie wziął tego z powietrza, to efekt doświadczeń, które zbierał przez całe życie. Na pewno powiedziałby ci również, żebyś szanował drugiego człowieka, był wobec niego sprawiedliwy i uczciwy, nawet jeśli on nie potrafi tego odwzajemnić. Pan Bóg patrzy na nasze czyny i pomaga ludziom sprawiedliwym i dobrym.

– Obiecuję ci. Postaram się być takim człowiekiem. Chciałbym, żebyś zobaczyła we mnie osobę, którą opisujesz. Wiem, mamo, że nie było ci lekko w życiu, że sporo sobie odmówiłaś, mając mnie. Chciałbym ci podziękować za to wszystko, że nie zrezygnowałaś i się nie poddałaś.

– Damian, to ja ci dziękuję, jesteś moją siłą! Nawet nie wiesz, ile razy w chwilach zwątpienia myślałam o tobie, a ty dawałeś mi wsparcie. Kiedyś oparciem był mój tata, ale ze względu na swój wiek nie mógł mi już pomagać. Liczyłam też na twojego tatę, ale cóż, wybrał alkohol, nie rodzinę.

– Rozmawiasz czasem z tatą?

– Przed rozwodem rozmawiałam, chciałam mu pomóc, starałam się, aby wyszedł z nałogu. Niestety nic nie pomagało. Nie chciałam, żebyś zapamiętał go w złym świetle. Po prostu z nałogiem nie wygrasz, nawet pomimo wielkich starań. Musisz uważać na siebie i na to, jakimi ludźmi się otaczasz, bo nie każdy jest dobry. Niektórzy po prostu idą w zło, nałóg ich w nie wciąga.

– Czy mój tata zawsze taki był? Chodzi mi o te czasy zanim za niego wyszłaś. Czy miał marzenia?

– Miał marzenia, nawet własny zespół, z którym często koncertowali. Wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, nie dałoby się poznać, że coś jest z nim nie tak. Nałóg ujawnił się dopiero później i to było nie do wytrzymania. Nie chcę o tym więcej mówić, chciałabym po prostu, żebyś pamiętał go z jak najlepszej strony.

– Rozumiem. Jeżeli nie chcesz, to nie mów, ale chciałbym jeszcze o coś cię zapytać.

– Tak?

– Może chciałabyś kogoś poznać, dać komuś szansę?

– Wiesz, synku, to nie jest takie proste, ciężko znaleźć dobrego człowieka. Można długo szukać, starać się, a i tak nic z tego nie wyjdzie. Wiesz, kobiety mają duże powodzenie tylko do pewnego wieku i jeżeli w tym czasie nie znajdą sobie kogoś, to bardzo małe szanse, że uda im się, kiedy będą już starsze. Postaram się poszukać kogoś dla siebie, ale pamiętaj, że ty jesteś najważniejszy.

– Dzięki, mamo. Zasługujesz na kogoś dobrego.

Damian przytulił mamę i poszedł do swojego pokoju. Miał sporo do powtórzenia przed jutrzejszymi lekcjami. Zbliżały się kolejne kartkówki, więc musiał się do nich przygotować. Mimo zmęczenia otworzył książkę i zaczął się uczyć. Nie chciał więcej przegrywać, zwłaszcza teraz, gdy posmakował zwycięstwa. Nie chciał popełniać błędów, a za wszelką cenę ich unikać. Zdecydował, że da z siebie wszystko, w imię swoich marzeń. Będzie pokonywał najtrudniejsze przeszkody, nawet jeśli nie jest idealny i ma swoje ograniczenia. W przyszłości chciał móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że zrobił wszystko, co było w jego mocy, aby stać się lepszą wersją siebie. Wiedział, że jeżeli odpuści, nic nie osiągnie i przegra swoje życie.

Każda lekcja stała się dla niego kolejną walką, którą chciał wygrać. Każda trudność, jaką napotkał na swojej drodze – przeszkodą do pokonania. Przed każdym dużym wyzwaniem czuł strach i napięcie, że może przegrać, ale im był starszy, tym lepiej sobie z tym radził i przezwyciężał problemy. Podjął decyzję, że chce być najlepszy w tym, co robi. Chce w przyszłości pomóc mamie, a nie ją obciążać. Musiał być w tym wszystkim zmotywowany, systematyczny, musiał dać z siebie wszystko i poświęcić się – bez tego nie poszedłby do przodu. Przestał się przejmować opinią innych na swój temat i wyrobił sobie własną. Zaczął regularnie uprawiać sport i każdy wysiłek fizyczny przypominał mu, że sukces w dążeniu do celu nie przychodzi lekko, ale hartuje jego charakter i silną wolę. Chciał rozwiązywać problemy, przed którymi inni stawali bezradni. Nie był już tym samym chłopakiem co kiedyś – zmienił się, a w momentach zwątpienia przypominał sobie rozmowę z mamą i to wspomnienie dawało mu siłę, pobudzało jego umysł do ciężkiej pracy.

Następnego dnia Damian zaczynał zajęcia od lekcji wychowania fizycznego. Poranek był chłodny, a mimo to zajęcia odbywały się na boisku. Rywalizacja sportowa była najlepszą okazją, by okazać determinację i wolę zwycięstwa. Nauczyciel od wychowania fizycznego już czekał na uczniów na boisku z listą w ręku.

– Podzielę was według listy, będą dwie drużyny po dziewięć osób. Mecz potrwa trzydzieści minut.

Damian trafił do drużyny z chłopakiem, z którym nie miał dobrego kontaktu. Nie lubili się od pierwszego dnia szkoły. Damian przed meczem zamknął oczy i skoncentrował się na grze. Skupił uwagę do granic swoich możliwości, aby strzelić gola i wygrać mecz. Poprawił jeszcze strój na sobie i ruszył na boisko.

Mecz się rozpoczął.

Boisko, na którym grali, było betonowe, co utrudniało przewidywanie ruchów piłki – przyśpieszała albo skręcała wbrew oczekiwaniom strzelca. Odebrał dużo podań od kolegów, ale tylko raz udało się trafić do bramki. W rezultacie drużyna Damiana wygrała 2:0, z czego strzelił jednego gola z lewej. Kiedy schodzili zmęczeni z boiska, cieszył się, że wygrał mecz i pomógł drużynie w zwycięstwie. W szatni pachniało potem, wszyscy zaczęli się przebierać i wycierać mokre twarze. Kiedy Damian już miał wychodzić z szatni, podszedł do niego nielubiany kolega. Spojrzał ze złością i nagle uderzył Damiana w bark, po czym powtórzył cios. Wszyscy w szatni zaczęli się im przyglądać.

– Chcesz mi oddać, to czego się boisz? – Jego twarz przybrała agresywny wyraz. – Mam ci przewalić?

Damian nie zrobił kroku wstecz, przeciwnie: podszedł bliżej do chłopaka i spojrzał mu prosto w oczy.

– Nie uderzę cię, nie czuję takiej potrzeby. Nie wiem, co ode mnie chcesz, ale nie będę się z tobą bił. Prawda jest taka, że skoro masz tyle sił, to dlaczego nie strzeliłeś żadnej bramki i nie pomogłeś drużynie wygrać, tylko stałeś i biernie patrzyłeś, jak twoi koledzy męczą się, żeby wygrać mecz? Na boisku nie miałeś tyle sił, a teraz nagle chcesz pokazać, na co cię stać?

Przez chwilę chłopak wpatrywał się w Damiana, potem spuścił głowę i opuścił szatnię. Rozległy się ciche śmiechy. Kolega z drużyny podszedł do Damiana i powiedział:

– Dobra robota. Dobrze mi się z tobą gra. Angażujesz się i nie zwracasz uwagi na głupoty. Grasz drużynowo i całkiem równy kolega z ciebie. – Poklepał go po ramieniu i poszedł.

Po powrocie ze szkoły Damian rzucił plecak w kąt pokoju i położył się na łóżku. Przemyślał sobie jeszcze raz sytuację, która spotkała go po WF-ie, przemyślał zachowanie swojego kolegi, który chciał go zaczepić i sprowokować do bicia. Po całym tym stresie chciał odpocząć i włączyć komputer, pograć sobie w jakąś grę, ale gdy był już gotów, przypomniał sobie słowa mamy, która mówiła, że nie można uciekać od problemów, że każdy dzień to szansa, której nie powinien zmarnować. Nagle zrozumiał, że nie może uciekać od tego wszystkiego, wyłączył komputer, zamknął oczy i odpoczywał. Pozwolił, by emocje opuściły jego ciało. Po kilku godzinach do pokoju Damiana zapukała mama.

– Potrzebujesz nowego telefonu. W związku z tym, że co weekend będę wyjeżdżała do Warszawy, do pracy na uczelnię, chciałabym móc się z tobą komunikować, bo inaczej będę się martwić.

– Rozumiem cię, mamo, ale wolałbym te pieniądze przeznaczyć na korepetycje z biologii i chemii. Mój telefon wytrzyma jeszcze kilka lat, w sumie jakoś tam działa, nie potrzebuję teraz nowego.

– Damian, ale twój telefon ledwo żyje. Nie możesz wiecznie odkładać ważnych rzeczy na potem.

– Mamo, moim zdaniem to jest inwestowanie w moją przyszłość. Jeszcze niejeden telefon sobie w życiu kupię, a ta szansa na naukę biologii i chemii już się nie powtórzy. To jest mój świadomy wybór.

– Dobrze cię rozumiem, ale sam zobacz, twój telefon ledwo się trzyma, jeszcze kilka miesięcy i rozpadnie ci się w ręku.

– Ale jeszcze się trzyma i póki co nie potrzebuję nowego. Jeśli się rozpadnie, wtedy pomyślę o nowym.

– Dobrze, niech ci będzie, wygrałeś.

– Mamo, rozumiem twoje podejście, wiem, że chcesz dla mnie dobrze, ale musisz zrozumieć, że aby coś osiągnąć, muszę zrezygnować z pewnych rzeczy… Żeby dostać się na medycynę, muszę zrezygnować z nowego telefonu, ale to jest mój przemyślany wybór i świadomie sobie tego odmawiam. Dla mnie są rzeczy ważne i ważniejsze, priorytetem są studia.

– Tylko pamiętaj, że aby osiągnąć w życiu to, co chcesz, nie musisz ze wszystkiego rezygnować.

– Zapamiętam twoje słowa.

– Chciałam ci również powiedzieć, że jak byłam w twoim wieku, a były to lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, w Polsce nie żyło się dobrze, przynajmniej naszej rodzinie. Twój dziadek ciężko pracował fizycznie w zakładzie produkującym stal, żeby utrzymać naszą rodzinę, i to często na kilka zmian. Nie chciał iść drogą na skróty i nie należał do żadnej partii. Zawsze mi powtarzał, że woli być biedny, ale uczciwy. Kiedyś tego nie rozumiałam, przecież mielibyśmy wszystko, wystarczyło dołączyć. W takich momentach uśmiechał się tylko i powtarzał: „Kiedyś zrozumiesz, że to nie jest dobre ani uczciwe”. Co niedzielę chodziliśmy do kościoła, mój tata był osobą bardzo wierzącą i wiedział, że Bóg pomaga ludziom o czystych sercach. W tych czasach wszystkiego brakowało, niczego nie było. Pamiętam, jak na swoje osiemnaste urodziny kupiłam sobie kawałek materiału na sukienkę i poszłam do krawcowej, żeby mi coś z tego uszyła. Było to dla mnie coś wyjątkowego, bardzo się wtedy cieszyłam, ale również, jak ty, wiele w życiu poświęciłam. Rozumiem twoje podejście. Moim marzeniem było wtedy studiować po maturze biologię, ale niestety nie udało mi się zdać egzaminu wstępnego, choć bardzo się starałam i przykładałam do nauki. Byłam rozczarowana tym wszystkim, ale teraz myślę, że jednak dobrze się stało, może gdybym wtedy dostała się na studia, to nie poznałabym twojego taty i ciebie nie byłoby na świecie. Byłabym teraz sama, a jednak jesteś ty i bardzo się z tego cieszę. Teraz rozumiem słowa swojego taty, bo już nie jestem dzieckiem. Na jego miejscu też bym wybrała tę drogę – uczciwą, bez partii. Dobrze, koniec, jeszcze tylko jedno: nigdy nie pozwól, aby czasy mojego dzieciństwa wróciły do Polski. Nie chcę, żeby to zło wróciło. Bardzo wielu Polaków oddało życie za nasz kraj i za to, jak teraz żyjemy. Pewne wydarzenie zapadło mi w pamięć, gdy byłam dzieckiem: odbierałam w Radomiu dyplom ukończenia szkoły i już cieszyłam się na wakacje, więc po odebraniu świadectwa poszłam szczęśliwa do mamy pochwalić się, że zdałam do następnej klasy. Nie pamiętam, ile miałam lat, może jedenaście albo dwanaście. Moja mama bardzo się wtedy ucieszyła i w nagrodę dała mi cukierka. Tylko tyle miała. Po pewnym czasie, gdy zbliżał się wieczór, nie pamiętam dokładnie godziny, ale dochodziła noc, mój tata przyszedł do domu z kilkoma siniakami na twarzy. Pamiętam minę mojej przerażonej mamy, gdy zobaczyła go w progu. Nigdy nie chciała ze mną rozmawiać o tym, co się stało.

– Nie pozwolę, żeby to wróciło.

Podeszła do niego, chwyciła delikatnie jego dłoń i powiedziała:

– Pamiętaj, co płynie w twoich żyłach. Nie zapominaj tego.

Wyszła, zamykając drzwi od pokoju Damiana. Chłopak przez pewien czas milczał. Rozumiał sytuację swojej mamy, rozumiał czasy, jakie kiedyś były w Polsce. Zrozumiał również, że Bóg kieruje tym wszystkim w taki sposób, aby każdy człowiek, który w Niego wierzy, był szczęśliwy. On rozumie pragnienia ludzi, ale wie, że czasami mogą one prowadzić do upadku.

Po godzinie Damian usłyszał, że jego mama rozmawia przez telefon z kimś nieznajomym. Nagle rozległ się brzęk tłuczonego szkła i głos mamy:

– Halo… Nie rozumiem…? Kiedy to się stało? Jaki udar? Który szpital?

Weszła do pokoju Damiana i powiedziała:

– Dziadek jest w szpitalu, musimy jechać.

– Co się stało?

– Udar, jest nieprzytomny.

Damian szybko się ubrał i ruszyli w stronę szpitala zamówioną w międzyczasie taksówką. Na miejscu pośpiesznie pobiegli w kierunku wskazanej im sali. Minęli kilka pokoi i w końcu stanęli przed numerem 17. Zobaczyli przez szybę leżącego, nieprzytomnego, podpiętego pod aparaturę ojca mamy. Weszli do środka, mama usiadła obok taty i złapała go za rękę. Zaczęła do niego mówić:

– Jesteś silny. Musisz wyzdrowieć.

Damian patrzył na wszystko, co się dzieje. Widział swoją mamę, jak zapłakana trzyma rękę ojca. Nagle do sali weszła lekarka i zwróciła się do niej:

– Nazywa się pani Urszula? Jest pani córką pacjenta?

– Tak, to ja.

– Przyjęłam pani ojca na odział. Przykro mi, ale przeszedł udar. Ma poważne uszkodzenia mózgu, to kwestia czasu.

Mama zamknęła oczy. Damian wciąż ją obserwował. Widział na jej twarzy rozpacz i bezradność.

Lekarka wyszła, nie oferując niczego więcej.

Damian podszedł bliżej łóżka, by usiąść obok mamy. Przypomniał sobie, jak chodził z dziadkiem na spacery i jak dużo spędzał z nim czasu. Dziadek grał z nim w piłkę, uczył go, jak jeździć rowerem.

W tym momencie Damian podjął decyzję, że zrobi wszystko, by skończyć studia medyczne i zapobiegać takim sytuacjom jak ta. Nie chciał widzieć rozpaczy mamy, ani też nie chciał być bezsilny – nie godził się na to wszystko. Moment śmierci dziadka zapadł mu w pamięć niczym fotografia. Minęło kilka tygodni, a wiosną, gdy wszystko rozkwitało, Damian stał już nad grobem swojego dziadka.

Trumna przez pewien czas pozostawała otwarta, by rodzina mogła się pożegnać ze zmarłym. Damian spojrzał na śpiącego dziadka. Miał w sobie ból i rozpacz. Pomyślał wtedy, że ludzie tak szybko odchodzą, czas jest cenny, każda chwila w naszym życiu. Koło niego stała mama, po której policzkach płynęły łzy. Nagle powiedziała:

– Marzeniem mojego taty było, żeby został pochowany pod drzewem. Bardzo je lubił, nawet sam posadził kasztana koło naszego bloku.

Po pewnym czasie trumnę zamknięto i kondukt ruszył. Ksiądz wygłosił kazanie na wiekopomne tematy. Liczne grono osób, które przyszło na pogrzeb, stało pogrążone w milczącej modlitwie. W tym momencie coś pękło, nie tylko u Damiana, ale też u innych. Znali dobrze zmarłego, wiedzieli, jakim był człowiekiem, ilu ludziom pomógł i jak wielu udzielił wsparcia. Zrozumieli, jak kruche jest życie i jak trzeba o nie dbać. Nie wiemy, ile czasu nam zostało na ziemi, więc każdą chwilę trzeba traktować jak cud. Po pogrzebie ksiądz podszedł do Damiana i do jego mamy.

– Śmierć zabiera ciało, ale dusza jest wieczna.

– Dziękuję, ojcze. – Mama uśmiechnęła się, ale łzy dalej płynęły jej po policzku.

W drodze z cmentarza matka i syn zaczęli ze sobą rozmawiać. Damian pierwszy przerwał ciszę.

– Kiedy byłem w szpitalu, coś we mnie pękło; nie potrafię tego wyjaśnić, po prostu widziałem, jak odchodzi i nie chciałem tego. Nie chcę dłużej być tylko świadkiem tego wszystkiego, chcę odgrywać główną rolę w moim życiu. Podjąłem decyzję, że zostanę lekarzem i to nie zwykłym, ale takim, który ciągle szuka i znajduje światło w tunelu. Chcę rozwiązywać problemy, które innych przerosły.

– To piękne, co mówisz, synu. Życzę ci z całego serca, by ci się udało. Damianku, dobro zawsze wraca. – Zapanowała chwila ciszy, potem kontynuowała: – Mój tata zawsze ze mną był: kiedy chodziłam do szkoły, zdawałam maturę, gdy później studiowałam, w trakcie moich urodzin, ślubu, kiedy ty się urodziłeś i w trakcie rozwodu. Zawsze przy mnie był i zawsze mnie wspierał. Dawał mi siłę i motywację do życia, abym nigdy się nie poddała i walczyła z przeciwnościami losu. Zawsze mogłam na niego liczyć, nawet w najtrudniejszych momentach. Bardzo często zastępował ci ojca i się tobą zajmował, był wspaniałym człowiekiem, który całe życie mnie wspierał.

Po tych słowach udali się do domu. Szli w ciszy, mama wspominała tatę, a Damian – dziadka. Oboje mieli z nim różne wspomnienia, łączyło je jednak to, że wszystkie były dobre.

Rok 2007

Damian siedział samotnie w swoim pokoju. Była noc, dom stał pusty, tylko krople deszczu padały raz na szybę, raz na parapet. Ściany były pomalowane na kolor imbiru. Na biurku leżał otwarty laptop, a na podłodze leżały książki i zeszyty. Damian siedział przy biurku i przeglądał informacje na ekranie. Jego mama otrzymała niedawno komputer z pracy, w weekendy mógł z niego korzystać, aby umilić sobie czas, kiedy ona pracowała w Warszawie na uczelni i nie mogła z nim być. Miał otwartych jednocześnie kilka zakładek na temat częstotliwości, fal akustycznych, organizmu człowieka. Jeszcze inna dotyczyła muzykoterapii, epigenetyki, genów i bodźców. Damian skoncentrował uwagę i zadał sobie proste pytanie: „Jak muzyka może wpływać na emocje człowieka?”. Melodie, które uspokajają i te, które dają energię – w jaki sposób wpływają na ludzkie ciało? Czy mogą mieć terapeutyczny potencjał? Damian wziął zeszyt z podłogi, otworzył go i zaczął notować: „Człowiek jest odbiornikiem, zależy tylko, co odbierze”. Następnie zaczął zapisywać informacje na temat fal, jakie występują u człowieka i jakie może odbierać. Jak może to wpływać na zdrowie. Zapisywał krótkie słowa i zdania, następnie odłożył zeszyt i zaczął dalej czytać z otwartych stron internetowych. Jak geny mogą się zmienić pod wpływem czegoś, kiedy się włączają i wyłączają? Na stronie był wymieniony szereg informacji na ten temat, lecz szczególną uwagę skupił na układzie odpornościowym. Wiedział, że odgrywa tu kluczową rolę. W pewnym momencie wpadł na pomysł, aby samemu przetestować wpływ muzyki na swoje emocje. Założył słuchawki i zaczął słuchać. Muzyka była różna i wywołała różne emocje. Zamknął oczy, ponieważ nie chciał, aby jakiekolwiek bodźce go rozpraszały. Skupił się tylko na muzyce i jej dźwiękach. Pomyślał wtedy, że to, co czuje, dotyka jego duszy. Muzyka podniosła dawała mu siły, muzyka smutna mu ją zabierała. Gdy słuchał muzyki, w jego głowie roiło się od wyobrażeń. Dźwięki nadawały obrazom charakter. Zastanowił się, czy fale dźwiękowe mogą w jakiś sposób wpływać na geny, czy mogą je zmienić, czy wyobraźnia i emocje mogą wpłynąć na coś w naszym organizmie. Po kilku godzinach tego eksperymentu podszedł do okna i otworzył je, by chwilę się przewietrzyć i zebrać myśli. Muzyka, którą słyszał, kształtowała w jego głowie obrazy, te zaś były połączone z emocjami wpływającymi bezpośrednio na jego samopoczucie. Potrzebował czegoś więcej, musiał mocniej to wszystko czuć, potrzebował iskry, która to rozpali. Nagle zaczął wibrować telefon, który miał schowany w plecaku. Szybko podniósł aparat do ucha.

– Cześć, Damianku. – W głosie mamy brzmiała rozpacz.

– Cześć, mamo. Co się stało, dlaczego ci smutno?

– Jestem chora.

– Chora?

– Tak, poważnie.

– Ale na co?

– Mam nowotwór złośliwy piersi – powiedziała.

Damianowi wypadł telefon z ręki, przez chwilę stał w milczeniu, nie wiedząc, co ma powiedzieć. Czuł w sobie ból, rozpacz, strach i niepewność. Był bezsilny, chciał być przy mamie, ale to nie było możliwe. Chciał jej powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i wszystko się ułoży, ale nie mógł. Nagle zorientował się, że telefon leży na podłodze, a mama dalej tam jest. Wziął telefon do ręki i powiedział:

– Damy sobie radę, poradzimy sobie. – Głos mu się załamywał.

– Wiem, synku.

– Kiedy wracasz do domu?

– Jeszcze nie wiem, mam w poniedziałek zaplanowane wizyty u lekarzy. Dam ci znać.

– Dobrze, kocham cię bardzo, pamiętaj o tym.

– Synku, ja ciebie też.

Od tego momentu, a w zasadzie od tej rozmowy, nic nie było już takie samo. Damian nie mógł się skupić w szkole na nauce. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, tłumił w sobie ból. Chodząc po szkolnych korytarzach i uczęszczając na zajęcia w szkole, nikt nie zdawał sobie sprawy, co się tak naprawdę wydarzyło, co ma w sobie i jak się z tym czuje. Na początku próbował wypierać tę myśl, wmawiać sobie, że ta rozmowa to była jakaś halucynacja, ale rzeczywistość była nieubłagana. Życie postawiło Damiana przed faktami, rozwiewając przy tym iluzję. Czas płynął, a on nauczył się żyć z tym bólem. Skupił się na nauce i stopniowo zaczynał rozumieć chorobę mamy, poznał jej mechanizmy i zrozumiał, że medycyna to coś więcej niż jego cel – miała stać się częścią jego życia. Wiedział, że nie może być tylko zwykłym lekarzem, za każdym razem będzie musiał walczyć o to, żeby być najlepszym. Chciał stać się światłem w mroku, które daje nadzieję, że to jeszcze nie koniec.

Rok 2008 (liceum)

Do matury pozostawał jeszcze rok. Damian wszedł do klasy pełnej uczniów. W liceum było to ponad trzydzieści osób, czasami brakowało krzeseł w sali. Były zajęcia z języka polskiego, a Damian bardzo lubił panią, która go uczyła – nie tylko przekazywała wiedzę szkolną, ale również wychowywała młodzież. Drobna i szczupła, o krótkich czerwonych włosach, potrafiła słuchać i chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem życiowym. Czasami miała surowe spojrzenie, ale nie wynikało to z tego, że była na uczniów zła, raczej zależało jej, żeby zdali maturę i jakoś ułożyli sobie życie. Za tym surowym wzrokiem kryło się dobro i matczyna troska. Damian przez całe życie będzie ją dobrze wspominał. Miał do niej duży szacunek i wdzięczność za wszystko, co im dała.

Chłopak zajął miejsce przy ścianie blisko drzwi. Zdjął plecak, położył go koło ławki i wyjął z niego zeszyt i książki. Nagle nauczycielka powiedziała do klasy:

– Za rok matura. Pamiętajcie, musicie się przyłożyć do nauki, nie możecie sobie tego olać.

I przez następne czterdzieści pięć minut prowadziła zajęcia.

– Jutro będę was pytała z wierszy Miłosza.

Po tych słowach zadzwonił dzwonek na przerwę, a po niej przyszedł czas na lekcję biologii.

Gdy wszyscy usiedli, a w klasie zapadła cisza, pani od biologii oznajmiła:

– Jeśli ktoś chciałby zdawać biologię na poziomie rozszerzonym, to zapraszam, uprzedzam jednak, że będę wymagała aktywności, a to oznacza, że co lekcję będę was przepytywała z określonego materiału. Po lekcji sporządzę listę. Proszę się dokładnie zastanowić. A kogo zapytam teraz? Może ciebie, Kacper? Dawno nic nie mówiłeś.

Kacper spuścił głowę.

– Nic nie wiem, proszę pani. Zgłaszam nieprzygotowanie.

– To już trzeci raz. Jeszcze trochę i nie spotkasz się z maturą za rok. Następna osoba, może Natalia?

Natalia wstała i podeszła do biurka niepewnym krokiem, ściskając w dłoni długopis.

– Natalio. Odpowiedz mi na pytanie na temat budowy i funkcji serca – poprosiła nauczycielka.

Natalia odpowiedziała w połowie dobrze.

– Trójka, siadaj. Ktoś na ochotnika?

Nikt nie podniósł ręki. Nagle nauczycielka spojrzała na Damiana.

– Damianie? Zrezygnujesz z biologii rozszerzonej? Jesteś na profilu polski z informatyką.

– Chciałbym zdawać biologię na maturze.

– Dobrze, to powiedz mi coś o budowie serca.

Damian odpowiedział, trochę niepewnie, ale prawidłowo. Przy kolejnym pytaniu – o różnice między mitozą a mejozą – był już bardziej pewny siebie.

– Teraz zadam ci pytanie o rośliny. Aparaty szparkowe, co wiesz na ten temat?

Damian odpowiedział, ale nie w całości.

– Postawię ci dobry z odpowiedzi. Nie powiedziałeś wszystkiego, dlatego masz cztery.

Damian podziękował i wrócił na miejsce.

– Powinieneś dostać piątkę – mruknęła Natalia.

Po lekcji wpisał się na listę chętnych do matury z biologii, kolejki dużej nie było. Nauczycielka nie spojrzała na niego, tylko patrzyła w dziennik i coś uzupełniała, a on wyszedł z klasy. Następną lekcją w planie było wychowanie fizyczne.

– Dziś biegamy dystans kilometra na ocenę. Panowie, to jest zaliczenie. – Wuefista trzymał w ustach gwizdek.

Na boisku przed szkołą uczniowie rozpoczęli rozciąganie się i przygotowanie do biegu. Damian biegł wzdłuż boiska, gdy nagle poczuł kłujący ból w łydce. Skrzywił się i zwolnił, a gdy spojrzał w dół, zobaczył na swojej nodze niebieskofioletowe naczynia. Były wyraźnie widoczne pod skórą. Wyglądały jak cienkie nitki.

– Co jest? – zapytał nauczyciel WF-u, podchodząc do niego.

– Coś z moją nogą jest nie tak.

Nauczyciel kucnął obok niego i spojrzał na jego łydkę.

– Usiądź.

Koledzy z klasy przerwali ćwiczenia i przyglądali się. Damian miał złe przeczucia co do fioletowych nitek na swojej łydce. Po zakończonych zajęciach z wychowania fizycznego poszedł do domu. Kroczył wolno, czasami czuł ten sam kłujący ból w łydce. Pomyślał sobie, że może mama będzie miała jakiś pomysł i powie mu, co to może być. Po kilkudziesięciu minutach dotarł do domu, a w zasadzie do czteropiętrowego bloku, w którym mieszkał. Wszedł na klatkę schodową na pierwsze piętro i już w progu czuł obiad. Jego mama zawsze romantycznie gotowała, w taki sposób, żeby cała klatka wiedziała, co będą dziś jedli.

– Cześć, mamo.

Zostawił plecak na korytarzu i poszedł do łazienki umyć ręce.

– Cześć, Damian. Obiad gotowy.

Chłopak usiadł przy stole.

– Jak w szkole? – zapytała.

– Dobrze. Dziś dostałem czwórkę z biologii, jestem z siebie dumny. Mam tylko mały problem, mam coś fioletowego na łydce, taką cienką nitkę, która prześwituje pod skórą.

Damian podciągnął nogawkę spodni i pokazał mamie łydkę. Było na niej widać nie jedno, a kilka fioletowych naczyń, które prześwitywały przez skórę.

– To dziwne. Umówię cię do lekarza – postanowiła.

Wzięła telefon do ręki i wybrała numer do przychodni. Przez kilka minut rozmawiała, a później przyszła do Damiana.

– Pierwsza dostępna wizyta jest dopiero za rok.

– Za rok? I co teraz?

– Uważaj na siebie, może w internecie sprawdź, co to może być.

– Tak zrobię, mamo.

Gdy Damian skończył jeść obiad, poszedł do swojego pokoju i włączył komputer. Zaczął przeglądać różne strony, opisał dokładnie swoje objawy, po kilkudziesięciu minutach szukania w internecie informacji znalazł odpowiedź. Miał problemy z żyłami, a dokładnie z niewydolnością żylną. Jednym z objawów były fioletowe nitki na jego łydce, które dawały początek chorobie. Przeszedł do szukania, jak można to leczyć i czy w ogóle da się to wyleczyć. Informacje w internecie były różne, raz optymistyczne, a raz nie. Nie miał dostępu do lekarza, więc posłuchał się mamy – uznał, że będzie musiał o siebie dbać. Nie miał kogo poprosić o pomoc, musiał jakoś z tym żyć. Na początku ogarnęła go frustracja i złość, a potem pomyślał sobie, że to jest kolejny problem, który musi rozwiązać. Z tą myślą szedł dalej.

Luty 2009

Do matury zostały trzy miesiące. Trzy miesiące, które zdawały się dłużyć bez końca. Matura budziła w nim respekt, ale i strach. Wiedział jednak, że nie może się poddać, musi stawić temu czoła. Siedział w domu otoczony książkami i notatkami z biologii i chemii. Przeglądał ostatnie informacje i wiadomości, które byłyby mu potrzebne do napisania matury z tych przedmiotów. Czasami miewał chwilę zwątpienia i rezygnacji – za każdym razem, kiedy te emocje przychodziły, odsuwał je od siebie i przypominał sobie rozmowę z mamą, że obiecał jej nigdy się nie poddawać. Jego głowa pracowała jak komputer, zapamiętując dziesiątki stron, setki różnych wzorów, reakcji chemicznych, nazwy chorób. Miał wrażenie, że to ciągle za mało, mimo że wykupił wszystkie dostępne na rynku podręczniki i ćwiczenia do matury z rozszerzonej biologii i chemii. Regularnie, kilka razy w tygodniu, uczęszczał na korepetycje. Nawet w trakcie wakacji nie robił sobie przerwy, ciężko pracował na swój sukces, bardzo chciał dobrze napisać maturę i pójść na studia medyczne. Musiał dać z siebie więcej, żeby stać się lepszym. Nieraz zdarzało się, że o konieczności spania przypominał sobie dopiero, gdy za oknem już świtało. Czas nie miał dla niego znaczenia. Zegar w tamtym momencie był iluzją, nie istniał. Liczył się tylko efekt i wynik. Pewnego dnia w sobotę wieczorem zadzwonił telefon, który przerwał Damianowi lekturę. Na ekranie telefonu widniał napis „mama”. Zastanawiał się, co mogło się stać. Odebrał telefon i usłyszał jej ciepły głos.

– Cześć, Damian.

– Cześć, mamo. Coś się stało?

– Nic się nie stało, kochanie. Dzwonię do ciebie, bo się martwię. Wczoraj źle się poczułeś i straciłeś przytomność. Chciałabym się zapytać, jak się czujesz?

– Wszystko w porządku, mamo. Wiem, że wcześniej źle się poczułem, pewnie to ten stres przed maturą.

– Dasz sobie radę. Sam zobaczysz, że wszystko dobrze się ułoży.

– Oby tak było.

– Uważaj na siebie.

– Będę uważał. Wracam do nauki, mamo. Cześć.

Damian przypomniał sobie wczorajszą noc. Pamiętał, że kiedy nad ranem wstał, żeby napić się wody w kuchni, nagle poczuł z tyłu głowy bardzo silny ból, tak duży, że dostał zawrotów głowy i stracił przytomność, mocno uderzając potylicą w ziemię. Jego mama, gdy to usłyszała, od razu przybiegła i zaczęła go cucić. Po kilku sekundach Damian odzyskał przytomność i wrócił do łóżka. Jego mama chciała wezwać pogotowie, ale on powiedział, że nie trzeba. Nie wiedział, co się z nim dzieje ani co takiego mogło się wydarzyć w jego organizmie, że tak zareagował. Może ten stres przed maturą – pomyślał. Następnego dnia, kiedy miał startować w olimpiadzie naukowej, dostał smutną wiadomość – nauczycielka, która miała mu w niej pomagać, zachorowała na guza mózgu, miała glejaka. Gdy usłyszał tę wiadomość, poczuł głębokie współczucie, nie wyobrażał sobie, przez co musiała przechodzić. Nie był jeszcze lekarzem, nie był w stanie jej pomóc, był tylko zwykłym chłopakiem przed maturą. Słowa o chorobie jego nauczycielki zamurowały go. Nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Chciał tylko, żeby szybko wróciła do zdrowia. Olimpiada straciła dla niego znaczenie, gdy zrozumiał, jak życie tej kobiety musiało się skomplikować. Wiedział, że jeżeli ma dobrze napisać maturę, to olimpiada nie jest mu do niczego potrzebna.

Maj 2009

Miesiąc przed maturą w szkole zapadł strach, na korytarzach słychać było tylko szelest kartek i rozmowy, które nie odbiegały od tematu egzaminu dojrzałości i przedmiotów, które mieli na nim zdawać uczniowie. Wszyscy powtarzali materiały i wymieniali się notatkami w obawie, że mogą nie zdać. W tym dniu był przewidziany ostatni egzamin próbny przed maturą.

Damian usiadł w pierwszej ławce w szkole. Za nim siedzieli Natalia i Marek. Na stole przed nim wylądował arkusz egzaminacyjny z chemii. Zadania zawierały syntezy, reakcje, wzory strukturalne, mechanizmy. Wszystko, co przerabiali przez ostatnie miesiące z nauczycielem. Na każde pytanie znał odpowiedź, czuł, że jego myśli są poukładane i składają zdania w logiczną całość. Nie zajęło mu to długo, aby rozwiązać wszystkie zadania. Gdy miał odkładać już arkusz, Natalia delikatnie dotknęła jego pleców i zapytała:

– Pomożesz mi?

– Pisz. – Damian po chwili uniósł kartkę na tyle, by mogła zobaczyć odpowiedzi.

– Dziękuję ci.

– Marek, ty też chcesz, jak ci idzie? – zapytał Damian po cichu.

– Nie znam odpowiedzi na czwarte zadanie. Jakbyś mógł trochę dłużej przetrzymać tę kartkę…

– Jest w porządku?

– Jasne, dzięki, wszystko jest w porządku.

Damian zabrał swoją kartkę i oddał ją na biurko. Nauczycielka spojrzała na niego z uśmiechem.

– Powodzenia na maturze z chemii rozszerzonej, Damianie.

Gdy Damian wychodził z sali, zaczepił go Marek.

– Dlaczego pomagasz Natalii? Niech sama pisze te wszystkie testy.

– Wiesz, Marek, tak samo tobie pomogłem. Dlaczego jej miałbym odmówić? Nie wszyscy wszystko umieją.

– Jak tam sobie chcesz. Trzymaj się, Damian, i powodzonka na maturze.

Damian szedł ulicą, zmęczony po długim dniu w szkole, i zastanawiał się nad tym, co powiedział Marek. Dlaczego miałby nie pomagać ludziom i nie dzielić się swoją wiedzą?

Powietrze było zimne, a latarnie rzucały cienie na chodnik, po którym szedł Damian. Po drugiej stronie ulicy obok sklepu spożywczego zauważył kilku pijanych mężczyzn, którzy głośno gadali i z czegoś żartowali. Zastanawiał się, dlaczego ludzie marnują swoją energię na alkohol, zamiast skupić się na osiąganiu sukcesów. Nie jest im szkoda życia? Dla Damiana życie miało wartość – marzył, by się rozwijać i realizować swoje cele.

Myślami wracał do Natalii, koleżanki z klasy. Zawsze mu się podobała, odkąd ją pierwszy raz zobaczył – w szkole, w pierwszej klasie liceum. Miała ciemne blond włosy, zielone oczy i delikatne rysy twarzy. Była uprzejma i miła, a jej uśmiech poprawiał mu dzień. Idąc już tak kilka minut, zauważył znajomą mu osobę, która szła w jego kierunku. To był Kamil, jego kolega z klatki obok. Spędzał z nim sporo czasu, wieczorami chodził na spacery i rozmawiał o życiu. Byli do siebie podobni – obaj inteligentni, mili i wrażliwi. Był bardzo dobry z matematyki, nawet wybrał taki profil w liceum. Damian machnął mu ręką na przywitanie.

– Cześć, Kamil, jak tam u ciebie? – zapytał Damian. – Dawno nie gadaliśmy.

– U mnie w porządku. Teraz jestem na pierwszym roku studiów. Jestem na politechnice, studiuję mechanikę.

– Trudne studia?

– To zależy, trzeba umieć matematykę, jak się umie, to się zda. Jak tam u ciebie, Damian?

– A dobrze, przygotowuję się do matury. A tak to jakoś leci. Właśnie teraz wracam ze szkoły po całym dniu.

– Dobrze cię rozumiem, też kiedyś po całym dniu wracałem ze szkoły zmęczony. Stawiasz, Damian, bardziej na maturę czy na konkretny zawód?

– Sam do końca nie wiem, matura może mi w czymś pomóc, na przykład dostać się na studia lekarskie. A to już jest konkretny zawód.

– To prawda, masz rację. Zawsze mechanicy i lekarze będą potrzebni. Ktoś musi leczyć ludzi, naprawiać samochody lub maszyny. Jesteś ambitny. To dobrze, Damian.

– Musimy kiedyś się spotkać, Kamil.

– Jasne, pewnie, nie ma problemu, możemy się zobaczyć nawet w trakcie weekendu, dam ci jeszcze znać.

– Spoko, trzymam cię za słowo, cześć.

– Dobra, lecę, trzymaj się. Powodzenia na maturze. – Klepnął go w ramię i poszedł dalej.

Damian dalej szedł w kierunku domu, nie zostało mu daleko, jeszcze jedna ulica do przejścia. Zdawał sobie z tego sprawę, że miesiąc, który nadchodzi, będzie dla niego dużym wyzwaniem. Musiał się skoncentrować i dać z siebie wszystko. Był zdeterminowany, aby walczyć o swoją przyszłość, nad sukcesem musiał pracować od teraz, nie od jutra. Jeżeli chciał zmienić swoją rzeczywistość, musiał ciężko przyłożyć się do pracy, bez wymówek. Nie chciał żałować swojego życia ani decyzji, które podejmował. Wiedział o tym, że nie każda osoba będzie jego przyjacielem. Sporo osób kierowało się własnym interesem, a nie sercem. Powiedział sobie, że będzie szanował każdego człowieka mimo tego, że nie zawsze będzie mógł liczyć na wzajemność. Zastanawiał się, dlaczego ludzie są źli i skąd w nich tyle nienawiści i agresji, z czego to może wynikać. Nasuwało mu się kilka odpowiedzi: może to niespełnione ambicje, brak marzeń, a może rozczarowania w życiu. Mógł dodać do tego również rodzinę, która nie wspierała w dążeniach. Najgorsze w życiu, co może być, to zabrać człowiekowi marzenia, żeby nie wyznaczał już sobie celów i tylko pogrążał się w nicość albo beznadzieję. Za wszelką cenę trzeba walczyć o swoje marzenia, nieważne jak trudne byłyby do zrealizowania. Często myślał o różnych rzeczach, wracając do domu – dzięki temu mógł poukładać sobie wszystko w głowie i zrozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej.

Po powrocie do domu od razu położył się na łóżku i zasnął. Jutro czekał go ciężki dzień – matematyka nie należała do najłatwiejszych przedmiotów. Przed salą, na zatłoczonym uczniami korytarzu, czekała na niego Natalia. Dookoła było bardzo głośno, większość osób powtarzało materiał, a inni wymieniali się pracą domową.

– Cześć, Damian, co tam masz? – zapytała Natalia, spoglądając mu przez ramię.

– Uczę się na matmę. – Pokazał jej zeszyt z zadaniami.

– Głupio mi zapytać, masz może pracę domową?

– Mam, ale nie jestem pewny, czy dobrze rozwiązaną. Robiłem to kilka dni temu. Sama wiesz, nieraz się przykładałem i nic z tego nie wychodziło.

– Fajnie, bo ja również mam, tyle że nierozwiązaną. – Uśmiechnęła się do niego.

– Może nie będzie nam sprawdzać pracy domowej, może nam odpuści.

– Ładne masz buty, podoba mi się kolor. Lubisz biały?

– Lubię, czarny też jest fajny, i niebieski.

– To są moje ulubione kolory. Dobra, muszę lecieć do toalety przed zajęciami. Spotkamy się na lekcji.

– Jasne. – Damian uśmiechnął się do Natalii.

Odchodząc, odwróciła się jeszcze przez ramię i puściła mu oczko. Damian poczuł szczęście, że coś miłego go spotkało w życiu. Cieszył się, że może pogadać z kimś, komu się podoba i kto go lubi. Na matematyce Natalia usiadła obok niego. Czuł jej zapach, czuł jej bliskość, której potrzebował. Nie miał nigdy odwagi powiedzieć jej, co naprawdę do niej czuje.

Gdy razem rozwiązywali zadania, ich oczy się spotkały. Zielone oczy Natalii i zielone oczy Damiana. Widział w nich swoje odbicie, a ona patrzyła na niego z ciekawością i wyraźnie o czymś myślała, z pewnością nie o niewiadomej w równaniu. Zwrócił uwagę na jej subtelnie rozchylone usta i czas się wtedy zatrzymał. Tego dnia zrozumiał, że miłość nie potrzebuje słów. Wystarczyło spojrzenie. Całą tę sytuację przerwała nauczycielka.

– Ten dzień jest ostatnim dniem. Dla niektórych to dobra wiadomość, może w życiu już nie będą musieli się uczyć matematyki i słusznie, bo nie każdy się do tego nadaje, ale są osoby, które będą kontynuować naukę na studiach i serdecznie je zachęcam do dalszego obcowania z matematyką, z własnego doświadczenia wiem, że warto. Życzę wam powodzenia w życiu osobistym i zawodowym. Matura to czas zmian, a zmiana zależy od was. – Objęła wzrokiem całą klasę i delikatnie się uśmiechnęła.

Po tych słowach wszyscy wyszli z sali, a w przejściu Natalia delikatnie dotknęła ramienia Damiana swoją ręką i uśmiechnęła się do niego z pytaniem:

– Zrobisz mi korki z chemii, Damian? Nie jestem za dobra, a chciałabym zdać.

– Pomogę ci. Masz czas w tę sobotę?

– Tak, o której godzinie ci pasuje?

– O szesnastej?

– Dobra godzina.

– Do zobaczenia.

– Do zobaczenia. – Natalia się do niego uśmiechnęła.

Odprowadził ją wzrokiem, na chwilę wszystko wokoło zniknęło. Byli tylko oni. Gdy Damian wychodził później ze szkoły, Natalia podeszła do niego i powiedziała:

– Wiesz, czego będzie mi brakować, tak bardzo, bardzo, bardzo?

– Czego? – Damian spojrzał jej w oczy.

– A jak myślisz? – Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, poczuł jej usta na swoich.

Pocałunek był delikatny, Damian odwzajemnił go, zamknąwszy oczy, i wiedział, że ta chwila będzie trwać wiecznie w jego wspomnieniach. Szczęście, które go ogarnęło, było nie do opisania. Nagle Natalia odsunęła swoje usta, uśmiechnęła się do niego i poszła w kierunku wyjścia ze szkoły. Damian przez kilka minut stał i delektował się tą chwilą. Po czym pomyślał: „Moim marzeniem jest, aby to wspomnienie trwało wiecznie”. Jeżeli niebo istnieje i faktycznie spędza się tam czas wśród chwil, kiedy byliśmy szczęśliwi, to dla Damiana była to właśnie jedna z tych chwil – chciał w niej pozostać i przeżywać ją w nieskończoność.

Sobota z Natalią

Natalia stanęła przed drzwiami domu Damiana zmęczona szybkim marszem po schodach. Nacisnęła dzwonek, a Damian od razu je otworzył.

– Cześć, Damian. Oto jestem – powiedziała z uśmiechem, trzymając w ręku zeszyt z wciśniętym między kartki długopisem.