Cienie przeszłości Tom 1 - Patrycja Zdanowska - ebook

Cienie przeszłości Tom 1 ebook

Patrycja Zdanowska

4,3

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Nicolas Lomeli jest przystojnym, tajemniczym,,biznesmenem” z Hiszpanii. Dwadzieścia lat temu przez spór dwóch zwaśnionych rodzin, dochodzi do strasznego wypadku w którym ginie jego matka. W niewyjaśnionych okolicznościach dochodzi również do śmierci przypadkowych ludzi. Mężczyzna wiele lat później, próbuję odkupić winy swojej rodziny. Prowadząc interesy w jedynym z Polskich miast, poznaje dziewczynę, której losy śledził przez lata. Fascynacja młodą kobietą powoduje, że postanawia nie wyjawiać jej prawdy.
Klara Lewis jest 27-letnią piękną blondynką wspinającą się po szczeblach kariery w jednej z dobrze prosperujących firm w centrum Warszawy. Pewnego wieczora zastaję swojego chłopaka w ramionach innej. Znudzona ciągłymi rozczarowaniami, postanawia całkowicie zmienić swoje dotychczasowe życie. Dziewczyna nie spodziewa się, że na jej drodze stanie tajemniczy mężczyzna z zagranicznymi korzeniami, który zmieni jej rzeczywistość. Czy skrywana przez niego tajemnica wyjdzie na światło dzienne, niszcząc tym samym jej uczucia względem niego?

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 250

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
ania83sosnowiec

Nie oderwiesz się od lektury

Cienie przeszłości, które zawsze wyjdą na powierzchnię, nie ważne jak głęboko ukryte. Cienie, które zmieniają wszystko. Cinie, które niczym najmniejsze kłamstwo ranią i powracają niczym bumerang. Poznajcie niezwykłą historię Klary i Nicolasa. Temperanentnej polki i ognistego Hiszpana. Poznajcie Klarę, młodą kobietę, zdradzoną przez faceta, która postanawia zmienić swoje życie o 180 stopni. Porzuca niewiernego faceta i wyrusza w podróż do Sopotu. Podróż, która zmieni jej życie. Podczas podróży z opresji ratuje ją Nicolas. Nieziemsko przystojny biznesmen z którym połączy ich wspólna przeszłość. Przeszłość, która będzie miała wpływ na teraźniejszość. Kim jest Nicolas? Co kryje się pod maską troskliwego biznesmena? Czy tajemnicza przeszłość zniszczy kiełkujące uczucie? I co wydarzyło się dwadzieścia lat temu? Tego dowiecie się z książki. Polecam
00

Popularność




Patrycja Zdanowska

Cienie przeszłości Tom 1

© Patrycja Zdanowska, 2021

Romans mafijny

Pełna zwrotów akcji, kłamstw i namiętności.

Klara po zdradzie swojego partnera postanawia, rzucić wszystko w wielkiej metropolii i rozpocząć zupełnie nowe życie w całkiem nowym miejscu. Tej samej nocy na jej drodze pojawia się przystojny Nicolas Lomeli, skrywający wiele tajemnic z przeszłości dotyczących młodej kobiety. Czy Klara odkryję prawdę? A jeśli tak, to jaką ścieżkę wybierze? Zemsty a może miłości?

To wszystko i o wiele więcej w tej porywającej historii.

ISBN 978-83-8221-561-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione.

Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Redakcja i korekta: Zespół Ridero.

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

Wersja po wprowadzonych poprawkach.

Rozdział I

Klara:

— Klaro, ja cię proszę, ty się uspokój, przy twoich problemach z nadciśnieniem to nie jest wskazane. Ja wiem, jak to mogło dla ciebie wyglądać, ale to nie tak. Proszę, daj mi wyjaśnić — zaczął błagalnym tonem mój facet, a raczej już na ten moment eks.

— Alek, co ty chcesz tłumaczyć? To, że podczas gdy ja siedziałam w pracy, ty urządzałeś sobie w moim mieszkaniu schadzki z naszą szefową? Tak chciałeś dostać awans? Przez łóżko?! Bardzo mnie rozczarowałeś. Zamiast rozwiązywać wspólnie nasze problemy, ty wolałeś uciec się do romansowania i to pod moim nosem z kobietą, która mogłaby być twoją matką! — Przerzucając z szafy do walizki rzeczy, zastanawiałam się, jakim cudem zmarnowałam cztery lata swojego życia na kogoś takiego.

— Możesz mi powiedzieć, co ty, do licha, robisz?

— A jak sądzisz, co? To chyba logiczne, że cię pakuję po tym, co zobaczyłam. — Czułam, że tym razem miarka się przebrała, a ja nie będę potrafiła więcej zaufać.

— No nie wygłupiaj się, proszę, daj mi ostatnią szansę. Ja wiem, jestem skończonym kretynem, ale naprawdę cię kocham. — Upadł przede mną na kolana, zaciskając dłonie na mojej talii.

— Ty chyba dawno zapomniałeś, co znaczy kogoś naprawdę kochać. Nie mam siły ani ochoty na wdawanie się z tobą w jakąkolwiek dyskusję. Sam zniszczyłeś wszystko, co próbowałam zbudować przez cały nasz związek. Tak, nie przesłyszałeś się. Ty albo non stop byłeś zmęczony po pracy, albo tylko siedziałeś przed konsolą. No w wolnych chwilach od zmęczenia spotykałeś się z kolegami w pubie bądź na grillu. Nie myśląc o mnie przy tym w ogóle. Już nie wspomnę o sytuacji, gdy twoja przyjaciółka przyleciała w odwiedziny do Polski, a ty, nie pytając mnie o zdanie, poleciałeś do niej, jak miś do miodu. Co robiłeś, nie wiem. I szczerze? Wolę byś mi tego nie wyjawiał.

— Nie mów, że tylko ty tak się poświęcałaś dla nas! Już zapomniałaś, kto cię utrzymywał, gdy ty kończyłaś szkołę?!

— Teraz będziemy na do widzenia sobie tak wytykać? Przypominam ci, że może nie pracowałam, ale otrzymywałam pieniądze ze stypendium. To już zapomniałeś dodać. Nieważne, bierz te swoje rzeczy, póki ich jeszcze nie wyrzuciłam przez balkon, i daj mi spokojnie żyć. — Odepchnęłam go, zasuwając walizkę i stawiając ją przed nim.

— Porozmawiamy, gdy się uspokoisz. Teraz to nie ma sensu — odpowiedział, biorąc walizkę i kierując kroki w stronę drzwi.

— Nie zapomniałeś o czymś? — wysyczałam. To, co teraz czułam, było porównywalne z moimi demonami z przeszłości. Ból, rozczarowanie, pustka, smutek, żal, te same emocje, a jednak zupełnie inna sytuacja.

— Telewizor i konsolę zabiorę przy okazji.

— Klucze. — Wyciągnęłam po nie dłoń.

Bez zbędnego gadania podał mi je. Nie chciałam, by dostrzegł, jak bardzo mnie skrzywdził, więc poczekałam, aż wyjdzie, i dopiero wtedy głośno się rozpłakałam.

I znowu jestem w tym samym punkcie zwrotnym co kilka lat temu. Kolejne cztery lata stracone na relację, która nie miała pokrycia z moimi oczekiwaniami. Dzisiaj straciłam za jednym zamachem faceta i pracę. Bo nie wyobrażam sobie pojawić się w firmie i udawać, że nic się nie stało. Ciężko pracowałam na swoją pozycję, zajmując się serwerami dla klientów, jednak przyszedł właśnie ten moment, gdy uświadomiłam sobie, że pora coś zmienić w tym z pozoru poukładanym życiu. Nie chcę kiedyś się obudzić i żałować, że czegoś nie zrobiłam, choć mogłam. To jest właśnie ten moment — pomyślałam.

Przeszłam przez przedpokój i po krótkiej chwili, stojąc w sypialni, wyjmowałam kolejną walizkę. Tym razem dla siebie. No, Klaro. Pora coś zmienić, nie za tydzień, miesiąc czy rok, a właśnie teraz. Szybko wrzucałam do środka najpotrzebniejsze rzeczy. Buty, bluzki, spodnie, sukienki, bieliznę. Gdy już się z tym uporałam, podeszłam do komody i sięgnęłam po kosmetyczkę ze wszystkimi niezbędnymi pierdołami. Ułożyłam ją na wierzchu złożonych ubrań. Jeszcze tylko paszport, niezbędne dokumenty i witajcie zmiany, żegnajcie smutki.

Nastał właśnie ten moment, gdy pierwszy raz w życiu poczułam, jak mam dosyć mężczyzn, którzy ciągle mnie zawodzili, a przede wszystkim zgiełku tej wielkiej metropolii. Do Warszawy przeprowadziłam się z małej wioski z powodu roku akademickiego, a później i Alka. Od zawsze drzemała we mnie chęć przebywania w nadmorskich miejscowościach, jednak do tej pory bałam się zawalczyć o siebie i swoje pragnienia. Chciałam zmian i ich potrzebowałam, ale zawsze coś było ważniejsze. Albo ktoś.

Gdy choć trochę emocje, które wrzały we mnie jak wulkan, opadły, wyciągnęłam telefon i wybrałam numer swojej najlepszej przyjaciółki Matyldy. Po kilku sygnałach usłyszałam jej głos.

— Co tam słychać, Klarcia? Coś się stało, że dzwonisz o takiej godzinie? — zapytała mnie spokojnym i opanowanym tonem.

— Cześć, słuchaj, czy mogę u ciebie się na jakiś czas zatrzymać? Wiele się wydarzyło u mnie, ale to nie jest rozmowa na telefon — odpowiedziałam z wyczuwalnym smutkiem w głosie.

— Pewnie, nie widziałyśmy się chyba lata świetlne. Musisz mi wszystko ze szczegółami opowiedzieć, gdy przyjdziesz! — wrzasnęła zaintrygowana.

— Ja też się cieszę, że cię zobaczę, kochana. Wsiadam w samochód i za trzy w porywach do czterech godzin powinnam być w Sopocie — skończyłam szybko rozmowę, założyłam buty, wzięłam walizkę, płaszcz i wyszłam z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.

Noc była zimna i ciemna, mimo że to już końcówka kwietnia. Położyłam walizkę na tylnym siedzeniu, spoglądając jeszcze z oddali na swój blok. Wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Wsiadłam do auta i odjechałam w nieznane.

Nicolas:

Siedząc zamyślony w swoim gabinecie, odpisywałem na e-maila otrzymanego od ojca. Pisałem w nim, że jeszcze parę tygodni i wszystko wróci do normy, a transporty będą normalnie realizowane, zgodnie z ustalonym harmonogramem, natomiast ja będę mógł wrócić w rodzinne strony. Wiedziałem, że niestety niektóre interesy trzeba samemu dopilnować, by wszystko chodziło jak w zegarku. Gdy właśnie miałem wyłączyć laptopa, zza drzwi wyłoniła się kobieta, z którą widywałem się regularnie od pewnego czasu.

Mając podobne upodobania seksualne, uzupełnialiśmy się całkiem nieźle. Może dlatego, że jest tyle młodsza i mogę z nią robić wszystko, na co mam tylko ochotę? Tak naprawdę to jedyna sfera, którą chciałem z nią dzielić. Jako samiec, a niebawem i alfa całego stada, nie mogłem przecież być sam. Utrzymywanie pozorów w mojej rodzinie od zawsze jest priorytetem. Jednak to by było na tyle, jeśli chodzi o moją relację z Paolą. Nasze rodziny pomimo wzajemnych pretensji i oskarżeń chcą, byśmy za jakiś czas założyli wspólnie rodzinę. Jednak nigdy się tak nie stanie. Od bardzo dawna dla mnie liczy się ktoś inny, ktoś, kto od życia powinien otrzymać wszystko, co najlepsze. Niestety ta osoba fizycznie, na chwilę obecną, nie jest dla mnie osiągalna, zatem biorę to, co serwuje chwila.

— Hej, przystojniaku… — Podeszła do mnie, siadając jednym pośladkiem na skraju biurka, lekko przygryzając dolną wargę. Jej oczy płonęły dzikością i pożądaniem. Przyciągnęła mnie za krawat.

Nie opierałem się. Wiedząc, co lubi i czego oczekuje, tym razem postanowiłem na chwilę się temu poddać. Przywierając do niej, przesunąłem swoje wargi po jej karku, a dłonią złapałem za ciemne rozpuszczone włosy. Drugą ręką rozwiązywałem pasek od płaszcza oplatający talię. Gdy zsuwałem z niej okrycie, moim oczom ukazało się jej półnagie ciało, odziane jedynie w koronkową czarną bieliznę. Wstałem gwałtownie, obróciłem ją i popchnąłem na biurko. Dłonią szybko rozpiąłem pasek oraz spodnie, które i tak już były strasznie opięte na moim ukrwionym penisie. Nie lubiłem tracić kontroli, zawsze to ja brałem, kobiety dawały, a i tym razem nie mogło być inaczej. Chwytając ją agresywniej, wszedłem w nią. Moje rytmiczne ruchy sprawiały jej rozkosz. Po chwili, czując, jak zaczyna ogarniać mnie fala największego podniecenia, wyszedłem z niej i ponownie obróciłem ją twarzą w swoją stronę. Wskazałem, by przede mną uklękła — od razu wykonała żądanie.

— Rozchyl usta — rozkazałem.

Następnie wsunąłem kutasa, docierając nim do krańca jej gardła. Zaczęła się krztusić, a ja, w ogóle nie zwracając na to uwagi, poddałem się swojemu zwierzęcemu instynktowi, napierając mocniej i głębiej. Po chwili, wypełniając spermą jej usta, spojrzałem na nią i przesunąłem kciukiem po pełnych wargach. Rozluźniony, schowałem mojego muszkietera pod bieliznę, wciągnąłem spodnie i wyszedłem z gabinetu, pozostawiając ją samą. Dla mnie to tylko seks, seks, który nie miał żadnego emocjonalnego znaczenia. Nie byłem nigdy typem mężczyzny, który się zakochuje. Do tej pory nie zaznałem głębszych uczuć, więc kobiety, z którymi się spotykałem, zwyczajnie były moimi zabawkami. Gdy wyszedłem na zewnątrz, dopiero dostrzegłem, jak jest już późno i zimno. Moje czarne, ulubione auto podjechało. Gdy tylko wygodnie się rozsiadłem, dałem znać kierowcy, aby ruszał.

Klara:

Dwie godziny później znajdowałam się już na autostradzie w połowie drogi. W pewnym momencie przeklęłam w myślach, gdy auto wydało dziwny, głośny odgłos. Zwolniłam i zjechałam na najbliższą stację benzynową. Wysiadając, rozjuszona jak osa, spojrzałam na tylną lewą oponę. Była zupełnie sflaczała. No kurwa, to teraz się załatwiłaś, kochana — pomyślałam. Pomimo że miałam prawo jazdy od kilku lat, nigdy nie wiedziałam, co zrobić w sytuacji takiej jak ta.

Krzyknęłam, sądząc że nikt mnie nie słyszy:

— Stary grat! Nie wierzę, że właśnie teraz złapałam gumę!

Ktoś cały czas nieopodal przyglądał się tej śmiesznej w gruncie rzeczy sytuacji. Jednak nie od razu zwróciłam na to uwagę, dopiero gdy nieznajomy do mnie podszedł i zapytał w języku angielskim:

— Hej, mała, widzę, że masz problem z wymianą koła. Może pomogę? — Wpatrywał się we mnie, a ja czułam, jak moją twarz oblewa rumieniec.

Nicolas:

Nie widziałem na żywo piękniejszej dziewczyny, pomimo kręgów, w których się obracam — pomyślałem. Była niska, na oko mogła mieć około stu sześćdziesięciu pięciu centymetrów, jednak dostrzegłem jej niezaprzeczalne piękno. Jej ogromne, niebieskie oczy dopełniały owalną twarz z lekko różowymi policzkami. Długie, blond włosy opadały na ramiona, połyskując w świetle lamp. A ja jak zahipnotyzowany, nie mogąc oderwać od tej rozzłoszczonej istoty wzroku, układałem w głowię kolejne z pytań.

Klara:

Stojąc przed nim jak stereotypowa blondynka, oceniałam przez chwilę jego sylwetkę. Był dobrze zbudowany. Wskazywała na to jego ciemnogranatowa marynarka opinająca poszczególne partie ciała. Na moje oko może mieć około metra osiemdziesięciu paru — pomyślałam. Jego czarne jak heban, krótko ostrzyżone włosy, piwne błyszczące oczy oraz lekko przystrzyżony zarost, zasłaniający większą część twarzy, sprawiał, że prezentował się bardzo poważnie. Męskie napięte rysy powodowały, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Dopiero po chwili doszło do mnie, że nieznajomy czeka na odpowiedź. Odchrząknęłam, szukając w głowie odpowiednich słów.

— Chyba nie mam dużego wyboru, jeśli chcę dotrzeć do celu mojej dzisiejszej podróży — odburknęłam, zażenowana całą zaistniałą sytuacją. Moje ciało przeszył od dawna nieznany dreszcz. Jego intensywny zapach wody kolońskiej wcale w tym nie pomagał.

Opamiętałam się i z bagażnika wyciągnęłam zapasowe koło. Mężczyzna w jednej chwili znalazł się tak blisko mnie. Chwycił za nie, przy okazji dotykając koniuszkami swoich palcy mojej dłoni. Zamarłam.

— Skoro los postawił nas na swojej drodze, to może zdradzisz mi, jak masz na imię? — zapytał. Zdjął marynarkę i podwinął rękawy idealnie wyprasowanej, śnieżnobiałej koszuli.

Zastanawiałam się, co powinnam odpowiedzieć i czy zdradzać imię, skoro widzimy się zapewne pierwszy i ostatni raz.

— Mam na imię Klara. A ty? — odezwałam się.

— Nicolas. Pochodzę z Hiszpanii, ale mam częściowo polskie korzenie — odpowiedział, pospiesznie biorąc się za podnoszenie na lewarku tyłu auta. Następnie chwycił klucz i w mgnieniu oka zaczął odkręcać kolejne śruby, by wymienić przebitą oponę. Cała operacja nie trwała długo. Zdecydowanie nie pierwszy raz to robił.

Myślami byłam daleko, zastanawiając się, czy jeszcze kiedyś zobaczę przystojnego Hiszpana.

— Hiszpania to taki piękny kraj, z wieloma tradycjami. Dobrze mówisz po angielsku. Skoro masz polskie korzenie, czy to oznacza, że znasz również i ten język? — wypaliłam z ciekawością.

Spojrzał na mnie z wyraźnie wypisanym uśmiechem na twarzy.

— Moja matka faktycznie była Polką, jednak całe dzieciństwo spędziłem z ojcem, zatem hiszpański, włoski, angielski, niemiecki opanowałem do perfekcji. Nie mogę tego samego powiedzieć o ojczystym języku mojej matki. A szkoda, bo coś czuję, że teraz by się przydał.

Oboje zaczęliśmy się śmiać. Czułam się dobrze w towarzystwie nieznajomego. Na chwilę mogłam zapomnieć o swoich problemach. Już nie byłam taka spięta, jak wtedy, gdy wysiadałam z samochodu i chwilę później, widząc stojącego przede mną mężczyznę. Moja ciekawska natura wzięła górę i bez zastanowienia wypaliłam:

— To co cię sprowadza do Polski? Rodzina?

Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił i z powagą odpowiedział, wpatrując się we mnie:

— Interesy. — Wyjął spod auta lewarek i włożył go do mojego bagażnika. — Gotowe. Powinnaś dojechać bez koła wyprzedzającego twoje auto. — Uśmiechał się. — Swoją drogą pomyśl o zmianie tego pojazdu. Nie wygląda bezpiecznie.

Wiedziałam, że ma rację. Auto miało co najmniej dwadzieścia parę lat i przestawało spełniać poprawnie swoją funkcję. Ale kochałam tę czerwoną, małą strzałę. Dużo miałam wspomnień związanych z nią i nie tylko nią. Znowu posmutniałam, przypominając sobie niedawne wydarzenia.

Wziął w dłonie swoją marynarkę i nie spuszczając wzroku, obserwował mnie.

— Pomogłem na tyle, na ile było to możliwe. Miło było cię poznać, a teraz niestety obowiązki wzywają. — Wyciągnął do mnie rękę, aby się pożegnać.

Gdy podałam mu swoją dłoń, poczułam dziwne mrowienie w dole brzucha. Pospiesznie zabrałam ją, odpowiadając:

— Dziękuję, gdyby nie ty nadal tkwiłabym na tej stacji. — Uśmiechnęłam się do niego, wsiadając do auta. W lusterku obserwowałam go, następnie odpaliłam auto i wrzuciłam bieg, by po chwili odjechać.

Nicolas:

Stojąc tak przez chwilę, patrzyłem na odjeżdżającą dopiero co poznaną dziewczynę. Zaintrygowała mnie. Wyciągnąłem z kieszeni spodni najnowszy model telefonu i wybrałem z listy kontaktów numer. Po krótkiej chwili oczekiwania odezwał się głos.

— Nicolasie, w czym mogę pomóc?

— Sprawdź mi, do kogo należy tablica rejestracyjna o numerze ×××××××, widocznie coś zostało przeoczone — powiedziałem, rozłączając się. Wróciłem pewnym krokiem do swojego szybkiego, czarnego bmw i nakazałem kierowcy jechać.

Noc była zimna i ciemna, ale myślami byłem przy kobiecie, którą spotkałem. Męskość w moich spodniach zaczęła nabrzmiewać, a oddech szybko przyspieszył. Spojrzałem na wyświetlacz swojego telefonu, na którym widniała jedna nieprzeczytana wiadomość. Płynnym ruchem przesunąłem palcem po wyświetlaczu, odczytując: „Nadal czekam w biurze. Mokra, napalona i stęskniona”. Nakazałem kierowcy, by się zatrzymał, i odpiąłem pas. Do pojazdu wsiadł dobrze znany mi mężczyzna. Zapytałem:

— Masz coś dla mnie, Mateo?

— Tak. — Chłopak wyjął z teczki dużą kopertę i podał mi ją.

— To wszystko, co udało mi się dowiedzieć w tak krótkim czasie. Jednak uważam, że nie powinieneś ingerować w tę sprawę… Zastanów się nad konsekwencjami. Do tej pory radziłeś sobie z tym.

Spojrzałem na niego, oznajmiając:

— Każdy wybór niesie za sobą jakąś konsekwencję, a ja je ponoszę przez całe życie, jak już zresztą wiesz, muszę z nimi żyć. Tym razem też poradzimy sobie z trudnościami, które możemy napotkać. Wiem, jakie były ustalenia, jednak sytuacja się zmieniła.

Szczupły mężczyzna odchrząknął.

— Mam nadzieję, że nie mylisz się.

Odjechaliśmy, pozostawiając za sobą widmo nocy.

Klara:

Tej nocy byłam jak w transie. Ogromne wrażenie wywarł na mnie mężczyzna, którego raptem widziałam pierwszy raz w życiu. Wściekła na siebie, że nie zapytałam go o numer telefonu, przygryzłam dolną wargę. Często tak robiłam, denerwując się. Z drugiej strony moje zaniżone poczucie własnej wartości i te wszystkie traumatyczne przeżycia, które miażdżyły mnie w przeszłości, związane ze stanami lękowymi oraz depresją, którą leczyłam prze wiele lat, będąc nastoletnią dziewczyną, dawały o sobie znać. Ludzie zawsze mi mówili, jaka jestem śliczna, ale nigdy tego nie dostrzegałam. Może dlatego, że przyciągałam jak magnes samych nieodpowiednich mężczyzn. Moje oczy zaszły mgłą przez łzy spływające po alabastrowej skórze. Palce kurczowo zacisnęłam na kierownicy, zastanawiając się, dlaczego to właśnie mi przytrafiają się te wszystkie rzeczy w życiu.

Przez całe życie starałam się być silna, a przynajmniej taką chciałabym być. Parę lat temu wytatuowałam sobie na obojczyku słowa „Stay Strong”, które przypominają mi o tym, żeby nigdy się nie poddawać, pomimo przeciwności losu. Nie są mi w głowie teraz związki. Czuję się rozbita, a jednocześnie cieszę się w głębi duszy, że dzięki kolejnemu niepowodzeniu postanowiłam zmienić swoje życie. Już świtało, a dopiero dojeżdżałam do Sopotu. Tak właśnie to zapamiętałam. Piękne miasto, ale najlepsze w nim jest morze, plaża i molo, po którym uwielbiałam spacerować jako nastolatka. Te wspomnienia sprawiają, iż mam poczucie, że jestem w odpowiednim miejscu. Podjechałam pod długi blok. Znalazłam miejsce parkingowe, zgasiłam pojazd i wysiadłam ze swojej czerwonej strzały. Otworzyłam tylne drzwi i wyciągnęłam walizkę. Nabrałam głęboko powietrza do płuc, wypuszczając po chwili z ulgą. Usłyszałam dobiegające z kieszeni słowa piosenki Slide Away. Wyjęłam telefon i ujrzałam numer, który przez całą noc do mnie wydzwaniał. Był to mój były. Aleks nie odpuszczał, a ja już wiedziałam, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Nasza wspólna przyszłość zakończyła się w momencie, w którym wróciłam do mieszkania tego feralnego wieczora.

Wyłączyłam smartfon i ruszyłam w stronę budynku. Wchodząc po schodach na czwarte piętro, ekscytowałam się myślą, że za chwilę zobaczę swoją najlepszą przyjaciółkę. Mimo odległości, które nas dzieliły, zawsze mogłyśmy na siebie liczyć. Matylda niebawem wychodziła za mąż, jednak do ślubu mieszkała sama. Później ma przeprowadzić się do domu rodzinnego Łukasza w Gdańsku. Po wielu przebytych schodach w końcu dotarłam pod odpowiednie drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem, przymocowanym przy wejściu. Po chwili zza drzwi wyłoniła się ona. Zgrabna, niewysoka o ciemnych oczach i włosach dziewczyna, przywitała mnie radośnie.

— No, nareszcie jesteś! Ile można na ciebie czekać? Już zaczynałam się martwić, że coś się stało. Dzwoniłam, ale nie odbierałaś.

— Jak ci opowiem, co mi się przytrafiło po drodze, to nie uwierzysz — szepnęłam do niej pogodnie.

— No akurat jeśli chodzi o ciebie, to jestem w stanie we wszystko uwierzyć — zaczęła się śmiać, zapraszając mnie ręką do środka.

Nie wiedziałam, od czego miałabym zacząć opowiadać, więc w milczeniu odstawiłam walizkę i rozgościłam się na kanapie. Przyjaciółka spoglądała przez chwilę na mnie i po chwili powiedziała:

— Jakim cudem nie mogłaś wyrwać się do nas przez ostatni rok, aż tu nagle dzwonisz i mówisz, że chcesz przyjechać. — Usiadła koło mnie, stawiając na małym stoliku ustawionym przed kanapą butelkę z naszym ulubionym czerwonym winem, a obok dwa kieliszki.

Zapewne czuła, że potrzebuję się wygadać. Znałyśmy się przecież od tak dawna, a każda wiedziała o najmroczniejszych sekretach drugiej. Zbierałam się przez dłuższą chwilę na to, by zacząć, ale chyba na trzeźwo nie potrafiłam. Sięgnęłam po butelkę i nalałam sobie oraz jej kieliszek wina. Popatrzyłam na Matyldę, która nie dowierzała własnym oczom.

— Od kiedy pierwsza sięgasz po kieliszek? — zaczęła.

— Bardzo możliwe, że od momentu, gdy zobaczyłam mojego mężczyznę w objęciach innej.

— O w mordę, aż się boję pytać o szczegóły — odpowiedziała ze zdziwioną miną.

— Już od jakiegoś czasu miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Nie patrzył na mnie tak jak dawniej, unikał kontaktów erotycznych. Często dochodziło między nami do konfliktów. Teraz wiem, że przeczucie mnie nie myliło. Cholerny drań! — Wzięłam kieliszek z winem i obróciłam naczynie, by wydobyć aromat z wina. Lubiłam przeprowadzać degustację. Oko, nos i usta są od zawsze najważniejszymi cechami smakosza. — Przyłapałam go dzisiejszego wieczoru w mieszkaniu z naszą szefową. Na kuchennym stole, tym samym, przy którym spożywaliśmy wspólne posiłki. Nienawidzę go! — Moja twarz zmieniła wyraz i po chwili już głośno szlochałam.

Matylda nic nie mówiąc, słuchała i mocno mnie przytulała.

— Najgorsze w tym wszystkim jest to, że planowałam z nim wspólne życie, może nawet dzieci. Kim ja dla niego byłam? Czym sobie zasłużyłam na takie poniżenie.

Matylda obruszyła się i rzekła:

— To on się poniżył i nie powinnaś czuć się winna. Nie był ciebie wart.

— Też sobie tak tłumaczyłam i tłumaczę, jednak który to już raz z kolei? Za chwilę wszystkie moje najlepsze lata przeminą. Trzydziestka za trzy lata, a ja nadal sama. Bez mężczyzny, rodziny, a teraz też pracy. Nie wyobrażam sobie wrócić do firmy. Dzisiaj składam wypowiedzenie w trybie natychmiastowym. — Siedząc tak przez dłuższą chwilę w milczeniu, w końcu otarłam twarz i spojrzałam na Matyldę. — A wiesz, co się wydarzyło w drodze do ciebie? Złapałam gumę, musiałam zjechać na stację benzynową. Myślałam, że będę musiała zadzwonić po fachowca, ale z zamyślenia wyrwał mnie męski głos.

Przyjaciółka zauważyła, że się rumienię.

— Opowiadaj, i co było dalej? — ożywiła się, a na jej buzi dostrzegłam uśmiech.

— Poznałam prawdziwego przystojniaka z polskimi korzeniami, pochodzącego z Hiszpanii. — Wspomnienie nieznajomego mężczyzny sprawiało, że znów przeszył mnie intensywny dreszcz. Przełknęłam łyk wina i kontynuowałam: — Zapytał, czy nie potrzebuję pomocy, był przy tym taki męski. Na jego widok poczułam coś, czego nie potrafię opisać słowami. — Obruszyłam się, widząc dziwny uśmiech u przyjaciółki. — Nieważne. W każdym razie zmienił mi to koło. Pożegnaliśmy się i odjechałam.

— Co zrobiłaś? Nie mów mi, że nie wzięłaś numeru, aby zadzwonić i umówić się na kawę w ramach podziękowania? — Spojrzała na mnie wymownie, a ja jak tępa blondynka zamrugałam.

— Nie — skwitowałam krótko. — Nie wiem, czy wiesz, ale nie każdy jest taki jak ty i nie bierze od nieznajomych facetów numeru, nawet jeśli są zabójczo przystojni, mają klasę i markową odzież.

Zaczęłyśmy się obie głośno śmiać, bo wiedziałyśmy, że w taki sposób Matylda poznała swojego przyszłego męża. Obie nie spałyśmy tej nocy, dlatego postanowiłyśmy parę godzin odpocząć. Matylda naszykowała pościel, a następnie obie padłyśmy na swoje łóżka.

Nicolas:

Za szybą już świtało, a ja nadal byłem w samochodzie i obracałem w dłoniach kopertę, którą otrzymałem od Mateo. Byłem spokojny, a jednocześnie każdy mięsień ciała sprawiał wrażenie napiętego. W tej kopercie znajdowała się teraźniejszość oraz przyszłość. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzałem na ekran i odbierałem.

— Nicolas? Gdzie ty jesteś? Czekałam na ciebie w biurze aż do świtu, myśląc, że wrócisz. Dostałeś moją wiadomość? — Wkurzona Paola, nie czekając na wyjaśnienia, rozłączyła się.

Burknąłem coś pod nosem z cyklu,,ten włoski temperament”. Nie miałem ochoty wdawać się w dyskusję, więc odłożyłem telefon. Przez te wszystkie lata obserwowania i obracania się w różnych kręgach nauczyłem się już, że nieważne, jaka narodowość, żadnej kobiety nie przegadasz — każda myśli, że wie najlepiej. Czasami jest lepiej nic nie mówić, niż powiedzieć o zdanie za dużo. Jako międzynarodowy biznesmen, bo tak wolę o sobie mówić, niż zdradzać prawdziwą tożsamość, dobrze potrafiłem i potrafię manipulować, osiągając przy tym swój cel. Był okres, w którym bawiłem się kobietami. Traktowałem je jak marionetki swoich męskich upodobań, jednak po pewnym czasie przestało mnie to zadowalać. Związałem się z Paolą z powodu jej urody i powiązań między naszymi rodzinami. Pomimo takiej liczby kobiet żadna nie potrafiła obudzić we mnie namiętności i delikatności. Możliwe, że zwyczajnie tego w sobie nie mam.

Tego dnia miałem zaplanowanych wiele spotkań. Dlatego kazałem kierowcy odwieźć się do apartamentu, by móc się wykąpać i przebrać. Brudna koszula przypominała mi o nocy, podczas której poznałem Klarę. Wydała mi się taka krucha i zagubiona. Do tego jej uroda sprawia, że nie potrafię wymazać jej obrazu z pamięci. Mając wrażenie, jakbym znał ją od zawsze, pragnę pochwycić ją w swoje ramiona i nie wypuszczać z czułych objęć. Już wtedy, gdy spotkałem ją na stacji, wiedziałem, że ona musi być moja, bez względu na cenę.

Sięgnąłem po kopertę, którą miałem ze sobą. Otworzyłem ją i z wnętrza wyjąłem plik stron. Czytałem dokumenty przez całą drogę do apartamentu i zastanawiałem się, czy dobrze zrobię, pojawiając się w jej życiu. Po czym schowałem papiery i zabrałem ze sobą do hotelu w Gdyni. Wchodząc do holu hotelowego, jeszcze raz spojrzałem na teczkę. Gdy czekałem na windę, podszedł do mnie pracownik hotelu. Spojrzał na mnie nieśmiało i powiedział:

— Panie Lomeli, w pana apartamencie jest jakaś ciemnowłosa kobieta, podająca się za pana dziewczynę.

Skinąłem głową na znak, że przyjąłem do wiadomości, po czym drzwi się rozsunęły, wszedłem do małego pomieszczenia i nacisnąłem przycisk wskazujący ostatnie piętro. Podróż była krótka, w windzie biłem się z myślami, jak zakończyć tę relację. Wiedziałem, że nie będzie to takie łatwe z powodu powiązań biznesowych między naszymi rodzinami. Zdawałem sobie sprawę również z tego, jaka Paola jest uparta i zawzięta, tak łatwo nie da mi odejść. Wysiadłem z windy i skierowałem swoje kroki pod drzwi pokoju. Przyłożyłem kartę do drzwi i wszedłem do środka. Wnętrze było nowocześnie urządzone w odcieniach czerni i bieli, tak jak od zawsze lubiłem. Apartament składał się z salonu i kuchni w stylu otwartym, ogromnej, wyłożonej marmurowymi płytkami i kafelkami łazienki, gabinetu oraz sypialni z tarasem wychodzącym na morze. W pomieszczeniu czekała na mnie zezłoszczona Paola.

— Cześć — rzuciłem chłodno.

Kobieta nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie w bezruchu. Podświadomie przeczuwając to, co za chwilę nastąpi.

— Usiądź, proszę — powiedziałem. — Chcę z tobą porozmawiać. Widzisz, od pewnego czasu wiele się zmieniło. Nie chcę być w związku. Przykro mi.

Spojrzała na mnie wymownie, wykręcając usta w geście niezadowolenia. Obserwowałem, jak bierze torebkę i przy drzwiach podniesionym głosem oznajmia:

— To jeszcze nie koniec! Nie obchodzi mnie, kim ona jest. Znudzisz się nią tak samo szybko jak każdą inną i wtedy wrócisz do mnie. Zobaczysz. Dziwi mnie, że zachowujesz się w taki ujmujący sposób. W jednej chwili mnie pieprzysz, a w drugiej zrywasz. — Podniosła wysoko głowę, opuszczając apartament.

Zapadła błoga cisza, a ja, czując ulgę na myśl o tym, że to już koniec tej historii, usiadłem na sofie w salonie. Pospiesznie ponownie wyjąłem dokumenty. Ze sterty kartek wypadło zdjęcie kobiety, łudząco podobnej do dziewczyny, którą poznałem niedawno osobiście. Nie odrywając wzroku od fotografii, pomyślałem: Jesteś tak blisko, a jednocześnie daleko. Muszę cię poznać. Następnie bez ładu zgarnąłem plik stron i przeszedłem przez całą długość pomieszczenia, aby znaleźć się w swoim gabinecie. Gdy chowałem dokumenty do szuflady biurka, w głębi duszy cieszyłem się jak dziecko na myśl o jutrzejszym dniu, który będzie zwieńczeniem kilku tygodni ciężkiej pracy. Za parę godzin czekają mnie trudne negocjacje biznesowe. Muszę się przygotować i odpocząć — pomyślałem. Wziąłem w dłonie tablet i wertowałem jakieś wykresy. Po dobrej godzinie poczułem się ospały, odłożyłem urządzenie na stolik i opadłem na łóżko, momentalnie zasypiając.

Było już grubo po trzynastej, gdy w apartamencie pojawił się mój najbardziej zaufany współpracownik. Odsłonił wszystkie zasłony, wpuszczając tym samym do pomieszczenia trochę promieni słonecznych. Dzień zapowiadał się chłodny, jedynie przebijające się przez niebo promienie słońca sprawiały, że chciało się wstać. Słysząc go przez sen, nie miałem ochoty otwierać oczu. Podszedł do mnie, wiedząc, że nie śpię.

— Nicolas, wstawaj, za czterdzieści minut mamy spotkanie w Krzywym Domku.

Uchyliłem powieki i zerwałem się na nogi.

— Daj mi chwilę. Wezmę szybki prysznic i jedziemy.

Po około dziesięciu minutach, gotowy do podroży i negocjacji, przeszedłem przez pokój. Wyglądałem dobrze. Czarna koszula idealnie komponowała się z granatową marynarką. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i razem z Mateo opuściliśmy apartament.

Klara:

Promienie słońca przebijały się przez okna, odsłaniając tym samym piękno urządzonego pokoju. Było minimalistycznie, wnętrze zaprojektowano w stylu skandynawskim. Dopiero teraz zauważyłam, jak ładne jest mieszkanie przyjaciółki. Szara kanapa dodawała pazura pozostałym meblom z jasnego dębu połączonego z bielą. Obok sofy stała zaokrąglona lampa z białymi dodatkami, a nieopodal ekskluzywny szklany, mały stolik, który przesunęłyśmy o świcie, by móc zrobić miejsce na rozłożenie kanapy. Półotwarta kuchnia była w tym samym stylu. Szafki były z jasnego dębu z dodatkami białych elementów, tak samo jak pokaźnych rozmiarów stół z czterema krzesłami, nad którym wisiała lampa w kształcie żarówki. Po obejrzeniu mieszkania postanowiłam zaparzyć sobie kawy. Matylda ma w kuchni pięknie wpasowany w wystrój nowoczesny ekspres — pomyślałam. Super, przynajmniej nie trzeba samej się męczyć i zaparzać. Nawet nie zwróciłam uwagi, gdy do pomieszczenia weszła Matylda, która miała dla mnie pewną propozycję.

— Wyspałaś się? — chichocząc, spojrzała w moją stronę.

— Jeśli wyspaniem chcesz nazwać parę godzin snu, to tak — odpowiedziałam spokojnym tonem.

— To dobrze, bo mam dla ciebie propozycję z tych nie do odrzucenia. Tak się zastanawiałam, jakby tu ci pomóc, i wydaje mi się, że coś wymyśliłam. Na początek może być.

Spojrzałam błagalnie na przyjaciółkę, by ta wreszcie przeszła do sedna.

— Dam ci namiary na mojego znajomego, który w Sopocie prowadzi restaurację. Potrzebuje na cito pracownicy. Już z nim rozmawiałam, masz dzisiaj dzień próbny, o czternastej zaczynasz. Zatem świetnie się składa, że jesteś wolnym strzelcem. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest na miarę twoich kompetencji…

Rzuciłam się w jej stronę, by ją uściskać.

— Kochana, bardzo ci dziękuję. Mówiąc o zmianach, miałam na myśli również rodzaj wykonywanej pracy. Przypuszczam, że dobrze może mi to zrobić.

— Ale to nie koniec newsów — pospiesznie odpowiedziała. — Wiesz, że za trzy tygodnie wychodzę za mąż… — zaczęła powoli. — Jeśli będziesz chciała, to bardzo chętnie wynajmę ci mieszkanie za niezbyt wygórowaną cenę. Co ty na to? Zainteresowana?

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha do niej i ze łzami w oczach podeszłam, by ją ucałować.

— Hej! Mam nadzieję, że to łzy szczęścia — odparła.

Ze łzami spływającymi po moich lekko rumianych policzkach odpowiedziałam:

— Czym sobie zasłużyłam na tak wspaniałą kumpelę.

Obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem, po czym pospiesznie wróciłyśmy do salonu i zaczęłyśmy przeglądać walizkę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Miałam dobry gust. Zakupy były dla mnie czymś więcej niż tylko kupowaniem i przymierzaniem. Zawsze mawiałam, że to moja druga natura. Po dziesięciu minutach poszukiwań znalazłyśmy idealny komplet ubrań. Czarne woskowe spodnie z ekoskóry, do tego biała bluzka ze srebrnymi nitkami na ramiączkach i czarna skórzana ramoneska. Z dodatków natomiast wybrałyśmy kolczyki wkręcane w uszy, złoty zegarek oraz również tego samego koloru łańcuszek z przywieszką w kształcie serca. Spojrzałyśmy na siebie, następnie udałam się do łazienki, by szybko się przebrać i wykonać delikatny makijaż. Nie malowałam się mocno, zawsze ceniłam sobie przede wszystkim naturalność. Po chwili zerknęłam na zegarek. Czas płynął nieubłaganie. Wskazówki pokazywały wpół do drugiej. Wyszłam pospiesznie z łazienki, chwyciłam telefon, portfel oraz kilka innych drobiazgów. Pożegnałam przyjaciółkę i szybko zbiegłam po schodach, trzymając w dłoni kluczyki od samochodu. W myślach sobie powtarzałam: Nowy dzień, nowa ja… Przeszłość pozostawiam już daleko za sobą. Otworzyłam drzwi pojazdu, po czym wsiadłam do niego i odjechałam w stronę swojej nowej przyszłości. Przez krótką chwilę zastanawiałam się, czy na pewno pamiętam, w które miejsce skręcić. Nie byłam pewna, dlatego też wyciągnęłam z nerki telefon i wpisałam punkt docelowy w nawigacji. Głos w aplikacji kazał mi zawrócić, gdyż wjechałam nie w tę ulicę co trzeba. Odpaliłam silnik i spoglądając od czasu do czasu na wyświetlacz telefonu, który wskazywał odpowiednią trasę, zawróciłam. Po jednej nieudanej próbie dojechałam pod wskazany adres. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że pierwszego dnia pracy pojawiłam się na czas.

Weszłam do zatłoczonej restauracji. Wnętrze było przytulnie i nowocześnie zaaranżowane. Podeszłam do mężczyzny w średnim wieku i zapytałam o właściciela. Przeszył mnie swoim poważnym spojrzeniem, a wyraz jego twarzy po chwili diametralnie się zmienił i usta przybrały coś na kształt uśmiechu.

— To ty jesteś Klara, prawda? Matylda mi dużo o tobie mówiła, jednak nie wspominała, że jesteś taka ładna. Jestem Tomasz, a to miejsce jest moją własnością — odpowiedział, badawczo obserwując moją twarz.

— Tak. Nazywam się Klara Lewis, mam nadzieję, że słyszał pan na mój temat same dobre rzeczy — przedstawiłam się.

Mężczyzna spojrzał na zegarek.

— Nie martwiłbym się tym, co o tobie mówiła koleżanka, ponieważ przedstawiła cię w samych superlatywach, ale to się okaże dopiero podczas twojej pracy tutaj. Będziesz dzisiaj na sali pomocą dla gości w wyborze ich zamówień. Mam nadzieję, że masz dobrą pamięć, by zapamiętać wybrane potrawy. Szczegóły zatrudnienia obgadamy po zakończonej pracy, pod warunkiem że się sprawdzisz. Dobra, tam jest pokój socjalny dla pracowników. Zostaw swoje rzeczy i zabieraj się do pracy. Reszta załogi pomoże ci w razie jakichś trudności. — Wskazał dłonią drzwi, po czym opuścił pospiesznie lokal. Parę chwil później balansowałam między stolikami, obsługując liczną klientelę lokalu.

Nicolas:

Elegancko ubrani wsiedliśmy do nowocześnie urządzonego wnętrza najnowszej serii bmw, po czym dałem znak kierowcy. Pojazd ruszył, a my zaczęliśmy prowadzić ożywioną rozmowę między sobą.

— Powiedz mi, Nicolas, co zamierzasz dalej w związku z tymi informacjami, które ci przekazałem ostatniej nocy? Znając ciebie praktycznie przez całe życie, domyślam się, że nie odpuścisz, skoro poczyniłeś już pewne kroki, by jak najwięcej się o niej dowiedzieć, a nawet spotkać. — Pytająco na mnie spojrzał.

— Znasz mnie. Dobrze wiesz, że jeżeli coś mnie zaintryguje, to nigdy nie odpuszczam, zwłaszcza jeżeli chodzi o piękne kobiety — mówiąc to myślami byłem przy dziewczynie poznanej w nocy. Wspomnienia powodowały kolejny raz napięcie wszystkich moich mięśni i poczułem nieznane dotychczas uczucie, które nie odpuszczało od momentu spotkania jej pierwszy raz. Przełknąłem ślinę, rozluźniłem krawat, rozpinając przy tym guzik koszuli. W głębi duszy przeczuwałem, że zaistniała sytuacja może przynieść szereg problemów, które groziły zerwaniem umów między dwoma rodzinami. W grę nie wchodziła tylko jedna kobieta, która nie miała pojęcia o tym, jak bardzo zmieni się jej dotychczasowe życie, ale i Paola, której usytuowanie oraz ognisty charakter nie pozwalały przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego i zaakceptować odrzucenie przez mężczyznę, zwłaszcza takiego, jakim byłem. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mateo.

— Jesteśmy już na miejscu. Mam nadzieję, że uda się sfinalizować tę transakcję bez większych problemów negocjacyjnych.

Nic nie mówiąc, otworzyłem drzwi, by wysiąść z samochodu. Stałem przez chwilę przed wejściem do restauracji, po czym skierowałem swe kroki do środka, a za mną podążył Mateo. Rozejrzeliśmy się po wnętrzu, jednak nie było jeszcze przedstawicieli, z którymi moglibyśmy podjąć negocjacje. Podeszliśmy zatem jako pierwsi do jedynego wolnego stolika przy oknie i usiedliśmy, prowadząc rozmowę na temat tego, dlaczego zostało wybrane to miejsce zamiast biura. Jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak fatum chce pokierować moim dzisiejszym dniem.

Klara:

Z zabójczą precyzją doradzałam konsumentom oraz ich obsługiwałam. Pomimo że do tej pory nie miałam styczności z pracami fizycznymi, bycie kelnerką bardzo mi się spodobało. Obecne zajęcie w ogóle nie odzwierciedlało mojego poprzedniego stanowiska, które wykonywałam w firmie przed złożeniem wypowiedzenia. Pierwszy raz od bardzo dawna czuję się wolna i niezależna od niczego, a przede wszystkim nikogo — jak piękna, silna kobieta. Natłok obowiązków sprawił, że nawet przez chwilę nie miałam czasu pomyśleć o swoich frustracjach i niepowodzeniach. W moim życiu nie ma już miejsca na kłamstwa, zdrady i dwulicowe spojrzenia współpracowników. W trakcie przerwy spojrzałam pospiesznie na wyświetlacz swojego telefonu, na którym widniało piętnaście nieodebranych połączeń oraz kilka nieprzeczytanych wiadomości. Wiedziałam, kto tak usilnie próbuje cały czas się ze mną skontaktować. Szybkim ruchem wyłączyłam ekran i schowałam telefon. Przerwa dobiegała końca, a ja, przybierając znów sympatyczny wyraz twarzy, wróciłam na główną salę, gdzie czekało dwóch nowych gości, siedzących przy stoliku na tle okna. Z niesamowitym zapałem podeszłam do nich, pytając, czy coś sobie życzą zamówić. Pospiesznie spojrzałam na jednego z nich. W tym samym momencie ręce lekko mi zadrżały, a głos utkwił gdzieś w gardle. W jednym z gości rozpoznałam mężczyznę z poprzedniej nocy, który wywarł na mnie ogromne wrażenie i o którym nie potrafiłam zapomnieć. Starając się nie pokazywać tego, jak bardzo jestem zmieszana dzisiejszym przypadkowym spotkaniem, po raz drugi zapytałam o zamówienie. Mężczyzna, nie spuszczając ze mnie wzroku, odpowiedział opanowanym, niezdradzającym żadnych emocji głosem:

— Panno Klaro, poprosimy dwie kawy. Na obecną chwilę to będzie wszystko. — Nicolas wpatrywał się we mnie tak intensywnie, że zmieszana zaczęłam się rumienić.

Nic już nie odpowiadając, skinęłam głową na znak, iż przyjęłam do wiadomości, i pospiesznie się oddaliłam. Serce waliło mi tak mocno, jakby za chwilę miało wyskoczyć z mojej piersi. Czułam jakieś nieznane do tej pory ściśnięcie w żołądku.

Klara, weź się w garść. Zawsze byłaś raczej osobowością dominującą w grupie, a przy tym facecie kompletnie się rozklejasz, a jego spojrzenie potrafi dotrzeć w najciemniejszy zakamarek twojej duszy — prowadziłam sama ze sobą wewnętrzny monolog podczas nalewania do filiżanek zamówionych kaw. Matko kochana, jak ja mam tam z powrotem wrócić i jak gdyby nigdy nic podać im kawę? A może lepiej by było, gdybym poprosiła którąś z koleżanek, by mnie zastąpiła? Nie no, co ty odwalasz, dziewczyno? Sama się teraz oszukujesz. Przecież pragniesz tam podejść, by jeszcze raz tak na ciebie spojrzał, jakby świat miał na moment stanąć w miejscu. Jesteś ambitna, odważna, cholera… Ale przy nim kompletnie tracę grunt pod nogami. Postawiłam na tacy naczynia z kawą, po czym ruszyłam w ich stronę.

Nicolas:

Właśnie prowadziłem ożywioną rozmowę z Mato na temat strategii, jaką powinni obrać podczas negocjacji, gdy nagle usłyszałem znajomy głos. Przeniosłem natychmiastowo wzrok z rozmówcy na dziewczynę stojącą przed nami. Jakie było moje zdumienie, gdy zobaczyłem postać ze swoich fantazji, pytającą o to, co chcielibyśmy zamówić. Wprawdzie przejrzałem informacje otrzymane na jej temat i miałem w planach złożyć jej nieoczekiwaną wizytę za jakiś czas, ale nie spodziewałem się na pewno jej tutaj spotkać. Nie chciałem po sobie dać poznać, jak duże wrażenie wywarło na mnie obecne spotkanie, dlatego też w pośpiechu zamówiłem szybko dwie kawy, zaznaczając fakt, jak dobrze pamiętam jej imię. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to jawa, czy sen, patrząc, jak sylwetka kobiety pospiesznie odchodzi, by zrealizować nasze zamówienie.

Zauważyłem, jak do restauracji wchodzi dwóch mężczyzn ubranych na czarno. Jeden z nich został przy wejściu, natomiast drugi pewnym krokiem dosiadł się do nas. Nasza rozmowa biznesowa zaczęła się na dobre. Jednak cały czas nie mogłem się skupić i widziałem tylko ją.

Klara:

Z impetem podeszłam do trzech mężczyzn zajmujących stolik przy oknie. Podałam kawę, ignorując spojrzenie Nicolasa. Trzeci mężczyzna, który musiał pojawić się niedawno, obrócił głowę w moją stronę i zamówił befsztyka tatarskiego oraz butelkę białego wina. Mimo że sytuacja i tak już była wystarczająco napięta, oliwy do ognia dodawał fakt, iż spodobałam się mężczyźnie przybyłemu krótką chwilę temu do restauracji. Patrzył na mnie tak, jakby za chwilę miał mnie rozebrać do naga wzrokiem. Spostrzegłam, jak całą sytuację obserwował Nicolas, który zacisnął szczękę i przypatrywał się temu w milczeniu. Miałam nieodparte wrażenie, że ten pewien siebie mężczyzna ma ochotę wstać, chwycić mnie pod rękę i wyprowadzić jak najdalej od tego miejsca i od tego mężczyzny.

Nicolas:

Zacisnąłem dłoń w pięść i przełknąłem ślinę, by uspokoić swój temperament.

Klara:

Nie rozumiałam, o czym mówią mężczyźni, prowadzili rozmowę w jakimś innym, niezrozumiałym dla mnie języku, dlatego też przyjąwszy zamówienie od trzeciego z nich, oddaliłam się pospiesznie, bo i nie czułam się komfortowo w niedawno zaistniałej sytuacji. Próbowałam zapomnieć choć na chwilę o facecie, który sprawiał, że czułam ogromną gulę w żołądku.

Nicolas:

Po kilku godzinach uścisnęliśmy sobie dłonie na znak pozytywnie zakończonych negocjacji. Rozglądałem się przez dłuższą chwilę po sali, jednak nigdzie nie dostrzegłem twarzy dziewczyny, która sprawiała, że mój puls gwałtownie przyspieszał. Odwróciłem się do Mateo, pytając, czy widział Klarę, i rozkazałem, by dowiedział się, gdzie teraz jest. Pospiesznie zerwał się na nogi i opuścił lokal. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer do swojego ojca. Gdy sygnał ucichł i odebrał, odpowiedziałem tylko szybko w naszym języku:,,załatwione, wszystko przebiegło sprawnie”. Zostawiłem pieniądze przy rachunku, wraz z sowitym napiwkiem, po czym zakończyłem rozmowę. Spojrzałem jeszcze raz w stronę baru, jednak nie odnalazłem tam tej, którą pragnąłem ujrzeć. Wstałem po chwili i wyszedłem.

Klara:

Mój dzień w pracy chylił się ku końcowi. Postanowiłam wykorzystać pozostały czas i w samotności trochę pomyśleć. Udałam się do miejsca, które od mojej pracy było oddalone raptem o kilkaset metrów. Moja ukochana życiowa przystań. Molo, na którym miałam tyle wspaniałych wspomnień z przyjaciółmi. Choć robiło się już chłodno, nie czułam tego. Szłam po molu jak zahipnotyzowana, wpatrując się w przepiękny widok morza i fal rozbijających się o brzeg. Doszłam do końca pomostu, po czym przystanęłam, chwytając za barierkę. Rozmyślałam o tych kilku latach przeżytych przy Alku i o tym, jak bardzo ten,,związek” mnie zaniedbał. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wypowiadanych słów, dobiegających zza mych pleców.

— Cześć, mała! Tylko nie wypadnij, bo będę musiał cię znowu ratować z opresji.

Wzdrygnęłam się. Znałam ten ton, zagraniczny akcent, a moje nozdrza poczuły zapach wody toaletowej, który czułam noc wcześniej u nowo poznanego przystojniaka. Odwróciłam się twarzą do niego. Dzieliło nas raptem kilka centymetrów. Podniosłam twarz do góry i spojrzałam mu w oczy. Był prawdziwy. Każda komórka mojego ciała chciała chłonąć jego dotyku, a zapach dodatkowo powodował pragnienie, jakiego do tej pory nie znałam. Miałam wielu mężczyzn w swoim jakże burzliwym życiu, jednak nigdy nie czułam się spełniona i zaspokojona. Natomiast ten nieznajomy budził najgłębiej skrywane żądze. Patrząc mu prosto w oczy, widziałam w nich to samo, co mogłam zapewne ujrzeć w swoich. Byłam zdumiona jego widokiem. Skąd mógł wiedzieć, że będę tutaj, na tym molu, przecież nikomu nic nie mówiłam.

— Witam ponownie. Co za zbieg okoliczności. Jeszcze kilka godzin temu obsługiwałam twój stolik w knajpie, a teraz obydwoje jesteśmy tutaj.