Cienie miłości Tom 2 - Patrycja Zdanowska - ebook
BESTSELLER

Cienie miłości Tom 2 ebook

Patrycja Zdanowska

4,3

21 osób interesuje się tą książką

Opis

Życie Klary Lewis, nie przypomina bajki. Zmieniając je próbuję odnaleźć się w zupełnie innej teraźniejszości. Jednak przeszłość daje o sobie znać na każdym kroku. Czy kobieta podąży za głosem rozsądku? A może wybaczając, podda się ponownie pożądaniu i namiętności? Czy będzie jej dane wieść spokojne życie u boku mężczyzny, którego kocha? A może zbieg nieoczekiwanych wydarzeń wpłynie znacząco na ich przyszłość?

Nicolas Lomeli po kilku miesiącach intensywnych rozmyślań, postanawia walczyć o kobietę której pozwolił odejść. Jednak demony przeszłości nie śpią, próbując zniszczyć wszystko to na czym jemu zależy. Czy decyzję z przeszłości doprowadzą do tragedii? Czy uda mu się odzyskać ponownie zaufanie Klary? A może będzie zmuszony żyć bez niej?   Kontynuacja romansu mafijnego,, Cienie przeszłości”, który poruszy cię do łez.

Wydawca: Ridero
 
"Nasze losy splotły się wiele lat temu, a dziś jako świadomi, dorośli ludzie jesteśmy w stanie podążać za marzeniami wspólnie. Ramię w ramię. Chroniąc się wzajmnie przed upadkiem".
 
"Cienie przeszłości przeplatając się z cieniami miłości, pozostawiają wiele otwartych furtek, prowadząc nas często na bezdroża".
 
" Gdy zbyt długo patrzysz w otchłań, to otchłań zaczyna patrzeć na ciebie. I tak też jest ze mną. Jestem niewolnikiem swojego pochodzenia".
 
 
 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 275

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
ania83sosnowiec

Nie oderwiesz się od lektury

Cienie miłości Cienie miłości to kontynuacja losów Klary i Nicolasa. Kobieta po odkryciu prawdy o przeszłości ucieka. Swój azyl odnajduje na drugim końcu świata. Próbuję żyć normalnie, nie rozdrapując przeszłości. Jest w ciąży. Nicolas przez kilka miesięcy bezskutecznie poszukuje swojej ukochanej. Odnajduje Klarę na farmie w Teksasie gdzie, próbuje ułożyć sobie życie. Jak Nikolas zareaguje na informacje, że będzie tatą? Czy miłość zrodzona na kłamstwie ma szansę przetrwać? Czy dosięgnie ich zemsta konkurencji i wyjdą z tego cali? Tego dowiecie się z książki Druga część Cieni to niczym jazda na rolocasterze. Gdy wydaje nam się, że wszystko jest na dobrej drodze do szczęścia, nagle następuje zjazd w dół. Książkę czytałam z wypiekami na twarzy. Nie tylko przez sceny seksu, ale przede wszystkim przez nieprzewidywalną akcję. To nie jest romans mafijny jakich wiele na książkowym rynku. Ciekawa fabuła, barwni bohaterowie i wartka akcja tworzą historię idealną. Historię, która każdy miłośn...
00
Kari90

Nie oderwiesz się od lektury

Podobała mi się bardzo! Bardzo realistycznie przedstawiona część. Dopracowana dużo lepiej niż pierwsza. Choć i tamta mi się podobała. Więcej opisów, rozbudowane dialogi, dużo fabuły i akcji. Zakończenia takiego się nie spodziewałam tej historii. Wnosi troszkę świeżości w ten gatunek. Przedstawiony ogromny wachlarz emocji i barw. Znajdziemy w niej zarówno radość, miłość, ból czy złość. Uważam, że każdy w tej części znajdzie coś dla siebie. Polecam!
00

Popularność




Patrycja Zdanowska

Cienie miłości Tom 2

© Patrycja Zdanowska, 2021

Życie Klary Lewis, nie przypomina bajki. Zmieniając je próbuję odnaleźć się w zupełnie innej teraźniejszości. Jednak przeszłość daje o sobie znać na każdym kroku. Czy kobieta podąży za głosem rozsądku? A może wybaczając, podda się ponownie pożądaniu i namiętności? Czy będzie jej dane wieść spokojne życie u boku mężczyzny, którego kocha? A może zbieg nieoczekiwanych wydarzeń wpłynie znacząco na ich przyszłość?

Kontynuacja romansu mafijnego,, Cienie przeszłości”, który poruszy cię do łez.

ISBN 978-83-8245-296-9

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione.

Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także

kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami

firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do

prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redakcja i korekta: Zespół Ridero.

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

Patrycja Zdanowska — urodzona 12 lutego 1993 roku w Łodzi. Mama i żona. Z zamiłowania do czytania książek przeszła do ich pisania. W wolnym czasie uwielbia oglądać horrory i aktywnie spędzać go w gronie najbliższych. Jest uparta i kreatywna — jak każdy zodiakalny wodnik. Swoją pierwszą debiutancką powieść pt. Cienie przeszłości wydała w październiku 2020 roku. Cienie miłości to druga część romansu mafijnego.

Rozdział pierwszy

— Klaro, powiedz, jak ci tam jest? Radzisz sobie? — zapytała Matylda podczas naszej rozmowy za pośrednictwem komunikatora.

— Nawet nie sądziłam, że tak szybko odnajdę się na tej farmie. Wybacz, jeśli mnie słabo widzisz, ale mam tu słaby zasięg.

— Wiem, wspominałaś mi już wcześniej w wiadomościach, jakie to odludzie. Naprawdę myślisz, że Nicolas zostawi cię w spokoju?

— Minęły cztery miesiące. Jak na razie mnie nie znalazł. Może nawet nie zamierza szukać.

— Serio w to wierzysz? A jak ty się czujesz? Jest mi naprawdę przykro, że nie mogłam wtedy być przy tobie.

— Dobrze. Zaczynam się już z tym oswajać.

— Cieszy mnie to. Powiedz, czy coś potrzebujesz?

— Nie, państwo Tomsonowie bardzo mnie wspierają. Mieszkam na ranczu w domku gościnnym. Staram się im pomagać na tyle, na ile pozwalają mi praca oraz studia. Malarstwo nie wydaje mi się już takim łatwym kierunkiem jak kilka lat temu, gdy chciałam na niego aplikować.

— Poradzisz sobie. Nie znam silniejszej kobiety od ciebie. Kiedy będę mogła do ciebie przylecieć? Okropnie za tobą tęsknię, zołzo!

— Jeszcze musimy się wstrzymać. Sama wiesz dlaczego. Jak tylko sobie tutaj wszystko zorganizuję, pomyślimy o tym, dobrze?

— Mną się nie przejmuj. Myśl o sobie i przede wszystkim dbaj o siebie. Pamiętasz, co mówił lekarz?

— Pamiętam. Nie musisz mi przypominać.

— Mam nadzieję. Kochana, muszę kończyć. Jedziemy zaraz z Łukaszem do jego siostry. Trzymaj się. Ściskam mocno.

— Ja też — powiedziałam i rozłączyłam się.

Wszystko przez te ostatnie miesiące stanęło w moim życiu na głowie. Wciąż zastanawiam się, jakie podjąć decyzje. Czy wyjawić kiedyś Nicolasowi prawdę? A może lepiej zostawić to i trzymać się od niego z daleka? Jedno wiem na pewno — pomimo tego wszystkiego, co zaszło między nami, nadal go kocham. Przebaczenie nie przyjdzie na pstryknięcie palcami, ale im więcej czasu upływa, tym mniej go obwiniam. Czy powinnam to robić? Przecież tak naprawdę i on był dzieckiem… Dzieckiem, które tak samo jak ja straciło kogoś bliskiego. Bijąc się z myślami, usłyszałam pukanie do drzwi. Wyjrzałam przez okno, aby zobaczyć, kto to. Przed drzwiami stał jeden z synów państwa Tomsonów. Podeszłam w jego kierunku. Wychylając się zza drzwi, zapytałam:

— Czy coś się stało, Jacob?

— Nie, wszystko w porządku, tak tylko pomyślałem, że teraz przydadzą ci się witaminy, więc…

— Zerwałeś dla mnie jabłka? — Uśmiechnęłam się. — Bardzo dziękuję, to miłe z twojej strony. Wejdziesz?

— Nie, nie. Mam od groma pracy na ranczu.

— Może potrzebujesz pomocy?

— Ty odpoczywaj, ja się wszystkim zajmę. Gdy mama wróci z miasta, na pewno do ciebie zajrzy.

— Naprawdę jestem wdzięczna twoim rodzicom, że mogę u was mieszkać.

— Daj spokój, każdy by tak postąpił w tej sytuacji.

— W sumie to dzięki tobie. To ty im o mnie powiedziałeś, że poszukuję miejsca, w którym mogłabym zamieszkać.

— Dobrze ci z oczu patrzy, Klaro, więc nie dziw się.

— Zawsze pomagasz kobietom w opałach?

— Tylko tobie. — Rumieniąc się, odszedł bez słowa.

Jacob to naprawdę dobry i pomocny mężczyzna. Dlaczego więc skazuję swoje serce na wieczne męki? Rozważając to wszystko, wracam myślami do chwil spędzonych z Nicolasem. Ciekawe, czy mnie szuka, a może zwyczajnie przeszedł już nad tym wszystkim do porządku dziennego? Te ostatnie miesiące bez niego uświadomiły mi, jak bardzo za nim tęsknię, a jednocześnie chciałabym się przed nim skryć najdalej, jak to możliwe. Najdziwniejsze jest to, że wcale go nie nienawidzę. Czy powinnam? Sama już nie wiem. Gdy emocje opadły, zupełnie inaczej teraz na to wszystko patrzę. Fakt, jego rodzina pozbawiła moich rodziców życia, ale to był pościg zupełnie za kimś innym… A może nie patrzę na to obiektywnie z powodu uczuć? Bez względu na wszystko muszę trochę bardziej zatroszczyć się teraz o siebie. Lekarz wyraził się jasno. Postanowiłam iść na studia, ale czy powinnam? Za chwilę i tak będę musiała z czegoś zrezygnować, bo zwyczajnie zabraknie mi czasu. Jak by to powiedział Nico: „Głowa do góry, mała. Jestem pewien, że sobie poradzisz”. A może powinnam się z nim skontaktować? Tyle pytań i zero jednoznacznych odpowiedzi. Siadając przed płótnem, przypominam sobie wszystkie szczegóły jego twarzy. Malowanie jest dużo łatwiejsze niż cała reszta pozostawiona za mną.

Nicolas

Mówi się, że jeśli kogoś naprawdę kochasz, to będziesz wiedział, kiedy pozwolić mu odejść. Ja tak zrobiłem. Pozwoliwszy jej odejść, zrozumiałem, jak wielki popełniłem błąd. Od miesięcy nie mam o niej wieści. Ta niewiedza jest przytłaczająca… Odnajdę ją, bez względu na cenę, jaką przyjdzie mi zapłacić. Odzyskam, przywożąc Klarę w rodzinne strony. Siedząc nad papierami w swojej posiadłości, wyczekuję informacji od detektywów. Ukrywa się przede mną. Gdzie może się znajdować, no gdzie? Żadna kobieta nie jest w stanie jej zastąpić. Kiedy bywam w domu rodzinnym, widzę jej krzątający się po sypialni cień. Nigdy nie przypuszczałem, że miłość może być tak cierpka. Usłyszawszy pukanie do drzwi, wstałem, podchodząc do przeszklonych drzwi.

— Cemre? Co ty tutaj robisz? — Nie czekając na zaproszenie, zdenerwowana weszła do środka.

— Może lepiej usiądź, bo to, co za chwilę ci powiem, zmieni wszystko.

— Nie rozumiem… Uspokój się i przejdź do sedna sprawy.

— Od miesięcy próbujesz odnaleźć Klarę, Nico. Jak do tej pory twoi ludzie jej nie znaleźli. Wiem, gdzie ona jest. — Usłyszawszy to, spojrzałem na nią, nerwowo przeczesując włosy.

— Ty, wiesz? Jakim cudem? Skąd? Kontaktowała się z tobą?

— Nie opowiadaj głupot. Przypuszczam, że przez to, co między wami zaszło, jestem ostatnią osobą, do której chciałaby się odezwać, i… Szczerze? Wcale jej się nie dziwię.

— Jeśli naprawdę wiesz… Cemre, powiedz mi natychmiast — warknąłem z przejęcia. Nie mając żadnych wieści o Klarze od miesięcy, mimo poszukiwań, odchodziłem od zmysłów.

— Z tego, co ustaliłam, przebywa w Teksasie. Mieszka u pewnych farmerów. Poszła na studia.

— Jesteś pewna, że to ona?

— Jestem, Nico. Widziałam ją. W tych zebranych materiałach masz jej zdjęcia, które udało mi się zdobyć.

— Moja siostrzyczka detektywem. Kto by pomyślał… Nie trzymaj mnie w niepewności i pokaż mi je. — Wyciągnąłem rękę.

— Nicolas… To nie wszystko… Ona… zmieniła się i nie wiem, jak to ci przekazać. Nie jest sama…

— Co masz na myśli, mówiąc, że zmieniła się? Ma kogoś? Mów, bo zaraz osiwieję. Spotyka się z kimś?

— Tu nie chodzi o innego mężczyznę, bracie. Ona jest…

— No wykrztuś to w końcu! — krzyknąłem.

— Jest w ciąży. Wygląda na to, że będziesz ojcem.

Nie słyszałem już nic więcej, co mówi moja siostra, gdyż intensywnie przetwarzałem tę informację. Rozpinając guzik od koszuli, zapytałem:

— Jesteś pewna? Klara… Ona nosi moje dziecko. Muszę się z nią zobaczyć… — mamrotałem niczym w transie.

— Nicolas! Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Ona ci nie ufa. Ukrywa się przed tobą. Jak myślisz, co zrobi, gdy znikąd się pojawisz? Nie możesz i nie masz prawa po raz kolejny niszczyć jej życia.

— Co ty, do cholery, do mnie mówisz? Tu nie chodzi tylko teraz o nią! Nosi moje dziecko. Mam prawo przy niej być.

— W normalnych okolicznościach zgodziłabym się z tobą, jednak rozstaliście się w kiepskich nastrojach. Ona pewnie się ciebie boi i chce chronić dziecko.

— Co ty pieprzysz? Przed czym chronić? Jestem jego ojcem! I nie skrzywdziłbym jej ani mojego syna.

— Syna? Mniejsza o to. Nie przed tobą, ale przed tym całym syfem… Przed naszym pochodzeniem. Sam dobrze wiesz, ile razy w dzieciństwie marzyłeś, by urodzić się w normalnej rodzinie.

— Cemre… To była inna sytuacja. Nie jestem naszym ojcem, poza tym nie uważasz, że mam prawo uczestniczyć w życiu tego dziecka?

— Nie do mnie powinieneś skierować to pytanie. Jedyne, o co cię proszę, to żebyś działał z wyczuciem. Tu już nie chodzi tylko o was. — Położyła kopertę na stoliku.

— Masz rację. Ma prawo nie chcieć mnie znać. Odzyskam ją, Cemre. Odzyskam i sprowadzę tutaj. Obiecuję.

— Wiem, że zrobisz wszystko, co w twojej mocy, by ponownie ci zaufała.

Podeszła do mnie, przytuliła, po czym skierowała się w stronę wyjścia.

— Dziękuję, siostra — rzuciłem za nią.

— Podziękujesz, gdy zobaczę was razem, szczęśliwych. — Otworzyła drzwi, znikając po chwili.

Nadal byłem oszołomiony tymi wszystkimi informacjami. Kto by pomyślał, że nawet Cemre zaangażuje się w poszukiwania? Przez ten cały czas przecież widziała, co się ze mną działo. Zdążyłem już przesiąknąć tym cierpieniem, bólem i frustracją po tym, gdy Klara odeszła. Przecież nie miałem prawa jej zatrzymywać… Wyraziła się jasno i konkretnie. A ja… tak bardzo za nią tęsknię. Podniosłem kopertę i wyjąłem z jej wnętrza kilka zdjęć. Drżały mi ręce, gdy na nie spojrzałem. Przedstawiały moją kobietę w różnych sytuacjach życia codziennego. Od razu rzucił mi się w oczy jej zaokrąglony brzuszek. To wszystko jest prawdą — będę ojcem. Wpatrując się w fotografię, aż usiadłem z wrażenia. Tak bardzo mnie nienawidzi, że chciała sama wychowywać nasze dziecko? Jakim zwyrodnialcem jestem w jej oczach, że nie chce, bym uczestniczył w jego życiu? Po chwili wyciągnąłem telefon i napisałem pośpiesznie wiadomość do Mateo, aby poinformował kapitana o gotowości do lotu. Muszę to wszystko zaplanować wcześniej, by jej nie przestraszyć. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, wrócicie do mnie, przysięgam.

Klara

Malując portret Nicolasa, poczułam, jak mały człowiek rozpycha się wewnątrz mnie. Odłożyłam pędzel i uśmiechnęłam się. Dotykając dłonią mojego brzucha, zaczęłam mówić:

— Też brakuje ci taty, co? Ciekawi mnie strasznie, czy jesteś dziewczynką, a może rezolutnym chłopcem? Tak skutecznie nie chcesz się pokazać podczas badań, że nie wiem, jakie ubranka kupić. Nadal nic dla ciebie nie mam, więc obiecaj, że będziesz sobie spokojnie siedział aż do czterdziestego tygodnia. Lekarze nie mają racji, donoszę cię do końca. Kto by chciał z własnej woli wcześniej opuszczać tak bezpieczną przystań, co? — Masowałam miejsce, w którym przed chwilą poczułam ruch. — Lubisz głos mamy, maleństwo? Zastanawiam się cały czas nad tym, jaka byłaby reakcja Nicolasa, gdyby odkrył, że zostaniemy rodzicami. Cieszyłby się? A może wręcz przeciwnie… Zamiast skupiać się na tym, co jest tu i teraz, rozmyślam o mężczyźnie, którego nie ma już w moim życiu. Nie chcę, by moje dziecko wychowywało się w takim środowisku i aby miało ręce splamione krwią, czasami zupełnie niewinnych osób. Głupia byłam, myśląc, że mogę cokolwiek zmienić. Tyle razy groziło mi niebezpieczeństwo, choć sądziłam, że jestem najbezpieczniejszą kobietą na ziemi przy facecie, który skradł moje serce. Tak bardzo się myliłam w wielu kwestiach, ale ciebie… ciebie ochronię, za wszelką cenę.

Odeszłam od sztalugi, umyłam dłonie i wzięłam jedno z jabłek, które podarował mi Jacob. Może mi się tylko wydaje, ale mam wrażenie, jakby chodziło mu o coś więcej niż tylko przyjaźń. A może ja zwyczajnie to wszystko wyolbrzymiam i tak naprawdę to tylko przyjacielski gest?

Nicolas

Nalewając sobie whisky do kryształowej szklanki, czułem na sobie wzrok kompana mojej dzisiejszej podróży. Milczał tak samo jak ja. Bo co miałby mi powiedzieć w takiej sytuacji? Pewnie jeszcze nie otrząsnął się z informacji, które mu zdążyłem przekazać podczas tego lotu. Zastanawiam się nad tym, jak zbliżyć się do niej, nie wywołując przy tym dodatkowego stresu. Muszę dobrze to wszystko zaplanować. Uczucia w tym momencie biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, ale jednego jestem pewien: nie dopuszczę do tego, by nie uczestniczyć w życiu tego dziecka. Klaro, naprawdę chciałaś pozbawić mnie takiego daru, jakim jest rodzicielstwo? Z zadumy wyrwał mnie głos Mateo:

— Nicolas, czy ty słyszałeś, o co przed chwilą cię zapytałem?

Nie chcąc kłamać, odpowiedziałem krótko:

— Nie.

— Tak też właśnie myślałem. Powiedz mi, co zamierzasz? Wtargniesz tak po raz drugi do jej życia?

— Nie od razu. Najpierw ją trochę poobserwujemy, zorientuję się w sytuacji. Nie chcę narażać jej na niepotrzebny stres.

— Niepotrzebny stres? Zdajesz sobie sprawę z tego, że na stres naraziłeś ją w momencie pojawienia się w jej życiu? Teraz, po kilku miesiącach, ponownie zburzysz jej stabilizację, którą zapewne próbowała osiągnąć po waszym romansie.

— Wiem o tym, ale jakie mam inne wyjście? Mam udawać, że o niczym nie wiem? Będę ojcem! I choć może nie jestem do tego przygotowany, to chcę w tym uczestniczyć.

— A co, jeśli jej do siebie nie przekonasz? Odbierzesz jej dziecko?

— Nie zakładaj z góry tak czarnego scenariusza. Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym, ale na pewno nie zamierzam jej już niczego więcej odbierać.

— Musisz być przygotowany na wszystko. Minęło sporo czasu i ona też mogła się zmienić. Może nie być już tą samą Klarą, którą znasz.

— Odzyskam ją i stworzymy pełną rodzinę dla naszego syna.

— Syna?

— Mam przeczucie, że to chłopiec, chociaż z dziewczynki też będę się cieszył.

— Ale cię wzięło. Obyś się nie rozczarował tylko.

— Co masz na myśli?

— Nie, nic. Wynajmę jakiś dom w okolicy, aby nie wzbudzać sensacji w tej małej mieścinie. Musimy działać incognito.

— Wiem. Nie może się dowiedzieć, jeszcze nie teraz, że ją odnalazłem.

— Obawiasz się spotkania po takim czasie?

— Nie. Wiem, że mnie kocha tak samo jak ja ją. Jakoś prędzej czy później dojdziemy do porozumienia.

— Naprawdę zazdroszczę ci tego optymizmu.

— A jak sytuacja z Terrazzino?

— Coś planują, ale nie udało nam się jeszcze dowiedzieć co. W każdym razie twój ojciec kazał uzbroić więcej osób.

— I dobrze. Spodziewam się, że będą chcieli zacząć realizować zemstę. Wylizali rany, to będą atakować z każdej możliwej strony.

— Źle zrobiłeś, wypuszczając Lucasa.

— Cóż… czasu nie cofnę. Było, minęło. Najważniejsze, by nie dowiedzieli się o Klarze i dziecku, bo wtedy za wszelką cenę będą chcieli mi ją odebrać.

Pokiwał głową.

Wyjąłem telefon, gdzie miałem nasze wspólne zdjęcie, które zrobiliśmy sobie z Klarą podczas pobytu w moich rodzinnych stronach. Wpatrując się tak po raz tysięczny w nasze uśmiechnięte twarze, uświadamiałem sobie coraz bardziej to, że ona nie jest tylko moją miłością, ale i przeznaczeniem. Od niego nie ucieknę. Nie jestem tym, kim chciałaby, bym był, ale kocham ją niczym szaleniec walący co chwilę głową w ścianę. Tyle przeszła, a ja zniszczyłem ją do końca. Czy jej serce będzie potrafiło mi wybaczyć, nauczyć się mnie na nowo? Chociaż na chwilę chciałbym przestać czuć się winny. Tak bardzo pragnę usłyszeć, że zapomina o złych rzeczach, że jest dla nas jeszcze nadzieja. Odkładając telefon, ułożyłem się wygodnie, zamykając oczy i modląc się, by ta podróż dobiegła końca.

Klara

— Jak ty się czujesz, dziecinko? Jesteś taka blada. Dziecko, czy ty w ogóle coś jesz? — zapytała mnie pani Tomson, która przypomina mi trochę moją nadopiekuńczą babcię.

— Dobrze, nie licząc tego, że staję się coraz większa. — Uśmiechnęłam się do niej promiennie.

— Takie uroki ciążowego cyklu. Zobaczysz, po wszystkim jeszcze zatęsknisz za tym. Ja jak nosiłam Toma, to też nie mogłam się doczekać rozwiązania, a z Jacobem chciałam, by ten stan trwał jak najdłużej. Wspomnisz moje słowa. — Przytuliła mnie, zapewne wyczuwając u mnie przygnębienie.

Moje pojawienie się w ich domu zaburzyło ich dotychczasowy styl życia, ale nigdy nie słyszałam, by im to przeszkadzało. Od początku są dla mnie bardzo dobrzy. Czuję się z nimi swobodnie, jakby byli moją rodziną. Na tę chwilę są nią. Obudziwszy się z tych rozmyślań, odpowiedziałam:

— Cieszę się, że niebawem na świecie pojawi się moje dziecko, ale jednocześnie jestem taka przerażona. — Uniosłam głowę, wpatrując się w jej zmęczoną twarz.

— Wszystko będzie dobrze, zaufaj sobie, kochana. Ja wiem, że teraz wydaje ci się to wręcz nierealne, ale wszystko z czasem nabierze znowu jasnych barw. Myślałaś nad imieniem?

— Jeszcze nie.

— Posłuchaj… Nie martw się niczym. Możesz zostać u nas tak długo, jak chcesz. Ja się nawet z tego cieszę, że jesteś z nami. Mam kogoś, z kim mogę porozmawiać. Czy ty wiesz, jak czuje się kobieta wśród trzech mężczyzn? — Na jej twarzy dostrzegłam unoszące się kąciki ust.

— Dziękuję, jesteście dla mnie tacy dobrzy, jednak będę musiała prędzej czy później zacząć rozwiązywać swoje problemy. Nie mogę całe życie uciekać.

— Bardzo słuszna decyzja. Nie wiem, co ten facet ci zrobił, ale jest ojcem twojego dziecka, może warto by było rozważyć przynajmniej poinformowanie go o tym, że zostanie tatą?

— On… nie jest zwykłym mężczyzną. Obawiam się, że nasze dziecko mogłoby skończyć tak jak on…

— Oj dziecko, dziecko. Sprawy damsko-męskie nigdy nie należą do prostych, ale warto przebaczać i próbować dążyć do normalności we dwoje. Przecież widzę, że ty nadal darzysz go ogromnym uczuciem.

— To wszystko nie jest takie proste.

— Dziecko… Jak pożyjesz tyle, co ja, zrozumiesz, że nic w życiu nie jest proste i o wiele w nim trzeba zawalczyć, zwłaszcza jeżeli w grę wchodzi stworzenie rodziny. Ale ostateczna decyzja należy do ciebie i zrobisz tak, jak będziesz uważała. — Wstała, po czym skierowała kroki w stronę wyjścia. — Obiad będzie za dwie godziny. Jacob po ciebie przyjdzie.

— Pojawię się wcześniej, to pomogę pani przy zastawie.

— Odpoczywaj, a ja się wszystkim zajmę. — Przeszła przez drzwi, zatrzaskując je za sobą.

A ja? Znowu zostałam z ziarnem niepewności zasianym przez naszą rozmowę. Przecież nie mogłam im zdradzić, kim tak naprawdę jest ojciec mojego dziecka, a nie chcąc kłamać, wolałam o nim nie mówić nic. Miliony razy chwytałam za telefon, wpisując jego numer… Za każdym razem jednak coś mnie powstrzymywało. Może powinno zostać tak, jak jest? Pora pomyśleć o sobie i tym małym człowieczku i o nikim więcej.

Nicolas

— Nicolasie, dolecieliśmy. — Otworzyłem zaspane oczy, wpatrując się w stojącego nade mną Mateo.

— I dobrze, bo ta podróż nie należała do udanych. Ciągnęła się w nieskończoność.

A może po prostu tak mi się wydaje, bo chciałbym być jak najbliżej niej? — pomyślałem.

— Podczas gdy ty spałeś, ja organizowałem nam dom. Nie są to jakieś luksusy, ale…

— Ale nie będziemy aż tak rzucać się w oczy. Przynajmniej do czasu, gdy nie zaczniemy bywać w miasteczku. Przypuszczam, że nowi są tematem numer jeden w tych stronach. Zawsze jakaś odskocznia od nudnego, wiejskiego życia.

— No właśnie tak. Powiem szczerze, że to jest straszne odludzie. Mało kto zagląda w te strony.

— Dlatego nie mogłem jej odszukać. Nikt by nawet nie pomyślał o tym, że może być właśnie tutaj.

— Nikt oprócz twojej siostry. Powiem ci, że robi to na mnie wrażenie.

— Na tobie wszystko robi ogromne wrażenie, co jest z nią związane. Podkochujesz się w niej od wielu lat — zacząłem drwić.

— Dobra, skończmy ten temat. Przecież wiem, że nie mam u niej szans.

— Skąd możesz o tym wiedzieć, skoro nigdy nawet nie zapytałeś jej, czy by z tobą gdzieś wyszła?

— Cemre ma dominującą osobowość. Obawiam się, że przez to nigdy nie odważę się na taki ruch.

— Twój wybór. Wiesz, że jak coś, to sam mogę jej coś szepnąć.

— Wiesz co… Siedź tu i śmiej się ze mnie dalej, a ja jadę rozgościć się w naszym nowym domu. — Spojrzał na mnie zmieszany i podenerwowany tym, że mógłbym wyjawić mojej siostrze jego pilnie strzeżoną tajemnicę.

— Już się tak nie denerwuj. Czasami trzeba pomóc szczęściu. A wy dwoje…

— Błagam, nie kończ! I ruszajmy, jeśli mamy zobaczyć ten dom za dnia.

— No dobrze, nie bulwersuj się, bo ci żyłka pęknie, ale wiesz, ty i Cemre… Zdecydowanie bylibyście śmieszną parą.

— Dziękuję ci bardzo, przyjacielu. — Drwiąc z jego wyrazu twarzy i nadąsania, choć przez chwilę mogłem zapomnieć o swoich troskach.

Wychodząc z samolotu, prawie przewróciłem się ze śmiechu, który opanował mój umysł. Wyobraźnia zdecydowanie płatała mi figle na myśl o tej dwójce — dorosłych ludzi, a błądzących jak dzieci we mgle. Przecież od dawna wiem, że i moja siostra ma na niego oko, jednak obiecałem przez te wszystkie lata milczeć, ale dużej normalnie nie wytrzymam i w końcu nadejdzie dzień, w którym któremuś z nich zdradzę prawdę.

Klara

— Dziecinko, powiedz, co zamierzasz? Za parę miesięcy urodzisz i praca w sklepie z pamiątkami nie będzie możliwa, do tego wszystkiego jeszcze studiujesz. Z czegoś będziesz musiała zrezygnować, chyba że… — Rozkładając sztućce na stole, usłyszałam zatroskany głos pani Mery.

— Ma pani rację, będę musiała zapewne zrezygnować z nauki. Praca będzie mi potrzebna.

— Tak sobie pomyślałam, że gdybyś chciała z nami zostać, to mogłabym parę godzin dziennie pilnować maleństwa. A ty w tym czasie na spokojnie zajęłabyś się swoimi sprawami, nie rezygnując z niczego. W sklepie i tak pracujesz na pół etatu, a myślę, że jeśli dobrze to rozegrasz, to Bill też bardzo chętnie cię wesprze. Rozmawiałam z nim, jest bardzo zadowolony z twojej obecności w sklepie.

Odwróciłam się i spojrzałam w jej stronę. Poczułam, jak po policzkach spływają mi najprawdziwsze łzy.

— Jesteście dla mnie tacy dobrzy. Jak ja wam się odwdzięczę?

— Wniosłaś w nasze życie wiele pozytywnej energii. Bardzo byśmy wszyscy chcieli, abyś tutaj została. Jesteś dla mnie jak córka, której nie było mi dane mieć. — W tej jednej chwili obie już płakałyśmy. Podeszłam do niej i z wielką sympatią ją przytuliłam.

— A co tu się wyprawia? — Do kuchni niczym jeden mąż wparowali Tom i Jacob. –Przytulanki beze mnie? — Jacob doskoczył do nas i bardzo mocno nas objął. Tom trzymał się z boku, obserwując całą sytuację. Nie był wylewny. Dwa lata temu w wypadku stracił żonę i od tego czasu stał się odludkiem — z tego, co wywnioskowałam po rozmowie z Billem w sklepie.

— Oj, synu! No już, siadaj do stołu. Zobacz, jak Klara pięknie go udekorowała.

— Proszę nie przesadzać, to tylko trochę żywych kwiatów i poskładane serwetki przy sztućcach.

— Uwierz mi, że dla mamy to wiele znaczy. Od lat nikt tak nie przystrajał stołu do posiłku.

Zauważyłam, że Tom się obruszył. Aby nie czuł się już tak niekomfortowo, błyskawicznie zmieniłam temat.

— A wiecie, że podobno Bill jest bardzo zadowolony z mojej pracy u niego?

— Nie mogło być inaczej. Jesteś kreatywna, pomysłowa, przyciągasz do siebie ludzi jak magnes.

— No ciebie, Jacob, w szczególności, co? — zapytał drwiąco Tom.

— Ej, to już cios poniżej pasa! — krzyknął w jego stronę, ukradkiem zerkając na mnie.

— Oj, chłopcy, przestańcie. Dorośli mężczyźni, a jak dzieci. Gdzie jest wasz ojciec? Pierwsze danie wystygnie.

— Pójdę po niego — odezwał się Tom, po czym wstał i wyszedł przez kuchenne wyjście na ganek.

— Widziałem, że tłumik ci się prawie przy aucie urwał. Naprawię go wieczorem, a do pracy cię podrzucę. — Jacob badawczo patrzył na mnie, czekając na jakąś reakcję z mojej strony.

— Nie musisz. Naprawdę nie chcę być dla was problemem.

— Nie jesteś! — odpowiedzieli jednocześnie matka z synem, niczym jeden mąż.

— Ale…

— I nie ma żadnego „ale”, kochaniutka. Jacob zawiezie cię, a wieczorem odbierze. Bądź spokojna.

Już nic więcej się nie odzywając, pokiwałam głową na znak zgody. Nie chciałam wprowadzać większego zamieszania. Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł jako pierwszy starszy, siwowłosy mężczyzna, a za nim Tom. Był kopią swojego ojca, za to Jacob wdał się w matkę. Obaj byli bardzo przystojni i umięśnieni. Zdecydowanie praca na roli przysłużyła się ich kondycji.

Po co komu siłownia, skoro wystarczy wiejskie życie, by dobrze wyglądać? — pomyślałam. Obaj o jasnoniebieskich oczach. Jednak na tym byłby koniec podobieństw. Mają zupełnie inne charaktery, są jak ogień i woda, jednak zawsze stoją za sobą murem, jeśli wymaga tego sytuacja.

— Dobrze, że już jesteście. Umyjcie dłonie i siadajcie do obiadu, bo całkiem wystygnie. — Starsza kobieta nalała zupy na talerze i ostrożnie postawiła je na stole. Po chwili sama zajęła miejsce obok mnie, oczekując na męża i syna. W ich domu panowało wiele zasad. Jedną z nich było to, iż każdy posiłek spożywają wspólnie, a śniadania, obiady czy kolacje zawsze rozpoczyna najstarszy członek rodziny. Z początku wydawało mi się to dziwne, jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że wspólne przebywanie podczas posiłków ich do siebie zbliża. Chciałabym kiedyś móc usiąść tak ze swoją rodziną, jednak od dłuższego czasu już przestałam się łudzić, że tak się kiedykolwiek stanie.

Gdy już wszyscy zasiedliśmy do spożywania posiłku, miałam wrażenie, że Jacob nie może oderwać ode mnie wzroku. Czułam, jak moje policzki przybierają kolor dojrzałych malin. Spuściłam wzrok, udając, że pochłania mnie w całości jedzenie zupy. Zastanawiałam się, czy powinnam z nim porozmawiać o tym? A jeśli wyolbrzymiam całą sytuację i to wszystko mi się wydaje? Postanowiłam, że na razie będę obserwowała rozwój wydarzeń, a jeśli zajdzie potrzeba, wtedy ewentualnie ostudzę jego zapał. Przebywając w ich towarzystwie, naprawdę mogę zaznać rodzinnej atmosfery. Czuję się bezpiecznie, a każdy potencjalny problem wydaje się łatwy do rozwiązania. Do tej pory tego w moim życiu brakowało, ale przy nich wydobywam z siebie siłę, która pozwala mi na stawienie czoła moim demonom, które prędzej czy później wypełzną z mroku.

Nicolas

— Daleko jeszcze ten dom? O której zaczyna pracę w tym sklepiku?

— O nie, Nico. Obiecałeś, że będziemy trzymać się na uboczu, aby ludzie nie gadali o nas w mieście. Po co ci to?

— Muszę ją zobaczyć, chociaż przez ułamek sekundy. Zaparkujesz przed sklepem, przecież nie zauważy nas.

— I tyle by było z naszych ustaleń.

— Zachowujesz się tak, jakbyś mnie znał raptem pięć minut, Mateo.

— Ooo… Znam cię praktycznie całe życie i aż dziwne, że łudziłem się, że tym razem postąpisz inaczej. Jednak rozumiem. Kochasz ją, nie widziałeś jej od miesięcy. Sam bym tak postąpił.

— Nie jej, a ich! Czyli mój przyjaciel mnie nie potępia? Dobrze wiedzieć. — Parsknąłem pod nosem, zaciskając w dłoni łańcuszek, który oddała mi tamtej feralnej nocy.

Gdyby tylko można było cofnąć czas… Podjąłbym wiele innych decyzji, włączając w to mój sekret względem Klary. No ale nie mogę, a ja w gruncie rzeczy nie jestem typem mężczyzny, który siedzi i płacze nad rozlanym mlekiem. Wolę działać niż biadolić. Świadome decyzje są częścią mojej osobowości, bez względu na wynikające z tego konsekwencje.

— To co w końcu robimy? Jeśli chcesz ją zobaczyć, to proponuję najpierw poczynić obserwacje pod sklepem. Za pół godziny Klara będzie zaczynała zmianę. A później sugeruję wizytę w naszym tymczasowym lokum.

— Świetnie! W międzyczasie zamów nam coś do jedzenia.

— Lepiej wysłać Kemala po zakupy. Zamawianie jedzenia przez obcych może za bardzo się rzucić w oczy.

— Masz rację. To który z was gotuje?

— Żartujesz, mam rację?

— Czy wyglądam, jakbym żartował? Ja nigdy niczego nie ugotowałem, no oprócz wody w czajniku.

— Wiem. Ja jakąś jajecznicę mogę usmażyć. Co do reszty… to wątpię, że chciałbyś tego spróbować.

— No cóż, wygląda na to, że będzie trzeba kupić gotowe dania w sklepie do podgrzania. Przynajmniej do czasu, aż nie porozmawiam z Klarą.

— Zastanawiałeś się nad tym, co jej powiesz, gdy dojdzie do konfrontacji między wami?

— Jeśli oczekujesz szczerej odpowiedzi, to nie mam pojęcia na ten moment. Mam tylko nadzieję, że choć trochę mniej mnie nienawidzi. — Wypowiadając to zdanie, miałem przed oczami nasze ostatnie spotkanie i to, co mogłem wyczytać wtedy z jej twarzy. Wspomnienia tamtej nocy powodują u mnie palpitacje serca. Tak bardzo starałem się jej nie skrzywdzić, zatrzymać przy sobie. Bojąc się, kompletnie przestałem myśleć o szczerości, która dla niej jest wszystkim. Mam tyle sekretów, tyle przelanej krwi na dłoniach i mimo to była przy mnie, zanim Paola zdradziła jej okoliczności śmierci rodziców. Jestem wściekły, ale wyłącznie na siebie. Nawet ojciec radził mi, abym powiedział jej o nocy sprzed dwudziestu lat. W jednym miał rację — związku nie zbuduje się na kłamstwach. Prawda prędzej czy później wyjdzie, niszcząc wszystko po drodze.

— Jesteś podekscytowany tym, że ją ujrzysz, co?

— Wydaje ci się. — Pomyślałem, że zna mnie jak nikt inny, ale nie zamierzam okazywać swoich słabości. A ona jest jedyną moją słabością.

— Mnie nie oszukasz, ale niech ci będzie. — Uśmiechał się pod nosem.

— Myślisz, że ona przez ten cały czas myślała tak intensywnie o mnie, jak ja o niej?

— Nie wiem, ale jednego jestem pewien. Ona naprawdę darzyła cię uczuciem, a zważając na okoliczności i fakt, że nosi twoje dziecko, to… raczej nie zapomniała.

— Taki ze mnie twardziel, sam przecież wiesz, a przy niej jestem całkowicie bezbronny. Ta podatność nie jest dobra, Mateo, w naszym świecie. W imię zemsty jestem przez to łatwym celem. Dlatego jak najdłużej każdy z naszych wrogów musi myśleć, że jej już nie ma w moim życiu.

— Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. Jednak długo nie ukryjesz tego, że nosi twoje dziecko. Stanie się łatwym celem i przynętą.

— Wiem. Dlatego tak zależy mi, by ją stąd zabrać. Przez cały czas będzie miała ze sobą ochronę.

— Nicolas, ona najbezpieczniejsza jest z dala od ciebie, tak jak w ciągu tych ostatnich miesięcy.

— Myślisz, że o tym nie wiem? Jednak nie potrafię bez niej żyć. A teraz mam dodatkową motywację do odzyskania jej.

— Dziecko.

— Właśnie tak. Terrazzino nie śpi. Będzie się mścić. Wojna wisi w powietrzu. Wiem, że ją z nimi wygram, ale wiem też, że będą chcieli odebrać mi to, co kocham. Zwłaszcza Paola. Dlatego tak ważne jest teraz, abyśmy jak najszybciej zabrali stąd kobietę, którą kocham.

Spoglądam na widok za oknem i dostrzegam piękne, majestatyczne puste przestrzenie, niekończącą się drogę, a po obu jej stronach rozciągające się bezdroża, prerie i dziką naturę. Co jakiś czas mijamy bramy wjazdowe na ranczo i samotnie stojące stacje benzynowe. W tym stanie zdecydowanie czuć niesamowitą atmosferę. Ludzie żyją tutaj tak, jakby czas się zatrzymał. Nic dziwnego, że wybrała właśnie to miejsce. Teksas oznacza tyle, co „przyjaciele”, „sprzymierzeńcy”. Szukała bezpiecznej oazy spokoju i serdecznych ludzi. Tutaj zapewne to odnalazła. Dojechaliśmy właśnie do miasteczka o nazwie Star in the sky, a właściwie Estrella en el cielo — po hiszpańsku. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego kompana:

— To tutaj. Nazwa tego miasteczka całkiem adekwatna do sytuacji. „Gwiazda na niebie”. Ciekawe, kto wymyśla takie teksty? — roześmiał się Mateo, a ja, nie mogąc myśleć już o niczym innym, czekałem w napięciu na moment, w którym będę mógł na własne oczy przekonać się o wszystkich poznanych w ostatnim czasie newsach. W miasteczku panował spokój, tak jak przypuszczałem. Mało kogo można było dostrzec na ulicy. Jedynie sklepikarze od czasu do czasu przechadzali się przed swoim dobytkiem.

Zatrzymaliśmy się przed jednym z wielu domków handlowych, bo tak przynajmniej one wyglądają, to całe miasteczko wygląda tak przytulnie, że sam mógłbym tutaj na dłużej się zaszyć. Czekałem w napięciu na to, by kobieta, której oddałem całego siebie, pojawiła się. Aż wreszcie to nastąpiło! Już żaden z nas nic nie mówił, obserwując wszystko w milczeniu.

Klara

Z rancza do miasteczka dzieliło nas raptem jakieś piętnaście minut podróży autem. Zapinając szelki od obszernych ogrodniczek, myślałam o kolejnej wizycie u lekarza. Czy tym razem poznam płeć istotki noszonej pod sercem? Wiadomość o ciąży spadła na mnie nieoczekiwanie.

Pamiętam dzień, w którym spojrzałam na test, a na nim pojawiły się dwie grube kreski. Byłam załamana po romansie z Nicolasem, a ta informacja wcale nie polepszyła mojej sytuacji. O ciąży powiedziałam jedynie kilku zaufanym osobom, w tym Matyldzie. To ona naciskała na wizytę u lekarza. Udałam się na drugi dzień na prywatną wizytę. Usłyszałam jedynie: „gratuluję, będzie pani mamą”, a ja zastanawiałam się nad tym, co dalej. Co się stanie, jeśli któregoś dnia w Sopocie spotkam miłość mojego życia? Pracowałam jeszcze chwilę w restauracji, odkładając każdą zaoszczędzoną złotówkę. Jednak któregoś dnia w pracy poczułam silny ból w podbrzuszu. Później wszystko pamiętam jak przez mgłę. Karetka, szpital i słowa lekarzy, że muszę o siebie zadbać, bo inaczej stracę dziecko. Nie chciałam i nie mogłam dłużej tam zostać. Dlatego postanowiłam, że wrócę w rodzinne strony, jednak los bywa przewrotny. Okazało się po tygodniu, że dostałam się na moje upragnione studia, jednak wiązało się to ze zmianą całego dotychczasowego życia. To nie było dwieście kilometrów, a ponad dziewięć tysięcy, bo tyle dzieliło mnie od tego stanu w Ameryce. Ludzie tutaj podają wszystkie odległości w milach. Jakim cudem się dostałam? Nie wiem, jednak pomyślałam sobie w tamtej chwili, że to dobra opcja, by już nigdy więcej nie wpaść na ojca mojego dziecka. Im dłużej tutaj przebywam, tym częściej zastanawiam się, czy podjęłam słuszną decyzję.

Zakładając buty, słyszę głos Jacoba, że musimy już jechać i żebym się pospieszyła. Biorę portfel, wkładam go do torby i wychodzę z mojego tymczasowego domu. Przed drzwiami widzę, że czeka już na mnie najlepszy facet, jakiego miałam okazję poznać. Naprawdę on i jego rodzina bardzo mnie wspierają.

— Daj tę torbę, zaniosę ją — mówi.

— Spokojnie, jest praktycznie pusta. Dam radę. — Uśmiecham się do niego z lekko wymuszonym wyrazem twarzy. Bywają chwile, że czuję się przy nim jakoś nieswojo. Z czego to wynika, nie wiem. Może zwyczajnie jestem przewrażliwiona.

— Tak sobie pomyślałem, że po pracy moglibyśmy skoczyć do naszego miasteczkowego kina. Wprawdzie nie grają tutaj nowości, ale na pewno znajdziemy coś dla siebie. Oczywiście jeśli chcesz i będziesz miała ciut siły.

— Z przyjemnością. — Czując, że jestem mu coś winna, zgodziłam się, choć szczerze mówiąc, wolałabym w tym czasie skończyć portret Nico. Zostało jeszcze sporo pracy, a zaliczenie tuż-tuż.

Otworzył po mojej stronie drzwi furgonetki, bym wsiadła. Zajmując miejsce po stronie pasażera, przypomniałam sobie podobną sytuację, tyle że z udziałem kogoś innego. Jacob usiadł obok mnie z drugiej strony i ruszyliśmy drogą w stronę miasta. Nie będąc skłonna do rozmów, odwróciłam twarz w stronę przebijających się promieni słońca i udawałam, że odpoczywam. Nie naciskał. I tak podróż upływała nam w milczeniu. Zasnęłam, nie wiedząc nawet kiedy. Sen w ostatnim czasie jest dla mnie lekarstwem na wszystko. Często w nich widuję Nicolasa wyciągającego w moją stronę rękę. Widzę jego zatroskaną twarz, te piękne piwne oczy i pełne słodkości usta. Tak je właśnie zapamiętałam. Usta dające tyle rozkoszy. Słyszę z oddali czyjś głos, nienależący do mężczyzny, na którego patrzę.

— Klaro, dojechaliśmy. Obudź się. — Usłyszałam i z niechęcią otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą twarz Jacoba, nie Nico.

— Przepraszam, musiałam przysnąć — odpowiedziałam, odsuwając się od niego.

— Nic się nie stało. Coś chyba miłego ci się śniło, bo tak się uśmiechałaś — stwierdził, nie odrywając ode mnie wzroku. Czułam, jak moje policzki płoną.

Aby zmienić temat, zapytałam:

— To widzimy się za cztery godziny?

Spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.

— Oczywiście, tylko nie wiem, czy dziś dłużej nie pracuję, więc jak coś, to napiszę. Poczekaj, zaraz ci pomogę.

Pospiesznie wysiadł, by po chwili otworzyć drzwi po mojej stronie. Dostrzegłam w nim jakąś zmianę, której nie potrafiłam zidentyfikować. Podałam mu rękę, a on, chwytając mnie w talii, uniósł i postawił obok auta. Zamarłam na moment. Biła od niego jakaś pewność. Coś się zmieniło.

— Dziękuję, ale nie musiałeś.

— Musiałem — odpowiedział, gładząc mnie po ramieniu. — Przyjadę za parę godzin. Uważaj na siebie.

Pochylił się i pocałował mnie w policzek. Miałam wrażenie, że oblał się perfumami całej drogerii.

Odwróciłam się i skierowałam w stronę wejścia, przez cały czas czując na sobie czyjś wzrok. Z jakimś dziwnym niepokojem w sercu zniknęłam za drzwiami.

Nicolas

— Patrz, ktoś podjeżdża pod sklep.

— Chyba nie sądzisz, że to Klara przyjechała tą rozklekotaną furgonetką? — oznajmiłem, pewien swego.

— Zaraz się przekonamy — odpowiedział Mateo.

Czekaliśmy dłuższą chwilę, aż z samochodu wysiadł postawny mężczyzna. Pędem wręcz obszedł auto, otwierając drzwi po stronie pasażera. Zobaczyłem, jak unosi kobietę o blond włosach i stawia ją na chodniku. Pomyślałem sobie, że to jakaś zakochana para, aż mnie zaczęło mdlić na ich widok. Nie dostrzegłem od razu twarzy kobiety. Dopiero po chwili rozpoznałem moją Klarę. Poczułem, jak puls mi przyspiesza, a pięść zaciska się na znak buzującej we mnie złości. Miałem ochotę wysiąść i dać w pysk facetowi, który śmiał się do niej zbliżyć.

— Nicolasie, tylko spokojnie. — Mój przyjaciel przytrzymał mnie za ramię, bo wiedział, co zamierzam zrobić.

— Mam być spokojny? Czy ty to widzisz? On ją dotyka!

Dostrzegłem, jak coś do niej mówi, po czym pochyla się i całuje ją. Nie wytrzymałem. Chwyciłem za klamkę, jednak drzwi ani drgnęły.

— Do cholery! Mateo, wypuść mnie z tego przeklętego auta! — Sapałem w tym szale, niczym rozwścieczony czerwoną płachtą byk.

— Nie pozwolę ci teraz do niej tam podejść, rozumiesz? Musisz opanować się. Kiedy ty się wściekałeś, ja obserwowałem ulicę po drugiej stronie. Ktoś robi im zdjęcia z ukrycia.

Uspokoiłem się na chwilę, słuchając tego, co mówi Mateo. Spojrzałem na drugą stronę. Rzeczywiście ktoś z auta pstrykał im fotki. Obróciłem ponownie głowę w stronę sklepiku, w momencie gdy akurat wchodziła do budynku. Zdenerwowany chciałem jechać za człowiekiem, który był bliżej z nią niż ja. Pohamowałem gniew, myśląc szybko i racjonalnie.

— Jedź za tym niebieskim autem. Dowiemy się, do czego i komu potrzebne są zdjęcia Klary.

Kiedy ruszaliśmy, spojrzałem jeszcze raz na stare drewniane drzwi, po czym wyjąłem telefon, aby wybrać numer Kemala. Nie chcąc rzucać się w oczy, przyleciałem tylko w towarzystwie Mateo, natomiast Kemal miał do nas dołączyć niebawem.

Po dłuższej chwili oczekiwania w końcu odebrał.

— Tak, szefie?

— Doleciałeś już? Jeśli tak, to twoim kolejnym zadaniem jest obserwacja Klary. Chcę wiedzieć o każdym, nawet najmniejszym szczególe. Rozumiesz? — Mój szorstki głos odbił się echem po wnętrzu naszego pojazdu. Kątem oka dostrzegłem spojrzenie Mateo i widziałem, jak bardzo martwi go ta cała sytuacja, do której sam doprowadziłem.

— Przyjąłem.

— Kemal, jeśli coś się stanie, to wyciągnę wobec ciebie konsekwencje. To bardzo ważna misja, nie zawiedź mnie.

— Czy kiedykolwiek szefa zawiodłem? Będę miał na nią oko za dnia i w nocy.

— Jesteśmy w kontakcie. Lokalizację domu znasz. Informuj mnie na bieżąco. — Urywając połączenie, odezwałem się: — Patrz, skręca. Zaraz opuścimy miasto. Myślisz, że to informator Terrazzino?

— Nie wiem. Jeśli tak, w takim razie obserwują dziewczynę od dawna, a to oznacza, że wiedzieli o wszystkim przed nami.

— Cholera jasna! Przez tyle miesięcy sądziłem, że będąc z dala ode mnie, pozostaje bezpieczna, a tu się okazuje, że mój wróg jest o krok przed nami.

— Zastanawiające jest, że do tej pory nie wykonali żadnego ruchu, jeśli oczywiście rzeczywiście to oni. Wrogów nam nie brakuje.

— Za chwilę się o tym przekonamy.

Trzymając dystans, wjechaliśmy na piaszczystą drogę. Przed nami rozciągał się jedynie pustynny krajobraz, a słońce paliło nawet przez zamknięte szyby. Wynalazkiem życia jest klimatyzacja, bez niej pływalibyśmy w zapachu swoich feromonów.

— Nicolasie, widzisz ten zarys przed nami?

— Widzę.

Na horyzoncie, między niebem a ziemią, dostrzegliśmy stary rozpadający się budynek. Był wysoki o nietypowych kształtach. Pomalowany na czerwono, przypominał stodołę bądź stajnię. Ten rejon miał zupełnie inne konstrukcję niż te, które mogliśmy spotkać w innych częściach świata. Mateo zgasił silnik i trzymał się z tyłu w odpowiedniej odległości, by nieznajomy nas nie dostrzegł. Resztę trasy pokonaliśmy na własnych nogach. Auto, którym przyjechał mężczyzna, stało zaparkowane tuż przed wysokimi drzwiami budynku. Musieliśmy być bezszelestni, bo każdy najmniejszy błąd mógł zdradzić naszą obecność. Zobaczyliśmy dostawioną drabinę do okna na górnej kondygnacji. Dałem znak kompanowi, by wszedł po niej, a ja, obchodząc budynek, wślizgnąłem się do środka przez tylne wejście.