Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
322 osoby interesują się tą książką
Vivian Harrington całe życie była posłuszną córką wpływowego polityka. W świecie, w którym władza znaczy więcej niż wolność, nauczyła się milczeć i podporządkowywać. Wszystko zmienia się w chwili, gdy dowiaduje się, że jej przyszłość została przypieczętowana aranżowanym małżeństwem.
William Langford jest dokładnie tym, czego powinna się obawiać. Dziedzic fortuny, ulubieniec plotkarskich portali, mężczyzna, który nie wierzy ani w miłość, ani w zobowiązania. Cyniczny, bezczelny i niebezpiecznie pociągający, traktuje ich ślub jak kolejny układ, który można zignorować.
Wspólne życie pod okiem mediów, wymuszone wystąpienia i nieustanna presja sprawiają, że granica między nienawiścią a pożądaniem zaczyna się zacierać. Gdy pojawiają się sekrety, manipulacje i zagrożenie czające się bliżej, niż Vivian przypuszcza, ich relacja przestaje być tylko grą.
Czy aranżowane małżeństwo może przerodzić się w coś prawdziwego, kiedy stawką jest władza, reputacja i bezpieczeństwo?
„Żona z przymusu” to grzeszny romans dla fanek motywu aranżowanego małżeństwa, zakazanego pożądania, władzy i sekretów, które mogą zniszczyć wszystko.
Nowelka z Grzesznej kolekcji Inanny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 151
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Żona z przymusu
Elżbieta Chróścicka
Wydawnictwo Inanna
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 3
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Gabinet ojca zawsze działał na mnie jak zimny prysznic. Ciężkie drewno, zapach cygar i idealne rzędy książek ustawione pod linijkę – cały wystrój dosłownie krzyczał, że to nie jest miejsce na emocje, a na posłuszeństwo. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, brat siedział już naprzeciwko ojca, zgarbiony, z dłonią zaciśniętą na pasku plecaka, który trzymał na kolanach. Wiedziałam, że wpakował się w tarapaty. Ojciec nigdy nie zapraszał nas tu, żeby pogadać, tylko po to, żeby któreś z nas zmiażdżyć.
– Skoro twoja siostra tutaj dotarła, powtórz, co zrobiłeś w szkole – powiedział chłodno ojciec, tak jak zawsze tuż przed wbiciem komuś noża w plecy.
Ethan przełykał nerwowo ślinę i co rusz zerkał na mnie tak, jakbym była w stanie mu pomóc. Nim się odezwał, usiadłam na fotelu obok niego i spojrzałam na niewielkie rozcięcie na jego wardze.
– To nie była moja wina – zaczął, spoglądając na wściekłego ojca. – Naprawdę. To on mnie sprowokował, tato.
– Nie interesuje mnie prowokacja – przerwał mu zimnym tonem, jednocześnie uderzając dłonią o biurko. – Interesują mnie fakty.
Brat spuścił głowę, a ja mimowolnie zacisnęłam pięści. Chciałam mu pomóc, chciałam go obronić, jednak z naszym ojcem nigdy nie było dyskusji. Szczególnie teraz, kiedy ogłosił swoją kandydaturę na prokuratora generalnego stanu Nevada.
– Fakty są takie, że pobiłeś syna dyrektora. Cholerny tydzień przed rozmową o twoim przyjęciu do programu przygotowawczego na Harvardzie! – krzyknął, podchodząc do chłopaka, po czym ścisnął mocno jego ramię i podniósł go z krzesła. – Jak myślisz, gówniarzu, jak to wpłynie na twoją reputację, a zwłaszcza na moją? Masz osiemnaście lat. To wiek, w którym błędy już kosztują.
Mechanicznie podniosłam się z krzesła i stanęłam między nimi, patrząc wymownie na ojca, który puścił Ethana, a następnie obszedł biurko i położył dłonie na jego blacie. Chciałam krzyczeć, że Ethan nie jest problemem, że największym problemem w tej rodzinie jest ojciec, który widzi w nas tylko swoje polityczne projekty, ale nie miałam na tyle odwagi.
– Nie będę przez całe życie ciągnął za tobą posprzątanych trupów – warknął mężczyzna.
– Mówiłem już, że nie chcę iść na Harvard. Od trzech lat przygotowuję się na Oxford – stwierdził Ethan, poprawiając marynarkę.
– Ja i twoja świętej pamięci matka byliśmy absolwentami Harvardu, Vivian też tam studiuje i ty również będziesz. – Jego ton był zimny i władczy.
Serce biło mi jak szalone, wiedziałam, że nie ma sensu ciągnąć tej rozmowy, bo skończy się tak jak ostatnim razem. Miałam dość przerywania ich klasycznych szarpanin. Wiedziałam, że muszę szybko zmienić temat, żeby mój brat nie ucierpiał jeszcze bardziej.
– – Po co zostałam wezwana? – zapytałam, kiedy Ethan już otwierał usta, by coś powiedzieć.
– Mamy do pogadania – oznajmił ojciec, kierując wzrok w moją stronę. – Ethan, wyjdź.
– Tato, ja przepraszam – westchnął chłopak, zakładając plecak na ramię.
– Co ci mówiłem o przepraszaniu? – warknął, gromiąc go spojrzeniem.
– Że przepraszają tylko słabi – odpowiedział cicho, spuszczając głowę.
– Zejdź mi z oczu. Jesteś jednym wielkim rozczarowaniem – odparł z dezaprobatą w głosie.
– Tato – odezwałam się, upominając go.
Widziałam, jak Ethan zacisnął szczęki i bez słowa wyszedł z pomieszczenia, po czym trzasnął drzwiami. Zostaliśmy sami i choć wiedziałam, że jest to lepsze rozwiązanie niż kłótnia z moim bratem, gdzieś w głębi czułam, że prawdziwa bomba dopiero wybuchnie.
– Oboje mnie wykończycie. Przysięgam. Całe życie się staram, by nazwisko Harrington coś znaczyło – powiedział, spoglądając na zdjęcie mamy, zawieszone nad kominkiem. – Z matką wypruwaliśmy sobie żyły, by wspiąć się na wyżyny amerykańskich elit, a moje dzieci skutecznie to niweczą. Mam syna, który co rusz pakuje się w jakieś kłopoty, i córkę, która gdyby tylko mogła, zapadłaby się pod ziemię. Dlaczego nie przyjechałaś na kolację z Langfordami? – zapytał, siadając na fotelu.
– Uczyłam się do końcowego egzaminu z prawa korporacyjnego. Wiesz doskonale, jak trudny jest to przedmiot – odpowiedziałam, siadając naprzeciwko niego i starając się zachować spokój, choć w środku cała drżałam.
– Studia nie będą ci już potrzebne – stwierdził, patrząc na mnie badawczo.
W jego oczach coś błysnęło. Coś, czego przez całe dotychczasowe życie bałam się bardziej niż jego gniewu.
– Słucham – zapytałam zaskoczona.
– Gdy nie pojawiłaś się na kolacji, omówiliśmy z Bartem Langfordem twoją przyszłość – powiedział, splatając dłonie i kładąc je na biurku.
– A co Langford ma do mojej przyszłości? – zapytałam zdziwiona.
To nazwisko do tej pory nigdy nie wypłynęło podczas rozmów o moim skrzętnie zaplanowanym życiu.
– Wiesz, że kandyduje na stanowisko prokuratora generalnego w Nevadzie. Poparcie Langforda i jego kontakty są mi niezbędne do wygrania wyborów – odparł rzeczowo.
– Co ja mam z tym wspólnego?
Ojciec spojrzał na mnie jak na kogoś, kto nie powinien w ogóle zadawać pytań, tylko słuchać. Czułam, jak moje dłonie zaczynają być mokre, a całe ciało pokrywa gęsia skórka.
– W polityce nie ma nic za darmo. Omówiliśmy układ, który jest korzystny dla obu stron – stwierdził, odchylając się na oparcie fotela. – Szczególnie dla ciebie – dodał, wskazując na mnie palcem.
– O co chodzi?
Od dziecka wiedziałam, że mój ojciec nie robi dla mnie i Ethana nic, z czego sam nie miałby korzyści. Każda decyzja naszego ojca była skrupulatnie przemyślana przez niego i sztab jego ludzi, by miał z tego jak największy zysk, nie bacząc na to, że jego własne dzieci mogą na tym ucierpieć.
– Chodzi o twoje małżeństwo.
Po tych słowach na kilka długich sekund po prostu zamarłam, wpatrując się w twarz ojca szeroko otwartymi oczami. Chciałam zapytać, czy to jakiś nieśmieszny żart. Małżeństwo? Jakim cudem, skoro nawet nie miałam chłopaka.
– Co? – zapytałam zaskoczona.
– Poślubisz syna Barta. Williama Langforda – powiedział rzeczowo, jakby podawał wyniki budżetu swojej kampanii. – Langfordowie są najbardziej wpływową rodziną w kraju. W zamian za ich pełne poparcie w mojej kampanii, ty ujarzmisz ich niesfornego syna.
Stanęłam na równe nogi, zrobiło mi się niedobrze. Nie mogłam uwierzyć w oświadczenie ojca. Czułam się tak, jakby chcąc wygrać jakieś cholerne wybory, dosłownie sprzedał mnie za głosy.
– Tato, nie! – krzyknęłam, robiąc krok do tyłu. – Mało decydowałeś o moim życiu? Szkoła, nakazy, zakazy, wybór studiów, droga kariery. Teraz jeszcze to?
Ojciec uniósł brwi, zaskoczony moim wybuchem. Jeszcze nigdy od śmierci mamy nie odważyłam się mu przeciwstawić.
– Sprzedajesz mnie politycznym sojusznikom jak jakiś przedmiot – syknęłam, a głos mi drżał, tak jak całe ciało.
– Używajmy właściwych słów, Vivian. Poświęcasz się dla rodziny – odparł spokojnie, nie ruszając się z miejsca.
„Poświęcasz się”. Jakby to było coś szlachetnego, a nie brudny handel wyłącznie dla jego korzyści.
– Chyba chciałeś powiedzieć, że poświęcam się dla ciebie – stwierdziłam, biorąc głęboki oddech, by choć trochę się uspokoić.
Przed oczami stanął mi mój brat. Dłuższe, nieco miedziane włosy związane w niewielkiego koka, niebieskie oczy błyszczące ciekawością i subtelną pewnością siebie. Przez moment wyobraziłam sobie, jak by wyglądało nasze życie, gdybyśmy mieli ojca, który faktycznie by nas kochał i robił wszystko, byśmy byli szczęśliwi.
– Jeśli mam się poświęcić, zrobię to, ale nie dla ciebie czy twojej politycznej kariery. Jeśli się zgodzę, zrobię to jedynie dla Ethana – stwierdziłam, krzyżując ręce na piersi.
– Słucham? – Ojciec westchnął znudzony, nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Po pierwsze, ma pójść na Oxford. Bez żadnej dyskusji masz załatwić mu rozmowę rekrutacyjną – powiedziałam, starając się przybrać surowy ton głosu. – Po drugie, kiedy wyjedzie, masz dać mu spokój. Ma żyć na swoich warunkach, bez twojej ingerencji.
Ethan nigdy mnie o nic nie prosił. Nie prosił o ochronę, wsparcie czy o cud, którego tak bardzo potrzebował, by spełnić swoje marzenia. Ja już przegrałam życie w chwili, gdy po raz pierwszy podporządkowałam się ojcu, nie miałam nic do stracenia. Jedyne, co mogłam teraz zrobić, to uchronić mojego młodszego brata przed podzieleniem mojego losu.
– To wszystko? – zapytał ojciec, wstając z fotela, po czym podszedł do mnie. – Mogę przekazać, że zgadzasz się na nasz układ?
– Jeśli dotrzymasz warunków naszej umowy, to tak, zgadzam się – odpowiedziałam, czując, jak do oczu napływają mi łzy.
Ojciec uśmiechnął się jak wygrany polityk. Wyciągnął w moją stronę dłoń, którą uścisnęłam na przypieczętowanie transakcji, jednocześnie czując, że w tym momencie coś we mnie umarło.
– Nie możesz tego zrobić – westchnął Ethan, który siedząc na moim łóżku, obserwował, jak szykuję się na zapoznawczą kolację z moim przyszłym mężem.
Samo wspomnienie o Williamie Langfordzie przyprawiało mnie o mdłości. Od wczorajszego wieczoru siedziałam przy laptopie w poszukiwaniu informacji na jego temat. Znalazłam kilka artykułów, których autorzy podejrzewali jego rodzinę o kontakty z mafijnym półświatkiem Las Vegas. Natomiast jeśli chodziło o samego Williama, przedstawiano go jako lokalnego amanta, boga seksu i niekwestionowanego rozrabiakę.
– Ethan, podjęłam już decyzję – stwierdziłam, patrząc na jego odbicie w lustrze. – Pomożesz zapiąć mi suwak?
Chłopak podszedł do mnie, złapał za zapięcie w dole pleców i pociągnął suwak do góry. Czarna koktajlowa sukienka od razu zaczęła idealnie przylegać do mojego ciała. Spojrzałam na swoje odbicie. Blond włosy upięte w sztywnego koka podkreślały rysy twarzy, odsłaniając szyję i obojczyki, które teraz wydawały się bardziej smukłe i eleganckie. Delikatny makijaż uwydatniał niebieskie oczy, a pełne usta lekko błyszczały w świetle lamp. Sukienka doskonale podkreślała talię i biodra, a materiał opinał się przy każdym ruchu, nadając sylwetce wyrafinowaną linię. Ojciec zaznaczył, że mam się prezentować nienagannie podczas tego spotkania.
– Nie zgadzam się. Nie możesz tego zrobić. Pójdę na ten cholerny Harvard, skończę to zjebane prawo i będzie tak jak do tej pory – powiedział chłopak z wyczuwalną determinacją w głosie.
– Ethan – westchnęłam, obracając się przodem do brata. – Wiem, jak marzysz o Oxfordzie i o tym, żeby odciąć się od ojca. Dla mnie i tak już jest za późno. Proszę, pozwól mi to zrobić dla ciebie – dodałam, przykładając dłoń do jego policzka.
– Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała. To nie jest tego warte – oznajmił, kładąc swoją dłoń do mojej.
– Jesteś moim młodszym braciszkiem. Wszystko jest ciebie warte. Nie będę cierpieć, kiedy ty będziesz szczęśliwy – wyszeptałam, czując, jak do oczu napływają mi kolejne łzy.
– Jesteś tego pewna?
– Czy jestem pewna? Nie, ale jestem gotowa, by zaryzykować – stwierdziłam, siląc się na delikatny uśmiech.
Wiedziałam, że Ethan czuł się winny całej tej sytuacji. Kiedy tylko poinformowałam go o planie ojca, stanowczo się temu sprzeciwił. Dzieliły nas niecałe cztery lata i od zawsze byliśmy ze sobą. On i ja kontra reszta świata. Choć wszystko inne mogło się sypać, my dwoje zawsze staliśmy obok siebie.
– Jeśli okaże się skończonym palantem, zabiję go – powiedział stanowczo.
– On jest skończonym palantem – zaśmiałam się. – Całe życie radzę sobie z tobą, poradzą sobie i z nim – dodałam, ściskając jego ramię, a potem chwyciłam torebkę leżącą na toaletce obok.
– Będzie żoną z piekła rodem – mruknął, wymownie poruszając brwiami.
– Powiem tak: nie będę ułatwiać mu życia – odparłam, puszczając mu oczko, i wyszłam z pokoju.
Ojciec czekał już na mnie w podstawionym samochodzie. Julian, nasz kierowca, otworzył dla mnie drzwi i skinieniem głowy zaprosił do środka. Ostatni raz wzięłam głęboki oddech i usiadłam obok ojca, który jak zawsze był zajęty rozmową przez telefon, tym razem ze swoim menedżerem kampanii, i zdawał się nie przejmować tym, co teraz przeżywam. Choć chciałam, by droga trwała zdecydowanie dłużej, po niespełna trzydziestu minutach zatrzymaliśmy się przed restauracją, w której postanowiono zapoznać mnie z przyszłym mężem. Gdy tylko weszliśmy do środka, zorientowałam się, że to jedno z tych miejsc, gdzie ceny wyglądały jak numery alarmowe, a ludzie pachnieli pieniędzmi, zanim jeszcze zdążyli się przedstawić. Rozglądając się po pomieszczeniu, czułam się tak, jakbym szła na własną egzekucję. Do momentu, kiedy go zobaczyłam. Siedział przy stoliku z nonszalancją człowieka, który nigdy w życiu na nic nie musiał czekać. Jedną rękę przewiesił przez oparcie fotela, drugą trzymał kieliszek szampana. Koszulę miał rozpiętą o jeden guzik za dużo, a jego blond włosy, jak mniemałam, niegdyś starannie zaczesane do tyłu, teraz były w nieładzie. Kilka pasm opadało mu na prawą stronę czoła, a stalowoniebieskie oczy przeszywały każdego, kto ośmielił się spojrzeć w jego kierunku. Gdyby arogancja miała twarz, wyglądałaby dokładnie jak on. Jakie było moje zdziwienie, kiedy tuż obok zobaczyłam dwie dziewczyny. Jedna niemal siedziała mu na kolanach, druga bawiła się jego bransoletką. „Kobieciarz”. Słowo, które pojawiało się w praktycznie każdym artykule na jego temat, było określeniem zdecydowanie zbyt łagodnym. Na kilometr było widać, że ten człowiek żyje dla atencji. Nie wspominając o tym, że obecnie nie wyglądał na kogoś, kto przyszedł poznać przyszłą żonę. Ojciec odchrząknął, jakby miał zaprezentować kandydata na nagrodę roku.
– Vivan, to jest William.
Mężczyzna nawet nie wstał. Obrzucił mnie powolnym, bezczelnie oceniającym spojrzeniem, jakby sprawdzał, czy nadaję się do tego, by postawić mnie na półce obok jego drogich zabawek. Jedna z dziewczyn na mój widok zachichotała, dotykając jego ramienia, a on nawet nie odsunął jej ręki.
– To ona? – zapytał z taką nonszalancją, że krew uderzyła mi do twarzy.
Mówił o mnie jak o towarze, który właśnie podsunęli mu pod nos, i kompletnie mi się to nie spodobało.
– Tak – odpowiedział z irytacją ojciec.
Chyba sam był zaskoczony, że William nawet nie zachowuje pozorów.
– Nie wygląda na taką, co lubi układy – stwierdził, badając mnie wzrokiem od góry do dołu. – Ale da się to naprawić – dodał z uśmiechem.
Uśmiechem będącym mieszanką prowokacji, wyzwania i czegoś, co sprawiło, że moje wnętrzności zacisnęły się jak pięść. William Langford był totalnym przeciwieństwem mojego ideału mężczyzny.
– Wystarczy, że przestanie się spinać i zrozumie, jak działają dorośli ludzie – westchnął znudzony blondyn.
– Jesteś pijany – stwierdziłam, na co zaśmiał się drwiąco.
– Kochanie, jestem pijany, odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat, a może i wcześniej – odpowiedział, po czym wstał i nachylił się do mnie lekko, jakby zamierzał zdradzić mi jakiś sekret. Zapach alkoholu i perfum uderzył prosto w moje nozdrza. – Ale to nie znaczy, że nie wiem, czego chcę.
– A czego chcesz? – wycedziłam.
– Dokładnie tego, czego nie powinienem – odparł, a jego spojrzenie błysnęło, kiedy na krótką chwilę zatrzymał wzrok na moich biodrach.
Serce ścisnęło mi się tak mocno, że zabrakło mi powietrza, i to nie z fascynacji mężczyzną, a ze złości. Jedna z dziewczyn westchnęła teatralnie, by mężczyzna zwrócił na nią uwagę.
– Will, chyba już masz spotkanie, prawda? – zasugerowała tonem, który aż kipiał zazdrością.
– Już po – machnął ręką na dziewczynę. – Kolejne spotkanie właśnie się zaczęło – dodał, patrząc mi prosto w oczy.
Wtedy zrozumiałam, że ten mężczyzna był niebezpieczeństwem w najczystszej postaci. Nie przez wzgląd na powiązania jego rodziny z półświatkiem ani nie dlatego, że imprezował, jakby jutra miało nie być, a kobiety dosłownie wisiały mu na szyi. Był niebezpieczny, bo wiedział, jak sterować ludźmi. Jednak ja po tym pierwszym spotkaniu byłam pewna jednego: nienawidziłam go bardziej niż kogokolwiek w życiu.
– Pieprzony William Langford – mruknął Ethan, nonszalancko rzucając gazetę na stolik kawowy. – Widziałaś to gówno? – dodał, wskazując na pierwszą jej stronę.
– Co tym razem? – zapytałam, próbując, na tyle, na ile to możliwe, złagodzić mój wyrazisty makijaż.
Patrząc na siebie w lustrze, nie poznawałam dziewczyny w odbiciu. Mocno zaznaczone oczy i usta oraz burza loków na głowie kompletnie do mnie nie pasowały. Jednak ojciec uparł się dzisiaj na usługi profesjonalnych stylistów.
– Ze szczegółami opisują jego wczorajszy wieczór kawalerski. Jeśli ten bydlak w ogóle zjawi się dzisiaj na ślubie, to, kurwa, będzie jakiś cud – stwierdził, poprawiając nerwowo kołnierz białej koszuli.
– Jeśli się nie zjawi, oficjalnie będę najszczęśliwszą kobietą na świecie – zaśmiałam się, widząc w lustrze, jak mój brat wstaje z jasnej kanapy i podchodzi do okna.
– Samochód stoi przed wejściem do hotelu. Powiedz tylko słowo, a zwijamy się stąd – powiedział, odsunąwszy delikatnie zasłonę i spojrzawszy przed siebie.
– A co powiesz tabunowi fotografów stojących przed hotelem? Ojciec zadbał o to, żeby wszyscy dowiedzieli się o naszym ślubie..
Nie widziałam Williama od dnia, w którym ojciec nas sobie przedstawił. To jedno spotkanie wystarczyło, bym z pełnym przekonaniem stwierdziła, że go nienawidzę i nie ma szans, że zostaniemy chociażby przyjaciółmi. Na domiar złego wszechświat, a raczej mój ojciec, postanowił się nade mną poznęcać. Dopilnował, żeby wieść o naszym szybkim ślubie została udostępniona wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Media żyły dosłownie tą jedną informacją. Niewinna córka kandydata na prokuratora generalnego bierze ślub z najbardziej nieprzewidywalnym playboyem w kraju. W ciągu ostatniego miesiąca widziałam więcej nagłówków o tym, że jestem w ciąży, niż mam palców u obu dłoni. Ojciec dopilnował wszystkiego: wyszczególnił datę, miejsce, nazwiska najważniejszych gości. Cholera, nawet tożsamość projektanta mojej sukni poznałam z artykułu. A William? No cóż, on nawet nie próbował udawać, że go to w ogóle obchodzi. Wręcz przeciwnie, co rusz dawał prasie pożywkę kolejnymi plotkami na swój temat. Miałam wrażenie, że z premedytacją testuje, ile jeszcze może mu ujść na sucho. Od tygodni jego zdjęcia i nazwisko nie schodziły z pierwszych stron brukowców. „William Langford z kolejną modelką”, „Langford opuszcza klub o piątej nad ranem”, „Dziedzic Langford Enterprises w towarzystwie półnagiej gwiazdy porno.” I oczywiście wisienka na torcie, czyli dzisiejsze wydanie opisujące jego wieczór kawalerski. Autorzy relacji przygotowali ją tak szczegółowo, że aż mnie mdliło na samo oglądanie zrobionych mu fotografii. Ojciec oczywiście udawał, że wszystko jest pod kontrolą. Co rusz mówił, że media mogą sobie pisać, co chcą, i nikt im nie uwierzy, a nawet jeśli, to William jest jeszcze młody i musi odreagować. Tylko że to nie były kłamstwa, a najczystsza prawda. On sam dawał im powody i materiały do tych artykułów. Przez ten miesiąc dał mi też milion powodów, żeby go jeszcze bardziej znienawidzić.
– Niech ojciec się tym martwi. Nie nasza sprawa. Ja zrobię, co muszę, i tyle. Nie mam zamiaru być przykładną żoną. To małżeństwo będzie jedynie na papierze – odpowiedziałam, spoglądając kątem oka na zdenerwowanego brata.
– Mówię ci, Vi, wkładaj dresy i spadamy stąd – powtórzył Ethan, już cały czerwony na twarzy.
– Na twoim miejscu posłuchałbym brata.
Spojrzałam w lustro, gdzie dostrzegłam Williama. Wysłannika śmierci mojej wolności i początek życiowego koszmaru. Opierał się o framugę drzwi, bacznie mi się przyglądając. Białą koszulę miał rozpiętą do połowy klatki, co pokazywało zdecydowanie za dużo skóry, a czarne garniturowe spodnie wisiały na jego biodrach, jakby samo to, że je włożył, było wielką łaską dla świata. W dłoni trzymał szklankę z bursztynowym płynem, który po chwili zniknął w jego ustach. Włosy miał w kompletnym nieładzie, a twarz zmęczoną, tak jakby dopiero wyszedł z klubu.
– Panna młoda jednak dotarła – mruknął, oderwawszy szklankę od warg i nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Ty sobie, kurwa, jaja robisz? – Ethan ruszył wściekły w jego kierunku. – Wiesz, ilu paparazzi jest przed hotelem?
– Spokojnie, braciszku – westchnął, przeciągając z ironią ostatnie słowo. – Wstałem, przyjechałem i jestem nawet przed czasem. W tej rodzinie to chyba i tak rekord odpowiedzialności, nie sądzisz?
Na jego słowa żołądek zacisnął mi się ze złości. Widziałam go na żywo po raz pierwszy od tygodni, a jego wzrok wcale się nie zmienił. Nadal był oceniający i tak cholernie irytująco bezczelny.
– No dalej, Vi. – Uśmiechnął się leniwie. – Nie wyglądasz na zachwyconą perspektywą zostania panią Langford – zaśmiał się, widząc, jak twarz robi mi się czerwona ze złości.
– Jestem zachwycona – mruknęłam z ironią.
On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że go nie znoszę, i byłam niemal pewna, że go to bawiło.
– Mogłaś trafić dużo gorzej. Co, jeśli miałabyś poślubić kogoś naprawdę nieodpowiedzialnego? – zapytał z przekąsem.
– Z całym brakiem szacunku, ale na to już za późno. Wygrywasz w tym plebiscycie – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
William uniósł brwi, ewidentnie rozbawiony.
– Auć, ktoś tu dzisiaj gryzie – zaśmiał się znowu, wchodząc do pomieszczenia. Odstawił szklankę na stolik, tuż obok leżącej na blacie gazety. – Lubię takie.
– Jesteś skończonym palantem – warknął mój brat.
– Ethan, wyjdź na chwilę – poprosiłam brata.
– Nie zostawię cię z tym idiotą.
Wiedziałam, że jeśli nie zareaguję, za moment skończy się to bójką. Mój brat już był na granicy wybuchu, a William nic sobie z tego nie robił. Co więcej, jeszcze bardziej nakręcał Ethana.
– Proszę cię, daj mi pięć minut – westchnęłam, łapiąc go za ramię.
Niechętnie skinął głową i przechodząc obok drugiego mężczyzny, ostentacyjnie trącił go barkiem.
– Będę za drzwiami, gdybyś mnie potrzebowała – rzucił, ostatni raz spoglądając na mnie, jakby chciał się upewnić, że naprawdę chcę, by wyszedł.
– Powinnaś posłuchać swojego brata. Młody ma rację, możesz zwiać – zaśmiał się William, kiedy zostaliśmy sami. – Ile chcesz?
– Słucham? – zapytałam, patrząc na niego badawczo.
– Pięć, dziesięć milionów? Ile chcesz za zniknięcie? – zapytał, wyciągając z kieszeni spodni zwitek czeków, jakby to były zwykłe paragony. – No to ile? Wypisałem kilka, największy jest na dwadzieścia milionów – dodał, podchodząc do mnie i wyciągając w moim kierunku dłoń z czekami.
– Tylko dwadzieścia? – zapytałam, udając zdziwioną.
Chwyciłam czeki i uważnie przyglądałam się każdemu po kolei.
– Wiedziałem, że się dogadamy. Oboje nie chcemy tego pieprzonego ślubu. Uważam, że dwadzieścia milionów to wystarczająca suma – stwierdził, szeroko się uśmiechając.
– Naprawdę uważasz, że jestem warta dwadzieścia milionów? – westchnęłam, podchodząc do niego tak blisko, że czułam zapach alkoholu i tych cholernych perfum, którymi pachniał podczas pierwszego spotkania. Zadarłam głowę, patrząc prosto w te jego okropne, lodowate, niebieskie oczy. – Wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić te czeki?
Bez mrugnięcia okiem podniosłam dłonie z papierkami tak blisko jego twarzy, że niemal musnął brodą ich róg, i zaczęłam je rwać. Pasek po pasku. Każdy trzask papieru brzmiał dla mnie jak policzek wymierzony prosto w jego arogancję. Drobne, białe strzępy latały między naszymi ciałami niczym płatki śniegu. Rozrywałam je tak wolno i tak dokładnie, że widział każdy centymetr niszczonej sumy. Kilka strzępów opadło na jego koszulę w miejsce, gdzie materiał odsłaniał twardą linię torsu. Kiedy ostatni kawałek czeku pozostał między moimi palcami, po prostu nim w niego rzuciłam.
– To jest moja odpowiedź – stwierdziłam, spoglądając na niego z uniesioną głową i całym wachlarzem emocji.
Patrzył na mnie oszołomiony, a może wkurzony. Sama nie wiedziałam i nie zamierzałam pytać. Jeśli myślał, że kupi sobie wolność moim kosztem, grubo się mylił.
– To będzie ciekawe małżeństwo – powiedział, lustrując mnie od góry do dołu.
Gdy zbyt długo zatrzymał się na moich piersiach, uświadomiłam sobie, że stoję przed nim w białym satynowym szlafroku, który nie do końca zasłaniał równie biały koronkowy gorset. Szybko poprawiłam poły materiału, by zakryć się przed jego wzrokiem.
– Nie musisz zgrywać cnotki, i tak dzisiejszej nocy wszystko zobaczę – mruknął i oblizał dolną wargę.
Zrobiłam krok do przodu, zmniejszając dystans między nami do tego stopnia, że moje piersi prawie dotykały jego klatki, po czym wspięłam się na palce, by zbliżyć usta do jego ucha.
– Nawet gdybyś pokazał mi sto zaświadczeń, że nie masz chorób wenerycznych, i tak bym cię nie tknęła, Will – wyszeptałam, po czym wróciłam na krzesło przed toaletką.
– Zacznijmy od tego, że kutas musiałby mi chociaż minimalnie przy tobie drgnąć – zaśmiał się, choć widziałam konsternację na jego twarzy.
– No widzisz. Sprawę mamy załatwioną. To się nigdy nie wydarzy. A teraz wyjdź. Muszę się przygotować na swój pogrzeb.
Żona z przymusu
Copyright © Elżbieta Chróścicka
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-669-2
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Paulina Kalinowska
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
