Mój cień - Elżbieta Chróścicka - ebook
NOWOŚĆ

Mój cień ebook

Elżbieta Chróścicka

4,6

471 osób interesuje się tą książką

Opis

On jest jej cieniem.
Ona, jego obsesją.
A ich spotkanie może się zakończyć tragedią albo…

Olivia Lockwood od lat żyje w ukryciu, nieustannie zmienia tożsamości i miejsca zamieszkania. Wszystko po to, by nie wpaść w ręce ojca, bezwzględnego bossa londyńskiej mafii. Gdy pewnej nocy trafia w sam środek krwawej strzelaniny, jej misternie budowane schronienie się rozpada.

Logan Dryton to potężny przywódca mafii z Miami. Zimny, opanowany i śmiertelnie niebezpieczny. Od lat obserwuje Olivię, sam pozostając w cieniu, a czuwając nad jej losem, spłaca swój dług. Ich odnalezienie się nie jest przypadkowe, tych dwoje łączy dramatyczna przeszłość, o której dziewczyna nie ma pojęcia. Między nimi rodzi się intensywna, burzliwa relacja, wystawiona na próbę przez długo skrywane tajemnice i brutalny świat mafijnych porachunków.

„Mój Cień” to emocjonujący dark romance, pełen napięcia i namiętności. Opowieść o obsesyjnej ochronie, zakazanej bliskości i miłości, która rodzi się tam, gdzie nie powinno być na nią miejsca.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 249

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (41 ocen)
29
7
4
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Doroa57

Nie oderwiesz się od lektury

♥️♥️♥️♥️
10
roksanast

Całkiem niezła

to wszystko już było w innych książkach w dodatku to pierwszy tom
10
Ewakr1

Całkiem niezła

nic nowego
10
laura972

Nie oderwiesz się od lektury

Książka warta uwagi .Czekam na ciąg dalszy
22
Pgahjsjs677hsjjdhd

Dobrze spędzony czas

ok
00



Mój cień

Elżbieta Chróścicka

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

PROLOG

OLIVIA

LOGAN

OLIVIA

LOGAN

OLIVIA

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

Strona 8

Strona 9

Strona 10

Strona 11

Strona 12

Strona 13

Strona 14

Strona 15

Strona 16

Strona 17

PROLOG

Obudziłam się z uczuciem ogromnej suchości w gardle. Przełknęłam ślinę, ale to kompletnie nie pomogło. Opuściłam stopy na drewnianą podłogę i wyszłam cichutko z pokoju, tak by rodzice nie usłyszeli. Przechodząc obok ich sypialni, wręcz wstrzymywałam oddech. W drodze do kuchni ciągle czułam strach przed tym, że ktoś mnie przyłapie. Odkąd pamiętałam, rodzice zabraniali mi opuszczać pokój po tym, kiedy Nina ułożyła mnie do spania. Mogłam to zrobić dopiero rano, gdy niania przychodziła mnie budzić i pomagać szykować się do szkoły. Starałam się być grzeczną dziewczynką i słuchałam rodziców, szczególnie taty. Kiedy wracał wieczorami do domu, nie zawsze miał dobry humor i wtedy najczęściej krzyczał na mamę i Alexa. Od jakiegoś czasu również na mnie. Wspięłam się na palcach, sięgnęłam po szklankę i wlałam do niej wody z kranu. Gdy upiłam pierwszy łyk, poczułam się najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Po zaspokojeniu pragnienia delikatnie odłożyłam naczynie i ruszyłam z powrotem do pokoju, modląc się, aby pozostać niezauważona. Byłam już na korytarzu, gdy rozległ się stłumiony krzyk, który przyprawił mnie o gęsią skórkę. Spanikowana rozejrzałam się dookoła, czy to nie Andrew przechadza się po posiadłości. Często, gdy szedł korytarzem obok mojego pokoju, wychwytywałam różne odgłosy z jego telefonu, bo słuchał na nim tych swoich kryminalnych podcastów. Nikogo jednak nie było, a do moich uszu dobiegł kolejny stłumiony krzyk. Pomimo ogromnego strachu dziecięca ciekawość zwyciężyła. Zamiast wejść po schodach, ruszyłam w kierunku drzwi od piwnicy.

Ty i Alex macie całkowity zakaz schodzenia do piwnicy. Zrozumiano? Jeśli kiedykolwiek zobaczę, że tam zaglądacie, gorzko tego pożałujecie. W mojej głowie rozbrzmiał ostry ton taty, który przyłapał Alexa na majstrowaniu przy zamku. Zawsze nas ciekawiło, dlaczego nam tego zabraniał. Gdy doszłam do drzwi, zauważyłam, że są lekko uchylone. Drżącą dłonią złapałam za gałkę i otworzyłam je szerzej. Kolejny przerażający krzyk, dużo głośniejszy niż wcześniej. Wstrzymałam oddech, a na całym moim ciele włoski stanęły dęba. Zrobiłam krok do przodu. Pomimo strachu i ciągłego echa słów ojca w głowie zeszłam po stopniach. Korytarz był długi, a na jego końcu majaczyło delikatne światło. Jak ćma, ruszyłam w tamtym kierunku. Głosy stały się wyraźniejsze, podobnie krzyki i pojękiwania. Minęłam stojaki z winami oraz innym alkoholem taty, przeznaczonym na szczególne okazje, i dotarłam do dużego pomieszczenia. Wychyliłam delikatnie głowę, by sprawdzić, kto w nim jest. To, co zobaczyłam, zaparło mi dech w piersi. Tata, Andrew i dwóch facetów, których czasem widziałam w domu, stali przed trzema krzesłami, a na tych siedzieli inni mężczyźni, a raczej chłopcy. Mieli zakrwawione twarze i koszulki, a wokół nich było dużo krwi.

– Kto was tu przysłał? Temu skurwielowi zabrakło już ludzi, że na przeszpiegi wysyła swoich synów? – rzucił ostrym tonem ojciec, a Andrew uderzył najstarszego z chłopców w brzuch.

– Nie szpiegujemy – odpowiedział, próbując złapać oddech.

Żołądek zacisnął mi się w supeł, a woda, którą chwilę wcześniej wypiłam, podeszła do gardła.

– To, co takie gnojki jak wy robią na naszym terenie? I to kilkadziesiąt tysięcy kilometrów od własnego domu? Skoro ty nie chcesz nic powiedzieć, to może twój brat będzie rozmowniejszy – zaśmiał się jeden z mężczyzn, którego imienia nie znałam. Sięgnął po nóż leżący na stoliku obok i podszedł do średniego chłopca.

– Zostaw go, skurwielu! On nic nie zrobił! – krzyknął najstarszy ze schwytanych i szarpnął sznurami, którymi był przywiązany do krzesła.

Moje ciało zaczęło drżeć, a oddech mocno przyspieszył. Byłam przerażona, a mimo to nie mogłam oderwać wzroku od rozgrywającej się przede mną sceny. Mężczyzna podszedł do chłopca siedzącego pośrodku, przyłożył mu nóż do przedramienia i wykonał długie nacięcie, na co ten wrzasnął z bólu.

– Gdy nasz ojciec się o tym dowie, zabije was! Będziecie zdychać w męczarniach. Jego ludzie nas pomszczą – wycedził najmłodszy.

– Nie zapominaj, że jesteś na naszym terenie – odpowiedział tata, mocno ściskając jego szczękę.

– Twój ojciec może nam naskoczyć. Jest nic niewartym gnojem, który wyręcza się dzieciakami.

– Chyba mówisz o sobie. Z tego, co wiem, niezbyt dobrze ci idzie w interesach. Kluby słabo prosperują, a narkotyki od ciebie to najgorszy szajs, jakiego miałem okazję spróbować. Przyleć kiedyś do nas, to zobaczysz, jak może prosperować mafia – zaśmiał się najstarszy, patrząc prosto na mojego ojca.

Kompletnie nie rozumiałam, co tu się dzieje. Od natłoku informacji miałam już zawroty głowy. Mafia? Narkotyki? Wiedziałam, że tata jest właścicielem klubów, i tyle. Rodzice nigdy nie pozwalali mi i Alexowi siedzieć przy stole dłużej niż do czasu skończenia posiłku, który najczęściej spożywaliśmy w totalnej ciszy. Mama i tata nigdy przy nas nie rozmawiali.

– Mam ich już dosyć. Zabijcie najstarszego, a pozostałych dwóch puśćcie. Niech będą posłańcami i zaniosą wiadomość dla tych nieudaczników.

To, co wydarzyło się po chwili, wprawiło mnie w totalne osłupienie. Jeden z ludzi ojca wyciągnął spod marynarki broń z tłumikiem. Widziałam takie na filmach, które razem z Alexem oglądaliśmy po kryjomu w jego pokoju. Wycelował w głowę chłopaka. W tym momencie z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk. Wszyscy spojrzeli w moją stronę, nawet trzej przetrzymywani.

– Olivia?! Kurwa, co ona tu robi?! Andrew, zabierz ją stąd! – rozkazał ojciec, a mężczyzna natychmiast do mnie podszedł.

Spojrzałam ostatni raz na chłopców, którzy intensywnie mi się przyglądali. Ojciec krzyknął do swoich pomocników, by się wszystkim zajęli, po czym ruszył do nas. Andrew złapał mnie więc mocno za ramię i pociągnął w stronę wyjścia z piwnicy.

OLIVIA

– Mia, chodź do nas! – krzyknęła Tessa, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku parkietu.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w klubie. Muzyka zdawała się oszałamiająca, a panujący wokół ścisk nieco mnie przytłaczał. Uśmiechnęłam się do dziewczyny i mimo początkowej niechęci zaczęłyśmy tańczyć. Światła stroboskopów migały w rytm melodii, alkohol lał się strumieniami i nikt z obecnych nie przejmował się tym, że za chwilę zaczyna się kolejny rok stażu. Nikt oprócz mnie. Tak naprawdę w ogóle nie zamierzałam tu przychodzić. Zazwyczaj unikałam takich miejsc, a cały swój wolny czas poświęcałam na naukę i ucieczkę. To już osiemnaście lat, osiem tożsamości i niezliczona liczba miast i państw, odkąd przestałam być Olivią Lockwood. Moją ostatnią przykrywką była Mia Collins –spokojna, ułożona kobieta, w przyszłości pracująca w małym szpitalu na jakimś totalnym zadupiu. Czy marzyłam, by zostać światowej sławy chirurgiem? Oczywiście, ale niestety wtedy od razu by mnie odnaleziono, a nie po to moi bliscy poświęcili życie, żeby teraz wszystko zniszczyła ambicja. By nie wracać myślami do przykrych wspomnień skupiłam się na muzyce. Zamknęłam oczy i zaczęłam poruszać biodrami. Pod stopami czułam drżenie podłogi, a w głowie przyjemnie szumiało mi po dwóch piwach. To były krótkie momenty w moim życiu, kiedy nie bałam się przeszłości ani przyszłości, tylko skupiałam się na tu i teraz. Prawie dziesięć tysięcy kilometrów od swojego koszmaru.

Klub pękał w szwach. Ludzie ocierali się o siebie na zatłoczonym parkiecie. Wszystkie loże były zajęte, a antresola, gdzie znajdował się sektor dla VIP-ów, tego wieczoru gościła sporą grupkę mężczyzn. Niektórzy obserwowali nas z góry. Gdy w pewnej chwili otworzyłam oczy, skrzyżowałam spojrzenie z mężczyzną stojącym przy barierce. Nie przestając tańczyć, obserwowałam go uważnie. Czułam na sobie jego wzrok, przez co serce zaczęło mi bić szybciej, a strach opanował całe ciało. On stał spokojnie, oparty przedramionami o poręcz, i co jakiś czas przykładał do ust szklankę z trunkiem. Jednocześnie swobodnie rozmawiał z kimś obok.

Ogarnij się, Liv, on cię nie zna i nie na ciebie patrzy! – powtarzałam w myślach.

– Tess, chodźmy do baru! –krzyknęłam przyjaciółce do ucha, by przebić się przez muzykę.

Dziewczyna kiwnęła głową, więc trzymając się za ręce, przeciskałyśmy się przez tańczące tłumy. Nagle padły strzały. Wszyscy zaczęli krzyczeć i uciekać na oślep w kierunku wyjścia. Mój puls przyspieszył, strach zawładnął ciałem. Ktoś mnie odepchnął, przez co puściłam rękę Tessy.

– Tessa! Tessa! – krzyczałam, uwięziona w rzece ludzi.

Spanikowana rozglądałam się dookoła i próbowałam wypatrzyć przyjaciółkę. Wtedy padły kolejne strzały. Ogarnęła mnie jeszcze większa panika. Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się przy barze i schodach prowadzących na górę. Ktoś mocno popchnął mnie w plecy, przez co straciłam równowagę i runęłam na podłogę. Nie czułam nic oprócz przeszywającego bólu, kiedy inni po mnie deptali, gdy próbowali przejść dalej. Skuliłam się i zasłoniłam głowę rękoma. Czułam, że za chwilę zostanę stratowana. Nie byłam w stanie się podnieść, a przerażeni ludzie nawet mnie nie zauważali. Mój oddech stał się przerywany, a serce biło szybko i mocno, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Ból był już nie do zniesienia. Pomyślałam, że właśnie umieram zadeptywana przez uciekających imprezowiczów. Ostatnie, co zapamiętałam, to przeszywający ból ręki, a potem ogarnęła mnie nicość.

LOGAN

– Długo jeszcze będziesz obserwował? – zapytał Jasper i podał mi kolejną szklankę whisky.

Stanął obok mnie, oparł się o barierkę i zapatrzył w tańczący pod nami tłum.

– Tyle, ile będę miał ochotę – odpowiedziałem, po czym upiłem łyk trunku.

Mój wzrok wędrował tylko w jednym kierunku. Rudowłosa dziewczyna właśnie zatraciła się w rytmie lecącego z głośników kawałka i, kurwa, skłamałbym, gdybym powiedział, że nie wyglądała oszałamiająco w tej podkreślającej biust rozkloszowanej sukience. Jej długie rozpuszczone włosy idealnie kontrastowały z bielą materiału. Wyglądała jak diablica w stroju anioła.

– Stary, to pojebane. Ile jeszcze zamierzasz ją tak pilnować? Od lat się zachowujesz, jakbyś był jej pierdolonym cieniem. Przypominam ci tylko, że jesteśmy w trakcie potyczek z tymi zjebami z Opa Locka i na tym powinniśmy się skupić, a nie na jakiejś dupie, która nawet nie wie o naszym istnieniu.

– Zamknij mordę, Jas. Pamiętaj, że dzięki, jak to ująłeś, tej dupie jeszcze oddychasz. – Posłałem mu mordercze spojrzenie. – Obaj jeszcze oddychamy właśnie dzięki niej.

– Co nie zmienia faktu, że gówno ją interesujemy i z tego, co wiemy, ona nie ma z tym już nic wspólnego. Jako boss powinieneś się skupić na robocie, nie na cipie. Nie wspominając, że nie jesteśmy u siebie. Harry to dobry gość, ale mu nie ufam.

Nim zdążył dodać coś jeszcze, usłyszałem krzyk Adama:

– Na ziemię!

Spojrzałem w kierunku schodów i dostrzegłem ludzi z Latin Ride. Popchnąłem brata na podłogę, a sam wyciągnąłem dwa pistolety z kabur pod marynarką. Kiedy padły pierwsze strzały, wiedziałem, że zaczęła się niezła jatka. Wymierzyłem w Latynosa i strzeliłem mu w ramię, nim wycelował w któregoś z moich ludzi. Krew zawrzała mi w żyłach, byłem w pełni skupiony na osiągnięciu celu. Kolejny strzał prosto w głowę. Uwielbiałem to. Widok kuli przeszywającej czaszkę wroga był w chuj podniecający. Facet padł jak długi, a bryzgające wokół kawałki mózgu wprawiły mnie w chorą ekscytację. Nim się obejrzałem, Jasper zerwał się na nogi i strzelił do kolejnego napastnika. Adam wbił nóż w brzuch Latynosa, który próbował go zaatakować, i bez zastanowienia pociągnął ostrze mocno do góry, przez co wnętrzności mężczyzny wylały się na wierzch. Członek Latin Ride ze zdziwioną miną padł na twarz przed moim bratem.

– Zostawcie choć jednego na przesłuchanie! – krzyknąłem i wtedy przypominałem sobie o rudowłosej.

Spojrzałem na dół, ale w gąszczu uciekających ludzi nie mogłem jej dostrzec.

– Jasper, osłaniaj mnie! – ryknąłem do brata, kiedy ruszyłem w kierunku schodów.

Po drodze strzeliłem jeszcze dwa razy, ale tak by jedynie zranić tych pojebów. Moi ludzie – Dan i Ben – skutecznie ich obezwładnili. Zbiegłem na dół i dostrzegłem dziewczynę leżącą na podłodze. Jej biała sukienka była pokryta plamami krwi i brudem, a ona sama skulona próbowała osłonić głowę. Odepchnąłem tratujących ją ludzi i w końcu znalazłem się obok niej. Bezwładne ciało przelewało mi się przez ręce. Z poranionych rąk kapała krew, podobnie jak z rozcięcia na twarzy.

– Szefie, tutaj! – Pablo, szef mojej ochrony, wskazał drzwi pod schodami.

– Jasper, weź Adama i do wyjścia ewakuacyjnego! – krzyknąłem do chłopaka, który kiwnął głową i popędził na górę.

Przecisnąłem się przez ostatnią zwartą grupkę imprezowiczów i ruszyłem w kierunku drzwi.

– Zadzwoń do chłopaków, niech podjadą pod tylne wejście – rozkazałem.

– Już czekają, zwijajmy się stąd, zanim zjawią się gliny – poinformował Pablo, biegnący przede mną. Z bronią w ręku sprawdzał, czy droga jest czysta.

Po chwili obok mnie zjawili się Jasper i Adam.

– Skąd oni, kurwa, wiedzieli, że tutaj będziemy?! – krzyknął Adam, który co jakiś czas zerkał do tyłu, by sprawdzić, czy nikt za nami nie idzie.

– Nie wiem, tym będziemy się martwić, kiedy wrócimy do domu.

Popatrzyłem na dziewczynę w moich ramionach. Nadal była nieprzytomna, ale oddychała. Pablo z hukiem otworzył stalowe drzwi, a na ulicy stały już nasze Land Rovery. Ostrożnie położyłem rudą na tylnym siedzeniu.

– Usiądź z nią – poleciłem najmłodszemu bratu.

Wiedziałem, że z nim będzie najbezpieczniejsza, jeśli jej stan się pogorszy.

– Pablo, jedź z nimi na lotnisko i tam czekajcie. Jeśli nie dołączymy do was w ciągu dwóch godzin, macie wystartować.

– Tak jest, szefie. – Mężczyzna zajął miejsce pasażera.

– Zajmij się nią – dodałem i mocno ścisnąłem ramię brata.

Krew nadal buzowała w moich żyłach, ale musiałem mieć pewność, że Adam o nią zadba. Ten skinął tylko głową i wsunął się do tyłu, po czym ułożył dziewczynę tak, by jej głowa spoczywała mu na kolanach. Gdybym mógł, sam zająłbym jego miejsce, ale musiałem ogarnąć sytuację w klubie. W oddali słyszałem już dźwięk policyjnych syren. Zamknąłem drzwi i uderzyłem dwa razy w dach samochodu, by dać znak kierowcy, że może ruszać.

– Co robimy? – zapytał Jasper i popatrzył na mnie znacząco z tym swoim uśmieszkiem na ustach. Doskonale wiedział, co się za chwilę wydarzy, i nie mógł powstrzymać ekscytacji.

– Chodź. Wyciągniemy trochę informacji z tych pojebów. – Klepnąłem brata w ramię i wbiegliśmy do środka.

W klubie nie było już nikogo oprócz Dana i Bena, którzy podtrzymywali dwóch rannych Latynosów. Pozostała szóstka napastników leżała martwa, a ich krew zabarwiła prawie całą podłogę na antresoli. Widok zwłok i zapach krwi znów wprawiły mnie w podniecenie. Czy to znaczy, że byłem totalnie pojebany? Prawdopodobnie, ale tak zostałem wychowany. Morderstwa, trupy i tortury miałem we krwi. W końcu moim ojcem był sam pierdolony William Dryton – najbardziej bezduszny i żądny krwi boss w Miami. Nie bez powodu mianował mnie swoim następcą. Wpakowaliśmy te latynoskie dziwki do bagażników i pojechaliśmy na odległy pustynny teren poza Las Vegas. Wyciągnięcie informacji z tych mięczaków nie zajęło nam dłużej niż czterdzieści minut. Jasper był w tym prawdziwym mistrzem dzięki swoim wybitnym umiejętnościom torturowania ludzi. Jestem prawie pewien, że mógłby złamać nawet mnie. Mimo że od dziecka trenował mnie ojciec i przetrwałem niezliczoną ilość bólu i katuszy.

– Mamy szczura – wysapał Jasper, kiedy zmęczeni wsiedliśmy do samochodu.

Dan i Ben zostali, by pozbyć się ciał tych gnid i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja po jatce w klubie. Nie mogliśmy być w żaden sposób powiązani z tym gównem.

– Zajmiemy się tym po naszym powrocie. Teraz chcę się tylko wykąpać – odpowiedziałem i zacisnąłem zakrwawione ręce na kierownicy.

– Kurwa, i po co się tak stroiłem do tego klubu. Kolejny garnitur do spalenia – śmiał się, próbując strzepnąć pustynny piasek.

– Twój cholerny garnitur jest moim najmniejszym zmartwieniem. Te chujki z Opa Locka dają nam w kość, teraz Latynosi i pierdolony szczur w naszych szeregach.

– Musimy się zemścić. Niech wiedzą, że z nami się nie zadziera.

– To na pewno, ale nie będziemy działać pod wpływem emocji. Powinniśmy uderzyć mocno i skutecznie. Trzeba to przemyśleć na chłodno.

– Jak, kurwa, chłodno? Wparowali tam dzisiaj z jasnym zamiarem, żeby rozpierdolić nam łby. – Jasper uderzył pięścią w deskę rozdzielczą, aż zostawił krwawy odcisk.

– Dlatego właśnie to ja rządzę, a nie ty. Gdyby było odwrotnie, już byś rozkazał, żeby ich wszystkich powybijać. – Posłałem bratu surowe spojrzenie.

– A żebyś, kurwa, wiedział. – Wyszczerzył się. – Nie zapominajmy o jeszcze jednym problemie: rudej, która prawdopodobnie leży już w sypialni w naszym samolocie. Co z nią dalej?

– To już jest mój problem – odpowiedziałem z obojętnym wyrazem twarzy.

Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, co z nią zrobić.

OLIVIA

Nie czułam nic oprócz przeszywającego bólu. Ostrożnie dotknęłam ręką policzka, był zaklejony opatrunkiem.

– Adam, obudziła się. – Usłyszałam kobiecy głos.

Oczy nadal miałam zamknięte, nie mogłam się przemóc, by je otworzyć. Brakowało mi na to siły, a jednocześnie się bałam, co – a raczej kogo – zobaczę.

– Hej, słyszysz mnie? Popatrz na nas. – Tym razem odezwał się męski głos.

Czułam się, jakbym zaliczyła bliskie spotkanie z ciężarówką. Bolała mnie dosłownie każda część ciała. Wykonałam jednak polecenie i uchyliłam powieki, po czym pomrugałam kilka razy, by obraz stał się wyraźniejszy. Ujrzałam młodą, szczupłą dziewczynę o kruczoczarnych włosach, drobnym nosie, pełnych ustach i zielonych oczach, a mężczyzna obok był do niej bardzo podobny. Próbowałam coś powiedzieć, ale suchość gardła skutecznie mi to uniemożliwiła. Z moich ust wydobył się tylko charczący dźwięk. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i podała mi szklankę, a słomkę przyłożyła do warg. Spojrzałam na nią przerażonym wzrokiem.

– Spokojnie, to zwykła woda. – Zachichotała na widok mojej niepewnej miny.

Upiłam kilka łyków. Faktycznie, smakowało jak woda, chyba że środek, który chcieli mi podać, był całkowicie niewyczuwalny. Teraz jednak już za późno, żeby się nad tym zastanawiać.

– Gdzie jestem? – zapytałam po nawilżeniu gardła.

– W Miami – odpowiedział chłopak i zaświecił mi latarką prosto w oczy.

– Pójdę po Logana – wtrąciła dziewczyna. Posłała mi lekki uśmiech i odeszła od łóżka.

– Co ja tu robię? – Czułam się kompletnie zdezorientowana. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co się wydarzyło. Klub, strzały, popłoch ludzi i… – Tessa, gdzie Tessa?! – krzyknęłam ostro i poderwałam się do siadu.

Od razu tego pożałowałam. Ból w ciele był przeszywający, a zawroty głowy natychmiast sprowadziły mnie znów do pozycji leżącej.

– Masz wstrząśnienie mózgu. Musisz odpoczywać. – Chłopak poprawił mi poduszkę.

– Gdzie Tessa?

– Z twoją przyjaciółką wszystko w porządku. Trafiła do szpitala w Vegas na obserwację. Kilka siniaków i zwichnięty bark. Jutro powinni ją wypisać. – Mężczyzna, który wszedł do pokoju, odpowiedział na moje pytanie, a mi kamień spadł z serca.

– Kim jesteście? Czemu mnie porwaliście? Dlaczego Miami? Kiedy wrócę do domu? Zrobicie mi krzywdę? Zabijecie mnie? – Pytania zaczęły wylatywać z moich ust niczym pociski z karabinu maszynowego.

Gdy zyskałam większą świadomość sytuacji, ogarnął mnie strach. Spróbowałam przejść znów do pozycji siedzącej, ale chłopak obok unieruchomił mnie chwytem za ramię.

– Jestem Logan, a to mój brat Adam. Nie porwaliśmy cię, tylko uratowaliśmy. Tutaj mieszkamy. Nie wiem i nie, nie skrzywdzimy cię ani nie zabijemy – odpowiedział ze stoickim spokojem mężczyzna.

Nadal stał w pewnej odległości od łóżka, w którym leżałam. Miał na sobie czarny zestaw – koszulę, spodnie i buty. Tak czarny jak jego zaczesane do tyłu włosy. Nie dało się nie dostrzec jego podobieństwa do brata. Znaczącą różnicą były tylko oczy. Niebieskie jak ocean. Był dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną i na pierwszy rzut dużo starszym niż Adam. Skrzyżowane na piersi ręce jeszcze bardziej uwydatniały duże bicepsy i szeroką klatkę, a kilkudniowy zarost na mocno zarysowanej szczęce dopełniał efektu faceta żywcem wyjętego z okładki magazynu.

– Lekarz będzie za dziesięć minut, zbada cię, obejrzy rozcięcie na policzku i rany na reszcie ciała – dodał i wskazał palcem na moją twarz.

– Blizna nie powinna być mocno widoczna. Starałem się to zszyć z precyzją chirurga plastycznego – odezwał się Adam, drapiąc się po głowie i szczerze uśmiechając.

– Dziękuję. – Próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale ból policzka i opatrunek mi to uniemożliwiły. Prawdopodobnie wyszedł z tego bardziej grymas.

– Odpocznij, po wizycie lekarza Gemma przyniesie ci posiłek. – Logan spojrzał na mnie zimno i odwrócił się w stronę drzwi. – Jeszcze jedno, Mia. Nie próbuj uciekać. A raczej powinienem powiedzieć: Olivia. – Zerknął na mnie przez ramię, skinął głową i wyszedł z pomieszczenia.

Jego ostatnie słowa wprawiły mnie w osłupienie. Wiedzieli, kim jestem. W pierwszym odruchu pomyślałam, że to ludzie ojca. Kilka razy już prawie mnie dorwali, ale zawsze udawało mi się wymknąć. Może tym razem nie miałam tyle szczęścia. Z drugiej strony, gdyby to byli ludzie ojca, nie znajdowałabym się w Miami, tylko w Londynie. W mojej głowie rozbrzmiał też głos Logana: Nie porwaliśmy cię, tylko uratowaliśmy. Nie skrzywdzimy cię ani nie zabijemy. Znali moją prawdziwą tożsamość, więc jeśli nie byli wysłannikami Lockwooda, to najpewniej są jego wrogami. Kiedyś mój ojciec mógł się poszczycić całkiem sporym ich gronem i myślę, że od tamtej pory niewiele się zmieniło. Jedno było pewne: miałam przejebane.

LOGAN

Po zamknięciu za sobą drzwi od pokoju odetchnąłem z ulgą. Przez te ostatnie lata widziałem ją sześć razy na żywo i niezliczoną ilość na zdjęciach. Postawa zimnego skurwiela powinna przyjść mi z łatwością. W końcu byłem i jestem nim na co dzień. Jednak przebywanie z nią w jednym pomieszczeniu okazało się dla mnie udręką. Miałem kurewską ochotę podejść do łóżka i złapać ją za rękę. Sprawdzić, czy jej skóra jest tak nieskazitelnie gładka, jak sobie wyobrażałem przez te wszystkie lata. Liczyłem, że Adam naprawdę wykazał się precyzją, gdy zszywał rozcięcie na jej policzku, kiedy lecieliśmy. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby to piękne ciało skaziła choćby jedna widoczna blizna. Niejednokrotnie fantazjowałem o tym, jak brzmi jej głos. Nigdy nie włączałem dźwięku w filmach, które wysyłali mi moi ludzie, którzy ją obserwowali. Czekałem na moment, kiedy usłyszę go na żywo, i kurwa, był tysiąc razy lepszy niż ten w mojej głowie. Wszystko w tej dziewczynie było tysiąc razy lepsze niż moje domysły. Widok jej słabego ciała i przerażenia, które malowało się na jej twarzy, kiedy na mnie patrzyła, wywołały we mnie niepohamowaną żądzę zemsty na tych skurwielach z Latin Ride i jej cholernym ojcu. Ostatkiem silnej woli nie dałem się wciągnąć w odmęty wściekłości. W obecnej sytuacji każdy nieprzemyślany ruch mógłby się skończyć naszą lub, co gorsza, jej śmiercią. Lockwood szukał tej dziewczyny i swojej żony nieustannie od dnia, kiedy zniknęły. Na pewno nie po to, żeby przyjąć je z powrotem. Kurwa, sam jej szukałem, odkąd wypłynęła informacja, że Olivia jednak nie jest w zakładzie zamkniętym, a jej matka żyje. Nikt nie mógł ich namierzyć, dopóki nie pozwoliłem Adamowi wkroczyć do akcji. Już w wieku dziewiętnastu lat potwierdził, że jest najlepszym łowcą ze wszystkich, których znam, i potrafi odnaleźć każdego, choćby ukrywał się w amazońskiej dżungli.

– Jak śpiąca królewna? – Po wejściu do salonu usłyszałem głos brata.

Razem z Gemmą siedzieli przy barze. Siostra uderzyła go w ramię, na co chłopak tylko się zaśmiał i posłał jej spojrzenie mówiące „No co?”.

– Nie wie, co tu robi, jest obolała i wystraszona. – Zacisnąłem mocniej dłoń na butelce whisky, kiedy wypowiadałem ostatnie słowa.

– Co jej powiesz, jak się uspokoi? Cześć, jestem Logan, szukałem cię całe lata, żeby ci podziękować za uratowanie życia. Potem stałaś się moją pojebaną fantazją, a ja zmieniłem się w chorego stalkera. Zostań moją żoną – zaśmiał się Jasper, po czym upił łyk whisky.

– Nie zapominaj, gnojku, do kogo się odzywasz – warknąłem i złapałem go za gardło.

Wytrzeszczył oczy, a jego twarz niebezpiecznie szybko zaczęła się robić czerwona. Spojrzałem na niego z tą swoją klasycznie wkurwioną miną, by zrozumiał, że powiedział o parę słów za dużo.

– Chłopaki, uspokójcie się! – wrzasnęła siostra i spróbowała mnie odepchnąć.

– Stary, kurwa. Przecież żartowałem – wychrypiał, kiedy w końcu go puściłem.

– To nie żartuj.

Przechyliłem szklankę i osuszyłem ją do dna. Chłopak rozmasowywał miejsce na szyi, a siostra patrzyła na mnie karcąco.

– Wybacz, Gem, nie powinnaś tego oglądać – przerwałem niezręczną ciszę.

Dziewczyna kiwnęła głową i usiadła obok mnie.

– Co z nią zrobisz? Powiesz jej? – zapytała i nalała sobie drinka.

Po moim trupie młodsza siostra będzie ze mną piła.

– Zapomnij, Gem. – Spojrzałem na nią i wyrwałem jej butelkę z dłoni.

Chciała protestować, ale tylko ciężko sapnęła.

– Nie wiem – wróciłem do pytania siostry. – Co mam jej powiedzieć? Że psychopatyczny ojciec ją odnalazł? Dogadał się z Latynosami, że mu ją dostarczą, a jedyną przeszkodą na ich drodze jestem ja? – rzuciłem drwiąco. – Na pewno będzie zachwycona – prychnąłem pod nosem i wypiłem to, co Gemma nalała sobie do szklanki.

– Nie możesz jej wiecznie chronić. To nie jest nasz obowiązek.

Jasper ewidentnie nie był zadowolony z obrotu sytuacji. I cholera, ja też nie. Tak naprawdę nawet w długoterminowych planach nie miałem nawiązywania z nią realnego kontaktu. Wystarczała mi obserwacja. Może gdyby jej ojciec w końcu wyzionął ducha… Ale na pewno nie teraz. Złe miejsce, zły czas. Rozumiałem brata. Obecność rudzielca nie ułatwiała nam życia, a wręcz znacząco je utrudniała. Jednak on też powinien zrozumieć mnie. W obecnej sytuacji nie mogłem jej wypuścić, a na pewno nie mogę tego zrobić, dopóki nie będzie bezpiecznie.

– A co z Latin Ride?

Dziewczyna gładko zmieniła temat rozmowy, za co byłem jej wdzięczny. Gemma stała się naszą mediatorką, głosem sumienia i iskrą dobroci w tym zimnym, krwawym i przemocowym świecie. Gdyby nie ona, prawdopodobnie pozabijalibyśmy się z braćmi.

– Już przekazałem Danowi, by wysłał im paczkę z informacją, że zrywamy wszelkie kontakty. Myślę, że poćwiartowane ciała tych dwóch idiotów będą dla nich wystarczającym wyjaśnieniem. Zablokujemy tym skurwielom wszystkie drogi transportu broni i narkotyków. Bez tego staną się nic niewartą grupką chłoptasiów na motocyklach.

– Nie będą się chcieli zemścić za śmierć swoich ludzi? – zapytała niepewnie.

– Za dużo wiesz jak na dziewczynę – odpowiedziałem, bacznie się jej przyglądając.

– Nie wychowaliśmy się w różnych domach, żebym była niczego nieświadomą laleczką na pokaz. Gdy rodzice zginęli, a ty objąłeś władzę, obiecałeś mi, że niczego przede mną nie ukryjesz, pamiętasz?

Na myśl o tamtych wydarzeniach serce zabiło mi nieregularnie. W milisekundę opanowałem emocje i spojrzałem na siostrę łagodnie. Miała dwadzieścia sześć lat, ale dla mnie zawsze będzie tą małą smarkulą, która przychodziła do mojego pokoju, kiedy Adam ją straszył, że pod jej łóżkiem są potwory.

– Tak, obiecałem. Trup po jednej stronie zazwyczaj zwiastuje trupa po drugiej. – Złapałem ją za dłoń, a Gem głośno westchnęła.

– Czyli odwołuję dzisiejsze wyjście do Red Door.

– Grzeczna dziewczynka.

W tym samym momencie rozbrzmiał dźwięk interkomu zapowiadający przyjście lekarza. Wstałem, ucałowałem siostrę w czubek głowy i poszedłem do holu, by przywitać się z doktorem. Zapowiedział, że jego wizyta trochę potrwa. Gemma weszła z nim do sypialni, gdzie przebywała Olivia, a ja i bracia siedzieliśmy w moim gabinecie. Nie chciałem, żeby dziewczyna była sam na sam z obcym mężczyzną, a obecność któregokolwiek z nas z całą pewnością by jej nie rozluźniła. Szczególnie że pewnie będzie musiała się rozebrać, aby doktorek mógł ją obejrzeć i przebadać. No i bądźmy szczerzy, po moim trupie pozwoliłbym tym dwóm napaleńcom oglądać jej ciało.

– Wyjdziemy dzisiaj do Trips? Dawno nie ruchałem. Muszę spuścić z krzyża – odezwał się Jasper, sprawdzający coś na telefonie. Rozparł się na fotelu przede mną, a nogi wyciągnął na biurko.

– Przypominam tylko, że ruchałeś jakieś czterdzieści osiem godzin temu w Las Vegas. – Adam rzucił w brata poduszką leżącą na szezlongu, na którym siedział.

– To o dwadzieścia cztery za długo – zaśmiał się Jas i pokazał mu środkowy palec.

– Co ty na to, Logan? Ty też dawno nie zatopiłeś swojego olbrzymiego chuja w mokrej cipce.

– Nadal nie pogodziłeś się ze swoim przeciętnym rozmiarem? – zapytałem i zrzuciłem jego nogi z biurka.

– Przeciętny rozmiar to ma Adam, ja jestem zdecydowanie ponadprzeciętny.

– Kto ci tak powiedział? Dziwki z Trips? – zaśmiał się najmłodszy z nas, po czym podszedł do Jasa, położył mu dłoń na ramieniu, nachylił się do jego ucha i dodał: – Zmartwię cię, bracie. One mówią tak każdemu.

Nie mogłem się opanować i parsknąłem śmiechem. Tylko przy rodzeństwie pozwalałem sobie na okazywanie emocji. Poza murami tego budynku musiałem być bezwzględnym skurwielem, inaczej żaden z moich ludzi by mnie nie szanował. A wrogowie nie uważaliby mnie za tak duże zagrożenie. Nie byłem też dwudziestolatkiem, który mógł sobie pozwolić na kompulsywne decyzje, szczególnie jeśli chodziło o biznes. Ustaliliśmy, że po wizycie lekarza pojedziemy do Trips. Miałem nadzieję, że dobre ruchanie z Lexie sprawi, że choć przez chwilę nie będę myślał o rudzielcu.

OLIVIA

Tydzień. Minął już tydzień, odkąd zostałam więźniem w rezydencji Logana i jego rodzeństwa. Fizycznie czułam się dobrze, ale nie pozwalano mi wychodzić z pokoju, dopóki lekarz nie potwierdzi, że jest ze mną lepiej. Przez ten czas przekonałam się, że moje zdanie nie ma tutaj dla nikogo praktycznie żadnego znaczenia. Szczególnie dla pierdolonego Logana, który zachowywał się tak, jakby mnie tu w ogóle nie było. Moją kompanką w niedoli stała się Gemma, która spędzała ze mną naprawdę dużo czasu, i chyba tylko dzięki temu nie zwariowałam. Czasami odwiedzał mnie Adam, ale jedynie na krótką chwilę. Chłopak był w ciągłych rozjazdach, jednak gdy wpadał na dzień lub dwa, zawsze o mnie pamiętał. Miło było patrzeć, jak przekomarzają się z Gemmą.

W takich chwilach myślałam o Alexie. Nie zliczę, ile razy chciałam się z nim skontaktować po ucieczce, ale mama stanowczo mi zabraniała. Był moim przyrodnim bratem, najlepszym przyjacielem i powiernikiem największych sekretów. Na początku nie rozumiałam, dlaczego mama zabrała tylko mnie. Z wiekiem pojęłam, dlaczego to była dobra decyzja. Czy najlepsza? Trudno powiedzieć. Już praktycznie nie pamiętałam życia w Anglii. Wiedziałam tylko, że muszę uciekać i panicznie bać się ojca. To wpoiła mi matka. Dobrym przypomnieniem były też obrazy, które od czasu do czasu nawiedzały moje sny. Bezduszny ojciec bijący mamę i Alexa. Sceny tortur, broni i ten zimny wzrok taty, kiedy na mnie patrzył. Jako nastolatka sama w pełni świadomie podjęłam decyzję, że nie będę się odzywać do brata. Wystarczyły mi jego zdjęcia, które znajdowałam w internecie, gdy wyszukiwałam artykuły na temat legalnych interesów ojca i chłopaka. Próba kontaktu byłaby zbyt niebezpieczna zarówno dla mnie, jak i dla niego. Ojciec bez mrugnięcia okiem by go torturował, gdyby się dowiedział, że Alex wie, gdzie jestem. I dziękowałabym Bogu, gdyby tylko na torturach się skończyło.

Chciałabym już wrócić do swojej normalności. Miałam po dziurki w nosie siedzenia w czterech ścianach w towarzystwie obcych ludzi. Wizytę lekarza zaplanowano na jutrzejsze popołudnie. Przynajmniej tak powiedziała Gemma, zanim wyszła wraz z braćmi na przyjęcie do senatora Branda. Od trzech dni opowiadała mi, jak nie lubi chodzić na takie spędy i jak bardzo ją to nudzi, ale jako jedna z wpływowych rodzin w Miami musieli brać w nich udział, szczególnie po śmierci ich rodziców.

By odgonić myśli o własnym bracie i obecnej sytuacji, postanowiłam wstać z łóżka. Włożyłam czarny satynowy szlafrok, który pożyczyła mi Gemma, i wyszłam po cichu z pokoju. Był późny wieczór, więc uznałam, że z pewnością zostałam już sama w rezydencji. Rodzeństwo miało ochroniarzy. Kilku z nich widziałam, kiedy przychodzili po Gemmę lub Adama, gdy ci u mnie siedzieli, ale tym razem chyba naprawdę byłam sama. Dookoła mnie panowała ogłuszająca cisza, ale światła pozostały zapalone, więc spokojnie mogłam się wybrać na małe zwiedzanie. Stawiałam ostrożne kroki, rozglądając się dookoła. Na piętrze znajdowało się kilka pokoi, ale nie miałam śmiałości zaglądać do środka. Ruszyłam w kierunku schodów. Raczej nikt nie miałby mi za złe, że przechadzam się po ogólnodostępnej części domu, a ona naprawdę robiła wrażenie. Po zejściu do ogromnej przestrzeni, w której mieścił się salon, byłam w szoku. Dwie duże kremowe kanapy oddzielał stolik kawowy, niedaleko nich dostrzegłam kominek. Po przeciwnej stronie wisiał największy telewizor, jaki w życiu widziałam, a przy bocznej ścianie ulokowano bar, przed którym stały cztery białe welurowe hokery. To, co zdziwiło mnie najbardziej, to brak dekoracji, zdjęć, czegokolwiek, co pokazałoby, jacy ludzie tutaj mieszkają. Przez to wnętrze wydawało się puste i zimne. Tak jak serce właściciela domu.

Z salonu przeszłam do kolejnego korytarza, prowadzącego do spiżarni, kuchni oraz jadalni, w której znajdował się długi dębowy stół na co najmniej dwanaście osób. W tym pomieszczeniu również urządzono mały barek z alkoholem. Ktoś tu ma problem z alkoholem, parsknęłam w duchu. Wróciłam do salonu i przeszłam do kolejnego korytarza, po drugiej stronie pomieszczenia. Ten prowadził do drzwi wejściowych do rezydencji i skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie pomyślałam, aby je otworzyć i po prostu zwiać. Pytanie brzmiało tylko, dokąd bym poszła na boso, w samej koszuli nocnej i szlafroku, bez dokumentów i pieniędzy. No i jak miałabym przejść przez bramę czy mur, który otaczał teren posiadłości. Na chwilę musiałam porzucić pomysł ucieczki. Lepiej poczekać na odpowiedniejszy moment. Ruszyłam w głąb korytarza. Kolejne drzwi okazały się lekko uchylone i sączyło się zza nich przytłumione światło. Jak zawsze moja ciekawość zwyciężyła, więc otworzyłam je szerzej. W środku był Logan. Siedział na fotelu obok dużego mahoniowego biurka. Miał na sobie czarne garniturowe spodnie oraz ciemne buty. Trzy pierwsze guziki jego śnieżnobiałej koszuli były odpięte, a marynarka i kamizelka leżały na szezlongu. Dłuższe włosy zdawały się w lekkim nieładzie, tak jakby kilka razy za szybko przeczesał je palcami. W ręce trzymał szklankę z brązowym płynem i bacznie się jej przyglądał, gdy poruszał nią tak, że ciecz wirowała.

Skrzypnięcie zawiasów wyrwało mężczyznę z transu, a jego wzrok padł na mnie.

– Przepraszam, nie chciałam ci przeszkadzać – rzuciłam natychmiast i z opuszczoną głową powoli wycofywałam się krok po kroku.

– Nie przeszkadzasz. – Odchrząknął, szklankę odłożył na biurko. – Powinnaś leżeć w swoim pokoju – dodał spokojnym głosem, po czym wstał i ruszył w moim kierunku.

– Mam dość leżenia. Czuję się dobrze – wyszeptałam, czując na sobie jego karcące spojrzenie.

W porównaniu do innych domowników przy nim czułam się maksymalnie nieswojo. Może dlatego, że przez ostatni tydzień widziałam go raptem dwa razy i nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać. Musiałam przyznać też sama przed sobą, że ten mężczyzna mnie onieśmielał i podniecał jak żaden inny. Był nad wyraz spokojny, nie okazywał żadnych emocji, a jego niebieskie spojrzenie pozostawało wiecznie zimne i przeszywające do szpiku kości.

– O tym zadecyduje jutro lekarz.

– Znam swoje ciało. Nic mi nie jest – burknęłam. – Nikt nie będzie za mnie decydował, czy czuję się dobrze, czy źle – dodałam, grożąc mu przy tym palcem.

– To Gemmy? – Wskazał koszulę nocną w kolorze butelkowej zieleni.

Gdy zatrzymał wzrok na moich piersiach, poczułam, że oblewam się rumieńcem. Szybko złapałam za poły szlafroka i mocniej się nim okryłam.

– Yhm, tak, Gemma mi to dała. Nie mam tu swoich rzeczy, a tym bardziej swojego pokoju – odpowiedziałam, zażenowana i zła.

Mężczyzna nie skomentował tego, tylko podszedł do mnie jeszcze bliżej. Przeniósł wzrok z mojego ciała na twarz i intensywnie mi się przyglądał. Uniósł dłoń i po chwili zawahania delikatnie dotknął mojego policzka. Było to dosłownie muśnięcie, ale mnie przeszył dreszcz. Przyjemny dreszcz.

– Muszę pochwalić Adama. Precyzja chirurga – wyszeptał.

Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że mówił o niedawno zszywanej ranie. Po raz kolejny dotknął mojego policzka, a ja mimowolnie wtuliłam twarz w jego dłoń. W tej chwili Logan nie wydawał się bezduszny. Mogłabym przysiąc, że widziałam w jego oczach zalążek dobroci.

– Jak długo będziesz mnie tu trzymał? – szepnęłam, spoglądając na mężczyznę.

Nie wiem, skąd się wziął ten nagły przypływ odwagi, ale po moim pytaniu Logan znów przybrał maskę opanowania. Odsunął się ode mnie i wrócił do fotela, na którym siedział. Wziął do ręki szklankę i upił spory łyk.

– Tyle, ile będzie trzeba. Nie jesteś bezpieczna, rudzielcu.

Jego odpowiedź podziała jak kubeł zimnej wody. Ruszyłam w jego kierunku i stanęłam przed nim z najgroźniejszą miną, na jaką potrafiłam się zdobyć.

– A czy ja mam coś do powiedzenia w tej sprawie? Wiesz, kim jestem. Więc wiesz też, że potrafię o siebie zadbać.

– Tak, wiem. Co nie zmienia faktu, że teraz przebywasz pod moją opieką.

– Żartujesz sobie ze mnie?! – Ten jego pieprzony spokój wyprowadził mnie z równowagi. – Mówisz tak, jakbym należała do ciebie!

– Bo należysz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, od jak dawna. – Złapał mnie za rękę i przyciągnął jeszcze bliżej siebie, tak że czułam intensywny zapach jego perfum oraz alkoholu, który przed chwilą wypił.

– Jesteś totalnie popierdolony.

Uderzyłam ręką w pierś mężczyzny, na co z głębi jego klatki wydobył się szczery, wibrujący śmiech. Logan pochylił się do mnie i wyszeptał mi do ucha:

– Wiem, rudzielcu. Nie musisz mi o tym przypominać.

Ustami musnął mój policzek, na co odsunęłam się gwałtownie, bo poczułam dziwne, lecz przyjemne mrowienie.

– Ty ocaliłaś mnie, teraz ja ocalę ciebie. – Mężczyzna nadal trzymał mnie za przedramię.

– O czym ty mówisz? Nie widziałam cię na oczy aż do tego wieczoru w klubie.

– To nie czas na takie rozmowy. Wracaj do pokoju i się połóż. Tak jak mówiłem, powinnaś odpoczywać.

– W dupie mam twój odpoczynek! Nie mam pojęcia, kim wy, do cholery, jesteście, kim ty jesteś. A w dodatku mówisz mi takie rzeczy. O co w tym wszystkim chodzi?!

Wyrwałam rękę z jego uścisku. Nie byłam w stanie pohamować złości, która z każdą sekundą przybierała na sile. Po raz pierwszy od lat czułam się znowu jak małe dziecko, które nie wie, co się dookoła dzieje.

– Dobranoc, Olivio.

Odsunął się ode mnie. Podniósł marynarkę i kamizelkę, po czym bez słowa wyszedł z gabinetu. Moja frustracja sięgnęła zenitu, krzyknęłam za nim, że go nienawidzę, i uderzyłam dłonią w biurko. Zostałam sama, zdana na pieprzoną łaskę tego wariata.

Copyright

Mój cień

Copyright © Elżbieta Chróścicka

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

książka ISBN 978-83-7995-888-7

ebook ISBN 978-83-7995-889-4

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Joanna Błakita

Korekta: Anna Nowak |

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara |

Skład i typografia:

Przygotowanie ebooka:

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl