W objęciach zemsty - Elżbieta Chróścicka - ebook
NOWOŚĆ

W objęciach zemsty ebook

Elżbieta Chróścicka

0,0

130 osób interesuje się tą książką

Opis

Harper Evans przyjeżdża do Nowego Jorku z przekonaniem, że zaczyna od nowa. Ma plan, kontrolę i życie, które wreszcie układa się dokładnie tak, jak powinno. Prestiżowa praca, wielkie miasto i bliskość jedynej osoby, której naprawdę ufa dają jej poczucie bezpieczeństwa.

A potem przychodzi jedna noc, która zmienia wszystko.

Napad w ciemnej uliczce, strach i mężczyzna, który znika równie szybko, jak się pojawił, pozostawiając po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie.

Dylan Thompson jest uosobieniem wszystkiego, czego Harper powinna unikać. Jego światem rządzą adrenalina, lojalność i zasady, które równie łatwo powstają, co są łamane. A jednak z każdym kolejnym spotkaniem granice zaczynają się zacierać, a to, co powinno ją odstraszać, przyciąga ją coraz mocniej.

Wkrótce przeszłość upomina się o swoje, a sekrety zaczynają wychodzić na światło dzienne. Harper staje przed wyborem, który może kosztować ją wszystko: bezpieczeństwo, przyszłość… i może nawet serce.

„W objęciach zemsty” to mroczny romans o pożądaniu, które nie zna granic, i uczuciu rodzącym się tam, gdzie nie powinno mieć prawa istnieć.

 

Nowelka z Grzesznej kolekcji Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 136

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Kolekcje



W objęciach zemsty

Elżbieta Chróścicka

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

ROZDZIAŁ 1

Wieczór w Nowym Jorku pachniał deszczem i spalinami. Ulice były jeszcze mokre po popołudniowej ulewie, a światła neonów wiszących nad sklepowymi wystawami odbijały się w kałużach.

– Jak ci mija pierwszy tydzień w naszej filii? – zapytała Kate, gdy całą grupą pracowników wychodziliśmy z budynku, w którym mieściło się nasze biuro.

Spojrzałam na dziewczynę – szybkim ruchem związała swoje długie blond włosy w niedbałą kitkę, jednocześnie nadal wpatrując się we mnie jasnoniebieskimi oczami. Twarz miała okrągłą, z delikatnymi rumieńcami i uśmiechem tak promiennym i szczerym, że rozweselał każdego, kto był w pobliżu. Kate Bennett była aniołem chodzącym po ziemi. Uosobienie dobroci, ciepła i wszystkich możliwych zalet, jakie tylko mogłyby przyjść na myśl.

– Już miałam okazję z wami pracować, kiedy przyjeżdżałam w delegacje, więc nie wiem, co ci powiedzieć – odparłam, odwzajemniając uśmiech.

Kilkukrotnie pracowałam z tymi niesamowitymi ludźmi podczas moich wyjazdów służbowych z siedziby Silver Line w Portland. Jeśli miałabym być całkowicie szczera, nadal nie mogłam uwierzyć, że od blisko trzech tygodni żyję w mieście, które nigdy nie śpi. Kiedy prezes zaakceptował moją prośbę o przeniesienie, byłam w siódmym niebie. Powrót do Nowego Jorku to możliwość pracy nad większymi projektami. Zmiana otoczenia, nowi ludzie, ale to, co było dla mnie najważniejsze, to że znowu byłam bliżej Ryana.

– Idziemy do Blue Light. Dołączysz do nas? – zapytał Matt, odwracając się w moim kierunku.

– Blue Light?

Zapytałam zdziwiona. Pierwszy raz słyszałam tę nazwę.

– To najlepszy bar na Manhattanie – odpowiedziała Kate, widząc moją konsternację.

– Może innym razem? Jutro rano mam coś do załatwienia.

– Co może być ważniejsze od dobrego zimnego piwa w piątkowy wieczór? – zaśmiała się blondynka.

– Jestem umówiona na spotkanie. Obiecuję, że następnym razem pójdę – odpowiedziałam ze szczerym uśmiechem.

– Trzymamy cię za słowo. Do zobaczenia w poniedziałek!

Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i wraz z Mattem oraz resztą załogi przeszła na drugą stronę ulicy, zostawiając mnie samą. Ostatni raz pomachałam im na pożegnanie i ruszyłam w kierunku mieszkania. Dzisiejszego wieczoru przez pogodę taksówki rozeszły się szybciej niż zwykle i od kilku dobrych przecznic każda, która mnie mijała, była zajęta. Obcasy stukały o chodnik, a w powietrzu czułam ten charakterystyczny ciężar, jakby miasto znowu budziło się do życia. Poprawiłam kołnierz i włożyłam dłonie głębiej do kieszeni czarnego płaszcza. Niebo, choć mało widoczne przez otaczające mnie wieżowce, zasnuwały chmury, a jedynym źródłem światła były migające latarnie nad praktycznie pustą ulicą. Z myśli o Ryanie i o tym, jak przebiegnie jutrzejsze spotkanie wyrwał mnie dochodzący zza moich pleców dźwięk kroków. Na początku myślałam, że to przypadek – w końcu w Wielkim Jabłku mieszka prawie osiem i pół miliona ludzi. Oczywistym było, że ktoś idzie w tym samym kierunku co ja. Jednak im bardziej się przysłuchiwałam, tym bardziej byłam przekonana, że kroki za mną są idealnie zsynchronizowane z moimi. Przyspieszałam – kroki przyspieszały, zwalniałam – kroki zwalniały. Serce zaczęło mi bić jak szalone, a oddech stał się nerwowy. Delikatnie obróciłam głowę, by kątem oka spojrzeć na osobę za mną. Był to mężczyzna, ubrany na czarno, z naciągniętym na głowę kapturem, przez co nie mogłam dostrzec jego twarzy. Nim zdążyłam pomyśleć o planie ucieczki, mocna dłoń chwyciła mnie za ramię i pociągnęła w boczną uliczkę. Krzyk stanął mi w gardle, kiedy poczułam zimny metal na policzku.

– Dokąd tak pędzisz, laleczko? – warknął napastnik, dociskając moje plecy do mokrego muru. – Portfel, telefon. Dawaj wszystko, co masz.

Adrenalina wystrzeliła we mnie, jakby ktoś poraził mnie prądem. Całe moje ciało drżało i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, ale zaczęłam się wyrywać, choć wiedziałam, że nie mam z nim najmniejszych szans.

– Przestań się szarpać, bo skończysz z kosą między żebrami – zagroził, przesuwając ostrze z mojej twarzy w okolice brzucha.

Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ktoś oswobodził mnie z potrzasku. Byłam pewna, że to jego kompan i za chwilę skończę obrabowana i zgwałcona, leżąc w kałuży własnej krwi. Poczułam powiew świeżego powietrza, kiedy silne dłonie nagle mnie puściły, przez co bezwładnie wylądowałam na mokrym chodniku. Usłyszałam głośny huk i mogłabym przysiąc, że słyszałam dźwięk łamanej gałęzi. Gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam, że mój oprawca leży nieopodal mnie, zasłaniając twarz dłońmi.

– Spierdalaj stąd, zanim połamię ci coś więcej niż tylko nos.

Przede mną stanął mężczyzna. Wysoki, szerokie ramiona, czarna skórzana kurtka, pasująca do niej czapka z daszkiem. W półmroku dostrzegłam jego czarne niczym smoła, lśniące oczy, w których czaił się gniew i coś, co trudno było mi opisać. Nazwałabym to… determinacją? Tak, zdecydowanie, brutalną determinacją.

– Nic ci nie jest?

Jego głęboki, chrapliwy głos dotarł do moich uszu sekundę po tym, jak zarejestrowałam ruch jego pełnych, symetrycznych warg. Wyciągnął dłoń, którą chwyciłam trzęsącą się ręką. Nogi miałam jak z waty, kiedy napastnik przebiegł obok nas.

– Hej, słyszysz mnie? Wszystko w porządku?

Powtórzył, bacznie mi się przyglądając. Dotknął moich roztrzęsionych ramion, a ja nadal nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.

– Jesteś cała mokra – stwierdził, gdy dotknął moich pleców. Bez wahania ściągnął swoją kurtkę i zarzucił ją na mój płaszcz.

– T- tak. Dzięki.

Tylko tyle udało mi się wydusić przez zaciśnięte z nerwów gardło.

Mężczyzna bez słowa wyprowadził mnie z ciemnej uliczki. Oprócz nas nie było nikogo. W końcu odważyłam się na niego spojrzeć. W świetle latarni dostrzegłam sporych rozmiarów bliznę biegnącą wzdłuż żuchwy po prawej stronie. Ta blizna, jego postura, ciemne ubranie… to wszystko sprawiało, że wyglądał niebezpiecznie. Jak ktoś, od kogo lepiej trzymać się z daleka, bo zna każdą ciemną stronę tego miasta.

– Powinnaś bardziej uważać – mruknął, spoglądając na mnie chłodno. – Samotne spacery ulicami Nowego Jorku nie są bezpieczne. Szczególnie dla takich jak ty.

Nagle poczułam ukłucie złości. Choć nadal trzęsłam się niczym galareta, a żołądek przykleił mi się do kręgosłupa pod wpływem wyrzutu adrenaliny, wyprostowałam się i spojrzałam w te czarne duże oczy.

– Takich jak ja? A kim według ciebie jestem? I dla kogo w takim razie Nowy Jork jest odpowiedni? – wyrzuciłam, próbując zakryć resztki strachu buntowniczą postawą.

Jego pierwszą reakcją był nieznaczny uśmiech.

– Jeśli chodzi o samotne spacery? Dla tych, którzy wiedzą, że miasto ma zęby i potrafi gryźć – stwierdził spokojnym tonem.

Już miałam coś powiedzieć, jakąś ciętą ripostę, jednak on się odwrócił, jakby miał odejść. Coś mnie powstrzymało.

– Poczekaj! – zawołałam.

Odwrócił się powoli, chowając dłonie w kieszeni spodni. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Intensywne, niebezpieczne, a jednocześnie tak cholernie hipnotyzujące.

– Jak mogę ci podziękować?

– Nie musisz. Po prostu na siebie uważaj. – Ponownie obdarzył mnie tym swoim półuśmiechem.

– Twoja kurtka! – zawołałam, kiedy zaczął się oddalać.

– Dbaj o nią! – odkrzyknął, unosząc dłoń do góry, jednak już się nie odwrócił.

Bez dalszej rozmowy skierował się w stronę ciemnej uliczki, zostawiając mnie z sercem bijącym jak szalone i pytaniem, kim, do diabła, był mój wybawca.

ROZDZIAŁ 2

Po powrocie do domu pierwsze, co zrobiłam, to spojrzałam w lustro. Boże, nie poznawałam dziewczyny, która spoglądała na mnie z drugiej strony. Brązowe włosy, obcięte równo przy linii żuchwy, które zwykle układały się gładko, teraz zwisały ciężko, mokre i przyklejone do policzków, na których wciąż widziałam smugi podkładu rozmytego przez deszcz i łzy. Moje oczy wyglądały obco. Ciemniejsze niż zwykle, szerokie, wypełnione strachem i złością. Ściągnęłam kurtkę mojego wybawcy i przemoczony, zniszczony płaszcz. Szczupłe ramiona nadal drżały z zimna. Strach mnie powoli opuszczał. Pochyliłam głowę, zaciskając dłonie na szafce pod lustrem tak mocno, że zbielały mi kłykcie. Pojedyncze krople spływały z końców włosów na lakierowane dębowe drewno. Z frustracji uderzyłam w blat szafki, a po moich policzkach spłynęły kolejne łzy.

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Każdy, nawet najmniejszy dźwięk dochodzący z ulicy przypominał mi tamten moment, kiedy ostrze dotknęło mojej skóry, i jego. Tego mężczyznę z ciemnymi oczami, które świdrowały mnie niemal na wylot.

Przez kolejne dni próbowałam wrócić do normalności. Spotkanie z Ryanem przebiegło bez większych problemów. Upewniłam się, że wszystko jest z nim w porządku, i przekazał mi wieści, że być może za kilka tygodni spotkamy się w bardziej sprzyjających okolicznościach. Praca w agencji PR nie dawała chwili wytchnienia. Telefony, maile, prezentacje. Wszystko to pochłaniało większość mojego czasu. Przychodziłam do pracy wcześnie rano, wychodziłam późnym wieczorem. Jednak od tego feralnego dnia ani razu nie odważyłam się wrócić samotnie do domu. Nie powiedziałam nikomu o wydarzeniach z tamtego wieczora. Ryan nie mógł nic zrobić, Kate by spanikowała, a reszta pewnie i tak miałaby to w nosie. Pracując nad kolejnym projektem, odtwarzałam scenę z ciemnej uliczki. Jednak nie była to scena napadu. Tym razem widziałam jego twarz. Tę bliznę i ten cholernie rozbrajający półuśmiech. Byłam zmęczona natłokiem obowiązków, a przede wszystkim myśleniem o tamtym dniu. Skończyłam pracę wcześniej i opuściłam biurowiec, żeby oczyścić głowę. Włożyłam za dużą skórzaną kurtkę i wyszłam na tętniącą życiem ulicę. Może to głupie, ale od tamtego wieczoru codziennie wkładałam tę część nie swojej garderoby. Dawała mi złudne poczucie bezpieczeństwa. To był ten dzień. Przełamię swój lęk i wrócę do domu pieszo.

– Dasz radę, Harper. To tylko kilka przecznic – westchnęłam, zaciskając dłoń na pasku torebki. Wzięłam głęboki oddech, po czym ruszyłam w kierunku mieszkania.

Znów słyszałam te cholerne kroki. Mimo że nie było jeszcze kompletnie ciemno i mijali mnie również inni ludzie, moje całe ciało się napięło. Ręce zadrżały, a żołądek się zacisnął. Ignorując ogarniający mnie strach, gwałtownie się obróciłam, by sprawdzić, czy to na pewno tylko mój umysł płatał mi figle.

– Spokojnie. To tylko ja – usłyszałam ten sam ochrypły głos.

Serce mi przyspieszyło. Stał kilka kroków dalej, oparty o latarnię obok przejścia dla pieszych, które chwilę temu minęłam. Miał na sobie czarną bluzę i ciemne jeansy. Wyglądał tak samo niebezpiecznie jak tamtej nocy.

– Śledzisz mnie? – zapytałam, próbując ukryć nerwy.

– Upewniam się, czy nie pakujesz się znowu w kłopoty.

Odparł tak spokojnie, jakby to, co powiedział przed chwilą, było czymś zupełnie normalnym. Mimowolnie parsknęłam śmiechem.

– Czyli co? Jesteś moim aniołem stróżem czy coś w tym stylu? Bo raczej wyglądasz na gościa, przed którym mama kazałaby mi uciekać.

Widziałam, że go rozbawiłam, a jego spojrzenie na moment złagodniało. Podszedł bliżej, nadal jednak zachowując zdrowy dystans.

– Zaufaj mi, twoja mama miałaby rację. – Nachylił się w moją stronę. – Nie jestem facetem, którego powinnaś znać.

Wyprostował się. Nie wiem, skąd wzięła się we mnie ta ponadprzeciętna odwaga albo ponadprzeciętna głupota, ale zrobiłam krok w jego stronę.

– Chyba nie jesteś taki zły. W końcu uratowałeś mi życie.

Milczał przez chwilę, patrząc za moją głowę, tak jakby nie chciał albo bał się spotkać mój wzrok.

– Nie mogłem inaczej. Ale nie zmienia to faktu, że nie powinnaś zadawać się z kimś takim jak ja.

– Czyli kim?

To pytanie wyszło z moich ust szybciej, niż zdążyłam pomyśleć. W końcu dość jasno powiedział, że w ogóle nie powinnam się z nim zadawać.

– Kim jestem? – Zawahał się. W jego oczach było widać, że toczy wewnętrzną walkę. – Kimś, kto niedawno wyszedł z więzienia.

Jego słowa zawisły między nami jak niewidzialny ciężar. Mały głosik w mojej głowie krzyczał, że mam odejść. Powinnam poczuć strach, cokolwiek, co wywołałoby chęć ucieczki. Jednak zamiast tego poczułam ciekawość.

– Za co? – zapytałam cicho.

– Nie pytaj – odparł beznamiętnie.

– Dlaczego?

– Bo wtedy będziesz mogła zdecydować, czy chcesz w ogóle na mnie patrzeć.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Stałam tam jak słup soli, patrząc na niego. Na jego szerokie ramiona, podkrążone oczy i obojętny wyraz twarzy. Czułam… naprawdę czułam każdą komórką ciała, że sama jego obecność wciąga mnie w coś, od czego nie będzie odwrotu.

– Chodź. – Zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Złapał mnie za dłoń i pociągnął w kierunku, z którego przyszłam. – Pokażę ci coś.

– Dokąd idziemy? – spytałam odruchowo, starając się utrzymać równowagę.

– Do miejsca, w którym poczujesz, że twoje serce naprawdę bije.

Nie miałam pojęcia, czy mam być przerażona czy zaintrygowana. Wydawał się tak pewny siebie, że moje nogi same za nim podążały. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, że zgodziłam się z nim iść. Może była to adrenalina, a może zwykła ciekawość, podszyta moją dziwną fascynacją mężczyzną, który pewnym krokiem prowadził mnie w nieznane. On był inny, zdecydowanie inny niż ci wszyscy faceci w garniturach, których znałam z pracy.

ROZDZIAŁ 3

Szliśmy bocznymi uliczkami, a on cały czas milczał. Dźwięk naszych kroków odbijał się od chodnika, a ja czułam się jak bohaterka filmu, w którym widz krzyczy do telewizora: „Uciekaj!”, a ja pomimo tego, jak głupie cielę idę na rzeź.

– Zamierzasz w końcu zdradzić mi chociaż swoje imię? – zapytałam, przerywając tę głuchą ciszę.

Spojrzał na mnie kątem oka, jakby się zastanawiał, czy zasługuję na jego odpowiedź. Ten człowiek wywoływał we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony był przerażający i idealnie wpasowywał się w typ, przed którym mnie przestrzegał. Czyli faceta, którego powinno się omijać szerokim łukiem. Z drugiej strony uratował mi życie, a to, jak na mnie patrzył… Cholera właśnie tak. To, jak na mnie patrzył, sprawiało, że w pewnym sensie chciałam mu zaufać. Jak gdyby mógł przejrzeć moją duszę na wskroś.

– Dylan – powiedział krótko. – A ty?

– Harper.

– Harper – powtórzył.

Gdy wypowiedział moje imię niskim, chrapliwym głosem, poczułam lekkie ukłucie w brzuchu. Jakby to, jak je wymawia, miało jakiekolwiek znaczenie.

Po kilkunastu minutach weszliśmy na parking przed opuszczonym magazynem. Z daleka słyszałam ryk silników, muzykę i okrzyki ludzi. Światła samochodów rozcinały nadchodzący mrok niczym reflektory ze sceny.

– Co to jest? – zapytałam, choć odpowiedź była oczywista. Bywałam z Ryanem w takich miejscach nieraz.

– Mój świat – odparł, odwracając się w moją stronę i unosząc teatralnie ręce na boki.

Kiedy weszliśmy w krąg światła, zobaczyłam kilka sportowych samochodów ustawionych w jednej linii i tłum ludzi. W powietrzu unosił się zapach spalonej gumy i benzyny, którego nie czułam od dobrych pięciu lat.

– Nielegalne wyścigi – stwierdziłam, patrząc na mężczyznę. – Żartujesz sobie?

Dylan spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

– Myślałaś, że jestem grzecznym chłopcem po odsiadce? – szepnął mi do ucha.

Chciałam odpowiedzieć, ale zagłuszyła mnie głośna muzyka dobiegająca z samochodu obok i wiwat ludzi. Dwóch facetów podeszło do mężczyzny i uścisnęło go.

– Stary, wszyscy myśleli, że już do nas nie wrócisz. A tu proszę! Gdzie się podziewałeś po wyjściu z dołka?

– Byłem tu i tam – zaśmiał się, klepiąc znajomego po ramieniu.

Stałam z boku i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Doskonale zdawałam sobie sprawę, z czym wiążą się takie wyścigi. Znałam potencjalne konsekwencje, aż za bardzo.

– Król powrócił! – krzyknął drugi, dosłownie wskakując Dylanowi na ramiona.

– Wiecie, że zawsze wracam – odparł mój towarzysz.

Jego głos był pewny siebie, wręcz władczy. Zupełnie inny niż podczas rozmowy ze mną.

Spojrzał na mnie, jakby zapomniał, że w ogóle tutaj jestem. Zlustrował mnie od góry do dołu, zapewne sprawdzając, jak reaguję na całą sytuację.

– Powinnam iść. Miło było cię poznać, Dylan – rzuciłam, kiedy zdrowy rozsądek w końcu zaczął brać górę nad moimi sprzecznymi emocjami.

– To nie jest miejsce dla ciebie – odpowiedział spokojnie.

Skinęłam głową, racząc go ostatnim spojrzeniem i odwróciłam się.

– Ale jeśli chcesz zobaczyć, kim jestem naprawdę – dodał, łapiąc mnie za dłoń – zostań.

Poczułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej. Spojrzałam na końcówki palców wystające zza dużego rękawa jego kurtki. Gładził delikatnie moją skórę opuszką kciuka, powodując mrowienie w całym moim ciele. Tak jakby niewidzialne iskry przeskakiwały z jego ciała na moje. Wiedziałam, byłam niemal pewna, że powinnam odejść. Uciec jak najdalej i nigdy nie wracać, bo czekają mnie wyłącznie kłopoty. Już sama moja obecność tutaj mogła się skończyć katastrofą dla mnie i Ryana. Ale mimo to zostałam.

Silniki ryknęły, tłum zaczął odliczać. Dylan puścił mi oczko i poszedł wraz z dwójką swoich kumpli do czarnej Toyoty Supry, która przypominała drapieżnika gotowego do skoku. Zanim wsiadł, odwrócił się i spojrzał na mnie z tym swoim uśmieszkiem, unosząc brew, jakby pytał, czy jestem gotowa na to, co za chwilę się wydarzy. Nie zdawał sobie sprawy, że wiedziałam o takich wyścigach równie dużo, co on. Skinęłam głową, a potem usłyszałam mruczenie silnika.

Dylan ustawił się w linii z drugim kierowcą, który prowadził srebrną Mazdę RX-7. Przed nimi pomiędzy autami stanęła dziewczyna trzymająca bandany w obu dłoniach. Prawą podniosła, patrząc na Dylana. Wystawiła kciuk, na co dało się usłyszeć warkot silnika – sygnał, że jest gotowy. Dziewczyna powtórzyła ruch w stronę drugiego kierowcy. Ta sama reakcja. Oszałamiający ryk silnika, dużo głośniejszy niż z Toyoty, wdarł się do moich uszu. Zobaczywszy, że obaj zawodnicy są gotowi, uniosła dłonie, a w momencie, gdy energicznie je opuściła, auta wystartowały. Dylan wystrzelił do przodu.

Smuga dymu i wiwatujący tłum zasłoniły mi widok na czoło wyścigu. Stałam tam, wciągając w płuca zapach spalin i jedno już wiedziałam. Właśnie przekroczyłam granicę, zza której nie ma powrotu. Ale musiałam się jakoś stamtąd wyrwać.

Copyright

W objęciach zemsty

Copyright © Elżbieta Chróścicka

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-926-6

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Agata Milewska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl