Opis

Zostałam sprzedana przez własną matkę za narkotyki. W wieku siedemnastu lat stałam się dziwką. Przez kilka lat byłam sponiewierana, moje ciało było własnością facetów, którzy codziennie odwiedzali mój pokój. Mogłabym z tym żyć, gdyby nie moja młodsza siostra. Chciałam dla niej innego życia, dlatego postanowiłam uciec z tego piekła. Właśnie tak znalazłam się w San Diego, gdzie od nowa zaczęłam tworzyć swoją historię. Byłam zamknięta na każdego faceta, który się do mnie przystawiał, dopóki nie trafiłam na Maksa. On dotarł do mnie, burząc ten mur, który zbudowałam wokół siebie. Nauczył mnie jak cieszyć się seksem, którego myślałam, że nigdy nie polubię. Niestety moja bańka mydlana musiała pęknąć, a dawne życie przypomniało o sobie. Teraz stoję pod ścianą, muszę dokonać wyboru, który daje mi Marco. Decyzja jest prosta, on znowu wygrał.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 228

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Czarna perełka wśród premier 2019 roku. Historia mroczna, czarująca i z pazurem. Młoda kobieta po przejściach, która szuka normalności. Czy pozwoli się zniszczyć? Ta historia zostawiła nas w ścianie łez, tylko po to byśmy znowu mogły znaleźć uśmiech.

Papierowe Księżniczki - Daria Słonopas, Kasia Filipowicz

Zniszczona to opowieść o przyjaźni, miłości, a przede wszystkim o sile kobiecości. Ta książka pokazuje jak wiele potrafimy poświęcić dla osób, które kochamy.

Agnieszka Nikczyńska Książki takie jak my

To mocna i szokująca powieść o odwadze, poświęceniu, zdradzie i niezłomnej walce o prawo do własnego szczęścia. Wstrząsa, wzrusza, mrozi krew w żyłach, a zarazem w przejmujący sposób pokazuje, że są w życiu rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Zapewniam Was, jeszcze długo po skończonej lekturze będziecie wracać do niej myślami.

Krystyna Meszka Literacki świat Cyrysi

Copyright © by Monika Rępalska 2019Wydawnictwo WasPosAll rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowaniaoraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja i korektaJustyna KarolakLidia Szarna

Zdjęcia na okładceDmitrii Kotin - pl.123rf.comoraz pxhere.com

Projekt, skład i łamanieWydawnictwo WasPos

Wydanie I

ISBN 978-83-66070-55-4

Wydawnictwo [email protected] www.waspos.pl

Od autorki

Tatuś, to dla Ciebie.

Dziękuję za zaszczepienie we mniemiłości do czytania, dzięki Tobiezaczęłam także pisać.

Rozdział 1

Leżę otępiała pod jakimś spasionym i spoconym ciałem, wyłączam myśli w czasie, kiedy on raz za razem wbija się we mnie. Ten stary oblech sapie, jednocześnie szepcząc mi do ucha zboczone słówka. To niby ma mi pomóc? Ciekawe, w czym – w dojściu? Już dawno nie zaznałam tego uczucia. Nie oszukujmy się: wiem, że nigdy nie będzie mi dane poznać kogoś odpowiedniego, założyć rodzinę i dawać bliskim szczęście, którego sama nigdy nie dostałam. Myślę o wszystkim, aby się rozproszyć i zignorować ból rodzący się w moim wnętrzu. Facet chyba ma problemy, gdyż męczy mnie tymi burzliwymi pchnięciami już od dwudziestu minut. Od czasu do czasu pociera moją łechtaczkę swoimi grubymi paluchami.

Ponownie czuję szczypanie, co przebija się przez moją zbroję, którą tworzę za każdym razem, kiedy mam klienta. Osobiście nazwałabym tych facetów, którzy wykorzystują mnie jak szmacianą lalkę, by spełniać swoje zboczone, sadomasochistyczne fantazje, skurwysynami. Chyba się znudził, bo teraz przechodzi do gryzienia i ssania moich sutków. Boże, facet – ogarnij się – mówię sobie w myślach. – Nie jestem twoją matką, a z moich cycków nie poleci mleko. Najgorsi są ci, którzy nie wiedzą, jak zabrać się do rzeczy.

– Cukiereczku, zaraz dojdę. Jak z tobą? – W końcu zaczęła chyba działać viagra, bo dziadek po tym całym oraniu mojego kruchego ciała dobija do brzegu. Nie zostaje mi nic innego, jak zadowolenie klienta i powiedzenie mu, że oczywiście tak mi dobrze, że też zarazdoję.

– Jesteś niesamowity. – Zmuszam się do przejechania moimi paznokciami po jego obleśnie owłosionych plecach. Z praktyki wiem, że to działa na tych durniów.

Czuję, jak się zbliża, więc czas zacząć przedstawienie. Trochę krzyczę niczym gwiazda pornosa, a facet zadowolony chrząka, dochodząc. Po wszystkim pada na mnie i wygląda na wniebowziętego, jakby wszedł na Mount Everest. Tak, dziadku, też się cieszę, że już po wszystkim. Po kilku minutach zbiera się i płaci mi meganapiwek, obiecując, że jeszcze mnie odwiedzi.

Leżałam przed nim rozkraczona z czterdzieści minut, aż bolą mnie uda. W łazience ściągam z siebie narzucony na moje nagie obolałe ciało satynowy szlafrok i wchodzę pod prysznic. Dokładnie się szoruję, jednak piersi oraz wnętrze ud traktuję ulgowo. Jestem w tych miejscach zaczerwieniona – wystarczy, że lekko się dotknę, a najchętniej rozpłakałabym się. Po kąpieli nakładam na wrażliwe miejsca balsam, mój dyskomfort do jutra musiustąpić.

Dziś dziadek był moim ostatnim klientem. Odkąd tu jestem, a mija już pięć lat tego piekła, stałam się najbardziej zabieganą dziewczyną w tym burdelu. Sorry: od chwili, gdy tu wylądowałam, powinnam używać słowa „kurwa”, bo nie jestem już tą słodką dziewczyną. Wszystko zostało mi odebrane w wieku siedemnastu lat – przez moją biologiczną matkę. Nikomu nie życzę takiego dzieciństwa, przez jakie ja przeszłam, a tym bardziej takiej matki. Jedyne, z czego się cieszę, to, że dała mi młodszą siostrę. Niestety musi przebywać ze mną w tym strasznym miejscu, które nie jest odpowiednie dla pięcioletniego dziecka, ale zdecydowanie lepsze to niż sierociniec. Kobieta, która dała nam życie – wolę używać tego sformułowania niż nazywać ją matką – zmarła przez przedawkowanie. Przedtem udało mi się załatwić dokumentację, która uczyniła mnie prawnym opiekunem mojej przyrodniej siostry. Jestem szczęśliwa, ponieważ zdążyłam to zrobić jeszcze przed sprzedaniem mnie do tego przerażającegomiejsca.

Moje dziewictwo, które chciałam zachować dla tego jedynego, zostało mi odebrane przez bossa tego brudnego interesu. Miałam jakieś tam pojęcie, jak to bywa między kobietą a mężczyzną, ale nie byłam przygotowana na to, co mnie spotkało. Przed tym całym zdarzeniem cieszyłam się, że mam zaokrąglone ciało. Szczupłe długie nogi, krągłe biodra, za które mogą łapać faceci. Jędrny tyłek, gdyż codziennie biegałam, płaski, wyrzeźbiony brzuch oraz piersi rozmiaru D. Długie kręcone brązoworude włosy, pełne usta, twarz w kształcie serca z wielkimi zielonymi oczami, okolonymi długimi, grubymi podkręconymi rzęsami. Cieszyłam się, że jestem ładna – dla młodej nic nieświadomej świata dziewczyny z liceum, kiedy każdy chłopak odwraca się za tobą, jest to niesamowite uczucie. Ale to było kiedyś, teraz jestem inną osobą – pozbawioną emocji, zobojętniałą kukiełką na to całe pieprzone otoczenie. W obecnej chwili nic poza moją siostrą mnie nie rusza, dla niej jednej zrobiłabym wszystko.

Wracając do mojego pierwszego razu, gwałt przy tym to chyba mniejsze zło. Współczuję oczywiście dziewczynom, które przeżyły to straszne zdarzenie. Ten skurwiel brał mnie mocno, na kilkanaście przeróżnych sposobów, wchodził w moje ciało w miejsca, o których nigdy dotąd nie miałam pojęcia, że można pieprzyć. Stosował na mnie swoje zabawki, które raniły moje ciało, a najgorsze, że musiałam spełniać jego rozkazy. Po wszystkim nie byłam w stanie wstać z łóżka, zostawił mnie samą – bezbronną po nocnymmaratonie.

– Kochanie, jeszcze kilka rundek z moimi chłopakami, a będziesz moim najcenniejszym nabytkiem. – Patrzę tylko ze strachem w oczach, jak śmieje się diabolicznie. – Już widzę mnożące się pieniądze za to boskie ciało. Twoje drzwi nie będą się zamykały, gdy umieszczę cię na naszej stronie internetowej. – Błagam, żeby już wyszedł i zostawił mnie samą. – A – odwraca się do mnie z ręką na klamce – jak będziesz się dobrze spisywała, to może umieszczę z tobą siostrę. Tylko rób to, co ci każę, a dogadamy się skarbie. – Teraz chyba już wychodzi na dobre. Wydaję z siebie syk, powoli podnosząc się z łóżka. Muszę zmyć z siebie ten ohydny brud. Nawet nie patrzę na siebie, boję się tego, co zobaczę. Jestem tylko wdzięczna, że nie rozerwał mnie na pół tym swoim ogromnym fiutem. Zerkam za siebie, widzę wkoło pełno krwi. Boże, ona jest moja! Zbieram w sobie odwagę, po czym patrzę na swoje ciało. Jest całe posiniaczone, w niektórych miejscach obtarte, mocno zaczerwienione – z widocznymi kilkoma pogryzieniami. Na moich nogach widnieje zaschnięta krew – na sam jej widok o mało nie mdleję. Nie płaczę; już dawno zabrakło mi łez. Ten skurwiel odebrał mi moją niewinność, chce ze mnie zrobić dziwkę. Niech sobie myśli, że mu się to uda. Zawładnął moim ciałem, ale duszy mu nie oddam – poczekam, aż Liz podrośnie i ucieknę jak najdalej od niego i tego chorego świata.

Tak, to właśnie poprzysięgłam sobie pięć lat temu – teraz ten czasnadchodzi.

Odkąd Marco zbija na mnie kupę szmalu, stałam się jego ulubioną dziewczynką, z której zdaniem się liczy. Po tych kliku latach mogę decydować o swoichklientach.

Moim celem jest zwabiać tych najbogatszych, nic innego się nie liczy, nie zwracam uwagi na wygląd. Podczas kiedy faceci mnie posuwają, staram się wyłączać swój umysł, chociaż jedyna myśl, która zaprząta mi głowę, to to, kiedy przyjdzie odpowiedni czas naucieczkę.

***

– Nat, dlaczego muszę spakować wszystkie swoje rzeczy? – Patrzę na moją małą siostrzyczkę, która siedzi teraz przed swoją szafą i pakuje swojeciuchy.

– Kochanie – klękam przy niej, zakładając jej blond włoski za ucho – już ci mówiłam, robimy sobie długą wycieczkę daleko stąd. – Macham ręką, nakreślając jej obraz, jak daleko.

– A zabieramy ze sobą ciocię Sue i Claire? – Liz podnosi na mnie swoje wielkie niebieskieoczy.

– Nie, Liz, jedziemy same. – Chwytam delikatnie jej kruche ramionka i odwracam ją twarzą do siebie. – Teraz, kochanie, posłuchaj mnie bardzo uważnie. Nikomu nie możemy powiedzieć, że gdzieś się wybieramy. Jasne? – Uśmiecham się, aby jej nie przestraszyć. Moja mała siostrzyczka kiwa tylko swoją małą główką na znakzgody.

– Jesteście gotowe? – woła z korytarza Sante. Jest naszym kierowcą, co miesiąc wozi wszystkie dziewczyny Marco do lekarza na badania kontrolne. To chyba jedyny plus mojej brudnej roboty. Jesteśmy badane od góry do dołu na wszystkie możliwe choroby. Przecież nie wiadomo, co przenoszą ci wszyscy kolesie przychodzący do nas na najlepszy w swoim popapranym życiu numerek. Dodatkowo dostajemy zastrzyki antykoncepcyjne albo inne zabezpieczenia – ta decyzja zależy tylko od każdej znas.

– Trzymaj, weź jeszcze to. – Patrzę na torbę, którą wręcza mi Sue. Claire stoi z boku z Liz narękach.

– Nie mogę tego przyjąć – protestuję, szybko oddając jejtorbę.

– Nie interesuje nas teraz twoja duma, to prezent od nas – wtrąca sięClaire.

Sue i Claire to moje najlepsze przyjaciółki, to one pomogły mi w tych najcięższych chwilach, które tuprzeżyłam.

Każda z nas znalazła się w tym miejscu z różnychpowodów.

Claire chciała mieć szybki i łatwy dostęp do kasy, poza tym uwielbiaseks.

Natomiast Sue jest samotną matką. Kiedy jej rodzina dowiedziała się, że będzie miała dziecko, wyrzuciła ją z rodzinnegodomu.

Po niespełna roku mieszkania na ulicy dostała siętutaj.

Jest wdzięczna Marco za możliwość urodzenia u niego, wychowania syna i zapewnienie dobrze płatnej pracy. Jej, tak samo jak Claire, nie przeszkadza takie życie, ja natomiast chcę czegoś innego – lepszego dla siebie, a tym bardziej dla Liz.

– To naprawdę sporo kasy, jestem bardzo wdzięczna za waszą pomoc. – Czuję kłujące łzy pod powiekami, ale szybko mrugam i przeganiam je, aby się nie rozpłakać. To chyba po raz pierwszy od kilku lat, kiedy pojawiają się u mnie łzy. – Jesteście pewne, że nie będziecie miały przeze mnieproblemów?

– Spoko, młoda. Jak coś, poradzimy sobie z wielkim złym Marco. – Sue puszcza mi oczko, na co sięuśmiecham.

– Dobra, to chodźmy. – Biorę od Claire Liz. Udajemy się na dół, gdzie czekają już na nas inne dziewczyny. – Teraz jest odpowiedni moment – szepcze mi do ucha Sue. – Zamiast wyjść do łazienki, idźcie z Liz na zaplecze. Wszystko jest już przygotowane. Samochód będzie na was czekał przy kawiarni Drivers. Tutaj masz dokumenty, które będą wam potrzebne do rozpoczęcia nowego życia. – Jezu, te dziewczyny są kochane. Pomogły mi we wszystkim, nareszcie będę mogła oddychać pełną piersią. Moje ciało będzie należało tylko do mnie, a Liz zazna w końcu szczęśliwego dzieciństwa.

Przytulam mocno te dwie wariatki, którym jestem ogromnie wdzięczna, chwytam Liz w ramiona i wybiegam wąskim korytarzem na zewnątrz.

***

– Nat, ile jeszcze? – Liz podskakuje wfotelu.

– Kochanie, już jesteśmy blisko – mówię, zerkając na nią co jakiśczas.

Jeździmy tak już od tygodnia, a ja nadal nie mam planu. Zatrzymywałyśmy się na noc w przydrożnych motelach, ale nie możemy ciągle żyć w ten sposób. W końcu muszę coś wybrać – nigdzie nie będzie dość daleko, aby na dobre uciec od Marco, ale gdzieś musimy się osiedlić. Już jakiś czas temu minęłam tabliczkę z napisem San Diego – może tam się wybierzemy? Tak, to dobrypomysł.

– Liz – uśmiecham się do niej szeroko – nasz przystanek to SanDiego.

– Hura! – Moja słodka mała siostrzyczka klaszcze w dłoniepodekscytowana.

Przez cały czas jazdy próbuję w jakiś sposób zająć uwagę Liz, śpiewamy razem z radiem, opowiadam jej, jaki będziemy miały śliczny mały domek.

– Oczywiście, kochanie, będziesz miała swój różowy pokoik, a wokół łóżka będzie pełno przeróżnych lalek. Co ty na to? – pytam.

– Tak, tak! – Kocham widzieć jej uśmiech na tej rumianej dziecięcej buźce. – Już gouwielbiam.

– Cieszę się, kochanie. No dobra, wychodzimy, pora coś zjeść. – Parkuję przy krawężniku obok włoskiej restauracji. Z zewnątrz wygląda dość dobrze, chyba Liz nie będzie wybredna i coś zje. Biorę małą za rękę, zamykam samochód i ze złączonymi rękami wchodzimy do środka.

Otwieram drzwi, a melodyjny dzwoneczek sygnalizuje o kolejnym przybyłym gościu. Liz rozgląda się dookoła, jej błyszczące oczka rozglądają się po otoczeniu, chłonąc wszystko. W tym całym zgiełku udaje mi się znaleźć dla nas wolny stolik. Ciągnę swoją malutką siostrę za rękę w jedyny wolny kąt restauracji. Tylko udaje nam się usiąść, a już podchodzi do nas młodadziewczyna.

Na moje oko ma z szesnaście lat, jest śliczna. Ma oliwkową cerę, duże czekoladowe oczy, długie kręcone, czarnewłosy.

Kiedy się uśmiecha do Liz, zauważam równe śnieżnobiałe zęby. Wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo sympatyczna. Jednak życie nauczyło mnie nie ufać tak łatwo ludziom, a przede wszystkim takim słodkim jak ta dziewczyna. Od razu przypomina mi się Marco: gdyby ją zauważył, chciałby mieć ją u siebie. Stop! Nakazuję sobie dość myślenia o tym sadyście. Już jesteśmy bezpieczne, a Marco nie dorwie tej dziewczyny.

– Cześć, jestem Laura – szczebiocze dziewczyna i wyciąga do nas karty dań. – Proszę, to dla was. Jak się zdecydujecie, na co macie ochotę. wystarczy zawołać. – Błyska swoim kolejnym uśmiechem. – A może już chcecie coś zamówić? – dopytuje.

– Musimy się jeszcze zastanowić – odpowiadam.

– Spoko. – Puszcza oczko do Liz, odwraca się na pięcie i podchodzi do innegostolika.

Zerkam na kartę, czytam ją małej, żeby sobie cośwybrała.

– I jak, co chcesz? – Patrzę na Liz zza karty.

– Naleśniki z czekoladą. – Już widzę, jak oblizuje swoje usteczka.

– Mówisz i masz, kochanie. – Uśmiecham się do niej. Odkładam menu, podnoszę rękę, aby zawołaćkelnerkę.

Zamiast młodej dziewczyny podchodzi starszapani.

Kobieta jest przy kości, ciepłe oczy patrzą na nas, a na pomarszczonej twarzy pojawia się szczeryuśmiech.

Grube włosy przyprószone siwizną ułożyła w kok na czubkugłowy.

Podnosi rękę nad swoją głowę i wyjmuje z koka ołówek.

– Słucham, cukierku, co podać? – zwraca się do Liz. Mała wcale nie jest wstydliwa, tylko recytuje swoje zamówienie. Starsza pani zapisuje wszystko do swojego małego notesiku, a później odkręca się do mnie z tym samympytaniem.

– Ja poproszę jajecznicę z bekonem, do tego jedną grahamkę i czarną mocną kawę. – Muszę naładować się kofeiną, aby mieć siły na znalezienie nam lokum na dzisiejsząnoc.

– Z daleka jesteście? Nie kojarzę waszych ślicznych buziek. – Próbuje nas zagadać, a moje ciało natychmiast na to pytanie sztywnieje. Zanim zdążę udzielić informacji, Liz mówi zamnie.

– Nat zabrała nas na wycieczkę. – Szybko podnoszę wzrok na Liz. Ona wydaje się zadowolona, że podzieliła się swoją wiadomością ze starszą panią.

– Macie gdzie spać? – Zaskakuje mnie tympytaniem.

– Przepraszam, ale nie rozumiem – mówię chyba za ostro, ale kobieta patrzy na mnie niewzruszona moim wybuchem. Chyba nie uważa, że to nie jej sprawa. Przyszłyśmy zjeść, a nie dzielić się swoją historią z całkiem obcąosobą.

– Kochanie, widzę, że przed czymś uciekasz. – mówi kobieta, a w mojej głowie wybucha myśl: co?! – Jeżeli potrzebujesz pomocy – zerka na Liz – domu albo pracy, chętnie cośzaoferuję.

Zamurowuje mnie… skąd ona niby wie, że potrzebujemy tegowszystkiego?

Muszę pomyśleć, dlatego teraz odpowiadam tylko lakonicznie.

– Dziękuję za propozycję, ale teraz chciałybyśmy dostać nasze zamówienie. – Patrzę jej prosto w oczy, nie chcąc okazać strachu, że tak szybko mnierozpracowała.

– Za chwilkę przyślę do was z jedzeniem moją wnuczkę. – Głaszcze Liz po jej blond główce, jeszcze raz zerka na mnie, po czymodchodzi.

Po chwili, tak jak powiedziała starsza pani, jej wnuczka podchodzi do nas z naszym zamówieniem. Jest to ta sama śliczna dziewczyna, która podeszła napoczątku.

– Proszę bardzo, to dla księżniczki, a to dla ciebie. – Stawia przed nami pachnące domowym jedzeniem talerze. – Babcia pewnie już zdążyła was pomęczyć? – mówiczarnulka.

– Tak – przyznaję szczerze. Jej babcia przeprowadziła swoje prywatne dochodzenie, jeżeli chodzi o naszą dwójkę.

Dziewczyna zostawia nas same, kiedy tylko zabieramy się zajedzenie.

Liz po kilku gryzach swojego naleśnika ma buźkę upaćkaną czekoladą. Ja sama pałaszuję przepyszną jajecznicę, aż uszy mi się trzęsą. W międzyczasie zastanawiam się, czy nie zgodzić się na propozycję tej szalonej starszej pani. Miałabym od razu pracę i dom – wszystko, czego akurat terazpotrzebuję.

Po przeanalizowaniu całej tej sytuacji jestem chyba gotowa podjąć to ryzyko. Kiedy kończymy swój posiłek, znów podchodzi do nas starsza pani. Już z daleka widzę, jak jej oczy się uśmiechają… kim ona jest, czarownicą? Wygląda tak, jakby wiedziała, że chcę się zgodzić na jej wcześniejsząpropozycję.

– I jak ci kochanie smakowało? – zwraca się doLiz.

– Pycha! – wykrzykuje moja zadowolona siostrzyczka, na co kobieta obdarza ją miłymuśmiechem.

– Bardzo się cieszę. Takie pyszności robię cały czas dla moich wnuków, dlatego wiedziałam, że dodatkowa czekolada może cię uszczęśliwić. – A to spryciara, już udobruchała sobie Liz. – I jak? Przemyślałaś moją propozycję? – Przechyla głowę i świdruje mnie swoimi oczami podobnymi downuczki.

– A może pani powiedzieć coś więcej o mieszkaniu i pracy, którą miałabym wykonywać? – pytam, bo muszę wiedzieć, o czym mówimy. Nie mogę wpakować się z Liz w jakieś kłopoty, dopiero od jednych uciekłam.

Starsza pani siada pomiędzy mną a Liz.

– Mam do wynajęcia mieszkanie nad restauracją. Razem z mężem mieszkamy dom dalej, więc góra stoi pusta już od jakiegoś czasu. I tak mieliśmy ją wynająć, a teraz nadarza się okazja, więc… Jeżeli chodzi o pracę, to niedługo zaczyna się szkoła, a moja wnuczka wraca do niej za tydzień. Dlatego potrzebuję kogoś do pomocy przy kelnerowaniu, pasuje ci to? – pyta. Zerkam na Liz, a ona to zauważa. – Jeżeli martwisz się o tę śliczną małą kruszynkę, to bez obawy, może z tobą przesiadywać w restauracji albo z nami w kuchni. Na pewno nie będzie przeszkadzała, już od dawna nie miałam do czynienia z takimi małymi dziećmi. Moi wnukowie jakoś nie śpieszą się do żeniaczki. Jak masz na imię, kochanie? – kieruje pytanie doLiz.

– Liz, a to moja siostraNat.

Boże, kocham jak mój aniołek się uśmiecha. Jest wtedy taka beztroska, właśnie tego dla niej od zawszechciałam.

– Pięknie. – Kobieta po raz kolejny głaszcze Liz po głowie. – To jak? – Wiercę się na krześle, zerkam na Liz. Co ja mam teraz zrobić? Myśl Nat, szybko.

– Liz kochanie, chciałabyś tutaj zamieszkać? – Niech ona zdecyduje, wtedy nie będę czuła się wina, że podjęłam decyzję na własną rękę. To też jest jej nowe życie, i jesteśmy drużyną. Liz rozgląda się dookoła, po chwili zabieragłos:

– A będę miała swój własny pokoik, jak obiecałaś? – Uśmiecham się, kiedy tomówi.

– Oczywiście, tam jest dużo miejsca, zaraz możemy wszystko obejrzeć, jeśli chcesz. – Starsza pani ubiega mnie przed opowiedzeniem na pytanieLiz.

– OK, to chodźmy. – Mała zeskakuje z krzesła, bierze mnie za rękę i ciągnie za kobietą, która idzie przednami.

Przechodzimy obok baru i kierujemy się w głąbkorytarza.

Liz podskakuje, machając naszymi złączonymi rękami. Natomiast ja rozglądam się wszędzie; mijamy kuchnię, wchodzimy po masywnych drewnianych schodach. Zatrzymujemy przed drzwiami, kiedy kobieta otwiera je jednym z plikówkluczy.

– Proszę, możecie się spokojnie rozejrzeć. – Zaprasza mnie i Liz gestem dłoni do środkapomieszczenia.

Z przedsionka przechodzimy od razu do ogromnego salonu. Jestem zaskoczona, gdyż jest on nowocześnie urządzony, niczego tu nie brakuje. Na środku znajduje się wielka beżowa kanapa, przed nią stoi szklany stolik. Na ścianie wisi pięćdziesięciocalowy telewizor, a przez ogromne okna wpada dużo dziennego światła, co nadaje pokojowi wrażenie przytulnego. Liz biega po mieszkaniu i zagląda przez każdą parę drzwi znajdujących siętu.

– Spokojnie, urwisie – upominamją.

Sama udaję się do przestronnej kuchni, która jest dobrze wyposażona, w rogu stoi stół jadalny mieszczący sześcioosobową rodzinę. Wow! Jak na razie to miejsce robi wrażenie, zastanawiam się, ile może kosztować, a tym samym zadaję sobie pytanie, czy mnie będzie na nie stać. Moje fundusze powoli maleją, a nie chcę wydać wszystkiego od razu.

– Nat, ja zaklepuję sobie ten śliczny pokój – woła mnieLiz.

Idę za jej głosem, zauważam ją, jak skacze po wielkim łóżku. Jej oczy błyszczą radością, odwracam się i widzę starszą panią z uśmiechem na ustach, kiedy patrzy na moją szczęśliwą siostrzyczkę. Swoim wyglądem przypomina mi teraz babcię, której nigdy nie miałam. Widać, że cieszy się szczęściem mojejmałej.

– No kochanie, widzę, że nasz mały skarb już znalazł swoje miejsce, idź zobaczyć swoje. – Wypycha mnie za drzwi, zmuszając do dalszegozwiedzania.

Otwieram drzwi zaraz naprzeciwko Liz i staję zamurowana. Ta sypialnia jest wielka jak każde pomieszczenie w tym mieszkaniu. W końcu będę miała przestrzeń tylko dla siebie, zero facetów dobijających się do moich drzwi o każdej porze dnia i nocy. Podchodzę do łóżka, dotykam miękkiego, pachnącego kwiatami nakrycia.

– Podoba się? – Wzdrygam się, kiedy słyszę za sobą głos starszej pani. Powoli odwracam się do niejtwarzą.

– Tutaj jest pięknie, ile kosztuje wynajem? Oczywiście jeśli się zgodzimy tutaj zostać. – Nie mogę jej pokazać, że mizależy.

– O tym pogadamy później, przy herbacie. A teraz zostało ci jeszcze ostatnie pomieszczenie. – Ten jej uśmiech zaczyna na mnie oddziaływać. Sama zauważam, że chcę się do niej uśmiechnąć, ale tego nierobię.

Kurczę, łazienka jest wspaniała. Znajduje się tutaj prysznic, narożna wanna, pralka i wiele innych łazienkowychdupereli.

Oddycham głęboko, dobra… teraz czas pogadać ocenie.

– Tak, babciu, chcę ciasto bananowe! – Słyszę radosny piskLiz.

Teraz już nie mam wątpliwości, że podejmuję dobrądecyzję.

A pani babcia to anioł, który spadł nam z nieba. Nasze życie już zaczyna się zmieniać, a co przyniesie jutro, jeszcze się okaże. Pozwalam sobie na mały uśmiech, kierując się do salonu, gdzie słyszę śmiech Liz i starszej pani.