Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czasem wystarczy jeden telefon, by zniszczyć to, co budowano od lat.
Wiki jest felietonistką i niedoszłą pisarką. Jej harmonijne, poukładane życie wali się w jednej chwili, gdy narzeczony dzwoni z informacją, że wyjeżdża razem z kochanką. Ale na pocieszenie dodaje, że wciąż kocha Wiktorię.
Ten dzień nie mógł być gorszy, a jednak…
Stłuczka na parkingu i spór o to, kto zawinił, nie pozwalają kobiecie zbyt długo rozpaczać. Zwłaszcza gdy okazuje się, że właściciel drugiego auta jest niczym wyjęty z jej najskrytszych fantazji.
Dawid też ma kochankę, lecz jest nią praca a nie sekretarka. Mężczyzna nie ma ochoty angażować się w związek po złych doświadczeniach z ostatnią partnerką, ale nie potrafi oderwać wzroku od Wiktorii i wbrew rozumowi pozwala ponieść się łączącemu ich przyciąganiu.
To przypadkowe spotkanie udowadnia, że koniec nie musi być definitywny, a może oznaczać po prostu start czegoś nowego – gorące uczucie, spełnienie marzeń i zrobienie kroku w dobrą stronę.
„Zerwane połączenie” to historia, która buduje, daje nadzieję i pokazuje, że prawdziwy mężczyzna pozwala swojej kobiecie zdobywać szczyty.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 244
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Helen Parker
Zerwane połączenie
Nie wierzysz w fatum? Poczekaj, aż zafunduje ci je facet przez telefon.
Wszystkim kobietom, które kiedyś zostały zdradzone.
Kiedy wpadłam roztrzęsiona na parking, nie wiedziałam, co dla mnie szykuje wszechświat. Moje harmonijne życie zostało mi odebrane jedną krótką rozmową. Bańka, w której żyłam właśnie pękła z wielkim hukiem, a ja nie mogłam zrozumieć, dlaczego. Przecież wszystko miałam poukładane, a na pierwszym planie zawsze był ON.
No właśnie, on! A co ze mną? W jednej sekundzie smutek zamienił się we wściekłość i właśnie wtedy wszystko się pokręciło. Cofając pojazdem, wjechałam w czarnego, terenowego Mercedesa, a mogłabym przysiąc, że wcześniej go tam nie było.
A może znowu mi się coś wydawało? Może to jednak moje myśli wciąż błądziły pod salonem Victoria's Secret, gdy zamarłam po odebraniu tego ostatniego telefonu?
Ale zacznijmy od początku.
Wiktoria
Dwie godziny wcześniej
Doskonale! Wszystko miałam dokładnie przemyślane i dzisiejszy wieczór zapowiadał się idealnie. Nareszcie udało mi się zaplanować randkę z Michałem i musiała być perfekcyjna. Przez nawał pracy w jego firmie mieliśmy dla siebie coraz mniej czasu. Jeszcze, gdy rozwijał studio, a ja pomagałam mu w papierkowej robocie, wychodziliśmy na wspólny lunch czy służbowe kolacje. Jednak teraz widywaliśmy się jedynie przed snem i rano, mijając w kuchni przy ekspresie do kawy.
Nic nie mogło nam tej kolacji zakłócić. Praca również. Artykuły, które miałam napisać do lokalnej gazety, były już gotowe, a na przygotowanie przepisów miałam jeszcze tydzień. Dlatego wzięłam sobie wolny dzień, a narzeczonemu zaznaczyłam naszą randkę w kalendarzu na czerwono, aby w tym czasie nie umawiał spotkań.
Po śniadaniu zrobiłam zakupy, przygotowałam na wieczór co tylko mogłam i oddałam się własnym przyjemnościom. Maseczka, masaż i fryzjer, plus małe zakupy.
Rany, jak ja potrzebowałam takiego dnia! Dlatego z uśmiechem na twarzy weszłam do salonu, a tam już czekał mój ulubiony mistrz, Filip. Uwielbiam jego ręce. Samo mycie głowy z masażem przenosiło mnie daleko, do świata moich marzeń.
Gdy tylko zajął się moimi włosami, zamknęłam oczy i odpłynęłam. Znowu w mojej głowie wchodziłam do wysokiego, szklanego biurowca, w czarnych szpilach, ołówkowej spódnicy za kolano, zielonej koszuli i ze skórzanym neseserem pełnym pomysłów wydawniczych.
Tak, to właśnie te marzenia pozwoliły mi przetrwać w robocie, która była jedynie środkiem do celu. Studio Michała na razie stanowiło mój priorytet. No właśnie, ziemia wzywa Wiktorię.
– I jak? Dzisiaj zaszalejemy? – zapytał Filip, susząc mi włosy.
– Dzisiaj proszę o wyprostowane. Muszą być idealnie gładkie, wieczorem mam randkę z ukochanym. – Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o zbliżającym się wieczorze.
– Uuuu – mruknął, poruszając zawadiacko brwiami. – Nowy kochanek?
– Oszalałeś? – zaśmiałam się. – Jesteśmy razem pięć lat, ale nadal lubię robić na nim wrażenie.
– Szczęściarz – skwitował krótko i poszedł po zestaw, dzięki któremu miał zrobić mnie na bóstwo.
Taka prawda. Byliśmy młodzi, bez zobowiązań, a wspólny czas, który mimo wielu godzin pracy spędzaliśmy razem, zawsze starałam się urozmaicać. Sama pracowałam zdalnie, a do redakcji chodziłam trzy, cztery razy w miesiącu, jeśli była taka potrzeba, więc kiedy Michał spędzał tyle godzin w pracowni, rozłąka wydawała mi się jeszcze dłuższa. Tym bardziej teraz, kiedy jego firma mocno się rozwinęła i zyskał wielu nowych klientów. Dlatego chciałam, by nasze chwile były wyjątkowe. Jednak w tej chwili bez wyrzutów sumienia oddałam się własnym przyjemnościom.
Spod rąk Filipa przeszłam do Klary. Doskonałej wizażystki, która w salonie bywała tylko raz w tygodniu, a dzisiaj przyjechała specjalnie dla mnie, już wcześniej znając moje plany. Czego chcieć więcej od życia? Brakowało mi tylko pięknej bielizny i dobrego kochanka, który na mnie czekał.
Obecnie
Po dwóch godzinach spędzonych w salonie piękności poszłam do Victoria’s Secret. Piękna, koronkowa bielizna w kolorze czerwonego wina była dopełnieniem idealnego dnia.
Z uśmiechem na ustach i głową gdzieś daleko w marzeniach szykowałam się do opuszczenia galerii. Była już siedemnasta, a ja musiała przygotować jeszcze ulubiony deser mojego narzeczonego. W tym momencie poczułam delikatne wibracje telefonu. To był on, Michał. Moja wytęskniona, wieczorna randka.
– Hej, czy mnie śledzisz? Bo jeśli tak, musisz teraz zamknąć oczy, szykuje niespodziankę na wieczór – rzuciłam radośnie do słuchawki.
W odpowiedzi usłyszałam głębokie westchnienie.
– Wiktoria.
Kiedy wypowiedział moje pełne imię, zrobiło mi się gorąco. Dziwny dreszcz niepokoju przeszedł po moich plecach.
– Michał, proszę nie stresuj mnie, co się dzieje?
– Jestem na lotnisku. Tak bardzo cię kocham i nie mogłem wyjechać bez rozmowy, zostawiając notatkę na stole.
– Jak na lotnisku? Nie rozumiem. – Nie mogłam już ukryć zawodu w swoim głosie. – Masz jakiś niespodziewany wyjazd? Dzisiaj?
Mimo, iż Michał miewał nagłe wyjazdy służbowe, żaden z jego obecnych kontraktów tego nie zapowiadał. Coraz bardziej bałam się tego, co mogłam usłyszeć.
– Pamiętasz Lidię? Od pewnego czasu jesteśmy razem. Długo nie wiedziałem, jak ci o tym powiedzieć.
Lidia, a raczej Linda, bo tak kazała na siebie wołać. Wredna kurwa z wielkimi, silikonowymi cyckami, asystentka Michała. Od kiedy pojawiła się w firmie, tworzyła sztuczne problemy, które zmuszały go do pozostawania dłużej w pracy.
– Od dwóch miesięcy planowaliśmy przeprowadzkę do Włoch. Najpierw chciałem zrobić to po cichu, jednak nie potrafię tak odejść bez słowa. Bardzo cię kocham i jest mi strasznie przykro, że nie potrafiłem spojrzeć ci w oczy i wyznać prawdy. Dzwonię, żeby ci powiedzieć… yyy… nie chciałem zachować się jak ostatni drań. Wiki, ja naprawdę cię kocham – mówił, coraz bardziej bełkocząc.
– Nie chciałeś? Za późno! – syknęłam do słuchawki i przerwałam to żałosne wyznanie, rozłączając rozmowę.
Stałam oniemiała. Cała galeria coraz bardziej rozmywała mi się przed oczami. Moje serce było pełne gniewu, żalu, poczucia straty. Takiego finału tego dnia absolutnie się nie spodziewałam.
Czy ja naprawdę byłam taka głupia? Czy naprawdę nie domyślałam się, że mnie zdradza? Wszystkie nadgodziny, nagłe wyjazdy do Włoch na targi i do producentów mebli. Wiele kontraktów, które rzekomo angażowały go jeszcze bardziej niż do tej pory. Problemy w firmie, które musiał rozwiązywać, o ironio, dzięki wsparciu Lindy, i jakoś zawsze udawało mu się wyjść z tarapatów. Tylko ślepy nie zauważyłby takich sygnałów. Albo zakochany. Niby wiedziałam, ale jednak całą siłą woli przez ostatnie dwa lata odsuwałam od siebie takie myśli. W kółko powtarzałam, że jestem dla niego najważniejsza i wkrótce się pobierzemy. Kochałam go tak bardzo, że nawet przed sobą nie potrafiłam przyznać, że mnie zdradzał.
Przymknęłam oczy, ubolewając nad własną głupotą. Prawda była taka, że Michał zawsze nosił mnie na rękach. Kiedy byliśmy razem, traktował mnie jak swoją księżniczkę. Przynosił kwiaty, zabierał do mojej ulubionej restauracji, kupował prezenty bez okazji. Dlatego mimo, iż intuicja podpowiadała mi, że coś się dzieje, te drobnostki usypiały moją czujność. Odsuwałam podejrzenia daleko, zwalając je na wybujałą fantazję albo zbyt wiele przeczytanych romansów, w których zawsze była inna „Linda” spiskująca za plecami głównej bohaterki. Nie dopuszczałam sytuacji, że kiedyś ten związek się skończy. Cholera, przecież byliśmy zaręczeni!
Nadal stałam roztrzęsiona przed salonem Victoria’s Secret, trzymając w ręku papierową torebkę z piękną bielizną kupioną na naszą niedoszłą randkę. Nie mogłam się ruszyć, nie wiedziałam, w którym kierunku iść.
Michał ciągle próbował się do mnie dodzwonić, a ja odrzucałam połączenia, jedno po drugim. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, bo niby co miałabym mu powiedzieć? Wracaj, spróbujmy jeszcze raz?
Po kilku nieudanych próbach wysłał SMS-a.
Michał: Kocham cię i przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i będziesz szczęśliwa.
Tego było za wiele! Zablokowałam jego numer. Mimo złości moje myśli ciągle znajdowały się przy nim – moim Michale.
Moim? W tym momencie coś we mnie uderzyło, niekontrolowana złość. Tak nagle! Co dziwne, nie wiedziałam, do kogo była skierowana. Do mnie, głupiej i naiwnej dziewczyny wierzącej w bajki, czy do niego, skurwiela, który nie miał na tyle odwagi, aby powiedzieć mi prosto w oczy, jakim jest dupkiem? Rozwścieczona faktem, że dałam się tak oszukać, poszłam do sklepu, kupiłam sobie butelkę prosecco i napisałam do mojej przyjaciółki.
Ja: Wyjechał.
Kate: Hej, kto wyjechał? O czym ty mówisz?
Ja: Michał wyjechał z kochanką. Rzucił mnie…
Nie minęła nawet sekunda, jak zadzwonił mój telefon.
– Wiktoria, gdzie jesteś? – zapytała bez powitania, zaniepokojonym głosem.
– W centrum. Szykowałam się na naszą wieczorną randkę, kiedy do mnie zadzwonił. – Z trudem hamowałam płacz. Nie chciałam dokładać przyjaciółce zmartwień swoimi problemami.
– Zadzwonił? Powiedz, że to chory żart – stwierdziła tonem, jakby sama nie wierzyła we własne słowa. – Tylko spokojnie, za trzydzieści minut będę u ciebie, wszystko mi opowiesz.
– Daj spokój, wiem, że jesteś w pracy, poradzę sobie. – Starałam się grać twardą. Wiedziałam, że Kate, ma teraz bardzo dużo pracy.
– Jesteś pewna? – Wyczułam niepokój w głosie przyjaciółki.
– Tak.
– Wiesz kochana, może właśnie tak miało się stać – skwitowała łagodnie. – Gdzieś pod skórą czułaś, że powinnaś go rzucić. A teraz problem zniknął sam.
– Masz rację, ale tak bardzo bałam się samotności. Naprawdę nie chciałam odejść – przyznałam niechętnie.
– Zawsze mówiłam, żebyś rzuciła tego kutasa, nie zasługiwał na ciebie. Opij swoją żałobę, a potem zaszalejemy. Kto wie, może tym razem ty się zabawisz?
– Kocham cię, wariatko. Zadzwonię. – Zaśmiałam się, choć w moim głosie nie było radości.
– Trzymaj się, maleńka, a jak dojedziesz do domu, napisz mi SMS-a, a ja wpadnę wieczorem. Pamiętaj, jesteś najlepsza.
Kate, a właściwie Katarzyna, była moją przyjaciółką od lat. Zawsze byłyśmy dla siebie najważniejsze, czego nie mógł zaakceptować mój już ex narzeczony. Była moim całkowitym przeciwieństwem. Ta dziewczyna jak kochała, to całą sobą, ale jak nienawidziła, to nie istniały dla niej półśrodki, a kutasy skreślonych facetów odcinała i zrzucała w czeluści piekielne, zapominając o problemie.
Czyżby dzisiaj to była recepta dla mnie?
Westchnęłam ciężko, przykleiłam do twarzy sztuczny uśmiech i ruszyłam na podziemny parking, gdzie stało moje auto. Jednak mimo pozornego spokoju złość ponownie zaczęła we mnie buzować. Nie mogąc już tego dłużej tłumić, stanęłam przy pojeździe, wrzuciłam torbę z bielizną do bagażnika i tupiąc wściekle obcasami, wypuściłam z siebie głęboko osadzony, niekontrolowany krzyk:
– Jak on mógł!
Po chwili trzasnęłam bagażnikiem, wsiadłam do samochodu i zaczęłam cofać.
Potworny huk odciągnął moje myśli od Michała! Całym ciałem rzuciło mnie do przodu, a w lusterku zobaczyłam jedynie wielkie, czarne auto. Wysiadłam wściekła i wykrzyczałam:
– Jak jeździsz, kretynie?! Kurwa! Skąd ty się wziąłeś?!
Drzwi kierowcy samochodu otworzyły się, a z auta wysiadł jeszcze bardziej wściekły ode mnie i, cholera, diabelnie przystojny facet.
To chyba jakiś żart. Takie rzeczy działy się tylko w tandetnych romansach albo telenowelach, a nie na parkingu warszawskiego centrum handlowego. Dlaczego on musiał być taki boski? Wysoki, dobrze zbudowany, ubrany w jeansy i białą koszulkę idealnie opinającą jego sylwetkę? Jasna cholera, tego już było za wiele!
– Ja nie potrafię jeździć? – powiedział opanowanym, choć podniesionym głosem. – Szczerze wątpię. Mam wrażenie, że to właśnie ty jesteś niepoczytalna i pomimo tego wsiadłaś za kółko. Rozmawiałem spokojnie przez telefon, kiedy wpadła na parking jakaś ruda wariatka, tupała i wrzeszczała nie wiadomo dlaczego przed swoim bagażnikiem!
O matko, zalałam się rumieńcem. On to wszystko słyszał? Byłam pewna, że tu nikogo nie ma, ale nie zamierzając się poddać, wypaliłam:
– Ach tak, czyli rozmawiałeś przez telefon! Twoja wina, że we mnie wjechałeś! Zamiast skupić się na prowadzeniu auta, pewnie wciskałeś jakieś kity swojej dziewczynie! Wszyscy jesteście tacy sami!
Mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony, zauważając, że nasza rozmowa nagle zmieniła tor.
– Dziewczynie? O czym ty do cholery mówisz? Wydzierałaś się na parkingu, więc postanowiłem zmienić miejsce. To nie jest normalne! Może jednak takie wariatki, które nie potrafią trzymać emocji na wodzy, powinny dobrowolnie oddać prawo jazdy i poruszać się komunikacją miejską? – Gdyby wzrok mógł zabijać, z pewnością leżałabym już martwa. – Ach nie, na przystankach nie można wyć do księżyca. Nie zazdroszczę twojemu facetowi. Pewnie codziennie ma takie atrakcje. Jego życie z rudą wariatką musi być bardzo, kurwa, ciekawe – dodał po chwili.
Nagle poczułam się, jakby ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na głowę. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie zważając na to, co będzie dalej, otworzyłam drzwi pasażera i usiadłam. Wszystko we mnie krzyczało.
Nie płacz! Nie teraz, nie przy nim!
Ale łzy płynęły, jakby miały własne życie. Zakryłam twarz rękami, próbując odzyskać kontrolę. Z pochyloną głową wyszeptałam:
– Właśnie mnie rzucił przez telefon i uciekł z kochanką do Włoch.
Nie wiem dlaczego to powiedziałam. Słowa same wypłynęły z moich ust. Mężczyzna się nie odezwał i czułam jak mi się przygląda. Po chwili przykucnął przede mną, złapał mnie za ręce, odsuwając je delikatnie od twarzy i mruknął ciepłym, niskim głosem:
– Jaki dupek zrywa z dziewczyną przez telefon?
Dawid
Zaraz, co się właściwie dzieje?
Przeczesałem nerwowo włosy, próbując pozbierać myśli. Serio, jedyne co w tym momencie potrafiłem powiedzieć, to jakieś pierdolone „co za dupek zrywa z dziewczyną przez telefon”? W jednej chwili miałem ochotę ją usadzić za rozwalenie mi auta, a w następnej myślałem tylko o tym, żeby ją przytulić i zabrać do siebie.
Ja pierdolę, człowieku, ona właśnie wjechała w twój samochód, opierdoliła cię jak gówniarza, a ty wyobrażasz sobie, jak to byłoby trzymać ją w swoich ramionach? Co do cholery?
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, a jej oczy błyszczały od łez. Były zielone z brązową plamką w lewym oku, która całkowicie mnie zahipnotyzowała. Wciąż trzymałem jej dłonie, a w mojej głowie ponownie pojawił się obraz sprzed kilku minut. Kiedy to wściekła, wrzuciła zakupy do bagażnika i koronkowa bielizna wysunęła się z biało-różowej torby.
No pięknie. Mój kutas drgnął, a mózg przestał działać. W tym momencie tylko ta jedna część ciała zareagowała, odcinając dopływ krwi tej drugiej. Gapiłem się na nią, nie potrafiąc wykrztusić słowa.
Czy to normalne, że miałem ochotę otworzyć szampana i krzyczeć z radości, bo była sama i nie miała faceta?
Nagle zerwała się, czym przywróciła mnie do rzeczywistości. Ja pierdolę, ona naprawdę była nieprzewidywalna.
– Co jest, kurwa! – wrzasnąłem, nie wiedząc co się dzieje.
– Cóż. – Przetarła policzki ręką i dumnie uniosła podbródek. – Niech się pierdoli. Nie będę teraz o tym myślała, wracajmy do naszego problemu.
– Yyyy, tak właśnie. – Odchrząknąłem, przeczesując włosy.
Brawo mistrzu, wspiąłeś się właśnie na wyżyny elokwencji.
W tym momencie zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się imię – Mateusz.
– Przepraszam, muszę to odebrać. – Kiwnąłem głową, przesuwając zieloną słuchawkę. Odsunąłem się dwa kroki, wiedząc, że mój wspólnik z pewnością palnie coś głupiego, co wpędzi mnie w jeszcze większe zakłopotanie.
– Co tam stary? Właśnie wybawiłeś mnie od niemałej kompromitacji – wypaliłem na dzień dobry, wciąż wpatrując się w kobietę.
– Nie ma sprawy, ale co się dzieje? Gdzie ty jesteś?
– Ciągle na parkingu, jakaś laska zaczęła się wydzierać, dlatego przerwałem naszą rozmowę i chciałem przestawić samochód. Raz wydziera się jak opętana, za chwilę milknie z miną, jakby miała się rozpłakać. I weź tu zrozum kobiety. – kontynuowałem, wracając myślami do sytuacji sprzed kilkunastu minut.
– Spisujesz protokół i zbierasz dupę do hotelu, wieczorem mamy spotkanie z inwestorem.
– To nie takie proste…
– Pewnie gapisz się na jej tyłek – przerwał mi zdanie i się roześmiał. – Ładna?
– Człowieku, ogarnij się, tobie tylko dupy w głowie.
– Dobra, dobra, wiesz co to znaczy? Teraz musisz wziąć jej numer i zająć się jej zderzakiem. – Ostatnie zdanie bardzo wymownie wysylabizował.
– Pierdol się, zadzwonię później – syknąłem, kończąc rozmowę zmierzającą tylko w jednym kierunku.
Ponownie podszedłem do dziewczyny, patrząc, jak ta nerwowo pociera dłońmi o spodnie i koszulę, gładząc wyimaginowane fałdy materiału.
– Skąd ty się właściwie wziąłeś? – zapytała, przechylając głową, niczym zaskoczona, mała dziewczynka na widok zajączka wyskakującego z kapelusza. – Przecież dokładnie się rozglądałam i nie było żadnego samochodu w zasięgu wzroku.
– Stałem dokładnie za tobą, kiedy zaczęłaś wrzeszczeć, chciałem przestawić auto, bo miałem ważną rozmowę. Jak widać, w tym samym momencie postanowiłaś zrobić to samo.
– Tak. – Spojrzała na mnie i delikatnie się uśmiechnęła. – I co teraz? Nabiłam się na twój hak, a samochód masz tak duży, że powinnam go zauważyć. U ciebie nawet nie widać ryski, za to mój zderzak jest całkowicie do wymiany.
Odkaszlnąłem nerwowo, bo moja głowa znowu zaczęła odpływać. Ja pierdolę, niech ona już nic nie mówi. Nadziała się na mój hak? Jest duży? Zderzaki! Kurwa, zdecydowanie nie myślałem w tym momencie o naszych samochodach. Poczułem się jak nabuzowany hormonami nastolatek. Bo jak wytłumaczyć fakt, że w moich spodniach robiło się coraz ciaśniej, kiedy ona rzucała takimi hasłami? Myśl człowieku, użyj głowy – doprowadzałem się w myślach do porządku.
– To prawda. Mam zatem propozycję. Wymieńmy się numerami i spiszmy protokół. Proponuję kawiarnię, będziemy mogli spokojnie usiąść i porozmawiać o szczegółach – zaproponowałem, wskazując wejście do galerii.
– Doskonale – odparła, otwierając bagażnik.
Gdy pochylona sięgnęła po swoją torebkę, całkowicie mnie zamroczyło. Kurwa. Chciałem odwrócić wzrok, ale bielizna znowu przykuła moją uwagę. Nawet nie zanotowałem, kiedy zamknęła auto i ruszyła przed siebie.
Cholera, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie pamiętam, kiedy kobieta tak silnie na mnie działała.
– Mam na imię Wiktoria – odezwała się, przełamując ciszę, kiedy weszliśmy na piętro galerii.
– Dawid. Chociaż biorąc pod uwagę okoliczności, stwierdzenie miło cię poznać, może wydawać się banalne.
Burknęła, niczym obruszony szczeniak, ale kątem oka zauważyłem cień uśmiechu na jej twarzy.
– Gdybyś potrafił jeździć, bez gadania przez telefon, to by się nie wydarzyło – odcięła się szybko.
No i wracamy na właściwe tory.
Podobał mi się jej zadziorny charakterek, ale nie miałem zamiaru poddawać się tak łatwo.
– Gdybyś nie wrzeszczała jak opętana, może zauważyłabyś mnie w lusterku.
Znowu zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na ekran, ponownie Mateusz, ale tym razem odrzuciłem połączenie.
– Odbierz. Pewnie twojej dziewczynie się to nie spodoba – rzuciła z przekąsem, ale w jej głosie była nutka, hmm, zazdrości?
Cholera, zaczyna się robić interesująco.
– Kawy? Wolałbym się skupić na rozwiązaniu naszego problemu – zaproponowałem, z premedytacją nie reagując na jej uwagę o mojej rzekomej partnerce.
– Poproszę cappuccino na podwójnym espresso i chyba zasłużyłam na pistacjowe ciastko, które właśnie uśmiecha się do mnie zza witryny. – Widziałem wyraźnie, że moja odpowiedź nie spodobała się Wiktorii, mimo, iż usiłowała ukryć emocje, szukając czegoś w torebce.
– Zamówię i poproszę o coś do pisania. Chyba że w twojej przepastnej torbie znajdziesz coś, na czym możemy spisać protokół.
– Oczywiście, co byłaby ze mnie za felietonistka? – prychnęła oburzona.
– Felietonistka? To ciekawe, zatem usiądź, ruda felietonistko, a ja zamówię dla ciebie pistacjowego eklerka. – Mrugnąłem do niej i obróciłem się w stronę kelnerki.
Wiktoria
Właśnie rzucił mnie przez telefon facet, po pięcioletnim, pozornie udanym związku, a moja chora wyobraźnia podsuwa mi szalone myśli, że to właśnie jemu, przystojnemu nieznajomemu, chciałabym pokazać moją seksowną bieliznę, ukrytą w bagażniku. To nie mogło być normalne zachowanie! Tym bardziej, że byłam pewna, iż koleś kogoś ma. Kiedy odebrał telefon na parkingu, odsunął się i nic nie słyszałam, teraz odrzucił rozmowę. Przecież to niemożliwe, że taki mężczyzna byłby sam. A może jednak? W głowie szumiało mi tysiąc myśli od absurdu całego dnia.
Stop, Wiktoria, facet taki jak on ma pewnie kobiet na pęczki! Wybiera według kolorów włosów, dopasowując do nastroju i dni tygodnia. Otrząśnij się, przecież nie chciałabyś być jedną z nich. Wiesz, z czym to się je.
Wkurzył mnie jednak fakt, że umyślnie nie odpowiedział na moje pytanie. Byłam pewna, że doskonale zdawał sobie sprawę z powodu, dla którego tak skwitowałam odrzuconą przez niego rozmowę. Zerknęłam na jego tyłek, gdy zamawiał kawę. Musiałam szybko odsunąć swoje myśli, bo zaczęły krążyć niczym satelity wokół tego przystojniaka. Zaczęłam szukać mojego notesu i garści długopisów, bez których nie ruszałam się z domu. Gdy je znalazłam, wyjęłam i położyłam na stole. W tym momencie podszedł Dawid z moim ulubionym ciastkiem.
– Kawę zaraz doniosą. Możemy spisać protokół. – Usiadł obok mnie.
– Dokładnie, nie chciałabym bujać się z tym miesiącami – odparłam rzeczowo.
– Imponująca determinacja – rzucił z drwiącym uśmiechem – ale spokojnie, zważywszy, że winnego nie trzeba szukać.
– Słucham? Czy sugerujesz, że to moja wina? – odparłam, starając się brzmieć chłodno.
Mężczyzna chwycił za długopis i zaczął pisać.
– Gotowe. – Uśmiechnął się delikatnie, odchylając na krześle.
Wzięłam dokumenty zaskoczona, że tak szybko spisał cały protokół w dwóch egzemplarzach i doznałam lekkiego szoku.
Na środku obu kartek widniał jego numer telefonu, z dopiskiem „Po sprawdzeniu kamer i ustaleniu sprawcy, konieczne będzie ponowne spotkanie. Dawid Rostowski”
– Wygląda ślicznie, ale to chyba żart. Nie mam doświadczenia, bo to mój pierwszy raz. Wydaje mi się jednak, że nie tak spisuje się protokół. – Przechyliłam lekko głowę, wpatrując się w numer mężczyzny.
– Cieszę się, że ci się podoba. – Uśmiechnął się, co ponownie odsunęło moją uwagę od problemu z samochodem.
– Może jednak mi wyjaśnisz? – Odłożyłam oba nic nie mówiące mi świstki papieru.
– Cóż, na parkingu są kamery, możemy się przekonać kto ruszył pierwszy. Proszę, abyś również zostawiła swój numer telefonu, a gdy sprawdzę, co dokładnie się wydarzyło, zadzwonię.
Kiedy skończył, zmroziło mnie. Od razu przed oczami stanęła mi cała sytuacja, jak wpadam na parking i wrzeszczę, tupiąc nogami. Zalałam się rumieńcem, co nie uszło uwadze Dawida. Już chciał coś powiedzieć, gdy do stolika podeszła kelnerka z naszą kawą. Szybko się otrząsnęłam i odparłam:
– Dobrze, choć jestem przekonana, że ty wjechałeś we mnie. Czy to już? Tyle wystarczy? – zapytałam, dopisując na kartce swój numer.
– Dokładnie. Teraz poczekamy, aż nagranie z kamer rozstrzygnie nasz spór.
Dawid
Obserwowałem ją uważnie, kiedy w skupieniu dopisywała swój numer telefonu. Jej palce lekko drżały, co tylko potwierdzało, że ta cała maska wyrachowanej złośnicy, to jedynie wyćwiczona fasada. Było w niej coś, czego nie potrafiłem jeszcze dokładnie uchwycić, ale czułem, że chcę się tego dowiedzieć.
– Dobrze – skwitowała, podsuwając jeden egzemplarz w moją stronę.
Zabrałem i złożyłem kartę z zamiarem schowania w kieszeni spodni, spojrzałem w jej wielobarwne oczy i stwierdziłem:
– Może to jednak nie był aż tak zły dzień?
– Dlaczego? Bo wjechałeś mi w samochód? – Na jej ustach błąkał się słaby uśmiech.
– Może. A może dlatego, że miałem okazję poznać kogoś, kto nie boi się wykrzyczeć tego co myśli? – wyjaśniłem, zaskakując nie tylko ją, ale i siebie samego.
Ruda zerknęła na mnie. Obserwowałem jak rumieniec powoli wylewa się na jej twarz, co próbowała ukryć, zakrywając ją filiżanką.
– Miło słyszeć, ale to nie zmienia faktu, że ten dzień nadal jest do bani. – Westchnęła ciężko.
– Może to kwestia perspektywy. Więc facet rzucił cię przez telefon? – zmieniłem zgrabnie temat.
Jej twarz pobladła. Chyba przesadziłem, wsadzając nos w nieswoje sprawy i przypominając jej o sytuacji. Nie mogłem się jednak powstrzymać. Musiałem wiedzieć, czy rzeczywiście jest sama i czy to nie jakaś chwilowa rozłąka. W jej oczach dostrzegłem mieszankę zakłopotania, złości i smutku. Pochyliła głowę i zaczęła bezwiednie bawić się ciastkiem.
– Tak, ale nie sądzę, żebym chciała się dzielić swoją głupotą z obcym mężczyzną.
– Swoją głupotą? – odparłem zaskoczony. – Jedynym głupim w tym układzie jest ten koleś. Kto normalny zrywa z taką dziewczyną i to przez telefon? – palnąłem, zanim pomyślałam na własnymi słowami.
– Taką dziewczyną? To znaczy jaką? – Uniosła brwi i przechyliła głowę w sposób, który od razu wydał mi się niepokojąco kuszący.
– Jesteś piękną kobietą, do tego charakterną, co wnioskuję po zachowaniu na parkingu. Raczej nie nudził się z tobą. Jeszcze powiedz, że znalazł sobie piersiastą blondynkę i będę miał pełen obraz sytuacji. – Wiedziałem, że powinienem się zamknąć, ale jak ćma do ognia brnąłem w tę historię coraz bardziej sfrustrowany. Nie miałem pojęcia, dlaczego facet, którego nie znam i który tak naprawdę nic mnie nie obchodził, działał na mnie jak płachta na byka.
– Bingo. Lidia, a raczej Linda, blondynka ze sztucznym biustem, moje całkowite przeciwieństwo. – Przez jej twarz przemknął ból.
– Czyli jednak – mruknąłem. – Zdecydowanie frajer, choć na język cisną się inne epitety.
– Moja przyjaciółka nazywa go jeszcze gorzej i twierdzi, że wreszcie się uwolniłam – dodała cicho.
– Pewnie ma rację, nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Gdyby miał odrobinę klasy, zakończyłby wasz związek, zanim zamoczył w innej. Tacy mężczyźni psują nam opinię.
Otworzyła lekko usta, chcąc coś dodać, ale się wycofała. Zapadła niezręczna cisza. Jej twarz spochmurniała, a uśmiech nie sięgał już oczu.
Jednak jestem idiotą, po jaką cholerę przypomniałem jej o tym gościu?
Przez moment miałem ochotę przyciągnąć kobietę do siebie, ale w chwili gdy dotknąłem jej ramienia ponownie, zadzwonił mój telefon. Nie mogłem znowu odrzucić Mateusza. Nasza rozmowa była o tyle ważna, że dzisiaj wieczorem mieliśmy spotkanie z klientem. Jednym z najważniejszych dla przyszłości naszej firmy i musieliśmy dogadać kilka spraw.
– Przepraszam. Nie mogę tego dłużej ignorować. – Wstałem i odszedłem na tyle daleko, by móc spokojnie porozmawiać z przyjacielem i przy okazji bezkarnie przyglądać się Wiktorii, jak je swoje ciastko, oblizując usta w sposób, który rozpraszał mnie znacznie bardziej, niż powinien. – Mateusz, jestem. Musiałem załatwić sprawę z tym zderzeniem.
– Czyli masz jej numer i to właśnie z nią będziesz świętować nasz kontrakt? – W jego głosie rozbrzmiewało rozbawienie.
– Ogarnij się, nic z tych rzeczy. Właśnie rzucił ją jakiś facet, a ja rozbiłem jej zderzak.
– No, stary! Idealnie! Myślę, że twój fiut oraz urok osobisty ukoi ból i tęsknotę. – Zaśmiał się z własnego żartu, a ja miałem ochotę mu przypierdolić.
– Kurwa, człowieku. Kocham cię, ale gdybyś stał obok, właśnie zbierałbyś zęby z podłogi.
– No, no, nie poznaję kolegi – skwitował, nic nie robiąc sobie z moich słów. – Ona naprawdę wpadła ci w oko, co? – dodał poważniejszym tonem.
Nie odpowiedziałem na to, łapiąc głęboki oddech. Taka prawda, jej energiczne wejście na parking, burza rudych włosów i tupanie nogami, na długo zagoszczą w mojej głowie.
– Nieważne, to nie jest dobry czas. Skupmy się na robocie. Wieczorem dopinamy szczegóły kontraktu. Trzeba zająć się zleceniem i przygotować papiery. Na którą się umówiłeś? – zmieniłem temat na ten właściwy.
– Spokojnie. Ravell będzie o dziewiętnastej trzydzieści. Tymczasem ty zajmij się damą w opałach. Nie kombinuj, skoro kosmos podsuwa ci okazję. Trzymaj się, a my widzimy się w Stone o osiemnastej, dogadamy co trzeba. – Rozłączył rozmowę.
Ponownie spojrzałem na Wiktorię i uśmiechnąłem się, gdy zauważyłem na jej nosie kleksa z pistacjowego kremu.
– Masz coś na nosie. – Rozbawiony jej roztargnieniem podszedłem do stolika.
– Cholera, przestraszyłeś mnie, czemu się tak skradasz?! – fuknęła, przecierając nos serwetką.
– Spokojnie, widzę, że odpłynęłaś. Niestety nie mogę już dłużej ignorować obowiązków. Odprowadzę cię do auta, jeśli chcesz, i wracam do pracy.
Wstała, podziękowała za kawę, po czym wyszliśmy z kawiarni. W drodze na parking rzuciła:
– Rozumiem, że mam czekać na twój telefon z informacją, że to twoja wina i kontaktem do warsztatu, który wymieni mi zderzak na twój koszt? – celowo akcentowała, każdy zwrot „twój” w swoim zdaniu.
Zaśmiałem się głośno, odchylając głowę do tyłu. To pierwszy raz, kiedy naprawdę mnie rozbawiła. Jej emocje szalały góra-dół, nie wiadomo, kiedy ze smutku przechodziły do sarkazmu. Znaliśmy się niecałą godzinę, a ja już wiedziałem, że chcę poznać tę kobietę lepiej.
– Dziękuję za kawę i ciastko. Kocham pistacje miłością absolutną i dzisiaj potrzebowałam ich w postaci słodkiego kremu – powiedziała i przygryzła delikatnie wargę.
Rany, jak ona na mnie działała! Odkaszlnąłem z wyczuwalnym napięciem i powiedziałem, wznosząc się na wyżyny opanowania:
– Cała przyjemność po mojej stronie, a teraz wsiadaj. Poczekam, aż wyjedziesz. – Puściłem do niej oko i dodałem, choć sam nie wiedziałem dlaczego: – Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, masz mój numer.
Dziewczyna się zarumieniła i wsiadła do samochodu. Oparty o własne auto patrzyłem, jak poprawia lusterko wsteczne, uśmiecha się pod nosem i odjeżdża. Po chwili zamyślenia, wsiadłem do Mercedesa, odpaliłem silnik i też ruszyłem.
Może to jeszcze nie koniec – pomyślałem i wyjechałem z parkingu warszawskiej galerii handlowej.
