Zbrodnie namiętności - Rabczak Paulina - ebook + książka

Zbrodnie namiętności ebook

Rabczak Paulina

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Rok 1938. Aniela Porębska wraca do Warszawy po studiach w Paryżu, ale nie potrafi się odnaleźć w dawnym życiu. Otrzymawszy propozycję pracy w charakterze guwernantki u państwa Dunajewskich na małopolskiej prowincji, decyduje się tam wyjechać, by poznać okoliczności śmierci ukochanej kuzynki, Cecylii. Nikt z rodziny nie chce jednak rozmawiać o zmarłej, a wdowiec, Roman Dunajewski, zdążył się już ponownie ożenić. Jedyną osobą, która nie zapomniała o Cecylii, jest Maksymilian, zarządca majątku. Aniela zaczyna podejrzewać, że jej kuzynka wcale nie była tak szczęśliwa u boku bogatego, przystojnego męża, jak to opisywała w listach. Jak naprawdę wyglądało życie Cecylii? Czy Roman to wyrachowany cynik czy też ofiara własnych błędów? Jaką rolę odgrywa we dworze Dunajewskich Maksymilian? Aniela postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania i zmierzyć się z przeszłością, przed którą uciekła z Warszawy.

„Zbrodnie namiętności” to podróż do świata, którego już nie ma, wycinek z życia przedwojennych elit, pozornie nieskazitelnych, kryjących swoje tajemnice przed światem w najciemniejszych zakamarkach serc.

Paulina Rabczak – autorka powieści „W starym Wiedniu” i „Wiedeńska melodia”. Z pochodzenia rzeszowianka, od kilku lat mieszka w Wiedniu, gdzie studiuje na Uniwersytecie Wiedeńskim. Miłośniczka historii (zwłaszcza XIX wieku) i pasjonatka wszystkiego, co związane ze sztuką. Wieczorami pracuje w Operze Wiedeńskiej, a w wolnych chwilach ogląda stare amerykańskie filmy, chodzi do teatru albo czyta – głównie powieści historyczne i klasykę. Pisze wszędzie, a najchętniej w wiedeńskich kawiarniach z pięknym widokiem. Pisanie to dla niej podróż do innych czasów, refleksja nad historią i problemami, które mimo wieków wciąż są nam bliskie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 433

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Paulina Rabczak, 2026

Projekt okładki

Agata Wawryniuk

Ilustracja na okładce

© raisakanareva/Freepik

© ALL YOU NEED studio/Adobe Stock

Redaktor prowadzący

Anna Derengowska

Redakcja

Ewa Witan

Korekta

Katarzyna Kusojć

Anna Sidorek

ISBN 978-83-8444-635-5

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

[email protected]

ROZDZIAŁ I

Czarna noc spowijała okolicę niczym woal, przepuszczający jedynie pojedyncze srebrzyste smugi księżyca. Stary dwór, który wyłonił się zza sosen i jodeł, z daleka wyglądał jak nawiedzony dom. Aniela zacisnęła mocniej rękę na uchwycie walizki. Spojrzała na budynek i przygryzła wargi. Będzie dobrze, uspokajała się w duchu, ale to wcale nie pomagało.

Podeszła do potężnych mahoniowych drzwi, przypominających wrota do starego zamczyska. Wrażenie to potęgowała zardzewiała kołatka w kształcie lwiej głowy. Pociągnęła za nią, otrząsając się z obrzydzenia, bo kołatka była pokryta czymś lepkim i nieprzyjemnym. Po chwili usłyszała głuche szczęknięcie i odskoczyła od drzwi. Ze środka wyjrzała blada twarz z wielkimi, pustymi oczami. Aniela wstrzymała oddech.

– Panna Porębska? – zapytał niski, tubalny głos.

– Proszę mnie zostawić! Ja nic złego nie zrobiłam…

– Panno Porębska, nikt pani niczego nie zarzuca – odparł ów ktoś. – Pan Dunajewski już na panią czeka, proszę wchodzić.

Powoli podniosła wzrok na swego rozmówcę. Był to wysoki, chudy mężczyzna, blada twarz upodabniała go do upiora. Wyciągnął ku Anieli długą, kościstą dłoń. Pomyślała, że nieznajomy chce zacisnąć palce na jej nadgarstku, ale tylko wziął od niej wypchaną po brzegi walizkę.

– Proszę za mną, zaprowadzę panią do pana Dunajewskiego, a bagaż zaniosę do pani pokoju – rzekł.

A więc nie był to żaden upiór, tylko ktoś ze służby. Aniela spojrzała na niego ni to z lękiem, ni to z przeprosinami i podążyła za nim do domu. Widok mrocznego, wąskiego korytarza, w którym paliły się tylko dające wątłe światło lampy, sprawił, że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.

– Pan Dunajewski czeka na panią w salonie – odezwał się niespodziewanie jej przewodnik, aż się wzdrygnęła.

Skinęła głową, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, i ruszyła dalej przez ciemny korytarz, aż ujrzała słabe światło. Służący ponaglił ją ruchem ręki, a kiedy znalazła się przy drzwiach, otworzył je i niemal wepchnął Anielę do środka. Oślepił ją ostry blask. Zasłoniła oczy dłonią, by choć trochę przyzwyczaić je do takiej jasności. Po chwili dostrzegła, że znalazła się w przestronnym salonie z kominkiem zastawionym mnóstwem bibelotów.

– Kuzynka Aniela? – usłyszała niski, męski głos.

Jak spod ziemi pojawił się przed nią szczupły, wysoki mężczyzna. Ledwo patrzyła na oczy ze zmęczenia, ale wydawał się przystojny. Włosy na skroniach miał przyprószone siwizną, a dobrze skrojony garnitur podkreślał jego zgrabną sylwetkę.

– Tak, to ja, panie Dun…

– Proszę zwracać się do mnie „kuzynie Romanie”, dobrze? Tak będzie najprościej – zaproponował, na co Aniela skinęła mu głową.

Nie wiedziała, co powinna powiedzieć i czy w ogóle należało się odzywać, więc stała na środku salonu, modląc się, by ktoś ją stąd zabrał. Ze zmęczenia ledwo trzymała się na nogach. W jednej chwili zapragnęła wrócić do Warszawy. Na co jej było to wszystko?

– Proszę usiąść, zaraz kuzynka dostanie herbatę. Mam nadzieję, że kuzynce dobrze minęła podróż – rzekł kuzyn Roman, wskazując jej mebel tak piękny, że powinien raczej stać w muzeum, a nie w salonie.

– Podróż w istocie była całkiem przyjemna – wymamrotała grzecznościową formułkę.

– Zapewne czytała kuzynka w pociągu?

– Tak. Z Warszawy tu bardzo daleko, trzeba było spożytkować jakoś ten czas.

– A co pani czytała?

– Pewnie te głupie francuskie bzdurki – zaśmiał się nagle ktoś z boku.

Siedzący w fotelu w kącie mężczyzna był bardzo podobny do pana Dunajewskiego. Aniela wcześniej go nie zauważyła, a teraz w świetle lampy wydawali jej się niemal identyczni. Patrzył na nią kpiąco, jakby właśnie opowiedziała nieśmieszny dowcip.

– Dlaczegóż to od razu pan zakłada, że młode damy czytają jedynie francuskie bzdurki? – zapytała resztką sił.

– A bo co wy innego możecie czytać? Poważne książki są za trudne na wasze główki, zresztą wy nie od tego jesteście. Kobieta ma być ładna, a nie oczytana. Oczytanie nie jest kobietom do niczego potrzebne.

– Chyba tylko tu, na wsi, ludzie tak myślą, bo w mieście jest inaczej. Tam kobiety i dziewczęta się kształcą.

– A potem takie wykształcone gołąbeczki jak panna trafiają na prowincję uczyć dzieci, a tu potrzeba tylko urody, żeby męża sobie złapać. Niczym pani kuzynka, co to uczyła się, a potem mąż ją na wieś zabrał i edukacja poszła w las. Zresztą panienka była we Francji na studiach i co, skończyła tutaj u nas na wsi. I na co te nauki w Paryżu?

Aniela poczuła żal. Sama rozumiała, że się marnuje, że ma potencjał na coś więcej niż bycie guwernantką na małopolskiej wsi. W Warszawie wszystkie drzwi stały przed nią otworem, tutaj mogła tylko uczyć małego chłopca literatury, matematyki, historii i francuskiego.

Wiedziała jednak, że nie może znów zamieszkać w Warszawie. Jeszcze nie była na to gotowa, a dwa tygodnie spędzone w domu po powrocie z Francji dobitnie jej to uświadomiły. Potrzebowała spokoju, dystansu od stolicy. I od niego.

– Jerzy, proszę cię – wtrącił się ostro Roman. – Nie będziemy w towarzystwie kuzynki Anieli rozmawiali o takich rzeczach. Przypominam ci tylko, że to twoja bezmyślność doprowadziła do tego, że jest kogo na tej wsi uczyć.

Aniela spłonęła rumieńcem, słysząc te słowa. Widziała, jak Jerzy gwałtownie czerwieni się ze złości i mocno zaciska dłonie. Miał chyba zamiar zakląć, lecz powstrzymało go przed tym spojrzenie starszego brata.

– Jak zawsze musisz mi tylko czynić wyrzuty – mruknął jedynie i podniósł się z miejsca, po czym wyszedł z pokoju, ostentacyjnie stukając o podłogę obcasami czarnych lakierków.

Roman spojrzał na nią przepraszająco.

– Proszę wybaczyć słowa Jerzego. Nigdy nie potrafił zachowywać się przyzwoicie.

– Kuzynowi nic wybaczać nie muszę.

– Ależ musi kuzynka, bo jestem za niego odpowiedzialny, mimo że to dorosły mężczyzna. Oleju w głowie to on za wiele nie ma.

Lekko przymknął duże, ciemne oczy. Błyszczała w nich życzliwość, jednak Aniela miała wrażenie, że dostrzega coś jeszcze. Coś, czego nie potrafiła nazwać, ale nie podobało jej się to.

– Niektórzy chyba nigdy nie dorastają, tak mi się wydaje. Niektórych zmienia dopiero małżeństwo. Pamiętam, jak w rodzinie mówiłyśmy o Cecylce, że ona to już nigdy nie dorośnie, a potem nagle zrobiła się z niej taka poważna dziewczyna, że wszystkie byłyśmy zdumione, co to się z nią za pana sprawą stało. – Wysiliła się na uśmiech.

Myślała, że i Roman się lekko uśmiechnie, a może zasmuci i popadnie w melancholię, lecz tylko przewrócił oczyma, jakby zmarła żona w ogóle go już nie interesowała.

– Tak, Cecylia… Kuzynka widziała już swój pokój? Może ja kuzynkę zaprowadzę, a potem Albert przyniesie herbatę. No i proszę mi mówić „kuzynie Romanie”.

– Dobrze, kuzynie, choć to dziwne, żeby mi kuzyn pokazywał pokój, przecież pokojówka może to zrobić – odrzekła niezręcznie.

– Pokojówki żadnej w domu nie ma. Jedna jest w mieście z Niną, a druga dostała wychodne. Ogromnie kuzynkę przepraszam, ale bardzo nalegała, żeby jej dać ten dzień wolny.

– Z Niną? Czy to żona kuzyna Jerzego? – Uniosła podejrzliwie brwi.

Roman zaśmiał się krótko, z ledwo dostrzegalną kpiną.

– Nie, Jerzy nie ma żony. Och, niech się kuzynka nie oburza, on nigdy nie był żonaty! A ten biedny chłopiec, którego kuzynka będzie uczyła, to jest… owoc jego niefrasobliwości. Nina to moja żona.

– Pańska żona? – wymamrotała Aniela.

Poczuła się, jakby ktoś dał jej obuchem w głowę. Ledwo powstrzymała się, by nie zacząć krzyczeć na Romana. W środku cała płonęła z oburzenia, miała ochotę go uderzyć i powiedzieć, co o nim myśli. Roman musiał zauważyć jej emocje, bo odwrócił wzrok, sięgnął do kołnierzyka i lekko poluzował krawat, jakby ze wstydu zrobiło mu się gorąco.

– Tak… Ja wiem, co kuzynka teraz musi o mnie myśleć… Ale Cecylia umarła dwa lata temu.

– No tak, a kuzyn, śladem dawnych arystokratów, potrzebuje syna, by mu przekazać majątek – wycedziła z pogardą.

– Można tak powiedzieć. A teraz proszę dać mi rękę, skończyć te kłótnie i pozwolić się zaprowadzić do sypialni. Zrobiło się późno, kuzynka jest zmęczona i powinna iść spać.

– Ma kuzyn rację – odparła ostro, nawet na niego nie patrząc.

Nie przypuszczała, że pomimo zmęczenia może ją ogarnąć taka złość. Roman zirytował ją jednak jeszcze bardziej niż Jerzy, choć zdawało jej się, że to niemożliwe. Nowa żona tak krótko po śmierci poprzedniej… Czy odczekał chociaż rok, nim ożenił się z tą… Niną?

– Proszę więc za mną – rzekł przepraszającym tonem, lecz go zignorowała.

Nie zamierzała być dla niego miła. Pozwoliła, by wziął ją pod ramię i poprowadził na piętro, lecz poza tym nie zwracała na niego uwagi. Weszli do ogromnego holu, w którym wisiały kryształowe lustra pokryte kurzem, a potem na wielkie schody z rzeźbioną balustradą. Leżał na nich szkarłatny dywan, zupełnie jak w królewskim pałacu. Aniela modliła się w duchu, by Roman zostawił ją jak najszybciej. W jego obecności niepokój ściskał jej żołądek tak mocno, że ledwo mogła oddychać.

W korytarzu na piętrze paliły się tylko dające nikły blask kinkiety, stylizowane na późnowiktoriańskie świeczniki, które w połączeniu z ciemnymi ścianami i ciężkimi kotarami sprawiały wrażenie żywcem przeniesionych ze starego, ponurego zamczyska. W bladym świetle lamp Roman ze swoją białą jak pergamin skórą i ciemnymi włosami przypominał wampira prowadzącego swą wybrankę do skrytej w najmroczniejszym korytarzu sypialni. Aniela pomyślała, że za często chodziła swego czasu do kina na Drakulę. Ale tak przyjemnie było, kiedy siedziała w ostatnim rzędzie, a on trzymał ją za rękę i szeptał, żeby się nie bała, a potem całował ją w ciemnościach… Wtem usłyszała ciche skrzypnięcie drzwi otwieranych przez Romana. Poczuła duszący zapach naftaliny pomieszanej z ciężkimi perfumami. Zakaszlała krótko, zasłaniając usta.

– Przepraszam – odezwał się Roman, sprawiając, że Aniela zadrżała. – Jak już mówiłem, nie mamy dziś ani jednej służącej, więc nikt nie zadbał, żeby tu dostatecznie wywietrzyć.

– Nic się nie stało.

– Ależ stało się. I proszę się na mnie tak nie gniewać, droga kuzynko.

– Myślę, że mam ku temu powody, a kuzyn swym zachowaniem daje mi kolejne.

Wyrwała dłoń z uścisku Romana i spojrzała na niego ze złością. Chciała tylko spać i choć na chwilę zapomnieć o tym, że znalazła się w tym okropnym domu i jest zmuszona tu zostać na dłuższy czas.

– Kuzynka powinna iść spać i porządnie wypocząć. Dobranoc. Mam nadzieję, że rano kuzynka będzie się lepiej czuła i przestanie wygadywać głupoty. Gdyby kuzynka czegoś potrzebowała, moje drzwi są na samym końcu korytarza, można zapukać, postaram się jakoś pomóc. Nina powinna jutro wrócić z pokojówką, więc ten dziwny stan rzeczy nie potrwa już długo.

– Proszę spać spokojnie, nie będę kuzyna niepokoiła. Dobranoc – odparła i popatrzyła na niego zimno, chcąc w ten sposób dać mu znać, by wyszedł.

Musiał zrozumieć jej spojrzenie, bo po chwili westchnął ciężko, jakby się poddał, i wyszedł. Aniela opadła na łóżko i zaczęła się rozglądać po pokoju. Było to duże, przestronne pomieszczenie, pełne starych mebli, które wyglądały, jakby miały ponad sto lat. Nie zdziwiłaby się, gdyby w rzeczywistości tak było. Wyjęła z walizki koszulę nocną, zrzuciła z siebie podróżne ubranie i wsunęła się pod ciężką pierzynę. Wydawało jej się, że z pościeli uniosły się chmury kurzu. Kaszlnęła cicho i zamknęła oczy. Miała nadzieję, że jutrzejszy dzień okaże się lepszy niż dzisiejszy, a w blasku dnia dwór nie będzie sprawiał tak przerażającego wrażenia.

Ostre światło poranka przebiło się przez ciężkie kotary, wyrywając Anielę ze snu. Jęknęła przeciągle, powoli otwierając oczy, gdy się zorientowała, że nie znajduje się w swojej sypialni w warszawskim mieszkaniu rodziców, tylko w nieznanym pomieszczeniu. Odrzuciła pierzynę i rozejrzała się dookoła. Dopiero po chwili uprzytomniła sobie, że wczoraj przyjechała do Dunajewic. Odetchnęła, lecz ulga trwała tylko chwilę, bo Aniela zaraz przypomniała sobie, że będzie musiała się zmierzyć z całą familią Dunajewskich na śniadaniu. Nie wiedziała, czy bardziej niedobrze robi jej się na myśl o mężu kuzynki, czy o jego bracie. Jerzy przynajmniej nie ukrywał swego nieprzyjemnego charakteru, jego zachowanie było wręcz odpychające. Roman natomiast sprawiał wrażenie przyjaznego i kulturalnego, ale gdy Aniela pomyślała o tym, jak szybko znalazł sobie kolejną żonę…

Otrząsnęła się ze wstrętem na myśl o spotkaniu z Niną Dunajewską. Miała nadzieję, że nie nastąpi to zbyt szybko. Nie była pewna, czy w ogóle pragnie poznać kobietę, która zastąpiła biedną Cecylkę w roli pani na Dunajewicach, a już na pewno nie chciała, żeby do tej konfrontacji doszło już teraz.

Rozejrzała się po pokoju, próbując odgonić od siebie złe myśli. W świetle dnia sypialnia sprawiała wrażenie tak samo nieprzyjaznej i ponurej jak wieczorem. Meble pokrywała gruba warstwa kurzu, jakby nikt tu nie posprzątał pomimo spodziewanego przyjazdu nowej lokatorki. Aniela podniosła się z łóżka i podeszła do starej szafy. Rzeźbione drzwi niemiłosiernie zaskrzypiały, gdy je uchyliła. Wzdrygnęła się i zbliżyła do toaletki, nad którą zawieszono wielkie kryształowe lustro. Mebel, choć wyglądał na solidny, wyraźnie był poobijany przez jakąś nieuważną kobietę, która wcześniej go używała. Aniela pokręciła głową i wyszła do małej łazienki na korytarzu.

Umyła się szybko i wróciła do sypialni, gdzie zajęła się rozpakowywaniem swoich ubrań i rzeczy. Nie miała ich wiele, bo nie chciała podróżować z dużym bagażem. Wyjęła z walizki ramki ze zdjęciami, które chciała mieć przy sobie, i ustawiła je na toaletce. Na jednym z nich Aniela i Cecylia, dwa podlotki na balu maturalnym, wdzięczyły się do obiektywu, wystrojone w piękne suknie. Na drugim nastoletnia Aniela stała pomiędzy dumnymi rodzicami. Na trzecim siedziała na ławce w parku w Wilanowie, a obok był… Włożyła ramkę z powrotem do walizki i zajęła się ubraniami. Kiedy wszystkie wisiały już w szafie, włożyła sukienkę w kwiaty, którą uznała za odpowiednią na śniadanie, uczesała blond włosy, pomalowała usta jasną szminką i wyszła na śniadanie. Nogi miała jak z waty. Ledwo szła, denerwując się spotkaniem z Dunajewskimi. Trzymała się mocno poręczy, a kiedy w końcu znalazła się na dole, odetchnęła z ulgą.

– Jadalnia jest tam, panienko – odezwał się męski głos.

Aniela miała wrażenie, że już go słyszała. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że stoi przed nią ten sam służący, który wczoraj przywitał ją w progu domostwa.

– Dziękuję.

– Proszę iść szybko, bo wszyscy już na panienkę czekają i bardzo się niecierpliwią.

– Och – wyrwało jej się.

Szybkim krokiem podążyła we wskazanym kierunku. W dzień dwór Dunajewskich prezentował się dużo lepiej niż wieczorem. Wprawdzie jej pokój błagał o remont, ale parter musiał niedawno zostać odmalowany i odświeżony, a meble nie wyglądały, jakby ich używano. Przy drzwiach do jadalni stał mahoniowy stolik, na którym znajdował się jadeitowy wazon pełen czerwonych róż. Aniela już od progu usłyszała głośny kobiecy śmiech, dźwięczny i melodyjny. Żołądek mimowolnie zacisnął jej się ze strachu. Czy to…

– Droga Nino! – zawołał Jerzy.

Mówił coś jeszcze, lecz Aniela go nie słyszała. Drżała jak osika, odliczając kolejne sekundy. Dunajewscy jedli posiłek. Nie poczekali na nią, jak nakazywały dobre maniery, czyli najwyraźniej jej osoba niewiele ich obchodziła. Czy powinna więc tak po prostu podejść do stołu i zająć przeznaczone dla niej miejsce? A może wypadało zaczekać, aż ktoś ją zaprosi? Nie chciała zrobić złego wrażenia na Jerzym i Ninie. Nie zamierzała się z nimi zaprzyjaźniać, ale pokazanie braku dobrych manier już w pierwszym dniu pobytu nie byłoby wskazane. Przeżegnała się i ruszyła w kierunku stołu.

– Dzień dobry – powiedziała cicho, dygając. – Przepraszam, że się spóźniłam, ale nikt mi nie powiedział, kiedy podaje się u państwa śniadanie.

– No nareszcie, kuzynka za wiele sobie pozwala. Antoś ma lekcje zaraz po śniadaniu, nie wypada, żeby jego nauczycielka wstawała później od niego – upomniał ją Jerzy, natychmiast psując Anieli humor.

– Jerzy, ucisz się – powiedział Roman i pokazał na siedzącego w kącie jasnowłosego chłopczyka. – To jest Antoś, uczeń kuzynki, syn Jerzego. A to Nina.

Aniela otworzyła usta ze zdumienia. Nina była najpiękniejszą kobietą, jaką widziała w swoim życiu. Zawsze uważała, że to Cecylia jest śliczną dziewczyną, ale delikatna uroda kuzynki nie mogła się równać z godnym gwiazdy filmowej wyglądem Niny. Jej twarz okalały tlenione loczki, resztę włosów ułożono w misterne upięcie, które podtrzymywały szpilki do włosów zakończone małymi perełkami. Duże, czarne oczy błyszczały nieopanowaną chęcią życia, a w owalnej twarzy dominowały pełne, czerwone usta. Nos miała prosty, szlachetny. Perły na szyi i fifka z papierosem w ręku dodawały Ninie nonszalanckiego uroku i elegancji. Wyglądała jak aktorka filmowa podczas śniadania z wielbicielami, a nie pani podupadłego dworu jedząca posiłek z rodziną. Aniela nie mogła oderwać od niej wzroku, jednak ani Roman, ani Jerzy w ogóle nie zwracali uwagi na urodę Niny. Anieli wydawało się to wręcz świętokradztwem.

– Dzień dobry. – Skłoniła głowę najpierw w stronę Niny, a potem Antosia. – Przepraszam jeszcze raz, już siadam.

– To wszystko wina Romusia, przejął wczoraj obowiązki Jadzi i nie sprawdził się ani trochę! – roześmiała się z kpiną Nina. – Siadaj i jedz. Romuś, kiedy przyjedzie Maks? Myślałam, że tylko sprzeda te konie i zaraz wróci, a tu nie ma go i nie ma! Jak będziesz jeszcze wykonywał jego obowiązki, to ten dom już zupełnie przestanie funkcjonować!

– Nino, życzyłbym sobie, żebyś nie mówiła o mnie tak protekcjonalnym tonem przy naszym gościu. – Roman posłał żonie pełne oburzenia spojrzenie.

– Jaki to gość, jak to nasza podwładna! Nie wypada nawet, żeby tu z nami jadła! – odparła tamta piskliwym głosem.

Aniela popatrzyła na nią z żalem. Nawet jeśli jej pierwsze wrażenie na temat Niny było dobre, teraz uleciało. Jakim cudem Roman wybrał tę rozflirtowaną, bezczelną kobietę na żonę po kimś tak subtelnym, eleganckim i pełnym klasy jak Cecylia? Czy spodobała mu się bezpośredniość Niny i jej niezaprzeczalna uroda? Może miała pieniądze, na które się połaszczył? Chyba wolała nie wiedzieć.

– Aniela jest stryjeczną siostrą mojej pierwszej żony, członkiem rodziny, a nie służącą jak Albert lub Jadzia. – Roman obrzucił żonę spojrzeniem, które Anieli zmroziło krew w żyłach, ale Nina nie wydawała się szczególnie przejęta. – Stoi w naszej domowej hierarchii nawet wyżej niż Maksymilian, więc proszę, traktuj ją z szacunkiem, Nino.

– Maks to chociaż wykształcony człow…

– Dość, Nino. Aniela skończyła studia w Paryżu i ma dużo lepsze wykształcenie niż Maks.

Nina prychnęła, lecz nic nie odpowiedziała. Do końca posiłku odzywała się już tylko do Jerzego i męża, ignorując Anielę, której zresztą zbytnio to nie przeszkadzało. Wolała obserwować, co się działo przy stole. Biedny Antoś siedział w kąciku i apatycznie jadł swoją owsiankę, Nina paliła papierosa za papierosem, a Jerzy opychał się słodkimi bułkami i popijał je kawą. Roman siedział skulony, jakby przytłoczony przez żonę, i bez przekonania skubał rogalik z dżemem. Widok był niezbyt ciekawy, ale pozwalał Anieli poczynić pewne obserwacje na temat relacji i hierarchii w domu Dunajewskich. Zastanawiała się tylko, kim był ów tajemniczy Maksymilian.

Po śniadaniu Albert zaprowadził Anielę i Antosia do biblioteki, w której odbywać się miały lekcje. Aniela myślała, że najpierw przeprowadzi rozmowę z Jerzym, by się dowiedzieć, jakie chłopiec poczynił postępy w nauce, w których przedmiotach wykazuje talent, a które niezbyt mu odpowiadają i na co powinna położyć nacisk w czasie lekcji, lecz nikt się do tego nie kwapił. Jej zdenerwowanie tylko się wzmogło, gdy Albert wprowadził ją do ogromnej, ciemnej biblioteki. Pomieszczenie było chyba trzy razy większe niż jadalnia, a pod ścianami ustawiono potężne regały z książkami. Większość z nich musiała pochodzić jeszcze z poprzedniego wieku. Nowości czytelniczych na pierwszy rzut oka Aniela nie dostrzegła, a pokrywający wszystko kurz sugerował, że od lat nikt tu nie przesiadywał. Jedynie półka przy samym wejściu sprawiała wrażenie jakby nowszej, a stojące na niej książki wyglądały na jeszcze niezniszczone. I dziwnie znajome…

Aniela podeszła bliżej, by im się przyjrzeć. Dwie półki zastawione były oprawionymi w czerwoną skórę dziełami rosyjskich klasyków. Kilka powieści Dostojewskiego, Wojna i pokój, Anna Karenina Tołstoja, dzieła zebrane Puszkina, parę książek Turgieniewa i Eugeniusz Oniegin z naderwanym grzbietem, tak bardzo znajomy. To były książki Cecylii, które przywiozła z rodzinnego domu…

– Panno Porębska, panicz Dunajewski czeka. – Albert odchrząknął, wyrywając ją z zamyślenia.

– Och, przepraszam, zapatrzyłam się na książki. – Zarumieniła się i skierowała kroki w głąb biblioteki, w stronę chłopca, który czekał przy ogromnym mahoniowym stole z rzeźbionymi nogami.

Odsunęła ciężkie krzesło z czerwoną tapicerką i usiadła naprzeciwko chłopca. Stojąca na biurku lampa wyglądała jak naftowa, jednak miała w środku żarówkę. Wrażenie jak z innej epoki sprawiał też wielki złoty żyrandol, który musiał pochodzić jeszcze z dziewiętnastego stulecia i zapewne został przerobiony podczas elektryfikacji dworu. Aniela czuła się tu, jakby odbyła podróż w czasie i znalazła się w starym zamczysku pełnym tajemnic. W takim domu mógłby mieszkać Edward Rochester albo hrabia Monte Christo. Nie zdziwiłaby się, gdyby po wyjęciu którejś książki z półki w jednym z regałów ukazało się tajemnicze przejście do komnaty pełnej skarbów lub sypialni szalonej żony.

Uśmiechnęła się do Antosia, nie wiedząc, co powiedzieć. Przynajmniej on jedyny w tym domu sprawiał wrażenie miłego. Z blond loczkami i jasnymi oczyma nie miał w sobie nic z ciemnowłosego ojca o surowej twarzy. Musiał wdać się w matkę, o której najwyraźniej w tym domu się nie mówiło.

– Jak mam się do ciebie zwracać? – zapytała z wahaniem.

– Może być „Antoś”, wszyscy tak tu na mnie mówią. Wcześniejsze nauczycielki mówiły mi „paniczu”, ale to głupie, prawda? Stryjenka Nina ciągle mi powtarza, że nie jestem żadnym paniczem.

– Wcześniejsze nauczycielki? To znaczy ile ich było?

– Och, odkąd stryjenka Cecylka umarła, to co chwila mam nową! Albo tacie, albo stryjence Ninie jakaś się nie podoba i każą stryjkowi Romanowi jej się pozbyć! A jak jeszcze żyła stryjenka Cecylka, to miałem moją ukochaną pannę Elżunię, ale stryj ją zwolnił. Mam nadzieję, że kuzynka zostanie z nami na długo, bo ja nie chcę, żeby mi ciągle zmieniali nauczycielki. – Popatrzył na nią smutnym, błagalnym wzrokiem.

Aniela nawet nie chciała sobie wyobrażać, co musiało przeżywać to biedne dziecko, musząc znosić ciągle zmieniające się metody nauczania, a także charaktery i umiejętności dydaktyczne kolejnych nauczycielek.

– Mam nadzieję, że zostanę tu jak najdłużej. Dołożę wszelkich starań, żeby tak się stało. – Uśmiechnęła się blado.

Postanowiła zacząć od literatury i czegoś przyjemnego, żeby zanadto nie przytłoczyć chłopca pierwszą lekcją. Omawiała z nim kilka wierszy Mickiewicza, które Antoś wprost uwielbiał. Zachwycił ją swoimi oryginalnymi interpretacjami i ogólnym oczytaniem.

Po lekcjach podziękowała mu za uwagę, obdarzyła go mnóstwem pochwał, gdyż w istocie na nie zasłużył, i wyszła z biblioteki. Miała ochotę położyć się w pokoju i poczytać książkę przed obiadem. W myślach już znajdowała się w posiadłości pana Rochestera, dokąd właśnie przybyła Jane Eyre. Zupełnie jak ona tutaj. I zupełnie jak w przypadku Jane jej uczeń okazał się zdolnym dzieckiem, które przyjemnie uczyć, a właściciel majątku był człowiekiem niezbyt sympatycznym, żeby nie powiedzieć grubiańskim. Ale przynajmniej nie trzymał szalonej żony zamkniętej na strychu. Za to jedna spoczęła już w grobie…

Przerwała rozmyślania, widząc, jak Roman idzie po schodach na parter. Spojrzała w drugą stronę, żeby czasem nie pomyślał, że chciałaby z nim porozmawiać. Bo nie chciała. Najchętniej w ogóle by z nim nie rozmawiała poza omawianiem koniecznych kwestii

– Kuzynko, jak pierwsza lekcja z Antosiem? Dobrze się sprawuje? – zapytał uprzejmie.

– Tak, dobrze, to bardzo zdolny chłopiec. Przejawia dużą zdolność do języków i nauk humanistycznych, widać to już na pierwszy rzut oka.

– Właśnie o tym chciałem z kuzynką pomówić. Antoś powinien szczególnie uczyć się matematyki, bo niewiele z niej umie, a to przedmiot bardzo ważny dla jego przyszłości. I absolutnie żadnego pisania wierszy!

– Tak kuzyn uważa?

– Tak. – Minę miał tak surową, gdy mówił te słowa, że Aniela aż się wzdrygnęła. – Nie powinna kuzynka kwestionować moich decyzji.

– Och, ależ ja niczego nie kwestionuję, kuzynie, oczywiście, Antoś powinien się doskonalić zwłaszcza w dziedzinach, które sprawiają mu trudność.

Słysząc jej odpowiedź, Roman uśmiechnął się z satysfakcją. Najwyraźniej sprawiało mu przyjemność, kiedy ktoś przyznawał mu rację. Ta wiedza mogła jej się przydać, by zdobyć jego sympatię i utrzymać posadę. A chyba chciała tu zostać, przynajmniej na razie. W Dunajewicach było cicho i spokojnie, do tego Dunajewscy naprawdę dobrze płacili, a Antoś zapowiadał się na świetnego ucznia. Inne aspekty nie miały już tak wielkiego znaczenia, nawet jeśli przyjdzie jej się zmierzyć z niechęcią Niny i Jerzego oraz nieprzyjemnym zachowaniem Romana. Wiele będzie ją to kosztowało, jednak nie miała innego wyboru, jeśli nie chciała wracać do Warszawy. A na razie nie chciała, choć jej serce wyrywało się do rodzinnego domu od pięciu lat, czyli odkąd wyjechała na studia do Paryża. Nie umiała jednak się zmierzyć z tym, co mogło ją czekać. Jeszcze nie…

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI

Spis treści

ROZDZIAŁ I

Punkty orientacyjne

Okładka