Zabierz mnie - Prokop Paulina - ebook
NOWOŚĆ

Zabierz mnie ebook

Prokop Paulina

4,0

64 osoby interesują się tą książką

Opis

Sara Krzemińska, saksofonistka znana na trójmiejskiej scenie klubowej, od lat żyje z poczuciem straty, którego nie potrafi oswoić. Śmierć brata bliźniaka rozdarła jej świat, a muzyka, choć wciąż obecna, nie zawsze potrafi zagłuszyć ciszę po nim.

Jedno przypadkowo odczytane zdanie uruchamia lawinę podejrzeń, pytań i decyzji, przed którymi nie da się już uciec. Gdy organizuje swoje trzydzieste urodziny, przeszłość i teraźniejszość boleśnie się zderzają. Na uroczystości pojawia się osoba, której obecność budzi więcej lęku niż radości.

Sara próbuje odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Ucieka, szuka odpowiedzi i mierzy się z tym, co niewygodne i bolesne. W jej świecie pojawiają się nowe emocje, ale zaufanie nie przychodzi łatwo, zwłaszcza gdy serce pamięta zbyt wiele ran.

„Zabierz mnie” to intensywna, nastrojowa powieść o żałobie, toksycznej miłości i dojrzewaniu do odwagi, by wybrać siebie. To opowieść o szanowaniu własnych granic, o relacjach wystawionych na próbę i o sile rodzącej się w chaosie niedopowiedzeń.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 308

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (5 ocen)
3
0
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
haftka

Nie oderwiesz się od lektury

Rany. Nie wiem co napisać. To nie jest kolejna opowieść o tym, jaka miłość jest piękna. To opowieść o tym, jak może niszczyć. To opowieść o zaufaniu, a właściwie jego braku. Wymiarów, w których można by analizować tę historię jest naprawdę wiele. Jest tu strata i radzenie sobie z żałobą, jest tu toksyczny związek i nie zmuszajcie mnie do oceny, kto tu jest "toksykiem"... Z pewnością książka @prokopwsieci zostanie we mnie na dłużej. I szczerze? Mam nadzieję, że nie będzie kontynuacji. Takie zakończenie jest idealne i jeszcze bardziej potęguje mętlik w mojej głowie (pozytywny mętlik moich własnych emocji i myśli). @wydawnictwoinanna gratuluję! Kolejna dobra książka na Waszym koncie!
20
Sly23

Nie oderwiesz się od lektury

Jeśli szukasz książki, która nie tylko opowie ciekawą historię, ale, również, poruszy emocjonalnie, to „Zabierz mnie” jest pozycją obowiązkową. Poznajemy Sarę, młodą kobietę, która dźwiga na barkach ciężar ogromnej tragedii. Autorka w niezwykle autentyczny sposób odmalowała obraz żałoby. Nie tej filmowej i podkoloryzowanej, ale tej prawdziwej, która boli każdego dnia i sprawia, że czujemy się winni za to, że wciąż oddychamy. To nie jest zwykły romans. To głębokie studium toksycznej relacji, z której czasami najtrudniej wyjść właśnie wtedy, gdy wydaje nam się, że partner jest naszą jedyną kotwicą. Ogromnym atutem książki jest pasja bohaterów. Dźwięki saksofonu niemal słychać podczas lektury. Muzyka staje się tu osobnym bohaterem, środkiem do wyrażenia tego, czego Sara nie potrafi ubrać w słowa. „Zabierz mnie” to pozycja, która ugruntowuje Paulinę Prokop jako autorkę z ogromną wrażliwością i odwagą do poruszania trudnych tematów. Paulina pisze lekko, ale o rzeczach ważnych. Nie boi się...
10
Beatabod

Nie oderwiesz się od lektury

Powiesc dotykajaca wielu aspektow ludzkiej psychiki a zarazem ciepla i nostalgiczna.Porusza serce i wyobraznie.Ciekawa historia o relacjach, tu nic nie jest takie jak sie wydaje,że jest.Niewatpliwie material na film.Polecam.
10



Zabierz mnie

Paulina Prokop

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Playlista

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

Strona 8

Strona 9

Strona 10

Strona 11

Strona 12

Strona 13

Strona 14

Strona 15

Strona 16

Strona 17

Strona 18

Strona 19

Strona 20

Strona 21

Strona 22

Playlista

1. Vanotek, Eneli – Back to me

2. Sasha Lopez, Diotic, Tobi Ibitoye – Sun

3. Reamonn – Supergirl

4. Kaśka Sochacka – Ostatnia prosta

5. Kaśka Sochacka – Niebo było różowe

6. Edyta Górniak, Gromee – Król

7. Wrs, Ilkan Gunuc – Amore

8. Julia Wieniawa – Nie muszę

9. Ahmet Kilic, Stoto, Adeba – Stumblin’ In

10. Ali Bakgor, Kallay Saunders – Ocean

Rozdział 1

Pochylam się nad tortem z napisem „30 lat Sary” i przez sekundę myślę o nim. To taki mój coroczny rytuał, który siłą rzeczy sprawia, że cierpię. Do moich oczu napływają łzy, które przez te wszystkie lata nauczyłam się powstrzymywać. Jednak tym razem kilka łez ląduje na torcie bezowym, którego nawet nie planuję w tym roku próbować. Zawsze uważałam go za zbyt słodki, ale nie potrafię zamówić innego.

Mrugam, by odgonić łzy i skupiam wzrok na srebrzystej sali. Pod sufitem zawieszono kolorowe lampki, stoły są udekorowane różowymi obrusami i świeżymi kwiatami. W rogu stoi fotobudka i stół z ciastem i kawą. Gdzieniegdzie rozstawiono świeczniki. Wszystko to, wraz z moimi przybyłymi gośćmi, wygląda jak scena z filmu. Jest prawie idealnie, nie mogę jednak przestać myśleć o bracie.

Patrzę ponownie na świeczki przede mną i cyfry, w których ja widzę, ile skończyłby lat. Pamiętam częste kłótnie z bratem o to, jaki tort będziemy mieli na naszych urodzinach oraz to, jak zawsze stawiał na swoim. A dzisiaj wiele bym dała, abym mogła się z nim pokłócić o smak tortu albo po prostu ukroić mu kawałek.

Ciekawe, czy gdyby żył, to wciąż chciałby spędzać razem urodziny. Ja na pewno. Jestem samotna, od kiedy nie ma go przy mnie, i nie potrafię zastąpić niczym ogromnej pustki, którą czuję.

Przed zdmuchnięciem świeczek rozglądam się przez chwilę po sali, aby sprawdzić, czy goście zauważyli moje łzy. Podziwiam ich eleganckie stroje i szczere uśmiechy. Iskry w oczach przyjaciół mienią się na tle kolorowych świateł. W rękach trzymają smukłe kieliszki wypełnione szampanem. Przyjechała nawet ciocia Alicja ze Śląska. Siedzi przy stole i gawędzi z babcią. Bujne kręcone włosy zasłaniają jej twarz, gdy obie wybuchają donośnym śmiechem. Są tu wszystkie siostry mojej mamy, najbliższa rodzina i przyjaciele. Patrzę na nich i uświadamiam sobie upływ lat.

Nagle spotykam wzrok zmartwionej matki, staram się wymusić delikatny uśmiech. Chcę, aby myślała, że jestem szczęśliwa. Tylko tyle mogę dzisiaj dla niej zrobić.

Mama także uśmiecha się do mnie, aby poprawić mi nastrój i ukryć swoje emocje. Kolejny raz zastanawiam się, dlaczego musimy udawać. To nigdy nie pomaga, mamo. Zawsze już będę cierpiała i to cierpienie będę nosiła w sobie do końca moich dni, bo tak jak ty czuję, że coś mi odebrano.

Wreszcie decyduję, by zaakceptować to, że już nigdy nie przestaniemy się tak zachowywać.

Widzę, że moi znajomi bawią się w najlepsze, Magda kokietuje właśnie naszego przyjaciela Kamila. Jej szczupłe ciało coraz bardziej się do niego przybliża. Jest jak kotka, która łasi się do swojego właściciela.

Muszę zdmuchnąć świeczki i pomyśleć o życzeniu, chociaż wiem, że to najważniejsze, nigdy się nie spełni. Najchętniej znalazłabym się teraz gdzie indziej. Nie mam ochoty być w centrum uwagi, gdy w mojej głowie piętrzą się niewypowiedziane słowa i tak wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

Od czasu, kiedy co roku staję przy tym torcie sama, zastanawiam się, dlaczego to ja przeżyłam?

Zdmuchuję świeczki z myślą niezmienną od wielu lat.

Michał powinien być tu ze mną.

W tym momencie widzę, że mój ojciec wychodzi tylnymi drzwiami na papierosa. Ma na sobie granatowy, zwężany garnitur, który kupił specjalnie na tę okazję. Schudł kilka kilo, co jest bardzo widoczne. Brązowe buty dodają mu elegancji. Wymyka się z gracją pantery, a jego rzadkie brązowe włosy znikają w mgnieniu oka za topornymi drzwiami.

Nie jestem na niego zła. Zapewne przejdzie się chwilę po pomoście, wspomni Michała i wróci. To całkiem dobry pomysł, aby się przewietrzył i pomyślał o synu, podczas gdy reszta gości jest tego dnia skupiona wyłącznie na córce.

Dla moich rodziców są to wciąż nasze wspólne urodziny.

Kiedy byłam dzieckiem, przeszkadzało mi, że rodzice dzielą uwagę między mną a bratem. Zawsze uważałam, że dzielą ją nierówno, czułam się odrzucona. Dopiero gdy dorosłam, pojęłam, że działo się tak tylko dlatego, że nie sprawiałam im większych problemów. Byłam zwykłą spokojną dziewczyną.

Nie to, co Michał.

Szedł przez życie z uniesioną głową, a wszystko po drodze jakoś mu się udawało. Do tej pory myślę, że liceum zdał dzięki swojej przebojowości, był lubiany nie tylko przez kolegów, ale także przez nauczycieli.

To on zawsze dostawał zaproszenie na czyjeś urodziny, ja raczej byłam jego osobą towarzyszącą. Dzięki temu udało mi się posmakować trochę życia, oderwać się od ślęczenia nad książkami i żmudnej nauki gry na saksofonie, której poświęcałam w liceum cały swój wolny czas.

Mój brat był duszą towarzystwa, wszyscy go uwielbiali, a on czuł się swobodnie, będąc w centrum uwagi. Prowadził mnie przez życie nie tylko jako brat bliźniak, ale też jako mój najlepszy przyjaciel, który zawsze stawał w mojej obronie. Michał nigdy nie pozwolił nikomu powiedzieć na mnie złego słowa, nie dał mnie skrzywdzić. Byłam… wciąż jestem z tego bardzo dumna.

Właściwie często dręczy mnie uczucie, że to on powinien przeżyć.

Dziś towarzyszy mi ono szczególnie boleśnie.

Spędziliśmy razem cudowne dzieciństwo, za co będę wdzięczna do końca życia. Od dziecka uczyliśmy się od siebie wzajemnie, wspieraliśmy się i byliśmy nierozłączni. Nigdzie się nie ruszałam bez Michała, bo przy nim czułam się bezpiecznie. Cieszyło mnie, gdy ludzie wokół powtarzali, jakie mamy szczęście, że mamy siebie.

Z biegiem lat coraz bardziej to doceniałam. Od samych narodzin otrzymaliśmy od życia dar, byliśmy wyjątkowi. Dorastaliśmy razem i razem zdobywaliśmy nowe umiejętności, początkowo jako dzieci, a później nastolatkowie. I chociaż byliśmy bardzo podobni do siebie z wyglądu, to nasze charaktery różniły się całkowicie.

Czasami odnoszę wrażenie, że Michał wniósłby więcej do życia mojej rodziny niż ja, i częściej dawałby moim rodzicom powody do radości. Mimo że sprawiał im pewne problemy wychowawcze, to stawali za nim murem w każdej sytuacji i za każdym razem okazywali mu wsparcie.

Wiedziałam o moim bracie wszystko. Czasem nawet wypowiadaliśmy jednocześnie te same słowa. Śmialiśmy się z tego za każdym razem. Michał był szalenie zabawny. Uwielbiałam jego poczucie humoru i podziwiałam sposób, w jaki patrzył na życie. Zawsze opowiadał żart w odpowiedniej chwili, potrafił rozładować napiętą atmosferę.

Czasami zazdrościłam mu beztroskiego życia, a przecież w pewnym sensie szliśmy tą samą ścieżką. Mimo że mieliśmy równy start, zawsze czułam, że jemu jakoś wszystko się udaje i to ja muszę ciężko pracować, by osiągnąć podobne rezultaty.

Był bardzo przystojny, a wokół niego zawsze gromadziło się wiele dziewcząt. Nic w tym dziwnego. Miał ciemnobrązowe włosy, piwne oczy i był nieco wyższy ode mnie. Ubierał się rockowo, z pazurem, co podobało się naszym koleżankom.

Lubił przewiązywać na biodrach swoją czerwoną koszulę w czarną kratę. Często nosił jeansy lub jeansowe katany, które specjalnie przecierał, aby wyglądały oryginalnie. Na głowie wiązał czarną chustę, z którą przeprowadziłam się do Gdańska i którą do tej pory trzymam w pudle pod łóżkiem.

To moja ulubiona pamiątka po ukochanym bracie.

Michał łamał kobiece serca i sprawiał wrażenie, że się tym nie przejmuje. Gdy kończył kolejny związek, przychodził do naszego pokoju, rzucał plecak w kąt i po prostu oznajmiał mi, że i tym razem mu nie wyszło.

Cały Michał.

Miał takie podejście do życia w każdym jego aspekcie. Nie przejmował się niczym, podczas gdy ja kryłam żal po najmniejszych sercowych niepowodzeniach.

Czasami dostrzegał mój smutek i gilgotał mnie, żebym się uśmiechnęła. Mówił, że „na dąsanie dobre śmianie”. Nigdy nie pozwalał mi trwać długo w chandrze. Ciekawe, czy dzisiaj patrzy na mnie z nieba i widzi moje przygnębienie podczas naszych trzydziestych urodzin.

Trudno jest mi dojść do siebie po takiej tragedii i spróbować żyć normalnie – jakby nigdy nic się nie wydarzyło, jakby nie było w moim życiu ciebie. A ty wciąż jesteś, wciąż czuję twoją obecność. I zapewne wiesz, że dziś stoję sama przed naszymi bliskimi.

Jestem w Brodnicy, moim rodzinnym mieście, gdzie wychowałam się, uczyłam i przeżywałam pierwsze miłości, a czuję się, jakbym była w skórze obcej osoby, nie potrafię zaakceptować upływających lat.

Przez długi czas naprawdę wierzyłam, że poradzę sobie ze stratą brata, a czas sprawi, że moje rany przestaną aż tak boleć. Jednak co roku przypominam sobie, że tak naprawdę nic nie zdoła ich zagoić.

Rozdział 2

Przyjechałam do Brodnicy świętować moje urodziny wyłącznie ze względu na rodziców i Magdę. Chciałam być z nimi tego dnia, przytulić moją mamę po odśpiewaniu Sto lat, zatańczyć z moim ojcem, bo robimy to już tak rzadko i… przez moment, choćby przez chwilę, zapomnieć o tym, czego dowiedziałam się o Igorze.

Pogubiłam się.

Jestem stworzona do życia w relacji, nienawidzę samotnych wieczorów i nie potrafię spędzać czasu sama ze sobą. Zapewne to sprawiło, że zaczęłam sięgać po alkohol, podczas gdy mój narzeczony, po raz kolejny, wyjeżdżał służbowo.

Kiedyś cieszył mnie czas dla siebie. Lubiłam zatracać się w oparach dymu i smaku czerwonego wina. Jedyne, o czym wtedy myślałam, to zapomnieć o pustce w sercu i zazdrości, jaka przepełniała mnie podczas nieobecności Igora w domu.

Wiele razy postanawiałam, że zakończę ten niezdrowy związek. Nie potrafiłam wytrwać w postanowieniu. Zawsze przed jego powrotem byłam już tak stęskniona i zrozpaczona, że odrzucałam na bok wszelkie wątpliwości, a jedyne, czego pragnęłam, to aby ktoś przy mnie był.

Strach przed tym, że mogę stracić kolejną bliską osobę mnie przerastał, ale jestem dumna z tego, że nie zaprosiłam go na urodziny.

Nie zawsze było źle między nami.

Uśmiecham się na myśl o wspólnych wyjazdach i romantycznych kolacjach nad jeziorem. O tym, jak zatracaliśmy się w swoich objęciach, kiedy czułam, że naprawdę żyję. Marzę o powrotach do naszej spontaniczności, o wyjazdach na festiwale, kiedy byliśmy wolni jak nigdy.

Chciałabym przeżyć z nim choćby jeden koncert, krzyczeć w tłumie tak, jak to robiliśmy, gdy byliśmy młodsi. Gdy nie mieliśmy tylu problemów, a przede wszystkim – Michał był z nami.

Te wspomnienia sprawiają, że nie potrafię ściągnąć pierścionka i cały czas mam nadzieję, że się ocknę, a to, co przeczytałam, okaże się snem, głupim żartem.

Intrygą.

Naprawdę sądziłam, że znajdę w nim schronienie i obiecane przez niego – gdy zginął mój brat – bezpieczeństwo i troskę. Przez lata obserwowałam, jak nasi znajomi schodzą się i rozchodzą, jak rujnują swoje związki i zaczynają budować kolejne, i czułam, że z nami będzie inaczej. Wyczekiwałam naszych zaręczyn i cieszyłam się, gdy nareszcie odważył się zadać mi najważniejsze pytanie.

– Oczywiście, że wyjdę za ciebie, głuptasie! – odpowiedziałam, po tym jak zająknął się klęcząc przede mną. – Ile miałam na to czekać?! Długoś się zbierał! – mówiłam półżartem, półserio.

– Musiałem być pewien tak ważnej decyzji, rybka. Dobrze wiesz, że biorę to na poważnie. Chcę, żebyś była moją żoną. Przy tobie czuję się spełniony, chcę mieć dom. Rozumiesz? – zapytał.

– Rozumiem – szepnęłam wzruszona i pocałowałam go.

Przez kilka ostatnich lat zastanawiałam się, czy jest dobrym materiałem na partnera. Podczas kłótni najpierw go nienawidziłam, by za chwilę rzucić się w jego objęcia. Żyliśmy w toksycznym związku, a ja i tak czułam, że nikt nie rozumie mnie tak jak on.

Kiedyś byliśmy dla siebie wsparciem, a wspólna tragedia zbliżyła nas do siebie. Ja straciłam brata, a on – najlepszego przyjaciela. Żyliśmy z przekonaniem, że to Michał powinien przeżyć. Nie rozumieliśmy, dlaczego stało się inaczej.

Nie przyznałam się jeszcze nikomu do tego, że zaczynam myśleć o dziecku, ale z biegiem czasu zrozumiałam, że dla mnie nigdy nie będzie odpowiedniego momentu na zajście w ciążę. Mimo to zaczęłam się zastanawiać, jak by to było, gdybym została mamą.

Biegałam w Parku Reagana i zobaczyłam kilkuletniego chłopca, który jechał na zielonej hulajnodze. Kiedy tylko chciałam go wyprzedzić, przewrócił się i zdarł kolano. Za chwilę podbiegł do niego zmartwiony ojciec.

A ja zatrzymałam się przy dziecku.

– Nic mi się nie stało, tatusiu. To tylko lekkie draśnięcie… Teraz też poboli i przestanie, prawda? – zapytał, ale łzy wielkości grochu leciały mu po twarzy, co zdradzało, że jednak upadek zabolał.

– Bardzo przepraszam, chciałam go tylko wyminąć… – powiedziałam zdenerwowana do ojca dziecka.

– Nic się nie stało, to my powinniśmy ustąpić pani miejsca, to nie jest ścieżka do jazdy hulajnogą. Proszę biec dalej, poradzimy sobie – odparł do mnie mężczyzna.

– Czy będę miał taką ranę, jak Staszek? – zapytał chłopiec.

– Raczej nie... założymy zaraz plasterek i możesz śmigać dalej. Wstawaj, żołnierzu, nie dąsaj się już! – podał rękę chłopcu i otrzepał go z piachu.

– Obym miał większą ranę od Staszka! Żeby nie mówił mi, że się dąsam! – powiedział chłopiec, a ja pożegnałam się i odbiegłam.

Moje serce przepełniło nieznane mi dotąd uczucie. Pierwszy raz w życiu poczułam, że chcę mieć syna.

Biegłam aleją wzdłuż plaży i wyobrażałam sobie, jakim byłby chłopcem. Przed oczami pojawiały mi się obrazy z naszych wspólnych spacerów, poznawania świata, czytania książek.

Nigdy wcześniej nie myślałam o tym, jaką byłabym mamą, ale wiedziałam, że dałabym z siebie wszystko. Zmieniłabym dla dziecka całe życie, by wychować je na dobrego człowieka.

Pierwszy raz pomyślałam także o mnie i o Igorze jako o rodzicach.

Od razu poczułam, że to nie mogłoby się udać. Igor zawsze unikał odpowiedzialności i wolał zachować wolność w każdym aspekcie życia.

Ale mnie moja wolność zaczynała szkodzić. Potrzebowałam, by moje życie nabrało głębszego sensu. Niektórzy twierdzili, że sens życia odnaleźli właśnie w rodzicielstwie.

Czy to możliwe?

Nagle otwierają się drzwi z tyłu sali, co przypomina mi o tym, że powinnam skupić się na dzisiejszym wieczorze i gościach, którzy zbierają się przede mną, by wreszcie zaśpiewać Sto lat. Muzyka już rozbrzmiewa w głośnikach, a kelnerki roznoszą alkohol i napoje.

W pierwszym momencie myślę, że tata postanowił wrócić na salę. Ale to nie jest mój ojciec. Do restauracji wchodzi Igor. Ma przemoczone włosy i ubranie. Blond grzywka przykleiła mu się do skroni. Poprawia ją nerwowo prawą dłonią. Pewnie stał w deszczu przez dłuższą chwilę. Nawet nie zauważyłam wcześniej, że pada. Szybko dołącza do śpiewu i staje wśród moich gości.

Od razu dostrzegam jego nową grafitową koszulę i myślę, jak świetnie się w niej prezentuje, ogarnia mnie podniecenie i wściekłość. Obserwuję go, gdy macha do naszych wspólnych znajomych.

Nagle spogląda na mnie, a ja nieruchomieję.

Czuję, że ze stresu sztywnieje mi kark.

Stoję w bezruchu i obserwuję każdy jego krok. Widzę, że podchodzi do Magdy, która stoi tyłem do mnie, i przytula ją.

Gdy wszyscy kończą śpiewać, obdarza mnie zawadiackim uśmiechem i zaczyna do mnie machać, a ja – nie wiem dlaczego – odwzajemniam uśmiech.

Zamykam oczy na moment, aby nikt nie zauważył mojego zakłopotania, biorę głęboki oddech i zdmuchuję świeczki. Czas na życzenie. Ale zamiast o nim pomyśleć, zastanawiam się, dlaczego ten człowiek zawładnął moim umysłem. Zaczynam żałować, że przywitałam go uśmiechem.

Kelnerki kroją tort i rozdają go gościom. Dołączam do nich. Wrzawa narasta, słychać pochwały dla cukiernika i komentarze odnośnie wystroju wnętrza. Niektórzy jeszcze się ze sobą witają i życzą udanej imprezy.

W restauracji Przy Jeziorze zawsze było swojsko i przytulnie. Nie zliczę, ile rodzinnych uroczystości obchodziliśmy już w tym miejscu i ile razy podczas tychże uroczystości znikałam na spacer po drewnianym pomoście.

Specjalnie wybieram drugą stronę sali, aby nie przechodzić obok narzeczonego, ale Magda oczywiście łapie mnie za ramię, chcąc uświadomić mi, kto raczył przyjechać. Zawieszam wzrok na jej cekinowej, obcisłej sukience. Jest jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie znam. Drepcze nerwowo w miejscu, wystukując rytm wysokimi szpilkami.

– Tort wygląda pysznie! – oznajmia, kiedy podaję jej kawałek. – Widziałaś, że przyjechał? – dodaje zniżonym głosem.

– Tak, widziałam.

Poprawiam ukradkiem moją kreację.

– Ma czelność tak się zjawiać, kiedy wyraźnie poprosiłaś go, żeby nie przyjeżdżał! Jeśli chcesz, to powiem mu parę słów i wyjaśnię, dosadnie, że nie jest tu mile widziany po tym wszystkim – proponuje zdenerwowana przyjaciółka.

– Nie musisz… – odpowiadam zażenowana.

Obok przechodzi moja ciocia. Obdarowuje mnie radosnym uśmiechem, po czym czule wysyła w powietrzu pocałunek. Uśmiecham się i wracam do rozmowy.

– Zawsze tak robi! Ma gdzieś to, że chcesz spędzić wieczór z dala od tego psychopaty! Musi tu przyjeżdżać i odgrywać szopkę przy twojej rodzinie! Typowa zagrywka z jego strony, idę do niego! – dodaje Magda i odwraca się w stronę mojego narzeczonego.

Goście właśnie odkładają talerze i zaczynają tańce.

– Magdo, przestań! – Łapię ją za ramię. – To nie jest dobry moment, porozmawiam z nim później. Błagam cię, obiecaj, że nie będziesz z nim rozmawiała – proszę, ponieważ nie powiedziałam przyjaciółce całej prawdy.

Jej jadowite spojrzenie wypala mnie od środka.

– Zrobię to tylko dlatego, że masz urodziny, ale błagam cię, Saro. Ocknij się wreszcie, bo nie mogę patrzeć, jak marnujesz sobie życie!

– Daj mi dzisiaj spokój! – syczę do niej zdenerwowana, poprawiając ramiączko sukienki. – Nie mam ochoty na tego typu rozmowę, dzisiaj jest moje święto i zamierzam się bawić! – odpowiadam, zerkając, czy każdy z gości zjadł już swój kawałek ciasta.

– Najchętniej powiedziałabym mu, żeby spierdalał! – Poprawia nerwowo pukiel gęstych włosów.

– Daj już spokój!

Przyjaciółka zbliża się o krok w moją stronę. Obserwuje mnie uważnie.

– Nie mogę patrzeć na jego uśmieszek. Ostatni raz odpuszczam, Saro. Gdyby nie twoja rodzina wokół, od razu wydrapałabym mu oczy. A tobie zerwała pierścionek z palca!

– Przestań już, proszę.

– I co, teraz będziecie się zachowywali, jakby nigdy nic? – pyta drwiąco.

W jej spojrzeniu dostrzegam mrok. Oblizuje nerwowo wargę, zjadając przy tym czerwoną szminkę.

– Jeszcze nie wiem, nie chcę dzisiaj się z nikim kłócić, z tobą też nie. Mam dość… – tłumaczę, a łzy napływają mi do oczu, co od razu zauważa moja przyjaciółka.

– Widzisz, jakie masz zszargane nerwy przez tego idiotę? Skończ to wreszcie raz na zawsze i przestań się tak poniżać. I nie rycz teraz, za dużo wydałaś na ten make-up – kończy rozmowę i odchodzi.

Patrzę na nią, gdy się oddala, i żałuję, że nie jestem silniejsza.

Rozdział 3

Stoję zdenerwowana wśród moich gości i staram się nie rozpłakać, przez chwilę nie mogę się ruszyć, a stres paraliżuje mnie od środka. Przełykam ślinę, próbując zachować spokój i resztki godności. Podczas próby powolnego oddychania zastanawiam się, czy nie wyprosić Igora z urodzin.

Wdech, wydech, wdech…

– Cześć, kochanie. Tęskniłem – wita się ze mną narzeczony, po czym przytula mnie od tyłu. – Wszystkiego najlepszego – szepcze mi do ucha, a ja czuję ciarki na plecach.

Odwracam się. Jego blond grzywka już wyschła i przykleiła się do czoła. Na twarzy ma ten sam zuchwały uśmiech, co zwykle.

– Dlaczego przyjechałeś? – pytam przestraszona. – Przecież mówiłam ci na peronie, że nie chcę cię dzisiaj widzieć. Czego nie zrozumiałeś? Nie jesteś tu mile widziany!

– Chciałem cię zobaczyć, rybka. Jak mogłoby mnie zabraknąć na takiej imprezie? Widzę, że goście dopisali. Chodź, zrobimy sobie drinki i wyluzujemy się dzisiaj…

Patrzę na niego z pogardą, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę.

– Nie przywitasz się ze mną? – Igor łapie mnie za rękę i próbuje przyciągnąć do siebie, ale w ostatnim momencie wyrywam dłoń.

– Nie wyrzucę cię z imprezy tylko dlatego, że jest tu moja rodzina i nie mam ochoty wysłuchiwać pytań o ciebie. Możesz zostać, ale trzymaj się ode mnie z daleka i nie przychodź do mnie na noc – dukam zdenerwowana.

– Ale masz dzisiaj humorek… Dobra, nie będę się narzucał. Przyjdź, jak się stęsknisz, rybka. Pójdę pogadać z rodzinką – odpowiada z uśmiechem i odchodzi.

Idzie w stronę moich wujków, którzy tworzą krąg przy cieście. Kiwam głową z niedowierzaniem. Mam nadzieję, że im nie przeszkodzi.

– Chyba żartujesz! – krzyczę za nim, ale szybko ściszam głos i rozglądam się, czy ktoś na nas patrzy. – Muszę się napić – mówię sama do siebie.

Podchodzę do baru i proszę o wódkę z sokiem żurawinowym, barman szybko wydaje mi zamówienie. Stoję bokiem, upijam pierwszy łyk upragnionego drinka i odwracam głowę w stronę sali, aby zobaczyć, co wyprawia Igor i czy Magda nie poszła się z nim rozmówić.

Wodzę wzrokiem wśród gości, niektórzy tańczą, inni kończą swój deser, ale nie dostrzegam wśród nich Magdy. Przyglądam się Igorowi, który cały w skowronkach rozmawia teraz z moją kumpelą z klasy. Wygląda na to, że rozmawiają o mnie, bo chwilę później znów macha w moją stronę.

– Ależ on ma tupet – mamroczę i proszę barmana jeszcze raz o to samo.

– Halo, halo, gdzie jest nasza solenizantka? – niespodziewanie słyszę w głośnikach głos mojego dawnego kolegi z ławki, Rafała. Jest to moment, gdy wzrok wszystkich gości skupia się na mojej wódce z żurawiną.

Zaprosiłam go, bo zawsze pamiętał o moich urodzinach i jako jedyna osoba prócz Magdy przez te wszystkie lata dzwonił do mnie z życzeniami.

Nie jesteśmy ze sobą już tak blisko, jak kiedyś. Czasami spotykam go w Texasie, gdy przyjeżdżam do Brodnicy na weekend, najczęściej siedzi z kolegami przy tym samym stoliku, co zawsze, i spija kolejne piwa.

Nie muszę się z nim umawiać, jest tam co tydzień, a gdy tylko przychodzę, pyta, co u mnie słychać, i przekazuje mi najnowsze plotki na temat reszty kolegów z klasy.

To mój łącznik z przeszłością.

– Tu jestem! – krzyczę i zostawiam drinka na drewnianym barze.

– Słuchajcie, mam dla Sary specjalną dedykację. – Rozlega się z głośników głos Rafała. – To nasza piosenka z czasów liceum, siedzieliśmy razem w ławce i nuciliśmy ją na matmie. Chodź, Saro, zatańczymy – prosi mnie, a ja szczerzę się do niego z radością.

Po chwili goście dołączają do tańca i śpiewu, bo wszyscy doskonale znają stary już kawałek Kiler Elektrycznych Gitar.

Rafał prowadzi mnie w tańcu jak zawsze świetnie. W czasie trwania piosenki wspominam naszą zabawę na połowinkach, studniówce, podczas wszystkich osiemnastek i licealnych imprez – tego się nie da zapomnieć.

– „Mam wszystko w tyle, są czasem takie chwile, że się nie mylę, choć wcale nie wiem ile…” – śpiewamy głośno wszyscy razem, tak jak kiedyś na licealnych imprezach.

– „Nie kiwnąłem nawet palcem, by się znaleźć w takiej walce…” – nuci dalej trochę pijany już kumpel.

Gdyby tylko wiedział, jak te słowa pasują do tego, co czuję.

– Odbijany! – Jak zwykle Igor musi zepsuć miły moment. Podchodzi do nas w tańcu z moją mamą i zamieniamy się partnerami.

Mama wodzi za mną badawczo wzrokiem. Czekam, aż przestanie nas obserwować, i wybucham gniewem.

– Musisz?! Musisz mi to robić? Nie możesz dać mi spokoju? – pytam wściekła. – Dobrze wiesz, że mam cię dość i nie chcę dzisiaj z tobą gadać! – Patrzę głęboko w jego szare oczy, aby zrozumiał, co mam do powiedzenia.

Na próżno.

– Myślałaś, że będziesz się do niego ślinić, a ja będę spokojnie patrzył na to, jak tańczysz z tym prostakiem?

– Nie chcę cię widzieć, Igorze. Wyjdź natychmiast – mówię powoli z wściekłością, bo już nawet nie mam siły słuchać jego czepiania.

– Chyba żartujesz… – dziwi się mój narzeczony. – Dopiero co przyjechałem!

Poprawia zawadiacko rękawy grafitowej koszuli.

– Wynoś się! Nie zepsujesz mi urodzin. Wiem, że tylko czekasz na to, aby wyprowadzić mnie z równowagi, ale nie… Nie tym razem. Wyjdź stąd! – Popycham narzeczonego, czego od razu zaczynam się wstydzić.

– Już cię wzięło? Teraz będziesz tą wariatką, którą muszę tolerować? – Chwyta mnie za nadgarstki, ale wypowiada te słowa łagodnym tonem. – Widziałem to już milion razy, Saro. Daj już spokój, zabawmy się wreszcie. – Igor jak zwykle udaje, że nic się nie dzieje.

Chciałabym złapać za jego blond włosy i pociągnąć z całej siły.

– Nie mam ochoty się z tobą bawić czy cokolwiek chcesz robić! Czy do ciebie nie dociera po polsku? Jak mam ci wyjaśnić, że nie jesteś tu mile widziany? Po jakiemu ci to wytłumaczyć? Czy ty zawsze musisz tak wszystko utrudniać? – pytam wściekła i zaciskam pięści.

Zdaję sobie sprawę z tego, co próbuje zrobić Igor. Chce wyprowadzić mnie z równowagi przy gościach.

Doskonale wiem, jak to za chwilę może się skończyć, i staram się dać mu do zrozumienia, że tym razem ja decyduję i tym razem – nie żartuję.

– Wyjdźmy porozmawiać – proponuje grzecznie narzeczony.

Nie wiem, jak to możliwe, że wciąż udaje mu się zachować spokój. To irytuje mnie jeszcze bardziej. Od zawsze Igor był urodzonym aktorem. Powinien dostać Oskara za rolę, którą odgrywa za każdym razem wśród moich bliskich.

Kiedy tylko decyduję się odmówić, podchodzi do nas mój ojciec. Patrzy na nas podejrzliwie piwnymi oczami. Nie jestem pewna, co dokładnie mówi, chyba pyta nas, czy wszystko w porządku. Muzyka gra za głośno, a ja dodatkowo denerwuję się faktem, że Igor zaraz palnie coś głupiego.

Wiem, że ojciec nigdy go nie lubił przez tę zuchwałość, może i słusznie.

– Nic się nie dzieje, tato. Pójdziemy porozmawiać na plażę – odpowiadam zmartwionemu ojcu i odwracam się do wyjścia.

– No widzisz, nie musisz od razu tak na mnie naskakiwać! Sama wprowadzasz niemiłą atmosferę. Całkiem niepotrzebnie. Znamy się już przecież tyle lat, nie mogło mnie tu zabraknąć – zwraca mi uwagę Igor i kładzie rękę na moim ramieniu. Czuję narastającą we mnie wściekłość.

Wychodzimy razem z baru, a gdy tylko upewniam się, że nikt nas nie widzi – odsuwam się od Igora.

Mam mu tyle do powiedzenia, że nie wiem, od czego zacząć. W głowie kłębią mi się myśli związane z tym, jak bardzo mnie zranił. Chcę wyrzucić je z siebie, wyrzucić z głowy obrazy o niej i o tym, co przeczytałam…

Idziemy powoli w stronę ukrytego za trzcinami pomostu, który znajduje się po prawej stronie plaży. Wieczór jest ciepły jak na jesień. W okolicy panuje półmrok. W porównaniu z oświetlonym Gdańskiem o tej godzinie przy jeziorze jest naprawdę ciemno. W oddali słychać muzykę, która wprawia gości w dobry nastrój. Słyszę krzyki i śmiechy moich ciotek. Ktoś wychodzi na zewnątrz na papierosa.

A ja znów myślę o Michale i o tym, że było to jedno z naszych ukochanych miejsc. Przychodziliśmy tu wieczorami, sami lub z przyjaciółmi, i po prostu spędzaliśmy razem czas. Michał przygrywał na gitarze swoje ulubione kawałki, wygłupialiśmy się, imprezowaliśmy lub najzwyczajniej siedzieliśmy w ciszy.

– Co nagle tak zamilkłaś? – pyta zaciekawiony Igor. – O czym myślisz? – dodaje, gdy nie odpowiadam.

– O tym, jak Michał się zirytował, gdy przepłynęłam szybciej niż on stąd na starą plażę… – mówię i pokazuję zarośniętą plażę po drugiej stronie jeziora.

– Pamiętam. Ale miał wtedy minę… – przypomina mi Igor.

Zagryzam wargi.

– Tak mnie namawiał do tego, żeby się ścigać, i przegrał. A później cały tydzień chodził za mną i prosił o rewanż, a ja nie chciałam znów płynąć, żeby nie stracić pierwszego miejsca. Ciągle w coś graliśmy albo prześcigaliśmy się. Zawsze wymyślał jakieś zakłady. Od dziecka rodzice kazali nam to posprzątać pokoje na czas, to zdobyć lepszą ocenę, wciąż rywalizowaliśmy. Lubiłam to… w późniejszym czasie wymyślaliśmy sobie swoje własne zawody: kto zje więcej pizzy albo kto szybciej skosi trawę. – Uśmiecham się, wspominając.

– Zawsze musiał postawić na swoim… Być pierwszym, najlepszym. Naprawdę był ambitny. Pamiętam, jak nie mógł nauczyć się jednego kawałka na gitarze. Męczył go i męczył, aż perfekcyjnie opanował chwyty. Nie odpuszczał – stwierdza mój narzeczony i łapie mnie za rękę, ale ja odchodzę na drugi koniec pomostu.

Jego dotyk parzy moją skórę, nie jestem w stanie go wytrzymać, a wspomnienie brata jeszcze bardziej wytrąca mnie z równowagi. Patrzę na spokojną taflę mojego ukochanego jeziora.

– Dlaczego taka jesteś? – pyta, podchodząc do mnie. – Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Przestań mnie odpychać – prosi wyraźnie zdenerwowany.

– To ty mnie odepchnąłeś tym, co zrobiłeś. Nie masz pojęcia, co czuję i jak bardzo mnie zawiodłeś. Przez tyle lat byłam pewna, że mogę ci ufać, ale ty masz gdzieś to, co myślę, czuję i… Jak mogłeś mi to zrobić? – krzyczę wreszcie, dając upust tłumionym dotąd emocjom.

Czuję wściekłość, bo nie chcę ani o tym myśleć, ani na ten temat rozmawiać. Nie musiałabym, gdyby tu nie przyjechał. Igor jak zwykle stara się być poszkodowanym, nawet w takim momencie musi być w centrum uwagi – to niedorzeczne.

Ten fakt irytuje mnie jeszcze bardziej i sprawia, że łzy napływają mi do oczu. Staram się zachować godność i nie pokazywać mu, jak bardzo to wszystko przeżywam.

Igor rzuca wkurzony kamieniami w taflę jeziora, oboje patrzymy na tworzące się na wodzie kręgi. Nawet jezioro nie jest już tak spokojne, jak wcześniej.

– Spotkałem się z nią kilka razy. Do niczego nie doszło. Miałem dość awantur w domu, tego, że cały czas rozpaczasz po Michale i nie chcesz się przy mnie do końca otworzyć – wypowiada te słowa, patrząc w dal, a ja zaczynam zastanawiać się, kiedy mój narzeczony nauczył się tak mistrzowsko kłamać.

Był w tym naprawdę dobry.

– Jedyne, co sprawia ci ostatnio przyjemność, to sączenie martini i oglądanie Netflixa. Mogłabyś czasem się wysilić. Ugotować coś czy posprzątać. Nie mieszkasz sama. Nieraz wyciągałem cię na obiad, ale ty zawsze miałaś jakieś wymówki! A to grasz w klubie, a to ćwiczysz grę w domu, a to Magda przychodzi, a to musisz „pobyć sama”. – Pokazuje gest cudzysłowu i zauważa, jaka jestem wkurzona. – Zawsze coś wymyślałaś, a ja nie chciałem jeść sam – kończy po chwili zawahania.

Ma na sobie najlepsze ubrania, ale w tym momencie ani trochę mnie nie pociąga. Nie mogę słuchać tego, co mówi. Rani mnie coraz bardziej.

– Naprawdę dziwi mnie to, że mieszkamy ze sobą tyle lat, a ja nie zauważyłam, kim tak naprawdę jesteś. Zakochałam się w kłamliwym dupku, który wykorzystuje śmierć mojego brata, aby grać moimi uczuciami. Powiem ci, co się teraz stanie. Pojedziesz do Gdańska i spakujesz swoje rzeczy, a kiedy wrócę, zastanę mieszkanie bez śladu po tobie, bez twoich farb i obrazów, rozumiesz?!

– Dlaczego tak wyolbrzymiasz tę sytuację? Nie przesadzaj! Wytrzeźwiej i pogadamy jutro, gdy wstaniesz.

Robi mi się zimno.

– Nie jestem pijana, jestem zła! Nie chcę cię widzieć ani na tej imprezie, ani w moim mieszkaniu! – Odwracam się, aby wrócić na moją imprezę, ale Igor staje mi na drodze.

– Nie bądź taka uparta, nie zdradziłem cię, nigdy bym tego nie zrobił. Przestań się tak zachowywać, Saro! Przestań mnie wkurwiać! – wykrzykuje mi w twarz.

W tym momencie go znienawidziłam.

Bo ja już wiem.

– Odejdź, kłamliwy dupku, nie oszukasz mnie kolejny raz. To koniec – krzyczę, próbując stłumić morze łez, które chcą wypłynąć z moich oczu.

Przyspieszam kroku w kierunku restauracji. Słyszę z oddali moją imprezę urodzinową i nabieram ochoty, aby tam wrócić.

– Pogadajmy jutro, Saro. Wyjaśnię ci to jeszcze raz. Dogadamy się, zobaczysz – dodaje Igor.

Nie wytrzymuję. Zawracam w stronę mojego narzeczonego i uderzam pięściami w jego tors, a on przyjmuje uderzenia ze stoickim spokojem, ponieważ dobrze wie, za co są w niego kierowane.

Narasta we mnie gniew, jakiego nie znałam nigdy wcześniej. Nie dowierzam, że Igor cały czas próbuje odkręcić tę sytuację, wmówić mi kłamstwo i kolejny raz mną manipulować!

Tym razem znam prawdę i nie mogę mu pozwolić, aby mnie tak traktował.

– Przestań wciskać mi te farmazony, błagam. Przestań mnie poniżać! Zlituj się nade mną i odejdź, daj mi spokój! – Wymierzam cios za ciosem w jego klatkę piersiową, aż wreszcie opadam z sił i zaczynam płakać.

Jestem bezsilna. Kładę swoją skroń na jego klatkę, czuję zapach perfum, których używa od lat i do których tak bardzo się przyzwyczaiłam. W tym samym czasie ściągam powoli pierścionek z mojego palca, a następnie wkładam mu go do ręki.

– Przeczytałam wiadomość, którą do ciebie wysłała. Wiem wszystko. Oszczędź mi już wymyślonych opowieści, jeśli masz do mnie jeszcze trochę szacunku. To koniec.

Igor łapie mnie mocno dłońmi za twarz i przechyla moją głowę tak, aby mógł patrzeć mi w oczy. Boję się.

– To boli! – krzyczę przerażona.

– Koniec będzie wyłącznie na moich warunkach – dodaje po chwili namysłu. – Nie udawaj takiej świętoszki. Opowiedz mi lepiej, jak dobrze bawiłaś się w Cubano. Masz mnie za debila? – syczy do mnie, a ja nie wiem, co mu odpowiedzieć.

Śledził mnie. On naprawdę mnie śledził!

Czuję, że tracę grunt pod nogami, narzeczony zadaje mi ból uściskiem, z którego nie mogę się wyswobodzić.

Czy Magda zdążyła mnie wydać?

Próbuję sobie przypomnieć, co jej powiedziałam.

Rozdział 4

Najbardziej brakuje mi zwykłej rozmowy z moim bratem. Potrafił w moment przedstawić mi swój punkt widzenia. Był powiernikiem moich sekretów, mówiłam mu o wszystkim i ufałam bezgranicznie. Nigdy mnie nie zawiódł.

Przez całe życie chodziliśmy z Michałem do jednej szkoły, przez co spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu. Rodzice chcieli nas rozdzielić do różnych klas w liceum, nakierować mnie i Michała na inne ścieżki rozwoju, jednak Michałowi udało się przekonać mamę do zmiany tej decyzji ze względu na to, że chcieliśmy kończyć zajęcia o tej samej porze.

Mama ulegała każdej jego prośbie.

Wracając ze szkoły, rozmawialiśmy o tym, jak nam minął dzień, i plotkowaliśmy na temat nauczycieli czy naszych kolegów. Droga zajmowała nam pieszo około czterdziestu minut, może trochę krócej, jeśli szliśmy do domu przez park.

Często jednak wybieraliśmy drogę przez trójkątny rynek naszego miasta, zahaczając po drodze o ulubioną budkę z lodami i zapiekankami. Znaliśmy wszystkie brodnickie knajpy i dobrze wiedzieliśmy, gdzie udać się po szkole. Nie było ich wiele, ale w każdej panowała swojska atmosfera, co doceniłam dopiero po wyjeździe z Brodnicy.

Muzykowaliśmy razem systematycznie. Poświęcaliśmy muzyce każdą wolną chwilę. Nasze próby odbywały się najczęściej po szkole w Brodnickim Domu Kultury. Udostępniano nam salkę do ćwiczeń. Wykonywaliśmy w niej nasze pierwsze autorskie utwory, śpiewaliśmy, śmialiśmy się i… wspólnie rozwiązywaliśmy zadania z matmy. A raczej ja je rozwiązywałam, a Michał przepisywał w przerwach od grania. Był bardzo uzdolnionym gitarzystą i przepięknie śpiewał.

Do dziś słyszę w głowie jego głos. I widzę, jak porusza całym ciałem w rytm muzyki, próbując przy tym zdmuchnąć przydługą grzywkę, aby dobrze widzieć gryf gitary.

Miał manierę podczas śpiewania, której nigdy nie zapomnę, i charakterystyczną chrypkę. Często myślę, że mój brat urodził się, by grać i śpiewać, i to jego miejsce jest na scenie.

Miewam różne sny i każdy z nich pamiętam. W każdym w zasadzie chodzi o to samo. O to, bym mogła sprawdzić, czy mnie zrozumiesz, i abym mogła przeprosić.

Widzę cię wszędzie. Jesteś w każdym, kogo spotkam na ulicy, w zakapturzonym mężczyźnie, w chłopaku z gitarą. Chcę choć przez chwilę z tobą porozmawiać. Zapytać, co u ciebie, zobaczyć twój uśmiech. Posłuchać opinii o moim graniu i dowiedzieć się, czy nie utraciłam już siebie sprzed lat. Tylko ty powiedziałbyś mi prawdę.

Na każdą naszą rozmowę czekam z niecierpliwością… Ale muszę ci się do czegoś przyznać.

Bywają takie poranki, gdy nie jestem pewna, czy dokładnie zapamiętałam twoje słowa, a tak bardzo chciałabym, by nie uleciały w zapomnienie. Zapisuję je za każdym razem, gdy uda mi się je powtórzyć. Tak, aby twoja nieobecność choć przez moment wydała mi się złudzeniem.

Wiesz, że nigdy nie dorosłeś? Właśnie to w tobie kocham najbardziej. W mojej głowie wciąż jesteś nastolatkiem w kraciastej koszuli, który pomaga mi dostrzec przebłyski światła w szarej codzienności, który jako jedyny potrafi mnie wysłuchać.

Nie ocenia.

Nasz dom od zawsze był przepełniony muzyką. Mama śpiewała nam codziennie piosenki z czasów młodości i puszczała płyty swoich ulubionych zespołów. Często wymyślaliśmy do tych kawałków zabawne słowa.

Jako dzieci wygłupialiśmy się przy kawałkach Abby, Perfectu czy Maanamu.

Ojciec od zawsze słuchał Dżemu. Puszczał nam go na okrągło w drodze do szkoły lub na basen. Ale gdy jechaliśmy w dalszą podróż, wybierał chorały gregoriańskie i nie pozwalał ich przełączać.

Początkowo nie mogliśmy tego znieść z Michałem, aż w końcu zasypialiśmy na tylnej kanapie auta. Tak kończyła się każda dłuższa podróż z chorałami.

Ojciec słuchał wielu zespołów, ale najbardziej szanował Lady Pank i zawsze, gdy leciał jakiś ich kawałek reagował tak samo.

– To jest zespół wszech czasów! – mówił. – Uwielbiam ich kawałki.

To samo zresztą twierdził o The Beatles. W naszym domu wysłuchane było już wszystko, co mogło być wysłuchane, i zaśpiewane było wszystko, co można było zaśpiewać.

Byliśmy jeszcze dziećmi, gdy mama zapisała nas na zajęcia – mnie na naukę gry na saksofonie, a Michała na gitarę. Oboje wyglądaliśmy zabawnie z dużymi i ciężkimi instrumentami. I chociaż mój brat od razu złapał bakcyla gry na gitarze, mnie nauka gry na saksofonie przychodziła z trudem.

Mama pilnowała nas, abyśmy systematycznie ćwiczyli i przykładali się do zajęć muzycznych. Wierzyła, że oboje mamy talent i cieszyła się z naszych nawet najmniejszych sukcesów.

Szybko zakochałam się w saksofonie i odnalazłam w grze pewnego rodzaju spokój. Michał zawsze śmiał się, że matka wybrała dla niego dużo prostszy instrument, żeby się szybko nie zniechęcił.

I tak się nie stało.

To wszystko sprawiło, że wybór muzyki jako naszej drogi na przyszłość był w pewnym sensie naturalny. Oczywiście nie zawsze chcieliśmy ćwiczyć, kosztowało nas to bowiem wiele wyrzeczeń. Jednak od dziecka chcieliśmy muzykować, byliśmy otoczeni muzyką i bardzo to lubiliśmy.

Pewnego dnia, gdy wracaliśmy wieczorem z jednego z naszych minikoncertów w pubie Texas, zdecydowaliśmy, że udamy się w podróż. Zaplanowaliśmy ją na wakacje po maturze – podróż po Europie, podczas której całe dnie będziemy muzykować. Chcieliśmy grać na ulicach europejskich stolic, pokazać, co nam w duszy gra, i wyrazić emocje w muzyce. Była to bodajże końcówka drugiej klasy liceum, chyba kwiecień, może maj. Pamiętam, że w kolejne wakacje pracowaliśmy, gdzie tylko się dało, aby uzbierać pieniądze.

Byłam kelnerką w barze i pilnowałam dzieci sąsiadki. Michał natomiast pracował w polu u znajomego naszego ojca w Opalenicy. W weekendy zawsze próbowałam wkręcić do pracy w barze także Michała. Bardzo to lubił. Pomagał na zmywaku, sprzątał, sprzedawał wejściówki.

Nie baliśmy się pracy. Pod koniec wakacji uzbieraliśmy sporą sumę na wyjazd, jednak przed nami była jeszcze klasa maturalna.

Przez ostatni rok szkoły musieliśmy skupić się głównie na nauce. Zależało nam, abyśmy oboje dostali się na studia do Gdańska. Nie braliśmy pod uwagę innej opcji i nie wyobrażaliśmy sobie, by któreś z nas zamieszkało w innym mieście.

Chcieliśmy trzymać się razem, studiować, a wolne chwile poświęcić na granie. Rodzice byli zachwyceni naszym pomysłem, śmiem twierdzić, że było to również ich marzenie.

Nie byłam pewna, którą uczelnię wybrać. Przez dłuższy okres biłam się z myślami, czy udać się do Akademii Muzycznej na kompozycję i aranżację jazzową, aby poświęcić się grze na saksofonie, czy wybrać któryś z praktycznych kierunków Politechniki Gdańskiej.

Michał nie chciał iść do Akademii Muzycznej. Twierdził, że to może ostudzić jego zapał do grania. Nie wyobrażał sobie, że będzie musiał tworzyć po to, aby zaliczyć zajęcia, i być oceniany. Wiedział, że raczej nie dostanie się na Politechnikę, dlatego złożył dokumenty na zarządzanie oraz ekonomię na Uniwersytecie Gdańskim.

Mogę iść na cokolwiek. Byle dostać się na Uniwersytet Gdański i zamieszkać w Gdańsku – powtarzał rodzicom, gdy pytali go o jego plany na przyszłość.

O moich ewentualnych planach związanych ze studiami wiedział jedynie mój brat. Michał namawiał mnie, abym poszła za głosem serca i złożyła papiery do Akademii Muzycznej.

Tylko on tak naprawdę wiedział, o czym marzę.

— Saro, ty masz iść do Akademii! Nie możesz się marnować, słyszysz? Ja składam na uniwersytet, zależy mi tylko na tym, by wyjechać z Brodnicy. Nawet nie wiem, czy to skończę! Nie mam ciśnienia, zobaczymy. Ale ty, Saro, masz talent i powinnaś bardziej w siebie uwierzyć. Jestem pewien, że się tam dostaniesz i będziesz zadowolona, zobaczysz! Nie możesz grać tak tylko dla siebie, wyjdź do ludzi! – nalegał Michał, gdy tylko poruszaliśmy temat studiów.

Klasa maturalna zleciała nam bardzo szybko, chodziliśmy na imprezy, uczyliśmy się i planowaliśmy wyjazd. Tak naprawdę od kilku lat czekałam, by wyjechać z domu. Nie żebym źle się w nim czuła, ale byłam ciekawa tej wolności, na którą namawiał mnie Michał.

Zaszczepił we mnie chęć poznania świata, odkrycia nowych miejsc, a przede wszystkim – pasję grania.

Mieliśmy wielkie marzenia związane z wycieczką. Zależało nam na tym, by sprawdzić, jak odbierana jest nasza muzyka. Byliśmy zgranym duetem, tak sądzę. Chcieliśmy zaszaleć i zobaczyć trochę świata, spędzać długie wieczory na ulicy, grać i cieszyć się życiem.

Był to oczywiście pomysł Michała. Zaplanował całą naszą podróż od początku do końca. To był naprawdę genialny plan. Uwielbiałam słuchać, gdy opowiadał rodzinie i kolegom o podróży. Mój kochany brat marzyciel, który naprawdę wierzył w to, że ludzie pokochają naszą muzykę.

Ja też skrycie w to wierzyłam. Wiedziałam jednak, że nie starczy nam pieniędzy na tak drogą wycieczkę i namawiałam Michała, aby ograniczyć nasz wyjazd do jednego państwa. Moglibyśmy wtedy na spokojnie grać i zwiedzać, nie martwiąc się o pieniądze na przejazdy.

Mieliśmy wiele sprzeczek dotyczących naszych wakacji, ale byliśmy zgodni, żeby noclegów szukać już na miejscu. I codziennie chcieliśmy spać gdzie indziej.

– Jak tylko wyjdziemy z domu z plecakami, to możemy grać na ulicy, aby przejeżdżający zwrócili na nas uwagę. Wtedy śpiewająco będziemy pytali, czy nas zabiorą. Polubią nas od razu i tak dojedziemy do samych Włoch, Saro, zobaczysz!

– Tak? I co jeszcze? Może już w ogóle gdy wyjdziemy z domu, to będziemy śpiewali zamiast mówić? Michał, ty to masz pomysły! – Śmiałam się pewnego razu z brata.

– Czy jedzie pan może do Włoch, panie drogi? Niech pan nas podwiezie, bo bolą nas nogi! – przygrywał na gitarze Michał, śpiewając to głosem Bruce’a z Iron Maiden.

– Tak, już to widzę, że ktoś zaprasza takiego wariata do auta! – zareagowałam na jego szalony pomysł. – Nie wiem nawet, czy ja wytrzymam z twoim wyciem tyle czasu! – dodałam, aby go zirytować.

– Wytrzymasz, wytrzymasz. Nie będziesz miała wyjścia. A po paru dniach sama będziesz tak wyła – odpowiedział Michał wesoło. Chociaż pamiętam, że chwilę po tym się nie odzywał, chyba czuł się urażony.

Mój brat nie znosił krytyki do tego stopnia, że obrażał się o takie drobnostki nawet na mnie. Bardzo mnie to bawiło, bo znaliśmy się całe życie i tyle razy się obrażał, tak nawet na chwilę, że nie robiło to już żadnego wrażenia.

Nasza wspólna wycieczka nie odbyła się. Michał zginął trzy dni przed naszym wyjazdem, a mój świat runął.

Nieodwracalnie.

Po śmierci Michała nie potrafiłam niczego zagrać, to było zbyt bolesne. Wszystko, co kochałam przez całe życie, przypominało mi o tym, czego nigdy nie chciałam przeżyć.

Złożyłam dokumenty na ekonomię, tak jak zrobiłby mój brat.

Nie grałam ponad rok. Zamknięta w sobie nie potrafiłam cieszyć się z pasji. Schowałam wszystkie nuty i postanowiłam już nigdy nie wracać do grania.

Igor jednak uparcie wspierał mnie i namawiał do tego, abym dała upust swoim emocjom poprzez muzykę. Twierdził, że inaczej nie dam rady pójść dalej.

Tak sądzili też moi rodzice. Wiele razy dzwonili do mnie z propozycją, że przywiozą mi saksofon, ale ja odmawiałam. Nie chciałam o tym słyszeć. Znienawidziłam granie, bo w pewnym sensie czułam, że to przez to zginął Michał.

Pewnego dnia poprosiłam w pracy o wolny piątek, aby przedłużyć weekend i spędzić go w Brodnicy. Chciałam zrobić rodzicom niespodziankę. Gdy przyjechałam, okazało się, że otrzymali zaproszenie do znajomych na grilla.

Pamiętam ten moment, gdy zaskoczyłam samą siebie. Poszłam do naszego pokoju i wyjęłam futerał z instrumentem z szafy. Powoli przesuwałam palcami po zestawie moich ustników i wybrałam ulubiony. Następnie delikatnie dotknęłam klap saksofonu, poczułam zimno metalu pod opuszkami palców.

Nie nałożyłam ustnika na saksofon, nie zagrałam.

Czułam, że musisz mnie wysłuchać.

Zamknęłam szybko futerał i zbiegłam z nim po schodach na dół. Włożyłam buty i pobiegłam na cmentarz. Po dziesięciu minutach znalazłam się nad grobem brata, złożyłam saksofon i wzięłam głęboki oddech. Drżącymi wargami wydobyłam pierwszy dźwięk z mojego ukochanego instrumentu.

Zaczęłam grać utwory, które od zawsze kojarzyły mi się z tobą.

Łzy ciekły po moich policzkach, a ręce i wargi wciąż drżały. Starałam się nie przestawać. Nie obchodziło mnie to, czy ktokolwiek usłyszy saksofon. Kilka razy musiałam przerwać, aby otrzeć rękawem łzy, brałam parę głębszych oddechów i powracałam do grania.

Gdy przestałam, zaczęłam głośno szlochać, kucnęłam wykończona nad grobem brata, przytuliłam instrument do piersi i zrozumiałam, że nie mogę się poddawać. Muszę grać.

Muszę grać dla Michała.

Copyright

Zabierz mnie

Copyright © Paulina Prokop

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

książka ISBN 978-83-7995-900-6

ebook ISBN 978-83-7995-901-3

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Agata Milewska

Korekta: Anna Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl