Yuul - Krzysztof Chałupczyński - ebook

Opis

Marzenia spełniają tylko ci, którzy naprawdę tego pragną

W stolicy państwa elfów, Mirimilionie, wszyscy oczekują narodzin następcy tronu. Zamiast niego na świat przychodzi dziewczynka – druga księżniczka. A w krainie, gdzie każde małżeństwo ma tylko dwoje dzieci, taki porządek rzeczy jest prawdziwym problemem…

Dla Yuul, starszej córki Frillianta i Neety, to jednak spełnienie snu, który powracał do niej nocami – siostra, o której marzyła. Siostra, której nigdy miała nie zobaczyć. Kiedy dziecko znika, Yuul musi zmierzyć się nie tylko ze smutkiem i gniewem, ale też z tajemniczym głosem. Szeptem, który odpowiada na jej rozpaczliwe wołanie.

Z dala od elfiego dworu, w mroźnej krainie pojawia się dziewczynka o niezwykłych zdolnościach. Jej nadejście sprawi, że zupełnie różne światy zderzą się ze sobą. A magia, raz poruszona, znajdzie dla siebie najlepsze miejsce.

„Yuul” to baśniowa opowieść o wyborach, których nie da się cofnąć, siostrzanej tęsknocie i niezłomnych duszach potrafiących zmienić bieg historii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 626

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Krzysztof Chałupczyński

Yuul

Promienie słońca bawiące się na jej twarzy i coraz raźniej świecące na jej powieki sprawiły, że dziewczynka z lekkim grymasem obróciła się na drugi bok. Nie chciała jeszcze wstawać. Śniło jej się coś dobrego. Coś, co bardzo jej się spodobało. Niestety – słońce przerwało sen i sprawiło, że teraz wszystko, co jeszcze przed chwilą widziała tak wyraźnie, rozpływało się w jej głowie. Wciąż potrafiła znaleźć w pamięci jakieś fragmenty tego, co zobaczyła, ale nie potrafiła już przypomnieć sobie całości. Z każdą chwilą z jej głowy ulatywało coraz więcej szczegółów. W końcu pozostało w niej tylko uczucie radości. To był dobry sen. Jasny, pełen światła i szczęścia. Teraz gdy się obudziła, martwiło ją odrobinę to, że nie pamięta dokładnie, o czym śniła. Wydawało jej się to ważne. Westchnęła. Zacisnęła mocno powieki i próbowała jeszcze raz tam sięgnąć, ale nie udało się. Cichy głos, który chwilę potem zadźwięczał tuż nad uchem, sprawił, że jej marzenia senne rozpłynęły się doszczętnie w promieniach porannego słońca.

– Księżniczka powinna już wstać. Śniadanie będzie zaraz gotowe.

Dziewczynka obróciła się na drugi bok.

– Angie… miałam taki piękny sen, a teraz go wcale nie pamiętam. Pozwól mi zasnąć jeszcze raz, żebym mogła go sobie przypomnieć – wymamrotała, nie otwierając nawet oczu, tylko wtulając się z powrotem w poduszkę.

– Och, Yuul. Sny może i mają pewną moc. Zwłaszcza sny rodziny królewskiej, ale twoja matka byłaby bardzo zła, gdyby się dowiedziała, że opuściłaś śniadanie albo swoje lekcje z takiego powodu.

Yuul jeszcze głębiej wtuliła się w poduszkę.

– Nieważne, co bym zrobiła, mama nigdy nie będzie na mnie zła…

– Może i tak… Ale Marla…

Dziewczynka drgnęła, usłyszawszy imię swojej nauczycielki. W końcu puściła poduszkę i bardzo powoli, wspierając się na rękach, usiadła. Obróciła się w stronę kobiety, która przed chwilą ją obudziła, i ledwo otwierając oczy, spojrzała na nią. Angie miała na sobie prostą, białą szatę. Jej młoda twarz pozbawiona była jednej zmarszczki, a krótkie, jasnozielone włosy ledwo sięgały jej ramion. Na kształtnych ustach zakwitł lekki uśmiech, gdy patrzyła na zmagania księżniczki, która wyraźnie przegrywała nierówną walkę z sennością. Yuul wyciągnęła ręce w jej stronę i ziewając, powiedziała:

– Angieeee, proszę, ubierz mnie…

– Yuul… jesteś już dużą dziewczynką i…

– Angieeeeeee…

Młodo wyglądająca kobieta westchnęła i sprawnym ruchem ściągnęła piżamę przez głowę księżniczki.

– Naprawdę! Słowo daję! Mogłabyś się zachowywać trochę bardziej jak księżniczka!

– Wszyscy mi to mówią, ale za bardzo nie dziaaaaaałaaaaaa – odpowiedziała Yuul, kończąc swoją wypowiedź przeciągłym ziewnięciem.

Siedziała bez ruchu na łóżku i nawet nie unosząc powiek, czekała, aż Angie założy jej prostą, srebrną sukienkę. Kobieta miała w tym wprawę. Szczerze mówiąc, to przynajmniej raz na trzy dni musiała ubierać Yuul, bo ta zaraz po obudzeniu zawsze była tak zaspana, że mało co do niej docierało. Nawet jeśli jakimś cudem zdołała się ubrać sama, to Angie i tak często musiała potem poprawiać jej sukienkę. Dziewczynka zazwyczaj zakładała ją na lewą stronę, czasem tył na przód, a raz – Angie do tej pory nie wiedziała, jakim cudem – założyła ją całkiem do góry nogami. Po tej sytuacji i po tym, jak tydzień temu całkiem naga i krańcowo zaspana pojawiła się na śniadaniu, postanowiła baczniej przyglądać się procesowi jej samodzielnego ubierania się. Gdy tamtego dnia Angie wróciła do jej sypialni, zauważyła, że Yuul zamiast siebie ubrała poduszkę, na której zawsze spała, i nawet nie zauważyła różnicy. Dziewczynka miała niecałe dziesięć lat, więc nikt i tak nie zrobiłby z tego wielkiej awantury – mieszkały we dwie, a księżniczkę bardzo rzadko ktoś odwiedzał – ale Angie była pewna, że gdyby ojciec Yuul ją taką zobaczył, nie byłby z tego zbyt zadowolony.

Gdy Angie upewniła się, że wszystkie elementy ubioru księżniczki są na właściwym miejscu, powiedziała:

– Wspaniale, Yuul! W takim razie teraz możemy już iść.

Wstała z łóżka i już miała ruszać w stronę małej jadalni, przygotowanej specjalnie dla księżniczki, gdy jej mała rączka złapała ją z tyłu za sukienkę.

– Angie… mogłabyś mnie tam dzisiaj zanieść?

– Wykluczone! Yuul, naprawdę… nie zachowuj się jak aż tak małe dziecko! Przecież to nie jest daleko, poradzisz sobie!

– No dobrze… Ale w takim razie może mnie chociaż nakar…

– Nie ma mowy!

– Eeeech – wymruczała niezadowolona księżniczka i chcąc nie chcąc opuściła wygodne łóżko.

Cały czas wczepiona w sukienkę Angie, poczłapała powoli w stronę małego pokoiku, gdzie czekało już na nią gotowe śniadanie. Droga wprawadzie była krótka, ale zajęła nieco więcej czasu niż zwykle. Yuul cały czas wędrowała z zamkniętymi oczami, więc Angie musiała iść wyjątkowo powoli i ostrożnie zerkać od czasu do czasu na księżniczkę. Czasem się to zdarzało, więc dobrze wiedziała, co powinna w takiej sytuacji robić.

Gdy dotarły do jadalni, Yuul usiadła na swoim stałym miejscu i w końcu udało jej się przezwyciężyć senność i otworzyć oczy. Niemałą zasługę miał w tym zapewne fakt, że dzisiejsze śniadanie było wyjątkowo aromatyczne. Angie usiadła naprzeciwko niej i zaczęła jeść swoją porcję. Wciąż nie mogła się jeszcze do tego przyzwyczaić, bo nie zawsze tak było, że jadły razem. Dla zwykłych służących wspólne posiłki z osobą z rodziny królewskiej były zakazane. Nie mogła jednak po prostu zignorować bezpośredniego rozkazu królowej, której Yuul poskarżyła się, że śniadanie zawsze musi jeść sama. W ten sposób Angie zyskała dodatkowy obowiązek.

– To jest pyszne, Angie! Naprawdę uwielbiam, jak gotujesz!

– Dziękuję, Yuul, ale naprawdę lepiej się pospiesz. Nie zostało nam wiele czasu, a Marla… – powiedziała Angie, lekko pochylając się, by jej usta znalazły się bliżej uszu księżniczki.

– Wiem, wiem! Nie musisz mi powtarzać! – zawołała ochoczo Yuul i w zdwojonym tempie zaczęła machać łyżką.

– Ech – westchnęła krótko Angie, widząc, że przy tej poprawie szybkości znacznie ucierpiały maniery księżniczki, po czym wstała, obeszła mały stół i podeszła do Yuul. Dziewczynka przed chwilą rzuciła łyżkę na pusty talerz i stanęła przed wielkim lustrem, w którym zobaczyła całe swoje ciało. Była dość wysoka jak na swój wiek. Czarne, lśniące włosy sięgały jej do samego pasa i pięknie komponowały się ze srebrną sukienką. Angie zatrzymała się przy niej, wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i wytarła resztki jedzenia, które zostały na nosie księżniczki.

– Dobrze, Yuul. Teraz sprawdź dokładnie, czy wszystko jest w porządku. Jeśli coś będzie nie tak, to Marla na pewno…

– Wiem, wiem!

Yull zaczęła przyglądać się swojemu odbiciu. Obróciła się na pięcie i spojrzała na swoje plecy. W końcu skierowała się w stronę Angie i powiedziała:

– Wszystko jest w porządku! Mogę już iść?

Służąca skinęła głową.

– Nawet powinnaś. Marla już pewnie na ciebie czeka. Chyba nie chcesz…

– Nie chcę! – krzyknęła Yuul w połowie drogi do drzwi i nie oglądając się na Angie, wypadła z małej jadalni.

Z prędkością, której pewnie nikt nie spodziewałby się po kimś, kto jeszcze przed chwilą smacznie spał, popędziła w stronę domu swojej nauczycielki. Angie wyszła na zewnątrz i odprowadziła ją wzrokiem. Patrzyła, jak księżniczka niemal przefruwa od jednego mostku do drugiego, a każdym skokiem pokonuje odległość przynajmniej pięciu, a niekiedy nawet dziesięciu metrów. Na jej twarzy nie było jednak nawet śladu niepokoju, mimo że Mirimilion, ich stolica, został zbudowany kilkanaście metrów ponad ziemią. Nawet przez moment nie obawiała się, że Yuul może zrobić sobie krzywdę. Po prostu wiedziała, że to niemożliwe.

– Ma coraz lepszą kontrolę. Tym razem może nawet uda jej się dotrzeć na czas – powiedziała do siebie Angie, uśmiechając się pod nosem.

Jeszcze przez chwilę obserwowała, jak Yuul wykonuje dziki slalom pomiędzy drewnianymi zabudowaniami i wiszącymi pomiędzy wielkimi drzewami mostami. W końcu, gdy zniknęła za jednym z dwudziestu olbrzymich drzew, na których zbudowany został Mirimilion, kobieta westchnęła cicho, przeciągnęła się i mruknęła pod nosem:

– Trzeba z powrotem zabrać się do pracy. Jak panienka wróci w porze obiadowej, pewnie jak zawsze będzie wściekle głodna, ale najpierw…

Spojrzała w stronę małego pokoju znajdującego się tuż obok. To tam mieściła się sypialnia księżniczki.

– Najpierw trzeba trochę posprzątać.

Zakasała rękawy i ruszyła w tamtą stronę, by doprowadzić do porządku łóżko, pozostawione w nieładzie przez księżniczkę.

*

Było coś w śniadaniach robionych przez Angie, że Yuul czuła się w pełni obudzona, gdy tylko je skończyła. Teraz musiała dostać się na drugą stronę miasta, do domu swojej nauczycielki.

– Naprawdę… Czemu to ja muszę codziennie biegać na drugi koniec miasta? Nie mogłaby ona chociaż raz przyjść do mnie? – mruknęła pod nosem Yuul, nie zatrzymując się jednak ani na chwilę.

Biegła najszybciej, jak mogła. Nie miała wiele czasu. Ostatnio zauważyła, że Angie budzi ją coraz później. Z jednej strony była jej oczywiście za to wdzięczna. Dzięki temu mogła się porządnie wyspać. Z drugiej jednak strony oznaczało to, że miała znacznie mniej czasu, by przedostać się przez całe miasto i dotrzeć do domu Marli. Slalomem wyminęła kilka osób, idących spokojnie po jednym z mostów Mirimilionu. Nie miała czasu, by się im przyjrzeć, nie zauważyła więc nawet, że uśmiechnęli się na jej widok i gdy tylko ich minęła, pomachali jej na powitanie. Mirimilion był na tyle duży, że w mieście mieszkało niemal trzydzieści tysięcy osób – jak przystało na stolicę elfów, największe miasto w ich państwie. Nie musieli się jednak zbytnio w nim tłoczyć, bo stolica rozpościerała się na obszarze o średnicy dobrych kilkunastu kilometrów. Właśnie taką odległość musiała codziennie pokonywać Yuul, zanim dotarła do domu swojej nauczycielki. Przestała już jednak na to narzekać i wręcz polubiła te wyprawy. Nie dość, że mogła podziwiać piękne miasto, budzące się powoli ze snu, to jeszcze ciągle odkrywała w nim coś nowego. Wprawdzie trasa była zazwyczaj taka sama, ale czasem udawało jej się znaleźć jakiś skrót.

Złapała za barierkę po swojej prawej i przeskoczyła nad nią. Pięć metrów niżej znajdował się kolejny most, który prowadził do jednego z jej skrótów. Nie było to jednak jedno z nowych znalezisk Yuul – odkryła go dobre trzy lata temu. Z gracją wylądowała na czubkach palców. Mimo tego, że spadła przed chwilą z pięciu metrów, zupełnie nic jej się nie stało. Przystanęła na chwilę i wzięła kilka głębokich oddechów. W tym miejscu potrzebowała nabrać większej prędkości niż zwykle. W końcu ruszyła. Zaczęła się rozpędzać. Grupa ubranych w niebieskie zbroje żołnierzy, która jeszcze przed chwilą wymachiwała krótkimi srebrnymi mieczami na platformie jakieś dwieście metrów od niej, stanęła teraz bez ruchu. Wszyscy obserwowali ją z błyskiem w oku.

– Uda jej się, prawda? – zapytał jeden z nich.

– Oczywiście, że tak. Ten fragment pokonywała bez problemu już trzy lata temu.

– Niby tak, ale to zawsze wygląda, jakby zaraz miała spaść i…

– Miej trochę więcej wiary w naszą księżniczkę. Przecież dobrze wiesz, że jeszcze nikt w historii nie miał w sobie tyle mocy co ona!

W tym czasie Yuul rozpędziła się już do granic swoich możliwości i dotarła do końca mostu. Skoczyła w kierunku jednego z najgrubszych drzew rosnących w Mirimilionie, jednego z dwudziestu jego filarów, i teraz nie dość, że biegła po pionowej ścianie, to jeszcze prędkość, której nabrała, pozwalała jej kierować się do góry. Bardzo szybko jednak wytracała pęd zebrany przed skokiem. Gdy już niemal stanęła w miejscu, dosłownie moment przed tym, jak grawitacja powinna ją pociągnąć na dół, w kierunku ziemi, zgięła nogi w kolanach. Przygryzła wargi, by lepiej się skoncentrować, i odbiła się od grubego pnia. Chwilę potem leciała już w kierunku kolejnego masywnego drzewa, rosnącego w tym miejscu wyjątkowo blisko – mniej więcej dwadzieścia metrów dalej. W powietrzu wykonała półsalto. Pęd nie tylko pozwolił jej dotrzeć do drzewa naprzeciwko, ale nawet wbił jej bose stopy w miękką korę na parę centymetrów. Wykorzystała sprężystość powierzchni i siłę swoich nóg, by tym razem odbić się jeszcze mocniej i wyżej w kierunku tego samego drzewa, z którego przed chwilą wystartowała. Teraz leciała w górę, w stronę jednego z rozległych tarasów zbudowanych wyjątkowo wysoko. Jeszcze parę lat temu ledwo była w stanie do niego doskoczyć, ale teraz bez problemu wylądowała na samym środku.

– Panowie! Na dzisiaj koniec widowiska! Nie zobaczycie księżniczki aż do jutra. Wracamy do musztry! – Na platformie, z której grupka żołnierzy obserwowała Yuul, rozległ się głos mężczyzny.

Był ubrany w wyjątkowo bogatą zbroję. Włosy, które spadały na jego naramienniki z półotwartego hełmu, miały kolor znacznie ciemniejszy niż u pozostałych mężczyzn – na pierwszy rzut oka rozpoznawalna charakterystyka jego wysokiego urodzenia. Żołnierze przez chwilę jeszcze patrzyli tęsknie na taras, na którym wylądowała Yuul, po czym zgodnie z rozkazem wrócili do swojego treningu.

W tym czasie księżniczka wolnym truchtem przebiegła przez taras i wbiegła do środka drzewa, do sypialni jednego z domów. Obudzona nagłym pojawieniem się intruza, kobieta, która spała w środku, zerwała się z łóżka. Jednak widząc, z kim ma do czynienia, uśmiechnęła się tylko i powiedziała:

– Ach… to ty, Yuul? Jak zwykle dziękuję ci za pobudkę!

Księżniczka nie zatrzymała się dłużej, by z nią porozmawiać. Odpowiedziała jej tylko uśmiechem i skinęła głową, po czym ponownie nabrała prędkości i jak wiatr przebiegła przez jej sypialnię.

– Odwiedź mnie potem, jak już skończysz lekcję. Znalazłam coś, co pewnie ci się spodoba! – zawołała w jej stronę kobieta, ale nie była pewna, czy Yuul ją usłyszała. Popatrzyła jeszcze w stronę drzwi, w których dosłownie przed chwilą zniknęła młoda dziewczyna, i rzekła do siebie: – Robi się coraz szybsza. I coraz cichsza. Jeszcze trochę, a przebiegnie przez mój dom i nawet mnie przy tym nie obudzi.

Uśmiechnęła się pod nosem i ziewnęła.

– Nie wiem nawet, czy mnie usłyszała… Będę potem musiała wysłać Fima z zaproszeniem do niej, ale najpierw…

Zamknęła ponownie oczy i pozwoliła swojemu ciału opaść z powrotem na łóżko. Po chwili znowu smacznie spała.

Tymczasem Yuul wypadła z jej domu i już niemal osiągnęła centralny, największy taras w mieście. W tym miejscu znajdował się rynek. O tej porze zawsze było tu tłoczno, bo wszyscy kupowali jedzenie potrzebne im owego dnia. Musiała zwolnić. Nie chciała na nikogo wpaść. Slalomem zaczęła mijać klientów ustawionych pomiędzy straganami. Gdy w końcu przebiła się przez tłum, westchnęła cicho. Przygryzła wargi, bo była z siebie mało zadowolona. To tutaj traciła najwięcej czasu. Nigdy nie potrafiła przewidzieć, jak danego dnia będą ustawione stragany oraz ilu przybędzie ludzi i gdzie będą najbardziej zgrupowani. Wciąż była to jednak najkrótsza droga, jaką do tej pory znalazła. Oblizała świeżo nadgryzione wargi i spojrzała w prawo. Był tam pewien skrót, który znalazła dość niedawno, ale nie udało jej się jeszcze z niego w pełni skorzystać. Spojrzała w kierunku słońca, przebijającego tutaj przez rzadsze korony drzew. Wydawało jej się, że czas ma dobry. Jeśli udałoby się jej skorzystać z tego skrótu, być może dzisiaj w końcu byłaby na czas!

Pobiegła okrągłym drewnianym mostem i na jego końcu – zamiast wybrać lewą odnogę, jak to miała w zwyczaju – skręciła w prawo. Tutaj potrzebowała naprawdę dużej prędkości. Nawet więcej niż w miejscu, gdzie skakała pomiędzy drzewami. Ale coś podpowiadało jej, że tym razem się uda! Rozpędziła się tak bardzo, jak tylko mogła, i na samym końcu mostu wybiła się ze swojej mocniejszej, prawej nogi. Chwilę potem na jej twarzy pojawił się niezadowolony grymas. Ledwo znalazła się w powietrzu, a już stało się jasne, że ciało obrało złą trajektorię. Próbowała jeszcze korygować ją w powietrzu silnym machnięciem rąk, ale na niewiele się to zdało. Po przeleceniu dwudziestu metrów jej wyciągnięta prawa ręka minęła się z krawędzią mostu, na którym chciała wylądować. Zaczęła spadać. Nie zdążyła jednak nabrać prędkości, gdy jej ciało zaczęło nagle zwalniać. Zanim jeszcze dotarła do korony drzewa rosnącego poniżej, zawisła w powietrzu.

Spojrzała w prawo. Wysoki mężczyzna o ciemnozielonych włosach uśmiechał się do niej, wyciągając obie ręce w jej stronę. Wyglądał na lekko zadyszanego. Podobnie jak przedwczoraj musiał użyć magii, żeby powstrzymać ją przed upadkiem na ziemię.

– No, muszę przyznać, że tym razem naprawdę niewiele ci brakło – powiedział, patrząc na nią i kiwając z uznaniem głową. Jego ręce zaczęły powoli unosić się w górę, co spowodowało, że jej ciało także drgnęło i zaczęło zmieniać pozycję. – Jeszcze parę prób i powinno ci się udać.

Yuul nie wyglądała jednak na zbyt zadowoloną. Gdy używał magii, nie mogła się swobodnie ruszać, a przez to traciła mnóstwo czasu. Podniesienie jej za pomocą lewitacji te parę metrów zajmie mu pewnie prawie całą, cenną minutę, której nie uda jej się już odrobić w dalszej części trasy.

– Ale jednak nie udało mi się – mruknęła niezadowolona i zwinęła się w kulkę. Wyglądała na wyraźnie nadąsaną z powodu swojej porażki.

Mężczyzna zerknął na stary, mechaniczny zegar znajdujący się w jego domu. Po chwili się uśmiechnął.

– Może tak, a może nie. Wydaje mi się, że jeszcze masz szansę!

– Naprawdę?

Twarz Yuul wyraźnie się ożywiła. Mężczyzna skinął głową.

– Tak. Jesteś tutaj nieco wcześniej niż przedwczoraj. Jeśli nie popełnisz więcej błędów po drodze, to masz szansę dotrzeć do Marli na czas.

– Naprawdę?! Dziękuję, Philinian! Jak zawsze tyle mi pomagasz, a ja sprawiam ci tylko kłopoty!

– Och, nie przesadzaj, księżniczko! Wszyscy uwielbiają obserwować codziennie twój mały wyścig z czasem. Wątpię, by ktokolwiek narzekał na to, że to robisz.

Jej ciało znalazło się w końcu nad mostem, na który próbowała przed chwilą skoczyć. Zaklęcie zostało cofnięte i Yuul ponownie odzyskała możliwość kierowania własnym ciałem. Wylądowała zgrabnie na moście, obejrzała się jeszcze raz w jego stronę.

– Dziękuję! – krzyknęła. Po czym obróciła się na pięcie i biegiem ruszyła w drugą stronę. Jeśli Philinian rzeczywiście miał rację, to warto było dać z siebie wszystko i w końcu dotrzeć na miejsce na czas!

*

Marla miała już wszystko przygotowane na dzisiejszą lekcję. W spokoju dopijała ziołową herbatę, czekając na pojawienie się w jej domu huraganu. Stary, bogato rzeźbiony zegar wiszący na jednej ze ścian pokazywał już niemal godzinę ósmą. Wszystkie wskazówki oprócz tej, która poruszała się najszybciej, były już na swoim miejscu. A nawet ta najchudsza znajdowała się już w połowie drogi do celu. Marla wzięła kolejny łyk herbaty. Ostatnio Yuul była coraz bliższa dotarcia na lekcje na czas.

– Chyba będę musiała znowu powiedzieć Angie, żeby budziła ją nieco później – mruknęła pod nosem i ponownie podniosła elegancką filiżankę do ust.

Wszystkie wskazówki już niemal były na swoim miejscu, ale zanim to się stało, drzwi otworzyły się z hukiem. Na twarzy Marli pojawił się niewielki, ledwo zauważalny cień uśmiechu, gdy spojrzała na zegar, który właśnie w tym momencie zaczął wybijać godzinę ósmą.

– Udało mi się? Naprawdę mi się udało!

Mimo że Yuul ledwo łapała powietrze w płuca ze zmęczenia spowodowanego tak szybkim biegiem, to teraz skakała z radości, zbliżając się do Marli. Ta spojrzała na nią nieprzychylnie. Zacisnęła wargi.

– Yuul! Gdzie twoje maniery? Zapomniałaś o zamknięciu drzwi!

Księżniczka wylądowała na obie stopy po drugiej stronie stołu, przy którym siedziała Marla, i spojrzała w stronę wejścia do domu. Rzeczywiście – zostawiła otwarte drzwi.

– Przepraszam! To dlatego, że nie mogę się do nich przyzwyczaić. Niemal nikt nie używa w Mirimilionie drzwi, więc ciągle zapominam, że ty takie posiadasz.

– A powinnaś o nich pamiętać! Coś, co zostało otwarte, czy inaczej rozpoczęte, powinno również zostać zamknięte, czyli zakończone. Czyż nie tak cię uczyłam?

– Oczywiście!

Yuul podbiegła do drzwi i zamknęła je za sobą. Chwilę potem wróciła do stołu i usiadła naprzeciwko Marli, kończącej właśnie dopijać herbatę ze swojej filiżanki. Podobnie jak inne elfy mieszkające w Mirimilionie, miała ona zielone włosy. W jej przypadku kolor nie był ani bardzo jasny, ani bardzo ciemny – gdzieś pośrodku skali. Yuul przyglądała się młodej twarzy swojej nauczycielki, oddech dziewczynki wciąż był nieco przyspieszony, ale nie zdawała się tym faktem zbytnio przejmować. Uśmiechała się, odsłaniając zęby.

– Nareszcie mi się udało i przybyłam na czas! Czyż to nie wspaniale?

Na czole jej nauczycielki pojawiła się mała zmarszczka.

– Wspaniale? To, że ktoś przybywa na umówione spotkanie na czas, powinno być normą, młoda damo! Nie czymś wspaniałym!

– Ale chyba zasłużyłam na pochwałę, prawda? Przecież w końcu po tylu latach udało mi się dotrzeć na czas!

– Pochwałę? No nie wiem…

Marla obserwowała uważnie rozpromienioną twarz swojej podopiecznej. Właśnie wtedy i na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech.

– Chyba pierwszy raz widzę, że Marla się uśmiecha! Najlepszy dowód na to, że w końcu mi się udało!

Kobieta odchrząknęła i odstawiła pustą już filiżankę na miejsce.

– Uśmiechnęłam się? Nie wiem, o czym mówisz, ja nigdy…

Przerwała w pół zdania, bo zobaczyła, że figlarny uśmiech Yuul niebezpiecznie się pogłębił. Dziewczynka uważnie obserwowała jej wyraz twarzy. Tak. Ostatnio zrobiła tak szybkie postępy, że Marla naprawdę musiała przy niej uważać. Była wyjątkowo bystra jak na niecałe dziesięć lat, które miała.

– Marla mówiła mi też, że nie powinno się kłamać, prawda?

No właśnie. Ostatnio potrafiła nawet zacząć wykorzystywać to, czego nauczyła się od niej, przeciwko swojej własnej nauczycielce. Marla westchnęła.

– Już niedługo naprawdę niewiele mi zostanie z tego, czego mogłabym cię nauczyć…

– To nieprawda! Wcale nie zaczęłaś mnie jeszcze uczyć magii!

– Tak i mówiłam ci już wiele razy dlaczego, prawda?

– Tak, bo rozpoczęcie nauki magii w zbyt wczesnym wieku jest niebezpieczne. Najpierw trzeba porządnie przygotować na to swoje ciało i umysł, bo inaczej może się to skończyć tragicznie – wyrecytowała bez zająknięcia Yuul.

Marla, słuchając tego, kiwała z zadowoleniem głową. Sięgnęła odruchowo po swoją filiżankę, ale ta była już pusta. Wstała więc od stołu, przy którym obie siedziały, i z małej półki w rogu pokoju przyniosła tacę, na której stały dzbanek wypełniony jasnym płynem i zapasowa filiżanka. Postawiła tacę na stole, filiżankę ustawiła przed Yuul. Chwyciła za ucho szklanego dzbanka i najpierw napełniła filiżankę swojej uczennicy, a potem własną. Po wszystkim usiadła z powrotem naprzeciwko Yuul, która już w sposób idealnie naśladujący Marlę trzymała swoją filiżankę z herbatą. Tym razem udało jej się powstrzymać uśmiech, ale rzeczywiście ostatnio przychodziło jej to z coraz większym trudem. Widząc, jakie postępy robiła ostatnio Yuul, naprawdę trudno było jej nie chwalić na każdym kroku, ale wolała tego nie robić. Nie chciała jej zanadto rozpieścić i ryzykować, że młoda uczennica spocznie na laurach.

Księżniczka odstawiła filiżankę na miejsce. Na jej ustach ponownie pojawił się uśmiech, gdy wychyliła się przez stół w stronę Marli i z błyskiem w oku zapytała:

– W takim razie czego będziemy się dzisiaj uczyć? Może w końcu jednak magii…

Marla tylko pokręciła głową.

– Ile razy powtarzałam ci, że jeszcze na to za wcześnie? Musisz poczekać na swoje dziesiąte urodziny i na to, aż urodzi się twój brat…

Z jakiegoś powodu Yuul zrobiła kwaśną minę.

– Wolałabym małą siostrę niż brata…

– Niezależnie od tego, co byś wolała, to niemożliwe, by stało się inaczej. Taka jest tradycja, Yuul. Elfy zawsze mają dwójkę dzieci. Jedno z nich to dziewczynka, drugie to chłopiec. Od tysięcy lat zawsze tak było i zawsze tak będzie. Twoje widzimisię nie ma na to żadnego wpływu.

Yuul, słysząc to, skrzywiła się jeszcze bardziej. Tradycja tradycją, ale ona nie była pewnie pierwszym elfem, który wolałby, żeby było inaczej.

– Wykrzywianie ust, robienie kwaśnej miny i tupanie nóżkami nic tutaj nie pomoże, Yuul. To jedna z wielu elfich tradycji. Właśnie to czyni nas tym, kim jesteśmy. Nauczyłam już cię chyba wystarczająco wiele, że to rozumiesz, prawda?

Yuul kiwnęła głową. A jednak w jej śnie… Nie wiedziała, czemu właśnie teraz jej się to przypomniało, ale w dzisiejszym śnie wydawało jej się, że bawiła się nie ze swoim bratem, a z siostrą. Czy powinna powiedzieć o tym Marli? Jej nauczycielka kiwała powoli głową, nie patrząc na nią, tylko na zegar. Robiła to zawsze, gdy nad czymś się głęboko zastanawiała. Yuul nauczyła się, żeby jej wtedy nie przerywać. Tymczasem wspomnienie tego, co zobaczyła w swoim śnie, rozpłynęło się tak nagle, jak nagle do niej chwilę wcześniej wróciło.

Marla ponownie spojrzała na nią w ten sam co zwykle, rygorystyczny sposób.

– Na magię w twoim przypadku jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie – powiedziała stanowczo.

Mówiąc to, patrzyła nie – jak zwykle – na jej twarz, a na jej włosy. Długie, ciemne włosy – tylko przy dobrym świetle można było zobaczyć, że nie są wcale czarne, ale mocno zielone. Tak. Z tymi włosami wiązała się nie lada historia. To było zaraz po tym, jak Yuul się urodziła… Teraz gdy Marla sobie to przypomniała, na chwilę odpłynęła w marzenia i przestała przejmować się siedzącą przed nią Yuul. To oczywiście nie umknęło uwagi księżniczki, na której twarzy ponownie pojawił się figlarny uśmiech.

– Marla powtarzała też, że powinnam uważać na lekcji i nie bujać w obłokach.

– Tak, tak. Cieszę się, że pamiętasz. Bujanie w obłokach jeszcze nikomu nie przyniosło nic dobrego. – Marla oderwała wzrok od jej włosów i skupiła się na pełnych zapału i entuzjazmu oczach swojej uczennicy.

– W takim razie czego się będziemy dzisiaj uczyły?

– Dzisiaj wracamy do historii i…

– Nieeeeee! Naprawdę musimy? – zaprotestowała Yuul.

Ale Marla była nieubłagana. Wyciągnęła rękę przed siebie i chwilę potem znikąd pojawiła się w niej gruba, ciężka księga. Nauczycielka z hukiem położyła ją na stole obok swojej filiżanki. W oczach Yuul – jak zwykle, gdy widziała tę sztuczkę – pojawiły się na moment iskierki ekscytacji, ale gdy tylko spojrzała na okładkę książki i przeczytała tytuł, na jej twarzy pojawił się wyraz krańcowego obrzydzenia. Jakby to, co Marla właśnie położyła na stole, było jakimś brzydkim robalem, który właśnie wypełzł z ziemi tylko po to, by pokazać wszystkim, jak bardzo jest ohydny. Marla odchrząknęła.

– Robienie takiej miny nie przystoi księżniczce. Zresztą mówiłam ci, że za każdym razem, gdy wspomnisz magię, zanim będzie gotowa, wrócimy do tej lekcji, żeby wytłumaczyć ci, że jeszcze nie czas. Zrozumiano?

Yuul westchnęła i resztki nadziei zniknęły z jej twarzy.

– Zrozumiano. Chociaż naprawdę nie lubię historii i…

– Historia jest potrzebna, by…

– …nie powtarzać błędów naszych przodków, a korzystać z ich doświadczeń i wiedzy w naszym życiu! Tak, wiem… – przerwała jej Yuul i westchnąwszy, położyła głowę na stole obok swojej filiżanki, jakby zamierzała zaraz iść spać.

Marla, widząc to, pokręciła tylko głową, po czym otworzyła ciężką księgę na jednej z wcześniej zaznaczonych stron.

– Skoro tak bardzo nie lubisz historii, to może dzisiaj zrobimy lekcję w nieco ciekawszy sposób?

Ciało Yuul drgnęło. Przełknęła ślinę i uniosła głowę, patrząc ze strachem na Marlę.

– Ale chyba… Nie, Marla nie ma na myśli… Test…? – Powiedziała to bardzo powoli, ważąc słowa.

Na twarzy Marli pojawił się zadowolony, jadowity uśmiech. To nieprawda, że wcale się nie uśmiechała, ale gdy już to robiła, to zazwyczaj w ten sposób. Yuul zawsze się wtedy bała, bo wiedziała, co się za tym kryje. Pełny ciepła i radości delikatny uśmiech, który zobaczyła dziś rano, był daleko, daleko – po drugiej stronie skali w porównaniu do tego potwornego grymasu, z którym Marla teraz na nią patrzyła. Nauczycielka odchrząknęła, co pomogło jej przywrócić swoją twarz do neutralnego stanu.

– Och, nie! To nie będzie test. Po prostu zadam ci kilka pytań, by sprawdzić, jak dobrze zapamiętałaś podstawy i…

– Czyli test!

Obawy Yuul się potwierdziły. To nie będzie jedna z tych przyjemnych lekcji, gdy wystarczyło słuchać kojącego głosu i starać się zapamiętać jak najwięcej z jej wykładu. Dzisiaj będzie musiała odpowiadać, a Marla będzie sprawdzała, czego dziewczynka nauczyła się ostatnio.

Nauczycielka spojrzała na nią ponad okładką książki, którą wertowała w tę i z powrotem.

– Jesteś gotowa, Yuul?

Księżniczka usiadła prosto na swoim krześle. Obiema rękami zaczęła nerwowo ściskać filiżankę, po czym w końcu kiwnęła głową.

– Tak. Jestem gotowa.

– Wspaniale! W takim razie zacznijmy od czegoś prostego… – Marla przestała wertować książkę i znad okładki spojrzała na Yuul. – Ile jest pradawnych drzew w Mirimilionie?

Pytanie rzeczywiście było proste. Yuul odetchnęła z ulgą i zaczęła liczyć na palcach. Widząc to, Marla zmarszczyła brwi, ale nie odezwała się. Postanowiła dać jej chwilę na zastanowienie. Yuul zdążyła wyprostować wszystkie dziesięć palców, po czym zgięła je ponownie i zaczęła prostować drugi raz. Przerwała na chwilę z wyprostowanymi ośmioma palcami. Po chwili wyprostowała jeszcze jeden i spojrzała na Marlę. Ta patrzyła na nią w oczekiwaniu, ale jej oblicze nie zdradzało, czy odpowiedź jest prawidłowa, czy nie. W końcu Yuul wzięła powietrze w płuca i odpowiedziała:

– Doliczyłam się dziewiętnastu, ale…

– Ale? – zapytała Marla, podnosząc lekko prawą brew.

Yuul patrzyła na nią przez dłuższą chwilę i w końcu wyprostowała ostatni palec.

– Ale wydaje mi się, że prawidłowa odpowiedź powinna być dwadzieścia.

– Dobrze ci się wydaje, Yuul. W Mirimilionie rzeczywiście rośnie dwadzieścia pradawnych drzew. Dlaczego zajęło ci to tak dużo czasu? Nie jest to oczywiste dla każdego młodego elfa?

Yuul pokręciła głową.

– Niby tak, ale próbowałam sobie przypomnieć, jak wygląda każde z nich. Jedno gdzieś umknęło mojej pamięci. Chyba dawno tam nie byłam…

– Być może. Większość tych drzew rośnie dość daleko od siebie. Dlatego nasze miasto jest położone na takim rozległym terenie. No, ale to dobry początek. Teraz przejdźmy do czegoś trudniejszego. Ile jest głównych elfich rodów w Mirimilionie?

– Eeee? A niby skąd mam to wiedzieć? Spotkałam do tej pory tylko kilka z nich!

– Wiedziałabyś, jakbyś słuchała uważniej na moich ostatnich lekcjach…

– Na której konkretnie? Może mała podpowiedź?

Yuul spojrzał na Marlę z nadzieją. Nauczycielka westchnęła.

– To było na lekcji, na której omawiałyśmy znaczenie prastarych drzew dla naszego miasta i elfów.

– Znaczenie drzew?

Księżniczka wyjrzała przez okno i zaczęła przyglądać się uważnie najbliższemu z prastarych drzew. Było grube na kilkadziesiąt metrów. W jego wnętrzu w niektórych miejscach zbudowane były domy, choć w większości tarasy i mosty łączące drzewa ze sobą mocowano do kory, a nie bezpośrednio do wydrążonych tuneli. Czy to miało jakiś związek z tym, o co pytała Marla? Co pamiętała o tych drzewach?

– Drzewa cały czas rosną, mimo tego, że są już bardzo stare. Nawet jeśli wybudujemy coś w ich środku, to nie są przez to skrzywdzone, o ile nie wydrążymy ich za bardzo na jednym poziomie. Jeśli nie użylibyśmy magii, żeby je powstrzymać, to same zregenerowałyby… Wiem! To właśnie drzewa, które tutaj rosną, dają nam część swojej mocy! Elfy czerpią siłę ze swoich drzew!

– I?

– I?

– Pytałam, ile jest głównych elfich rodów. Mówiłaś, że czerpiemy siłę z drzew. Czy to ma jakiś związek z…

– Dwadzieścia! Tyle samo, co prastarych drzew!

Marla skinęła głową.

– Dokładnie. Każdy elfi ród jest odpowiedzialny za swoje drzewo i ma o nie dbać najlepiej, jak potrafi.

– A w zamian drzewo nagradza elfy, obdarowując je częścią swojej mocy!

– Tak to właśnie działa… Bardzo dobrze, księżniczko.

– Wszyscy tutaj jesteśmy elfami, prawda? Dlaczego drzewa obdarowują jednych bardziej, a innych mniej? – Yuul zaczęła się bawić końcówką swoich włosów.

– Tego nie wiemy. Wiemy tylko, że ktoś, kto jest obdarzony większą mocą, ma z tego powodu ciemniejszy kolor włosów. Dlatego podejrzewamy, że twoja moc może być największa w znanej elfom historii.

– Dlatego, że moje włosy są czarne, a nie zielone?

– Nie, to nieprawda. Twoje włosy są tak naprawdę zielone, tylko że ich odcień jest tak ciemny, że bardziej przypomina czerń. W dobrym świetle możesz dostrzec, że masz zielone włosy, prawda?

Yuul skinęła głową. Marla westchnęła głęboko.

– Pamiętam, że twoje narodziny spowodowały niemałe zamieszanie.

– Naprawdę? Dlaczego?

Księżniczka przestała bawić się włosami i z zainteresowaniem spojrzała w twarz Marli. To była historia, której jeszcze nie słyszała.

– Tak. O ile zdarzały się przypadki, że ktoś rodził się z bardzo jasnymi włosami i jego moc była niewielka, to nigdy wcześniej nie zdarzyło się elfie dziecko o czarnych włosach. Niektórzy myśleli nawet, że możesz być podrzutkiem i nie jesteś naprawdę elfem.

– Naprawdę?

Yuul ze zdziwieniem patrzyła na swoją nauczycielkę. Nie zdawała sobie sprawy, że coś takiego się wydarzyło. Nikt nigdy wcześniej jej o tym nie mówił.

– Tak. Dopiero po jakimś czasie zdaliśmy sobie sprawę, że twoje włosy są w rzeczywistości zielone i na pewno jesteś elfem. Gdy udało się to potwierdzić, wszyscy byli wyjątkowo szczęśliwi.

– Ale dlaczego?

– Elfie dzieci zazwyczaj rodzą się z podobnym do siebie poziomem mocy. Więc skoro twoje włosy są niemal czarne, to twój brat również powinien mieć podobne. Wszyscy zatem oczekują, że będzie najpotężniejszym władcą elfów w historii!

– Potężniejszym nawet od obecnego króla?

– To bardzo możliwe. Chociaż ciężko to sobie wyobrazić, prawda? Przy tym, jak wielką władzę ma obecny król i jak potężna jest jego magia…

– Tak. Chociaż, szczerze mówiąc, naprawdę wolałabym mieć…

– I zawsze powtarzam ci, że to niemożliwe. Elfy zawsze rodzą się w ten sam sposób. Nie było jeszcze takiego przypadku w historii, by jedna kobieta urodziła dzieci tej samej płci. To zawsze jest chłopiec i dziewczynka. Jedyne, co może się różnić, to kolejność, w jakiej przychodzą na świat. Nie pozostaje ci nic innego, jak cieszyć się z narodzin braciszka. Jako dobra starsza siostra powinnaś wspierać go najlepiej, jak potrafisz, tak?

Yuul westchnęła głęboko, ale w końcu kiwnęła głową.

– Dobrze. W takim razie… O co by cię zapytać dalej…

– A nie wystarczy już tych testów na dzisiaj? Chciałabym dowiedzieć się czegoś nowego! Czegoś o reszcie królestwa elfów, nie tylko o Mirimilionie!

– Tak? Tak bardzo interesuje cię, co się dzieje poza miastem?

Yuul pokiwała głową. Marla westchnęła.

– Szczerze mówiąc, to nic wielkiego. Wszystkie najznamienitsze i najbardziej potężne rody zebrały się tutaj. Pozostałe elfy, choć oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły, nie mogą się pochwalić niczym specjalnym. Oczywiście zdarzają się potężne rody, które mieszkają poza stolicą i mają spore znaczenie, ale pojedyncze drzewo nigdy nie dorówna wielu rosnącym razem.

– To dlatego drzewa, z których czerpią moc, są dużo słabsze, tak? Bo rosną same?

– Oczywiście. Poza tym drzewa rosnące poza Mirimilionem są znacznie młodsze i dlatego nie są w stanie obdarować swoich mieszkańców aż taką mocą jak te nasze. W efekcie elfy mieszkające poza stolicą są słabsze i często traktowane jako gorsze z powodu swoich jasnych włosów.

Marla westchnęła. Yuul spojrzała na nią z oburzeniem.

– Tak jak Angie?

– Tak. Twoja pokojówka jest dobrym przykładem. Nie urodziła się w Mirimilionie. Została tutaj przywieziona, by opiekować się tobą od dziecka. Można nawet powiedzieć, że spotkał ją prawdziwy zaszczyt, chociaż prawda jest taka, że żaden z wysoko urodzonych elfów po prostu nie mógłby się tobą zajmować.

– Dlaczego? Zresztą nieważne. Ja kocham moją Angie i nie pozwoliłabym nikomu jej zastąpić!

– Cieszę się, że to słyszę, i jestem pewna, że Angie spaliłaby się ze wstydu, jakby to usłyszała, ale taka jest gorzka prawda naszego społeczeństwa. To, co możemy, czy raczej co powinniśmy robić, jest zdeterminowane przez to, ile magicznej mocy drzemie w naszych ciałach. W pewnym sensie to, jacy się rodzimy, determinuje, kim będziemy. Właśnie dlatego wszyscy z taką niecierpliwością oczekują narodzin twojego brata. Niektórzy nawet wierzą, że odmieni on los naszej rasy i wskaże nową drogę, jaką powinniśmy podążać. Mam tylko nadzieję, że z królową Neetą będzie wszystko w porządku.

– Z mamą?

Marla zamknęła książkę i uderzyła nią księżniczkę w głowę.

– Z królową Neetą! Słowo daję, nigdy się nie nauczysz! Królowa i Angie zdecydowanie za bardzo cię rozpieszczają! Naprawdę martwi mnie, co za mały potworek w końcu z ciebie wyrośnie!

– Ale mama sama kazała mi tak do siebie mówić! – zaprotestowała Yuul, masując głowę i z łatwością uchylając się w tym samym momencie od drugiego ciosu.

– Tak. Ale królowa mówiła ci też, że masz tak się do niej zwracać, gdy jesteście razem! A nie wtedy, gdy mówisz o niej podczas rozmowy z innymi osobami, czyż nie?

– Być może rzeczywiście o tym wspominała… – Yuul położyła palec wskazujący na brodzie i zaczęła się nad tym zastanawiać.

Marla westchnęła i odłożyła książkę z powrotem na miejsce.

– Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak bardzo cię rozpieszczają. Jestem chyba jedyną osobą, która stara się wychować cię na porządnego elfa!

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Marla spojrzała w tamtą stronę, ale gdy zobaczyła, kto za nimi stoi, tylko mruknęła cicho pod nosem:

– Słowo daję, naprawdę nikt się tym nie przejmuje, a już szczególnie ona…

Po czym głośno powiedziała:

– Proszę wejść!

Drzwi otworzyły się i stanął w nich jasnowłosy elf. Skłonił się najpierw w kierunku Marli, a potem w stronę Yuul.

– Z czym dzisiaj do nas przybywasz, Fim? Zakładam, że jak zwykle z zaproszeniem?

Marla spojrzała w stronę Yuul, która uśmiechała się promiennie do posłańca. Ten mrugnął do niej okiem.

– Tak, jak słusznie profesor Marla zauważyła, przybywam z zaproszeniem dla księżniczki Yuul na obiad do mojej pani Semfi.

– Co tym razem kombinuje nasza czcigodna Semfi?

– Udało jej się znaleźć coś kompletnego. Uznała to za ciekawe i chciała to pokazać księżniczce…

– Naprawdę?!

– Kompletnego?!

Zarówno Yuul, jak i Marla zerwały się ze swoich krzeseł. Z tym że Yuul wyglądała na podekscytowaną, podczas gdy na twarzy Marli pojawił się wyraz szoku i niedowierzania. Yuul spojrzała na nią i nie zwracając wcale uwagi na jej zszokowane spojrzenie, powiedziała:

– Będę mogła pójść, prawda? Jestem bardzo ciekawa, co udało jej się znaleźć!

– Tak. Będziesz mogła pójść. Szczerze mówiąc, jestem trochę zaskoczona, jak szybko udało jej się zrobić postępy. Ale najpierw… – Spojrzała ostro w stronę Yuul, która sprawiała wrażenie, jakby miała zacząć skakać z radości. – Najpierw musimy dokończyć naszą lekcję! Semfi wyraźnie zaprosiła cię dopiero na obiad, czyż nie, młoda damo?

– Tak jest!

Yuul usiadła prosto na swoim krześle i z oczekiwaniem wpatrywała się w Marlę. Ta ponownie ledwo powstrzymała się przed uśmiechem. Tak. Ostatnio przychodziło jej to z coraz większym trudem, bo naprawdę przywiązała się do dziarskiej księżniczki. Yuul powoli zaczynała swoją radością oddziaływać nawet na nią. Obejrzała się w stronę jasnowłosego elfa i powiedziała:

– W takim razie przekaż, proszę, Semfi, że Yuul pojawi się u niej około trzynastej, dobrze?

Fim skłonił się.

– Stanie się zgodnie z życzeniem czcigodnej profesor.

Marla skinęła głową i odprowadziła go wzrokiem. Gdy wyszedł, wskazała na drzwi i spojrzała w stronę Yuul.

– Widzisz? Można zachowywać się kulturalnie? Można zamknąć za sobą drzwi?

Yuul przewróciła tylko oczami. Teraz gdy dostała zaproszenie, poranek zapowiadał się na wyjątkowo długi. Zanim będzie mogła wyrwać się stąd i odwiedzić ponownie Semfi, minie jeszcze dobre kilka godzin. Marla westchnęła, wzięła do ręki książkę, otworzyła ją i zaczęła szukać strony, na której ją wcześniej zamknęła.

– Na czym to skończyłyśmy? A tak. Rozmawialiśmy o elfach spoza stolicy. Fim to kolejny taki przykład, ale jak widzisz, jest oddany swojej pracy i mimo swojego niższego urodzenia potrafi zachowywać się kulturalnie i być szczęśliwym obywatelem naszego państwa, czyż nie?

Yuul skinęła głową. Spotkała Fima już parę razy i zawsze bardzo cieszył się na jej widok.

– Chcę, żebyś wiedziała, że to nie są odosobnione przypadki. Choć elfy spoza stolicy zajmują się czymś innym niż my, to nie znaczy, że są z tego powodu mniej szczęśliwe. Stwierdzenie takie byłoby nadużyciem.

Yuul przysłuchiwała się z uwagą wykładowi Marli na temat struktury elfiego państwa w Mirimilionie i poza nim. Czas dzisiejszej lekcji upłynął jej tak szybko, że zanim się obejrzała, musiała już wyruszyć na umówione spotkanie z Semfi.

*

Po drodze do domu Semfi Yuul postanowiła jeszcze trochę pozwiedzać. To, że nie potrafiła sobie przypomnieć jednego z prastarych drzew, nie dawało jej spokoju. Prześledziły z Marlą wszystkie drzewa po kolei i w końcu udało im się odszukać to, o którym księżniczka zapomniała. Tak jak się początkowo spodziewała, rosło ono w części stolicy, do której bardzo rzadko się udawała. Nie znajdowało się przy drodze, którą codziennie zmierzała na swoje lekcje, nie mieszkał tam też żaden z jej bliskich znajomych. Elfia rodzina, która opiekowała się tym drzewem, była mało wpływowa, więc pewnie dlatego nawet nie zabiegała o względy rodziny królewskiej, w tym samej księżniczki. Gdy teraz Yuul znalazła się na miejscu i zobaczyła je na własne oczy, zrozumiała, że Marla miała rację.

– Rzeczywiście. Jest raczej młode jak na prastare drzewo.

Marla wytłumaczyła jej, że mimo iż są nazywane prastarymi, to nie wszystkie drzewa są tak samo wiekowe. Jedne z nich są starsze i co za tym idzie – większe, grubsze i obdarzone większą mocą, podczas gdy inne są młodsze i mniejsze. Największe drzewo, jakie rosło w Mirimilionie, należało oczywiście do jej rodziny – rodziny królewskiej. Jej ojciec Frilliant i matka Neeta przejęli nad nim kontrolę podobno blisko sto lat temu, kiedy jej dziadkowie udali się na zasłużoną emeryturę do – jak to ujęła Marla – „spokojniejszej części kraju”. Yuul było trochę przykro z tego powodu, bo nigdy nawet ich nie spotkała, ale Marla twierdziła, że to naturalne u elfów. Rasa, która żyje tak długo, musiała wprowadzić odpowiednie zasady, żeby przyszłe pokolenia również miały szansę zaistnieć i aby nie powodowało to konfliktów międzypokoleniowych. Potężne elfy, które udawały się na emeryturę, według Marli najczęściej zajmowały się sadzeniem nowych drzew i rozprzestrzenianiem ich magii i wpływu na sąsiednie tereny.

Yuul nie bywała w tej części stolicy zbyt często, ale spodobało jej się to, co zobaczyła w okolicy drzewa. W dole na ziemi znajdowało się piękne jeziorko z małym wodospadem, który zdawał się wypływać bezpośrednio z pnia drzewa. Wokoło jeziorka latały niewielkie, przypominające świetliki robaczki. To znaczy – stąd, skąd na nie patrzyła, wyglądały na małe, ale ponieważ Yuul oglądała je z dość dużej odległości, to mimo doskonałego wzroku nie była do końca pewna ich kształtu. Musiały jednak być dość duże, skoro była w stanie je dojrzeć z takiej odległości. Wątpiła też, żeby były niebezpieczne dla elfów, bo w takim wypadku straż już dawno by się nimi zajęła. Obserwowanie ich, gdy tak powoli snuły się przy tafli wody, dookoła jeziora i tańczyły między sobą w powietrzu, sprawiało, że Yuul czuła się dziwnie błogo i spokojnie.

Muszę zapytać o nie Marlę jutro, jak się z nią spotkam – zapisała sobie w pamięci i odwróciła się od hipnotyzującego tańca w dole. Spojrzała na słońce. Był już mniej więcej czas na umówione spotkanie z Semfi.

– O nie! Muszę się pospieszyć! – syknęła.

Ruszyła w stronę centrum Mirimilionu lekkim truchtem. Nie spieszyło się jej aż tak bardzo jak rano, bo wiedziała, że Semfi jest znacznie bardziej wyrozumiała niż Marla – mogła sobie pozwolić na lekkie spóźnienie.

– Swoją drogą, mama zawsze powtarzała, że Semfi nigdy nie pojawia się na wizyty u niej na czas, bo nie przejmuje się za bardzo jego upływem – mruknęła Yuul pod nosem, nie zwalniając przy tym kroku.

Semfi i Neeta były dobrymi przyjaciółkami podobno jeszcze z dziecięcych czasów.

– Czyli mniej więcej jakieś pięćset lat temu… – zażartowała na głos Yuul.

Oczywiście trochę przesadziła, ale kobiety znały się już od ponad stu lat. W hierarchii elfów bardzo często – raz na kilka, kilkadziesiąt lat – następowały spore zmiany. Choć rodzina królewska nie zmieniła się od wieków jako najpotężniejsza ze wszystkich, to pozostałe wysoko urodzone elfy były w ciągłym stanie politycznych przepychanek o wpływy w każdym możliwym aspekcie, czy to w polityce, czy w militariach, sztuce, rzemiośle, magii, zarządzaniu. Neeta twierdziła, że Semfi może na to nie wyglądać, ale również jest wpływowym graczem na politycznej arenie. Być może było to spowodowane tym, że miała tak dobre relacje z Neetą, a może z powodu tego, czym się zajmowała. W każdym razie Yuul ciężko było sobie wyobrazić tę wiecznie zaspaną i spóźnioną kobietę jako kogoś, kto byłby w stanie podporządkować sobie inne elfie rody. Nawet dziesięcioletnia Yuul zdawała sobie sprawę, jak bardzo wpływowe są niektóre rodziny. Semfi wydawała się jej po prostu dobrą ciocią, która często zapraszała ją do siebie, by wspólnie się pośmiać i spędzić miło czas.

– Naprawdę dawno tutaj nie byłam – mruknęła Yuul pod nosem, rozglądając się podczas biegu wokoło siebie. Przez to, że poruszała się odrobinę wolniej, mogła podziwiać piękno tej części Mirimilionu. Lubiła to miasto i gdy tylko miała okazję, spędzała wolny czas na jego eksplorowaniu. Tym bardziej cieszyła się, że Marla przypomniała jej o tej zaniedbanej przez nią ostatnio części stolicy. Drzewa były tutaj młodsze i jakby bardziej zielone niż gdzie indziej. Oczywiście poza dwudziestoma prastarymi drzewami w mieście rosło znacznie więcej innych, mniejszych, ale te nie posiadały w sobie prawie wcale magii, więc elfy nie zaprzątały sobie nimi zazwyczaj głowy. Były różnorodne i piękne, czasem nawet użyteczne, ale brakowało im tego, co dla elfów liczyło się najbardziej – nie miały w sobie mocy. Yuul oczywiście twierdziła, że to niesprawiedliwe i smutne, ale Marla, jak zwykle, wytłumaczyła jej, że tak było zawsze i ona również powinna wziąć przykład z pozostałych i nie przejmować się tym zbytnio.

– Tak czy siak to według mnie spora strata, by tak bardzo je ignorować – mruknęła jeszcze raz Yuul, patrząc na kolorowe korony mniejszych drzew w dole. Niektóre sięgały nawet do mostu, po którym biegła, i pomagały w jego stabilizacji.

W końcu opuściła „nową” część stolicy i zbliżyła się do rynku. O tej porze było tutaj już znacznie mniej ludzi. Stragany z jedzeniem, rozstawiane każdego ranka, zastąpiły teraz stoiska z kosztownościami, ekwipunkiem dla straży i innymi dobrami rzemieślniczymi. Podobnie jak produkcją jedzenia, wyrobem tych rzeczy w większości zajmowały się elfy o jasnych włosach. Oczywiście w mieście mieszkało kilku znakomitych jubilerów czy rzemieślników, ale na próżno by szukać tutaj ich wyrobów. Cieszyli się taką renomą, że nie musieli sprzedawać swoich wyrobów na targu jak pozostali. Nad jednym swoim dziełem pracowali miesiące, a czasem nawet lata, wkładając w nie ogromne ilości mocy. Tworząc w ten sposób wspaniałe magiczne artefakty, dostępne tylko dla najznamienitszych elfich rodów. Wszystko, co można było teraz zobaczyć na targu, nawet jeśli było piękne, to nie drzemała w tym niemal żadna moc.

Yuul znacznie łatwiej przyszło pokonanie tego fragmentu trasy niż rankiem. Wprawdzie wciąż trochę wolniej, bo nie spieszyła się aż tak bardzo, ale jednak nie musiała się w ogóle obawiać, że nagle na kogoś wpadnie i straci przez to cenne sekundy. Gdy opuściła rynek, znalazła się już niemal na miejscu. Stanęła przed wejściem do jednego z najgrubszych drzew w całym Mirimilionie. Już raz tu dzisiaj była. Tędy prowadził jeden z pierwszych odkrytych przez nią skrótów. Wydawało się nawet, że udało jej się obudzić rano Semfi, ale tego nigdy nie mogła być do końca pewna. Z tego, co powiedział jej kiedyś Fim, Semfi miała w zwyczaju zapadać w sen zaraz po tym, jak Yuul opuszczała jej sypialnię. Yuul uśmiechnęła się i ruszyła w stronę wejścia. Przypomniało jej się, jak pierwszy raz użyła tego skrótu i pierwszy raz obudziła Semfi. Kobieta była tak zaskoczona nagłym pojawieniem się kogoś obcego w sypialni, że podobno nawet zaalarmowała okolicznych strażników. Yuul oczywiście nawet tego nie zauważyła, bo zbyt jej się spieszyło, by zdążyć na lekcję. Godzinę potem, gdy Semfi pojawiła się wraz z dwoma strażnikami w domu Marli, Yuul nawet jej nie poznała. Ledwo obudzona, wystraszona Semfi zupełnie nie przypominała tej dostojnej, władczej kobiety, która stanęła w drzwiach gabinetu Marli. Swoją drogą – jej nauczycielka była tak zaskoczona nagłym przybyciem jednego z najbardziej wpływowych elfów do swojego domu, że niemal zaniemówiła. Gdy dowiedziała się od Semfi – która też była niegdyś jej uczennicą – jaki jest powód tych odwiedzin, zaczęła besztać Yuul jak nigdy przedtem. Semfi ją jednak powstrzymała. Stwierdziła, że nie ma nic przeciwko, tylko po prostu była zaskoczona tak nagłą i niezapowiedzianą wizytą, tym bardziej że nie zdążyła nawet przyjrzeć się dobrze Yuul i nie poznała w niej córki swojej przyjaciółki. Gdy usłyszała wytłumaczenie Yuul, dlaczego to zrobiła, roześmiała się tylko i poprosiła, żeby w takim razie od teraz codziennie rano budziła ją w ten sam sposób. Księżniczka nie tylko uniknęła kary, ale przy okazji zyskała przyjaciółkę w postaci Semfi.

Rozmyślając o tym wszystkim, Yuul weszła do środka.

– Miło cię znowu widzieć, Fim. Mam nadzieję, że Semfi nie czekała na mnie zbyt długo?

Dygnęła z gracją przed elfem, ten zaś skłonił się nisko.

– Nie, moja pani dosłownie przed chwilą usiadła do stołu. Księżniczka przybyła więc idealnie na czas. Pozwolisz, że poprowadzę cię na miejsce?

– Oczywiście, Fim – odpowiedziała z uśmiechem i ruszyła za mężczyzną. Poprowadził ją na przestronny taras, gdzie przy stole siedziała młodo wyglądająca kobieta o ciemnozielonych włosach. Nie zauważyła ich przybycia, bo z rozmarzoną twarzą wpatrywała się w drzewo rosnące nieopodal.

Fim stanął przy niej i cicho powiedział:

– Pani, księżniczka właśnie przybyła. Czy możemy zaczynać?

Semfi spojrzała najpierw na niego, potem posłała uśmiech w stronę Yuul.

– Oczywiście, Fim. W takim razie zaczynajmy.

Mężczyzna ponownie się skłonił i ruszył w stronę brzegu tarasu, gdzie ustawiony był mały wózek, a na nim zastawa stołowa. Semfi jednak nie patrzyła na to, jak chwycił za drążek wózka i zaczął go powoli pchać w stronę stołu. Uwaga wysokiej kobiety skupiona była na dziewczynce, która siedziała naprzeciwko niej. Uśmiechała się do Yuul.

– Wydaję mi się, że odrobinkę się spóźniłaś… Oczywiście nie żebym miała coś przeciwko. Po prostu jestem ciekawa. Czyżby Marla zatrzymała cię dłużej na lekcji?

Kobieta przyglądała się jej z zaciekawieniem. Subtelny uśmiech doskonale komponował się z jej młodą, śliczną twarzą. Yuul nieraz widziała na własne oczy, że nawet gdy Semfi spała, ten uśmiech bardzo rzadko opuszczał jej oblicze. Szczerze mówiąc, była nieco dziwna jak na elfa… i używając słowa „nieco”, wyświadczało się jej, delikatnie mówiąc, przysługę.

– Nie. Dzisiejsza lekcja skończyła się o czasie.

Yuul obróciła się w stronę Fima i skinęła lekko głową, w ten sposób wyrażając swoją wdzięczność, gdy ten zaczął ustawiać przed nią zastawę.

– Rozmawiałyśmy dzisiaj o strukturze państwa i o pradawnych drzewach – dodała.

– Co nie jest zbyt ciekawym tematem, jak mniemam? – zapytała Semfi, obserwując z uwagą twarz swojej młodej przyjaciółki.

Yuul pokręciła głową. Fim skończył ustawiać jej część zastawy i przeszedł na drugą stronę stołu, w pobliże Semfi.

– Nie. Dzisiejsza lekcja była naprawdę interesująca. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, więc wiele z tego, czego się dzisiaj nauczyłam, pozwoliło mi zrozumieć i nieco inaczej spojrzeć na pewne sprawy.

Mówiąc to, przypatrywała się jasnym włosom Fima. Semfi z zaciekawieniem prześledziła jej spojrzenie i jej zwykły, lekki uśmiech stał się nieco głębszy. Po krótkiej pauzie Yuul w końcu dokończyła z lekkim grymasem:

– Co nie oznacza, że to mi się podoba i się z tym zgadzam.

– Och tak. Właśnie dlatego tak bardzo cię lubię, Yuul. Przypominasz mi Neetę, gdy jeszcze była mała. Nawet twój dziecięcy bunt przed podziałem na wysokie i pozostałe elfy jest bardzo podobny.

Semfi zachichotała lekko i również dygnęła delikatnie w stronę Fima.

– Ale to po prostu niesprawiedliwe, że…

Yuul przygryzła wargi. Patrzyła na włosy Fima z mieszanymi uczuciami na twarzy. Nie wiedziała jednak, jak skończyć zdanie. Nie podobało jej się to, czego się dzisiaj dowiedziała, ale też nie wiedziała, co ona sama mogłaby z tym zrobić.

Tymczasem Fim skończył rozkładać zastawę. Spojrzał na trochę rozgniewaną, trochę zmartwioną twarz Yuul z uśmiechem.

– Rozumiem, że panienka rozgniewała się tym, co usłyszała, ale niech się tym zbytnio nie przejmuje. Ja jestem naprawdę szczęśliwy z pracy, którą wykonuję, i nie dałbym jej sobie zamienić na żadną inną.

– Och, Fim, przestań! Wiesz, że nie lubię, jak tam mówisz! – zakrzyknęła Semfi i, o dziwo, zarumieniła się lekko, i spojrzała na swoje stopy.

Yuul zamrugała. Nie zrozumiała powodu jej reakcji.

– Przepraszam, moja pani. Odrobinkę mnie poniosło.

Fim ukłonił się nisko w stronę Semfi. Po chwili wyprostował się i ponownie spojrzał na Yuul.

– Wiele niższych elfów trafiło znacznie gorzej niż ja czy Angie. Powinniśmy się uważać za szczęśliwców, którzy…

– …wykazali się zdolnościami, a te pozwoliły im samodzielnie dotrzeć tam, gdzie się właśnie znajdują. W tym nie było ani szczęścia, ani przypadku, Fim. – To była jedna z tych bardzo rzadkich chwil, gdy uśmiech zniknął z twarzy Semfi. Spojrzała ostrzegawczo, niemal gniewnie na stojącego obok mężczyznę.

Ten tylko ukłonił się ponownie i odpowiedział:

– Semfi jak zwykle ma rację. Przepraszam, źle się wyraziłem. Po prostu są rzeczy, które każdy elf, niezależnie od swojego urodzenia i posiadanej mocy, może i których nie może robić. Od nas samych zależy, jaką drogę wybierzemy, przynajmniej do pewnego stopnia. Nie ma elfa, który byłby skazany na taki czy inny los. Każdy ma, przynajmniej w pewnym zakresie, prawo wyboru.

– No tak, ale nie możemy robić wszystkiego, czego byśmy chcieli… – powiedziała powoli, ważąc słowa, Yuul.

Ku jej zdziwieniu zarówno Semfi, jak i Fim zachichotali, słysząc te słowa. W głosie kobiety nie pozostało już nic z ostrzegawczego tonu sprzed momentu.

– Masz rację, Yuul, ale ja uważam to za dobrą rzecz. Czasem, gdy wybory, które stoją przed tobą, są zbyt trudne, łatwiej jest pobłądzić i… Och, przepraszam. Niepotrzebnie znowu niemal zaczęłam mieszać do tego pracę.

Semfi uśmiechnęła się przepraszająco do Yuul. Ta jednak nie miała nic przeciwko. Bardzo lubiła słuchać o nowych odkryciach Semfi. Szczerze mówiąc, spodziewała się, że właśnie dlatego została tutaj dzisiaj zaproszona. Kobieta musiała odkryć coś nowego, co chciała jej pokazać. Semfi znała Yuul na tyle dobrze, że wiedziała, iż podobnie jak jej matka była ona wielkim fanem jej pracy. Szczerze mówiąc, odrobinę łechtało to jej ego, bo zdecydowana większość elfów uważała to, co robiła Semfi, za – w najlepszym razie – zabawę, a w najgorszym – za zupełną stratę czasu. Tak. Semfi przez to, czym się zajmowała, otrzymała łatkę dużego dziecka i marzyciela, skupionego na tym, co ledwo widzi gdzieś tak daleko, że idąc tam, jest gotów potknąć się po drodze o własne nogi.

– Tak… Dzięki temu znacznie ciężej jest zmarnować naturalny talent, jaki posiadamy do robienia czegoś konkretnego. Niestety, ale bardzo rzadko zdarza się, że sami rozumiemy, co jest dla nas najlepsze, zanim tego nie spróbujemy… Przepraszam. Odrobinę się rozgadałem. Zaraz pójdę do kuchni i przyniosę obiad. – Fim ukłonił się jeszcze raz. Obrócił się na pięcie i opuścił taras.

Yuul odprowadziła go wzrokiem. Gdy zniknął we wnętrzu drzewa, ponownie spojrzała na Semfi, która musiała przez cały ten czas obserwować ją ze swoim delikatnym uśmiechem.

– A co powiedziała na ten temat Marla? Czemu tak bardzo ci się to nie spodobało?

Księżniczka ponownie przygryzła wargi. To był kolejny z powodów, dla których lubiła Semfi. Mogła z nią otwarcie porozmawiać i nie została nigdy wyśmiana przez to, w jaki sposób myśli.

– Marla powiedziała niemal dokładnie to samo, co wy, ale jednak dalej wydaje mi się to niesprawiedliwe.

Z tym samym zakłopotanym wyrazem twarzy Yuul spojrzała na Semfi.

– Niesprawiedliwe? Tak. Myślę, że masz rację, ale to naturalne. Nic nie jest sprawiedliwe. Nawet ty, księżniczko, mimo że posiadasz prawdopodobnie największą moc z chodzących po ziemi elfów, nawet ty napotkasz sprawy, z którymi nie będziesz mogła nic zrobić.

– Bo jestem kobietą? – Yuul westchnęła cicho.

Uśmiech Semfi był teraz najszerszy od początku spotkania. Ta mała naprawdę była bardzo bystra jak na swój wiek. Nie zawsze i nie każdemu to pokazywała, ale jednak rozumiała bardzo dużo. Przynajmniej w niektórych sprawach. Za to inne rzeczy zupełnie uciekały jej uwadze. To połączenie było dla Semfi bardzo interesujące. Uwielbiała obserwować Yuul i z nią rozmawiać, by dowiedzieć się, jak i co myśli o swoim otoczeniu. W tym aspekcie naprawdę była kropka w kropkę identyczna jak jej matka, gdy ta była młodsza.

– Tak. Nigdy nie będziesz mogła rządzić państwem elfów, ale to nie znaczy, że nic nie będziesz mogła zmienić.

Yuul spojrzała ze zdziwieniem na Semfi, ta jednak odwróciła się od niej i zaczęła przyglądać się drzewom w dali. Po chwili otworzyła usta i powiedziała:

– Dalej będziesz siostrą swojego brata. Ktoś tak potężny jak ty będzie w stanie wpłynąć nawet na niego. Nie zrozum mnie źle, Yuul. To, że urodziłyśmy się kobietami, nie znaczy, że jesteśmy gorsze. Nikt nas tak tutaj nie traktuje, póki rozumiemy, co możemy zrobić, a czego nie.

– Ale dalej uważam to za niesprawiedliwe! Wolałabym, żeby każdy mógł robić wszystko!

Semfi zachichotała.

– Zupełnie jakbym słyszała i widziała małą Neetę! Nawet wyraz twarzy macie taki sam! Ale ona szybko zrozumiała, że zamiast się buntować, lepiej nauczyć się wykorzystywać to, z czym się walczy.

Na czole Yuul pojawiła się zmarszczka. Ze zdziwieniem patrzyła na swoją rozmówczynię.

– Wykorzystać? Ale jak?

– Och, sposoby na to są różne, ale obawiam się, że musisz do tego dojść sama. Jesteś zdolną dziewczyną, więc z pewnością znajdziesz odpowiedź właściwą dla siebie.

– Tak jak ty znalazłaś? – zapytała Yuul, patrząc z uśmiechem na Semfi.

– Tak. Tak jak ja znalazłam i tak jak Neeta znalazła, ale wybacz mi, że nie pozwolę ci skopiować mojej pracy domowej. W tym wypadku dla każdego działa to inaczej. W końcu zrozumiesz, że lepiej skupić się na walce o pewne rzeczy, a odpuścić sobie inne. Nie można wygrać każdej potyczki, która się dookoła nas toczy.

Semfi puściła oko do Yuul. Ta westchnęła i położyła się na stole. Było to zachowanie pozbawione manier i zupełnie nieodpowiednie dla księżniczki, ale wiedziała, że Semfi – w przeciwieństwie do Marli czy Angie – nie zrobi jej z tego powodu wyrzutów.

– To dlatego się spóźniłaś? Bo pokłóciłaś się na ten temat z Marlą?

Yuul zerwała się ze stołu i usiadła prosto. Gdy usłyszała imię „Marla”, jej ciało zareagowało odruchowo. Uśmiechnęła się nieśmiało, zdając sobie z tego sprawę, po czym pokręciła głową.

– Nie. Tym razem chodziło o coś innego. Rozmawiałyśmy też o prastarych drzewach i nie potrafiłam sobie przypomnieć jednego z nich.

– Tak? Którego?

Fim zdążył wrócić z kuchni i zaczął nalewać im zupę.

– Brimi.

– Ach tak? Stare, dobre Brimi…

– Wiesz o nim?

– Oczywiście, Yuul. Znam wszystkie pradawne drzewa i ich historię. W końcu musisz ją znać, żeby zrozumieć strukturę naszego państwa. I jeśli poważnie myślisz o mieszaniu się w politykę, to zauważ, że każda z rodzin jest bardzo przywiązana do swojego drzewa. Musisz o nich wiedzieć choć na tyle dużo, by ich nie obrazić.

– To dlatego Marla tak bardzo naciska, żebym je wszystkie pamiętała?

– Tak, ale to przychodzi znacznie łatwiej, gdy znasz elfy, które w nich mieszkają.

Spojrzała ciepło na drzewo, na którym umocowany był taras.

– Zakładam, że nie znasz nikogo, kto mieszka na Brimi?

Yuul skinęła głową.

– To źle?

Semfi pokręciła głową.

– Nie. Rodzina, która tam mieszka, jest… powiedzmy, że postawiona dość nisko w hierarchii. Co nie znaczy, że nie możesz się z nimi zaprzyjaźnić. Akurat ty chyba nie przejmujesz się czymś takim jak hierarchia, co?

Yuul pokręciła głową. Obie panie chwyciły za łyżki i zabrały się za jedzenie zupy.

– Tylko że… Jak tam poszłam, to okolica wydała mi się nieco dziwna.

– Jak tam poszłam? Ach, więc to dlatego się spóźniałaś, tak? Bo udałaś się na małą wycieczkę przed umówionym spotkaniem ze mną? Tak?

Yuul potaknęła, na co Semfi się roześmiała.

– Niegrzeczna dziewczynka, ale tak, masz rację. Okolice Brimi są dość… dziwne.

– W jakim sensie?

Yuul przypomniała sobie o światełkach, które zobaczyła nad jednym ze stawów.

– Większość wysokich elfów nie przejmuje się tym, co dzieje się na ziemi pod Mirimilionem. Nawet jeśli bezpośrednio dotyczy to samego Mirimilionu, ale właśnie Brimi jest bardzo specyficznym drzewem z powodu tego, co znajduje się u jego korzeni.

– Specyficznym?

– Specjalnym, innym niż pozostałe. Normalnie uważamy, że prastare drzewa dają elfom moc i im one są potężniejsze, tym silniejsze rodzą się na nich elfy.

– Tak dokładnie powiedziała mi dzisiaj Marla. Dlatego moja rodzina jest rodziną królewską, bo nasze drzewo jest najstarsze i najpotężniejsze.

– Tak. To wszystko się zgadza, tylko że w przypadku Brimi… Mimo że jest ono prastarym drzewem, to nigdy w znanej nam historii nie urodził się na nim żaden znaczący elf.

– Dlaczego?

– Słyszałam pewną teorię na ten temat, ale nie jestem jej w stanie sprawdzić, więc…

Gdy spojrzała na Yuul, dostrzegła, że ta patrzy na nią błyszczącymi z zaciekawienia oczami. Westchnęła.

– No dobrze, ale pamiętaj, że to nie jest oficjalna wiedza i nie mów o tym Marli, dobrze? Byłaby na mnie zła, gdyby się dowiedziała, że mieszam ci w głowie takimi bzdurami.

Yuul kiwnęła głową. Semfi spojrzała ponownie na swoje drzewo i zaczęła mówić:

– Wszystkie elfy wierzą, że nasze drzewa dają nam moc i sprawiają, że jesteśmy silni. Znam jednak osobę, która twierdzi, że jest odwrotnie.

– Odwrotnie?

– Tak. Że drzewa są silne, ponieważ to my jesteśmy silni i karmimy je swoją mocą, i pozwalamy im rosnąć.

– A jaka jest prawda?

Semfi spojrzała na Yuul i wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Ale sądzę, że prawda może leżeć gdzieś pośrodku, czyż nie? Zarówno my, jak i drzewa potrzebujemy siebie nawzajem i nie możemy bez siebie żyć.

– Tak jest?

Semfi pokręciła głową.

– Tak mi się wydaje. Ciężko sprawdzić, Yuul, jak to naprawdę jest. Nie ma na tyle odważnych elfów, które zdecydowałyby się żyć dłużej z dala od swoich drzew. Nawet gdy zasiedlamy nowe tereny, najpierw sadzimy tam drzewa i dopiero gdy trochę urosną, zaczynamy budować wokół nich nasze miasta.

– Więc skoro drzewa są w stanie rosnąć bez nas, to znaczy, że nas nie potrzebują, prawda? Czyli że to my potrzebujemy ich?

– Możliwe, że masz rację… – Semfi zamilkła.

Przez niemal minutę obie panie zamiast rozmową zajęły się zupą.

– Właśnie, Yuul. Mówiłaś, że byłaś przy Brimi. Widziałaś tam coś ciekawego?

– Tak. Niedaleko drzewa jest dość duży staw. Latają nad nim… kolorowe świetliki?

– Kolorowe świetliki?

– Tak. Były bardzo ładne i tańczyły w powietrzu nad wodą.

– Kolorowe świetliki tańczące nad wodą…

Uśmiech na twarzy Semfi pogłębił się, a ręka z łyżką zamarła w połowie drogi do jej ust.

– Tak. Naprawdę mi się spodobały! Po obiedzie chciałabym tam pójść i zobaczyć je jeszcze raz! Chcesz pójść tam ze mną, Semfi?

Kobieta wsadziła łyżkę do ust i pokręciła głową.

– Przepraszam, Yuul, ale jestem naprawdę zajęta moją pracą. Zwłaszcza ostatnio. Zresztą… i tak bym ich nie zobaczyła – dodała na koniec cichym głosem, podszytym smutkiem. Po chwili jednak spojrzała na Yuul i powiedziała wesoło: – Ale to wspaniały pomysł, żebyś ty tam znów poszła! Jestem pewna, że to, co zobaczysz, bardzo ci się spodoba! Tylko najpierw to. – I wskazała na talerze, które Fim wymienił, gdy tylko obie skończyły zupę. Teraz znajdowała się przed nimi mała uczta. – Bądź dobrą dziewczynką i zjedz porządnie wszystko, tak? Potrzebujesz dużo energii na te twoje codzienne gonitwy.

– A właśnie, Semfi! Dzisiaj w końcu udało mi się dotrzeć na lekcję na czas!

– Naprawdę? Gratulacje! Marla pewnie była zadowolona!

– Tak! Nawet się uśmiechnęła!

– Ta kobieta jednak potrafi się uśmiechać, co?

Na twarzy Semfi pojawił się wyraz szoku zmieszanego z rozbawieniem.

– Tak! Potrafi! Mam wrażenie, że ostatnio ma nawet ochotę robić to dość często!

– Ostatnio, co? Chyba jej się nie dziwię…

Semfi patrzyła ze szczerym uśmiechem, jak Yuul radzi sobie ze swoją porcją. Księżniczka spojrzała na nią ze zmarszczonym czołem. Przełknęła szybko to, co miała w ustach, i powiedziała:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji