Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Na Klifie Orłowskim w Gdyni zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Sprawę przejmuje komisarz Marek Hardykowski. Wkrótce okaże się, że najlepszy śledczy komendant Iwony Bieleckiej ma do czynienia z seryjnym mordercą. Kim jest człowiek, który na ciałach swych ofiar zostawia tajemniczy podpis? I jak daleko jest się w stanie posunąć Hardy, kiedy morderca zagrozi jego rodzinie?
Tymczasem Klara Rzędzińska i Anastazja Stec – siostry rozdzielone w dzieciństwie – po dramatycznych wydarzeniach próbują poukładać swoje życie na nowo. Każda boryka się z innymi problemami. Klara robi wszystko, aby się dowiedzieć, co stało się z jej ukochanym Adamem. Anastazja ponownie walczy ze swoją mroczną naturą, a jej głównym celem jest zemsta. Obie zdają sobie sprawę, że nie będzie łatwo zacząć wszystkiego od początku póki czai się gdzieś ich największy wróg – rodzony brat.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 255
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Małgorzata MiciorWRÓŻDA
RedakcjaRobert Ratajczak
KorektaMonika Ratajczak
Projekt okładki, skład i łamanieNatalia Jargieło
Przygotowanie e-bookaArtur Kaczor, KompART
© Copyright by Małgorzata Micior© Copyright by Wydawnictwo Vectra
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawcy.
Wydanie I
ISBN 978-83-68293-75-3
WydawcaWydawnictwo VectraCzerwionka-Leszczyny 2026www.arw-vectra.pl
Maćkowi i naszym dzieciom,z wyrazami miłości…
„Zanim wyruszysz w podróż po zemstę, wykop dwa groby.
KAT & Roman Kostrzewski – Odi Profanum Vulgus
Survivor – Eye of the Tiger
Etta James – I'd Rather Go Blind
Joshua Bell – Vivaldi – The four seasons
Adrian von Ziegler – Dark music – Nocturnus
Adrian von Ziegler – Dark music – Catacombs
Adrian von Ziegler – Dark music – The Sealed Kingdom
Adrian von Ziegler – Dark music – Ad Mortem
Adrian von Ziegler – Dark music – Path to Darkness
Adrian von Ziegler – Dark music – Reign of the Dark
Adrian von Ziegler – Dark music – Blackened Soul
Patrik Pietschmann – From Requiem for a dream – piano version
Imagine Dragons – Believer
Secession Studios – Lucifer’s Waltz
Friends in Tokyo – Call Me Devil
Hidden Citizens – O Fortuna – Epic Trailer Version
PRZEJDŹ DO PLAYLISTY
https://open.spotify.com/playlist/0jGBHPCNlLI12oVE8iq9j3
– Co teraz, szefie? – zapytał potężny mężczyzna o szerokim karku. Miał na imię Bruno. Siedział ze swoim rozmówcą w jednej z kawiarni na sopockim molo. – Meksyk?
– Owszem.
– Kiedy?
– Wkrótce…
– Co zamierzasz?
– Zostawić kilka śladów.
– W jakim celu?
– Zanim wyjedziemy, muszę dokończyć rodzinne porachunki.
– Chcesz zwabić tutaj twoje siostry?
Mężczyzna nie odpowiedział. Uśmiechnął się diabolicznie i dopił whisky, a potem oznajmił:
– Stanowią ostanie słabe ogniwo!
Bruno nie skomentował tych słów. Spojrzał na twarz pracodawcy, który z półprzymkniętymi oczami wsłuchiwał się w słowa piosenki płynącej z głośników. Wybrzmiewał z nich głos Romana Kostrzewskiego, charyzmatycznego wokalisty zespołu KAT: Dzięki, Panie! Za cudowny show. Święte wojny, chytry kler. Ty? No chyba, że nie Ty…
– Odi profanum vulgus – powiedział nagle mężczyzna, po czym wstał i opuścił lokal.
Iwona Bielecka pokonała ścieżkę przez las i znalazła się na Klifie Orłowskim, skąd roztaczał się cudowny widok na morze. Dochodziła szósta rano. Czerwiec był wyjątkowo upalny, a poniedziałkowy poranek cudownie orzeźwiający. Postanowiła zejść na plażę i tamtędy wrócić do samochodu. Spojrzała na swój smartwatch, żeby sprawdzić puls i uśmiechnęła się pod nosem. Schodząc w dół, już planowała, w co się ubierze do pracy. Mimo pełnienia funkcji komendanta komisariatu w Redłowie przy ulicy Korczaka nadkomisarz Bielecka ubierała mundur tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Zdecydowanie preferowała mini spódniczki i szpilki. Wprawdzie zbliżała się do pięćdziesiątki, lecz nadal była piękną kobietą, która doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Jej kruczoczarne włosy, oczywiście farbowane, upinała w kok. Usta zawsze miała pomalowane na czerwony kolor, a kobieca sylwetka, którą katowała odpowiednią dietą i ćwiczeniami, wciąż przyciągała męskie spojrzenia. Wielu mężczyzn marzyło o niej skrycie, a tajemnicą poliszynela było to, że awans zapewniła sobie przez łóżko odpowiedniego człowieka. Nikt nigdy nie ośmieliłby się powiedzieć tego głośno, gdyż w pracy miała opinię zimnej suki. Nie znosiła sprzeciwu. Rządy na komisariacie sprawowała twardą ręką, ale obiektywnie trzeba przyznać, że była piekielnie dobra w tym, co robiła. Jej współpracownicy wiedzieli również o tym, iż ambicje kobiety sięgały Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, a „swój” – jak lubiła nazywać – komisariat w Redłowie traktowała jak tymczasowe rozwiązanie.
Już prawie zeszła z klifu. Ledwie kilka metrów dzieliło ją od plaży, kiedy jej wzrok przykuło coś czarnego w krzakach. Podeszła bliżej i stanęła oniemiała.
– Kurwa mać! – zaklęła i na wszelki wypadek rozejrzała się dookoła. Ani żywej duszy, za to jedna prawdopodobnie… martwa. Ciało ubrane w czarny sweter i jeansy leżało twarzą do ziemi. Nie chcąc zatrzeć śladów, sprawdziła tylko puls, podskórnie przeczuwając, że poniedziałkowy poranek rozpocznie się pracowicie. Wyciągnęła telefon z kieszeni spodenek i wybrała odpowiedni numer.
– Bielecka – odezwała się do dyżurującego policjanta. – Znalazłam zwłoki, przyślij ekipę. Podaję namiary i chcę tu Hardego – oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
– Szefowo, Hardy ma dziś wolne.
– Sprowadź go! – fuknęła i rozłączyła się natychmiast. Komisarz Marek Hardykowski był jej najlepszym człowiekiem, jednym z nielicznych, któremu ufała. Po chwili telefon zawibrował w kieszeni.
– Nie odbiera telefonu – nieśmiało odezwał się aspirant Krawczyk.
– Kurwa! To wyślij kogoś do jego domu. I gdzie są technicy?!
– Są w drodze. Już wysyłam kogoś po Hardego.
Pół godziny później ludzie z Wydziału Techniki Operacyjnej wykonywali pierwsze czynności na terenie zabezpieczonym biało-czerwoną taśmą. Bielecka nerwowo przechadzała się po plaży, przeganiając ciekawskich gapiów.
– Nie mają co robić w poniedziałek rano! Za pracę by się wzięli – mruczała pod nosem, choć na tyle głośno, że stanąwszy za jej plecami Hardy, usłyszał każde słowo.
– Niektórzy mają coś takiego jak urlop!
– Serio? – Odwróciła się do komisarza, a ręce założyła na biodra. – Niech zatem spacerują po molo.
– Musiałaś mnie ściągnąć? Nie ma nikogo innego, kto obejrzałby zwłoki?
– Obejrzeć można kreskówkę w telewizji – odparowała. – Daj papierosa. – Wyciągnęła dłoń.
– Myślałem, że rzuciłaś. To chyba niezbyt zdrowy nawyk? – Podniósł znacząco brew, ale papierosa podał.
– Nie praw mi tu kazań. Pilnuj swojego nosa. Za chwilę będziemy mieć newsa w wiadomościach, więc weź się do roboty.
– Co wiemy? – Zapalił również i zaciągnął się głęboko. Tych dwoje łączyła dziwna więź. Niektórzy sądzili, że się przyjaźnią lub łączy ich romans. Hardy jako jedyny nie bał się szefowej i potrafił sobie poradzić z jej wybuchowym temperamentem. Prawda była jednak zupełnie inna. Hardykowski dawno temu uratował jej życie, kiedy jeszcze jako komisarz pracowała w wydziale zabójstw. Poza wszystkim był bardzo dobrym detektywem, a ona uwielbiała chwalić się sukcesami. Im więcej ich było, tym krótsza droga na szczyt.
– Agnieszka Żądło, lat dziewiętnaście. Miała przy sobie dowód. Krystian mówi, że została uduszona. Więcej będziemy wiedzieć, jak dokładnie zbada ciało.
– Telefon?
– Nie znaleźli. Jedynie dowód w tylnej kieszeni spodni i dwieście złotych.
– Czyli morderstwo na tle rabunkowym możemy wykluczyć. Dobra, rozejrzę się, a ty może jedź do domu wziąć prysznic? – Mrugnął do niej okiem. – Spotkamy się w firmie.
– Palant!
Wydała ostanie polecenia i udała się w kierunku swojego Volvo.
Klara Rzędzińska zamknęła drzwi wyjściowe za ostatnią klientką i przeszła na zaplecze. Zalogowała się do swojego laptopa. Zegar wskazywał dwie minuty po siedemnastej, więc była już spóźniona na transmisję online. Od kilku miesięcy pracowała w sklepie zielarskim o dość awangardowej nazwie „Twoje zioło”, w którym zajmowała się robieniem portretów numerologicznych i numeroterapią. Bardzo szybko znalazła wspólny język z jego właścicielką, Wiolettą Gryś. Wiolka, jak sama o sobie mówiła, była nieszablonową kobietą. Posiadaczką sięgających do pasa kruczoczarnych włosów, kocich oczu i bardzo apetycznej figury. Choć nigdy nie należała do szczupłych, tych kilka dodatkowych kilogramów dodawało jej tylko seksapilu. Mężczyźni tracili dla niej głowę. Na jej twarzy zawsze widniał uśmiech. Pełna wigoru i pomysłów, brała życie, jakim było. I choć nie nosiła obrączki i nie była matką, nie znała słowa samotność. Kochała swój sklepik, a zamiłowanie do ziół odziedziczyła po babci. Nie znosiła nudy i jak przystało na numerologiczną trójkę, lubiła styl i szyk. Cieszyła się, że poznała Klarę, z którą wymieniały się w sklepie, przez co miała więcej czasu na nowe hobby, jakim było projektowanie ubrań. Rzędzińskiej również było to na rękę. W wolnych chwilach mogła zajmować się poszukiwaniem ukochanego Adama, który zaginął kilka miesięcy temu.
Choć miewała bardzo realistyczne koszmary, jej wyostrzona intuicja podpowiadała, że mężczyzna żyje. Mimo upływu prawie roku, była przekonana, że prędzej czy później znajdzie sposób, żeby się z nim skontaktować. Póki co musiała odkryć, co wydarzyło się po dramatycznych przeżyciach w Leśnej, rodzinnej wiosce nieopodal Olesna. Zresztą przymusowe rozstanie z ukochanym nie było jej jedynym zmartwieniem. Nie miała pewności, czy jej brat przeżył po tym, jak do niego strzeliła. Każdy kolejny dzień napawał ją lękiem, czy znów się pojawi, a jednocześnie pragnęła, żeby tak się stało. Pragnęła zemsty…
Skończyła sesję z klientką o osiemnastej i już miała zamykać sklep, gdy do środka wpadła Wiolka.
– Zapomniałam! Przygotowałam paczkę z medykamentami dla rodziców i zostawiłam.
– Właśnie miałam zamykać. – Klara myślami była już zupełnie gdzie indziej, w wynajmowanym mieszkanku, przy laptopie, gmerającą w internecie.
– Hej, hej, co jest? – Wiolka przywołała ją do rzeczywistości.
– O co pytasz?
– Zamyślona i poważna, coś cię trapi. – Nowa znajoma była równie dobrą obserwatorką.
– Nic takiego… – Klara machnęła ręką, sięgając po laptopa i torebkę.
– Hola, hola! Chodź, pójdziemy na drinka, pogadamy.
– Ale…
– Żadnego „ale” i wymówek w stylu „spieszę się” lub „mam mnóstwo roboty”. Rozmowa dobrze ci zrobi, a jutro ja siedzę w sklepie, więc będziesz mogła zająć się swoimi sprawami.
– Może twój pomysł jest dobry.
– Znakomity, jak każdy. – Wiolka puściła oko i roześmiała się szczerze. Zamknęły sklep, by po chwili spacerkiem ruszyć w stronę najbliższego pubu.
Kiedy już zajęły stolik i rozsiadły się przy drinkach, które zamówiła Wiolka, Klara poczuła nagle impuls, który nakłonił ją do zwierzeń. Wiedziała, że może zaufać nowej koleżance, sprawdziła jej portret, poza tym intuicja podpowiedziała. A nawet gdyby pomyliła się w swej ocenie, była w obcym mieście, samotnie borykała się z problemem, który ją przerastał, i potrzebowała z kimś o tym porozmawiać. Zanim tu przyjechała, miała nadzieję, że tym kimś będzie jej siostra Anastazja. Ana jednak miała inny pomysł na dalsze życie po tym, co obie przeżyły. Klara nie mogła jej za to winić.
– Mów, co cię trapi. Może będę mogła jakoś pomóc. – Wiolka zachęciła do zwierzeń.
– Nie wiem, czy jesteś gotowa na to, co usłyszysz – zaczęła nieśmiało Rzędzińska.
– Ja? No to teraz jeszcze bardziej mnie zaintrygowałaś.
– Zanim tu przyjechałam, mieszkałam…
– Na wsi, wiem, mówiłaś. I że nie było tam dla ciebie miejsca, więc postanowiłaś gdzie indziej rozpocząć nowe życie i zająć się pracą połączoną z pasją.
– Nie do końca taki był powód…
– Uciekłaś od męża despoty? – zażartowała koleżanka.
– Nie. To długa historia, nie chciałabym cię zanudzić…
– Zwariowałaś? Mamy mnóstwo czasu i drinków. Co się stało w tej twojej wiosce?
– Żyłam tam i mieszkałam, mając cudowne życie. Jak mówiłam wcześniej, wtedy również zajmowałam się ziołami, pracowałam w sklepie zielarskim i zgłębiałam numerologię. Aż pewnego dnia poznałam przyjezdnego mężczyznę, Adama…
– Wiedziałam! Faceci zawsze wciągają nas w jakieś bagno – oznajmiła Wioletta takim tonem, że koleżance zapaliła się czerwona lampka. Później się tym zajmę – pomyślała Klara. Przyjdzie kolej i na zwierzenia Wiolki…
– On mnie nie wciągnął w bagno. Sama to zrobiłam. Miał problemy, a ja chciałam mu pomóc. Zafascynował mnie i straciłam dla niego głowę. Szybko się jednak okazało, że nie wszystko da się rozwiązać i że ja sama tkwię po pachy w gównie…
– Cóż za język! W końcu robi się ciekawie… Co okazało się tym „gównem”?
– Brat, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Mój tatuś, który zakatował mamę na śmierć. Okazało się, że mam jeszcze bliźniacze siostry!
Powiedziała to w końcu. Wyrzuciła z siebie prawdę, której nie chciała zaakceptować. Dopiła drinka, czując przyjemne ciepło w żołądku i spojrzała na Wiolkę. Ta również wychyliła trunek do końca, stwierdzając krótko:
– Zaraz wracam.
Klara pomyślała, że koleżanka postanowiła uciec, lecz ta jedynie uzupełniła procenty.
– Po kolei. Rozumiem, że wcześniej nie wiedziałaś o tym?
– Nie, nie miałam pojęcia, że moi rodzice mnie adoptowali. Zginęli w tragicznym wypadku samochodowym. Na szczęście byłam już wtedy dorosła. Jakoś udało mi się otrząsnąć i poukładać swoje życie. Było mi dobrze przez lata, choć kiedy poznałam Adama, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę byłam samotna.
– Dlaczego nie było happy endu?
– Do mych drzwi zapukał zakonnik, a właściwie sam diabeł w przebraniu mnicha. Okazało się, że jest moim rodzonym bratem i… mordercą!
Koleżanka zamarła, a szklanka zatrzymała się w drodze do ust.
– Robi się mrocznie. Wywal to z siebie do końca, poczujesz się lepiej.
– Jesteś pewna, że chcesz tego słuchać? – Klara dopiła resztkę drinka duszkiem, żeby dodać sobie animuszu. Poczuła lekki zawrót głowy.
– Kochana! Jestem twardsza, niż myślisz. Wiele w życiu przeszłam, złego też. Nie wystraszę się, obiecuję.
– Mój biologiczny ojciec był alkoholikiem, który znęcał się nad mamą. Kiedy była w siódmym miesiącu ciąży, tak ją pobił, że lekarze musieli rozwiązać ciążę, ale w konsekwencji mama zmarła. Świadkiem tego zdarzenia był mój starszy brat. Przerażony uciekł do naszej babci. Mama urodziła mnie i moje dwie siostry, ale nas rozdzielono. Stało się to po tym, jak Darek wrócił po kilku latach i zabił ojca. To nie było jego pierwsze zabójstwo.
– Brat morderca nie jest tym, kim chcemy się chwalić na lewo i prawo.
– Dokładnie.
– Ale poczekaj… Dlaczego przyszedł do ciebie w przebraniu mnicha?
– Prowadził w klasztorze taki dom dla potrzebujących, biednych, bezdomnych, także dla dzieci, które były na gigancie. Siostry zakonne go prawie czciły. – Klara prychnęła. – Wspaniała przykrywka, nieprawdaż?
– A pod tą fasadą co?
– Małe dziewczynki sprzedawał do burdeli, a innym wycinał narządy i handlował nimi. Na tym krwawym interesie zarabiał krocie…
– Ja pierdolę… – wystękała Wiolka i duszkiem opróżniła zawartość szklanki.
Tego wieczoru w klubie „Scena 54” muzykę puszczał DJ Jakiś. Anastazja Stec nie znała ani gościa, ani rodzaju muzyki i tak naprawdę było jej wszystko jedno. Ważne, że alkohol szumiał w głowie i że można było potańczyć.
DJ musiał cieszyć się sporą popularnością, bo panienek w skąpych strojach i przytulających się par było na parkiecie sporo. W kieszeni jej krótkiej, ledwie zakrywającej pośladki sukienki, zawibrował telefon. Pod nosem rzuciła przekleństwo, bo czarne szpilki o niebotycznie wysokich obcasach dawały jej się we znaki. Palce bolały i aż prosiły o zrzucenie obuwia. Spojrzała na wyświetlacz: jej partner z pracy, Radosław Konor. Piąte połączenie, które piąty raz odrzuciła. Poprawiła kok z kręconych włosów, zrobiony na szybko przed wyjściem, który co chwilę uwalniał się spod gumki. Dopiła drinka, żeby go nie zostawiać bez nadzoru na stoliku, i wyszła na parkiet. Czuła się znakomicie, kręcąc biodrami, w ogóle nie zważając przy tym, czy tańczy do rytmu. Poruszające się na parkiecie ciała, oświetlane migającym światłem stroboskopów, sprawiały wrażenie zwalniających, a nawet chwilami zatrzymujących się bezwiednie. Anastazja śmiała się na cały głos. Dopiero gdy muzyka zwolniła, a ona poczuła, że ma bąble na palcach stóp, wróciła do baru. Zamówiła kolejnego drinka i zaczęła się rozglądać. W końcu jednak doszła do wniosku, że z tego miejsca nie zobaczy loży z niebieskimi siedzeniami. Ten widok interesował ją najbardziej. A raczej siedzący tam ludzie. Zabrała szklankę z alkoholem i ruszyła w wybranym kierunku. Poruszając się w rytm muzyki, znalazła się na tyle blisko, żeby omieść wzrokiem siedzących tam gości. Bingo – pomyślała, gdy jej spojrzenie zatrzymało się na wysokim, umięśnionym mężczyźnie, z ciemnymi, bardzo krótko przyciętymi włosami. Kiedy w głośnikach rozbrzmiał kolejny, dla odmiany spokojny utwór, podeszła do stolika i ostentacyjnie odstawiła nań szklankę. Wszyscy siedzący spojrzeli na nią, ale ona wpatrywała się tylko w człowieka z blizną na policzku.
– Zatańczymy? – zapytała, patrząc mu wyzywająco w oczy.
– Znamy się? – zapytał sucho.
– Nie, ale zaraz ten fakt naprawimy. – Uśmiechnęła się znacząco i oblizała usta. Mężczyźni przy stoliku zaczęli gwizdać. Mięśniak zgromił ich wzrokiem i wstał.
– Anastazja – przedstawiła się, kiedy już objął ją władczo w pasie.
– Mikołaj – szepnął jej do ucha.
Ana się roześmiała. Facet mógł zabić gołą dłonią lub pozbawić kogoś przytomności w sekundę.
– Wiem, Miki, chyba wolisz, jak tak cię nazywają? – Spojrzała mu w oczy. W bardzo mocnym uścisku, w jakim się znaleźli, poczuła zapach drogiej wody kolońskiej.
– Jesteś policjantką? – Jego oczy były bardzo ciemne, a twarz przybrała surowe rysy.
– Policyjną profilerką, ale zaraz nie będę, bo pewnie mnie wywalą.
– Czego chcesz? – Odsunął ją od siebie, jakby parzyła. Jego spojrzenie stwardniało. Ana postawiła na szczerość od samego początku, bo żadne gierki z tym człowiekiem nie wchodziły w grę.
– Potrzebuję twojej pomocy.
– Jesteś pijana.
– Jestem na tyle trzeźwa, żeby wyjaśnić, czego chcę. Czy możemy porozmawiać na zewnątrz?
Otaksował ją z góry na dół. Widziała w jego oczach, że mu się podoba. Pociągnął ją za rękę w stronę wyjścia.
Na zewnątrz, mimo że dochodziła dwudziesta trzecia, było cudownie orzeźwiająco. Uwielbiała czerwiec, szczególnie nocą. Miki poczęstował ją papierosem. Odmówiła.
– Nie masz czegoś innego? – zapytała i skierowała kroki ku najbliższej ławce. Podążył za nią, a ona z ulgą pozbyła się butów.
– Nie handluję prochami.
– Wiem, byłeś komandosem w GROM-ie. I jesteś mistrzem aikido, taekwondo i jakiejś tam krew magi. – Język jej się plątał. Mikołaj mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, choć na myśl o tym, że ta ruda laska go sprawdzała, czuł irytację.
– To się nazywa krav maga, skarbie.
– Już przechodzimy na wyższy stopień znajomości? Szybki jesteś. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła mu z dłoni papierosa. Zaciągnęła się mocno.
– Mam cię przelecieć? – zapytał rozbawiony, czując jednocześnie pożądanie.
– Słodki jesteś, ale nie wiem, czy podołasz.
– Takie laski jak ty zjadam na śniadanie – skwitował z pogardliwym uśmieszkiem.
– Może dam ci szansę. – Oblizała wargi. – Ale najpierw interesy.
– W pierwszej kolejności powiesz mi: skąd o mnie tyle wiesz? – zapytał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Przypadkiem natrafiłam na twoje akta. Nie za grube, co prawda, ale coś tam jednak znalazłam.
– Przypadkiem? – zapytał sceptycznie.
– Szukam kogoś takiego jak ty.
– Sporo mam na sumieniu, ale teraz prowadzę legalny biznes. Nie bawię się w żadne ciemne sprawki. Uczę ludzi, jak przeżyć na ulicy.
– I tego właśnie masz mnie, kurwa, nauczyć… Proszę.
– A masz jakieś doświadczenie?
– Żadnego. Raczej w papierach siedziałam.
– Zakładając hipotetycznie, że potraktuję cię poważnie, ile mamy czasu?
– Niewiele… Dlatego przyszłam do ciebie. Niektórzy mówią, że jesteś najlepszy. Obiecuję, że będę bardzo pojętną uczennicą. – Otaksował ją wzrokiem, a potem odparł: – Nie wątpię. Widzę, że bardzo ci na tym zależy. Coś ci grozi?
– Możliwe.
– Jesteś policjantką, robisz portrety psychopatów, to ci nie wystarczy?
– Nie tym razem… Poza tym… – Usiadła mu na kolanach i spojrzała w oczy. – Potrzebuję kogoś zabić – wyszeptała namiętnie, a potem wsunęła język w usta mężczyzny.
W sali odpraw komisariatu przy ulicy Korczaka, Bielecka, stukając obcasami o parkiet, nerwowo spoglądała na smartwatcha. Obecni już funkcjonariusze Grzegorz Mroczkiewicz i Dawid Zapała z zespołu dochodzeniowo-śledczego udawali, że przeglądają akta sprawy. W końcu pojawił się Hardykowski.
– Kurwa! Nareszcie! – Szefowa spojrzała na niego z wściekłością.
– Byłem w domu ofiary – wyjaśnił Hardy spokojnym tonem i podszedł do ekspresu po porcję espresso.
– Czego się dowiedziałeś?
– Niewiele. Matkę zabrało pogotowie. Ojciec zdołał wyjaśnić, że córka była umówiona z przyjaciółką… – Spojrzał w notatki w swoim telefonie. – Z niejaką Marzeną Nowak. Dziewczyny miały spędzić noc razem, w domu Marzeny.
– Ale chyba nie spędziły!
– Tego dowiemy się z nagrań monitoringu lokali przy molo – powiedział Zapała.
– Oczywiście już nad tym pracujecie? – Iwona spojrzała na Dawida.
– Pracujemy – odparł tylko dlatego, żeby nie wchodzić z nią w żadną polemikę.
– Świetnie! Chcę mieć nagrania, ostanie logowanie telefonu, przesłuchanie tej Marzeny. Gdzie ona jest?
– Zleciłem już chłopakom, żeby to ustalili. Kurwa! Iwona, nie mogę być jednocześnie w pięciu miejscach. Powiedziałaś przez telefon, że zwołujesz pilną naradę.
– Nie mamy jeszcze pełnej ekspertyzy. Wstępnie wiemy, że ofiara została uduszona. Zlecili toksykologię.
– Więc co cię tak wkurzyło?
– To! – Bielecka rozłożyła przed nimi zdjęcia ofiary, które dostała z prosektorium. – Co to do cholery jest?!
Mężczyźni przyjrzeli się zdjęciom. Jedno z nich przedstawiało zamordowaną ułożoną brzuchem do stołu. Na plecach miała coś, co na pierwszy rzut oka mogło uchodzić za tatuaż…
– Dziara? – podsunął Mroczkiewicz.
– Jeśli tak, to w życiu nie widziałam głupszej – skomentowała Bielecka.
– Ludzie różne rzeczy umieszczają na ciele: w czym ten byłby głupszy od delfinka w serduszku czy zdania w stylu „Kocham Zosię forever”? – Grzegorz spojrzał na szefową, ale ta zgromiła go wzrokiem.
– To nie jest tatuaż. Krystian przekazał mi przez telefon, że to rysunek wykonany najprawdopodobniej permanentnym markerem. Zaczął schodzić podczas mycia, po skończonych oględzinach zewnętrznych.
– Czyli nie taki permanentny jak reklamują… – Grzegorz jak zwykle nie mógł się powstrzymać od żartu. Wszyscy, prócz Bieleckiej, byli przyzwyczajeni do jego dowcipnego stylu bycia.
– Może to jakiś nowy trend wśród młodych? – zapytał Marek, powstrzymując kobietę przed rzuceniem w Mroczkiewicza dziurkaczem.
– Trzeba przesłuchać przyjaciółkę.
– Zajmę się tym, zaraz jak skończymy.
– W takim razie bierzcie się do roboty – wydała polecenie. Hardy zaczekał, aż koledzy opuszczą pomieszczenie, a potem zapytał:
– Coś taka wściekła jak osa?
– Kiedy wracałam z plaży do samochodu, wydawało mi się, że mignęła mi postać Jędrzeja.
– Stary, poczciwy Jędrzej… Nie może żyć bez pracy, nawet na emeryturze. Wszędzie coś wywęszy.
– Więc nie muszę ci mówić, że jeśli był na miejscu, za chwilę cały internet obiegnie wiadomość, że mamy trupa.
– Iwona, wiesz dobrze, że każdy z gapiów mógł pstryknąć zdjęcie i wrzucić do sieci.
– Wiem, ale Jędrzej zrobi z tego sensację. A my nic nie wiemy.
– Spokojnie, dowiemy się. – Już miał wychodzić, kiedy odwrócił głowę w jej stronę i dokończył: – Ten rysunek na plecach ofiary… To nie dziewczęce wygłupy. On coś oznacza…
Przy czwartym drinku Klarze plątał już się język. Za to Wiolka miała jakiś wstępny obraz tego, co spotkało koleżankę. Żyła sobie spokojnie we wsi Leśna, choć czasem spokój ów zakłócał któryś z mieszkańców, posądzając kobietę o konszachty z samym diabłem. Nie wiedziała, że ma siostry rozdzielone we wczesnym dzieciństwie. Aż do dnia, w którym poznała byłego kierowcę rajdowego i się zakochała. To był początek lawiny, która rozkręcała się z każdym dniem coraz bardziej. W niedalekiej wsi Łowoszów rodzony brat Klary działał pod przykrywką duchownego. Jako brat Darius, Darek Talarek skutecznie „walczył” z demonami przeszłości. Los nie był dla niego łaskawy.
Dorastał w domu pełnym przemocy. Był świadkiem znęcania się nad ukochaną mamą przez ojca alkoholika. Jedyną osobą w jego życiu, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa, była babcia Józefina Trzęsimiech. To właśnie do niej uciekł, w noc, kiedy ojciec tak strasznie skatował żonę, że ta trafiła do szpitala. Nie wyszła z niego. Lekarze rozwiązali ciążę przez cesarskie cięcie i na świecie pojawiły się trzy dziewczynki. Klara, Anastazja i Ewelina. Ta ostatnia na skutek pobicia cierpiała na porażenie mózgowe. Kiedy chłopak dowiedział się, że jego mama umarła, przestał mówić. Uciekł od babci. Tułał się samotnie w lesie, aż wycieńczony padł. Chłopca znalazło małżeństwo, które otoczyło go opieką. A kiedy Darek przypomniał sobie wyparte wcześniej na skutek szoku wydarzenia ze swojego życia, wrócił do rodzinnej wioski. Jako trzynastolatek, pozbawiony zupełnie empatii, zabił ojca. Jedynym czego pragnął, było odzyskanie sióstr. Jednakże tak się nie stało. Stracił je, umarła ukochana babcia, a on sam trafił do klasztoru. Tego samego, w którym rządy objął już jako dorosły mężczyzna.
– W jaki sposób łączą się te wydarzenia z twoim Adamem?
– Przyjechał do mojej wioski, żeby się ukryć i zastanowić, jak się wyplątać z kłopotów. Pożyczył pieniądze od jakiegoś gangstera na przeszczep nerki dla chorej córki. Jej stan pogarszał się z każdym dniem. Jak to zrozpaczony ojciec, szukał pomocy wszędzie, aż wplątał się w proceder nielegalnych przeszczepów. Dług okazał się niemożliwy do spłacenia, aż w końcu mafia zaproponowała mu, że może te pieniądze odpracować, jeżdżąc dla nich jako kierowca… – Klarze się odbiło i poczuła, że jej żołądek mówi stanowcze „dość”.
– Jako kierowca? – Wiolka znacząco podniosła brew.
– Tak, kazali mu przewozić organy…
– Chryste! Co za historia. Ale nadal nie rozumiem…
– Na czele tej organizacji stał mój brat, chwytasz? On tym wszystkim kręcił. Pewnego dnia przyjechał mi do domu i udawał, że potrzebuje mojej pomocy przy ziołach, chcąc zwabić mnie do klasztoru. Próbowałam się wykręcić. Udawał zakonnika, ale moja intuicja aż krzyczała, że powinnam się mieć na baczności. W końcu stracił cierpliwość. Porwał mnie i Adama, i tam na miejscu odkrył wszystkie karty. Poznałam moją siostrę Ewelinę, która cierpiała na porażenie mózgowe. Dariusz opiekował się nią, a raczej robiły to siostry zakonne. I oznajmił, że jest jeszcze Anastazja, która wkrótce do nas dołączy – Klara roześmiała się pod wpływem działającego w organizmie alkoholu…
– Nie dane mi było długo nacieszyć się możliwością przebywania z siostrą. Mój cudowny braciszek miał swój plan na to, jak zwabić do nas Anastazję, która pracowała w katowickiej policji jako profilerka. Upozorował moją śmierć, żeby wszyscy we wsi myśleli, że to ja jestem ofiarą, a zamordował Ewelinę. Z zimną krwią odebrał jej życie…
Klara poczuła łzy napływające do oczu. Wiolka położyła swoją dłoń na dłoni przyjaciółki.
– Strasznie mi przykro. Ta historia jest wstrząsająca.
– Jeszcze się tym chełpił! Twierdził, że uwolnił naszą siostrę od męczarni! Prowadzący śledztwo komisarz Jaworek przyjaźni się z policjantem z Katowic, partnerem Anastazji. I kiedy wysłał mu moje zdjęcie, Radosław i Anastazja przyjechali do Leśnej.
– Twoja siostra również nie wiedziała o waszej rodzinie?
– Nie, bo cierpiała na amnezję. A cierpiała na nią dlatego, że jako dziecko była świadkiem zabójstwa ojca. Darek nie miał pojęcia, że ona weszła do domu w momencie, kiedy on…
– Rozumiem… – Wiolce zrobiło się przeraźliwie smutno na myśl, że ludzie muszą nosić tak ogromny bagaż cierpienia.
– Chcę do domu – oznajmiła Klara.
– Dobrze, zadzwonię po taksówkę. – Kiedy Wiolka załatwiała transport, Klara zamknęła oczy i zobaczyła twarz Adama.
– Nie możemy się rozdzielić.
– Kocham cię i dziękuję za każdy dzień, który mi podarowałaś… – Rozpłakała się. – Hej – uniósł jej podbródek i otarł łzy. – Jesteś silna, dasz radę.
– Mój brat nas rozdzielił. Nie wiem, co się stało z Adamem. Anastazja rozgryzła zagadkę i dołączyła do nas. Dariusz miał wizję. Chciał, żebyśmy z nim wyjechały i w końcu byli prawdziwą rodziną. Miał na tym punkcie obsesję. Nie udało mu się, bo próbowałam go zabić…
Anastazję obudził lekki ból głowy, który absolutnie nie przeszkadzał w napawaniu się zwycięstwem. Udało jej się przekonać Mikołaja, żeby ją uczył. Pierwszy krok wykonała… Ogromnie z siebie zadowolona, włączyła Eye of the Tiger zespołu Survivor. Na cały regulator, nie przejmując się sąsiadami. Nalała odrobinę whisky, żeby poczuć się lepiej. Pierwszy trening miał się odbyć wieczorem, więc uznała, że trochę alkoholu nie zaszkodzi. Śpiewając pod nosem wraz z wokalistą, tanecznym krokiem udała się pod prysznic…
Radosław Konor, wściekły jak osa, zaklął na cały głos w samochodzie. Wprawdzie standardowe korki na ulicach Katowic nie stanowiły żadnej nowości, jednak coraz częściej rozważał przeprowadzkę w jakieś bardziej ustronne miejsce. Myślał o obrzeżach miasta. Jednocześnie miał świadomość, że ulica Lompy, przy której mieściła się komenda, już zawsze będzie zakorkowana. Był w połowie drogi, kiedy zadzwonił kolega.
– Szef chce cię widzieć w trybie natychmiastowym – zakomunikował.
– Jadę!
– Lepiej się pospiesz. Nie jest w najlepszym humorze…
Inspektor Biedrzyń, pełniący funkcję komendanta, otaksował Radosława wzrokiem, po czym gestem wskazał krzesło.
– Zwłoki znalezione w krzakach przy lotnisku Muchowiec, od dziś stanowią dla ciebie priorytet. Przydzielam ci sprawę, a za piętnaście minut dołączy do ciebie podkomisarz Sebastian Sowa. Od tej pory twój partner.
– Moją partnerką jest Anastazja Stec… – zaczął Konor.
– Już nie! Została zwolniona dyscyplinarnie. – Inspektor położył akta osobowe kobiety na biurku. – Pewnie i tak się nie pofatyguje. Możesz jej przekazać.
– Szefie…
– Dość! Moja cierpliwość się skończyła dla kogoś, kto całkowicie olewa swoje obowiązki, ignoruje telefony, nie raczy nas powiadomić, z jakiej przyczyny nie przychodzi do pracy. I nie wysilaj się, żeby kolejny raz ją usprawiedliwiać. Masz szansę na awans, zajmij się robotą. – Ton komendanta był ostry i dobitny. Dał do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca.
Konor zabrał teczkę z dokumentami i opuścił pokój. Podszedł do sekretarki przełożonego, Sandry Lewickiej.
– Mam prośbę… Gdy pojawi się Sebastian Sowa, przekaż mu, żeby jechał na Muchowiec. Tam się spotkamy. Muszę jeszcze coś załatwić.
– Jasne – odparła kobieta. Konor odwrócił się na pięcie, żeby wyjść.
– Radek…
– Tak?
– Przykro mi… – powiedziała sekretarka. Mężczyzna skinął głową, zdając sobie sprawę, że na komendzie wszyscy już wiedzieli o wylaniu jego partnerki.
Kiedy znalazł się na zewnątrz, zaklął siarczyście dwa razy, zapalił papierosa i wykręcił numer Anastazji. Miała wyłączony lub rozładowany telefon. W tej sytuacji wsiadł do samochodu i skierował się w stronę jej mieszkania.
Już pod drzwiami dało się słyszeć muzykę puszczoną na cały regulator. Zadzwonił, potem załomotał w drzwi raz, drugi, trzeci, aż w końcu gospodyni raczyła je otworzyć.
– To ty – powiedziała na jego widok, trzymając w dłoni szkło z kolejną porcją whisky. Miała mokre włosy, a na sobie luźny dres.
– Spodziewałaś się kogoś innego? – zapytał i wszedł, nie czekając na zaproszenie. Pierwsze co uczynił, to wyłączył muzykę. Ana, nie przejmując się jego obecnością, rozsiadła się wygodnie w fotelu.
– Dzwoniłem kilka razy…
– Byłam zajęta.
– Aż tak, że nie mogłaś oddzwonić?
– Aż tak – uśmiechnęła się z sarkazmem.
– Kim on jest? – Radek usiadł naprzeciwko, starannie ukrywając emocje.
– Daj spokój! Nie zachowuj się jak zazdrosny mąż.
– Nie jestem ani twoim mężem, ani nawet kochankiem. Jestem kimś, kogo potrzebowałaś do rozładowywania swoich frustracji, wyżywając się seksualnie w łóżku. Teraz wyżywasz się z kimś innym? – Cierpiał, mówiąc te słowa, a Anastazja wiedziała, że zrani go jeszcze bardziej.
– To nie jest twoja sprawa! – odparła.
– Masz rację. Nie jest! Nie jestem już nawet twoim partnerem. Wylali cię! – Rzucił na stolik jej akta. Obojętnym wzrokiem spojrzała na dokumenty, a potem na niego.
– Tak będzie lepiej – stwierdziła.
– Dla kogo? – Kucnął przed nią i spojrzał w jej oczy. Kochała te oczy, twarz i jego całego na swój poraniony, specyficzny sposób. Ale wiedziała, że to miłość toksyczna. Przez swoją traumę nie była w stanie stworzyć z nikim normalnej relacji. Próbowała. Był taki moment, w trakcie śledztwa na wsi, gdy wydawało się jej, że pokonała swoje demony, gdy odzyskała pamięć. Tymczasem demony okazały się silniejsze, wróciły. Był tylko jeden sposób, żeby je pokonać. Nie mogła jednak angażować w swoje plany ani Radka, ani siostry…
– Dla nas – odparła i dotknęła jego policzka. Wstał jakby rażony prądem.
– Co ty chcesz zrobić?
– Nic. Nie chcę już pracować w policji. Ot cała tajemnica.
– Porzuciłaś pracę. Myślisz, że teraz tak łatwo znajdziesz inną?
– Idź już, proszę, chcę być sama.
Konor spojrzał na nią z ostatnią nadzieją, że to się tak nie skończy, lecz ona podeszła do drzwi wyjściowych i otworzyła je.
– Idź już. Nie mam czasu – powiedziała zimno. Radosław Konor wyszedł…
Zamknęła za nim drzwi, oparła się o nie plecami i zamknęła oczy. Łzy same pociekły, aż w końcu wybuchła spazmatycznym płaczem, siadając na podłodze.
– Wybacz mi… – wyrzuciła z siebie między jednym spazmem a drugim.
W pomieszczeniu panował półmrok. Jedyne źródło światła dawała mała lampka, która oświetlała stolik. Siedzący przy nim Darius, pogrążony w myślach, kontemplował ostatnie wydarzenia. Upił łyk Macallana – najlepszej whisky, jaką w życiu pił. Dostał ją w prezencie od Santiago Gonzáleza Ortegi jako przypieczętowanie ich przyszłych interesów. W tle rozbrzmiewał KAT: Ja nie skamlę. Nie – ja pluję w twarz. Jestem śmieszny Czort. Więc śmieję się.
Uśmiechnął się pod nosem. Ktoś zapukał. Do pokoju wszedł Bruno i jakiś młody mężczyzna. Mógł mieć z dwadzieścia lat, nie więcej.
– Szefie, to jest… – zaczął Bruno, ale gospodarz mu przerwał.
– Żadnych nazwisk! Nie interesuje mnie, jak się nazywasz – zwrócił się do „młodego”. – Interesują mnie dwie kwestie, czyli dobrze wykonana robota i lojalność. Za pierwszą sowicie wynagrodzę, za brak drugiej zabiję, jasne?
– Jak słońce – odparł mężczyzna bez większego strachu. Wiedział od Bruna, kim będzie jego pracodawca. Potrzebował kasy, był cholernie dobrym hakerem i miał wielkie ambicje dorobienia się w życiu, ale bez większego wysiłku.
– Wchodzisz w to?
– Co mam zrobić? – odparł w odpowiedzi i dodał: – Szefie…
Darius uśmiechnął się, bo już polubił chłopaka. Gestem zaprosił go, aby usiadł.
– Na początek mam dla ciebie dwa zadania.
– Po pierwsze potrzebuję listę kobiet mieszkających w Gdyni, w wieku między osiemnaście a powiedzmy… trzydzieści lat. I koniecznie muszę znać ich PESEL.
– Yyy, trochę tego będzie.
– Wiem. Myślę, że najprościej byłoby się włamać do Urzędu Stanu Cywilnego. Nie wiem, jakie mają tam zabezpieczenia systemowe.
– Sprawdzę, ale jestem prawie pewien, że da się zrobić. – Krystek, a tak go wołali znajomi, wytrzeszczył zęby w uśmiechu. Na brak pewności nie narzekał.
– Znakomicie.
– A drugie zadanie?
– Klara Rzędzińska… – Darius położył na stoliku zdjęcie. – Ustal mi, gdzie obecnie przebywa. Rok temu mieszkała we wsi Leśna obok Olesna. Mogło się to zmienić.
– Robi się, szefie. Gdzie mógłbym się zainstalować ze swoim sprzętem?
– Bruno ci wszystko pokaże…
Jadwiga Żądło nakrywała do stołu, kiedy do kuchni wszedł Zbigniew, jej mąż.
– Wspaniale pachnie, kochanie – cmoknął żonę w szyję. – Gulasz? – zapytał. Pani Żądło skinęła głową. – Zawołaj dziewczyny.
Rodzina w komplecie zasiadła do niedzielnego obiadu, lecz sielska atmosfera nie trwała długo.
– Mamo, pamiętasz, że jutro mamy przymiarkę? – zapytała Marta, starsza córka. We wrześniu miał się odbyć jej ślub.
– Oczywiście. – Jadwiga uśmiechnęła się czule, po czym swój wzrok skierowała na młodszą latorośl.
– Aguś? Na pewno nie chcesz skorzystać z usług krawcowej? Ma doprawdy świetne pomysły, a przecież… – Agnieszka nie dała dokończyć matce.
– Nie! Sama sobie zorganizuję sukienkę.
– Mamo, zostaw ją w spokoju. Nie będziemy jej zmuszać. – Marta próbowała zapobiec rodzinnej awanturze. Ostatnio jej siostra zrobiła się nad wyraz nerwowa, krytykowała wszystko, a nawet wpadała w furię. Domownicy nie bardzo wiedzieli, co z tym faktem począć. Agnieszka była zadowolona z tego, jak poszły jej egzaminy maturalne. Pełna optymizmu czekała na wyniki. Nikomu z członków rodziny nie były znane powody jej nagłych i niespodziewanych ataków furii.
