Wilczy król - Palphreyman Lauren - ebook + audiobook + książka

Wilczy król ebook i audiobook

Palphreyman Lauren

4,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

307 osób interesuje się tą książką

Opis

Gdy księżniczka zostaje porwana przez alfę, zaostrza się konflikt między ludźmi a wilkołakami. Szybko pojawia się zakazane przyciąganie…

Księżniczka Aurora pragnie uciec z pałacu i uniknąć małżeństwa, które zostało dla niej zaaranżowane.

W noc poprzedzającą jej ślub odbywają się walki psów, podczas których schwytane wilkołaki są zmuszane, by walczyć dla rozrywki. Księżniczka ratuje życie młodego wilka, a to przyciąga uwagę potężnego alfy, który miał zabić chłopca. Wtedy wszystko się zmienia.

Gdy tej samej nocy alfa ucieka, porywa Aurorę i zabiera ją na dzikie tereny po północnej stronie granicy, gdzie niegdyś zwaśnione ze sobą wilkołacze klany zaczynają się jednoczyć. Według niego Aurora jest kluczem do zwyciężenia wojny z ludźmi.

Jednak z upływem czasu rozwija się wzajemne, zakazane przyciąganie. A gdy Aurora dowiaduje się, że nie wszystkie wilkołaki są złe, alfa odkrywa, że grozi jej niebezpieczeństwo nie tylko ze strony jego wrogów, lecz i tych, których postrzegał jako przyjaciół.

Po obu stronach są potwory, wojna między ludźmi a wilkołakami staje się coraz bardziej krwawa, tymczasem między księżniczką a wilkołakiem rodzi się niezaprzeczalna namiętność. Czy ich historia zakończy się miłością? Czy spotka ich tragedia? Czy Aurora kiedykolwiek wróci do domu? I czy ona w ogóle tego chce? 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 449

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 13 godz. 17 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Magdalena Emilianowicz

Oceny
4,5 (69 ocen)
46
14
7
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Elizasalwin

Nie oderwiesz się od lektury

To książka o wilkołakach, która – jak dotąd – oferuje jeden z najbardziej wciągających i dopracowanych światów w nurcie romantasy. Intrygi budowane wokół bohaterów są fascynujące i wielowymiarowe, a stopniowe odkrywanie tajemnic skutecznie podsyca ciekawość. Autor nie zdradza wszystkiego od razu, co buduje napięcie i sprawia, że z każdą kolejną stroną chce się więcej. Choć osoby dobrze zaznajomione z fantastyką mogą zacząć domyślać się dalszych losów bohaterów, nie odbiera to przyjemności z lektury. Pierwszy tom nie wyjaśnia wszystkich zasad rządzących tym światem, co pozostawia czytelnika z przyjemnym niedosytem i naturalnie zachęca do sięgnięcia po kolejne części serii. To historia, która wciąga nie tylko rozbudowaną fabułą, ale także emocjami i relacjami między bohaterami, stanowiąc esencję romantasy. Nie mogę jednak przemilczeć sposobu podziału rozdziałów – zdecydowanie powinno być ich mniej, a za to dłuższe. Krótkie fragmenty momentami zaburzają płynność czytania i utrudniają pełn...
40
ewelinawachowska

Dobrze spędzony czas

Przewidywalna, ale bardzo dobrze się czytało, może trochę za „szybko” się wszystko działo, ale mimo to był to fajnie spędzony czas, chętnie sięgnę po następną część.
20
Aludka

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka , czekam na kolejne części ❤️
10
PKorpo

Nie oderwiesz się od lektury

Matko, jakie to było dobre. Proszę, kolejna część,ASAP
10
Anna12345678

Dobrze spędzony czas

Dość ciekawa historia, nieprzewidywalne zwroty akcji. Czyta się szybko i całkiem przyjemnie.
00



Tytuł oryginału: THE WOLF KING

Copyright © Lauren Palphreyman 2025

All rights reserved

Copyright for the Polish edition © 2026 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Ilustracja na okładce: Katt Phatt

Projekt: Lydia Blagden / TW

Redakcja: Paulina Jeske-Choińska

Korekta: Agnieszka Czapczyk, Lidia Kozłowska

Skład i łamanie: Teodor Jeske-Choiński

PR & marketing: Karolina Nowak

ISBN: 978-83-8441-302-9

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

SERIA: HYPE

1

Walki psów są barbarzyńskie.

Mówią, że walczący na ringu wręcz pławią się w przemocy. Mówią, że żyjący w nich wilk zawsze szuka ujścia. Nawet w taką noc jak dzisiejsza, gdy księżyc nie jest w pełni, a wilkołaki wyglądają jak ludzie.

Poza tym, czy nie zasługują na przemoc po tym wszystkim, co zrobili z naszymi ziemiami?

Z drugiej strony – ilu umrze? I po co?

Poruszam się na drewnianym krześle i ciągnę za kołnierzyk sukni, a następnie odgarniam zabłąkany kosmyk rudych włosów z twarzy. Gorąco tu. Za gorąco. Klaustrofobicznie.

Gdy dwa dni temu wysiadłam z powozu, surowy krajobraz Pogranicza przemówił do czegoś, co znajdowało się głęboko we mnie, choć jeszcze nigdy nie byłam tak daleko na północy.

Na samą myśl o tym, co znajduje się za murami, pragnę zerwać z siebie suknię i uciec z pałacu. Chcę brnąć przez wysokie trawy i czuć mniszki lekarskie między palcami stóp. Wdychać upojny zapach sosen i słyszeć wycie wiatru szalejącego w górach.

Zamiast tego biorę łyk wody i kładę mocno splecione dłonie na kolanach. Staram się nie wzdrygać na dźwięk pękających kości, który niesie się przez Wielką Salę, gdy jeden z mężczyzn zostaje rzucony na podłogę. Krew rozbryzguje się na kamiennej płycie tuż obok moich aksamitnych butów.

Lord Sebastian siedzący po drugiej stronie mojego ojca zerka na mnie, a w jego oczach pojawia się coś okrutnego i głodnego, gdy widzi mój dyskomfort.

Zastanawiam się, czy myśli o jutrzejszej nocy, naszej nocy poślubnej.

To przyprawia mnie o jeszcze większe mdłości niż walka.

– Twoja córka tego nie aprobuje, wasza wysokość – zwraca się do mojego ojca, tylko po części źle interpretując niesmak, który muszę mieć wymalowany na twarzy.

– To kobieta – odpowiada mój ojciec.

Aż się jeżę. Oczywiście, że tylko to widzi, gdy na mnie patrzy.

Nie ma znaczenia, ilu lordów do niego przekonałam samymi słowami albo w ilu balach uczestniczyłam, by odwracać uwagę swoją urodą, gdy on przygotowywał się do wojny.

Nie ma znaczenia, że zgodziłam się na to małżeństwo, by wzmocnić jego królestwo.

– Oczywiście – przytakuje Sebastian i odchyla się na oparcie, jakby w ogóle nie widział korony na czubku siwej głowy mojego ojca. – Te stworzenia są odrażające dla płci pięknej. Choć twoja córka z pewnością czerpie przyjemność z tego, że wzajemnie się zabijają. Wilcze klany od wieków pustoszą nasze ziemie. Mordują, znieprawiają, kradną. Każdą samotnie podróżującą kobietę, która miała nieszczęście spotkać jedną z tych bestii, spotyka los gorszy niż śmierć. – Unosi brew. – Jeśli wasza wysokość wie, co mam na myśli.

– Wiem – odpowiada mój ojciec.

Sebastian popija piwo.

– Choć zgaduję, że dzięki mojej armii strzegącej granicy wasze kobiety nie spotykają wielu wilkołaków na południu.

– Godny poszanowania obowiązek w służbie naszemu wspaniałemu królestwu. – Ojciec nawet nie zerka na lorda. – I taki, który wiąże się z sowitą nagrodą.

– Och, w istocie. – Spojrzenie Sebastiana ciemnieje.

Staram się nie wzdrygnąć. Nakazuję ciału, by pozostało w bezruchu i stanowiło zaledwie naczynie dla duszy. Pozwalam, by mój umysł uciekł w kierunku dzikich gór, choć nigdy sama tam nie zawędruję. Choć na zawsze pozostanę więźniem pałacowych murów i ciała kobiety.

Więźniem. Albo nagrodą. Tylko tym zawsze byłam. A gdy poślubię lorda w zamian za jego dalszą współpracę z moim ojcem, stanę się jednym i drugim.

– Jeśli jednak odczuwa jakiś sentyment w stosunku do tych istot…

– Nie odczuwa.

– Mimo wszystko powinna wiedzieć, że chodzi nie tylko o to, że ta bestialska agresja jest w ich naturze. W walce jest coś chwalebnego – mówi Sebastian. – Ludzie zamieszkujący Pogranicze znają nazwiska najlepszych wojowników. A tych, którzy wygrają dzisiejsze starcia, przeniesiemy do większych klatek, gdzie dostaną dobrą kolację. Zostaną do nich dopuszczone nałożnice, a te ulżą wilkom na inne sposoby. – Stuka palcami o swój kielich. – Choć to akurat jest niesmaczne.

– Tu się zgodzę – mówi mój ojciec.

Obserwuję muskularne, nagie od pasa w górę sylwetki poruszające się w ringu. Widzę krew i słyszę parskanie. Zdecydowanie istnieje powód, by pozostawać ostrożnym w towarzystwie wilkołaków. A jednak gdy patrzę na mordercze spojrzenia tłumu, monety podawane z ręki do ręki oraz to, jak ojciec uśmiecha się kącikiem ust, gdy jeden z wojowników zostaje powalony na ziemię, zaczynam się zastanawiać, czy nie wszyscy mężczyźni są w głębi duszy potworami.

Spoglądam na mojego narzeczonego. Nie jest ani muskularny, ani szorstki, ani nawet tak wysoki, jak walczące potwory. Ciemne włosy ma związane tuż nad karkiem, nie opadają dziko wokół twarzy tak jak u tych mieszkających po północnej stronie granicy.

A jednak ma coś okrutnego w rysach twarzy i w tym, jak jego ciemne oczy lustrują moje ciało. W życiu znajdowałam się blisko wielu potworów i rozpoznaję tego, który czai się tuż pod bladą skórą Sebastiana.

Myślę, że wolałabym kogoś, kto wygląda jak potwór, od mężczyzny, który nauczył się ukrywać.

Jeden wilk rozrywa gardło drugiemu. Uśmiecha się przy tym szeroko, a po jego brodzie spływa szkarłat. Czuję mdłości, a lord Sebastian uśmiecha się nieznacznie i klaszcze, jakby oglądał przedstawienie w teatrze.

– Dobry występ, dobry występ. – Po tych słowach pstryka na kilku służących. – Zabierzcie go do klatki i posprzątajcie tu. A potem wprowadźcie kolejnych.

Służący robią to niechętnie, ale wyprowadzają zakrwawionego wilkołaka, a w głównej sali panuje poruszenie. Ludzie podają sobie monety, obstawiają kolejne zakłady.

Ale ja nie jestem w stanie oderwać wzroku od leżącego na podłodze ciała.

Jest nieruchome. Wygląda, jakby bardzo dużo ważyło. Sprawia, że i moje ciało zdaje się ciężkie. Może był potworem. Może miał pod skórą wilka, który wyłaniał się stamtąd podczas pełni. Ale w tej chwili wygląda jak człowiek. Martwy człowiek. Człowiek, który już nigdy nie przebiegnie przez góry, gdzie pośród wzniesień świszcze wiatr.

Dwóch służących wchodzi na ring, chwyta go za ramiona i ciągnie po kamiennej podłodze, jakby był kawałkiem mięsa.

Biorę łyk wody, by uspokoić drżące ręce. Siedzący u mojego boku ojciec oraz lord Sebastian pogrążają się w rozmowie na temat liczebności armii stacjonującej na północnej granicy.

Odstawiam puchar w tej samej chwili, w której zapada cisza. Po niej rozlega się pełen ekscytacji pomruk, bo dwaj mężczyźni – kolejne dwa wilki – wchodzą na ring.

Moją uwagę przykuwa ten stojący bliżej. Jest młody. Zbyt młody na taką brutalność i nie ma tu znaczenia, czy jest wilkołakiem, czy nie. Może mieć co najwyżej szesnaście lat – cztery mniej ode mnie. Jego rudawe włosy sterczą w nieładzie przez to, jak nerwowo przeciąga przez nie rękami. Na twarzy ma wymalowane strach i smutek, mocno zaciska szczęki. Tak jakby wiedział, że nie ma dla niego żadnej nadziei, i pogodził się ze swoim losem. Coś w wyrazie jego twarzy jest mi znajome. Przepełnia mnie gniew, którego nie mam odwagi w pełni odczuć, myśląc o własnej sytuacji.

Gdy przenoszę wzrok na jego przeciwnika, dociera do mnie, dlaczego młody chłopak wie, że nie ma szans.

– Potrzeba było piątki ludzi, by przywlec tu tego wielkiego. – Lord Sebastian zwraca się do mojego ojca. – Zabił trzech. Niewiele mówi, ale chyba jest jednym z alf, prawdopodobnie z klanu Highfell. Niezły egzemplarz, czyż nie?

Większy mężczyzna jest dziki i nieokiełznany niczym góry, z których musi pochodzić. Jest także bardzo wysoki, ma mocno zarysowaną szczękę i tak muskularne ciało, że wygląda, jakby było wykute ze skały. Nieuczesane włosy są w kolorze brudnego blondu, ich barwa przywodzi na myśl słomę. Boki są krótko przycięte – to styl, jakiego nigdy nie widziałam na południu. Mężczyzna stoi nieruchomo i z beznamiętnym wyrazem twarzy, a tłum dookoła wrzeszczy dziko.

– W istocie. – Ojciec przeciąga ręką po swojej schludnej białej brodzie. – Co go sprowadziło aż na Pogranicze?

– Z tymi stworzeniami nigdy nic nie wiadomo.

Alfa zerka na mnie. Te oczy… ciemnozielone niczym las, bije z nich nienawiść. Nikt nigdy wcześniej na mnie tak nie patrzył. Gdy się w siebie wpatrujemy, zasycha mi w ustach.

A jednak moja dusza się przebudza.

– To będzie krótka walka – stwierdza mój ojciec, jakby mówił o pogodzie, a nie o losie dwóch żywych istot.

– Owszem. – Sebastian uśmiecha się okrutnie. – Uznaliśmy, że wprowadzimy go już dzisiaj. Na jutrzejsze świętowanie przygotowaliśmy dla niego coś bardziej ekscytującego.

Alfa wpatruje się we mnie, mocno zaciskając szczęki. Wciąż się nie rusza, ale z jego oczu bije przemoc. Zmuszam się, by pozostać w bezruchu, by stać się zaledwie naczyniem dla mojej duszy, i odpowiadam na jego spojrzenie, mimo że serce mi przyspiesza.

– No dobrze – mówi Sebastian, pstrykając na wilki palcami. Gdyby nie uzbrojeni strażnicy otaczający ring, ten gest zostałby uznany za przejaw odwagi albo skrajnej głupoty. – Zaczynajcie.

Mięsień w szczęce alfy drga nieznacznie.

Mdłości się nasilają, gdy widzę, jak z twarzy młodego mężczyzny odpływa krew. Za chwilę umrze i wszyscy – on, alfa, tłum – o tym wiedzą. Nawet na chwilę nie przerywa kontaktu wzrokowego z górującym nad nim rywalem.

Jest odważny.

Odwagi, przekazuję mu w myślach, przypominając sobie, jak kiedyś to samo powiedziała mi mama. Miej odwagę, maleństwo.

Alfa zaciska wielkie ręce w pięści. Może to moja wyobraźnia, ale wydaje mi się, że nastolatek pochyla głowę w wyrazie uległości.

Z gardła alfy wydobywa się warknięcie, a ja czuję w tym nienawiść i wściekłość, które za chwilę znajdą ujście. Oba te uczucia ogarniają też mnie. Nienawiść jest tak silna i gorzka, że czuję jej smak na języku. Nienawiść żywiona do wielkoluda, związana z tym, co za chwilę zrobi.

Ryczy – głośno i dziko. Ten okrzyk wojenny odbija się echem od kamiennych ścian.

Walka dobiega końca w ciągu kilku minut. Jest krwawa, brutalna, a w pewnej chwili słyszę nawet trzask łamanych kości, po którym rozlega się przepełnione bólem wycie młodszego chłopaka. Alfa przyciska go do podłogi, trzymając mocno za szyję.

Unosi zaciśniętą pięść, by zadać ostatni cios, ale w połowie zamachu zamiera, jakby rozkoszował się tym, że zaraz odbierze życie.

Nastolatek patrzy mi w oczy, zamiast skupiać się na górującym nad nim potworze.

Nie mogę tego znieść.

To nie powinno tak wyglądać.

– Stop! – Zrywam się z miejsca.

Alfa nieruchomieje. Tłum cichnie. Sebastian patrzy na mnie, mrużąc oczy, a ojciec zaciska mocno szczęki.

Serce łomocze mi w piersi. Mimo to nie siadam.

– To nie jest sport. – Zmuszam się do tego, by mój głos wybrzmiał pewnie, choć kolana mi drżą. – To morderstwo.

Powietrze w sali gęstnieje. Tłum przenosi swoją złość i żądzę krwi z wilków na mnie. Ramiona alfy unoszą się i opadają gwałtownie.

Zaczynam szybciej oddychać. Powinnam była milczeć. Jestem kobietą. Posągiem. To nie moje miejsce.

Mimo to wciąż stoję.

– Usypianie zwierzęcia trudno nazwać morderstwem – mówi ostro Sebastian. – A może moja oblubienica ma słabość do bestii? Czy wiesz, że oni biorą swoje kobiety jak psy? Słyszałem, że niektóre…

– Wystarczy. – Rozkazujący głos mojego ojca niesie się po wielkim pomieszczeniu.

Sebastian pochyla głowę.

– Nie chciałem cię urazić, wasza wysokość.

– Aurora jest zmęczona. Czas, by udała się do łóżka.

Rozczarowałam ojca. Czuję, jak moje policzki zalewa ciepło.

Nie ruszam się z miejsca.

Alfa również pozostaje w bezruchu. Wciąż unosi rękę i wpatruje się w swoją ofiarę, czekając na to, jak zakończy się ta rozmowa. Chłopak patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Na policzkach ma krew i łzy.

– Pozwólcie mu żyć. – W ustach mam sucho.

Sebastian ledwie kontroluje wściekłość. Widzę, że nie jest zadowolony z tego, jak postawiłam mu się na oczach jego ludzi.

– Do czego może mi się przydać żywy, ukochana?

– Jest młody. Sprawny. Niech pracuje w stajniach. – Chcę zniknąć, ale zmuszam się, by spojrzeć na narzeczonego i się uśmiechnąć. – Panie, niech to będzie prezent ślubny dla mnie.

Sebastian wygląda, jakby to rozważał. Wstaje i bierze mnie za ręce – palce ma zimne i zaciska je na moich dłoniach niczym pnącza. Odpycham obrzydzenie, które we mnie wzbiera w reakcji na jego dotyk. Uśmiecha się do mnie.

– Niech tak będzie, ukochana. Ślubny prezent. – Pochyla się i przysuwa usta do mojego ucha. – Wiesz, skoro tak lubisz te bestie i chcesz, by któraś z nich wzięła cię niczym pospolitego kundla, mogę o to zadbać po jutrzejszej ceremonii. Kto wie, może po wszystkim wrzucę cię do jednej z klatek. Może nawet pozwolę, żeby dobrał się do ciebie alfa, skoro odmówiłaś mu zabicia tego drugiego.

Każdy mięsień w moim ciele aż się napina, gdy z mojego narzeczonego wyłania się potwór, o którego istnieniu wiedziałam.

Puszcza mnie i odwraca się do swoich ludzi.

– Koniec walki – oznajmia, ukrywając czającego się w nim potwora. – To dar dla mej oblubienicy, której dobroć serca dorównuje pięknu.

Mięśnie w ramionach alfy są spięte i twarde. Bije od niego ognista złość. Tak jakby żyjący w nim wilk wściekał się, że kogoś nie zabije.

Opuszcza rękę.

Oddycham szybko. Suknia jest za ciasna, a powietrze za gorące.

Alfa prostuje się i odwraca plecami do tłumu. Pozwala, by strażnicy go skuli.

– Zaprowadźcie ich z powrotem do klatek – instruuje Sebastian. – Zwycięzca może dostać jedną z lepszych. To uczciwe rozwiązanie, poza tym musi odpocząć przed tym, co na jutro dla niego przygotowaliśmy. Przegranego wrzućcie razem z pozostałymi. Jeśli przeżyje noc, znajdziemy mu pracę, zgodnie z życzeniem mej ukochanej. Te kreatury żywią się słabszymi, więc wątpię, że do rana cokolwiek z niego zostanie.

Kilku uzbrojonych strażników wyprowadza alfę przez dębowe drzwi znajdujące się na drugim końcu sali, a służący pędzą na ring, by zabrać jego przeciwnika.

– Moja oblubienica, tak jak wiele kobiet z południa, nie została stworzona do oglądania tego sportu. I nie ma w tym nic złego, w końcu jest takim cudownym kwiatem. Teraz nas opuści, nim rozpocznie się kolejna walka. Musi przygotować się na jutrzejszy wieczór.

Sebastian patrzy na mnie hardo, a moje serce łomocze o kraty klatki, w której je zamknęłam. Pochylam głowę, uspokajam drżące dłonie i się kłaniam.

Idę pospiesznie przez ring, nie oglądając się za siebie. Staram się zignorować to, jak suknia rozmazuje krew i znikam za drzwiami.

Gdy patrzę przed siebie, widzę dwóch wojowników, których dopiero co zabrano z sali.

Alfa znajduje się niemal na drugim końcu korytarza. Za nim idzie służący, który mocno trzyma słaniającego się chłopca. Ten oddycha urywanie. Nie jest z nim dobrze. Jeśli ktoś nie opatrzy jego ran, jeszcze długo nie zacznie pracy w stajniach. A jeśli to, co powiedział Sebastian o wilkach atakujących słabszych, jest prawdą, to…

– Chwila! – W myślach przeklinam drżenie w moim głosie. Nie powinnam się bać. To miejsce wkrótce stanie się moim domem.

Alfa nieruchomieje, a blask bijący od pochodni tańczy na jego twarzy. Choć mężczyzna znajduje się kilka metrów ode mnie, i tak zalewa mnie ciepło bijące od jego ciała. Tak samo zapach – pot, krew i góry. Serce pędzi mi jak szalone, ale skupiam się na rannym chłopcu.

– Zabierzcie młodzieńca do ładnej… klatki. – To nieludzkie słowo więźnie mi w gardle.

Wiem, że to nie ludzie, choć tak wyglądają. Wiem, że jako mieszkanka Ziem Południowych nie musiałam mierzyć się z ciągłymi atakami wilkołaków tak, jak mieszkańcy Pogranicza. Może nie oceniałabym ich, gdyby było inaczej. Wnioskując po tym, jak alfa walczył na ringu, wilki nie mają litości.

Mimo to cała ta sytuacja zdaje się niewłaściwa.

Widzę, jak alfa napina mięśnie. Wygląda, jakby chciał się odwrócić.

Wtedy jednak strażnik go popycha i wyprowadza przez drzwi.

Wypuszczam oddech.

Steward podtrzymujący rannego chłopaka odwraca się do mnie, marszcząc gęste brwi.

– Lord powiedział…

– Wkrótce zostanę twoją panią, jestem też córką twego króla. – Stoję wyprostowana.

Całe życie udawałam. Uśmiechałam się w chwilach, gdy pękało mi serce. Śmiałam się, choć przepełniało mnie obrzydzenie. Tłumiłam gniew, gdy któryś z lordów za bardzo się ze mną spoufalał podczas tańca na balu.

Równie dobrze mogę odegrać rolę przyszłej pani tego pałacu.

Unoszę dumnie brodę.

– Umieść go w ładnej klatce i dopilnuj, by porządnie go nakarmiono.

Mijam ich i ruszam kolejnymi korytarzami w stronę moich komnat, które znajdują się w północnym skrzydle.

Czeka na mnie kilka służek, a ja pozwalam, by przebrały mnie do spania w białą koszulę nocną sięgającą aż do kostek. Potem je odsyłam, mijam łoże z kolumienkami i staję przy oknie, przez które wpatruję się w góry na północy. Księżyc ma kształt sierpa.

Drzewa kołyszą się w oddali, wiatr uderza w ściany pałacu, a we mnie narasta niepokój. To, co powiedziałam służącemu, jest prawdą. Jutro zostanę panią tego pałacu. A jednak nie mam żadnej władzy.

Nigdy nie miałam.

Nie mam władzy, która umożliwiałaby mi wyjście poza pałacowe mury, by zaciągnąć się zapachem wrzosów i paproci, by kąpać się w potoku albo pić w pobliskich tawernach. Nie mogę rozmawiać, z kimkolwiek zechcę, nie mogę zawierać przyjaźni, nie mogę się zakochać.

I nie mam władzy, która umożliwiłaby mi ocalenie młodego wilka, który z pewnością niedługo straci życie – jeśli nie tej nocy, to jutro, gdy okaże się, że nie jest wystarczająco silny do pracy, przez co z powrotem wrzucą go do klatki.

Zaciskam zęby, sięgam po wiszący w szafie płaszcz i narzucam go na siebie.

Choć nie mam żadnej władzy, nie mogę stać bezczynnie.

Wspomnienie głosu mojej mamy odpędza strach.

„Sprawią, że będziesz czuła, jakbyś nie miała żadnego wyboru”, powiedziała mi tuż przed śmiercią. „Ale zawsze jest jakiś wybór. Miej odwagę, maleństwo”.

Może stać mnie choć na jedną małą rzecz, nim poślubię lorda i zgniję w tym pałacu. Nawet jeśli schwytanie jest równoznaczne z tym, że stracę życie.

Nawet jeśli przez to znajdę się w pobliżu potężnego alfy.

Naciągam kaptur na głowę, by zasłonić rude włosy. Potem sięgam po torbę i wymykam się z pokoju.

Idę do klatek.

2

W zamku panuje cisza, większość jego mieszkańców śpi albo wciąż ogląda walki psów, dlatego do schodów prowadzących do klatek docieram niezauważona.

Im dalej się zapuszczam, tym powietrze staje się chłodniejsze i wilgotniejsze. Czuję, jakbym wchodziła do paszczy wielkiej bestii, a ciemność poniżej czekała, by mnie pochłonąć.

Gdy dostrzegam dwóch strażników pilnujących żelaznych drzwi u podnóża schodów, poprawiam kaptur, by mieć pewność, że włosy nie wymknęły się spod spodu. Modlę się do bogini Słońca, bym nie została rozpoznana. Pod płaszczem czuję ciężar torby przywierającej do mojego uda. Pełno w niej rzeczy, które ukradłam aptekarzowi – zabrałam tkaninę, która posłuży za bandaże, alkohol, korę wierzby oraz wodę. Wszystko to zdradziłoby moje zamiary, by pomóc wrogowi.

– Wszystko w porządku, kochanieńka? – pyta jeden ze strażników. – Co tu robisz?

Uspokajam się. Pamiętam, co Sebastian powiedział o tym, jak wilki są nagradzane za zwycięstwo.

– Przysłano mnie z burdelu – odpowiadam najbardziej schrypniętym głosem, na jaki mnie stać.

Ten sam strażnik śmieje się pod nosem i otwiera drzwi, po czym podaje mi klucz.

– Jest zrobiony ze srebra – informuje, gdy po niego sięgam. – Parzy ich skórę. Jeśli któryś będzie czegoś próbował, zapukaj, to go uśpimy.

Wchodzę do środka, a drugi strażnik patrzy na mnie z obrzydzeniem. Ja też jestem zniesmaczona. Obrzydza mnie wyobrażenie, że kobieta może tu przyjść i świadczyć takie… usługi tym stworzeniom. Niedobrze mi na myśl, że uwierzył, że jestem jedną z nich.

Gdy zamykają mnie w środku, znajduję się na końcu długiego korytarza – po jednej stronie ciągnie się wilgotna ściana, na której zamocowano pochodnie, po drugiej znajdują się wysokie kraty.

W powietrzu unosi się zapach pleśni, potu oraz krwi, a mój oddech tworzy obłoczki przed twarzą. Pierwsza cela jest pusta, ale kawałek dalej słyszę mężczyznę, który warczy coś pod nosem, po czym rozlegają się jęki.

Otulam się szczelniej płaszczem i ruszam przed siebie.

Gdy w ciemności po prawej rozlega się warknięcie, przyspieszam kroku, aż znajduję się na wysokości celi, gdzie umieszczono wilka, który wygrał walkę tuż przed pojawieniem się alfy. Mężczyzna opiera się o kraty z szerokim uśmiechem na zakrwawionej twarzy. Kiedy mijam kolejną klatkę, razem ze mną porusza się mężczyzna o ciemnych i splątanych włosach.

– Witaj, złociutka. Mam tu coś dla ciebie. – Chwyta się za krocze przez zielony kilt. – Chcesz zobaczyć?

Odwracam wzrok i kroczę jeszcze szybciej. Docieram do dwóch ostatnich cel.

Alfa siedzi pod ścianą i opiera ręce o zgięte kolana. Warczy coś przez kraty na drżącą postać leżącą na środku ostatniej klatki. Zaciskam zęby. Niewystarczająco skrzywdził tego chłopca?

Gdy do nich podchodzę, milknie i w pełni skupia się na mnie, a ja drżącą dłonią wsuwam klucz do zamka.

– Nie powinno cię tu być, księżniczko – mówi alfa, gdy otwieram drzwi ostatniej celi i do niej wchodzę. Głos ma szorstki niczym żwir, a silny akcent należy do tych mieszkających na północy.

Twarz mam skrytą pod kapturem, więc nie jestem pewna, w jaki sposób mnie rozpoznał. A może po prostu tak się zwraca do każdej kobiety.

Kucam na słomie u boku młodego wilkołaka, po czym ściągam płaszcz, by sięgnąć po zasoby.

Mężczyzna w zielonym kilcie gwiżdże na widok mojej koszuli nocnej. Z gardła alfy wydobywa się ciche warknięcie, które go ucisza.

Ignoruję obu i zdejmuję torbę.

Leczenie nie jest dla mnie niczym nowym – mama chorowała przez całe moje dzieciństwo, często też była posiniaczona i podrapana. Ale ten młodzieniec wygląda bardzo źle. Twarz ma zakrwawioną, a do tego wije się z bólu.

– Cii. – Odgarniam rudawe włosy z jego lepkiego czoła. – Już dobrze. Co cię boli? Powiedz mi, co się dzieje.

Czuję na sobie spojrzenie alfy.

– Zwichnąłem mu ramię – mówi.

– Milcz – warczę.

Moczę kawałek szmaty i zaczynam wycierać krew z twarzy chłopaka. Ku mojemu zaskoczeniu nie jest tak posiniaczony, jak się tego spodziewałam. Rana na brwi wygląda, jakby już się zagoiła, nos jest przekrzywiony, ale ledwie spuchnięty.

– Przyprowadź go do mnie, to się nim zajmę.

Chłopiec się krzywi.

Odwracam się w stronę alfy.

– Nie dość ci?

Wstaje i opiera się o kraty dzielące cele, po czym zwiesza wielkie ręce przez szpary. W pomieszczeniu jest zimno i choć ma na sobie tylko kilt, czuję bijące z jego ciała ciepło.

Puls mi przyspiesza. Gdyby wyciągnął rękę, niewiele by brakowało, żeby dotknął moich włosów. Obserwuje mnie z miną, z której nie da się nic wyczytać.

– Odważnie postąpiłaś, przychodząc tutaj – mówi.

Przez to, że klęczę i mam na sobie tylko koszulę nocną, mężczyzna wydaje się jeszcze bardziej imponujący niż wtedy, gdy siał spustoszenie na ringu. Mimo że dzielą nas kraty.

– Mierzyłam się z gorszymi potworami od ciebie.

Może to tylko gra światła na jego twarzy, ale wydaje mi się, że drga mu kącik ust.

– Przyprowadź do mnie chłopaka – mówi. – Wtedy się przekonamy, jak odważna naprawdę jesteś.

Odwracam się do niego plecami i przysuwam bukłak do ust chłopca. Bierze mały łyk wody, a zaraz potem się krzywi i kładzie głowę na brudnej podłodze. Przytrzymuje ramię, które jest czerwone i spuchnięte. Ostrożnie dotykam łokcia, na co chłopak jęczy. Jeśli mocno je zabandażuję, zanim zacznie się goić, a potem zrobię mu temblak, może będzie lepiej. Ale najpierw sięgam po korę wierzby.

– To na ból – mówię.

– Słyszałem pogłoski o twojej urodzie, ale nie miałem pojęcia, że jesteś rudzielcem – mówi alfa.

– A co to ma z czymkolwiek wspólnego?

– Takie włosy rzadko się widuje po południowej stronie granicy. Może masz przodków pochodzących z Ziem Północnych.

– Nie mam.

Wsuwam korę do ust chłopca, a ten zaczyna rzuć i patrzy na mnie przekrwionymi oczami.

– Według moich pobratymców ci z rudymi włosami mają ogień w duszach – mówi alfa.

Oglądam się przez ramię. Na widok intensywności spojrzenia mężczyzny robi mi się sucho w ustach. Z trudem przełykam ślinę.

– Ja nie mam.

– Hmm.

Ponownie skupiam się na drżącym chłopcu.

– Przestań jęczeć – mówi alfa.

Budzi się we mnie coś dzikiego i pełnego złości. Nim jestem w stanie to stłumić, zrywam się z podłogi i odwracam.

– Jak śmiesz do niego mówić. – Gdy stoję wyprostowana, oczy mam na wysokości jego ramion, dlatego by spojrzeć mu w twarz, muszę lekko zadrzeć głowę. – Popatrz na niego. To tylko chłopiec. A ty… ty mu to zrobiłeś. Jesteś dręczycielem. Potworem. I obrzydliwym brutalem.

Tym razem wyraźnie widzę, jak unosi kącik ust.

– Nie masz ognia w duszy, co?

– Przecież to dziecko! A ty zamierzałeś go zabić. Zadowolony z siebie jesteś? Nie wstyd ci?

Rozbawienie znika z jego twarzy, ustępując miejsca mrokowi.

– To twój oblubieniec wsadził mnie do tego ringu.

– A to oznacza, że nie jesteś odpowiedzialny za swoje czyny? Właśnie to chcesz mi powiedzieć?

Warczy cicho.

– Nie miałem wyboru.

– Zawsze jest jakiś wybór – odpowiadam ostro. – Może nie łatwy. Ale wybór pozostaje wyborem.

Oddycha ciężko, a po chwili przełyka ślinę, jakby tłumił emocje, które sprowokowałam.

– Co ty możesz wiedzieć o wyborach, księżniczko?

– Wystarczy.

Przeciąga zębami po dolnej wardze.

– Zastanawiam się, czy byłabyś taka odważna, gdyby nie dzieliły nas kraty.

– Te zawsze będą nas dzielić.

– Jesteś pewna?

Serce mi przyspiesza w reakcji na jego ton – na to, co właśnie zasugerował – a gdy widzę wyraz jego twarzy, zastanawiam się, czy to usłyszał.

Przenosi wzrok na chłopca, jakby skończył rozmowę ze mną.

– Chodź tutaj – warczy.

– Nie – jęczy chłopiec.

– Przestań być takim przeklętym mazgajem.

– Powiedziałam ci, żebyś zostawił go w spokoju – syczę.

– A ja mu powiedziałem, żeby tu przylazł. – Alfa patrzy na chłopaka, mrużąc przy tym oczy. – I jest to drugi raz, gdy mi się w ciągu ostatnich dwóch dni sprzeciwił.

– A niby dlaczego miałby się ciebie słuchać?

Mężczyzna wzdycha, jakbym zadała najbardziej irytujące pytanie na świecie.

– Co ma na sobie?

– Co?

Wskazuje głową na chłopaka, a ja podążam wzrokiem w jego stronę – przyglądam się bladej klatce piersiowej, a potem zerkam na kilt z czerwonego tartanu.

– A teraz powiedz mi, co ja mam na sobie? – kontynuuje alfa.

Odwracam się do niego, patrzę na jego strój – identyczny czerwony materiał, taka sama krata. Niechcący spuszczam wzrok na jego łydki, które są potężne jak pnie drzew. Z trudem przełykam ślinę.

– Są takie same, zgadza się? – mówi.

– I co z tego?

– I co z tego?! Niszczycie nasze ziemie, okradacie nas, eksperymentujecie na nas, zabijacie nas, więzicie, a wciąż nic nie wiecie na nasz temat. – Kręci głową i wzdycha. – Pochodzimy z tego samego klanu. Jest jednym z moich. Ten mały zasraniec ma na imię Ryan. – Zerka na chłopca. – I jeśli nie przywlecze tu za chwilę dupska, to nie zabiorę go ze sobą, gdy stąd wyjdę.

– Co… Dlaczego on… – Marszczę czoło. – Jak to „gdy stąd wyjdziesz”? – Krzyżuję ręce na piersi i patrzę znacząco na celę, w której jest zamknięty. – Nie wydaje mi się, żebyś w najbliższym czasie gdziekolwiek się wybierał.

Przesuwa się i krzyżuje żylaste przedramiona zwieszone między kratami.

– Naprawdę?

– Naprawdę.

– Jak myślisz, księżniczko, dlaczego tu jestem? – Rozgląda się dookoła. – Ze względu na dobre zakwaterowanie?

– Jesteś tu jako wróg królestwa. Jesteś więźniem. I wilkiem – mówię. – Poza tym zabiłeś trzech ludzi i niemal zabiłeś tego chłopca – dodaję ostro, chociaż nie mam pewności, dlaczego ten mężczyzna tak bardzo zachodzi mi za skórę.

Wzrusza potężnymi ramionami.

– Niech ci będzie. Ale nie planuję długo tu zostać.

Zaciskam zęby i oddycham szybciej, niż powinnam. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Jestem mistrzynią w panowaniu nad emocjami. Od zawsze. Przez większość czasu perfekcyjnie je tłumię, tak że czasami zapominam o ich istnieniu.

Dlaczego ten więzień – ten wilk – prowokuje we mnie tę dzikość?

– Czyli chcesz powiedzieć, że uważasz, że uda ci się uciec?

– Oczywiście.

– Skoro jesteś taki pewny, to dlaczego mi o tym mówisz? Nie sądzisz, że to niemądre?

– Co z tym zrobisz, księżniczko? Powiesz swojemu oblubieńcowi? Nie sądzę. – Kręci głową. – To by było równoznaczne z przyznaniem się, że tu przyszłaś. A nie podejrzewam, byś chciała, żeby o tym wiedział, prawda?

Krew zamarza mi w żyłach, a alfa złowieszczo się uś­miecha.

– Teraz to ty masz wybór, księżniczko. Przyprowadź do mnie chłopaka, żebym mógł nastawić mu ramię, a wtedy zrobisz mu temblak. Albo go tam zostaw, żeby cierpiał.

– To… to po to chcesz, żeby do ciebie podszedł?

– Ma wybite ramię. – Wskazuje na jęczącego chłopca, a gdy macha ręką, czuję ruch powietrza, bo jest tak blisko. – Spójrz, pod jak nienaturalnym kątem jest ułożone. Jeśli nie nastawię kości, ręka będzie do niczego, póki nie dotrzemy do uzdrowiciela na północy. A to mnie spowolni. Przyprowadź go do mnie, to mu pomogę. I się pospiesz.

Mówi jak ktoś, kto przywykł do tego, że wszyscy wypełniają jego polecenia. Ale nie znajduje się w pozycji, z której może mi rozkazywać.

– Zamierzałeś go zabić – mówię.

– A ty mnie powstrzymałaś. Dlatego teraz go uratuję. Ale tylko wtedy, gdy zrobisz, co ci mówię.

Marszczę brwi.

– Jeśli to jakaś sztuczka… by odebrać mi klucze, to wiedz, że są srebrne. A za drzwiami czekają strażnicy.

– Tak, tak, domyśliłem się. To nie jest żadna sztuczka. I nie potrzebuję, byś wydostała mnie z klatki.

Wypowiada to słowo z takim samym obrzydzeniem, jak ja wcześniej.

Patrzę mu prosto w oczy, które nawet w ciemności są intensywnie zielone. Po raz kolejny czuję szarpnięcie w duszy. I z jakiegoś dziwnego powodu mu wierzę. Wzdycham, a on chyba wyczuwa moją uległość, bo przechyla głowę.

– Przyprowadź do mnie chłopaka.

Biorę głęboki wdech, po czym kucam.

– Ryanie – mówię cicho. – Musisz wstać, żebyśmy mogli ci pomóc.

Jęczy.

– Nie chcę.

– Masz wybór – oznajmiam. – Ale jeśli postanowisz nie wstawać, to prawdopodobnie umrzesz.

– Żałuję, że tu w ogóle przyjechałem. – Zerka ponad moim ramieniem.

– No to jest nas dwóch – mówi złowieszczo alfa. – Ale przyjechałeś. Przestań zachowywać się jak bezczelny szczeniak i rób, co ci każę.

Ryan zaciska zęby i patrzy na mnie, jakby zamierzał się stawiać. Po chwili jednak siada, a ja widzę, że alfa ma rację. Ramię jest spuchnięte i ustawione pod nienaturalnym kątem. Musi boleć.

Pomagam mu wstać, a gdy prowadzę go przez celę, powłóczy nogami.

– Grzeczna dziewczyna – mówi alfa.

W środku czuję uderzenie gorąca. Za kogo on się ma, że mówi do mnie w ten sposób? Jest więźniem, członkiem klanu, a ja jestem córką króla. Gromię go wzrokiem, ale on jest już skupiony na Ryanie.

Obraca chłopca i przyciąga go plecami do krat, po czym obejmuje go wielkim ramieniem na wysokości piersi. Przytrzymuje zdrową rękę. Ryan jęczy i oddycha coraz szybciej, bo alfa chwyta za kontuzjowane ramię i przesuwa dłoń w dół.

Alfa zerka na mnie.

– Jak wytłumaczyłaś strażnikom swoją obecność tutaj?

– Powiedziałam… – Zmuszam się, by popatrzeć mu w oczy, choć nagle robi mi się gorąco. – Powiedziałam, że przysłano mnie z burdelu.

Uśmiecha się pod nosem, a ja czuję wypływający na twarz rumieniec.

– To powinno zadziałać.

Po tych słowach wykonuje gwałtowny ruch.

– KURWA! – wrzeszczy Ryan.

Paskudny wilk z celi obok rechocze. Alfa uśmiecha się szeroko.

– Och, bądź cicho, ty marudo. – Mierzwi Ryanowi włosy, a chłopiec rzuca pod nosem wiązankę przekleństw. Mężczyzna popycha go lekko w moją stronę. – Musisz zrobić temblak na…

– Wiem – syczę.

Prowadzę Ryana pod ścianę i pomagam mu usiąść, po czym wyciągam ze skórzanej torby większy kawałek materiału. Chłopiec jest czerwony na twarzy, a gdy wsuwam materiał pod jego przedramię i wiążę końce na jego szyi, oddech zaczyna mu się rwać.

– Nie lubisz, gdy ci się mówi, co masz robić – komentuje alfa.

– Nikt tego nie lubi.

– Niektórzy lubią. – Słyszę uśmiech w jego głosie, przez co patrzę na niego, skołowana. Kręci głową. – Nieważne.

Obserwuje mnie w milczeniu, gdy kończę przygotowywanie temblaka.

W tej samej chwili żelazne drzwi otwierają się ze zgrzytnięciem.

Nieruchomieję, a żołądek skręca mi się z paniki, bo wyobrażam sobie, co Sebastian ze mną zrobi, jeśli mnie tu znajdzie.

W ciemności rozlega się zmysłowy kobiecy śmiech, a ja wypuszczam oddech.

– Kto był grzecznym chłopcem? – mówi słodko, jakby zwracała się do psa, a ja aż sztywnieję. – Kto był grzecznym chłopcem i zasługuje na nagrodę?

Paskudny wilk, który na mnie gwizdał, zaczyna się śmiać.

– Ja byłem grzecznym chłopcem – odpowiada pożądliwie. – Możesz do mnie przyjść, skarbeńku.

– Och, doprawdy? – Słodki różany zapach perfum roznosi się w stęchłym powietrzu, a kroki kobiety rozbrzmiewają coraz bliżej. – A ty? Mówią, że jesteś alfą. To prawda? Zawsze chciałam zlegnąć z alfą.

Oglądam się przez ramię.

Ładna kobieta o długich blond włosach opiera się o kraty celi potężnego mężczyzny. Usta ma intensywnie czerwone, policzki zostały muśnięte różem. Ciemny płaszcz opada z jednego ramienia, przez co widać, że pod nim nie ma żadnego ubrania.

Blondynka trzepocze rzęsami, ale alfa stoi do niej plecami.

– Nie? – mówi zalotnie. – Jesteś pewny? A co powiesz teraz?

Płaszcz opada na ziemię i odsłania nagie ciało. Aż wytrzeszczam oczy. Jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam kogoś bez ubrania. Mięsień w szczęce alfy drga nieznacznie, ale przez cały czas patrzy na mnie.

– W porządku, zwierzątko. – Kobieta wydyma usta. – Wygląda na to, że będzie ci musiało wystarczyć samo patrzenie.

Otwiera drzwi sąsiedniej celi i wchodzi do środka, kołysząc przy tym biodrami.

– Właśnie tak, skarbeńku – mówi paskudny wilk, lustrując ją z góry do dołu. – Chodź tutaj. Mam coś dla ciebie.

Popycha ją na kolana, a moje serce bije za szybko i za mocno. Kobieta uśmiecha się do niego. Co ona robi. Dlaczego…?

Alfa przesuwa się nieznacznie, częściowo blokując widok.

– Czas, żebyś stąd poszła, księżniczko.

Jego niski głos nie jest w stanie zakamuflować ani dźwięków ssania, które rozlegają się kilka sekund później, ani paskudnych rzeczy padających z ust ohydnego wilka w celi obok. Ciepło odpływa z mojego ciała, aż zamieram.

Czy ona…? Ustami?

– Księżniczko – mówi rozkazującym tonem alfa.

Rozprasza mnie ruch w skąpanej w cieniach celi, gdzie wilk obraca kobietę tak, by uklękła na czworaka, po czym bierze ją od tyłu.

„Skoro tak lubisz te bestie i chcesz, by któraś z nich wzięła cię niczym pospolitego kundla, mogę o to zadbać po jutrzejszej ceremonii”. Groźba Sebastiana zalewa mój umysł, a serce trzepocze szybciej, niczym skrzydła ptaka niezdolnego wyrwać się z klatki.

Mężczyzna pochrząkuje, mocniej porusza biodrami, twarz ma paskudnie wykrzywioną. Włosy kobiety opadają na jej twarz, całe jej ciało podryguje. Rękami zapiera się o brudną podłogę, kolana szorują o zimne kamienne podłoże. Musi ją boleć. A dźwięki, które z siebie wydaje…

Robi mi się ciemno przed oczami.

Jutrzejszej nocy… Jutrzejszej nocy to samo stanie się ze mną.

Cienie otaczają mnie szczelnie, więżą. Nie jestem w stanie się poruszyć. Nie mogę oddychać. Znalazłam się w pułapce. Zostałam więźniem. Zawsze nim jestem. Nie zdołam przed tym uciec.

„Kto wie, może po wszystkim wrzucę cię do jednej z klatek”.

Kobieta jęczy coraz głośniej i piskliwiej.

– Właśnie tak – syczy wilk. – Właśnie tak, ty mała parszywa suko. Tak! – krzyczy. – Tak!

„Może nawet pozwolę, żeby dobrał się do ciebie alfa, skoro odmówiłaś mu zabicia tego drugiego”.

Ściska mnie w gardle. Nie jestem w stanie przełknąć śliny. Nie mogę oddychać. Przyciskam rękę do klatki piersiowej. Ciemność wiruje dookoła mnie. Powietrze jest niczym ciecz, w której tonę.

– Księżniczko! – warczy alfa. – Spójrz na mnie. – Jego stanowczy, chropawy głos przedziera się przez wir, który wciąga mnie pod powierzchnię, wymagając posłuszeństwa.

Powoli odwracam głowę.

– Właśnie tak. Patrz na mnie. – Kuca naprzeciwko mnie, tak że nasze twarze znajdują się niemal na tej samej wysokości, a wielkimi dłońmi ściska dzielące nas kraty. Nie wiem nawet, kiedy się poruszył. – Oddychaj głęboko.

Robię, co każe, a ucisk w piersi nieznacznie ustępuje.

– Bardzo dobrze. Wdech. Wydech. – Wściekłe wody zaczynają się uspokajać w reakcji na jego głos. – Wdech. Wydech.

Wszystko dociera do mnie z oddali. Okropne dźwięki odbijają się echem od ścian, ale ja patrzę na twarz kucającego przeze mną mężczyzny. Ciągle oddycham. Z twarzy alfy nie da się nic wyczytać.

– Właśnie tak. Spokojnie. – Głos ma zaskakująco łagodny. – Grzeczna dziewczyna. – Wracam do własnego ciała. – Nic ci nie jest?

– Już jest dobrze – odpowiadam napiętym, schrypniętym głosem. Nie jest dobrze i on to wie. A ja jestem słaba. Uciekam przed jego spojrzeniem, ale coś przyciąga mnie z powrotem. – Nic mi nie jest.

On przygląda się mnie, a ja jemu. Jest młodszy, niż z początku myślałam. W ciele wojownika, pod warstwą brudu i rozczochranymi włosami dostrzegam błysk w oczach i młodość bijącą ze skóry. Chyba ma nie więcej niż dwadzieścia kilka lat.

Dźwięki za jego plecami nabierają intensywności i stają się coraz głośniejsze.

– Lepiej, żebyś stąd już poszła, księżniczko. Chłopakowi nic nie jest. Bardzo odważnie postąpiłaś, że tu przyszłaś.

Odwracam się do Ryana, który obserwuje mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

Okropny wilk ryczy głośno.

Ryan marszczy nos.

– Żałuję, że tu, kurwa, przyjechałem – mamrocze pod nosem.

Biorę głęboki wdech, pakuję resztę bandaży oraz wodę z powrotem do skórzanej torby. Wciągam płaszcz na ramiona i osłaniam włosy kapturem. Potrzebuję chwili, by zawiązać troczki, bo trzęsą mi się ręce.

Wychodzę pospiesznie z celi, nie oglądając się za siebie.

Alfa idzie równo ze mną, spojrzenie ma ponure. Gdy oddalam się nieznacznie, słyszę, że coś mówi.

Zamieram.

– Co?

Przez chwilę rozlega się tylko paskudne posapywanie z celi, do której weszła kobieta.

– Nie tknie cię – mówi ledwie słyszalnie alfa.

– Kto?

– Sebastian. Nie tknie cię. – Z jego głosu bije mrok, pewność. Odwracam się twarzą do celi i podnoszę głowę, by spojrzeć mężczyźnie w oczy.

– Ma zostać moim mężem – mówię cicho.

Gdy patrzę na alfę, znowu przypominam sobie górskie szczyty. Mężczyzna stoi pewnie, mocno, a jego twarz równie dobrze mogłaby zostać wykuta z kamienia. Za to jego oczy… te oczy… Widzę w nich coś, co przypomina skruchę, może nawet wyrzuty sumienia.

– Nie – odpowiada równie cicho. – Nie, nie zostanie.

Czy jego plan ucieczki obejmuje także zabicie Sebastiana? Jakiś głos w moim wnętrzu mówi mi, że powinnam coś z tego powodu czuć. Smutek. Wdzięczność. Cokolwiek.

Ale mnie przepełnia pustka.

Zastanawiam się, czy moje ciało to naczynie, w którym więżę swoją duszę, powoli nie zamienia się w kamień. Statuę, na którą mężczyźni pokroju Sebastiana mogą patrzeć, bo nie ma żadnego celu, pragnień, uczuć.

A jednak… gdy alfa się we mnie wpatruje, w moim wnętrzu coś ożywa.

Z trudem przełykam ślinę. A potem odwracam wzrok, byle tylko nie patrzeć na paskudnego wilka i nagą kobietę, po czym pospiesznie idę do żelaznych drzwi.

Gdy wychodzę z pomieszczenia z klatkami, czuję na sobie spojrzenie alfy.

3

Jutro mam wyjść za mąż i nie jestem w stanie zasnąć.

Leżę w łóżku z kołdrą podciągniętą pod samą brodę i słucham wyjącego za oknem wiatru. Cienie tańczą na suficie, a powietrze zrobiło się chłodne, bo ogień w palenisku zaczął wygasać.

Zostałam do tego wytrenowana. Nauczono mnie być piękną, milczącą i posłuszną. Stworzyłam więzienie dla mojej dzikiej i wściekłej duszy, czekając na dzień, gdy zostanę wydana za mąż.

Jakaś część mnie marzyła, że kiedyś się zakocham jak księżniczki w historiach opowiadanych przez mamę, że pewnego dnia będę wolna.

Jednocześnie wiedziałam, że nigdy nie doczekam się szczęśliwego zakończenia.

Dlatego wyczekiwałam w strachu.

A teraz ten dzień jest tuż, tuż.

Jutro poślubię mężczyznę, który zmusza wilkołaki do walk, jakby byli psami. Który zagroził, że weźmie mnie jak kundla. Którego spojrzenie przyprawia mnie o ciarki.

Poślubię mężczyznę, którego nie znam i nie kocham.

„Nie tknie cię”.

W mojej głowie rozbrzmiewa obietnica alfy. Powinnam poinformować kogoś o tym, co powiedział. Powinnam przekazać odpowiednim ludziom, że planuje ucieczkę. Powinnam ostrzec, że zagroził lordowi, mojemu narzeczonemu. W końcu jest wilkołakiem. Wrogiem.

A jednak leżę w ciemności i słucham wycia wiatru.

I milczę, tak jak mnie tego nauczono.

To przecież i tak była czcza groźba. Nie ma takiej możliwości, żeby zdołał uciec.

Oboje jesteśmy więźniami.

Mimo to wpatruję się w srebrny otwieracz do listów leżący na szafce przy łóżku, aż w końcu zapadam w sen.

***

Czasami śnię o tym, że jestem posągiem stojącym w pałacowych ogrodach. Wokół mnie spacerują ludzie, komentując moje kształty, figurę.

W świetle jej oczy wyglądają jak żywe, mówią.

A ja przez cały ten czas jestem uwięziona we własnym wnętrzu. I krzyczę. Ale moje płuca są skamieniałe, wargi twarde, a w ustach czuję posmak starego cmentarza. Dlatego nikt mnie nie słyszy, nikt się tym nie interesuje.

Jest jeszcze drugi sen, w którym z kolei znajduję się w kościele i boję się tak, że czuję, jakbym miała zemdleć.

Mimo to nie płaczę. Ojciec nie lubi, gdy płaczę. A arcykapłan stoi przede mną z batem.

Nie zgrzeszyłam, protestuję.

Och, dziecko. Wszystkie kobiety grzeszą. Twoja matka była grzesznicą i ty także nią jesteś. Czy chcesz rozzłościć boginię Słońca? Nie? To dobrze. Odwróć się.

W niektórych snach biegnę. Biegnę przez las tak szybko, jak tylko potrafię. Wiatr szarpie mi włosy, gałązki łamią się pod moimi stopami. Jestem wolna, ale przepełnia mnie strach. Coś mnie goni, a ja boję się tego, co będzie, gdy w końcu mnie dopadnie.

Wtedy wbiegam w światło księżyca, a od drzew odbija się głos mojej mamy.

Obudź się, Auroro.

Obudź się!

***

Gwałtownie otwieram oczy.

Deszcz chłoszcze ściany pałacu, ogień w palenisku wygasł całkowicie. Gdy mój wzrok przyzwyczaja się do ciemności, dociera do mnie, dlaczego się obudziłam. Gdzieś z pałacu dobiegają krzyki.

Marszczę czoło, oddechy tworzą obłoczki przed moją twarzą.

Na zewnątrz rozlega się wycie. To wiatr?

Drzwi do mojej komnaty otwierają się gwałtownie, a ja siadam, przyciskając kołdrę do piersi.

– Co to ma zna… – Słowa więzną mi w gardle.

Do mojej sypialni wchodzi paskudny ciemnowłosy mężczyzna z klatki. Wciąż ma na sobie zielony kilt, ale do tego włożył białą lnianą koszulę oraz buty. Bije od niego kwaśny zapach, mieszkanka potu z czymś innym, nieprzyjemnym.

Skupia ma mnie spojrzenie, a w jego oczach pojawia się coś drapieżnego.

– Witaj, kochanieńka.

W mojej głowie pojawia się jego twarz, czerwona i wykrzywiona, gdy brał tamtą kobietę w celi.

Towarzyszą mu dwaj mężczyźni w identycznych zielonych tartanowych kiltach. Jeden jest łysy, wysoki i muskularny, jego brodę porasta ciemny zarost. Minę ma poważną. Drugi przywodzi na myśl szczura, jego przydługawe włosy mają mysi brązowy kolor.

Z ich sztyletów na podłogę kapie krew.

Serce mi zamiera. Czas płynie wolniej.

Ten muskularny zamyka za nimi drzwi.

– Miałeś co do niej rację, Magnusie – mówi ten, który wygląda jak szczur. – Ślicznotka. – Pociąga kilka razy nosem i uśmiecha się szeroko. – Mmm. Do tego słodka i niewinna.

– Otóż to. – Wąskie wargi Magnusa wykrzywiają się w uśmiechu. – Ale już niedługo.

Gramolę się z wielkiego łoża i niemal zaplątuję się w pościel. Chwytam za otwieracz do listów, który leży na szafce obok, i wymachuję nim przed sobą. Choć jest zrobiony ze srebra, to żałośnie mały przedmiot do obrony przed trzema żądnymi krwi wilkołakami.

Oni również zdają sobie z tego sprawę.

Ten przypominający szczura rechocze, a Magnus podchodzi bliżej.

– Wyjdźcie natychmiast. – Głos mi drży. – Wtedy lord Sebastian was oszczędzi.

– Twój lord ma ręce pełne roboty – odpowiada Magnus. – Jesteśmy tu tylko ty i nasza trójka. Uznaliśmy, że wykorzystamy ten czas, by lepiej się poznać. Co o tym sądzisz?

Gdy widzę, jak mi się przygląda, chcę się objąć ramionami, ale nie zamierzam opuszczać malutkiego ostrza. Moja koszula nocna jest za cienka, a ten chudy wilkołak patrzy pożądliwie na moje piersi. Z zimna stwardniały mi sutki.

– Wynocha – syczę.

Magnus się śmieje.

– Daj spokój, słodziutka. Nie ma potrzeby…

Drzwi do mojej sypialni stają otworem.

– Wynocha. – Z progu dobiega niskie warknięcie.

Trzej mężczyźni zamierają.

W drzwiach stoi alfa. Ma na sobie pogniecioną białą koszulę oraz buty z wysoką cholewką, a także czerwony kilt. Jego twarz wygląda, jakby została wykuta z burzy i skały. – Wyjdźcie.

Magnus przełyka ślinę, ale po chwili na jego twarz powraca uśmiech. Odwraca się do nowo przybyłego.

– Chcieliśmy się tylko zabawić…

– Natychmiast. – Alfa nie daje mu dokończyć. Jest większy od pozostałych trzech wilków, a coś w jego spojrzeniu obiecuje śmierć. Magnus chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo kręci głową.

– Chodźcie, panowie. Czas stąd spierdalać. – Szczerzy się szeroko i kłania mi się z kpiną. – Do zobaczenia, wasza wysokość.

Alfa zamyka za nimi drzwi. W ustach mam sucho, w głowie mi się kręci. Przybył mi na ratunek? Czy zaplanował coś o wiele gorszego?

– Jesteś ranna? – pyta.

Wciąż trzymam przed sobą otwieracz do listów i przeklinam w myślach moją drżącą rękę.

– Przepraszam za nich. Cały ich klan… – Spojrzenie jego zielonych oczu ciemnieje. – Później za to zapłacą.

– Musisz stąd wyjść.

– Owszem, muszę. – Przełyka ślinę, po czym patrzy na szafę, a następnie na księżyc za oknem. Gdy cisza się przeciąga, docierają do mnie kolejne krzyki. – Czy masz ciepły płaszcz?

– Dlaczego pytasz?

– Na zewnątrz jest zimno.

– Nie rozumiem, dlaczego ma to ze mną jakikolwiek związek – odpowiadam, a głos mam wyższy, niżbym tego chciała.

Widzę na jego twarzy przebłysk poczucia winy.

– Owszem, rozumiesz.

Cofam się o krok i śmieję ponuro.

– Chyba nie sądzisz, że z tobą pójdę.

– Pójdziesz, księżniczko.

– Nie… nie zrobisz mi krzywdy – mówię.

Wzdycha.

– I tu się mylisz. Nie zabiję cię. Nie tknę cię tak, jak tamte bydlaki zamierzały. Ale pójdziesz ze mną. I jeśli będę musiał użyć siły, żeby do tego doprowadzić, nie mogę obiecać, że nie zaboli.

Mrużę oczy i unoszę butnie głowę.

– Pomogłam ci wcześniej.

– Zgadza się. I bardzo to doceniam, księżniczko. Bardzo. To nie zmienia faktu, że zabieram cię ze sobą.

Gdy robi krok w moją stronę, wymachuję przed sobą otwieraczem do listów.

– Nie podchodź.

Ostrze jest żałośnie małe w porównaniu do jego potężnego ciała, ale alfa i tak podnosi ręce, jakby chciał mnie udobruchać.

– Proszę, uspokój się.

Budzą się we mnie emocje, które przez lata pozostawały uśpione.

– Jak śmiesz mówić mi, żebym się uspokoiła?!

W mojej głowie przewijają się wspomnienia tego, jak ojciec, arcykapłan i mój brat wielokrotnie odsyłali mnie za to, że śmiałam okazywać uczucia, co tylko podsyca nasilającą się we mnie dzikość.

– Wchodzisz w środku nocy do mojej komnaty – przecinam ostrzem powietrze – i myślisz, że możesz wyciągnąć mnie z łóżka. – Wskazuję na niego otwieraczem do listów. – A teraz zachowujesz się tak, jakby moja reakcja była przesadzona?

Próbuję dźgnąć go w brzuch, ale chwyta mnie za nadgarstek.

Nieruchomieję. Dłoń ma szorstką od odcisków. Trzyma mnie mocno.

– Puszczaj – syczę.

Wygina lekko mój nadgarstek, a malutkie ostrze upada ze szczękiem na podłogę. Alfa kuca i podnosi otwierasz. Syczy, gdy dotyka srebrnego przedmiotu.

– Oddam ci go, jak już zaczniesz się dobrze zachowywać.

Chowa ostrze do kieszeni, a ja korzystam z okazji i kopię go w klatkę piersiową. Chwyta mnie za kostkę, a drugą ręką podpiera na wysokości lędźwi, żebym nie upadła. Patrzymy sobie w oczy, a gdy dostrzegam intensywność jego spojrzenia, oddech więźnie mi w gardle.

– Czego ode mnie chcesz? – pytam.

– Myślę, że jesteś w stanie pomóc mi zakończyć tę wojnę.

Kręcę głową.

– Porwanie mnie tylko wszystko pogorszy. Jedyne, co cię przez to spotka, głupcze, to śmierć.

– Jeśli taka jest cena za ocalenie moich pobratymców, to z dumą ją zapłacę. To jak będzie, księżniczko? Czy weźmiesz płaszcz i wyjdziesz ze mną z tego pokoju? Czy mam przerzucić cię przez ramię? Masz wybór. Choć nie jest on dobry. – Mówi do mnie to samo, co ja powiedziałam mu wcześniej, i uśmiecha się przy tym ponuro. – Ale wybór pozostaje wyborem.

– Ty bydlaku! – Kręcę głową. – Na pewno nie myślisz, że wydostaniesz się z tego pałacu.

Na zewnątrz słychać krzyki i tętent kopyt.

– Widzisz? Idą po ciebie. – Wskazuję głową na okno, a kosmyk włosów przykleja mi się do ust. – Jeśli odejdziesz teraz, wciąż będziesz miał szansę…

Zanim to do mnie dociera, alfa wstaje ze mną przerzuconą przez ramię. Wrzeszczę i uderzam go w plecy.

– Zwariowałeś? – warczę. – Oskórują cię żywcem za…

W tej samej chwili otwiera drzwi szafy, a mi głos więźnie w gardle, bo moja groźba padła w bardzo nieodpowiedniej chwili.

Biorąc pod uwagę moje obecne położenie, nie powinnam mieć tak silnych wyrzutów sumienia na widok wilczego futra, które wisi wśród innych ubrań. I nie powinnam tak bardzo pragnąć mu wytłumaczyć, że wisiało tam, zanim jeszcze tu przyjechałam.

Wilkołaki atakują moich ludzi od wieków, ale nie jestem w stanie pogodzić się z niektórymi brutalnymi praktykami Sebastiana.

Mężczyzna nieruchomieje, a ja czuję, jak napinają się mięśnie jego pleców.

Sekundę później ściąga z wieszaka inne futro i wychodzi pospiesznie z mojej sypialni.

Znów uderzam go pięścią między łopatki, ale nie wkładam w to wielkiej siły.

Może przez to, że stał się bardziej pochmurny i się boję. A może dlatego, że malutka część mnie cieszy się z tego, że choć ten wilkołak jest naprawdę przerażający, to umknę przed pisanym mi losem i nie poślubię Sebastiana.

– Nie ujdzie ci to płazem – warczę mimo mętliku w głowie.

– Ujdzie. A teraz milcz.

– Dokąd mnie zabierasz?

– Do domu.

4

Od kamiennych ścian pałacu odbijają się krzyki, a płomienie pochodni się kołyszą, gdy jestem niesiona labiryntem korytarzy.

Usiłuję walczyć z moim porywaczem, ale ten tylko ściska mnie mocniej w pasie.

Nie wiem nawet, dokąd miałabym uciec, gdybym zdołała mu się wyrwać. Do Sebastiana? Do mojego ojca? Czy to byłoby dla mnie lepsze? A może gorsze?

Pozostaję bezsilna, co sprawia, że budzi się we mnie coś dzikiego. Grzechocze w mojej piersi, a ja w ogóle nie mam poczucia beznadziei, które powinno mi towarzyszyć w takiej sytuacji. Złość, jaką w sobie kumulowałam od śmierci mamy, wzbiera gorącą falą i przepływa przez moje żyły.

Nie jestem skałą. Nie jestem posągiem.

Stałam się płomieniem.

Jakimś cudem to ten mężczyzna, ta bestia sprawiła, że w końcu to ujrzałam.

Zaczynam okładać alfę pięściami po plecach.

– Puszczaj mnie, ty przeklęty paskudny brutalu. – Włosy wpadają mi do ust. Wierzgam gołymi nogami, ale w nic nie trafiam. – Puszczaj mnie! Umrzesz za to, ty straszny… – Milknę, bo właśnie pokonujemy zakręt.

Na podłodze w kałuży krwi leży dwóch strażników. Alfa przechodzi nad ich ciałami, a ja patrzę na ich pozbawione życia twarze, gdy mój porywacz idzie dalej.

W tej chwili w pełni dociera do mnie rzeczywistość.

Ci mężczyźni są niebezpieczni. Są zabójcami. Wilkołakami.

Oczywiście porwanie mnie z domu przez wrogów mojego ludu jest gorsze niż wszystko inne. Tu nie ma o czym dyskutować. A jednak…

Alfa pędzi przez jeden z korytarzy w skrzydle dla służby, jakby wiedział, dokąd się kierować, choć sama nie mam pojęcia, gdzie się znajduję. W tej samej chwili rozlega się przeszywający wrzask. Mijamy kobietę, która patrzy na nas przez chwilę, po czym ucieka w przeciwnym kierunku – jej ciemne włosy wymykają się spod czepka.

Alfa się stąd nie wydostanie.

Uwiężą go, poczekają do pełni księżyca, a potem żywcem obedrą ze skóry.

To, co się we mnie uwolniło, zaczyna szaleć. Serce łomocze mi w piersi jak wściekłe.

– Pobiegła po pomoc, ty brutalu – syczę. – Kilka minut drogi stąd stacjonują wojska.

– Doprawdy? – mówi niskim głosem. Przyspiesza kroku i wręcz truchta po schodach. – Dziękuję.

Czepiam się kurczowo jego ramion, wbijając przy tym palce w mięśnie, bo z każdym krokiem podskakuję na jego ramieniu.

– Ja nie… Nie próbowałam ci pomóc! – protestuję z przerażeniem w głosie.

Wypowiadając te słowa, od razu zaczynam się zastanawiać, ile jest w tym prawdy.

Alfa skręca w lewo, potem w prawo, po czym wychodzi na szeroki korytarz. Rozpoznaję mural przedstawiający wojowników mordujących wilkołaki. Przedstawia zwycięstwo w bitwie z bestiami, która miała miejsce sto lat temu. Znajduje się blisko zachodniego wejścia.

Już prawie wydostał się z pałacu. A ja niemal…

– Stać! – Ciszę przeszywa męski głos.

Mój porywacz nieruchomieje. Przejście blokuje mu dwóch strażników. Na ich tarczach znajduje się słońce, symbol Ziem Południowych. To ludzie mojego ojca.

– Czy to księżniczka? – mówi jeden z niedowierzaniem.

Drugi się śmieje.

– Och, naprawdę ci nie zazdroszczę, psie. Czy wiesz, co się tutaj robi z twoim gatunkiem?

Szczęk mieczy sygnalizuje pojawienie się kolejnych strażników, którzy wyłaniają się zza zakrętu za alfą. Biorę gwałtowny wdech.

– Nie zabijajcie go – mówi jeden z nich, barczysty mężczyzna ze srebrną gwiazdą Pogranicza na napierśniku. – Lord Sebastian będzie chciał z nim spędzić trochę czasu.

Alfa sztywnieje.

– Muszę cię na chwilę postawić, księżniczko – mówi łagodnie.

Oddech więźnie mi w gardle, gdy zsuwa mnie po swojej piersi i stawia na kamiennej podłodze. Strażnicy ruszają do ataku, ale wszystko dookoła zdaje się nieruchome. Wilk wpatruje się we mnie, a jego oczy są zielone i pełne życia niczym las.

Nie uciekaj, zdaje się mówić. Nie uciekaj.

Odpycha mnie na bok. Przywieram plecami do ściany z muralem, a alfa w tej samej chwili robi unik przed zbliżającym się ostrzem miecza. Chwyta atakującego strażnika za głowę i przekręca ją gwałtownie. W korytarzu niesie się obrzydliwe chrupnięcie, a mężczyzna rzuca bezwładnym ciałem w kolejnego żołnierza, który wpada na ścianę, po czym ryczy i atakuje.

Krew, mięśnie i stal zlewają się przede mną, a wilkołak staje do walki z trzema strażnikami jednocześnie.

Jest siłą natury. Wymachuje rękami, blokuje i unika zabójczych ciosów, które na niego spadają. Nadziewa jednego z żołnierzy na jego własny miecz, a następnego popycha na ścianę, po czym uderza o nią jego głową, a robi to z taką siłą, że trzęsie się żyrandol nad naszymi głowami.

Drżę, jakby decyzja, którą muszę podjąć, była żywą istotą wypełniającą moje ciało.

Powinnam uciekać.

Ale nie chcę zostać w tym pałacu.

Znalazłam się na rozdrożu i mam do wyboru dwie ścieżki. Nie wiem, którą ruszyć.

Alfa podnosi miecz z podłogi. Wbija jego ostrze w brodę kolejnego strażnika, z którego ust tryska krew.

Koszmar rozgrywający się na moich oczach zmusza mnie do zmierzenia się z tym, że alfa to zabójca.

Pędzę korytarzem po mojej prawej, bose stopy plaskają o zimną podłogę. Włosy powiewają za moimi plecami, a długa koszula nocna plącze się wokół kostek. Oddycham szybko, a serce łomocze mi jak szalone.

Biegnę najszybciej, jak tylko potrafię, przepełnia mnie panika. Nie znam tego miejsca i choć wkrótce ma się stać moim domem, jest zimne i obce. Zgubiłam się w kamiennym labiryncie, gdzieś za mną znajduje się bestia, a ja nie znam drogi do wyjścia.

– Księżniczko, poczekaj.

Odwracam się.

Alfa stoi na końcu korytarza. Koszulę ma przepoconą, rękawy rozciągnęły się na bicepsach. Mężczyzna rusza w moją stronę powoli i ostrożnie. Jest niczym drapieżnik, który stara się nie przestraszyć swojej ofiary.

– Księżniczko, czy naprawdę…

Gdy do mnie dociera, zamiera nagle, jakby słyszał coś, co nie dobiega do moich uszu, aż nagle obejmuje mnie ramieniem w pasie. Sapię gwałtownie, gdy wciąga mnie do zacienionej alkowy. Przyciska mnie do swojej piersi.

Jestem świadoma każdej krzywizny jego torsu, czuję, jak łomocze mu serce. Jego gorący i nierówny oddech owiewa moje ucho, a nozdrza wypełnia jego woń – ciepło, pot i góry. To wszystko mnie przytłacza. Nieruchomieję, choć krew krąży szybciej w żyłach i słyszę własne serce.

Czuję narastający w gardle krzyk, ale wilkołak zasłania mi usta ręką.

– Znajdźcie ją! – warczy lord Sebastian. – Natychmiast ją znajdźcie! Jest moją oblubienicą i nie pozwolę, by mi ją zabrano. Jeśli ją tkną, jeśli ją zbrukają, nie będzie miała dla mnie żadnej wartości! Rozumiecie?

Czuję cichy warkot w piersi alfy.

Przez chwilę oboje oddychamy szybko, a Sebastian kontynuuje swoją tyradę zaledwie kilka metrów dalej, i nie przestaje podkreślać tego, jak ważna jest moja czystość. Wilkołak powoli odsuwa rękę od moich ust. Tak jakby prowokował mnie do krzyku.

– Musi pozostać nietknięta. Rozumiecie? – mówi Sebastian. – Znajdźcie ją!

– Tak, mój panie.

Głosy się oddalają.

Powoli wypuszczam oddech. Przez chwilę oboje z wilkołakiem się nie ruszamy. Alfa opuszcza ramię i odsuwa się o krok. Patrzy w stronę korytarza z mrocznym wyrazem twarzy.

– Naprawdę chcesz zostać? – pyta.

– A co to za różnica? W obu sytuacjach pozostaję więźniem.

– Owszem. – Pociera się ręką po karku. – Nie mogę ci obiecać, że na Ziemiach Północnych nie będzie niebezpiecznie. Moi pobratymcy nie darzą ludzi sympatią. Ale z pewnością mogę ci obiecać, że będę cię chronił. – Przełyka ślinę. – I dam ci wybór. Jeśli uciekniesz teraz, nie pójdę za tobą. Chodź ze mną, a nikt cię nie tknie. Przysięgam na boginię Księżyca.

Wyciąga do mnie rękę. Trzęsę się, a w piersi czuję, że już prawie podjęłam decyzję. Moja dusza miota się w swoim więzieniu, dzika i wrzeszcząca.

Alfa patrzy na mnie bez wahania. Tak jakby nie miał wątpliwości odnośnie do tego, co postanowię zrobić.

– Czego ode mnie chcesz? – pytam.

Przygryza dolną wargę, jakby się zastanawiał, czy mi powiedzieć.

– Sebastian ma coś, co należy do nas. Chcemy to odzyskać.

Śmieję się gorzko.

– Chcesz mnie wziąć na zakładniczkę. Uważasz, że dokona wymiany.

– Tak – odpowiada.

Oto mój „wybór”. Dwie ścieżki, które się przede mną rozciągają.

Taki to wybór, że aż żaden, prawda? Po raz kolejny jestem jedynie trofeum, obiektem przekazywanym sobie przez mężczyzn z rąk do rąk. Czuję narastającą we mnie histerię i daję jej upust, śmiejąc się tak, jakbym postradała zmysły.

– Proszę bardzo – mówię. – To o to ci chodziło! Cóż, słyszałeś, co powiedział lord. Jeśli zostanę zbrukana, nie będę miała żadnej wartości.

– To nie dlatego zamierzam zadbać o twoje bezpieczeństwo.

Wpatruję się w jego wyciągniętą dłoń, a następnie zerkam w kierunku korytarza, którym oddalił się lord Sebastian.

– Słyszałem, co do ciebie powiedział – mówi cicho alfa. – Podczas psich walk. – Gdy patrzę mu w oczy, ku mojemu zaskoczeniu dostrzegam w nich złość. – Ochronię cię. A potem zwrócę ci wolność. Przysięgam.

Nie wiem, czy to przez to słowo – wolność – serce bije mi szybciej, czy przez wyraz twarzy wilkołaka. Choć jestem posągiem, a posągi się nie ruszają, czuję, jak podrygują mi palce.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji