W zasięgu śmierci - Aldona Kucner - ebook + audiobook

W zasięgu śmierci ebook

Aldona Kucner

5,0
37,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W zasięgu śmierci — Aldona Kucner. Kryminał o śmierci influencera, cenie sławy i nieoczywistym śledztwie

„W zasięgu śmierci” Aldony Kucner to współczesny kryminał osadzony we Wrocławiu, w którym komisarz Gizela Sikora bada śmierć popularnego youtubera po upadku z dachu akademika. Śledztwo prowadzi ją za kulisy internetowej sławy, marketingu i nowych technologii, gdzie żywy — i martwy — celebryta może być źródłem ogromnych dochodów.

Kluczowe informacje: gatunek — kryminał · główna bohaterka — komisarz Gizela Sikora, zwana Izką · miejsce akcji — Wrocław · punkt wyjścia fabuły — śmierć popularnego youtubera po upadku z dachu akademika · główne motywy — internetowa sława, media społecznościowe, nowe technologie, marketing internetowy i cena sukcesu · seria — pierwszy tom cyklu kryminalnego o Gizeli Sikorze

Dla kogo jest ten kryminał i czego można się spodziewać?

  • Dla fanów zagadek kryminalnych: śmierć młodego youtubera początkowo wygląda jak wypadek, ale komisarz Sikora szybko zaczyna podejrzewać, że sprawa ma drugie dno.
  • Dla zainteresowanych współczesnością: ważną częścią fabuły są media społecznościowe, internetowy marketing, nowe technologie oraz kulisy sławy influencerów.
  • Dla wielbicieli wyrazistych bohaterek: Gizela „Izka” Sikora jest błyskotliwa, intuicyjna i profesjonalna, ale poza pracą mierzy się z traumą trudnego dzieciństwa i własną tajemnicą.
  • Dla szukających nieoczywistych śledztw: książka łączy klasyczną zagadkę kryminalną z nowoczesnymi metodami śledczymi i współczesnym tłem.
  • Dla czytelników lubiących miejskie historie: akcja rozgrywa się we Wrocławiu, który stanowi istotne tło wydarzeń.

O czym jest „W zasięgu śmierci”?

Młody, popularny youtuber spada z dachu wrocławskiego akademika. Okoliczności jego śmierci ma wyjaśnić komisarz Gizela Sikora, zwana Izką. Jej intuicja szybko podpowiada jej, że nie był to zwykły wypadek.

Trop prowadzi do świata, w którym popularność można przeliczyć na pieniądze, a nawet śmierć celebryty może przynosić komuś ogromne dochody. Za internetowym wizerunkiem kryją się interesy, manipulacje i ludzie, którym sukces innych nie zawsze jest na rękę.

Równolegle odsłania się prywatna historia Izki. Choć podczas śledztwa pozostaje opanowana i profesjonalna, zmaga się z konsekwencjami trudnego dzieciństwa oraz tajemnicą, która wychodzi na jaw w najmniej odpowiednim momencie.

Co wyróżnia „W zasięgu śmierci” na tle klasycznych kryminałów?

Punktem wyjścia jest klasyczna kryminalna zagadka, ale jej tło tworzą bardzo współczesne zjawiska: media społecznościowe, internetowa popularność, marketing i nowe technologie. Pytanie o to, kto skorzystał na śmierci youtubera, prowadzi śledztwo w stronę ekonomii internetowej sławy i ludzi działających za jej kulisami.

Drugim mocnym elementem jest główna bohaterka. Gizela Sikora nie opiera się wyłącznie na rutynie policyjnej — jest błyskotliwa, ma wyjątkową intuicję i nie boi się podążać za tropami, które na początku nie wydają się oczywiste.

Kim jest Aldona Kucner?

Aldona Kucner jest dwukrotną laureatką konkursu na opowiadanie kryminalne organizowanego w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Warsztat pisarski doskonaliła pod okiem Marty Guzowskiej, Roberta Małeckiego i Jacka Bieruta.

Zawodowo pracuje jako wykładowca akademicki, doradca i trener biznesu wspierający polskie technologie i innowacje — od płynu do baniek mydlanych po optykę do satelit. Łączy informacje ze świata biznesu i nauki z kreatywnym myśleniem, wykorzystując je jako punkt wyjścia do kryminalnych historii.

Jest doświadczoną autorką książek i artykułów biznesowych, natomiast „W zasięgu śmierci” otwiera jej drogę w świecie beletrystyki. Prywatnie jest żoną, matką dwójki dorosłych dzieci oraz pasjonatką czytania, podróżowania i domowych wypieków.

Co mówią o „W zasięgu śmierci” pierwsi czytelnicy i recenzenci?

„Kucner wie, jak oczarować czytelnika i wciągnąć go w zmyślną zagadkę kryminalną. Ta powieść to wiwisekcja współczesnej młodzieży i wpływu portali społecznościowych na jej życie. Wiarygodne tło obyczajowe i dobrze skrojona bohaterka-policjantka to niewątpliwe atuty W zasięgu śmierci. Ale wcale nie jedyne! Polecam wszystkim fanom gatunku.” — Robert Małecki

„To mroczna i aktualna opowieść o samotności, manipulacji i cenie sukcesu. Aldona Kucner wciąga czytelnika w świat internetowej sławy, pozorów i niebezpiecznych układów, gdzie każdy może być zarówno graczem, jak i ofiarą… Bardzo obiecujący początek serii!” — Joanna Chrzanowska, @pani_jo_asia

„Ta powieść wciąga niepostrzeżenie. Nagle orientujesz się, że jesteś w połowie lektury, nie możesz przestać czytać i płaczesz nad losem skrzywdzonych postaci. Dopracowany, pełen pasji do literatury kryminalnej debiut, jeden z najciekawszych tego roku!” — Martyna Chmiel, kryminalnatalerzu.pl

„Internet potrafi dać sławę, pieniądze i tysiące obserwujących, a jednocześnie odebrać… życie. Jeśli jesteście gotowi na trzymającą w napięciu kryminalną rozgrywkę, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę książkę. Polecam!” — Natalia Miśkowiec, @prostymislowami

„To historia o cenie popularności, sile fałszu i świecie, w którym prawda coraz częściej przegrywa z iluzją rozchodzącą się w sieci jak wirus. Mocny, aktualny i znakomicie skonstruowany debiut, który zostaje z czytelnikiem na długo. Czekam na ciąg dalszy!” — Olga Szelc, Książki pod ręką

Często zadawane pytania FAQ

O czym jest książka „W zasięgu śmierci”? To kryminał o śmierci popularnego youtubera, który spada z dachu wrocławskiego akademika. Komisarz Gizela Sikora podejrzewa, że wydarzenie nie było zwykłym wypadkiem, i rozpoczyna śledztwo prowadzące za kulisy internetowej sławy.

Kim jest główna bohaterka „W zasięgu śmierci”? Główną bohaterką jest komisarz Gizela Sikora, zwana Izką. Jest błyskotliwa, obdarzona silną intuicją i chętnie sprawdza nieoczywiste tropy.

Gdzie rozgrywa się akcja książki? Akcja „W zasięgu śmierci” jest osadzona we współczesnym Wrocławiu.

Czy „W zasięgu śmierci” jest częścią serii? Tak. To pierwszy tom serii kryminalnej o komisarz Gizeli Sikorze.

Jakie tematy poza śledztwem porusza powieść? Książka pokazuje świat mediów społecznościowych, internetowego marketingu, nowych technologii oraz kulisy popularności influencerów. Ważnym tematem jest także cena sukcesu i korzyści finansowe związane z internetową sławą.

Czy w książce pojawia się prywatny wątek głównej bohaterki? Tak. Izka zmaga się z traumą trudnego dzieciństwa oraz tajemnicą, która ujawnia się w niepożądanym momencie.

Dla kogo jest „W zasięgu śmierci”? Dla czytelników lubiących zagadki kryminalne, nieoczywiste zwroty akcji, nowoczesne policyjne śledztwa i silne kobiece bohaterki. Książka może zainteresować także osoby śledzące nowe technologie, media społecznościowe i świat influencerów.

Czy „W zasięgu śmierci” jest debiutem Aldony Kucner? To jej debiut w beletrystyce. Wcześniej Aldona Kucner pisała książki i artykuły biznesowe oraz dwukrotnie zdobyła nagrodę w konkursie na opowiadanie kryminalne organizowanym w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 530

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
magkor

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam serdecznie
00



Zapraszamy na www.publicat.pl

Projekt okładkiNATALIA TWARDY

Fotografie na okładceMindea/iStock

Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA

Opieka redakcyjnaANNA HEINE

RedakcjaFILIP MODRZEJEWSKI

KorektaANNA ZIENTEK

Redakcja technicznaRADOSŁAW FIEDOSICHIN – LOREM IPSUM

Copyright © Aldona Kucner, Publicat S.A., MMXXVI (wydanie elektroniczne)

All rights reserved

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.

Wszelkie postaci, wydarzenia i sytuacje przedstawione w niniejszej publikacji są wytworem wyobraźni autora. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, żyjących lub zmarłych, zdarzeń czy sytuacji jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Tłem powieści jest Wrocław, ale nie jest to wierne odwzorowanie miasta.

ISBN 978-83-271-7155-9

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

DEBIUT ALDONY KUCNER POLECAJĄ

Kucner wie, jak oczarować czytelnika i wciągnąć go w zmyślną zagadkę kryminalną. Ta powieść to wiwisekcja współczesnej młodzieży i wpływu portali społecznościowych na jej życie. Wiarygodne tło obyczajowe i dobrze skrojona bohaterka-policjantka to niewątpliwe atuty W zasięgu śmierci. Ale wcale nie jedyne! Polecam wszystkim fanom gatunku.

ROBERT MAŁECKI

To mroczna i aktualna opowieść o samotności, manipulacji i cenie sukcesu. Aldona Kucner wciąga czytelnika w świat internetowej sławy, pozorów i niebezpiecznych układów, gdzie każdy może być zarówno graczem, jak i ofiarą... Bardzo obiecujący początek serii!

JOANNA CHRZANOWSKA, @pani_jo_asia

Ta powieść wciąga niepostrzeżenie. Nagle orientujesz się, że jesteś w połowie lektury, nie możesz przestać czytać i płaczesz nad losem skrzywdzonych postaci. Dopracowany, pełen pasji do literatury kryminalnej debiut, jeden z najciekawszych tego roku!

MARTYNA CHMIEL, kryminalnatalerzu.pl

Internet potrafi dać sławę, pieniądze i tysiące obserwujących, a jednocześnie odebrać... życie. Jeśli jesteście gotowi na trzymającą w napięciu kryminalną rozgrywkę, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę książkę. Polecam!

NATALIA MIŚKOWIEC, @prostymislowami

To historia o cenie popularności, sile fałszu i świecie, w którym prawda coraz częściej przegrywa z iluzją rozchodzącą się w sieci jak wirus. Mocny, aktualny i znakomicie skonstruowany debiut, który zostaje z czytelnikiem na długo. Czekam na ciąg dalszy!

OLGA SZELC, Książki pod ręką

Borsukowi

NIEDZIELA

Nieproszony dźwięk zaatakował ciszę.

Spojrzała na podniszczony wyświetlacz, choć wiedziała, kto dzwoni. Siedziała zesztywniała na podłodze i patrzyła, jak za sprawą ekranu ciemny pokój stopniowo wypełnia bezduszna poświata i słabnie, by w końcu zgasnąć. Usłyszała ciche trzaśnięcie u nasady kręgosłupa, kiedy powoli odchyliła głowę i potoczyła nią kilka razy od ramienia do ramienia. Uwolnione z misternego koka włosy opadły jej na twarz i przykleiły się do mokrych policzków. Nie odgarnęła kosmyków.

Gdy wróciła do swojego ciała na dobre, zdała sobie sprawę, jak boleśnie siedzisko wysłużonej kanapy wrzynało się jej w plecy. Nabrała powietrza tak głęboko, że aż zabolały ją mięśnie pod mostkiem. Wstrzymała oddech na chwilę, jak to robiła w dzieciństwie, marząc o nurkowaniu, a potem powoli i głośno wypuściła powietrze z powrotem. Było duszne, gęste, śluzowate. Mózg niespiesznie wracał do rzeczywistości.

Wpisała PIN i odszukała ostatnie połączenie. Odchrząknęła, by nastawić głos na odpowiednio niski, budzący respekt ton.

– No co jest?

– Mamy skoczka.

– Spiralowiec? Który to?

– Czwarty w tym miesiącu. Dzieciaki powariowały! I są coraz młodsze.

– ...

– Ten ma na oko piętnaście lat.

Piętnaście?!

Przez chwilę jej ciało spięło się tak gwałtownie, jak w chwili, gdy z blatu ześlizguje ci się szklanka i choć jeszcze leci, wiesz, że zaraz uderzy o posadzkę. Tomek ma piętnaście lat. I dwa dni. Przedwczoraj obchodzili jego urodziny.

Czy ma zadatki, by zostać skoczkiem?

– Brunet? – Starała się zachować chłodny ton i nie zdradzić, jak bardzo chce usłyszeć przeczącą odpowiedź.

– Nie, blondynek.

Ciało odebrało pozytywny sygnał i odzyskało swój ciężar. Grawitacja wróciła.

Tomek to ciemny brunet, typ Hiszpana. Daleko mu do blondyna.

– Ma spiralę?

– Nie. Pewnie znajdą na stole.

– Gdzie stoicie?

– Pod Kredką, od strony Grunwaldzkiej.

– Dużo ludzi?

– Prawie żadnych. Z góry też się nie gapią. Wakacje, studenci powyjeżdżali. Jest okej. Przysłoniliśmy i czekamy.

– Dobra, jadę.

Wstała. Wsunęła komórkę do tylnej kieszeni spodni, a potem złapała nogawki na udach i spróbowała zsunąć spodnie nieco w dół. Wszystko się jej poprzyklejało. Ohyda. Rozejrzała się po pokoju, próbując w miejskim świetle, sączącym się przez okno, rozpoznać, co gdzie leży. Znalazła w końcu wąską ścieżkę, przeszła nią ostrożnie i zamknęła za sobą drzwi. Światło w przedpokoju boleśnie zakłuło w oczy. Chwyciła z wieszaka cienką, czarną kurtkę. Przelotnie spojrzała w lustro. Może powinna zmienić T-shirt, wziąć prysznic? Nie, w taką parną noc i tak się spoci.

Wyszła na ciemny korytarz i po cichu zamknęła drzwi. Sąsiadka z jej piętra też cierpi na bezsenność. Schowała pęk kluczy z miniaturową Statuą Wolności do kieszeni kurtki. Sprawdziła, czy w drugiej nadal są dokumenty i chusteczki, wepchnięte tam popołudniem. Były. Namacała też baton proteinowy. Przyda się. Na śniadanie chyba nie ma co liczyć. Zeszła bezszelestnie trzy piętra i wkroczyła w noc.

Kuźniki, jedna z najmniejszych dzielnic Wrocławia, spały. Było duszno, niewiele chłodniej niż w mieszkaniu. Pachniało ligustrem i skoszoną trawą. Z pobliskiej obwodnicy dochodził szum jadących dokądś samochodów. Przy odrobinie wyobraźni można pomyśleć, że to szum morza.

Rozejrzała się. Żywego ducha. Drgnęła. Nie z lęku przed pustą ulicą, ale z poczucia, że powietrze wokół niej jakby zastygło. Powiodła wzrokiem po uśpionych blokach i nielicznych drzewach na pobliskim skwerze. Gdzieś daleko, tuż nad dachami czteropiętrowców, niebo na chwilę pojaśniało. Poszła w stronę parkingu. Zaklęła, gdy zorientowała się, że nadepnęła na coś miękkiego. Kiedyś pozabija niektórych właścicieli psów.

– Cholera! Co się dzieje z tymi ludźmi – mruknęła z obrzydzeniem, rozglądając się w świetle latarni za jakimś patykiem czy większym liściem, żeby wytrzeć czerwony trampek.

Niczego takiego nie znalazła. Na murku wokół śmietników dostrzegła jakiś plakat. Podeszła bliżej: dni chleba i smalcu. Najwyżej nikt nie przyjdzie, pomyślała, zrywając papier i wycierając nim gumową podeszwę. Wsiadła do swojej wiekowej Skody i ostrożnie postawiła lewą stopę na pedale sprzęgła. Gówniane osiedle!

Mrowił ją kark. Trochę ze strachu przed nawałnicą, a trochę z podniecenia, że może wreszcie przyjdzie deszcz i pozwoli odetchnąć miastu. Wrocław kisił się we własnym sosie. Pootwierane na oścież okna w mijanych blokach nie zapewniały upragnionego chłodu mieszkańcom. Może niech już lunie! Czuła też coś na kształt irytacji, że znów jakiś dzieciak zrezygnował z tego świata.

Choć był to środek nocy, dojazd w okolice położonego po drugiej stronie miasta Placu Grunwaldzkiego zajął niemal pół godziny. Gdy przejechała Most Grunwaldzki i dotarła do akademików Ołówek i Kredka, znalazła swoich bez problemu. Tworząc czworobok, dwa wozy policji i karetka błyskały światłami. Czwarty bok stanowiła ściana akademika, wyżej, z kilku rozświetlonych okien, wychylały się głowy ciekawskich.

Mogli zobaczyć co najwyżej górę policyjnego namiotu rozpostartego nad miejscem zdarzenia.

– Jesteś. – Spomiędzy samochodów wyszedł niewysoki, ciemnowłosy mężczyzna o zmierzwionych włosach. Widząc szefową, szybko zapiął guziki pod szyją policyjnego polo. – Ale upał!

– No! Wszystko mi się poprzyklejało do tyłka! Jest już prokurator?

– Nie, jedzie dopiero. Kicińska. Coś tam mieli dzisiaj pod Wrocławiem. Zdaje się, że spotkanie z Pendolino. Podejrzewa, że ten tu to kolejny spiralowiec, więc kazała nas zawołać.

Policjant spojrzał badawczo, nieco zbyt długo przyglądając się jej twarzy, ale gdy tylko napotkał wzrok Izki, spuścił oczy.

– Paweł, co jest? Coś mi się przykleiło do gęby?

– Yyyy, tak tylko. Coś tam ci się rozmazało pod okiem – powiedział, a potem mruknął: – Płakałaś?

– Oszalałeś? Ja? Pot mi się leje z głowy, a nie łzy! Lepiej prowadź do denata.

Paweł odwrócił się zmieszany na pięcie i skierował w stronę samochodów. Ruszyła za nim, dyskretnie wycierając poślinionymi knykciami skórę pod obojgiem oczu. Płakała czy nie, to jej prywatne podwórko.

Przeszła między samochodami i wkroczyła w krąg światła z ustawionych wokół wysokich reflektorów. Namiot wyglądałby niemal przytulnie, gdyby nie denat. Młody człowiek leżał brzuchem do ziemi, z rozpostartymi kończynami jak pies, który nie dał rady utrzymać się na oblodzonej tafli. Byłoby to nawet komiczne w innych okolicznościach. Wyglądał zadziwiająco normalnie. Nie dostrzegła niczego, co wskazywałoby na pęknięcie powłok brzusznych, jedynie niewielka kałuża krwi przy głowie sugerowała, że skóra nie wytrzymała uderzenia. Długie, podwinięte dżinsy wyglądały plażowo, niewinnie. Nie miał na sobie skarpetek ani butów. Izka szybko przebiegła wzrokiem od głowy w dół i z powrotem.

Mimo doświadczenia, lat służby i wielu podobnych przypadków, tych pierwszych parę sekund zawsze wywoływało w niej wstrząs. Wiedziała, że są widoki, do których nigdy się nie przyzwyczai. Jedyne, nad czym potrafiła już zapanować, i to wywoływało w niej prawdziwą dumę, to odruch wymiotny. Cała reszta, no cóż. Cała reszta nadal była nie do zniesienia. Ranga komisarza, a od niedawna także funkcja pełniącej obowiązki zastępcy naczelnika wydziału kryminalnego, dawały jej ten przywilej, że mogła już wysługiwać się innymi przy szczegółowych oględzinach zwłok. Czekała tylko na raport od technika i medyka sądowego. Tym samym ograniczała swoją obecność przy ciele do minimum. Teraz także.

Twarz chłopaka zwrócona była w drugą stronę, więc stamtąd, gdzie Izka stała, mogła widzieć tylko jego kręcone blond loki, długie, sięgające mu do ramion. Wpatrywała się w nie dłuższą chwilę, zanim przyłapała się na paskudnej myśli, że cieszy się na ich widok. Tak bardzo różnią się od włosów Tomka, jej ukochanego siostrzeńca, że nie można było mieć żadnych wątpliwości. To na pewno nie on. Jeszcze raz przebiegła wzrokiem zwłoki chłopca, a potem zadarła głowę, żeby ocenić, skąd mógł spaść. Nic nie zobaczyła, bo wszystko skutecznie zasłaniał namiot. Cofnęła się więc odrobinę i poczuła, jak zderza się z czymś twardym i ciepłym.

– Sorry, zagapiłem się. – Miękki głos tuż przy jej uchu sprawił, że przeszedł ją dreszcz.

Nie zapomniała jeszcze tamtej nocy, tak odległej od jej służby, przyjaciół, tego, kim jest na co dzień. Odwróciła się szybko. Paweł pachniał przyprawami, męskim dezodorantem z pieprzem czy kardamonem. Rękawy granatowej koszulki wpijały mu się w muskuły. Jego dobrze wyrzeźbione ciało, niski wzrost i ładna twarz z nieco haczykowatym nosem kojarzyły się z Tomem Cruise’em i już na pierwszym roku Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie Paweł otrzymał ksywkę Top Gun.

– Spoko. Nie pomyślałam, żeby się obejrzeć – powiedziała szybko, a potem przeszła parę kroków i spojrzała na budynek Kredki. – Z którego wypadł?

– Jeszcze nie wiemy. Chłopaki rozeszły się po budynku, sprawdzają. O! Dobry wieczór, a raczej dzień dobry. – Uśmiechnął się gdzieś obok niej, a kiedy się odwróciła, zobaczyła nadchodzącą prokurator Kicińską.

– No witam. Jak to wygląda? – zapytała elegancka, szczupła kobieta po pięćdziesiątce, podając dłoń najpierw Izce, a potem jej towarzyszowi. Kiwnęła też głową w stronę technika, który pracował przy zwłokach.

– Właściwie też dopiero przyjechałam.

– Świeża sprawa, nie ma jeszcze stężenia pośmiertnego – odezwał się Paweł. – Nasi sprawdzają pokoje i dach. Chyba zleciał z wyższego piętra.

– Kto go znalazł? – Prokurator rzuciła okiem w stronę zwłok.

– Taksiarz. Tam jest. – Paweł wskazał palcem gdzieś w prawo, poza krąg światła.

Na bocznej uliczce stał trzeci wóz policji i jakiś inny samochód, z wyłączonymi światłami. Obok majaczyły trzy postaci.

Po chwili Paweł wyjaśnił:

– Siedział w wozie i czekał na klienta, kiedy chłopak spadł. Według niego było tuż po pierwszej.

– Widział, jak leciał?

– Mówi, że tak. Kątem oka. Myślał, że to jakaś szmata albo kawałek blachy z dachu. Podszedł zobaczyć, nie dotykał ciała, tylko od razu zadzwonił.

– Mógł żyć?

– Raczej nie – odpowiedział, patrząc to na jedną, to na drugą kobietę.

– Dobrze. Wiecie, co robić. Kwity już podpisane. Muszę jeszcze wrócić na tory. Tam jest roboty na cały dzień. Jestem pod telefonem i czekam na informacje.

Potwierdzili skinieniem głowy.

Izka spojrzała na komórkę. Minęła trzecia. Jeszcze dwie godziny i zacznie się dzień. Wstanie słońce, ludzie ruszą do swoich codzienności. Ktoś gdzieś tam będzie się denerwował, że chłopak nie wrócił do domu. Komuś zawali się świat. Westchnęła i odgoniła tę myśl. Trzeba skupić się na procedurach. Na szczęście cała ekipa działa jak dobrze naoliwiona maszyna.

– A ty o której tu byłeś? – zapytała, idąc w stronę ściany budynku.

– Za dwadzieścia druga. Z Mareczkiem. Przyjechaliśmy, zabezpieczyliśmy i zadzwoniliśmy od razu po ciebie. To spiralowiec, co?

– Wszystko na to wskazuje. Wysoki budynek, krótko po północy. Cholera mnie bierze, że nie możemy namierzyć drani, którzy za tym stoją.

Paweł westchnął ciężko i skrzywił się tak, jakby chciał splunąć, ale się powstrzymał. Oboje od kilku tygodni zajmowali się sprawami skoczków.

– Ci z Hagi mówią, że to gówno idzie przez serwery w całej Europie i Ameryce Południowej, zanim trafi do nas. Po drodze może przejść nawet kilkadziesiąt lokalizacji.

– Ilu już jest z tym tutaj?

– Sprawdziłem. Trzystu, w tym osiemdziesięciu w samej Rosji. No ale stamtąd chyba przyszło. Tak mówi Haga.

– Podobno.

Postali w milczeniu.

Co mogą oznaczać trzy setki martwych dzieciaków. Czy to koniec, czy początek tej serii? Ilu jeszcze zginie? Ilu tu? Ilu przyjdzie im oglądać?

– Cześć, Izka.

Głos należał do wysokiego i przystojnego mężczyzny w wieku około czterdziestu lat. Mareczek, mimo że nieogolony i spocony, nadal wyglądał jak model. Taki model, którego celowo pochlapano wodą, żeby prezentował się jeszcze bardziej męsko i podniecająco.

– No hej.

– Widziałem Kicińską. Działamy?

– No działamy, działamy – odpowiedziała niechętnie Izka i pokazała drogę: – Panie przodem! – dodała, drażniąc się z podwładnymi. – Chodźmy.

Weszli z powrotem pod namiot, jeszcze raz skinęli technikowi w białym kombinezonie, a następnie obeszli denata. Tym razem stanęli od strony jego głowy. Izka spojrzała i zaniemówiła.

To nie była twarz Tomka, na pewno, ale też nie jest jej całkiem obca. Na pewno ją zna, choć chłopaka nigdy nie poznała osobiście.

– No, panowie – szepnęła do kolegów. – Spodziewam się, że zaraz tu zjadą kamery. Będziemy sławni.

Chciała powiedzieć coś więcej, ale nie zdołała. Dudnienie o dach namiotu zagłuszyłoby jej słowa. Deszcz w końcu dotarł do Wrocławia.

O godzinie piątej w mediach internetowych pojawiły się pierwsze wpisy. Mimo blokady informacyjnej, mimo początkowego etapu czynności, mimo garstki wtajemniczonych. Widać nie tylko Izka odpala czasem YouTube’a dla rozrywki. Ktoś musiał rozpoznać denata, tak jak i ona.

„Potworna tragedia w okolicy Placu Grunwaldzkiego. Pod wrocławskim wysokościowcem znaleziono ciało młodego youtubera Kaszisza. Policja na razie nie ustaliła, czy było to samobójstwo, czy nieszczęśliwy wypadek”.

„Kaszisz, nastoletnie bożyszcze internetu, znaleziony martwy pod akademikiem we Wrocławiu. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Milionom jego obserwatorów pęknie dziś serce”.

„Wrocławski youtuber Kaszisz zginął podczas nagrywania podcastu z cyklu Nad dachami Wrocławia. Spadł z Kredki – popularnego akademika”.

– Cholera! Skąd oni to wszystko wiedzą? – Oddała komórkę Mareczkowi, który pokazał jej wpisy z internetowych doniesień. – Ktoś ma długi język. Przecież to z Dachami Wrocławia ustaliliśmy dopiero przed kwadransem! Co za świat!

Siedzieli we wnęce kamienicy, na schodach prowadzących do zamkniętego o tej porze sklepu odzieżowego. Z przyjemnością wdychali hausty wilgotnego, pachnącego trawą i piaskiem powietrza. Wokół nich krople dudniły o kostkę brukową, zmywając to, co całymi tygodniami osiadało i wzbijało się z wiatrem, by opaść ponownie. Kratki ledwie dawały radę z napływem wody, mimo kanalizacji burzowej tworzyły się rozległe kałuże, w których wirowały mniejsze i większe papierki oraz pety. Byli zmęczeni i zadowoleni, że udało im się znaleźć całkiem przyjemne miejsce, niedawno wykafelkowane schody, gdzie na dodatek był dobry zasięg. Stąd z rosnącym zdziwieniem obserwowali w telefonach, jak lawinowo przybywa komentarzy i emotikonów pod postami o ich denacie.

– Masakra. – Izka, która siedziała dwa schody niżej niż Paweł i opierała się plecami o jego kolana, odchyliła się i podała mu swoją komórkę. – Teraz jestem na Fejsie. Patrz, już sześć tysięcy lajków. Co w ogóle znaczą te lajki? Lubię to, bo nie lubiłem gościa, czy lubię to, bo ta wiadomość do mnie dotarła?

– To drugie raczej – odpowiedział za kolegę Mareczek.

– No a serduszko? – dopytała Izka. – To samo?

– To samo, tylko że z większym jakby naciskiem, że gość był ci bliski.

– Głupie – powiedzieli jednocześnie Izka i Paweł.

Ona zaraz roześmiała się głośno, on wbił wzrok w swoje szerokie dłonie, gdzie grube żyły pisały znane tylko sobie szlaki.

Przy namiocie pod Kredką trwały ostatnie czynności. Kto mógł, zrobił swoje jak najszybciej. Młody leżał przygotowany do transportu do medycyny sądowej. Do budynku przy Mikulicza-Radeckiego był zaledwie jeden przystanek i na dobrą sprawę mogliby tam chłopaka po prostu zanieść. Czterech najniższych rangą policjantów czekało w deszczu na sygnał, że mogą składać namiot i pakować wszystko. Izka patrzyła na nich ze współczuciem, ale zaraz przypomniała sobie, że sama wielokrotnie dostawała najgorszą robotę. Teraz mogła siedzieć w suchym miejscu i dyskutować z kolegami o internecie.

Telefon Mareczka zadzwonił cicho. Poker Face Lady Gagi rozweseliło ich troje. Ale tylko na chwilę.

Mareczek odebrał, najpierw zrzedła mu mina, a potem brwi poszły tak wysoko do góry, że niemal schowały się pod bujnymi włosami. Chrząknął tylko na zakończenie połączenia, a potem z zaskoczeniem oznajmił:

– Dziwne... – zawiesił głos – ...o dziesiątej będzie konferencja prasowa.

– O w dupę! – Izka spojrzała na komórkę. – Porypało ich? Przecież my nie robimy konferencji prasowych!

– Nic nie poradzimy. Ten młody jest bardzo sławny. Media dobijają się o informacje. Zaraz Gniot do ciebie zadzwoni.

Naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej nie był lubiany. Przeniesiony z Poznania przed niespełna rokiem, nie budził zaufania u swoich współpracowników. Tak się nieszczęśliwie zdarzyło, że zarówno poprzedni naczelnik, jak i jego zastępca, weseli i towarzyscy, lubiani przez wszystkich funkcjonariusze, zostali zdjęci z powodu afery korupcyjnej w dolnośląskiej policji. Nagle, wbrew różnym spekulacjom, kto mógłby zająć ich miejsce, ni stąd, ni zowąd pojawił się Gniot, zupełnie niebrany pod uwagę w giełdzie nazwisk. Gruchnęła wieść, że przyniósł go w teczce jakiś wpływowy działacz partyjny, który dopiero co zdobył intratne stanowisko w urzędzie wojewódzkim. Naczelnik nie miał zastępcy, ale wkrótce na pełniącą obowiązki zastępcy komendant wyznaczył, ponoć za wskazaniem samego Gniota, właśnie Izkę. Zgodziła się niechętnie, mając nadzieję, że jako osoba z wewnątrz będzie mogła lepiej pilnować nowego szefa, i licząc, że wkrótce ktoś ją zastąpi. Miesiące mijały, lecz to się nie wydarzyło. Gniot dał się poznać jako niepunktualny i całkowicie pozbawiony poczucia humoru szef. Często się spóźniał, niektóre odprawy niespodziewanie odwoływał i potrafił znikać z firmy na całe godziny. Już w pierwszych tygodniach urzędowania zasłynął wieloma niefartownymi wypowiedziami i dostał ksywkę Gniot, urobioną z jego nazwiska Gnotowski. Widywano go na miejscu rzadko. Poza codziennymi, maksymalnie krótkimi, rutynowymi odprawami i tymi dłuższymi, raz w tygodniu, czasem powiedział coś podczas tej czy innej okazji, czasem ścisnął jakąś prominentną dłoń. Większość czasu jednak spędzał w swoim gabinecie.

To, że teraz tak się zaangażował, mogło oznaczać tylko jedno: sprawa będzie i jest głośniejsza, niż można by podejrzewać.

– W dupę! – powtórzyła. – Wszystko spadnie na mnie. Pewnie będzie chciał...

Nie zdążyła dokończyć, bo zadzwoniła jej komórka. Izka spojrzała na wyświetlacz, a potem podniosła oczy ku górze, dodając cicho fuck.

– Dzień dobry, szefie – powiedziała tak neutralnym głosem, na jaki tylko było ją stać.

Ani zbyt miłym, żeby nie pomyślał, że go lubi, ani też zbyt antypatycznym, żeby się nie podłożyć. Słuchała, zaciskając usta i niecierpliwie poruszając czerwonym trampkiem. Tym na pewno czystym. Gdy rozmowa się skończyła, Izka rzuciła wściekle:

– Spotkanie w firmie za pół godziny. Faktycznie będzie konferencja. Już szukają jakieś sali. Paweł, zbierasz wszystko, co tylko się da, o młodym. Co i od kiedy robił na YouTubie, czy ma rodzinę, kota, pryszcze, wszystko! Mareczek, wszystkie dane o wypadku, kiedy zgłoszony, co chłopak robił na dachu, jak był ubrany, co tam znaleziono, itede. Ja biorę na siebie przygotowanie pytań i odpowiedzi.

Wstała, opierając się o kolano Pawła. Wsadziła komórkę do tylnej kieszeni spodni i spojrzała krytycznie na swój podkoszulek. Nad lewą piersią, jak order, pyszniła się plama po kawie.

– Ufyflana jak prosię w pierwszy dzień roztopów. I nawet nie ma gdzie kupić jakiegoś T-shirta o tej porze. Może chociaż upoluję dla nas po drodze coś do żarcia. Mogą być drożdżówki?

Pokiwali smętnie głowami.

Zapowiadało się pracowite i raczej nie za przyjemne przedpołudnie. Wyszli z wnęki i spojrzeli z zazdrością na wróble pluskające się w wielkiej kałuży na chodniku.

Jadalnia położonego w pobliżu Kredki akademika ledwie pomieściła wszystkich przybyłych. Wybrano ją na miejsce konferencji prasowej, bo była większa niż ciasna sala spotkań na komendzie i bardziej reprezentacyjna.

Konferencje prasowe zdarzały się niezwykle rzadko. W karierze Izki było to może trzecie takie wydarzenie. Przykryte ceratą stoły poustawiano naprędce pod ścianami ze zdjęciami wrocławskich mostów. Zdjęć było chyba równie wiele, co samych mostów i kładek w Polskiej Wenecji. Rzędy krzeseł wypełniali przede wszystkim młodzi ludzie z elektronicznymi notatnikami. Kilkoro starszych dziennikarzy siedziało z przodu lub stało pod ścianami przy operatorach. Sądząc po liczbie i oznakowaniu mikrofonów, piętrzących się na stołach ustawionych naprzeciw widowni, zdążyły tu zjechać nie tylko media regionalne, ale też ogólnopolskie. Logotypy stacji telewizyjnych i radiowych oraz redakcji prasowych i internetowych zdawały się konkurować między sobą kolorem i wielkością. Zza nich widać było elegancko uczesanego rzecznika komendy, który przejęty niecodzienną formą, próbował zarządzać przebiegiem spotkania.

Izka stała z tyłu, niemal niewidoczna pomiędzy roll-upami reklamującymi rozmaite produkty dla młodego konsumenta.

– Wielka strata. Młody, zdolny człowiek, gwiazda polskich mediów społecznościowych. Mogę jednak zapewnić, że nasza policja ma niezwykłe osiągnięcia w wyjaśnianiu okoliczności wszelkich tego typu zdarzeń. Jestem głęboko przekonany, że już wkrótce będziemy mogli wszystkich państwa poinformować, co się stało, iż ten młody mężczyzna zakończył swoje tak obiecujące życie. Staniemy na wysokości zadania, będziemy pracować dniem i nocą, by państwa nie zawieść.

– Czy policja skłania się do hipotezy, że było to samobójstwo? – zapytała młoda dziennikarka z tabletem w ręku, nie czekając na udzielenie głosu przez oficera prasowego.

– Jak mówiłem, bierzemy pod uwagę wersję o samobójstwie, ale nie wykluczamy też innych możliwości. Pracujemy i dokumentujemy wszystko, tak jak przy zabójstwie – odpowiedział, przygładzając włosy. – Proszę uzbroić się w cierpliwość, już wkrótce będziemy mogli potwierdzić ostateczną wersję zdarzeń. Może teraz pan w koszuli w kratę.

– „Dziennik Bałtycki”. Czy Kaszisz zostawił list?

– Na chwilę obecną nie znaleźliśmy listu. Zresztą... tylko od dziesięciu do czterdziestu procent samobójców zostawia list pożegnalny.

Izka uśmiechnęła się pod nosem. Wołami mu napisała, że do czterdziestu dwóch procent, ale w sumie jakie to ma znaczenie?

– Czy miał rodzinę? Jak zareagowała na tę wiadomość?

To pytanie zadała młoda osoba, na oko lat dwudziestu, najprawdopodobniej kobieta. Trudno było to stwierdzić, gdyż szczupła twarz i niemal wychudzone ciało nie nosiły cech żadnej płci. Krótko ostrzyżone czarne włosy i czarne rozpychacze w małżowinach usznych mogły równie dobrze należeć do kobiety, jak i mężczyzny.

– Tak. Rodzice są już pod opieką psychologa. Oczywiście, są pogrążeni w rozpaczy. – Wypowiedział to ostatnie zdanie niezwykle uroczyście.

Pytania od dziennikarzy sypały się nadal. W sali było gorąco i coraz bardziej duszno.

Izka na chwilę przestała słuchać i wyłączyła się. Popłynęła myślami do rodziców chłopaka. Jedynaka. Nie znała tych ludzi i nie widziała ich jeszcze. Ale wiedziała, że nie będzie łatwo.

– ...spiralomaniacy?

Ostatnie słowo jednego z dziennikarzy wyrwało ją z ponurych rozmyślań.

– Na razie jest za wcześnie, by móc stwierdzić, czy ten młody człowiek został wciągnięty w wyzwanie związane ze spiralą.

Słysząc wyraźne przejęcie w głosie rzecznika, pomyślała, że może on też ma nastolatka w rodzinie. Może też się boi, jak ona.

– Czy powie nam pan coś więcej o tej zabawie, o ile możemy to nazwać zabawą? – zapytał starszy, na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna, stojący za plecami operatora państwowej telewizji. – Na czym to polega?

Oficer prasowy spojrzał na swoją kartkę. Miał tam wszystko elegancko w punktach. Mógł po prostu przeczytać i tak właśnie zrobił.

– Oczywiście, nie wiemy o niej jeszcze wszystkiego, bo rozwija się niezwykle dynamicznie. Pierwsze sygnały, że w internecie pojawiło się nowe wyzwanie dla młodzieży, zaobserwowaliśmy w listopadzie ubiegłego roku, ale nasiliło się dopiero teraz, przed wakacjami. Takie wyzwania, czyli specjalne gry internetowe, powracają regularnie. Niektóre z nich są wyjątkowo groźne. Kilka lat temu takim wyzwaniem był Niebieski Wieloryb. Młodzi ludzie, dzieci, wykonywali różne polecenia wirtualnego mentora, niektóre bardzo niebezpieczne, jak samookaleczenie czy nawet samobójstwo. Mamy podstawy podejrzewać, że wyzwanie ze spiralą jest dużo groźniejsze. Jego celem jest właśnie śmierć. Tylko że młodzi ludzie nie wiedzą, że to samobójstwo, bo traktują je jako przejście do innego świata. Mają skoczyć z wysokiego miejsca tuż po północy, by porzucić obecne ciało i przenieść się do innej, lepszej rzeczywistości, gdzie czeka ich nowe. – Zawiesił głos na moment, sam chyba trawiąc sens tego, co przeczytał. – Jak państwo wiecie, symbolem tego wyzwania jest spirala. Stoi za tym fikcyjna teoria, że nasz świat jest jednym z wielu umieszczonych w spiralnie wirującym kosmosie. Samobójcy wierzą, że skacząc z dachu wieżowca czy mostu, wpadną do innego, lepszego świata, znajdującego się na tej spirali. Rysunek czy tatuaż na ciele są jakby kluczem do tego przejścia. Według naszych danych w Europie straciło życie w ten sposób już około trzystu nastolatków.

Po sali przeszedł szmer.

Nawet ci, którzy wiedzieli o nowej grze, nie byli najprawdopodobniej świadomi skali zjawiska. Największe zaskoczenie malowało się na twarzach tych nielicznych dziennikarzy, którzy przekroczyli czterdziestkę. Ich pokolenie dorastało w analogowej rzeczywistości, gdzie lepszy świat oznaczał wyrwanie się z małego miasteczka i kluczyki do samochodu służbowego. I właśnie jeden ze starszych dziennikarzy, ten z telewizji państwowej, podniósł rękę i zadał pytanie:

– Wspomniał pan, że ci samobójcy robią sobie tatuaż. Czy Kaszisz też go ma?

Izka spodziewała się tego pytania i przygotowała na kartce odpowiedź. A jednak to nie spokój poczuła w tej chwili. Automatycznie spojrzała w stronę pytającego, który stał na skraju rzędu, blisko niej, i zamarła. Jego buty! Spod garniturowych spodni widać było dobrze wyczyszczone czarne lakierki ze skóry wyglądającej na krokodylą, ze srebrnymi okuciami na noskach. Wydały jej się znajome, a gdy uświadomiła sobie, gdzie mogła już widzieć podobne, zrobiło jej się słabo. Jednak twarz pytającego nic jej nie mówiła. Przyjrzała się dziennikarzowi i nie znalazła niczego, co mogłoby dać odpowiedź na pytanie, czy to faktycznie ...on. Już prędzej poznałaby go po głosie.

Głos!

– Przepraszam... – tymczasem z pomocą przyszedł jej oficer prasowy, przejmując temat – ...czy mógłby pan powtórzyć pytanie?

– Oczywiście. – Twardy, lekko chropowaty głos osoby, która albo pali, albo dużo paliła. – Pytałem o tatuaż. Czy ten dzisiejszy samobójca miał wytatuowaną spiralę?

To chyba nie on. Izka wsłuchiwała się w swoje wspomnienie sprzed kilku tygodni. Tamten mówił miękko, delikatnie. Ten ma głos jazzmana. Ale co, jeśli potrafi go zmieniać?

– Dziękuję za powtórzenie pytania. Faktycznie... Tak, zgadza się, wszyscy wcześniejsi samobójcy tatuowali sobie lub rysowali flamastrem symbol spirali. Zazwyczaj spiralę znajdowano w miejscach, gdzie trudno było ją dostrzec bliskim, na podudziu, na stopie lub pod pachą. Jeszcze nie umiemy powiedzieć, czy dzisiejszy denat, Kaszisz, nosił znak spirali. Nie wykazały tego oględziny na miejscu wypadku. Dopiero w czasie sekcji...

Starszy dziennikarz szepnął coś do ucha kamerzyście, a potem rozejrzał się po sali. Przez moment ich oczy spotkały się.

Czy tylko wydawało jej się, czy spojrzał na nią dziwnie? Pomyślała, że musi wyglądać naprawdę słabo po nieprzespanej nocy. Próbowała przypomnieć sobie, czy wychodząc z domu przed świtem, w ogóle się uczesała. Czy wyciągnęła wszystkie kwiatki z włosów. Jeśli jakieś zostały, mógł ją rozpoznać! Przełknęła ślinę, czując narastającą panikę.

Z wielkim wysiłkiem przeniosła wzrok na kolejną osobę, która zadała pytanie.

– Turbodoładowanie Młodych – przedstawiła się sympatycznie równie młoda, jak nazwa jej czasopisma lub portalu, kobieta z drugiego rzędu. – Chciałabym spytać, czy w filmach Kaszisza lub wpisach są sygnały tego, że został wciągnięty w ideę tego przejścia do innego świata?

– Nie umiemy tego potwierdzić na tym etapie. – Izka ze zdziwieniem usłyszała słowo, na które tak bardzo zwracano im uwagę. Tyle razy kładziono im do głów, że policja nie powinna używać zwrotów takich jak „nie umiemy”, „nie dajemy rady”. Niczego, co by obniżyło ich wartość w oczach tak zwanego społeczeństwa. – Nasz zespół obecnie analizuje wszystkie fakty, w tym cały materiał zgromadzony w internecie. Jak państwo wiecie, jest tego sporo. Wrócimy do państwa z informacją, kiedy zyskamy pewność, czy faktycznie młody człowiek dał się wciągnąć w tę niebezpieczną grę.

Spojrzała na prasowego. Musiał być zmęczony tą rozmową i całą atmosferą, bo na jego czole perliły się kropelki potu. Chrząknął głośno.

– No dobrze, drodzy państwo. Na dziś to wszystko. Jesteśmy w trakcie czynności. Będziemy państwa informować o postępach prac. Bardzo dziękujemy za przybycie.

A potem po prostu wstał, obciągnął koszulę i wyszedł zza stołu.

Izka dyskretnie wymknęła się z sali, zanim uczestnicy konferencji ruszyli w stronę drzwi. Zanim starszy dziennikarz w butach z okuciami zetknie się z nią w gęstniejącym tłumie. Paliły ją policzki.

Po raz pierwszy zdała sobie sprawę z tego, że jej nocne życie, które uważała za całkowicie osobne, toczące się jakby w innej czasoprzestrzeni, może zetknąć się w każdej chwili z jej obecnym, normalnym. I być może wtedy ją zniszczy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki